Racjonalista - Strona głównaDo treści
Białe dziury

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
22-06-2013 21:08Nabuchodonozor (426 punktów)
(zablokowany)
Białe dziury
Zetknąłem się ostatnio w czasopiśmie popularnonaukowym z artykułem o zjawisku zwanym czarną dziurą. Termin ten opracował Fred Hoyle. Bardzo chciałem zgłębić wiedzę na ten temat, niestety nie znalazłem żadnej strony internetowej która wyczerpująco wyjaśniłaby temat.
Białe dziury miałyby być przeciwieństwem dziur czarnych, czyli zamiast wchłaniać wyrzucałyby materie. Nie słyszałem jednak, aby udało się taki obiekt zaobserwować (jeżeli się mylę, to proszę mnie poprawić).
I jeszcze jedno pytanie: jakie jest prawdopodobieństwo istnienia takich obiektów?
Niemniej jednak zwracam się z prośbą do tutejszych fizyków (albo pasjonatów fizyki) o wyjaśnienie mi tego zjawiska (prosiłbym o wzory, jeżeli takie istnieją), albo przynajmniej o podanie dzieła traktującego o białych dziurach.
Bardzo dziękuję za wszelką pomoc.
Pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jacholek (5699 punktów)
>Zetknąłem się ostatnio w czasopiśmie popularnonaukowym z artykułem o zjawisku
Fred Hoyle był raczej pisarzem Science Fiction eksploatującym koncept czarnych dziur. Teoretycznym odkrywcą czarnych dziur był sam EInstein, gdyż to wynikało bezpośrednio ze stworzonej przez niego Ogólnej Teorii Względności:
wiadomosci(*)m-kto,1,5320189,wiadomosc.html
Istnienie czarnych dziur jest potwierdzone obserwacjami astrofizycznymi, natomiast jeśli chodzi o białe dziury to istnieją one tylko w sferze spekulacji.
Nabuchodonozor (426 punktów)
(zablokowany)
>Fred Hoyle był raczej pisarzem Science Fiction eksploatującym koncept czarnych dziur. Teoretycznym odkrywcą czarnych dziur był sam EInstein, gdyż to wynikało bezpośrednio ze stworzonej przez niego Ogólnej Teorii Względności:
>wiadomosci(*)m-kto,1,5320189,wiadomosc.html

Podany link prowadzi do artykułu o uboju rytualnym.

>Istnienie czarnych dziur jest potwierdzone obserwacjami astrofizycznymi, natomiast jeśli chodzi o białe dziury to istnieją one tylko w sferze spekulacji.

Możesz rozwinąć tą spekulację? Bo przyznam, że bardzo mnie zaciekawiła.


"Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy. " - A. Sapkowski
Jacholek (5699 punktów)

>Możesz rozwinąć tą spekulację? Bo przyznam, że bardzo mnie zaciekawiła.
>
"Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy. " - A. Sapkowski

Pardon , miało być www.space.(*)formation-discovery-sdcmp.html
Białe dziury miałyby być, ewentualnie, czarnymi dziurami we wszechświatch równoległych, w tym sensie czarnymi dziurami "na odwrót".
Niestety nic takiego nie zaobserwowano, a w dodatku istnieją argumenty naukowe przeciwko ich istnieniu w ogóle. curious.astro.cornell.edu/question.php?number=108
Nabuchodonozor (426 punktów)
(zablokowany)
>Białe dziury miałyby być, ewentualnie, czarnymi dziurami we wszechświatch równoległych, w tym sensie czarnymi dziurami "na odwrót".
>Niestety nic takiego nie zaobserwowano, a w dodatku istnieją argumenty naukowe przeciwko ich istnieniu w ogóle. curious.astro.cornell.edu/question.php?number=108

Czytałem już ten artykuł, jednakże nie zaspokaja on mojej żądzy wiedzy na ten temat. O czarnych dziurach troszkę wiem, jednak daleko mi do wiedzy znawcy tematu. W artykule który czytałem w czasopiśmie była jedynie krótka wzmianka o białych dziurach, a na internecie również brak rozwinięć tematu.
Znalazłem przed chwilą informację, że do teorii białych dziur skłaniają się Stephen Hawking i Micheal Kaku, czyli nie jest to całkiem bezpodstawna hipoteza.

"Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy. " - A. Sapkowski
22-06-2013 22:13 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Zetknąłem się ostatnio w czasopiśmie popularnonaukowym z artykułem o zjawisku
>Fred Hoyle był raczej pisarzem Science Fiction eksploatującym koncept czarnych dziur.

Bez przesady. Pisarzem s.f. był, ale był też bardzo porządnym (acz nieco ekscentrycznym) astronomem i astrofizykiem. Prezesem Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego z łapanki nie robią.

>Teoretycznym odkrywcą czarnych dziur był sam EInstein,

Ogólną koncepcję obmyślił jeszcze w 1783 (!) roku John Michell.

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
Nabuchodonozor (426 punktów)
(zablokowany)
>Ogólną koncepcję obmyślił jeszcze w 1783 (!) roku John Michell.

To ciekawe. Mógłbyś opisać jego założenia?

I wiesz może coś na temat białych dziur? Bo to głównie na nich pragnąłbym się skupić w tym wątku.

"Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy. " - A. Sapkowski
23-06-2013 02:01 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Ogólną koncepcję obmyślił jeszcze w 1783 (!) roku John Michell.
>To ciekawe. Mógłbyś opisać jego założenia?

Założenia te były, w gruncie rzeczy, zupełnie chłopskorozumowe. Że prędkość światła ma pewną, dającą się określić, wartość, wiedział już Galileusz. W miarę dokładnie tę prędkość oszacował James Bradley w 1727 roku. Że jest coś takiego jak prędkość ucieczki z danego ciała niebieskiego zależna od masy tegoż i kwadratu odległości od środka tejże masy - wiedziano już dzięki Newtonowi. Wystarczyło więc tylko zapostulować ciało masywne na tyle, żeby prędkość ucieczki zeń większa była od tych nędznych 300 000 km/s osiąganych przez światło.

>I wiesz może coś na temat białych dziur? Bo to głównie na nich pragnąłbym się skupić w tym wątku.

Obawiam się, że nie będę zbyt pomocny. Wiem tyle, co przeciętny konsument literatury popularno-naukowej, zaś autorzy takowej niewiele się białymi dziurami zajmują - boż to tylko matematyczna hipoteza, bez cienia umocowania empirycznego. Chyba, żeby uznać, że cały nasz Wszechświat jest właśnie "wykwitem" białej dziury - nie ma jednak na razie pomysłu, jak w ogóle można by taką hipotezę uczynić falsyfikowalną.


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
Nabuchodonozor (426 punktów)
(zablokowany)
>Założenia te były, w gruncie rzeczy, zupełnie chłopskorozumowe. Że prędkość światła ma pewną, dającą się określić, wartość, wiedział już Galileusz. W miarę dokładnie tę prędkość oszacował James Bradley w 1727 roku. Że jest coś takiego jak prędkość ucieczki z danego ciała niebieskiego zależna od masy tegoż i kwadratu odległości od środka tejże masy - wiedziano już dzięki Newtonowi. Wystarczyło więc tylko zapostulować ciało masywne na tyle, żeby prędkość ucieczki zeń większa była od tych nędznych 300 000 km/s osiąganych przez światło.

Dziękuję bardzo!

>Obawiam się, że nie będę zbyt pomocny. Wiem tyle, co przeciętny konsument literatury popularno-naukowej, zaś autorzy takowej niewiele się białymi dziurami zajmują - boż to tylko matematyczna hipoteza, bez cienia umocowania empirycznego. Chyba, żeby uznać, że cały nasz Wszechświat jest właśnie "wykwitem" białej dziury - nie ma jednak na razie pomysłu, jak w ogóle można by taką hipotezę uczynić falsyfikowalną.

I to mnie, niestety, boli. Nawet nie znam argumentów opowiadających się za tym zjawiskiem.


"Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy. " - A. Sapkowski
24-06-2013 22:04 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>I to mnie, niestety, boli. Nawet nie znam argumentów opowiadających się za tym zjawiskiem.

Hmmm... zachodzi obawa, że głównym "argumentem" jest bardzo ludzka psychologiczna potrzeba równowagi - no, bo skoro są dziury czarne, to i białe, dla spokojności, by się zdały...
Białe dziury dają się z grubsza matematycznie wymodelować, lecz empiria - jak się wydaje na podstawie dotychczasowych obserwacji - nie ma obowiązku realizować wszystkiego, co matematycznie możliwe.
Ale może się jeszcze okazać, że jednak ma.
Pażiwiom - uwidim.
Na razie poszukaj tej książki - o białych dziurach jako takich za wiele w niej nie ma, ale jest trochę o wszechświatach niemowlęcych, a to (chyba... ) na jedno wychodzi.


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
Jacholek (5699 punktów)

>Bez przesady.
Faktycznie przesadziłem, ale dla mnie jest głównie autorem science fiction, gdyż kiedyś bardzo mnie zainspirowała jego książka Black Cloud.
W historii nauki pozostanie jako oponent Bing Bang'u (i autor tego określenia) oraz proponent modelu stacjonarnego.
24-06-2013 07:35 
 Ocena 4 na 4
Chajzar (56 punktów)
Obawiam się że cała ta dyskusja może być bezprzedmiotowa.
Ogólna teoria względności, pretendująca do opisu całej przyrody jest deterministyczna (jak najbardziej to popieram), ale równocześnie zakłada ciągłość (nie atomistyczność) materii. Stąd osobliwość w tzw. czarnych dziurach. Choć mówi się o "osobliwości" o rozmiarach Planckowskich, ale to już rodzaj modus vivendi. Ograniczoność zakresu OTW daje o sobie znać właśnie w przypadku dużych koncentracji materii. Ale przyczyną jest nie tyle ten "modus vivendi", a prozaiczna (już) mechanika kwantowa, która pretenduje do opisu (jedynie słusznego) świata mikro. Ta jednak jest indeterministyczna. Bazuje na nieoznaczoności, a wartości własne obserwabli podać może jedynie z określonym, mniejszym od jedności, prawdopodobieństwem. Co jednak istotne, uznaje istnienie skwantowania, czyli "porcjowania". Atomistyczność jest tego wyrazem. Oznacza to nieciągłość podziału w gląb materii (niektórzy, co zagorzalsi próbują nawet kwantować czas i przestrzeń). Przy dużej koncentracji materii spotyka się więc deterministyczna i ciągła OTW z indeterministyczną i nieciągłą (atomistyczną) mechaniką kwantową. Co z tego wychodzi? Kryzys poważny dzisiejszej fizyki. Wyjściem z tego kryzysu może być uznanie istnienia dualności grawitacji (istnienie odpychania grawitacyjnego). Wówczas jednak czarne (singularne) dziury staną się bohaterkami folkloru maukowego. A białe dziury... szkoda gadać.
24-06-2013 07:56 
 Ocena 1 na 1
Nabuchodonozor (426 punktów)
(zablokowany)
> Wyjściem z tego kryzysu może być uznanie istnienia dualności grawitacji (istnienie odpychania grawitacyjnego).

Czy takiej roli nie spełnia ciemna energia? Proszę mnie poprawić, jeżeli się mylę.

"Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy. " - A. Sapkowski
24-06-2013 09:26 
 Ocena 1 na 1
Jacholek (5699 punktów)

>Czy takiej roli nie spełnia ciemna energia? Proszę mnie poprawić, jeżeli się mylę.
W skali kosmologicznej tak, ciemna energia zaczyna dominować i być odpowiedzialna za przyśpieszanie ekspansji Wszechświata. Czym miała by być ta ciemna energia to jeszcze nie wiadomo, niektórzy wiążą ją z polem inflatonowym (co brzmi mało wyjaśniająco - ignotum per ignotum). Więcej np w arxiv.org/abs/1212.4726
Większe szanse są na zidentyfikowanie natury tzw. ciemnej materii, np. w LHC w CERNie ( cząstki supersymetryczne ?)
24-06-2013 22:28 
 Ocena 3 na 3
Chajzar (56 punktów)
>> Wyjściem z tego kryzysu może być uznanie istnienia dualności grawitacji (istnienie odpychania grawitacyjnego).
>Czy takiej roli nie spełnia ciemna energia? Proszę mnie poprawić, jeżeli się mylę.
Dziękuję za pytanie. Przede wszystkim istnienie ciemnej energii nie zostało udowodnione. Pomysł z ciemną energią pojawił się, gdy nie umiano wyjaśnić "pociemnienia" supernowych należących do odległych galaktyk (4-8mld. lly.).
Można jednak rzecz wyjaśnić stosunkowo prosto bazując na fakcie (potwierdzonym przez liczne obserwacje), że przestrzeń Wszechświata jest płaska (euklidesowa). W związku z tym można stosować bez zastrzeżeń szczególną teorię względności. Nawet został wyprowadzony wzór na wielkość osłabienia jasności supernowej w zależności od jej odległości od nas, wzór antycypujący właściwie wyniki obserwacji. Jeśli zainteresowany jest Pan, chętnie napiszę mały artykulik na ten temat. Obawiam się jednak, że zostanie odrzucony przez recenzentów Rady Naukowej pomimo, że jestem fizykiem.
Dualność grawitacji (otóż to) polega na czymś innym. Zgodnie z panującym niepodzielnie paradygmatem ogólnej teorii względności, grawitacja, to wyłącznie przyciąganie. Z tego właśnie powodu mamy osobliwość, która jest tworem wyłącznie matematycznym, a z rzeczywistą Przyrodą nie ma nic wspólnego. Po prostu, dogmatycznie nie uwzględnia się (istniejącej przecież) energii wiązania grawitacyjnego. Artykuł popularny na ten temat opublikowałem w "Bloggerze" (Na razie jedyny) w blogu o nazwie "Niekonwencjonalna wizja Wszechświata". Szanowna Rada Naukowa nie przyjęła tego artykułu. Być może w proponowanej wówczas wersji za mało wyjaśniłem.
Nabuchodonozor (426 punktów)
(zablokowany)
>Dziękuję za pytanie.
Nie ma Pan za co dziękować, po prostu jestem ciekawy. Miałbym kilka pytań, jednakże chcę zaznaczyć, że nie będzie to równa dyskusja, gdyż nie posiadam Pana wiedzy. Proszę więc potraktować mnie ulgowo, gdy będę się mylił i po prostu mnie poprawić.

>Przede wszystkim istnienie ciemnej energii nie zostało udowodnione. Pomysł z ciemną energią pojawił się, gdy nie umiano wyjaśnić "pociemnienia" supernowych należących do odległych galaktyk (4-8mld. lly.).

Czy badania z 2011 roku prowadzone przez Anglo-austalijski zespół nie potwierdziły istnienia ciemniej energii jako siły której działanie grawitacyjne polega na odpychaniu zamiast przyciąganiu?

>Można jednak rzecz wyjaśnić stosunkowo prosto bazując na fakcie (potwierdzonym przez liczne obserwacje), że przestrzeń Wszechświata jest płaska (euklidesowa). W związku z tym można stosować bez zastrzeżeń szczególną teorię względności. Nawet został wyprowadzony wzór na wielkość osłabienia jasności supernowej w zależności od jej odległości od nas, wzór antycypujący właściwie wyniki obserwacji.

Rozumiem, więc obliczenia oparte na wzorze przewidziały wyniki serii obserwacji. Nie rozumiem jednak jak wyklucza to teorię ciemnej energii. I czy w takim razie ciemna materia, zgodnie z Pana teorią, również powinna nie istnieć?

>Jeśli zainteresowany jest Pan, chętnie napiszę mały artykulik na ten temat. Obawiam się jednak, że zostanie odrzucony przez recenzentów Rady Naukowej pomimo, że jestem fizykiem.

Owszem, jestem zainteresowany, nawet jeżeli odrzuci to Rada Naukowa. Do Einsteina też początkowo podchodzono nieufnie, a przeczytanie artykułu na pewno mi nie zaszkodzi. Uważam, że warto poznawać różne spojrzenia na ten sam aspekt.

>Dualność grawitacji (otóż to) polega na czymś innym. Zgodnie z panującym niepodzielnie paradygmatem ogólnej teorii względności, grawitacja, to wyłącznie przyciąganie.

Czyli jak rozumiem odrzuca Pan OTW jako teorię wszystkiego? Przecież wiele założeń OTW potwierdziły obserwacje i operują na niej najwięksi geniusze z dziedziny fizyki w naszych czasach.

>Z tego właśnie powodu mamy osobliwość, która jest tworem wyłącznie matematycznym, a z rzeczywistą Przyrodą nie ma nic wspólnego.

Przecież czarne dziury zostały zaobserwowane. Czymże więc byłyby te obiekty pochłaniające światło, jak nie osobliwością?

>Po prostu, dogmatycznie nie uwzględnia się (istniejącej przecież) energii wiązania grawitacyjnego.

Naprawdę astrofizycy dopuszczają się takiego błędu? Jako laik nie jestem w stanie tego pojąć.

"Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy. " - A. Sapkowski
25-06-2013 13:29 
 Ocena 1 na 1
Chajzar (56 punktów)
>Czy badania z 2011 roku prowadzone przez Anglo-austalijski zespół nie potwierdziły istnienia ciemniej energii jako siły której działanie grawitacyjne polega na odpychaniu zamiast przyciąganiu?
Mam pewne wątpliwości. Wcale nie znaczy, że to ja mam rację. Być może się mylę, nawet fatalnie. Na razie jednak nie ma na to dowodu. Zgodność z przewidywaniami uzyskać można dzięki odpowiedniemu zaprogramowaniu komputera. Jeśli program zakłada istnienie ciemnej energi i jej domniemane własności, to wyniki obserwacji zostaną przez komputer opracowane w zgodności z konbcepcją, na której bazuje program. Zatem jeszcze nie ma dowodu na to, że ciemna energia istnieje, a koncepcja opisana w skrócie w poprzedniej odpowiedzi, może pozostać w mocy.

>Rozumiem, więc obliczenia oparte na wzorze przewidziały wyniki serii obserwacji. Nie rozumiem jednak jak wyklucza to teorię ciemnej energii. I czy w takim razie ciemna materia, zgodnie z Pana teorią, również powinna nie istnieć?
Koncepcja, o której wspomniałem wyjaśnia w zupełnie inny sposób pociemnienie supernowych. Właśnie to pociemnienie dało asumpt do przypuszczenia o istnieniu jakiegoś czynnika przyśpieszającego ekspansję. Od razu przypomniała się uczonym (wprowadzona, a potem odrzucona przez Einsteina) stała kosmologiczna. I tak poszła lawina. Obydwie koncepcje (panująca dziś i moja skromna) nawzajem się wykluczają, bo dotyczą dokładnie tego samego spostrzeżenia obserwacyjnego.
Ciemna materia nie ma nic wspólnego z ciemną energią. Uważam, że istnieje, nawet odegrała decydującą rolę w tworzeniu się galaktyk. Przyjęcie jej istnienia umożliwia wyjaśnienie na przykład, dlaczego masy galaktyk są takie, a nie inne, w dodatku są tego samego rzędu wielkości.

>Czyli jak rozumiem odrzuca Pan OTW jako teorię wszystkiego? Przecież wiele założeń OTW potwierdziły obserwacje i operują na niej najwięksi geniusze z dziedziny fizyki w naszych czasach.
Nie odrzucam OTW. Została przecież potwierdzona empirycznie, z tym, że w określonym zakresie. Nie jest teorią wszystkiego. To przesada. Chodzi o to, że, jak już pisałem w swym pierwszym poście, tam, gdzie koncentracja materii jest bardzo wielka, ciągłość (nieatomistyczność) OTW zderza się z królującą w tych obszarach, atomistyczną mechaniką kwantową. Nie na korzyść obydwu.
Oczywiście daleko mi do geniuszy fizyki. Dzięki temu nie uczestniczę w ich wyścigu i zbieram z tyłu to, co w swej gonitwie pogubili.

>Przecież czarne dziury zostały zaobserwowane. Czymże więc byłyby te obiekty pochłaniające światło, jak nie osobliwością?
Chodzi o obiekty wystarczająco masywne, by przy gęstości średniej nieco przekraczającej gęstość jądra atomowego doszło do zamknięcia materii przez horyzont grawitacyjny (Schwartzschilda). Gęstość takiego obiektu maleje wraz zewzrostem jego masy (odwrotna proporcjonalność do kwadratu masy). Średnia gęstość jądra galaktyki może być nawet mniejsza od gęstości wody. Wprawdzie światło stamtąd raczej nie może ujść na zewnątrz, ale materia w środku jest jak najzwyklejszą materią, a o osobliwości nie ma mowy. Oczywiście, obiekty zamknięte grawitacyjnie można zaobserwować (pośrednio). Nie muszą to być jednak obiekty z osobliwością.

>Naprawdę astrofizycy dopuszczają się takiego błędu? Jako laik nie jestem w stanie tego pojąć.
Ja też nie pojmuję. Oczywiście niesposób wykluczyć opcji, że to ja się fatalnie mylę. Roztrzygnąć może jednak wyłącznie obiektywna obserwacja (a nie autorytet któregoś z geniuszy). Inna sprawa, że swój punkt widzenia mogę szczegółowo uzasadnić bazując na podstawowych prawach fizyki.
Nabuchodonozor (426 punktów)
(zablokowany)
>Mam pewne wątpliwości. Wcale nie znaczy, że to ja mam rację. Być może się mylę, nawet fatalnie. Na razie jednak nie ma na to dowodu. Zgodność z przewidywaniami uzyskać można dzięki odpowiedniemu zaprogramowaniu komputera. Jeśli program zakłada istnienie ciemnej energi i jej domniemane własności, to wyniki obserwacji zostaną przez komputer opracowane w zgodności z konbcepcją, na której bazuje program. Zatem jeszcze nie ma dowodu na to, że ciemna energia istnieje, a koncepcja opisana w skrócie w poprzedniej odpowiedzi, może pozostać w mocy.

Tylko, że tak rozumując to niemal wszystkie symulacje komputerowe dotyczące fizyki współczesnej mogą być po prostu nieprawdziwe. Przecież w dużej mierze te teorie opierają się na przypuszczeniach.

>Koncepcja, o której wspomniałem wyjaśnia w zupełnie inny sposób pociemnienie supernowych. Właśnie to pociemnienie dało asumpt do przypuszczenia o istnieniu jakiegoś czynnika przyśpieszającego ekspansję. Od razu przypomniała się uczonym (wprowadzona, a potem odrzucona przez Einsteina) stała kosmologiczna. I tak poszła lawina. Obydwie koncepcje (panująca dziś i moja skromna) nawzajem się wykluczają, bo dotyczą dokładnie tego samego spostrzeżenia obserwacyjnego.

Obawiam się, że wystawiłeś się swoją teorią na ostrzał. Nawet jeżeli masz rację, to długo ci nikt tego nie przyzna.

>Ciemna materia nie ma nic wspólnego z ciemną energią. Uważam, że istnieje, nawet odegrała decydującą rolę w tworzeniu się galaktyk. Przyjęcie jej istnienia umożliwia wyjaśnienie na przykład, dlaczego masy galaktyk są takie, a nie inne, w dodatku są tego samego rzędu wielkości.

A co z energią próżni (w czytanym przeze mnie artykule była tytułowana energią zero)? Z tego co wiem została udowodniona poprzez eksperyment. Czytałem spekulacje, że to właśnie ona ma być tą ciemną energią.

>Nie odrzucam OTW. Została przecież potwierdzona empirycznie, z tym, że w określonym zakresie. Nie jest teorią wszystkiego. To przesada. Chodzi o to, że, jak już pisałem w swym pierwszym poście, tam, gdzie koncentracja materii jest bardzo wielka, ciągłość (nieatomistyczność) OTW zderza się z królującą w tych obszarach, atomistyczną mechaniką kwantową. Nie na korzyść obydwu.

Fizyka kwantowa to w ogóle jazda bez trzymanki. Logiczne myślenie w ogóle się w niej nie sprawdza. Przynajmniej z punktu widzenia laika.

>Chodzi o obiekty wystarczająco masywne, by przy gęstości średniej nieco przekraczającej gęstość jądra atomowego doszło do zamknięcia materii przez horyzont grawitacyjny (Schwartzschilda). Gęstość takiego obiektu maleje wraz zewzrostem jego masy (odwrotna proporcjonalność do kwadratu masy). Średnia gęstość jądra galaktyki może być nawet mniejsza od gęstości wody. Wprawdzie światło stamtąd raczej nie może ujść na zewnątrz, ale materia w środku jest jak najzwyklejszą materią, a o osobliwości nie ma mowy. Oczywiście, obiekty zamknięte grawitacyjnie można zaobserwować (pośrednio). Nie muszą to być jednak obiekty z osobliwością.

Ale czy przy takich siłach grawitacyjnych materia nie powinna rozpaść na atomy, lub nawet cząstki elementarne? Wydaję mi się, że tak potężne przeciążenia powinny przewyższyć siłę wiązań subatomowych.
Przyznam jednak, że bardzo ciekawie to wyjaśniasz (mam nadzieję, że nie obrazisz się za przejście na "ty", tak wygodniej pisać).

>Ja też nie pojmuję. Oczywiście niesposób wykluczyć opcji, że to ja się fatalnie mylę. Roztrzygnąć może jednak wyłącznie obiektywna obserwacja (a nie autorytet któregoś z geniuszy). Inna sprawa, że swój punkt widzenia mogę szczegółowo uzasadnić bazując na podstawowych prawach fizyki.

Nie rozumiem jednak dlaczego podjęto taką, a nie inną decyzję. Jak to astrofizycy argumentują?


"Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy. " - A. Sapkowski
Chajzar (56 punktów)
>Tylko, że tak rozumując to niemal wszystkie symulacje komputerowe dotyczące fizyki współczesnej mogą być po prostu nieprawdziwe. Przecież w dużej mierze te teorie opierają się na przypuszczeniach.
To prawda. Rolę roztrzygajacą ma jedynie eksperyment lub obserwacja wskazująca jednoznacznie na słuszność jednej z istniejących tez (antycypacji) lub świadcząca o tym, że dotychczasowe modele zawodzą. Niestety, nie wszystkie obserwacje dają odpowiedź jednoznaczną, nie pozostawiającą najmniejszej wątpliwości. Sporo (wnioskowania) zależy od interpretacji. Mimo wszystko rozwijamy się.

>Obawiam się, że wystawiłeś się swoją teorią na ostrzał. Nawet jeżeli masz rację, to długo ci nikt tego nie przyzna.
Zdaję sobie z tego sprawę. Na razie nie otrzymałem odpowiedzi na teksty dotyczące tematycznie tej sprawy. To znak, że albo wyrzucili bez zastanowienia, albo nabrali wodę w usta. Posłałem w różne miejsca. Rzeczowej reakcji wskazującej na moje "niedouczenie" nie otrzymałem. Na ogół taka jest reakcja w przypadku ewidentnych błędów. Bardzo bym się ucieszył, gdyby ktoś jednak zdecydował się na udowodnienie (nie poprzez milczenie), że wszystko to bzdury. Wiem, co by napisał, wiem też, jak odpowiedzieć. Mimo wszystko może to nie ja mam rację. To by bardzo usatysfakcjonowało tego kogoś. A jednak milczą. A przecież jestem za mały na to, by mnie palono na stosie.

>A co z energią próżni (w czytanym przeze mnie artykule była tytułowana energią zero)? Z tego co wiem została udowodniona poprzez eksperyment. Czytałem spekulacje, że to właśnie ona ma być tą ciemną energią.
Podzielam zdanie, że energia próżni może istnieć. Ja jednak widzę tę rzecz patrząc z innej strony. Bazuję: na założeniu (uzasadnionym) istnienia bytu absolutnie elementarnego, tworzącego skalę Plancka, oraz na dualności grawitacji. W rzeczywistości nie byłaby to próżnia, lecz morze cząstek o rozmiarach mniejszych, niż ich promień grawitacyjny (z tym wiąże się też istota ciemnej materii). Uzasadnieniem tego jest już fakt, że masa Plancka jest wprost niebotycznie wielka w porównaniu z masą znanych cząstek mikroświata, a długość Plancka jest znikoma. Łatwo to znaleźć w Wikipedii.

>Fizyka kwantowa to w ogóle jazda bez trzymanki. Logiczne myślenie w ogóle się w niej nie sprawdza. Przynajmniej z punktu widzenia laika.
Mechanika kwantowa to wspaniała procedura obliczeniowa. Nie należy jednak utożsamiać bytów matematycznych (należących do określonej procedury obliczeniowej) z cechami ontologicznymi przyrody. A to się robi. Fizyka jest nauką przyrodniczą. Dziś konstrukcje matematyczne stanowią niekiedy rzecz pierwotną. To jedna z przyczyn kryzysu, w jakim znalazła się fizyka. A moje skromne usilowania...

>Ale czy przy takich siłach grawitacyjnych materia nie powinna rozpaść na atomy, lub nawet cząstki elementarne? Wydaję mi się, że tak potężne przeciążenia powinny przewyższyć siłę wiązań subatomowych.
>Przyznam jednak, że bardzo ciekawie to wyjaśniasz (mam nadzieję, że nie obrazisz się za przejście na "ty", tak wygodniej pisać).
Tu bym się raczej z Tobą nie zgodził. Grawitacja spaja materię bardzo silnie. W otoczeniu gęstego układu powoduje ruchy cząstek z wielkimi przyśpieszeniami. Skutkiem tego jest emisja promieniowania elektromagnetycznego o dużej energii, np. prom. X. Znanych jest sporo źródeł takiego promieniowania. Natomiast wewnątrz wielkiej koncentracji materii, do "nieskończonego" zbliżenia cząstek nie dochodzi. Nie ma osobliwości. W pewnym zasięgu działać zaczyna bowiem siła odpychania, rosnąca bardzo szybko wraz ze zbliżaniem. I wszystko się zatrzymuje. W naturze, koncentracja materii może być tylko w znikomym stopniu większa, niż w protonie. Dlatego właśnie jądro atomowe nie może być mniejsze, niż jest. Dziś to wyłącznie moje prywatne zdanie.

>Nie rozumiem jednak dlaczego podjęto taką, a nie inną decyzję. Jak to astrofizycy argumentują?
Nie chodzi o decyzję. OTW była wystarczająco atrakcyjna (i słusznie), więc oddano się jej bez reszty (mniej słusznie). Astrofizycy nie argumentują. Wszystko w rękach teorii. Bazują wyłącznie na określonej (przyjętej dziś) interpretacji OTW, zgodnie z którą grawitacja, to nie tyle siła, co określona geometria przestrzeni. Wcale nie jestem pewny, że to pomysł samego Einsteina. Nie dostrzegają zupełnie możliwości istnienia innej opcji. W tej sytuacji nie bardzo jest sens mówić o energii potencjalnej oddziaływania. Wszystko zatrzymało się więc w pewnym momencie na świadomości istnienia energii wiązania grawitacyjnego i nieświadomości możliwych implikacji tego faktu. Na dalsze wnioski nie pozwalają aktualne paradygmaty. A wnioski te są bardzo ciekawe, spójne wewnętrznie i niesprzeczne z doświadczeniem. Patrz odpowiedź powyżej.
07-07-2013 12:30 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Na razie nie otrzymałem odpowiedzi na teksty dotyczące tematycznie tej sprawy. To znak, że albo wyrzucili bez zastanowienia, albo nabrali wodę w usta.

Czyżby redakcja Racjonalisty nie przekazała Ci opinii Rady Naukowej o Twoim artykule na temat odpychania grawitacyjnego?
Chajzar (56 punktów)
>Czyżby redakcja Racjonalisty nie przekazała Ci opinii Rady Naukowej o Twoim artykule na temat odpychania grawitacyjnego?
Szanowny Panie recenzencie,
Owszem, otrzymałem opinię Rady Naukowej. Z opinią tą absolutnie się nie zgadzam. Dnia 25.10. 2012 udzieliłem szczegółowej odpowiedzi załączając do krótkiego listu plik. List skierowałem do red. Andrzeja Koraszewskiego. Odpowiedzi nie otrzymałem. Mogłem się tego spodziewać. Rozumiem. Nie znaczy to, że zmieniłem zdanie dotyczące strony merytorycznej omawianych zagadnień. W swej odpowiedzi wyjaśniłem rzecz dogłębnie, uzupełniając artykuł dodatkową, dosyć ważką argumentacją.
08-07-2013 09:42 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Owszem, otrzymałem opinię Rady Naukowej. Z opinią tą absolutnie się nie zgadzam. Dnia 25.10. 2012 udzieliłem szczegółowej odpowiedzi załączając do krótkiego listu plik.

Nie widziałem tej odpowiedzi.

> Nie znaczy to, że zmieniłem zdanie dotyczące strony merytorycznej omawianych zagadnień. W swej odpowiedzi wyjaśniłem rzecz dogłębnie, uzupełniając artykuł dodatkową, dosyć ważką argumentacją.

Jeżeli Pan nadal twierdził, że całkowita energia układu zamkniętego (równoważna jego masie) może się zmieniać, to podejrzewam, że ta argumentacja nie była dostatecznie ważka.
Chajzar (56 punktów)
>Jeżeli Pan nadal twierdził, że całkowita energia układu zamkniętego (równoważna jego masie) może się zmieniać, to podejrzewam, że ta argumentacja nie była dostatecznie ważka.
Wcale tego nie twierdzę. Wszak w równaniu mowa o łącznej zmianie energii, która równa jest zeru. Równanie to w sposób jawny wyraża zasadę zachowania energii, oczywiście, że w układzie izolowanym. Śmiem przypuszczać, że co do sformułowania zasady zachowania energii, jesteśmy ze sobą w zgodzie. Sama argumentacja dotyczyła konsekwencji tego faktu, w szczególności członu określającego energię wiązania.
Przyznam, że w samym artykule przedłożonym Panu (musiałbym to sprawdzić) mogły być uproszczenia, gdyż pisałem go z myślą o czytelnikach nie mających zbytniego kontaktu z fizyką. Może to być ryzykowne. W tej sytuacji, sam artykuł wymagałby przeredagowania.
08-07-2013 17:16 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>> Jeżeli Pan nadal twierdził, że całkowita energia układu zamkniętego (równoważna jego masie) może się zmieniać, to podejrzewam, że ta argumentacja nie była dostatecznie ważka.
> Wcale tego nie twierdzę. Wszak w równaniu mowa o łącznej zmianie energii, która równa jest zeru. Równanie to w sposób jawny wyraża zasadę zachowania energii, oczywiście, że w układzie izolowanym.

Jeśli tak, to chyba ten minus przed ostatnim składnikiem:
powinien być poprawiony na plus. Chyba, że te delty są jakoś niekonwencjonalnie zdefiniowane.
Chajzar (56 punktów)
>Jeśli tak, to chyba ten minus przed ostatnim składnikiem:
>
powinien być poprawiony na plus. Chyba, że te delty są jakoś niekonwencjonalnie zdefiniowane.


Jeśli chodzi o meritum mych dociekań, zasadnicza zmiana polega na innej definicji masy grawitacyjnej, jako masy układu. Z tą możliwością zgodził się Pan. Właśnie to jest rzeczą najistotniejszą przez bogactwo implikacji. Energia potencjalna nie wyróżnia żadnego z elementów układu. To energia układu jako całości, a nie, jak to się w szkole przedstawia, energia ciał z osobna (mgh). Już to (choćby względy dydaktyczne) uzasadnia potrzebę innego zdefiniowania masy grawitacyjnej.
Jeśli ciała się oddalają, to energia potencjalna grawitacyjna (tylko ta, bez związku np. z energią wewnętrzną) układu rośnie. Rośnie więc masa grawitacyjna układu. Podkreślam: grawitacyjna, a nie całkowita. Gdy podnoszę do góry ciało, inwestuję w to energię. Zatem rośnie masa, z tym, że wyłącznie grawitacyjna, w dodatku nie moja i nie ciała, lecz układu: Ziemia-ciało. Całkowita masa układu jest jednak zachowana. Z pewnością właśnie to miał Pan na myśli. Gdy ciała te były bliżej siebie, to masa grawitacyjna tego układu była mniejsza. Stąd narastający deficyt masy w miarę ich wzajemnego zbliżania się i taki jest jego sens.
Przy tym bym się upierał, gdyż takie postawienie sprawy prowadzi do bardzo ciekawych konsekwencji, wcale nie sprzecznych z ze znanymi faktami. To trzeba jednak sprawdzić zważywszy na to, że w makroświecie deficyt masy jest niemierzalnie mały. Dochodzę na przykład do wzoru na "siłę maksymalną", nazywaną też, niesłusznie, siłą Plancka, wzoru dobrze znanego zainteresowanym. Do wzoru tego dojść można różnymi drogami, między innymi stosując OTW. To chyba niezłe kryterium.
Dzięki pańskiemu uporowi zauważyłem wreszcie swą pomyłkę. Powinien być plus. Oto jak do tego równania doszedłem. Jeśli ciało spada swobodnie, a w skutek tego, wraz ze zmniejszaniem się wzajemnej odległości maleje masa grawitacyjna (a nie masa układu jako całości), to przyciąganie rośnie nieco wolniej. Stąd przypuszczenie o nieco mniejszym przyśpieszeniu (to "nieco" jest w naszych warunkach niemierzalnie małe). Z tego powodu dostawiłem ten trzeci człon. Mimo wszystko zastanawiam się (nawet dziś), czy równanie to jest słuszne, między innymi w związku z tym, że układ jako całość, kurcząc się, może przyciągać słabiej, ale tu chodzi o elementy tego układu: czy one też przyciągają się coraz słabiej? Odpowiedzią (roztrzygnięciem?) może być zależność siły oddziaływania od wzajemnej odległości (po uwzględnieniu niedoboru mas). Okazuje się, że jej zmienność ma inny charakter, niż można było sądzić wcześniej. Ma Pan to w artykule.
Ale to trójczłonowe równanie nie ma znaczenia dla dalszych wywodów. Energia kinetyczna nie interesuje mnie. Skoncentrowałem się na przyjętym za istniejący, niedoborze masy. "Co z tego wyjdzie?" - pytałem siebie. Zdaję sobie sprawę z tego, że OTW nie rozpatruje czegoś takiego. No i doszedłem do ciekawych rzeczy.
Jeśli mamy do czynienia z punktami materialnymi, odpadają czynniki pozagrawitacyjne i nic nie staje na przeszkodzie ich dowolnemu zbliżaniu się. Masa grawitacyjna układu maleje więc, a tym wzrasta niedobór masy. Można zatem zapytać: Przy jakiej odległości ubytek masy układu (a nie samych punktów z osobna) równy jest np. masie jednego z nich? Itd itp. Właśnie tym zajmuję się w tej pracy, a nie konsekwencją nieszczęsnego trójczłonowego równania.
Jedną z motywacji zajęcia się tą kwestią był nurtujący mnie, jeszcze od czasów zamierzchłej młodosci problem wysycenia - w chemii istnieje, a może też w grawitacji? Intuicja podpowiadała mi, że pole układu jest słabsze, niż łączne pole jego rozdzielonych elementów. Drugim powodem był model Wszechświata płaskiego, hubblowskiego, którego promień grawitacyjny równy jest promieniowi hubblowskiemu: "Jeśli się rozszerza, to jego masa rośnie". Nie ważne, że model ten dziś traktowany jest wyłącznie jako rodzaj naiwnej idealizacji. Ale coś w tym jest. (Tym udzielam częściowej odpowiedzi uczestnikowi Atto)
Tematu czarnych dziur tu nie podejmę, choć w kontekście tej dyskusji warto. Chyba poświęcę temu inne wystąpienie. Należy im się specjalna uwaga.
10-07-2013 16:04 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Jeśli ciała się oddalają, to energia potencjalna grawitacyjna (tylko ta, bez związku np. z energią wewnętrzną) układu rośnie. Rośnie więc masa grawitacyjna układu. Podkreślam: grawitacyjna, a nie całkowita.

Co to jest ta "masa całkowita"? Masa bezwładna? I czy te masy to są masy spoczynkowe czy relatywistyczne? Które z tych pojęć masy proponuje Pan zrewidować? Bez precyzyjnych, ilościowych definicji słowne opisy są bezwartościowe.

> Dzięki pańskiemu uporowi zauważyłem wreszcie swą pomyłkę. Powinien być plus.

A reszta wzorów? Nie wymaga poprawek?
atto (627 punktów)
(zablokowany)
> Przede wszystkim istnienie ciemnej energii nie zostało udowodnione. Pomysł z ciemną energią pojawił się, gdy nie umiano wyjaśnić "pociemnienia" supernowych należących do odległych galaktyk (4-8mld. lly.).

A ta odległość wg jakiego modelu była wyliczana?
Przecież to może być np. 2 razy dalej i wtedy co? Nadal będą za bardzo pociemniałe?
Chajzar (56 punktów)
>> Przede wszystkim istnienie ciemnej energii nie zostało udowodnione. Pomysł z ciemną energią pojawił się, gdy nie umiano wyjaśnić "pociemnienia" supernowych należących do odległych galaktyk (4-8mld. lly.).

>A ta odległość wg jakiego modelu była wyliczana?
>Przecież to może być np. 2 razy dalej i wtedy co? Nadal będą za bardzo pociemniałe?
W odniesieniu do bardziej odległych galaktyk, odległość wyznacza się przede wszystkim na podstawie red-shiftu. Zostawmy inne metody. Nie to tu jest istotne. Dla tych konkretnych badań wystarczy, że stosuje się tę samą metodę w odniesieniu do różnie odległych galaktyk. Faktyczna odległość jest w tym kontekście mniej istotna. Supernowe Ia mają w zasadzie jednakową jasność i bardzo podobną charakterystykę gaśnięcia. Po tym rozpoznaje się te supernowe w nawet bardzo odległych galaktykach. Znając ich jasność wizualną tam i w galaktykach naszego otoczenia, wyznaczyć można ich odległość. Okazało się, że są jakby bardziej odległe, niż ich macierzyste galaktyki, chyba że prędkość galaktyk, dalej jest mniejsza (red-shift), niż oczekiwana w odległości supernowych (określonej na podstawie ich jasności). Zatem: "następuje przyśpieszenie ekspansji". Od razu wymyślono ciemną energię. Sądzę, że nie słusznie. Po prosu astrofizykom spodobało się to przypuszczenie o przyśpieszeniu, gdyż nie wiedzieli, co mają zrobić ze stałą kosmologiczną, wprowadzoną (pochopnie) przez Einteina i przez niego odrzuconą. A oni uparli się.
Można jednak to pociemnienie wyjaśnić prościej i bez mnożenia bytów, a nawet antycypować wielkość pociemnienia w zależności od odległości. Tę rzecz już zrobiono. To miałem na myśli.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
A czy przypadkiem nie jest odwrotnie - one są jaśniejsze, a nie ciemniejsze?

Gdyby były ciemniejsze, wówczas w chwili wybuchu powinny być chyba dalej, a to oznaczałoby przecież hamowanie ekspansji.

Odwrotnie: są jaśniejsze zatem były blisko w chwili wybuchu, a licząc z redshift są teraz dalej ponieważ dopiero potem ekspansja przyspieszyła.

Chyba tak pasuje, ale czuję że coś tu jest pokręcone.
Tu wynik zależy również od odległości wybranej supernowej, co chyba prowadzi do niejednoznaczności, znaczy równania będą nieoznaczone, typu x = x, czyli mamy wolną rękę - pełną swobodę interpretacji wyników.
Chajzar (56 punktów)
>A czy przypadkiem nie jest odwrotnie - one są jaśniejsze, a nie ciemniejsze?
>Gdyby były ciemniejsze, wówczas w chwili wybuchu powinny być chyba dalej, a to oznaczałoby przecież hamowanie ekspansji.
>Odwrotnie: są jaśniejsze zatem były blisko w chwili wybuchu, a licząc z redshift są teraz dalej ponieważ dopiero potem ekspansja przyspieszyła.
>Chyba tak pasuje, ale czuję że coś tu jest pokręcone.
>Tu wynik zależy również od odległości wybranej supernowej, co chyba prowadzi do niejednoznaczności, znaczy równania będą nieoznaczone, typu x = x, czyli mamy wolną rękę - pełną swobodę interpretacji wyników.

Nie chodzi tu o przyśpieszenie lub opóźnienie ekspansji. Pociemnienie ma miejsce w przypadku ekspansji. Gdyby Wszechświat zapadał się, mielibyśmy pojaśnienie.
Mimo wszystko rzecz jest jednoznaczna. Przyczyną pociemnienia nie jest ciemna energia. Chodzi o to (w telegraficznym skrócie), że z galaktykami widzimy się od samego WW, cały czas i nie musimy czekać, aż stamtąd dotrą do nas fotony. Inna sprawa z supernowymi, które przecież nie są obiektami o charakterze kosmologicznym. Ich wybuch widzimy dopiero po jakimś czasie, zależnym od odległości. Ciemna energia wzięła się z nieuświadomienia tego prostego faktu.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>Nie chodzi tu o przyśpieszenie lub opóźnienie ekspansji. Pociemnienie ma miejsce w przypadku ekspansji. Gdyby Wszechświat zapadał się, mielibyśmy pojaśnienie.

Ależ w pomiarach supernowych właśnie chodzi o zmiany ekspansji,
tj. przyspieszenie, opóźnienie, a dokładnie o historię ekspansji!

Chodzi tu o funkcję: H(t); obecnie mamy H_now = H(t=13 mld lat) =~ 70 km/Mpc

> Przyczyną pociemnienia nie jest ciemna energia. Chodzi o to (w telegraficznym skrócie), że z galaktykami widzimy się od samego WW, cały czas i nie musimy czekać, aż stamtąd dotrą do nas fotony. Inna sprawa z supernowymi, które przecież nie są obiektami o charakterze kosmologicznym. Ich wybuch widzimy dopiero po jakimś czasie, zależnym od odległości. Ciemna energia wzięła się z nieuświadomienia tego prostego faktu.

Po przejrzeniu kilku artykułów na temat historii badań supernowych
zauważyłem, że problem przyspieszania ekspansji nie jest jeszcze rozstrzygnięty.

Zresztą tam jest tak malutka odchyłka, że to w zasadzie nie ma znaczenia - można spokojnie uznać za stałe.

Tu są wykresy:
www.as.utexas.edu/~gebhardt/a309s13/coslect1.html

Trzeci rysunek od końca pokazuje pomiary: bliskie i odległe w okolicach z = 0.5.
Linia prosta oznacza stałą ekspansję i tam przecież dokładnie tak jest.

Dolna połówka ilustracji pokazuje odchyłki od tej prostej,
i tam widać jak gigantyczny rozrzut mają te pomiary.

hyperphysi(*)u.edu/hbase/astro/univacc.html
To zależy także od gęstości materii i na tym wykresie widać, że dla mniejszej gęstości mamy szybszą ekspansję, czyli taką którą sugerują te pomiary supernowych.

Ile tej ciemnej materii przyjmują w BB? Może za dużo...

Tam popełniasz jeden błąd w swoim rozumowaniu: zgodnie z modelem BB ekspansja może przekraczać prędkość światła, a wówczas musisz już czekać na światło.

Ono doleci do nas, ale pod warunkiem że ekspansja spadnie kiedyś poniżej c, inaczej nigdy!
Etap inflacji był taki.

Ty pewnie proponujesz ekspansję ograniczoną do c - model oparty na STW?
To jest już zbyt trywialne, za łatwe dla żurnalistów.
Chajzar (56 punktów)
>Ależ w pomiarach supernowych właśnie chodzi o zmiany ekspansji,
>tj. przyspieszenie, opóźnienie, a dokładnie o historię ekspansji!
>Chodzi tu o funkcję: H(t); obecnie mamy H_now = H(t=13 mld lat) =~ 70 km/Mpc
A ja sądzę, że nie ma żadnych zmian ekspansji, że ekspansja jest "trywialna" hubblowska. Sądzę, że pociemnienie wcale nie świadczy o zmianach (przyśpieszeniu) ekspansji.

>Po przejrzeniu kilku artykułów na temat historii badań supernowych
>zauważyłem, że problem przyspieszania ekspansji nie jest jeszcze rozstrzygnięty.
Słusznie zauważyłeś. Wszystko bazuje na dość trywialnej interpretacji pociemnienia supernowych. Nie chodzi wcale o przyśpieszenie. Winien jest paradygmat "łącznościowy". Chodzi o czas potrzebny ponoć na nawiązanie łączności z galaktyką, na dostrzeżenie jej. Bazuje on na intuicyjnym założeniu, że (wbrew głoszonemu poglądowi o słuszności tezy, że BB miał miejsce - cóż, psychologia) że Wszechświat jest nieskończony i statyczny. Tylko w tym przypadku, by dostrzec obiekt, należy czekać liczbę lat, zależną od odległości. W takim wszechświecie każdy obiekt jest "obcy", tzn. nie ma wspólnego rodowodu z nami. A jednak tak nie jest. Wszystko wskazuje na to, że jednak BB miał miejsce. Tworzyliśmy więc ze wszystkimi galaktykami, nawet tymi najodleglejszymi, jedną całość, która w pewnym momencie zaczęła ekspandować. Zatem cały czas widzimy całą zawartość Wszechświata. To tak, jak dwa samochody rozstają się jadąc w inne strony i cały czas są ze sobą w kontakcie wzrokowym. Redshift galaktyki mówi nam o jej prędkości, a poprzez prawo H, o odległości. To wcale nie trywialne. Wszechświat ani nie spowalnia, ani nie przyśpiesza. Istnieją argumenty za takim właśnie stawianiem spraw. Szkoda, że nie ma miejsca, bym to opisał.
Zupełnie inna sytuacja jest w przypadku supernowych. Nie mają one (jako wybuch) znaczenia kosmologicznego. By je dostrzec, trzeba czekać tym dłużej im są dalej. Jasność maleje odwrotnie proporcjonalnie do kwadratu odległości. W związku z oddalaniem się galaktyki, obserwujemy pociemnienie, tym większe, im dana galaktyka oddala się szybciej (im znajduje się dalej). Tu tkwi tajemnica pociemnienia (a nie w przyśpieszeniu ekspansji). Wielkość pociemnienia jest proporcjonalna do β = v/c . Daje to wykres liniowy.

>Trzeci rysunek od końca pokazuje pomiary: bliskie i odległe w okolicach z = 0.5.
>Linia prosta oznacza stałą ekspansję i tam przecież dokładnie tak jest.
>Dolna połówka ilustracji pokazuje odchyłki od tej prostej,
>i tam widać jak gigantyczny rozrzut mają te pomiary.
A widzisz?

>hyperphysi(*)u.edu/hbase/astro/univacc.html
>To zależy także od gęstości materii i na tym wykresie widać, że dla mniejszej gęstości mamy szybszą ekspansję, czyli taką którą sugerują te pomiary supernowych.
Powyżej pokazałem, że ekspansja nie jest szybsza. To złudzenie. Nie chodzi zupełnie o gęstość materii. Pomiary supernowych, może coś takiego sugerują, ale rzeczywista przyczyna ich pociemnienia jest inna (ta "trywialna" - powyżej).

>Ile tej ciemnej materii przyjmują w BB? Może za dużo...
Najpierw powinni wiedzieć, czym jest ciemna materia.

>Tam popełniasz jeden błąd w swoim rozumowaniu: zgodnie z modelem BB ekspansja może przekraczać prędkość światła, a wówczas musisz już czekać na światło.
Dużo błędów popełniłem w swoim życiu. Tu jednak klasyczny model BB zawodzi. Ekspansja dziś nie przekracza prędkości światła. Nie ma na to żadnego dowodu. Są tylko modele, tym razem bazujące na błędnych założeniach.

>Ono doleci do nas, ale pod warunkiem że ekspansja spadnie kiedyś poniżej c, inaczej nigdy!
>Etap inflacji był taki.
Inflacji nie było. Owszem, był bardzo krótkotrwały proces przyśpieszonej, a nawet nadświetlnej ekspansji, ale skończył się on przemianą fazową, po której, do dziś, ma miejsce ekspansja hubblowska. To nie gołosłowne. Po prostu nie ma miejsca na rzeczowe argumenty, których jest sporo.

>Ty pewnie proponujesz ekspansję ograniczoną do c - model oparty na STW?
>To jest już zbyt trywialne, za łatwe dla żurnalistów.
Nie, żurnaliści wolą rzeczy bardziej tajemnicze, niezrozumiałe, skomplikowane, sensacyjne. A Przyroda jest dużo prostsza i logiczna. Tylko my, ludzie wszystko komplikujemy. A mimo to szukamy w jej opisie estetyki i prostoty, poprzez... gmatwanie. Także socjologii coś się należy.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Doppler: v/c, o którym mówisz, chyba nie rozwiązuje tego problemu.

To jest liczone i uwzględniane w BB.
Tam stosuje się kilka różnych pojęć odległości jak i czasów, ponieważ te wielkości są równoważne, proporcjonalne: d = ct.

I te wielkości są często mylone, np. ktoś mówi że zaobserwowano galaktykę w odległości 40 mld lat św., i tu zaskoczenie - to jest niemożliwe, przecież Wszechświat ma tylko 13.7 mld lat.

Ta odległość jest tu właśnie z uwzględnieniem Dopplera, czyli z+1 razy dalej.

en.wikiped(*)tance_measures_(cosmology)

Można powiedzieć, że ta galaktyka teraz jest w takiej odległości, ale w chwili emisji była (1+z) razy bliżej, czyli około 13 mld lat (dla stałej ekspansji).

Ale tego chyba nie można obliczać tak wprost z prędkości, co sugerujesz.
Gdybyś tak obliczał byłby to chyba model ucieczki galaktyk - dosłownie.

Obecnie funkcjonuje model ekspansji przestrzeni, co znaczy że te galaktyki stoją jakby w miejscu (jakby przyklejone do przestrzeni), więc nie ma tu tradycyjnego Dopplera: v = 0.

Światło rozciąga się dopiero po drodze i równo z przestrzenią, podobnie jak narysowana pisakiem kreska na dmuchanym balonie.

I mówiąc na wstępie, że to nie rozwiązuje problemu, chodziło mi o to, że dla stałej ekspansji tu wyjdzie dokładnie to samo z obu wersji, czyli supernowe nie będą przyciemnione i stąd pomysły z przyspieszaniem ekspansji.
Chajzar (56 punktów)
>Ale tego chyba nie można obliczać tak wprost z prędkości, co sugerujesz.
>Gdybyś tak obliczał byłby to chyba model ucieczki galaktyk - dosłownie.
I takim powinien być, moim skromnym zdaniem.

>Obecnie funkcjonuje model ekspansji przestrzeni, co znaczy że te galaktyki stoją jakby w miejscu (jakby przyklejone do przestrzeni), więc nie ma tu tradycyjnego Dopplera: v = 0.

>Światło rozciąga się dopiero po drodze i równo z przestrzenią, podobnie jak narysowana pisakiem kreska na dmuchanym balonie.

>I mówiąc na wstępie, że to nie rozwiązuje problemu, chodziło mi o to, że dla stałej ekspansji tu wyjdzie dokładnie to samo z obu wersji, czyli supernowe nie będą przyciemnione i stąd pomysły z przyspieszaniem ekspansji.
Właśnie, że będą. Przeczytaj uważnie moją argumentację.

Atto, wychodzisz z apriorycznego założenia, że model obowiązujący dziś jest absolutną prawdą. Przestrzeń riemanowska, baloniki... Bazując na tym założeniu zgadzam się z Tobą. Ale ja bazuję na czymś innym, a to coś nie jest sprzeczne z obserwacją. Chyba nie uważasz, że inny model jest niedopuszczalny, czy nawet niedorzeczny z powodu "uwarunkowań socjologicznych". Szanuję w pełni Twoje zdanie. Wszystko ma swój czas. Pomyślałem, że przyjdzie mi zwinąć żagle i zrezygnować. Zanim to zrobię... Wyjaśnij mi proszę, jak to wszystko się ma do stwierdzonej empirycznie płaskości przestrzeni Wszechświata. Jeśli wszystko jest tak pewne i zaklepane, to dlaczego co parę lat nauką wstrząsają zaskakujące obserwacje? Prześladują niespodzianki? Klasycznym przykładem tego jest właśnie pociemnienie supernowych. Czy wymyślenie na poczekaniu ciemnej energii czyni ją prawdą absolutną? Wymyślono inflację, ale, by "wszystko grało" trzeba było wymyślić "pole inflatonowe". Mamy łańcuszek pełzających wymyślałek, nic dziwnego, że zgodnych z obserwacją, gdyż przez obserwację inspirowanych. Żadnej antycypacji. O falsyfikowalności nie ma mowy. Właśnie to mnie skłoniło do przemyśleń. Okazało się, że pomysły, które przedstawiam są falsyfikowalne. Ale gdzież mi do... (To nie do Ciebie)
Nauka stała się zjawiskiem socjologicznym. Ważniejsze są dla niej dotacje, niż prawda. Nie ja pierwszy to mówię. Poczytaj sobie książkę Lee Smolina: "Kłopoty z fizyką".
Twoja argumentacja bazuje na "obecnie funkcjonującym modelu ekspansji przestrzeni"... a ja to odrzucam w sposób kategoryczny jako twór sztuczny, jako podporządkowanie Przyrody równaniom matematycznym. Zgodnie z tym dominującym modelem, rozszerzanie się przestrzeni nie dotyczy galaktyk (gdyż są obiektami lokalnymi i zbyt małymi). A jak było, gdy Wszechświat był malutki, o wielkości porównywalnej z rozmiarami (dzisiejszymi) galaktyk? Jak ma się ten słynny balon do immanentnej płaskości przestrzeni? Jak płaska, to nie riemanowska. Ta płaskość zaskakuje, a zrezygnować z pięknego modelu (r. Friedmanna) trochę żal. Wszystko byłoby zbyt proste. A wraz z tym... "nie ma problemu". Czy ten (obowiązujący) model jest w pełni konsystentny? W odpowiedzi słyszę: "Nie mamy modelu lepszego.", zamiast rzeczowej argumentacji na jego rzecz. A może już taki model istnieje? Moje "naiwne" podejście wcale nie jest sprzeczne z obserwacją. Zgodzisz się chyba ze mną, że Przyroda wybiera rozwiązania najprostsze. Nauka musi trochę pobłądzić, by było co robić.
Jakem Chajzar
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>>Ale tego chyba nie można obliczać tak wprost z prędkości, co sugerujesz.
>>Gdybyś tak obliczał byłby to chyba model ucieczki galaktyk - dosłownie.
>I takim powinien być, moim skromnym zdaniem.

Tak raczej nie może być.
Gdyby tak było wówczas Słońce, albo prędzej Droga Mleczna,
musiałoby stać w centrum tego wybuchu.
Taki model byłby powrotem do starego geocentryzmu.

>>I mówiąc na wstępie, że to nie rozwiązuje problemu, chodziło mi o to, że dla stałej ekspansji tu wyjdzie dokładnie to samo z obu wersji, czyli supernowe nie będą przyciemnione i stąd pomysły z przyspieszaniem ekspansji.
>Właśnie, że będą. Przeczytaj uważnie moją argumentację.

Wystarczy obliczyć co trzeba i porównać z analogicznymi wzorami z BB,
inna argumentacja nie ma znaczenia.

>Atto, wychodzisz z apriorycznego założenia, że model obowiązujący dziś jest absolutną prawdą. Przestrzeń riemanowska, baloniki... Bazując na tym założeniu zgadzam się z Tobą. Ale ja bazuję na czymś innym, a to coś nie jest sprzeczne z obserwacją. Chyba nie uważasz, że inny model jest niedopuszczalny, czy nawet niedorzeczny z powodu "uwarunkowań socjologicznych". Szanuję w pełni Twoje zdanie.

Nie zakładam, że pomysły z BB są poprawne, ani nawet nie zaryzykowałbym twierdzenia,
że tak kuriozalne rzeczy mogłyby być godne uwagi dla doświadczonego astrofizyka.

Jedynie obawiam się że taki pojedynczy strzał, nawet trafny - zgodny z obserwacjami,
nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ model, czy teoria, musi obejmować całokształt obserwacji i plus jeszcze trochę na zapas.

>Nauka stała się zjawiskiem socjologicznym. Ważniejsze są dla niej dotacje, niż prawda. Nie ja pierwszy to mówię. Poczytaj sobie książkę Lee Smolina: "Kłopoty z fizyką".

Takie 'kłopoty' zawsze były.
Chajzar (56 punktów)
Atto, dziękuję za dociekliwość. Także za cierpliwość.

>>>Ale tego chyba nie można obliczać tak wprost z prędkości, co sugerujesz.
>>>Gdybyś tak obliczał byłby to chyba model ucieczki galaktyk - dosłownie.
>>I takim powinien być, moim skromnym zdaniem.
>Tak raczej nie może być.
>Gdyby tak było wówczas Słońce, albo prędzej Droga Mleczna,
>musiałoby stać w centrum tego wybuchu.
>Taki model byłby powrotem do starego geocentryzmu.
Nic z tych rzeczy. Wychodzę z zasady kosmologicznej → prawa Hubble'a + stwierdzonej płaskości Wszechświata (to fakty stwierdzone empirycznie). Bez dodatków konceptualnych i ideologicznych. Płaskość Wszechświata oznacza możliwość posługiwania się STW w odniesieniu do odległych (nawet najbardziej) galaktyk. Jednak odrzucam doktrynę "łącznościową" ("widzimy dzięki temu, że wreszcie dotarły do nas fotony stamtąd") w odniesieniu do obiektów o znaczeniu kosmologicznym. Ze wszystkimi tymi obiektami widzimy się od samego WW. To tak, jak z tymi samochodami. Dzięki temu "oczyszczeniu" spraw mogę na przykład obliczyć wiek odległych galaktyk w naszych oczach, biorąc pod uwagę ich prędkość względem nas. Ze wzoru na dylatację czasu. Dzięki temu rozmiary Wszechświata nigdy nie przekroczą tych, które odpowiadają maksymaknej, granicznej prędkości c.
Tam też jest granica Wszechświata i granica przestrzeni.
Dam Ci zadanie domowe. Oszacuj masę Wszechświata, a potem oblicz promień grawitacyjny obiektu o tej masie. Uwzględniając, powiedzmy, że pięciokrotnie większą masę ciemnej materii, otrzymasz liczbę rzędu 10^53 kg. Promień grawitacyjny wyjdzie Ci zbliżony do hubblowskich rozmiarów Wszechświata.
To wprost nieprawdopodobna koincydencja tak wielkich liczb. Zatem promień grawitacyjny Wszechświata równy jest dokładnie promieniowi hubblowskiemu.
Co Ty na to?

>>>I mówiąc na wstępie, że to nie rozwiązuje problemu, chodziło mi o to, że dla stałej ekspansji tu wyjdzie dokładnie to samo z obu wersji, czyli supernowe nie będą przyciemnione i stąd pomysły z przyspieszaniem ekspansji.
>>Właśnie, że będą. Przeczytaj uważnie moją argumentację.
>Wystarczy obliczyć co trzeba i porównać z analogicznymi wzorami z BB,
>inna argumentacja nie ma znaczenia.
Zostaw wzory, szczególnie te bazujące na równaniu Friedmanna. Wszechświat jest płaski nie dlatego, gdyż nie ma w nim materii, lecz dlatego, gdyż panuje w nim zerowy bilans przyciągania i odpychania. Zerowość natężenia pola grawitacyjnego Wszechświata wynika już z zasady kosmologicznej.
Supernowe (lokalne i ograniczone w czasie) traktuj inaczej, niż galaktyki. A wtedy zrozumiesz skąd to pociemnienie.

>>Atto, wychodzisz z apriorycznego założenia, że model obowiązujący dziś jest absolutną prawdą. Przestrzeń riemanowska, baloniki... Bazując na tym założeniu zgadzam się z Tobą. Ale ja bazuję na czymś innym, a to coś nie jest sprzeczne z obserwacją. Chyba nie uważasz, że inny model jest niedopuszczalny, czy nawet niedorzeczny z powodu "uwarunkowań socjologicznych". Szanuję w pełni Twoje zdanie.
>Nie zakładam, że pomysły z BB są poprawne, ani nawet nie zaryzykowałbym twierdzenia,
>że tak kuriozalne rzeczy mogłyby być godne uwagi dla doświadczonego astrofizyka.
>Jedynie obawiam się że taki pojedynczy strzał, nawet trafny - zgodny z obserwacjami,
>nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ model, czy teoria, musi obejmować całokształt obserwacji i plus jeszcze trochę na zapas.
Otóż obejmuje, przynajmniej tak sądzę. Najważniejsze jest to "na zapas". Mój model wyjaśnia (w zgodzie z obserwacją, ilościowo) pociemnienie supernowych - bez ciemnej energii. A odnosząc się do dualnego modelu grawitacji, umożliwia pełniejszy i bardziej zgodny z obserwacją opis genezy galaktyk. Podaje też naturę ciemnej materii. Przewiduje też stopniowe malenie prędkości światła, już chyba odkryte przez australijskich astronomów. Przewiduje też nadświetlną prędkość neutrin. A wszystko to bez wprowadzania nowych bytów.Teraz czekać na sprawdzenie tych przewidywań. Najpierw niech zechcą sprawdzić, bo to sprawa zaprogramowania.

>>Nauka stała się zjawiskiem socjologicznym. Ważniejsze są dla niej dotacje, niż prawda. Nie ja pierwszy to mówię. Poczytaj sobie książkę Lee Smolina: "Kłopoty z fizyką".
>Takie 'kłopoty' zawsze były.
I będą, całe szczęście.
07-07-2013 12:18 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Artykuł popularny na ten temat opublikowałem w "Bloggerze" (Na razie jedyny) w blogu o nazwie "Niekonwencjonalna wizja Wszechświata".

Jeżeli to ten artykuł, to jest on błędny. Zaczyna się dobrze, bo piszesz
Cytat:
Aby podnieść ciało do góry, trzeba zainwestować energię. Energia równoważna jest masie. Czy masa układu Ziemia-ciało wzrasta? Nie, jeśli ciało podnoszone jest kosztem części energii wewnętrznej układu.


Ale formalny opis zaczynający się od wzoru (1) kłóci się z powyższym cytatem
Cytat:
(1)
Jak widać, podczas swobodnego spadania ciała, zgodnie z tym modelem, nie cała energia potencjalna wyzwala się w postaci energii kinetycznej. Oznacza to więc nieco wolniejszy wzrost prędkości ciała spadającego.

Nie ma tu żadnego "wolniejszego wzrostu prędkości ciała spadającego", bo masa układu się nie zmienia:

∆mc2 = 0,
a więc
∆Ek - ∆Ep = 0.

Z powodu błędu we wzorze (1) dalsze rozważania są niepoprawne i prowadzą do fantastycznych wniosków o możliwości zmniejszenia masy układu aż do ujemnych wartości (wzór 5) oraz błędność głównej tezy artykułu o istnieniu odpychania grawitacyjnego (wykres po wzorze 9).

> Szanowna Rada Naukowa nie przyjęła tego artykułu. Być może w proponowanej wówczas wersji za mało wyjaśniłem.

Raczej nie usunąłeś błędów.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Chyba stosujesz zasadę zachowania masy z fizyki klasycznej,
co jest niezgodne z podstawami fizyki jądrowej.
07-07-2013 21:59 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Chyba stosujesz zasadę zachowania masy z fizyki klasycznej, co jest niezgodne z podstawami fizyki jądrowej.

Chyba nie. Masa układu zamkniętego jest zachowana: ∆mc2 = 0.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Na to samo wychodzi.
Teraz zakładasz układy zamknięte.

Obiekty grawitujące mogą tak samo wypromieniowywać energię jak jądra atomowe po związaniu.

Zresztą tu jest ogólna reguła, np. atom wodoru wypromieniowuje chyba około: -Ep/2, i taka jest tu energia wiązania, oraz ubytek masy układu.
08-07-2013 09:31 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Teraz zakładasz układy zamknięte.

To nie ja, to autor artykułu. Przeczytaj co napisał w punkcie "1. Grawitacyjny defect masy układu dwóch ciał".

> Obiekty grawitujące mogą tak samo wypromieniowywać energię jak jądra atomowe po związaniu.

Tak, oczywiście, ale to nie jest już układ zamknięty.
08-07-2013 11:47 
 Ocena 2 na 2
Chajzar (56 punktów)
>Ale formalny opis zaczynający się od wzoru (1) kłóci się z powyższym cytatem
> Cytat:
(1)
Jak widać, podczas swobodnego spadania ciała, zgodnie z tym modelem, nie cała energia potencjalna wyzwala się w postaci energii kinetycznej. Oznacza to więc nieco wolniejszy wzrost prędkości ciała spadającego.

>Nie ma tu żadnego "wolniejszego wzrostu prędkości ciała spadającego", bo masa układu się nie zmienia:
>
∆mc2 = 0,
a więc
∆Ek - ∆Ep = 0.


>Z powodu błędu we wzorze (1) dalsze rozważania są niepoprawne i prowadzą do fantastycznych wniosków o możliwości zmniejszenia masy układu aż do ujemnych wartości (wzór 5) oraz błędność głównej tezy artykułu o istnieniu odpychania grawitacyjnego (wykres po wzorze 9).
Schlebia mi Pan, że wnioski są fantastyczne... Swiat nauki zdaje sobie sprawę z tego, że istnieje odpychanie grawitacyjne. Z tego powodu poszukuje się jakiejś piątej siły i bozonu ją przenoszacego. A przecież rozwiązanie kwestii mamy jak na dłoni...

>> Szanowna Rada Naukowa nie przyjęła tego artykułu. Być może w proponowanej wówczas wersji za mało wyjaśniłem.
>Raczej nie usunąłeś błędów.
Zamieszczone równanie energetyczne, które gołosłownie uznał Pan za błędne, nie może być tak traktowane. Można (wolno) po prostu wyjść z takiego założenia, nawet a priori. W pracy mojej ma ono jednak nietuzinkowe uzasadnienie, które poprzedza zapis tego nieszczęsnego równania. Czy zwrócił Pan uwagę na zupełnie inną definicję masy grawitacyjnej, uwzględniającą oczywisty fakt, że oddziaływanie jest wzajemne, a masa grawitacyjna powinna być masą układu, a nie z osobna masą ciał nie mających ze sobą nic wspólnego? Aprioryczne zarzucanie błędności, w tym kontekście jest wprost niepoważne. Chodzi o wprowadzenie do powszechnie znanego równania, dodatkowego członu. To zawsze wolno. Oj przepraszam, Einsteinowi wolno było wprowadzić stałą kosmologiczną, a potem z niej się wycofać, bo to był Einstein, a nie jakiś Chajzar...
Jeśli człon ten okaże nię równy zeru, to się go usunie. Warto by najpierw sprawdzić, czy rzeczywiście równy jest zeru. Tak należało postąpić, a nie w czambuł. Artykuł nie zaczyna się od tego równania. Poprzedzają je przemyślenia. Zatem równanie to jest raczej nie czymś a priori, lecz bardziej postulatem, a nawet wnioskiem. Że zaskakuje? Cóż, różne rzeczy zaskakują ostatnio naukę. Nie można więc mówić o jego błędności immanentnej i od razu kasować. Jeśli jest błędny, to "teoria" bazująca na nim doprowadzi do wyników wewnętrznie sprzecznych. Nie ja pierwszy stosuję ten "chwyt". Stosowali go mądrzejsi ode mnie (o jednym z nich wspomniałem powyżej). Wnioski kończące artykuł zdają się być niesprzeczne z tym, do czego doszli przede mną inni, mądrzejsi. Proszę przeczytać zakończenie tego (Blogger) artykułu, szczególnie końcowe wnioski. Opublikowanie mojego artykułu (po uwzględnieniu drobnych poprawek i uzupełnień) w Racjonaliście, umożliwi innym wypowiedzieć się. Nie tylko amatorom. Nie dopuszczając tego artykułu, po prostu strzelił Pan sobie w nogi. Za to, co ja piszę ja odpowiadam w pełni. Artykuł taki powinien być opublikowany, nawet jeśli konieczne jest poprzedzenie go stosownym wstępem, oczywiście nie zniechęcającym do czytania, nie uwłaczającym określonym normom. Niech czytelnik osądzi sam. A może jednak w tym coś jest pomimo, że tego nas nie uczono w szkołach?

>Nie ma tu żadnego "wolniejszego wzrostu prędkości ciała spadającego", bo masa układu się nie zmienia:
Na podstawie czego twierdzi Pan, że masa się nie zmienia? Nie zmienia się energia! To równanie wyraża zasadę zachowania energii. Zmiany masy grawitacyjnej układu nie można wykluczyć pomimo zachowania energii. (W fizyce jądrowej funkcjonuje, całkiem udanie, pojęcie deficytu masy. Tam wolno, a w grawitacji nie? Kto zabronił? Wszechmogący?) Ta masa, to nie masa ciał. To równoważna masie energia wiązania grawitacyjnego. Pewny jestem, że nie wyklucza Pan jej istnienia. Przecież jest Pan fizykiem. Niestety zapomniano o tym, nie zajmowano się jako rzeczą niemnierzalnie, zaniedbywalnie małą. Przyszedł czas, by to uwzględnić. Jak widzi Pan, nie odkrywam nic nowego. Nie jest Pan pierwszym fizykiem, który to czyta (pomijając moją skromną osobę). Artykuł (ten z Bloggera) na niektórych robi spore wrażenie (tak na marginesie). Być może chodzi tu o nieporozumienie. Oby.
08-07-2013 16:22 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> ... masa grawitacyjna powinna być masą układu, a nie z osobna masą ciał...

Jakościowo, to jest poprawne stwierdzenie, ale ilościowo Pana równania przeczą obserwacjom.

> Na podstawie czego twierdzi Pan, że masa się nie zmienia? Nie zmienia się energia!

Jeżeli energia się nie zmienia, to i masa się nie zmienia, bo Ecałkowita = mc2.

> Zmiany masy grawitacyjnej układu nie można wykluczyć pomimo zachowania energii.

Można wykluczyć. Gdyby masa układu zmniejszała się gdy całkowita energia jest stała a tylko potencjalna zmniejsza się, to według Pana błędnych równań czarna dziura w centrum naszej Galaktyki miałaby już dawno zerową a nawet ujemną masę. Nie muszę chyba wyjaśniać dlaczego wynik ten przeczy obserwacjom?
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Bez przesady.
Jeszcze nie stwierdzono czarnej dziury w centrum DM, ani w jakimkolwiek innym miejscu!

Na razie to są zaledwie hipotezy robocze, albo i nawet nie, ponieważ nie ma i nigdy nie było teoretycznych podstaw dla istnienia takich tworów - osobliwości matematycznych w naturze nie obserwujemy, a mówiąc dosadnie: to się w pale nie mieści i nigdy nie zmieści!
09-07-2013 00:56 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Jeszcze nie stwierdzono czarnej dziury w centrum DM, ani w jakimkolwiek innym miejscu!

news.bbc.co.uk/1/hi/7774287.stm

> to się w pale nie mieści i nigdy nie zmieści!

Współczuję.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Takich sensacyjnych wieści z trzeciej ręki jest pełno dookoła.

Promień tego w centrum DM oszacowano na kilkanaście jednostek astronomicznych (maksimum), a horyzont czarnej o masie 4 miliony Słońc byłby taki:
4 miliony * 1.5 km = 6 mln km.

Promień Słońca jest równy 0.6 mln km.

Nawet miliard Słońc dałoby zaledwie 1/2 odległości do Słońca!

100^3 = 1 milion, 1000^3 = 1 miliard.
07-07-2013 11:14 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> mechanika kwantowa ... jest indeterministyczna.

Niekoniecznie, bo determinizm czy też jego brak zależy od interpretacji formalizmu mechaniki kwantowej. Na przykład, interpretacja de Broglie'a-Bohma jest całkowicie deterministyczna. Pisałem niedawno na ten temat.

> ... spotyka się więc deterministyczna i ciągła OTW z indeterministyczną i nieciągłą (atomistyczną) mechaniką kwantową.

Ponadto podstawowe obiekty mechaniki kwantowej - takie jak funkcje falowe czy pola - są ciągłe. Dyskretne kwanty wynikają jedynie z narzucenia okresowych warunków brzegowych na te obiekty.
Chajzar (56 punktów)
Dziękuję za uściślenia. Nie znaczy to jednak, że sytuacja przestała być kłopotliwa.

>Niekoniecznie, bo determinizm czy też jego brak zależy od interpretacji formalizmu mechaniki kwantowej. Na przykład, interpretacja de Broglie'a-Bohma jest całkowicie deterministyczna. Pisałem niedawno na ten temat.
Interpretacja Bohma jest rzeczywiście deterministyczna, ale problem w tym, że nie jest konsystentna z STW. Opis grawitacji bez zgodności z STW byłby nawet wewnętrznie sprzeczny. Dziś powszechnie obowiązuje interpretacja kopenhaska, która jest indeterministyczna.

Chodzi mi o materię skondensowaną. Pojawia się tu problem rosnacych w głąb fluktuacji kwantowych. Nieoznaczoność jest tak duża, że nie sposób określić jednoznacznie parametrów dynamicznych poszczególnych cząstek. Już nawet nie trzeba (by jeszcze bardziej sprawę zagmatwać) dodawać zależności od czasu. Mechanika kwantowa w jej dzisiejszym kształcie załamuje się gdzieś tam głęboko.
Teorię grawitacji do załamania doprowadza jej ciągłość w głąb.
O to mi chodziło. Przyjęcie dualności grawitacji, wbrew pozorom, rozwiązuje wiele kwestii, umożliwia nawet penetrację badawczą w głąb, aż ku skali Plancka. Grawitacja zyskuje charakter atomistyczny. Prowadzi to do jej skwantowania. Na styku tych wielkich teorii, zamiast sprzeczności i niekonsekwencji, mamy unifikację. Kwantowa grawitacja, marzenie fizyków XXI wieku.
Oto mój skromny projekt. Wyniki są nawet bardzo zachęcające... wbrew pozorom. Niedługo w Bloggerze opublikuję serię artykułów, bazujących na wstępnym (spornym) artykule, a opisujących świat Plancka i strukturę cząstek elementarnych. Oj posypią się dzidy...

>Ponadto podstawowe obiekty mechaniki kwantowej - takie jak funkcje falowe czy pola - są ciągłe. Dyskretne kwanty wynikają jedynie z narzucenia okresowych warunków brzegowych na te obiekty.
Właśnie dyskretność stanów jest tu ważna, chyba nawet dużo ważniejsza, niż nieoznaczoność z jej konsekwencjami. Dyskretność stanowi bowiem bazę dla światopoglądu atomistycznego. Właśnie ta atomistyczność umożliwia strukturalizację materii, a tym rozwój wglądu w głąb bytu materialnego. Już samo zróżnicowanie form występowania materii świadczy niezbicie o atomistyczności. Formalnym wyrazem tego jest przecież model standardowy cząstek. Na razie jednak brak mu powiązania z grawitacją. Formalnie z powodu niemożności przeprowadzenia zabiegu renormalizacji w obliczeniach. Dualna grawitacja umożliwi to.
Zaiste nie najgorszy program badawczy.
08-07-2013 16:31 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>> Niekoniecznie, bo determinizm czy też jego brak zależy od interpretacji formalizmu mechaniki kwantowej. Na przykład, interpretacja de Broglie'a-Bohma jest całkowicie deterministyczna. Pisałem niedawno na ten temat.
> Interpretacja Bohma jest rzeczywiście deterministyczna, ale problem w tym, że nie jest konsystentna z STW. Opis grawitacji bez zgodności z STW byłby nawet wewnętrznie sprzeczny. Dziś powszechnie obowiązuje interpretacja kopenhaska, która jest indeterministyczna. ...

Wszystkie te zarzuty jednakowo dotyczą obydwu interpretacji bo to formalizm mechaniki kwantowej jest niespójny z OTW, a formalizm ten jest wspólny dla wszystkich interpretacji.
24-06-2013 22:22 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Faktycznie przesadziłem, ale dla mnie jest głównie autorem science fiction, gdyż kiedyś bardzo mnie zainspirowała jego książka Black Cloud.

Mnie jakoś specjalnie nie zachwyciła - sam pomysł rzeczywiście dobry, wykonanie ciut mniej.

>W historii nauki pozostanie jako oponent Bing Bang'u (i autor tego określenia) oraz proponent modelu stacjonarnego.

I to właśnie miałem na myśli pisząc o jego ekscentryczności. Te jego pomysły - acz okazały się błędne - mieściły się jednak w ramach naukowości.
Najbardziej sobie Hoyle zaszkodził występując z absurdalnym quasi-kreacjonistycznym konceptem, że samoistne pojawienie się życia jest równie prawdopodobne, co tornado na śmietnisku formujące Boeinga 747.
Szkoda.

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
atto (627 punktów)
(zablokowany)
>I jeszcze jedno pytanie: jakie jest prawdopodobieństwo istnienia takich obiektów?
>Niemniej jednak zwracam się z prośbą do tutejszych fizyków (albo pasjonatów fizyki) o wyjaśnienie mi tego zjawiska (prosiłbym o wzory, jeżeli takie istnieją), albo przynajmniej o podanie dzieła traktującego o białych dziurach.

Wzory są takie same - te same, z których wyprowadzamy czarne.

Funkcje kwadratowe mają dwa symetryczne rozwiązania: +a i -a.

v^2 = 2GM/r => v = +/- ...

W tradycyjnych wyprowadzeniach metryki Schwarzschilda to drugie rozwiązanie jest ignorowane.

Prawdopodobieństwo istnienia obu przypadków jest równe i zerowe.
atto (627 punktów)
(zablokowany)
Ja chyba wiem czym jest ta biała dziura.

Gdy w fizyce rozwiązujemy równia, nawet takie niezależne jawnie od czasu - albo i zwłaszcza wtedy, wówczas otrzymujemy dwa różne warianty z uwagi właśnie na dwa możliwe kierunki przebiegu danego procesu.

Jest tak dlatego, że wszelkie procesy są odwracalne z natury.

I tu właśnie otrzymujemy:
1. zapadanie grawitacyjne- koncentracja masy
2. to samo ale t = -t, czyli jakby rozpraszanie grawitacyjne

Ale to mało, w tym przypadku oba te kierunki przebiegu mogą być realizowane naraz!

Energia potencjalna czarnej dziury jest równa: Eg = -mc^2 dokładnie.

Prawdopodobnie podczas kolapsu grawitacyjnego w wersji ekstremalnej i skrajnej - idealnej supernowej, cała masa zostanie wypromieniowana, czyli ostatecznie czarna/biała dziura to obiekt typu:
E = mc^2 - mc^2 = 0, czyli nic.

Energia jest tu zachowana w postaci uwolnionego promieniowania, którego nie widać w tym równaniu.
W praktyce nie ma idealnych hipernowych, część masy zawsze pozostaje, a zgodnie z obserwacjami zwykle gwiazda rozdziela się na przynajmniej dwa fragmenty.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365