Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jeśli możesz......

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
19-11-2004 21:14Patuszkin (2279 punktów)Jeśli możesz......
Podobno w czasach Jezusa słowo "wiara" nie znaczyło "wierzyć w istnienie Boga", lecz "wierzyć Bogu, ufać jego głosowi i podążać za nim." Jeśli spojrzymy na ten problem z takiej perspektywy, okaże się dla Jezusa problem istnienia bądź nieistnienia boga był pozbawiony sensu. Jezus wiedział, że Bóg jest. Nie musiał w to wierzyć. Problemem natomiast było zaufanie do bożego głosu. (Prawdopodobnie ten sam problem miał Kartezjusz i dlatego w "Medytacjach" wysunął hipotezę "Ducha Zwodziciela.")
Jeśli ktoś uważa, że Bóg istnieje, to mnie to zupełnie nie dziwi. Dziwi mnie natomiast kiedy ktoś mówi, że Bóg jest osobą, która stworzyła świat z niczego i egzystuje gdzieś poza czasem, mając przy tym wolną wolę....itp.
Myślę, że w takich przypadkach, ludzie kierują się "wiarą" i zaufaniem, ale nie w stosunku do Boga, ale w stosunku do autorytetów, które wymyśliły i wymyślają podobne rewelacje.
Być może się mylę, ale religia oprócz funkcji społeczno-politycznych, posiada funkcję "naprowadzającą". Chodzi mi o to, że religia ma doprowadzić do "sytuacji otwarcia". Wtedy problem istnienia Boga znika zupełnie. Natomiast pojawia się problem: czym jest Bóg?. I w tym momencie kończy się religia a zaczyna filozofia.
Pamiętam, że wiele do myślenia dała mi hipoteza, którą wysunął Hegel. Twierdził on, że Jezus wcale nie uważał, jakoby Bóg był osobą i stworzył świat. Określał on Boga jako "Ojca" ale tylko z tego powodu, że Żydzi byli przyzwyczajeni do takiego języka. I gdyby wyszedł na ulicę i zaczął opowiadać o bezosobowym absolucie, prości ludzie nie zrozumieliby go i być może śmialiby się z niego, uznając go za nieszkodliwego wariata. Żeby znaleźć posłuch musiał przyodziać swoje idee w stereotypowe religijne ubranko. I rzeczywiście znalazł.
Może warto jeszcze raz podkreślić: gdyby Jezusowi ktoś zaproponował dyskusję na temat istnienia Boga pewnie zasmuciłby się bardzo i poszedłby do pobliskiego szynku wychylić ze dwie setki na poprawę humoru. Podejrzewam, że Maria Magdalena nie przyglądałaby się biernie cierpieniom swego przyjaciela. Pewnie przyłożyłaby dociekliwemu rozmówcy patelnią, żeby więcej głupich pytań nie zadawał i nie stresował mistrza.
A na pytanie: czym jest Bóg? Jezus być może odpowiedziałby: Nie wiem kolego, ale wiem jedno: trzeba wierzyć jego głosowi. A teraz idę do Madzi......
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

gandhi
Istnieją niezliczone definicje Boga, gdyż niezliczone są dowody Jego istnienia. Napełniają mnie one podziwem, czcią i na chwilę oszołamiają. Ale ja uznaję Boga jedynie jako najwyższe wcielenie Prawdy. Nie znalazłem Go jeszcze, ale wciąż Go poszukuję i gotów jestem na drodze tych poszukiwań złożyć w ofierze wszystko, co posiadam najdroższego. Nawet gdyby ta ofiara wymagała mego życia, sądzę, że byłbym gotów je poświęcić. Dopóki jednak nie zdołałem poznać Absolutnej Prawdy, muszę pozostać wierny względnej prawdzie, a więc takiej, jak ją sobie wyobrażam. Ta względna prawda musi być dla mnie -na razie - moją latarnią morską, moją tarczą i puklerzem. I chociaż obrana przeze mnie ścieżka jest stroma, wąska i niekiedy ostra jak ostrze brzytwy, dla mnie była ona jednak najkrótsza i najdogodniejsza.
Nawet moje błędy, wielkie jak Himalaje, wydały mi się fraszką, gdyż wiernie trzymałem się tej ścieżki. To ona ustrzegła mnie od poważnych kłopotów, szedłem więc naprzód zgodnie z prowadzącym mnie światłem. Niekiedy w moim posuwaniu się naprzód przytrafiały się chwile, gdy strwożonym spojrzeniem zdawałem się dostrzegać Absolutną Prawdę i Boga, wtedy z każdym dniem mocniej rosła we mnie pewność, że jedynie On jest czymś realnie istniejącym, zaś wszystko inne jest nierealne.
Niechże więc ci, którzy tego pragną, uprzytomnia sobie, jak bardzo to przeświadczenie brało we mnie górę, niech zechcą uczestniczyć w moich poszukiwaniach, a także - jeżeli potrafią - niech dzielą ze mną moją wiarę.
Następnym przeświadczeniem, którego nabrałem, było to, że jeżeli cokolwiek jest dostępne dla mnie, tym samym jest dostępne nawet każdemu dziecku. Miałem zresztą bezsporne powody, by tak twierdzić.
Środki, jakimi należy się posługiwać przy poszukiwaniu prawdy, są zarówno bardzo proste, jak bardzo skomplikowane. Mogą się one jednak wydać wręcz nie do pomyślenia zarówno zuchwalcowi, jak niewinnemu dziecku.
Człowiek poszukujący prawdy winien być skromniejszy od pyłu zaścielającego ziemię. Życie potrafi skruszyć proch pod jego stopami na najdrobniejszy pyłek, lecz poszukiwacz prawdy sam winien być tak skromny, że nawet ów pył jest w stanie go skruszyć. Tylko wtedy i dopiero wtedy dostrzeże on prawdę. 8)
Żniwiarz (103 punktów)
Polecam skromność w relacjach partnerskich!
W wyborze natomiast pomiędzy nic nie znaczącym pyłkiem spoglądającym z zachwytem na Himalaje i tam odkrywającym swoją małość a uduchowioną jednostką z nadzieją ponad egzystencjalną dla której Himalaje to piękno tylko dlatego, że tak je określa to wybacz ale większość wybierze to drugie.
A co z tymi, którzy wolą być mali?
Z wielkością duchową idzie wielka miłość a z nią mimowolnie idzie pomoc.
Żniwiarz (103 punktów)
Na wstępie muszę pogratulować postu i pełen poparcia dla zawartej w nim inicjatywy odpowiem na tytułowe zapytanie:

Mogę.
Bóg jest.
Czy muszę w niego wierzyć?
Po co wierzyć w coś co jest?
Religia?
Nie.
Pytam: Czym jest Bóg?
"Pytajcie..." (Jezus)
Szukam: Gdzie jest Bóg?
"Szukajcie..." (Jezus)
Szacunek dla Boga?
"Nie waż się wykorzystywać Boga narzędziowo, nie posługuj się Bogiem dla realizacji własnych idei, nie poniżaj Jego wizerunku kreując go poprzez pryzmat własnych dobrych intencji gdyż nimi usłana jest droga do piekła i to nie tego fikcyjnego ale tego, którego doznasz nie koniecznie Ty ale Twoje dzieci TU NA ZIEMII." (Żniwiarz)

W rozważaniach nad pojęciem Boga oraz uduchowienia zwierzęcia człowiek należy przynajmniej zdystansować się do wszystkich religii i faktycznie spojrzeć na siebie, świat i potrzeby subiektywne jednostki ludzkiej biorąc jako narzędzia osiągnięcia filozofii, języka i nauk ścisłych. Potrzebny jest do tego umysł analityczny zdystansowany głęboko do samego siebie, a jako taki wpierw zauważy pierwszą przyczynę swojego zaistnienia a jest nią podrzędność ciała w stosunku do siebie (umysłu czy może ducha) i "ponad materialność" (zakłada możliwość świadomego bytu ponad egzystencjalnego i transformację materii w pełnym wymiarze dla potrzeb zmysłów fizycznych i duchowych)

Tak więc założenie, że Bóg istnieje w tym sensie, że wszechświat bez względu na rozmiar ma sens ponadczasowy i ponad zmysłowy fizycznie (ponad rzeczywistość dostępną zmysłom fizycznym nośnika typu ciało ludzkie) ma głęboki sens i może ono mieć zbawienny charakter przynajmniej dla naszej egzystencji.

Użycie słowa "przynajmniej" jest uzasadnione przy twierdzeniu(hipotezie), że tak rozumiany Bóg nie istnieje i że jesteśmy tylko przypadkowym tworem materii (oczywiście energii nie pomijając).
równolegle:
Użycie słowa "przynajmniej" przy twierdzeniu(hipotezie), że tak rozumiany Bóg istnieje, może być uzasadnione jeżeli jest to pierwszy krok do wyróżnienia Nas - żyjących w obliczu śmierci - do poznania Boga, jeśli ON tego zechce.

To co jeszcze mogę napisać to "hipotetyczny problem" sensu naszego istnienia.

Jeżeli jesteśmy materialnym generatorem różnicującym i wzbogacającym świat metafizyczny o nowe indywidua (choćby w sensie doświadczania materii jako takiej przy niepełnej samoświadomości) i w konsekwencji tego jesteśmy początkiem dla nowych istot duchowych to istnieje podejrzenie, że nie jest nam dane na tym etapie poznać Boga bo zmieniło by to sens naszego istnienia.

Pozostaje jeszcze pytanie o religie.
Jeżeli ktoś nie zrozumiał o czym pisałem, niech spróbuje raz jeszcze bo nie można powiedzieć, że religia rodzi zło i przyjąć tego faktu bezkrytycznie na zasadzie ślepej wiary - do zrozumienia tego po prostu trzeba dojrzeć.
albo
podpowiem
Czy zwyrodniały wizerunek Boga podtrzymywany przez religie nie przyczynia się do odrzucenia go w całości przez myślących i nie jest problemem zamknięcia się umysłu na metafizykę i życia bądź w konflikcie z samym sobą bądź w mirażu przy akceptacji tylko doświadczeń fizycznych?
chaos (100 punktów)

>Tak więc założenie, że Bóg istnieje w tym sensie, że wszechświat bez względu na rozmiar ma sens ponadczasowy i ponad zmysłowy fizycznie (ponad rzeczywistość dostępną zmysłom fizycznym nośnika typu ciało ludzkie) ma głęboki sens i może ono mieć zbawienny charakter przynajmniej dla naszej egzystencji.

sens czyli cel i powód? bo wszechświat i człowiek bez ponadczasowego/absolutnego celu i powodu jest równie logiczny co ten w który ty wierzysz... czyli tez ma sens...
idziesz ulicą i się potykasz... leżysz na ziemi i nie zastanawiasz się czy to zdarzenie miało sens czy nie... miało swoją przyczyne ale nie miało celu... nie powiesz że to było bez sensu...
tak więc zimny i bezduszny wszechświat jest równie sensowny... głębokość sesu to odczucie bardzo subiektywne...

zbawienny charakter wiera chrzescijańska (na przykład) już ma...
ale ja wolałbym by moje dzieci zbudowały swoją moralność nie na dogmatach i absolutach...

>Czy zwyrodniały wizerunek Boga podtrzymywany przez religie nie przyczynia się do odrzucenia go w całości przez myślących i nie jest problemem zamknięcia się umysłu na metafizykę i życia bądź w konflikcie z samym sobą bądź w mirażu przy akceptacji tylko doświadczeń fizycznych?

Odrzucam boga gdyż go nie potrzebuje...
Żniwiarz (103 punktów)

>sens czyli cel i powód? bo wszechświat i człowiek bez ponadczasowego/absolutnego celu i powodu jest równie logiczny co ten w który ty wierzysz... czyli tez ma sens...
>idziesz ulicą i się potykasz... leżysz na ziemi i nie zastanawiasz się czy to zdarzenie miało sens czy nie... miało swoją przyczyne ale nie miało celu... nie powiesz że to było bez sensu...

To co napisałeś wydaje się być słuszne.
Spróbujmy jednak uzupełnić założenia do rozważań.
Po pierwsze nie liczę się ani ja ani to w co wierzę.
Ciekawi mnie problem czy zakładając istnienie Boga (tu potrzebna jest jakaś definicja), możliwe jest wyzbycie się potrzeby wiary w niego.
Inaczej skoro zakładam, że Bóg (sens, idea) jest, to co z tego wynika?, jak ma się do tego mniej czy bardziej groźna religia?

>tak więc zimny i bezduszny wszechświat jest równie sensowny... głębokość sesu to odczucie bardzo subiektywne...

interesuje mnie to co ma wpływ na odczucia bardzo subiektywne.

>zbawienny charakter wiera chrzescijańska (na przykład) już ma...

na otwartość w poznawaniu Boga?

>ale ja wolałbym by moje dzieci zbudowały swoją moralność nie na dogmatach i absolutach...

a więc na czymś Ci zależy, potrafisz im to zapewnić? Bezproblemowo?

>Odrzucam boga gdyż go nie potrzebuje...

A co z tymi, którzy go potrzebują? Co im zaoferujesz? Może jest szansa by zaszczepić w nich brak potrzeby?

Obaj wiemy, że bezpieczeństwo Twojego braku potrzeb w kwestii "BÓG" musi być zapewnione akceptacją tegoż braku potrzeby u sąsiada. Jeśli zaś potrzebę sąsiada wypełni religia zamiast otwartość umysłu na poznanie Boga wyzwolona na początek chociażby jakąś pozornie abstrakcyjną tezą to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że może grozić Ci nietolerancja lub zdarzenie "losowe", którego dziś można by spróbować uniknąć.

Napiszę to podobnie jak Ty:
Idziesz ulicą i się potykasz. Normalnie utrzymałbyś właściwe tempo marszu gdyby nie podmuch w plecy, który był niczym innym jak pochodną wybuchu samochodu pułapki, w którym wysadził się ktoś, kto w puste miejsce, z istnienia którego może wynikać potrzeba "Boga" dostał od demokratycznie tolerowanej seksty religijnej pseudo boskie wytyczne potrzebne do samorealizacji.

I tak oto jego (samobójcy) subiektywne głębokie odczucie sensu zdominowało cudze, odmienne i co gorsza przemnożone przez ilość niewinnych ofiar.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365