Róbmy swoje, jak najbardziej

Różnorodność jest piękna, ludzie rozglądający się w różne strony, stają się na tle innych indywidualnościami, nawet wśród podobnych sobie. Problemem z niemal wszystkimi organizacjami jest taki, że dążą do jednorodności. Nie twierdzę, że człowiek nie potrzebuje zorganizowanego sposobu życia, wydaje mi się jednak, że można organizować się na dwa sposoby: ideologiczny i praktyczny - ten pierwszy według mnie zawsze będzie prowadził do jednorodności.
Życie to niezwykła różnorodność, nie sposób dotknąć wszystkich jego prawd i praw, każdy może do własnej skrzynki upakować to, co go zainteresowało, co polubił lub w czym się zakochał, i przecież choć będzie to czasem zupełnie inna zawartość niż kogoś innego, to konflikt nie zaistnieje pomiędzy nimi. Konflikt potrzebuje ideologicznej postawy, wypowiedzi na temat prawd i praw życia, których nie sposób dowodzić, a trzeba mieć też na uwadze to, że nie sposób dowodzić prawdy komuś, kto nie dojrzał jeszcze do jej zrozumienia np. dziecku, ale nie tylko (i kto wyznacza granicę pomiędzy dojrzałością a niedojrzałością?).
Myślę, że w dużej mierze na drodze w dojrzewaniu stają ideologiczne postawy, nie tylko z podtekstem religijnym. Podają one pewien zbiór "prawd" i reguł, które należy akceptować, zupełnie nie dbając o to, aby towarzyszyło temu także ich zrozumienie. Problem jednak z tym, że aby rozumieć, trzeba być odpowiednio dojrzałym do zrozumienia zagadnienia, a sądzę, że człowiek, który rzeczywiście zrozumiał, nie potrzebuje już ideologicznego wsparcia.
Ideologia, np. chrześcijańska mówi nam, jaki ma być świat i nasze życie w nim, zaczynamy więc od pewności co do kształtu świata, by dopiero potem, ewentualnie, i najczęściej nigdy, badać ten świat (bo co tu badać, jeżeli już wiadomo jak jest, w tej sytuacji ludzie raczej zajmują się odpieraniem ataków, które być muszą i to jedyny powód ich zaciekawienia tym, co jest głębiej). Dogmatyzm dotyczący świata fizycznego załamał się w obliczu nauki, został brutalnie sprowadzony na ziemię, bo podważono niemal wszystko, co w tym temacie zostało wcześniej wypowiedziane i czego nauczano.
Istnieje jednak według mnie coś takiego, jak życie psychologiczne człowieka, można je nazywać duchowym, nie mam żadnych oporów przed tym słowem. I uważam, że to głównie ideologie uniemożliwiają badanie tego życia. Nie wiem skąd w ogóle przekonanie, że istnieje wiedza dotycząca tego jak należy żyć i wystarczy ją tylko przyswoić, bo w tym wymiarze życia - psychologicznym, człowiek w niewielkim stopniu ma postawę podobną do tej, jaką zajął w świecie nauki o fizycznych, biologicznych prawach przyrody. Tam zaczynano od zera, poświęcano ogromnie wiele uwagi obserwacjom, dla zrozumienia potrzebne były nie dogmaty, racje, ale wnikliwa uwaga, badanie, dotykanie. Według mnie podobną robotę trzeba wykonać w przypadku samego siebie, własnego życia, do własnych emocji, uczuć, myśli trzeba podejść z ciekawością taką samą, z jaką się wchodzi na nieznane terytorium, nie można zaczynać tu od wiedzy, a już broń boże od potępienia, ale od niepewności.
W przypadku życia psychologicznego problem jest nawet dużo trudniejszy, bo nie wystarczy, że ktoś zbada umysł, ktoś wyjaśni emocje, strach, przemoc jaka w nas drzemie, bez zrozumienia ta wiedza nic nie znaczy, stanie się kolejnymi dogmatami, których nie będziemy umieli kojarzyć z rzeczywistymi zdarzenia w życiu, w tą robotę trzeba być osobiście zaangażowanym. Nigdy nie będzie istnieć tu suma wiedzy, którą będzie można przekazać kolejnym pokoleniem, każdy od nowa będzie musiał uczyć się i rozumieć, podobnie jak nie wystarczy powiedzieć małemu dziecku, że ogień parzy, bo jedyne co nawyżej zrozumie, to to, że może to być nieprzyjemne, bo poznało już ból i nieprzyjemne odczucia - ognia rozumieć jeszcze nie będzie.
W pewnym sensie można powiedzieć, że musimy mieć naukowe podejście do życia wewnętrznego, bo tak nauczymy się rozumieć np. naszą zachłanność, kłamstwa, skłonność do gwałtu, co według mnie jest dużo ważniejsze niż obwieszczanie reguł postępowania, życia, a w czym lubują się wszystkie organizacje o charakterze ideologicznym i religijnym (osobiście stawiam pomiędzy nimi zawsze znak równości).
Idea, czyli pomysł, to sposób jeden z wielu, np. jeździmy lewą lub prawą stroną ulicy. Oba sposoby są dobre, ale oba nie mogą funkcjonować jednocześnie. Jeżeli takie będzie podejście do idei, jeżeli idea przestanie pełnić rolę tej jedynej, słusznej prawdy, to znikną także powody wielu konfliktów i dojdzie do prawdziwej umowy międzyludzkiej - "my tu robimy tak a tak, i nie możemy czynić tak a tak, bo wystąpią konflikty, albo się na to godzisz, albo idź gdzie indziej".