Racjonalista - Strona głównaDo treści
Teresa

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
21-11-2004 22:28Czy trudno jest być ateistą?Teresa
Podobno autentycznym ateistom nie jest łatwo w tym kraju. Bycie ateistą wymaga wiele wysiłku, siły charakteru, odwagi, wiary (w samego siebie) oraz potencjału intelektualnego. Jak napisał Joachim Patryas: "Ateista w naszym kraju idzie pod prąd, wielu dominujacym, katolickim tradycjom, ustawodastwa i jego praktyki wykonawczej /nauka religii - głównie w przedszkolach, ustawa antyaborcyjna itp./."
A ja słyszałam kiedyś o człowieku, który wykazał się chyba taką siłą woli i zdobył na taki wysiłek jak nikt (nie wiem czy był ateistą, czy katolikiem). Był to alkoholik, któremu trzy razy zaszywano esperal o on go potrafił zapić! "Co niesamowita siła woli i charakteru!!"- tak jego wyczyny skomentowała pewna terapeutka.
Mówiąc poważnie - poważnie myli się ten, kto uważa, że dokonywanie aborcji czy eutanazji jest wyrazem silnej woli i charakteru, wręcz przeciwnie jest wyrazem słabości. Aborcja dokonywana jest zazwyczaj w tragicznych okolicznościach w sytuacji, gdy urodzenie dziecka wydaje się zbyt trudne (albo zbyt komplikujące życie). Eutanazja tak samo - gdy życie wydaje się bez sensu, pełne bólu, albo, gdy człowiek czuje się niekochany (czuje się ciężarem dla innych). O wiele trudniej jest nie dokonywać aborcji ani eutanazji niż je dokonywać, bo czasami wymaga to wręcz heroicznej postawy. Dla niektórych ludzi też o wiele trudniej byłoby żyć w celibacie niż w nieczystości, w trzeźwości niż po pijaku, itd.
Każdy musi zapytać sam siebie czy istotnie wybiera to, co trudniejsze (od tego, co łatwiejsze) i uważać aby jego silna wola nie stała się parodią silnej woli tak, jak u wcześniej wspomnianego alkoholika.
Pozdrawiam

jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Jakby to powiedzieć i nie wywołać u ciebie szoku prowadzącego do (w najlepszym wypadku) zawału lub (w najgorszym wypadku) do natychmiastowego zgonu?... Otóż ATEISTA to niekoniecznie osoba popierająca aborcję czy eutanazję. Rozumiem, że swój pogląd na ATEIZM i ATEISTÓW czerpiesz ze źródeł, które uważasz za JEDYNIE wiarygodne, a więc pogadanek w Radiu Maryja czy felietoników w Naszym Dzienniku, ale może nie byłoby nic złego w SPRAWDZENIU czym NAPRAWDĘ jest ATEIZM?

Po zrewidowaniu poglądów na ateizm przyjdzie pora na poznanie argumentów świadczących za tym, że teizm z jego wiarą i nadzieją na rozwiązywanie ludzkich problemów na drodze boskiej interwencji, z jego obietnicą zadośuczynienia za "niesprawiedliwość" i "krzywdy" jest kierowany do ludzi słabych, a przy tym nastawionych roszczeniowo do życia i do innych. Ale to później i nie załamuj się - może nigdy w twoim przypadku nie dojdzie do tak "straszliwych" przewartościowań.

Drobner
Cześć Tereska!
Chciałem Cię tylko uwiadomić, że to jest FORUM serwisu RACJONALISTA a nie AMBONA kościelna.
NAPRAWDĘ NIE MUSISZ TU WCHODZIĆ.......
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Powoli, Panie Drobner... gdzież jak nie na forach antyreligijnych i pośród kogo jak nie pośród "szatańskiego pomiotu" godzi się nieść Słowo Boże, hę?
Drobner
>Powoli, Panie Drobner... gdzież jak nie na forach antyreligijnych i pośród kogo jak nie pośród "szatańskiego pomiotu" godzi się nieść Słowo Boże, hę?

Od pewnego czasu Teresa spamuje na forum.
Żeby chociaż coś nowego, ciekawego powiedziała.

Poza tym, wolność słowa polega na tym, że MOŻNA mówić co się chce, a nie na tym, że TRZEBA mówić co się chce.... Zwłaszcza powszechnie znane komunały.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Od pewnego czasu Teresa spamuje na forum.
No cóż, jakkolwiek by nie rozumieć "spamowania" forum, to akurat teksty Teresy nie wydają mi się najgorsze pod jakimkolwiek względem. Bywają mniej czy bardziej nawiedzone, bywają oparte na całkiem błędnych przekonaniach (jak ten, że ateizm=poparcie dla aborcji i eutanazji), za to nie są pisane z ledwie hamowaną nienawiścią, z pianą na ustach, którą plują tu co niektórzy, gdy im sztucznie poprzylepiane maseczki intelektualistów opadną. Teresa nie zaśmieca forum pisaniem niby odpowiedzi w stylu "Ja pisałem? Ja nie pisałem!" itd. itd. - kto czytuje forum ten wie, o kim mowa.

>Żeby chociaż coś nowego, ciekawego powiedziała.
Trudno wymyślić coś nowego, gdy się propaguje coś tak starego jak pierwotne zabobony przekształcone w również stareńkie religie.

>Poza tym, wolność słowa polega na tym, że MOŻNA mówić co się chce, a nie na tym, że TRZEBA mówić co się chce.... Zwłaszcza powszechnie znane komunały.
Niestety - wolność słowa sprowadza się wyłacznie do pierwszego składnika - że można.
Drobner
>Powoli, Panie Drobner... gdzież jak nie na forach antyreligijnych i pośród kogo jak nie pośród "szatańskiego pomiotu" godzi się nieść Słowo Boże, hę?
Podobno nie rzuca się 'pereł' przed 'wieprze' 8)
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Podobno nie rzuca się 'pereł' przed 'wieprze' 8)
To jest jakaś ateistyczna, a więc niemoralna i pozbawiona miłości bliźniego sentencja I oczywiście nieistotne jest skąd pochodzi
Drobner
Dzięki jeyes za te buźki!
Tak! Teraz to widzę że to dowcip. Jakby tak wszyscy jasno pisali ....
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Kolego Drobner - tym między innymi różnią się ateiści i racjonaliści od religiantów, że ci drudzy mają poczucie humoru=0 lub <0
A jak wiadomo, poczucie humoru jest podstawowym wyznacznikiem inteligencji
PS Łatwo sprawdzić, że się nie mylę - wystarczy poczytać posty na forach...
Drobner
>Panie Drobner [..]
>Kolego Drobner [..]
Po pierwsze bez wyzwisk! Ty... Ty.. jeyesie... yejesie...

> tym między innymi różnią się ateiści i racjonaliści od religiantów, że ci drudzy mają poczucie humoru=0 lub <0
Patrz, a ja, koturnowato myślałem, że to o światopogląd chodzi! Jaki ja głupi....
(a może ja wyjątek, co regułę potwierdza?)
[No dobra : zagalopowałem się, przyznaję, z nieznanych przyczyn rozjuszyłem się]
Dzięki, za otrzeźwienie..... (dobrze, że nie wdrodze policzkowania)
(Ale co to jest to duże O? z którym wszystko porównujesz?)

>A jak wiadomo, poczucie humoru jest podstawowym wyznacznikiem inteligencji
Jakby nie ta buźka to ZNÓW wziąłbym to poważnie...

>PS Łatwo sprawdzić, że się nie mylę - wystarczy poczytać posty na forach...
[ok. zbłaźniłem się! ale nie musiałem Go znać. forgiw mi Kafirze]
leo_z (935 punktów)
>Podobno autentycznym ateistom nie jest łatwo w tym kraju...
Poniżej przytaczam trzy fragmenty tekstów, które Tobie Tereso powinny dać trochę do zastanowienia.

(...)W powstawaniu i rozprzestrzenianiu się ateizmu "niemały udział mogą mieć wierzący". Dlaczego? Bo wskutek "braków w ich własnym życiu religijnym, moralnym i społecznym, powiedzieć o nich trzeba, że raczej przesłaniają, aniżeli pokazują prawdziwe oblicze Boga i religii" . Bolesna prawda. Bo człowiek z natury jest otwarty na Boga. I jak znam życie i świat, to właśnie gorszące życie chrześcijan jest najczęstszym powodem ateizmu. Zwłaszcza wtedy, gdy gorszycielami są ci, którzy powinni być nauczycielami wiary i świadkami miłości.
(...)A jeśli spotykam niewierzących (a spotykam), to nie osądzam, nie biadolę, nie wypominam, nie wytykam im tego. Staram się wtedy być sobą - zwykłym człowiekiem
ks. Tomasz Horak

Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą w prawdziwej wierze: w tym sensie ateizm jest oczyszczeniem. Tą częścią mojej istoty, która nie jest przeznaczona dla Boga, powinnam być ateistką. Wśród ludzi, u których nie obudziła się nadprzyrodzona część ich istoty, ateiści mają rację, a wierzący jej nie mają.
Simone Weil

Także bowiem ateiści są ludźmi wierzącymi w określony sposób rozumienia człowieka i sensu jego życia. Wiedza zdobyta zgodnie z metodami naukowymi w dużym stopniu wyjaśnia tajemnicę świata, ale tylko w niewielkim stopniu odsłania tajemnicę człowieka.
Ks. Marek Dziewiecki

Nawiązując do Twojego wstępu, zastanawiam się Tereso, czy aby jesteś autentyczną, wierzącą katoliczką
pozdrawiam
kafir (363 punktów)
Nie widzicie ślepcy, że dokonywanie aborcji czy eutanazji jest istotą ateizmu?
Niech walka z tym pijackim smokiem stanie się nadrzędnym celem każdego wszechpolokatolika.
Tereso!
Jestem z tobą, a Bóg z nami!
ps. albo na odwrót
Drobner
>Nie widzicie ślepcy, że dokonywanie aborcji czy eutanazji jest istotą ateizmu?
A nie widzisz, że indoktrynacja i konformizm jest istotą religii?
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Panie Drobner! Odrobinę poczucia humoru, odrobinę wyczucia ironii!
Teresa
>Panie Drobner! Odrobinę poczucia humoru, odrobinę wyczucia ironii!
>

Właśnie, Panie Drobner ten dział nazywa się "Filozofia" a nie "Racjonalizm" a własnie
w filozofii jest również miejsce na stawianie sobie pytań moralnych.
Jednym z działów filozofii jest etyka.
Wbrew pozorom wielu myślicieli (w tym niewierzących) od takich pytan się bynajmniej nie uchyla (uchylało).
Celem etyki jest krytyczna analiza podstawy współczesnej moralności. Jeżeli Pan uważa, że jest coś zaszczytnego w dokonywaniu aborcji albo eutanazji to poproszę o argumenty.
Odsyłanie mnie na ambonę jest w tym momencie dużo poniżej przyjetego tu poziomu.

Jeyes, to super, że ateiści "nie koniecznie" popierają aborcję i eutanazję... co za ulga
Dzięki Ci za obronę moich wypowiedzi. Cieszę się, że nie "najgorzej" mnie oceniasz .
Drobner
>w filozofii jest również miejsce na stawianie sobie pytań moralnych.
nie wszystko podlega ogólnym 'moralnościom' (cokolwiek ona znaczy). W szczególności zaś to, co człowiek robi ze swoim własnym ciałem. Jasne?
>Jeżeli Pan uważa, że jest coś zaszczytnego w dokonywaniu aborcji albo eutanazji to poproszę o argumenty.
nazwijmy po imieniu: bezczelna insynuacja i manipulacja
>Odsyłanie mnie na ambonę jest w tym momencie dużo poniżej przyjetego tu poziomu.
nie odsyłam: zarzucam Ci, że robisz ambonę z tego forum
>Jeyes, to super, że ateiści "nie koniecznie" popierają aborcję i eutanazję... co za ulga
To widać, że dopiero teraz się o tym dowiedziałaś
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Dzięki Ci za obronę moich wypowiedzi.
Nie broniłem twych wypowiedzi, broniłem twego prawa do pisania na forum
>Cieszę się, że nie "najgorzej" mnie oceniasz
Krótkiej ocenie poddałem twe posty w porównaniu do postów cyników i megalomanów autentycznie zaśmiecających fora Racjonalisty. Na ich tle wypadasz nieźle , chociaż pisząc, że ateizm = propagowanie aborcji i eutanazji niebezpiecznie zbliżyłaś się do poziomu radiomaryjnych ideologów. Może zresztą współpracujesz z RM czy ND, wówczas bym się nie dziwił.
Drobner
>>Dzięki Ci za obronę moich wypowiedzi.
>Nie broniłem twych wypowiedzi, broniłem twego prawa do pisania na forum
Nikomu nie zabraniałem!! (bo i jak?). Zarzuciłem Teresce, że robi z forum ambonę i stwierdziłem, że nie musi tego robić......
Teresa
Yeyes,
mam Cię za człowieka inteligentnego , ja bynajmniej nie napisałam, że ateizm=poparcie dla aborcji i eutanazji.
Dalczego mi to wmawiasz? Jeśli w ten sposób chcesz bronic mojego prawa do wypowiedzi no to wiesz ...
Napisałam tylko, że dokonywanie tych rzeczy wg mnie nie świadczy o sile charakteru, a to ogromna różnica.
Takie jest moje (może mniej lub bardziej realne) przekonanie.

W każdym bądź razie dziękuję.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>[...]ja bynajmniej nie napisałam, że ateizm=poparcie dla aborcji i eutanazji. Dalczego mi to wmawiasz? Napisałam tylko, że dokonywanie tych rzeczy wg mnie nie świadczy o sile charakteru, a to ogromna różnica.
"Bycie ateistą wymaga wiele wysiłku, siły charakteru, odwagi [...] myli się ten, kto uważa, że dokonywanie aborcji czy eutanazji jest wyrazem silnej woli i charakteru, wręcz przeciwnie jest wyrazem słabości."
Widocznie mamy tu do czynienia z przypadkowym użyciem tych samych pojęć w niepowiązanych ze sobą zagadnieniach. Ale jeśli tak, jeśli to przypadek, to o czym właściwie chciałaś napisać i co przekazać?
(Bardzo mnie mierzi, gdy ktoś udaje wariata i pisze: "Ja pisałem? Ja nie pisałem" albo "Pisałem tylko, że...")

>Jeśli w ten sposób chcesz bronic mojego prawa do wypowiedzi no to wiesz ...
Nie, nie wiem, wiem natomiast, że broniąc twego prawa do wypowiedzi nie twierdziłem, że się zgadzam z twoimi poglądami - wręcz przeciwnie, nie zgadzam się, czemu dałem wyraz krytykując równanie ateizm=aborcja+eutanazja.

>W każdym bądź razie dziękuję.
Proszę bardzo, choć nie rozumiem za co.
Teresa
Do tego aby w ogóle podjąć ten temat skłoniła mnie taka wypowiedz:
Joachim Patryas: "Ateista w naszym kraju idzie pod prąd, wielu dominujacym, katolickim tradycjom, ustawodastwa i jego praktyki wykonawczej /nauka religii - głównie w przedszkolach, ustawa antyaborcyjna itp./."

Tendencyjnie to wyciąłeś.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Mógłbym powiedzieć, że ty tendencyjnie wycięłaś mój post w całości, bo w ogóle nie odniosłaś się do jego treści.
Drobner
jeyes! Uważaj: żniwiarz może zaatakować z każdej strony.....
Żniwiarz (103 punktów)
Ostatnio się ograniczam i nie zamierzam nikogo stresować bez powodu.

Drobner
OK. yejesie.
po prostu mój humor okazał się być zbyt toporny...
Drobner
Forgiw mi Kafir!!!
Pliz!

[Uniosłem się !]

Drobner
kafir (363 punktów)
>Forgiw mi Kafir!!!
>Pliz!
>[Uniosłem się !]
>Drobner

Ni ma czego forgiwować!
Tłumaczony żart i szyderstwo przestają bawić.
Nie unoś się - uśmiechnij się!
Wiem, że łatwiej powiedzieć niż zrobić, a po postach wszechmłodych Teres ma się chęć zawołać: "wiadro mesje!!!"
Walczyć chyba nie ma sensu, więc pozostaje śmiać się!
Byćmoże metodą najlepszą na Polakatolików byliby racjonalni Yesmeni, ale nie jestem pewien!

Czółko bezbożnicy!!!
Teresa

Kafir, masz coś do mnie? Dlaczego mnie atakujesz?

Czy nie jest prawdą, że płynięcie "pod prąd" nie zawsze świadczy o sile charakteru?

Pożałowania godni z Was filozofowie!! To po prostu żenujące!!!
Tersa
Ale musze Ci powiedzieć że ten "pijacki smok" z poprzedniego Twego posta to Ci się udał!
Przynajmniej zrobiło mi się weselej
Udało Ci się mnie rozbroić ...

P.S. Najbardziej rozbraja mnie swoimi wypowiedziami Mariusz A. ...
kafir (363 punktów)
>Ale musze Ci powiedzieć że ten "pijacki smok" z poprzedniego Twego posta to Ci się udał!
>Przynajmniej zrobiło mi się weselej
To dobrze, choć temat śmieszny nie jest!
>Udało Ci się mnie rozbroić ...
Zatem oprócz objawień doznajesz również olśnień!
Pocieszające.
kafir (363 punktów)
>Kafir, masz coś do mnie?
Do ciebie nic, dla ciebie być może coś!
>Dlaczego mnie atakujesz?
A gdzież to cię ja atakuję?
>Czy nie jest prawdą, że płynięcie "pod prąd" nie zawsze świadczy o sile charakteru?
Czasem świadczy o głupocie! Ale przede wszystkim ja nie nazwałbym zapijania czegokolwiek świadectwem siły charakteru, to raczej strach i ucieczka (wiem bo zdarza mi się )
>Pożałowania godni z Was filozofowie!!
No coż! Jeśli tylko twojego pożałowania, to nie jest źle!
To po prostu żenujące!!!
A dokładnie co?
Drobner
>a po postach wszechmłodych Teres ma się chęć zawołać: "wiadro mesje!!!"
No więc właśnie NIE ZDĄŻYŁEM poprosić o wiadro, i 'wylało' się ze mnie na klawiaturę!
Łapka, Kafirze.
Drobner
>A ja słyszałam kiedyś o człowieku, który wykazał się chyba taką siłą woli i zdobył na taki wysiłek jak nikt (nie wiem czy był ateistą, czy katolikiem). Był to alkoholik, któremu trzy razy zaszywano esperal o on go potrafił zapić! "Co niesamowita siła woli i charakteru!!"- tak jego wyczyny skomentowała pewna terapeutka.
Pięć dni w tygodniu w szkołach 'zaszywa' się wiedzę, którą regularnie co niedziela 'zapija' się w kościołach. To dopiero niesamowita siła woli i charakteru.
>Mówiąc poważnie - poważnie myli się ten, kto uważa, że dokonywanie aborcji czy eutanazji jest wyrazem silnej woli i charakteru, wręcz przeciwnie jest wyrazem słabości.
W tej kwestii 'ogólne' zapatrywania są bezsensowne i małoduszne.
Czym innym byłoby, gdybyś prezentowała własne refleksje po własnych doświadczeniach tego typu.
>O wiele trudniej jest nie dokonywać aborcji ani eutanazji niż je dokonywać, bo czasami wymaga to wręcz ....
Propaanda, spekulacja czy osobiste doświadczenie?
>Każdy musi zapytać sam siebie czy istotnie wybiera.....
I od TEGO trzeba było zacząć. Byłby to od razu sensowny koniec wątku.
Lou Salome
Moje poglądy łączą w sobie antyklerykalizm i teorię o "śmierci Boga" (nie lubię upraszczającego określenia "ateizm") Jednocześnie jestem przeciwniczką aborcji i zwolenniczką eutanazji, bo ŻYCIE (ale nie uwłaczajacą ludzkiej godności wegetację w cierpieniu) uważam za świętość. Jednocześnie nie palę na stosie tych, którzy podejmują inne decyzje, bo to oni znaleźli się w takiej właśnie życiowej sytuacji, a nie ja i to oni mają prawo do podjęcia decyzji o swoim życiu.

Tak, jest mi trudno...
- bo katoliccy profesorowie chcieli cenzurować moją pracę magisterską
- bo nie mam gotowych odpowiedzi na wszystko w Piśmie i naukach Kościoła
- bo wiem, że mam tylko "Tu i Teraz" i nie czekam z nadzieją, na lepsze życie
- bo wiem, że muszę starać się być pierwszą, a nie ostatnią: bo nie wierzę, że kiedyś ostatni będą pierwszymi
- bo gdy jest źle muszę znaleźć siłę w sobie, nie w Bogu
- bo gdy popełnię błąd, bedę musiała z nim żyć, bo żaden ksiądz nie da mi rozgrzeszenia
...

Zgadzam się z Panami: Dlaczego chce nas Pani uszczęśliwiać i nawracać na siłę?
kafir (363 punktów)
>Jednocześnie jestem przeciwniczką aborcji i zwolenniczką eutanazji
Beznadziejnie (wg obecnej medycyny) upośledzonego płodu nie usuniesz, tylko zeutanazjujesz go urodzeniu? Bądź bardziej konsekwentna!
Lou Salome
>>Jednocześnie jestem przeciwniczką aborcji i zwolenniczką eutanazji
>Beznadziejnie (wg obecnej medycyny) upośledzonego płodu nie usuniesz, tylko zeutanazjujesz go urodzeniu? Bądź bardziej konsekwentna!
>
OK, będę bardziej precyzyjna: Jestem przeciwniczką aborcji z powodów socjalnych itp. i zwolenniczką aborcji, jesli jest równoznaczna z eutanazją, czy raczej jesli płód nie ma szans na godne życie. Może pewne rzeczy uważam za oczywiste. Jesli dla innych tak nie jest - to chętnie sprecyzuje swoje wypowiedzi. Czasem wydeje mi sie, że w dyskusji z ludźmi na poziomie pewne rzeczy można uznac za oczywiste i należy unikać zbędnego rozwlekania się i "kawanaławizmu", który uwłacza godności rozmówcy
kafir (363 punktów)
>Czasem wydeje mi sie, że w dyskusji z ludźmi na poziomie pewne rzeczy można uznac za oczywiste i należy unikać zbędnego rozwlekania się i "kawanaławizmu", który uwłacza godności rozmówcy
Sprzeciwianie się aborcji i sprzeciwianie się aborcji pod pewnymi warunkami to bardzo istotna niewyrażona przez Ciebie różnica, a "kawanaławizm" nieoczywistości nikomu nie uwłacza!
Salute!
Lou Salome
>>Czasem wydeje mi sie, że w dyskusji z ludźmi na poziomie pewne rzeczy można uznac za oczywiste i należy unikać zbędnego rozwlekania się i "kawanaławizmu", który uwłacza godności rozmówcy
>Sprzeciwianie się aborcji i sprzeciwianie się aborcji pod pewnymi warunkami to bardzo istotna niewyrażona przez Ciebie różnica, a "kawanaławizm" nieoczywistości nikomu nie uwłacza!
>Salute!
>
Pewnie masz rację. Może nie dla wszystkich było to takie oczywieste jak dla mnie, chociaż nie zakładając z góry mojego braku konsekwencji można to było wywnioskować z całości mojej wypowiedzi
Drobner
>o wiele trudniej byłoby żyć w celibacie niż w nieczystości
Szczerze ubolewam, Teresko, że w Twojej świadomości istnieje tylko taka alternatywa.
Teresa
>nie wszystko podlega ogólnym 'moralnościom' (cokolwiek ona znaczy). W szczególności zaś to, co człowiek robi ze swoim własnym ciałem. Jasne?

mnie się pytasz? Swojego sumienia się zapytaj....
Drobner
>>nie wszystko podlega ogólnym 'moralnościom' (cokolwiek ona znaczy). W szczególności zaś to, co człowiek robi ze swoim własnym ciałem. Jasne?
>mnie się pytasz? Swojego sumienia się zapytaj....
Nie istnieje 'sumienie', o którym mówisz. Wyimaginowane obiekty Twojego światopoglądu nie są rzeczywistością dla wszystkich.
Pytam, czy dla Ciebie jest jasne, że :
Ze swoim ciałem rób cokolwiek zechcesz!
I wara Ci np. od moich decyzji dot. mojego ciała!
I wara Ci od decyzji wszystkich innych ludzi dot. ich ciał (usuwania wszelkich komórek czy też dotyczących ich życia).

Nie interesują mnie moralności, w których bóg jest ważniejszy niż człowiek!
Teresa
Ok. Daj mi wytłumaczyć jak ja to widzę.
Zgoda "wara mi od decyzji wszystkich innych ludzi dot. ich ciał".

Ale jeśli teraz wewnątrz mojego ciała rozwija się jakaś istota ludzka (embrion), to uważam, że nie jest to coś takiego samego jak za przeproszeniem ząb, który mogę sobie wyrwać.
Jest to de facto "rozwijające się ciało innego człowieka" w moim ciele.
Więc skoro mówisz, że "wara mi od decyzji wszystkich innych ludzi dot. ich ciał", to znaczy , że wara mi także od decyzji dot. ciała człowieka, które rozwija się we mnie, czyli nie mam prawa do decyzji o jego ciele, co za tym idzie nie mogę go ani usunąć ani zniszczyć, bo to jest ciało już innego człowieka (a nie moje ciało).
Skoro wara mi od decyzji wszystkich innych ludzi dot. ich ciał to znaczy, że nie mogę nikomu dopomoc w dokonaniu eutanazji, bo "wara mi od ich ciał i ich decyzji" czyli mam się trzymać od tego z daleka. I bardzo dobrze.

Gdybyś na spokojnie odniósł się do mojego posta to dostrzegłbyś też, że nie pisałam
o cudzych decyzjach nt. ciała, tylko o sile charakteru przy podejmowaniu decyzji, bo wg mnie płynięcie "pod prąd" nie jest wartościa nadrzedną.
Nie wiem co ma to tego "bog" i dlaczego ów "bog" ma być ważniejszy niż człowiek...
Drobner
1.) Wystąpiłaś z ogólną, aytorytatywną oceną decyzji innych ludzi, podejmowanych przez w tragicznych momentach. Była to jednostronna krytyka z punktu widzenia Twojego światopoglądu (w którym uwzględniasz m. in. jakieś 'absolutne dobro' i równanie 'zygota=człowiek').
Ludzie mają różne światopoglądy. Ne masz prawa, nie proszona, ingerować w życie innych ludzi ze swoim punktem widzenia.
Formułowanie 'ogólnych wniosków moralnych' bez znajomości konkretnych osób i ich uwarunkowań jest, moim zdaniem cyniczne, małostkowe, małoduszne.
Tak nagminnie robią 'zawodowi duchowni' z ambony. A to forum nią nie jest.

2.) Istotą i praktyką religii są właśnie owe 'ogólne wnioski moralne', które w efekcie całkowicie oślepiają wiernych, przesłaniając im tragedię człowieka.
Widzą tylko 'przykazania' i grzech - nie widzą człowieka.

3.) Zamiast formułować sądy (które zawsze mogą się okazać nietrafne) o decyzjach tych ludzi, lepiej byłoby pójść do nich i ....... pomóc.
Teresa
Ad 1 )
Sorry, nie miałam zamiaru krytykować decyzji ludzi, krytykowałam tylko sposób myślenia innych ludzi o tych decyzjach. Mój główny zarzut brzmiał: "poważnie myli się ten, kto uważa, że ...".
Uwierz mi, że wiem - szczególnie wchodząc na to forum - że ludzie mają rózne światopoglądy i różne argumenta na poparcie tych światopoglądów. Nie mogę w nie ingerować, co najwyżej mogę przedstawiać swoje argumenty jak i zbijać argumenty przeciwnika - na tym polega dyskusja. Do napisania tego postu skłoniła mnie wypowiedź Joachim Patryasa

Zauważ, że to pytanie, które zadałam, można zadać niezależnie od światopoglądu (bez emocji): czy utrzymanie przy zyciu "zygoty" wymaga większego wysiłku i poświęcenia niż jej przerwanie?.

Ad 2 )
>Istotą i praktyką religii są właśnie owe 'ogólne wnioski moralne', które w efekcie całkowicie oślepiają wiernych, przesłaniając im tragedię człowieka.
>Widzą tylko 'przykazania' i grzech - nie widzą człowieka.

Masz rację, że chodzi o to, aby czynić dobro a nie tylko "nie grzeszyć".
Jednak zauważ, że powodem wielu tragedii ludzi jest także w dużej mierze grzech cudzy lub własny.

Ad 3) Ok.
Zauważ jednak, że gdyby wszyscy myśleli jak Ty to nie powstałoby coś takiego jak filozofia (umiłowanie mądrości), bo zamiast rozmyślać i wydawać sądy ... należy pójść do ludzi i pomagać ! Żartowałam .
Niemniej jednak zauważ, że, żeby rzeczywiście komuś pomóc (a nie zaszkodzić) potrzeba też trochę mądrości .... A skąd tą mądrość wziąć???
Teresa
Kochani

widzę, ze moja wypowiedź część z Was tylko zdenerwowała. przepraszam
cóż, uczę się z mozołem na bledach. Nie będę Was wiecej nawracać.

Ja nie jestem ateistką (jak wiecie), wierzę w absolut ( sprawiedliwość, miłość i dobroć).
Wierzę w sprawiedliwość, miłośc i dobroć dla wszystkich ludzi, że one kiedyś zwyciężą.
Nikt jak dotąd nie podał mi argumentów cóż może być w tym złego...
(i co to ma wspólnego z indoktrynacją????)
Wiara w absolut jednak wymaga odkrywania zła we własnym sumieniu.

Właśnie ta moja wypowiedź była próbką (wstępem) do odkrycia ewentualnego zła.

Bo cały czas jest mi to trudno pojąć, ze inni ludzie nie pragną tego co ja czyli: miłości, sprawiedlowości i dobroci - nie ważne czy sa wierzący czy niewierzący. Szczerze mówiąc to aż nie chce mi się w to wierzyć...

Pozdrawiam.
P.S. Lou - czy mozemy przestać 'paniować'? Czy można wiedzieć na jaki temat była Twoja praca (domyślam się, ze filozofii Nietzsche-go)? Obiecuje nie będę cenzurować .
Drobner
Przepraszam za formę, wynikłą z emocji.

Drobner

PS. (W kwestiach merytorycznych: pozostaję przy swoich opiniach)
Teresa
Nie ma sprawy
Lou Salome
>widzę, ze moja wypowiedź część z Was tylko zdenerwowała.

Przykro mi jeśli wydaje Ci się, że Twoje wypowiedzi mnie denerwują - ja po prostu wyznaję metodę "filozofowania młotem". Taki mam styl od przedszkola i dlatego przemawia do mnie Nietzsche

>Bo cały czas jest mi to trudno pojąć, ze inni ludzie nie pragną tego co ja czyli: miłości, sprawiedlowości i dobroci - nie ważne czy sa wierzący czy niewierzący. Szczerze mówiąc to aż nie chce mi się w to wierzyć...

A ja cały czas usiłuję Ci powiedzieć, że zgadzam się, że wszyscy ludzie "pragną miłości, sprawiedliwości i dobroci", ale że nie wszyscy definiują te pojęcia tak jak Ty. Dla Ciebie są one martwym punktem, gdy do nich docierasz, napotykasz mur i nie dostrzegasz, że to nie koniec drogi. Wychodzisz założenia że te słowa oznaczają zawsze to samo. ALE TAK NIE JEST. Nie dla wszystkich dobro jest absolutem, jak dla Ciebie, dla różnych ludzi różne rzeczy będą sprawiedliwe, ja inaczej niż Ty mogę okazywać miłość...
Może przykład eutanazji będzie tu pomocny: zdajesz sobie sprawę z faktu, że dla mnie może być ona aktem najwyższej miłości a dla Ciebie morderstwem?!
Albo, że dla kogoś sprawiedliwość może oznaczać, że każdemu należy się "po równo" , a dla dla innych wręcz przeciwnie. Miłość, dobro, sprawiedliwość są tylko pustymi słowami i nie sposób definiować jednych drugimi w stylu "dobre jest to, co jest sprawiedliwe. Możemy mówić tylko o ich PRZEJAWACH czyli "jakichśtam" uczynkach, które dla Ciebie będą przejawem dobra, a dla mnie może nie...
Przeczytaj w Zaratustrze "O cnocie darzącej" - tam Nietzsche dokładnie wytłumaczył czym dla niego jest prawdziwa miłość i dlaczego chrześcijanie nie umieją naprawdę kochać.
Myślę, że możesz być zaskoczona tym, co tam znajdziesz. Czekam na Twoje wrażenia

>P.S. Lou - czy mozemy przestać 'paniować'? Czy można wiedzieć na jaki temat była Twoja praca (domyślam się, ze filozofii Nietzsche-go)? Obiecuje nie będę cenzurować .
>
Ja juz kiedyś przestalam, ale nie podchwycilaś więc wrocilam do formy grzecznosciowej

Moja praca (pisana i broniona na włoskim uniwersytecie miała tytuł: Ciało jako "nić" przewodnia filozofii F. Nitzschego. (Il corpo come "filo conduttore" della filosofia di F.N.)
Teresa
>Przykro mi jeśli wydaje Ci się, że Twoje wypowiedzi mnie denerwują - ja po prostu wyznaję metodę "filozofowania młotem". Taki mam styl od przedszkola i dlatego przemawia do mnie Nietzsche

Jest mi naprawdę b. miło, że mogę z Tobą rozmawiać.

>A ja cały czas usiłuję Ci powiedzieć, że zgadzam się, że wszyscy ludzie "pragną miłości, sprawiedliwości i dobroci", ale że nie wszyscy definiują te pojęcia tak jak Ty. Dla Ciebie są one martwym punktem, gdy do nich docierasz, napotykasz mur i nie dostrzegasz, że to nie koniec drogi.

No, co Ty? Jeśli ktoś dąży do absolutu to choćby nie wiem jak daleko (w swoim mniemaniu) doszedł zawsze jest zaledwie na początku drogi . Nie docieram, więc do jakiegoś sztywnego, martwego punktu tylko staram się odkrywać, co mnie, choć trochę przybliża do absolutu, a co od niego oddala. To jest niezwykle pasjonujące. Sam Albert Einstein powiedział, że nie ma w życiu nic bardziej pasjonującego. Moim celem jest absolutna dobroć, miłość i sprawiedliwość, których w życiu z pewnością nie osiągnę.

>Wychodzisz założenia że te słowa oznaczają zawsze to samo. ALE TAK NIE JEST. Nie dla wszystkich dobro jest absolutem, jak dla Ciebie, dla różnych ludzi różne rzeczy będą sprawiedliwe, ja inaczej niż Ty mogę okazywać miłość...

Oczywiście są różne sposoby okazywania miłości, ale jej istota czy nie jest taka sama? Czy miłość nie polega na pragnieniu dobra dla drugiej osoby (obojętnie, czym by to dobro nie było)? Jeśli by tak istotnie było, to czy nie jest to jakaś "prawda" o miłości. Przez "prawdę" rozumiem to, co jest istotą miłości, czyli coś, bez czego miłość przestałaby już być miłością.

>Może przykład eutanazji będzie tu pomocny: zdajesz sobie sprawę z faktu, że dla mnie może być ona aktem najwyższej miłości a dla Ciebie morderstwem?!

Mogę Cię zrozumieć. Po prostu w Twoim przekonaniu eutanazja dla tej osoby byłaby czymś "dobrym". W moim przekonaniu dobrem byłoby coś przeciwnego. Istotnie więc obie dążymy do dobra. Jest to kolejna "prawda" o nas, która stanowi o naszej istocie. Myślę jednak, że to wcale nie wyklucza potrzeby zastanowienia, nad tym, co istotnie byłoby najlepszym wyjściem w tej sytuacji. Mogłoby się na przykład okazać, że ktoś prosi o eutanazję, bo tak naprawdę nie czuje się kochany (i tylko dlatego). W takiej sytuacji (obiektywnie) dobrym rozwiązaniem byłoby otoczenie tej osoby miłością, prawda?

>Albo, że dla kogoś sprawiedliwość może oznaczać, że każdemu należy się "po równo" , a dla dla innych wręcz przeciwnie.

Wiem, ze dla różnych ludzi pojęcie to może oznaczać coś innego, ale ja pytam się, co jest naprawdę w danej sytuacji sprawiedliwe. Czasem dla kogoś może być "sprawiedliwe" to, co akurat jemu przynosi zysk, a innych ludzi krzywdzi. Ale czy taki człowiek jest rzeczywiście sprawiedliwy, (jeśli żeruje na cudzej krzywdzie, chyba nie)? Chodzi, więc o to, aby wzbić się wyżej i spojrzeć na daną sytuację jakby z lotu ptaka, uwzględniając racje i swoje i innych.

>Miłość, dobro, sprawiedliwość są tylko pustymi słowami i nie sposób definiować jednych drugimi w stylu "dobre jest to, co jest sprawiedliwe. Możemy mówić tylko o ich PRZEJAWACH czyli "jakichśtam" uczynkach, które dla Ciebie będą przejawem dobra, a dla mnie może nie...

Napisałaś "zgadzam się, że wszyscy ludzie >", czyli to pragnienie szczęścia (samo w sobie) jest czymś wspólnym dla wszystkich ludzi . Zaryzykuję i powiem, ze jest to kolejna 'uniwersalna' prawda o człowieku, że dąży do szczęścia. Zobacz ile mamy wspólnego. I znowu wydaje mi się, że dobrze jest zastanowić się, co naprawdę mnie uszczęśliwia. Słowo "grzech" oznacza chybienie celu, czyli jest to coś, co po prostu nie daje szczęścia.

>Przeczytaj w Zaratustrze "O cnocie darzącej" - tam Nietzsche dokładnie wytłumaczył czym dla niego jest prawdziwa miłość i dlaczego chrześcijanie nie umieją naprawdę kochać.

Możesz mi wyjaśnić, chociaż w paru słowach, dlaczego chrześcijanie nie umieją naprawdę kochać? Intrygująco bowiem zabrzmiało w kontekście całej Twojej wypowiedzi stwierdzenie "naprawdę kochać", bo przecież wcześniej pisałaś, ze dla każdego miłość może być czymś innym, czyli nie ma czegoś takiego jak "naprawdę kochać", bo o ile dobrze Cię zrozumiałam "każdy na swój sposób kocha naprawdę i dla każdego oznacza to, co innego". Rozumiem, więc, że nawet w filozofii Nietzschego są jakieś nadrzędne prawdy.

>Myślę, że możesz być zaskoczona tym, co tam znajdziesz. Czekam na Twoje wrażenia

Owszem, chętnie poczytam.

> Moja praca (pisana i broniona na włoskim uniwersytecie miała tytuł: Ciało jako "nić" przewodnia filozofii F. Nitzschego. (Il corpo come "filo conduttore" della filosofia di F.N.)

To brzmi dumnie! Choć nie mam nawet mglistego pojęcia, o czym ta praca traktuje.
Lou Salome
>Możesz mi wyjaśnić, chociaż w paru słowach, dlaczego chrześcijanie nie umieją naprawdę kochać? Intrygująco bowiem zabrzmiało w kontekście całej Twojej wypowiedzi stwierdzenie "naprawdę kochać", bo przecież wcześniej pisałaś, ze dla każdego miłość może być czymś innym, czyli nie ma czegoś takiego jak "naprawdę kochać", bo o ile dobrze Cię zrozumiałam "każdy na swój sposób kocha naprawdę i dla każdego oznacza to, co innego".

"Naprawdę kochać" ZDANIEM Nietzschego!!!

(chętnie wrócę do tematu przy najbliższej okazji, chociaż jestem przekonana, że słowa Nietzschego lepiej Ci to wyjaśnią niż moja ich interpretacja.)
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli ktoś dąży do absolutu to choćby nie wiem jak daleko [...] doszedł zawsze jest zaledwie na początku drogi [...]Moim celem jest absolutna dobroć, miłość i sprawiedliwość, których w życiu z pewnością nie osiągnę[...] Czy miłość nie polega na pragnieniu dobra dla drugiej osoby[...]?
Kilka pytań:
1) Czym jest "absolutna dobroć", co to znaczy?
2) Na czym polega satysfakcja z dążenia do celu, który w każdej chwili jest jednakowo odległy bez względu na przebytą drogę?
3) W czym tkwi wyższość życia skupionego na dążeniu do nieosiągalnego celu od życia, w którym celem jest być po prostu moralnym człowiekiem?
4) Jeśli formułujesz definicję "zwykłej" miłości, to jak rozumiesz miłość "absolutną"?

Skoro wypłynął już "wątek Nietschego", to pozwolę sobie zacytować fragment jego pracy pod tytułem "Ludzkie, arcyludzkie". Fragment ten doskonale opisuje osoby takie jak ty, zobacz:
"[...]uczucia są tylko o tyle głębokie, że dzięki nim, ledwie dostrzegalnie, wzbudzane bywają regularnie pewne skomplikowane grupy myśli, które nazywamy głębokimi; uczucie jest głębokie, ponieważ uważamy za głębokie towarzyszące mu myśli. Ale myśl 'głęboka' może przecież być bardzo daleka od prawdy, jak, na przykład, każda myśl metafizyczna; jeżeli od głębokiego uczucia odtrącić domieszkę pierwiastków myslowych, pozostanie uczucie s i l n e, a to nie jest poręką za poznanie, tylko za siebie; podobnie jak silna wiara dowodzi tylko swej siły, nie zaś prawdy tego, w co się wierzy."
Ty mi Tereso pasujesz jak ulał do powyższych słów - siła twych przekonań, siła twej wiary w przeróżne metafizyczne absoluty sprawia, że traktujesz je jako prawdziwe. Tymczasem na pewno możesz powiedzieć wyłącznie to, że są silne.
Bardzo popularnym, często używanym przez wierzących argumentem za słusznością ich przekonań jest stwierdzenie, że religia chrześcijańska przetrwała już 2000 lat, do czego by nie doszło, gdyby była fałszywa. Gdy czytam takie uzasadnienia sensu wiary, to od razu przypomina mi się kawałek ze "Statku" Łysiaka, który (trawestując lekko) brzmi tak: "Jedzmy g...no. Przecież miliony much nie mogą się mylić."
A całkiem poważnie - na świecie jest mnóstwo różnych religii, każda głosi się za jedynie prawdziwą, wiele z nich trwa od dawnych czasów (nota bene chrześcijaństwo jest tylko i wyłącznie zlepkiem wielu religii, zabobonów i szamaństwa) i jedyne co z tego wynika to fakt, że ludzie miewają potrzeby, których zaspokojenie daje im ta czy inna religia. To cała prawda związana z religią.
Teresa
Ja naprawdę wierze, ze moja wiara jest prawdziwa i że Bóg naprawdę jest.

Co z tego wynika?

Otóż Św. Tomasz ujął to tak: "Skoro zarówno światło wiary, jak i światło rozumu pochodzą od Boga - dowodził - to nie mogą sobie wzajemnie zaprzeczać".

Innymi słowy wiara domaga się, aby jej przedmiot został poznany przy pomocy rozumu; rozum, osiągając szczyt swoich poszukiwań, uznaje, jak konieczne jest to, co ukazuje mu wiara. Encyklika, "Fides et ratio"

Dla mnie osobiście to nie jest tylko kwestia silnych uczuć. Interesujący mężczyzna potrafi wyzwolić we mnie uczucia o większej sile niż wiara ... dlaczego więc nie porzucam wiary na rzecz namiętności?, bo decydujące jest odkrycie prawdy. Prawda jest taka, ze sama namiętność nie daje szczęścia (więc nie ma co się na nią rzucać), ale miłość owszem daje wiele satysfakcji.

Na razie to tyle. Postaram się też jeszcze odpowiedzieć na pozostałe pytania - może wyjaśnisz do czego mają prowadzić te pytania ...
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Ja naprawdę wierze, ze moja wiara jest prawdziwa i że Bóg naprawdę jest.
Ja wierzę, że wierzysz.
>Co z tego wynika? Otóż Św. Tomasz ujął to tak: "Skoro zarówno światło wiary, jak i światło rozumu pochodzą od Boga - dowodził - to nie mogą sobie wzajemnie zaprzeczać".
No wybacz, ale skąd wiadomo, że Bóg istnieje i skąd wiadomo, że coś od niego "pochodzi", i co to w ogóle oznacza, że "pochodzi od Boga"?

>Innymi słowy wiara domaga się, aby jej przedmiot został poznany przy pomocy rozumu; rozum, osiągając szczyt swoich poszukiwań, uznaje, jak konieczne jest to, co ukazuje mu wiara. Encyklika, "Fides et ratio"
Rozum nie jest w stanie poznać przedmiotu wiary, bo przedmiot wiary jest nieokreślony - nikt nie wie czym jest i czy w ogóle jest Bóg, więc rozum nie może uznać za konieczne istnienia przedmiotu wiary. Jest dokładnie odwrotnie - rozum uznaje, że istnienie przedmiotu wiary jest zupełnie niepotrzebne.
PS Spróbuj poznać rozumem PREUXCHUZA...

>Dla mnie osobiście to nie jest tylko kwestia silnych uczuć. Interesujący mężczyzna potrafi wyzwolić we mnie uczucia o większej sile niż wiara ... dlaczego więc nie porzucam wiary na rzecz namiętności?, bo decydujące jest odkrycie prawdy. Prawda jest taka, ze sama namiętność nie daje szczęścia (więc nie ma co się na nią rzucać), ale miłość owszem daje wiele satysfakcji.
Prawda jest taka, że jesteśmy przez naturę (albo Boga jeśli chcesz) ukształtowani do łączenia się w pary i rozmnażania.
Jeśli u kogoś te naturalne skłonności do miłości i namiętności w stosunku do partnera zastąpione zostają namiętnością i miłością do wyimaginowanej istoty czy istot, to znaczy, że taka osoba ma problem ze swoją psychiką.

>[...]może wyjaśnisz do czego mają prowadzić te pytania ...
Do uzyskania odpowiedzi, a do czegóż by innego?

Teresa
>>Co z tego wynika? Otóż Św. Tomasz ujął to tak: "Skoro zarówno światło wiary, jak i światło rozumu pochodzą od Boga - dowodził - to nie mogą sobie wzajemnie zaprzeczać".
>No wybacz, ale skąd wiadomo, że Bóg istnieje i skąd wiadomo, że coś od niego "pochodzi", i co to w ogóle oznacza, że "pochodzi od Boga"?

No właśnie (jak słusznie zauważyłes) nie wiadomo, dlatego my w to wierzymy (wiara sięga tam gdzie rozum nie sięga ). "Wierzymy", a nie "wiemy". Przyjmujemy istnienie Boga "na wiarę". Tak samo jak w to, że "Bóg istnieje" wierzymy, że "zarówno światło wiary jak i światło rozumu pochodzą od Boga". "Pochodzą" czyli zostały stworzone (z niczego ) przez Boga. Na tym właśnie polega wiara, że wierzysz w coś, na co nie masz (jak na razie) racjonalnych uzasadnień.
Przede wszystkim warte podkreślenia jest to, że wierzymy też, że rozum ludzki jest zdolny do znalezienia odpowiedzi na początki wszechświata!
Wierzymy także, że to, w co my tylko "wierzymy" (co zostało nam objawione przez Boga), można również "odkryć" rozumowo. Wierzymy, że prawdę można odkryć dwoiście: za pomocą rozumu jak i poprzez "objawienie". Dlatego Jeyes, Racjonalista nie może być w żadnym wypadku moim wrogiem tylko sprzymierzeńcem w poznawaniu prawdy.

>Rozum nie jest w stanie poznać przedmiotu wiary, bo przedmiot wiary jest nieokreślony -nikt nie wie czym jest i czy w ogóle jest Bóg, więc rozum nie może uznać za konieczne istnienia przedmiotu wiary. Jest dokładnie odwrotnie - rozum uznaje, że istnienie przedmiotu wiary jest zupełnie niepotrzebne.

No właśnie - wg mnie rozum powinien weryfikować przedmioty wiary. Powinien demaskować mity żeby oczyścić i wzmocnić prawdę. Dlaczego z góry zakładasz, że każda wiara jest niepotrzebna? A np. wiara w sprawiedliwość czy nie jest konieczna, żeby nam się, lepiej żyło?? Nawet Racjonalista "wierzy", że wiedza ułatwia życie. I to jest b. dobra wiara (popieram).

>Prawda jest taka, że jesteśmy przez naturę (albo Boga jeśli chcesz) ukształtowani do łączenia się w pary i rozmnażania.
>Jeśli u kogoś te naturalne skłonności do miłości i namiętności w stosunku do partnera zastąpione zostają namiętnością i miłością do wyimaginowanej istoty czy istot, to znaczy, że taka osoba ma problem ze swoją psychiką.

Generalnie się zgadzam, ale jak od każdej zasady są wyjątki.

Odpowiedzi na pytania:
>Ad 1) Czym jest "absolutna dobroć", co to znaczy?
Wyobraź sobie ... czym byłaby ona dla Ciebie... Dla mnie w absolutnej dobroci (światłości) nie ma żadnego śladu cienia, tzn. zła.

>Ad 2) Na czym polega satysfakcja z dążenia do celu, który w każdej chwili jest jednakowo odległy bez względu na przebytą drogę?

Satysfakcja polega na tym, że :
a) Każdy mały kroczek w stronę celu jest z punktu widzenia tego, kto wykonał ten krok jest czymś znamiennym. Dlaczego?, bo dzięki temu kroczkowi stajesz się trochę lepszy, trochę bardziej sprawiedliwy, trochę bardziej mądrzejszy A to sprawia, ze czujesz się bardziej szczęśliwszy - już tu i teraz!
b) każdy krok w kierunku większej sprawiedliwości, większemu dobru czy mądrości sprawia, ze stają się szczęśliwsi inni ludzie, którzy Cię otaczają, bo przyczyniasz się do ich szczęścia.
c) mimo że cel jest odległy to nie jest wcale nieosiągalny . Dlaczego? Bo zostanie on dany wytrwałym w dążeniu do niego jako nagroda (w życiu wiecznym).Tutaj w grę wchodzi pierwiastek nadprzyrodzony, bo absolut bardzo pomaga tym, którzy w niego wierzą, w dążeniu do niego. Bez jego pomocy nie byłoby możliwe ani dążenie do absolutu ani osiągnięcie tzw. "nieba".

>Ad 3) W czym tkwi wyższość życia skupionego na dążeniu do nieosiągalnego celu od życia, w którym celem jest być po prostu moralnym człowiekiem?

Na pewno bycie "moralnym człowiekiem" wyklucza popełnianie zła. A jeśli już wykluczymy zło to dlaczego nie chcieć dążyć do doskonałości?

>Ad 4) Jeśli formułujesz definicję "zwykłej" miłości, to jak rozumiesz miłość "absolutną"?

Miłość absolutna - tylko Bóg tak kocha .

Pozdrawiam!
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>No właśnie (jak słusznie zauważyłes) nie wiadomo, dlatego my w to wierzymy (wiara sięga tam gdzie rozum nie sięga ). "Wierzymy", a nie "wiemy". Przyjmujemy istnienie Boga "na wiarę". Tak samo jak w to, że "Bóg istnieje" wierzymy, że "zarówno światło wiary jak i światło rozumu pochodzą od Boga". "Pochodzą" czyli zostały stworzone (z niczego ) przez Boga. Na tym właśnie polega wiara, że wierzysz w coś, na co nie masz (jak na razie) racjonalnych uzasadnień.
Proponuję skupić się na przyczynach wiary w istnienie Boga. Bo najpierw musisz sobie założyć, że on istnieje, a potem możesz sobie tworzyć kolejne założenia - jak to, że istnieją obszary niepoznawalne przez rozum. Jeśli mi na to odpowiesz, że Bóg istnieje i pozwala człowiekowi doznać tego istnienia, to nie mamy o czym rozmawiać.

>Przede wszystkim warte podkreślenia jest to, że wierzymy też, że rozum ludzki jest zdolny do znalezienia odpowiedzi na początki wszechświata!
Taka wiara ma oparcie w dotychczasowych osiągnięciach rozumu ludzkiego.

>Wierzymy także, że to, w co my tylko "wierzymy" (co zostało nam objawione przez Boga), można również "odkryć" rozumowo.
Tu znowu najpierw zakładasz istnienie Boga. Zakładasz coś, czego istnienie nijak nie wynika z rozumu, z doświadczenia, z rzeczywistości.

>Wierzymy, że prawdę można odkryć dwoiście: za pomocą rozumu jak i poprzez "objawienie".
To jest dla mnie zupełnie pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienia. "Wierzysz, bo wierzysz" i tyle.

>Dlatego Jeyes, Racjonalista nie może być w żadnym wypadku moim wrogiem tylko sprzymierzeńcem w poznawaniu prawdy.
Przeginasz - w Racjonaliście nie znajdziesz ani słowa poparcia na istnienie "prawdy" dostępnej poprzez "objawienie".

>>Rozum nie jest w stanie poznać przedmiotu wiary, bo przedmiot wiary jest nieokreślony -nikt nie wie czym jest i czy w ogóle jest Bóg, więc rozum nie może uznać za konieczne istnienia przedmiotu wiary. Jest dokładnie odwrotnie - rozum uznaje, że istnienie przedmiotu wiary jest zupełnie niepotrzebne.
>No właśnie - wg mnie rozum powinien weryfikować przedmioty wiary. Powinien demaskować mity żeby oczyścić i wzmocnić prawdę. Dlaczego z góry zakładasz, że każda wiara jest niepotrzebna? A np. wiara w sprawiedliwość czy nie jest konieczna, żeby nam się, lepiej żyło?? Nawet Racjonalista "wierzy", że wiedza ułatwia życie. I to jest b. dobra wiara (popieram).
Piszesz nie na temat.

>>Prawda jest taka, że jesteśmy przez naturę (albo Boga jeśli chcesz) ukształtowani do łączenia się w pary i rozmnażania. Jeśli u kogoś te naturalne skłonności do miłości i namiętności w stosunku do partnera zastąpione zostają namiętnością i miłością do wyimaginowanej istoty czy istot, to znaczy, że taka osoba ma problem ze swoją psychiką.
>Generalnie się zgadzam, ale jak od każdej zasady są wyjątki.
Te wyjątki to są właśnie osoby z problemami natury psychicznej.

>Odpowiedzi na pytania:
Ad 1) Czym jest "absolutna dobroć", co to znaczy?
Wyobraź sobie ... czym byłaby ona dla Ciebie... Dla mnie w absolutnej dobroci (światłości) nie ma żadnego śladu cienia, tzn. zła.
Że "dobro" i "zło" są przeciwieństwami, to wiadomo. Pytałem o "absolutną dobroć".

>>Ad 2) Na czym polega satysfakcja z dążenia do celu, który w każdej chwili jest jednakowo odległy bez względu na przebytą drogę?
>Satysfakcja polega na tym, że :
a) Każdy mały kroczek w stronę celu jest z punktu widzenia tego, kto wykonał ten krok jest czymś znamiennym. Dlaczego?, bo dzięki temu kroczkowi stajesz się trochę lepszy, trochę bardziej sprawiedliwy, trochę bardziej mądrzejszy A to sprawia, ze czujesz się bardziej szczęśliwszy - już tu i teraz!
Współczesna psychologia dochodzi do zupełnie innych wniosków. Rozwój człowieka, jego satysfakcja wynika z wyznaczania sobie celów i ich osiągania. Wyznaczanie sobie celów nieosiągalnych prowadzi do frustracji, do braku osiągnięć. Wiesz czym się charakteryzują tzw. "ludzie sukcesu"? Ano tym, że stawiają sobie jasno sprecyzowane cele i planują ich osiąganie. Cel pt. "będę dobry" nie jest żadnym celem.

>b) każdy krok w kierunku większej sprawiedliwości, większemu dobru czy mądrości sprawia, ze stają się szczęśliwsi inni ludzie, którzy Cię otaczają, bo przyczyniasz się do ich szczęścia.
Jak pisałem wyżej - te cele muszą być wyraźnie określone. Nie istnieje cel pod nazwą "zwiększenie dobra ogólnego".

>c) mimo że cel jest odległy to nie jest wcale nieosiągalny . Dlaczego? Bo zostanie on dany wytrwałym w dążeniu do niego jako nagroda (w życiu wiecznym). Tutaj w grę wchodzi pierwiastek nadprzyrodzony, bo absolut bardzo pomaga tym, którzy w niego wierzą, w dążeniu do niego. Bez jego pomocy nie byłoby możliwe ani dążenie do absolutu ani osiągnięcie tzw. "nieba".
Gdy pojawiają się wyrażenia typu "pierwiastek nadprzyrodzony" lub "absolut", to ja nie podejmuję się dyskusji, bo nie wiem o czym mówisz. Podobnie jak ty nie masz pojęcia o czym mówisz.

>>Ad 3) W czym tkwi wyższość życia skupionego na dążeniu do nieosiągalnego celu od życia, w którym celem jest być po prostu moralnym człowiekiem?
>Na pewno bycie "moralnym człowiekiem" wyklucza popełnianie zła. A jeśli już wykluczymy zło to dlaczego nie chcieć dążyć do doskonałości?
Znowu nie odpowiadasz na moje pytanie.

>>Ad 4) Jeśli formułujesz definicję "zwykłej" miłości, to jak rozumiesz miłość "absolutną"?
>Miłość absolutna - tylko Bóg tak kocha
Czyli jak? Znowu brak odpowiedzi na moje pytanie.
kafir (363 punktów)
>Nie będę Was wiecej nawracać.

>Wierzę w sprawiedliwość, miłośc i dobroć dla wszystkich ludzi,
Ja też!
>że one kiedyś zwyciężą.
A to już zależy wyłącznie od nas!
>Nikt jak dotąd nie podał mi argumentów cóż może być w tym złego...
Nie oczekuj takich argumentów, bo wiara w sprawiedliwość, miłośc i dobroć dla wszystkich ludzi nie jest zła! Jest tylko naiwna!
>Wiara w absolut jednak wymaga odkrywania zła we własnym sumieniu.
Ale nie jest do takich odkryć potrzebna!
>Właśnie ta moja wypowiedź była próbką (wstępem) do odkrycia ewentualnego zła.
>Bo cały czas jest mi to trudno pojąć, ze inni ludzie nie pragną tego co ja czyli: miłości, sprawiedlowości i dobroci - nie ważne czy sa wierzący czy niewierzący.
Chyba większość zdrowych ludzi tego chce, ale podpórka z wiary tylko przeszkadza!

Teresa
>>Wierzę w sprawiedliwość, miłośc i dobroć dla wszystkich ludzi,
>Ja też!

Wow!
To widzę, że spotkałam człowieka dobrej woli !!! I do tego z poczuciem humoru ...

>>że one kiedyś zwyciężą.
>A to już zależy wyłącznie od nas!

I do tego optymistę!

>>Nikt jak dotąd nie podał mi argumentów cóż może być w tym złego...
>Nie oczekuj takich argumentów, bo wiara w sprawiedliwość, miłośc i dobroć dla wszystkich ludzi nie jest zła! Jest tylko naiwna!

Też tak kiedyś myślałam, że jest to naiwność, ale teraz już tak nie uważam . I mam ku temu swoje tajemnicze powody... Poza tym wydaje mi się, że sporo z tzw. "objawionych prawd" nt. sprawiedliwości czy miłości udałoby się racjonalnie uzasadnić.

>>Wiara w absolut jednak wymaga odkrywania zła we własnym sumieniu.
>Ale nie jest do takich odkryć potrzebna!

Może wiara nie, ale absolut chyba tak - bo trzeba wyznaczyć sobie jakiś wyższy cel, do którego można dążyć.

>>Właśnie ta moja wypowiedź była próbką (wstępem) do odkrycia ewentualnego zła.
>>Bo cały czas jest mi to trudno pojąć, ze inni ludzie nie pragną tego co ja czyli: miłości, sprawiedlowości i dobroci - nie ważne czy sa wierzący czy niewierzący.
>Chyba większość zdrowych ludzi tego chce, ale podpórka z wiary tylko przeszkadza!

Mi podpórka z wiary pomaga, bo ja niestety takiego optymizmu mogłam nabrać dopiero po uwierzeniu w Miłość, która czuwa nad całym światem. Wcześniej to, z czym się zetknęłam nie napawało mnie optymizmem, bo zło wydawało mi się zupełnie samowolne . Teraz przynajmniej mogę obronić się przed złem.

Dzięki za tę wypowiedź, bo naprawdę natchnąłeś mnie optymizmem, co do 'zdrowych' ludzi - ateistów . Nareszcie! To właśnie chciałam usłyszeć!!

Pozdrawiam i trzymaj się!

P.S. Dlaczego piszesz to mnie "ciebie" a nie "Ciebie" ? Może mnie nie szanujesz.
kafir (363 punktów)
>Poza tym wydaje mi się, że sporo z tzw. "objawionych prawd" nt. sprawiedliwości czy miłości udałoby się racjonalnie uzasadnić.
Z pewnością tym bardziej, że sprawiedliwość czy miłość są starsze niż objawienia.

>Może wiara nie, ale absolut chyba tak
Jak to? Absolut bez wiary w niego?
> - bo trzeba wyznaczyć sobie jakiś wyższy cel, do którego można dążyć.
Czy bezbożnicy nie mają w takim razie prawa do "wyższych celów"?
>Mi podpórka z wiary pomaga,
Czy to oznacza, że do bycia dobrą kobietą potrzebujesz nakazu wiary?
>Dzięki za tę wypowiedź, bo naprawdę natchnąłeś mnie optymizmem, co do 'zdrowych' ludzi - ateistów . Nareszcie! To właśnie chciałam usłyszeć!!
Szkoda, że dotąd spotykałaś tylko ateistów z morderczymi skłonnościami!

>P.S. Dlaczego piszesz to mnie "ciebie" a nie "Ciebie" ? Może mnie nie szanujesz.
Toć to forum internetowe przecie!
Taka bezpośredniość jest dość powszechnie akceptowana i w większości przypadków nie ma nic wspólnego z brakiem szacunku. Ale Wielka Litera z pewnością jest grzeczniejsza.
Salute!
Teresa
>>Poza tym wydaje mi się, że sporo z tzw. "objawionych prawd" nt. sprawiedliwości czy miłości udałoby się racjonalnie uzasadnić.
>Z pewnością tym bardziej, że sprawiedliwość czy miłość są starsze niż objawienia.

Hmm... A wiesz, że masz rację, myślę, że są nawet starsze niż wszystko, co stworzone...

>>Może wiara nie, ale absolut chyba tak
>Jak to? Absolut bez wiary w niego?

Oczywiście, wiara też, ale nie jest bez znaczenia to, w co się wierzy. Ja nie potrafiłabym (i nie chciałabym) wierzyć w nic innego niż czyste dobro, miłość i sprawiedliwość. Niczego innego nie uznałabym za swojego "boga".

>Czy bezbożnicy nie mają w takim razie prawa do "wyższych celów"?

Mają, mają. Któż może mieć większe prawo, jeśli nie bezbożnicy? Bezbożnicy najbardziej ze wszystkich!!!

>Czy to oznacza, że do bycia dobrą kobietą potrzebujesz nakazu wiary?

To nie tak. Dzięki wierze stałam się przede wszystkim kobietą zdrową. Jako kobieta zdrowa pragnę tego, co większość zdrowych ludzi, czyli sprawiedliwości i miłości .

>Szkoda, że dotąd spotykałaś tylko ateistów z morderczymi skłonnościami!

Dzięki temu, ze tu weszłam przekonałam się, ze są tacy, którzy takowych skłonności nie przejawiają . Po tym co dowiedziałam się od Ciebie jesteś dla mnie jak brat w wierze!!

>>P.S. Dlaczego piszesz to mnie "ciebie" a nie "Ciebie" ? Może mnie nie szanujesz.
>Toć to forum internetowe przecie!
>Taka bezpośredniość jest dość powszechnie akceptowana i w większości przypadków nie ma nic wspólnego z brakiem szacunku. Ale Wielka Litera z pewnością jest grzeczniejsza.
>Salute!

Uff, co za ulga.
Trzymaj się i życzę Ci wszystkiego najlepszego
kafir (363 punktów)
>>Z pewnością tym bardziej, że sprawiedliwość czy miłość są starsze niż objawienia.
> Hmm... A wiesz, że masz rację, myślę, że są nawet starsze niż wszystko, co stworzone...
...przez człowieka, ale od niego jednak ciut młodsze!

>Oczywiście, wiara też, ale nie jest bez znaczenia to, w co się wierzy. Ja nie potrafiłabym (i nie chciałabym) wierzyć w nic innego niż czyste dobro, miłość i sprawiedliwość.
Czyste dobro, miłość i sprawiedliwość są aż nadto wyidealizowane, żeby doklejanie jakiegokolwiek boga mogło być postrzegane inaczej niż przerost formy nad treścią!

>Niczego innego nie uznałabym za swojego "boga".
A po co uznawać cokolwiek?

>To nie tak. Dzięki wierze stałam się przede wszystkim kobietą zdrową. Jako kobieta zdrowa pragnę tego, co większość zdrowych ludzi, czyli sprawiedliwości i miłości .
WIARA=PLACEBO???

>>Szkoda, że dotąd spotykałaś tylko ateistów z morderczymi skłonnościami!
>Dzięki temu, ze tu weszłam przekonałam się, ze są tacy, którzy takowych skłonności nie przejawiają . Po tym co dowiedziałam się od Ciebie jesteś dla mnie jak brat w wierze!!
Jeśli to wiara w człowieka, to i ja takiej ufności ulegam.

Salute!
Teresa
>>>Z pewnością tym bardziej, że sprawiedliwość czy miłość są starsze niż objawienia.
>> Hmm... A wiesz, że masz rację, myślę, że są nawet starsze niż wszystko, co stworzone...
>...przez człowieka, ale od niego jednak ciut młodsze!

To mnie zastanawia czy z prawem moralnym nie może być tak samo, jak np. z prawem grawitacji? Prawu grawitacji podlegało wszystko, chociaż ludzie o nim nie wiedzieli. Dopiero później udało się je odkryć (ale nie stworzyć). Weźmy np. kogoś, kto padł ofiarą molestowania w dzieciństwie. Mówimy, ze stała mu się krzywda (niesprawiedliwość), bo doznał zranień psychicznych. To, że został zraniony nie wynika z tego, że tak sobie wymyśliśmy, że molestowanie szkodzi na zdrowie. Ono "naprawdę szkodzi". Wydaje mi się, że człowiek tez został stworzony wg jakiegoś prawa, które w nim jest i którego naruszenie, powoduje w nim uszczerbek psychiczny i fizyczny. Nie myślę tak, dlatego, ze tak napisano w Katechizmie. Myślę tak, bo wg mnie tak po prostu jest skoro już nawet najmniejsze dzieci mogą zostać skrzywdzone, a przecież te dzieci nie wiedzą, co to jest miłość albo sprawiedliwość. Tak samo małe dzieci dobrze rozwijają się tylko, gdy są otaczane miłością.

>Czyste dobro, miłość i sprawiedliwość są aż nadto wyidealizowane, żeby doklejanie jakiegokolwiek boga mogło być postrzegane inaczej niż przerost formy nad treścią!

Po co doklejać boga? Bóg, jeśli w ogóle istnieje, jest b. tajemniczy - nie uważasz? - bo jest b. milczący i nie narzucający się. Jeśli ktoś wierzy w boga to nie na zasadzie doklejania go na siłę, ale na zasadzie odkrycia boga, doświadczenia boga, itp. Może to dla Ciebie zabrzmi dziwnie, ale uważam, ze warto jest się modlić, bo jeśli Bóg jest i jest miłością to każdemu chce pomóc, chyba nie ma w tym nic złego?

>>Niczego innego nie uznałabym za swojego "boga".
>A po co uznawać cokolwiek?

Uznanie za "boga" czegoś (kogoś) co jest jak najbardziej godne być tym "bogiem" nie narusza mojej godności ani mnie nie upośledza . Wprost przeciwnie pomaga mi. Moge odetchnąć głeboko i cieszyć się, że np. sprawiedliwość kiedyś nareszcie zwycięzy .

>>To nie tak. Dzięki wierze stałam się przede wszystkim kobietą zdrową. Jako kobieta zdrowa pragnę tego, co większość zdrowych ludzi, czyli sprawiedliwości i miłości .
>WIARA=PLACEBO???

Jeśli to PLACEBO to jest bardzo skuteczne

>Jeśli to wiara w człowieka, to i ja takiej ufności ulegam.

W człowieka też.

>Salute!
Salute!

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365