O sprawie
pisała już GW ponad 2 miesiące temu, teraz ciąg dalszy.
Po ujawnieniu fali skandali pedofilskich z udziałem księży katolickich, rząd w Canberze powołał nawet specjalną komisję, która ma koordynować śledztwo i wypłacać ewentualne rekompensaty. Inicjatywa spotkała się ze zrozumiałym entuzjazmem poszkodowanych, jednak australijski kościół jest jakby mniej zadowolony. Kardynał George Pell:

, najwyższy rangę duchowny kontynentu uroczo utrzymuje, że
"komisja nie jest potrzebna, bo przecież kościół przeprosił". Kiedy okazało się, że nikt tego tego nie kupił, duchowny zaatakował media za
"oczernianie kościoła i rozpowszechnianie informacji o molestowaniu". Padły też stałe slogany o robieniu z kościoła kozła ofiarnego, mimo iż ujawniono, że duchowni Krk popełnili 6 razy więcej przestępstw seksualnych niż kler innych wyznań razem wziętych.
Z tonu nie spuszcza też premier rządu australijskiego Julia Gillard:

- która zapowiedziała, że członkowie komisji nie będą tolerować zasłaniania się tajemnicą konfesjonału. Przesłanie do biskupów było jasne:
"Wyznacie prawdę albo musicie się liczyć z wyrokiem sześcioletniego więzienia".
źródło: FiM, nr 49
Dodajmy, że w Australii prawo nie uznaje świętych krów jak w Polsce: jeden z najgłośniejszych procesów skończył się w lipcu 2010 roku. Na 20 lat więzienia skazany został wówczas 67-letni ksiądz John Sidney Denham, który przez ponad dwie dekady wykorzystał seksualnie 25 dzieci.
Wielokrotnie już słyszałem argumenty katolików, że wśród kleru jest tyle samo pedofilii, co wśród pospólstwa i instytucja Krk nie ma na to żadnego wpływu.
Nihil novi, mimo iż
badania i raporty twierdzą inaczej:
Cytat:"Większość księży oskarżonych o molestowanie seksualne nie miała skłonności pedofilskich ani nie cierpiała na zaburzenia seksualne."
Czyżby podstawa instytucjonalna Krk miała jednak pewne skazy? Aż strach pomyśleć...
