Ja chcę skansen. Króla, JEDNEGO na lat kilkadziesiąt. Wójta, tudzież burmistrza z nadania, bez zmian na lat wiele. Jeden i drugi, chocia kumotry, dranie, łoszusty i wydrwigrosze, dwóch ich jeno. Jeden i drugi, jak nie durny zupełnie, prędce zgadnie, co by kuru nie zarzynać, jeno jaja jej podbierać. Lubo owce golić a nie na prędce ubijać.
A i praw jeden z drugim, choćby i nie wiem jaki był czytaty i pisaty, więcej niźli kilka stronic na niedzielę nie wypłodzi. Wreszcia, co nie głupie wcale, może i prezent przyjmie, a podarek? Może i zadzierżgnąć więzi jakowe da się, co by ugładzić dnia codziennego ciężary?
Tak więc staro, prosto, głupio, bez wyboru i bez d*kracji. Miast tego stabilnie, prosto i zrozumiale.
Nowoczesne... Phi. Furda. Bzdura. Nie chcę państwa nowoczesnego, tak jak nie chcę nowej koszuli jeno tylko dlatego, że jest nowa. Stara zła? Cerować umiem, a nie uwiera i dobrze leży.
Chcę państwa sprawnego, spokojnego. Chcę państwa, w które uwierzę, któremu z całego serca i rozumu poświęcić będę mógł swoją pracę. Chcę wiedzieć, że dziś "Tak" nie stanie się jutro "Nie". Chcę, by reguły i role były jasno i przejrzyście rozpisane. Chcę, by działać legalnie i w zgodzie z prawem było ŁATWIEJ niż na odwrót. Wreszcie, by był honor i była nie próżna duma.
NIKT na dzisiejszej scenie politycznej nie porusza problemów podstawowych. A to pieniądz, a to nowe, a to stare. A gdzie pytanie, o to kim DZIŚ jesteśmy i KIM będziemy jutro?! Gdzie wizja dalsza niż na lat pięć-cztery?
Wreszcie, gdzie honor... panowie... w polityce...

Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka