Racjonalista - Strona głównaDo treści
Religia a przeszczep wątroby

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
28-11-2010 13:12Witold Losek (800 punktów)Religia a przeszczep wątroby
Witam!
Na początku mojej wypowiedzi, posłużę się cytatem z książki "reklamowanej" na portalu racjonalista.pl:

Walter Burkert Stwarzanie Świętości. Ślady biologii we wczesnych wierzeniach religijnych, str16::
Z powszechnym występowaniem religii współgra jej zdolność przetrwania tysiącleci. Niewątpliwie zdołała ona przetrzymać najgłębsze przemiany społeczno-gospodarcze: rewolucję neolityczną, rewolucję miejską, a nawet rewolucję przemysłową. Nawet jeśliby przyjąć, że religia została wynaleziona w określonym momencie dziejów, nie zmienia to faktu, że później potrafiła przeniknąć praktycznie do każdej postaci kultury ludzkiej. Nigdy też, w toku dziejów nie została ewidentnie wynaleziona po raz wtóry, lecz istniała zawsze, przekazywana z pokolenia na pokolenie od niepamiętnych czasów.


Jak to się stało, że religia przetrwała taki szmat czasu. Co spowodowało, że w ogóle pojawiła się wśród ludzi, i co było przyczyną, źródłem jej siły przetrwania?
Racjonalista wierzący, taki jak ja, powie oczywiście, że to Bóg jako przyczyna wszystkiego, jest również źródłem i tej cechy ludzkości, jaką jest powszechna wiara.
Racjonalista niewierzący, odrzuciwszy ideę Boga powie oczywiście, że to ewolucja spowodowała powstanie w/wym. cechy, oraz jej trwanie. Ponieważ boskie przyczyny czegokolwiek są - racjonalne - ale nieudowadnialne, skupmy się na chwilę na drugiej z opcji.
Jak można było nie tak dawno przeczytać np. TU:
wiara w spójny system religijny, taki jak chrześcijaństwo, islam, judaizm, etc. zwiększa szansę na przeżycie ciężkiej choroby, np. przeszczepu wątroby o ok. 26%. Metaanalizy dokonano na liczbie 126000 ludzi!
Niezależnie od tego, czy Bóg jest, czy Go nie ma, wierząc w Niego, zwiększamy szansą na przeżycie w sytuacji dużego stresu, o ponad 1/4!
Inaczej mówiąc, jeśli jakiś niewierzący racjonalista, pozwoli, albo wręcz spowoduje, że jego dzieci również zostaną ludźmi niewierzącymi - to ni mniej ni więcej, zredukuje ich szanse na przeżycie ciężkiej choroby o około 1/4 w porównaniu do dzieci wierzących racjonalistów!

W ten sposób, na poziomie jednostek, wierzący mają większą szansę na przeżycie niż niewierzący, tylko z racji tego, że wierzą w jakiegoś Boga ( inna zupełnie sprawa, to ewentualna niesprawdzalna, niematerialna pomoc uzyskiwana od Istoty w Którą Wierzą ).
Co więcej, taki ewolucyjny mechanizm, działa również na poziomie społeczeństw!
Jeżeli dwie konkurujące ze sobą społeczności, różnić się będą systemem wiary, to przetrwa ta społeczność, której system będzie bardziej spójny!
A to prowadzi do wniosku, że ci niewierzący racjonaliści, którzy propagują różne idee typu Polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti albo wpadają na pomysły wieszania w klasach obok krzyży symboli druidystycznych, tną z zapałem gałąź na której siedzą.

Dbajcie o Wasze świątynie, bo jak nie, to wasze dzieci chodzić będą do meczetów (o ile przeżyją przeszczep wątroby)!
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

28-11-2010 13:31
 Ocena 11 na 11
spellbinder (8577 punktów)

>Jak to się stało, że religia przetrwała taki szmat czasu. Co spowodowało, że w ogóle pojawiła się
>wśród ludzi, i co było przyczyną, źródłem jej siły przetrwania?

Żądza pieniądza. Jedni preferują przemoc, a inni wolą działać pod płaszczykiem niesienia pomocy duchowej. Tak i wygodniej i bezpieczniej.

Przetrwała cała masa głupich przyzwyczajeń, które nie płyną z przemyślenia czegoś (bo i nie nad czym myśleć), a z przyzwyczajenia przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Na przykład dlaczego podajemy sobie ręce? W okresie okołozimowo-bakteryjno-kropelkowym to czysty idiotyzm

>wiara w spójny system religijny, taki jak chrześcijaństwo, islam, judaizm, etc. zwiększa szansę na
>przeżycie ciężkiej choroby, np. przeszczepu wątroby o ok. 26%. Metaanalizy dokonano na liczbie
>126000 ludzi!

No patrz - to znaczy, że bóg działa gorzej niż placebo...

Poza tym przy takiej ilości nieweryfikowalnych warunków można sobie odpuścić wnioski z badania, bo i ludzie byli inaczej leczeni, mieli inną kondycję fizyczną i psychiczną, różny wiek, i tak można wymieniać godzinami.

Badanie w oczywisty sposób zostało zrobione w imię słusznego (jedynego) światopoglądu, a i tak wyszło gorzej niż placebo. Cud

> Niezależnie od tego, czy Bóg jest, czy Go nie ma, wierząc w Niego, zwiększamy szansą na
>przeżycie w sytuacji dużego stresu, o ponad 1/4!

A wierząc w skuteczność terapii aż o 40%. To może lepiej niż w boga wierzyć w umiejętności lekarzy?

>Jeżeli dwie konkurujące ze sobą społeczności, różnić się będą systemem wiary, to przetrwa ta
>społeczność, której system będzie bardziej spójny!

Nie tyle system "wiary" co system wartości. A wartości ludzie mają i bez wiary.
28-11-2010 14:22 
 Ocena 1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>No patrz - to znaczy, że bóg działa gorzej niż placebo...
>Poza tym przy takiej ilości nieweryfikowalnych warunków można sobie odpuścić wnioski z badania, bo i ludzie byli inaczej leczeni, mieli inną kondycję fizyczną i psychiczną, różny wiek, i tak można wymieniać godzinami.
>Badanie w oczywisty sposób zostało zrobione w imię słusznego (jedynego) światopoglądu, a i tak wyszło gorzej niż placebo. Cud
Mylisz się, w metaanalizach takich jak ta, wszystkie te czynniki bierze się pod uwagę. Wyniki badania jednoznacznie mówią, że wiara w Boga zwiększa przeżycie o 26%. Światopogląd badaczy nie ma nic do rzeczy, tylko właśnie światopogląd badanych. To światopogląd badanych wpływa na ich przeżycie. Jeśli znasz wyniki jakichś badań oceniający wpływ placebo na przeżycie przeszczepu wątroby, to chętnie przeczytam...
Acha, i jeszcze jedno. Pisząc, że bóg działa gorzej niz placebo, mylisz Boga z wiarą w Niego. Badania oceniało jak wiara w Boga wpływa na przeżywalność przeszczepów. Działania Boga jako takiego, nie jesteśmy w tanie sprawdzić, ani udowodnić! I nie mówimy tu o żadnych cudach, tylko o wpływie tego, w co wierzy chory, na jego psychikę i przełożeniu tej wiary na przeżywalność ciężkich operacji!
>A wierząc w skuteczność terapii aż o 40%. To może lepiej niż w boga wierzyć w umiejętności lekarzy?
Chyba jedno nie wyklucza drugiego. Zaufanie do lekarzy jest ważne, nikt nie postuluje zastąpienia jednego drugim. Ale fakty są własnie takie: jeśli chcesz by Twoje dzieci miały większą szansę na przeżycie ciężkiej choroby, to możesz dać im oczywiście placebo, możesz też dać im placebo i pozwolić im uwierzyć w Boga. Są takie sytuacje w życiu, w których nie możesz wmówić człowiekowi żadnego skutecznego placebo, a wiara w Coś Sensownego może mu pomóc. Tak czy inaczej, walka z wiarą jest w świetle tego badania - całkowicie nieracjonalna!
c.b.d.u
>Nie tyle system "wiary" co system wartości. A wartości ludzie mają i bez wiary.
Jakie wartości? Jaki system wartości stworzył sobe człowiek sam? Znasz takie społeczeństwo, które opracowało skuteczny, autonomiczny system wartości? Druga sprawa, to to, że aby zaistniała moralność, to musi być Wolna Wola, a żeby zaistniała Wolna Wola, to jak już to na racjonaliście przerabialiśmy, koniczne jest istnienie duszy, a istnienie duszy zdaje się - Wy - "racjonaliści" - nie wierzycie.


Dbajcie o Wasze świątynie, bo jak nie, to wasze dzieci chodzić będą do meczetów (o ile przeżyją przeszczep wątroby)!

28-11-2010 15:21 
 Ocena 10 na 10
spellbinder (8577 punktów)
>Mylisz się, w metaanalizach takich jak ta, wszystkie te czynniki bierze się pod uwagę.

Czyli w sumie nie było ważne ile osób brało udział w badaniu, i że to taka ładna, duża liczba - skoro wyniki były (w najlepszym razie) zależne od wyników w podgrupkach. A że podgrupek bardzo dużo, to i ludzi w każdej mało.

Żeby było uczciwie trzeba wziąć pod uwagę podstawowe rzeczy - wiek (powiedzmy, że pięć grup). Płeć (dwie grupy). Spożycie alkoholu, dieta, aktywność fizyczna, zawód (stresujący czy nie), inne choroby, rodzaj leczenia, miejsce zamieszkania, kondycja psychiczna osoby, kondycja fizyczna, a nawet takie głupoty jak sytuacja finansowa czy życiowa. I nawet jeśli by w rzeczach poza wiekiem były tylko po dwa warunki, to i tak próba na podstawie której można wnioskować będzie ponad 16000 razy mniejsza. Czyli mniej niż 30 osób w warunku, a więc za mało aby wnioskować.

Takie badanie to jest pic na wodę. Tym bardziej, że wyszła im skuteczność mniejsza niż w przypadku placebo.

>Światopogląd badaczy nie ma nic do rzeczy, tylko właśnie światopogląd badanych.

Światopogląd badacza jak najbardziej ma znaczenie, gdyż ponieważ jego dążenie do udowodnienia tego, co sam wie wpływa na sposób w jaki organizuje wyniki.

>Zaufanie do lekarzy jest ważne, nikt nie postuluje zastąpienia jednego drugim. Ale fakty są własnie takie: jeśli chcesz by Twoje dzieci miały większą szansę na przeżycie ciężkiej choroby, to możesz dać im oczywiście placebo, możesz też dać im placebo i pozwolić im uwierzyć w Boga.

Chyba nie tyle "pozwolić im uwierzyć w boga", co zmanipulować je, aby uwierzyły w coś, co do czego nie ma nawet jednej przesłanki, że istnieje.

>>Nie tyle system "wiary" co system wartości. A wartości ludzie mają i bez wiary.
>Jakie wartości? Jaki system wartości stworzył sobe człowiek sam?

Nie jedz mięsa??? Nie torturuj zwierzątek??? Nie noś naturalnego futra??? Nie bij dziecka???

Choćby te rzeczy nijak nie pochodzą od kościoła, który to nie widzi w rzeczach powyższych nic złego.

>Znasz takie społeczeństwo, które opracowało skuteczny, autonomiczny system wartości?

Póki się czarne żuczki panoszą, to ciężko coś takiego zrobić. Niemniej całkiem sporo ludzi w naszym pięknym kraju ma światopogląd niezależny od nauk kościoła.

>Druga sprawa, to to, że aby zaistniała moralność, to musi być Wolna Wola, a żeby zaistniała Wolna Wola, to jak już to na racjonaliście przerabialiśmy, koniczne jest istnienie duszy, a istnienie duszy zdaje się - Wy - "racjonaliści" - nie wierzycie.

Dusza potrzebna do wolnej woli?
Wybacz, ale każdy wie, że do wolnej woli potrzebne jest przede wszystkim nasienie Beliala.
Kuba K. (3909 punktów)
>do wolnej woli potrzebne jest przede wszystkim nasienie Beliala.

Pięknie powiedziane - muszę to sobie zapisać - wprost idealne na motto

Witold Losek (800 punktów)
>Dusza potrzebna do wolnej woli?
>Wybacz, ale każdy wie, że do wolnej woli potrzebne jest przede wszystkim nasienie Beliala.
Mało wiesz o prawach fizyki,co?
28-11-2010 22:49 
 Ocena 4 na 4
spellbinder (8577 punktów)
>Mało wiesz o prawach fizyki,co?

Wybacz, ale co ma fizyka wspólnego z nasieniem Beliala, a tym bardziej "duszą"?
Witold Losek (800 punktów)
>Wybacz, ale co ma fizyka wspólnego z nasieniem Beliala, a tym bardziej "duszą"?
Wybaczam.
Ma i to dużo. Swego czasu poświęciliśmy tu jeden cały wątek, ale mówiąc w skrócie, jeśli człowiek składa się tylko z materii i "fizycznych" form energii, i nie ma w nim niczego niematerialnego, niefizycznego, takiego jak dusza, to musi w całości, podlegać prawom fizyki. A prawa fizyki są dwojakiego rodzaju. Jedne ( mniejsza, skończona liczba praw ), to prawa determnistyczne, czyli takie, które rządzą światem materialnym w sposób ściśle określony. Np. Prawo Powszchnego Ciażenia nie pozostawia żadnemu ciału żadnego wyboru, określona z góry, bardzo dokładnie jest wartość siły, kierunek i zwrot, z jaką jedno ciało przyciąga drugie. Nie nie jet Przypadkowe. Inne prawa, zdecydowana większość praw, to prawa rządzące się chaosem, przypadkiem. Np. prawa mechaniki kwantowej. Tam nic nie jest i nie może być z góry określone. Wszystko jest Przypadkiem. Reasumując, jeśli Twoje ciało jest tylko materialne, to podlega wszystkim bez wyjątku prawom fizyki, w każdym bez wyjątku momencie Twego życia i Twoje działania są albo wynikiem determinizmu niektórych z nich, albo efektem przypadku innych praw. Nie ma Wolnej Woli, jest tylko jej złudzenie. A jeśli nie ma Wolnej Woli, to i cała moralność, katolicka i niekatolicka, mądra i głupia, wierząca i niewierząca, bierze w łeb...
29-11-2010 16:18 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Ma i to dużo. Swego czasu poświęciliśmy tu jeden cały wątek, ale mówiąc w skrócie, jeśli człowiek składa się tylko z materii i "fizycznych" form energiii nie ma w nim niczego niematerialnego, niefizycznego, takiego jak dusza, to musi w całości, podlegać prawom fizyki.

Widzisz, jak zaobserwować energię? Albo falę radiową? Albo mikrofale? No można, jak się ma sprzęt. Ale okiem nieuzbrojonym tego nie zobaczysz.

Dusza to rzecz której absolutnie nie widać, nie można jej zaobserwować, ani udowodnić jej istnienia. Co nie zmienia faktu, że nie musi być czymś "metafizycznym" - twierdzenie, że jest "jakaś tam" jest z góry błędne.

>A jeśli nie ma Wolnej Woli, to i cała moralność, katolicka i niekatolicka, mądra i głupia, wierząca i niewierząca, bierze w łeb...

A ja myślę, że kościół katolicki wciąż działa tylko i wyłącznie dlatego, że tej "wolnej woli" nie ma. Bo gdyby ludzie mieli potrzebę działania jak im się podoba, nie spoglądaliby z nabożnością w stronę ambony, z której co tydzień lecą wskazówki odnośnie tego jak należy przeżyć swoje życie.
Witold Losek (800 punktów)
Otóż mylisz się. Zapytaj kogoś, kto zna i rozumie prawa fizyki. Jeśli dusza będzie fizyczna, będzie podlegać prawom fizyki. A te, jakie są, każdy odpowiednio wykształcony człowiek wie. Jeśli Wolna Wola ma być wolna, to człowiek musi mieć metafizyczną, niematerialną duszę. Kropka. Ty na przykład podjąłeś decyzję by napisać kilka niepotrzebnych nie na temat zdań o Kościele Katolickim. Kto podjął tę decyzję. Jesli była to decyzja wolna, tzn. niezaprogramowana wcześniej, ani nie przypadkowa, to musi istnieć jakaś metafizczna, niematerialna cząstka Ciebie. I ta część, roboczo zwana duszą, nie podlega obserwacji, ani badaniu środkami dostępnymi ziemskim badaczom i jest również z definicji nieudowadnialna. Podobnie jak Wolna Wola.
Pozdro.
WL
29-11-2010 19:10 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>Otóż mylisz się. Zapytaj kogoś, kto zna i rozumie prawa fizyki. Jeśli dusza będzie fizyczna, będzie podlegać prawom fizyki.

A potrafisz udowodnić, że nie podlega? Nie potrafisz, dlatego głównie, że nie jesteś w stanie pokazać "to jest dusza", ani tym bardziej dodać "zbadajmy ją".

>A te, jakie są, każdy odpowiednio wykształcony człowiek wie.

Jeśli uważasz, że prawo powszechnego ciążenia duszy w czymś przeszkadza...

>Jeśli Wolna Wola ma być wolna, to człowiek musi mieć metafizyczną, niematerialną duszę. Kropka.

No właśnie, że nie. Aby wolna wola była wolna niezbędne jest nasienie Beliala, jak już pisałem. Kropka.

A tak serio - żeś sobie nie wiadomo skąd wziął tą zależność wolnej woli z duszą.

>Ty na przykład podjąłeś decyzję by napisać kilka niepotrzebnych nie na temat zdań o Kościele Katolickim. Kto podjął tę decyzję.

Kto? Wiele czynników. Trzeba być ignorantem aby nie wziąć pod uwagę mnogości wpływów jakie decydują o takim a nie innym zachowaniu. Zauważ, że po pierwsze - aby krytykować kościół, musiałem w swoim życiu zetknąć się z czymś, co mi się nie podobało. Być może z przedstawicielem wyżej wymienionej instytucji, który nie zachowywał się zgodnie z doktryną przez siebie głoszoną (a choćby taki jak ten z linku celebrifi.(*)cused-him-of-rape-4082125.html).

Po drugie, muszę posiadać odpowiednio ukształtowany system nerwowy, określony temperament, aby wdawać się w takie dyskusje.

Może być to wywołane również potrzebą konsolidacji z grupą i usłyszenia poklasku, a wiem, że komentarze nieprzychylne kościołowi są tutaj mile widziane. Przy czym większość tego typu zachowań mamy zakodowane.

Wolna wola to rzecz o tyle zabawna, co łatwa do podważenia. Człowiek nie jest w stanie utrzymać pełnej kontroli nad podstawowymi czynnościami fizjologicznymi. Nie jest w stanie kontrolować swojej percepcji. Nie jest w stanie wyciągać wniosków w sposób jaki mu się marzy. Na jego zdolność wnioskowania wpływa każda głupota, poczytaj sobie o wpływie nastroju na globalność/lokalność postrzegania, albo chociaż obczaj podstawowy błąd atrybucji, a wtedy możesz wypowiadać się o "wolnej woli".

>Jesli była to decyzja wolna, tzn. niezaprogramowana wcześniej, ani nie przypadkowa, to musi istnieć jakaś metafizczna, niematerialna cząstka Ciebie.

Nasienie Beliala musi istnieć, a nie niematerialna cząstka.

Ja Ci powiem od razu - to była decyzja zaprogramowana. W zamierzchłym dzieciństwie bowiem zauważyłem, że jeśli ktoś stawia bzdurne teorie o tematyce metafizycznej, to wyśmianie jego poglądów sprawia radość ludziom, którzy przysłuchują się dyskusji.

>I ta część, roboczo zwana duszą, nie podlega obserwacji, ani badaniu środkami dostępnymi ziemskim badaczom i jest również z definicji nieudowadnialna. Podobnie jak Wolna Wola.

Dusza jest nieobserwowalna (to w sumie logiczne, skoro nie istnieje), więc nie można o niej wnioskować - nie można wnioskować również tego, że jest niematerialna, co uparcie Waść czynisz. Wolną wolę z kolei podważa taka masa badań, że aż nie chce mi się ich przytaczać więcej. Poczytaj o procesach decyzyjnych, albo bodźcach podprogowych i wtedy wypowiadaj się o istnieniu "wolnej woli". Mnóstwo bowiem decyzji zapada poza udziałem świadomości człowieka.
29-11-2010 20:57 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>A potrafisz udowodnić, że nie podlega? Nie potrafisz, dlatego głównie, że nie jesteś w stanie pokazać "to jest dusza", ani tym bardziej dodać "zbadajmy ją".
Jeśli dusza podlega prawom fizyki, to w dalszym ciągu nie ma Wolnej Woli. Aby istniała Wolna Wola, to część człowieka ( dusza, o ile wogóle istnieje )musi być niezależna od praw fizyki.
>Jeśli uważasz, że prawo powszechnego ciążenia duszy w czymś przeszkadza...
>A tak serio - żeś sobie nie wiadomo skąd wziął tą zależność wolnej woli z duszą.
Czytaj uważnie i się nie denerwuj. Jeśli uważasz, że jesteś w stanie podważyć moje rozumowanie, to czekam spokojnie na rozsądne argumenty.
>Kto? Wiele czynników. Trzeba być ignorantem aby nie wziąć pod uwagę mnogości wpływów jakie decydują o takim a nie innym zachowaniu. Zauważ, że po pierwsze - aby krytykować kościół, musiałem w swoim życiu zetknąć się z czymś, co mi się nie podobało. Być może z przedstawicielem wyżej wymienionej instytucji, który nie zachowywał się zgodnie z doktryną przez siebie głoszoną (a choćby taki jak ten z linku celebrifi.(*)cused-him-of-rape-4082125.html).
>Po drugie, muszę posiadać odpowiednio ukształtowany system nerwowy, określony temperament, aby wdawać się w takie dyskusje.
>Może być to wywołane również potrzebą konsolidacji z grupą i usłyszenia poklasku, a wiem, że komentarze nieprzychylne kościołowi są tutaj mile widziane. Przy czym większość tego typu zachowań mamy zakodowane.
>Wolna wola to rzecz o tyle zabawna, co łatwa do podważenia. Człowiek nie jest w stanie utrzymać pełnej kontroli nad podstawowymi czynnościami fizjologicznymi. Nie jest w stanie kontrolować swojej percepcji. Nie jest w stanie wyciągać wniosków w sposób jaki mu się marzy. Na jego zdolność wnioskowania wpływa każda głupota, poczytaj sobie o wpływie nastroju na globalność/lokalność postrzegania, albo chociaż obczaj podstawowy błąd atrybucji, a wtedy możesz wypowiadać się o "wolnej woli".
A co ma piernik do wiatraka. Zastanów się nad dowolną prostą decyzją. Np. którą nogą najpierw ruszyć się z miejsca. Aby to by ła Twoja decyzja, musisz mieć niezależną od fizyki duszę. Inaczej, będzie to tylko przypadkowa emanacja praw kwantowych rządzących elektronami w Twoim mózgu.
>Dusza jest nieobserwowalna (to w sumie logiczne, skoro nie istnieje), więc nie można o niej wnioskować - nie można wnioskować również tego, że jest niematerialna, co uparcie Waść czynisz. Wolną wolę z kolei podważa taka masa badań, że aż nie chce mi się ich przytaczać więcej. Poczytaj o procesach decyzyjnych, albo bodźcach podprogowych i wtedy wypowiadaj się o istnieniu "wolnej woli". Mnóstwo bowiem decyzji zapada poza udziałem świadomości człowieka.
Tak mnóstwo decyzji zapada, ale nie zmienia to faktu, że są decyzje na które - jak się wydaje - mamy wpływ. I one podlegają, jak sądzę nasze woli. W każdym razie mojej, bo skoro Ty nie masz duszy, to wątpię, byś mógł podejmować wolne decyzje...
29-11-2010 21:19 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Jeśli dusza podlega prawom fizyki, to w dalszym ciągu nie ma Wolnej Woli. Aby istniała Wolna Wola, to część człowieka ( dusza, o ile wogóle istnieje )musi być niezależna od praw fizyki.

A skąd taki wniosek? I skąd przypuszczenie, że nawet zakładając niepodległość duszy względem praw fizyki, nie istnieją inne prawa, którym owa dusza mogłaby podlegać?

>Czytaj uważnie i się nie denerwuj. Jeśli uważasz, że jesteś w stanie podważyć moje rozumowanie, to czekam spokojnie na rozsądne argumenty.

Tu nawet nie ma żadnych argumentów. "Bo tak" to nie jest argument.

>A co ma piernik do wiatraka. Zastanów się nad dowolną prostą decyzją. Np. którą nogą najpierw ruszyć się z miejsca. Aby to by ła Twoja decyzja, musisz mieć niezależną od fizyki duszę. Inaczej, będzie to tylko przypadkowa emanacja praw kwantowych rządzących elektronami w Twoim mózgu.

A ten znowu o duszy. I to jest właśnie bajer, żeby wolna wola osiągała apogeum w decyzji którą nogą ruszyć. Wziąwszy pod uwagę, że chodzenie jest czynnością zautomatyzowaną, o której nawet nie myślimy, "decydowanie" o wyborze nogi jest czymś godnym uwagi.

>Tak mnóstwo decyzji zapada, ale nie zmienia to faktu, że są decyzje na które - jak się wydaje - mamy wpływ.

Dokładnie tak - "jak się wydaje". A źle się wydaje.
Tolkien dla przykładu mógł wrzucić do swojej powieści tysiące przeróżnych poczwar, a zdecydował się na pająki. W kolejnej powieści kazał głównemu bohaterowi walczyć z olbrzymią pajęczycą - żeby było zabawniej, Tolkien był w dzieciństwie ugryziony przez ptasznika.
Robert E. Howard z kolei stworzył sobie przypakowanego kolesia, który walczyć się nie boi z jednego powodu - sam był nieudacznikiem życiowym, w dzieciństwie mu dokuczali w szkole bo był gruby.
Nawet takie tematy są zdefiniowane przez to co człowiek przeżył. Wolna wola ogranicza się więc tylko i wyłącznie do decyzji - pisać, czy nie pisać. Bo temat od dawna jest narzucony.

>I one podlegają, jak sądzę nasze woli. W każdym razie mojej, bo skoro Ty nie masz duszy, to wątpię, byś mógł podejmować wolne decyzje...

Jakie to decyzje podlegają Twojej woli? I nie dusza, a nasienie Beliala, pamiętaj.
Witold Losek (800 punktów)
>A skąd taki wniosek? I skąd przypuszczenie, że nawet zakładając niepodległość duszy względem praw fizyki, nie istnieją inne prawa, którym owa dusza mogłaby podlegać?
Nie ma żadnej pewności co do tego, czy potencjalna dusza podlega, czy nie jakimś prawom. Nic nie wiemy o duszy. Mówię tylko, bo od tego się zaczeło, że dusza jest warunkiem konicznym, dla zaistnienia Wolnej Woli.
Nie wiem jakim prawom podlega dusza, ale wiem, że jej istnienie jest konieczne dla istnienia Wolnej Woli.
>Tolkien dla przykładu mógł wrzucić do swojej powieści tysiące przeróżnych poczwar, a zdecydował się na pająki. W kolejnej powieści kazał głównemu bohaterowi walczyć z olbrzymią pajęczycą - żeby było zabawniej, Tolkien był w dzieciństwie ugryziony przez ptasznika.
>Robert E. Howard z kolei stworzył sobie przypakowanego kolesia, który walczyć się nie boi z jednego powodu - sam był nieudacznikiem życiowym, w dzieciństwie mu dokuczali w szkole bo był gruby.
>Nawet takie tematy są zdefiniowane przez to co człowiek przeżył. Wolna wola ogranicza się więc tylko i wyłącznie do decyzji - pisać, czy nie pisać. Bo temat od dawna jest narzucony.
Nie ma najmniejszej wątpliwości, że nasze przeżycia wpływają na nasze postępowanie. Chodzi o to, czy cokolwiek robimy z własnej woli.
>Jakie to decyzje podlegają Twojej woli? I nie dusza, a nasienie Beliala, pamiętaj.
Zróbmy proste doświadczenie. Ja Cię poproszę, byś czytając mój tekst mrugnął okiem. Pozostawiam Ci wolny wybór oka. Ty możesz mrugnąć, lub nie - Twoja wola, i jeśli mrugniesz, to możesz wybrać oko - prawe lub lewe. Uważam, że wybór oka i decyzja o mrugnięciu, jest Twoją decyzją, na którą raczej nie ma wpływu Twoje wykształcenie, status majątkowy, przeżycia z dzieciństwa, problemy okresu dojrzewnia, pierwsze doświadczenia z dziewczynami, lub chłopakami, szczęśliwe, bądź nieszczęśliwe dzieciństwo, wczorajszy kac ( choć tu można by się spierać ), jutrzejszy egzamin z Nowoczesnych Metod Wyśmiewania Katolików, na Uniwersytecie Ateistycznym, ( żart, żart!!!), plamy na słońcu, chwilowe wahania poziomu przepływających przez Twoje ciało strumieni neutrinów itp. To - w moim przekonaniu - czy mrugniesz i którym okiem - zależy wyłącznie od Ciebie. I twierdzę z całą pewnością, że aby to była Twoja decyzja, to w świetle współczesnej wiedzy z zakresu fizyki, musisz mieć duszę!
Mruganie okiem, to tylko prosta czynność nie mająca znaczenia, ale oczywiście możemy sobie wyobrazić decyzje o większym znaczeniu. Jak przyciśniesz gaz do dechy żeby zdążyć na żółtym i trzepniesz w dziecko, zabijając je na miejscu, to - jeśli nie ma duszy - winne są prawa fizyki, determinizm, lub przypadek, ale jeśli masz duszę, i podjąłeś decyzję o tyle samodzielną, co błędną... No, to masz chłopie problem...
Pozdro.
29-11-2010 21:55 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Nie ma żadnej pewności co do tego, czy potencjalna dusza podlega, czy nie jakimś prawom. Nic nie wiemy o duszy. Mówię tylko, bo od tego się zaczeło, że dusza jest warunkiem konicznym, dla zaistnienia Wolnej Woli.

To jest cudowne po prostu. Zobacz co robisz (w sensie jak światopogląd zasnuwa mgłą Twój osąd). Jak sam przyznajesz - Dusza jest rzeczą, co do której nie ma nawet pewności czy istnieje. Jest według Ciebie warunkiem do zaistnienia wolnej woli, po czym stwierdzasz, że wolną wolę masz!

Widzisz to, prawda?

>Nie ma najmniejszej wątpliwości, że nasze przeżycia wpływają na nasze postępowanie. Chodzi o to, czy cokolwiek robimy z własnej woli.

Nie chodzi o to czy "cokolwiek" robimy z własnej woli Cokolwiek to za mało aby powiedzieć "człowiek ma wolną wolę". Cokolwiek starczy do powiedzenia - "o, a w tym wypadku ludzie mogą dowolnie wybrać".

>Zróbmy proste doświadczenie. Ja Cię poproszę, byś czytając mój tekst mrugnął okiem. Pozostawiam Ci wolny wybór oka. Ty możesz mrugnąć, lub nie - Twoja wola, i jeśli mrugniesz, to możesz wybrać oko - prawe lub lewe. Uważam, że wybór oka i decyzja o mrugnięciu, jest Twoją decyzją, na którą raczej nie ma wpływu Twoje wykształcenie, status majątkowy, przeżycia z dzieciństwa, problemy okresu dojrzewnia, pierwsze doświadczenia z dziewczynami, lub chłopakami, szczęśliwe, bądź nieszczęśliwe dzieciństwo, wczorajszy kac ( choć tu można by się spierać )

Znasz taki "test", który polega na zaśmieceniu człowiekowi pamięci różnymi bzdurami, a następnie pyta się go o podanie szybko narzędzia i koloru. Zdecydowana większość mówi "czerwony młotek". Faktycznie nie jest to zależne od płci, wykształcenia i doświadczenia z dziewczynami

Wybór oka z kolei jest związany z tym która strona ciała jest dominująca

>, jutrzejszy egzamin z Nowoczesnych Metod Wyśmiewania Katolików, na Uniwersytecie Ateistycznym, ( żart, żart!!!), plamy na słońcu, chwilowe wahania poziomu przepływających przez Twoje ciało strumieni neutrinów itp. To - w moim przekonaniu - czy mrugniesz i którym okiem - zależy wyłącznie od Ciebie.

Zależy od tego, jak już wspomniałem, która strona ciała jest dominująca - a to woli nie podlega w najmniejszym stopniu.

>I twierdzę z całą pewnością, że aby to była Twoja decyzja, to w świetle współczesnej wiedzy z zakresu fizyki, musisz mieć duszę!

Powtarzasz to i powtarzasz, ale to wcale nie czyni tej tezy bardziej wiarygodną.

>Mruganie okiem, to tylko prosta czynność nie mająca znaczenia, ale oczywiście możemy sobie wyobrazić decyzje o większym znaczeniu. Jak przyciśniesz gaz do dechy żeby zdążyć na żółtym i trzepniesz w dziecko, zabijając je na miejscu, to - jeśli nie ma duszy - winne są prawa fizyki, determinizm, lub przypadek, ale jeśli masz duszę, i podjąłeś decyzję o tyle samodzielną, co błędną... No, to masz chłopie problem...

W każdym wypadku masz problem - nieważne, czy tatuś tak instruował, czy nadeptując na gaz rozwiązujesz swoje problemy związane z niepewną tożsamością seksualną.
Witold Losek (800 punktów)
Ja nie wiem czy mam, ja wierzę w moją Wolną Wolę. Resztę wypowiedzi pozostawię bez komentarza, bo to chyba nie ma sensu...
Dobranoc.
29-11-2010 22:38 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>Ja nie wiem czy mam, ja wierzę w moją Wolną Wolę. Resztę wypowiedzi pozostawię bez komentarza, bo to chyba nie ma sensu...

Tak to się robi, jak się nie ma argumentów Też zdeterminowane.
30-11-2010 22:17 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Ja nie mam argumentów?
A kto cały czas odwraca kota ogonem?
Stawiam następującą tezę:
Żeby można było podjąć wolną, niezależną decyzję, wynikającą z osobistej wolnej woli, człowiek musi składać się - oprócz ciała - z niematerialnej duszy - ponieważ jeśli składałby się tylko z materialnego ciała i z "fizycznej" energii, to w całości zależałby od praw fizyki, podlegałby prawom fizyki, a te, jak ogólnie wiadomo, są albo deterministyczne, albo przypadkowe. I takie też, albo z góry określone, albo przypadkowe, byłyby decycje podejmowane przez człowieka pozbawionego duszy!
Potrafisz w jednym dowolnym miejscu wskazać mi błąd rozumowania?
30-11-2010 23:34 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> człowiek musi składać się - oprócz ciała - z niematerialnej duszy
Powinno być chyba "z niematerialnych dusz", bo znikąd nie wynika, jakoby dusza miała być jedna. Nie wiadomo też czy dusze są policzalne, ani czy stosuje się do nich pojęcie obiektowości (mogą być relacjami, relacjami na relacjach..).
Słowem nic o duszach nie wiadomo - mogą być diabli wiedzą czym - może to w ogóle diabły..
Czy można zaprzeczyć, że w każdym człowieku tkwi niematerialny diabeł?
01-12-2010 08:50 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>> człowiek musi składać się - oprócz ciała - z niematerialnej duszy
>Powinno być chyba "z niematerialnych dusz", bo znikąd nie wynika, jakoby dusza miała być jedna. Nie wiadomo też czy dusze są policzalne, ani czy stosuje się do nich pojęcie obiektowości (mogą być relacjami, relacjami na relacjach..).
>
Ale w każdym człowieku jest anioł i diaboł! Co pewien czas są wybory i któraś frakcja ma większość, mniejszość lub następuje równość czyli niezdecydowanie...
przykładowo: dzwoni telefon a nim słodki głoś: "balujemy od 15?" I? Cały ustrój pada, a skoro pada następują przyspieszone wybory parlamentarne: szybkie głosowanie. Anioł ma swoje racje (mąż/żona, dzieci, moralność, poranne kłopoty ze zdrowiem) ale Diaboł nie zasypia gruszek w popiele(piątek, rozrywka, potrzeba odreagowania).
Już Chińczycy malowali czarno białe kółka (pół na pół ) mające pokazać, że w człowieku powinna być pewna równowaga. Czyli sugerowali obecność co najmniej dwóch wartości (niech będzie dusz)
> Słowem nic o duszach nie wiadomo - mogą być diabli wiedzą czym - może to w ogóle diabły..
> Czy można zaprzeczyć, że w każdym człowieku tkwi niematerialny diabeł?

Mój jest materialny, co nie znaczy, że zmaterializowany...

I dlaczego wiecznie ON => ON Bóg, ON =>Diabeł.

Skoro "ON Bóg" stworzył człeczka na swój obraz i podobieństwo, to skąd ta wizja kobiety? "Playboja" przeglądał i go naszło?


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
01-12-2010 08:57 
 0 na 4
Witold Losek (800 punktów)
>Powinno być chyba "z niematerialnych dusz", bo znikąd nie wynika, jakoby dusza miała być jedna. Nie wiadomo też czy dusze są policzalne, ani czy stosuje się do nich pojęcie obiektowości (mogą być relacjami, relacjami na relacjach..).
Aj tam, aj tam!
Znikąd również nie wynika, że jest więcej niż jedna, a wiec to jest nieracjonalne dzielenie włosa na czworo. Nie wiemy też jakie pojęcia się do duszy stosują. wiemy tylko, że obecność duszy jest niezbędna, by podejmować jakiekolwiek niezależne decyzje.
> Słowem nic o duszach nie wiadomo - mogą być diabli wiedzą czym - może to w ogóle diabły..
Nic, mogą, może.
> Czy można zaprzeczyć, że w każdym człowieku tkwi niematerialny diabeł?
Nie można. W szczególności stężenie procentowe diabłów w duszach w okolicach portalu racjonalista wydaje się wzrastać...
01-12-2010 09:46 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

> wiemy tylko, że obecność duszy jest niezbędna, by podejmować jakiekolwiek niezależne decyzje.

Nie wiemy, tylko Witold Losek wierzy.
02-12-2010 21:43 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>Znikąd również nie wynika, że jest więcej niż jedna,
Tak. Nie wynika.
> a wiec to jest nieracjonalne dzielenie włosa na czworo.
Tak, ale dlaczego nieracjonalne? To także próba uogólnienia przez uzmiennienie ilości ew. dusz (jeśli z analizy wyjdzie konieczność jedyności, to wycofam liczbę mnogą).
> Nie wiemy też jakie pojęcia się do duszy stosują.
Oj, oj - to jak ją/je mamy określić?
> wiemy tylko, że obecność duszy jest niezbędna, by podejmować jakiekolwiek niezależne decyzje.
Acha. Czyli zakładacie, że bez dodatkowego (pozafizycznego?) czynnika
czyjś wybór jest zawsze zależny od kogoś innego lub od duszy - zaś dusze
(tu użyję liczby mnogiej, bo wyborów jest więcej niż jeden, a nie wiadomo czy za każdym ta sama dusza stoi)
są gwarantami niezależności tak od innych osób, jak i dusz.
Czy takie zgrubne określenie może być?

[Do opisu ludzkich decyzji stosuje się mnóstwo pojęć - woli, przekory, świadomości konsekwencji, wiedzy o własnych inklinacjach, .. pojęcie duszy ma być dodatkowe czy je w sobie zawierać?]

> W szczególności stężenie procentowe diabłów w duszach..
Zatem dusz byłoby więcej niż diabłów? Ryzykowna hipoteza - zdaje się bowiem, że wolność wyboru zaczyna się tam, gdzie ktoś w 'oczywiste' (w tym własne) przeświadczenie powątpi, przeciw woli 'koniecznej' się (nomen omen) zbiesi. Stąd sugestia, że dusz, jako następstw bezduszności/zniewolenia, powinno być mniej niż diabłów.

>.. w okolicach portalu racjonalista wydaje się wzrastać...
Trafiliście zatem na spore wyzwanie w odczynianiu duszności dusz (począwszy od własnych) ;]
Witold Losek (800 punktów)
>Oj, oj - to jak ją/je mamy określić?
Nie możemy ich określać.
>Acha. Czyli zakładacie, że bez dodatkowego (pozafizycznego?) czynnika
>czyjś wybór jest zawsze zależny od kogoś innego lub od duszy - zaś dusze
>(tu użyję liczby mnogiej, bo wyborów jest więcej niż jeden, a nie wiadomo czy za każdym ta sama dusza stoi)
>są gwarantami niezależności tak od innych osób, jak i dusz.
>Czy takie zgrubne określenie może być?
Niezupełnie. Bez dodatkowego pozafizycznego czynnika, wybór jest albo zależny od stanu początkowego materii, z której zbudowany jest człowiek, albo jest losowy, przypadkowy.
Obecność duszy, byłaby tylko gwarantem niezależności podejmowanych decyzji od materii i praw fizyki, ale od niczego więcej. Nic więcej z całą pewnością powiedzieć się nie da. Nie wiemy czy ta hipotetyczna dusza, jest całkiem wolna od wszelkiego rodzaju innych czynników, takich jak choćby inne dusze. Co więcej, zakładając teoretycznie, że mamy wolną wolę i duszę, pewnych decyzji i tak nie możemy podjąć. Np. jeśli spróbujesz wstrzymać oddech, to po pewnym czasie ośrodek oddychania w Twoim mózgu, pod wpływem wzrostu stężenia CO2 we krwi, spowoduje automatyczny wdech, i tym samym fizyczne ciało anuluje wolną, autonominczną decycję (hpotetycznej) duszy.
>[Do opisu ludzkich decyzji stosuje się mnóstwo pojęć - woli, przekory, świadomości konsekwencji, wiedzy o własnych inklinacjach, .. pojęcie duszy ma być dodatkowe czy je w sobie zawierać?]
Jeżeli nie ma duszy, to nie ma sensu żadne z pojęć przez Ciebie przywołanych. A jeżeli dusza jest, to kto wie, może niektóre z nich są przekorne bardziej niż inne, nie wiem.
>Trafiliście zatem na spore wyzwanie w odczynianiu duszności dusz (począwszy od własnych) ;]
Raczej w odczynianiu diablości (hipotetycznych) dusz...
Pozdro.
WL
06-12-2010 09:59 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>Nie możemy ich określać.
Zatem i samo określenie "dusza" ze słownika wyrzućmy.
>Obecność duszy, byłaby tylko gwarantem niezależności podejmowanych decyzji od materii i praw fizyki, ale od niczego więcej.
Czy nie istnieje obawa dodatkowego uzależnienia od czynników spoza "materii i praw fizyki"? Skąd domniemanie, że nie wpadniemy z 'deszczu' zwykłych, jako tako poznawalnych uwarunkowań, pod 'rynnę' większego jeszcze (chyba, że dusze są słabsze, subtelniejsze od ciał) zniewolenia?
> Nic więcej z całą pewnością powiedzieć się nie da.
Pogratulować pewności.

Pozdr.
06-12-2010 16:51 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Zatem i samo określenie "dusza" ze słownika wyrzućmy.
Możesz nazwać tę hipotetyczną część człowieka, jak chcesz, nie w nazwie chyba leży problem...
>Czy nie istnieje obawa dodatkowego uzależnienia od czynników spoza "materii i praw fizyki"? Skąd domniemanie, że nie wpadniemy z 'deszczu' zwykłych, jako tako poznawalnych uwarunkowań, pod 'rynnę' większego jeszcze (chyba, że dusze są słabsze, subtelniejsze od ciał) zniewolenia?
Obawa, a raczej możliwość takiego uzależnienia istnieje. Ja się wypowiadałem tutaj i teraz tylko w kwestii niezależności wolnej woli i duszy, czy też jakkolwiek chcesz ją/jego/to nazwać, od fizycznych praw rządzących wszechświatem. Twierdziłem tylko i nadal tak twierdzę, że nie można jednocześnie wierzyć w Wolną Wolę i negować istnienie duszy... A i tak nie wszyscy to skumali... Nie wszystkim się to podoba.
Reszta to kwestia wiary.
>Pogratulować pewności.
"Scio me nihil scire", ale "cogito ergo sum".
Pozdrowienia.
Witold Losek (800 punktów)
Hej. Co się stało? Twoja wypowiedź najpierw pokazała mi się, a potem zanim zdążyłem odpowiedzieć, zniknęła. Usunąłeś ją? Czemu?
Pozdro.
WL
01-12-2010 15:13 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Ja nie mam argumentów?

Nie masz

>A kto cały czas odwraca kota ogonem?

A kto w kółko powtarza to samo?

>Stawiam następującą tezę:
>Potrafisz w jednym dowolnym miejscu wskazać mi błąd rozumowania?

Potrafię go wskazać w każdym miejscu Twojego rozumowania.

1. Wprowadzanie konceptu "duszy", która w żaden sposób nie jest możliwa do zaobserwowania, zarówno bezpośrednio, jak i w postaci wpływu na dowolną rzecz.

2. Założenie, że dusza - mimo zerowej wiedzy o niej - nie podlega żadnym wpływom.

3. Założenie, że istnieje więcej możliwości niż "z góry określone" bądź "przypadkowe".
Oznaczałoby to, że podejmowana przez "duszę" decyzja nie jest związana z żadnym bodźcem zewnętrznym. Decyzja byłaby wtedy losowa, nie ma innej możliwości.
Witold Losek (800 punktów)
>A kto w kółko powtarza to samo?
Ja powtarzam, a Ty nadal nie rozumiesz...
>Potrafię go wskazać w każdym miejscu Twojego rozumowania.
>1. Wprowadzanie konceptu "duszy", która w żaden sposób nie jest możliwa do zaobserwowania, zarówno bezpośrednio, jak i w postaci wpływu na dowolną rzecz.
Wprowadzenie dowolnego konceptu, nie jest zabronione w dyskusji, szczególnie w filozofii. Ja mogę sobie wprowadzić dowolny koncept, ( np. mogę napisać, że dusza jest zielona, a z tyłu wisi jej coś na kształt kociego chwosta ) o ile potrafię to udowodnić. Możesz krytykować dowód, ale krytyka samego faktu wprowadzenia "konceptu" świadczy o Twoim całkowitym niezrozumieniu zasad dyskusji filozoficznej! Poczytaj sobie np. teorię Konrada T. Lewandowskiego, dotyczącą Zasady Zachowania Wolnej Woli, albo poczytaj np. Kanta. Kant m.in zakładał istnienie czegoś takiego jak mądrość przyrody. Twierdził że przyroda postępuje celowo, także w stosunku do człowieka. Zakładał też, że każde stworzenie otrzymało pewne przyrodzone zadatki, których celem jest całkowite rozwinięcie się zgodnie z ich celem. Jak takie "koncepty", mają się do Twego zarzutu? Spróbuj "zaobserwować" mądrość przyrody, albo wykazać wpływ Zasady Zachowania Wolnej Woli "na dowolną rzecz". Można, czy nie można wprowadzać takie "koncepty", i poddawać je przemyśleniom?
>2. Założenie, że dusza - mimo zerowej wiedzy o niej - nie podlega żadnym wpływom.
A kto tak powiedział!?!?? Nigdzie nie twierdziłem, że dusza nie podlega żadnym wpływom! Mówię tylko, że jeżeli dusza jest niezależna od praw fizyki naszego świata, to wtedy i tylko wtedy, może zaistnieć Wolna Wola. Podważ to, jeśliś łaskawi i o ile potrafisz!
Ja nie mam bladego pojęcia od czego jeszcze dusza jest zależna, albo od czego nie jest zależna. Ja również nie twierdzę, że jest niezależna od praw fizyki! Twierdzę tylko, powtarzam Ci to po raz n-ty, że abyś miał Wolną
Wolę, Twoja dusza musi być niezależna od praw fizyki.
(Gdybyś nadal nie rozumiał na czym polega takie pojęcie z dziedziny logiki, jak implikacja - "jeżeli p, to q", to poczytaj sobie to:
www.aries.com.pl/grzegorzj/logika/zwlog1.html
Tam jest to ładnie wyjaśnione.)
>3. Założenie, że istnieje więcej możliwości niż "z góry określone" bądź "przypadkowe".
Ależ, czy nie dociera do Ciebie, że jest to założenie konieczne do zaistnienia Wolnej Woli? Ja nie twierdzę znów, że jest coś trzeciego, a tylko to, że dla zaistnienia Wolnej Woli, jest konieczne coś, co nie jest ani przypadkowe, ani z góry określone!
>Oznaczałoby to, że podejmowana przez "duszę" decyzja nie jest związana z żadnym bodźcem zewnętrznym. Decyzja byłaby wtedy losowa, nie ma innej możliwości.
Właśnie o taką, nie wynikającą wprost z żadnego bodźca zewnętrznego decyzję chodzi, gdy mówimy o Wolnej Woli! O decyzję, którą podejmuje autonomicznie człowiek, jego dusza!
02-12-2010 20:13 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>Wprowadzenie dowolnego konceptu, nie jest zabronione w dyskusji, szczególnie w filozofii.

Aaa. W filozofii. Ale nawet w filozofii podanie konceptu, dajmy na to - flubździągów, które są niematerialnymi bakteriami tkającymi wici życia - byłoby głupie.

Tak samo jak wprowadzanie duszy.

>Ja mogę sobie wprowadzić dowolny koncept, ( np. mogę napisać, że dusza jest zielona, a z tyłu wisi jej coś na kształt kociego chwosta ) o ile potrafię to udowodnić. Możesz krytykować dowód, ale krytyka samego faktu wprowadzenia "konceptu" świadczy o Twoim całkowitym niezrozumieniu zasad dyskusji filozoficznej!

Panie Losek - kiedy chce się zacząć dysputę filozoficzną, nie ma co zaczynać od badań naukowych.

Nie prowadziłem tutaj absolutnie żadnej dysputy filozoficznej, głównie dlatego że samo pierniczenie dla pierniczenia mnie nie interesuje.

>Poczytaj sobie np. teorię Konrada T. Lewandowskiego, dotyczącą Zasady Zachowania Wolnej Woli, albo poczytaj np. Kanta. Kant m.in zakładał istnienie czegoś takiego jak mądrość przyrody.

I powiem szczerze, że wolę już bajki Ezopa, bo te przynajmniej wynikały choćby ze szczątkowych obserwacji. No i nie udają, że są czymś więcej niż bajkami.

>Twierdził że przyroda postępuje celowo, także w stosunku do człowieka.

No nie był zbyt mądry...

>Zakładał też, że każde stworzenie otrzymało pewne przyrodzone zadatki, których celem jest całkowite rozwinięcie się zgodnie z ich celem. Jak takie "koncepty", mają się do Twego zarzutu?

To samo - są wzięte z tyłka.

>Spróbuj "zaobserwować" mądrość przyrody, albo wykazać wpływ Zasady Zachowania Wolnej Woli "na dowolną rzecz". Można, czy nie można wprowadzać takie "koncepty", i poddawać je przemyśleniom?

No i ja otwarcie mówię - to zwykłe bicie piany.

>>2. Założenie, że dusza - mimo zerowej wiedzy o niej - nie podlega żadnym wpływom.
> A kto tak powiedział!?!?? Nigdzie nie twierdziłem, że dusza nie podlega żadnym wpływom! Mówię tylko, że jeżeli dusza jest niezależna od praw fizyki naszego świata, to wtedy i tylko wtedy, może zaistnieć Wolna Wola. Podważ to, jeśliś łaskawi i o ile potrafisz!

Jeśli podlega, to jest zdeterminowana.

>Ja nie mam bladego pojęcia od czego jeszcze dusza jest zależna, albo od czego nie jest zależna. Ja również nie twierdzę, że jest niezależna od praw fizyki! Twierdzę tylko, powtarzam Ci to po raz n-ty, że abyś miał Wolną
> Wolę, Twoja dusza musi być niezależna od praw fizyki.

Skoro tak, to łaskawie proszę obalić moją tezę, że aby zaistniało coś takiego jak dusza, konieczne jest nasienie Beliala.

>Ależ, czy nie dociera do Ciebie, że jest to założenie konieczne do zaistnienia Wolnej Woli? Ja nie twierdzę znów, że jest coś trzeciego, a tylko to, że dla zaistnienia Wolnej Woli, jest konieczne coś, co nie jest ani przypadkowe, ani z góry określone!

Nie ma innych wariantów niż przypadkowe i z góry określone. Co tylko potwierdza jedno - dusza w taki sposób istnieć nie może

>Właśnie o taką, nie wynikającą wprost z żadnego bodźca zewnętrznego decyzję chodzi,

Losową?

>gdy mówimy o Wolnej Woli! O decyzję, którą podejmuje autonomicznie człowiek, jego dusza!

Znaczy losowo.
Sam już się Pan pogubił, Panie Losek.
02-12-2010 20:21 
 Ocena-2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
No, cóż, może przynajmniej ładnie śpiewasz...
Albo rysujesz...
02-12-2010 20:44 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>No, cóż, może przynajmniej ładnie śpiewasz...
>Albo rysujesz...

Widzisz Pan, Panie Losek. Żeś się Pan zaplątał we własnych "przemyśleniach". Że aż się trzeba uciec do sprytnie zawoalowanych obelg, zagryzając ze łzami dolną wargę.

Ja tam od siebie mam taką nadzieję, że aby być dobrym chirurgiem nie jest potrzebna zdolność logicznego myślenia

Pozdrawiam serdecznie
lukaszewicz (5674 punktów)
> głównie dlatego że samo pierniczenie dla pierniczenia mnie nie interesuje.


03-12-2010 18:38 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Żeby można było podjąć wolną, niezależną decyzję, wynikającą z osobistej wolnej woli [...]
> Potrafisz w jednym dowolnym miejscu wskazać mi błąd rozumowania?

Błąd jest na samym początku: zakładasz, że wolna wola jest jakimś niezależnym czynnikiem, początkiem łańcuchów przyczynowo-skutkowych, esencją naszej podmiotowości - a tymczasem to wszystko to tylko złudzenie. Wolna wola jest złudzeniem.

Wielokrotnie na tym forum - chyba nawet w dyskusji z Tobą - powoływałem się na doświadczenia Benjamina Libeta wykazujące zniewolenie wolnej woli, ale w gruncie rzeczy nie jest potrzebne roztrząsanie tych doświadczeń. No bo jak możesz wykazać wolność swojej woli? Jak możesz udowodnić, że miałeś jakikolwiek wybór w najprostszej nawet sprawie, np. kupując kawę lub herbatę z automatu? Nie możesz! Na jakikolwiek metafizyczny argument odpowiem Ci, że kupiłeś to co kupiłeś, bo musiałeś to kupić, bo jesteś zdeterminowany przez fizykochemiczne procesy zachodzące w Twoim organizmie i tylko wydaje Ci się, że miałeś jakiś wybór. Żadnego nie miałeś.
Witold Losek (800 punktów)
>Błąd jest na samym początku: zakładasz, że wolna wola jest jakimś niezależnym czynnikiem, początkiem łańcuchów przyczynowo-skutkowych, esencją naszej podmiotowości - a tymczasem to wszystko to tylko złudzenie. Wolna wola jest złudzeniem.
>Wielokrotnie na tym forum - chyba nawet w dyskusji z Tobą - powoływałem się na doświadczenia Benjamina Libeta wykazujące zniewolenie wolnej woli, ale w gruncie rzeczy nie jest potrzebne roztrząsanie tych doświadczeń. No bo jak możesz wykazać wolność swojej woli? Jak możesz udowodnić, że miałeś jakikolwiek wybór w najprostszej nawet sprawie, np. kupując kawę lub herbatę z automatu? Nie możesz! Na jakikolwiek metafizyczny argument odpowiem Ci, że kupiłeś to co kupiłeś, bo musiałeś to kupić, bo jesteś zdeterminowany przez fizykochemiczne procesy zachodzące w Twoim organizmie i tylko wydaje Ci się, że miałeś jakiś wybór. Żadnego nie miałeś.
Ależ zgadzam się z Tobą, że Wolnej Woli nie da się udowodnić. Nie ma szans na udowodnienie wolności mojego, najprostszego wyboru i ja przecież nie próbuję udowodnić ani istnienia duszy, ani istnienia Wolnej Woli! Nie o to pytam. Pytam o to, czy mam rację mówiąc, że żeby zaistniała ( hipotetycznie ) Wolna Wola, konieczne byłoby, istnienie duszy niezależnej od materialnego świata, gdyż tylko i wyłącznie wtedy, gdy ta hipotetyczna część człowieka, jest niematerialna, może, a raczej, mogłaby - nie podlegając ograniczeniom wynikającym z praw fizyki, podjąć autonomiczną, ani nie losową, ani z góry określoną decyzję?
Czyli, jeszcze inaczej mówiąc sprawa ma się tak, że bez (hipotetycznej) duszy nie ma (hipotetycznej) wolnej woli?
Pozdrowienia.
WL.

P.S. Przy okazji mam jeszcze jedno pytanie. Czy prawdą jest, że współczesna wiedza na temat praw rządzących wszechświatem, pokazuje że u podstaw nawet tych praw, o których sądziliśmy, że są deterministyczne, takich jak np. prawo powszechnego ciążenia, też leży chaos?
lukaszewicz (5674 punktów)
Z dyskusji wynika, że taka (hipotetyczna) "dusza" Pana Witolda Loska, niezależna od wiedzy i doświadczenia posiada wolę nie tyle wolną ale głupią.
04-12-2010 11:46 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Ależ zgadzam się z Tobą, że Wolnej Woli nie da się udowodnić.

Świetnie! Pół drogi za nami. Mówimy więc o czystych hipotezach.

> Czyli, jeszcze inaczej mówiąc sprawa ma się tak, że bez (hipotetycznej) duszy nie ma (hipotetycznej) wolnej woli?

Skoro i jedno i drugie jest hipotezą to takie stwierdzenie brzmi jak masło maślane. Bo nie precyzując bliżej ani duszy ani wolnej woli, trudno powiedzieć jaka jest między nimi zależność. Pewnie chciałbyś abym Ci przytaknął, że ta zależność może być taka jak piszesz ale, niestety, jest mało prawdopodobne abyś miał rację.

Sęk w tym, że zarówno na hipotezę duszy jak i na hipotezę wolnej woli nie ma miejsca w świecie jaki nam maluje współczesna wiedza. Przez ostatnie stulecie czy dwa, tysiące filozofów i naukowców kombinowało jak niematerialna dusza mogłaby oddziaływać na materię - i nic z tego nie wyszło. (Ostatnia była chyba hipoteza Penrose'a, która upadła 10 lat temu.) Sensowne sprecyzowanie takiego oddziaływania jest konieczne aby pojęcia duszy czy wolnej woli były na serio potraktowane przez naukę - bez tego to nawet nie są hipotezy.
04-12-2010 07:15 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>Na jakikolwiek metafizyczny argument odpowiem Ci, że kupiłeś to co kupiłeś, bo musiałeś to kupić, bo jesteś zdeterminowany przez fizykochemiczne procesy zachodzące w Twoim organizmie i tylko wydaje Ci się, że miałeś jakiś wybór. Żadnego nie miałeś.
   Ależ to właśnie owe fizykochemiczne procesy, to jestem ja. Próbujesz od kuchni wprowadzić jakieś nadprzyrodzone uwarunkowania.
04-12-2010 11:06 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Ależ to właśnie owe fizykochemiczne procesy, to jestem ja.

Całkowicie się z tym zgadzam.

> Próbujesz od kuchni wprowadzić jakieś nadprzyrodzone uwarunkowania.

Ta uwaga to chyba nie do mnie, tylko do mojego przedmówcy. Ja nie widzę potrzeby na wprowadzanie dodatkowych uwarunkowań - a zwłaszcza nadprzyrodzonych.
Vytautas (4394 punktów)
>> Ależ to właśnie owe fizykochemiczne procesy, to jestem ja.
>Całkowicie się z tym zgadzam.
>> Próbujesz od kuchni wprowadzić jakieś nadprzyrodzone uwarunkowania.
>Ta uwaga to chyba nie do mnie, tylko do mojego przedmówcy. Ja nie widzę potrzeby na wprowadzanie dodatkowych uwarunkowań - a zwłaszcza nadprzyrodzonych.
   No, jakże to, przecież to Ty napisałeś do Loska, że owe fizykochemiczne procesy umożliwiają mu podjęcie swobodnej decyzji. Czyż nie? Sam sobie uniemożliwia?
04-12-2010 19:49 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>>> Ależ to właśnie owe fizykochemiczne procesy, to jestem ja.
>>Całkowicie się z tym zgadzam.
>>> Próbujesz od kuchni wprowadzić jakieś nadprzyrodzone uwarunkowania.
>>Ta uwaga to chyba nie do mnie, tylko do mojego przedmówcy. Ja nie widzę potrzeby na wprowadzanie dodatkowych uwarunkowań - a zwłaszcza nadprzyrodzonych.
> No, jakże to, przecież to Ty napisałeś do Loska, że owe fizykochemiczne procesy umożliwiają mu podjęcie swobodnej decyzji.

Nic nie pisałem o "swobodnej decyzji". Co przez to rozumiesz? Brak determinizmu? Jeżeli tak myślisz, to napisałem coś wręcz przeciwnego: nie da się pokazać, że Losek nie jest deterministycznym automatem.
06-12-2010 16:59 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
No, dobrze, ale gdyby - teoretycznie - udało się komuś udowodnić istnienie Wolnej Woli, to to - wiem że jestem uparty, przepraszam - świadczyłoby o tym, że istnieje część człowieka niepodległa pod prawa fizyki rządzących wszechświatem?
Ty dla przykładu, nie widząc żadnej możliwości zaistnienia wolnej woli, ani dowodów na nią, logicznie i konsekwentnie nie uznasz możliwości istnienia duszy. I możesz mieć rację. Ja nie mam żadnych dowodów, ale jednak wierzę i w jedno i w drugie. I też mogę mieć rację, choć wiem, że nigdy jej nie udowodnię. Natomiast tacy, którzy stwierdzą, że ich zdaniem jest Wolna Wola, a nie ma duszy, nie mogą mieć racji.
06-12-2010 21:00 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>[T]acy, którzy stwierdzą, że ich zdaniem jest Wolna Wola, a nie ma duszy, nie mogą mieć racji.

Co to jest Wolna Wola? Co to jest dusza? Bez sprecyzowania tych pojęć nie ma sensu mówić o ich zależności.
Witold Losek (800 punktów)
Dobra, spróbuję.
Najpierw o Wolnej Woli. Jako Wolną Wolę, przyjmuję zdolność do podjęcia każdej, nawet najprostszej decyzji, niezależnej od praw fizyki, czyli nieuwarunkowanej deterministycznymi prawami, ani też przypadkowej.
07-12-2010 09:15 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Jako Wolną Wolę, przyjmuję zdolność do podjęcia każdej, nawet najprostszej decyzji, niezależnej od praw fizyki, czyli nieuwarunkowanej deterministycznymi prawami, ani też przypadkowej.

Jeżeli Wolna Wola miałaby być niezależna od praw fizyki, to jak mogłaby jednocześnie w te prawa interweniować? Jak mogłaby przeprowadzić jakąkolwiek akcję bez reakcji? Jak mogłaby być nieuwarunkowana prawami zachowania pędu i energii a zarazem nie pozostawiać śladu łamania tych praw?

Obawiam się, że bez jasnej odpowiedzi na te pytania Twoja definicja Wolnej Woli jest pojęciem wewnętrznie sprzecznym.
07-12-2010 10:30 
 Ocena 4 na 4
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Jeżeli Wolna Wola miałaby być niezależna od praw fizyki, to jak mogłaby jednocześnie w te prawa interweniować?

To raz. Dwa: coraz więcej badań wskazuje na fakt, że to, co oceniamy post factum jako swoje decyzje, jest często tylko swego rodzaju racjonalizacją procesów dziejących się niezależnie od naszego "ego":

www.wired.(*)ies/news/2008/04/mind_decision

Zanim świadomie "podejmiemy decyzję", obserwator skanujący aktywność naszego mózgu już wie (z dobrym poziomem pewności), jaka to będzie decyzja. Wygląda na to, że więcej rzeczy niż nam się dotąd wydawało dzieje się poniżej progu naszej świadomości. W świetle takich informacji samo pojęcie "wolnej woli" trochę traci sens. Być może świadome "ego" wcale nie jest podmiotem tych rzekomo "wolnych" decyzji jakie podejmujemy, a raczej wyrastają one z procesów związanych z naszą indywidualnością, osobowością itp, ale położonych poza obszarem naszego świadomego decydowania.
07-12-2010 11:19 
 Ocena 2 na 2
kognitywista (3391 punktów)
>Dwa: coraz więcej badań wskazuje na fakt, że to, co oceniamy post factum jako swoje decyzje, jest często tylko swego rodzaju racjonalizacją procesów dziejących się niezależnie od naszego "ego"
Już w latach 70 ub. stulecia udowodnił to Benjamin Libet
07-12-2010 11:43 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Dwa: coraz więcej badań wskazuje na fakt, że to, co oceniamy post factum jako swoje decyzje, jest często tylko swego rodzaju racjonalizacją procesów dziejących się niezależnie od naszego "ego"
>Już w latach 70 ub. stulecia udowodnił to Benjamin Libet

Tak, artykuł w "Wired" relacjonujący nowe badania odwołuje się też do niego.
07-12-2010 17:51 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>>> Dwa: coraz więcej badań wskazuje na fakt, że to, co oceniamy post factum jako swoje decyzje, jest często tylko swego rodzaju racjonalizacją procesów dziejących się niezależnie od naszego "ego"

>> Już w latach 70 ub. stulecia udowodnił to Benjamin Libet

> Tak, artykuł w "Wired" relacjonujący nowe badania odwołuje się też do niego.

Spory postęp zrobiono od czasu doświadczeń Libeta. Skanując mózg autorzy nowych badań potrafią wykryć, który guzik osoba badana naciśnie nawet do dziesięciu sekund wcześniej zanim ta osoba podejmie subiektywną decyzję o wyborze guzika do naciśnięcia. Doświadczenie to pokazuje, że osoba ta nie ma tak naprawdę żadnego wyboru nawet w tak prostej czynności jak naciskanie jednego z dwóch guzików - jej "wolna wola" jest zniewolona przez podświadome procesy mózgowe. Wolna wola jest złudzeniem.

Jeżeli ktoś chce przeczytać tę pracę a nie ma do niej dostępu, to proszę dać znać na priva, to ją podeślę.
07-12-2010 18:33 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Skanując mózg autorzy nowych badań potrafią wykryć, który guzik osoba badana naciśnie nawet do dziesięciu sekund wcześniej zanim ta osoba podejmie subiektywną decyzję o wyborze guzika do naciśnięcia. Doświadczenie to pokazuje, że osoba ta nie ma tak naprawdę żadnego wyboru nawet w tak prostej czynności jak naciskanie jednego z dwóch guzików - jej "wolna wola" jest zniewolona przez podświadome procesy mózgowe. Wolna wola jest złudzeniem.

Jedno z zastrzeżeń podnoszonych w artykule to ewentualna różnica między takimi prostymi decyzjami jak "wcisnę guzik lewą ręką", a złożonymi, wieloaspektowymi decyzjami jakie podejmuje się często w życiu. Być może nie jest to "nawet
w tak prostej czynności", ale raczej "co najwyżej w tak prostej czynności". Nie sądzę żeby tak akurat było -- IMVHO wiele decyzji podejmowanych na co dzień to jest bardziej taka "jazda na autopilocie" niż wielkie rozterki -- ale nie da się tego na razie wykluczyć.
09-12-2010 20:57 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> Doświadczenie to pokazuje, że osoba ta nie ma tak naprawdę żadnego wyboru nawet w tak prostej czynności jak naciskanie jednego z dwóch guzików - jej "wolna wola" jest zniewolona przez podświadome procesy mózgowe.

> Jedno z zastrzeżeń podnoszonych w artykule to ewentualna różnica między takimi prostymi decyzjami jak "wcisnę guzik lewą ręką", a złożonymi, wieloaspektowymi decyzjami jakie podejmuje się często w życiu. Być może nie jest to "nawet w tak prostej czynności", ale raczej "co najwyżej w tak prostej czynności".

Mnie się wydaje, że naciśnięcie jednego lub drugiego guzika jest naczystszą postacią czynności, gdzie ewentualna wolna wola miałaby pole do popisu. Bardziej skomplikowane czynności, takie jak np. planowanie wakacji, mają szereg różnych uwarunkowań, w których wolność woli może być ograniczona - np. za drogo, dzieci grymaszą, itp. Choć przyznaję, że słabe mam pojęcie o możliwościach wolnej woli - raczej trzeba by się z tym zagadnieniem zwrócić do Witolda Loska.
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Być może nie jest to "nawet w tak prostej czynności", ale raczej "co najwyżej w tak prostej czynności".
>Mnie się wydaje, że naciśnięcie jednego lub drugiego guzika jest naczystszą postacią czynności, gdzie ewentualna wolna wola miałaby pole do popisu. Bardziej skomplikowane czynności, takie jak np. planowanie wakacji, mają szereg różnych uwarunkowań, w których wolność woli może być ograniczona - np. za drogo, dzieci grymaszą, itp.

Zapewne nawet jeśli w dużej części taka decyzja jest wcześniej "zaprogramowana", trudniej byłoby to pokazać. Nie jest to tak jednoznaczne, jak odczytanie które ośrodki odpowiedzialne za ruch ręki aktywizują się przed wciśnięciem guzika.
Witold Losek (800 punktów)
>> Jako Wolną Wolę, przyjmuję zdolność do podjęcia każdej, nawet najprostszej decyzji, niezależnej od praw fizyki, czyli nieuwarunkowanej deterministycznymi prawami, ani też przypadkowej.
>Jeżeli Wolna Wola miałaby być niezależna od praw fizyki, to jak mogłaby jednocześnie w te prawa interweniować? Jak mogłaby przeprowadzić jakąkolwiek akcję bez reakcji? Jak mogłaby być nieuwarunkowana prawami zachowania pędu i energii a zarazem nie pozostawiać śladu łamania tych praw?
No, to dałoby się wymyślić.
Np. jeśli mózg człowieka znalazłby się w sytuacji, w której zgodnie z mechaniką kwantową, może wykonać tylko dwie czynności, A lub B, z równym prawdopodobieństwem. Jeżeli prawa fizyki powiedzą że oba wybory są możliwe, tzn. niesprzeczne z prawami fizyki, to mózg, wybierając jeden z nich nie naruszy tych praw. I raczej nie sądzę, by takie działanie pozostawiło jakiś ślad "złamania prawa".
>Obawiam się, że bez jasnej odpowiedzi na te pytania Twoja definicja Wolnej Woli jest pojęciem wewnętrznie sprzecznym.
No, tu własnie dotykamy sedna sprawy. Oczywiście, że pojęcie Wolnej Woli jest sprzeczne wewnętrznie, a w szczególności jest sprzeczne z prawami fizyki. Wolna Wola może zaistnieć tylko i wyłącznie wtedy, jeśli we wszechświecie istnieje coś poza materią. I ja nie próbuję nikogo, a już zwłaszcza Ciebie, jako że jesteś fizykiem, namówić na uznanie istnienia tych pozafizycznych zjawisk, a tylko twierdzę że istnieje ścisły związek między prawami fizyki, a Wolną Wolą, którego efektem jest to, że tylko w metafizyce możnę szukać przyczyny Wolnej Woli. Ktoś, kto wierzy, że ma Wolną Wolę, a nie wierzy w nic poza materią, jest z całą pewnością w błędzie.
Pozdrawiam i dzięki za (anielską) cierpliwość.
09-12-2010 22:15 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Jeżeli Wolna Wola miałaby być niezależna od praw fizyki, to jak mogłaby jednocześnie w te prawa interweniować? Jak mogłaby przeprowadzić jakąkolwiek akcję bez reakcji? Jak mogłaby być nieuwarunkowana prawami zachowania pędu i energii a zarazem nie pozostawiać śladu łamania tych praw?

> No, to dałoby się wymyślić. Np. jeśli mózg człowieka znalazłby się w sytuacji, w której zgodnie z mechaniką kwantową, może wykonać tylko dwie czynności, A lub B, z równym prawdopodobieństwem. Jeżeli prawa fizyki powiedzą że oba wybory są możliwe, tzn. niesprzeczne z prawami fizyki, to mózg, wybierając jeden z nich nie naruszy tych praw. I raczej nie sądzę, by takie działanie pozostawiło jakiś ślad "złamania prawa".

To właśnie próbował wymysleć Roger Penrose i mu się nie udało, o czym już pisałem.

>> Obawiam się, że bez jasnej odpowiedzi na te pytania Twoja definicja Wolnej Woli jest pojęciem wewnętrznie sprzecznym.

> No, tu własnie dotykamy sedna sprawy. Oczywiście, że pojęcie Wolnej Woli jest sprzeczne wewnętrznie, a w szczególności jest sprzeczne z prawami fizyki.

Świetnie, mamy dalszy postęp!
08-12-2010 10:39 
 Ocena 2 na 2
kognitywista (3391 punktów)
>Obawiam się, że bez jasnej odpowiedzi na te pytania Twoja definicja Wolnej Woli jest pojęciem wewnętrznie sprzecznym.
Samo pojęcie Wolnej Woli jest wyjątkowo mętne i niejasne. Nie wiadomo co pod nim rozumieć. Istnieje już pewien konsensus co do mechanizmu podejmowania decyzji przez człowieka. Wiadomo wiele o automatyzmach a i świadome decyzje uznaje się za wynik algorytmicznej niemalże analizy zróżnicowanych wagowo alternatyw przy uwzględnieniu takich zmiennych jak osobowość (w tym temperament, system wartości i przekonań), nastrój, okoliczności itd. przy dużym udziale pseudolosowości. Czy jest to dowiedzenie nieistnienia WW czy też jej wyjaśnienie ? Uczestniczyłem w wielu dyskusjach, w których oponenci zgadzali się co do mechanizmu WW i przy tym jedni uznawali go za wyjaśnienie a inni za ostateczny pogrzeb WW. Jeśli zdefiniujemy ją po prostu jako autonomię w działaniu to z pewnością istnieje. Ale tylko w tym sensie, że większość czynników predeterminujących możemy uznać za "nasze" czyli związane z naszym umysłem (choć najczęściej świadome dopiero troszkę ex post). Jeśli natomiast rozumiemy WW jako zupełnie niezdeterminowany kaprys - zdarzenie pozornie bez przyczyny, to będzie to jedynie zjawisko losowe (lub pseudolosowe) w którym nie ma niczego "naszego". W takim ujęciu WW nie istnieje.
Witold Losek (800 punktów)
Zgadzam się z tym co napisałeś.
Jak już pisałem w tym wątku kilkukrotnie, nie mogę udowodnić istnienia WW. I nie próbuję tego uczynić. Co rozumiem pod pojęciem WW i duszy, też już pisałem. Można sprawdzić powyżej.
Próbuję tylko przekonać szanownych oponentów, że nie można być przekonanym o własnej Wolnej Woli, i jednocześnie nie wierzyć w istnienie duszy, gdyż WW, aby w ogóle zaistniała, co jest nie do udowodnienia, wymaga istnienia niematerialnej części człowieka.
Jeszcze inaczej to napiszę: nie zamierzam przekonywać tych z Was, którzy nie uznają istnienia Wolnej Woli, że ona istnieje,a tylko przekonuję tych, którzy sami są przekonani o istnieniu WW, że konsekwencją tej wiary, jest wiara w niematerialną duszę.
Pozdro.
kognitywista (3391 punktów)
A mnie się wydaje, że można udowodnić nieistnienie WW pomijając nawet odwoływanie się do mechanizmów leżących u podłoża procesów decyzyjnych. Cóż to jest ta WW ? Czy potrafisz wyjaśnić, dlaczego postąpiłeś tak, a nie inaczej ? Najczęściej chyba tak. A więc w tym wyjaśnianiu podajesz czynniki, które wspólnie, w takim czy innym stopniu, determinują Twoje zachowanie. Czasem czujesz, że poniosły Cię emocje - wtedy to one są częściowo odpowiedzialne za wybór. Innym razem wybór jest Ci obojętny, wybierasz pierwszą lepszą opcję, prawie losowo. Kawa czy herbata ? Wolisz raczej kawę, ale możesz poprosić o herbatę. Takie zachowanie można symulować w prymitywny sposób rzucając kostką i przyjmując większe prawdopodobieństwo wyboru opcji ulubionej, powiedzmy: 1-4 dla kawy. W rzeczywistości mechanizm jest bardziej skomplikowany. Na wybór herbaty złożyły się: pora dnia, wybór innych gości (nie chciałeś sprawiać kłopotu gospodarzowi, lub przeciwnie - podkreślić swój indywidualizm). Ale nadal są to wszystko przyczyny procesu decyzyjnego, choć z racji ich mnogości, różnej wagi i złożoności (wieloetapowości) samego procesu (w tym wrażliwości na warunki początkowe) mającego charakter chaotyczny, a więc nieprzewidywalny mimo że deterministyczny. Czy wyżej opisane sytuacje z grubsza wyczerpują możliwości w których dokonujemy wyboru ? Jeśli tak, to ja nie widzę w nich niczego, co wymagałoby zastosowania koncepcji WW. A jeśli nie - to podaj mi przykład podejmowania decyzji, w którym kluczową rolę gra WW. Co to miałoby być ? Jakieś działanie bez żadnego powodu a mimo to z przekonaniem ? Bez powodu sytuacyjnego, ani popędowego, ani przypadkowego ? Zwierzęta (w tym ludzie) tak nie działają. U ludzi złożoność motywów świadomego działania jest niewyobrażalna, ale działanie nigdy nie bierze się znikąd. Nawet dusza, gdyby istniała, nie czyniłaby takich nonsensów.
07-12-2010 05:11 
 Ocena 5 na 5
Vytautas (4394 punktów)
>Co to jest Wolna Wola? Co to jest dusza? Bez sprecyzowania tych pojęć nie ma sensu mówić o ich zależności.
   Od wieków pod słowem dusza rozumiano świadomość, jaźń. Stąd słowa psychika, psychologia, psychiatria. Niech tak zostanie. Próba redefinicji tego pojęcia leży tylko w interesie teologów, którym pod wpływem zdobyczy współczesnej psychologii rozlazł się mit o duszy nieśmiertelnej i sprawiedliwości pośmiertnej w zaświatach. Jak widać wielu dało sobie wmówić, że dusza i psychika, to coś innego.
Witold Losek (800 punktów)
>   Od wieków pod słowem dusza rozumiano świadomość, jaźń. Stąd słowa psychika, psychologia, psychiatria. Niech tak zostanie. Próba redefinicji tego pojęcia leży tylko w interesie teologów, którym pod wpływem zdobyczy współczesnej psychologii rozlazł się mit o duszy nieśmiertelnej i sprawiedliwości pośmiertnej w zaświatach. Jak widać wielu dało sobie wmówić, że dusza i psychika, to coś innego.
W świetle tej konkretnej dyskusji, pod pojęciem duszy, rozumiem wyłącznie niematerialną cześć człowieka, której istnienie, jest niezbędne do zaistnienia wolnej woli. Nie twierdzę, że dusza jest, ani nie twierdzę, że Wolna Wola jest, twierdzę tylko, że nie jest możliwe istnienie Wolnej Woli, bez istnienia duszy (albo, jeśli nie chcesz nadużywać określenia "dusza", nie jest możliwe bez istnienia niematerialnej części człowieka).
Zgodnie z zasadami logiki:
Cytat:
Jeden z podstawowych związków logicznych to równoważność:
"p wtedy i tylko wtedy, gdy q"
Oznaczenie: p ⇔ q

Przykład: Kowalski jest lekarzem wtedy i tylko wtedy, gdy Malinowski jest lekarzem.

Objaśnienie: Prawda. gdy obaj są lekarzami lub gdy żaden nie jest lekarzem. Fałsz, gdy lekarzem jest tylko jeden z nich.


Czyli twierdzę, że: Wolna Wola może istnieć wtedy i tylko wtedy, gdy istnieje niematerialna część człowieka. I że wynika to z praw fizyki.
Pozdro.
lukaszewicz (5674 punktów)

> I że wynika to z praw fizyki.


08-12-2010 09:09 
 Ocena 3 na 3
Vytautas (4394 punktów)
>W świetle tej konkretnej dyskusji, pod pojęciem duszy, rozumiem wyłącznie niematerialną cześć człowieka, której istnienie, jest niezbędne do zaistnienia wolnej woli. Nie twierdzę, że dusza jest, ani nie twierdzę, że Wolna Wola jest, twierdzę tylko, że nie jest możliwe istnienie Wolnej Woli, bez istnienia duszy (albo, jeśli nie chcesz nadużywać określenia "dusza", nie jest możliwe bez istnienia niematerialnej części człowieka).
   Niematerialna część człowieka -- hm..., musisz się bardzo nudzić i mieć bardzo dużo czasu, imienniku, jeśli chce Ci się bawić w takie młócenie plew.
Witold Losek (800 punktów)
>   Niematerialna część człowieka -- hm..., musisz się bardzo nudzić i mieć bardzo dużo czasu, imienniku, jeśli chce Ci się bawić w takie młócenie plew.
>
Jeżeli ktoś miał wolny czas i Wolną Wolę, by "młócić plewy", to ile czasu i jaki nadmiar energii w palcach musiał mieć ktoś, kto te plewy komentuje...
Pozdro.
08-12-2010 13:17 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>W świetle tej konkretnej dyskusji, pod pojęciem duszy, rozumiem wyłącznie niematerialną cześć człowieka

Że co? Jakie masz niby podstawy, żeby w ogóle przyjmować istnienie jakichś "niematerialnych części człowieka"?

>której istnienie, jest niezbędne do zaistnienia wolnej woli

Skąd niby to założenie, a przy okazji, gdzie jakaś trzymająca pion definicja "wolnej woli"?

>Nie twierdzę, że dusza jest, ani nie twierdzę, że Wolna Wola jest, twierdzę tylko, że nie jest możliwe istnienie Wolnej Woli, bez istnienia duszy

A jakie niby masz do tego podstawy? Z czego ci to logicznie wynika? Pokaż to rozumowanie.
Witold Losek (800 punktów)
Tylko w tym jednym wątku, przedstawiłem moje rozumowanie już kilka razy. Bardzo Cię proszę, może zapoznasz się z moimi wcześniejszymi wypowiedziami, tam moje zdanie w tym temacie, m.in. odpowiedzi na Twoje pytania, stoją jak wół wypisane....
09-12-2010 00:06 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Tylko w tym jednym wątku, przedstawiłem moje rozumowanie już kilka razy.

Oparte na tej wewnętrznie sprzecznej definicji "wolnej woli"? A może by tak przed zabieraniem się do wnioskowania co jest potrzebne do istnienia "wolnej woli" na początek ją sensownie zdefiniować i udowodnić, że w ogóle istnieje? Albo przynajmniej wskazać na jakiekolwiek przesłanki ku jej istnieniu? Na razie to jest taka rozmowa jak gdybym chciał dowodzić, że życie wieczne musi istnieć, bo jak inaczej mógłby istnieć Grzech Pierworodny.
setarkos (10757 punktów)
> Żeby można było podjąć wolną, niezależną decyzję, wynikającą z osobistej wolnej woli ..
Zdaje się, że samo sformułowanie "wolna wola", z której jakoby wynikała niezależna decyzja, wprowadza zagmatwanie pojęciowe (może przez podobne brzmienie różnych słów).
Czym innym jest wolny wybór, w rozumieniu pozbawionej 'nacisków' suwerenności, a czym innym przemożna chęć wyboru jednej opcji czyli wola właśnie (ale już, zauważmy, z wolnością się mijająca).
Wygląda na to, że wolności można przypisać stan tylko sprzed podjęcia decyzji - gdy ta zapadnie, wybór się kończy a zaczyna realizacja woli. I tak do ew. następnej sytuacji wyboru wolnego albo podległego woli.

W takim ujęciu* nie wiadomo co miałaby znaczyć "wolna wola". Czy wybór za jej sprawą podjęty miałby być konsekwentny - jednakże wtedy powtórny wybór, ryzykujący zmianę decyzji byłby niedopuszczalny jako niekonsekwencja - czy też przeciwnie - "wolna wola" polegać by miała na dowolnych zmianach wcześniejszych decyzji wedle chwilowej chęci?
Przypuszczalnie należy jakoś dookreślić (o ile to możliwe, bo może jest alogiczne) pojęcie "wolnej woli" - bez tego zastępnik w postaci "duszy" (z gruntu jakby niedefiniowalny) może się wydawać czczym wytrychem, życzeniową prowizorką.

(*)
[Wolność nie stoi chyba jednak w prostej opozycji względem woli, choć maleje pod jej wpływem. Możliwe, że wolność i wola pozostają w relacji podobnej do wielkości fizycznych o stałym iloczynie - w każdym razie nie wydają się z sobą zbieżne.]
29-11-2010 21:57 
 Ocena 4 na 4
lukaszewicz (5674 punktów)
> No, to masz chłopie problem...

Z tego wywodu wynika, że to dusza Spellbindera ma problem, a nie on sam.
Vytautas (4394 punktów)
>> No, to masz chłopie problem...
>Z tego wywodu wynika, że to dusza Spellbindera ma problem, a nie on sam.
   Jeśli ja i moja dusza to co innego, to kto się będzie smażył w piekle za bezbożność?
04-12-2010 17:16 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>   Jeśli ja i moja dusza to co innego, to kto się będzie smażył w piekle za bezbożność?

Ciebie nie będzie a dusza jako nie posiadająca masy podgrzewana być nie może.
29-11-2010 20:17 
 Ocena 7 na 7
lukaszewicz (5674 punktów)
>Otóż mylisz się. Zapytaj kogoś, kto zna i rozumie prawa fizyki. Jeśli dusza będzie fizyczna, będzie podlegać prawom fizyki. A te, jakie są, każdy odpowiednio wykształcony człowiek wie.

Oprócz Pana Witolda Loska nikt nie twierdzi, że zna wszystkie prawa fizyki.Przynajmniej żaden wykształcony człowiek.
Tak twierdzić może tylko człowiek wykształcony odpowiednio.

>Jeśli Wolna Wola ma być wolna, to człowiek musi mieć metafizyczną, niematerialną duszę. Kropka.

Nie musi.Przecinek.

> Ty na przykład podjąłeś decyzję by napisać kilka niepotrzebnych nie na temat zdań o Kościele Katolickim. Kto podjął tę decyzję. Jesli była to decyzja wolna, tzn. niezaprogramowana wcześniej, ani nie przypadkowa, to musi istnieć jakaś metafizczna, niematerialna cząstka Ciebie.

Mnóstwo zabawek cybernetycznych podejmuje decyzje.I raczej metafizycznej duszy nie mają.

> I ta część, roboczo zwana duszą, nie podlega obserwacji, ani badaniu środkami dostępnymi ziemskim badaczom i jest również z definicji nieudowadnialna.

A to już Waćpan chyba na rekolekcjach słyszał bo nijak z poprzedniej części wywodu nie wynika.Pewno pomyliło się "chciałbym aby tak było" z "wynika z".

Pozdrawiam.

Łukaszewicz.
29-11-2010 10:35 
 Ocena 3 na 3
Guzik (2020 punktów)
Proszę pana. Proszę nas nie namawiać i nie straszyć. Wiary nie można tak po prostu mieć. Albo się ma taką osobowość i umysł, że się wierzy, albo taki intelekt, że się nie wierzy. Nie można sobie tak po prostu uwierzyć, bo się ma z tego korzyść. Proszę zrozumieć i więcej nie pisać takich postów.

Co do wierzącego i jego choroby... Nie wydaje mi sie , żeby wyzdrowiał inaczej niż niewierzący... Niemniej nie mogę tego udowodnić. Natomiast znalazłam to:

[...]Sam pomysł poszukiwania w laboratorium dowodów na istnienie Stwórcy nie jest nowy. Amerykańska instytucja John Templeton Foundation od lat pompuje miliony dolarów w promowanie religii i udowadnianie jej słuszności. To właśnie ona sfinansowała poważne badanie naukowe nad skutecznością modlitwy w intencji chorych, którego wyniki w ubiegłym roku opublikowało specjalistyczne czasopismo "American Heart Journal". Uczeni przebadali w sześciu szpitalach 1802 pacjentów, u których wykonano zabieg wszczepienia bypassów. W eksperyment zaangażowano grupy modlących się o powrót do zdrowia operowanych - dwie katolickie i jedną protestancką. Pacjentów podzielono na trzy równe grupy: pierwszą poinformowano, że być może w ich intencji zostaną odprawione modlitwy i rzeczywiście tak się stało. Drugiej grupie oznajmiono to samo, ale za należące do niej osoby nikt się w rzeczywistości nie modlił. Natomiast za chorych z trzeciej grupy modlono się i zostali oni o tym poinformowani.

Jaki był wynik? Nie odnotowano żadnej różnicy w poprawie stanu zdrowia między pierwszą grupą (modlitwy) i drugą (brak modlitw). Natomiast w trzeciej grupie chorzy (przydzieleni do niej wiedzieli na pewno, że w ich intencji będą modlitwy) mieli gorsze wyniki niż w dwóch pozostałych. Naukowcy interpretują ten fakt jako efekt działania psychologicznego - informacja, że w intencji pacjentów odmawiane będą modlitwy, mogła działać stresująco i wpłynąć negatywnie na rekonwalescencję - zapewne wielu chorych pomyślało: skoro się za mnie modlą, musi być ze mną naprawdę źle.

Wynik eksperymentu jest jednoznaczny: modlitwa w intencji chorych nie wpływa na ich stan zdrowia. [...]...
28-11-2010 15:51 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)

>Są takie sytuacje w życiu, w których nie możesz wmówić człowiekowi żadnego skutecznego placebo, a wiara w Coś Sensownego może mu pomóc. Tak czy inaczej, walka z wiarą jest w świetle tego badania - całkowicie nieracjonalna!c.b.d.u

Apostołowie w ogóle leczyli wszelkie choroby przez modlitwę, post i nakładanie rąk.

>Jakie wartości? Jaki system wartości stworzył sobe człowiek sam? Znasz takie społeczeństwo, które opracowało skuteczny, autonomiczny system wartości?

Każde społeczeństwo mające jakikolwiek system wartości wypracowało go sobie samo. Ewentualnie dla podparcia go autorytetem wymyśliło jakiegoś boga, który dał łaskawie to prawo moralne.

Przykład? Do dzisiaj posługujemy się systemem moralnym i etycznym wypracowanym przez starożytnych Greków i systemem prawnym wypracowanym przez starożytnych Rzymian.
Grecy podparli się autorytetem bogów, Rzymianie podparli się autorytetem innych bogów plus boskiego cezara. Nie będziesz chyba twierdził, że bogowie greccy i rzymscy byli prawdziwi, a cezar był boski? Z tego wynika, że te społeczeństwa wymyśliły swoje systemy prawno-moralne SAME. Czego należało dowieść.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
28-11-2010 22:50 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Apostołowie w ogóle leczyli wszelkie choroby przez modlitwę, post i nakładanie rąk.

No no! W Baldursie czar kapłański "Nakładanie rąk" był czasami użyteczny!
28-11-2010 22:57 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>>Apostołowie w ogóle leczyli wszelkie choroby przez modlitwę, post i nakładanie rąk.
>No no! W Baldursie czar kapłański "Nakładanie rąk" był czasami użyteczny!

A to nie paladyna czar był?
29-11-2010 00:18 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>A to nie paladyna czar był?

Był, ale paladyni posługiwali się magią kapłańską, choć w bardziej ograniczonym wymiarze.

No ale życie to nie bajka i dzisiejsi kapłani znają jedynie jeden czar, aczkolwiek bardzo użyteczny. Roboczo bym go nazwał "góra szmalu"
28-11-2010 16:08 
 Ocena 3 na 3
Kuba K. (3909 punktów)
>Światopogląd badaczy nie ma nic do rzeczy, tylko właśnie światopogląd badanych.

Już to jedno zdanie świadczy o Twojej szokującej ignorancji w kwestii metodologii badań naukowych.
28-11-2010 21:12 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
A potrafisz jakoś rozsądnie podważyć wyniki badań?
Czy też może tylko potrafisz wrzucić takie hasełko?
28-11-2010 16:10 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Światopogląd badaczy nie ma nic do rzeczy
A ja mam nieodparte wrażenie, że ma...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Witold Losek (800 punktów)
>A ja mam nieodparte wrażenie, że ma...
Masz nieodparte wrażenie, czyli inaczej mówiąc wierzysz w to, że sfałszowali wyniki badań?
28-11-2010 21:19 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>>A ja mam nieodparte wrażenie, że ma...
>Masz nieodparte wrażenie, czyli inaczej mówiąc wierzysz w to, że sfałszowali wyniki badań?
>

Odrobina wiedzy o metodologii badań medycznych wystarczyłaby, by umieć zinterpretować wypowiedź Meret w inny sposób.

Poza tym ja z kolei odnoszę wrażenie, żeś wielu wypowiedzi w swoim wątku jeszcze nie przeczytał
29-11-2010 07:11 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Masz nieodparte wrażenie, czyli inaczej mówiąc wierzysz w to, że sfałszowali wyniki badań?
A skądże znowu! Wierzę, że przeprowadzili je w najlepszej wierze

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
sable (465 punktów)
>Jak to się stało, że religia przetrwała taki szmat czasu.
Odpowiedź jest prosta - wykorzystano jedną z najsilniejszych możliwości mózgu człowieka. Ponieważ jednak człowiek wykorzystuje jedynie 1/3 swojego mózgu, obawiam się że religia runie kiedy człowiek uruchomi pozostałe 2/3 powierychni mózgu.

>Co spowodowało, że w ogóle pojawiła się wśród ludzi....
Brak sensownej odpowiedzi na zjawiska zachodzące w przyrodzie i w psychice ludzkiej. A później pooooszło.

>i co było przyczyną, źródłem jej siły przetrwania?
Zainfekowanie systemu operacyjnego mózgu człowieka opowieściami o Wyższej Inteligencji, która trzyma wszystko w swoich rękach i jest alfą i omegą każdego człowieka. Proste, co ?
28-11-2010 14:17 
 Ocena 1 na 1
DeeDee (822 punktów)
(...) Ponieważ jednak człowiek wykorzystuje jedynie 1/3 swojego mózgu, obawiam się że religia runie kiedy człowiek uruchomi pozostałe 2/3 powierychni mózgu.

Tu muszę się wtrącić, to fałszywa obiegowa teoria, że człowiek wykorzystuje tylko część swojego mózgu.
Tak naprawdę wykorzystuje cały mózg, tylko oczywiście nie wszystkie jego funkcje w jednocześnie.
Mózg jest tak energochłonnym tworem, że byłoby to nieopłacalne dla organizmu utrzymywać go, jeśli byłby w 2/3 bezużyteczny.
Fajny artykuł na temat mózgu ukazał się w któryms z numerów Charakterów.
coreless (16088 punktów)

A operował wyszkolony chirurg czy Duch Święty?

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
28-11-2010 14:46 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>A operował wyszkolony chirurg czy Duch Święty?
Jeżeli wyszkolony chirurg był wierzący, to nie można wykluczyć udziału Ducha Świętego w całym zdarzeniu...
28-11-2010 14:58 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

>Jeżeli wyszkolony chirurg był wierzący, to nie można wykluczyć udziału Ducha Świętego w całym zdarzeniu...

A jakie czynniki kontrolowano jeszcze w badaniach i czy obejmowały całą przestrzeń zmiennych istotnych z punktu widzenia obserwowanych zależności?


Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Witold Losek (800 punktów)
Tutaj można dokładnie przeczytać o badaniu.
onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/lt.22122/full
28-11-2010 15:23 
 Ocena 6 na 6
spellbinder (8577 punktów)
>Tutaj można dokładnie przeczytać o badaniu.
>onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/lt.22122/full
>
To co żeś pisał o 126.000 badanych, jak wyraźnie w podanym linku zaznaczono 170 osób?!!!
28-11-2010 15:29 
 Ocena 4 na 4
coreless (16088 punktów)

>To co żeś pisał o 126.000 badanych, jak wyraźnie w podanym linku zaznaczono 170 osób?!!!

Może chodziło o 126,000 (ilość osób podana z dokładnością do trzech miejsc po przecinku)


Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
28-11-2010 16:45 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Tutaj można dokładnie przeczytać o badaniu.
>>onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/lt.22122/full
>To co żeś pisał o 126.000 badanych, jak wyraźnie w podanym linku zaznaczono 170 osób?!!!

179 - dla ścisłości .

Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
28-11-2010 17:11 
 Ocena 12 na 12
liliac (147340 punktów)
>>To co żeś pisał o 126.000 badanych, jak wyraźnie w podanym linku zaznaczono 170 osób?!!!
>179 - dla ścisłości .

Znaczy, kłamczuch przebrzydły- jacyś trefni nam się ci wierzący trafiają

No i te wnioski z badania to też nieco trefne, moim zdaniem.

Losek mówi: Cytat:
"Niezależnie od tego, czy Bóg jest, czy Go nie ma, wierząc w Niego, zwiększamy szansą na przeżycie w sytuacji dużego stresu"


Tymczasem kwestionariusz podany w badaniu nie tyle pyta chorych o to czy są wierzący, ile bezpośrednio o to, w jakim stopniu wiara pomagała im radzić sobie z chorobą:

Cytat:
A I sought God's help in dealing with the situation.
B I trusted that God would handle the situation.
C I tried to find the lesson from God in the event.
D I let God solve my problem for me.
E I accepted that the situation was not in my hands but in the hands of God.
F I focused on the divine world rather than on the problems of this world.
G I waited for God to provide solutions to my problems.
H With God's help, I was able to see the situation in a different light.
I I took control over what I could, and I let God help me with the rest.
J The thought that we have a destiny helped me to see the situation in a new way, so things seemed to me more under control.


A że założenie, że wszyscy, którzy przyznali najniższe wartości powyższym zdaniom są automatycznie niewierzącymi, jest zdecydowanie naciągane, to i wniosek marny. W gruncie rzeczy nie wiemy czy jakikolwiek niewierzący uczestniczył w badaniu, wszak możemy mieć do czynienia z rzeszą wierzących, którzy zwątpili lub są nieco depresyjni Mamy piękne badanie oceniające wpływ stopnia zaufania bóstwu przez wierzących w zakresie leczenia choroby na jej przebieg. Zatem- jeśli już wierzysz, lepiej wierz szczerze i mocno

Chyba że przeoczyłam gdzieś kontrolne pytanie o wiarę jako taką?
28-11-2010 18:35 
 Ocena 5 na 5
lukaszewicz (5674 punktów)

>Znaczy, kłamczuch przebrzydły- jacyś trefni nam się ci wierzący trafiają

Niekoniecznie.

Jako racjonalista wierzący mógł po prostu nie zrozumieć co czyta.
spellbinder (8577 punktów)
>>>Tutaj można dokładnie przeczytać o badaniu.
>>>onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/lt.22122/full
>>To co żeś pisał o 126.000 badanych, jak wyraźnie w podanym linku zaznaczono 170 osób?!!!
>179 - dla ścisłości .

Zaokrągliłem tak żeby ładniej było, jak w przypadku tych 126000
28-11-2010 15:25 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

Czy wyniki tych badań pozwalają wnioskować, że nie istnieje żaden inny czynnik poza religią, podnoszący szansę przeżycia po przeszczepie wątroby? Czy na pewno nie istnieje coś lepszego niż religia?


Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
29-11-2010 20:58 
 Ocena 1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Ależ skąd.
Myślę, że jest wiele czynników wpływających na skuteczność leczenia. Wiara to tylko jeden z nich.
Kuba Śruba (3184 punktów)
> Niezależnie od tego, czy Bóg jest, czy Go nie ma, wierząc w Niego, zwiększamy szansą na
>przeżycie w sytuacji dużego stresu, o ponad 1/4!
>Inaczej mówiąc, jeśli jakiś niewierzący racjonalista, pozwoli, albo wręcz spowoduje, że jego dzieci
>również zostaną ludźmi niewierzącymi - to ni mniej ni więcej, zredukuje ich szanse na przeżycie
>ciężkiej choroby o około 1/4 w porównaniu do dzieci wierzących racjonalistów!
Potrafię sobie również wyobrazić, że dorośli ludzie, którzy naiwnie wierzą we wszelkie brednie z reklam cieszą się statystycznie lepszym zdrowiem w sytuacjach ekstremalnych, bo dziecinne uwierzą lekarzowi i rodzinie, że "wszystko będzie dobrze".
Czy to byłby argument, że należy np. ufać akwizytorom?

>A to prowadzi do wniosku, że ci niewierzący racjonaliści, którzy propagują różne idee typu Polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti (...) tną z zapałem gałąź na której siedzą.

A czy ktoś zbadał jak sobie radzą z przeszczepem wątroby pastafarianie? Czep się tramwaja!
Ramen

Religia Potwóra Spaghetti nie jest tworem doskonałym, ale jak dotąd nikt nie wymyślił nic lepszego - KŚ
28-11-2010 14:27 
 0 na 2
Witold Losek (800 punktów)
Ależ możesz sobie wyobrazić, co Ci się podoba, ale co to zmienia??

Religia Potwora Spaghetti nie jest tworem doskonałym, i dlatego w odróżnieniu od chrześcijaństwa, nie zwiększa przeżywalności przeszczepów wątroby!!
28-11-2010 15:03 
 Ocena 5 na 5
Kuba Śruba (3184 punktów)
Wiara może poprawić kondycje po przeszczepie. Racjonalizm i sceptycyzm może sprawić, że chory wogóle trafi na taki przeszczep, a nie do znachora.
EDIT: PS Bardzo religijne osoby mają też w pewnym sensie mniejsze szanse na sukces ewolucyjny, bo nie mogą z zasady skorzystać z in-vitro

Mam nadzieję, że ktoś to zacytuje - O. Wilde
28-11-2010 15:04 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
Śmiem twierdzić, że chrześcijaństwo także nie jest tworem doskonałym. Jego wady wszyscy znamy i zanudziłabym czytających na śmierć, wymieniając je tutaj.
Mocna wiara wpływa na stan psychiczny pacjenta - in plus bądź in minus. Czy ktoś prowadził badania na temat "jak religia wpływa na pogorszenie się stanu chorego"? Pewnie nie... A byłabym bardzo ciekawa wyników. Wszak choroba to "wola boska" i jak tu z taką dyskutować.
PS. Plus wcisnęłam niechcący zamiast "odpowiedz", ale niech zostanie na powitanie po długiej nieobecności

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Witold Losek (800 punktów)
Witaj. Miło Cię znów czytać.
>Śmiem twierdzić, że chrześcijaństwo także nie jest tworem doskonałym. Jego wady wszyscy znamy i zanudziłabym czytających na śmierć, wymieniając je tutaj.
Ludzie wyznający chrześcijaństwo nie są doskonali, to fakt.
>Mocna wiara wpływa na stan psychiczny pacjenta - in plus bądź in minus. Czy ktoś prowadził badania na temat "jak religia wpływa na pogorszenie się stanu chorego"? Pewnie nie... A byłabym bardzo ciekawa wyników. Wszak choroba to "wola boska" i jak tu z taką dyskutować.
Bardzo się mylisz, pisząc coś takiego : Cytat:
Wszak choroba to "wola boska"
... Bardzo...
Badano wpływ religijności na przeżywalnosć chorych po przeszczepach wątroby. We wcześniejszych badaniach badano wpływ religijności na radzenie sobie z innymi chorobami. Mogło wyjść i na plus i na minus. A wyszło na plus, i już.
Chcesz się spierać z faktami?
Pozdro.
28-11-2010 15:43 
 Ocena 6 na 6
spellbinder (8577 punktów)
>Mogło wyjść i na plus i na minus. A wyszło na plus, i już.
>Chcesz się spierać z faktami?

Zdaje się, że nie mogło, tym bardziej że kwestionariusz do badania religijności nie przewidział opcji "nie wierzę". Było "searching for God" i "waiting for God", ale jakoś zabrakło "screw the god, I'm going home".
28-11-2010 15:45 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)

>Ludzie wyznający chrześcijaństwo nie są doskonali, to fakt.
Nie, nie, ja nie piszę o ludziach. Ludzie ogólnie rzecz biorąc nie są doskonali, bo cóż to znaczy "doskonały człowiek" i kto określi kryteria doskonałości? Ja piszę o religiach z punktu widzenia człowieka. Nie ma doskonałej religii, a przynajmniej nie dla każdego. "Doskonałość" religii jest cechą absolutnie subiektywną. Dla Ciebie chrześcijaństwo jest doskonałe, dla muzułmanina nie, bo islam, czego Ty z kolei nie akceptujesz, a wziąwszy to zusammen do kupy oznacza to, że żadna z owych religii doskonała obiektywnie nie jest (bo gdyby była każdy by to uznał, prawda)?
>Bardzo się mylisz, pisząc coś takiego :
>Cytat:
Wszak choroba to "wola boska"

>... Bardzo...
Możliwe, nie jestem specjalistką od boskiej woli. Ale bywam na katolickich pogrzebach i nieraz słyszałam zdanie "Bóg zesłał na niego ciężką chorobę/cierpienie", nie mówiąc o "Bóg powołał go do siebie", więc sobie wnioski wyciągam...
>Chcesz się spierać z faktami?
Nigdy w życiu, z faktami się nie dyskutuje. Co innego z ich interpretacjami
Pozdrawiam

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
28-11-2010 21:08 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Możliwe, nie jestem specjalistką od boskiej woli. Ale bywam na katolickich pogrzebach i nieraz słyszałam zdanie "Bóg zesłał na niego ciężką chorobę/cierpienie", nie mówiąc o "Bóg powołał go do siebie", więc sobie wnioski wyciągam...
Ja też bywam, a jakoś nie słyszałem w nadmiarze takich figur retorycznych. A nawet jak jakiś niezbyt mądry ksiądz coś takiego powiedział, to nie zmienia faktów. Bóg nie zsyła ani kar, ani kataklizmów, ani chorób.
Pozdro.
29-11-2010 07:20 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>Bóg nie zsyła ani kar, ani kataklizmów, ani chorób.
Mnie tego mówić nie musisz, ja to wiem. Powiedz to kościelnym hierarchom...
Miłego dnia

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
29-11-2010 10:17 
 Ocena 5 na 5
spellbinder (8577 punktów)
>Bóg nie zsyła ani kar, ani kataklizmów, ani chorób.

Chwila chwila... A co to było z tymi potopami, Sodomami i wypędzeniami z raju?
Bóg się zmienił przez te kilka lat?

No rozumiem, mógł się zmienić, ale skoro tak - to oznacza, że nie był doskonały
28-11-2010 20:00 
 Ocena 7 na 7
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>
Religia Potwora Spaghetti nie jest tworem doskonałym, i dlatego w odróżnieniu od chrześcijaństwa, nie zwiększa przeżywalności przeszczepów wątroby!!

Przepraszam, czy Pastafarianie szykują już wniosek do sądu o obrazę uczuć religijnych? Obraza jest, i to na piśmie... Może zgłosi się jakiś Pastafarianin po przeszczepie wątroby i zaprzeczy przytoczonemu tu bliżnierstwu?
29-11-2010 12:56 
 Ocena 5 na 5
Gosia (9452 punktów)
>Przepraszam, czy Pastafarianie szykują już wniosek do sądu o obrazę uczuć religijnych?

Zdecydowane (i stanowcze) NIE!

2 - Naprawdę wolałbym, żebyś nie używał Mojego istnienia jako narzędzia do uciskania, ciemiężenia, karania, patroszenia lub bycia złośliwym wobec innych.
Ewangelia Latającego Potwora Spaghetti bardziej zwana jako Osiem "Naprawdę wolałbym, żebyś nie".
28-11-2010 20:50 
 Ocena 5 na 5
Kuba Śruba (3184 punktów)
>Religia Potwora Spaghetti nie jest tworem doskonałym, i dlatego w odróżnieniu od chrześcijaństwa, nie zwiększa przeżywalności przeszczepów wątroby!!
Masz niestety rację, w dodatku pastafarianie to z zasady ponuraki i malkontenci, a naukowo stwierdzono, że:

Cytat:
Poczucie humoru pozwala ludziom zachować zdrowie i zwiększa szanse na dożycie wieku emerytalnego.

Cytat:
Kiedy grupy wyodrębniano na tej właśnie podstawie, wyszło na jaw, że w porównaniu do ochotników z najniższą punktacją, w grupie z największym poczuciem humoru śmiertelność była obniżona o ok. 20%.

Cytat:
Wyniki uzyskane przez zespół Svebaka potwierdzają to, co ustalono przed 4 laty w ramach 24-miesięcznych badań z udziałem chorych z przewlekłą niewydolnością nerek. Prowadzono je w okręgu Sør-Trøndelag. Okazało się wtedy, że przeżywalność była największa w grupie z najsilniej wyrażonym poczuciem humoru.

kopalniawi(*)t-wplyw-Sven-Svebak-10543.html



Mam nadzieję, że ktoś to zacytuje - O. Wilde
diogenes (42753 punktów)
>Racjonalista niewierzący, odrzuciwszy ideę Boga powie oczywiście, że to ewolucjaspowodowała powstanie w/wym. cechy, oraz jej trwanie.

Religia była dawniej tym, czym jest teraz: manipulacją posiadających władzę grup. Idei boga nie przypisywałbym ewolucyjnego źródła. To raczej wynalazek kulturowy (w tej chwili można wymyślać spójne systemy nonsensów, rejestrować je jako wyznanie i skutecznie ogłupiać nimi ludzi)

>boskie przyczyny czegokolwiek są - racjonalne - ale nieudowadnialne,...

Dalszym krokiem tego rodzaju dywagacji jest dyskusja boskiego planu stworzenia, bo tylko w takim kontekście zrozumiała staje się boska racjonalność, którą i tak kroi się na ludzką modłę.

>wiara w spójny system religijny, taki jak chrześcijaństwo, islam, judaizm, etc. zwiększa szansę na przeżycie ciężkiej choroby, ...
>niewierzący racjonaliści, ... wpadają na pomysły wieszania w klasach obok krzyży symboli druidystycznych, tną z zapałem gałąź na której siedzą.

Sugerując, że bóg nawet jako placebo działa, robisz dokładnie to samo.

> Dbajcie o Wasze świątynie, bo jak nie, to wasze dzieci chodzić będą do meczetów...

Dbajcie o rozum, a dzieci nie będą musiały chodzić ani do meczetów, ani do kościołów czy zborów.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Witold Losek (800 punktów)
>Sugerując, że bóg nawet jako placebo działa, robisz dokładnie to samo.
Nie Bóg działa jako placebo, tylko wiara w Boga, działa jako placebo. Nie dyskutuję tu i teraz o Bogu, o jego istnieniu, lub nieistnieniu, a tylko o tym, że wiara w Coś Sensownego, zwiększa szansę przeżycia! I podkopywanie tej wiary to głupota, bo zmniejsza szansę wyzdrowienia! Tak jak nie mówię pacjentowi, że daję mu placebo zamiast Dolarganu, tak też nie należy, nie można mówić ludziom, że wiara to placebo. Nawet, gdybym osobiście nie wierzył w Boga, to moim dzieciom najpewniej nie narzucałbym mojego ateistycznego światopoglądu, bo to zmiejszałoby ich szansę m.in. powrotu do zdrowia. Oczywiście każdy może sobie tak kształtować światopogląd swoich dzieci jak chce, tyle, że to trochę tłumaczy ciągłą przewagę liczebną wierzących...
>Dbajcie o rozum, a dzieci nie będą musiały chodzić ani do meczetów, ani do kościołów czy zborów.
Dbanie o rozum ani nie wyklucza, ani nie jest wykluczane przez wiarę.
28-11-2010 15:08 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>wiara w Coś Sensownego, zwiększa szansę przeżycia!
I tym Czymś Sensownym jest Bóg, powiadasz? Hm...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Witold Losek (800 punktów)
>I tym Czymś Sensownym jest Bóg, powiadasz? Hm...
Tak myślę, tak wierzę.
28-11-2010 15:35 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>>I tym Czymś Sensownym jest Bóg, powiadasz? Hm...
>Tak myślę, tak wierzę.
W porządku. Ale czy osoby, które wierzą w Coś Innego Sensownego nie wracają do zdrowia szybciej? Chyba tylko ktoś, komu jest wszystko jedno, nie zdrowieje.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
28-11-2010 15:47 
 Ocena 4 na 4
spellbinder (8577 punktów)
>W porządku. Ale czy osoby, które wierzą w Coś Innego Sensownego nie wracają do zdrowia szybciej? Chyba tylko ktoś, komu jest wszystko jedno, nie zdrowieje.

AAA, tego nie wiadomo, bo tego w badaniu nie badano... sprytnie. Zbadano zasadniczo czy większa wiara w boga lepiej wpływa na zdrowienie, niż mniejsza wiara w boga.
Witold Losek (800 punktów)
Na przykład w co mogliby uwierzyć?
30-11-2010 07:15 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>Na przykład w co mogliby uwierzyć?
Na przykład w to, że życie jest piękne?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
28-11-2010 15:39 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>I tym Czymś Sensownym jest Bóg, powiadasz? Hm...
>Tak myślę, tak wierzę.

Wierzysz więc w religię, nie w Boga.

Udowodniłeś, że obiekt wiary może być jakikolwiek i nie ważne, czy istnieje. Ważne jest by wierzyć. Można wierzyć w Boga, można wierzyć w Ojczyznę czy Stalina (za Rodzinu, za Stalinu - wpieriod pod kulomiot!) - byle wierzyć.

Zapewne pacjenci, którzy kochają swoich bliskich, też maja większą przeżywalność po operacjach - bo mają dla kogo żyć.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
28-11-2010 21:04 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Wierzysz więc w religię, nie w Boga.
Ja wierzę w Boga, a wiem, z tych wymienionych przeze mnie badań naukowych, że wiara pomaga przeżyć chorobę.
>Udowodniłeś, że obiekt wiary może być jakikolwiek i nie ważne, czy istnieje. Ważne jest by wierzyć. Można wierzyć w Boga, można wierzyć w Ojczyznę czy Stalina (za Rodzinu, za Stalinu - wpieriod pod kulomiot!) - byle wierzyć.
>Zapewne pacjenci, którzy kochają swoich bliskich, też maja większą przeżywalność po operacjach - bo mają dla kogo żyć.
Dokładnie o to mi chodzi. Abstrachując od tego, czy Bóg jest - w co osobiście wierzę, czy też Go nie ma, wiara w Boga, tzn. ściślej mówiąc wiara w spójny system religijny pozwala na zwiększenie sił psychofizycznych organizmu w walce z chorobą. Można oczywiście wierzyć w Ojczyznę i w Stalina, ale ten system wiary nie za bardzo się sprawdza. Do zadziałania w tym przypadku wydaje się niezbędna "boskość" obiektu wiary. Co do rodziny, to zapewne i fakt, że masz dla kogo żyć jest pomocny, ale co to zmienia w kwestii wiary i jej przydatności? W dalszym ciągu walka z wiarą jest nieracjonalna i pasuje mi trochę do nagród Darwna...
>W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Amen
29-11-2010 13:44 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Ja wierzę w Boga, a wiem, z tych wymienionych przeze mnie badań naukowych, że wiara pomaga przeżyć chorobę.

Wspomniane przez Ciebie badania były robione w końcu na 126 tysiącach osób, czy na 176 osobach? Bo mam wrażenie, że zabrnąłeś daleeeeko w samooszukiwaniu się.

>Do zadziałania w tym przypadku wydaje się niezbędna "boskość" obiektu wiary. Co do rodziny, to zapewne i fakt, że masz dla kogo żyć jest pomocny, ale co to zmienia w kwestii wiary i jej przydatności? W dalszym ciągu walka z wiarą jest nieracjonalna i pasuje mi trochę do nagród Darwna...

Po przyjrzeniu się cytowanym przez Ciebie badaniom, mogę stwierdzić: jeśli metodologia badań jest do dupy, to wyniki i wnioski są gówno warte.
Witold Losek (800 punktów)
Już uściślam. Portal "Nauka w Polsce" pisze na swoich stronach dokładnie tak:
Cytat:
Około 90 procent populacji świata to osoby wierzące. Wcześniejsze prace wykazały, że religijność pozwala lepiej sobie radzić z chorobą, a nawet wpływać na jej rozwój. Na przykład metaanaliza oparta na badaniach dotyczących 126 000 ludzi wykazała, że religijność zwiększa szanse na przeżycie o 26 proc.

Szczegółowe dane jednego z badań, dotyczącego konkretnie przeszczepów wątroby, na ok. stu siedemdziesięciu chorych można znaleźć we wskazanym przeze mnie portalu Liver transplantation.
29-11-2010 16:00 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Już uściślam. Portal "Nauka w Polsce" pisze na swoich stronach dokładnie tak:

OK.
Jeśli pozostałe badania są skonstruowane tak jak to z przeszczepami wątroby, to są tyle samo warte - jako książkowy przykład manipulacji danymi.

Proszę, oto szkic badań statystycznych, które udowodnią, że wszystkie osoby które wypełniły ankietę i są szczęśliwe w życiu rodzinnym, wątpią w istnienie Boga:

Jeśli jesteś szczęśliwy, proszę zaznaczyć prawidłową odpowiedź na pytanie "czy wątpisz w istnienie Boga":
- TAK, wątpię w istnienie Boga
- NIE, Bóg wg mnie na pewno nie istnieje
- WĄTPIĘ, by Bóg istniał
- NIE wątpię, że Bóg nie istnieje
- nieistnienie Boga nie podlega wątpliwościom

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
29-11-2010 16:19 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)
>Już uściślam. Portal "Nauka w Polsce" pisze na swoich stronach dokładnie tak:

To żadne uściślenie."Nauka w Polsce" powołuje się przecież na "Liver transplantation" a to "źródło"już znamy.

Równie dobrze można by podać, że portal "Racjonalista" podaje i dać adres tego wątku.
29-11-2010 11:35 
 Ocena 6 na 6
Guzik (2020 punktów)
Proszę pana. Proszę nas nie namawiać i nie straszyć. Wiary nie można tak po prostu mieć. Albo się ma taką osobowość i umysł, że się wierzy, albo taki intelekt, że się nie wierzy. Nie można sobie tak po prostu uwierzyć, bo się ma z tego korzyść. Proszę zrozumieć i więcej nie pisać takich postów.

Co do wierzącego i jego choroby... Nie wydaje mi sie , żeby wyzdrowiał inaczej niż niewierzący... Niemniej nie mogę tego udowodnić. Natomiast znalazłam to:

[...] Sam pomysł poszukiwania w laboratorium dowodów na istnienie Stwórcy nie jest nowy. Amerykańska instytucja John Templeton Foundation od lat pompuje miliony dolarów w promowanie religii i udowadnianie jej słuszności. To właśnie ona sfinansowała poważne badanie naukowe nad skutecznością modlitwy w intencji chorych, którego wyniki w ubiegłym roku opublikowało specjalistyczne czasopismo "American Heart Journal". Uczeni przebadali w sześciu szpitalach 1802 pacjentów, u których wykonano zabieg wszczepienia bypassów. W eksperyment zaangażowano grupy modlących się o powrót do zdrowia operowanych - dwie katolickie i jedną protestancką. Pacjentów podzielono na trzy równe grupy: pierwszą poinformowano, że być może w ich intencji zostaną odprawione modlitwy i rzeczywiście tak się stało. Drugiej grupie oznajmiono to samo, ale za należące do niej osoby nikt się w rzeczywistości nie modlił. Natomiast za chorych z trzeciej grupy modlono się i zostali oni o tym poinformowani.

Jaki był wynik? Nie odnotowano żadnej różnicy w poprawie stanu zdrowia między pierwszą grupą (modlitwy) i drugą (brak modlitw). Natomiast w trzeciej grupie chorzy (przydzieleni do niej wiedzieli na pewno, że w ich intencji będą modlitwy) mieli gorsze wyniki niż w dwóch pozostałych. Naukowcy interpretują ten fakt jako efekt działania psychologicznego - informacja, że w intencji pacjentów odmawiane będą modlitwy, mogła działać stresująco i wpłynąć negatywnie na rekonwalescencję - zapewne wielu chorych pomyślało: skoro się za mnie modlą, musi być ze mną naprawdę źle.

Wynik eksperymentu jest jednoznaczny: modlitwa w intencji chorych nie wpływa na ich stan zdrowia.
29-11-2010 15:24 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Proszę pana. Proszę nas nie namawiać i nie straszyć. Wiary nie można tak po prostu mieć. Albo się ma taką osobowość i umysł, że się wierzy, albo taki intelekt, że się nie wierzy. Nie można sobie tak po prostu uwierzyć, bo się ma z tego korzyść. Proszę zrozumieć i więcej nie pisać takich postów.
>Co do wierzącego i jego choroby... Nie wydaje mi sie , żeby wyzdrowiał inaczej niż niewierzący... Niemniej nie mogę tego udowodnić. Natomiast znalazłam to:
Ależ oczywiście, że nie można narzucić nikomu wiary. Zresztą, założę się, że narzucona na siłę wiara, "nie zadziała" w momencie choroby. Ale można pozwolić swojemu dziecku na poznanie czym jest wiara ( w naszym regionie świata ) chrześijańska i pozostawienie mu decyzji o przynależności do jakiegoś kościoła, lub nie. Można agresywnie "agitować" ( przepraszam za to słowo ) tak jak Dawkins, przeciw wierze, deprecjonować ją, podpierać
się swoim naukowym autorytetem, albo zachować swoje zdanie, i pozwolić wierzyć innym, w imię nie tego, że Bóg jest, bo tego nikt nie wie, ale w imię tego, że wiara pozwala lepiej znosić stresy
> [...] Sam pomysł poszukiwania w laboratorium dowodów na istnienie Stwórcy nie jest nowy. Amerykańska instytucja John Templeton Foundation od lat pompuje miliony dolarów w promowanie religii i udowadnianie jej słuszności. To właśnie ona sfinansowała poważne badanie naukowe nad skutecznością modlitwy w intencji chorych, którego wyniki w ubiegłym roku opublikowało specjalistyczne czasopismo "American Heart Journal". Uczeni przebadali w sześciu szpitalach 1802 pacjentów, u których wykonano zabieg wszczepienia bypassów. W eksperyment zaangażowano grupy modlących się o powrót do zdrowia operowanych - dwie katolickie i jedną protestancką. Pacjentów podzielono na trzy równe grupy: pierwszą poinformowano, że być może w ich intencji zostaną odprawione modlitwy i rzeczywiście tak się stało. Drugiej grupie oznajmiono to samo, ale za należące do niej osoby nikt się w rzeczywistości nie modlił. Natomiast za chorych z trzeciej grupy modlono się i zostali oni o tym poinformowani.
>Jaki był wynik? Nie odnotowano żadnej różnicy w poprawie stanu zdrowia między pierwszą grupą (modlitwy) i drugą (brak modlitw). Natomiast w trzeciej grupie chorzy (przydzieleni do niej wiedzieli na pewno, że w ich intencji będą modlitwy) mieli gorsze wyniki niż w dwóch pozostałych. Naukowcy interpretują ten fakt jako efekt działania psychologicznego - informacja, że w intencji pacjentów odmawiane będą modlitwy, mogła działać stresująco i wpłynąć negatywnie na rekonwalescencję - zapewne wielu chorych pomyślało: skoro się za mnie modlą, musi być ze mną naprawdę źle.
>Wynik eksperymentu jest jednoznaczny: modlitwa w intencji chorych nie wpływa na ich stan zdrowia.
Tak, ja oczywiście znam wyniki tych badań. Ale jeśli założymy na chwilę, że Bóg jest, ale nie chce lub nie może ( bo obiecał ludziom Wolną Wolę ) się ujawnić, dać dowodu na swe istnienie, to po prostu takie modlitwy, choć w najlepszej intencji, mogą przez Niego zostać zignorowane.
Ja nie próbuję udowodnić istnienia Boga, mówię tylko, że zgodnie ze współczesną wiedzą, ludzie wierzący lepiej znoszą operacje. To nie musi koniecznie świadczyć o istnieniu Boga, ale o tym, że pewne psychofizyczne cechy chorych, wynikające z ich wiary, są skuteczne w przezwyciężaniu stresu pooperacyjnego. Ja oczywiście nie robiłem takich badań osobiście, ale w mojej praktyce chirurga widzę to na co dzień.
Pozdrawiam
WL.
30-11-2010 09:12 
 Ocena 3 na 3
Guzik (2020 punktów)
Ależ oczywiście, że nie można narzucić nikomu wiary. Zresztą, założę się, że narzucona na siłę wiara, "nie zadziała" w momencie choroby. Ale można pozwolić swojemu dziecku na poznanie czym jest wiara [...]
Przecież dzieci w Polsce i tak się wysyła na religię. Niektóre z nich oduczają się w ten sposób logicznego i krytycznego myślenia, a uczą się jedynie wierzyć, inne się uzależniają od obrzedów i stosują modlitwę do siły wyższej o cud, zamiast uwierzyć we własne możliwości. To może byc szkodliwe, zabija kreatywność. Jedyny pożytek z takiego postępowania, to zgodnie z instynktem stadnym, zaspokojenie potrzeb społecznych, nauka takowych zachowań.


Ja nie próbuję udowodnić istnienia Boga, mówię tylko, że zgodnie ze współczesną wiedzą, ludzie wierzący lepiej znoszą operacje. To nie musi koniecznie świadczyć o istnieniu Boga, ale o tym, że pewne psychofizyczne cechy chorych, wynikające z ich wiary, są skuteczne w przezwyciężaniu stresu pooperacyjnego. Ja oczywiście nie robiłem takich badań osobiście, ale w mojej praktyce chirurga widzę to na co dzień.


A więc modlitwy... Myślę, że to samo zdziałają medytacje i optymistyczne podejście do życia.
Co do wierzących lekarzy, to dla mnie swego rodzaju ciekawostka. Moja wierząca znajoma dużo lepiej ode mnie znosi niepowodzenia w swoim fachu. Śmierć chorego tłumaczy sobie: - widocznie Bóg tak chciał. Ja natomiast analizuję każdy przypadek, doszukując się błędu w sztuce i dręcze się długo. Czesto jednak wyciągam konstruktywne wnioski. Ona przechodzi do porządku dnia codziennego. Domyślam się, że pan jako wierzący chirurg, myśli podobnie jak ona.
30-11-2010 21:48 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Przecież dzieci w Polsce i tak się wysyła na religię. Niektóre z nich oduczają się w ten sposób logicznego i krytycznego myślenia, a uczą się jedynie wierzyć, inne się uzależniają od obrzedów i stosują modlitwę do siły wyższej o cud, zamiast uwierzyć we własne możliwości. To może byc szkodliwe, zabija kreatywność. Jedyny pożytek z takiego postępowania, to zgodnie z instynktem stadnym, zaspokojenie potrzeb społecznych, nauka takowych zachowań.
> [color=blue]
Całkowicie się nie zgadzam z tezą ( która nota bene, jest powszechnym argumentem misyjnego ateizmu ), że wiara zabija myślenie. Gdyby różne formy wiary, w szczególności chrześcijaństwo, ale tak samo islam, "zabijały" naukę, to ewolucja społeczeństw dawno wyeliminowałaby z konkursu społeczeństwa ludzi wierzących, a tymczasem jak doskonale wiemy, 100% cywilizacji miało swoje systemy wiary. Gdyby było tak, jak Pani pisze, to największy rozwój badań empirycznych nie zdarzyłby się własnie w części świata uformowanej przez chrześcijaństwo i dodajmy dla oddania sprawiedliwości - islam. Tacy ludzie jak choćby Cytat:
kanonik kapituły warmińskiej, Mikołaj Kopernik, Robert Grosseteste, biskup Lincolnu, założyciel szkoły Oksfordzkiej, w której przeprowadzano pierwsze eksperymenty fizyczne, Mikołaj z Oresme, biskup Lisieux, matematyk i fizyk, który m.in. wykazał, że ruch słońca na niebie można zadowalająco wyjaśnić obrotem ziemi wokół własnej osi, o. Francesko Grimaldi, pionier kartografii księżyca, odkrywca m.in. dyfrakcji światła, o. Pietro Sacchi jeden z twórców astrofizyki, Grzegorz Mendel, czeski mnich, odkrywca podstawowych praw dziedziczności, o. Henri Breuil, jeden z czołowych paleontologów swoich czasów, Joseph Priestley, protestancki pastor, odkrywca pierwiastka tlenu, anglikański duchowny John Poklinghorne, fiayk cząstek elementarnych i wielu wielu innych ( mógłbym wymienić jeszcze z dwa razy tyle nazwisk, ale kto by to przeczytał)
swym życiem i naukowymi osiągnięciami dali dowody, że wiara nie stoi w sprzeczności z rozumem, że praktykowania obrzędów religijnych nie przeszkadza w naukowym myśleniu, nie zabija kreatywności i że różne kościoły ( chrześcijaństwo, ale też jak wiadomo islam ) nie tylko - wbrew obiegowej opinii - nie przeszkadzają naukowcom, ale często ich wspomagają i umożliwiają im osiąganie wyników naukowych.
>A więc modlitwy... Myślę, że to samo zdziałają medytacje i optymistyczne podejście do życia.
Na pewno optymizm ma swoje znaczenia, nie mam wątpliwości. Ale czyż wierzący optymista, nie ma nadal większych szans, niż optymista-ateista?
>Co do wierzących lekarzy, to dla mnie swego rodzaju ciekawostka. Moja wierząca znajoma dużo lepiej ode mnie znosi niepowodzenia w swoim fachu. Śmierć chorego tłumaczy sobie: - widocznie Bóg tak chciał. Ja natomiast analizuję każdy przypadek, doszukując się błędu w sztuce i dręcze się długo. Czesto jednak wyciągam konstruktywne wnioski. Ona przechodzi do porządku dnia codziennego. Domyślam się, że pan jako wierzący chirurg, myśli podobnie jak ona.
Ja osobiście jestem przekonany, że Bóg dał mi wolną wolę i rozum, i zobowiązał mnie bym ich używał dla dobra moich pacjentów. Jestem również przekonany, że jednym z najwazniejszych zadań jakie stoją przed człowiekiem w zyciu, to poświęcenie dla bliźniego. Jeśli pacjent umiera, a nie musiał wcale umrzeć, jeśli dało się coś jeszcze wykombinować, to znaczy, że ktoś z nas coś schrzanił. Że nie chciało mu się poświęcić czasu, sił, starania, nauki, dla lepszego i skuteczniejszego leczenia chorych. I Bóg nic tu nie ma do rzeczy. To ja, moją wolną wolą decyduję często o życiu innych ludzi. I to ja jestem winien, jeśli coś zrobiłem nie tak! Oczywiście czasem bywa też tak, że nic nie da się zrobić... Ale jedno jest pewne, to nie Bóg zsyła na chorych cierpienia. (Są w kościele katolickim tacy teologowie, którzy twierdzą że w chwili obecnej Bóg w ogóle nie ingeruje w życie ludzi, w żaden sposób.)
A co do tej Pani koleżanki, to oczywiście ja mógłbym teraz przywołać przykład jakiegoś znajomego ateisty, który coś tam robi źle, a Pani na to poda przykład dwóch katolików, którzy notorycznie grzeszą zdradzając swe żony, ja natomiast przywołam trzech racjonalistów którzy... itd. Ale chyba nie o to chodzi.
Proponuję spytać tę koleżankę, jak to jest, że ten jej zdaniem miłosierny Bóg, pozwala chorym gnić za życia, pozwala rodzicom oglądać śmierć ukochanych dzieci itd. Ciekawe co odpowie.
Pozdrawiam.
WL
Guzik (2020 punktów)
Zagmatwał się pan co nieco. Nadal nie mogę zrozumieć racjonalnego, wydawałoby się podejścia do swego fachu, a wiary w siły nadprzyrodzone, bo pan wierzy w nie, taką jest przecież Bóg. Co do mędrców z instytucji kościelnych typu Mendel itp, to mnie to nie przekonuje. Innych instytucji wtedy po prostu nie było. Kto chciał się zajmować nauką, musiał to robic idąc tą drogą.
Ale lepiej wytłumaczy panu fenomen religii ten wątek na Racjonaliście:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,379425
02-12-2010 15:48 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
To nie ja się zagmatwałem, tylko Pani odrzuca niektóre możliwości.
Ponieważ - z całym szacunkiem, serdecznie proszę mi wybaczyć trochę osobisty zarzut - uwierzyła Pani, że religia wyklucza rozum, że wierzący nie może być jednocześnie racjonalistą. Zapewniam Panią, że wierzący w Boga może myśleć i działać racjonalnie, tak jak i czasem niewierzący człowiek, nazywający siebie racjonalistą, może postępować nieracjonalnie. Co do mędrców typu Mendel, ja nie mówię, że oni nie mogli swoich osiągnięć uzyskać inaczej, aniżeli tylko za pomocą kościoła, przywołałem te przykłady, by Pani uzmysłowić że można wierzyć w Boga i kreatywnie, racjonalnie myśleć.
Pozdrawiam.
Jeszcze raz przepraszam za osobiste uwagi i mam nadzięję, na dalszą dyskusję. Miło pogadać kimś, kto choć ma odmienne poglądy, nie traktuje mnie z góry jak półidiotę i oszołoma.
WL.
02-12-2010 09:32 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>Tacy ludzie jak choćby ... swym życiem i naukowymi osiągnięciami dali dowody, że wiara nie stoi w sprzeczności z rozumem, że praktykowania obrzędów religijnych nie przeszkadza w naukowym myśleniu, nie zabija kreatywności i że różne kościoły ( chrześcijaństwo, ale też jak wiadomo islam ) nie tylko - wbrew obiegowej opinii - nie przeszkadzają naukowcom, ale często ich wspomagają i umożliwiają im osiąganie wyników naukowych.
Pomyłka. Oni swoich osiągnięć nie uzyskali dzięki religii czy obok religii, ale pomimo religii. Gdyby ściśle trzymali się zasad wiary i religię mieszali do wszystkich sfer życia, nic z tego by nie było. Dzięki ich otwartym umysłom, poddającym w wątpliwość "prawdy wiary", mamy postęp cywilizacyjny. Osoby, które wymieniłeś, nie mogły być przede wszystkim i bez reszty chrześcijanami, bo nie osiągnęłyby tego, co osiągnęły. Kopernik. Kanonik fromborski, swoje odkrycia długo trzymał w tajemnicy, wydał hen, za granicą, w roku swej śmierci, po czym z gracją wylądował na liście prohibitów. Galileusz (świecki, ale pobierający nauki w szkole zakonnej, gdyby nie rozumny ojciec, pewnie zostałby zakonnikiem), tępiony przez inkwizycję za poglądy. A cóż mi tu przywołujesz Breuila, przecież to XX wiek, wszyscy wiedzieli, że świat istnieje dłużej niż 6000 lat, więc spokojnie sobie tę sztukę paleolityczną rozpracowywał. To był przede wszystkim archeolog i antropolog, nie paleontolog. Wielebny dr John Polkinghorne (nie Poklinghorne!), mimo swoich wczesnych osiągnięć, w średnim wieku co nieco jakby zgłupiał i zaczął wypisywać dziwactwa na temat pogodzenia nauki z wiarą, za co zresztą otrzymał niesławną nagrodę Templetona.
Cytat:
o. Pietro Sacchi jeden z twórców astrofizyki

Mój Internet nie zna takiego. www.linkedin.com/pub/dir/Pietro/Sacchi www.abieve(*)/cv/Pietro-Sacchi_Citibank.pdf to chyba nie on?
Podsumowując - wiara nie musi wykluczać rozumu, ale nie ma z nim nic wspólnego. Naukowiec wierzący w Boga to taki jakby trochę schizofrenik - a każda osobowość sobie rzepkę skrobie. I tak jest w porządku - bo próby przeplecenia nauki z religią kończą się żałośnie.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-12-2010 11:38 
 Ocena 2 na 2
Gosia (9452 punktów)

> Cytat:
o. Pietro Sacchi jeden z twórców astrofizyki


Tak bywa, gdy bezkrytycznie kopiuje się dane. Ów pionier astrofizyki to Pietro Angelo Secchi SJ.
Witold Losek (800 punktów)
>> Cytat:
o. Pietro Sacchi jeden z twórców astrofizyki

>Tak bywa, gdy bezkrytycznie kopiuje się dane. Ów pionier astrofizyki to Pietro Angelo Secchi SJ.
Muszę przyznać, że skopiowałem te wiadomości ze swojej własnej wypowiedzi z racjonalisty w innym miejscu, a w tamtym miejscu pisałem je na podstawie książki Stephena M. Barra "Współczesna fizyka a wiara w Boga", którą zresztą serdecznie polecam, no i mi się literka pomyliła, moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.
Panią Gosię proszę o wybaczenie tej karygodnej pomyłki, posypuję głowę popiołem i dziękuję za czujność w tropieniu błędów katolików, a Pana Boga proszę o to, bym tylko tak się w życiu mylił...
02-12-2010 15:51 
 Ocena 1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Podsumowując - wiara nie musi wykluczać rozumu, ale nie ma z nim nic wspólnego. Naukowiec wierzący w Boga to taki jakby trochę schizofrenik - a każda osobowość sobie rzepkę skrobie. I tak jest w porządku - bo próby przeplecenia nauki z religią kończą się żałośnie.
Święte Słowa !!
Można wierzyć i myśleć, a co ważniejsze, wiara, nie mając nic wspólnego z wiedzą i rozumem, nie może rozumu wykluczać, zastępować, ani usprawiedliwiać głupoty, bezrozumnego działania.
Podzro.
02-12-2010 16:53 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Można wierzyć i myśleć, a co ważniejsze, wiara, nie mając nic wspólnego z wiedzą i rozumem, nie może rozumu wykluczać, zastępować, ani usprawiedliwiać głupoty, bezrozumnego działania.
Amen.
>>różne kościoły ( chrześcijaństwo, ale też jak wiadomo islam ) nie tylko - wbrew obiegowej opinii - nie przeszkadzają naukowcom, ale często ich wspomagają i umożliwiają im osiąganie wyników naukowych.
Weź pod uwagę, że żadne kościoły nie wspierają nauki, nie pomagają i nie przyklaskują jej. W najlepszym razie pozostają obojętne, bo z doświadczenia wiedzą, że nauka potrafi wywlec na światło dzienne fakty niewygodne dla religijnej fikcji... Wierzący naukowiec pracuje na własny rachunek (ewentualnie na rachunek jakiegoś instytutu badawczego), a nie w imię swojego wyznania.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
03-12-2010 21:17 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Weź pod uwagę, że żadne kościoły nie wspierają nauki, nie pomagają i nie przyklaskują jej.
W żadnym wypadku nie mów "żadne".
>W najlepszym razie pozostają obojętne, bo z doświadczenia wiedzą, że nauka potrafi wywlec na światło dzienne fakty niewygodne dla religijnej fikcji... Wierzący naukowiec pracuje na własny rachunek (ewentualnie na rachunek jakiegoś instytutu badawczego), a nie w imię swojego wyznania.
To jest typowy "dawkinsizm".
Twierdzisz dla przykładu, że jednoczesny, szybki rozwój islamu jako religii i wszelkiej maści nauk w krajach arabskich w okresie między IX, a XII wiekiem po narodzeniu Chrystusa, to czysty przypadek?

Prorok (PzN):
"Atrament uczonego, jest świętszy niż krew męczennika"
"Ktokolwiek podąża drogą zdobywania wiedzy, Allah uczyni dla niego łatwą drogę do Raju. Anioły z aprobatą biją skrzydłami dla tego, który poszukuje wiedzy, a ci, którzy są w Niebie i na ziemi - nawet ryby w wodzie - modlą się o przebaczenie dla uczonego. Wyższość uczonego nad innym wierzącym jest taka, jak wyższość księżyca nad innymi ciałami niebieskimi"
*Wiedzy szukaj choćby w Chinach.
*Nie ma lepszej jałmużny niż wiedza, którą się upowszechnia wśród ludzi.
*Kto wyrusza z domu w poszukiwaniu nauki, będzie szedł pod opieką Boga tak długo, póki nie wróci.
"Jeśli [...] dzień poświęcasz na poznawanie jakiejś dziedziny wiedzy - i wszystko jedno, czy będzie ona praktyczna, czy też nie - to postępujesz lepiej, niżbyś w pokorze odmówił tysiąc modlitw"
" Wystarczy, że [...] przekroczysz próg swego domu, by wyruszyć na poszukiwanie wiedzy, a już Bóg wybaczy Ci wszystkie grzechy; Zawsze i wszędzie szukaj ludzi uczonych, uczących się, słuchających i kochających wiedzę. Zginiesz, jeśli nie będziesz piątym wśród tych czterech ludzi"


Pozdrowienia.
WL
05-12-2010 09:26 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>między IX, a XII wiekiem
A cóż mnie obchodzi wiek IX, XII, a nawet XVI. Wtedy było inaczej. Ja używam czasu teraźniejszego.
>po narodzeniu Chrystusa
Używam terminu "nasza era". Możliwe, że to eufemizm, ale jeszcze nie wymyśliłam lepszego, krótkiego określenia, a zdanie "era, którą chrześcijanie liczą od z sufitu wziętego dnia rzekomych narodzin swojego proroka, o którym w 100% nie wiadomo, czy naprawdę istniał, a o którym wymienieni chrześcijanie twierdzą, że był bogiem" wydaje mi się za długie.
Miłego dnia

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Witold Losek (800 punktów)
>A cóż mnie obchodzi wiek IX, XII, a nawet XVI. Wtedy było inaczej. Ja używam czasu teraźniejszego.
Aaaa, czyli kiedyś kościoły przyczyniały się do rozwoju nauki, a teraz już nie?
No dobra, ja się tam za bardzo na islamie nie znam, ale mam jeszcze inne dane:
Wikipedia:

Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne ma bogatą tradycję naukową. W 1576 papież Grzegorz XIII polecił budowę wieży (73 m) przeznaczonej m.in. do obserwacji astronomicznych... ...Na podstawie obserwacji znajdującej się tam meridiany papież zadecydował o reformie kalendarza. W roku 1703 papież Klemens XI przeznaczył Wieżę Wiatrów do obserwacji sejsmologicznych... ...Pod koniec XVIII w. Obserwatorium, nazywane Specola Pontificia Vaticana, stało się też centrum badań meteorologicznych.
W roku 1891 papież Leon XIII (...) zatwierdził Obserwatorum Watykańskie, które stało się znaczącym instytutem naukowym na scenie międzynarodowej.
W 1933 r. siedzibą Obserwatorium stało się Castel Gandolfo, gdzie w pałacu papieskim zamontowano nowe teleskopy. W roku 1980 przy Uniwersytecie Arizony w Tucson powstała Grupa Robocza VORG (Vatican Observatory Research Group). W odległości ok. 160 km od Tucson wybudowano na Mount Graham (ok. 3200 m n.p.m.) nowoczesny teleskop VATT (Vatican Advanced Technology Telescope), którego pracę zainaugurowano w roku 1993.
Oprócz działalności naukowej, Obserwatorium organizuje, zwykle co dwa lata, Szkoły Astronomii dla studentów z całego świata...

J.L. Heilbron.* \"The Sun in the Church.\" The Sciences vol 39 no. 5 (September/October, 1999): 29-35.:
The Catholic Church is portrayed as an institution that has been willing to impose the heavy hand of censorship to suppress scientific freedom. But nothing could be further from the truth. Beginning with the recovery of ancient learning in the twelfth century and continuing through the Copernican upheavals and on even into the Enlightenment, the Roman Catholic Church gave more financial and social support to the study of astronomy - Copernican and otherwise - than did any other institution.


*J. L. HEILBRON, były profesor historii i rektor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, obecnie jest starszym pracownikiem naukowym w Worcester College na Uniwersytecie w Oxford
The Sciences - dwumiesięcznik, wydawany przez New York Academy of Sciences.

A na przykład TU jest opisane odkrycie przez astronomów z Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego dwóch planet...

Spokojnej nocy i miłego następnego dnia
29-11-2010 15:44 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>>Wierzysz więc w religię, nie w Boga.
>Ja wierzę w Boga, a wiem, z tych wymienionych przeze mnie badań naukowych, że wiara pomaga przeżyć chorobę.

Wymienione przez Pana badania jasno stwierdzają, że człowiek bardziej religijny ma większą szansę przeżycia niż mniej religijny, nic więcej.

Dodatkowo można mieć wątpliwości co do sposobu przeprowadzenia badania, bowiem - z tego co pamiętam - nie liczył się nawet powód zgonu pacjenta. Z tak sformułowanego zdania można wywnioskować, że nawet jakby kolesia potrącił samochód, to i tak by był liczony.

Tak czy inaczej - jakiekolwiek wnioskowanie na temat przeżywalności a wiary jest w tym wypadku bzdurne. Bo z jednej strony mamy grupę, która - w oczywisty sposób - deklarując oddanie i wiarę w Boga ma dobre nadzieje na przyszłość, oraz drugą, która wiarę traci.

Nie uwzględniono całej masy czynników.

Dodatkowo - próba jest diablo mała. 179 osób, które zostały podzielone na grupy ze względu na odpowiedzi udzielone w teście - którego wyniki wcale nie musiały być spolaryzowane. "Środek" w tego typu badaniach zawsze jest duży, większy niż "brzegi". 179 osób w tym wypadku to mało, bo można porównywać 2 grupy po 30 osób. Między innymi dlatego nie traktowałbym tego badania poważnie, a już na pewno nie wyciągałbym wniosków na temat wpływu wiary/niewiary na przeżywalność pacjenta, BO TEGO PO PROSTU NIE BADANO. Badano ludzi, którzy w Boga wierzą i którzy w niego zwątpili, a nie ludzi niezatrutych jedyną słuszną ideologią.
28-11-2010 15:34 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> I podkopywanie tej wiary to głupota, bo zmniejsza szansę wyzdrowienia! Tak jak nie mówię pacjentowi, że daję mu placebo zamiast Dolarganu, tak też nie należy, nie można mówić ludziom, że wiara to placebo. Nawet, gdybym osobiście nie wierzył w Boga, to moim dzieciom najpewniej nie narzucałbym mojego ateistycznego światopoglądu, bo to zmiejszałoby ich szansę

"Religia jest mądrością dla głupich, głupstwem dla mędrców, a dla rządzących jest po prostu użyteczna".
Religia dla ludu służąca jako placebo zamiast mądrości. Mądrość nigdy nie była i nie będzie dostępna dla wszystkich, a religii mamy w bród.

Czyli lekarz powinien być wykształcony - bo modlitwa nie zastąpi chirurgowi wiedzy medycznej - ale pacjent lepiej niech pozostanie głupi, będzie zdrowszy.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
28-11-2010 16:05 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>>Nie Bóg działa jako placebo, tylko wiara w Boga, działa jako placebo.<

To miałem na myśli.

>Nie dyskutuję tu i teraz o Bogu, o jego istnieniu, lub nieistnieniu, a tylko o tym, że wiara w Coś Sensownego, zwiększa szansę przeżycia!

Różnie z tym bywa. Co powiesz o sporach czy wojnach religijnych, gdzie wyznanie wiary równało się poderżnięciu gardła? Podobnie wiara ma się nijak do klęsk żywiołowych. Ponadto: nie ma praktycznie innej koncepcji w obliczu chorób czy śmierci a bywa, że w agonii umierający traci świadomość, a tym samym wiarę.

>I podkopywanie tej wiary to głupota, bo zmniejsza szansę wyzdrowienia!

Nawet jeśli tak by było, należy dokładnie zbadać fizjologię tego rodzaju procesów psychicznych oraz zbadać, czy nie ma jakiegoś pozareligijnego systemu sensu działającego pozytywnie na chorobę. No i sprawa najważniejsza: zerknij na cmentarze (czy statystyki) i popatrz, ilu wiernych odchodzi w młodym wieku w atmosferze modłów swoich, najbliższych i nieco dalszych. Dlaczego? Co z ich wiarą?

>Nawet, gdybym osobiście nie wierzył w Boga, to moim dzieciom najpewniej nie narzucałbym mojego ateistycznego światopoglądu, bo to zmiejszałoby ich szansę m.in. powrotu do zdrowia.

To samo uczyni być może mantra Coca Cola, Coca Cola,...wpojona ludziom od przedszkola. Nie przeczę, że na odkrycie czekają jeszcze techniki autosugestii, które poprawić mogą naszą kondycję zdrowotną. Ale to już nie jest problem religii i proboszcza, lecz psychologii, neurofizjologii, teorii literatury i arteterapii.

>to trochę tłumaczy ciągłą przewagę liczebną wierzących...

Jeśli zadziała coś innego, coś, co nie ma nic wspólnego z religią, to możesz być pewny, że ta przewaga spadnie do zera. Ty też zdaje się wierzysz dla zdrowia. Taki religijny fitness.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
29-11-2010 23:02 
 Ocena 3 na 3
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Dbanie o rozum ani nie wyklucza, ani nie jest wykluczane przez wiarę.
Mój rozum wykluczył wiarę po zadaniu pokuty przez spowiednika w ilości: 10 zdrowas, i 10 ojczenasz, miałem wtedy 12 lat. Zgrzeszyłem mową, uczynkiem i zaniedbaniem.


Meretseger (61860 punktów)

>przeżycie ciężkiej choroby, np. przeszczepu wątroby o ok. 26%. Metaanalizy dokonano na liczbie
> 126000 ludzi!
Cytat:
We studied a group of 179 candidates for liver transplantation who responded to a questionnaire on religiosity during the pretransplant psychological evaluation and underwent transplantation between 2004 and 2007.

Pozostałe 125 821 osób to metaarytmetyka.
Nie ufam metaanalizie w takich sprawach, jak powrót do zdrowia na bazie wiary religijnej. Konkrety - tak, ale nie wiara.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
28-11-2010 16:05
 Ocena 10 na 10
Kuba K. (3909 punktów)
>Racjonalista wierzący

Takiego zwierzęcia nie ma! Albo racjonalista - albo wierzący.

>wiara w spójny system religijny, taki jak chrześcijaństwo, islam, judaizm, etc. zwiększa szansę na
>przeżycie ciężkiej choroby, np. przeszczepu wątroby o ok. 26%. Metaanalizy dokonano na liczbie
>126000 ludzi!
> Niezależnie od tego, czy Bóg jest, czy Go nie ma, wierząc w Niego, zwiększamy szansą na
>przeżycie w sytuacji dużego stresu, o ponad 1/4!
>Inaczej mówiąc, jeśli jakiś niewierzący racjonalista, pozwoli, albo wręcz spowoduje, że jego dzieci
>również zostaną ludźmi niewierzącymi - to ni mniej ni więcej, zredukuje ich szanse na przeżycie
>ciężkiej choroby o około 1/4 w porównaniu do dzieci wierzących racjonalistów!


Gdybyś miał jakiekolwiek pojęcie o zasadach konstruowania wiarygodnych badań naukowych, to nie wypisywałbyś takich, za przeproszeniem, bzdur! Jak sobie wyobrażasz skonstruowanie takiego badania, szczególnie na takiej dużej grupie osób? Skąd w ogóle wytrzasnąłeś takie liczby? Kilka postów niżej wytknięto zresztą Tobie manipulację, o drobiazg - marne 3 zera w liczbie. Jedyne badania, które o czymkolwiek świadczą, to badania prospektywne, randomizowane, wykonywane na zasadzie podwójnie ślepej próby. A całą resztą można sobie, za przeproszeniem, podetrzeć pewną część ciała!
Przepraszam wszystkich forumowiczów za emocjonalny ton, ale ciśnienie mi skacze, jak czytam takie brednie...
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Cosik mi tu zgrzyta wyraźnie:

> Dbajcie o Wasze świątynie,

Pisząc o "Waszych świątyniach" prawdopodobnie kościoły katolickie miałeś na myśli. Sorry - nie ten adres.

>bo jak nie, to wasze dzieci chodzić będą do meczetów (o ile
>przeżyją przeszczep wątroby)!


A co w tym złego - z punktu widzenia logiki Twojego wywodu?
W zasadzie od razu do posyłania dzieci do meczetów powinieneś wzywać, wcześniej wszak twierdziłeś, że:

>Jeżeli dwie konkurujące ze sobą społeczności, różnić się będą systemem wiary, to przetrwa ta społeczność, której system będzie bardziej spójny!

Islam nie jest może "bardziej spójny" (coś po prostu jest logiczne spójne albo nie jest - gradacji tu nijakiej nie ma) od chrześcijaństwa, ale prostszy i oszczędniejszy - na pewno.
Hmmm...
Jużeś mnie prawie do tych nauk Proroka przekonał, gdy wtem wzrok mój ponownie spoczął na zdaniu:

>A to prowadzi do wniosku, że ci niewierzący racjonaliści, którzy propagują różne idee typu Polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti albo wpadają na pomysły wieszania w klasach obok krzyży symboli druidystycznych, tną z zapałem gałąź, na której siedzą.

I tak sobie pomyślałem, że przecie nie sposób wymyślić systemu "metafizycznego" zgrabniej łączącego spójność logiczną z ekonomią myślenia, że o empirii nie wspomnę, niż "niewierzący racjonalizm" dający się ująć w jednym zdaniu: bogów, szatanów i innych takich - nie ma.
Jeśli więc to wymogi "przetrwania" miałyby o przyjmowaniu określonych systemów poglądów decydować, najlepiej zrobię pozostając tam, gdzie i tak już jestem.
Propagowanie FSM czy pluralizmu religijnego jest zaś równocześnie promocją racjonalizmu czyli najbardziej sprzyjającego - wedle Twej logiki - przetrwaniu systemu "metafizycznego".
No, to o co Ci, kurde, chodzi?

Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
28-11-2010 23:16 
 Ocena 6 na 6
Gosia (9452 punktów)
>Cosik mi tu zgrzyta wyraźnie:
Nie tylko Tobie
>> Dbajcie o Wasze świątynie,
A tak właściwie to po co?
Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych.
Św. Paweł "Dzieje Apostolskie" (17:24)
liliac (147340 punktów)
>A to prowadzi do wniosku, że ci niewierzący racjonaliści, którzy propagują różne idee typu Polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti albo wpadają na pomysły wieszania w klasach obok krzyży symboli druidystycznych

Takie mam pytanie poza tematem zainspirowane tą twoją uwagą- czy przypadkiem nie jesteś w "fejsbukowej" grupie "Nie zdejmę krzyża"? Bo tam właśnie wczoraj Admin próbował mieszać z błotem mojego znajomego wiccanina, deklarując, że tylko prymitywy wierzą w bogów z lasu i chcą jakieś śmieci wieszać koło krzyża. Uwielbiam ten chrześcijański szacunek dla innych religii
Jacholek (5699 punktów)
.
>Jak można było nie tak dawno przeczytać np.
>TU:
===========================================================
Od tego typu doniesien pseudonaukowych roi sie w Internecie. Czy wyniki tych "badan" byly opublikowane w czasopismie naukowyn z komietetm recenzentow ?? Przypuszczam ze nie, bo taki artykul bylby napewno odrzucony jako nie spelniajacy podstawowe kryteria naukowosci. Smieszna statystyka (179 a nie 126000 - drobiazg), brak oceny bledu statystycznego i innych niepewnosci wynikajacych z natury pytan i selekcji badanej grupy. Przeszczepy watroby to skomplikowane operacje o ktorych sukcesie decyduje mnogosc czynnikow. Zbyt wiele by mozna bylo wyciagac z tego jakiekolwiek rozsadne wnioski poza ogolnym procentem smiertelnosci. A ci co zyja w krajach biednych i zacofanych nie maja zadnej szansy przezycia w przypadku ciezkiej choroby watroby, niezaleznie od tego jak i w co wierza.
sinapis (1725 punktów)
>Jak można było nie tak dawno przeczytać np.
>TU:
>wiara w spójny system religijny, taki jak chrześcijaństwo, islam, judaizm, etc. zwiększa szansę na
>przeżycie ciężkiej choroby, np. przeszczepu wątroby o ok. 26%.

Niestety, TU już nic takiego nie ma, jakakolwiek dyskusja jest więc bezprzedmiotowa.
30-11-2010 21:50 
 Ocena-1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>www.naukaw(*)&lang=PL&_CheckSum=-2031986698

Jeżeli: "Wiara poprawia wyniki przeszczepu wątroby" to co z małymi dziećmi? Skazane przez Boga na nieprzeszczepianie? Dziecko roczne, można mu przeszczepiać czy nie? bo przecież będąc "bez wiary", zmniejsza szanse na udany zabieg. Co pewnie ucieszy NFZ, jak każdy "argument" na pozostawienie sobie środków na koncie...
Oj, nonsens goni dziś nonsens...

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)

>racjonalista.pl:
>[cytat=Walter Burkert Stwarzanie Świętości. Ślady biologii we wczesnych wierzeniach religijnych,
>str16 Z powszechnym występowaniem religii współgra jej zdolność przetrwania tysiącleci.
>Niewątpliwie zdołała ona przetrzymać najgłębsze przemiany społeczno-gospodarcze: rewolucję
>neolityczną, rewolucję miejską, a nawet rewolucję przemysłową. Nawet jeśliby przyjąć, że religia
>Jak to się stało, że religia przetrwała taki szmat czasu. Co spowodowało, że w ogóle pojawiła się wśród ludzi, i co było przyczyną, źródłem jej siły przetrwania ?
-Identycznie jak głupota, pojawiła się i trwa.

>Racjonalista wierzący
-Gdzie można zobaczyć takie zwierzę ?

>wiara w spójny system religijny, taki jak chrześcijaństwo, islam, judaizm, etc. zwiększa szansę na przeżycie ciężkiej choroby, np. przeszczepu wątroby o ok. 26%.
-Kłamstwo kompletne, niektórzy wierzący(Świadkowie Jehowy) np. w ogóle nie pozwalają na przetaczanie krwi i pozwalają umierać swoim dzieciom. Każda religia to hamulec postępu w medycynie.

>również zostaną ludźmi niewierzącymi - to ni mniej ni więcej, zredukuje ich szanse na przeżycie ciężkiej choroby o około 1/4 w porównaniu do dzieci wierzących racjonalistów! W ten sposób, na poziomie jednostek, wierzący mają większą szansę na przeżycie niż>niewierzący, tylko z racji tego, że wierzą w jakiegoś Boga
- Czyli wmówienie sobie jakiejś bajeczki ma pomóc. Niektórym pomaga, zależnie od poziomu intelektualnego. Więc możliwe że głupsi mają większe szanse przeżycia (stąd trwanie religii do dziś), ale i tak dzięki medycynie wynalezionej przez mądrzejszych, dopomagając sobie modlitwą np. Jednak gdyby korzystali jedynie z modlitwy bez medycyny nie pozostałoby ich już wielu.

>Jeżeli dwie konkurujące ze sobą społeczności, różnić się będą systemem wiary, to przetrwa ta społeczność, której system będzie bardzi>A to prowadzi do wniosku, że ci niewierzący racjonaliści, którzy propagują różne idee typu Polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti albo wpadają na pomysły wieszania w klasach
>obok krzyży symboli druidystycznych, tną z zapałem gałąź na której siedzą.
- Argumentowanie, że trzeba sobie coś wmówić aby przetrwać nawet jeśli to bzdura jest niegodne istoty rozumnej, ani nikogo kto się uważa za racjonalistę. Po pierwsze nieprawdziwe, po drugie szkodliwe dla umysłu. W czasach rządów religii umieralność na pewno była ogromna, im mniejszy wpływ cudacznych wierzeń na życie społeczne tym wyższy wskaźnik przeżywalności i dłuższe życie. Mózg mamy po to aby żyć godnie, pięknie i rozumnie, nie tkwiąc z chorych urojeniach.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
> Niezależnie od tego, czy Bóg jest, czy Go nie ma, wierząc w Niego, zwiększamy szansą na
>przeżycie w sytuacji dużego stresu, o ponad 1/4!


na to bardzo ciekawe zdanie, odpowiedział pewnie go jeszcze nawet nie znając niejaki p.Marek:

Mark Twain:

Są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki.

i może jeszcze jedno:
Józef Stanisław Tischner:

Wiara w fatum sprowadza na ziemię fatum. A wiara w wolność sprowadza na ziemię wolność.

cóż, każdy manipuluje po swojemu...

Cywilizacja to niekończący się ciąg potrzeb, których nie potrzebujemy. Marek T.
zagala (368 punktów)
Cała wypowiedz tak ..... że ręce opadają i brakuje sił na pisanie - pardon!
Witold Losek (800 punktów)
>Cała wypowiedz tak ..... że ręce opadają i brakuje sił na pisanie - pardon!
Za to mnie na widok takich argumentów, pozostanie tylko stanąć, podnieść ręce i poddać się w obliczu Twego geniuszu
Uriel_ (360 punktów)
Witam,

>Racjonalista wierzący, taki jak ja, powie oczywiście, że to Bóg jako przyczyna wszystkiego, jest
>również źródłem i tej cechy ludzkości, jaką jest powszechna wiara.

Bóg Twoim zdaniem jest przyczyną zakazu przetaczania krwi w środowisku Świadków Jehowy.

>Racjonalista niewierzący, odrzuciwszy ideę Boga powie oczywiście, że to ewolucjaspowodowała powstanie w/wym. cechy, oraz jej trwanie.

Po czym odkryje możliwość przeszczepu i nie znajdzie przesłanek aby go nie wykonać w określonych naukowo warunkach celem ratowania życia.

> Niezależnie od tego, czy Bóg jest, czy Go nie ma, wierząc w Niego, zwiększamy szansą na
>przeżycie w sytuacji dużego stresu, o ponad 1/4!
>Inaczej mówiąc, jeśli jakiś niewierzący racjonalista, pozwoli, albo wręcz spowoduje, że jego dzieci
>również zostaną ludźmi niewierzącymi - to ni mniej ni więcej, zredukuje ich szanse na przeżycie
>ciężkiej choroby o około 1/4 w porównaniu do dzieci wierzących racjonalistów!

Jeśli tego nie zrobi przyczyni się do kryzysu w transplantologii lub zakazu wykonywania transplantacji po objawieniu Toruńskim nr 234/2000, które jasno doprecyzowuje (zgodne jest też z zapisami StaregoTestamentu), że przeszczepy to grzech śmietelny, gdyż naruszają one godność jednostki, która po smierci znajduje się w okresie przejściowej omonimnosis ( stanowisko watykańskie nr 56.4)

I co z tego? Ano wyznaniowe społeczeństwo o wyższym współczynniku przeżywalności przeszczepów wybrawszy PIS jako partię rządzącą ustami Piechy zakaże przeszczepów wątroby tak jak dziś zgodnie z wiarą zakazuje metody in vitro. ZDELEGALIZUJE JE ZGODNIE Z WIARĄ !

>W ten sposób, na poziomie jednostek, wierzący mają większą szansę na przeżycie niż
>niewierzący, tylko z racji tego, że wierzą w jakiegoś Boga ( inna zupełnie sprawa, to ewentualna
>niesprawdzalna, niematerialna pomoc uzyskiwana od Istoty w Którą Wierzą ).

Czy będzie łaskawa objawić się i zgodzić na przeszczepy ??? Czy okupimy je morzem krwi ginąc na stosach z rąk wierzących? My, racjonaliści niewierzący. (?)

> Dbajcie o Wasze świątynie, bo jak nie, to wasze dzieci chodzić będą do meczetów (o ile
>przeżyją przeszczep wątroby)!


I to jest racjonalny aspekt wiary skoro nie możemy wymordować muzułmanów za permanentne nieprzestrzeganie praw człowieka walczmy z nimi na poziomie kościelnej gałęzi na której siedzimy. Tu akurat jestem za.

Jednym z niewielu pozytywów upośledzenia religijnego naszego społeczeńtwa niech będzioe wzrost przeżywalności przeszczepów wątroby zniszczonej wiarą, że Bóg nie pozwoliłby przecież by dziecko umarło po zjedzeniu tego grzyba oraz bym ja gorliwy katolik dostał marskości z przepicia wódką. Wiara, wiara, wiara

Pozdrawiam
piotr35 (1843 punktów)
Może tak przejść do nieco innego spojrzenia na wiarę i zastanowić się od strony ewolucyjno-biologicznej nad przyczyną jej powstania ? Może przyczyna powstania religii i wiary jest bardzo prozaiczna ?

Każda religia to tylko zwykła ideologia, tyle ze dodatkowo z wymyślonymi transcendentnymi elementami. Jeśli chodzi o doczesne argumenty, to religia nie różni się absolutnie niczym od innych ideologii. Wszystkie powstały na egoistycznej potrzebie człowieka manipulowania innymi ludźmi, w celu osiągnięcia osobistych korzyści. Ideologie bazują na aksjomatach, religie na dogmatach. Różnica miedzy nimi polega na tym, ze o ile o pierwszych można dyskutować, krytykować je i zmieniać, o tyle drugie są pewne i prawdziwe jedynie na mocy autorytetu osoby, która je wygłasza. W tym dokładnie punkcie widać przewagę religii nad ideologią. Jeśli komuś uda się przekonać inną osobę do swojego wymyślonego nadnaturalnego bytu, który wszystko wie i może, to dalsza dyskusja nie jest już możliwa. Im fikcja jest idiotyczniejsza, tym trudniej jest dowieść innym jej nieprawdziwości.

Jedyny prawdziwy bóg chrześcijański jest naturalnym rozwinięciem bóstw egipskich, hinduskich itp. Już Egipcjanie próbowali wprowadzić monoteizm swojej religii, ale ich wysiłki poszły na marne, bo próbowali jednego ze swoich bogów uczynić tym najważniejszym. Logika tego zabiegu była jednak łatwo podważalna. Dlaczego akurat ten, a nie inny ? Stąd cesarz Konstantyn potrzebował religii takiej jak rozdrobnione i mało istotne w ówczesnych czasach chrześcijaństwo, z monoteistycznym bogiem, którego z braku silnych i wpływowych kapłanów można było ulepić do swoich własnych celów.

Głównym celem było stworzenie religii, która nie poddawała by się ludzkiemu poznaniu, a tym samych nie mogła być weryfikowalna i podważalna dla innych ludzi poza cesarzem. Im bzdurniejsze i nie-logiczniejsze założenia - tym lepiej dla rządzących. Jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś swojej babci w trzech zdaniach, to znaczy to, ze sam tego tez nie rozumiesz. Im mniej logiki w ideologii, tym trudniej jest ją obalić. Z dwóch ludzi sprzeczających się co do dalszego postępowania, wygra ten, który operuje nielogicznymi dogmatami, w przeciwieństwie do podważalnych aksjomatów. Im bzdurniejsze uzasadnienie, tym trudniejsza dyskusja. Religia jest właśnie takim wzorcowym wykorzystaniem wrodzonego ludzkiego egoizmu, wystarczy jedynie wykorzystać jej nielogiczność dla własnych celów.

Tylko ludzie maja zdolność myślenia o tym, co może istnieć poza fizycznymi granicami ludzkiego poznania. Za pomocą religii można wykorzystać fantazje i strach innych osób do własnych celów : uspokojenia, manipulacji, oszukania, ogłupienia, zwodzenia, zniszczenia, itd. Można też ten strach za pomocą religii i wiary jeszcze dodatkowo rozbudować, przez co rządzenie i manipulacje stają się jeszcze łatwiejsze. Ta zamiana logicznie zrozumiałych argumentów na nierzetelnie nielogiczne argumenty (Causa efficiens) ma swoje zwieńczenie w życiu pozagrobowym i wymyślonych wszechmocnych bogach. Takim niepodważalnym argumentom nie można się przeciwstawić! Religijne dogmaty i wierzenia służą do wyegzekwowania i uzasadnienia egoistycznych potrzeb jednostki, najczęściej kapłana danej religii. Im bzdurniej tym lepiej = logika nie-logiki.
sable (465 punktów)
>Jak to się stało, że religia przetrwała taki szmat czasu.
Po pierwsze, co znaczy słowo "szmat" ? Powinno być - kawał czasu lub inne słowo nawiązujące do matematycznej wymierności słowa "czas".
Powracając jednak do pytania - odpowiedź tkwi tylko i jedynie w możliwościach ludzkiego mózgu i jego pamięci. Jest to centralny dyspozytor - komputer wszystkich czynności, odczuć i zachowań ludzkich, w tym także religii, dlatego bawi mnie bardzo np. pokazywanie serca, jako logo miłości.
Mózg człowieka jest przeskomplikowanym laboratorium chemicznym. To on jest bogiem każdego z nas, a my jego świątynią.

>Co spowodowało, że w ogóle pojawiła się wśród ludzi....
Brak możliwości wytłumaczenia sobie zjawisk zachodzących w świecie, w którym człowiek żył oraz w nim samym, czyli po prostu niski stopień rozwoju/wykształcenia człowieka.

>i co było przyczyną, źródłem jej siły przetrwania?
Pamięć ludzka.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365