 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-05-2005 16:38 | jarcio (1198 punktów) | Ignorancja to siła ? | Chyba każdemu są znane moralizatorskie potyczki słowne tzw. "obrońców życia" i "zwolenników tolerancji". Oba te obozy traktują zagadnienia eutanazji, aborcji, homoseksualizmu itp. jako fundamentalne dla utrzymania, tudzież stworzenia "właściwego" systemu etycznego. Uważa, sie, że stanowią one jedne z najważniejszych problemów z jakimi musi sie borykać dzisiejszy świat. Ludzie żyją w przekonaniu, że rozwiązując te zgadnienia świat może stać sie w pewien sposób miejscem lepszym, bardziej przyjaznym dla ludzi, gdzie zwalczywszy owe antagonizmy społeczeństwo stanie sie bardzie ludzkie i wyrozumiałe. Jednak czy aby naparwde tak jest ? Czy jest realna szansa aby którakolwiek ze stron konfliktu ostatecznie udowodniła swoje racje i tym samym przypieczętowała zwycięstwo ? Czy w ogóle "zwyciestwo" jest tutaj możliwe ? Jeśli sie temu bliżej przyjżeć to można zauważyć, że nie o racje tutaj raczej chodzi, gdyz nigdy żadna ze stron nie bedzie w stanie przekonać drugiej o zasadności swoich argumentów. Wobec tego jeśli nie o racje tutaj chodzi, której brak tym samym nie jest w stanie zwalczyć anatgonizmów występujących wokół obu grup, to co stanowi o istocie owych zagadnień ?
Świat ma o wiele więcej problemów i znacznie poważniejszych aniżeli wynikających z legalizacji homoseksualizmu, eutanazji czy aborcji. Jak ostatnio sie nad tym zastanawiałem to zauważyłem pewną prawidłowość : konflikt obu tych obozów prowadzi jedynie to antagonizmów społecznych. Władza równie dobrze te zjawiska może wykorzystywać do tego aby ludzi dzielić, siać wśród nich nienawiść i podtrzymywać dzielącą ich bariere. Tak długo jak ludzie nie bedą mogli dojśc do porozumienia, tak długo jak bedzie istniała ta granica to po prostu zabraknie wśród ludzi tej jedności. Nie bedą potrafili sie zjednoczyć w imie jednej i tej samej idei. Wobec tego ucisk władzy wobec społeczeństwa bedzie tym łatwiejszy. Im większa wrogośc społeczna do drugiego człowieka tym łatwiej utrzymać władze, gdyż nie ma tego kolektywu ludzkiego, który mógłby w jakiś sposób zaszkodzić systemowi, jednocząc sie wokół jednego celu, którego dzisiaj nie ma, bo świadomość społeczna, jest zamazana fałszem.
Ignorancja to siła jak mawiał Orwell. Zaiste, jak sie słedzi obecne zjawiska to czy nie można dojśc do wniosku, że władza wykorzystuje ludzkie stereotypy, uprzedzenia aby niszczyć relacje międzyludzkie by dzieki temu podtrzymywać panujące tutaj antagonizmy ? Tak długo jak ludność jest opętana fałszywym wizerunkiem świata i tak naprawde nieistniejącym problemami, tak długo nie ujży mechanizmów nim kierujących i tak dlugo władza bedzie mogła robić co chce. Społeczeństwo nie bedzie w stanie skrytykować systemu, gdyz zostało wciągnięte w wir nieistneijących , sztucznie rozdmuchanych antagonizmów, które zaślepiając odwracają uwage od prawdziwych zagrożeń dzisiejszego świata. Głównym, chociażby, jest coraz to bardziej postępująca mechanizacja społeczeństwa ukierunkowanego na zysk i maksymalizacje wydajności kosztem wypaczenia i oszukania właściwych popedów człowieka.
Wojna to pokój. Czy nie jest tak, że dzisiaj systemy polityczne takj napradwe prowadzą wojne z własnymi narodami ? Chociaż u Orwella tutaj chodziło głownie o zagadnienie ekonomiczne - nisczenie środków nadprodukcji mogących prowadzić do zwiększenia stopy życiowej społeczeństwa - to w naszym przypadku chodzi o wojne ideologiczną. Wojna, która niszczy naród duchowo wpajając nienwiść do światopoglądu odmiennego pod przykywką walki o tolerancje. Tak naprawdem nie wydaje mi sie by ludzie w tych kwestiach kiedykolwiek dzosli do porozumienia. Z jednej strony zwolennicy "tolerancji", a z drugiej, wspierani ideologią kościoła "obrońcy życia". Oba te obozy może nie tyle co sie mylą, ale nie dostrzegają istoty tego o co tak zagorzale sie wykłucają. Moim zdaniem, kościół bedzie wieczny i "tolerancja" bedzie wieczna, tak aby antagonizmy międzyludzkie były wieczne. Wojna na linii system-społeczeństwo trwa. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jest to wojna jednostronna, gdzie jeden przeciwnik został otłumaniony i wobec tego tak naprawde nie wie o co z kim tak naprawde walczy.
Przykładowo poprzez analogie, jeśli największym dzisiaj problemem moralnym świata jest rozwiązanie równania 2+2=5 to społeczeństwo uwieży, że rzeczywiście tak jest i że problem tkwi w samym rozwiązaniu tegoż równania. Jednak nikt nie zada sobie trudu by odpowiedzieć na pytanie czy równanie takie ma w ogóle sens. Ja twierdze, że równanie to jest złe, że ono nie istnieje. Tak samo jak problem homoseksualizmu, aborcji itp. nie istnieje. Nie da sie tego równania rozwiązać i wobec tego stanowi ono swoisty fałsz. Ludzie nigdy nie dojdą do porozumienia w tych kwestiach. Zresztą nawet jeśli sie tak stanie to na zasadzie, że ludzie uwieżą w sens tego równania i uwieża, że aborcja, homoseksualizm jest słuszna. Wobec tego w czym problem by stworzyć kolejne antagonizmy ? Stworzyć kolejne równanie nie na ludzki rozum, a na ludzką wiare ? Po co sie to robi ? Bo chyba nie dla dobra społecznego ?
Od teraz przed człowiekiem stawiać sie bedzie takie właśnie równania. Równania, których rozwiązanie, jest rzeczą niemożliwą do spełnienia. A mimo to ludzie bedą uważać, że jest to możliwe. Może problem tkwi w naszej mentalności ; że chcemy wszędzie widzieć racjonalizacje, nawet tam gdzie jej nie ma ? Rozwiązać to czego rozwiązać nie można ?
Mój wniosek jest taki, że antagonizmy ludzkie służą utrzymaniu władzy i nic w nich racjonalnego nie ma. To tylko strata czasu, nerw i burzenia relacji międzyludzkich. Znacznie ciekawszym i co więcej, możliwym do rozwiązania problemem, jest kwestia postępującej mechanizacji społeczeństwa coraz bardziej uciskanego przez jednoczące sie kliki menadzerskie. Jest to kwestia, która z pewnością nie podzieli społeczeństwa bo dotyczy wiekszość z nas. I to zdecydowanej, przytłaczającej większości bo leży w naszym interesie. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| jarcio (1198 punktów) | Reasumując uważam, że homoseksualizm, eutanazja, feminizm, aboracja itp. itd. są problemami rodmuchanymi, które nie istnieją, a służą jedynie do siania nienawiśći społecznej.
|
|
 | | inhet (1073 punktów) | No widzisz, jak ładnie mozna to było ująć w jednym zdaniu...
|
|
 | | mohawk (2936 punktów) | >Reasumując uważam, że homoseksualizm, eutanazja, feminizm, aboracja itp. itd. są problemami rodmuchanymi, które nie istnieją, a służą jedynie do siania nienawiśći społecznej.
Nie wnikając w słuszność takiego postawienia sprawy wypada zauważyć, że jednak jakieś uregulowania prawne muszą być w tej materii przyjęte. Rozstrzygalność bądź nierozstrzygalność sporu światopoglądowego między przeciwstawnymi stanowiskami niczego tu nie zmienia. Jakieś rozwiązania MUSZĄ istnieć.
|
|
|  | | jarcio (1198 punktów) | >Nie wnikając w słuszność takiego postawienia sprawy wypada zauważyć, że jednak jakieś uregulowania prawne muszą być w tej materii przyjęte. Jakieś rozwiązania MUSZĄ istnieć. >
Ale co bedzie świadczyć o tym rozwiązaniu ? Pojawi sie jakiś supersędzia, który stwierdzi, że tak właśnie ma być ? Moim zdaniem są to problemy, których nie mozna rozwiązać na płaszczyznie racjonalnej. Wynikają one z systemu etycznego danego człowieka i albo człowiek uwieży w ich zasadność albo nie. Rozwiązania tych problemów nie ma. A jeśli jest to niech mi ktos je przedstawi. Niech mi udowodni, że 2+2=4, a nie 5. Może w końcu raz na zawsze zamkniemy problem aborcji, eutanazji, homoseksualizmu ...
>Rozstrzygalność bądź nierozstrzygalność sporu światopoglądowego między przeciwstawnymi stanowiskami niczego tu nie zmienia
Zmienia i to bardzo wiele. Ludzie mierzący sie z tymi zjawiskami społecznymi, wychodzą z założenia, że można znaleśc tutaj jakiś konsensus albo że istnieje taka potrzeba. A czy ktos w ogole sie zastanawia nad sensownością takiego założenia ? Czy ktoś w ogóle zadaje takie pytanie ? Skąd wiadomo, że w ogóle o konensus tutaj powinno chodzić ? Może problem leży zupełnie gdzie indziej ? Walka "tradycjonalistów" ze "zwolennikami tolerancji" jest swoistą niekończąca sie opowieścią wzjaemnych oskarżeń, zarzutów, wrogości. Nigdy ludzie nie dojdą do porozumienia. Nie bedzie tutaj pojednania bo ma być ten rozdział społeczny i nie o pojednanie najwyrazniej chodzi. Mnie te antagonizmy nie zamują bo wiem, że nie ma w nich nic zasadnego, a jedynie płaci sie za nie straconym czasem, nerwami i wrogością do drugiej osoby.
|
|
| |  | | mohawk (2936 punktów) | >>Jakieś rozwiązania MUSZĄ istnieć. >>Ale co bedzie świadczyć o tym rozwiązaniu ? Pojawi sie jakiś supersędzia, który stwierdzi, że tak właśnie ma być ?
Jeśli mamy nierozstrzygalną kontrowersję moralną, można się np. odwołać do instytucji referendum, lub bez tego zostawić tę sprawę do rozstrzygnięcia w sumieniu konkretnych osób.
>Moim zdaniem są to problemy, których nie mozna rozwiązać na płaszczyznie racjonalnej.
Ale jakoś, u licha, trzeba. Brak regulacji nic tu nie da, bo i tak zaowocuje on jakąś mniej lub bardziej jednomyślną praktyką.
>>Rozstrzygalność bądź nierozstrzygalność sporu światopoglądowego między przeciwstawnymi stanowiskami niczego tu nie zmienia >Zmienia i to bardzo wiele. Ludzie mierzący sie z tymi zjawiskami społecznymi, wychodzą z założenia, że można znaleśc tutaj jakiś konsensus albo że istnieje taka potrzeba. A czy ktos w ogole sie zastanawia nad sensownością takiego założenia?
Powtarzam, że to jest nieistotne. Problem istnieje realnie i w związku z tym musi podlegać jakiejś regulacji. Żadne konsensy, pojednania, nic tu nie zmienią. Nie wiadomo wręcz, na czym owo 'porozumienie' miałoby polegać.
|
|
| | |  | | jarcio (1198 punktów) | >>>Jakieś rozwiązania MUSZĄ istnieć. >>>Ale co bedzie świadczyć o tym rozwiązaniu ? Pojawi sie jakiś supersędzia, który stwierdzi, że tak właśnie ma być ? >Jeśli mamy nierozstrzygalną kontrowersję moralną, można się np. odwołać do instytucji referendum, lub bez tego zostawić tę sprawę do rozstrzygnięcia w sumieniu konkretnych osób.
No, ale ta instytucja referendum pozwoli jedynie ustalić kryterium większości i może stworzyć odpowiedni akt prawny. Jednak wcale nie zarzegna to konfliktów, antagonizmów jakie z tej kwestii wynikają. Żadna regulacja prawna tego nie zmieni. Ludzie dalej bedą pałać wrogością do odmiennego światopoglądu. To może przejść jedynie z czasem. Lecz co wówczas stoi na przeszkodzie by stworzyć koeljne antagonizmy ? Przykładowo ludzie zgodzą sie na akt prawny homoseksualizmu i związki zostaną zalegalizowane. No to teraz podniesie sie kwestie adopcji i kolejne antagoznimy mamy tutaj gotowe. Jeśli tak ma to działać no to w takmi razie moje pytanie : jak długo społeczeństwo bedzie w stanie wytrzymać te wzajemną wrogość ? Jest to moim zdaniem działanie, tendencja niezwykle niebezpieczna bo może zaowocować tym, zę pojęcie "ufność społeczna" w ogóle nie bedzie miała racji bytu. W tym, też sensie przytoczyłem słowa Orwella : ignorancja to siła.
>>Moim zdaniem są to problemy, których nie mozna rozwiązać na płaszczyznie racjonalnej. >Ale jakoś, u licha, trzeba. Brak regulacji nic tu nie da, bo i tak zaowocuje on jakąś mniej lub bardziej jednomyślną praktyką.
Nie trzeba rozwiązywać tych problemów bo nie po to one są. Bardzo możliwe, że z czasem te kwestie zaczną działać na zasadzie wiary w słusznośc pewnego systemu wartości, który pozwala zaakceptować dane zjawisko. Wówczas ludzie mogą w zdecydoanej większości uznać homoseksualizm na norme i anatgonizmu tutaj znikną. Jednak nie bedzie to świadczyło, że 2+2=4, a raczej 2+2=5. Ludzie przyjmą to na wiare, a nie na rozum. Bo tutaj nic do rozumienia nie ma , a ludzie uważają, że jest wręcz przeciwnie i moim zdaniem to jest bład. Bład, który wynika z fałszywego postawienia sprawy.
>>>Rozstrzygalność bądź nierozstrzygalność sporu światopoglądowego między przeciwstawnymi stanowiskami niczego tu nie zmienia >>Zmienia i to bardzo wiele. Ludzie mierzący sie z tymi zjawiskami społecznymi, wychodzą z założenia, że można znaleśc tutaj jakiś konsensus albo że istnieje taka potrzeba. A czy ktos w ogole sie zastanawia nad sensownością takiego założenia? >Powtarzam, że to jest nieistotne. Problem istnieje realnie i w związku z tym musi podlegać jakiejś regulacji. Żadne konsensy, pojednania, nic tu nie zmienią. Nie wiadomo wręcz, na czym owo 'porozumienie' miałoby polegać.
No, ale zauważ, że owy problmem istnieje o tyle o ile istnieją antagonizmy. Gdyby te kwestie nie były kontrowersyjne no to kto by sie nimi zajmował. Czy byłoby o nich tak głośno ? Czy stanowiły by głowne tematy wielu forów dyskusyjncyh ? Gdyby antagonizmy zniknęly to i problem by zniknął bo nie byłoby sie o co wykłucać. Nie trzeba by było szukać dalej prawdy. Jednak sie to robi. I potrwa to jeszcze bardzo długo, aż wyciśnie sie ze społeczeństwa wszelką ufność wobec człowieka. Nie można siać takiej nienawiści społecznej. Dlaczego nikt ne porusza problemu mediów i zwiazenej z tym kwestii nieustannej indoktrynacji ludzkiego umysłu ? Dlaczego ? Bo to godzi w czwartą władze, a ta władza by tego nie chciała prawda ? Jakie przykładowo ma znaczenie adopcja dziecka przez pary homoseksualne, skoro tendencja jest taka, że cżłowiek coraz częsciej nie jest w ogóle wychowywany przez człowieka ? Zajmują sie tym szkolne isntytucje, media, otoczenie, system społeczny no i wszędobylski teleekran. A rozwiąc ten problem mozna i to bez kłotni społecznych. Wystarczy ograniczyć emisje nadawanych progamów w teelekranie i już jestesmy bliżej rozwiązania. Tylko dlaczego tak trudno ? Bo pieniążki i władza stoją na drodze. A jak mawiał Erazm z Rotterdamu "Gdy Złoto przemawia, Elokwencja staje sie bezsilna."
|
|
| | | |  | | mohawk (2936 punktów) | Używasz mnóstwa słów, a ja mimo to nie potrafię pojąć, o co Ci chodzi. Chcesz nie wiedzieć czemu i nie wiedzieć na czym mającego polegać porozumienia wewnątrz społeczeństwa. Nie wiadomo też jaki miałby być jego cel. Ludzie mają w społeczeństwie różne interesy, nierzadko sprzeczne, a w demokracji chodzi o to, żeby każdy mógł artykułować swoje. Piszesz o sianiu nienawiści społecznej, ale spod tych bredni wyziera - przynajmniej w moim odbiorze - taka wizja 'konsensusu', która sprowadzałaby się nie tylko do zadekretowania jako obowiązującego najbardziej konserwatywnego poglądu na wspomniane w poście inicjującym wątek sprawy, ale i zakazie artykułowania poglądu odmiennego. Jedynie w taki sposób widzę możliwość, żeby 'kwestie te nie były kontrowersyjne'. Gdyż one są z natury kontrowersyjne, a to czy owa kontrowersja wypłynie 'na wierzch', dotrze do publicznego dyskursu, zależy od liczebności i siły grup reprezentujących pogląd 'heterodoksyjny' oraz od tego, czy ustrój społeczno-polityczny pozwala na artykułowanie poglądów sprzeciwiających sią aktualnie obowiązującej ortodoksji.
|
|
| | | | |  | | jarcio (1198 punktów) | >Ludzie mają w społeczeństwie różne interesy, nierzadko sprzeczne, a w demokracji chodzi o to, żeby każdy mógł artykułować swoje.
Pusty frazes o prawach demokracji. To, że ktoś ma różne interesy wcale nie oznacza, że podnoszenie ich do gigantycznej rangi jest uzasadnione. Prawa demokracji wcale nie oznaczają, że działanie w zgodzie z nimi musi być czymś w pełni uzasadnionym.
>Piszesz o sianiu nienawiści społecznej, ale spod tych bredni
Udowodnij mi, że sie myle. Że te kwestie nie są punktem zapalnym ludzkich antagonizmów. Stwórz teorie, która udowodni, że homoseksualizm, aborcja, feminizm, itp. nie tworzy podziałów społecznych. Jestem niezmiernie ciekawe owej teorii.
>Jedynie w taki sposób widzę możliwość, żeby 'kwestie te nie były kontrowersyjne'. Gdyż one są z natury kontrowersyjne
Totalna bzdura. Te kwestie są w zupełności zależne od systemu wartości. One nie mają żadnej natury. To człowiek nadaje im sens i stanowi o ich naturze. Te zjawiska i kontrowersje z nich wynikające są kwestią tylko i wyłacznie mentalnośc społecznej. Kwestia sama w sobie jest pusta. Nie istnieje dopóki człowiek o tym nie zadecyduje.
>, a to czy owa kontrowersja wypłynie 'na wierzch', dotrze do publicznego dyskursu, zależy od liczebności i siły grup reprezentujących pogląd 'heterodoksyjny' oraz od tego, czy ustrój społeczno-polityczny pozwala na artykułowanie poglądów sprzeciwiających sią aktualnie obowiązującej ortodoksji.
Ale co to ma do rzeczy ? Nie widze, żadneo związku z meritum.
|
|
| | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | >Pusty frazes o prawach demokracji. To, że ktoś ma różne interesy wcale nie oznacza, że podnoszenie ich do gigantycznej rangi jest uzasadnione. Prawa demokracji wcale nie oznaczają, że działanie w zgodzie z nimi musi być czymś w pełni uzasadnionym.
No więc, co postulujesz w związku z tym? Jak zamierzasz uciąć te - Twoim zdaniem - pozorne problemy?
>>Piszesz o sianiu nienawiści społecznej, ale spod tych bredni >Udowodnij mi, że sie myle. Że te kwestie nie są punktem zapalnym ludzkich antagonizmów. Stwórz teorie, która udowodni, że homoseksualizm, aborcja, feminizm, itp. nie tworzy podziałów społecznych. Jestem niezmiernie ciekawe owej teorii.
Idealnie się nie rozumiemy. Zrozum wreszcie, że podziały w społeczeństwie istnieją w sposób naturalny i zechciej łaskawie skończyć fantazjowanie o jedności i porozumieniu. Homoseksualiści istnieją niezależnie od zakresu przyznanych im praw, od postrzegania ich przez ogół społeczeństwa. Problem niechcianych, 'wpadkowych' ciąż istnieje niezależnie od tego, czy aborcja jest zakazana czy dozwolona. Aborcja zaś jest tu jednym z rozwiązań - przez niektórych akceptowanym, przez innych nie. I stąd kontrowersja. A nie pozorny czy wręcz nieistniejący problem.
>>Jedynie w taki sposób widzę możliwość, żeby 'kwestie te nie były kontrowersyjne'. Gdyż one są z natury kontrowersyjne >Totalna bzdura. Te kwestie są w zupełności zależne od systemu wartości.
No to przeca mówię, że są kontrowersyjne. Tak jak systemy wartości.
>One nie mają żadnej natury. To człowiek nadaje im sens i stanowi o ich naturze.
Pięknie. Człowiek. Tyle, że każdy z osobna. Różnorodność indywidualnych rozstrzygnięć może prowadzić prostą drogą do konfliktu.
>>, a to czy owa kontrowersja wypłynie 'na wierzch', dotrze do publicznego dyskursu, zależy od liczebności i siły grup reprezentujących pogląd 'heterodoksyjny' oraz od tego, czy ustrój społeczno-polityczny pozwala na artykułowanie poglądów sprzeciwiających sią aktualnie obowiązującej ortodoksji. >Ale co to ma do rzeczy ? Nie widze, żadneo związku z meritum.
Ehh... ręce opadają.
|
|
| | | | | | |  | | jarcio (1198 punktów) | >No więc, co postulujesz w związku z tym? Jak zamierzasz uciąć te - Twoim zdaniem - pozorne problemy?
Zwracająć uwage na znacznie grozniejsze problemy. Przykładowo rozkręcić kampanie przeciwko powszechnej indoktrynacji medialnej. Domagać sie radykalnego ograniczenia emisji programów nadawanych w teleekranie. Żadne frazesy o tym, że teleekran można wyrzucić nie mają prawa sie tutaj pojawić. Ludzie zostali doprowadzeni do tego stanu, że w wielu przypadkach przerodziło sie to w zwykły nałóg. Likwidując ten problem zliwidujemy wszelkie płytkie kwestie moralne jak ta ostatnio rozkręcona przez panią Środe. Pozniej zwrócić uwage na postępującą mechanizacje społeczeństwa i związane z tym zagrożenie wyeliminowania indywidualizmu czlowieka na rzecz kapitalistycznych frazesów o pracy zespołowej. Zastanowić sie co jest przyczyną postępującego regresu intelektualnego naszego społeczeństwa, tak bardzo odzwierciedlanego przez powszechność kolorowych pismaków i zalegających na półkach bibliotek książkach. Czy można uniknąć coraz to większego gromadzenia władzy przez stosunkowo nielicznych. Dlaczego kwestia rozbrojenia arenału jądrowego nie została do tej pory uregulowana. Od groma tego jest.
To o czym mówisz to tylko szereg problemów zastępczych, w ogóle drugoplanowych, nie mających racji bytu w kontekście powyzszych.
|
|
| | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | >To o czym mówisz to tylko szereg problemów zastępczych, w ogóle drugoplanowych, nie mających racji bytu w kontekście powyzszych.
Wybacz, ale to są rojenia. Nad problemami, na które Ty zwracasz uwagę, można się zastanawiać nie odwracając się od tych, które krytykujesz. Nie widzę zresztą sposobu realizacji Twoich postulatów - bardzo radykalnych, przyznasz - ani przeszkód, które na tej drodze stawiać miałoby rozpatrywanie dylematów moralnych, jakie niesie postęp technologiczny oraz dyskutowanie nt. preferowanego modelu stosunków społecznych. To, o czym piszesz widzę - inaczej niż Ty - jako jeszcze jedno zagadnienie, obok krytykowanych przez Ciebie 'gejów', 'aborcji', 'eutanazji' itd., nie zaś jako nadrzędny problem, który tamte zaciemniają, czy zagłuszają. I jako taki jest problem społeczeństwa konsumpcyjnego, alienacji, potęgi mediów etc. poruszany przez wielu autorów. Kwestia rozłożenia akcentów, przyznania priorytetów jest sprawą ważną, ale wtórnę i sporną.
|
|
| | | | | | | | |  | | jarcio (1198 punktów) | >Wybacz, ale to są rojenia. Nad problemami, na które Ty zwracasz uwagę, można się zastanawiać nie odwracając się od tych, które krytykujesz.
A czy nie jest tak, że media obawiając sie chociażby takich głosów bombardują społeczeństwo szeregiem przeróżnych problemów moralizatorskich po to by uniknąć włąśnie tych kwestii ? Przeceż chyba nie stwierdzisz, że media pełnią dzisiaj role edukacyjną człowieka ? Wszędzie sie jedynie puszcza idiotyczne wręcz programy rozkrywkowe, gdzie człowieka traktuje sie jako małpe, którą wabiąc bananem można zmusić do prymitywnych, prostackich i godzących w ludzką godność zachowań. Zauważ, że w odróżnieniu od dzisiejszych problemów nurtu "tolerancji" kwestie na które ja zwróciłem uwage nie mają prawa dzielić społeczeństwa tak jak ma to miejsce przy "dylematach" zwolenników "tolerancji". Poza tym zjawiska nurtu tolerancji postepują. Zaczynają sie pojawiać postulaty o spisaniu odpowiednich aktów prawnych, a i społeczeństwo wydaje sie bardziej przychylne akceptacji tego co jeszcze 10 lat temu było nie do pomyślenia. Poza kwestią sporną wówczas leży stwierdzenie, że dzisiejsze problemy podnoszone przez zwolenników "tolerancji" zyskały zupełną priorytetowość spychając te o których ja mówie na odległy już plan. A przeciez te kwestie wyrosły w tym samym czasie. Już przecież w pierwszej połowie XX wieku pojawiały sie dzieła literatury, które rysując totalitarną wizje państwa ostrzegały przed niszczącym wpływem mediów. Co wiecej państwa ZSRR i nazistowskich Niemiec pokazały nam jak łatwo można stworzyć człowieka nienawistnego i skrzywionego. Jednak nikt nie wyciagnąl z tego żadnych wniosków. A może wręcz przeciwnie : wyciągnięto wnioski, jednak nie te jakich można by oczekiwać w wolnym rzekomo demokratycznym państwie ? Znaczenie mediów przybrało dzisiaj rozmiary istnego molocha. Mówi sie nawet o czwartej władzy. Sam przyznałeś, że mój postulat o znacznej redukcji indoktrynacji medialnej, jest radykalny ( Orwell czy Huxley słysząc te słowa zapewne sie przeżegnali ). Prawda jest taka, że to już nie jest kwestia przedyskutowania tych zagrożeń. One już dawno zostały rozpoznane. Trzeba je jedynie nagłaśniać. Zamiat biadolić o homoseksualizmie ludzie powinni grzmieć, że oto dokonano moralnego zamachu na ich umysłach. Jednak najwidoczniej to już jest dawno pozamiatane. Ludzie pochłanięci przez szaleńczy wir wspakulturowych dylematów są totalnie besilni wobec indoktrynacji medialnej. Stracili moc, wiare, zupełnie zobojętnieli na losy tego świata. Ich potrzeba buntu została sztucznie wypełniona szeregiem nieistniejących dylematów. Istną walką z wiatrakami.
>Nie widzę zresztą sposobu realizacji Twoich postulatów - bardzo radykalnych, przyznasz - ani przeszkód, które na tej drodze stawiać miałoby rozpatrywanie dylematów moralnych, jakie niesie postęp technologiczny oraz dyskutowanie nt. preferowanego modelu stosunków społecznych.
To dlaczego akty prawne wynikają z owych dylematów, a znacznie ważniejsze pozostały społecznie przemilczane ? Społecznie przemilczane bo ludzie nie zdają sobie z nich sprawy tak jak "szeroko" widzą kwestie problemów aborcji, eutanazji itp. W TV nie usłyszysz o tym, czy istnieje problem indoktrynacji medialnej i czy jest potrzeba ograniczenia tego wpływu. Oni tam nawet nie urzyli by tego słownictwa. Władza nigdy nie dązy świadomie do samodestukcji. A przeciez media poruszając te kwestie kopało by sobie grób. Wobec tego trąbi o nieistotnych dylematach w ogóle nie sięgając ich głebi. Przykładowo ten ostatni, iście uwłaczający ludzkiej inteligencji "problem moralny" zainicjowany przez niejaką p. Środe. Twierdzi ona, że oto wizerunek kobiety jest wypaczany przez reklamy. Na Boga przecież to lepszego przykładu iście wspakulturowego dylematu być nie moze. Czy ta pani nie widzi, że przykładowo ograniczając role teleekranu w naszym społeczeństwie, momentalnie zlikwiduje sie tego typu idiotyczne problmey ? Jesli owa pani uważa, ten problem za tyle istotny, że wizerunek człowieka zależy w zupełności od mediów to już można stwierdzic, że oto żyjemy w pańtwie totalitarnym, gdzie społeczeństwo jest skazane na indoktrynacje medialną. Tyle
>Kwestia rozłożenia akcentów, przyznania priorytetów jest sprawą ważną, ale wtórnę i sporną.
Ta kwesia została już odgórnie załatwiona. Priorytet przyznano walce grup społecznych z jednej strony - idących pod sztandarem "tolerancja" - a z drugiej - głoszących znaczenie mentalności tkwiącej w korzeniach tradycji. To już zostało rozstrzygnięte.
|
|
| | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | Wydaje mi się, że wyolbrzymiasz kwestię roli mediów, sprowadzając ją do jakiejś karykaturalnej teorii spiskowej (że niby zadekretowano odgórnie, że społeczeństwo ma się zajmować sprawami drugorzędnymi). Pomijając fakt, że akurat w Polsce dyskusje, o których piszesz są może żywe na forach takich, jak Racjonalista, ale do publicznego dyskursu niemal nie dochodzą i tzw. zwykłych ludzi nie zajmują. Paradoksalnie to tu się przejawia potępiona przez Ciebie siła mediów, że potrafią nie tyle narzucić temat, ile go przemilczeć, zmarginalizować lub - jeśli się nie da - dość skutecznie narzucić określone rozstrzygnięcie [dziwnie zbieżne z Twoim  ]. Ale przecież nawet w tym nie dokonują jakiegoś jednostronnego zamachu na prawo człowieka do rzetelnej informacji, lecz bazują na przyrodzonym lenistwie większości przedstawicieli gatunku homo sapiens, którzy nie czują potrzeby poznania istoty problemów w całej ich złożoności, lecz zadowalają się zdawkowymi informacjami i zasugerowanymi ocenami. Wydaje się także, że zupełnie niesłusznie dezawuujesz problemy w istocie ważne, których rozwiązanie w żaden sposób nie musi kolidować z ograniczeniem wszechwładzy mediów. Na media zresztą nie ma dobrej metody. Można jedynie tworzyć alternatywę informacyjną (choćby w internecie) oraz dążyć do stworzenia mediów publicznych z prawdziwego zdarzenia, które prezentowałyby szerokie spektrum poglądów na ważne społecznie kwestie nie kierując się przy tym interesem właścicieli. Istotnym wydaje się także funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego, którego członkowie skupialiby się wokół poszczególnych inicjatyw/problemów i potrafili wywierać presję na media w kierunku obiektywizacji przekazu. Z mojej strony EOT.
|
|
| | | | | | | |  | | Itachi-san (468 punktów) | > Przykładowo rozkręcić kampanie przeciwko powszechnej indoktrynacji medialnej.Jeszcze tutaj się wtrące. Myślę, że Polsce brakuje kanałów tematycznych (przede wszystkim naukowych) oraz programów tematycznych polskiej produkcji. Możemy oglądać tylko Polsat, TVN, 1 i 2, które są chorągiewkami, zależnymi od władzy i kasy. Przyjdzie anarchista będą mu schlebiać, przyjdzie chadek też, przyjdzie komunista of course  kapitalista też, protestant, prawosławny, katolik, mahometanin, hindus... jeśli dobrze posmaruje. Brak mediom niezależności, a wolność ich to tylko przykrywka. Brak pluralizmu w Polsce. Media nie zachęcają do czytania książek, czy wartościowych magazynów, a najwięcej w nich banałów i rozrywki dla mas (seriale, pseudomądre teleturnieje i filmy/seriale z tzw. śmiechem z puszki), godzącej w intelekt odbiorcy. Rozrywka jest ważna, ale bez przesady, wszędzie powinien być umiar. Zwolennicy rozrywki coś znajdą dla siebie w tv, ale humaniści, racjonaliści, naukowcy i chociażby ambitna sprzątaczka (która robi to co robi, bo nic nie może znależc do roboty, w kraju o gigantycznym bezrobociu, oficjalnie 20%, ale stwierdzenie ze moze i 25 nie musi byc wcale błędne) nie Jest tego wiele jak choćby program "Europa da się lubić". Jeśli ktoś widzi w nim tylko rozrywkę to jest to właściwe rozumowanie, ale jeśli poszukać głębszych treści to trafi na wielki zgrzyt. Pewnie niektórzy myślą, że Europa wygląda tak naprawdę jak się przedstawia ją w tym programie. No cóż nie będę weryfikował wzniosłych poglądów odbiorców  Takich programów jest więcej i cięzko znależć coś wartościowego. Nawet programy ekonomiczne i polityczno-ekonomiczne są słabe. Program ekonomiczny na jedynce "Plus minus" jest słaby. Lisek obniża poziom (prawdopodobnie chodzi o oglądalność). Pod tym względem ludzie ambitni nic nie znajdą w telewizji. Lepiej sobie poczytać przedruki prasy zagranicznej z tygodnika "Forum", wszystkie media w Polsce obniżyły loty. Czasami jak myślę sobie co do ilorazu inteligencji (testami zajmuje się czasem z racji zawodu wykonywanego) potrzebnego do oglądania zawartych w tv (polskich stacjach) treści to chyba tylko 70 IQ wystarczy. Mizernie..., a gdzie pozostałe 130 IQ, przecież intelegencje można ćwiczyć i zmieniać za życia... Jeśli odpowiednie kanały tematyczne i dla ambitniejszych powstałyby to nie ma problemu, wtedy mamy większy wybór i każdy, który ma trochę rozumu przejdzie na coś ciekawszego. Może nawet mało ambitni w końcu zajeli by się czymś ambitniejszym gdyby takie kanały były. Prawdopodobnie wielu ogląda tylo tv, dlatego że nie umie rozplanować czasu, a gdy nie ma nic do roboty, to tv jest łatwym remedium na nude, a jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma. Czyli nie ma programow o fizyce kwantowej, ehh... wtedy delikwent mówi, trudno obejrze "Złotopolskich", potem "Na wspólnej" i "Familiade"  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | | jarcio (1198 punktów) |
Ja ostatnio niestety nie mam za wiele czasu, ale jak tylko to sie zmieni to dorzuce jeszcze kilka zdanek od siebie.
|
|
| | | | | |  | | Itachi-san (468 punktów) | > Totalna bzdura. Te kwestie są w zupełności zależne od systemu wartości. One nie mają żadnej natury. To człowiek nadaje im sens i stanowi o ich naturze. Te zjawiska i kontrowersje z nich wynikające są kwestią tylko i wyłacznie mentalnośc społecznej. Kwestia sama w sobie jest pusta. Nie istnieje dopóki człowiek o tym nie zadecyduje.Tutaj jarciu mówisz o tym co ja, że wszystko zależy od umysłu, który interpretuje zjawiska. Tak naprawdę zjawiska są takie same tylko nasze umysły je inaczej odbierają, jeden mówi homoseksualizm jest git, drugi fuj, trzeci neutralny pozostaje
|
|
| | | |  | | Itachi-san (468 punktów) | > Wystarczy ograniczyć emisje nadawanych progamów w teelekranie i już jestesmy bliżej rozwiązania. Tylko dlaczego tak trudno ? Bo pieniążki i władza stoją na drodze. A jak mawiał Erazm z Rotterdamu "Gdy Złoto przemawia, Elokwencja staje sie bezsilna."Dodam od siebie, z tego wzgledu że znam też środowisko medyczne. Otóż lekarze, często podpisują się pod jakimś lekiem że jest nieszkodliwy lub ma mało skutków ubocznych, a rzeczywiste niebepieczeństwa są zatajane, tylko po to by nabić skarbonkę farmaceutą i lekarzą. Taka mentalnośc ludzka. Moja hipoteza- gdyby nie wymyślono kasy to chyba byśmy nie mieli tylu problemów
|
|
| |  | | Itachi-san (468 punktów) | >Moim zdaniem są to problemy, których nie mozna rozwiązać na płaszczyznie racjonalnej.
To spróbujmy empirizmem!
Może jestem niepoprawnym optymistą ale uważam, że jak się przyłożyć do pracy umysłowej czy konwencjonalnej to wszystko można rozwiązać.
PS. Mógłbyś pisaś trochę w innym stylu graficznym. Piszesz bardzo ciekawie, obszernie, jednak w tej objętości można trochę pogubić najważniejsze treści. Dlatego radzę korzystać z myślników, akapitów jak najczęściej a nawet punktów gdy trzeba. Może także skrócić objetość.
|
|
| |  | | Itachi-san (468 punktów) | >Walka "tradycjonalistów" ze "zwolennikami tolerancji"
Trzeba jeszce zauważyć, że gdy zwolennicy tolerancji walczą agresywnie to już są właściwie "zwolennikami nietolerancji", anarchistami.
|
|
| |  | | Itachi-san (468 punktów) | > Mnie te antagonizmy nie zamują bo wiem, że nie ma w nich nic zasadnego, a jedynie płaci sie za nie straconym czasem, nerwami i wrogością do drugiej osoby.
I dobrze rozumujesz, więc konieczna jest tolerancja odmienności, ale też nie bierność, a także praca nad tym światem w miarę możliwości (nad rzeczywiście ważnymi problemami lub mówiąc ianczej najważniejszymi), byłoby najlepiej...
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | > Reasumując uważam, że homoseksualizm, eutanazja, feminizm, aboracja itp. itd. są problemami rodmuchanymi, które nie istnieją, a służą jedynie do siania nienawiśći społecznej.> Poruszyłeś jarcio ciekawy temat czyli (użyję parafrazy) "czy rzeczywiście te sprawy aborcja, eutanazja, homoseksualizm, feminizm są ważne?". Nie mniej są to trudne pytania. Obydwoje mohawk i ty macie rację (pomimo, że to przeciwstawne poglądy), ja też dodam swój skromny udział, jednak pomimo tego nie ma rzadnej jedynie słusznej racji. Każdy z nas ma własny umysł i częściowy ogląd problemów... Otóż wszelkie antagonizmy wynikają z niewiedzy, nietolerancji, lub chociażby braku próby wysłuchania drugiej strony, tego co ma do powiedzenia lub cierpliwości. Dodam więcej, zbyt ostra krytyka służy tylko wzmacnianiu stereotypów i uprzedzeń. Stąd tylko niewielki krok i powstaje fundamentalizm co do słuszności jedynie słusznej drogi, a wtedy powstaje wojna domowa (np. pomiędzy zwolennikami czarnego, a białego) lub święte wojny w przypadku religii. Każdy z nas jest przekonany o swojej nieomylności, z reguły w nawet największym altruiście jest nutka egocentryka... Brak nam autorefleksji! Wracając do meritum. Trzeba uszanować i indywidualność człowieka jak i dążyć do jakiś wspólnych celów jako jakaś społeczność czy to kółko modelarskie, państwo cyz nowe imperium ala UE. Rozwiązanie jest następujące, ale zanim by to nastąpiło musiałoby upłynąć wiele lat (czyt. mentalność ludzi się zmienić). Społeczeństwo i państwo można porównać do firmy, a firmę do małżeństwa. Ustalamy pewne zasady (prawa) w małżeństwie, żeby w miarę dobrze to ze sobą współgrało i usalamy cele wspólne np. posiadanie 2 dzieci, jak i każdy z małżonków ma cele indywidualne. Gdy jedna osoba łamie zasady druga strajkuje. Dodatkowo małżństwa (te co się nie rozpadają) zazwyczaj najpierw realizują wspólne cele. Tak samo z państwem powinno być. Więc dobrze byłoby, żebyśmy najpierw skupili się na tym co nas łączy, a dopiero pożniej co nas dzieli jednocześnie zachowując szacunek dla odmienności. Co mogłoby nas łączyć? Np. budowanie szpitali, poprawę usług medycznych, lepsze szkolnictwo, reformę systemu urzędniczego i politycznego na wzór 'dojrzalszych republik', budowanie miejsc pracy czy nawet inwestycja w ochronę zabytków, przyrody. Poza tym powinno się ustalić priorytety, bo im więcej się zajmiemy odległymi dziedzinami tym mniej osiągniemy. Czyli najpierw zajmujemy się załóżmy medycyną, szkolnictwem i reformą polityczno-administracyjną. Te wszystkie cele różniące czyli homoseksualizm, aborcja, eutanazja... są mniej ważne, ale jednak też ważne zwłaszcza dla ludzi zainteresowanymi tymi problemami. Ja rozwiązałbym to tak, jednak to jest nie możliwe chyba. Prezydent ma podobno władzę do ustanawiania dekretów (dzisiaj prezydent to słaba chorągiewka  ), więc można by to szybko rozwiązać wydając krótką notkę, a nie zaawansowaną ustawę i sformułować ją tak-"Każdy ma prawo dokonać aborcji, eutanazji, żyć w związku homoseksualnym zgodnie ze swoim sumieniem. Inni ludzie o innych poglądach mają obowiązek tolerować ich, lecz nie koniecznie akceptować" Jak to wyjaśnić? Tolerancja jest węższym słowem. Gdy mówimy, że coś tolerujemy to znaczy, że 'przymykamy oko' na inność, a gdy akceptujemy to dodatkowo robimy tak. Np. między tolerancją, a akceptacją prostytucji jest subtelna różnica (w drugim przypadku też korzystamy z prostytucji). Ludzie tej różnicy nie dostrzegają i te słowa są używane zamiennie. Dlatego ważna jest tolerancja inności czyli innego wyznania lub jego brak (brak wyznania), innych poglądów np. aborcji itd. lecz nie koniecznie akceptacja. Zainteresowanych odsyłam do www.sjp.pwn.pl i proszę porównać znaczenie dwóch słów. I właściwie w tym wypadku problemy byłyby rozwiązane gdyby ludzie stali się bardziej tolerancyjni do inności (czy parafrazując odmiennych interesów, innego stylu życia), po drugie łączył ich jeden wspólny cel. Czego Polsce i Polakom brak? I jednego i drugiego. A jak osiągnąc tolerancję? Proste i zarazem trudne... Trzeba nauczyć się być życzliwym, nabrać szacunku dla inności i zrozumieć, że opinia innych jest tylko opinią, niczym więcej. To tylko zbitka słów. Dodatkowo ważna jest cierpliwość w wysłuchiwaniu innych. Ważne jest też właściwe kształcenie i nauczenie się mniej krytykować innych za jakieś odstępstwa od normy ('normy' czyli naszej 'urojonej' interpretacji w mózgu zachodzącej na poziomie przemian chemiczno-elektrycznych w mózgu, a następnie psychologicznych , bo trudno powiedzieć co jest normą), a krytykować tylko i wyłącznie za bardzo negatywne zjawiska (kradzież, zabójstwo itd.). Wtedy byłoby okej i antagonizmy byłyby tolerowane, a ludzkość złączona pod wspólnym sztandarem realizowała by wspólny cel i dodatkowo nie rezygnowała z własnych. Gdyby jeszcze dodać równość finansową i wogule, brak zabójst i kradzieży etc. to chyba byśy mieli raj biblijny lub buddyjskie shangri-la  Ważne powtórze! Przede wszystkim, trzeba zrozumieć, że opinia innych jest tylko opinią i z tego powodu nie musimy się kłócić, lać i zabijać. A ludzie to lubią i niestety mało to rozumie... Wciąż zbyt dużo agresji, dużo braku rozsądku. Na pewnych poziomach z punktu widzenia biologii człowiek to wciąż jaskiniowiec, ale zaopatorzny w komórkę i komputer... Bez obrazy, to tylko fakty biologiczne... Tak samo jak słowa innych nie są tym co może nas zranić jak nóż. To zależy od tego jak reagujemy na te słowa czyli czy wpadniemy w złość, smutek czy zachowamy pogodę ducha (parafraza nasza własna analiza w mózgu). Ludzie zbyt wielką uwagę przywiązują do słów innych. Nie umieją się zdystansować. Mają wiele kompleksów. Przez to np. politycy oskarżają kogoś o głupoty np. że ktoś obraził ich uczucia religijne jakąmś reklamą z Jezusem w stringach czy mówiąc Karol Wojtyła zamiast papież i grożąc nieszczęśnikowi banicją, eksomuniką ewentualnie rozlewem krwi. Więc Polaków (Świat) należy też odkompleksić. Człowiek zakompleksiony wszędzie będzie widział wrogów i obłudników i będzie się złościł
|
|
|  | | Itachi-san (468 punktów) | Człowiek zakompleksiony wszędzie będzie widział wrogów i obłudników i będzie się złościł i walczył z całym światem (odmiennym poglądem). Człowiek niezakomleksiony o silnym charakterze lub wierze w jakiegoś Boga, krytykę zlekceważy, obróci w żart, a nawet wysłucha innych i pojdzie czasem z innym na piwo  . Są księża, którzy gratulują Agnosiewiczowi (jak ktoś nie wie redaktor Racjonalisty) świetnej roboty i nie widzą w tym nic złego, żadnej wrogości z jego strony i zresztą sami nie atakują. Jest to postawa jaką przedstawiłem umiejętność słuchania innych i tolerancji odmienności i zrozumienia, że pomimo odmienności nie musimy się kłócić, lać, zabijać, a możemy poprostu wysłuchać odmiennego zdania, poznać je, a potem pójść każdy w swoją stronę z nowymi przemyślemiami. W ten sposób każdy zostaje przy swoim światopoglądzie, nikogo nie nawraca, ale też nie zmienia poglądów jak rękawiczki czyli np. pan Agnosiewicz (uwziełęm się  ) pod wpływem księdza i na odwrót. Jest to postawa równości i tolerancji, i jest ona najlepsza, ale długa do niej droga (poza tym i tak nigdy nie bedzie 100%, moze co najwyzwej 80%), aczkolwiek świat staje się coraz bardziej 'sprawiedliwszy', 'równiejszy' i 'tolerancyjniejszy' (ale nie Polska). Trzeba tylko wytłumaczyć wiele Afrykańczykom i Arabom inaczej czeka nas wojna, za to że nam się lepiej żyje a nim gorzej. Jak mówił Nietze "Troszcz się o swoich wrogów" lub Tenzin Giaco XIV Dalajlama (nie jestem buddystą, ale lubię ich, dlatego zdarza mi się czesto powoływać na ich różne słówka  ) "Bądz samolubny z głową, troszcz się o innych". Pozrawiam. Macie chłopaki po plusie, będę chojny dzisiaj...
|
|
| Adam | Są to tematy zastepcze z lubością eksploatowane przez tzw. Nową Lewicę i Nową Prawicę. Te dwie grupy różnią się jedynie stosunkiem do aborcji, eutanazji i homoseksualizmu, zaś problemy zwykłych ludzi: bezrobocie, przestępczość, biurokracja itd. mają gdzieś.
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | >Są to tematy zastepcze z lubością eksploatowane przez tzw. Nową Lewicę i Nową Prawicę. Te dwie grupy różnią się jedynie stosunkiem do aborcji, eutanazji i homoseksualizmu, zaś problemy zwykłych ludzi: bezrobocie, przestępczość, biurokracja itd. mają gdzieś. >
Odwracanie uwagi od siebie a zwracanie na innych (inne problemy) jest zawsze lepsze (łatwiejsze, zwłaszcza dla leni i egoistó) niż spojrzenie prawdzie w oczy jak jest naprawdę... i zawalczenie z tą prawdą, by zmienić coś na lepsze.
Niestety świat to nie raj... Pozdrawiam
|
|
| Itachi-san (468 punktów) | Dzięki za dużo plusów Jarciu Pozdrawiam
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|