Dawniej dość często się zdarzało że fundator obrazu użyczał (jeśli miał ochotę) rysów wybranej przez siebie figurze (apostołowi, świętemu, itd.). Ewentualnie, jeśli ktoś wkurzył artystę to mógł trafić na obraz np. jako Judasz czy zły łotr.
Jak widać ks. Salawa powraca częściowo do tej tradycji, i to w dość złagodzonej postaci - na obrazie nie wciela się w jakąkolwiek inną postać historyczną czy mitologiczną, jest po prostu sobą. A to że spotkanie z JP2 w takim właśnie składzie nigdy się nie odbyło? Cóż, gdyby na kościelnych obrazach miały być tylko potwierdzone historycznie fakty to chyba niewiele by z nich zostało.
|