Racjonalista - Strona głównaDo treści
Szukając czegoś jeszcze.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
08-06-2007 11:44klucznik (351 punktów)Szukając czegoś jeszcze.
Zwracam się do forumowiczów z problemem.
Wszystkie te pytania stanowią prześwity padające na ten sam, jeden problem.

Czy poza apriorycznie dziejącym się nami byciem istnieje jeszcze coś pewnego?
Czy istnieje furtka wyprowadzająca nas poza nihilizm (pomijam tu działanie procesu deaktualizacji związanego z w.w. byciem)?
Czy na płaszczyźnie ontologii nikt nie podważył racjonalnie postulatów egzystencjalistów (jest tylko śmierć, a egzystencja wyprzedza esencję więc radź sobie sam)?
Czy życie może posiadać sens inny od niego samego?
Czy istnieje odpowiedź na pytanie warto żyć bo...?

Jak myślicie?

Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

michiko (596 punktów)
>Jak myślicie?
Może poczytaj Karla Jaspersa.
hyperreal
>Może poczytaj Karla Jaspersa.
Myślę, że Jaspresa znam nieźle, lecz nie wiem o co w szczególe Ci u Niego chodziło?
Czy o prawdę o nas ukazującą się w sytuacjach granicznych?
Czy też o transcendent prześwitujący w szyfrach kultury?
Nawet po dokonaniu tego, albo uzyskany obraz prawdy będzie niezrozumiały, albo sprowadzał się do oszyszczenia naszego obrazu ze wszystkich stworzonych przez nas pseudo-absolutów i pozostawienie na powrót =bycia= golusieńkiego.
W wątku tym zapytuję o to co poza byciem po takim egzystencjalnym oczyszczeniu mogłoby pozostać?

Pozdrawiam
klucznik (351 punktów)
hyperreal=klucznik

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Czy poza apriorycznie dziejącym się nami byciem istnieje
jeszcze coś pewnego?

A niby skąd mamy to wiedzieć na 100%?
Cytat:
Czy istnieje furtka wyprowadzająca nas poza nihilizm
(pomijam tu działanie procesu deaktualizacji związanego z
w.w. byciem)?

Furtka? Nihilizm to chyba jedyny pogląd, który nie jest ogrodzony sam w sobie, to czyste pole. Na Twoim miejscu zastanawiałbym się raczej: jak sforsować mury innych światopoglądów?
Jak przebić się przez twarde skały dogmatów?
Jak pokonać fosy pełne płynnych i zmiennych aksjomatów?
Cytat:
Czy na płaszczyźnie ontologii nikt nie podważył racjonalnie
postulatów egzystencjalistów (jest tylko śmierć, a
egzystencja wyprzedza esencję więc radź sobie sam)?

O. Tu moja wiedza o współczesnej filozofii jest zbyt mała.
Cytat:
Czy życie może posiadać sens inny od niego samego?

Sens jest określeniem całkowicie subiektywnym.
Sensem mojego życia jest służenie Bogu poprzez głoszenie dobrej nowiny o Królestwie Bożym...
Co o takim sensie powiesz?
Jesteś w stanie w miarę obiektywnie ocenić, to co ktoś uważa za swój sens? W jakich kategoriach to oceniać? Prawdy i fałszu?
Chyba, ze chcesz pisać o "obiektywnym" celu...
Cytat:
Czy istnieje odpowiedź na pytanie warto żyć bo...?

Całe mnóstwo... Warto żyć, bo Bóg tak chciał, więc czyniąc to wypełniam Jego wolę.
Może być?

NIE KLIKAĆ
klucznik (351 punktów)
>A niby skąd mamy to wiedzieć na 100%?
Może widzimy to tak często, że przestaliśmy to dostrzegać?
Tak jak bycie jest =to= poręczne?

>Nihilizm to chyba jedyny pogląd, który nie jest ogrodzony sam w sobie, to czyste pole. Na Twoim miejscu zastanawiałbym się raczej: jak sforsować mury innych światopoglądów?
Jak je sforsować? A cóż to za problem? Czyż nie wystarczy poddać ich w niepewność? Poza byciem nie ma nic pewnego. Każdy dogmat ponadto można zanegować i nie będzie możliwości jego samego w sobie obronić. (nieprzełamywalność sceptycyzmu)
Światopoglądem rządzi estetyka. Każdy światopogląd na każdego gust.

>Sens jest określeniem całkowicie subiektywnym.
O. I tu muszę gorąco zaprotestować. Sens jest tym dzięki czemu możliwe jest jakiekolwiek "dostrzerzenie" (odsyłam do Heideggera).
To właśnie sens jest obiektywny.
Tu chyba się nie rozumiemy.

>Sensem mojego życia jest służenie Bogu poprzez głoszenie dobrej nowiny o Królestwie Bożym...
>Co o takim sensie powiesz?
Nie jest to sens tylko cel. Czyż racjonaliście godzi się opowiadać Innym tego czego sam nie jest pewien?

>Jesteś w stanie w miarę obiektywnie ocenić, to co ktoś uważa za swój sens? W jakich kategoriach to oceniać? Prawdy i fałszu?
Każdy człowiek ujmowany jako Dasein posiada takie samo nastrojenie na byty o sensie analogicznym. Dla niego i nich jest to czasowość. Ja zapytuję, czy coś jeszcze?
W jakich kategoriach oceniać sens? Dostrzegalności. To czego nie dostrzegam nie ma sensu dla mnie. Ja nie mam też sensu dla tego czegoś.

>Chyba, ze chcesz pisać o "obiektywnym" celu...
I znowu na opak się rozumiemy Obiektywny cel istnieć może np. w kontekście ewolucyjnym. A cele subiektywne podpiąć można z pomocą A. Smith'a lub J. Nash'a, pod obiektywniejszy cel.
Cel i jego wartość nabiera znaczenia dopiero przy próbie starcia się z nihilizmem.
Można go próbować zespoić hermeneutycznie, lub próbować wykazać, że wyłącznie w dotychczasowej perspektywie nihilizm działa tak destrukcyjnie, lecz synteza o level wyżej ukaże nam sesn i samego nihilizmu. (to narazie pomysły)

>Cytat:
Czy istnieje odpowiedź na pytanie warto żyć bo...?

>Całe mnóstwo... Warto żyć, bo Bóg tak chciał, więc czyniąc to wypełniam Jego wolę.
>Może być?
Sam się chyba domyślasz, że niezbyt. Każde rozwiązanie wykorzystujące Boga napotyka na te same problemy co inne światopoglądy pomyślane w pkcie. 2.

Pozdrawiam
...i szczerze polecam sprawdzenie problematyki sensu u Heideggera
wtedy dyskusja nabierze sensu

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
LEGION. (3161 punktów)
Przepraszam, że dopiero teraz, ale licencjata z mozołem smarowałem, i nijak czasu nie mogłem znaleźć.

Cytat:
Jak je sforsować? A cóż to za problem? Czyż nie wystarczy poddać ich w niepewność?

I to jet problem, bo negując je - niszczymy zamiast dostać się na drugą stronę. Szukamy furtki, nie walca, co przyjdzie i wyrówna.
Cytat:
>Sens jest określeniem całkowicie subiektywnym.
O. I tu muszę gorąco zaprotestować. Sens jest tym dzięki czemu możliwe jest jakiekolwiek "dostrzerzenie" (odsyłam do Heideggera).

Nic z tego. Mam jakiś uraz do filozofów ciemnych . Heidegger jest dla mnie zupełnie niestrawny.
Cytat:
Nie jest to sens tylko cel. Czyż racjonaliście godzi się opowiadać Innym tego czego sam nie jest pewien?

Celem jest zadowolenie boga, nie służba sama w sobie. Czego nie jestem pewien?
Cytat:
Każdy człowiek ujmowany jako Dasein posiada takie samo nastrojenie na byty o sensie analogicznym. Dla niego i nich jest to czasowość. Ja zapytuję, czy coś jeszcze?

Czasowość? Niestety nie rozumiem.
Cytat:
W jakich kategoriach oceniać sens? Dostrzegalności. To czego nie dostrzegam nie ma sensu dla mnie. Ja nie mam też sensu dla tego czegoś.

Zakładając, że dostrzegalność jest warunkiem podstawowym sensu, jakie są inne cechy i warunki samego sensu?
Cytat:
Cel i jego wartość nabiera znaczenia dopiero przy próbie starcia się z nihilizmem(...)lecz synteza o level wyżej ukaże nam sesn i samego nihilizmu.(to narazie pomysły)

I co? Znalazłeś sens nihilizmu?
Cytat:
...i szczerze polecam sprawdzenie problematyki sensu u Heideggera
wtedy dyskusja nabierze sensu

Nic z tego, ale dzięki.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
klucznik (351 punktów)
Dziękuję za zabranie głosu.

>I to jet problem, bo negując je - niszczymy zamiast dostać się na drugą stronę. Szukamy furtki, nie walca, co przyjdzie i wyrówna.

Słusznie. Furtka taka byłaby czymś świetnym, ale człowiek może operować tylko w obrębie bytu, po jednej stronie furtki, a to co za nią wyobrażać sobie tylko jako przeciwieństwo tego co ma po swojej stronie. To przeciwieństwo posiada jednak podstawę taką samą jak to czego jest przeciwieństwem, bo metafizycznie nie jesteśmy w stanie się od własnej podstawy oderwać i poza nią spojrzeć.

>Nic z tego. Mam jakiś uraz do filozofów ciemnych . Heidegger jest dla mnie zupełnie niestrawny.
Szkoda. Ja od razu dostrzegłem to coś w Heideggerze, ale by Go razumieć musiałem budować sobie fundament przez ponad rok. I warto było. Teraz Heidegger okazuje się jasny i z mechanicznego punktu widzenia doskonale sprawny. A Jego ciemność zaprawdę powiadam jest tylko pozorna.

>Każdy człowiek ujmowany jako Dasein posiada takie samo nastrojenie na byty o sensie analogicznym. Dla niego i nich jest to czasowość. Ja zapytuję, czy coś jeszcze?
>Czasowość? Niestety nie rozumiem.
Uwarunkowanie czsowe, poza które wyjść nam nie sposób. Jest też nieprzełamywalne dla nas uwarunkowanie przestrzenne. [zauważ LEGIONIE, że są to czyste formy naoczności Kanta], Heidegger wykazuje prymat czasowości nad przestrzennością w pracy "Kant a problem metafizyki".

>Zakładając, że dostrzegalność jest warunkiem podstawowym sensu, jakie są inne cechy i warunki samego sensu?
To tyle. Wystarczy. Jeśeli sam sens posiada uwarunkowania to są one dla nas niedostrzegalne. Sens spaja w jeden świat wszystkie byty uwarunkowane apriorycznie tak samo, pozwalając im współjawić się sobie. Ot jego cecha i właściwość. Sens kreśli granice naszego świata.

>Cel i jego wartość nabiera znaczenia dopiero przy próbie starcia się z nihilizmem(...)lecz synteza o level wyżej ukaże nam sesn i samego nihilizmu.(to narazie pomysły)
>I co? Znalazłeś sens nihilizmu?
LEGIONIE, czy zauważyłeś, że wykorzystałem mechanizm heglowskiej syntezy absolutu. Ja absolutem nie jestem, a nawet jeżeli jestem to nie mogę o tym wiedzieć w stanie przedsyntetycznym. Dla absolutu sens też ma wszystko (zatem i nihilizm), tyle, że wszstko absolutu jest niepomiernie szersze niż wszystko nas, wszystko czasowościowe. My możemy starać się to obejść hermeneutycznie, lecz podejrzewam w tej metodzie niedostrzerzony jeszcze błąd metafizyczny.

serdecznie pozdrawiam ,tk,

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Czy poza apriorycznie dziejącym się nami byciem istnieje jeszcze coś pewnego?
Tak. To, ze jak skonczy sie czwartek bedzie piatek. I cala fizyka swiata, ktora odkrylismy.
>Czy istnieje furtka wyprowadzająca nas poza nihilizm (pomijam tu działanie procesu deaktualizacji związanego z w.w. byciem)?
Nie jestem i nie bylem nihilista, wiec nie moge na to odpowiedziec. Nihilizm wydaje mi sie pogladem wewnetrznie sprzecznym.
>Czy na płaszczyźnie ontologii nikt nie podważył racjonalnie postulatów egzystencjalistów (jest tylko śmierć, a egzystencja wyprzedza esencję więc radź sobie sam)?
Nie rozumiem pytania. Przeciez zyjesz?
>Czy życie może posiadać sens inny od niego samego?
Nie znam sensu zycia, ale z pewnoscia znam sens mojego zycia.
>Czy istnieje odpowiedź na pytanie warto żyć bo...?
Zycie nie jest wlasnoscia ludzkosci, juz mrowki mialy je miliardy lat temu i calkiem dobrze radzily sobie z nim (i wciaz radza). Uwazasz, ze jestes od nich gorszy?
>Jak myślicie?
Powoli, niescisle, z bledami, ale w zasadzie z pozytkiem dla siebie.
Pozdrawiam
klucznik (351 punktów)
>Tak. To, ze jak skonczy sie czwartek bedzie piatek.
To akurat jest aposterioryczna struktura człowiecza, która tylko dlatego zdaje się mieć zakres uniwersalny. Działa niezawodnie bo to my tak chcemy.

>I cala fizyka swiata, ktora odkrylismy.
Fenomeny. Fenomeny i uogólnienia. Ten z kolei porzadek bierze się z porzadku matematyki.
Co do fizyki nie byłbym taki pewny, dlatego, że jestem człowiekiem. Sprawdź Hume'a.
...i próbuj dalej

> Nihilizm wydaje mi sie pogladem wewnetrznie sprzecznym.
Hermeneutyka z zasady braku zasad zrobi zasadę zasadą nie będącą, acz jak zasada działającą. /w uproszczeniu/
Tą pozorną sprzeczność właśnie tak bym uchylał.

>Przeciez zyjesz?
uff. Dokonałem tu uogólnienia. Miałem nadzieję, że zrozumiałego.
Śmierć /Sein-zum-Tode w szczególe/ ze względu na wskazywanie nie-bycia podważa absolutość aksjologii człowieczej, z konieczności skończonej. Czy taka aksjologia nadal nią pozostanie i będzie działać?

>Nie znam sensu zycia, ale z pewnoscia znam sens mojego zycia.
ergo: znasz powszechny sens życia, a dokładniej bycia każdego bytu.
Ja zapytuję o to czy jest i czy jeżeli jest to, czy można go dostrzec, jakiś sens ponadto.

>Jak myślicie?
>Powoli, niescisle, z bledami, ale w zasadzie z pozytkiem dla siebie.
Zgoda

>Pozdrawiam
Ja też.

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Tak. To, ze jak skonczy sie czwartek bedzie piatek.
>To akurat jest aposterioryczna struktura człowiecza, która tylko dlatego zdaje się mieć zakres uniwersalny. Działa niezawodnie bo to my tak chcemy.
Mozna na to tak patrzec. A mozna zauwazyc, ze nasze aposterioryczne dzialania/struktury nie biora sie znikad, ale z obserwacji rzeczy/nastepstw apriorycznych.
>>I cala fizyka swiata, ktora odkrylismy.
>Fenomeny. Fenomeny i uogólnienia. Ten z kolei porzadek bierze się z porzadku matematyki.
Raczej matematyka bierze sie z porzadku. Przynajmniej ta, ktora znamy. Bo matematyk moze byc tyle ile roznych zestawow zalozen do ich budowania- nieskonczone ilosci.
>Co do fizyki nie byłbym taki pewny, dlatego, że jestem człowiekiem. Sprawdź Hume'a.
>...i próbuj dalej
A zanim przeczytam Huma, to moze jakies skrotowe wyjasnienie?
>> Nihilizm wydaje mi sie pogladem wewnetrznie sprzecznym.
> Hermeneutyka z zasady braku zasad zrobi zasadę zasadą nie będącą, acz jak zasada działającą. /w uproszczeniu/
>Tą pozorną sprzeczność właśnie tak bym uchylał.
Nie rozumiem. Nihilizm nie ma zasad? To co on glosi? Jak moze glosic cokolwiek, skoro nie ma zasad?
>>Przeciez zyjesz?
>uff. Dokonałem tu uogólnienia. Miałem nadzieję, że zrozumiałego.
>Śmierć /Sein-zum-Tode w szczególe/ ze względu na wskazywanie nie-bycia podważa absolutość aksjologii człowieczej, z konieczności skończonej. Czy taka aksjologia nadal nią pozostanie i będzie działać?
Mowisz, ze jezeli wezmiemy jakis fenomem, np mlotek i powiemy- tu ma poczatek, tu ma koniec, to ze wzgledu na to, ze ma koniec podwazasz jego znaczenie jako mlotka i mowisz, ze nic on nie wart. Wszystkie rzeczy, ktore maja koniec sa nic nie warte? Czy tez w jezyku filozoficznych chcesz wyrazic uczucie wywolane koncem, na ktore w jezyku potocznym uzywa sie slowa 'smutne'.
Czytalem egzystencjalistow, ale nie pozbawili mnie radosci zycia.
>>Nie znam sensu zycia, ale z pewnoscia znam sens mojego zycia.
>ergo: znasz powszechny sens życia, a dokładniej bycia każdego bytu.
Nie znam wszystkich bytow, wiec nie moge czegos takiego stwierdzic.
>Ja zapytuję o to czy jest i czy jeżeli jest to, czy można go dostrzec, jakiś sens ponadto.
Chcialem tu cos napisac, ale pomyslalem, ze moze napisze rzecz trywialna, wiec dopytuje sie, gdzie sie zaczyna ponadto. Ktore sensy sa zbyt trywialne, by sie nimi zajmowac.

>>Pozdrawiam
>
"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer

Nie jestem pewien, czy to stwierdzenie odpowiada prawdzie w epoce, gdzie mozna poddac sie neuroprogramowaniu na setki sposobow, a pranie mozgu jest fundowane obywatelom na porzadku dziennym.
klucznik (351 punktów)
Dziękuję za krytyczne podejście do tematu.

> nasze aposterioryczne dzialania/struktury nie biora sie znikad, ale z obserwacji rzeczy/nastepstw apriorycznych.
Nie czujesz tutaj różnicy? Aposterioryczne postrzerzenia człowieka są uwarunkowane czasowo i przestrzennie. Rzeczy same w sobie nie są a priori takie za jakie je postrzerzeniami bierzemy. Dlatego aprioryczna pewność i konieczność ulatnia się w momencie postrzerzenia bytu =jakoś= (zbiór cech) i w =czymś= (czasie i przestrzeni).

>Fenomeny. Fenomeny i uogólnienia. Ten z kolei porzadek bierze się z porzadku matematyki.
>Raczej matematyka bierze sie z porzadku. Przynajmniej ta, ktora znamy. Bo matematyk moze byc tyle ile roznych zestawow zalozen do ich budowania- nieskonczone ilosci.
Doskonałe stwierdzenie. Niezaprzeczalnie tak jest. Ale struktura każdej takiej matematyki opiera się tylko na zmienionym pakiecie aksjomatów. Sama wobec siebie jest niesprzeczna. Ale ta niesprzeczność nie bierze się z porządku świata tylko z porządku matematyki.
Ja to rozumiem tak.

>A zanim przeczytam Huma, to moze jakies skrotowe wyjasnienie?
Ok. Nie będę przytaczał dowodu (a jest on naprawdę palce lizać ). Hume wykazał bezzasadność ciągów przyczynowo-skutkowych. Czyli nie możesz mieć pewności, że rzucając kulkę o ziemię ta na nią spadnie. Zrozum teraz mój sceptycyzm wobec fizyki.

>Nie rozumiem. Nihilizm nie ma zasad? To co on glosi? Jak moze glosic cokolwiek, skoro nie ma zasad?
"Zasadą" nihilizmu jest skrajny sceptycyzm i bezzasadność wszelkich zasad. Dlatego dla wewnętrznej niesprzeczności, musząc podlegać samemu sobie uchyla zasadę leżącą u swych podstaw, lecz musi to zrobić tak by jej znaczenie pozostało i działało.
Mieć ciastko i zjeść ciastko.
Teraz jestem jaśniejszy?

>Wszystkie rzeczy, ktore maja koniec sa nic nie warte?
Brawo. Trafiłeś w sedno! Nie są niewarte nic. Nie są też warte wszystko. Problem leży w tym, że pewność musi je ugruntowywać absolutnie. My tej pewności nie osiągamy.
Żyjemy tak jakbyśmy mieli żyć wiecznie. Głupie? Irracjonalne? Ale moje dotychczasowe obserwacje świadczą, że ludzie idą przez życie z takim zamysłem, że gdy oni iść przestaną ich ślady nadal będą trwały. Odzwierciedla się to w aksjologii nastawionej na byt (traktowany podświadomie jako trwalszy i długowieczniejszy).

>Czy tez w jezyku filozoficznych chcesz wyrazic uczucie wywolane koncem, na ktore w jezyku potocznym uzywa sie slowa 'smutne'.
Autentyczna akceptacja tego uczucia to jedyny sposób by patrzeć na człowieka i widzieć człowieka (takim jakim jest; w jego skończonej kondycji).

>Czytalem egzystencjalistow, ale nie pozbawili mnie radosci zycia.
Mnie też nie

>Nie znam wszystkich bytow, wiec nie moge czegos takiego stwierdzic.
Nie musisz ich znać. To co Ciebie i je łączy jest to, że jesteście bytami. Sensem KAŻDEGO bytu jest czasowość. Twój i ich sens umożliwia wam wzajemne dostrzeganie się. Znając siebie znasz cały świat u jego podstaw, różnorodność, kształty i kolory to tylko subiektywne detale. /taki jest chyba zamysł twierdzenia, że człowiek jest zwierciadłem wszechświata/

>Chcialem tu cos napisac, ale pomyslalem, ze moze napisze rzecz trywialna, wiec dopytuje sie, gdzie sie zaczyna ponadto. Ktore sensy sa zbyt trywialne, by sie nimi zajmowac.
Mając jeden sens bytu. Czsowość. Zadaję pytanie czy można sięgnąć głębiej i nadal dostrzegać.
I czy można sięgnąć ponad i pozostać całkowicie powszechnym w zakreślanym jak najszerzej horyzoncie świata całego.

>"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
>Nie jestem pewien, czy to stwierdzenie odpowiada prawdzie w epoce, gdzie mozna poddac sie neuroprogramowaniu na setki sposobow, a pranie mozgu jest fundowane obywatelom na porzadku dziennym.
Zawsze możemy robić to co nam do głowy przyjdzie i tylko to (jeżeli zaprogramujemy jakąś blokadę to nie mogąc dotrzeć do tego co poza nią wypada z zakresu pomyślalnych działań to co za nią).
Ważniejsze jest to, że nie da się niektórych blokad pokonać.
>nie może jednak chcieć tak, jakby chciał
Czyli całkowita nadpomyślalna wolność jest poza naszym zasięgiem, stąd rzuca nam się w oczy skończoność nasza i po to ta stopka.

Gorąco dziękuję za poświęcony czas i myśli.
Szczerze pozdrawiam

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
spray (5875 punktów)
>Ok. Nie będę przytaczał dowodu (a jest on naprawdę palce lizać ). Hume wykazał bezzasadność ciągów przyczynowo-skutkowych. Czyli nie możesz mieć pewności, że rzucając kulkę o ziemię ta na nią spadnie. Zrozum teraz mój sceptycyzm wobec fizyki.
O! To! To!
Hume jednak nie znał mechaniki kwantowej, a szkoda! Dowód byłby o wiele lepszy
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Dlatego aprioryczna pewność i konieczność ulatnia się w momencie postrzerzenia bytu =jakoś= (zbiór cech) i w =czymś= (czasie i przestrzeni).
Jesli dla nas istnieja tylko byty aposterioryczne i zakladasz, ze nie wynika z nich zadna wiedza na temat rzeczy apriorycznych to podcinasz galaz, na ktorej siedzisz. Jedynym wnioskiem w tym przypadku jest stwierdzenie, ze nic na temat swiata nie potrafisz powiedziec. Zatem sama teza, ze istnieja rzeczy aprioryczne zalamuje sie i koniec koncow ladujesz u solipsystow, co w zasadzie mowi, ze na gruncie filozofii jestes bezuzyteczny.
>>Fenomeny. Fenomeny i uogólnienia. Ten z kolei porzadek bierze się z porzadku matematyki.
>>Raczej matematyka bierze sie z porzadku. Przynajmniej ta, ktora znamy. Bo matematyk moze byc tyle ile roznych zestawow zalozen do ich budowania- nieskonczone ilosci.
>Sama wobec siebie jest niesprzeczna. Ale ta niesprzeczność nie bierze się z porządku świata tylko z porządku matematyki.
Jesli jest niesprzeczna i odzwierciedla rzeczywistosc, to znaczy, ze przynajmniej czesciowo jest dla tej rzeczywistosci zestawem zasad.
>>A zanim przeczytam Huma, to moze jakies skrotowe wyjasnienie?
>Ok. Nie będę przytaczał dowodu (a jest on naprawdę palce lizać ). Hume wykazał bezzasadność ciągów przyczynowo-skutkowych. Czyli nie możesz mieć pewności, że rzucając kulkę o ziemię ta na nią spadnie. Zrozum teraz mój sceptycyzm wobec fizyki.
Nie czytalem dowodu Huma- przeczytalem to, co bylo w Wikipedii (skrocona wersja rozumowania tego dowodu, jak mysle). Zdaje sie jednak, by 'oszukiwanie zmyslow' mialo miejsce trzeba by stworzyc skomplikowany swiat rownolegly (z powodu swojej dla nas niewidzialnosci) do obserwowanego przez nas. Co wiecej, wydaje sie, ze musialby byc bardziej skomplikowany od rzeczywistosci, ktora postrzegamy. Mimo teoretycznej mozliwosci istnienia takiego tworu pojawiaja sie watpliwosci zwiazane z brzytwa Okhama oraz niemozliwoscia wytlumaczenia dlaczego taki byt mialby istniec.
>>Nie rozumiem. Nihilizm nie ma zasad? To co on glosi? Jak moze glosic cokolwiek, skoro nie ma zasad?
>"Zasadą" nihilizmu jest skrajny sceptycyzm i bezzasadność wszelkich zasad. Dlatego dla wewnętrznej niesprzeczności, musząc podlegać samemu sobie uchyla zasadę leżącą u swych podstaw, lecz musi to zrobić tak by jej znaczenie pozostało i działało.
Wydaje sie, ze rzecz lezy w ukrytych zalozeniach. Zeby powiedziec, ze cos nie ma zasad trzeba wpierw ustalic sobie, co znaczy z definicji zasada, a pozniej dodatkowo pokazac powod dlaczego zadne zasady do tej rzeczy sie nie stosuja. Ja nie widze tego powodu, ani o nim nie slyszalem. Jesli powiesz, ze nie ma powodu, to jedynym zrodlem skad moglbys dochodzic do takich wnioskow jest doswiadczenie. Ale wtedy zdaje sie juz jestesmy przy empiryzmie?

>Problem leży w tym, że pewność musi je ugruntowywać absolutnie. My tej pewności nie osiągamy.
Gruntowanie absolutne, co wlasciwie znaczy? Wszechwiedze?
> Żyjemy tak jakbyśmy mieli żyć wiecznie. Głupie? Irracjonalne? Ale moje dotychczasowe obserwacje świadczą, że ludzie idą przez życie z takim zamysłem, że gdy oni iść przestaną ich ślady nadal będą trwały. Odzwierciedla się to w aksjologii nastawionej na byt (traktowany podświadomie jako trwalszy i długowieczniejszy).
Zdaje sie, ze nie jestem w stanie w tym miejscu polemizowac, poniewaz moje poglady sa nieco inne niz tych 'ludzi'. Osobiscie uwazam, ze gdyby opisac mnie sprzed dziesieciu lat i mnie teraz mielibysmy obrazy dwu odmiennych ludzi, choc pod wzgledem DNA jednakowych. Byc moze dlatego smierc nie wydaje mi sie niczym szczegolnym.
>>Czy tez w jezyku filozoficznych chcesz wyrazic uczucie wywolane koncem, na ktore w jezyku potocznym uzywa sie slowa 'smutne'.
>Autentyczna akceptacja tego uczucia to jedyny sposób by patrzeć na człowieka i widzieć człowieka (takim jakim jest; w jego skończonej kondycji).
Ludzie umieraja w kazdej sekundzie. Bola nas tylko smierci ludzi z nami zwiazanych.

>>Nie znam wszystkich bytow, wiec nie moge czegos takiego stwierdzic.
>Nie musisz ich znać. To co Ciebie i je łączy jest to, że jesteście bytami.
Ale nie jestesmy tym samym bytem. Kamien nie jest mna, a ja nie jestem kamieniem.
> Sensem KAŻDEGO bytu jest czasowość. Twój i ich sens umożliwia wam wzajemne dostrzeganie się. Znając siebie znasz cały świat u jego podstaw, różnorodność, kształty i kolory to tylko subiektywne detale. /taki jest chyba zamysł twierdzenia, że człowiek jest zwierciadłem wszechświata/
Czasowosc nie jest przypadkiem rownie aposterioryczna jak te inne detale? Nie jest rownie subiektywna jak one? Albo rownie obiektywna jak one?
>>Chcialem tu cos napisac, ale pomyslalem, ze moze napisze rzecz trywialna, wiec dopytuje sie, gdzie sie zaczyna ponadto. Ktore sensy sa zbyt trywialne, by sie nimi zajmowac.
>Mając jeden sens bytu. Czasowość. Zadaję pytanie czy można sięgnąć głębiej i nadal dostrzegać.
W momencie, gdy ograniczyles sie tylko do perspektywy- rodzi sie, zyje, umiera, nie mozesz z definicji wyjsc za nia. Jesli wybralbys cos innego, na przyklad zmiane kolorow jakiejs rzeczy, to bys otrzymal wyniki odpowiadajace tym zmianom. Wcale nie otrzymasz wtedy powodu dlaczego one sie zmieniaja, najwyzej regularnosci tych zmian.
>I czy można sięgnąć ponad i pozostać całkowicie powszechnym w zakreślanym jak najszerzej horyzoncie świata całego.
Siegniecie ponad czasowosc jest rownoznaczne z dolaczeniem kolejnego czynnika do obserwacji. Jak juz uwzglednilbys wszystkie czynniki istniejace w tym wszechswiecie pewnie moglbys dojsc do absolutnych dla tego wszechswiata wnioskow.

Pozdrawiam
klucznik (351 punktów)
>Dlatego aprioryczna pewność i konieczność ulatnia się w momencie postrzerzenia bytu =jakoś= (zbiór cech) i w =czymś= (czasie i przestrzeni).
>Jesli dla nas istnieja tylko byty aposterioryczne i zakladasz, ze nie wynika z nich zadna wiedza na temat rzeczy apriorycznych to podcinasz galaz, na ktorej siedzisz. Jedynym wnioskiem w tym przypadku jest stwierdzenie, ze nic na temat swiata nie potrafisz powiedziec.
Ależ potrafię i mówię. Tylko rozróżnijmy pewność, której człowiek nie jest w stanie osiągnąć od możności mówienia o świecie.
Mówiąc o świecie tylko mówię i nie pretenduję tym mówieniem do pewności, bo nie mogę powiedzieć nic pewnego.

>Sama wobec siebie jest niesprzeczna. Ale ta niesprzeczność nie bierze się z porządku świata tylko z porządku matematyki.
>Jesli jest niesprzeczna i odzwierciedla rzeczywistosc, to znaczy, ze przynajmniej czesciowo jest dla tej rzeczywistosci zestawem zasad.
Nie widzę związku. Świat sobie i matematyka sobie. Każde wobec siebie jest prawdziwe, ale to nie znaczy, że jest takie względem drugiego.

>Nie czytalem dowodu Huma- przeczytalem to, co bylo w Wikipedii (skrocona wersja rozumowania tego dowodu, jak mysle). Zdaje sie jednak, by 'oszukiwanie zmyslow' mialo miejsce trzeba by stworzyc skomplikowany swiat rownolegly (z powodu swojej dla nas niewidzialnosci) do obserwowanego przez nas. Co wiecej, wydaje sie, ze musialby byc bardziej skomplikowany od rzeczywistosci, ktora postrzegamy. Mimo teoretycznej mozliwosci istnienia takiego tworu pojawiaja sie watpliwosci zwiazane z brzytwa Okhama oraz niemozliwoscia wytlumaczenia dlaczego taki byt mialby istniec.
Ok. Twój pomysł (świat równoległy itd.) wystrugał już Kant. Tylko szkoda, że nie zrozumiałeś, że nie jest taki świat potrzebny. W wikipedii tego nie piszą, a szkoda. Sięgnij do źródeł.

>Wydaje sie, ze rzecz lezy w ukrytych zalozeniach. Zeby powiedziec, ze cos nie ma zasad trzeba wpierw ustalic sobie, co znaczy z definicji zasada, a pozniej dodatkowo pokazac powod dlaczego zadne zasady do tej rzeczy sie nie stosuja.
Powodem jest zasada i zasada ta ma się stosować lecz nie ma być obecna.
Wszystko to rozgrywa się na poziomie metafizycznym, a wycieczki w empiryzm nie są tu potrzebne (bo na jego gruncie wszystko przestaje być pewne).

>Gruntowanie absolutne, co wlasciwie znaczy? Wszechwiedze?
Tak. A w zasadzie wiedzę tak szeroka jaką można byłoby zdobyć przez wieczność.

> Żyjemy tak jakbyśmy mieli żyć wiecznie
>Zdaje sie, ze nie jestem w stanie w tym miejscu polemizowac, poniewaz moje poglady sa nieco inne niz tych 'ludzi'.
To wszystko kwestia przyjętego i realizowanego modus bycia (odsyłam do Fromma).
A modus takie posiada korzenie metafizyczne.

>Ludzie umieraja w kazdej sekundzie. Bola nas tylko smierci ludzi z nami zwiazanych.
To też kwestia przyjętego modus. Dlaczego np. cały kk rozpaczał po śmierci JPII, skoro uważał go za świętego i podłóg własnej doktryny winien się cieszyć z ogromu jego szczęścia wiecznego. Bo traktowano papieża jak rzecz, którą się posiada i można stracić. To samo tyczy się bliskich.

>Nie musisz ich znać. To co Ciebie i je łączy jest to, że jesteście bytami.
>Ale nie jestesmy tym samym bytem. Kamien nie jest mna, a ja nie jestem kamieniem.
Cechą bytu jest to, że =jest=. Bycie bytu jest tu najważniejsze. Ciecie to bycie dotyczy i innych bytów to bycie dotyczy, bo jesteście bytami. Nie musisz ich więc znać w szczególe bo i tak na płaszczyźćnie bycia jesteście zjednoczeni i wzajem wobec siebie nastrojeni.

>Czasowosc nie jest przypadkiem rownie aposterioryczna jak te inne detale? Nie jest rownie subiektywna jak one? Albo rownie obiektywna jak one?
NIE. Czasowość leży u ich podstaw. Stanowi warunek konieczny do zjawienia się ich. Bez czasowości nie byłoby bytu więc niemiałoby co posiadać jakiekolwiek inne detale.
Dlatego nie można czasowości stawiać w jednym rzędzie z innymi "cechami".
Ona nie jest cechą. Jest warunkiem.

>W momencie, gdy ograniczyles sie tylko do perspektywy- rodzi sie, zyje, umiera, nie mozesz z definicji wyjsc za nia. Jesli wybralbys cos innego, na przyklad zmiane kolorow jakiejs rzeczy, to bys otrzymal wyniki odpowiadajace tym zmianom. Wcale nie otrzymasz wtedy powodu dlaczego one sie zmieniaja, najwyzej regularnosci tych zmian.
Dlatego nie zajmuję się detalami empirycznymi tylko warunkami metafizycznymi.
Powodem takiego kształtu empirycznego są warunki metafizyczne.

>Siegniecie ponad czasowosc jest rownoznaczne z dolaczeniem kolejnego czynnika do obserwacji. Jak juz uwzglednilbys wszystkie czynniki istniejace w tym wszechswiecie pewnie moglbys dojsc do absolutnych dla tego wszechswiata wnioskow.
Czynniki można przypisać bądź to właściwości czasu bądź to subiektywnej recepcji przestrzeni.
Mamy czas i przestrzeń. Ja szukam warunku trzeciego.

Pozdrawiam

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Jesli dla nas istnieja tylko byty aposterioryczne i zakladasz, ze nie wynika z nich zadna wiedza na temat rzeczy apriorycznych to podcinasz galaz, na ktorej siedzisz. Jedynym wnioskiem w tym przypadku jest stwierdzenie, ze nic na temat swiata nie potrafisz powiedziec.
>Ależ potrafię i mówię. Tylko rozróżnijmy pewność, której człowiek nie jest w stanie osiągnąć od możności mówienia o świecie.
>Mówiąc o świecie tylko mówię i nie pretenduję tym mówieniem do pewności, bo nie mogę powiedzieć nic pewnego.
W sensie nic o zadnym bycie apriorycznym nie mozesz powiedziec, jesli masz trzymac sie swoich zalozen, ani nawet, ze taki byt istnieje.
>>Sama wobec siebie jest niesprzeczna. Ale ta niesprzeczność nie bierze się z porządku świata tylko z porządku matematyki.
>>Jesli jest niesprzeczna i odzwierciedla rzeczywistosc, to znaczy, ze przynajmniej czesciowo jest dla tej rzeczywistosci zestawem zasad.
>Nie widzę związku. Świat sobie i matematyka sobie. Każde wobec siebie jest prawdziwe, ale to nie znaczy, że jest takie względem drugiego.
Ale zbudowales matematyke z obserwacji swiata. Dopoki nie podwazysz jej korelacji z rzeczywistoscia musisz uznac nia za zbior zasad takze dla swiata obowiazujacy.

>Ok. Twój pomysł (świat równoległy itd.) wystrugał już Kant. Tylko szkoda, że nie zrozumiałeś, że nie jest taki świat potrzebny. W wikipedii tego nie piszą, a szkoda. Sięgnij do źródeł.
Idea, o ktorej pisalem, to pytanie jak czesto jestesmy oszukiwani, kto i dlaczego mialby to robic (i w jaki sposob). Odpowiadajac na to okazuje sie, ze dochodzimy do tworu o zbyt niklej, jak dla mnie, uzytecznosci, by sie nim zajmowac.
>>Wydaje sie, ze rzecz lezy w ukrytych zalozeniach. Zeby powiedziec, ze cos nie ma zasad trzeba wpierw ustalic sobie, co znaczy z definicji zasada, a pozniej dodatkowo pokazac powod dlaczego zadne zasady do tej rzeczy sie nie stosuja.
> Powodem jest zasada i zasada ta ma się stosować lecz nie ma być obecna.
Przykro mi, odbieram powyzsze jako wewnetrznie sprzeczne. Nie mowiac, ze nie rozumiem, jak zasada moze byc powodem jej samej.
>Wszystko to rozgrywa się na poziomie metafizycznym, a wycieczki w empiryzm nie są tu potrzebne (bo na jego gruncie wszystko przestaje być pewne).
Wiec pytam, jak ustalono, ze nie ma zasad? Jaki jest powod tego, ze nie ma zasad? Czy to dogmat tylko taki? Co sklonilo kogos do stwierdzenia braku zasad?
>>Gruntowanie absolutne, co wlasciwie znaczy? Wszechwiedze?
>Tak. A w zasadzie wiedzę tak szeroka jaką można byłoby zdobyć przez wieczność.
Nie posiadam takiej.

>>Nie musisz ich znać. To co Ciebie i je łączy jest to, że jesteście bytami.
>>Ale nie jestesmy tym samym bytem. Kamien nie jest mna, a ja nie jestem kamieniem.
> Cechą bytu jest to, że =jest=. Bycie bytu jest tu najważniejsze. Ciecie to bycie dotyczy i innych bytów to bycie dotyczy, bo jesteście bytami. Nie musisz ich więc znać w szczególe bo i tak na płaszczyźćnie bycia jesteście zjednoczeni i wzajem wobec siebie nastrojeni.
Jak jednak mozesz szukac sensu odcinajac sie od istniejacej roznorodnosci. Sens bycia kamienia i moj bedzie taki sam?
>>Czasowosc nie jest przypadkiem rownie aposterioryczna jak te inne detale?
>NIE. Czasowość leży u ich podstaw. Stanowi warunek konieczny do zjawienia się ich.
To mnie zadziwiles. Rozumiem, ze z doswiadczenia ustalamy, ze czasowosc jest wazna. Ale z punktu widzenia filozoficznego wydaje sie tak samo aposterioryczna, jak na przyklad ksztalt, kolor, wielkosc rzeczy. Tym bardziej, ze odbieramy nia na tym samym poziomie, czyli aposteriorycznie jak wszystko inne. Nie ma powodu, by twierdzic, ze jest aprioryczna, albo inaczej, powody sa takie same jak przy stwierdzaniu, ze inne cechy sa apriryczne.
> Bez czasowości nie byłoby bytu więc niemiałoby co posiadać jakiekolwiek inne detale.
Bylby byt, tylko inny niz go teraz postrzegamy. Tak jak bez ksztaltu nie byloby bytu takiego, jak znamy go teraz.
>Dlatego nie można czasowości stawiać w jednym rzędzie z innymi "cechami".
Ja wlasnie postawilem.
>Ona nie jest cechą. Jest warunkiem.
Jest mnostwo cech, by byt istnial- bo byt zawsze musi byc jakis.
>>W momencie, gdy ograniczyles sie tylko do perspektywy- rodzi sie, zyje, umiera, nie mozesz z definicji wyjsc za nia. Jesli wybralbys cos innego, na przyklad zmiane kolorow jakiejs rzeczy, to bys otrzymal wyniki odpowiadajace tym zmianom. Wcale nie otrzymasz wtedy powodu dlaczego one sie zmieniaja, najwyzej regularnosci tych zmian.
>Dlatego nie zajmuję się detalami empirycznymi tylko warunkami metafizycznymi.
>Powodem takiego kształtu empirycznego są warunki metafizyczne.
Jednak unikasz odpowiedzi na pytanie- jesli ograniczysz sie tylko do perspektywy trwania w czasie nie mozesz poza nia wyjsc, prawda?
>>Siegniecie ponad czasowosc jest rownoznaczne z dolaczeniem kolejnego czynnika do obserwacji. Jak juz uwzglednilbys wszystkie czynniki istniejace w tym wszechswiecie pewnie moglbys dojsc do absolutnych dla tego wszechswiata wnioskow.
>Czynniki można przypisać bądź to właściwości czasu bądź to subiektywnej recepcji przestrzeni.
Czy postrzeganie czasu i przestrzeni tez nie jest subiektywne? Czy oszust Huma nie oszukuje Cie rowniez tutaj? Dlaczego nie mialby tego robic?
> Mamy czas i przestrzeń. Ja szukam warunku trzeciego.
Zlozonosc swiata jest przeogromna. Potrafisz wyprowadzic nia tylko z czasu i przestrzeni?
Pozdrawiam
klucznik (351 punktów)
>>Mówiąc o świecie tylko mówię i nie pretenduję tym mówieniem do pewności, bo nie mogę powiedzieć nic pewnego.
>W sensie nic o zadnym bycie apriorycznym nie mozesz powiedziec, jesli masz trzymac sie swoich zalozen, ani nawet, ze taki byt istnieje.
Tak. I pisałem już kiedyś, że racjonalista w życiu codziennym powinien mieć świadomość tego braku pewności (nawet jeśli świadomość ta zrodziła się wyłącznie jako psikus "oszukiwacza").

>>Nie widzę związku. Świat sobie i matematyka sobie. Każde wobec siebie jest prawdziwe, ale to nie znaczy, że jest takie względem drugiego.
>Ale zbudowales matematyke z obserwacji swiata.
NIE. Matematyka jest dziedziną tak samo abstrakcyjną jak filozofia. Operuje pojęciami abstrakcyjnymi np. prosta, punkt; na nich opiera aksjomaty. Widziałeś gdzieś w świecie takie byty idealne? Czasami /zgoda/ matematyka odkrywa prawidłowości świata, nn. ciąg Fibonacciego, geometria Łobaczewskiego (pomocna przy opisach czarnych dziur). Poza tym współczesna matematyka zajmuje się problemami tak odległymi od rzeczywistości i nadzwyczaj złożonymi, że żadne istniejące koło nie posiada tak dokładnego obwodu by móc wyprowadzić zeń tak wielgachne rozwinięcia dziesiętne liczby "pi".

>Dopoki nie podwazysz jej korelacji z rzeczywistoscia musisz uznac nia za zbior zasad takze dla swiata obowiazujacy.
Sam przeież pisałeś, że pakietów aksjomatów prowadzących do różnistych matematyk może być wiele. Ja twierdze, że matematyka dla własnego dobra musi być abstrakcyjna dzięki czemu to ona opisuje rzeczywistość, a nie rzeczywistość wynika zeń.
Ale nie opierając aksjomatów na rzeczywistości, bo nie znajdziemy tam koniecznych bytów abstrakcyjnych, wszelkie zgodności z rzeczywistością będą jedynie przypadkiem.

>Idea, o ktorej pisalem, to pytanie jak czesto jestesmy oszukiwani, kto i dlaczego mialby to robic (i w jaki sposob). Odpowiadajac na to okazuje sie, ze dochodzimy do tworu o zbyt niklej, jak dla mnie, uzytecznosci, by sie nim zajmowac.
Pozwól, że zatrzymamy się jeszcze przy nim chwilkę. Jeżeli załozymy istnienie takiego oszukiwacza (złudzenie jego braku może być także jego sprawką), to musimy do każdego dowodu prawdziwości wkalkulowywać istnienie tego dowodu podwarzyciela. O ile na płaszczyźnie empirii istnienie takiego zwodziciela mogłoby być uzasadnione. To w momencie, gdy miałby on podsuwać nam nasze myśli, jego obecność zaczyna być problematyczna. Kartezjusz chciał twierdząc " myślę więc jestem ", wyrzucić moc zwodziciela poza własny rozum. Nie udowodnił jednak nieistnienia takiego zwodziciela.
Jak widzisz problem ten to nie fraszka-igraszka i trzeba go wkalkulowywać.

>Przykro mi, odbieram powyzsze jako wewnetrznie sprzeczne. Nie mowiac, ze nie rozumiem, jak zasada moze byc powodem jej samej.
Cały problem w tym, żeby tą sprzeczność ominąć. A nie jest to trudne.

>Wiec pytam, jak ustalono, ze nie ma zasad? Jaki jest powod tego, ze nie ma zasad? Czy to dogmat tylko taki? Co sklonilo kogos do stwierdzenia braku zasad?
Hmm. Nazwijmy to dogmatem (nie przywiązjumy się do tego słowa). Ale dogmatem nietypowym, bo mówiącym i orzekającym o samym sobie, ba o swoim nieistnieniu. Sztuka leży w tym by udowodnić możliwość istnienia takiej konstrukcji.

>wiedzę tak szeroka jaką można byłoby zdobyć przez wieczność.
>Nie posiadam takiej.
Ani ja, ani żaden człowiek, co mówi nam o człowieka kondycji i niemożności dokonania pewnych "dowodów" na pewno.

>Jak jednak mozesz szukac sensu odcinajac sie od istniejacej roznorodnosci. Sens bycia kamienia i moj bedzie taki sam?
TAK. Bo zarówno Ciebie, jego i mnie charakteryzuje bycie. A sensem bycia jest tego bycia dzianie się w czasie. Bez tego nie byłoby bycia. Bycie jest warunkiem (fenomemem absolutnym w języku fenomenologii). Różnorodność pojawić się może wyłącznie na czymś co już jest. Dlatego przyznają prymat byciu. Mogę sobie wyobrazić coś co nie jest żółte, coś co nie jest kulą lub walcem, coś co nie wydaje odgłosu młotka, ale nie mogę sobie wyobrazić czegoś czego nie ma.

>Czasowość (...) Stanowi warunek konieczny do zjawienia się ich.
>To mnie zadziwiles. Rozumiem, ze z doswiadczenia ustalamy, ze czasowosc jest wazna. Ale z punktu widzenia filozoficznego wydaje sie tak samo aposterioryczna, jak na przyklad ksztalt, kolor, wielkosc rzeczy. Tym bardziej, ze odbieramy nia na tym samym poziomie, czyli aposteriorycznie jak wszystko inne. Nie ma powodu, by twierdzic, ze jest aprioryczna, albo inaczej, powody sa takie same jak przy stwierdzaniu, ze inne cechy sa apriryczne.
Może jest empirycznie aposterioryczna, ale w metafizyce jest podstawą. Po resztę odsyłam do Heideggera i do tekstu pogrubionego wyżej.

>Bylby byt, tylko inny niz go teraz postrzegamy. Tak jak bez ksztaltu nie byloby bytu takiego, jak znamy go teraz.
Ok. Ale jesteś tu i teraz. Więcej. Jesteś człowiekiem i możliwym dla Ciebie układem jest układ czaso-przestrzenny. Nie możesz nawet pomyśleć takiego "bytu", nie mogąc go pomyśleć nie możesz go wysłowić, a "granice mego języka wyznaczają granice mego świata".
Owszem. On może "być" ale znajduje się poza dostępną człowiekowi granicą i nigdy człowiek takim jakim jest go nie dostąpi. Dla człowieka on nie istnieje.

>Dlatego nie można czasowości stawiać w jednym rzędzie z innymi "cechami".
>Ja wlasnie postawilem.
To musisz sobie umieć wyobrazić "byt", którego czasowość nie dotyczy.
Staraj się. Ale i tak dojdziesz do wniosku, że nie jesteś zdolny pomyśleć czegoś poza czasem i przestrzenią. Stąd wnosimy nie to, że jest to właściwość absolutnie aprioryczna. Ale jest taką dla nas.

>Ona nie jest cechą. Jest warunkiem.
>Jest mnostwo cech, by byt istnial- bo byt zawsze musi byc jakis.
O! Czyżbyśmy znaleźli trójeczkę? Forma i treść. Problemy Arystotelejskie. Hmm.

>jesli ograniczysz sie tylko do perspektywy trwania w czasie nie mozesz poza nia wyjsc, prawda?
Nie myl możliwości pomyślenia tego co nastąpi po mojej śmierci (bo nadal będzie to czasowo uwarunkowane.

Pozdrawiam

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Wpierw o bycie- pytanie jest tego rodzaju, ile cech mozna przypisac bytowi, by otrzymac byt najprostszy, istniejacy realnie. Umieszczamy go w czasoprzestrzeni, ale zdaje sie, ze to jeszcze za malo, bo nie wiadomo, co w tej czasoprzestrzeni umiescilismy.
Co do oszusta Huma myslalem nad nim i wydaje mi sie on idea o tyle chybiona, ze nie potrafisz odpowiedziec czy i kiedy jestes oszukiwany. Wszystkie zatem informacje musisz traktowac tak samo prawdziwie, inaczej popadlbys w paranoje. Inna sprawa jest sprawdzanie, czy nasze pomysly na rozumienie zjawisk, ktore postrzegamy sa dobre czy nie. Tu na pewno wiemy o naszej niedoskonalosci i musimy sprawdzac siebie i poszerzac nasza wiedze. Wiadomo tez o niedostatkach naszych zmyslow i przyrzadow, ktorymi sie poslugujemy, co musi byc uwzgledniane przy tworzeniu naszego obrazu swiata.
To wlasciwie tyle, co chcialem napisac. Wchodzenie w sprawy szczegolowe jest ciekawe (i bywa pouczajace), ale ma te wade, ze objetosciowo wymyka sie spod kontroli, a takze znosi na watki poboczne (takie jak: ludzkie postrzeganie czasowosci, zwiazek matematyki ze swiatem realnym), ktore staja sie tematami samymi w sobie.
Pozdrawiam
yaspis (112 punktów)

>Czy istnieje odpowiedź na pytanie warto żyć bo...?

...cóż nam innego pozostało jak żyć , wykorzystać te pare nanosekun na ziemi i pokrzyczeć krótką chwilę? przecież drugiego ciała złożonego z tych samych członków , tej samej świadomości drugi raz nie dostaniemy w prezencie - no chyba że ktoś ma inne przekonania "odnośnie życia pozagrobowego".
klucznik (351 punktów)
>...cóż nam innego pozostało jak żyć , wykorzystać te pare nanosekun na ziemi i pokrzyczeć krótką chwilę?
Jestem człowiekiem. Jestem i myślę. Myślę i jestem skazany na pytania o siebie, świat i sensowmość. A żyć i krzyczeć może każde zwierzę. Człowiek pyta po co krzyczeć?

>przecież drugiego ciała złożonego z tych samych członków , tej samej świadomości drugi raz nie dostaniemy w prezencie
Odsyłam do teorii "wielkiego powrotu". Ze statystycznego punktu widzenia ciało swoje dostawać będę w nieskończoność i nieskończenie wiele razy dostawać będę szansę przeżycia życia.
Wieczność naprawdę jest ogromna

Pozdrawiam

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
michiko (596 punktów)
>Ze statystycznego punktu widzenia ciało swoje dostawać będę >w nieskończoność i nieskończenie wiele razy dostawać będę >szansę przeżycia życia.
>Wieczność naprawdę jest ogromna
>Pozdrawiam

To w czym masz problem skoro tak wszystko wiesz?
Może w tym:
Błąd fałszywego oświecenia polega na założeniu, że intelekt sam przez się może poznać prawdę i byt.Karl Jaspers
klucznik (351 punktów)
>To w czym masz problem skoro tak wszystko wiesz?
Przepraszam jeżeli czasami mój język może brzmieć przemądrzale, ale nie potrafię myśli swych formuować inaczej. Chcę jak najlepiej ująć istotę rzeczy.
/poza tym od forumowiczów działu Filozofia i światopogląd ; naturalne jest wymaganie pewnego oczytania i znajomości podstawowych pojęć./

Poza tym problem polega na tym, że zgodnie z teorią "wielkiego powrotu" powracamy zawsze w takim samym kształcie i w nieskończenie licznej ilości kształtów. Ale zdobycze razu jednego nie kumulują się jak karma. To czego dowiem się teraz nie zabiorę z sobą do razu następnego.
A przytoczyłem ją tu jako odparcie argumentu wyjątkowości tego jednego razu.

>Błąd fałszywego oświecenia polega na założeniu, że intelekt sam przez się może poznać prawdę i byt.Karl Jaspers
skończoność, fenomeny itp. ok. wiem. I jestem dumny z tego, że jestem skończoną istotą i nie mogę poznać wszystkiego. Taka jest kondycja człowieka i trzeba się z nią pogodzić. To ona dyktuje warunki humanizmu.
Lecz w obrębie tej skończoności, skończoność myśleniem wyrywa się ku nieskończoności.
I oto był przykład.

pozdrowienia


"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
michiko (596 punktów)
>skończoność, fenomeny itp. ok. wiem. I jestem dumny z tego, >że jestem skończoną istotą i nie mogę poznać wszystkiego.
Nie w tym rzecz.
Z wątku raczej zrozumiałam, że faktycznie szukasz odpowiedzi na pytania, że nurtują Cię one a u t e n t y c z n i e.
Natomiast cytacik wskazuje, że wszelka droga prowadzi przez subiektywizm, ale wymaga ona czasu poświęconego życiu i doświadczaniu. Rzeczywiście, ze względu na wiek pozostają Tobie jedynie teoretyczne spekulacje. Nie dziwisz się i nie wątpisz, zresztą w mnogości teorii zawsze znajdzie się jakaś, którą się podeprzesz. A przecież wiesz, że każdy byt jest zawodny.
>Taka jest kondycja człowieka i trzeba się z nią pogodzić.
To do czego potrzebujesz filozofii?
klucznik (351 punktów)
>Z wątku raczej zrozumiałam, że faktycznie szukasz odpowiedzi na pytania, że nurtują Cię one a u t e n t y c z n i e.
I tak jest w istocie.

>Natomiast cytacik wskazuje, że wszelka droga prowadzi przez subiektywizm, ale wymaga ona czasu poświęconego życiu i doświadczaniu.
Tak.

>Rzeczywiście, ze względu na wiek pozostają Tobie jedynie teoretyczne spekulacje.
Nie do końca. Można zakręcać pętle hermeneutyczne, które stanowią naprawdę niezłe wyjście. A poza tym, ok. tylko spekulacje.

>Nie dziwisz się i nie wątpisz, zresztą w mnogości teorii zawsze znajdzie się jakaś, którą się podeprzesz.
Do każdej podchodzę sceptycznie. To, że działa i jest prakseologiczną perełką nie jest dla mnie argunentem. Z zasady rozbrajam ją na poziomie struktury. Taki już jestem. Nie czułbym się pewnie nie rozłożywszy każdego narzędzia na części pierwsze. A i te części sprawdził dokładnie.
>A przecież wiesz, że każdy byt jest zawodny.
No właśnie. To też świadczy o człowieku.

>Taka jest kondycja człowieka i trzeba się z nią pogodzić.
>To do czego potrzebujesz filozofii?
Filozofia jako jedyna dziedzina szczerze i z ręką na sercu przyznaje się, że nie wie nic na pewno. Poza tym filozofia zapuszcza się do krawędzi, gdzie świat wygląda niebezpiecznie chybotliwie, ale i tak idzie dalej.

Filozofia jest dla mnie sztuką odkrywania tych granic świata człowieka bez chodzenia na łatwiznę i zapychania nieścisłości dogmatami.
Te granice ostatecznie mówią człowiekowi o nim samym.
Po to zajmuję się filozofią


mam nadzieję, że się wytłumaczyłem
Pozdrawiam


"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
diogenes (42753 punktów)
>Jak myślicie?
...
kto po tobie zmywa naczynia?
klucznik (351 punktów)
>kto po tobie zmywa naczynia?
I myślisz Diogenesie, że to z braku czasu zajmuję się filozofią i stawiam tak nieżyciowe pytania?
Pudło. Naczynia myję ja, podobnie z odkurzaniem, myciem podłóg i łazienki, a i prasowaniem nie pogardzę, i nie zgadniesz kto u mnie jest od rąbania drewna,
a co, jak szaleć to szaleć!
Uwierz, że poza zajmowaniem się domem, mam jeszcze całkiem apetyczny stosik prac domowych i zadań ze szkoły, a i wakacje są poza pracą na nocnej zmianie okazją do przyszykowania prac na olimpiady.
Możesz o mnie śmiało powiedzieć młodzież pracująca. Uwierz nie nudzi mi się.
Pozdrowienia cyniku

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
diogenes
uderz w stół, a nożyce odezwą się.
powiedz coś, a odezwie sie filozof...

>Czy poza apriorycznie dziejącym się nami byciem istnieje
>jeszcze coś pewnego?

jeśli dobrze cię rozumiem, uważasz bycie i jego dzianie się (co nie musi znaczyć to samo) za coś apriorycznego. zauważ, że bycie dane jest (czy też ujawnia się) również w pewnego rodzaju doświadczeniu. nie jest to wprawdzie doświadczenie zmysłowe zewnętrzne, ale przynajmniej jeśli o mnie chodzi ani razu nie udało mi się doświadczyć bycia kompletnie poza doświadczeniem zmysłowym, poza ciałem. poczucie bycia jest jakby zjawiskiem towarzyszącym każdemu doświadczeniu zmysłowemu, odczuciu bólu, przyjemności, wyobraźni czy pragnienia (woli). być może jest to po prostu świadomość czegoś, co postrzegamy, czujemy, chcemy. doświadczanie bycia pod postacią duszy oddzielonej od ciała (anima separata św. Tomasza) uwarzam za nonsens. podobnie wszelkiej maści anioły rodem z katechizmów. sięgając do źródła aprioryzmu, do kartezjusza (chociaż zwrot a priori używała już scholastyka) za aprioryczne uważał on pewne prawdy (na przykład cogito, ergo sum). nie wiem, czy w nawet szeroko rozumianej filozofii kartezjańskiej ma sens mówić o aprioryczności bycia. podobnie u klasyka aprioryczności - kanta. zdania syntetyczne a priori, czy aprioryczne kategorie intelektu - to nie to samo, co bycie. wprawdzie rozważasz bycie pod kątem pewności, co sugerowałoby, że masz na myśli jakiegoś rodzaju prawdy, ale musisz to wyrazić jaśniej. ja osobiście pewności bycia nie rozpatrywałbym na płaszczyźnie jakichś sądów czy zdań, czy w ogóle języka. jeśli jednak miałbym werbalizować ową pewność bycia, to wyraziłbym ją trywialnym zdaniem: coś jest (lub coś istnieje). ta trywialność jest jednak pozorna. w bibli jahwe mówi o sobie jam, jest, który jest. leibniz pozostawił nam oszałamiające pytanie: dlaczego jest raczej coś, niż nic? w swej ontologii leśniewski wprowadza definicyjnie wyrażenie: istnieje jakieś a, itd, itp. "coś jest" jest właśnie zdaniem tego typu. jednym powie wszystko, innym - nic.

pozdrawiam
diogenes
>Czy na płaszczyźnie ontologii nikt nie podważył racjonalnie
>postulatów egzystencjalistów (jest tylko śmierć, a
>egzystencja wyprzedza esencję więc radź sobie sam)?

a czy ktoś podważył platona, arystotelesa, hegla lub schopenhauera? dla jednych to niewyczerpane źródło inspiracji, dla innych (z ich punktu widzenia) bełkot. nietzsche uważał chrześcijaństwo za nihilizm, teraz myśliciele o chrześćijańskiej prowenencji odpłacaja mu tym samym. to po prostu zależy od kontekstu, w jakim przedzierasz się przez świat myśli i idei, czy też uwalniasz się od nich. jesli chodzi o egzystencjalizm (i nie tylko) to nie sprowadzałbym tego nurtu do żadnych "postulatów": to po prostu nieuczciwe ustawianie przeciwnika do ciosu. trudno filozofię sprowadzić do jakiegoś zbioru postulatów, tak jak to robią teorie formalne. wprawdzie możesz sobie formalizować jakieś fragmenty filozofii (np. sylogistykę arystotelesa lub jeśli chcesz kawałki ingardena), ale to praktycznie wszystko.

a jesli chodzi o twój problem: sprowadzenie egzystencjalizmu do śmierci czy też do tezy o prymacie egzystencji przed esencjją jest uproszczeniem. ale niech będzie. to co, widzisz mozliwość powrotu do esencjalnego sposobu myślenia? w nauce jest to niemożliwe (nasz biedny giertych roi sobie coś w tym stylu), a i w filozofii (chociaż tu w zasadzie wszystkie opcje sa dopuszczalne) uważałbym takie przedsięwzięcie za ryzykowne. postmetafizyczne filozofie pożegnały się z esencjami, istotami i substancjami tak samo jak z aniołami i duchami. ale jesli marzy ci się np. chrześcijański teizm - twoja sprawa. bedziesz miał na powrót bozię, istotę człowieka na jej podobieństwo i nie bedziesz musiał radzić sobie sam, bo wstawi się za tobą jak nie proboszcz, to jakiś błogosławiony lub święty lub wreszcie sam bóg. taką opcję dopuścił nawet z lekka zgrzybiały heidegger...

co zaś do owej tezy sartra o istnienia i istoty: skoro nie ma istoty, to co wyprzedza egzystencja?

a w ogóle te upały sa okropne: beczka mi się rozsycha...

pozdrawiam, nie myśl, że złośliwie.
klucznik (351 punktów)
Dziękuję za wszystkie dotychczasowe wypowiedzi.
Niestety pilnie wyjeżdżam do niedzieli, dlatego dopiero wtedy wrócę do dyskusji.
Będę miał czas pomyśleć nad postami sceptymuchy i diogenesa

Wszystkich, którzy tu zawitają zachęcam do samodzielnego przemyślenia sobie naświetlonych już problemów.

Mam nadzieję, że po powrocie zastanę pakiet pytań i rozwijająco-inspirujących perspektyw czego Wam i sobie życzę.

Pozdrawiam serdecznie
Klucznik

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Tak dla zabawy poszukalem schematu, ktory potwierdzalby istnienie oszusta Huma. I znalazlem cos odpowiedniego. Winowajacami okazaly sie istoty okreslone jako bostwa i demony (oraz ich odpowiedniki dla roznych mitologii), a przewinieniem jest postepowanie/istnienie wbrew prawom natury jakie znamy- dokonywanie dzialan cudownych. Niemniej jako ateista cuda uwazam albo za oszustwa (nieswiadome rowniez), albo efekt praw natury nie do konca rozpoznanych/znanych. Poznanie mechanizmow rzadzacych swiatem, moim zdaniem, powinno owe 'cuda' wyeliminowac.
Pozdrawiam
anatta nikttam (-9 punktów)
po co szukać? skąd wiesz i masz pewność że istniejesz?
diogenes (42753 punktów)
>Czy poza apriorycznie dziejącym się nami byciem istnieje
>jeszcze coś pewnego?

jasne...coś z tym byciem trzeba zrobić...

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365