 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-02-2005 18:59 | Cieślański | Walentynki i hormony | ..........Drodzy Państwo, Wkrótce WALENTYNKI. Należy się do nich przygotować naukowo, wszak żyjemy w cywilizowanej Europie. Temat uczuć i miłości, znajdujemy wszędzie, i w totalitarnej indoktrynacji, i na lekcjach przysposobienia małżeńskiego, w literaturze pięknej i w ogłoszeniach typu: Aaaaatrakcyjna i bezpruderyjna -wizyty domowe, w relacjach z amerykańskich procesów księży pedofili i w dyskusja o samobójstwach. Dyskusja o świecie przez pryzmat zagadnień natury miłosnej, co prawda trochę zawęża temat do własnych motywacji egzystencjalnych, czy dajmy na to dylemarów samobójczych konkretnych dyskutantów, ale jeśli mieli byśmy odwieść tych ostatnich od samotargania się na życie z powodu zawodu, pardon, miłosnego przynajmniej Ich, to to będzie to dopiero początek batalii. .... Czytanie, pisanie, liczenie,zapamiętywania pobudza lewą(optymistycznną) półkulę mózgową, co świetnie się sprawdza we wspomaganiu wychodzenia z depresji. ..... O samej naturze miłości w dzisiejszych czasach warto dyskutować czerpiąc ze współczesnych źródeł naukowych w zakresie badań nad mózgiem i jego działaniem. ..... Pozwoli to dyskutantom zejść z mielizny jałowego posługiwania się argumentami filozoficznymi, z przed paru tysięcy lat, kiedy to podstawową metodą "zaglądania" do mózgów ludzkich było Platońskie grzebanie palcem w nosie i bójki na miecze, a nie współczesne mapowanie mózgu pozytronową tomografią komputerową PET. Ciekawy artykuł o naturze miłosnej pt. "Chemia miłości" autorstwa Krzysztofa Szymborskiego, znajduje się na stronach RACJONALISTY; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3692 .... Nieźle też naświetla zagadnienia "chemi miłosnej" Rita Carter w książce pt. "TAJEMNICZY ŚWIAT UMYSŁU" z której pochodzi cytowany poniżej fragment tekstu, (str. 70 - 76) dotyczący badań: mózgu ludzkiego i zachowań seksualnych: ..... "Ośrodki popędu seksualnego są zlokalizowane w podwzgórzu, lecz - podobnie jak w przypadku innych popędów - i ten szerzy się, obejmując rozległe obszary innych okolic mózgu, tak w układzie limbicznym jak i w korze. .. Tak samo też jak w innych rodzajach popędu, można go podzielić na poszczególne elementy, z których każdy da się zlokalizować. .... Skupiska tkanek, których aktywność wzbudza poszczególne aspekty odczuć i zachowań seksualnych, są pobudzane przez rozmaite neuroprzekaźniki, wspólnie z hormonami płciowymi. .... W tej okolicy działa też podstawowy obwód, na który składa się ciąg popęd-nagroda-odprężenie: ... 1... popęd seksualny powstaje pod wpływem neuroprzekaźników pobudzających; ... 2... intensywna "nagroda" w postaci orgazmu jest związana z masywnym wyrzutem dopaminy, ..... 3... a uczucie odprężenia po akcie płciowym jest rezultatem działania hormonu zwanego oksytocyną. Obszary mózgu związane z aktywnością płciową są inne u mężczyzn i u kobiet. ...... Różnice te zależą od wpływów hormonalnych i mogą ulegać modyfikacji pod wpływem zachowania i czynników środowiskowych. Główne zarysy tego układu są konstruowane - w większości już w życiu płodowym - przez geny. ....... Te różnice fizyczne znajdują swój odpowiednik w zachowaniu. ..... W obrębie większej grupy - tak wśród ludzi, jak i małp czy szczurów - owe różnice behawioralne są przeciętnie na tyle znaczne, że można mówić o typowo męskich czy żeńskich zachowaniach seksualnych. Typowe dla mężczyzn zachowanie seksualne cechuje się większą niż u kobiet asertywnością (apodyktycznością, stanowczością); jest też ono bliższe agresji i odnacza się większą przenikliwością. ...... U kobiet typowe są zachowania bardziej uległe; równie charakterystyczne są postawy ciała połączone z ułatwieniem dostępu do narządów płciowych (grzbietowe wygięcie kręgosłupa), a podczas kontaktu płciowego przyjmowanie postawy biernej. ...... Fizyczne różnice w budowie mózgu u obu płci dostarczają częściowego wytłumaczenia opisanych odmienności behawioralnych. ...... Przyśrodkowa okolica przedwzrokowa w podwzgórzu, która u samca małpy wykazywała sporą aktywność w trakcie kopulacji, jest - jak się wydaje - ośrodkiem typowych dla samca zachowań seksualnych. ..... Na tym obszarze występuje największa liczba neuronów wrażliwych na androgeny (męskie hormony płciowe), jest też on rozleglejszy u mężczyzn niż u kobiet. ...... Stymulacja tej okolicy u samców małp prowadzi do wystąpienia przemożnego zainteresowania każdą samicą, która znajdzie się w pobliżu - pod warunkiem jednak, że jest ona w okresie rui. ....... Samice poza okresem rui nie wywołują żadnej reakcji ze strony samców. ........... Inaczej jest w sytuacji odwrotnej: po usunięciu przyśrodkowej okolicy przedwzrokowej samce tracą zainteresowanie samicami, ale nie samą aktywnością seksualną. Poddane usunięciu tego obszaru nadal się masturbują, mogą też przejawiać wzmożone cechy zachowania typu żeńskiego, jak np. grzbietowe wyginanie kręgosłupa. ...... Sugeruje to, że zasadnicza funkcja przyśrodkowej okolicy przedwzrokowej polega na reakcji na sygnały hormonalne, pochodzące od gotowych do zbliżenia samic. ....... Sygnały te docierają wieloma drogami. ...... U małp głównym źródłem bodźców zewnętrznych jest układ węchowy, co dowodzi znaczenia węchu dla seksualności; u ludzi znaczenie węchu w tym kontekście jest mniej pewne. ...." |
| Mariusz Agnosiewicz | Musiałem usunąć zamieszczony artykuł, bo było to naruszenie praw autorskich (wprawdzie z próbą obejścia przez cytat...). Nie ma potrzeby wklejać na forum całych artykułów na ten temat, przecież o tym wiele i jak ktoś chce sobie poczytać o miłości naukowo, to znajdzie takie artykuły, także w Racjonaliście. Mogę podać kilka linków: Alchemia miłości - rozmowa z prof. Jerzym Silberringiem z Collegium Chemicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1120595Życie seksualne studentów warszawskich na przełomie XIX/XX w. - Agnieszka Weseli www.historia.pl/Artykuly/seks.htmlZmierzch plemników - Męskość - towarem deficytowym? - Piotr Majer (Kulisy) kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1091584&KAT=242To może wam schrzanić dzień - Newsweek numer 29/03 newsweek.r(*)hiwum/artykul.asp?Artykul=6954Czego mu dziś potrzeba - Newsweek numer 29/03 newsweek.r(*)hiwum/artykul.asp?Artykul=6952Płeć, mózg i miłość - Newsweek numer 29/03 newsweek.r(*)hiwum/artykul.asp?Artykul=6955Biochemiczne podłoże miłości nie jest jednak argumentem przeciwko miłości. To bywa szkodliwe, tak jak wiele innych przyjemnych rzeczy, ale to nie jest argument, aby z tych przyjemności rezygnować lub toczyć przeciw nim krucjatę. Nie sądzę też, żeby przeczytanie wszystkich powyższych artykułów, czyli jako takie poznanie naukowe miłości, amputowało głębię doznań i przeżywania tych biochemicznych uniesień. Pozwala za to lepiej sobie radzić kiedy miłosna interakcja pomiędzy dwoma* osobnikami zaczyna szwankować i ulegać rozkładowi. Przyjęcie, że miłość jest organicznie związana z libido tylko kogoś zepsutego przez spirytualistyczne religie może gorszyć lub oburzać. No i wreszcie: zmniejszenie ilości nieszczęść spowodowanych miłością nie jest zadowalającym zyskiem za "doprowadzenie się do ultraracjonalnego" (nerwice, nuda itd.) * Nie odbieram nikomu prawa do bardziej rozbudowanych związków ucziciowych
|
|
 | | Teresa | > * Nie odbieram nikomu prawa do bardziej rozbudowanych związków ucziciowych Super  . No właśnie, bardziej złożone, rozbudowane jak i spirytualistyczne doświadczenie miłości, czyli doświadczenie sacrum, to jest dopiero to!  Pragnę wierzyć, ze takie 'rozbudowane' podejście ma również swoje uzasadnienie filozoficznie: "Ludzkie poznanie jest w pierwszej instancji poznaniem zmysłowym. Realizm poznawczy, zarówno naiwny, jak i realizm krytyczny, zgadza się na to, że "nihil est in intellectu, quo prius non fuerit in sensu" (nie ma nic w intelekcie, co najpierw nie byłoby w zmysłach). Jednakże granice tego "sensus" nie są wyłącznie sensualistyczne. Człowiek, bowiem poznaje nie tylko barwy, tony czy kształty, ale poznaje przedmioty całościowo. (...) Poznaje więc prawdy ponad zmysłowe lub inaczej mówiąc: trans-empiryczne." (Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei) To może jeszcze parę opisów miłości erotycznej i nieszczęść z nią związanych wziętych z wyższej "instancji" poznania  : "Miłość erotyczna jest wyłączna, lecz kocha ona w drugim człowieku całą ludzkość, wszystko co żywe. Jest wyłączna tylko w tym sensie, że pozwala zespolić się w pełni i mocno tylko z jednym człowiekiem." E. Fromm "Sztuka miłości" "Przede wszystkim często myli się ją z gwałtownym uczuciem "zakochania się", nagłym opadnięciem barier istniejących do pewnej chwili pomiędzy dwojgiem obcych sobie ludzi. Ale, jak wykazaliśmy poprzednio to uczucie nagłej zażyłości jest z samej swej natury krótkotrwałe. (...) Gdyby głębiej doznawało się istnienia drugiego człowieka, gdyby można było odczuć nieskończoność jego osobowości - nigdy by nie wydawał się tak znany i cud pokonywania barier mógłby powtarzać się każdego dnia od nowa. Ale większość załatwia się z problemem zbadania własnej osoby, a także i innych i uznaje sprawę za wyczerpaną. W ich odczuciu droga do zażyłości prowadzi przez kontakt seksualny (...) W rezultacie zaczyna szukać się miłości z kimś innym, z jakimś nowym obcym" Tamże. "Otóż - nawiązujemy do myśli Arystotelesa - jeśli tym, co wnoszą obie osoby w miłość wzajemną, jest ich miłość osobista, ale miłość o pełnej wartości etycznej, miłość-cnota, to sama wzajemność nabiera cech gruntownej stałości, pewności. Tym się tłumaczy owo zaufanie do drugiej osoby, które uwalnia od podejrzenia i od zazdrości - zaufanie, które tak bardzo stanowi o tym, że miłość jest prawdziwym dobrem dwojga ludzi. To, że można na drugim człowieku polegać, myśleć o nim jako o przyjacielu, który nie zawiedzie, jest dla tego, kto kocha, źródłem pokoju i radości. Pokój i radość to owoce miłości bardzo blisko związane z samą jej istotą. (...)" "Miłość i odpowiedzialność" ( www.nonpos(*)la/milosc_i_odpowiedzialnosc/.) Powodzenia
|
|
|  | | Teresa | Oops, ja chyba nie zrozumiałam tego wątku. W tym stwierdzeniu: > Nie odbieram nikomu prawa do bardziej rozbudowanych związków ucziciowychchodziło chyba jednak o coś innego. Natomiast mi chodziło o bardziej rozbudowane uczuciowo doświadczenie miłości, które może się wytworzyć w relacji one-to-one... (a nie one-to -many czy many-to-many).
|
|
| |  | | Cieślański (994 punktów) | wyzwolone "one-to-one" | > ...... one-to-one... (a nie one-to -many czy many-to-many)To zupełnie niecelowe, zabobonne zawężanie środków miłosnego spełnienia. W saldo szczęśliwości seksu grupowego, tak jak w polityce i w religii, liczy się, kto z kim, ile razy, w jakiej pozycji i za ile figlował ogniście np. na sztosie, na haju, na trawie, czy w parku na jesiennych liście-ch. Zarówno w seksie, religijnym mataczeniu i w polityce, najszczęśliwsze są osobowości lekkiego prowadzenia i elastycznych zasad moralnych, z uwzględnieniem szczególnych uzdolnień oralnych. Wniosek: uczmy się skutecznej polityki uszczęśliwiania, od szafarzy miłością, czyli uczynnych pań na szosie, dających rozkosz i pocieszenie strudzonym pielgrzymom międzynarodowego handlu i transportu merkantylnego. Zdrady i zmiany partnerów są w polityce na porządku dziennym i w zasadzie nikt, oprócz naiwnych dyletantów, nie czyni umoralniających histerii moralnych, z powodu zamiany kolejnego związku zawieranego w celu posięścia szczęścia, kasy państwowej lub ewentualnego koalicjanta. W temacie zdrady związków chłopa z babą, usankcjonowanych urzędowym papierem, badacze obyczajów seksualnych stwierdzili, że z natury poligamiczni faceci, najczęściej zdradzają własne żony z obcymi (całkiem nie znanymi osobistym połowicom) kobitkami, bo cenią sobie dyskrecję, nowości wizualne, nowinki seksualne i różnorodność w dostępie do nośników materiału genetycznego. Natomiast monogamiczne z pobudek materialnych kobitki, zanim dopuszczą samca do kopulacji, najpierw długo sprawdzają: jego intencje, zdolność do założenia rodziny i wyżywienia tych, no, "małych". Niektóre samice, te najbardziej zdewociałe, jeszcze najpierw modlą się i radzą się klechy, zanim dopuszczą interesownego partnera, wydając z siebie boskie oznaki zadowolenia i różne dźwiękowe "Oochy" i "Eechy". Takoż i Baba w typowo kobiecym, czyli nie androgynicznym wydaniu, w stałym związku małżeńskim z ustabilizowaną pozycją finansową i społeczną nie dopuści na chybcika nieznanego sobie obcego samca. Więc co zrobi?? Ano, wyniki badań obyczajowości seksualnej wykazały niezbicie, że żony na ogół zdradzają mężów z samcami, których znają i, z którymi kontakty nie wzbudzają podejrzeń współmałżonka. Czyli "kładąc łopatą do głowy", zamężne kobitki w przeważającej większości przypadków zdrady małżeńskiej, czynią to z bliskim przyjacielem własnego "ślubnego". Podobnie jest z układami politycznymi, najczęstsze są zdrady w ramach jednej, tej samej np. prawicowej opcji politycznej, a pomijane taktownym milczeniem lub zgoła niezauważalne przez dotychczasowych partnerów. My na lewicy, też ostatnio sprawiczeliśmy i stosujemy religijną (trójpolówkę w trójkątach) wymianę partnerów, jednak nie wykluczamy obdarowywania się całuskami w chwilach nagłej potrzeby. Co niektóre sprytniejsze kobitki, na zbiorowych imprezach proszą nawet swoje przyjaciółki o kamuflujące pocieranie gruczołami mlekowymi, własnego męża, aby odwrócić jego uwagę od pilnowania połowicy i mieć w razie wpadki kontrargumenty równoważące szanse ewentualnych negocjacji pokojowych lub rozwodowych. Ja osobiście uważam, że zdrada to była wtedy, jak sołtys z Sobolewa partyzantów z pod Łaskarzewa Niemcom wydawał. Natomiast to, co się niektórym zdarza nazywać zdradą małżeńską, to zwykła demokracja w uwarunkowanym ewolucyjnie dążeniu do stosowania (udowodnionych naukowo, opartych na mechaniźmie zróżnicowanego mieszania coraz to nowych genów) metod prokreacyjnego doskonalenia gatunku ludzkiego. A zerknijmy na zagadnienie dzielenia się talentem wywoływania atomowych orgazmów u obcych kobitek przez męża, z punktu widzenia jego kato-współmałżonki. Każda kobitka, która kocha swojego wybrańca na ogół wmawia sobie, że tenże wybrał ją, bo była najlepsza z pośród egzemplaży dostępnych na rynku. I nie chodzi mi tu o wyznanie typu: "Kocham Cię, (i będę Cię kochał Moje Ty Kochanie, dopóki mi (uczuć) stanie), było nie było, bo mi się nic lepszego nie trafiło. Acz kolwiek w babskich głowach, zawsze istnieje ten jad podejrzliwej niepewności, kiełkujący myślą: "A skąd On mógł wiedzieć, że byłam najlepszą, którą wybierał,? czy miał skalę porównawczą,? i czy nadal uważa ją za najlepszą, skoro ciągle ogląda te świńskie filmy? Kobieta zanim się odda, musi mieć pewność, co najmniej taką, jak wtedy, kiedy pod koniec cyklu, zerkając na Postinor na półce obok hotelowego łóżka, łykając Cilest, pieniąc się w kroczu od PanteX Owal, czuje Jego penisa obleczonego w trzy Unimile, wewnątrz swego odbytu i pociesza się myślą, że w końcu jakby co, to on miał różyczkę rok temu, więc jest bezpłodny i mąż się niczego nie będzie domyślał i nie dowie, zerkając na jej zbyt otyły brzuszek.  Dlatego na ogół największe powodzenie u kobitek zyskują ci samcy, o których fama niesie, że mają powodzenie u samic potwierdzane przez odpowiednio wysoki "przerób", pozwalający na wyrobienie sobie odpowiednio głębokiej skali porównawczej, niezbędnej do podjęcia trafnej decyzji matrymonialnej lub tylko inseminacyjnej. Jest też drugi aspekt kobiecego porządania pewności, ten kiedy małżonek mówi: "Kochanie jesteś jedyną na której mi zależy, bo wybrałem najlepszą, a podejrzliwa połowica wie skąd inąd od usłużnych koleżanek, że widziano Go z Tamtą, i z Tamtą, i z jeszcze Inną (kiedy ona była z dziećmi na wsi u mamusi), to może być pewna, że ukochany małżonek wie co mówi, sprawdził, porównał i ma wyrobiony trafny pogląd, niezafałszowany pantoflarską stronniczością. Taki na ten przykład, mąż ciotki mojej matki mawiał, (do mojej nota bene, cioci-babki): Basiu, Ja tylko Ciebie! Jedyną! naprawdę kocham. Aaaaaa te inne, p******ę. Reasumując:.Taka baba powinna się cieszyć i być szczęśliwa bo, On wybrał najlepszą, czyli ją. No bo, przecież gdyby umiejętnie zawadził, o drzewo tylko tą stroną samochodu, po której siedziała ona, jak wracali od od jej mamusi z imienin, to nawet uwzględniając fakt, że był napity, już by wyszedł na wolność.
|
|
| |  | | Cieślański (994 punktów) | sain't fantazy bez obrazy | > Natomiast mi chodziło o bardziej rozbudowane uczuciowo doświadczenie miłości, które może się wytworzyć w relacji one-to-one...Współczesna psychologia religii wykazuje, że religijność rozumiana jako nadmierna skłonność do (motywowanych niespełnieniem orgazmicznym) wybujałych, wręcz obsesyjnych, erotycznych więc grzesznych, fantazji wokół "fantazdygmatu" miłości bożej, zwłaszcza w relacjach one-to-one, ma skutki uboczne, a przez religijnych apologetów małżeńskiej wierności cokolwiek nie docenione. Badania naukowe wskazują na pewną kłopotliwą prawidłowość, jeśli chodzi o stosunki małżeńskie w pobożnych rodzinach religijnych prawiczków. Podobno 20% religijnych samiczek brzydzi się chłopami i wychodzi za mąż tylko z religijnego nakazu płodzenia katolickich dzieciątek na chwałę pana. Otóż najciekawszą obserwacją jest fakt, że 30% świeżo poślubionych z końcem lata, (po pielgrzymkowym barłożeniu w chłopskich stodołach), prawicowych małżonek, w trakcie stosunku z łatwowiernym mężem, wyobraża sobie, że kopuluje z panem bogiem, jego synem lub ewentualnie bohaterami serialu Plebania. Stąd ponoć to słynne zakrzyknięcie "Łoooojezuuu", kiedy na pielgrzymkowych noclegach rozmodlone wybranki serca, (przydzielane po wakacjach, ministrantom przez księdza spowiednika) "dochodzą" szczytując w objęciach syna gospodarza stodoły. Po pięciu latach od ślubu, 50% dominujących połowic w ogóle nie pamięta w czasie kopulacji imienia aktualnie inseminującego je małżonka, kiedy w skromnością pobożnej ciemności, pod przymkniętymi powiekami fantazjują, grzesząc erotycznie w wyobraźni, z koleżankami z ruchu oazowego i zniewieściałym klerykiem z ostatniej pielgrzymki. To boskie zapomnienie nasila się wraz z małżeńskim stażem i po 15 latach przykładnego spółkowania, jedynie co dziesiąta parafianka pamięta w trakcie stosunku imię drugiego członka jej sakramentu małżeństwa. Niezbitym dowodem takiego wyglądu sprawy jest przytaczany już fakt, że kiedy w dwudzietym trzecim roku małżeństwa, (w trakcie sześććdziesiątej dziewiątej nabożnej kopulacji, poprzedzanej paciorkiem na intencję trzynastego błogosławionego poczęcia), religijnisia wreszcie doznaje pierwszego orgazmu, wywołanego nieudolną pomocą mężusia-postminitranta, to z jej ust wyrywa się natchniony wrzask rozkoszy: "Łoooojeeeeezu!" Dopiero, gdy spazmatyczne skurcze orgastyczne ,rozciągniętej macicy pobożnej wieloródki ustaną, baba trzeżwieje i zdobywa się na nieoczekiwane słowa pochwały: "wiesz Karolku to był mój pierwszy nie udawany orgazm z księdzem,"  Oooj, Pawełku, ja tylko, żartowałam z tym przejęzyczeniem".  Wyżej opisane zjawisko jest u religijnych kobitek nad wyraz powszechne i jak twierdzą niekościółkowi historycy, było przyczyną ukrzyżowania wszędobylskiego Jezusa (roznoszącego słodycz bożej miłości po zagrodach bliskiego wschodu, w czasie zajść "pale-styńskich"), przez wnerwionych samczą zazdrością, poniektórych obywateli ówczesnego bliskiego wschodu. Tam, ponoć jeszcze do tej pory, pamiętliwi, zazdrośni semici odgradzają swe ogniska domowe super-płotami od ognistookich, swawolnych chrześcijan, w zawadiackich arafatkach na głowie. W tamtych czasach dominujące małżonki, aby zachęcić młodych mężczyzn z sąsiedztwa do zadość uczynienia deficytowi małżeńskich powinności przez swych leciwych i zajętych kapłańskimi obowiązkami mężów, zwykły odwoływać się do znanej kobiecej sztuczki z Babilonu. Sztuczka ta polegała na wywołaniu podniecenia i chęci kopulacji ze starszą kobietą u młodego kochanka-utrzymanka przez umieszczanie w trakcie stosunku między nimi, nagiej dwunastoletniej kuzynki. Takie igraszki były zagrożone śmiercią przez ukamieniowanie i trzeba było nie lada kobiecego sprytu, by wiedzieć co "począć" i wytłumaczyć religijnemu sądowi ewentualne, zauważalne natalne następstwa zdrady. Skutkowało to na ogół kamuflującymi tzw. "niepok**anymi poczęciami" u obu spokrewnionych pań. Podobno tekst piosenki "O Ela zdradziłaś przyjaciela" powstał za sprawą małżeńskiej konfuzji staruszka, kapłana Zachariasza, którego nad wyraz leciwa żona, w zgoła nieoczekiwany sposób zaszła w ciążę po wizycie kuzynki Marysi. Widać jakichś rokita, łamiąc post, maczał w tym swój ogon czyli hwost. Ciekawskim i prawiczkom "zainteresowanym" dogłębniejszym poznaniem historii, polecam tekst Bogdana Motyla Maria Jezus i jego rodzeństwo z www.racjonalista.pl str.2499 Było to jednak dawno i daleko. Jeśli, któremuś z prawicowych mężów stanu przytrafi się podobna historia, to pragnę nie skromnie zwrócić uwagę, że kobiety obecnie wykrzykują w trakcie orgazmu imię Jerzuś. Jak wskazują wielowiekowe doświadczenia, zaniedbywanie powinności małżeńskich i religijno-prawicowa niechęć do doskonalenia się w arkanach sztuki radosnego i twórczego chędożenia, skutkowała religijnymi rzeziami, wojną trojańską, oraz stworzeniem najbardziej zbrodniczego religijnego totalitaryzmu, opartego na chorobliwym tłumieniu popędu seksualnego zwanego kościołem katolickim. Drodzy księdzem ko...chani, przyszli prawicowi ministranci i ministry, popierani z ambony od plecków strony, jeśli się tu tacy, błąkając traficie.  Jeśli nie będziecie potrafili wywoływać nieudawanych orgazmów u waszej katolickiej żony, to wyjrzy z niej jędza albo dopuści kapitana, księdza. Co gorsza jako, że nie wyżyte baby, materializmem typowo-kobiecym motywowane, wami manipulują, to ich nie zaspokojone chucie, nędzą prawicowej polityki i gospodarczymi przekrętami ponownie zaskutkują. Teraz wicie, rozumiecie kościelne patałachy, dlaczego jak dotąd, nie wyszedł wam polski kapitalizm i III R.P. a wyszła wam nieeuropejska słoma z butów i kleszy smród z szafy. amen.
|
|
 | | waldmarc | Odp: Walentynki i hormony | > Biochemiczne podłoże miłości nie jest jednak argumentem przeciwko miłości.Jak ktoś to trafnie ujął, to że wiemy, iż Słońce składa się głównie z wodoru i helu nie przeszkadza cieszyć się jego pięknymi zachodami. Nie ma się co oburzać na biochemiczne podstawy miłości. Skoro jesteśmy istotami fizycznymi to i miłość musi mieć jakieś fizyczne umocowanie.
|
|
|  | | Mariusz Agnosiewicz | Przytaczanie w kontekście tej dyskusji słowa papieża uważam co najmniej za niesmaczne. Tak jak ogólnie cytowanie kościelnych dywagacji nt. miłości. To tak jakby Paetza powołać na głównego specjalistę od czystości seksualnej. Kościół tak przyczyniał się do pętania prawdziwych uczuć, podporządkowywania ich jedynie celowi prokreacyjnemu, że nie ma on moralnego prawa, aby się na ten temat wypowiadać tak, aby choćby tylko szanował to ktoś taki jak np. ja czy ktokolwiek inny niepoddający niewolniczo swego intelektu kościelnym naukom (a więc i spora część katolików).
Do rzeczy jednak. Nie mylę miłości z zakochaniem, a jeśli czasami w moich wypowiedziach się to zaciera, to z pewnością nie tak często jak u tzw. stróżów moralności miłość z psim przywiązaniem, przyjaźnią lub czymś podobnym Miłość w całej swej pełni nie jest tak intensywna jak zakochanie, ale bez tych namiętności jakie jemu towarzyszą związek między dwojgiem ludzi nie jest miłością.
Przez pierwsze lata najsilniej działa w nas chemia miłości. Ta chemia nie jest w stanie przez całe życie utrzymywać ludzi razem. Czyli po tych pierwszych latach coś innego staje się podstawą związku, np. dzieci, wspólne gospodarstwo, konformizm, "psie" przywiązanie, a najlepiej jeśli jest to przyjaźń. Ale w tej przyjaźni musi pozostać coś z tej chemii, musi być jakaś zdolność takiego patrzenia na partnera jak w tych pierwszych latach, zdolność zakochiwania się na nowo. Przyjaźń + osłabiona chemia zakochania to jest miłość. Jestem przekonany, że tzw. wartości rodzinne zostałyby u nas zakwestionowane i obalone, gdyby zrobić ich weryfikację pod kątem tego czy tworzone są w oparciu o związki miłosne. Na pewno sporo mniej jak w połowie polskich rodzin można mówić o związkach miłosnych, czyli o przyjaźni + chemii miłosnej. A tylko takie uczucie może być sensownie nazwane MIŁOŚCIĄ. Wielu moralistów i kościelnych teoretyków miesza definicje miłości z przyjaźnią lub przywiązaniem. To, że opiekuję się moją partnerką, że może ona na mnie polegać, że ufamy sobie, to nie znaczy zaraz, że łączy nas miłość.
|
|
| |  | | Teresa | Zgadzam się z Tobą jak najbardziej, że przyjaźń + osłabiona chemia zakochania to jest miłość. Jeśli natomiast chodzi o Twoją opinię nt. nauki płynącej z nurtu kościelnego to wydaje mi się, że jest ona krzywdząca. Sam poczytaj nt. pożądania, które również należy do miłości, tzn. w nim również jest miłość: www.nonpos(*)sc_i_odpowiedzialnosc/r2_1.phpJa nie podaję niewolniczo swego intelektu kościelnym naukom. Czytam różne teksty i najbardziej przemawiają do mnie te, które dają nadzieję. Dam temu dowód w dalszej części swojej wypowiedzi. Zresztą już zupełnie abstrahując od nauk kościelnych te wartości rodzinne, o których wspomniałeś, chyba same się zweryfikują. W dawnych czasach tak było, że ludzie żenili się a potem utrzymywali taki status quo raczej z powodów materialnych (miłość chyba schodziła na dalszy plan). Natomiast w obecnych czasach, gdy postęp cywilizacyjny jest tak duży, gdy kobiety same potrafią się utrzymywać, prawdopodobnie ludzie nie będą godzili się na związek, który nie spełnia ich pragnień (wyłączność i namiętność). Spotkałam się nawet z takim argumentem, że wzrost liczby rozwodów nie świadczy o kryzysie małżeństwa, tylko wprost przeciwnie o tym, że ludzie mają większe oczekiwania i wymagania w stosunku do niego. Z tym, że aby utrzymać taki stan "przyjaźń + osłabiona chemia zakochania" potrzebne są pewne umiejętności. Wydaje mi się, że nawet czystość przedmałżeńska ma tutaj głęboki sens i temu właśnie służy, bo ona sprzyja temu, żeby nauczyć kochać się i okazywać sobie miłość i czułość na tysiąc sposób (a nie tylko przez łóżko), kiedy jeszcze nie ma prawdziwych problemów. Generalizując wg mnie wiele prawd zawartych w naukach kościelnych ma jednak głębszy sens. Mariuszku, nie wątpiłam, że nie mylisz miłości z zakochaniem, ale byłam ciekawa Twojego i innych zdania na ten temat, stąd taki tendencyjny dobór cytatów  . P.S. Jeszcze w kwestii masonerii przeczytałam artykuły Norberta Wójtowicza na Racjonaliście i rzeczywiście są one dużo bardziej dogłębne. Z nich wynika jednak, że z powodów doktrynalnych katolik nie może należeć do masonerii, nic więc dziwnego, ze Kościół przestrzega przed masonerią. "Nie dziwię się stanowisku Magisterium, że katolik nie może być masonem. Nie może też być np. muzułmaninem. Dialog dialogiem, a doktryna doktryną."www.racjonalista.pl/kk.php/s,238Może wiesz, że tak samo Kościół przestrzega katolików przed buddyzmem! Mimo, ze z buddyzmem tez prowadzi dialog i docenia w nim to, co dobre i szlachetne. Ja sama zresztą z szacunkiem pisałam o Wielkim Wschodzie. Ale co innego, gdy się rozmawia z totalnym ateistą w dodatku wolnomyślicielem, wtedy można bezpiecznie roztaczać przed nim uroki wszelkich religii (jako przynętę), a co innego gdy ktoś chce albo interesuje się wstąpieniem do masonerii, to niech przynajmniej wie dlaczego póki co nie jest to po drodze z byciem katolikiem. W każdym bądź razie dzięki za polecenie mi tych artykułów. Wg mnie są b. dobre.
|
|
| | |  | | Mariusz Agnosiewicz | > Jeśli natomiast chodzi o Twoją opinię nt. nauki płynącej z nurtu kościelnego to wydaje mi się, że jest ona krzywdząca. Sam poczytaj nt. pożądaniaNie zrozumieliśmy się: choćby nawet Kościół wydał encyklikę ku chwale łechtaczki, nie zmieniłoby to mojego stosunku do kościelnego wtryniania się do tych kwestii, gdyż uważam, że kościół sam pozbawił się prawa do zabierania na ten temat głosu. Polecam takie lektury jak "Eunuchy do raju" pani Heinemann, czy "Krzyż pański z kościołem" Deschnera. > Wydaje mi się, że nawet czystość przedmałżeńskaAch ten kościelny język. Używaj jakichś ludzkich sformułowań jak rozmawiasz z takim ateistą jak ja. Seks nie jest "brudem", ani nie staje się czystością przez akt małżeństwa, który to akt może być ukoronowaniem miłości, ale równie dobrze, jak nie lepiej wyrazem społecznego konformizmu i wygodnictwa. > ma tutaj głęboki sens i temu właśnie służy, bo ona sprzyja temu, żeby nauczyć kochać się i okazywać sobie miłość i czułość na tysiąc sposóbNie widzę, aby uczyć się tego bez akurat seksu. Seks jest jednym z wyrazów kochania i czułości i gdyby moja ukochana powiedziała mi: "Ale seks to po wyjściu z urzędu stanu cywilnego" lub co gorsza: "po wyjściu z kościoła", to z pewnością taki pomysł uznałbym za wysoce niepoważny. Pomijam już taki detal, że małżeństwo poprzedzone świątobliwą "czystością" to jak kupowanie kota w worku! > Jeszcze w kwestii masonerii przeczytałam artykuły Norberta Wójtowicza na Racjonaliście i rzeczywiście są one dużo bardziej dogłębneCzyli przekonałem Cię, że masoni nie składają ofiar szatanowi i nie gwałcą zakonnic?
|
|
| | | |  | | Teresa | > Nie zrozumieliśmy się: choćby nawet Kościół wydał encyklikę ku chwale łechtaczki, nie zmieniłoby to mojego stosunku do kościelnego wtryniania się do tych kwestii, gdyż uważam, że kościół sam pozbawił się prawa do zabierania na ten temat głosu. Polecam takie lektury jak "Eunuchy do raju" pani Heinemann, czy "Krzyż pański z kościołem" Deschnera.Przykro mi, że tak uważasz. Ale czy sądzisz, że Ci autorzy na pewno napisali w swoich książkach (całą) prawdę? Dla niektórych rozum jest jak samochód, który wiezie ich dokładnie tam, dokąd chcą  . > >Wydaje mi się, że nawet czystość przedmałżeńska> Ach ten kościelny język. Używaj jakichś ludzkich sformułowań jak rozmawiasz z takim ateistą jak ja. Seks nie jest "brudem", ani nie staje się czystością przez akt małżeństwa, który to akt może być ukoronowaniem miłości, ale równie dobrze, jak nie lepiej wyrazem społecznego konformizmu i wygodnictwa.Tak myślałam, że lepiej już zostać siostrą, bo dzięki temu można uniknąć takich konformistycznych rozwiązań.  > >ma tutaj głęboki sens i temu właśnie służy, bo ona sprzyja temu, żeby nauczyć kochać się i okazywać sobie miłość i czułość na tysiąc sposób> Nie widzę, aby uczyć się tego bez akurat seksu. Seks jest jednym z wyrazów kochania i czułości i gdyby moja ukochana powiedziała mi: "Ale seks to po wyjściu z urzędu stanu cywilnego" lub co gorsza: "po wyjściu z kościoła", to z pewnością taki pomysł uznałbym za wysoce niepoważny. Pomijam już taki detal, że małżeństwo poprzedzone świątobliwą "czystością" to jak kupowanie kota w worku!To może wyjdę od fragmentu z jednego z artykułów, który poleciłeś: "Z punktu widzenia ewolucji zaskakujące byłoby, gdyby kobiety i mężczyźni nie różnili się stosunkiem do seksu i miłości. Jeśli ciało wyrzuca z siebie komórki spermy jak confetti i nie jest obarczone ciążą czy laktacją, jego właściciel może pozwolić sobie na powierzchowność w uczuciach. "Czy z tego wynika, ze libido też ma płeć?  Wg mnie istotną sprawą jest poznanie i zainteresowanie drugą osobą na tle jej spraw. Wydaje mi się, że w przypadku kobiety dopiero w trakcie poznawania powstaje bezpieczny klimat do coraz większej bliskości (intymnej). Nie da się od razu mieć owoców, musi być czas żeby dojrzały. Mariuszku, gdybyś poznał swoją ukochaną i wiedział, że jej postanowienie nie wynika z niczego złego, tylko z tego, że Ciebie pragnie (Twoich myśli, wszystkiego) a po drugie sama pragnie ofiarować siebie i co za tym idzie chce w szczególny sposób celebrować ten moment całkowitego oddania siebie (swego życia) w formie uroczystego aktu zawarcia ślubu (zwłaszcza kościelnego) to myślę, że to chyba tym lepiej dla takiego ateisty jak Ty? Bo taki dar trzeba docenić  . Mówimy o pozostawaniu w stanie "przyjaźń+ osłabiona chemia", a do tego potrzebna jest np. taka wiedza, że jeśli ona ma zły nastrój i nie jest miła, to wiesz, ze to nie wynika z jej złego charakteru, tylko może z tego ze się czymś martwi. Taka wiedza z kolei daje umiejętności do podbudowywania "wdzięczniejszego" usposobienia ukochanej ( podnoszenia u niej poziomu chemii  ) nawet w najtrudniejszej sytuacji kiedy trudno nawet myśleć o "seksie", np. zły nastrój, nieuzasadnione pretensje, nuda, bóle głowy...i itp. ... Może np. poprzez wzmożoną troskę o nią. Po prostu wydaje mi się, że taki czas na poznawanie się jest niezbedny i ze jest to mądra inwestycja. Poza tym wydaje mi się, ze nie można szanować kogos, kogo się nie poznało. > Czyli przekonałem Cię, że masoni nie składają ofiar szatanowi i nie gwałcą zakonnic? Tak, przekonałeś! Dziękuję Ci za uwolnienie mnie z tych przesądów  .
|
|
| | | | |  | | Mariusz Agnosiewicz | > Przykro mi, że tak uważasz. Ale czy sądzisz, że Ci autorzy na pewno napisali w swoich książkach (całą) prawdę?Dla mojej tezy nie potrzeba, aby nie popełnili żadnego błedu. A nie jest możliwe, aby pomylili się np. w więcej jak połowie. To wystarczy dla mojej oceny. > Tak myślałam, że lepiej już zostać siostrą, bo dzięki temu można uniknąć takich konformistycznych rozwiązań.  Po pierwsze, sztuka właśnie, żeby stawiać czoła konformizmowi, a to czasami wymaga, aby zmienić parę razy partnera. Katolickie idee nie służą temu za bardzo, cementując rozwiązania konformistyczne. Carl Sagan swoja wielką miłość i spełnione małżeństwo znalazł w którejś z kolei żonie, w wieku dość zaawansowanym: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2252Po drugie zaś, piszesz tutaj, że uciekłaś w habit ze strachu przed małżeństwem konformistycznym. Czy nie uważasz, że tym samym pozbawiasz się moralnego prawa udzielania rad na ten temat? Wiem, że tak nie uważasz, bo Wasz kościół Wam mówi, że te prawa macie jak nikt inny. Nie zgadzam się z tym. > Czy z tego wynika, ze libido też ma płeć? Tak, co ciekawe u kobiet jest ono na ogol niższe w wieku najbardziej "produkcyjnym", a rośnie po trzydziestce. Ciekawe dlaczego tak jest?  Ale Ty chyba mi za wiele na ten temat nie powiesz, choć przecież nie wie jakie dusisz doświadczenia  > Wydaje mi się, że w przypadku kobiety dopiero w trakcie poznawania powstaje bezpieczny klimat do coraz większej bliskości (intymnej). Nie da się od razu mieć owoców, musi być czas żeby dojrzały.Metafora owocu jest tutaj wadliwa. To raczej jak sztuka, ktora sie doskonali. Nie doskonalac nie zerwiesz jakiegos "dojrzalego owocu". A poza tym "owoc zakazany" najbardziej smakuje i wiedzą o tym także katoliczki siostrzyczko. Być może ateistki są mniej pruderyjne, ale pewnie niewiele. Mało co z nauk kościelnych w świecie katolickim spotyka się z tak otwartym lekceważeniem jak jego nauki "seksualne". I słusznie! > Mariuszku, gdybyś poznał swoją ukochaną i wiedział, że jej postanowienie nie wynika z niczego złego, tylko z tego, że Ciebie pragnie (Twoich myśli, wszystkiego) a po drugie sama pragnie ofiarować siebie i co za tym idzie chce w szczególny sposób celebrować ten moment całkowitego oddania siebieNa szczęście nie miałem takich dylematów. Jestem poza tym zwolennikiem "liturgii czynu"  No i wreszcie - preferuję kobiety wolne od ograniczeń religijnych.
|
|
| | | | | |  | | Teresa | > >Przykro mi, że tak uważasz. Ale czy sądzisz, że Ci autorzy na pewno napisali w swoich książkach (całą) prawdę?> Dla mojej tezy nie potrzeba, aby nie popełnili żadnego błedu. A nie jest możliwe, aby pomylili się np. w więcej jak połowie. To wystarczy dla mojej oceny.Przyznam, że nie czytałam tych książek, nie wiem, co w nich jest, nie potrafię tak uwierzyć na słowo. Jednak mizoginizm, czy generalnie nienawiść do płci przeciwnej miały miejsce i nie było to zgodne z wartościami ewangelicznymi. > Po pierwsze, sztuka właśnie, żeby stawiać czoła konformizmowi, a to czasami wymaga, aby zmienić parę razy partnera. Katolickie idee nie służą temu za bardzo, cementując rozwiązania konformistyczne. Carl Sagan swoja wielką miłość i spełnione małżeństwo znalazł w którejś z kolei żonie, w wieku dość zaawansowanym: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2252Mariuszku, wg mnie te idee nie są aż tak złe. W dawnych czasach liczyło się przed wszystkim "zbawienie" (memento mori), może i ludzie byli podobni do dzieci, które o wszystko proszę ojca w niebie, ale przynajmniej żyli (uczyli się zyć) zgodnie z ideałami- czyli celem było właściwe życie . Obecnie mamy dostatek i ... obojętność (powierzchowne kontakty). Nie jestem przekonana czy nauki te cementują rozwiązania konformistyczne - raczej trzeba być rozważnym przy wyborze i nie postępować zbyt pośpiesznie (a to również wymaga stawiania czoła konformizmowi).  > Po drugie zaś, piszesz tutaj, że uciekłaś w habit ze strachu przed małżeństwem konformistycznym. Czy nie uważasz, że tym samym pozbawiasz się moralnego prawa udzielania rad na ten temat? Wiem, że tak nie uważasz, bo Wasz kościół Wam mówi, że te prawa macie jak nikt inny. Nie zgadzam się z tym.To, czym się dzielę, to są raczej moje przemyślenia, będące skutkiem własnych obserwacji, a nie żadne rady. Zgadzam się jednak, że udzielanie (nieproszonych) rad nie jest na miejscu (być swoich wypowiedziach takich rad udzielałam, nie jestem z tego zadowolona). W każdym bądź razie nie jest to moim celem. Preferuję inne metody.  > >Czy z tego wynika, ze libido też ma płeć? > Tak, co ciekawe u kobiet jest ono na ogol niższe w wieku najbardziej "produkcyjnym", a rośnie po trzydziestce. Ciekawe dlaczego tak jest? Ale Ty chyba mi za wiele na ten temat nie powiesz, choć przecież nie wie jakie dusisz doświadczenia Może jest tak, żeby rosnące libido kobiet wyrównywało słabnące w tym wieku (po trzydziestce) libido mężczyzn.  > Metafora owocu jest tutaj wadliwa. To raczej jak sztuka, ktora sie doskonali. Nie doskonalac nie zerwiesz jakiegos "dojrzalego owocu". A poza tym "owoc zakazany" najbardziej smakuje i wiedzą o tym także katoliczki siostrzyczko. Być może ateistki są mniej pruderyjne, ale pewnie niewiele. Mało co z nauk kościelnych w świecie katolickim spotyka się z tak otwartym lekceważeniem jak jego nauki "seksualne". I słusznie!Wiem o tym. Ale pewnie, kiedy po raz pierwszy ktoś podniósł taką tezę, że ziemia kręci się wokół słońca tez traktowano to z lekceważeniem, jeśli nie lepiej z drwiną  . Wydaje mi się, że samo w sobie doskonalenie technik sztuki miłosnej nie daje szczęścia seksualnego. Chodziło mi o to, ze to udany seks (a nawet i udane techniki  ) są owocem miłości a nie na odwrót. Ale dzisiaj trzeba bez zwlekania zaspakajać swe potrzeby, ciekawe tylko, czemu wiecznie czegoś chcemy i wiecznie jesteśmy niezadowoleni? Wg mnie dlatego, że ludzie są jak dzieci, które chcą wszystko dostawać, zamiast samemu to dążyć do tego, czego pragną (być może za cenę samoograniczeń). A jeśli chodzi o "owoc zakazany", to wg mnie "po" jego zjedzeniu nie jest już tak fajnie jak "przed". > Na szczęście nie miałem takich dylematów. Jestem poza tym zwolennikiem "liturgii czynu"  Wolę nie wiedzieć tej o liturgii. Wiedza ta mogłaby bowiem wzbudzić w głowie siostry zamęt.  > No i wreszcie - preferuję kobiety wolne od ograniczeń religijnych.Może uda Ci się jeszcze pokonać to ograniczenie w zakresie preferencji co do kobiet w miarę dalszego rozwoju osobistego  ?
|
|
| | | | | | |  | | Teresa | > >Na szczęście nie miałem takich dylematów. Jestem poza tym zwolennikiem "liturgii czynu"  > Wolę nie wiedzieć tej o liturgii. Wiedza ta mogłaby bowiem wzbudzić w głowie siostry zamęt.  itd. Chciałabym coś dodać, bo to, co napisałam powyżej, można odebrać jako przejaw kolejnych lęków czy braku zaufania. Nie traktuję ani Twej osoby ani Racjonalisty jako zagrożenia dla siebie, wprost przeciwnie naprawdę bardzo Was cenię, szczególnie za poszerzanie horyzontów, nie uważam też, że nie trzeba mowić o złu w historii Kościola (dla mnie to zło nie kompromituje wartosci ewangelicznych). Tak naprawdę to, czego mogę się obawiać, to własna grzeszność, ale nawet duże poczucie własnej grzeszności ma swoje plusy, bo dzięki temu to, co proponuje Cieślański mnie nawet nie gorszy. Przykro mi, ale nic milszego nie jestem w stanie teraz z siebie wydusić, bo miałam ciężki tydzień  . Trzymaj się.
|
|
| | | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | Odp: Tantra sikków i gimnastyka BATNA | >>No i wreszcie - preferuję kobiety wolne od ograniczeń religijnych. >Może uda Ci się jeszcze pokonać to ograniczenie w zakresie preferencji co do kobiet w miarę dalszego rozwoju osobistego.
Na pierwszy rzut oka czarno to widzę. Jest źle, ale od czego są rady Jerzusia Lewego. Dominujący w Europie od dwóch tysięcy lat totalitaryzm chrześcijański, siłą narzucanej tradycji religijnych zabobonów zaprogramował w naszych sposobach myślenia szereg groźnych i fałszywych stereotypów, między innymi ten, że jak mówimy "religia", to mamy w domyśle epitet "katolicka". Oczywiście, w nowoczesnej Europie, jest powszechnie wiadomym pewnikiem, jako typowy stan samoświadomości, że droga do boga nie musi być monoteistyczna, czy co gorsza, po katolicku, wręcz, dowcipnie i w orgazmy uboga. A już w budowaniu drogi do nieba, i to w iluzji istnienia wyimaginowanej projekcji własnych lęków i kompleksów, czyli uznawania jakiegokolwiek boga, cywilizowanym Europejczykom nie potrzeba.
Są też przecież liczne i śliczne religie na świecie, które drogę do zbawienia, nieśmiertelności i wiecznego życia w niebie, głoszą nie jako sztukę doskonalenia dawania raz po raz koszy ewentualnym pretendentom na inseminatora, lecz jako sztukę dawania rozkoszy seksualnej każdemu, kto jest w takowej potrzebie, lubo w służbie boskiego Amora. Taka na ten przykład tantra hinduska, z całym haremem bogów i boskich kochanków powszechna wśród indyjskich indian, czy walecznych sikkhów.
Tymczasem wszystkie religie monoteistyczne, zawierają w sobie płodne ziarno chwastów boskiej nietolerancji, ksenofobi, totalitaryzmu władzy i religijnych rzezi w imię zbawiania na siłę ludzkości i szerzenia jedynej słusznej religii, wraz z zakłamaną ideologią życia w mentalnie per-namiętnej, waginalnej czystości. Rzecz, jest w chorobliwym braku elastyczności myślenia i doboru strategi seksualnych, zaprogramowanym wraz z religijnym fanatyzmem monoteistycznego totalitaryzmu, a pleniącym się jak zdradliwe węże pośród twardogłowego betonu religijnego. Pewnie dla tego katolicy czują awersję do wszelkich elastycznych pomocy seksualnych, w tym wyrobów przemysłu lateksowego firmy Unimil, czy H.M.Safe "Dżiureks", głosząc przy tym antynaukowe brednie o "mikrodżiurkach". UNIMIL - kocham służbę bezpieczeństwAu.
A przecież można być elastycznym nAgocjatorem, celem zażegnywania konfliktów społecznych i rozwiązywania sporów, posługując się znanymi lewicowymi metodami tresury i doskonalenia własnego przyrodzenia, w sztuce miłosnych manewrów, czyli na poligonie międzypłciowych amorów. W tym celu przyturlam wam przypowieść: "O potrzebie zachowania refleksyjnej elastyczności, w matni, bo ten się śmieje kto się śmieje ostatni."
Za górami, za lasami. Aaaa, właściwie to zacznijmy od sedna, czyli od środka interesu, że tak powiem se'deseus ad urineus. Najsampierw troszku teo-ryji. Sprawność i zdrowie układu wydalniczego i pokarmowego ma duże znaczenie dla wydolności układu rozrodczego i ogólnego poziomu sprawności seksualnej a także elastyczności intelektualnej, niezbędnej w skutecznym uwodzeniu, dogadzaniu czy wręcz politykowaniu. Problemy z wypróżnianiem, zatwardzenia stolca, grzybice układu pokarmowego, nadkwasota, powodują zarówno kłopoty z przedwczesnym wytryskiem, jak i zbytnią nerwowość, tudzież brak opanowania emocjonalnego u praktykujących prawiczków. Nadmiar niewydalonego stolca powoduje spłycenie oddechu, u praktykanta początkującego w służbie Erosa, na skutek ograniczenia w jego jamie brzusznej miejsca niezbędnego na ruchy oddechowe przepony. Stolcowo-pochodna nieelastyczność koncepcyjna u praktykujących prawiczków, i ich zacofanie seksualne, wynika z nadkwasoty zatwardzeniowej w kiszkach, powodującej nadmierne obkurczanie mięśni tętniczych a tym samym niedotlenienie i niedokrwistość mózgu oraz wewnętrznych organów, w tym organów seksualnych w szczególności.
Jako, że pociąg do władzy jest nieodłącznie powiązany z instynktownym pociągiem do powiększania swej atrakcyjności dla potencjalnych partnerek seksualnych, sprawność w obu dziedzinach jest wyznacznikiem dobrego politykowania. Nadkwasota kiszek obniża poziom serotoniny, czyniąc prawiczków szczególnie podatnymi na myślenie magiczne, (wide rokicia wersyja raporu speckomisyji), omamy wzrokowe i słuchowe, religijne oszołomstwo oraz jeleni-syndrom niewierności (niedo...kochanych -przedwczesnym wytryskiem) wierzących kato-małżonek.
Wszelkie ćwiczenia mające na celu poprawienie czynności wydalniczych, mięśni zwieraczy odbytu i cewki moczowej, ćwiczenia pogłębiające oddech, zwiększające dopływ krwi przez ćwiczenia fizyczne wywołujące rytmiczną zmianę ucisków i ciśnień w jamie brzusznej, poprawiają sprawność seksualną i intelektualną, a elastycznością tolerancji światopoglądowej znamionowaną. W brew burżuazyjnym przesądom o zachowaniu przy stole, warkliwe mantryczenie czakrą odbytu, znane poniekąd jako puszczanie głośnych bąków, działa pozytywnie-rozluźniająco na zaczadzoną fanatycznym nawiedzeniem i zakłamaniem prawiczą, bądź libido-religijną, twardą jak puszka rybnej konserwy, umysłową nieelastyczność i ciasnotę, zwaną nobliwie konserwatyzmem. Jego wibrujący tembr, czyni uzdrawiający masaż narządów wewnętrznych i zapobiega gromadzeniu się siarkowodoru w kiszkach, jak hormonów stresu we krwi, co zmniejsza wydatnie skłonności do ustawicznego pienienia się na forum medialnym.
Zasady higieny sanitarnej i psychofizycznej w opiekuńczym socjalnym państwie były kiedyś powszechnie nauczane od przedszkola do "robola". Tym samym było znacznie mniej prawicowo-religijnego oszołomstwa i zdrowsze podejście do seksu. Wszelkie skłony, kręcęnie tułowiem, biodrami, wielokrotne rytmiczne zatrzymywanie i popuszczanie strumienia w trakcie oddawania moczu, połączone z równoczesnym wspinaniem się na palce, doskonale podnoszą sprawność układu wydalniczego, immunologicznego i ogólną wydolność psycho-seksusalną. Tyle nauka i medycyna.
|
|
| | | | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | C.d. Tantra sikków i gimnastyka BATNA | C..d.: Tantra sikków i gimnastyka BATNA
A oto i kąsek najsmakowi-trzy, czyli sama przypowieść o elastycznym reagowaniu na chwilowe zapotrzebowanie społeczne w zmiennych warunkach pola walki, nie tylko politycznej. Albowiem przytoczę nie banalną tu historię, brzemienną w skutki nałogowego uzależniena od nawyku zaprawy porannej. A pochodzącą z okresu, kiedy spełniałem swój obywatelski w zakresie ustawy: "O powszechnym obowiązku obrony......"itd. Prowadzący gimnastykę poranną pom.dow.plutonu aby zmotywować zaspane towarzystwo poststudenckie, zaproponował w celu poprawienia kondycji "ruch...owej" i wydalniczo-perystaltycznej, wykonywanie ruchów krążenia biodrami po lini ósemki (widzianej z góry w rzucie poziomym) połączone z oddawaniem moczu. Wynikiem dowodzącym skutecznego, zespołowego wykonania takich kompleksowych ćwiczeń, był rysunek trzydziestu żółtych ósemek na śniegu, uszeregowanych w dwóch równiutkich tyralierkach. Niestety, znalazł sie wśród siusiającej prozdrowotnie, zmilitaryzowanej przejściowo braci inżynierskiej, jakiś harcerzyk NZS'oski, po ruchu oazowym i duszpasterstwie akademickim, generalski pociotek, z którym w jednostce obchodzono się ostrożnie jak ze śmierdzącym kaczym jajem. Pociot ten bezczelnie oświadczył, że "pójdzie do wuja kapelana ze skargą, gdyż poziome ósemki kojarzą mu się z obcymi światopoglądowo wobec jego uczuć religijnych, filozofiami wschodu, a on nie będzie więcej brał udziału w takiej zaprawie porannej, bo to uraża owe jego katolickie uczucia religijne". Gdyby nie to, że było już po osuszająco- i terra-peutycznym opróżnieniu pęcherzy moczowych, większość towarzycha, ze śmiechu pomoczyła by sobie dresiory. Przytomny, płomiennowłosy, pomocnik dow. plutonu stwierdził, że uwzględni postulaty pociota, acz po uprzednim demokratycznym głosowaniu w plutonie nad korektą programu ćwiczeń fizycznych, tak aby nie powodowało to powstawania drażliwego piktogramu nieskończoności, czyli leżącego bałwanka "zalaną w trupa ósemką", zwanego. "Rudy" stwierdził autorytatywnie, że sprawność fizyczna podległych mu żołnierzy leży jemu osobiście i ojczyźnie bardzo na sercu, dla tego nie zrezygnuje z kompleksowego zestawu ćwiczeń, natomiast ograniczy instrukcję, na odcinku założonej kinematyki ruchów bioder, do oscylacyjnego skrzyżowania ruchów poprzecznych (na boki) z ruchami podłużnymi (w kierunku przód, tył). W wyniku demokratycznego głosowania, pluton przyjął propozycję światopoglądowej korekty czynności deurynacji jednogłośnie, przy jednym głosie wstrzymującego się pociota. Od tego czasu poprawny nawyk kompleksowego ćwiczenia wydolności płciowej pozostał mi i wielu współtowarzyszom okresu unitarnego, na stałe. Stąd w wielu miejscach w kraju i za granicą można zimą spotkać na śniegu liczne, (w barwie złociste, tudzież przeniczne) poziome krzyżyki wykonywane metodą kontrolowanego siku. Trochę to czasochłonne i nie zgodne z moim ateistycznym podejściem do kwestii religi oraz problematyczną egzekucją zasady: "nieutralnego światopoglądowo unikania publicznej ekspozycji symboli religijnych", ale przynajmniej jestem "szczańśliwy", że nie wpadnę w sidła jakiejś dalekowschodniej sekty religijnej, czy zgubnej niechrześcijańskiej filozofii wschodu, poprawiając tym samym krwistą hydraulikę ciał jamnistych penisuarnego wzwodu.
I tu z powyższego wzwywodu, niechcący kontrolne, bo morfologiczne pytanie wynika: "Czy nazwa >ciała jamniste, w tkance penisa, to od jam - (samokorkorkującego się na krew pojemnika) czy od analogii do podłużnego kształtu jamnika???
I to by było na tyle względem oświeceniowego zadość uczynienia problemom zbyt sztywnego i wąskiego postrzegania zagadnień, na froncie negocjacyjnej pragmatyki sztuki uwodzenia a w szczególności dochowywania uwodzicielskich w swej specyfice (zgoła według prawideł politycznego marketingu) deklaracji światopoglądowych ewentualnych partnerów pro-poczęciowych.
|
|
| | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | Odp: Walentynki i hormony | > Czy z tego wynika, ze libido też ma płeć? Nie tylko libido ma płeć, w zasadzie to w literaturze popularnonaukowej mówi się o płci mózgu. Seks w pierwotnym znaczeniu tego słowa to płeć, czyli określone parametry fizjologiczne i psychiczne osobnika danej płci. Rewolucja seksualna w dostępie do informacji o ludzkiej płciowości i w nieskrępowanym (przez zakazy religijne) operowaniu takimi informacjami przez zwykłych ludzi, stała się mimochodem, przyczyną kojarzenia słowa "seks" z nowym nabytym jego znaczeniem wiązanym głównie ze sferą zachowań erotycznych i kopulacji. Naukowcy, zapewne, aby uniknąć szerokiej wielopojęciowości słowa seks, starają się w literaturze anglo-języcznej używać (na określenie płci) słowa: gender. Pobudki seksualne są tylko jednym z licznych nieświadomych "emocjonalnych" mechanizmów motywacyjnych, (a zaprogramowanych i odziedziczonych po przodkach w układzie limbicznym ludzkiego mózgu), wpływających na nasze (wydawało by się świadome) zachowania społeczne, w tym również rodzinne, towarzyskie, polityczne, religijne, partnerskie. W świetle powyższych wyjaśnień, zagadnienie miłości może być równie dobrze rozpatrywane jako jedna z głównych przyczyn tworzenia zależności i związków pomiędzy zjawiskami erotycznymi, religijnymi i politycznymi a psychologią (odmienną i zróżnicowaną), społecznych i osobniczych zachowań kobiet i mężczyzn (w tym również zachowań seksualnych rozumianych zarówno jako kopulacja, jak i jako skomplikowane strategie doboru partnera w celu "prokreacyjnym"). Naukowcy twierdzą, że typowy mężczyzna różni się od typowej kobiety pod względem zachowań społecznych i w ogóle "psychologii interakcji ze środowiskiem". Badania mózgu ludzkiego potwierdzają istnienie różnic w jego budowie, pomiędzy typowo męskim i typowo kobiecym mózgiem. Co więcej seksuolodzy twierdzą, że właśnie z tych różnic w budowie naszego "biokomputera" wynikają różnice w odmiennym "oprogramowaniu podstawowym", warunkującym odmienną adsorpcję i obróbkę informacji pozyskiwanych ze środowiska "zewnętrznego. Na "zewnątrz" obserwujemy to jako odmienne zachowania psychologiczne typowych kobiet i typowych mężczyzn. Używanie stwierdzenia "typowych" o tyle ma sens, że w badaniach psychologicznych przeprowadzonych w latach 80-tych stwierdzono, że tylko 50% populacji kobiet i mężczyzn można określić jako "typowych", czyli zgodnych z dotychczas znanymi stereotypami męskości i kobiecości w zachowaniach psychologicznych, (mówiąc inaczej "zgodnych z własną płcią" (seksem) fizjologiczną. Natomiast ok.25% kobiet i mężczyzn wykazuje zachowania zarówno męskie jak i kobiece w proporcji 1:1 tzn. że we wspomnianych badaniach psychologicznych sprawiają oni wrażenie jak by ich mózgi miały budowę w połowie męską a w połowie kobiecą. Nie należy mylić wspomnianego rozróżnienia li tylko z preferencjami seksualnymi (czytaj ukierunkowanym pociągiem seksualnym do określonej płci), które są jedynie jedną z cech (z pośród kilku tysięcy zachowań ) zaliczanych do kategorii typowo "męskich" lub "żeńskich". Pozostałe 25 % kobiet i mężczyzn "wykazuje się" (we w miarę równomiernie rozłożonych kilkuprocentowych przedziałach) zestawem cech (w różnym stopniu) zróżnicowanych pod względem udziału "męskości i kobiecości" w postaci "kontinium", od przypadków kiedy osobnik danej płci fizjologicznej rodzi się z mózgiem płci przeciwnej do sytuacji całkowitej zgodności płci fizjologicznej z płcią mózgu. Ogólnie rzecz biorąc z takiego układu wynikają znaczące różnice w sposobie postrzegania rzeczywistości społecznej i zachowaniach politycznych duzych i licznych grup ludzi o różnych profilach "psycho-seksualnych". Istnieje szereg problemów natury społecznej, obyczajowej, religijnej, moralnej, światopoglądowej (wynikających z powyższych przemilczanych podziałów), które wymagają ze strony nowoczesnej Lewicy określonych działań cywilizujących i usprawniających zasady współżycia społecznego w postulowanym demokratycznym państwie obywatelskim oraz zapewnienia prawnego oprzyrządowania wymuszającego na ciemnytm i zacofanym społeczeństwie przestrzegania zasad równouprawnienia w sferze obyczajowej i światopoglądowej. W polityce społecznej, czy nawet działaniach marketingu politycznego należy uwzględniać takie znaczące procentowo różnice w sposobie patrzenia "na świat" przez elektorat i na ogół w cywilizowanych państwach zjednoczonej Europy tak się czyni. Podsumowując: Bez wątpienia w polityce, jak i w polityce samego kościoła i w religii w ogóle, da się wyróżnić szereg identycznych działań, zjawisk i mechanizmów mających u podłoża te same uwarunkowania, odruchy i motywacje wynikające z nieuświadomionych lub tłumionych zachowań emocjonalnych, w tym seksualnych w znaczeniu prokreacji i kopulacji jak też w znaczeni płci (gender) i np. zagadnień z zakresu specyfiki rywalizacji między płciami. Tylko jeszcze trzeba z tą wiedzą dotrzeć i efektywnie nauczać, jeśli chcemy byśmy mieli społeczeństwo: światłe, obywatelskie, tolerancyjne, intelektualnie suwerenne, odporne na szantaż i manipulacje emocjonalną ze strony wszelkich totalitaryzmów (z religijnymi totalitaryzmami włącznie), i w pełni zdolne do samostanowienia o swojej przyszłości, choć by nawet i w radach gminnych samorządu. Ciekawskim polecam popukarnonaukowe książeczki opisujące badania związane z zagadnieniami ludzkiej płci: -Czerwona królowa- M. Ridley (Rebis) -Mózg i płeć- D. Blum -Płeć mózgu- Muire, Jessel -Język kobiet, język mężczyzn- o różnicach w zachowaniu werbalnym i mowie ciała- E.Weber
|
|
| | | | | |  | | Teresa | Naprawdę nie widzę w Tobie żadnego "wroga", ani przeciwnika. Nie odpowiadałam na poprzednie wypowiedzi do mnie skierowane, bo nie umiem odpowiadać na demagogiczne chwyty  w nich zawarte. Nie wiem, może się jednak ze mną zgodzisz, ze zaspakajanie wszelkich instynktownych potrzeb + nieograniczone wyżycie seksualne doprowadza jednak do neurotycznych zachowań. Po drugie łączenie się w sposób orgiastyczny z innymi ludźmi nie jest chyba najlepszym sposobem na samotność. Bo nie da się w ten sposób pokonać poczucia izolacji. Można doznać chwilowej ulgi, ale na takiej samej zasadzie, na jakiej alkohol czy narkotyki działają odurzająco na mózg. A doprowadzić to może do tego, że ideałem jest człowiek dobrze odżywiony, zaspokojony seksualnie, ale bez osobowości i bez żadnych głębszych kontaktów z bliźnimi i co za tym idzie cierpiący. To, że ktoś przywiązuje dużą wagę do płciowości nie budzi żadnych zastrzeżeń, pytanie tylko to, na ile jest to głębokie???  To tyle.
|
|
| | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | Cześć Tereska czyli gołębia głebia | >...zaspakajanie wszelkich instynktownych potrzeb + nieograniczone wyżycie seksualne doprowadza jednak do neurotycznych zachowań. > Po drugie łączenie się w sposób orgiastyczny z innymi ludźmi nie jest chyba najlepszym sposobem na samotność Za-i-z-De to dołująca (czytaj: molestująca do "spuszczania nosa na kwintę") kwintesencja filozofii tzw. katolickiej du**owości. Odnoszę wrażenie, że powyższe wywody wynikają jedynie z twego osobistego doświadczenia autoerotycznej masturbacji, jak i z fałszywej (mającej wywoływać u sterowanych wiernych, poręczne, bo manipulacyjne poczucie winy) kościelnej wykładni co do jej nieudowadnialnych naukowo, jakoby szkodliwych zdrowotnie skutków. Czy nie przyszło Ci Teresko do głowy, że to właśnie odrzucanie uciech cielesnych, jest główną przyczyną twego wyobcowania, zarówno w sferze zróżnicowanych i niestereotypizowanych płciowo, stosunków międzyludzkich, jak i również twego fanatycznego zamknięcia się na nowoczesne trendy światopoglądowego równouprawnienia mężczyzn i kobiet?
> na ile jest to głębokie??? Co do płytkości doznań i minipulacji erotycznych, (czytaj: "robótek ręcznych) u kobiet, to w rzeczy samej, najbardziej erogennie wrażliwe sfery (łechtaczka, punkt "G", brodawki piersiowe) nie znajdują się zbyt głęboko w ciele kobiety, ba pokuszę się o dogmatyczną tezę, że znajdują się niemal na wieszchu. Stąd prawdopodobnie wziął się, nie aktualny już, pogląd o głębszości orgazmu "pochwowego" nad szczytowaniem łechtaczkowym. Zapewniam Cię, że mimowolne orgazmy przez sen, powodowane hamowanym (przez anachroniczny celibat) i nie rozładowanym napięciem seksualnym, mają taki sam przebieg procesów neurochemicznych w mózgu, jak u normalnych, nie religijnych beneficjentów demokracji w doznawaniu rozkoszy ogiastycznej kopulacji i masturbacji, nocą, rano, w południe jak i po kolacji. Twoja teza o głębszości religijnych urojeń i asocjacji skojarzeniowych, (typu świetlista wizja Jerzusia, doświadczanych przez celibatariuszy w trakcie mimowolnych orgazmów przez sen), nad doznaniani seksualnymi ludzi normalnych i niewiernych, nie ma potwierdzenia w procesach neurochemicznych zachodzących w szczytującym mózgu człowieka. Co więcej teza owa, wydaje się być tylko inTereso'wną projekcją twych życzeń intencjonalnych, co do chęci narzucenia twemu otoczeniu, (twojej samo-usprawiedliwiającej twe relacje uczuciowe dylematy chuci), wizji stosunków seksualnych podporządkowanych chorej i restrykcyjnej ideologii katolickiej.
Robin Baker w książce "Wojny plemników" opisuje (z punktu widzenia socjobiologii ewolucyjnej) funkcje zdrowotne i pro-prokreacyjne masturbacji u kobiet i mężczyzn. Okazuje się, że w zasadzie to mamy cztery rodzaje plemników : 1. Zapładniające zwane plemnikami-zdobywcami, 2. niszczące plemniki innego samca zwane plemnikami-zabójcami, 3 niszczące własnych zdobywców (w warunkach stresu lub niedożywienia i ekonomicznego bezsensu wysiłków prokreacyjnych) zwane plemnikami-regulatorami płodności 4. oraz plemniki tworzące żywe bariery w śluzie szyjki macicy, przeciwko obcym plemnikom zwane plemnikami-zawalidrogami. Zdolność spermy do skutecznego (damskich jaj) zapładniania zależy między innymi od zawartości odżywczej, słodkiej, glukozy w płynie ejakulacyjnym, której wyższy poziom zwiększa ruchliwość plemników. Z tąd codzienne testowanie organoleptyczne (czyli: smakiem, powonieniem, wzrokiem, słuchem) słodkości ejakulatu partnera jest wskazane dla partnerek pragnących pozyskać pierwszorzędny materiał genetyczny, najbardziej skuteczny w owym wyścigu "milionów", po przez kanaliki śluzowe w szyjce macicy i w jajowodach, w którym Plemnik-zwycięzca może być tylko jeden. Co więcej zawarty w męskiej spermie neurotransmiter doppamina (neurochemiczny wzbudzacz poczucia szczęścia, kreatywnosci i ciekawości) działa antydepresyjnie i pobudzająco zarówno na mózg kobiety jak prozdrowotnie na kondycję jej cery, zwłaszcza w okresie menopauzy.
Statystyka powołań do stanu zakonnego, jasno wykazuje, że przeważają tam osoby z wiejskich, biednych, nie wykształconych i nie uświadomionych seksualnie, manipulowanych przez klechów, niepełnych i tzw. "upośledzonych" rodzin. Skutkuje to określonymi dewiacjami doktrynalnymi i zafałszowaniami informacyjnymi w zakresie przykościółkowego nauczania małżeńskiego, jak i wykolejonego katolickimi zabobonami, przekazywania dzieciom i młodzieży kłamliwych stereotypów religijnych w kwesti wychowania seksualnego. Stąd pokuszę się o wygłoszenie dość praktycznej uwagi werbalnej, co do fałszywych przyczyn katolickiej oceny moralnej, wobec zgoła niewinnej, natury pieszczot w trakcie miłości genitalno-oralnej. Seks oralny nie ma nic wspólnego z uprawianiem seksu w czasie orki wiosennej. Jest raczej kultywacją słowiańskich agrarnych obrzędów płodności. Co więcej, określenie czynności prokreacyjnej kopulacji brzmiące BARA-BBARA, nie ma nic wspólnego ze śniętą Barbarą, patronką górników ryjących bardzo głęboko, po których zostaje wyrąbany przodek, na co najlepszym dowodem jest mizerny i stydliwie prezentowany deficyt informacyjny w sprawach seksu wśród jej religijnych czcicieli.
Kościół katolicki i prawicowe oszołomstwo, od zarania dziejów głoszą brednie na temat szkodliwości robienia sobie dobrze poza totalitarnym monopolem pana boga i monopolem watykańskiego fors(i)ęsiębiernego biznesu zwanego sakra-mendem małżeństwa, (ja, jako Jerzuś z ikrą, zawsze byłem przekonany, że tu chodzi raczej o coś co ma zapach rybny owoców morza związany z herben sekty Jezusa z Kumram). W temacie masturbacji i samowystarczalności w obszarze samodzielnego tworzenia seksualnego raju istnieje nieustający konflikt pomiędzy watykańskim totalitaryzmem a światłą demokracją zachodnią wspieraną przez współczesną naukę i medycynę. W raczkującej medycynie chrześcijańskiej Europy, czyli co najmniej sto lat temu, też takie poglądy rojono, przed epoką współczesnych badań nie-iwazyjnych mózgu (tomofgrafia komputerowa, rezonans magnetyczny, fMRI, itp.)
Swoją drogą to skandal, że współczesnych psychologów i
|
|
| | | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | C.d. Cześć Tereska czyli gołębia głębia | Swoją drogą to skandal, że współczesnych psychologów i psychiatrów szkoli się w oparciu o wiedzę, a właściwie przypuszczenia i teorie o działaniu systemu nerwowego z okresu króla ćwieczka, wczesnym Freudem zwanego. Wskutek tego, praktycznie szkolimy szamanów w interpretacji historii badań nad ludzką psychiką, zamkniętych na nowe odkrycia naukowe z dziedziny badań nad ludzkim mózgiem, zamiast kształcić nowoczesnych specjalistów i lekarzy. Niski poziom współczesnej wiedzy ściśle naukowej współczesnych terapeutów i psychologów, czyni ich średniowiecznymi kapłanami religii, czyszczącej portfele klijentów, pod pozorem niesienia pomocy a w rzeczywistości stosujących metody oparte na myśleniu bardziej magicznym i manipulacji zjawiskiem przeniesienia afektu, niż na procedurach naukowych.
1.To co opisujemy jako psychologiczne (w genezie) skutki nadmiernej masturbacji, czy orgiastycznej (zbitek terminów orgia i orgazm) kopulacji, jest w rzeczywistości neurologiczną przyczyną nadmiernego przywiązania do takiego sposobu autoerotycznego rozładowywanie napięcia seksualnego. 2.To nie masturbacja jest przyczyną jakichś nieudowodnionych naukowo zaburzeń psychicznych, lecz uszkodzenia systemu nerwowego leżące u podłoża zaburzen psychicznych, które mogą prowadzić w kierunku nadmiernej sympatii do nałogowego samozaspokajania popędu seksualnego, lub jakiego-kolwiek innego nałogu, z uzależnieniem od religijnych rytuałów włącznie (picie wina , narkotyczne kadzidła, klepanie różanców i poklepywanie ministrantów, itd.) 3.To nie masturbacja powoduje nieśmiałość, impotento-genny-stres i problemy z osiąganiem orgazmu oraz z nawiązywaniem kontaktów erotycznych, lecz psychologiczne problemy w sferze kontaktów społecznych. Taka np. wrodzona nieśmiałość, jest przyczyną wybierania "łatwizny" masturbacyjnej, ograniczającej stres-walki o dostęp do atrakcyjnego partnera seksualnego. 4. Osoby nieśmiałe, z niskim poziomem samooceny (niskim poczuciem własnej wartości), lękliwe, wstydliwe, nieasertywne, z nadmiernym reagowaniem poczuciem winy na wszelkiego rodzaju niepowodzenia, nadmiernie wrażliwe na zranienie emocjonalne, skłonne do fanatyzmu religijnego i oszołomstwa politycznego, skłonne do myślenia magicznego i tworzenia spiskowych teorii, nadmiernie podejrzliwe, skłonne do depresji, podatne na uzależnianie się od bodźców emocjonalnych i psycho-społecznych oraz chemicznych (używki, narkotyki, itp.), osoby z zaburzeniami afektywnymi dwubiegunowymi oraz innymi upośledzeniami systemu nerwowego z kręgu zaburzeń schizotypowych, mające trudności z kontrolą zachowań emocjonalnych, podatne na sugestie otoczenia społecznego, -> wszystkie takie osoby, w rzeczy samej będą podatne na uzależnienie się od autoerotycznych sposobów rozładowywania napięcia seksualnego. 5.Masturbacja tymczasem powoduje u kobiet korzystne wzmacnianie mechanizmu, szybszego, skuteczniejszego, łatwiejszego wyzwalania reakcji orgazmu, chociaż trudno zaprzeczyć, że po dziesięciu orgazmach "autoerotycznych " w ciągu doby mało, kto będzie miał ochotę (dotąd stymulowaną nierozładowanym napięciem seksualnym) na kolejny orgazm z partnerem, nawet jeśli to będzie aktualna gwiazda filmów erotycznych. To się nazywa zmęczenie materiału a nie (jak błędnie i kłamliwie twierdzą religijne KUL-wy z dyplomami kościelnych para-psychologów) -> "odruch psa Pawłowa" mający upośledzać jakoby jakość współżycia seksualnego. Ja też po kolejnym dziesiątym "zwaleniu konia" (tu: termin skojarzenowy do utraty jędrności penisa wraz z analogią do wyglądu spienionego i skłonnego do podładania się, zmęczonego galopem rumaka) zauważam problemy ze wzwodem i zanik wrażliwośći sfer erogennych. I ja też zauważam u siebie poczucie winy a to z powodu molestowania mego przyjaciel, zmuszanego do obcowania z mą znienawidzoną wibrującą, niemal jak u religijnych autorytetów moralnych, prawicą. Innymi słowy czuję się winny (choć mam oczy piwne), że nie jestem mańkutem, chociaż ku(dy) tam (mnie), nie zgorzej, do różnych Don Juanów de'Marców.
Tymczasem naukowcy twierdzą, że depresję postkoitalną, smutek, i poczucie winy wywołuje głównie, wydzielana do systemu nerwowego oksytocyna (pochodna morfiny, jedna z endorfin, obniżająca ciśnienie krwi, działająca nasennie i uspokajająco), ale dzieje się tak tylko u ludzi z systemem nerwowym predysponowanym do depresji, zaburzeń afektywnych dwubiegunowych, schizotypowych. Wszystkie te zaburzenia leczy się IMAO, chlorowodorkiem fluoksetyny (Prozak) i jej nowszymi pochodnymi. Natomiast wszelkie religijno-księżowskie (o szkodliwości masturbacji) brednie służą wzmacnianiu manipulacyjnego mechanizmu poczucia winy, krojenu portfeli (zawstydzonych wiernych) i pobożnych pupinek ministrantów, wydanych na pastwę rzymskokatolickiej pedofilii przez ogłupionych religijnym totalitaryzmem bogobojnych rodziców. Najlepszy dowód na prozdrowotne i prowzrostowe aspekty masturbacji na, żywe organizmy to wieloryby. No bo niby dlaczego takie duże urosły, no i z jakiegoż to behawiornego przyczynku, jakiś genialny naukowiec nazwał je: Walenie?
Tu dochodzimy do sedna kościelnych obsesji anty-autoerotycznych, masturbacja czyni ludzi szczęśliwymi, czyli niedochodowymi z punktu widzenia biznesu kościelnego, bo mającymi pomoc boską w *****, acz w sposób zupełnie inny i nieinwazyjny niż ind**trynowani miłością bożą pupilkowie arsaw-biskupa Paetz'a. Do tego dochodzi spadek dochodów z chrzcin, komunii, itp, itd. Religia to polityka totalitaryzmu, to biznes czyli interes, a interes to pieniądze i związane z nimi wszelakie okołoprokreacyjne rządze.
Jak pisze R. Baker w "Wojnach plemników" masturbacja samca w obecności ulubionej kobitki ma wiele zalet zdrowotnych, prokreacyjnych i propagandowo-reklamowych. Najbardziej wartościowe plemniki, to te najmłodsze, które są zdobywcami i zabójcami. Kiedy się zestarzeją, plemniki stają się mniej ruchliwe przejmując rolę pasywnych zawalidrogów i samobójczych regulatorów płodności. Regularna masturbacja ciągle odświerza zestaw najwartościowszych, najmłodszych plemników usuwa
|
|
| | | | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | C.d. Cześć Tereska czyli gołębia głębia | C.d.: Regularna masturbacja ciągle odświerza zestaw najwartościowszych, najmłodszych plemników usuwając nadmiar przestarzałych i mniej skutecznych w osiąganiu skutecznego sukcesu prokreacyjnego zawalidrogów. Natomiast regularne orgazmy u kobiet, przeważnie autogenne w czasie snu, lub wywoływane masturbacyjną autostymulacją (z lub bez partnera) odświerzają antyseptyczną funkję śluzu w szyjce macicy, którego nadmiar jest usuwany w trakcie poorgazmowego "odpływu", korzystnie przy tym nawilżając, dezynfekując i smarując śluzówkę pochwy. -> "Kto smaruje ten jedzie" mówi ludowe przysłowie, jakze słusznie i akuratnie wychwalające pod niebiosa zalety pochwa'lonego śluzu.
Masturbacja i wytrysk w obecności partnerki, pozwala samcowi pochwalić się sprawnością produkcyjną jąder i objętością ejakulatu oraz siłą wytrysku świadczącą o sprawności aparatury mięśniowo-wstryskowej. Jeśli ejakulatu jest odpowiednio dużo, uświadamia to również obserwującej go partnerce, o wierności samca w ciągu ostatnich kilku dni, poporzedzających obfity wytrysk nasienia. Ponieważ produkcja nasienia w jądrach trochę trwa, lepiej nie stosować w domu tego "dowodu wiernosci" zbyt szybko po dzisiejszym stosunku z koleżanką w biurze. Wytrysk u mężczyzny na ogół zawsze wiąże się z z wydzieleniem oksytocyny (pochodnej morfin endogennych), powodującej chęć przytulania partnerki, senność, zmniejszenie asertywności samca i podatność na sugestie samicy w kwestii uzupełnienia jej osobistej garderoby o futro ("ale ładniejsze i droższe od tego co go nosi ta lafirynda Gośka z personalnego") Oksytocyna powoduje również stępienie pamięci o wcześniejszych partnerkach a utrwalenie świerzych doznań i wspomnień związanych z partnerką obecną przy aktualnie HEYjakulowanym materiale genetycznym. Dlatego kobitki szczególnie (ale samcy również nie powinni zaniedbywać tej metody marketingu bezpośredniego własnych walorów erotycznych) powinni domagać się aby szczytujący kochanek spozierał w trakcie przeżywanego orgazmu na partnera i pod żadnym pozorem nie waży się zamykać ślipek, celem "wdrukowania" do podświadomości układu emocjonalnego, obrazu ukochanej osoby wraz z odruchen warunkowym kojarzenia jej wizerunku z poczuciem szczęścia orgiastycznego.
Masturbujcie się na oczach partnerów partnerek, przy odpowiednio intensywnym oświetleniu przestrzeni waleń-tynkowych igraszek i pola amor'skiej autoreklamy. W brew pozorom udanemu "po rzyciu" seksualnemu, w celach antydepresyjnych, nie sprzyja przyciemnione i śmierdzące światło zuży-walących tlen świec, lecz najnowszej generacji świetówki multiluminoforowe wytwarzające światło o "ciepłej" temperaturze barwowej 2700*K, czyli o składzie widma promieniowania elektromagnetycznego występującym o poranku, (stosowane np. w leczeniu depresji światłem dziennym oraz w pracowniach analizy kolorów).
W sklepach oświetleniowych należy pytać o oprawy ośwwietleniowe z zapłonem elektronicznym i o rury świetłówek z oznaczeniem np.: (nazwa producenta), TL'D 52W/927 de Lux, 927 to symbol oznaczający świelówki (o widmie z bliżonym do ciągłego, pełnozakresowego widma światła dziennego obserwowanego o poranku), odtwarzające najwierniej oglądane pod ich światłem rzeczywiste barwy. No to Was oświetliłem. W poczuciu świet(l)nie spełnionego obowiązku oświe(tl)ceniowego opuszczam "na moment" furom pardon, forum w celu wyprzęgnięcia z niej naszej szkapy.
Ps. ku pożytkowi światłodepresyjnym. Wierność odtwarzania kolorów w świetle tych świetłowek nie spada poniżej 92%. Najlepiej zasilać takie świetlówki statecznikami elektronicznymi z tzw. zapłonem ciepłym, czyli pozwalającym na dowolnie częste włączanie i wyłączanie świetlówek, bez utraty ich normalnej trwałości. Stateczniki elektroczne nie buczą, zapobiegają efektowi zjawiska stroboskopowego, nie wymagają psujących się starterów, są bardziej ekonomiczne (wydajne) od stateczników starszego typu tzw. elektromagnetycznych. Droższe typy stateczników elektronicznych pozwalają na ręczną regulację natężenia strumienia świetlnego zasilanych świetlówek. Zestaw dwóch świetlówek: np. TL'D 827 New Generation -MASTER, ze statecznikiem elektonicznym zapewnia 10 000 lumenów przy całkowitym poboże mocy równym 110 Watt, czyli około 9 razy więcej niż przy użyciu tradycyjnej żarówki żarowej o tej samej mocy. Trwałość tych świetlówek w takim układzie wynosi średnio 18 000 h, nawet przy częstym ich włączaniu. Spadek wydajności świetlówek typo-szeregu NG80 MASTER w raz z upływem czasu, nie spada w całym okresie użytkowania poniżej 90%. Maksymalny strumień świetlny osiągany jest w tym typie świetlówek w temperaturze otoczenia równej 24 stopnie Celsjusza. Wierność odtważania kolorów w świetle tych świetlówek nie spada poniżej 85%, innymi słowy ich światło nie powoduje zauważalnego zniekształcania widzenia barw i typowego w świetlówkach starego typu, "zimno-trupiego" zabarwienia oświetlanych pomieszczeń i powieszchni. Przy elektronicznym zasilaniu świetlówek do oporawy musi być doprowadzony przewód ochronny tzw. PE, służący między innymi do zapewnienia skutecznego ekranowania oprawy i poprawnego działania filtra przeciwzakłóceniowego wbudowanego w statecznik elektroniczny.
|
|
| gooa (746 punktów) | Odp: Walentynki i hormony |
Moim zdaniem, aby dac szanse przetrwania milosci, nalezy sprobowac zyc wedlug zasady 1+1 = 3, czyli dwa odrebne, realizujace sie swiaty tworza trzeci (wspolny), aby sobie pomagac i umilac zycie, pod kazdym wzgledem. Nie zatruwac.
|
|
 | | Mariusz Agnosiewicz | >Moim zdaniem, aby dac szanse przetrwania milosci, nalezy sprobowac zyc wedlug zasady 1+1 = 3
Dobrze powiedziane. To jest wariant najbezpieczniejszy i najpewniejszy. W końcu doskonała empatia, doskonałe zestrojenie pragnień, marzeń i pasji między partnerami jest co najwyżej ogromnie rzadkie.
|
|
|  | | Teresa | > W końcu doskonała empatia, doskonałe zestrojenie pragnień, marzeń i pasji między partnerami jest co najwyżej ogromnie rzadkie.Jeszcze tylko odpowiem na tutaj. Owszem, można tak myśleć, ze trudne jest znalezienie właściwego obiektu miłości, a kochać to rzecz prosta: "Pogląd taki da się porównać do postawy człowieka, który chce malować, ale nie uczy się sztuki malarstwa, tylko twierdzi, ze musi poczekać na odpowiedni obiekt, a potem, kiedy go już znajdzie będzie malował znakomicie." E. Fromm "Sztuka miłości" Tymczasem to nie jest tylko problem obiektu, ale zdolności, umiejętności, postawy. A umiejętności mają to do siebie, że można je rozwijać  . Wg mnie dobry malarz nawet z obiektu, który dla innych jest niczym, potrafi wyczarować arcydzieło. Polecam bardzo tę książkę E. Fromm "Sztuka miłości. Poza tym życzę miłej niedzieli.
|
|
| Cieślański (994 punktów) | Tereso. Wszelkie próby odrzucania wyników badań naukowych o naturze mechanizmów uzależniania i manipulacji w sferze uczuć religijnych, erotyki i przywiązywania się do partera lub instytucji totalitarnych, to podstawowa forma obrony dla manipulantów i wyzyskiwaczy społecznych z okolic ambony. Rezygnacja z faktów naukowych pozwala przemieścić materię dyskusji w sferę mitów, oczekiwań, domysłów i niesprawdzalnych urojeń, gdzie w końcu, zawsze ktoś znudzony przyzna religijnisiowi rację, w trosce o holistyczne zdrowie dyskutantów, czyniąc obronny unik, na wiernego filozoficzno-religijne dywagacje.
>Oops, ja chyba nie zrozumiałam tego wątku. W tym stwierdzeniu: "Nie odbieram nikomu prawa do bardziej rozbudowanych związków uczuciowych", chodziło chyba jednak o coś innego.
I oo jest właśnie podstawowy problem z "wierzącymi". Wytresowanie Was szantażem emocjonalnym, do uznawania jedynych słusznych religijnie prawd, powoduje, że wszędzie widzicie przeciwników. A jak przeciwników nie ma to, tak interpretujecie bodźce i przekazy informacyjne, że się zaraz znajdują.
>Czytam różne teksty i najbardziej przemawiają do mnie te, które dają nadzieję. Dam temu dowód w dalszej części swojej wypowiedzi.
Nie trzeba. Religijniość, ten dziwny stan oderwania od rzeczywistości, towarzyszący nadmiernemu pobudzeniu prawej półkuli mózgowej, jest przyczyną myślenia i postrzegania intencjonalnego. Religijni dostrzegają jedynie to, co im religia dozwala postrzegać i co pasuje im in plus, do zaprogramowanych stereotypów prawdy religijnej. Bóg nie istnieje, ale religijni i tak go ujrzą, aby udowodnić światu, że nie są chorzy psychicznie i nie są naiwniakami sponsorującymi księżego "merca".
>Zgadzam się z Tobą jak najbardziej, że przyjaźń + osłabiona chemia zakochania to jest miłość.
Szereg dywagacji natury filozoficzno-religijnej wolna od trzeźwych odniesień do prawdy naukowej, jest obusieczna, bo uczy bliźnich i skłania do rozważania innych wersji twego nieracjonalistycznego mechanizmów psychologicznych miłości i uczuć postrzegania.
Na przykład, (nie przesądzam, ino teo O,rety żuję) twój pogląd równie dobrze może oznaczać, że stronisz od stosunków seksualnych z racji narzuconych Ci i zaprogramowanych w dzieciństwie bzdurnych restrykcji religijnych. Albo, "Być może" (obiecująca woń), wolałabyś seks z kobietami ale twój religijny totalitaryzm zabrania Ci tych rozkoszy. Budujesz więc sobie pokrętną logicznie, abberację medyczno-religijną na temat obowiązującej wizji w danym zagadnieniu, tak aby usprawiedliwić przed współwiernymi twoje dziwnie niestałe relacje z mężczyznami.
Albo nie grzeszysz urodą i strach przed staropanieństwem zmusza Cię do wygenerowania i upowszechnienia obowiązującej wykładni faktów, jako twego bezpiecznego, (bo uznawanego na skalę masową), alibi przed nietolerancyjnym i ciemnym religijnym otoczeniem.
A tymczasem w normalnym świecie, w cywilizowanej Europie, ludzie zawierają małżeństwa z tymi, których kochają, zamiast służyć katolickiej homofobii i klechom, którzy o niej bajają. Ale ja tylko tak filozoficznie i dogłębnie, coby nie zaniedbywać racji i argumentów anty-naukowych.
A terrra bedzie na ch. czyli chemicznie: Po trzy- lub cztero-letnim okresie emocjonalnych automatyzmów erotycznego zadurzenia w prawej półkuli mózgowej i układzie limbicznym, napędzanych zwiększonymi dawkami dopaminy i adrenaliny, miłość erotyczna, zwłaszcza ta nie spełniona orgastycznie, zanika. Dzieje się tak w skutek przystosowania systemu nerwowego do coraz większych dawek neurotransmiterów emocji podniecenia i pobudzenia, bez tonizującego działania uczuć spełnienia i rozluźnienia wywoływanego działaniem oksytocyny, notabene, pochodnej endorfin. Po przekroczeniu pewnego progu mózg nie może już dostarczyć odpowiedniej dawki chemicznych pobudzaczy emocji erotycznych i człowiek trzeźwieje wyłączając emocje a włączając wyrachowany i racjonalny rozum w płatach czołowych kory mózgowej. Znacie chyba ten stan oświecenia: "O kurde z kim ja się do tej pory zad-dawałam?"
Dopamina i adrenalina w pierwszym okresie zakochania wywołują ciekawość, poszukiwanie coraz nowszych i silniej pobudzających doznań, chęć a nawet przymus działania, poczucie euforii, optymizm, urojenia wielkościowe, przytłumienie odbioru ostrzegawczych sygnałów i doznań negatywnych płynących z faktycznej kondycji przedmiotu porządania.
W drugim okresie przechodzimy w stan "odstawienia" co wiąże się z niepokojącym zanikiem doznań przyjemnych, w miejsce których wchodzi znudzenie, pesymizm, nadmierny krytycyzm, stany lękowe i złowieszcze urojenia co do spodziewanej, katastroficznej wizji przyszłości związku.
U kobiet, między innymi w związku z wysokim poziomem etrogenów, owe skłonności do depresji są znacznie większe niż u mężczyzny, a co gorsza szereg czynników może je akcelerować. Np. przy braku udanego współżycia seksualnego, (w zasadzie to chodzi o efektywne saldo orgazmów, masturbacja jawi się nam tu jako lekarstwo), objawy depresji nasilają się w fazie estrogenowej, i okołokrwawiennej, (cóż za poetyka jezyka) cyklu, w okolicach zbliżającego się nowiu księżyca, jak również w czasie depresji jesienno-zimowej powodowanej niedostatkiem światła.
Jeśli związek obfitował w codzienne lub co nocne orgazmy, niejednokrotnie wielokrotne, to następuje faza uzależnienia endorfinowego, ściśle powiązana z automatyzmem konieczności i głodu przytulania. Mechanizm tego uzależnienia działa na bazie oddziaływania na mózg oksytocyny i wazopresyny wydzielanej w trakcie ssania brodawek i poorgazmowego odprężenia.
Tu Nie obędzie się bez cycatu z Rity Carter": "Wazopresyna jest hormonem antydiuretycznym (zmniejszającym wytwarzanie moczu), a jej głównym zadaniem jest regulacja objętości i ciśnienia krwi. Wiadomo jednak, że substancja ta ułatwia też zapamiętywanie nowych faktów, znajduje również szerokie zastosowanie (lub jest nadużywana, zależnie od punktu widzenia) jako środek "poprawiający bystrość", czyli wzmacniający percepcję. Oksytocyna jest wytwarzana w podwzgórzu i uwalniana po
|
|
 | | Cieślański (994 punktów) | ciąg dalszy. Oksytocyna jest wytwarzana w podwzgórzu i uwalniana pod wpływem stymulacji narządów płciowych i służących reprodukcji. W trakcie orgazmu oraz w końcowej fazie porodu pojawia się ona w mózgu w dużej ilości, wzbudzając ciepłe uczucie miłości, wzmacniające więzi między dwojgiem ludzi. Jak się wydaje, w krótkim przedziale czasowym oksytocyna stępia pamięć, możliwe jednak, że "odziedziczyła" ona po wazopresynie zdolność utrwalania pamięci nowych zjawisk, wskutek czego szczególnej mocy nabierają wrażenia związanez osobą, której obecność towarzyszy zalewowi oksytocyny. Mechanizm taki jest być może zbliżony do uzależnienia lekowego: oksytocyna jest ściśle spokrewniona z endorfinami - występującymi w mózgu opioidowymi substancjami chemicznymi - a niepokój typowy dla kochanków, gdy są od siebie oddaleni, może być w pewnym stopniu podświadomym pragnieniem podwyższenia swego poziomu oksytocyny." koniec cycata.
Uzależnienie endorfinowe spowodowane wysokim stanem konta zwanego rakingiem UAO (udanych atomowych orgazmów) sprzyja pracy płatów czołowych, gdzie zachodzi proces ideologizacji i usprawiedliwiania beznadzieji pozostawania dłużej niż cztery lata w erotycznym związku z ta samą lub tymi samymi partnerami.
Zwłaszcza kobiety, jako szybciej tracące z wiekiem, walory seksualnej ponętności i erotycznej dla samców podniety, wprost pasjami, wymyślają różne pseudo filozoficzne i religijne teorie na rzecz usprawiedliwienia małżeńskiego więzienia, wbrew i na przekór świętego prawa chłopów do seksualnej poligamii.
|
|
|  | | gooa (746 punktów) |
>Zwłaszcza kobiety, jako szybciej tracące z wiekiem, walory seksualnej ponętności i erotycznej dla samców podniety, wprost pasjami, wymyślają różne pseudo filozoficzne i religijne teorie na rzecz usprawiedliwienia małżeńskiego więzienia, wbrew i na przekór świętego prawa chłopów do seksualnej poligamii. Mozesz byc najprzystojniejszy, najmadrzejszy, - jak nie masz tego "czegos", to pozegnaj sie z ta poligamia.
|
|
| |  | | Padawanka | > Mozesz byc najprzystojniejszy, najmadrzejszy, - jak nie masz tego "czegos", to pozegnaj sie z ta poligamia.Swieta prawda. Caly czas chodzi o to cos. Chcialby rozumek wiedziec co to jest, prawda panowie? Ale sie nie dowie nigdy. Pękam ze smiechu. daliscie sie sami nabic w butelke
|
|
| | |  | | bockxer (1165 punktów) | To coś to wielki, gruby , napęczniały (wiadomo czym ) ...męski portfel. Nieprawdaż ?
|
|
| | | |  | | gooa (746 punktów) | > To coś to wielki, gruby , napęczniały (wiadomo czym ) ...męski portfel. Nieprawdaż ?  No, tutaj przynajmniej odezwal sie racjonalista. Ale to nie jest dobra odpowiedz.
|
|
|  | | Padawanka | Kiedys na czacie co najmniej dwa razy mlodszy chlopiec zapytal mnie jak to sie dziewczyne caluje. Sposob pierwszy a la Cieslanski. Aby pocalunek byl udany nalezy zblizyc wargi do warg partnerki. Poruszac wargami niejednostajnie. Nastepnie lekko otworzyc usta i wyjac jezyk wkladajac go do ust strony przeciwnej. Poruszac miarowo z prawa w lewo i z gory w dol. Po dwa razy w kazda strone. Dopuszczalne ssanie i podgryzanie warg. Czas trwania od kilkunastu sekund do kilku minut. Sposob drugi nienaukowy. Poogladac gwiazdy, posluchac paganiniego, poogladac film o godach dzikich zwierzat i dac sie poniesc instynktowi. Daje reke uciac ze to ten drugi pocaluje jak Humprey Bogart. Mimo to niektorzy wola ten pierwszy sposob. Zgadnijcie dlaczego?
|
|
| |  | | Cieślański (994 punktów) | w poszukiwaniu "to cóś?" | Ja Towarzysze w kwestii podrywu.
Naukowcy z dziedziny seksuologii i psychologii twierdzą, że największym i najważniejszym organem seksualnym człowieka jest jego mózg. Moje wyrachowane znajome raczej przychylają się do poglądów i walorów bockxera, twierdząc że musi to być, (to cóś) duży penis i gruby portfel. Podobnoć wielkość z czasem zwykła przechodzić w jakość, ale ta znowóż powoduje spadek liczebności. Być może dlatego czasem w chwilach niemocy politycznej mówimy o "waleniu" głową w mur a jednocześnie zupełnie obojętnie przechodzimy do porządku nad groźbą wymarcia waleni i płetwali jako takich.
Ludzki mózg ponoć wykształcił się głównie w celu zapewnienia jak najkorzystniejszych strategii doboru partnera i wyboru innych ze wszechmiar sprzyjających warunków mających na celu przedłużanie gatunków.
Dlatego rozpatrzmy tu niektóre aspekty działania tego konglomeratu szarych komórek na odcinku stosunków międzyludzkich w ogóle i politycznych w szczególe.
Kora mózgowa składa się z części lewej i prawej. Na ogół w dobrze poukładanej kiepele, obie półkule mózgowe współpracują ze sobą (w sposób zrównoważony i odpowiedni do hmm..potrzeb) po przez ciało modzelowate, a dominujący wpływ na podejmowanie przemyślanych i nieupośledzonych emocjami racjonalnych decyzji ma w ostatecznym rozrachunku lewa półkula mózgowa.
Taka np. socjalistyczna Szwecja nie prowadzi wojnen, a tym bardziej ich nie wywołuje już od ponad 100 lat, a wojownicze, zaborcze i kapitalistyczne Stany Zjednoczone Ameryki Północnej tłuką na całym globie ziemskim wszystko co im podejdzie pod imperialne oko business'u.
Bodźce zewnętrzne ( kinestetyczno-czuciowe, wzrokowe, słuchowe) dochodzące z lewej strony ciała do systemu nerwowego docierają do przeciwległej prawej półkuli mózgowej, (pobudzając ją do większej aktywności i głębszej tych bodźców analizy, uświadomionej lub nie), natomiast bodźce z prawej strony pobudzają lewą półkulę mózgową. Jako, że lewa i prawa półkula mózgowa pełnią (po części) odmienne funkcje, to nadmierne pobudzenie aktywność jednej z nich może mieć znaczny wpływ na psychikę człowieka, a więc być przydatnym zjawskiem w technologii podrywu i politycznym wywieraniu wpływu. Bo nie trzeba być mądrym jak prof.Cialdini by docenić ciśnienie wpływu "lasek w mini".
Kora lewej półkuli mózgowej u większości osób prawo-ręcznych jest genetycznie uwarunkowania do myślenia racjonalnego, logicznego, znajdują się w niej też struktury biorące udział w procesach kontrolowania emocji. Lewa półkula jest z zasady optymistyczna. W lewej części kory mózgowej znajduje się aparat rozumienia i tworzenia mowy, zapamiętywania i przypominania treści językowych (lingwistycznych), zajmuje się analizą odbieranych bodźców pod względem szczegółów. Neurotransmiter serotonina ma decydujący wpływ na asertywne, racjonalne, nieemocjonalne, (dominujące w podejmowaniu logicznych i wyważonych decyzji) funkcjonowanie kory lewej półkuli mózgowej. Do produkcji serotoniny w organiźmie człowieka (czy to polityka czy też apolitycznego osobnika pożądanego erotycznie) niezbędne jest białko (pochodzenia zwierzęcego) tryptofanem zwane, takoż dostatek światła słonecznego i witaminy z grupy B. Z tąd dieta bezmięsna, przytulne mroczne pomieszczenia i (alkocholowy w przyczynie) niedostatek w B-compleks witaminie, mogą być jednym z czynników obłaskawiania przez religię hardych wiernych, uwodzenia nieprzystępnych kobitek i lobbowania asertywych polityków metodą zaniżania poziomu serotoniny w ich mózgach.
Wszelkie bodźce pobudzające lewą półkulę obiektu pożądania są nie wskazane, bo czynią go mniej podatnym na bajer, zakochiwanie i przywiązanie, z opóźnieniem i upośledzeniem reakcji orgastycznych włącznie.
Natomiast nam (jako pragnącym zachować kontrolę nad sytuacją), serotoninowa racjonalność jest pożądana i sprzyja efektywności działań zarówno na polu polityki, erotyki jak i połączeniu obu tych przyjemności "do kupy", bo nawet polityk całkiem "do **py", nie musi się takowych wyrzekać. cdn.
|
|
| | |  | | Cieślański (994 punktów) | Odp: w poszukiwaniu "to cóś?" | ciąg bliższy: Kora prawej półkuli mózgowej "zajmuje się": bodźcami wzrokowymi i muzycznymi, tworzeniem symulacji prawdopodobnych reakcji otoczenia, orientacją przestrzenną i topograficzną (odnajdywanie drogi). Zajmuje się też tworzeniem uogólnień i stara się analizować informacje zbiorczo i całościowo. To prawa prawa półkula mózgowa zajmuje się analizą zawartości treści emocjonalnych i niewerbalnych w docierających z zewnątrz bodźcach dźwiękowych, dotykowych a w szczególności wzrokowych (wizualnych). Kora prawej półkuli mózgowej jest z natury pesymistyczna, podatna na uleganie bodźcom emocjonalnym z układu limbicznego, a jej nadczynność w stosunku do kory lewej półkuli mózgowej czyni ludzi bardziej podatnymi na czynniki emocjonalne, (w tym także na zamierzoną manipulację emocjonalną).
Pobudzenie prawej półkuli mózgowej przyspiesza reakcję orgazmu i zwiększa siłę doznań orgastycznych czyniąc tym samym osobę obdarowaną przez nas orgazmem (tu mężczyżni : U W A G A, nie waszym orgazmem tylko tym wywołanym z waszą pomocą u waszej partnerki) bardziej podatną na zakochanie, przywiązanie i ponowne "obcowanie" czyli miłe spółk....sorry współpracowanie. Ciekawość i wynikające z niej podniecenie i chęć działania, uzależnianie się od bodźców psycho-chemicznych i psycho-społecznych, mechanizm orgazmu, poczucie przymusu działania bez kontroli własnej woli, to są właściwe prawej półkuli mózgowej zachowania wynikające z działania neurotransmitera dopaminy. Dopamina, serotonina, oraz (odpowiadające za reakcje stresu, walki i ucieczki) noradrenalina i adrenalina jako aminy biogenne powstają w organiźmie człowieka z tego samego "półproduktu" Z tąd też stymulowana określonymi bodźcami nadprodukcja jednego z wyżej wymienionych neuroprzekaźników (neurochemicznych modyfikatorów nastroju i temperamentu) powoduje nieobory (a nawet drastyczny deficyt) pozostałych neurotransmiterów co może mieć znaczący wpływ na emocje, zachowania i kształt podejmowanych decyzji (zarówno politycznych jak i erotycznych)
Takie czynniki jak: określona dieta, rodzaj pożywienia, dodatki określonych przypraw, mogą wpływać na poziom określonych neurotransmiterów nastroju w organiźmie człowieka i na jego psychikę.
Dla podniesienia podatności na zakochiwanie oprócz podawania zawierającej fenyloetyloalaninę czekolady, wskazane są wszelkie działania pobudzające prawą emocjonalną półkulę mózgową. Do takich działań możemy zaliczyć: -dotykanie i masaż lewej strony podrywanego ciałka, -szeptanie ssanie i chuchnie do lewego ucha czułych słówek: -wzbudzających zaciekawienie i wyobraźnię wizualną w powiązaniu z planowaniem i przewidywaniem przyszłości, -nucenie piosenek i wystawianie na działanie nastrojowej emocjonalnej muzyki "pościelowej", -ustawianie się w lewym polu widzenia tzn. po lewej stronie obiektu podrywanego, czyli od tak zwanego serca "upatrzonego" Pozycja kierowcy samochodu w ruchu prawostronnym pomaga uwodzić pasażera na prawym siedzeniu.
Emocje w polityce i miłości wykazują szereg podobieństw i analogicznych emocjonalnych i emocjonujących prawidłowości. Adwersaż dyskusji politycznej siedzący po naszej prawej stronie zawsze będzie bardziej podatny na argumenty emocjonalne i łatwiej go nam będzie wyprowadzić z równowagi, no, chyba, że jest mańkutem. Nie zawadzi wzbudzić u podrywanego polityka i uwodzonej "politycznej dziewczyny" (polite to chyba znaczyło "grzeczna" z angielska) odrobiny emocjonalnego poczucia winy. Bo atrakcyjną jest każda dziewczyna, kwestią jest tylko "wolumen wina".
C.D.N. Polecam książki: A.Cialdini-"Wywierane wpływu na ludzi", "Język kobiet język mężczyzn"-E.Weber, "Psychomanipulacje"-T.Witkowski.
|
|
| | | |  | | św.Marek | Mam drobną propozycję: czy mógłbyś nieco bardziej dbać o spójność swoich tekstów? Na razie nie sprawiają wrażenia, że autorowi zależy na poprawności ich prezentacji.
___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | > Mam drobną propozycję: czy mógłbyś nieco bardziej dbać o spójność swoich tekstów? Na razie nie sprawiają wrażenia, że,........Jeśli to o mnie to spieszę z auto-usprawiedliwieniami. Staram się jak mogę, ale jeszcze bardziej się starzeję, więc nie dziwota, że lawinowo , z miesiąca na miesiąc, tracę samokrytycyzm, o ile w ogóle taki posiadałem kiedykolwiek poza okresami depresji jesienno-zimowej. Podejrzewam, że to chyba jest taka moja typowa poza "bycia poza". Upss. Właśnie w tej chwili zrozumiałem, że w zasadzie to nie rozumiem pojęcia "spójność" stąd nie potrafię tej zasady zastosować, tak aby moje teksty wyglądały w sposób sprawiający wrażenie, że "autorowi zależy na poprawności ich prezentacji". To może być stan mamii, w nadpobudzeniu emocjonalnym prawej części mózgu, kiedy wszystko maniakowi kojarzy się ze wszystkim i wszelkie rygory kategoryzacji tematu myślenia ulegają znacznemu nad-uelastycznieniu. Na początek proszę o podanie linku do miejsca, gdzie mógłbym się zapoznać przynajmniej z wykładnią pojęcia tekstów spójności wg. św. marka . Chętnie wysłucham połajanki, zawsze chciałem być doskonałem ideałem, pod każdem względem w mym życiu całem. A taka niefrasobliwa "ryms-kość" mych wypowiedzi, na ogół świadczy o nadczynności prawej półkuli mózgowej. O proszę, znów mi się skojarzyło, że można uwodzić kobitki na własną niedoskonałość i fight-fajtłapowatość. Akurat mi teraz moja natura fajtłapowata, podpowiada, że tym samym, jako tako trzymam się założonego temata: walentynki i hormony.
|
|
| | | | | |  | | św.Marek | Nie zamierzam toczyć polemiki. Zostaw w spokoju swoje półkule mózgowe, nie nadwyrężaj ich w tak błahej sprawie. Doskonale zrozumiałeś co mam na myśli, bo ten tekst był już napisany bez zarzutu. Tak trzymaj, dziękuję za zastosowanie się do mojej prośby.
___________ Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Padawanka | >>Natomiast nam (jako pragnącym zachować kontrolę nad sytuacją),
I to stwierdzenie jest odpowiedzia na zadane przez mnie pytanie dotyczace strategii pocalunku. Co lezy u podstaw checi kontroli nie musze chyba wyjasniac. Strach panie i panowie. Strach. Ale jest jeszcze inny sposob opanowania strachu oprocz tworzenia rozumowych instrukcji. O wiele skuteczniejszy.
|
|
| | | |  | | Mariusz Agnosiewicz | Dla rozluźnienia atmosfery - coś co może się przydać  <img src="/img/strony/wyjscie_z_kumplami2.jpg">
|
|
| | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | Odp: a walentynki tuż tuż | "Polska szkoła uwodzenia." W Przeglądzie był swego czasu fajny artykuł E.Gietki i P.Nowosielskiej o płatnych lekcjach uwodzenia prowadzonych przez specjalistów z warszawskiego Ośrodka Psychoterapeutyczno-Szkoleniowego Poza Centrum. www.przegl(*)ndex.php?site=reportaz&name=28Z dziennikarkami rozmawiali: Dr Tomasz Szlendak, socjolog płci z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Tatiana Ostaszewska-Mosak, psycholog, Joanna Dulińska i Michał Duda, psychoterapeuci, twórcy Wakacyjnej Szkoły Uwodzenia, Dr Marek Marcyniak, seksuolog Krystyna Kofta, autorka książki "Jak uwieść, zdobyć i porzucić mężczyznę". Ciekawostka z artykułu w Przeglądzie: Dolnośląskie Centrum Diagnostyki Medycznej przebadało ponad 4 tys. panów, okazało się, że istnieje związek między wzrostem a posiadaniem potomstwa. A OTTO moje wnioski z wioski: Samcy, a właściwie ich organizmy, z większym poziomem testosteronu, efektywniej wykorzystują hormon wzrostu, czyli mają: -większe powodzenie u samic, bo mają większy pociąg seksualny, -większe rozmiary penisa, -większą sprawność układu rozrodczego, -większą ilość sprawnych "bojowo" plemników, -są obficiej owłosieni i lepiej umięśnieni, -wydzielają więcej ferromonów, -mają niższy ton głosu, -są bardziej pewni siebie, zdobywczy, przedsiębiorczy i podsiębiorczy i asertywni. Jednym zdaniem, ukształtowany w procesie ewolucji gatunków biologiczny ideał chłopa dla kobitki, to sprawny zarodowiec, choćby nie wiem jak brzydki, zwłaszcza dla "typowo kobiecej" kobitki. Według seksuologów, to kobitki zawsze i ostatecznie nas wybierają, więc nie ma co się specjalnie za nimi uganiać i starać o ich względy. My możemy jedynie dostosować się do babskich namiętności i ich materialistycznych preferencji czyli seksualno-finansowych skłonnośći. Chłopy, jeśli chcecie być bardziej męscy i pociągający, unikajcie pożywienia z estrogenami (roślinnymi, zwierzęcymi lub sztucznym), ja na powaznie, bez jaj. Z jaj -jedzcie białko zamiast żółtka, unikajcie nadmiaru tłuszczów, lecytyny stosowanej jako emulgator w produktach żywnościowych, jabłek, gruszek, śliwek, oraz ich soków, chmielu, piwa, wina, zamiast tego "walcie czyścioche" w przyzwoitych ilościach i surowe czerwone mięcho z ostrymi przyprawami ze wschodu, celem konserwacji kondycji i sprawności wzwodu. Oglądajcie pornole i na plaży pannę Jolę, oglądajcie i uprawiajcie boks, a nie homoseksualne i (z założenia pedofilskie, w szkółkach młodzieżowych) obmacywanki w zapasach, judo czy sumo, zmieniajcie jak najczęściej partnerki seksualne, (to świadczy o typowo samczym poligamizmie), a według naukowcow podnosi też poziom testosteronu i uznanie atrakcyjnej wydajności seksualnej w oczach kobitek, czyli przedłuża młodość. Te wszystkie quasireligijne brednie o wierności, odpowiedzialności, to wymysły superbrzydul próbujących zmonopolizować dostęp do waszych zasobów materialnych, kapitałowych i seksualnych. Unikajcie estrogennego działania "chemi codziennego użytku", czyli nie myjcie się zbyt często, nie przesadzajcie z: praniem ubrania, stosowaniem estrogennych deszodorantow i panienkowego golenia się. Spieszciecie się bo Walentynki blisko a to najlepsze w naszej strefie klimatycznej okoliczności przyrody, by przygotować się na wiosenne, skuteczne kaszalotów głuszenie, zapłodnienie i długotrwale męskie wzwody. Jeśli jeszcze was nie chwyciła obniżająca ciśnienie krwi w ciałach jamnistych penisa, depresja jesienno-zimowa, wykorzystajcie kar-nawał (synonim niedosytu nagród) na "padgatowku k wiesienniuju affensiwu", trenując i doskonaląc Walentynkowe metody podrywu. Panienki już czują zbliżający się koniec sezonu zimowego kamuflarzu wad figury i wiosenną konieczność przejścia do ekshibicjonalnych metod uwodzenia w mini, więc stają się bardziej łatwe i napalone a mniej wybredne, tylko wcześniej, (upijając szampanem), zdezaktywujcie profilaktycznie własną żonę. Ps. Nie zapomnijcie o zabraniu ze sobą udokumentowanego glejtu na działania towarzyskie o odpowiedni szerokim zakresie swobód, według katalogu praw zaczerpniętych z załącznika eksponowanego powyżej przez M. Agnosiewicza. Nowe tymczasowe narzeczone bywają drażniąco ciekawskie.
|
|
| | | | | |  | | Padawanka | :O Moze siostra genetyczna Cieslanskiego da teraz przepis jak zostac Entynka. W koncu wal-entynki tuz tuz.
|
|
| | | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | Odp: kobiety gwarancją Pokoju | Łoj, bedzie true-dno, Misie, siostropozycjonować własne e-go-i-stycznie. W zasadzie cały rozwój ludzkiej cywilizacji jest podświadomie podporządkowany ludzkiemu instynktowi zapłodnienia samicy i zapewnienia sukcesu reprodukcyjnego własnej lini genetycznej. Natomiast rozwój filozoficznych interpretacji zjawiska miłości, jak również nauki w ogóle, jako produktu świadomego i racjonalnego badania świata, to jedynie funkcja podrzędna, częściowo wręcz nieuświadomiona w genezie powstania, a wykreowana do zapewnienia (było nie było, sterowanych podświadomym oprogramowaniem emocjonalnym) instynktownych celów reprodukcyjnych. Dzieje się tak nie zależnie od statusu społecznego i materialnego podmiotów kopulacji i związanych z nią rytuałów kulturowych i "rodzinnych". Dla większości populacji gatunku ludzkiego taka specyfika (zdawało by się świadomych i podporządkowanych racjonalnym decyzjom) ludzkich działań jest nieuświadomiona i nieuwzględniana w procesach analizy docierających bodźców, czy w szeroko pojętym "podejmowaniu decyzji egzystencjalnych", zwłaszcza przez ludzi nie będących naukowcami zajmującymi się badaniem, planowaniem i przewidywaniem dalszych kierunków rozwoju społeczeństw.
Na przykład już bardzo dawno temu spostrzeżono, że cechy "kobiece" niezwykle przydają się w polityce, traktowanej jako jeden ze sposobów kreowania odpowiednio przyjaznych warunków społecznych i materialnych dla promowania i rozprzestrzeniania genów własanej linii rodzinnej. Wpływ kobiet i relacji damsko męskich na politykę i wydarzenia historyczne zawsze intrygowały "rządzących samców", dzięki temu naukowcy mogli pozyskiwać fundusze na badania powiązań między polityką a sferą zachowań erotycznych.
Naukowcy zajmujący się badaniem strategii doboru i zdobywania partnera seksualnego twierdzą, że zawsze ostatecznie to kobieta decyduje o tym, czy dany partner nadaje się do "dopuszczenia". Jednak większość mężczyzn nie zdaje sobie z tego sprawy, a nawet kiedy im się o tym napomknie to z oślim uporem próbują wymyśleć wszelkie możliwe koncepcje, które pozwoliły by im nie utracić tego "dowartościowującego" wątłe męskie ego, złudzenia samooszukującego. I nie są to twierdzenia bez, "seksjuzemła --> pokrycia". Prawda naukowa jest dla nich okrutnym i wartym wysiłku "niedostrzegania wypierającego" do podświadomości ten fakt, w rzeczy samej będący poniżeniem ich własnego poczucia pseudo-suwerenności w doborze partnerek seksualnych. Stąd wiele decyzji polityków i władców ulegało w historii modyfikującemu wpływowi, na skutek chęci dopełnienia kobiecym wymogom i preferencjom na erotycznej giełdzie: męskich starań o bycie samcem monopolizującym dostęp do najwartościowszych samic.
Kobiety wykazują się iście polityczną przebiegłością w sprawdzaniu potencjalnego osobnika męskiego pod względem jego ewentualnej przydatności do pozyskania: - zdrowego materiału genetycznego, - zasobów materialnych partnera, - stałości uczuciowej samca, - jego zaradności w osiąganiu stanowisk i profitów, oraz skłonności do dzielenia się samczymi dobrami materialnymi z przyszłą matką i potomstwem.
O męskich i kobiecych strategiach: -> wyszukiwania, sprawdzania, przywiązywania i utrzymywania przy sobie partnera seksualnego, dość ciekawie pisze w książce "Ewolucja porządania"- D.Buss Z "grubsza" rzecz biorąc strategie doboru seksualnego "zaprogramował" nam proces ewolucji gatunków, a ściślej rzecz biorąc przetrwały te osobniki, które stosowały strategie pozwalające na właściwy dobór genów i przetrwanie potomstwa.
Mężczyźni siłą uwarunkowań biologicznych nie mają możliwości urodzenia, wykarmienia i wychowania potomstwa, więc w szerzeniu swoich genów postawili na ilość: czyli dążą do zapłodnienia jak największej ilości samic przy jak najmniejszym wysiłku i nakładach materialnych, według zasady "Może coś z licznej gromady przeżyje a dla siebie i tak zawsze coś da się upolować lub wywalczyć" Stąd podobno wywodzi się: POLIGAMICZNA NATURA "typowych" (czytaj męskich) samców.
Kobiety są słabsze fizycznie, a w okresie ciąży są w ogóle ruchowo nieporadne, podatne na upolowanie przez drapieżnika, trudno im samodzielnie zdobyć żywność, (o upolowaniu biegającego zwierzęcego białka (które jest niezbędne do prawidłowego rozwoju płodu) nie wspominając). Dlatego w procesie ewolucji gatunków przeżyły te osobniki żeńskie, które posiadały odpowiednio uwarunkowane genetycznie metody doboru seksualnego partnera gwarantującegoz jego strony: -> opiekę, stałość emocjonalną, zdolność dostarczania pożywienia samicy i potomstwu, zdolności przywódcze lub zaradność "materialną". Mówiąc wprost kobiety zastosowały metodę doboru stawiającą na jakość a nie na ilość. Ponoć dla tego "typowe" (czytaj- kobiece) kobiety stały się z natury MONOGAMICZNE.
Co więcej z racji mniejszej sprawności fizycznej w rywalizacji o dostęp do pożywienia, terenów, i zasobów materialnych, przeżyły te kobiety, które w miejsce niedostatków tężyzny fizycznej potrafiły wypracować wyrafinowany system manipulowania samcami, tak aby otrzymać wszelkie niezbędne zasoby konieczne do przeżycia w ciągu trzech milionów lat Ewo-lucji gatunku ludzkiego, utrzymując przy tym mężczyzn w schizofrenicznym przekonaniu, że to oni są panami i głównym motorem rozwoju cywilizacji. Mężczyżni zajmujący się polityką powinni uczyć się od kobiet trudnej sztuki rozwiązywania problemów i konfliktów społecznych.
Według opini naukowców przytaczanych w książce "Płeć mózgu" przez A.Moir i D.Jessel "typowe-kobiece" kobiety widzą i analizują świat zewnętrzny jako środowisko społeczne, które należy zbadać, rozpoznać poszczególne zależności i hierarchię, aby móc je oswoić, zaprzyjaźnić i zmusić niedostrzegalnym wpływem i manipulacją do współpracy. Psycholodzy zarządzania twierdzą, że firmy kierowane i organizowane przez kobiety działają na zasadzie współpracy i negocjacyjnego rozwiązywania konfliktów, czyli wprowadzają tam taki typowy humanistyczny socjalizm typu skandynawskiego. Typowi "męscy" mężczyźni postrzegają świat jako przedmioty do zdobywania i gromadz
|
|
| | | | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | c.d. kobiety gwarancją Pokoju | dokończenie: Typowi "męscy" mężczyźni postrzegają świat jako przedmioty do zdobywania i gromadzenia i monopolizowania w bezwzględnej rywalizacji, morderczej agresji i na zasadzie wykańczania przeciwników, czyli reagują emocjonalnie i w sposób czysto zwierzęcy jak typowi kapitaliści.
-> Świat, rządzony przez kobiety byłby bez wojen, a nawet jeśli by się jakaś zdarzyła to mieli byśmy przynajmniej posprzątane w okopach. Jak wykazuje praktyka, żona polityka jest jego doskonałym doradcą a często najsilniejszym podmiotem wywierania wpływu na przywódcę. Praktyka odwrotna, kiedy to dominująca żona jest politykiem, z miażdżącą siłą drogowego waltz'a wykazuje, że mąż staje się kapciowym do wynoszenia śmieci, wykonywania prostych prac kuchennych i "obrządzania" dzieci.
Ale ja to tak sobie a muzom, z zastrzeniem coby nikomu nie kojarzyło się z "konkret'Ami". Aby uzmysłowić panom-Walentym znaczenie technik kobiecego wpływu na ich decyzje i wyrafinowaną subtelność doskonałości ich oddziaływania, a Walentynkom wspomóc ich wrodzone kompetecje uwodzenia, odsyłam zainteresowanych do lektury poradnika dla kobiet napisanego przez -> M.Kent pt."Sztuka uwodzenia".
|
|
| | | | | | | | |  | | Z-many-erowana | Odp: c.d. kobiety gwarancją Pokoju | hahaha! Panowie! Sluchajcie wszyscy dobrze Cieslanskiego i nie dawajcie sie nam wiecej many-pulowac  . On Was nie wywiedzie tak jak my na many-owce  ). To w koncu wybieracie Skandynawie czy USA? Bo ostatnio w rankingu na naj-kraj zwyciezyla Norwegia. Pewnie ankietowali sama baby !!!!!!!!!!111 hahahahahahhaaaaa
|
|
| | | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | Odp: antychemiczna siostra genetyczna | > Moze siostra genetyczna Cieslanskiego da teraz przepis jak zostac Entynka. W koncu wal-entynki tuz tuz.  Staram się jak mogę, ale nie wiele mogę: Kocham walentynki, bo to świetna okazja do wyrwania się z tej dusznej i zapyziałej atmosfery obłudy wobec spraw seksu i miłości, w superpobożnym kraju zwanym ojczyzną papieża Polaka. To NIE zły temat AAAaaaa by się do nich przygotować. A może by tak troszkę "pociągnąć" temat o miłości odrobinę cieplej i uczuciowo? Ale nie tak technicznie, tylko bardziej "nasercowo"? Albo przynajmniej tak, żeby "normalni i normalne" ludzie też zrozumieli? Czy znacie to uczucie, kiedy wokoło wszystko wydaje się nie ważne i macie poczucie, że Muuuusicie spotkać się z NIM. Dziesięć razy wracacie z windy do lustra (bo w windzie szczyle potłukli) i wyciągacie kolejną kiecuszkę : -> "Bo może w tej wyglądam szczuplej?" I zapominacie, czy nie zapomniałyście aby zamknąć drzwi? A do tego przyłazi jeszcze sąsiadka Ciekawska z naprzeciwka, nagabująć, czy nie mogłybyście kupić jej dwadzieścia "deko" wędliny i jakieś ciastka, -> bo koleżanka akurat przyjechała, a dziecko chore i stary nie wrócił jeszcze z roboty. -> "Pani wie trzeba sobie pomagać". Dobrze, że sobie przypomniałyście, że ON dzwonił wczoraj i jesteście umówione z NIM nie na dzisiaj tylko na jutro. Ale to nic, bo w radiu zapowiadają śnieżycę.... i wtedy dopada was ta cholerna chcica na czekoladki, chociaż udało się wam nie żreć ich od przedwczoraj. Nie daj boże!, żeby tak jak ostatnio, kiedy odłożone zaskórniaki zamiast na wymarzony ciuch poszły w gabinecie na odsysanie tych wałków, co to przez nie, nie możecie wcisnąć się TAMTE dżinsy, w których ON poderwał was w dyskotece. Uff, żeby tylko zasnąć , bo rano będę wyglądała jak ta z pod 52. I jakie tam "hormony" tym sterują? Przecież ja czuję, że to coś "wyższego". Może jakiś mądrala to w końcu opisze , ale tak po ludzku? Więcej ciepłych uczuć proszę, przecież miłość nie zrozumiała naukowo i nie objaśniona jak reakcja chemiczna, jest taka wygodna w damskim stosowaniu i śliczna. PZDR dla wszystkich Walentynek, Jerzusia Cieśla-niska, pardon siostra genetyczna.
|
|
| | | | | | | |  | | Triumph? | Antychemiczna Siostra Genetyczna Cieslanskiego (sadzac po tresci wspomnien z pamietnika) jest chyba na etapie przymierzania pierwszego w zyciu stanika. hahahahahahahahahha
|
|
| | | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | starsza siostra genetyczna, tyż śliczna | Jan Marysia Kokieta ? Przepraszam szanowne koleżeństwo, ale czy nie przesadzacie aby, zwalając na "baby" genezę wszyskiego złego, co i "któro" w polityce spaprało, niedojrzałe, Piotruśpańskie męskie ego.
Etos klasy politycznej nam się wali w sondażach od lewej do prawej strony a wam -> cytat: "tylko d*p* w głowie", jak mawiał Maksiu w machulskiej "Seksmisji".
My kobiety starej daty jesteśmy jak wino, im starsze tym bardziej uderzamy do głowy łamiąc serca polityków wielu. Dlatego poniżej serwuję wam tekst o madonnach z okolic Wawelu.
Z opowiastek Jasia kapelusznika, z jego wywiadów dla magazynów kobiecych, NIEzbicie wynika, że sepleniąca Marysia zawdzięcza własnej mamusi: -> wygląd, pozycję, charakter, orientację i koligacje popychające go jako polityka, od pleców strony (z zapyziałej krakowskiej wsi i z ambony). Czy to czasem, nie bezpruderyjny i otwarty na tolerancję płci zaborczy imperialista Aleksander, wchodzący na ekrany kinowe, był wzorem Ma ryja krzywoustego Władysława, według jego wyznań w TVaullicznym, bo do-wcipnym "Najsztub pyta"?
Według seksuologów: symptomem typowym dla półkobiecych -półmęskich (androgynicznych) panów, jest sposób łysienia pana marii_i_janka, ksywka welonik , pardon melonik, z Jagielińskiego grodu kra,kra,kra,ka, który występuje na ogół u osobników męskich obciążonych genetycznie konfliktem płci fizjologicznej i mentalnej. W takich przypadkach, ponoć mózg osobnika ludzkiego może zawierać, właściwie, dwie kompletne acz rozdzielne osobowości: jedną kobiecą a drugą męską.
Część kobieca takiej dubeltowej osobowości, jakoby silnie identyfikuje się z matką i w zasadzie jest jej psychologiczną kopią . Część druga osobowości na ogół pozostaje na poziomie rozwoju fantazjującego nastolatka podporządkowanego matce i nienawidzącego ojca.
Tego typu obciążenia genetyczne warunkujące zaburzenia identyfikacji płciowej na ogół występują w związkach małżeńskich, w których kobieta posiada większą ilość cech męskich niż żeńskich. Kobiety o takim profilu płciowym cech psychofizycznych wiążą się z osobnika męskimi, u których nagromadzenie cech kobiecych dominuje nad zachowaniami typowymi dla samców.
Związki, w których dominacja samicy nad samcem przekracza pewien dopuszczalny w kulturze chrześcijańskiej margines tolerancji społecznej są związkami najczęściej rozpadającymi się i to w większości z powodu uzależnienia alkocholowego, zdetronizowanego przez samicę samca, zmuszonego do etylowego znieczulania egzystencjalnej traumy. Prawdopodobnie u potomstwa z takich związków następuje wzmocnienie się mieszanego wzorca cech płciowych.
Matki na ogół zdają sobie sprawę kim jest ich dziecko, (nawet jeśli są wykształcone w realiach katolickiego systemu szkolnistwa) lecz w okolicznościach wyżej opisanych mogą intuicyjnie wachać się co do rzeczywistej płci dziecka i asekuracyjnie nadawać zestaw imion dający w przyszłości pewną elastycznośc wyboru w kwestii identyfikacji płciowej dorastającego osobnika. Zaburzenia hormonalne niezdefiniowanego płciowo osobnika mogą stać się przyczyną uszkodzeń (wzajemnie wpółoddziaływujących ze sobą) układów: hormonalnego, nerwowego i immunologicznego, powodując dalsze uszkodzenia mózgu w części czołowej odpowiedzialnej za świadomość ludzką i wyższe funkcje myślowe. Takie uszkodzenia w korze czołowej mogą zwiększać częstotliwość występowania zaburzeń afektywnych dwubiegunowych zwanych też zachowaniami maniakalno-depresyjnymi. Bardzo częste są również uszkodzenia w płatach czołowych tzw. struktur odróżniania fałszu od prawdy i zdarzeń rzeczywistych od osobistych przywidzeń i imaginacji.
Dorosłe osobniki z opisanymi powyżej zaburzeniami identyfikacji płciowej wiążą się przeważnie z kobietami znacznie przypominającymi im w wyglądzie zewnętrznym i w zachowaniach psychoseksualnych ich dominujące matki. Ze względu na dużą ilość cech typowo męskich, kobiety takie nie wyróżniają się szczególnie atrakcyjną urodziwością. Nie ma co. To będzie nasza druga taka Premiera w III Religijnej Pomrocznej po Hannie Vatykańskiej.
Pa, pa, Całuski Wam przesyła, nad wyraz miła, (lecz gdy, trzeba to dzika) starsza, śliczna siostra genetyczna Jerzego schizofrenika, czyli ja, Monika dziewczyna ratownika. I niechaj piękny zwyczaj tumanienia, Adamowego samców plenienia, wśród dzielnych Walentynek nigdy nie zanika.
|
|
| | | | | | | |  | | Twor kobieco- meski | Odp: starsza siostra genetyczna, tyż śliczna |  )Trzeba by aby jakas sexy-sliczna (nie tyz ale tez) siostra niegenetyczna Cieslanskiego wpadla miedzy tych uwiedlych seksuologow co to bzdurprawki o androgynii pisza to moze by im w koncu cisnienie w wajchah do gory poszlo i na zasadzie efektu zasysania z roznicy cisnien wynikajacego starczy brod z szarych komorek odetkalo zeby ceberki zrozumialy w koncu ze osobowosc czlowieka pojemnosci 1 l nie ma gdzie pol litra kobiecosci a pol litra meskosci lub po litrze kazdej wejsc tylko moze ale ze tam dwa trzy a nawet sto litrow kazdej substancji sie zmiesci. I mesko - kobiecy czlowiek w kazdej dziedzinie wygrywa z jednoplciowcem. O milosci i baraszkach nie mowiac. Viva Ricky Martin, Robert Kincaid i genetycznopodobni!!!!!!!!!!!!!!!!!!hahahahahahahahaha
|
|
| | | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | psycho-technika głuszenia jelania | > Moze siostra genetyczna Cieslanskiego da teraz przepis jak zostac Entynka. W koncu wal-entynki tuz tuz"Przezorny zawsze ubezpieczony" mawiają zakonnice, zakładając prezerwatywy na świce. Już po Walentynkach, więc możemy wyjawić niektóre sekrety tajemnych praktyk uwodzenia stosowanych przez podstępne kobiety. Najczęściej w poradnikach uwodzenia dla kobiet nie grzeszących zadatkami urody, rokującymi conajmniej tytułu: "miss zagrody", zalecane jest stosowanie psychologicznej techniki przeniesienia afektu, jako metody emocjonalnego usidlania samczyków z użyciem damskiego intelektu. Po dokonaniu oceny (upatrzonego wcześniej celem usidlenia) kandydana pod względem: - zasobów materialno-kapitałowych frajera, - jego naiwnej skłonności do dzielenia się nimi z wybranką serca, - podatności niewolnika na trwałe uzależniające przywiązywanie się do jednej samicy, - skłonności skazańca do rezygnacji z własnej poligamiczno-męskiej tożsamości polująca samica podejmuje czynności zaciskania pętli sideł. Przyszła połowica dokonuje tego aktu zniewolenia okrutnego, z zastosowaniem techniki przechwycenia pozytywnych uczuć emocjonalnego uzależnienia, które nieszczęśnik żywił do poprzednich, (nie wyłączając jego własnej matki) "znaczących" kobiet, na polujący na niego nowy "K".obiekt. Margaret Kent autorka poradnika "Sztuka uwodzenia -dla kobiey", serwuje polującym samicom technologię zniewalania samczyków pod niewinnie brzmiącym hasłem: "Jak pomóc mężczyźnie, by zakochał się w Tobie?.... ...Kiedy już przeprowadziłaś wywiad i wybrałaś swego mężczyznę, następnym krokiem jest doprowadzenie do tego, by się w Tobie zakochał. Zachęć go, by wyjawił te zdarzenia ze swego życia, które miały dla niego emocjonalne znaczenie i ujawnił emocje, jakie wzbudzali w nim inni. W miarę jak będzie mówił, a Ty będziesz słuchać, rozwinie się w nim uczucie wobec Ciebie..." Autorka perfidnie oddaje w ręce zachłannych materialistek, bezbronne ego, nieznanego samczyka niewinnego, bez odrobiny miłosierdzia humanistycznego, czy też chrześcijańskiego poczucia winy, wkładając w ręce i głowy polującej dziewczyny psychologiczne zapalniki, powodujące nagły wybuch uczuć przywiązania, u króliczka zaplątanego uprzednio w, obietnice seksualnego spełnienia, wnyki, pisząc:  "Kiedy ujawniamy swoje myśli, czyny, idee albo osobistą historię innej osobie, przenosimy także na naszego słuchacza uczucia wobec ludzi i rzeczy, które opisujemy. Przeniesienie to następuje nawet wówczas, gdy owe emocje były przez długi czas uśpione wewnątrz nas. Przeniesienie jest regularnie wykorzystywane przez kler, doradców, psychiatrów i psychologów, w celu kontroli zachowania i zapewnienia lojalności. Technik tych używa wielu nauczycieli, osoby przepowiadające przyszłość, zbierające fundusze, a także sekretarki, sprzedawcy i przedstawiciele innych zawodów. Kiedy korzystasz z przeniesienia, możesz zmienić kierunek działania mężczyzny i zapewnić sobie jego lojalność..." Antyhumanitarna perfidia owego poradnika polega na sugerowaniu serco-zaborczym i portfelo-żerczym damom, że z racji rozpowszechnienia tych metod w religii i psychologii, mogą je aplikować bez poczucia winy, jako naturalne osiągnięcia kobiecej socjotechnologii. Oto dalsze na piśmie dowody winy psychomanipulacji i pefidii stosowanych chwytów uwodzących przez sprytne dziewczyny:  ".....Religia. Księża mają umiejętność wyciągania spowiedzi ze swoich parafian. Zachęcają wierzącego, by powiedział wszystko, gdyż oferują mu wybaczenie i odpuszczenie. Wierni doznają emocjonalnej ulgi. Najlepszym przykładem przeniesienia uczuć jest spowiedź w Kościele rzymskokatolickim. Człowiek, który znalazł się już w konfesjonale, wyjawia wszystkie sekrety, pragnienia i myśli uważnemu słuchaczowi. "Powiedzenie wszystkiego" powoduje, że osoba ta czuje się ważna, kochana, oczyszczona z winy i z tego powodu wdzięczna. Słuchacz jest zazwyczaj anonimowy, więc owe pozytywne uczucia ciepła i wdzięczności zostają skierowane na Kościół...." I oto koronny przykład babskiej nieuczciwości w wyrachowanym dobieraniu się do naszych oszczędności:  "....Generalnie, technika przeniesienia podobna jest do wywiadu, z tym, że teraz masz kierować rozmowę na te zdarzenia z życia mężczyzny, które stanowią emocjonalny bagaż. Przebadaj razem z nim wszystkie jego uczucia i doświadczenia. Poproś, aby opisał owe zahamowania, lęki, poczucie winy, wrogość, czułość, przyjemność, wiedzę, samoocenę, pożądanie, smutek, miłość, zazdrość i zależność. Dodaj mu odwagi, aby odsłonił swe sekrety, problemy, dziwactwa, zapewniając, że może mówić o wszystkim bez wyjątku, co tylko przychodzi mu do głowy. Jest to główna metoda odkrywania nieświadomych motywów. Stwórz przyjacielską atmosferę w trakcie zadawania pytań i wysłuchiwania odpowiedzi. Twoja otwartość oraz ciepły, serdeczny stosunek ułatwiają mu mówienie. Otwarte i współodczuwające słuchanie ma silny efekt uwodzący, który wiąże mówiącego ze słuchaczem. Przeniesienie afektu zapewnia nie tylko trwałą lojalność, ale także miłość skierowaną teraz ku Tobie...." I niech mi który chłop terra powie, że go po mosznie nie przeszło mrowie. Strzeżcie się kobiet panowie.
|
|
| | | | | |  | | gooa (746 punktów) | Odp: a walentynki tuż tuż |
>-są bardziej pewni siebie, zdobywczy, przedsiębiorczy i podsiębiorczy i asertywni. >Jednym zdaniem, ukształtowany w procesie ewolucji gatunków biologiczny ideał chłopa dla kobitki, to sprawny zarodowiec, choćby nie wiem jak brzydki, >zwłaszcza dla "typowo kobiecej" kobitki
Zycze przyjemnych snow.
|
|
| | | | |  | | gooa (746 punktów) | Odp: w poszukiwaniu "to cóś?" | > Dla rozluźnienia atmosfery - coś co może się przydać  > <img src="/img/strony/wyjscie_z_kumplami2.jpg">To moze lepiej jak zostanie w domu (jezeli ma honor). Tak w nawiasie - moze cos dla kobiet ?
|
|
| |  | | Cieślański | strzelby, działa i kobieca pierśfazja ciała | Kobieca pierś-afazja ma na mnie czarujący wpływ i od czasu do czasu, też zdarza mi się "przejrzeć" na "DUŻE NIEBIESKIE OCZY". Post padawanki tak na mnie wpłynął a OTTO efekt owej przeźro-czystości: I po co ta cała teoria? zamknąć im "twarze". Ja nigdy nie zhańbiłem się czytaniem tych świńskich poradników jakichś tam Wisłockich, Szczerbów i Starowiczów. Męczyta się, męczyta a i tak nikt tego nie czyta. Rychu, mój nieznajomy kolega z Gdańska, też twierdzi, że tylko praktyka się liczy. A swoją drogą do dziś nie rozumiem jak te wszystkie moje liczne byłe przyjaciółki mogły wiedzieć już po trzydziestu sekundach stosunku, kiedy pletły jedna drugiej, że niby jestem słabym kochankiem? Guuuuuupie babsztyle. Co prawda, mój lekarz twierdził, że "szybki spust" to skutek traumatycznego oddziaływania "szowinistycznie babskich kawałów" opowiadania (o niegrzecznych blond chłopcach w przedszkolu, które dołują nasze wątłe męskie ego, oraz dla tego, że w dorosłym życiu sąsiadka miała droższe futro od żoninego), powodując przedwczesny wyciek płynu nasiennego z naszym materiałem genetycznym, co jest przeżyciem szczególnie traumatycznym (czyt. szkodliwie i długofalowo wpływającym na stabilność emocjonalną, jakość pożycia seksualnego, erotycznego i zdrowie psychiczne "szybkiego Bolka"). Ale teraz, będąc dojrzałym mężczyzną już nie mam, już nie mam, już nie mam, już nie mam, już nie mam, o czym to ja mówiłem? aaaaaa już nie mam tego problemu, tyle tylko, że obecnie to mój fallus nadaje się jedynie na "irchę" (czyli wycieraczkę do okularów, w oryginale, wykonaną ze skóry jelenia).
A propos przedwczesnych i zbyt wczesnych wytrysków, według literatury seksuologicznej to dwie różne chronometrycznie, (czyt. czasowo), przypadłości. Wytrysk przedwczesny to ejakulacja spermy jeszcze przed dokonaniem penetracji przedsionka i pochwy. A wytrysk zbyt wczesny to ejakulacja w trakcie penetracji ale po czasie umownie (bo to zależy od egzemplarza) zbyt krótkim do zaspokojenia potrzeb fizjologicznych i psychicznych (w tym: estetycznych, erotycznych i ambicjonalnych, penetrowanej aktualnie choć nie koniecznie analnie) partnerki seksualnej. Anglicy określają tę (nadpobudliwością motywowaną) nadgorliwość męskiej ekspresji słowami : "hair tryger", zapożyczając je ze słownika terminologii rusznikarsko-strzeleckiej. Po polsku to można przetłumaczyć jako "cyngiel miękki jak włos" lub wachliwy i oznacza język spustowy, który ma bardzo małe mechaniczne opory ruchu i tzw. nieokreślony, lub nawet zmienny "punkt wyzwolenia strzału". Języki spustowe w starszych i mniej doskonałych typach broni strzeleckiej miały wadę polegającą na zmiennym oporze ruchu, a mówiąc ściślej: w początkowej fazie ruchu stawiały mały opór, który narastał wraz ze stopniem napięcia ich sprężyny aż do położenia, w którym twardy opór cyngla sugerował punkt zwolnienia iglic lub kurka spustowego, czyli spodziewany przez niedoświadczonego strzelca moment wystrzału. Niedoświadczony młody strzelec na ogół tuż przed spodziewanym przez niego wystrzałem niepotrzebnie napina mięśnie i przy oddawaniu strzału zbyt gwałtownie zrywa (pociąga, za zbyt twardy, sztywny) język spustowy broni palnej, co powoduje niepożądane odchylenie położenia broni od zaplanowanego (inaczej mówiąc "wycelowanego") a tym samym zmniejsza skuteczność (celność oddawanego strzału). Miękki i chwiejny jak ludzki włos (mówi się też pływający) cyngiel pozwala częściowo uniknąć tej niecelowej i niecelnej niedogodności (wynikającej z nadmiernej młodego strzelca pobudliwości i nadgorliwości).
Uwaga, dla prawiczków i religijnych polityków z kato-prawicy: pojęcie "zbyt twardy" odnosi się tu do języka spustowego broni strzeleckie i jest wadą, w przeciwieństwie do zalet języków (i inszych wystrzałowych a podłużnych kształtem pojedynczych instrumentów i całych organów) stosowanych w sztuce i rzemiośle składania hołdu Erosowi i bogini Wenus. Upss, ileż tu niezamierzonych analogii do intymnej sfery pożycia naszych prawiczkowatych polityków lansowanych swego czasu na prezesa telewizji przez lobby arcybiskupie, ale, ale, ale przecież my tu prawić mamy nie o pawła i gawła (chałupie), -> no bo co miałem wpisać?. Tak to już jest z tym szczelaniem.
Technika Carreza oraz ćwiczenie mięśni zwieraczy cewki moczowej sterujących świadomym zatrzymywaniem moczu pomaga podobno na takie męskie "pośpieszalskie, pulsujące wystrzałowości ". Trochę inne podejście do tematu mają socjo-biolodzy zajmujący się zagadnieniami (utrwalonych w procesie ewolucji gatunków) seksualnych mechanizmów doboru naturalnego warunkujących losowy dobór i mieszanie genów. Według R. Baker"a autora popularnonaukowej książki "Wojny plemników" (z zakresu socjobiologii i uwarunkowania ewolucją gatunków strategii dobierania partnerów seksualnych) trudna do kontroli i wykrycia pora owulacji u kobiet i wytrysku u mężczyzn uniemożliwia tendencyjne i świadome sterowanie doborem genów przez osobniki kopulujące. Taka sytuacja może być korzystna dla (promującej rozwój i postęp ewolucji gatunków) techniki mieszania zmiennych zestawów genów zamiast wsobnego (ograniczonego wiernością małżeńską i kościelnymi przesądami moralnymi) nudnego powielania tych samych "układów rodzinnych".
Eureka !. W tej właśnie chwili zrozumiałem co miała na myśli moja kato-połowica mówiąc: Jerzusiu, wciąż p******sz jedno i to samo. Namawiała mnie ani chybi, do odmiany menue w konsumpcji świętego związku małżeńskiego celem doskonalenia mechanizmów ewolucji gatunku ludzkiego. Że też dopiero teraz na to wpadłem. Czyżby twierdzenia starożytnych Chińczyków, że zbyt częste ejakulacje wysuszają mózg i pozbawiają mężczyznę zapasu elektronów były prawdziwe?
Innymi słowy: wiwat cudzołóstwo, Jerzuś specjalista od niebiańskiej wolnej, demokratycznej miłości do płci obu, zwany zbawcą przez uciśnionych obowiązkiem wierności małżeńskiej ówczesnych mężczyzn, (jeśli w ogóle istniał, jak twierdzą kościółkowi ind**trynerzy), też był Ben K. Artem ale z nobilitującym rodzaj ludzki dodatkiem wyższych rasowo boskich dodatków geno
|
|
| | |  | | Cieślański (994 punktów) | Odp: strzelby, działa i kobieca pierśfazja ciała | C.d. czyli końcówka wykładu o cynglach i dubeltówkach: Innymi słowy: wiwat cudzołóstwo, Jerzuś specjalista od niebiańskiej wolnej, demokratycznej miłości do płci obu, zwany zbawcą przez uciśnionych obowiązkiem wierności małżeńskiej ówczesnych mężczyzn, (jeśli w ogóle istniał, jak twierdzą kościółkowi ind**trynerzy), też był Ben K. Artem ale z nobilitującym rodzaj ludzki dodatkiem wyższych rasowo boskich dodatków ge-nowych.
Co prawda niektórzy badacze twierdzą, że ten specjalista od taniego wina, nie był taki święty jak go religijni apologeci opisują i ostro gruchał (pardon, zalotnie konwersował) z pierwowzorem alkohollywóódskiej M.M. czyli z gołąbeczką śniętą (widać nie mogła się bidulka podmywać zbyt często podczas randewous na pustyni i stąd symbolem chrześcijaństwa są ponoć ryby wraz ich bukietem boskich woni) Marią-Magdaleną nie dopuszczając do niej innych kolesiów (ale to ponoć skutkiem szacunku do pamięci o namiętnej, płodnej w nawiedzenia miłości do drobiu i wszelkiego ptactwa, jego dwunastoletniej mamusi). A propos wieku, ciekawostka fizjologiczna: w katolicyzmie, podobnież ci najpobożniejsi wiek mamusi i poczętego liczą od chwili zapłodnięcia. To który mamy w tej chwili rok? Oooooo gołębiach to już nawet filmy kręcono, głównie pocztowych bo: Listonosz "puka" trzy razy" a katolicki mąż tylko z własnym żonieńciem, w noc poślubną oraz w każdy co dziewiąty miesiąc przed następnym zapłodnięciem.
Uwielbiam ładowa szczapy do pieca" w każdym znaczeniu tego pojęcia, (niby, że mam taki pociąg do archetypu ogniska domowego"), choć ostatnio względy ekologiczne i ekonomiczne skłaniają mnie do zastanowienia się nad plantacją wierzby energetycznej (i produkcją granulatu opałowego), która oprócz obniżenia kosztów ogrzewania mieszkania może być, być może, na wiosnę (z racji miękkości łyka i nie tylko łyka) dobrym materiałem na różnego rodzaju fujarki i fujar substytuty stosowane jako organy (Fuj! co za słownictwo), instrumenty muzyczne i związane z "niemy" męskie problemy. Innymi słowy będę mógł "gwizdać na dotychczasowe trudności w nadmiernej instrumentu miękkości, co sztywnym z natury był onegdaj bez kości" i zagrać zdołam w każdej muszli i muszelce koncertowo, nie trując się przy tym viagrą, po której widzę świat na fijooletowo.
PZDR, Jot. Ce. Sam się sobie dziwię, że jeszcze mi się chce. PiS ssać.
Ps. drodzy PiSiurkowie i Gier'oje Trykający (uderzający z główki) Wodza z LPR (nie mylić z LepPeR), odkąd wam się "rz*ciła" religia z lust-s(t)racją na głowy, o waszych problemach z kobitkami tu w żadnym wypadku nie mogło być mowy, bo jako wierni waszym autorytetom w strojach czarnosukienkowych, w ogóle nie znacie stosunków dwupłciowych. Nauka powyższa traktuje jedynie o moich własnych kłopotach.. Nooo i tych byłych moich przyjaciółek. Teraz domyślam, dlaczego pod koniec każdej znajomości te babska były takie spięte i nerwowe a ja taki szczęśliwy i odprężony. Bo miałem hair tryger ciut przeoliwiony, czyli jak twierdzą lekarze: "wódeczka w nadmiarze i nadmierny przesyt poinszych alkoholi ejakulację zbyt wcześnie u chłopa wyzwoli".
|
|
| | | |  | | Kuba | Odp: filmy o gołębiach pocztowyh | >C.d. czyli końcówka wykładu o cynglach i dubeltówkach: >Innymi słowy: wiwat cudzołóstwo, Jerzuś specjalista od niebiańskiej wolnej, demokratycznej miłości do płci obu, zwany zbawcą przez uciśnionych obowiązkiem wierności małżeńskiej ówczesnych mężczyzn, (jeśli w ogóle istniał, jak twierdzą kościółkowi ind**trynerzy), też był Ben K. Artem ale z nobilitującym rodzaj ludzki dodatkiem wyższych rasowo boskich dodatków ge-nowych. > Co prawda niektórzy badacze twierdzą, że ten specjalista od taniego wina, nie był taki święty jak go religijni apologeci opisują i ostro gruchał (pardon, zalotnie konwersował) z pierwowzorem alkohollywóódskiej M.M. czyli z gołąbeczką śniętą (widać nie mogła się bidulka podmywać zbyt często podczas randewous na pustyni i stąd symbolem chrześcijaństwa są ponoć ryby wraz ich bukietem boskich woni) Marią-Magdaleną nie dopuszczając do niej innych kolesiów (ale to ponoć skutkiem szacunku do pamięci o namiętnej, płodnej w nawiedzenia miłości do drobiu i wszelkiego ptactwa, jego dwunastoletniej mamusi). > A propos wieku, ciekawostka fizjologiczna: w katolicyzmie, podobnież ci najpobożniejsi wiek mamusi i poczętego liczą od chwili zapłodnięcia. >To który mamy w tej chwili rok? >Oooooo gołębiach to już nawet filmy kręcono, głównie pocztowych bo: Listonosz "puka" trzy razy" a katolicki mąż tylko z własnym żonieńciem, w noc poślubną oraz w każdy co dziewiąty miesiąc przed następnym zapłodnięciem. >Uwielbiam ładowa szczapy do pieca" w każdym znaczeniu tego pojęcia, (niby, że mam taki pociąg do archetypu ogniska domowego"), choć ostatnio względy ekologiczne i ekonomiczne skłaniają mnie do zastanowienia się nad plantacją wierzby energetycznej (i produkcją granulatu opałowego), która oprócz obniżenia kosztów ogrzewania mieszkania może być, być może, na wiosnę (z racji miękkości łyka i nie tylko łyka) dobrym materiałem na różnego rodzaju fujarki i fujar substytuty stosowane jako organy (Fuj! co za słownictwo), instrumenty muzyczne i związane z "niemy" męskie problemy. > Innymi słowy będę mógł "gwizdać na dotychczasowe trudności w nadmiernej instrumentu miękkości, co sztywnym z natury był onegdaj bez kości" i zagrać zdołam w każdej muszli i muszelce koncertowo, nie trując się przy tym viagrą, po której widzę świat na fijooletowo. >PZDR, Jot. Ce. Sam się sobie dziwię, że jeszcze mi się chce. PiS ssać. >Ps. drodzy PiSiurkowie i Gier'oje Trykający (uderzający z główki) Wodza z LPR (nie mylić z LepPeR), odkąd wam się "rz*ciła" religia z lust-s(t)racją na głowy, o waszych problemach z kobitkami tu w żadnym wypadku nie mogło być mowy, bo jako wierni waszym autorytetom w strojach czarnosukienkowych, w ogóle nie znacie stosunków dwupłciowych. >Nauka powyższa traktuje jedynie o moich własnych kłopotach.. > Nooo i tych byłych moich przyjaciółek. > Teraz domyślam, dlaczego pod koniec każdej znajomości te babska były takie spięte i nerwowe a ja taki szczęśliwy i odprężony. > Bo miałem hair tryger ciut przeoliwiony, czyli jak twierdzą lekarze: "wódeczka w nadmiarze i nadmierny przesyt poinszych alkoholi ejakulację zbyt wcześnie u chłopa wyzwoli".
|
|
| Cieślański (994 punktów) | Odp: Walentynki i hormony |
Chrześcijaństwo zrobiło tak wiele dla wyplenienia uczuć i zachowań erotycznych wśród wiernych przez programowanie wstydu, poczucia winy i lęków, że jedyną dopuszczalną dla katolików formą "o erotyce rozmowy", to słuchanie świńskich kawałów i podszyty lękiem i wstydem śmiech niepewny, nerwowy. Stąd rozsupływanie religijnych zabobonów w tematyce seksu i miłości wymaga dotarcia do łatwowiernych wiernych metodami free-wolnej żar-to-bliwości. Co też w niniejszym wątku staram się kultywować celem otwarcia oczu religijnym fanatykom "szczęścia po śmierci", na Niebo na Ziemi przed śmiercią.
Drogie Walentynki, czy wiecie jakie dla zakochanego żołnierza są trzy podstawowe zapachy? Tradycja ludowa niesie, że ponoć chodzi o te z *****, z *****, i z pod pachy. Pod koniec 2003r. "wyszła" (tłumaczona na język polski) naukowa książka Michael'a Koberda'a pt. "Ferromony ludzkie" jako wynik interdyscyplinarnego opracowania wiedzy z zakresu biochemi, neurobiologii mózgu i chemicznej komunikacji systemów nerwowych. Jest w niej i o truflach i o knurach i o bobrzym sadle, i o androsteronie powodującym subtelny odcień woni moczu w bukiecie męskiego potu. Jest również zapachowych mechanizmach o synchronizowania się cyklów płodności wśród koleżanek z biura jak i o zjawisku podporządkowywania się bardziej samczym chłopom mniej samczych chłoptasiów za sprawą woni przekazywanych przez powitalne podawanie dłoni. W brew pozorom temat ferromonów potraktowano tam zupełnie na poważnie, z opisem mechanizmów neuronalnych, organów czuciowo-węchowych człowieka i z wzorami związków chemicznych. Szukajcie w komunikacyjnych i informatycznych działach księgarń. Cena ok. 30 zł. Przyda się taka wiedza w zjednywaniu sympatii Walentyn i Walentynków na imprezkach rozrywkowych lub politycznych wiecach, gdzie sam tłok i ocieractwo już co nie co podnieca.
Odnośnie feromonnów. Typowo męski zapach zalatującego moczem potu jest dla kobiet podniecający tylko w okresie owulacji natomiast w okresie niepłodnym działa odstręczająco na panie. Co ciekawsze to nie zapach mocznika jest feromonem tylko neurochemiczne oddziaływanie na system emocjonalny cząsteczek androsteronu wydzielanego z potem, ale co warto wiedzieć, nie wyczuwalnego jako świadoma woń przez nos ludzki. Androsteron jest pochodną rozkładu hormonu męskiego- testosteronu i w oczywisty sposób jest bardziej powszechnie "parujący" magnetyzmem seksualnym u osobników z dużym poziomem tego hormonu w organiźmie. Adrosteron bierze pośrednio udział w sterowaniu poziomem wody, elektrolitów, sodu, fosforu i ciśnienia krwi, więc wszelkie zmiany powyższych czynników np. żywieniowe mogą podnosić nasz feromonowy magnetyzm. Zatrzymując wodę o organiźmie, A. zmiejsza np. wydzielanie moczu z nerek do pęcherza powodując zwiększone parowanie jego składników przez skórę, zwłaszcza w owłosionych miejscach pach i pachwiny. Duże sałatki z selera zawierającego niewielkie ilości androsteronu i wanilia mogą być jednym z czynników podnoszących naszą zapachową atrakcyjność dla kobiet.
Podobnież zjawisko przesalania zupy chlorkiem sodu przez zakochane panie albo apetyt na bogate w fosfor ryby, też ma związek z mechanizmami seksualnego oddziaływania feromonów na nasz układ limbiczno-emocjonalny. Jeśli chodzi o słynne zup przesalanie przez zakochane Walentynki, to jest tak , że w organiźmie (nie mylić z orgazmem) zakochanej kobiety wzrasta poziom wody, więc stają się one wylewne w uczuciach i w wydzielinie lubrykacyjnej a jednocześnie rozrzedzają im się stężenia elektrolitów, więc wzrasta "babiszonom" intuicyjny głód chlorku sodu, co my chłopy, (w efekcie i w afekcie) doświadczamy organoleptycznie jako przesoloną zupę. A i bilbord-ajencje zarobią. Bo zupa była za słona. Specjaliści od teorii spiskowych twierdzą, że Walentynki w stanie zakochania stają się o nas bardziej zazdrosne i przesalają zupy, abyśmy byli mniej atrakcyjni zapachowo dla konkurencyjnych samic w biurze i na ulicy. Według biologów mechanizm jest taki, że androsteron, jeśli jest go odpowiednio dużo w organiźmie samca-Walentyna zwiększa poziom wody i ciśnienie krwi przez co polepsza (hydrauliczną w zasadzie i w mechaniźmie działania członka) prężność erekcyjną naszych penisów a tym przyspiesza parowanie (zawierającego wabiące feromony) potu. Androsteron- (nazwa pochodzi od regulacyjnego wpływu na pracę nerek) powoduje zwrotne zatrzymywanie sodu w organiźmie, jeśli poziom tego pierwiastka jest zbyt niski. Innymi słowy poziom sodu poniżej wymaganej normy biologicznej powoduje odruch regulacyjny skutkujący samoczynnym podnoszeniem się androsteronu w celu wyrównania niedoborów sodu, przy okazji czyniąc nas bardziej pociągającymi zapachowo dla Walentynek w okresie płodnym. Baba-walentyna jak przesoli to ma pewne, że jej samiec-Walenty ma sodu pod dostatkiem i nie zacznie mimowolnie produkować atrakcyjnego seksualnie (dla koleżanek-Walentynek z biura), zapachu pochodzącego od androsteronu. To jest oczywiście jawne ograniczanie naszej męskiej-Walentej (i poligamicznej z natury) swobody seksualnej w promowaniu ewolucyjnie słusznego tworzenia coraz to nowszych mieszanek genetycznych w postaci potomstwa z nowymi, coraz to inszymi partnerkami. Stąd nasuwa się podejrzenie, że wspomniane posiniaczone bilbordy o soli, to raczej sprawka Walentynkowej zazdrości niźli rzeczywistej przyczyny przypadków, gdy chłop dominującej i złośliwej babie przy....łoży. A zdrugiej mańki, to w zasadzie jak tu takiej Walentynie nie przygrzmocić za przesoloną zupę, jeśli czyni to z tak niskich zwierzęcych i niedemokratycznych pobudek jak przeciwstawianie się swobodnemu dostępowi samców do wolnego i usankcjonowanego ewolucynie nawyku kolekcjonowania partnerek seksualnych. Fakt, że kato-prawiczkowie mówią o nas czerwoni, ale to chyba to lepiej jeśli kolekcjonujemy myśliwskie wrażenia (nie zależnie od tego, co kto i gdzie wrazi), ze zdobycia doświadczenia intrawizji (endoskopi fallicznej) kolejnej "dziurki", niźli mieli byśmy kolekcjonować bobrze skórki, lub co gorsza skalpować pobratymców d
|
|
 | | Cieślański (994 punktów) | koń cówka: lub co gorsza skalpować pobratymców dla wykazania się odwagą wojownika?
A przecież gdyby zamiast dawania nam soli w stanie zakochania, dziewczyny -Walentyny, dawały nam częściej zaznać rozkoszy łoża, to przecież i mąż byłby syty i żona cała. Ale nie! One muszą księdza słuchać, manipulując naszą chucią i za portfel trzymać, wydzielając nam dni bezmięsne i te kiedy nam pozwolą "pełną piersią" ****ć, czyli oddawać się rozkoszom nieskrępowanej kopulacji zgodnie z bożą wolą.
Kochane religijne Walentynki i rygorystyczne połowice, zrozumcie nas. -> Nie jesteśmy brutalami a jedynie walczymy o wolność, demokrację i doskonalenie procesów ewolucji gatunków w procesie swobodnej wymiany genów i doświadczeń z możliwie najliczebniejszą watachą naszych wielbicielek na chwałę pana Ch.
|
|
|  | | Money'ka | papapapapapa | Kochani moi. Mam nadzieje ze jednomyslne milczenie Wasze jest spowodowane sluszna ignorancja tego przeintelektualizowanego prof. Littlebirdy, macho torrero nauki o hormonach i jego racjonalnych teorii. Spadam z tego targowiska, bo hormony szczescia mnie rozpieraja. Ratownik w koncu wrocil i zafundowal fantastyczne, andrygoniczne, duchowo - fizyczne , liryczno - orgazmiczne powitanie. Klacz na wlasne zyczenie osiodlana. Salatka z selera na obiad przygotowana. Kochani Panowie stancie sie w koncu androgeniczni. Drogie Panie oprocz selerka polecam swiezy ananas, ostrygi i bazylie. Nie zasniecie do jutrzenki. mraaaaaaaaaaauuuuuuuuu Papa. caluski dla wszystkich najdluzszy dla Cieslanskiego . W jajoglowe czolko. cmmmmmmmmok
|
|
| Filozofia Walentynek jako demokracji przyczynek | Odp: Walentynki i hormony | Demokracja w pojęciu nowoczesnej, racjonalnej Lewicy, to również demokratyczny dostęp do współczesnych osiągnięć nauk społecznych, pomagających obywatelom funkcjonować w równoprawnych warunkach i relacjach społecznych. To przykre, że Walentynki z rodzaju neoplus.adsl.tpnet, gatunek Padawanka, tak zazdrośnie strzegą sekretów kompetencji i oprzyrządowania z zakresu psychologii stosunków, wyśmiewając wszelkie próby Walentego do szerzenia wśród pospólstwa sekretu onego.
Moim zdaniem, w działaniach oświatowych, politycznych i społecznych, w diagnozowaniu nastrojów, motywacji, przyczyn, kierunków rozwoju i skutków zjawisk społecznych, zbyt wielu jeszcze naukowców (nie wspominając o nielicznych politykach mających podstawy intelektualno-poznawcze, by odwoływać się w swych działaniach do wiedzy społecznej) kieruje się przestarzałą, bo ponad półwieczną, wiedzą o prawidłowościach zachowań społecznych.
Wszelkie strategie docierania do społeczeństwa z informacjami i treściami oświatowymi, racjonalistycznimi, czy lewicowymi należałoby rozpoczynać od nauczania społeczeństwa: (w szkołach, w instytucjach społecznych, w mediach publicznych) oprócz zasad korzystania z narzędzi demokracji, również umiejętności rozpoznawania i odporności intuicyjnej oraz intelektualno-poznawczej na wszelkiego rodzaju metody manipulacji psycho-społecznej, informacyjnej, marketingowej i totalitarno-religijnej. Psychologia i technologia sztuki zalotów s.eksponowana z okazji święta Walentynkowego, to może być świetna okazja do wdrożenia w niereligijnych, neutralnych światopoglądowo szkołach nauczania takowego.
Tymczasem współczesne osiągnięcia nauki z zakresu neurologii, psychiatrii i psychologii społecznej coraz bardziej się "współ-uzupełniają", pozwalając na znacznie precyzyjniejsze poznawanie mechanizmów zachowań społecznych i wynikających z nich przesłanek do rozwiązywania wszelakich problemów oraz zapobiegania różnorodnym konfliktom społecznym.
Zachowania społeczne ludzi wykształciły się w procesie ewolucji gatunków i wynikają zarówno z tych aspektów ludzkiej psychiki, które decydują o zachowaniach indywidualnej jednostki oraz z tych, które pozwalają jednostce skutecznie zapewniać przetrwanie własnym genom (czyli potomstwu jako środkowi "przenoszenia w przyszłość" tegoż zestawu genów) w warunkach rywalizacji wewnątrz grupowej i międzygrupowej.
Współczesne badania nad ludzką psychiką i jej uwarunkowaniami utrwalonymi w strukturze i działaniu ludzkiego mózgu pozwalają zaliczyć większość zachowań społecznych i politycznych ludzi (w zdobywaniu i utrzymywaniu władzy) do typowo zwierzęcych, (stadnych, odruchowych, emocjonalnych,) intuicyjnych zachowań ściśle powiązanych z instynktem "przetrwania gatunku", a dokładniej rzecz biorąc ze strategiami mającymi na celu zapewnienie optymalnych warunków do jak najszerszego rozpowszechnienia zestawu genów własnej linii rodzinnej.
Historia i struktura wszelkich konfliktów plemiennych, politycznych, etnicznych i religijnych; tworzenia systemów władzy totalitarnej, zdobywania jej i podtrzymywania, jest podobna i powtarzalna, z punktu widzenia współczesnej psychologii społecznej. Natomiast czynniki emocjonalne związane z zachowaniami seksualnymi wpływającymi na "stadne" (zwierzęce i ludzkie) zachowania społeczne, stanowią ciekawy materiał badawczy, że nie wspomnę tu o "wojnie trojańskiej".
Mózg ludzki działa właściwie na trzech poziomach. Pierwszy poziom to podtrzymywanie i regulacja funkcji życiowych organizmu (takich jak: ciepłota ciała, przemiana materii itp.) umiejscowiona w najstarszej ewolucyjnie części mózgu - w pniu, odziedziczonym po gadach i płazach. Drugi poziom -wyższy i ewolucyjnie (nowszy) młodszy a jednocześnie bardziej skomplikowany i rozbudowany pod względem funkcji i możliwości hmm. "obliczeniowych", to poziom działań mózgu emocjonalnego zwanego układem limbicznym.
Układ limbiczny odziedziczyliśmy po ssakach pierwotnych i zawiera on szybkie oprogramowanie (przejęte po przodkach) służące przetrwaniu gatunku w szerokim tego słowa znaczeniu (w tym strategie zdobywania, przywabiania, selekcji i przywiązywania przyszłego partnera seksualnego), w warunkach stadnych. Jego aktywność uwidacznia się w instynktownych zachowaniach w grupie opartych na "oprogramowaniu", które zwykło się nazywać emocjami. Wstyd, poczucie winy, depresja, strach, reakcje ucieczki, agresja, nienawiść, miłość, pożądanie, rywalizacja o partnera seksualnego, optymizm, chęć działania, motywacja, poczucie przymusu działania, apetyt, uzależnianie się od bodźców chemicznych i psycho-społecznych, temperament, itp. zachowania emocjonalne mają źródło w mózgu emocjonalnym. Mózg emocjonalny działa szybko zwłaszcza w sytuacjach zagrożenia lub podniecenia, ale ocenia bodźce i podejmuje działania w sposób uproszczony, opierając się na zaprogramowanych przez ewolucję gatunków wzorcach, bez planowania i przewidywania skutków reakcji środowiska.
Trzeci, najwyższy poziom, ewolucyjnie najnowszy to kora mózgowa jako wielokrotnie doskonalszy aparat obliczeniowy potrafiący uczyć się, zapamiętywać ogromną ilość informacji, porządkować je, planować działania w przyszłości i prowadzić obliczenia przewidujące skutki swych działań na środowisko, rozwinęła się na bazie (i z) mózgu emocjonalnego. Kora mózgowa ze względu na znacznie szersze i bardziej skomplikowane "obliczenia" działa znacznie wolniej, ale o wiele bardziej precyzyjnie niż prymitywny i uproszczony mózg emocjonalny. Co gorsza, w sytuacjach wywołujących silne emocje te pozytywne jak: podniecenie i miłość, lub negatywne typu: strach , zazdrość, agresję, sterowanie naszymi zachowaniami przejmuje układ limbiczny, blokując jednocześnie racjonalne, zdroworozsądkowe, wyważone działanie ludzkiej kory mózgowej. Przez całe życie kora mózgowa uczy się kontrolować układ emocjonalny a umiejętności te naukowcy nazywają tzw. inteligencją emocjonalną. Ludzie, "inteligentni emocjonalnie" (czyli tacy, którzy charakteryzują się wyższym stopniem wyuczenia umiejętności z zakresu inteligencji emocj
|
|
 | | Cieślański | c.d. filozofia Walentynek..... | Ludzie, "inteligentni emocjonalnie" (czyli tacy, którzy charakteryzują się wyższym stopniem wyuczenia umiejętności z zakresu inteligencji emocjonalnej) osiągają (jak wykazały badania) najwyższe pozycje w hierarchii społecznej a tym samym znacznie lepsze warunki sukcesu w promowaniu własnych genów.
"I tu leży pies pogrzebany", czyli sedno manipulacji społecznych opartych na szantażu emocjonalnym (tym również różnorakich technik uwodzenia stosowanych wzajemnie przez Walentynów i Walentynki) Większość metod manipulacji społecznej we wszystkich dziedzinach ludzkiej aktywności; od religii po przez politykę, reklamę, wychowywanie dzieci i zdobywanie partnera seksualnego, polega na wprowadzeniu osoby lub grupy ludzi w stan wzbudzenia emocji, tak aby nie mogła ona za pomocą trzeźwej kory mózgowej wykryć: podstępu, manipulacji, czy też nie rekompensowalnego i niezrównoważonego (niesymetrycznego) "wykorzystywania" we wzajemnym czynieniu sobie usług np.erotycznych. D. Goleman w popularnonaukowej książce pt. "Inteligencja emocjonalna" dość ciekawie przybliża czytelnikom wiedzę z tego zakresu.
Właśnie ze względu na mechanizmy blokady racjonalnego myślenia przez rozbudzone nadmiernie emocje, tak trudno rozwiązywać wszelkie konflikty wojenne okraszone krwią pobratymców z obu stron. Gwałty wojenne, rzezie religijne, przemoc seksualna nieodmiennie towarzyszy działaniom zbrojnym, i religijnym wojnom o władzę, (które jak twierdził jeden z klasyków są zbrojnym przedłużeniem pokojowej polityki zagranicznej państwa - "czy coś w ten deseń").
Co ciekawsze, dawnych czasach, a w niektórych plemionach afrykańskich i u Indian Ameryki Południowej, nadal istnieje zwyczaj zawierania sojuszy i rozejmów w walkach plemiennych za pomocą dzielenia się, obdarowywania, wypożyczania i udostępniania partnerów seksualnych, (w przeważającej mierze głównie samic, a to z racji uwarunkowania patriarchalnymi i kulturowymi nawykami religijnych systemów społecznych). Strategiczne małżeństwa jeszcze całkiem nie dawno były rzeczą normalną w międzynarodowej polityce nowożytnej Europy.
Również sposoby zmiękczania i wywierania wpływu na współczesnych polityków zawierają bogaty wachlarz przykładów technik i zastosowań seksu i jego emocjonalnych implikacji. Poza oczywistą prawidłowością, wyrażającą się tym, że bardzo często konflikty wojenne na podbudowie fanatyzmu religijnego lub jakiego kolwiek innnego oszołomstwa politycznego, służą nieudolnej lub skorumpowanej władzy do odwrócenia uwagi od własnych win, wzmożeniu kontroli i ograniczeniu demokracji we własnym kraju, czyli dalszemu utrzymywaniu się przy władzy i wymuszaniu lukratywnych wydatków na wojenne zbrojenia, to trudno zaprzeczyć, że wszystkie te działania zdają się mieć na celu podniesienie własnego prestiżu i zasobów materialnych zwiększających szanse na sukces reprodukcyjny beneficjentów działań wojennych.
Do tego na ogół dochodzą interesy globalnego biznesu i potęg gospodarczych rozgrywających konflikty na swój własny pożytek i użytek, również motywowany (jak twierdzą socjobiolodzy) po części nieuświadomionym, popędem prokreacyjnym elit rządzących.
Tymczasem badania naukowe wykazują, że ludzie z wykształceniem z zakresu nauk humanistycznych (typu: psychologia, psychologia społeczna, socjologia,) "wychodzą" w badaniach, w porównaniu do ludzi z wyższym wykształceniem technicznym, jako: bardziej tolerancyjni, areligijni, prodemokratyczni, niepodatni na damagogię i manipulację społeczną, nieautorytarni, przeciwni rządom totalitarnym, optujący za rozwiązywaniem konfliktów i problemów społecznych na drodze wzajemnego zrozumienia, negocjacji i obopólnych korzyści jednym słowem: "RACJONALNI", czy jak twierdza inni: "LEWICOWI".
Stąd wszystkie totalitarne systemy władzy (w tym i religijnej) oraz tej odżegnującej się od jawnych związków z religią ograniczają dostęp szeregowym obywatelom do wiedzy społeczno-politycznej "w szczególe" i naukowej "w ogóle", by łatwiej można było nimi manipulować i wykorzystywać ekonomicznie i politycznie ich niewiedzę. Ktoś powie: to kształćmy ludzi. (Patrz: wychowanie seksualne - też.) Pewnie, ale komu z tych co skupili większość władzy i bogactwa w swych rękach miało by to się opłacać? Przecież takie działania na rzecz uświadamiania, mówiąc wprost: rywali seksualnych i podnoszenia ich wartości "zalotno-bojowych (czyli rywalizacyjno-kopulacyjnych)", oraz tym samym niwelowanie własnych zalet mających znaczenie przetargowe, na "rynku kobiet" (gdzie samiec musi reklamować swoje walory prokreacyjności powiązanej z zasobnością materialną niezbędną do sukcesu przyszłego potomstwa, czyli występując w roli "towaru, w postaci oferowanych genów", a samice występują w roli wybrednego, świadomego swej wartości popytowej konsumenta), zmniejszają szanse zdobycia najbardziej wartościowych samic i zwiększają ryzyko energochłonnego wystąpienia nadmiaru konkurentów.
Badania naukowe wykazują, że typowo kobiece, uwodzące, Walentynkowe umiejętności bezkonfliktowej współpracy w grupie społecznej i wysoki poziom "dodatkowego" wykształcenia społeczeństwa w zakresie nauk społecznych, oprócz indywidualnego zawodu nazwijmy go "zarobkowym", są opłacalnymi zarówno dla zarządzających państwem jak i dla rządzonych.
Tylko najpierw ci rządzący powinni się o tym wiedzieć (lub dowiedzieć), czyli opanować pewien konieczny do racjonalnego rządzenia i zarządzania poziom wiedzy humanistycznej. Powszechny brak podstaw wiedzy zakresu sztuki kochania wśród kato-prawiczków to podstawowa przyczyna oszołomstwa ich działań politycznych i fanatycznie emocjonalnego ekstremizmu.
Motorem do skupiania władzy w rękach nielicznych beneficjentów, w reglamentowanej, a finalnie ("koniec końców") w totalitarnej strukturze wyzysku i ucisku, są emocje typu: rywalizacji, obawy przed utratą pozycji i zasobów, (a gdzieś tam w podświadomości układu limbicznego czai się zamysł prokreacyjnego monopolu na dostęp do motywowanych materialnie samic), co powoduje, że rządzący żyją w nieustannym lęku o utrzymanie zdobyczy i więks
|
|
|  | | Cieślański | Odp: c.d. filozofia Walentynek..... | c.d : ...większość czasu zajmuje im myślenie o utrzymaniu statusu, a nie o rozwiązywaniu efektywnym problemów społeczeństwa i zapewniania mu podstaw rozwoju.
Na rzeczy wydaje się substytucja takich ciążących ku totalitaryzmowi przyszłej władzy, destrukcyjnych mechanizmów rywalizacji w działaniach społeczno-politycznych, bardziej przyjaznymi emocjonalnie, Walentynkowymi sposobami zaspokajania popędów z układu limbicznego, a określonymi jakże trafnie w haśle: "MAKE SEX, NO WAR", co po naszemu zda się brzmieć "miast wojować lepiej kopulować"
Gromadzenie władzy i kapitału w rękach członków społeczeństwa "nielicznych", skutkuje spadkiem możliwości racjonalnego zarządzania, (na skutek kompleksów rywalizacji około-fallicznych), gdyż problemów i informacji do przemyślenia przyrasta, a komórek mózgowych i wiedzy nie, więc rządzący przechodzą siłą uwarunkowań emocjonalnego mózgu do działania na zasadzie stereotypu, uproszczenia i zwiększania totalitarnej kontroli.
Monopolizacja dostępu do samic w haremie pociągała, w całym społeczeństwie poza murami haremu, podobne niedociągnięcia organizacyjno- jakościowe w promowaniu ewolucji genów jako ograniczenie innowacyjności legalnego rozwoju gatunku ludzkiego i narastaniu substytucyjnych społecznych patologii takich jak: kastracja strażników, ekstrakcja łechtaczek, zaszywanie warg sromowych,seks analny, zoofilia, nekrofilia, gerontofilia, pedofilia, giełdowa WIGilia, oraz polska filia octopus dei na ulicy Górnośląskiej. Co gorsza, na prowincji pozostawały same brzydkie kobitki, więc dzieci stawały się też coraz brzydsze, powstawał trwały niedobór kobiet, szerzył się płatny seks reglamentowany, zamiast demokratycznej i swobodnej wymiany genów i partnerek, upowszechniało się porywanie i wykradanie sobie nawzajem, co lepszego materiału rozpłodowego, w nałóg weszło robienie z damskiej p*py ołtarza, stymulowało, różne takie "wojny trojańskie" i krzyżowe o p*pę Maryni, kwitł handel kobietami i nieletnimi, postępował spadek cen bydła i trzody chlewnej, pociągając za tym nieproporcjonalny wzrost cen ładnych kobiet, itp.
Z punktu widzenia polityków, to oni walczą o przetrwanie a pole widzenia zawęża im się do własnych partykularnych korzyści, choć nie koniecznie muszą być świadomi seksualnych podstaw własnych motywacji z kręgu prokreacji. Niektórzy politycy zdają się być tak bardzo nieświadomi swych, prokreacyjnym popędem naznaczonych motywacji (pomimo ciągłego napominania przez elektorat, "w czym rzecz" wynikającego z popularnych stwierdzeń typu: "znów nas w***chali", "p***d***ne złodzieje", "j***ć polityków", "politycy to k***y"), że działalność polityczna czyni ich praktykującymi impotentami seksualnymi, (pomimo potwierdzonego w badaniach naukowych faktu, iż wysoka pozycja społeczna i materialna polityka, czyni go niezwykle atrakcyjną zdobyczą seksualną dla niemalże każdej kobiety,wyłączając te: amorficzne "Niewiadomo Co z LPR").
Taki obraz zewnętrzny typowego współczesnego polskiego chłe, chłe, prawego-Walentego "polityka", to nie jest jedynie li tylko specyficzna wredność burżujska (jako przymiot ducha znamionujący rasowego polityka czy kapitalistę), ale jest w tym również nieświadomy, odruchowy czynnik emocjonalnego ograniczenia racjonalnych funkcji ludzkiego mózgu odwzorowany w narzuconym przez ewolucję instynkcie gromadzenia dóbr materialnych, w zbożnym celu wabienia partnerów seksualnych i prokreacji przedłużającej istnienie gatunku ludzkiego.
Według powyższych dywagacji, jak wcześniej wspomniałem, w zasadzie cały rozwój ludzkiej cywilizacji jest podświadomie podporządkowany ludzkiemu instynktowi zapłodnienia samicy i zapewnienia sukcesu reprodukcyjnego własnej lini genetycznej, a rozwój nauki to jedynie funkcja podrzędna do zapewnienia tego celu (nie zależnie od ich statusu społecznego i materialnego) zwłaszcza dla ludzi nie będących naukowcami zajmującymi się badaniem, planowaniem i przewidywaniem dalszych kierunków rozwoju społeczeństw.
Jeśli polityczne eunuchy i wojownicze "Demoniczne samce" (tyt. książki o ewolucyjnych przyczynach patriarchatu) nie dopuszczą do głosu w polityce naukowców i rzeczywiście prawdziwie "kobiecych" kobiet, to możemy tak się wyrzynać w konfliktach na całym świecie " do zgrzybiałego końca", bo ci na górze tzn. "władza" i tak się wyżywia w atomowych bunkrach.
Rozwój nauki (a nauk medycznych i społecznych w szczególności) oraz efektywności procesów wytwarzania wszelakich dóbr koniecznych do godnej egzystencji ludzi (zarówno w wymiarze pojedynczej jednostki ludzkiej jak i globalnej społeczności) na świecie, w chwili obecnej pozwala wyrwać się z klatki emocjonalnego zezwierzęcenia tak by ludzkość mogła zacząć żyć "jak ludzie".
Stąd wniosek końcowy: Współczesna lewica powinna opierać swe wartości i cele (w programowym i długoterminowym planowaniu procesu dogadzania społeczeństwom wszelakim) na najnowszej wiedzy naukowej a nie na łaszeniu się i dogadzaniu zachciankom kapitałowych "establish-mentów" zwłaszcza tych z kręgów prymitywnych i religijnych totalitaryzmów wyzysku i ucisku klasy pracującej.
Kończę post, czyniąc tym op.ty.mistycznym akcentem, elektoratowi lewicy, do następnej kampanii wyborczej szczególną zachętę.
|
|
| |  | | Padam (wanka) | Kochane kobitki, jak juz waszych racjonalistow do andrygonii nie namowicie to przynajmniej zadbajcie o wlasny (i ich) interes poprzez dbanie o diete. Przez zoladek do....twardosci i przyjemnosci  . Polecam "Przepisy ojca Grande na zdrowe zycie". Nasze babcie na tej dietce mialy radosc do siedemdziesiatki. no papapapa
|
|
| | |  | | Cieślański (994 punktów) | antydepresyjna dieta jako podnieta | Poradniki wywierania wpływu zawierają czasem sugestie, aby..... wypowiadając się w zakresie jadła, będącym domeną kobiet, celem uzyskania większej wiarygodności, sposób prezentacji i ekspresji werbalnej upodobnić do kuchennej baby. To prawdopodobnie skłoniło mnie do własnych wrażeń przedstawienia z, Walentyny Androginy, punktu widzenia. Depresja i dieta ma wpływ na sprawność seksualną i atrakcyjność około-Walentynkową każdej Walentynki i każdego faceta. Drodzy, smaczni Walentynkowicze płci wszelakich Piszę natchniona historycznym artykułem Pauliny Nowosielskiej z 34/2004 nr. "Przeglądu" pt."Polska zielna". www.przegl(*)index.php?site=artykul&id=7265Uwidziałam sobie swego czasu, będąc w warszawskiej księgarni "Skład taniej książki" na ulicy Koszykowej, poradnik pt. "Dieta na dobry nastrój" Po pobieżnym przewertowaniu jej stron wiem, że mniej więcej dotyczy to takiego dobierania i zestawiania produktów żywnościowych, aby zawierały składniki niezbędne do produkcji (w mózgu) neuroprzekaźnika serotoniny (czyli "chodzi" głównie o : magnez, witaminy z grupy B, wit. C, białko: tryptofan, i produkty skrobiowo-cukrowe zwiększające skuteczność działania serotoniny. Do tego dochodzą, (w innych poradnikach) opisy zasady higieny żywienia i przygotowywania żywności, zapobiegające zakażeniom grzybicznym i bakteryjnym układu pokarmowego, które to zakażenia upośledzającym procesy wytwarzania serotoniny w ludzkim organiźmie. Plus, antyseptyczne działanie niektórych produktów spożywczych na nieprawidłową florę bakteryjną w układzie pokarmowym człowieka. Według niektórych poradników, na niezbędne do efektywnego wytwarzania serotoniny, prawidłowe działanie układu pokarmowego i wydalniczego, kolosalny wpływ ma również nawyk regularnych, odpowiednich ćwiczeń fizycznych. Taka dieta według wspomnianej na wstępie książki, ma gwarantować: unormowany apetyt, prawidłową masę ciała, działać stabilizująco na zaburzenia emocjonalne, (przeciwdziałać depresji, zmęczeniu, urojeniom i nadpobudliwości emocjonalnej, przedwczesnym wytryskom, zmiejszać nasilenie objawów zaburzeń psychicznych schizotypowych itp. wspomagając działanie prozaku i innych leków antydepresyjnych. Według np. książki "Wsłuchując się w prozak" wysoki poziom serotoniny: gwarantuje odporność na manipulacyjne metody szantażu emocjonalnego odporność na zranienia emocjonalne, zapewnia fizjologicznie uwarunkowaną asertywność w kontaktach z otoczeniem społecznym, znacząco zmniejsza poziom nasilenia stanów lękowych, gwarantuje likwidację wrodzonej nieśmiałości, zmniejsza nasilenie objawów zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych (OCD), pomaga w leczeniu natręctw, wspomaga leczenie uzależnień od środków psychochemicznych i używek (alkocholizm, nikotynizm, kofeinizm itp, chłe,chłe, chłe) czyni skuteczniejszym i efektywniejszym wychodzenie z uzależnienia od czynników społecznych (sekt, organizacji religijnych) leczy nas z nieszczęśliwego i romantycznego uzależnienia od drugiej osoby i (he,he, jak to było?) Aaaaa z toksycznej miłości. Jako kompletną amatorkę we wszelkich dziedzinach wiedzy, z zasady (i z nawyku do oszczędzania czasu) interesuje mnie naukowa wartość takich porad i poradników. Co prawda, na rynku czytelniczym jest sporo "nawiedzonych" poradników żywieniowych, (pisanych przy tym językiem i stylem najlepiej trafiającym do podatnych na marketingową manipulację osób z zaburzeniami schizotypowymi), ale niestety brak jest naukowo opracowanego rankingu wartość tych książeczek. Ja co prawda troszku byłam się wydurniałam, do-wcipnie poruszając problem Puchatkowego "co nieco", również w tym temacie na forum internetowym ale tu, dzisiaj, nie chodzi mi akurat o zabawowość (co rzadko, notabene mi się przydarza) tylko o wyważoną lewicową "zdroworozsądkowość", na odcinku frontu ofensywy Kochanego Walentego. Innymi słowy: przydał by się może jakiś artykuł lub cykl artykułów napisanych przez panie, panów i innych profesjonalistów (czyli przez prawdziwych dziennikarzy, a po konsultacjach z prawdziwymi lekarzami od żywienia i "od myślenia"), poruszający zagadnienia zdrowia psychicznego i fizycznego w powiązaniu z higieną żywienia, pracy, wypoczynku, aktywności fizycznej i psychicznej. Życząc smacznego Walentego z utęsknieniem wyczekuję na pojawienie się w działu kulinarno-psychologicznego, być może nawet w powiązaniu z tematyką fiku-miku, czyli erotycznych figli i wpływu diety na problematykę zawiłości zagadnień w sferze związków uczuciowych mężczyzny i kobiety. Bo tak mówiąc między nami kobietami, ci nasi dzisiejsi faceci, zupełnie podupadli w sztuce kochania powiązanej z układem trawiennym, a ars amadi zwanej, co po wielkopolsku pisze się "eci Paet'zi". Oczywiście i bezapelacyjnie: lewicowo racjonalnego. Mniam, mniam. PZDR, androgyniczna Walentyna z Garwolina Ps. A paniom planującym strategicznie i dalekosiężnie polecam problematykę organizowania przyjęć weselnych w artykule pt."AAAAaaaaby wesele urządzić... " Iwony Konarskiej. www.przegl(*)ndex.php?site=reportaz&name=57
|
|
 | | Natalia | Historia święta walentynkowego | kowców (nie wspominając o nielicznych politykach mających podstawy intelektualno-poznawcze, by odwoływać się w swych działaniach do wiedzy społecznej) kieruje się przestarzałą, bo ponad półwieczną, wiedzą o prawidłowościach zachowań społecznych. >Wszelkie strategie docierania do społeczeństwa z informacjami i treściami oświatowymi, racjonalistycznimi, czy lewicowymi należałoby rozpoczynać od nauczania społeczeństwa: >(w szkołach, w instytucjach społecznych, w mediach publicznych) oprócz zasad korzystania z narzędzi demokracji, również umiejętności rozpoznawania i odporności intuicyjnej oraz intelektualno-poznawczej na wszelkiego rodzaju metody manipulacji psycho-społecznej, informacyjnej, marketingowej i totalitarno-religijnej. >Psychologia i technologia sztuki zalotów s.eksponowana z okazji święta Walentynkowego, to może być świetna okazja do wdrożenia w niereligijnych, neutralnych światopoglądowo szkołach nauczania takowego. >Tymczasem współczesne osiągnięcia nauki z zakresu neurologii, psychiatrii i psychologii społecznej coraz bardziej się "współ-uzupełniają", pozwalając na znacznie precyzyjniejsze poznawanie mechanizmów zachowań społecznych i wynikających z nich przesłanek do rozwiązywania wszelakich problemów oraz zapobiegania różnorodnym konfliktom społecznym. >Zachowania społeczne ludzi wykształciły się w procesie ewolucji gatunków i wynikają zarówno z tych aspektów ludzkiej psychiki, które decydują o zachowaniach indywidualnej jednostki oraz z tych, które pozwalają jednostce skutecznie zapewniać przetrwanie własnym genom (czyli potomstwu jako środkowi "przenoszenia w przyszłość" tegoż zestawu genów) w warunkach rywalizacji wewnątrz grupowej i międzygrupowej. >Współczesne badania nad ludzką psychiką i jej uwarunkowaniami utrwalonymi w strukturze i działaniu ludzkiego mózgu pozwalają zaliczyć większość zachowań społecznych i politycznych ludzi (w zdobywaniu i utrzymywaniu władzy) do typowo zwierzęcych, (stadnych, odruchowych, emocjonalnych,) intuicyjnych zachowań ściśle powiązanych z instynktem "przetrwania gatunku", >a dokładniej rzecz biorąc ze strategiami mającymi na celu zapewnienie optymalnych warunków do jak najszerszego rozpowszechnienia zestawu genów własnej linii rodzinnej. >Historia i struktura wszelkich konfliktów plemiennych, politycznych, etnicznych i religijnych; >tworzenia systemów władzy totalitarnej, zdobywania jej i podtrzymywania, >jest podobna i powtarzalna, z punktu widzenia współczesnej psychologii społecznej. >Natomiast czynniki emocjonalne związane z zachowaniami seksualnymi wpływającymi na "stadne" (zwierzęce i ludzkie) zachowania społeczne, stanowią ciekawy materiał badawczy, że nie wspomnę tu o "wojnie trojańskiej". >Mózg ludzki działa właściwie na trzech poziomach. >Pierwszy poziom to podtrzymywanie i regulacja funkcji życiowych organizmu (takich jak: ciepłota ciała, przemiana materii itp.) umiejscowiona w najstarszej ewolucyjnie części mózgu - w pniu, odziedziczonym po gadach i płazach. >Drugi poziom -wyższy i ewolucyjnie (nowszy) młodszy a jednocześnie bardziej skomplikowany i rozbudowany pod względem funkcji i możliwości hmm. "obliczeniowych", to poziom działań mózgu emocjonalnego zwanego układem limbicznym. >Układ limbiczny odziedziczyliśmy po ssakach pierwotnych i zawiera on szybkie oprogramowanie (przejęte po przodkach) służące przetrwaniu gatunku w szerokim tego słowa znaczeniu >(w tym strategie zdobywania, przywabiania, selekcji i przywiązywania przyszłego partnera seksualnego), w warunkach stadnych. >Jego aktywność uwidacznia się w instynktownych zachowaniach w grupie opartych na "oprogramowaniu", które zwykło się nazywać emocjami. >Wstyd, poczucie winy, depresja, strach, reakcje ucieczki, agresja, nienawiść, miłość, pożądanie, rywalizacja o partnera seksualnego, optymizm, chęć działania, motywacja, poczucie przymusu działania, apetyt, uzależnianie się od bodźców chemicznych i psycho-społecznych, temperament, >itp. zachowania emocjonalne mają źródło w mózgu emocjonalnym. >Mózg emocjonalny działa szybko zwłaszcza w sytuacjach zagrożenia lub podniecenia, >ale ocenia bodźce i podejmuje działania w sposób uproszczony, opierając się na zaprogramowanych przez ewolucję gatunków wzorcach, bez planowania i przewidywania skutków reakcji środowiska. >Trzeci, najwyższy poziom, ewolucyjnie najnowszy >to kora mózgowa jako wielokrotnie doskonalszy aparat obliczeniowy potrafiący uczyć się, zapamiętywać ogromną ilość informacji, porządkować je, planować działania w przyszłości i prowadzić obliczenia przewidujące skutki swych działań na środowisko, rozwinęła się na bazie (i z) mózgu emocjonalnego. >Kora mózgowa ze względu na znacznie szersze i bardziej skomplikowane "obliczenia" działa znacznie wolniej, ale o wiele bardziej precyzyjnie niż prymitywny i uproszczony mózg emocjonalny. >Co gorsza, w sytuacjach wywołujących silne emocje te pozytywne jak: podniecenie i miłość, lub negatywne typu: strach , zazdrość, agresję, sterowanie naszymi zachowaniami przejmuje układ limbiczny, blokując jednocześnie racjonalne, zdroworozsądkowe, wyważone działanie ludzkiej kory mózgowej. >Przez całe życie kora mózgowa uczy się kontrolować układ emocjonalny a umiejętności te naukowcy nazywają tzw. inteligencją emocjonalną. >Ludzie, "inteligentni emocjonalnie" (czyli tacy, którzy charakteryzują się wyższym stopniem wyuczenia umiejętności z zakresu inteligencji emocj
|
|
| Cieślański (994 punktów) | opłatek i komUnijne zaloty | Wytrawny uwodziciel powinien wykorzystać wszelkie, choćby i (na pierwszy rzut oka) pozorne przeciwności, aby zadość uczynić wymogom lewicowych tradycji, w dzieleniu się darem uszczęśliwiania kobiet, w demokratycznych procesach seksualnej zabawy, metodami prenatalnej harówy i propoczęciowej kooprodukcyjności. Poniżający spektakl promocji rytualnego ludożerstwa, znów doświadczył nas w drugiej połowie Grudnia, w którym to nasi ekshinbicjonalni lewicowi przywódcy, po raz kolejny, zamiast świętować przy wódce przesilenie zimowe razem z partyjnymi dołami, łasili się do biskupów i pomniejszych klechów, częstoktroć na wizji w telewizji, propagując religijny kanibalizm pod pozorem dzielenia się żydowską macą, niby to chleba kęskien ale jakoby ludzkim mięskiem, boskiego Ben. K. Arta, gorsząc przy tym lewicowy elektorat bezwstydnym obmacywaniem się z czarnosukienkowymi dewiantami.
Drodzy nowo-pączkujący, wybrani, lewicowi przywódcy nasi kochani, jeśli już macie nurzać się religijnej obłudy prawicowym błocie, dając się z karmić ręki, purpurowo-religijnej ciemnocie, pod pozorem pojednawczego żarcia z jednej sejmowej miski, to niech przynajmniej będą dla Was z tego jakieś seksualne zyski.
Aby na kolejnym spotkaniu opłatkowym lewicowy łamacz i połykacz żydowskiej macy, (zwanej chlebem, tudzież ciałem Jerzusia, czyli pańską skórką), nie musiał lizać się z kato-prawiczkami za przysłowiowy frajer, po-winie(n) cosik se przykaraulić lubo posiąść, wykazując przy tem seksualny Beger, pardon, Bajer. Pomogą mu w tym współczesne osiągnięcia naukowców badających seksualne zwyczaje ssaków i socjobiologiczne uwarunkowania, ich rozlicznych strategii potomstwa, rozmnażania.
Nawijka mającą na celu skuteczne polowanie na prawicowo-religijne panie, tudzież z LPR'u czarownic na "pal" nasadzanie, powinna zaczymać się od słów, których nie powstydziliby się "najtwardsi" czerwonoskórzy Indianie. "Chrzęść w zboże, (lub na sianie), Droga pani Żyto, ty nasze prawicowe kochanie. Jaką śliczną pani ma córkę, a ileż to już kielonków "pod pańską skórkę" pani rypła, że pani tak pociągająco w oralu ochrypła? Niech będzie w krzyżu pochylony, pani mąż wygolony, pani Nellu, pani jest jak światełko, co daje (nadzieje) Ukraińcom w tunelu. Ojejku, a panienka Androgina samotna? bez wina? LPR'u nowina, Kolumbryna, a w którejż to parii się zapodział szanowny męższcina? Ach jak ładnie to sianko wystaje paniom spod obrusa. A tak przy okazji, droga pani, to jak to właściwie było, z tym domniemanym tatusiem Jezusa? Czy mogła by łaskawa pani, naświetlić mi tę tajemnicę, głoszoną przez chłopów w koronkach, co noszą spódnice? Bo my, lewicowcy, droga pani, pasjami lubimy być przez sukienkowe persony nawracani. Albowiem, my czerwonoskórzy, przez światopogląd naukowy, nawyk łatwej wiary mamy upośledzony, stąd było by nam miło doznać "na w jedzenia" od tak miłej matrony. Bo ja, orzesz ty moja bogini, do światła prawdy niezwykle żem skory, by z pani pomocą poznać miłości bożej tajemnicze otwory i groty, celem obdadarzenia mnie przez panią, miłości bożej darem cnoty. Ja bardzo lubię takie religijne mężatki, co nieco przy kości, które mi rozświetlą genealogii korzenia Jezusa obyczajowe zawiłości. Ach, czyżby to była łaska samego Jezusa, gdy na widok szanownej pani tak mnie sie cosik w spodniach rusa? Upss, (życie polityka nie zawsze jest "z górki", niestety), to tylko wibrator od mojej komórki."
Szanse na "per namiętny" podryw, "dowcipny" zaryp, ewentualnie usta w usta-wiczne "Na w jedzenie" małżonki kato-polityka i inne połączenia z pomocą miłości bożej, wbrew pozorom nie są takie niskie. Świadczy o tym nauka o seksualnych zachowaniach ludzi i ich rozbudowanych strategiach doboru, selekcji, przywabiania partnerów seksualnych oraz pozyskiwania od nich najwartościowszej spermy. Taki na ten przykład popularyzator osiagnięć socjobiologii -Robin Baker, w książce "Wojny plemników" przytacza wyniki badań seksuologicznych według, których ponad 20% dzieci w związkach małżeńskich rodzi się z "nieprawego łoża", co oznacza, że dzieci te posiadają zestaw genów otrzymanych w cudzołożynym grzechu, w połowie po niewiernej mamusi a w połowie po atrakcyjniejszym (genetycznie) od oficjalnego ślubnego tatusia, samcu . Marysia z Lazaretu, (dając się zapłodnić "wysoko-ustosunkowanemu" dostojnikowi religijnemu, miast biednemu cieśli), nie była więc, ani pierwsza, ani lepsza, wględem innych kobitek, na odcinku ręcznego sterowania doborem i selekcją genów u potomstwa, zwanego dzisiaj inżynierią genetyczną, dawniej płodo-zmianem lub "zapatrzeniem się na sąsiada".
Jednym z powodów takiego zapobiegliwego działania kobiet, jest prawdopodobnie (ukształtowana w procesie ewolucji gatunków, a więc przykazana przez PRAWO NATURALNE), chęć pozyskania dla potomstwa: genów od atrakcyjnego fizycznie, dominującego, poligamicznego samca. Natomiast do opieki i zaspokojenia potrzeb materialno-bytowych, sprytne mamusie wybierają stałego w uczuciach, zniewieściałego pantoflarza, czyli tatusia-pracusia albo innego UPR'U demiurga, harczerza-chirurga. Czynią tak, podobnież, zwłaszcza te katolickie samice, które charakteryzują się dużym udziałem męskich cechy psycho-seksualnych zakodowanych w androgynicznym mózgu. Samki owe, w swych przymiarkach do manipulowanych zapłodnień, koncentrują w izolacyjne w haremy, (zwane Przymierzami Rodzin), swych zniewieściałych, post-minis*ranckich wybrańców portfela, same zaś inseminująć najwartościowsze nasienie od "chłopców z miasta". Co więcej, koreluje to z wysoką inteligencją tychże dominujących, uzdolnionych w uwodzeniu i manipulowaniu licznymi dostarczycielami męskiego nasiena, zaradnych i rozrywkowych samic. Taka strategia doboru genów i stałego partnera do wychowania potomstwa przez dominujące kobiety zapewnia w miarę stabilne i bezkonfliktowe współżycie z nieświadomy "prokreacyjnego pudła" "tatusiem" pracusiem, który daje się łatwo podporządkować, nieznoszącej sprzeciwu i rywalizacji, a żądnej władzy połowicy.
>C.d.n.
|
|
 | | Cieślański (994 punktów) | c.d. opłatek i komUnijne zaloty | C.d.: Skutecznym sposobem zbierania informacji i wywierania wpływu na bezpłciowych-kościółkowych prawiczków, może być strategia podrywania ich wyposzczonych religijnymi zakazami sierścionogich, wąsatych kobitek, spojonych uprzednio mszalnym winem na corocznych spotkaniach opłatkowych. Najlepiej, podryw należy, oczywista, ma się rozumieć, zaczynać niewinnie od wykazania się znajomością historii chrześcijaństwa w anegdotycznym temacie przysłowiowej "trąby, jako najczulszego organu słonia".
Biblia, biblijny bóg i podstawy religi chrześcijańskiej to osiągnięcia cywilizacji semickiej. Matka, łatwowierny ojciec i syn z atrakcyjnego genetycznie supersamca byli bez wątpienia narodowości żydowskiej. Niestety (dla większości ruchów religijnych Cesarstwa Rzymskiego, ale fartownie dla naszych zamiarów w temacie ruchu w interesie i interesu w ruchu), ówczesne żydowskie autorytety religijne zaprzeczyły oryginalności boskiego cudzołóstwa. Było to poniekąk (przez kolejne dwa tysiące lat ) przyczynkiem do mściwego cenzurowania żydowskich korzeni nowego odłamu religii, po przez wyrzynanie potomków starszych w wierze braci na wszelkie (znane miłosiernym chrześcijanom) możliwe sposoby.
Aby bardziej dokopać tym, którzy twierdzili, że mesjasz jeszcze nie przyszedł, zabroniono Żydom czytać ich własnej świętej księgi i dodatkowo obarczono ich winą za osądzenie i uśmiercenie przez rzymską administrację czterdziestoletniego komunizującego rewolucjonisty -Jezusa. Związki pomiędzy seksem, religią i polityką wydają się być ponadczasowe. Tu był jednak jeden feler z "siedzącym po prawicy", (opisywany przez KarlHainz Deschner'a w książce " Seksualizm w kościele katolickim"), albowiem trudno było zaprzeczyć, że Jezus był "obrzezanym w okolicach przyrodzenia" z racji nacji, czyli etnicznego pochodzenia. Dorobiono więc legendę, (w interesie wyciszenia onej konfuzji katolickich hagiografów zbawiciela), że założycielowi chrześcijańskiej religi musiał boski napletek odrosnąć, "no bo jak katolicki syn boży może tak bez czapeczki na żołędzi, resztę wieczności spędzić".
Pozostał jeszcze delikatny problem: "co zrobić z tym napletkiem", co to go rabin ekstrahował po urodzeniu boskiego Ben.K.Arta? Katolicyzm, jako dochodowa religia typu "high profitable", rzecz jasna, nie mógł popuścić takiej okazji biznesowej, niczym polski bramkarz, że sie tak wyrażę "między nogami". Skutkiem powyższego, we wczesnym średniowieczu istniało co najmniej 400 miejsc świętych, do których pielgrzymowali religijni turyści, by zobaczyć relikwię napletka pierworodnego, gwarantującego płodność pielgrzymom po złożeniu klechom odpowiedniej opłaty, ma się rozumieć . W zwierzeniach licznych świętych kobiet roi się od mnóstwa opisów, kiedy to, doznająć słodkich rozkoszy mimowolnego orgazmu, generowanego z niezaspokojenia seksualnego w średniowiecznym obłędzie ślubów czystości, nagle poczuły, że rozmiękczony śliną w ustach skrobiowy substytut bosko-ludzkiego ciała, zdawał się im rzeczywistym i żywym napletkiem zbawiciela. Sprytni religijni cukiernicy, w oparciu o relacje owych katolickich mistyczek, stworzyli substytut owej boskiej słodkości jezusowego napletka, rozpływającego się w damskich ustach religijną rozkoszą mistycznej ekstazy, sprzedawany na katolickich odpustach pod nazwą "PAŃSKA SKÓRKA".
Tu przestroga mała, dla lewicowych miłośników konsumpcji skrobiowego substytutu ciała katolickiego pana boga: Jeśli apodstołowie a później katolicy twierdzili, że skrobiowy substytyt żydowskiej macy to zbawiciela ciało, to pewnikiem ich do takiej konkluzji cosik pociągało. Trudno przyjąć, że Jezus wykrajał sobie kawałki ciała celem karmienia swoich kompanów winnych, albowiem postać jego chuda była niemożebnie i cokolwiek zniewieściała, co widać na wszystkich jego podobiznach. Już bardziej wiarygodna jest przypowieść o tym, jak stworzona została, przez przyjaciółki Jezusa, potrawa zwana "żydowski przekładaniec" według recepty: "Jedno jajko, jedna maca, drugie jajko, druga maca", kiedy Jezus wyposzczony z pustyni wraca. Jedyne łatwodostępne białko ludzkie, która mogło być wiarygodną, bezkrwawą ofiarą z samego siebie, i do przełknięcia jako ciało zbawiciela, we wspomnianym skrobiowym wyrobie piekarskim to jego sperma zamiast jajka. Ooooooo!! "wtenczas" nie była by to urojona religijna bajka.
Znajomy ministrant, syn kościelnego, nomen omen, z "Trąbek", twierdzi, że jak najbardziej, ta ostatnia tradycja jest kultywowana na katolickich plebaniach , gdzie przygotowuje się kosztowne zapiekanki zwane opłatkami. Nazwa opłatek wigili,gili,lejny, ponoć pochodzi od pieszczot genitalnych, ("Gili, gili, gili, zaraz się zleje, więc niech się do dzieży z ciastem pochyli", którymi księża pedofile obdażają nieletnich ministrantów celem pozyskania ich młodego nasienia do ciasta zagniecenia.
Jeszce apropos słodkości doznań. Jeśli uwzględnimy, że higiena osobista, zwłaszcza w miejscach intymnych, była zabroniona religijnym prawem, to oczywistym staje się masturbacyjna geneza, katolickiego obyczaju przypisywania boskich doznań kojarzonych z rytuałem czystości owych miejsc zakazanych, kiedy myjąc się od wielkiego święta, można było nareszcie dotknąć, pogłaskać, wyszorować, zwilżyć i namydlić te wszystkie kuszące i wysoce erogonne zakończenia nerwowe łechtaczki, warg sromowych i okolic odbytu.
Tu techniczna uwaga: Religijna, napalona kobitka nie wyjdzie od razu z wami na taras lub do łazienki, żeby zrobić wam loda w celu organoleptycznego przetestowania potencjalnej możliwości wystąpienia wyżej wspomnianych doznań religijnej ekstazy. Ale od czegóż jest światopogląd naukowy. Prawiczki z podpuszczenia księżego, lamentują na spadek liczby efektywnych zapłodnień, czyli zmniejszenie dochodów kościelnych ze ślubów, chrztów, komunii, bierzmowań, oraz handlu nielegalnymi adopcjami porzuconych dzieci w ośrodkach prowadzonych przez zakonnice.
C.d.n.
|
|
|  | | Cieślański (994 punktów) | c.d. opłatek i komUnijne zaloty | C.d.: Tymczasem jakość spermy, szybkość i ruchliwość plemników a tym samym ich wysoka bojowość w skutecznym atakowaniu damskiego jaja, zależy od zawartości cukru - glukozy, w płynie ejakulacyjnym. Słodka w smaku sperma jest bardziej zarodowa od kwaśnej, która śledziem postnym "jedzie". Innymi słowy, nie wiedzą religijne ofermy, jak ważne dla powinności rozpłodowych, jest ustawiczne i do w-ustne, zwane organoleptycznym , testowanie przez katolickie współmałżonki słodkości inseminowanej spermy.
Pamiętajcie, że w gierkach z kobitkami oprócz pozycji, fury, skóry i komóry, liczy się jeszcze alkohol czyli "spirytus moviens ruchów w interesie", który na kobitki działa jak na konie owies, znaczy taki berger, pardon bajer, szcze-golnie jeśli dama winka sobie golnie, widząc, że jej mąż to pielgrzymkowo oazowy-frajer.
Według zasad wywierania wrażenia na katolickich paniach, musicie wywołać w niej: -poczucie misji nawrócenia was na drogę miłości bożej, -wolę zadość uczynienia boskiemu nakazowy płodności, na wzór dziewicy co ma**ja, pardon buzię , którą z komunyi boską słodycz spija, -odruch poświęcenia religijnego przesądu o małżeńskiej wierności, celem podwyższenia małych katolików liczebności. Możecie być pewni, że taki mistyfikujący chutlowość kamuflaż w postaci bożej woli płodzenia, pozwoli jej przełamać własne nawarstwione religijnymi zabobonami opory przed rozładowaniem napęcia seksualnego w objęciach lewicowego z(a)bawienia a kosztem sprezentowania poroża dla współmałżonka jelonka.
A więc dalej młodzi towarzysze, królowie życia, do pomnażania k****stwa bożego. Możecie też kobitce pokazać, że elastyczny światopoglądowo polityk Lewicy (w przeciwieństwie do jej prawiczkowatego męża) nie tylko w sejmie na mównicy, używa języka jako wygimnastykowanego oręża.
Prawicowa religijna kobitka nie pozwoli sobie oczywiście na grzeszne używanie gumek, czy co gorsza pigułki hormonalnej. Musicie więc, się liczyć z tym, że na bazie nie odległych powiązań rodzinnych i spodziewanego mieszanego potomstwa, grozi nam zanik tradycyjnej różnicy celów ideowych pomiędzy niewierzącą lewicą i katoliz(a)ującą prawicą. Ponadto w związku z powyższym, trudno będzie co cztery lata głośno przerzucać się odpowiedzialnością za nieudolność w obiecywaniu zkołowanemu elektoratowi przyszłego dobrobytu i zachowywać przy tym lukratywne stanowiska w administracji na zasadzie cichych biznes-kontraktów oficjeli lewicy z beneficjałami prawicy, bowiem nie da uniknąć przy tym dekonspirującego wpływu nieuniknionych związków i kontaktów rodzinnych ujawnianych przez media.
Niektórzy złośliwcy i zawistnicy (co to tylko na bezrobociu i bez zasiłków) oraz zwykli robole twierdzą, że to już się stało, jak żeście wykiwali generałów przy okrągłym stole. Upsss,.... Zamysł był na wnioski inny, tylko, że się mu nie poddał mój intelekt wiejsko-gminny. Miało być poważnie i bez głupich zgrywów, lecz znowu mieee wyszło w temacie podrywu.
|
|
| Cieślański (994 punktów) | flirtowanie na ekranie | W sztuce uwodzenia (politycznej i erotycznej) przydaje się wiedza z zakresu osiągnięć badawczych tzw. psycholingwistyki (psychologii języka), czyli świadomego stosowania i operowania słowem (pisanym lub mówionym), wobec uwodzonego Walentego. Nową wiedzę, (zwłaszcza zupełnie abstrakcyjną, taką bez uwiarygadniających odniesień do dotychczasowego doświadczenia) umysł ludzki absorbuje ponoć najefektwniej wtedy, kiedy jest ona wpleciona w wątek społeczny (międzyludzki), wraz z towarzyszącym mu zabarwieniem emocjonalnym na tle np. rywalizacji wewnątrz-grupowej, problemów egzystencjalno-emocjonalnych, czy też okoliczności natury obyczajowej dotyczących znanych nam ludzi. Powyższa prawidłowość (w poznawczym działaniu ludzkiego mózgu) wynika stąd, że w procesie ewolucji gatunków nasze mózgi motywowane emocjami z układu limbicznego, kształciły mechanizmy poznawcze kory mózgowej, głównie w celu doskonalenia strategii prokreacji i rywalizacji o najkorzystniejsze warunki rozwoju (przeżycie) w grupie społecznej. Ma to oczywiście konkretne, zwrotne "przełożenie" na dyskretne (tzw. "nienachalne") sposoby zaskarbiania sobie uwagi, zainteresowania, wreszcie zaangażowania uczuciowego osób uwodzonych słowem. Uwodzenie metodami językowymi, (lingwistycznymi), czyli w oparciu o zastosowanie kontrolowanego przekazu treści emocjonalnych wplecionych w kamuflujący zasób informacji neutralnych, z użyciem języka, pardon, kodu słownego, ponoć działa znacznie skuteczniej na płeć piękną, ponoć, na ogół, bardziej utalentowaną w kompetencje operowania aparatem mowy.
Uwodzicielskie przywabianie na komputerowym ekranie w zasadzie nie toleruje grafomanów, z nielicznymi wyjątkami, dotyczącym chorobliwego nawiedzenia religijnym fanatyzmem oraz innych maniakalnych stanów. Obszerne teksty na ogół powodują zniechęcenie u okazjonalnych, "forumianych" gości, którzy szukają raczej dwu-wierszowej, pociągającej emocjonalnej wymiany zalotnych "czułości", niźli czysto werbalnej orgii leksykalnej. Jest to też jeden z podstawowych problemów w docieraniu do większego grona czytelników, z jakim borykają się autorzy książek popularno-naukowych, czy internetowych artykułów popularyzujących (abstrakcyjne i neutralne emocjonalnie dla przeciętnego czytelnika) treści i informacje o nowych osiągnięciach nauki. Co gorsza, (dla uwodzicieli) obszerne, pozbawione treści emocjonalnych, teksty naukowe, wymuszają aktywność mózgowego aparatu logicznego myślenia, silnie stymulując aktywność lewej półkuli mózgowej, która w stanie pobudzenia tłumi (typową dla nadaktywności prawej półkuli mózgowej) podatność czytającego Walentego na manipulację emocjonalną i hamuje jego skłonności do popadania w uczuciowe pułapki technik uwodzenia językowego.
Sposób "uwodzenia językiem", wypadałoby dostosowywać do konkretnego profilu psycholingwistycznego danego obiektu zalotów internetowych.
Sam kontakt z internetem zawiera w sobie szereg czynników pobudzających nadaktywność prawej półkuli mózgowej, prowokujących uruchamianie mechanizmów dopaminowego uzależnienia emocjonalnego od tego rodzaju mediów elektronicznych i utraty kontroli nad własnymi emocjami, co czyni sieciowe techniki uwodzenia znacznie skuteczniejszymi wobec kobiet, osób niezrównoważonych i niedojrzałych emocjonalnie, a więc w tym i (sic) niestety nieletnich. Kontak przez internet jest wybitnie wzrokowy, czyli pobudzający prawą półkulę mózgu, z zasady bardziej skłonną do zakochiwania się i ulegania wpływowi bodźców emocjonalnych. Częstotliwość odświerzania ekranu może wpływać dodatnio lub ujemnie na stany chwilowe i ogólną długookresową kondycję systemu nerwowego, w tym na nastrój emocjonalny nadwrażliwych internautów szczególnie. Szum zbyt głośnych wentylatorów może wywoływać osłabienie sprawności intelektualnej, stres, senność, stany lękowe, czy rozdrażnienie jak to spotykane u górali w czasie wiatru halnego. Brak ruchu fizycznego może być przyczyną zaburzeń układu trawiennego, niedokrwienia i niedotlenienia systemu nerwowego, wzmagając podatność internauty na uleganie manipulacji emocjonalnej. Brak możliwości wiarygodnego potwierdzenia informacji o osobach, z którymi komunikujemy się, (zwłaszcza gdy nawiązujemy znajomości z zamiarem pro-flirtownym) przez internet, rozbudza nadmiernie (w prawej półkuli) aparat domysłów, podejrzeń i podejrzliwości, myślenia magicznego, teoretyzowania, oraz łatwej akceptacji sugestii i opinii osób, które nas uwodzą, (bo dokonywanej bardziej pod dyktando własnych oczekiwań uczuciowych, niźli w zgodzie z faktyczną prawdą "krzywych lub zbyt chudych nóg"). Co więcej walentynkowe "kupowanie kota w internetowym worku" pociąga za soba szereg innych prawidłowości. Między innymi, ten sposób podejmowania prób nawiązywania znajomości, czyli bez uprzedniego poddania się swoistej lustracji atrakcyjności erotycznej, preferowany jest przez osoby nieśmiałe, o niskim poziomie asertywności, posiadające nikły zasób kompetencji interpersonalnych i ogólnej tzw. inteligencji emocjonalnej, czyli podatne na wszelkiego typu uwodzicielskie tricki (tryki, czyli barany w nastroju zarodowo-zakochanym) każdej Uwodzicielskiej Moniki.
Wielu forumowiczów pisze grafomańskie dłużyzny, (ja tak robię per namiętnie), bo im to pobudza lewą, (z natury optymistyczną, racjonalną i nie emocjonalną) półkulę mózgową i podnosi w niej poziom neurotransmitera "trzeźwości", czyli serotoniny a tym samym może "poprawiać" nastrój w zaburzeniach afektywnych dwubiegunowych (depresją dwubiegunową dawniej zwanych). Ci mogą być okresowo odporni na zaloty, lecz w zasadzie nie są trudną zdobyczą dla wytrawnej i obytej z klawiaturą uwodzicielki. Część z nich traktuje forum jako miejsca wymiany i prezentacji pomysłów, różnorakich sposobów rozumienia i postrzegania tych samych zagadnień, problemów i bogactwa przemyśleń czytelników, (czynionych z pominięciem jakiejkolwiek łączności emocjonalnej czy też brakiem intencji wartościowania sposobu postrzegania danego tematu, przez pozostałych uczestników).
|
|
 | | Cieślański (994 punktów) | cz.2 flirtowanie na ekranie | Forum internetowe, zdaniem wielu foromowiczów nie musi oznaczać dyskusji pomiędzy uczestnikami, choć jeśli takowa gdzieś się wywiąże ku pożytkowi ogólnemu to, czemu nie. Zwłaszcza jeśli kogoś, natchnie to do próby innego, (niesztampowego, astereotypowego) spojrzenia na jakieś konkretne zagadnienie, to tym lepiej, ich zdaniem. Tych ostatnich, najtrudniej jest zmusić, czy zaispirować do motywowanego emocjonalnie zainteresowania się bliższym kontaktem z uwodzicielami w celu erotycznym, a tym bardziej pro-matrymonialnym.
Temat zaangażowania emocjonalnego na spozoru pozbawionym pozawerbalnych sygnałów emocjonalnych, (które są odczytywane w bezpośrednim kontakcie z drugim rozmówcą z jego tonu głosu, gestykulacji i mimiki) zaintersował mnie po którymś tam kolejnym napomnieniu, co do "rozlazłość moich literowanych wypocin, ogólną ich niestrawność, trudności z czytaniem, "nie trzymanie" się jednego tematu, robienie mętliku w głowie czytających" Zgadzam się w zupełności z taką oceną, mojej bazgraniny, bo brak w niej, niestety, odpowiedniej kompetencji językowej, tudzież założenia i starań iż miałyby to być "myśli" przeznaczone do "cywilizowanego" i podpasowanego pod określonego odbiorcę druku, czy do np. "cytowania dosłownego".
W ramach obronnego kamuflażu post factum, mą projekcyjną racjonalizację własnych niedomagań postaram się ubrać w uwodzicielskie szatki wyrachowanego planisty-intelektualisty. W stanie depresyjnego braku asertywności (i towarzyszącemu mu na ogół niskiemu poczuciu własnej wartości, poczucia winy nie wyłączając) najbezpieczniejszym sposobem grzebania się we względnie uznaniowej gradualizacji estetyki języka, wydaje się metoda asekuracji mająca na celu wykluczenie wszelkich możliwych odniesień i skojarzeń do cudzych tekstów i wypowiedzi. Bo strach stresującej konfrontacji w nieznanych szczegółach i w deprywacji wyobrażenia o własnej domniemanej niedoskonałości siedzi. Upss, czyżbym był "kokieteryjny inaczej"?
Tym samym by uniknąć wyczerpującej i bezproduktywnej rywalizacji w stadzie, przezorniej jest odnosić się wyłącznie do własnych dywagacji, co też niniejszym czynię na własnym ekshibicjonalnym przykładzie. Jak najbardziej "na miejscu" jest więc Uwaga, że wszelkie aluzje, żarty i docinki, jeśli ktokolwiek jakowych się doszuka, zawarte w tym tekście odnoszą się tylko i jedynie do mojej osoby i mojego specyficznego autoironicznego postrzegania samego Siebie w otaczającym mnie przyjaznym świecie, doznawanych w czasie nietrzeźwych objawień i porannych rozmyślań na wodo-grzmiącym klozecie.
Sposób wysławiania się oraz sposób wyrażania własnych myśli w nieprofesjonalnych tekstach pisanych (takich jak moje), świadczy na ogół o stanie psychicznym, a szczególnie emocjonalnym piszącego, w chwili pisania. Niektórzy "specjaliści" od NLP -(tzw. programowanie neuro-lingwistyczne) ulegają nawet pokusie ogólnej oceny charakteru i stanu zdrowia psychicznego piszącego "pacjenta". Składnia, ilość rzeczowników, czasowników, zaimków, równoważników zdania, budowa zdania złożona lub prosta, zdania warunkowe, mogą świadczyć o sposobie, w jaki funkcjonuje czołowa część kory mózgowej piszącego (gdzie ponoć znajduje się nasze poczucie JA i tzw. "świadomość") oraz o sposobie postrzegania i rozumienia otaczającego nas świata. Statystyczna analiza ilości użytych wyrażeń związanych ze wzrokowym, słuchowym lub kinestetyczno czuciowym (odczucia: smakowe, zapachowe, napięcia mięśni, ciepła i zimna, emocji) opisywaniem jakiegoś zagadnienia lub zdarzenia, ponoć może wiele "powiedzieć" o sposobie, w jaki działa "świadomość " piszącego lub mówiącego. Co więcej, "podobno" dobór odpowiednich środków wyrazu może zasadniczo wpływać na emocjonalny sposób, w jaki postrzega naszą osobę i nasze argumenty, opinie, tudzież inne pozyskiwane od nas informacje nasz rozmówca ( interlokutor?). Oczywiście jest to tylko wąski przykład z szerokiego spekrum narzędzi erotycznego, ideologicznego, czy marketingowego uwodzenia w sieci internetowej potencjalnej Walentyny czy potentnego Walentego.
W tekstach "podjudzających" u uwodzonego celu zalotów tzw. kochliwą emocjonalność, (generowaną mechanicystycznymi impulsami z układu limbicznego), najlepiej, jeśli obleczonych w aurę pseudo-wyznań bardzo osobistych, czynionych przez jakoby nieobytego ze sztuką uwodzenia "walentego-nieprofesjonalisty" wywodach na forum mogą i powinny nagminnie pojawiać się: *liczne rymy częstochowskie, *szyk przestawny w zdaniu, *zdania długie i złożone, niejednoznaczni lub niedookreśleni adresaci tekstu, *obfitość wulgaryzmów powiązanych z tematami "tabu", *kontrowersyjność sformułowań w tematyce: seksu, odmienności zachowań seksualnych, odwoływanie się do "patologii religii i religijnych patologii", *pomieszanie treści quasi-naukowych z rymowanymi fabularyzacjami, *sformułowania wykraczające poza margines "poprawności politycznej najlepiej w formie silnie populistycznej", *wielość i niejednoznaczność skojarzeń, *niejednoznaczne i często sprzeczne stwierdzenia dotyczące zagadnień światopoglądowych *liczne zapożyczenia opinii, banałów i poglądów z prasy i z gminu, *"przekręcanie": pisowni, znaczenia i brzmienia wyrazów wbrew powszechnie stosowanym i uznawanym za poprawne, regułom języka, * emocjonalna (w środkach wyrazu) krytyka wynaturzeń emocjonalnych.
Oczywiście można podejrzewać, że u niektórych czytających nieobytych i nieoswojonych w obcowaniu z emocjonalna pisaniną (takich, jak piszący ten tekst, grafomańskich nieprofesjonałów i ich populistycznym słownictwem), wspomniane językowe "cacuszka" spowodują nadmierne pobudzenie prawej emocjonalnej półkuli mózgowej wraz z układem limbicznym. Może to skutkować u czytających szeregiem zachowań i odczuć nie adekwatnych do rzeczywistych bodźców docierających ze świata zewnętrznego.
|
|
|  | | Cieślański (994 punktów) | cz.3 flirtowanie na ekranie | Innymi słowy może taka pisanina wywoływać lub potęgować u niektórych "nie uodpornionych" i podatnych na zaburzenia afektywne dwubiegunowe osobowości, per namiętnego występowania stanów podejrzliwość, łatwowierność, niecierpliwość, nerwowość, lękliwość, depresję, agresję, nadpobudliwość emocjonalną, nienawiść, ksenofobię, nietolerancję, smutek, trudności z kontrolą emocji, podatność na uzależnienia chemiczne i psycho-społeczne (o ile takowe u danego osobnika istnieją), trudności z mówieniem, czytaniem i rozumieniem języka, kłopoty z zapamiętywaniem i przypominaniem, zniechęcenie i pesymizm. !!!!!!!!!Ale, może powodować również łatwiejsze osiąganie orgazmów, jako, że ośrodek doznawania tychże znajduje się w części czołowej prawej półkuli mózgowej, stąd jej pobudzenie powoduje akcelerację neurochemicznych procesów wyzwalania reakcji orgiastycznych oraz osłabienie ewentualnych kompleksów religijnych i pseudomoralistycznych zahamowań blokujących mechanizmy szczytowania erotycznego.
Sam na ogół nie czytam "po raz wtóry tego co już nabazgroliłem ale wszelkie słuszne spostrzeżenia i uwagi (od ludzi usłużnych, życzliwych i przychylnych), przekonały mnie, że nieraz trzeba! Mnie osobiście w przebrnięciu przez własny tekst i uniknięciu nadmiernego podniecenia, pomaga kobieco-łagodzące działanie fito-estrogenów chmielowych zawartych w piwie, aczkolwiek skutkuje ono u mnie typowo żeńskim, nadmiernym odkładaniem się tkanki tłuszczowej i depresyjno-estrogennym ocipieniem mózgu. ej'men. W rzeczy samej, psychiatra orzekł, że PRZED każdym nabazgranym przeze mnie TEKSTEM POWINNO BYĆ odpowiednie OSTRZEŻENIE NA OPAKOWANIU. Ja mu nie wierzę, bo z natury jestem niewierzący, czyli podejrzliwy, choć w NIE ufny. Ciekawostka: Proszę zauważyć jak uwaga o psychiatrze zmienia u większości ludzi optykę postrzegania osoby (i jej argumentów), z którą prowadzimy dyskurs.
Psychiatrzy twierdzą, że na ogół najbardziej drażni nas u innych ludzi taki zestaw cech i zachowań (uważanych powszechnie, w opinii publicznej, w danym środowisku społecznym, za negatywne), które sami posiadamy, ale się do ich posiadania nie przyznajemy, wstydzimy a nawet nienawidzimy samych siebie za ich posiadanie. Zgodnie z tą regułą, (bo nic, co ludzkie nie jest mi obce, ze szczególnym uwzględnieniem wad i nałogów) sam często czuję na przykład, nieposkromioną pokusę by "odważyć" o komentarz na forum do felietonu jakiejś znanej osobistości dziennikarskiej, poruszającej wiele (zbyt wiele jak na moją ograniczoną percepcję poznawczą) tematów i zagadnień. Przypuszczam, że najczęściej swędzenie mych zwojów korowych, (powodowane oddolnym łaskotaniem rozochoconego układu limbicznego) wynika z przemożnej chęci autoreklamy i potrzeby wymuszania akceptacji na domniemanych (chwilowo postrzeganych, pod wpływem impulsu emocjonalnych automatyzmów z układu limbicznego), "rywalach w głoszeniu własnej prawdy absolutnej".
Oczywiście, każdy taki doceniany publicznie autorytet, zwłaszcza płci piękniejszej, wymusza na mej skromnej (i nieśmiałej, bo z fizjologicznie uwarunkowanym niskim poczuciem własnej wartości) osobowości, pochwalny sposób ekspresji mych wątpliwości i ocen tekstu.
A oto i wspomniany żyroskop miły wirujących chęci, który stabilizuje przechyły a przy tem, nęci i judzi do komentowania wypowiedzi obcych ludzi, swędząc uporczywie po pod czaszki sufitem, streszczony w dwóch zdaniach: - za zwyczaj chciałbym coś mądrego dokomentować alem za mało oblatany we wszystkich poruszonych przez autora tematach, - na ogół po przeczytaniu tekstu czuję się pobudzony do działania a w każdym razie do uczynienia czegokolwiek. Specjaliści od ludzkiego systemu nerwowego twierdzą, że takie odczucia są na ogół skutkiem nadmiaru dopaminy w prawej półkuli mózgowej i niedoboru serotoniny w jej, lewej, bliźniaczej półkuli, (kooperującej na ogół z prawą, jako jej logiczną nadzorczyną stanów emocjonalnych).
W zasadzie każdy taki śliczny, ironiczny felieton może być dla przeciętnego czytelnika jak sprawdzian semestralny ze znajomości tego, co się dzieje w świecie mediów, gdzie rządzi pieniądz i polityka. Innymi słowy, aby go zrozumieć i cieszyć zmysły zgrabnymi, inteligentnymi komentarzami, (oraz usprawiedliwić wydatek, bo płacimy za nie żywą gotówką nabywając gazetę), przy mnogiej wielości poruszonych tematów, trzeba mieć co najmniej porównywalny dystans emocjonalny do poruszonych w nim zagadnień. Z mojego punktu widzenia, zawsze coś takiego przeczytać było warto, bo zastosowany sposób operowania słowem pisanym (wymuszający, np. u mnie, czyli czytelnika średnio obeznanego z aktualnościami medialno-politycznymi, karkołomny proces prób zrozumienia nowo poznanych odniesień i stymulujący do aktywności neuronalnej, mózgowy aparat domysłów), pomimo kompletnego braku znajomości prezentowanych treści, pobudzał prawą półkulę mózgową lepiej niż amfetamina. A pobudzona prawa półkula mózgowa to zarazem: a) rozbudzony zmysł ciekawości, b) uczulony mechanizm uzależniania się od aktywności psychicznej i fizycznej kojarzonej z przyjemnymi doznaniami (choć cokolwiek czyniącymi nas bardziej podatnymi na manipulację emocjonalną i romantyczne zakochiwanie) oraz c.) kierowanie uwagi naszej świadomości ku sytuacjom i zdarzeniom w przyszłości, (optymistycznym lub punurym) d.) pobudzenie chęci działania wraz z jej chwilowym działaniem antydepresyjnym motywacyjnego mechanizmu nagradzania systemu dopaminowego. Mówiąc prościej taki tekst "daje do myślenia", choć z zastrzeżeniem: że głównie tym co najmniej odrobinę myślącym, (a mnie daje czadu, czyli antydepresyjmie i kompulsywnie otumania).
|
|
| |  | | Cieślański (994 punktów) | cz.4 flirtowanie na ekranie |
Do tego typu tekstów, (pisanych przez profesjonalnych, kontraktowych felietonistów, którzy odważyli by się godzić na operację swoistej superwizji własnej twórczości na forum publicznym) przydałby się zawsze osobny komentarz jakiegoś specjalisty od powiedzmy...NLP, aby dany felieton mógł i uczyć i bawić również przeciętnego czytelnika (konkretnego periodyka, a potencjalnego nabywcę, a nie tylko zaawansowanych intelektualnie inteligentów z czubka piramidy dziennikarskiego olimpu. Zadowoleni czytelnicy mogliby, potem wysyłać pochwały do redakcji w stylu: "Dzięki za przyjemność pobudzenia mojej prawej półkuli mózgowej, już czuję się uzależniony od tego typu felietonów." Być może, osłabiło by to też niektóre, czarne rynki pobudzaczy chemicznych na bazie amfetaminki. Z powyższego przykładu, również i taki wtręt walentynkowy wynika, że często od uroków i wdzięków płci nadobnej (lub jej autorytetu) niebywale zależna jest męska, w ocen czynieniu, "polityka", bo z "angielska" polite to znaczy ponoć grzeczny (nie mylić z grzeszny). PZDR, Jerzy Cieślański ps. router w kawiarence padł, albo ktoś mu pomógł więc chwilowo korzystam z gościnności dobrych ludzi, a pisać muszę bo nałóg zadurzenia internetem domagał się o następną emocjonalną podnietę.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|