Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jak znaleźć sens w życiu

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
09-12-2013 04:49werter9876 (14 punktów)Jak znaleźć sens w życiu
Witam i pozdrawiam wszystkich To mój pierwszy post na tym forum, piszę go, ponieważ potrzebuję Waszej pomocy... Mój problem jest dosyć typowy, w internecie widziałem już ogrom podobnych tematów, natomiast każdy człowiek jest inny, więc spróbuje założyć kolejny taki temat z nadzieją, że jednak w moim przypadku znajdziecie lub chociaż pomóżcie znaleść jakies sensowne rozwiązanie... Otóż chodzi o to, że moje życie nie ma sensu. Nie mam żadnych zainteresowań, pasji, hobby itp. Próbowałem zajmować się wieloma rzeczami. Czytałem o takich rzeczach, jak historia xx wieku, rozwój osobisty, fizyka kwantowa, uczyłem się matematyki, filozofii, czytałem o religiach i ateizmie, czytałem trochę powieści, uczyłem się programowania komputerów i informatyki i jeszcze sporo innych rzeczy... Nie piszę tego żeby się chwalić, w żadnej z wymienionych spraw nie jestem dobry, każdą zajmowałem się kilka tygodni i miałem dosyć. Może teraz coś o mnie. Mam 20 lat, skończyłem szkołę średnią, mam maturę, nie poszedłem na studia z przyczyn finansowych. Jestem ateista, i nie chcę tego zmieniać. Mam pracę fizyczną i w sumie sam się utrzymuje, choć zarabiam marnie. Nie jestem jakimś wielkim leniem, mój zapał też nie jest slomiany. Po prostu brakuje mi motywacji i sensu żeby dalej żyć. Od kilku lat mam myśli samobójcze, ale wiem, że psycholog mi nie pomoże. Sam już nie wiem co zrobić z życiem. Kiedyś miałem ambicje plany itp, ale teraz wszystko wyblaklo i jest jakies takie bez smaku. Nie uzalam sie nad sobą, po prostu liczę na Waszą pomoc... Jeśli ktoś znajdzie chwilę żeby odpisać to będę bardzo wdzięczny
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

09-12-2013 07:50
 Ocena 11 na 11
finerbijk (17282 punktów)Odp: Jak znaleść sens w życiu
Życie bez sensu jest tak samo dobre, albo i lepsze niż życie z sensem. Nie warto szukać sensu (celu) na siłę, bo to zwykle nie będzie nasz sens (cel), ale nieudolne naśladownictwo, zapożyczenie lub ulegnięcie manipulacji.
Ja żyję bez sensu kupę lat i świetnie się z tym czuję. Dla mnie życie składa się z małych sensików, które razem tworzą indywidualną i niepowtarzalną mozaikę.
Podporządkowanie wszystkiego jednemu celowi oznacza najczęściej obsesję, fanatyzm albo chorobę psychiczną. Raczej należy wystrzegać się ludzi z "poczuciem misji", którzy twierdzą, że czują się do czegoś "powołani" - nierzadko przez bogów - to niebezpieczny typ osobowości. Zamartwianie się brakiem sensu jest bez sensu, co nie oznacza, że źle mieć jakieś pasje, wizje co to swojej osoby, czy wyznaczać sobie cele - a tu warto zacząć od spraw małych. Od pytań typu: co mogę zrobić TERAZ, aby żyło się troszkę lepiej mnie samemu i ludziom w moim otoczeniu? Jeśli takich pytań i skutków odpowiednich działań jest wystarczająco dużo, to zjawisko synergii potrafi działać cuda.
hamp (3461 punktów)
Ludzkie życie nie ma sensu z punktu widzenia jednostki - sens jest czysto biologiczny i polega na przedłużeniu gatunku. Wszystkie inne sensiki dorobiliśmy sobie sami - lubimy mieć do czego dążyć.
Ogólnie według mnie, jako istoty świadome mamy jeden cel i jedno ograniczenie: być szczęśliwym nie krzywdząc innych.
Przeanalizuj jeszcze raz wszystko co robisz. Na pewno są rzeczy, które sprawiają ci przyjemność, choć może niekoniecznie są fizyką kwantową czy programowaniem. Może lubisz gotować albo jeździć na rowerze? Może śpiewać albo grać na jakimś instrumencie? Może poczujesz się dobrze pomagając innym i należąc do jakiejś organizacji charytatywnej? Może radość sprawi ci hodowanie rybek, malowanie pejzaży, rozwiązywanie krzyżówek, układanie puzzli, granie w kółku szachowym... Jest mnóstwo możliwości nie wymagających wielkich nakładów finansowych, a jednak sprawiających przyjemność i posiadających wielu fanów.
Życie nie ma sensu - życie to sens sam w sobie. Pamiętaj o tym i nigdy go sobie nie odmawiaj.


Verily I say unto you, <enter_your_god's_name> works in dubious ways...
09-12-2013 09:08 
 Ocena 2 na 2
Ratatoskr (4439 punktów)
>Ludzkie życie nie ma sensu z punktu widzenia jednostki - sens jest czysto biologiczny >i polega na przedłużeniu gatunku. Wszystkie inne sensiki dorobiliśmy sobie sami

Boże, ileż czasu zajęło mi kiedyś zrozumienie tej prostej prawdy.
Wcześniej przez lata, chociaż dawno porzuciłam już chrześcijaństwo i jego system wartości, chodziłam jak zakręcona, nieustannie kombinując w stylu:
O co - kuźwa - chodzi w tej "gierce"? No jak to rozkminię, to będę wiedzieć, co trzeba zrobić, żeby wygrać i żeby mi było dobrze, tylko gdzie jest ta baza przeciwnika, albo jakiś boss do zabicia?
Ratatoskr (4439 punktów)
>Mam 20 lat, skończyłem szkołę średnią, mam
>maturę, nie poszedłem na studia z przyczyn finansowych. Jestem ateista, i nie chcę tego zmieniać.
>Mam pracę fizyczną i w sumie sam się utrzymuje, choć zarabiam marnie.

Nie wiem, czy cię pocieszę, ale to jest "taki wiek". Sama w tamtym okresie budziłam się co rano z pytaniem "po co to wszystko?". Nie miałam myśli samobójczych, ale wszystko to dookoła, cała ta krzątanina moja i innych wydawała mi się jakaś taka sztuczna i bez sensu.

Żyłam w jakimś zawieszeniu, nie byłam już dzieckiem i nie potrafiłam już żyć jak dziecko, ale w dorosłość też jeszcze nie wrosłam, nie rozumiałam jej, nie czułam.

------

Osobiście chyba najbardziej mi pomogło, jak się pierwszy (i en-ty ) raz poważnie zaangażowałam emocjonalnie w związkach, bo to co prawda zburzyło mi pewien spokój i przysporzyło mnóstwa cierpień, ale też dało ogromnego kopa i pozwoliło bliżej poznać cudze systemy wartości i światopoglądy.

Nie ma raczej złotych recept typu: "zrób to, a będzie dobrze", ale: Bądź aktywny, szukaj, próbuj, poznawaj nowych ludzi, ucz się nowych rzeczy, staraj się żyć w sposób celowy i świadomy. A jest duża szansa, że w którymś momencie "zatrybisz" i twoje obecne samopoczucie i brak wytyczonego kierunku się zmieni
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Od kilku lat mam myśli samobójcze, ale wiem, że psycholog mi nie pomoże.
Myśli samobójcze i ogólny wydźwięk twego postu sugerują, że możesz cierpieć na depresję. Jeśli z jakiegoś powodu nie chcesz porozmawiać z psychologiem, to skonsultuj się z psychiatrą. Może być tak, że przepisze ci lek i już po kilku dniach poczujesz się lepiej. Sensu życia raczej nie odkryjesz, ale przynajmniej wydobędziesz się z tego pesymizmu, w jakim tkwisz.
Scorp (5381 punktów)
>skonsultuj się

Zrób tak, jak Ci radzi kulka_na_mole. To może być kwestia serotoniny. Lekarz rodzinny odeśle Cię do psychiatry, ale nie przejmuj się, ten prawdopodobnie zapisze Ci tylko Bioxetin i po jakimś czasie (działa powoli, więc być może nieco dłużej niż kilka dni) życie nabierze smaku i sensu, a niektóre rzeczy staną się ważne i sensowne.
-
DeeDee (822 punktów)

">kilku lat mam myśli samobójcze, ale wiem, że psycholog mi nie pomoże."

A skąd to wiesz? Wydaje mi się, że nawet nie próbowałeś rozkminić tematu i bazujesz na jakichś przedpotopowych opiniach i stereotypach.

Poza tym to mało racjonalne unikać najlepszej, profesjonalnej pomocy jaką możesz znaleźć i zdawać się na opinie przypadkowych ludzi z internetu.

Mam nadzieję, że instynkt samozachowawczy w tobie zwycięży i znajdziesz pomoc tam gdzie jest ona na wyciągnięcie ręki.

Pozdrawiam!
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>Czytałem o takich rzeczach, jak historia xx wieku, rozwój osobisty, fizyka kwantowa, uczyłem się matematyki, filozofii, czytałem o religiach i ateizmie, czytałem trochę powieści, uczyłem się programowania komputerów i informatyki i jeszcze sporo innych rzeczy...

Ja pierdziele Da Vinci wiecej nie czytal i nie uczyl sie.

Mam dziwne przeczucie, ze post ten jest zwyklym trollingiem majacym na celu zepchniecie dyskusji (po jakims czasie) na tor jezusowo-katolicki
09-12-2013 10:12 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)

>Mam dziwne przeczucie, ze post ten jest zwyklym trollingiem majacym na celu zepchniecie dyskusji (po jakims czasie) na tor jezusowo-katolicki

W tym kraju przy tej pogodzie wiele nie trzeba by złapać doła.
Andrzej M. (102 punktów)
Witaj.

W wieku 20 lat miewa się stany "depresyjnopodobne". Umysł nadal dojrzewa, mielinizacja mózgu jeszcze się nie zakończyła i brakuje trochę tej "siły woli" aby trzymać stabilną dyscyplinę umysłową. W dzieciństwie miałem swoje ulubione zajęcia, ale o ile pamiętam, to około wieku 20 lat także wpadłem w myślenie typu "do niczego się nie nadaję, nie wiem co mam robić w życiu". Wygląda na to, że to raczej przejściowe i nie ma się co specjalnie dołować z tego powodu, ot "ten typ (homo sapiens) tak ma".

>Czytałem o takich rzeczach, jak historia xx wieku, rozwój osobisty, fizyka
>kwantowa, uczyłem się matematyki, filozofii, czytałem o religiach i ateizmie, czytałem trochę
>powieści, uczyłem się programowania komputerów i informatyki i jeszcze sporo innych rzeczy... Nie
>piszę tego żeby się chwalić, w żadnej z wymienionych spraw nie jestem dobry, każdą zajmowałem się
>kilka tygodni i miałem dosyć. Może teraz coś o mnie. Mam 20 lat

Nie wiem, na ile mój przypadek będzie podobny do Twojego, ale zauważyłem u siebie, że przez pewien okres w życiu interesowałem się, a raczej starałem się interesować różnymi egzotycznymi dziedzinami wiedzy. Dopiero po pewnym czasie odkryłem, że robiłem to nie tyle z czystej ciekawości, ile z potrzeby "wykazania się". Chciałem udowodnić sobie i otoczeniu, że stać mnie na coś, co może uchodzić za wyjątkowe. To taka potrzeba samookreślenia, która przejawia się szczególnie silnie w okresie dojrzewania, to jak wołanie "jestem wyjątkowy!". Z czasem ta potrzeba zaczęła jednak słabnąć. Teraz bardziej zależy mi na spokojnym życiu (i rozwijaniu swoich zainteresowań, które teraz są dla mnie klarowne), niż na obwieszczaniu swojego istnienia wszystkim dookoła. Taka kolej rzeczy. Dziś nie potrzebuję jakiegoś narzuconego ideologicznie sensu życia aby być szczęśliwym. Prawdopodobnie za kilka lat wszystko zacznie się u Ciebie jakoś układać. Powodzenia!

P.S.: Niektóre osoby zastanawiają się, czy ten temat to teistyczny trolling. Jestem pewien, że to forum czyta sporo młodych ludzi będących w takiej sytuacji, więc według mnie może być to szczera rozterka. Nie popadajmy w paranoję "Wielki Brat w habicie" patrzy i trolluje forum.
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Może teraz coś o mnie. Mam 20 lat, skończyłem szkołę średnią, mam
>maturę, nie poszedłem na studia z przyczyn finansowych. Jestem ateista, i nie chcę tego zmieniać.
>Mam pracę fizyczną i w sumie sam się utrzymuje, choć zarabiam marnie. Nie jestem jakimś wielkim
>leniem, mój zapał też nie jest slomiany. Po prostu brakuje mi motywacji i sensu żeby dalej żyć. Od kilku lat mam myśli samobójcze

"Jeśli chcesz naprawdę życia swego z sensem, odkryj pierwej, co w nim jest bezsensem." - Stefan Pacek
-Skoro jesteś ateistą, to najważniejszy bezsens masz już za sobą. A jeżeli nie masz większych problemów ze zdrowiem to możesz skupić się na tym, co się na tej planecie da lubić, smaki, zapachy, dźwięki. Jest też taki nie najgorszy wynalazek ewolucji jak seks oraz dzieło rąk ludzkich, jeden z lepszych wynalazków cywilizacji, czyli piwo. Byle z umiarem...dotyczy głównie piwa.
-Co do samobójstwa, to ono też nie sensu, szczególnie gdy człowiek młody i zdrowy. I tak nie grozi Ci życie wieczne, a jeszcze kilka lat i przerazisz się jak życie szybko umyka.


"W dziedzinie myśli nie ma nic bardziej moralnego od prawdy, a jeśli wiedza nie daje nam pewności, nie ma nic moralniejszego niż wątpienie." - Jean Marie Guyau
Marek Matejewski (3695 punktów)
Pytanie o sens życia należy rozważać w kontekście ewolucji mózgu i świadomości. Raczej mało prawdopodobne jest żeby podobne refleksje zajmowały psa, gołębia czy nawet naszych ewolucyjnych przodków takich jak Australopithecus afarensis czy np. Homo habilis. Powiem więcej - nawet w epoce Oświecenia ogólny dostęp do edukacji był tak niewielki, że ktoś kto nie umiał pisać i czytać raczej nie zadawał sobie zbyt wielu pytań. Wystarczyło mu, że jakiś cyniczny cwaniak w sukience rzucił mu za młodu hasło "ora et labora" i sens życia był podany na tacy.

Pytanie o sens życia jest produktem rozwoju umiejętności abstrakcyjnego myślenia. Dobór naturalny wpędził nas w pewną pułapkę, którą nazywam "współczesnym kryzysem świadomości". Coraz więcej ludzi ma problemy natury psychicznej z powodu dręczącego ich pytania o sens życia. To pytanie prześladuje nas już jednak od tysięcy lat. Na przestrzeni wieków odpowiedzią na to pytanie był mechanizm samooszukiwania. Wystarczyło sobie wmówić, że życie to tylko jakiś nieistotny etap czegoś znacznie większego - że później będę pić wino u boku Kukulkana, Odyna, Ozyrysa czy jakiegoś innego mitycznego tworu nazywanego ogólnie mianem "boga".

Jednak na pewnym ewolucyjnym etapie i przy odpowiednim poziomie edukacji, takie "auto-oszustwo" już nie zadziała. Dlatego na koniec mam dla Ciebie pytanie:

Wolałbyś być bezmyślnym jaskiniowcem tłuczącym mamuty, który nie byłby obciążony wysoko rozwiniętą świadomością, bo cały życiowy czas wypełniałoby mu kombinowanie jak tu znaleźć pożywienie? Czy jednak współczesnym człowiekiem, z tym jakże wielkim ciężarem w postaci wysoko zaawansowanej świadomości?
Pierwszy wariant sprowadza sens życia niemal wyłącznie do walki o pożywienie i przedłużenie gatunku. Natomiast współczesny wariant daje nam dziś tak wiele możliwości co do tego jak pokierujemy życiem, że naprawdę jest to niezwykłą wartością.

W każdym razie zupełnie priorytetowym i najwyższym sensem pewnie jeszcze długo pozostanie studiowanie mechanizmu rzeczywistości w której tkwimy - gdyby nie ten pęd do wiedzy, to dziś zamiast pisać na klawiaturze, rysowałbyś kamieniem po ścianie jaskini...
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Jak znaleźć sens w życiu
20 lat? Może wystarczy znaleźć dziewczynę, bo jesteś teraz chodzącą bombą, którą trzeba czasami (żeby tylko czasami) rozbroić z jednej strony, a z drugiej doładować układ nagrody.

pl.wikipedia.org/wiki/Układ_nagrody

Ale jeśli to nie działa, to może inaczej, bo problem może być poważniejszy:

www.plasterek.pl/StrumienieDopaminy.html

talk.hyperreal.info/brak-dopaminy-t36512.html
werter9876 (14 punktów)
Nie spodziewałem się aż tylu odpowiedzi... Bardzo Wam wszystkim dziękuje, aż się uśmiechnąłem kiedy zobaczyłem Wasze odpowiedzi. OK, teraz postaram się do nich jakoś odnieść.

-finerbijk, fajnie to napisałeś, szczególnie:
> Dla mnie życie składa się z małych sensików, które razem tworzą indywidualną i niepowtarzalną mozaikę.
Coś w tym jest, będę musiał to rozważyć. Dla mnie zawsze się wydawało, że jeśli nie ma jakiegoś wielkiego celu, to życie jest nic nie warte, a ponieważ zrezygnowałem z religii, szukałem tego w nauce. Chciałem poświęcić się jakiejś dziedzinie nauki, i kiedyś być sławnym, dostać Nobla, itp I po Twojej wypowiedzi widzę, że to było zwykłe naśladownictwo...No i to faktycznie, trochę fanatyzm, natomiast skutecznie ignorowałem i wciąż ignoruję te "małe sensiki", które, jeśli się nad tym zastanowić, potrafią dać tyle przyjemności.No i niedługo nowy rok, trzeba będzie sobie wyznaczyć jakieś realne cele, chociaż dalej nie wiem jakie...

-hamp, zgadzam się z Tobą,
>Ludzkie życie nie ma sensu z punktu widzenia jednostki - sens jest czysto biologiczny i polega na przedłużeniu gatunku.
Akceptuję to.
>Ogólnie według mnie, jako istoty świadome mamy jeden cel i jedno ograniczenie: być szczęśliwym nie krzywdząc innych.
Krótko i zwięźle Tylko ja właśnie nie wiem, jak być szczęśliwym, i to mój największy problem, bo chyba nigdy nie byłem naprawdę szczęśliwy.
>Może lubisz gotować albo jeździć na rowerze?
Lubię, nawet bardzo, tylko że... to się wydaje takie małe. Wiem, że to właśnie te małe sensiki, ale ciąle jest we mnie coś, co pcha mnie do czegoś wielkiego

-DeeDee,
>A skąd to wiesz?
Bo co mu powiem, że nie mam pasji, zainteresowań ? Jak psycholog mi w tym pomoże ? Właśnie Wasza pomoc jest dla mnie większa, więcej osób daje więcej rad, no macie większą wiedzę niż ja, więc jest szansa, że ktoś napisze coś, co realnie mi pomoże... Już widzę, że są takie odpowiedzi, które dają do myślenia.

-rafal73
Nie pisałem o tym, żeby się przechwalać, naprawdę. Czytałem o wielu rzeczach, ale 99 % informacji już nie pamiętam. Z tym wymienianiem chodziło mi o to, żeby pokazać, że nie czekam na cud, tylko sam aktywnie szukam. Tak jak tym tematem. Tylko ile można szukać ? Dlatego napisałem, żeby choć przez chwilę ktoś się mną zainteresował.
To nie trolling. Jestem ateistą, ale nie byłem nim zawsze. Religia nie dała mi niczego, i wiem, że coś tak bezsensownego nie może mi pomóc. I na tym skończmy wątek religii.

-Andrzej M.
Nasze przypadki rzeczywiście są podobne. Hmm...
>Teraz bardziej zależy mi na spokojnym życiu (i rozwijaniu swoich zainteresowań, które teraz są dla mnie klarowne), niż na obwieszczaniu swojego istnienia wszystkim dookoła.
Chciałbym tak.

-darkside
>20 lat? Może wystarczy znaleźć dziewczynę
Wystarczyłoby, gdybym umiał odpowiedzieć na pytanie, które każda dziewczyna zadaje: "Czym się interesujesz?" W tej chwile nie umiem na to odpowiedzieć. I to mnie dołuje.
09-12-2013 17:41 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>-hamp, zgadzam się z Tobą,
>>Ludzkie życie nie ma sensu z punktu widzenia jednostki - sens jest czysto biologiczny i polega na przedłużeniu gatunku.
>Akceptuję to.

No, jak akceptujesz, to nie masz problemu z sensem istnienia, ale z czymś innym. O tym niżej.

>>Ogólnie według mnie, jako istoty świadome mamy jeden cel i jedno ograniczenie: być szczęśliwym nie krzywdząc innych.
>Krótko i zwięźle Tylko ja właśnie nie wiem, jak być szczęśliwym, i to mój największy problem, bo chyba nigdy nie byłem naprawdę szczęśliwy.
>>Może lubisz gotować albo jeździć na rowerze?
>Lubię, nawet bardzo, tylko że... to się wydaje takie małe. Wiem, że to właśnie te małe sensiki, ale ciąle jest we mnie coś, co pcha mnie do czegoś wielkiego

pl.wikipedia.org/wiki/Przeżycie_szczytowe

>-DeeDee,
>>A skąd to wiesz?
>Bo co mu powiem, że nie mam pasji, zainteresowań ? Jak psycholog mi w tym pomoże ?

Bo rozumie rzeczy dotyczące funkcjonowania ludzkiej psyche, których Ty nie jesteś sobie w stanie nawet wyobrazić.

>>Teraz bardziej zależy mi na spokojnym życiu (i rozwijaniu swoich zainteresowań, które teraz są dla mnie klarowne), niż na obwieszczaniu swojego istnienia wszystkim dookoła.
>Chciałbym tak.

Prędzej czy później to nieuniknione. Jak nawet nie znajdziesz odpowiedniego obiektu/ów, które będą skutecznie rozładowywać Twoją popędową energię, to w końcu na starość sklapuciejesz.

>-darkside
>>20 lat? Może wystarczy znaleźć dziewczynę
>Wystarczyłoby, gdybym umiał odpowiedzieć na pytanie, które każda dziewczyna zadaje: "Czym się interesujesz?" W tej chwile nie umiem na to odpowiedzieć. I to mnie dołuje.

   Bo Twoja energia popędowa, jak już pisałem, nie znajduje silnego i regularnego, podręcznego obiektu do rozładowywania się poprzez jego obsadzenie. Jakoś sobie na pewno radzi, ale kiepsko, więc odczuwasz nieustanny, wewnętrzny dyskomfort. Brak, pustka, uczucie ciężaru na piersiach. Zwykle ludzie na czymś się zawieszą i to napięcie z nich w miarę regularnie, jako tako przynajmniej, schodzi. Później znowu rośnie i znów psyche szuka dla nadmiaru tej energii ujścia. Tak w kółko to sobie leci. Energia rośnie, a psyche za pomocą jakiegoś obiektu skutecznie neutralizuje nadmiar pojawiającego się napięcia. I ludzie są wtedy mniej więcej stabilni. Czasami są to sensiki, czasem wielkie sensy. A czasami nic nie pomaga, bo się czuje, że to nie to, że to tylko obiekt-zamiennik i działanie na siłę. Ciężko znaleźć wtedy coś o dużej skuteczności i prawie całe życie się kuleje. Nawet rodzina, praca, wielkie idee czy rozmaite zainteresowania, nie pomagają.
   Ty chcesz wielkiego sensu, bo pewnie podświadomie czujesz, że tylko coś silnego pozwoli skutecznie rozładować nadmiar tej energii. Byle pierdoły nie dadzą tu rady. Ja też sobie z tym nie radziłem i nie radzę do dziś, a mam sporo lat. Jednak się przyzwyczaiłem, pogodziłem i jest o.k. Myślę, że nawet potrafię to obrócić w swoją korzyść. Tylko kobiety potrafiły to rozbroić (a raczej moja głowa, posługując się nimi) ale też tylko do czasu. Dopóki działało to, co masz pod linkiem powyżej.
karaś (76 punktów)
Aż się prosi o odpowiedź ruchomoobrazkową:

www.youtube.com/watch?v=9O-ZI0Kzttg

O sensie życia nie będę się wypowiadał, nigdy taki problem nie zagościł nawet w moim umyśle. Dla mnie to jakaś mrzonka; dlaczego niby ludzkie życie miałoby mieć jakiś sens a już życie Saccharomyces cerevisiae nie?

Natomiast weź koniecznie pod uwagę rady kolegów powyżej dotyczące wizyty u psychologa albo psychiatry (do psychiatry nie potrzebujesz skierowania). Mnie i wielu ludziom w moim otoczeniu taka wizyta pomogła. Od siebie dorzucę jeszcze dobrego doradcę zawodowego (szukaj w Wojewódzkich Urzędach Pracy).
myprecious (7170 punktów)
Inni już to pisali - ale warto podkreślić - nie ma jakiegoś ostatecznego, kosmicznego sensu życia. Ty sam ten sens determinujesz i tylko od Ciebie zależy co nim będzie.

"To you, I'm an atheist.
To God, I'm the loyal opposition."
werter9876 (14 punktów)
Wiem, że nic takiego nie ma. I rozumiem, że każdy może znaleźć i wybrać swoją drogę sam. Tyle, że ja nie wiem czego bym chciał, po prostu nie mam marzeń a nawet jak jakies się pojawia to zaraz robi się nudne... Wiem, że nie ulozycie życia za mnie, po prostu... Czasem czuje taką pustkę i samotność, że zostaje mi tylko płacz. W każdym razie, dzięki za pomoc mimo wszystko.
09-12-2013 20:28 
 Ocena 1 na 1
myprecious (7170 punktów)
>Wiem, że nic takiego nie ma. I rozumiem, że każdy może znaleść i wybrać swoją drogę sam. Tyle, że ja nie wiem czego bym chciał, po prostu nie mam marzeń a nawet jak jakies się pojawia to zaraz robi się nudne... Wiem, że nie ulozycie życia za mnie, po prostu... Czasem czuje taką pustkę i samotność, że zostaje mi tylko płacz. W każdym razie, dzięki za pomoc mimo wszystko.

Jesteś młody - wszystko przed Tobą. Powinieneś poszukać fachowej pomocy jeśli Twe myśli schodzą na tak ciemne tory - niezależnie od tego co Ci się wydaje. Zawsze tu zapraszamy na dyskusje, rozmowy - każdy czasem czuje się samotny.

"To you, I'm an atheist.
To God, I'm the loyal opposition."
werter9876 (14 punktów)
Rozumiem, że psycholog lub psychiatra jednak mógłby mi pomóc. Tylko, że ... Nie wyobrażam sobie takiej wizyty. Co innego podzielić się problemem na forum, nie znam Was i pewnie nigdy się nie spotkamy, więc tu jestem odwazniejszy. Jak miałbym opowiedzieć o tym wszystkim komuś w realu? No i jakby znajomi lub rodzina się dowiedzieli że chodzę do psychiatry... Wtedy to bym dopiero miał problem.
10-12-2013 08:18 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Kichaj na znajomych i rodzinę. W USA co drugi człowiek chodzi do psychoterapeuty, potrzebuje czy nie i mało, że tego nie ukrywa, to jeszcze się tym chwali na prawo i lewo. Wizyta u psychologa nie jest niczym złym ani wstydliwym, wprost przeciwnie - świadczy o tym, że dbasz o siebie, o swoje zdrowie, a dbanie o zdrowie to nie tylko zdrowa dieta i latanie po siłowniach. Może kobietom łatwiej przychodzi rozmowa z psychologiem czy psychiatrą, bo nie muszą odgrywać twardego faceta, ale spróbuj. Pomijając wszystko inne, postawa macho nie jest już modna ani pożądana. Teraz ceni się wrażliwych ludzi, którzy mają prawo mieć różne myśli i wątpliwości. Jeżeli obawiasz się kontaktu z psychologiem twarzą w twarz, to się pozbądź tych obaw. Psychologów i lekarzy obowiązuje tajemnica, można im powiedzieć wszystko, a oni będą milczeć grobowo. Nawet nie powiedzą osobie niepowołanej, czy jesteś ich pacjentem, czy nie.
Śmiało, zdecyduj się. Nie warto marnować najlepszych lat życia na zagryzanie się.
10-12-2013 08:43 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Daj spokój, bo szkoda życia. Przyjrzyj się temu:

pl.wikipedia.org/wiki/Dystymia
www.nerwic(*)ieg-waszej-choroby-t21448.html
finerbijk (17282 punktów)
>No i jakby znajomi lub rodzina się dowiedzieli że chodzę do psychiatry... Wtedy to bym dopiero miał problem.
W tym wypadku to nie problem rodziny... ale jednak, radziłbym podchodzić ostrożnie do rad zalecających wizytę u psychiatry, czy psychologa z powodu byle rozterek egzystencjalnych. Lekka depresja to zjawisko powszechne i przejściowe i nie wymaga leczenia farmakologicznego czy innego - wystarczy głęboka relaksacja i dużo ruchu na świeżym powietrzu.
Wyrobienie sobie przekonania, że na każdy problem jest jakaś pigułka lub jakiś specjalista, który za nas się wszystkim zajmie, prowadzi do niebezpiecznych uzależnień i wyuczonej bezradności.'W cierpieniach młodości wykuwają się charaktery, a prochy lub szarlataneria nie powinny tego procesu zakłócać.
10-12-2013 10:10 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
Nie zgadzam się. Jasne, że nie można latać do specjalisty z problemem typu "mam doła, bo dostałem dwójkę" (chociaż teraz podobno dwójka ro pozytywna ocena...), ale "lekka depresja" to nie jest zjawisko dobre dla organizmu, podobnie jak permanentny "lekki stres". Samo może nie przejść, to może ocenić tylko psychiatra. Nie ulegaj stereotypom i nie uważaj, że jak psychiatra, to zaraz pigułki i kaftan. Zdarza się, że psychiatra po konsultacji diagnozuje właśnie przejściową lekką depresję i zaleca ruch na świeżym powietrzu i spotkania przy grillu.
>W cierpieniach młodości wykuwają się charaktery
...albo nagrobki, więc radzę nie lekceważyć zjawiska.
finerbijk (17282 punktów)
>"lekka depresja" to nie jest zjawisko dobre dla organizmu, podobnie jak permanentny "lekki stres".
To są zjawiska typowe dla organizmu, a lekki stres jest czasem wręcz wskazany, jako stymulant, oczywiście pod warunkiem, że nie jest chroniczny lub zbyt silny.

>psychiatra po konsultacji diagnozuje właśnie przejściową lekką depresję i zaleca ruch na świeżym powietrzu i spotkania przy grillu.
Producenci grillów nie sponsorują "szkoleń" dla psychiatrów na Karaibach.

>>W cierpieniach młodości wykuwają się charaktery
>...albo nagrobki, więc radzę nie lekceważyć zjawiska.
To są skrajne przypadki, zdecydowanie częściej charaktery, więc nie radzę demonizować zjawiska.
10-12-2013 10:55 
 Ocena 3 na 3
DeeDee (822 punktów)
Dlaczego chłopak ma się męczyć? To tak jakby ktoś mi napisał, że przecież od migreny się nie umiera, więc nie muszę brać środków przeciwbólowych.

Skończmy z tym umartwianiem się, skoro istnieją sposoby żeby temu zaradzić.

Uważam, że chłopak powinien skorzystać z profesjonalnej pomocy psychologa. Tylko musi sam sobie pozwolić na uzyskanie pomocy.

Owszem, czytając nasze odpowiedzi będzie mu przez chwilę lepiej. Ale tylko przez chwilę.

Jeśli chce sobie pomóc na dłużej MUSI iść do psychologa.
finerbijk (17282 punktów)
>Jeśli chce sobie pomóc na dłużej MUSI iść do psychologa.

Nic nie musi. Najlepiej sobie pomoże ucząc się radzić sobie z takimi problemami samodzielnie i bez wspomagaczy. Lekomanów nam nie brakuje, a o psychoterapiach leżankowo-pogadankowych szkoda się wypowiadać - równie dobrze może iść do księdza.
10-12-2013 16:05 
 Ocena 3 na 3
DeeDee (822 punktów)
wiesz co, wydaje mi się, że wiesz o psychoterapii dokładnie tyle ile nasz werter.. czyli niewiele..
finerbijk (17282 punktów)
>wiesz co, wydaje mi się, że wiesz o psychoterapii dokładnie tyle ile nasz werter.. czyli niewiele..
Wiem tyle, że kiedyś miałem za młodu podobne problemy, korzystałem z takiej pomocy i z tego co pamiętam, to leki antydepresyjne są drogie, mają paskudne efekty uboczne i bardziej zamulają niż pomagają. To było dawno co prawda, może coś się zmieniło, ale nie słyszałem.
Dla normalnie funkcjonującej osoby z jakimiś problemami osobowościowymi wizyta u psychologa to strata czasu, a u psychiatry duże ryzyko dla zdrowia.
11-12-2013 10:07 
 Ocena 1 na 1
DeeDee (822 punktów)
Wnioski jakie wyciągasz ze swojej nieudanej psychoterapii są jak dla mnie bzdurne.
11-12-2013 11:16 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
"Za młodu", czyli jakieś 20 do 30 lat temu? Od tamtej pory wiele się zmieniło, przede wszystkim obecnie stosuje się leki nowej generacji, mało - nazwijmy to - inwazyjne. No i metody też się zmieniły...
Zresztą zupełnie dobrze może się obyć bez leków. Grunt to wywalić z siebie problem i dojść do jego źródła.
finerbijk (17282 punktów)
>Zresztą zupełnie dobrze może się obyć bez leków. Grunt to wywalić z siebie problem i dojść do jego źródła.
Tak, żadne leki nie usuwają przyczyny a tylko skutki. Nie będę się upierał co do skuteczności stosowanych terapii psychologicznych czy psychiatrycznych, ale będę się upierał, że najpierw należy podjąć próbę samodzielnego poradzenia sobie z problemem, bo zwykle jest to jak najbardziej w zasięgu pt klienta psychoterapeutów - wymaga to pewnego wysiłku, ale długofalowe rezultaty są znacznie lepsze niż korzystanie z rad typu "łyknij pigułkę, świat będzie lepszy" albo "idź do psychologa, psycholog prawdę ci powie".
DeeDee (822 punktów)
Usunięte przez moderatora
10-12-2013 10:47 
 Ocena 2 na 2
DeeDee (822 punktów)
> No i jakby znajomi lub rodzina się dowiedzieli że chodzę do psychiatry... Wtedy to bym dopiero miał problem.

Chłopie!!! chyba trzeba tobą potrząsnąć albo co

Tu chodzi o TWOJE życie!!! o to czy bedziesz żył (bo z tego co piszesz czasem wolałbyś wąchać kwiatki od spodu) i o jego JAKOŚĆ.

Zresztą - założę się- twoja rodzina i przyjaciele, gdyby wiedzieli to, co nam tu serwujesz SAMI by wysyłali cię do psychologa a może nawet zaproponowaliby, że ci będą towarzyszyć.

Zawalcz chłopie o siebie, i zrób coś heroicznego (podobno faceci lubią takie klimaty) I IDŹ DO PSYCHOLOGA!
10-12-2013 15:49 
 Ocena 3 na 3
werter9876 (14 punktów)
Dziękuję Ci. Dlaczego nie spotkałem kogoś takiego w realu? W ogóle jest tak, że jak się mówi o takich rzeczach, że ma się te czarne myśli to ludzie myślą i mówią że się poprzewracalo w du... Mówi się, że jak ktoś jest młody, zdrowy, żyje w okresie bez wojen i ma co jest jeść to powinien być szczęśliwy, bo przecież są inni, np niepełnosprawni, którzy chętnie by wzięli takie życie. Ale to chodzi właśnie o myśli, o świadomość bezsensu, smutek, samotność itp. Dlatego jestem pozytywnie zaskoczony tym co piszecie. Myślę, że jednak pójdę z tym do specjalisty, przekonaliscie mnie.
DeeDee (822 punktów)

Medieval (3004 punktów)
Mam propozycję, przeczytaj książkę "Chce się żyć" Macieja Pieprzycy.
werter9876 (14 punktów)
Ok, przeczytam
Selanos (12869 punktów)
Chodźmy na browara, to co prawda nie rozwiąże żadnego problemu, ale przynajmniej jest przyjemne

Nie wiem o co chodzi z tym całym sensem życia, nigdy nie miałem i jestem całkiem zadowolony.
10-12-2013 04:46 
 Ocena 2 na 2
werter9876 (14 punktów)
Wiesz... Bardzo chętnie poszedlbym na browara z kimś z tego forum
10-12-2013 08:21 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>Wiesz... Bardzo chętnie poszedlbym na browara z kimś z tego forum
No! I to będzie pierwszy krok w dobrym kierunku.
Ale fachowej pomocy też radziłabym Ci spróbować. Posłuchaj starej ciotki Meret , ona wie, co mówi.
Selanos (12869 punktów)
>Wiesz... Bardzo chętnie poszedlbym na browara z kimś z tego forum

Problem w tym, że mamy tutaj miszmasz ludzi z całej Polski. W większych miastach pewnie jest z kilkanaście osób które dałoby się zorganizować na integracyjnego browara, ale ja z prowincji...
eipi (774 punktów)
Witaj, zasadniczo podpisuję się pod większością tego, co napisali moi przedmówcy.
Zatem chciałem Ci tylko polecić krótki, ale bardzo mądry film Sama Harrisa (jeśli tu bywasz, nazwisko na pewno Ci znane , który wydaje mi się wyjątkowo odpowiedni do problemu, który poruszasz. Mam nadzieję, że jakoś Cię zainspiruje

www.youtube.com/watch?v=T3JzcCviNDk
chesterx (739 punktów)
(zablokowany)
Nie ma czegoś takiego jak aprioryczny sens życia. To człowiek robiąc, przynajmniej zazwyczaj, większość czynności w jakimś celu i jakimś sensem, rozpaczliwie usiłuje nadać sens wszystkiemu, co go otacza. To człowiek nadaje sens swoim czynnościom, życie jest sumą określonych czynności organizmu, wszystko więc zależy od ciebie.
werter9876 (14 punktów)
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. I jednocześnie, chociaż autentycznie mi głupio, chciałbym was prosić o pomoc czy może po prostu o jakieś rady odnośnie jeszcze jednego problemu, który mnie gnębi... Zaznaczam, że to jest bardzo głupie, ale tak mam naprawdę, to nie prowokacja. Zaczęło się chyba gdzieś tak półtora roku temu, podczas rozpoczęcia poważnej nauki do matury. Uczyłem się jednocześnie angielskiego, matematyki, polskiego i fizyki. Jednocześnie czyli po np 1 lub 2 godz dziennie na przedmiot, tak po kolei. I np rano uczyłem się matematyki, później następne i tak do końca dnia. Ale wieczorem uswiadamalem sobie, że nic nie umiem. Więc następnego dnia robiłem dokładnie te same zadania i tematy... I tak codziennie. Niektóre zadania robiłem po 20 do 30 razy. Polecenia umiałem na pamięć już, zadania były banalne. Dodam, że nie jestem bardzo głupi,matematykę zdałem na 100 procent. Ale męczy to mnie do dziś. Chciałbym uczyć się rosyjskiego, pierwszy rozdział z książki przerobilem już ok... 50 razy (!) Umiem już to doskonale, znam na pamięć, ale każdego dnia znów zaczynam książkę od nowa. Teraz mam tak ze wszystkim. Czy chcę przeczytać powieść, czy dowolną książkę, ciągle po jakiś czasie stwierdzam, że dla pewności przeczytam jeszcze raz... Dodam, że nie mam problemów z koncentracją, książki są pisane w przystępny sposób. Doszło do tego, że nic już nie czytam. Wiem, że to się wydaje nieprawdopodobne, ale jest prawdziwe i strasznie niszczy mi życie. Co mam zrobić ?
15-12-2013 11:27 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
Skoro już zdecydowałeś się iść do specjalisty, opowiedz mu również o tym.
Tylko nie "zapomnij" iść.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365