 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-07-2013 12:19 | mawki (20 punktów) (zablokowany) | "Medycyna Tybetańska" | Jest to medycyna która opiera się na diagnostyce na podstawie badania pulsu (to budzi moje największe podejrzenia) oraz leczeniu za pomocą ziół i minerałów. Nigdy nie wierzyłem w podobne rzeczy, jednak pewne zdarzenie z przeszłości spowodowało moje zainteresowanie tematem. Otóż lekarze konwencjonalni zdiagnozowali u mojej mamy reumatoidalne zapalenie stawów, chorobę przewleką która jak wiadomo powoduje zmiany zwyrodnieniowe, leki nie pomagały na silne bóle które uniemożliwiały już wykonywanie podstawowych czynności jak chodzenie, używanie noża etc... lekarze rozkładali ręce, mówili że lepiej nie będzie, że następny etap do wózek inwalidzki. Nie pamiętam ile trwało to miesięcy/lat. Mama podjeła leczenie w gabinecie tytułowej medycyny tybetańskiej, po kilku miesiącach stosowania ziół pojawiła się poprawa, dziś po latach pod względem ruchowym moja mama jest praktycznie zdrowym człowiekiem, czasem dokuczają jej dolegliwości reumatyczne w związku ze zmianą pogody etc... jednak jest to zupełnie inny poziom bólu, który nie uniemożliwia funckjonowania. Lecznicze działanie ziół jest chyba bezsprzeczne, ciekawe jest jednak ich działania na choroby "nieuleczalne", dodam że mama skończyła terapię wiele lat temu i dolegliwości nigdy nie wróciły, twierdzi też, że pozbyła się innych niedomagań zdrowotnych. Właściwie nie zastanawiałem się nad tym głębiej, cieszyłem się ze zdrowia matki. Jednak dzisiaj sam mam problemy zdrowotne, od pół roku chodzę po lekarzach szukając diagnozy, no i za jej namową wybrałem się do podobnego gabinetu w swoim mieście, leczenie trwa drugi miesiąc, na razie nie mogę mówić o jakichkolwiek efektach... podchodzę do tego z dużym dystansem ale i zaciekawieniem "poznawczym". Ciekaw jestem racjonalnych  opinii na temat tego rodzaju medycyny na dwóch płaszczyznach (diagnostyki z pulsu (podobno w medycynie "zachodniej" też można jakieś tam zaburzenia z pulsu odczytać i nie mówię tu o nadciśnieniu  ) no i ziołolecznictwa. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
10 na 10 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > trwało to miesięcy/lat. Mama podjeła leczenie w gabinecie tytułowej medycyny tybetańskiej, po kilku> miesiącach stosowania ziół pojawiła się poprawa, dziś po latach pod względem ruchowym moja mama jestJakie wyniki osiągnięto w grupie kontrolnej? > wybrałem się do podobnego gabinetu w swoim mieście, leczenie trwa drugi miesiąc, na razie nie mogę> mówić o jakichkolwiek efektach... podchodzę do tego z dużym dystansem ale i zaciekawieniemEfekt placebo na Tobie nie zadziałał. Musisz mocniej wierzyć. > Ciekaw jestem racjonalnych opinii na temat tego rodzaju medycyny na dwóch płaszczyznach (diagnostyki z pulsu (podobno w medycynie "zachodniej" też można jakieś tam zaburzenia z pulsu odczytać i nie mówię tu o nadciśnieniu ) no i ziołolecznictwa.Niektóre kuracje mogą działać, ale to jest zwykłe losowanie. Założenia medycyny tybetańskiej opierają się na nieudowodnionych tezach o istnieniu pięciu możliwych do zrównoważenia elementów: przestrzeń, wiatr, ogień, woda i ziemia. Rzekomo choroba polega na ich niezrównoważeniu. Czym się mierzy niezrównoważenie wiatru i ognia u danej osoby?To nawet nie jest pseudonauka. To zwykłe bzdury. Oczekiwana długość życia Tybetańczyków wynosiła 35 lat. Po podbiciu przez Chiny i wprowadzeniu zwykłej medycyny wydłużyła się niemal dwukrotnie, ale i tak jest niższa, niż w Polsce. Śmiertelność noworodków wynosiła 430/1000 w 1951, a teraz 35/1000.news.xinhu(*)hina/2011-07/11/c_13978305.htmen.wikipedia.org/wiki/Tibetan_people
|
|
 | mawki (20 punktów) (zablokowany) | Nie biorę na poważnie jakichś 5 zasad, myślę że nie jest to istotne. Chodzi raczej o doświadczenie w stosowaniu ziół, które bezsprzecznie mają właściwości lecznicze.
Nie ma żadnych ograniczeń efektu placebo? To są silne bóle o podłożu autoimmunologicznym i wynikające z nieodwracalnych zmian zwyrodnieniowych.
Quid est veritas?
|
|
|  | 2 na 2 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > Nie biorę na poważnie jakichś 5 zasad, myślę że nie jest to istotne. Chodzi raczej o doświadczenie w stosowaniu ziół, które bezsprzecznie mają właściwości lecznicze.To jest bardzo istotne, bo te zasady są fundamentem tej "medycyny". Jeżeli budują teorie na fałszywych zasadach, to musi prowadzić do częstych błędów. Oczywiście będą się też zdarzać uleczenia, a bardzo prawdopodobne że niektóre ich terapie mogą być naprawdę skuteczne. Jednak nie są dostępne testy kliniczne i nie wiemy która z nich tak naprawdę działa. Marnowanie czasu i pieniędzy na niesprawdzone kuracje odsuwa podjęcie rzeczywistego leczenia. Grasz obstawiając swoje zdrowie, a nie moje. Twój wybór. > Nie ma żadnych ograniczeń efektu placebo? To są silne bóle o podłożu autoimmunologicznym i wynikające z nieodwracalnych zmian zwyrodnieniowych.Nie wiem o jakie ograniczenia pytasz. Efekt placebo występuje nawet u zwierząt. U ludzi efekt placebo działa np. przez podanie neutralnej dla organizmu pigułki i wiary w jej działanie, przez modlitwę, pozytywne nastawienie, silne przekonanie o tym że coś uzdrawia, przez silną wolę przetrwania i życia. Polecam poczytać. Tybetańczycy stosowali swoją "medycynę" i żyli średnio 35 lat. To mówi samo za siebie. case.edu/a(*)ibetan.population.in.china.pdf
|
|
| |  | mawki (20 punktów) (zablokowany) | > Oczywiście będą się też zdarzać uleczenia, a bardzo prawdopodobne że niektóre ich terapie mogą być naprawdę skuteczne. Jednak nie są dostępne testy kliniczne i nie wiemy która z nich tak naprawdę działa. Marnowanie czasu i pieniędzy na niesprawdzone kuracje odsuwa podjęcie rzeczywistego leczenia. Grasz obstawiając swoje zdrowie, a nie moje. Twój wybór.Myślę bardzo podobnie, dlatego równolegle chodzę po "normalnych" lekarzach i szukam przyczyny, tymbardziej, że "tybetańczycy" nic konkretnego nie zdiagnozowali oprócz jakichś ogólników typu zgaga czy piasek w nerkach - to zweryfikuję niebawem badaniem usg aczkolwiek piasku może ono nie wykazać i na tym ta genialna diagnoza może polegać  Trzeba jednak zaznaczyć, że inni lekarze też sugerują problemy z nerkami a "tybetanka" o nic nie pytała, tylko zbadała puls i wymyśliła ten piasek + parę innych rzeczy które mogą się zgadzać. Taką diagnozę tłumaczę jednak raczej sztuczkami psychologicznymi...
Quid est veritas?
|
|
| | |  | 2 na 2 | Jan Grabiński (1015 punktów) | Oto moje doświadczenia: Kilka lat temu przydarzyło się, że u żony pojawiły się silne bóle w barku, praktycznie uniemożliwiające pracę. Ortopedzi-chirurdzy oferowali drastyczne rozwiązanie - operacja, która być może usunęłaby źródło bólu, ale jednocześnie uniemożliwiłaby pracę. Ortopedzi bez zacięcia chirurgicznego oferowali blokadę - po kilkukrotnym jej podaniu staw i tak nie wytrzymałby działania chemicznego i koniec z pracą. Żona szukając innego rozwiązania, trafiła do masażysty stosującego reiki. Ten doprowadził do zaostrzenia stanu. O ile przed jego interwencją ból pojawiał się tylko przy ruchu, to po zabiegach ból był samoistny, nawet w spoczynku. Wtedy to natrafiliśmy na akupunkturę. Po raz pierwszy od 2 miesięcy ból zmalał i były momenty (nie do końca definiowalne warunki), że nawet przy powolnych ruchach, ale w pełnym zakresie kątów. Wtedy do tej pani doktor (absolwentka akademii medycznej, z dyplomem, zajmująca się medycyną chińską jako pozauczelnianą specjalizacją) trafiłem ja. Przy badaniu tętna, oglądaniu języka, ogólnej obserwacji i wywiadu, pani doktor posługuje się terminologią akupunktury (wilgoć, śluz, suchość, zimno itp). Później następuje kłucie - w ściśle ustalonych punktach - dla konkretnych celów. Byłem na ok 12 seansach, po których: zniknęła nadmierna potliwość (męczyłem się z nią kilka lat - antyperspiranty w niczym nie pomagały), zmniejszyła się reakcja alergiczna (mam potwierdzoną alergię na roztocza), boląca czasami łąkotka nie bolała przez ponad 6 miesięcy, a na koniec uzyskałem poradę, by nie jeść cytrusów i jak najmniej mleka. 2 lata później test na alergie pokarmowe wykazał dużą wrażliwość na: cytrusy, mleko i jaja kurze. Podobne informacje pojawiły się co do reszty rodziny. Znaczna część tej diagnozy potwierdziła się na tych samych testach, przy czym należy zaznaczyć, że w rodzinie alergie się nie pokrywały i strzelanie w ciemno raczej by wyszło na jaw. Do dzisiaj nie wiem, jak to wytłumaczyć! Pozdrawiam.
|
|
| |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) |
> To jest bardzo istotne, bo te zasady są fundamentem tej "medycyny".Każde tego typu zabiegi "lecznicze" na tym się zasadzają. Zioła zbierane na miedzy, suszone i parzone generalnie działają bardzo słabo (no, może poza szczwołem plamistym czy innym bieluniem...), dlatego leczenie bywa długie. Te same substancje podane w tabletce są po pierwsze "zagęszczone", więc ich działanie jest silniejsze, a po drugie - taka tabletka pozbawiona jest innych, niepożądanych składników, występujących w roślinie. Działanie kropelek czy naparów trzeba było wzmocnić efektem placebo - stąd nasze ludowe "zamawianie", wiązanie czerwonych tasiemek czy hokus-pokus ze zrywaniem ziół o północy, obracając się trzykrotnie przez lewe ramię. Podobną rolę pełni równoważenie elementów w "medycynie" tybetańskiej. Mam koleżankę, która mi linkuje altmedowe artykuły z Onetu czy innego badziewia i naśmiewa się z medycyny. Cierpliwie powtarzam, że Onet jest dla prymitywnej gawiedzi, niech lepiej publikacje w PubMedzie czyta. Ale ona i tak woli podejrzane chińskie ziółka i jakieś plastry o nazwie przypominającej słowo "katamaran"  Nie słucha ostrzeżeń, że może się tym załatwić na perłowo  Edit: Już wiem, to się nazywa "kinotakara". No mówiłam, że podobnie
|
|
| | |  | 6 na 6 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | > Ale ona i tak woli podejrzane chińskie ziółka i jakieś plastry o nazwie przypominającej słowo "katamaran" Nie słucha ostrzeżeń, że może się tym załatwić na perłowo  No właśnie. Mam znajomego, który cierpiał na nadciśnienie. Leczył się konwencjonalnie, co oznacza, że codziennie przyjmował stosowne lekarstwa. Doszedł jednak do wniosku, że "chemia go truje" i wybrał się do "specjalisty medycyny chińskiej". Ten polecił mu odstawić tabletki i zaordynował mieszankę ziół. Pił znajomy zioła, pił i rzeczywiście ciśnienie utrzymywało się na prawidłowym poziomie. Po kilku (2-3) latach zaczął się źle czuć. Poszedł do lekarza, a ten zdiagnozował daleko posuniętą wywołana toksycznie marskość wątroby. P.S. Co zawierała mieszanka ziół, pewnie nawet sam uzdrowiciel nie wiedział, bo otrzymywał ją gotową z Chin, w dwudziestokilogramowych jutowych worach.
Przeklęte lenistwo, w imię siedmiocyfrowej kwoty na koncie, opuść to pracowite ciało!
|
|
| | |  | 1 na 1 | zupełna (2507 punktów) |
>Każde tego typu zabiegi "lecznicze" na tym się zasadzają. Zioła zbierane na miedzy, suszone i parzone generalnie działają bardzo słabo (no, może poza szczwołem plamistym czy innym bieluniem...), dlatego leczenie bywa długie. Te same substancje podane w tabletce są po pierwsze "zagęszczone", więc ich działanie jest silniejsze, a po drugie - taka tabletka pozbawiona jest innych, niepożądanych składników, występujących w roślinie. Ostroznie jeśli chodzi o brak substancji niepożadanych w lekach . Często jest tamaspartam, antyzbrylacze, barwniki itp. Jesli chodzi o "zagęszczenie" substancji w tabletce to i owszem ale niekoniecznie pomaga to w wchłanianiu przez organizm. Innym niebezpieczeństwem leków medycyny konwencjonalnej jest ich wysoka reaktywnośc z innymi substancjami chemicznymi tworząc niebezpieczne połączenia. O wszystkich zagrożeniach wynikających z stosowania leków informują producenci w ulotkach informacyjnych. Warto je czytać, zwłaszcza przed połknieciem kapsułki.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
>O wszystkich zagrożeniach wynikających z stosowania leków informują producenci w ulotkach informacyjnych. Warto je czytać, zwłaszcza przed połknieciem kapsułki. A w chińskich ziółkach ulotek nie ma.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | zupełna (2507 punktów) | >A w chińskich ziółkach ulotek nie ma.Owszem. Zatem o skutkach ubocznych zażywania tych preparatów konsument nie jest poinformowany. I tu wyższość medykamentów z koncernów farmaceutycznych- o możliwości dostania np. marskości wątroby możemy się dowiedzieć odpowiednio wcześniej.
|
|
| |  | 1 na 1 | Paweł # (61 punktów) | >Efekt placebo występuje nawet u zwierząt.
Poważnie? Jak?
Staram się!
|
|
| | |  | | R. Karwat (50 punktów) | > >Efekt placebo występuje nawet u zwierząt.> Poważnie? Jak?Mógłbym prosić o linki. Temat brzmi ciekawie  Pozdrawiam Rafał
|
|
| | |  | 1 na 1 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > >Efekt placebo występuje nawet u zwierząt.> Poważnie? Jak?www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19912522Epilepsja u psów. Kiedyś czytałem też o innych gatunkach, ale nie mogę tego znaleźć. Polecam wpisać w google "placebo effect animals".
|
|
| |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >To jest bardzo istotne, bo te zasady są fundamentem tej "medycyny".
Logicznie rzecz biorąc: z fałszu wynika wszystko, również prawda. Założenia teoretyczne mogą być fłaszywe, ale praktyczne skutki działania mogą być pozytywne. Skuteczne działania oparte na wadliwych zasadach wymagają zmiany zasad, a nie praktyki.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >Logicznie rzecz biorąc: z fałszu wynika wszystko, również prawda.
Możesz podać przykład?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >>Logicznie rzecz biorąc: z fałszu wynika wszystko, również prawda. >Możesz podać przykład?
Jeśli fałsz rozumieć jako sprzeczność, sprawa jest trywialna: opisuje ją znana już scholastykom reguła ex contradictione sequitur quodlibet, która w klasycznej logice znalazła swój wyraz w logicznym prawie: p i ~p to q. To dlatego sprzeczności unika się w nauce. Nieco inaczej sprawa wygląda z definicją implikacji w klasycznej logice. Jest ona mianowicie fałszywa tylko wtedy, gdy z prawdy wynika fałsz (tabelka implikacji). Pozostałe przypadki to tzw. paradoksy implikacji materialnej: no bo co to za pociecha z wnioskowania: jeśli Ziemia jest płaska, to mój kot jest psem, która formalnie rzecz biorąc jest poprawne, ale intuicyjnie - do niczego. Próbą rozwiązania (jedna z wielu) tych paradoksów jest np. logika parakonsystentna, która nakłada pewne ograniczenia na p i ~p to q. Bazy danych, z których wnioskujemy, są bowiem często sprzeczne, a jeśli chodzi o ludzkie umysły - to być może zawsze: kto jest w stanie wyprowadzić i porównać ze sobą wszystkie konsekwencje uznawanych świadomie i nieświadomie tez (przekonań)? Tak postawione zagadnienie może być argumentem za sceptycyzmem zarówno wobec swoich przekonań (np. jestem racjonalistą), jak i przekonań innych, jak i argumentem za odrzuceniem wszelkiego dogmatyzmu.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 1 na 1 | zupełna (2507 punktów) | >Oczekiwana długość życia Tybetańczyków wynosiła 35 lat. Po podbiciu przez Chiny i wprowadzeniu zwykłej medycyny wydłużyła się niemal dwukrotnie, ale i tak jest niższa, niż w Polsce.Te kocopoły mam nadzieję, że wynikają jedynie z kompletnego braku wiedzu o okupacji chińskiej w Tybecie, eksterminacji narodów tybetańskich, polityki sterylizacji tybetańczyków, eksterminacji i dążenia do eliminacji z ziem Tybetu aby móc swobodnie pozyskiwać surowce. Nie pisał Pan tych bzdur celowo aby np. propagować zbrodnie ludobójstwa ? > Śmiertelność noworodków wynosiła 430/1000 w 1951, a teraz 35/1000.news.xinhu(*)hina/2011-07/11/c_13978305.htm >en.wikipedia.org/wiki/Tibetan_peopleProszę nie traktowac wikipedii jako racjonalnego źródła inrormacji a zwłaszcza stron chińskich. Wikipedia to jedynie zarys informacji , często jednostronny.
|
|
|  | 1 na 1 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >Te kocopoły mam nadzieję, że wynikają jedynie z kompletnego braku wiedzu o okupacji chińskiej w Tybecie, eksterminacji narodów tybetańskich, polityki sterylizacji
Okupacja Tybetu to jedna przyczyna, a zacofanie cywilizacyjne Tybetańczyków to druga. Oni byli przez lata całkowicie odcięci od wiedzy. Tenzin Gjaco miał szczęście spotkać Heinricha Harrera i zyskać nieco prawdziwej edukacji.
>Proszę nie traktowac wikipedii jako racjonalnego źródła inrormacji a zwłaszcza stron chińskich.
Nie znalazłem lepszego źródła informacji. Mam nadzieję, że potrafisz je wskazać, a nie tylko krytykować?
|
|
9 na 9 | licho nie śpi (487 punktów) | No cóż, mojej rodzicielce ładnych kilka lat temu przypałętała się, niestety, ta sama choroba. Stadium początkowe też było bardzo ostre: z ogromnym bólem stawów, nie reagującym na farmaceutyki. Chwilami mama nie mogła się nawet sama ubrać. Diagnoza: będzie coraz gorzej, wkrótce pewnie wózek inwalidzki. Jednak po kilku miesiącach jej stan się poprawił tak bardzo, że teraz praktycznie tylko narzeka na stawy podczas zmiany pogody. Jak widzisz, przypadki niemal identyczne, z tym, że moja mama nie korzystała z "medycyny" tybetańskiej, ale ze "zwykłych" farmaceutyków. Nie wiem, jakie zioła brała Twoja mama i czy któraś z obecnych w nich substancji czynnych mogła zredukować objawy, być może tak. A może i nie, ponieważ ta choroba ma "naturalne" fazy remisji i zaostrzeń. Czasem rokowania lekarzy są zbyt pesymistyczne, zwłaszcza jeśli stawiane są w tzw. fazie ostrej choroby, która w sumie jest nieuleczalna, ale która u każdego rozwija się innym tempem. Jednak zakładanie, że każdemu i na wszystko pomogą zioła (o badaniu pulsu nawet nie wspominam) jest błędem, z potencjalnie śmiertelnymi konsekwencjami.
Pozdrawiam i życzę zdrowia Rodzicielce.
|
|
 | 1 na 1 mawki (20 punktów) (zablokowany) | To bardzo ciekawe co piszesz. Dziękuję.
Quid est veritas?
|
|
2 na 4 | Olek Mularski (3178 punktów) | > Jest to medycyna która opiera się na diagnostyce na podstawie badania pulsu (to budzi moje największe podejrzenia) oraz leczeniu za pomocą ziół i minerałów.To nie jest medycyna, tylko terapia alternatywna! Medycyna jest tylko jedna- klasyczna i oparta na dowodach! > Nigdy nie wierzyłem w podobne rzeczy, jednak pewne zdarzenie z przeszłości spowodowało moje zainteresowanie tematem.> Otóż lekarze konwencjonalni zdiagnozowali u mojej mamy reumatoidalne zapalenie stawów, chorobę przewleką która jak wiadomo powoduje zmiany zwyrodnieniowe, leki nie pomagały na silne bóle, które uniemożliwiały już wykonywanie podstawowych czynności jak chodzenie, używanie noża etc... lekarze rozkładali ręce, mówili że lepiej nie będzie, że następny etap do wózek inwalidzki. Nie pamiętam ile trwało to miesięcy/lat. Mama podjeła leczenie w gabinecie tytułowej medycyny tybetańskiej, po kilku miesiącach stosowania ziół pojawiła się poprawa, dziś po latach pod względem ruchowym moja mama jest praktycznie zdrowym człowiekiem, czasem dokuczają jej dolegliwości reumatyczne w związku ze zmianą pogody etc... jednak jest to zupełnie inny poziom bólu, który nie uniemożliwia funckjonowania.Albo leki zaczęły działać leki i doszło do remisji (co oczywiście nie oznacza wyleczenia), albo to nie RZS, tylko jakieś inne ostre zapalenie stawów. W każdym razie jedno jest pewne- tybetańskie wyciągi z jakiś miejscowych chwastów, rogów nosorożca i tygrysiej wątróbki na pewno nie działają, a nawet jeśli, to co najwyżej na katar i kaszel, ale nie na choroby autoimmunologiczne! > Lecznicze działanie ziół jest chyba bezsprzeczne, ciekawe jest jednak ich działania na choroby "nieuleczalne"Pomaga równie "dobrze" jak modlitwy, homeopatia, akupunktura i inne dziwadła. Skuteczność na poziomie efektu placebo! > , dodam że mama skończyła terapię wiele lat temu i dolegliwości nigdy nie wróciły, twierdzi też, że pozbyła się innych niedomagań zdrowotnych.Czyli pewnie to nie RZS, a raczej jakieś inne ostre zapalenie stawów! > Właściwie nie zastanawiałem się nad tym głębiej, cieszyłem się ze zdrowia matki. Jednak dzisiaj sam mam problemy zdrowotne, od pół roku chodzę po lekarzach szukając diagnozy, no i za jej namową wybrałem się do podobnego gabinetu w swoim mieście, leczenie trwa drugi miesiąc, na razie nie mogę mówić o jakichkolwiek efektach... podchodzę do tego z dużym dystansem ale i zaciekawieniem "poznawczym".Nie warto marnować kasy na szarlatanów, lepiej idź do lekarza, on w przeciwieństwie do oszusta od tybetańskich ziółek pomoże profesjonalnie! > Ciekaw jestem racjonalnych opinii na temat tego rodzaju medycyny na dwóch płaszczyznach (diagnostyki z pulsu (podobno w medycynie "zachodniej" też można jakieś tam zaburzenia z pulsu odczytać i nie mówię tu o nadciśnieniu ) no i ziołolecznictwa.Badając tętno można się naprawdę dowiedzieć wielu rzeczy o pacjencie, jak chociażby tego, czy doszło do nagłego zatrzymania krążenia, czy ma arytmię serca, tachykardię, niektóre wady serca też powodują zmiany tętna. Co do ziołolecznictwa, to też pomaga, oczywiście nie na jakieś skomplikowane przypadłości, ale grypę, anginę, czy zapalenie krtani jak najbardziej można tak leczyć.
|
|
 | | sinapis (1725 punktów) | > Co do ziołolecznictwa, to też pomaga, oczywiście nie na jakieś skomplikowane przypadłości, ale grypę, anginę, czy zapalenie krtani jak najbardziej można tak leczyć.Grypę?  Nie rozumiem...
|
|
|  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | > >Co do ziołolecznictwa, to też pomaga, oczywiście nie na jakieś skomplikowane przypadłości, ale grypę, anginę, czy zapalenie krtani jak najbardziej można tak leczyć.> Grypę? Nie rozumiem...Grypa jest chorobą wirusową. "Leczyć" ziołami można, czyli zwalczać objawy takie, jak gorączka oraz bóle gardła, mięśni i stawów. Bo czym innym jest aspiryna, jak nie wyciągiem z rośliny, czyli ziółkiem?  (teraz to chyba się kwas acetylosalicylowy syntetyczny produkuje, ale pierwotnie był z wiązówki błotnej).
|
|
| |  | 1 na 1 | sinapis (1725 punktów) | > >>Co do ziołolecznictwa, to też pomaga, oczywiście nie na jakieś skomplikowane przypadłości, ale grypę, anginę, czy zapalenie krtani jak najbardziej można tak leczyć.> >Grypę? Nie rozumiem...> Grypa jest chorobą wirusową. "Leczyć" ziołami można, czyli zwalczać objawy takie, jak gorączka oraz bóle gardła, mięśni i stawów.Rzeczywiście, cudzysłowu zabrakło. Lub tez dodatkowego słówka "objawowe". jak by to powiedział Lem: "Malowanie drzwi do piekła w ładne wzorki". > Bo czym innym jest aspiryna, jak nie wyciągiem z rośliny, czyli ziółkiem? (teraz to chyba się kwas acetylosalicylowy syntetyczny produkuje, ale pierwotnie był z wiązówki błotnej).Nie utożsamiałbym aspiryny z ziółkiem - ma się ona do roślinki jak chleb do zboża mniej więcej
|
|
 | 3 na 3 | eipi (774 punktów) | >To nie jest medycyna, tylko terapia alternatywna! Medycyna jest tylko jedna- klasyczna i oparta na dowodach!
Tak, a muzyka też jest tylko jedna - klasyczna (teszta to hałas). Idąc tym tropem rozumowania, kilkaset lat temu w ogóle żadna medycyna nie istniała, tak?
>>Lecznicze działanie ziół jest chyba bezsprzeczne, ciekawe jest jednak ich działania na choroby "nieuleczalne" >Pomaga równie "dobrze" jak modlitwy, homeopatia, akupunktura i inne dziwadła. Skuteczność na poziomie efektu placebo!
Człowieku, czy Ty w ogóle wiesz, o czym piszesz??? Wiele współczesnych leków - w tym b. silnie działających - wyizolowano z ziół (później ew. chemicznie je poprawiono). Chociażby salicylany (do których należy aspiryna) - z kory wierzby; przeciwmalaryczna chinina, atropina, morfina, glikozydy naparstnicy... długo by można wymieniać. Rzecz jasna, że nie wszystko da się leczyć ziółkami i że współczesna chemia potrafi już wytwarzać leki skuteczniejsze, ale zaprzeczanie działaniu ziół to objaw ostrego "racjonalizmu"
|
|
|  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | Panowie się wyraźnie nie zrozumieli. Olek Mularski jest lekarzem i wie, z czego się robi leki. Chodziło mu o zaprzeczenie właściwości leczniczych tych konkretnych ziółek tybetańskich, bo badań nad nimi nie było i w ogóle nie wiadomo, z czego się składają, a także o zastosowanie ziołolecznictwa do terapii chorób obecnie nieuleczalnych. A medycyna to owszem, istniała nie tylko kilkaset lat temu, ale i kilka/kilkanaście tysięcy lat temu. Do medycyny należy wszystko to, co zostało wielokrotnie, skrupulatnie sprawdzone i stwierdzono, że działa, w tym chinina, kwas acetylosalicylowy, glikozydy itd. Alternatywa to ta cała reszta, czyli podejrzane ziółka, kulki z cukru i hokus pokus.
|
|
| |  | 1 na 1 | eipi (774 punktów) | > Panowie się wyraźnie nie zrozumieli. Olek Mularski jest lekarzem i wie, z czego się robi leki. Chodziło mu o zaprzeczenie właściwości leczniczych tych konkretnych ziółek tybetańskich, bo badań nad nimi nie było i w ogóle nie wiadomo, z czego się składają, a także o zastosowanie ziołolecznictwa do terapii chorób obecnie nieuleczalnych. A medycyna to owszem, istniała nie tylko kilkaset lat temu, ale i kilka/kilkanaście tysięcy lat temu. Do medycyny należy wszystko to, co zostało wielokrotnie, skrupulatnie sprawdzone i stwierdzono, że działa, w tym chinina, kwas acetylosalicylowy, glikozydy itd. Alternatywa to ta cała reszta, czyli podejrzane ziółka, kulki z cukru i hokus pokus.> W takim razie istotnie musiało nastąpić jakieś nieporozumienie. Właśnie chciałem powiedzieć mniej-więcej to, że oprócz medycyny naukowej (która jest stosunkowo młodym fenomenem kultury zachodniej) istnieje od czasów starożytnych coś takiego jak medycyna empiryczna - czasem lepsza, czasem gorsza, ale zwykle zawierająca jakieś wartościowe elementy wiedzy. Skądinąd zdaje się, że te elementy są reguły odwrotnie proporcjonalne do stopnia rozbudowania i zdogmatyzowania teorii. Jeśli ktoś w doborze leków kieruje się teorią 5 żywiołów przypisanych do organów wewnętrznych, smaków itp. to trafić może raczej tylko przez przypadek. Jeśli natomiast kieruje się wielowiekowymi obserwacjami, będzie raczej skuteczny. Co do 5 żywiołów jednak też bym nie przesądzał - w końcu nie różni się to bardzo od 4 humorów Hipokratesa - kiepska teoria nie musi koniecznie oznaczać kiepskiej praktyki. Ludzie chorowali zawsze i zawsze poszukiwali remediów, a ich skuteczność - w przeciwieństwie do różnych opowieści o zaświatach - była bardzo konkretnie weryfikowalna. Dlatego żadna chyba cywilizacja nie mogła sobie pozwolić na brak skutecznych leków (na ile leczenie było wówczas możliwe), a przeciętny szaman musiał mieć jednak większą skuteczność, niż przeciętny kapłan  Myślę, że odnosi się to również do medycyny tybetańskiej. Nie wrzucałbym wszystkiego do jednego worka. Tak jak oburzam się w aptece, gdy chcą mi wcisnąć homeopatię, tak oburzam się na określenia "homeopatyczne ziółka", ktróre tylko powiększa zamęt. Co do tybetańskich, to faktycznie, nie bardzo wiadomo, co tam jest, jednak chyba da się tego dowiedzieć. Jako że medycyna ta wywodzi się z indyjskiej, spodziewałbym się, że będą tam najczęściej jakieś zioła przyprawowe. Z pewnością nie nadają się one do leczenia poważnych, nieuleczalnych chorób, ale chyba nie o tym była mowa. Nie było też (zakładam) nad nimi badań - ale w takim razie, zamiast negować a priori, może warto byłoby takie badania przeprowadzić. Ponadto: nie było badań we współczesnym reżimie naukowym, natomiast były wieki praktyki stosowania. Oczywiście, okazuje się nieraz, że tradycyjne specyfiki mają skuteczność znikomą, lub żadną, jednak częściej pewna skuteczność się potwierdza - i jak wspomniałem, tak być musi. Co do skuteczności, to wypróbowałem ją kilkanaście lat temu na sobie przy okazji ostrej biegunki z gorączką. Nie pamiętam już, dlaczego trafiłem do tybetańczyka (pewnie do internisty nie było miejsc, a ten był obok), w każdym razie po zażyciu paru kuleczek w ciągu pół godziny biegunka całkowicie ustąpiła, a temperatura wróciła do normy. Później dowiedziałem się, że prawdopodobnie w składzie było opium... W każdym razie nie było to placebo. A jeśli medycyna naukowa nie umiała pomóc (jak w przypadku opisywanym na początku wątku), to ostatecznie cóż złego jest w placebo?
|
|
 | | Grey (2102 punktów) | >Czyli pewnie to nie RZS, a raczej jakieś inne ostre zapalenie stawów! Po czym poznać, czy to RZS czy jakieś inne ostre zapalenie stawów? I dlaczego lekarze mogli się tak pomylić? (nie znam się na tym, więc pytam)
|
|
|  | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) | > >Czyli pewnie to nie RZS, a raczej jakieś inne ostre zapalenie stawów!> Po czym poznać, czy to RZS czy jakieś inne ostre zapalenie stawów?Istnieją konkretne kryteria diagnostyczne obejmujące zarówno klinikę i badania obrazowe, jak i parametry immunologiczne (np. przeciwciała anty-CCP); aktualnie używane są kryteria klasyfikacyjne RZS wg Amerykańskiego Kolegium Reumatologii (ACR) i Europejskiej Ligi do Walki z Chorobami Reumatycznymi (EULAR) z 2010 roku. > I dlaczego lekarze mogli się tak pomylić? (nie znam się na tym, więc pytam)Lekarzom po prostu niekiedy zdarza się mylić. Czasem jest to kwestia niedouczenia, czasem pecha (w końcu choroba może niekiedy rozwijać się nietypowo), czasem przeszacowania swoich kompetencji, czasem lekceważenia. Gdzie pojawia się błąd w konkretnym przypadku, nie sposób stwierdzić bez poznania szczegółów. Np. diagnoza RZS postawiona bez badań immunologicznych zawsze będzie ryzykowna (i niezgodna z zasadami rozpoznawania tego schorzenia).
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|