 |
Czy można pokonać wojny??? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 18-09-2005 12:08 | Bazgrolec Mniejpospolity | Czy można pokonać wojny??? | Tym wątkiem zamierzam zdobyć pierwsze miejsce w pisaniu bazgrołów na Waszym forum. Zamierzam także wdrapać się na szczyt utopii i modernizmu, jednak liczę na to, że nie będę musiał wypukać sobie czoła na wylot. To zależy od Was - forumowicze. Mam nadzieję, że będziecie mi kibicować w tej wspinaczce, podrzucać kłody do pokonania czy służyć trenerską poradą. Samotnie nikt sobie nie poradzi. a i tak medal jest dla wszystkich. Ale do rzeczy! Nie będę rozwodził się teraz nad tym, dlaczego ludzie reagują ucieczką, sugestią puknięcia się w czoło lub sformułowaniem zarzutu o utopijność podczas prób poruszania tematów związanych z wątkiem tytuowym. Przyjmijmy na razie, że tak jest i będzie. Czy w związku z tym nie należy podejmować prób konstruowania świata bez wojen??? Moim zdaniem należy - potrzeba tylko do tego dużo cywilnej odwagi, bo taka działalność wymagająca przede wszystkim rozumu grozi rozumnemu największą karą - grozi ośmieszeniem. Czy mamy(będę pisał w liczbie mnogiej, zakładam, że interes jest wspólny) jakieś atuty??? Kiedy popytać się ludzi na całym świecie - czy popierają wojny(niekonkretne), czy je pragną, czy je lubią, czy chcą świata z wojnami??? - przeważająca ilość ludzi odpowie "nie"(to się zmienia, kiedy spytamy o konkretną wojnę, ale to temat na osobny rozdział). To oznacza, że w ludzkości istnieje ogromna siła do pokonania wojen, która dziś jest uśpiona, po prostu drzemie. Jest więc siła, która zrobi pokój - nam i wszystkim zainteresowanym potrzeba odpowiedzieć na resztę pytań. Podejdżmy do tego ogólnie. Jakie pytania nas interesują??? - Jak??? - Kiedy??? - Gdzie??? - Po co??? - Z kim i przeciw komu??? - Co po tym??? Kibiców i trenerów proszę o dodatkowe pytania najogólniejszej natury. Hej! |
| Jakubowski (103 punktów) | Kiedyś do wojny potrzeba było trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. Dziś do zmilitaryowanych gospodarek(vide gospodarka USA), ich wzrostu potrzeba wojen, wojen i jeszcze raz wojen, które napędzają produkcje wysokotechnicznego sprzętu wojennego. To jest taki mały tandemik, przy kończących sie surowcach będzie jeszcze mniej miejsca na pacyfizm. Pokój jest wspaniały, ale może on zrujnować gospodarkę. Wydatkowanie tych sum np. na badanie na szczepionke przeciwko AIDS nie da tylu miejsc pracy, co pocisk, zaś np. Cudo XX wieku-internet, to wymysł wojskowych tak jak GPS. Jedynie starzenie sie społeczeństw świata może doprowadzić do pokoju! Może też do tego doprowadzić wprowadzenie demokracji liberalnych, wreszcie powszechna wladza neokomunzimu (alter globalizmu) z jednym rządem i państwie o nazwie Świat. Innej drogi nie ma! Kiedy?? Nie wiem, ale przy tym wzroście naturalnym w krajach arabskich i tej chwiejnosci tygla ras- USA oraz wzrostu Chin to pewnie nie dożyjemy. Pozdrawiam
|
|
 | | Bazgrolec Mniejpospolity | > Kiedyś do wojny potrzeba było trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. >Dziś do zmilitaryowanych gospodarek(vide gospodarka USA), ich wzrostu potrzeba wojen, >wojen i jeszcze raz wojen, które napędzają produkcje wysokotechnicznego sprzętu >wojennego.Masz rację, interesy ekonomiczne stoją u podłoża wojen. Jednak dziś żaden przywódca nie odważy się powiedzieć wprost - "zaatakujemy, bo potrzebujemy łupów"(coś w podobie). Od jakiegoś czasy nie ma na to zgody u społeczeństw(może się mylę, niech wypowie się historyk). Od dawna masom podaje się inne przyczyny wojen do uwierzenia. Jeśli tak jest i już nie ma zgody na wojny łupieżce to powinniśmy odrzucić(chwilowo) tę przyczynę wojen(jako paraliżującą wszelkie myślenie o pokoju) a skoncentrować się na przyczynach podawanych do wierzenia. Tam jest bardzo dużo do zrobienia. > To jest taki mały tandemik, przy kończących sie surowcach będzie jeszcze mniej miejsca >na pacyfizm. Pokój jest wspaniały, ale może on zrujnować gospodarkę. Wydatkowanie >tych sum np. na badanie na szczepionke przeciwko AIDS nie da tylu miejsc pracy, co >pocisk, zaś np. Cudo XX wieku-internet, to wymysł wojskowych tak jak GPS.Tak, wiele ważnych wynalazków zawdzięczamy wojskowym, przynoszą one postęp i otwierają nowe horyzonty przed ludzkością. Przynoszą też ruiny i niejeden kraj spychają do tyłu o dziesiątki lat(Jugosławia). W ogólnym bilansie wątpliwa jest korzyść z wojen dla ludzkości(poza zwycięzcami). Piszesz - "pokój... może zrujnować gospodarkę". Może, oczywiście, jeśli będzie głupio wprowadzony. To po to wrzucam ten wątek, by o wszystkim myśleć, ten problem powinien być rozwiązywany w pytaniu - co po tym??? Przecież to, czy gospodarka ulegnie ruinie to nie jest wiedza tajemna zależna od siły wyższej, to zależy od ludzi - nieprawdaż??? > Jedynie starzenie sie społeczeństw świata może doprowadzić do pokoju!> Może też do tego doprowadzić wprowadzenie demokracji liberalnych,Tu chyba przeczysz sam sobie. W ekonomii liberalizm to wolny rynek i konkurencja, sprzeczność interesów nabiera w nim większego znaczenia. > wreszcie powszechna wladza neokomunzimu (alter globalizmu) z jednym rządem i >państwie o nazwie Świat.Już Kant odrzucał tego rodzaju receptę na trwały pokój. Twierdził, że władza światowa musi popaść w chaos i despotyzm. Również Russell wskazywał na grożbę przekształcenia się władzy światowej w dyktaturę. Wojny które są wojnami domowymi, zazwyczaj są najbardziej krwawe. Zaiste - to nie byłby świat bez wojen. > Innej drogi nie ma! Kiedy?? Nie wiem, ale przy tym wzroście naturalnym w krajach >Arabskich i tej chwiejnosci tygla ras- USA oraz wzrostu Chin to pewnie nie do żyjemy.> Pozdrawiam  Oczywiście, że innej drogi nie ma. My ją dopiero wymyślimy!!! Pozdrawiam
|
|
|  | | Jakubowski (103 punktów) | > >Jedynie starzenie sie społeczeństw świata może doprowadzić do pokoju!> >Może też do tego doprowadzić wprowadzenie demokracji liberalnych,> Tu chyba przeczysz sam sobie. W ekonomii liberalizm to wolny rynek i konkurencja, sprzeczność interesów nabiera w nim większego znaczenia.To niestety często mylone pojęcie: demokracja liberalna to nie to samo co ekonomia liberalna ( vide Szwecja). W tym względzie odsyłam np. do Krytyki Politycznej, czy do tekstów Edwina Bendyka. Demokracja liberalna w pewnym nie dojrzałym stopniu jest w Polsce- to jest taki rodzaj demokracji gdzie wszystkie władze się kontrolują i "szachują". Ostatnio doszedł do tego problem kontroli mediów. Ogólnie to taka demokracja w której nie ma kto wypowiedzieć wojny, bo nikt sam nie ma takiej władzy. Oczywiście nie wyklucza to wojen, ale je mocno ogranicza. Gorzej, jeśli wiekszość zdobędzie np. Partia Fundamentalistów Islamskich. No ale cóż. Szukajmy dalej różnych dróg!!  Pozdrawiam
|
|
| |  | | Bazgrolec | > >>Może też do tego doprowadzić wprowadzenie demokracji liberalnych,> Demokracja liberalna w pewnym nie dojrzałym stopniu jest w Polsce- to jest taki rodzaj demokracji gdzie wszystkie władze się kontrolują i "szachują". Ostatnio doszedł do tego problem kontroli mediów. Ogólnie to taka demokracja w której nie ma kto wypowiedzieć wojny, bo nikt sam nie ma takiej władzy. Oczywiście nie wyklucza to wojen, ale je mocno ogranicza. Gorzej, jeśli wiekszość zdobędzie np. Partia Fundamentalistów Islamskich. No ale cóż. Szukajmy dalej różnych dróg!!  > PozdrawiamDobrze, będę szukał  (niezapomniana scena z czterdziestolatka -junior Karwowski w odpowiedzi na automat "Radio Taxi, proszę czekać...." - "dobrze, będę czekał....dobrze, będę czekał..... dobrze, będę.....). Przykład ostatnich wojen i udziału w ich wywołaniu demokracji liberalnych nie nastraja optymistycznie. Sądze, że w ogóle nie należy wiązać ze światem polityki jakichkolwiek nadziei na świat bez wojen. Niezależnie od ustroju polityką międzynarodową rządzą te same mechanizmy od lat. Jak to działa??? Spójrzmy z grubsza... Państwa, prowadząc swoją politykę międzynarodową kierują się w tym pewnym sposobem myślenia zwanym realizmem politycznym(lub polityką siły). Jest to powszechny sposób myślenia i zamiana jego nawet w jakimkolwiek ograniczonym(czasowo lub terytorialnie) zakresie na inny inny jest niemożliwa. Pozornie może wydawać się, że tzw. kraje neutralne wyzwoliły się z tego typu myślenia i zależności. To "wyzwolenie" ma jednak swoje granice. Wobec każdej wojny "cywilizacyjnej" państwa te muszą ugiąć się przed argumentem typu-"my tu za was, za waszą kulturę krew przelewamy, a wy....." Realizm polityczny przyjmuje w swych podstawowych założeniach, że w polityce międzynarodowej liczy się przede wszystkim interes i siła państwa. Podstawowym interesem jest bezpieczeństwo i wzmocnienie państwa, a w anarchicznym systemie międzynarodowym niezbędna jest do tego siła, w tym siła zbrojna. Stosunki międzynarodowe są areną ciągłej walki, w której państwa dążą do przetrwania, zapewnienia sobie bezpieczeństwa, poprawienia swojej pozycji i ekspansji, uciekając się także do przemocy i wojny. Arena międzynarodowa to nieustająca walka o władzę, tj. silną pozycję wobec innych. W systemie anarchicznym każde państwo musi dysponować siłą zbrojną i używać jej zgodnie ze swoim interesem. Sorry za wykład  Wcale nie jestem taki mądry, skorzystałem z Wojciech Modzelewski "Pacyfizm. Wzory i Naśladowcy" Zauważ, że taka teoria racjonalizmu politycznego z miejsca sugeruje sposób na świat bez wojen. Kryje się on w "zniesieniu" anarchicznego systemu międzynarodowego. Jest to idea Państwa Światowego, którą wymieniłeś. Oczywiście powstanie Państwa Światowego w jakiejś dodległej perspektywie jest nieuchronne. Nie powstanie ono, jeśli miałoby się nałożyć na funkcjonujący power politics. Z życia - USA nie przyzna się do porażki w Iraku i nie wyjdzie stamtąd, bo to osłabiłoby Amerykę(koronny argument). Rosja nie wyjdzie z Czeczenii, bo zbuntują się inne narody kaukaskie i to osłabi Rosję. Hiszpanie nie uwolnią Basków, Turcy Kurdów, Chiny Tybetu, Indie i Pakistan wydzierają sobie Kaszmir itd. Każdy osiłek szuka sobie innego osiłka na sojusznika, częstokroć tocząc o niego zaciekłe walki. W realiżmie politycznym każda władza ma obowiązek tak prowadzić politykę. To też tłumaczy fenomen nagłych przemian niektórych "gołąbków pokoju" w jastrząbki(czasem aż jastrzębie). Powstaje pytanie - czego oni wszyscy tak się boją??? Czy sądzą, że inne narody czychają tylko na to, żeby dorwać się do ich skóry, zabrać im majątek, ludzi zapędzić do niewolniczej pracy??? Narody wcale tego nie muszą chcieć, ale w power politics z pewnością tak się stanie, żaden przywódca nie przepuści takiej okazji, by wzmocnić własne państwo kosztem słabiejącego przeciwnika. Dopóki w polityce międzynarodowej będzie stosowana teoria realizmu politycznego, dopóty nie jest możliwy świat bez wojen. Realizm polityczny opiera się na braku zaufania. Warto więc spytać inne narody - czy naprawdę czyhają na nasze ziemie, fabryki, kulturę, religię, żony itp??? Wiem, jaka byłaby odpowiedż. Dlatego też uważam, że idea dogadania się narodów i kultur ponad głowami przywódców jest jedyną realną drogą do pokoju. Jest to droga bardzo trudna, długa i żmudna, ale efekt jej przebycia byłby najtrwalszy. Dziś mamy taką techniczną możliwość rozmowy narodów i kultur. Pozdrawiam
|
|
| Bazgrolec??? |
Podejmę próbę podkopania się z małym ładunkiem optymizmu pod Twą niewiarę. Mam niewielką szansę, ziemia ubita pochodem pokoleń, a i Tyś twardy sceptyk. Tę małą szansę widzę w ..naszym roczniku. Pokolenie początku lat pięćdziesiątych, pamiętające "Nigdy więcej wojny" i gorzki smak nieudanej rewolucji "dzieci kwiatów" nie jest takie twarde, na jakie wygląda. Może i jakieś argumenty mi dopomogą.
>Wymyślono kiedyś jedynego Boga - bo nie było lepszego sposobu na wyeliminowanie niebiańskich wojen.
Sądzisz, że dlatego wymyślono(raczej zaakceptowano z niewątpliwie bogatej palety ciągle powstających nowych religii), że ludzie z żażenowaniem(?) obserwowali bratobójcze walki między bogami??? Bóg "świata ludzkiego" musiał być inny niż władcy przyrody i żywiołów, życie w społeczeństwie przynosiło już wtedy więcej trosk niż natura. Tylko jeden Bóg mógł w tej sytuacji mówić niesprzecznie - jak żyć wśród innych ludzi. Zauważ, że zwiastunem jego nadejścia był Dekalog. Jeden Bóg musiał zwyciężyć na danym terenie, bo tylko jeden mógł ustanowić prawo moralne.
>Niebo stało sie dzięki temu bardziej odlotowe a mniej realistyczne - ale co tam; niemniej do następstw trzeba zaliczyć i wojny religijne na Ziemi.
Istnienie tylko jednego Boga samo z siebie nie jest przyczyną wojen religijnych. Da się wyróżnić przynajmniej dwa rodzaje wojen religijnych w zależności od świadomości wierzących. Jeśli strony nie zdają sobie sprawy z tego, że Bóg jest wszędzie jeden i ten sam, to walka z inną religią jest walką DWÓCH Bogów, jeśli wiedzą, że druga strona też wierzy w tego samego Boga, to walka jest o moralność, tradycję, pamięć o twórcach własnej religii i oczywiście o formy życia społecznego. Czytając wypowiedzi ludzi zmartwionych grożbą zalewu Europy przez islam(i jakiejś formy jego zwycięstwa) zauważyłem brak głosów troski o los kościołów, biskupów, legendy Jezusa itp. Pewno z bólem, nie bez oporu w końcu społeczeństwo zaakceptowałoby zamianę religii. Ostatecznie - jak go zwał, tak go zwał, tyle już bogów lud prosty przeżył, że jeden w tą, czy w tamtą nie robi wielkiej różnicy. Nie do przyjęcia, wg internautów, jest natomiast możliwość narzucenia islamskiego systemu wartości.. Swiadomość takiej grożby doprowadza ludzi do wściekłości. W religiach( i w ideologiach) tkwi coś innego, co pomaga w sięganiu po wojnę. To przekonanie, że posiadło się jedyną prawdę, że zna się tę jedyną dobrą drogę.
>Jak wiesz, jestem sceptyczny co do możliwości świata bez wojen (choć rzecz jasna, byłby mi on bliższy niż świat nam znany) - to nie kwestia ludzkiego charakteru, to kwestia pewnych nienaruszalnych warunków istnienia społeczeństwa.
Otóż to, i tu jest pies.... Mógłbym się głupio spytać - jakie to warunki i jakiego społeczeństwa??? Glupio by było, bo przecież każdy wie, że innego społeczeństwa niż obecne nie mamy. Głupio, bo przecież mamy swą Historię i z niej wyciągamy wiedzę, bo mamy nauki społeczne i robimy sobie sekcje badawcze, bo mamy jeszcze różne społeczeństwa i możemy je sobie porównać. Wiemy więc o społeczeństwie co nieco. Nie spytam się jednak z innego powodu. Uważam to pytanie za zbędne. Jak widzę problem nienaruszalnych warunków istnienia społeczeństwa??? (Tu wykład z dialektyki......prowadzi Chętny...słowa, słowa,....dalej słowa.... dziękuję Państwu za uwagę.). Jak widzisz Chętny zaakcentował istnienie w funkcjonowaniu społeczności elementów o różnym poziomie wpływu na społeczeństwo. Takim przykładowym elementem o olbrzymim znaczeniu jest własność(bez obaw, nic nie zginie). Gdyby własność nie pojawiłaby się to prawdopodobnie nie wyszlibyśmy jeszcze z jaskiń, a gdyby nawet to udałoby się, to społeczeństwo byłoby całkiem inne. Trudno więc przewidzieć owe nienaruszalne warunki istnienia TEGO społeczeństwa. Podobnie jest z istnieniem wojen. Jest to element o olbrzymim wpływie na kształt społeczeństwa. Toteż można powiedzieć, że w świecie z gwarancją nieistnienia wojen społeczeństwo będzie jakościowo inne, nie takie, jakie znamy. Skąd więc może być wiadome, jakie warunki do istnienia będzie potrzebowało takie społeczeństwo??? Może znasz jakieś mistyczne warunki, nie wyprowadzone z obserwacji społeczeństwa "z wojnami właśnie"???
>Można natomiast kroczyć drogą ku większemu bezpieczeństwu - choć i tak będzie to zycie w cieniu potencjalnej wojny: rzecz w tym, aby pozostała potencjalną.
W to akurat ja nie uwierzę, nic na to nie wskazuje.
>To stara rzymska maksyma si vis pacem, para bellum. Doktryna sceptyczna ale rozsądna - jak wszelkie rozsądne, sceptyczne doktryny budzi poczucie niezaspokojenia, stąd tryumf, gdy wojna wybuchnie - patrz choćby Irak. jednak nawet zmuszony do wojny (nie mówiąc o jej sprawcy) winien mieć świadomość, że wczesniej się ową doktryną posługiwał i nie wyszło - z czego się zatem cieszyć, z klęski?
Doktryna sensowna, w przyszłości zrobimy jej pożegnanie. Może nawet będą kwiaty???
>Wina wojny nie jest w niej samej - jest zawsze w wydarzeniach ją poprzedzających: potem już żywioł dyktuje prawa sobie i innym; gdy zaś nie ma perspektywy wojny...
To proste przełożenie zachowania dzisiejszego społeczeństwa na okres bez wojen. Nie może być argumentem przeciw.
>Ot, znane nam forum: wirtualne spory nie przekształcają się w wojny realne. Więc pytania pozostaja bez rozstrzygnięcia, mądrość nie przeważa nad głupotą - i w końcu bujne niegdyś życie w jakimś miejscu sieci zamiera: entropia zwycięża i pozostaje tylko bezładny szum.
Pozostają bez rozstrzygnięcia, bo nie ma potrzeby je rozstrzygać, co jakiś czas mają szansę spotkać się na polu. Co innego byłoby, gdyby nie miały tej szansy.
Pozdrawiam Ciebie i osobiście współczuję. Wyjątkowo upierdliwy ze mnie gość, już wyobrażam sobie Twoją minę przy czytaniu tego postu - "znowu, mało ludzi jest na tym świecie, czemu ja się muszę użerać z tym "zbawicielem"". Trudna rola dla sceptyka i racjonalisty. Jeśli tak jest - to przepraszam. Jeśli nie, to będę się kłócił o każdy przecinek.
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | No, nie było łatwo Cię tu znaleźć...
Obaj znamy pewne forum: gra o friko, bez prawa własności, bez skutecznej hierarchii - i bez wojen, bo jak je realizować w wirtualu, jakie wolno odnawialne a zużywające się w walce zasoby miałyby decydować o wyniku tak jak w wojnach prawdziwych? Próbowaliśmy podkopywać twierdzę przeciwnika, niszczyć jego unikalne przecież dobre samopoczucie - i co? Zostali tam głusi jak pień na głos rozsądku - reszta rozpełzła się po sieci.
Nie Zbyszku - świat bez wojen to imperium, rządzące się policyjnymi metodami. Żyjemy wciąż w wiekach ciemnych - ani nadejście lepszego czasu nie jest pewne, ani chce mi się rozważać jaki mógłby być jego kształ: toż na podobnej zasadzie wizjonerzy stworzyli już niejednego boga, a potem wiesz sam - jakoś trzeba było sie pozbyć jego przeciwników. Wojna to paskudna rzecz, nam obu bezpośrednio nie dana póki co, ale ogromną tego cenę zapłacili starsi od nas - a i my sami płaciliśmy życiem dość wyjałowionym przez zimną wojnę i bycie po wschodniej stronie kurtyny.
Powtórzę myśl, którą juz parę razy w postach przypominałem: umarli z Nagasaki i Hiroszimy strzegli świata przed pokusą użycia nowej (jakże racjonalnej w swej genezie) broni jeszcze raz - ale należy i sie po tylu latach nirwana: zasłużyli. Demony budza się znowu...
Polecam pamięć francuskiego socjalisty Jean Léon Jaurčs'a - mądry facet, miał wizję pokojowej przyszłości świata; zastrzelono go w przededniu I wojny światowej. Potem inny mądry facet, Claude Debussy, porzucił z dnia na dzień rozmigotanie harmonii i napisał wstrząsającą sonatę g-moll na skrzypce i fortepian - mam takie zaraz powojenne nagranie, Wroński i Szpilman... Jest wiara w przyszłość, w ludzkie prawo do życia - potem jednak okazuje się, że hydra tylko zbierała siły: bo to my jesteśmy hydrą - słabszy gatunek, myslę, nie przeżyłby.
Zabić hydrę? Może niedługo starczy nam sił, głowic chyba wystarczy już dzisiaj; obłaskawić ją? Wieki wysiłku przed nami - a może i to nie wystarczy; lub nie wystarczy czasu.
PS. Na forum "Racjonalisty" jest dość przestrzegany obyczaj podpisywania się jednym tylko nickiem - zajrzyj do regulaminu.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
|  | | Zbyszek??? | Outs. >No, nie było łatwo Cię tu znaleźć...
No tak. To niechcący(czyli po prawdzie - bezmyślnie). Dopiero po wysłaniu posta zwróciłem uwagę na brak określenia adresata. Co do nicku nie mogłem się zdecydować. Mój, do którego przywiązałem się wyklucza możliwość logowania się, a Bazgrolec zdał mi się kompatybilny zarówno z treścią "wypracowań" , jak i z miejscem wystawiania ich do publicznego oglądu. Da się coś zrobić z moimi pytajnikami z nicka??? >Obaj znamy pewne forum: gra o friko, bez prawa własności, bez skutecznej hierarchii - i bez wojen, bo jak je realizować w wirtualu, jakie wolno odnawialne a zużywające się w walce zasoby miałyby decydować o wyniku tak jak w wojnach prawdziwych? Próbowaliśmy podkopywać twierdzę przeciwnika, niszczyć jego unikalne przecież dobre samopoczucie - i co? Zostali tam głusi jak pień na głos rozsądku - reszta rozpełzła się po sieci.
Inaczej nieco widzę to forum. Osób, które miały nadzieję na przekonanie innych było niewiele. Sądzę, że przeważającym motywem walk była chęć wzbogacenia własnej argumentacji i utwierdzenie się w przekonaniu o istnieniu ludzi myślących podobnie. Efekt wizyt na forum mógł pojawiać się w realu. W miarę, jak przybywało osób impregnowanych na argumenty ubywało tych dyskutujących. Dzisiaj szaleje tam cenzura, a o jakości decydują ci, co walczą o zniszczenie(wykurzenie z forum) innowierców.
>Nie Zbyszku - świat bez wojen to imperium, rządzące się policyjnymi metodami.
Nadal nie wiem, skąd to wiesz??? Sam piszesz, że nie chce się Tobie myśleć nad kształtem takiego świata(i mnie od razu "ciągnie" na piwo). Nie znasz drogi, nie znasz konstrukcji towarzyszących. nie znasz gwarancji. Daj mi jakikolwiek argumenty: 1) nie odwołujące się do dotychczasowych metod walk społeczeństw o cel(to droga, której nie znasz), 2) nie odwołujące się do wzajemnego sprzężenia wojen z innymi formami społecznej aktywności(konstrukcje towarzyszące, których nie znasz), 3) nie odwołujące się do dotychczasowych sposobów utrzymujących trwanie systemów(gwarancje, których nie znasz).
Daj jeden argument(najlepiej kilka), zobaczymy, co da się zrobić..
>Żyjemy wciąż w wiekach ciemnych - ani nadejście lepszego czasu nie jest pewne, ani chce mi się rozważać jaki mógłby być jego kształ:
Nazwałbym te czasy okresem ciemnym i barbarzyńskim, jest wiele sygnałów świadczących o nadchodzeniu jeszcze ciemniejszych. Jednak kilka ciemnych spraw zostało za nami(jak sądzę). To m.in. brak zgody społeczeństw na w czystej formie wojnę grabieżcą. Ogranicza to zestaw problemów do rozwiązania przy konstruowaniu świata bez wojen. Czas lepszy sam nie nadejdzie, trzeba mu pomóc. Chętnych do pomagania zawsze było w bród, efekt jednak mizerny, tendencja jest niepewna. Może rzecz w metodzie???
>toż na podobnej zasadzie wizjonerzy stworzyli już niejednego boga, a potem wiesz sam - jakoś trzeba było sie pozbyć jego przeciwników.
Na pewno nie na podobnej zasadzie. Zasada konstruowania świata bez wojen jest inna, polega na współtworzeniu. To m.in. z tego powodu poruszamy się po temacie na najwyższym stopniu uogólnienia. I tak musi być, dopóki nie znajdą się chętni popracować. I tak ma być do końca, żadna zasada nie może być niezmienna. Koniec konstruowania może być tylko wtedy, jeśli będzie powszechna zgoda na taki świat. I dopiero wtedy można tę konstrukcję wprowadzić w życie aktem powszechnej woli. Raz i wszędzie. Stworzyć Boga i wprowadzać wiarę w niego to zabrać komuś innego Boga, inną wiarę. A komu My - ludzkość odbierzemy wojnę??? Kto zawoła - to mnie odbieracie wojnę??? >Polecam pamięć francuskiego socjalisty Jean Léon Jaurčs'a - mądry facet, miał wizję pokojowej przyszłości świata; zastrzelono go w przededniu I wojny światowej.
Nie znam tego Francuza, może był "za mądry" i popełnił błąd samodzielności(i tak nie miał wyboru), a że był socjalistą(mógłby być każdym "..istą", to już podejrzane), to nie dziwota, że miał wrogów. A jakich wrogów może mieć autor najbardziej zbiorowy??? Ja polecam innego Francuza - Etienne de la Boe'tie, który w 1553 stworzył swym esejem podstawy do teorii nieposłuszeństwa. Wynika z niej, że każdą władzę można obalić, cofając zgodę na posłuszeństwo. Świat z wojnami trwa, bo się z nim godzimy. Kiedy tę zgodę cofniemy(z pewnymi warunkmi) - przestanie istnieć.
>Potem inny mądry facet, Claude Debussy, porzucił z dnia na dzień rozmigotanie harmonii i napisał wstrząsającą sonatę g-moll na skrzypce i fortepian - mam takie zaraz powojenne nagranie, Wroński i Szpilman... >Jest wiara w przyszłość, w ludzkie prawo do życia - potem jednak okazuje się, że hydra tylko zbierała siły: bo to my jesteśmy hydrą - słabszy gatunek, myslę, nie przeżyłby.
To co??? Jednak problem natury człowieka??? Znasz taką naturę człowieka(jeśli takowe coś istnieje), nie wyprowadzoną z analizy człowieka ukształtowanego w świecie z wojnami(czyli realnie istniejącego)???. Nie znasz, więc nie możesz powiedzieć, że takowa jest zawsze identyczna i niezmienna. >Zabić hydrę? Może niedługo starczy nam sił, głowic chyba wystarczy już dzisiaj; obłaskawić ją? Wieki wysiłku przed nami - a może i to nie wystarczy; lub nie wystarczy czasu.
To praca minimum na pokolenie. Ja mam w głowie tylko zarys, ogólną wizję, ale jak na razie wszystkie spotykane szczegóły znajdują w nim swoje pasujące miejsce. To żródło mego optymizmu. Pozdrawiam i sorki za nick. Nie będzie już Bazgrolca.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|