Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kici Kici?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
19-03-2005 14:59MoniaKici Kici?
Co o sadzicie o instytucji malzenstwa? Pomijajac sprawy majatkowe i majatkowopodobne - czy deklaracje o uczuciowej niezmiennosci przez n-lat nie brzmia jak farsa? Jak przepowiednie najlepszego wrozbity? Czy to jest moralne dawac takie przyrzeczenia? Czy moge byc pewna tego kim bede, co (kto mnie spotka i co bede czula jutro? Nie moge. Coz wiec ma oznaczac ta obietnica ewentualnego trwania w meczarniach uczuciowych, cialem tu a duchem gdzie indziej?

miau miauKici Kici?
>Co o sadzicie o instytucji malzenstwa?
A gdzie się ta instytucja mieści?
>Pomijajac sprawy
>majatkowe i majatkowopodobne
pomijając
>- czy deklaracje o uczuciowej
>niezmiennosci przez n-lat nie brzmia jak farsa?
To zależy. Przykładowo zależy od tego jak jesteś wychowany. Jeśli tak siebie oceniasz, że nie ufasz własnym słowom, to nie dawaj go nikomu.
>Jak
>przepowiednie najlepszego wrozbity?
Bo dla Ciebie miłość to zaślepienie młodzieńcze. Rzeczywiście lepiej nie dawaj nikomu swego słowa.
>Czy to jest moralne
>dawac takie przyrzeczenia?
Zależy, ale skoro masz wątpliwości, to w Twoim przypadku nie.
>Czy moge byc pewna tego kim
>bede, co (kto mnie spotka i co bede czula jutro?
Jeśli chodzi Ci tylko o "uczucia" i to rozumiane w sposób młodzieńczy, to rzeczywiście masz we wszystkim rację.
>Nie
>moge. Coz wiec ma oznaczac ta obietnica ewentualnego
>trwania w meczarniach uczuciowych, cialem tu a duchem gdzie
>indziej?
Generalnie dziecko popkultury nie zrozumie.
MoniaOdp: Kici Kici?
Zlosliwa ta odpowiedz, zupelnie niepotrzebnie mnie umniejszasz bo temat przeciez ciekawy i ciagle aktualny.
Moje pytanie wzielo sie z historii rodzinnej. Wujek w wieku mocno dojrzalym pokochal inna kobiete i powiedzial o tym ciotce ze lezac przy niej mysli o tamtej. I rozgorzala debata rodzinna, "jak on tak mogl" kontra "co on temu winien".
Czym wiec jest ta obietnica malzenska skoro nad uczuciami nie panujemy? Obietnica troskliwej opieki, zyczliwosci, zduszenia ewentualnych uczuc i bycia cialem poki nas smierc nie rozlaczy?
gooa (746 punktów)

>Moje pytanie wzielo sie z historii rodzinnej. Wujek w wieku mocno dojrzalym pokochal inna kobiete i powiedzial o tym ciotce ze lezac przy niej mysli o tamtej.

Ale powiedzial, wiec postapil uczciwie wobec jednej i drugiej.

>Czym wiec jest ta obietnica malzenska skoro nad uczuciami nie panujemy? Obietnica troskliwej opieki, zyczliwosci, zduszenia ewentualnych uczuc i bycia cialem poki nas smierc nie rozlaczy?

Hm...lepiej czasami pocierpiec pare tygodni, niz cala reszte zycia zyc w zludzeniach, chociaz pewne osoby to znosza, albo wrecz obnosza sie ze swoim meczenstwem.
św.Marek
    Instytucja małżeństwa jest tylko prawną legalizacją związku dwojga ludzi. Obietnice składane przy jego zawieraniu nie są przeznaczone dla współpartnerów, lecz na użytek uczestników ceremonii.
    Związek dwojga ludzi nic nie jest wart dla nich, jeśli oboje nie będą wzajemnie zabiegać o jego trwałość. Miłosne zadurzenie, jeśli zawierany jest z uczucia, mija po jakimś czasie. Pozostaje przyjaźń, wspólnota celów, umiejętność rozwiązywania problemów wynikająca z poczucia obecności współpartnera, poziom dostosowania społecznego obojga, ich kultura osobista. Małżeństwo wynikające z kontraktu, z konieczności, też ma szansę trwania, jeżeli wspólne cele są oczywiste i jasno określone.
    Związek małżeński jest jednym ze związków społecznych, choć elementarnym. Uczucia w nim nie są czymś oczywistym. To jedna z wielu form realizacji więzów społecznych. Trzeba o nie zabiegać, dbać, podtrzymywać, poznawać i pielęgnować zupełnie jak niemowlę, które będzie to miało, co od nas dostanie. Uczucia nie zwalniają w żadnym wypadku od myślenia i decydownia, co jest dla nas i współpartnera ważne. One są zawsze wypadkową naszej kultury, doświadczenia, wyobraźni i wrażliwości wpojonej przez wychowanie.

___________
Pozdrawiam
Patuszkin (2279 punktów)Kici Kici?
czy deklaracje o uczuciowej
>niezmiennosci przez n-lat nie brzmia jak farsa?
>Jak przepowiednie najlepszego wrozbity? Czy to jest moralne
>dawac takie przyrzeczenia? Czy moge byc pewna tego kim
>bede, co (kto mnie spotka i co bede czula jutro? Nie
>moge. Coz wiec ma oznaczac ta obietnica ewentualnego
>trwania w meczarniach uczuciowych, cialem tu a duchem gdzie
>indziej?

Więcej zrozumienia dla natury człowieka mają buddyści. W ich obrządku można zawierać małżeństwo 3 razy. Jeśli jakaś osoba po raz trzeci nie utrzyma swego związku, wtedy kapłani uznają, że ten cżłowiek nie nadaje się do małżeństwa. Zatem działają wedle zasady: "do trzech razy sztuka."

gooa (746 punktów)Odp: Kici Kici?

>Więcej zrozumienia dla natury człowieka mają buddyści. W ich obrządku można zawierać małżeństwo 3 razy. Jeśli jakaś osoba po raz trzeci nie utrzyma swego związku, wtedy kapłani uznają, że ten cżłowiek nie nadaje się do małżeństwa. Zatem działają wedle zasady: "do trzech razy sztuka."

Powaznie ?
Nie zawsze utrzymanie malzenstwa zalezy od tej samej osoby.
W ogole, to dlaczego "obwinia" sie tych, ktorzy sie pobieraja (czesto z milosci), a inaczej ocenia sie konkubinaty, ktore w praktyce sprowadzaja sie do tego samego.
Ktos po kilku nieudanych zwiazkach, nie stoi na tej samej szali, co jednorazowy rozwodnik.
Dlaczego ?

Patuszkin (2279 punktów)
>Powaznie ?
>Nie zawsze utrzymanie malzenstwa zalezy od tej samej osoby.
>W ogole, to dlaczego "obwinia" sie tych, ktorzy sie pobieraja (czesto z milosci), a inaczej ocenia sie konkubinaty, ktore w praktyce sprowadzaja sie do tego samego.
>Ktos po kilku nieudanych zwiazkach, nie stoi na tej samej szali, co jednorazowy rozwodnik.
>Dlaczego ?

POważnie. Dziwi mnie, że jeszcze nikt nie wspomniał o celu małżeństwa, którym jest spłodzenie i wychowywanie potomstwa. Dziś to już nie jest tak oczywiste, m.in. dzięki dostępności środków antykoncepcyjnych. I dlatego LPR razem z KK często nam o tym przypominają.

Bo jakiż mógłby być inny sens, zawierania dożywotniego kontraktu? Bardzo wyraźnie widać to na przykładzie obyczajów starożytych Greków. Małżeństwa zawierano tylko w celach rozrodczych. Dla mężczyzny był to obowiązek nałożony przez państwo. Podobną sytuację mieliśmy we włoskim Renesansie, przy czym tam dochodziły jeszcze interesy finansowe.
gooa (746 punktów)

>POważnie. Dziwi mnie, że jeszcze nikt nie wspomniał o celu małżeństwa, którym jest spłodzenie i wychowywanie potomstwa.

Tak, masz racje, ale w dzisiejszych czasach dosc czesto celem malzenstwa jest stworzenie warunkow socjalnych dziecku, ktore jest juz w drodze.


>Dziś to już nie jest tak oczywiste, m.in. dzięki dostępności środków antykoncepcyjnych. I dlatego LPR razem z KK często nam o tym przypominają.

To jest kwestia swiadomosci i odpowiedzialnosci indywidualnej.

>Bo jakiż mógłby być inny sens, zawierania dożywotniego kontraktu? Bardzo wyraźnie widać to na przykładzie obyczajów starożytych Greków. Małżeństwa zawierano tylko w celach rozrodczych. Dla mężczyzny był to obowiązek nałożony przez państwo.

W jakims sensie zgadzam sie z tym, mezczyzna, to 50% udzialu w stworzeniu nowego zycia, za ktore powinien czuc sie odpowiedzialny. W tych czasach nie bylo mowy o "feminizmie", wiec nalezalo wziac pod uwage mozliwosci finansowe kobiety, zabezpieczajace wychowanie nowego czlowieka.

.> Podobną sytuację mieliśmy we włoskim Renesansie, przy czym tam dochodziły jeszcze interesy finansowe.
Oczywiscie. Dzisiejsze sluby gejow, to min. wlasnie to.
Jezeli ktos zyje z druga osoba przez dwadziescia lat, dorabiaja sie wspolnego majatku,
a w ktoryms momencie jedna z nich odchodzi i majatku domaga sie rodzina ?

Jest jednak wiele paradoksow zwiazanych z rozwodami.
(Gdyby nie bylo rozwodow, nie byloby tego watku)

Patuszkin (2279 punktów)
Jakich paradoksów?
Patuszkin (2279 punktów)
Alsdair MacIntyre, jeden z bardziej znanych współczesnych etyków rozpoczął swoją ksiażkę ("Dziedzictwo cnoty") dziwną historią. Po wielkim kataklizmie, na ziemi pozostaje ocalona garstka ludzi, którzy muszą budować cywilizację od podstaw. Starsi przekazują szczątki zachowanej kultury swoim dzieciom, którzy po śmierci rodziców zaczynają układać sobie narrację o tym jak było. Przy czym znaleziska, skarby dawnej cywilizacji ograniczają się tylko do fragmentów mapy, kilku wierszy Rilkego, pojedynczych stron książki Heisenberga, kilku artukułów o tematyce filozoficznej jakiegoś trzecioligowego postmodernisty, zepsutego czajnika i sponiewieranej komórki Sony Ericssona. Korzystając z zabytków dawnej kultury zaczynają tworzyć nową, własną kulturę.
Jak się domyślasz wychodzi im z tego niezły bigos.

MacIntyre twierdzi, że współcześnie znajdujemy się w podobnym położeniu. Używamy dawnych pojęć moralnych, które miały rację bytu w dawnych kontekstach, a przeniesione do nowych realiów tracą swój sens. Zauważył to Fryderyk Nietzsche, którego badania genealogiczne pojęć dobra i zła wykazały, że zupełnie zatraciliśmy ich pierwotny sens. Obecnie na rynku pojęć moralnych panuje taki chaos, że trudno się w tym połapać specjalistom, a cóż dopiero ludziom, którzy nie mają czasu na takie badania.

Małżeństwo jest właśnie takim starym wynalazkiem, który miał służyć wychowaniu potomstwa. Obecnie zawierają śluby geje i lesbijki, często ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci. Chcą wykorzystać sytuację, że państwo dofinansowuje związki i tyle. Jeśli dodamy do tego jeszcze powszechną emancypację kobiet, także seksualną, którą umożliwia atykoncepcja to okaże się, że używamy pojęć z zamierzchłej przeszłości, które utraciły swój kontekst i sens. Dlaczego Kościół walczy z antykoncepcją? Bo antykoncepcja rozwala starą narrację.
gooa (746 punktów)
>Jakich paradoksów?

Mam na mysli okres od separacji do rozwodu, na przyklad:

- obowiazek dochowania wiernosci
- wspolodpowiedzialnosc za dlugi (podpisy obojga przy zaciaganiu kredytow np.na dom)
- obowiazek nadania dziecku zrodzonemu z nowego zwiazku (w przypadku kobiety),
nazwiska meza, jezeli okres zaplodnienia przypadal na czas przed rozwodem (nie
separacja!)

To mi przychodi do glowy, jest wiele innych takich spraw, ktore wiaza rece.
Kara za to, ze kiedys sie kogos kochalo.
amish (97 punktów)Kici Kici?
Według mnie to subtelniejsza odmiana kontraktu, czyli zabezpieczenia przyszłości poprzez stworzenie różnego rodzaju problemów, które wystąpią w razie prób zmiany układu. Jeżeli ludzie np. po 20 latach wspólnego życia są partnerami, to oczywiście ich związek jest nadal doskonale zabezpieczony, powiedziałbym więc, że małżeństwo to zabezpieczenie w przypadku ustania partnerstwa.

Wyłączając z życia ludzi małżeństwo, jedynym gwarantem ich wspólnoty byłaby dbałość o wzajemne, dobre relacje. Myślę, że można to przełożyć na każdego rodzaju kotrakt - brak tego kontraktu zmusza do poszukiwania bezpieczeństwa poprzez tworzenie dobrych "układów" z ludźmi.

Chlebik (268 punktów)Odp: Kici Kici?
Dla mnie problem z małżeństwem polega na czym innym. Otóż nie raz i nie dwa zdarza się, że nagle po odchowaniu dzieci (często nawet przed tym faktem) małżeństwo jest "związkiem" tylko i wyłącznie w socjologicznym tego słowa znaczeniu. Co więcej - związkiem wymuszonym przez okoliczności (czyli obrączki na palcach). Z okazji nadchodzącego ślubu w moim najbliższym otoczeniu miałem okazję wysłuchać naprawdę dość dużej ilości "sprawozdań" z przebiegu najróżniejszych małżeństw. Trzeba przyznać, iż obecnie instytucja ta przeżywa swój kryzys. Dlaczego? Otóż moim zdaniem zmienił się świat naokoło (ktoś kilka postów powyżej dobrze to ujął), a 2 osoby wtłoczone w staroświecką (w sensie "metodologicznym") instytucję po prostu się męczą, co gorsza, nie za bardzo wiedzą/chcą się tego męczeństwa pozbyć.


Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365