Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kultura masowa - za czy przeciw

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
01-04-2008 17:43MichaQ (1056 punktów)Kultura masowa - za czy przeciw
W ostatnim numerze "Przeglądu" ukazał się wywiad z Krzysztofem Majchrzakiem:
film.onet.pl/0,0,1477313,1,596,artykul.html
Najogólniej rzecz biorąc, wywiad dotyczył kultury masowej. Majchrzak zajmuje wybitnie elitarne i przy tym bezkompromisowe stanowisko w tej sprawie. Chciałem zadać pytanie, co wy, Drodzy Racjonaliści, sądzicie o takim zjawisku, jakim jest kultura masowa? Czy jest to, coś pozytywnego, czy raczej mamy do czynienia z fenomenem wybitnie szkodliwym? Oczywiście prosiłbym o solidne uzasadnienie swojego stanowiska.


P.S: Moim celem jest raczej poznanie opinii czytelników tego forum niż dyskusja, dlatego chcę być raczej obserwatorem niż stroną ewentualnej dyskusji. Chciałem przy okazji przeprosić, że nie odpowiadam na komentarze dotyczące tekstów i opinii napisanych przeze mnie. Wynika to z faktu, że za miesiąc mam maturę i jest mocno obłożony.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

LEGION. (3161 punktów)
A to jeszcze zależy o którą kulturę masową chodzi. Jeżeli chodzi o tę w szerszym znaczeniu, czyli książka, prasa, radio, telewizja, to jestem za jak najbardziej. Jeżeli jednak idzie o tę w węższym (zazwyczaj pejoratywnym) znaczeniu, to trudno mi cokolwiek powiedzieć, bo nie wiem nawet jak ją odróżnić od tej "wysokiej"?

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
02-04-2008 12:11 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>Jeżeli chodzi o tę w szerszym znaczeniu, czyli książka, prasa, radio, telewizja, to jestem za jak najbardziej. Jeżeli jednak idzie o tę w węższym (zazwyczaj pejoratywnym) znaczeniu, to trudno mi cokolwiek powiedzieć, bo nie wiem nawet jak ją odróżnić od tej "wysokiej"?

A czy nie uważasz, że kultura masowa w węższym znaczeniu tym różni się od wysokiej, że służy po prostu robieniu kasy? Z kolei celem kultury wysokiej jest konfrontowanie odbiorców z takimi treściami, które rozwijają ich osobowość.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
A czy nie uważasz, że kultura masowa w węższym znaczeniu tym różni się od wysokiej, że służy po prostu robieniu kasy?

Ech, obecnie wszystko służy robieniu kasy i bardzo bym się zdziwił, gdyby było inaczej.
Cytat:
Z kolei celem kultury wysokiej jest konfrontowanie odbiorców z takimi treściami, które rozwijają ich osobowość.

Fajnie, ale pojęcie rozwoju osobowości jest bardzo szerokie, a to co ja uznałbym za rozwój ksiądz z pobliskiej parafii nazwie regresem, i który będzie miał rację?

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
>Cytat:
A czy nie uważasz, że kultura masowa w węższym znaczeniu tym różni się od wysokiej, że służy po prostu robieniu kasy?

>Ech, obecnie wszystko służy robieniu kasy i bardzo bym się zdziwił, gdyby było inaczej.

No nie bądźmy takimi pesymistami. Wszystko zależy chyba od rozłożenia akcentów: robimy kasę czy tworzymy coś bezinteresownie a przy okazji zapewniamy sobie byt. Poza tym psychologicznie dowiedzione jest, ze zewnętrzna nagroda niszczy wewnętrzna motywację polegajacą na tym, że sama czynność sprawia nam przyjemność, co z pewnością odbija się na jakości dzieła.

>Cytat:
Z kolei celem kultury wysokiej jest konfrontowanie odbiorców z takimi treściami, które rozwijają ich osobowość.

>Fajnie, ale pojęcie rozwoju osobowości jest bardzo szerokie,

Co nie znaczy, że jest workiem, do którego można wszystko wrzucić. Sam na pewno potrafiłbyś wymienić czynniki rozwoju osobowości i przypuszczam, że ksiądz z pobliskiej parafii w większości przyznałby Ci rację. Ewentualna różnica zdań nie musi oznaczać, że nie istnieje coś takiego jak rozwój osobowości, może natomiast oznaczać, że któryś z Was się myli.

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
No nie bądźmy takimi pesymistami.

Pesymistami? Ja bardzo optymistycznie zakładam, ze na sztuce da się zarobić... I że zarobi "artysta" a nie pośrednik.
Cytat:
Wszystko zależy chyba od rozłożenia akcentów: robimy kasę czy tworzymy coś bezinteresownie a przy okazji zapewniamy sobie byt.

Niestety jako konsument (hehehe) czy też (niby ładniej) odbiorca sztuki mogę najwyżej ocenić samą sztukę, ale niedostępne są mojemu poznaniu intencje autora (wszyscy mogą twierdzić, że robią coś bezinteresownie, i rzeczywiście większość tak robi[znaczy twierdzi]).
Cytat:
Poza tym psychologicznie dowiedzione jest, ze zewnętrzna nagroda niszczy wewnętrzna motywację polegajacą na tym, że sama czynność sprawia nam przyjemność, co z pewnością odbija się na jakości dzieła.

Znaczy się gdyby Spielbergowi nie płacili, to miałby większą motywację do robienia filmów? Ech sztuka jest trudna i bez psychologicznych nakładek, nie komplikujmy.
Cytat:
Co nie znaczy, że jest workiem, do którego można wszystko wrzucić.

Są różne worki i różni ludzie różne rzeczy tam wrzucają.
Cytat:
Sam na pewno potrafiłbyś wymienić czynniki rozwoju osobowości i przypuszczam, że ksiądz z pobliskiej parafii w większości przyznałby Ci rację.

Obawiam się że już przy pierwszym punkcie - samodzielnym myśleniu i nie przyjmowaniu niczego na wiarę - pastuch zacząłby mnie egzorcyzmować zamiast dyskutować. A co dopiero zgadzać się...
Cytat:
Ewentualna różnica zdań nie musi oznaczać, że nie istnieje coś takiego jak rozwój osobowości, może natomiast oznaczać, że któryś z Was się myli.

Nie mówię, że nie istnieje, ale jak znaleźć właściwą definicję? Bo na przestrzeni dziejów ta rozwinięta osobowość to bardzo różne rzeczy zawierała. Wystarczy porównać starożytną Grecję i odrodzeniową Europę, albo epokę Wiktoriańską porównać do współczesności...

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
03-04-2008 13:59 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Wszystko zależy chyba od rozłożenia akcentów: robimy kasę czy tworzymy coś bezinteresownie a przy okazji zapewniamy sobie byt.

>Niestety jako konsument (hehehe) czy też (niby ładniej) odbiorca sztuki mogę najwyżej ocenić samą sztukę, ale niedostępne są mojemu poznaniu intencje autora (wszyscy mogą twierdzić, że robią coś bezinteresownie, i rzeczywiście większość tak robi[znaczy twierdzi]).

Ale mógłbyś być na przykład członkiem gremium, które decyduje o celach jakiegoś przedsięwzięcia kulturalnego. Gdybyś się dowiedział, że celem przedsięwzięcia jest zrobienie jak największej kasy raczej nie oczekiwałbyś, że zaproponowane zostanie ludziom coś ambitnego (coś co ludziom służy, ale jest trudne w odbiorze).
Kasa może nie jest głównym kryterium podziału kultury na wysoką i niską, ale nie da się ukryć, że istnieje ryzyko zaniżania poziomu jeśli to o nią głównie chodzi.

> Cytat:
Poza tym psychologicznie dowiedzione jest, ze zewnętrzna nagroda niszczy wewnętrzna motywację polegajacą na tym, że sama czynność sprawia nam przyjemność, co z pewnością odbija się na jakości dzieła.

>Znaczy się gdyby Spielbergowi nie płacili, to miałby większą motywację do robienia filmów? Ech sztuka jest trudna i bez psychologicznych nakładek, nie komplikujmy.

Tu nie chodzi o to, ile mu ktoś płaci, a o to jaką motywacją on sam się kieruje. Motywacja wewnętrzna sprzyja powstaniu czegoś wartościowego, bo powodem tworzenia jest wtedy chęć autoekspresji własnej osobowości, a nie np. próżność.

> Cytat:
Co nie znaczy, że jest workiem, do którego można wszystko wrzucić.

>Są różne worki i różni ludzie różne rzeczy tam wrzucają.

Co nie znaczy, że postępują prawidłowo. Czy Ty za prawidłowe i służące rozwojowi uważasz wrzucanie ludziom do umysłów istot ze świata nadprzyrodzonego jako realnie istniejących? Przecież nie. Sam więc widzisz, że fakt istnienia różnych worków nie przekreśla tego, że jedne są gorsze od innych, inne może nawet zupełnie niepotrzebne.

> Cytat:
Ewentualna różnica zdań nie musi oznaczać, że nie istnieje coś takiego jak rozwój osobowości, może natomiast oznaczać, że któryś z Was się myli.

>Nie mówię, że nie istnieje, ale jak znaleźć właściwą definicję? Bo na przestrzeni dziejów ta rozwinięta osobowość to bardzo różne rzeczy zawierała. Wystarczy porównać starożytną Grecję i odrodzeniową Europę, albo epokę Wiktoriańską porównać do współczesności...

Ja myślę, że wiele na ten temat już wiadomo. Wiadomo na przykład, że rozwój wiedzy i samodzielnego myślenia jest ważnym wyznacznikiem rozwoju osobowości.

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Ale mógłbyś być na przykład członkiem gremium, które decyduje o celach jakiegoś przedsięwzięcia kulturalnego. Gdybyś się dowiedział, że celem przedsięwzięcia jest zrobienie jak największej kasy raczej nie oczekiwałbyś, że zaproponowane zostanie ludziom coś ambitnego (coś co ludziom służy, ale jest trudne w odbiorze).

No nie wiem, trudne w odbiorze to nie znaczy lepsze. A dlaczego nie robić czegoś łatwego w odbiorze? ludzie mają dość trudności w życiu, czemu jeszcze sztuka musi być trudna?
Cytat:
Kasa może nie jest głównym kryterium podziału kultury na wysoką i niską, ale nie da się ukryć, że istnieje ryzyko zaniżania poziomu jeśli to o nią głównie chodzi.

Mógłbym się zgodzić, gdybym znał jakieś obiektywne wskaźniki obniżania poziomu...
Cytat:
Tu nie chodzi o to, ile mu ktoś płaci, a o to jaką motywacją on sam się kieruje. Motywacja wewnętrzna sprzyja powstaniu czegoś wartościowego, bo powodem tworzenia jest wtedy chęć autoekspresji własnej osobowości, a nie np. próżność.

Heh, moim zdaniem próżność jak najbardziej sprzyja autoekspresji.
Cytat:
Co nie znaczy, że postępują prawidłowo. Czy Ty za prawidłowe i służące rozwojowi uważasz wrzucanie ludziom do umysłów istot ze świata nadprzyrodzonego jako realnie istniejących? Przecież nie. Sam więc widzisz, że fakt istnienia różnych worków nie przekreśla tego, że jedne są gorsze od innych, inne może nawet zupełnie niepotrzebne.

Tobie niepotrzebne, ktoś inny może powiedzieć, że bardzo potrzebne.
Cytat:
Ja myślę, że wiele na ten temat już wiadomo. Wiadomo na przykład, że rozwój wiedzy i samodzielnego myślenia jest ważnym wyznacznikiem rozwoju osobowości.

Wiadomo. Tobie i mi i innym, ale nie wszystkim, ale jak ich przekonasz?


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Ale mógłbyś być na przykład członkiem gremium, które decyduje o celach jakiegoś przedsięwzięcia kulturalnego. Gdybyś się dowiedział, że celem przedsięwzięcia jest zrobienie jak największej kasy raczej nie oczekiwałbyś, że zaproponowane zostanie ludziom coś ambitnego (coś co ludziom służy, ale jest trudne w odbiorze).

>No nie wiem, trudne w odbiorze to nie znaczy lepsze. A dlaczego nie robić czegoś łatwego w odbiorze? ludzie mają dość trudności w życiu, czemu jeszcze sztuka musi być trudna?

Trudności rozwijają umysł. Są jednym z wyznaczników jakości dzieła. Na przykład dobry film nie powinien być zbyt dosłowny.

> Cytat:
Kasa może nie jest głównym kryterium podziału kultury na wysoką i niską, ale nie da się ukryć, że istnieje ryzyko zaniżania poziomu jeśli to o nią głównie chodzi.

>Mógłbym się zgodzić, gdybym znał jakieś obiektywne wskaźniki obniżania poziomu...

Czy to znaczy że nie dostrzegasz różnicy pomiedzy na przykład Dżumą Camusa a jakimś Harlequinem?
Jeśli natomiast uważasz, że istnieje, ale na przykład trudno Ci ją zwerbalizować, to czy wynika stąd wniosek, że tej różnicy nie ma, czy też może postulat szukania jej?

> Cytat:
Tu nie chodzi o to, ile mu ktoś płaci, a o to jaką motywacją on sam się kieruje. Motywacja wewnętrzna sprzyja powstaniu czegoś wartościowego, bo powodem tworzenia jest wtedy chęć autoekspresji własnej osobowości, a nie np. próżność.

> Heh, moim zdaniem próżność jak najbardziej sprzyja autoekspresji.

Chodziło mi o ekspresję swojej autentycznej osobowości a nie o zwykłą chęć pokazania się.

> Cytat:
Co nie znaczy, że postępują prawidłowo. Czy Ty za prawidłowe i służące rozwojowi uważasz wrzucanie ludziom do umysłów istot ze świata nadprzyrodzonego jako realnie istniejących? Przecież nie. Sam więc widzisz, że fakt istnienia różnych worków nie przekreśla tego, że jedne są gorsze od innych, inne może nawet zupełnie niepotrzebne.

>Tobie niepotrzebne, ktoś inny może powiedzieć, że bardzo potrzebne.

A ktoś trzeci uzna, że sekta jest mu bardzo potrzebna, a ktoś czwarty, że heroina. Różni ludzie różne rzeczy uważają za potrzebne, co nie znaczy, że to im służy.

> Cytat:
Ja myślę, że wiele na ten temat już wiadomo. Wiadomo na przykład, że rozwój wiedzy i samodzielnego myślenia jest ważnym wyznacznikiem rozwoju osobowości.

>Wiadomo. Tobie i mi i innym, ale nie wszystkim, ale jak ich przekonasz?

Otaczającą nas rzeczywistością rządzą pewne prawa. Im lepiej je znamy tym skuteczniej potrafimy realizować swoje i innych potrzeby, tym jesteśmy szczęśliwsi.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Trudności rozwijają umysł.

Wiem, mam ich dość w życiu i w szkole.
Cytat:
Są jednym z wyznaczników jakości dzieła. Na przykład dobry film nie powinien być zbyt dosłowny.

To Twój wyznacznik, mi On nie odpowiada, dobry film to taki który mi się podoba.
Cytat:
Czy to znaczy że nie dostrzegasz różnicy pomiedzy na przykład Dżumą Camusa a jakimś Harlequinem?

Nie dostrzegam, bo harlequinów nie czytam, jakoś konwencja romansowa mi nie pasuje. A Dżuma jest nudna jak cały egzystencjalizm...
Cytat:
Jeśli natomiast uważasz, że istnieje, ale na przykład trudno Ci ją zwerbalizować, to czy wynika stąd wniosek, że tej różnicy nie ma, czy też może postulat szukania jej?

Istnieje różnica np. w konwencji, a podobieństwo też jest: ani jedno, ani drugie
"mnie nie zachwyca". Inne różnice przy tym podobieństwie tracą dla mnie znaczenie.
Cytat:
Chodziło mi o ekspresję swojej autentycznej osobowości a nie o zwykłą chęć pokazania się.

A co to takiego ta autentyczna osobowość i jak potrafisz u kogoś odróżnić autentyk od podróbki? I co wtedy, gdy ta autentyczna zawiera w sobie chęć "pokazania się"? A musi, skoro się pokazuje...
Cytat:
A ktoś trzeci uzna, że sekta jest mu bardzo potrzebna, a ktoś czwarty, że heroina. Różni ludzie różne rzeczy uważają za potrzebne, co nie znaczy, że to im służy.

I zawsze znajdzie się ktoś, kto wie lepiej co innym służy, a co nie. Taki mesjasz kieszonkowy co cierpi za miliony...
Cytat:
Otaczającą nas rzeczywistością rządzą pewne prawa. Im lepiej je znamy tym skuteczniej potrafimy realizować swoje i innych potrzeby, tym jesteśmy szczęśliwsi.

Im bardziej dogadzamy sobie, tym jesteśmy szczęśliwsi.
Im bardziej ograniczamy swoje potrzeby tym bardziej jesteśmy wolni i niezależni, a to jest właśnie szczęście.
Im lepiej wypełniamy przykazania tym lepszymi Sługami Bożymi jesteśmy, a czy jest ktoś szczęśliwszy od Sługi Bożego?
Te twierdzenia są równie prawdziwe(w potocznym rozumieniu) i równie bezsensowne jak Twoje(w "logicznym" rozumieniu).

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
>Te twierdzenia są równie prawdziwe(w potocznym rozumieniu) i równie bezsensowne jak Twoje(w "logicznym" rozumieniu).

wow , to ja w takim razie muszę sie douczyć
pozdr.


dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Czy to znaczy że nie dostrzegasz różnicy pomiedzy na przykład Dżumą Camusa a jakimś Harlequinem?

>Nie dostrzegam, bo harlequinów nie czytam, jakoś konwencja romansowa mi nie pasuje. A Dżuma jest nudna jak cały egzystencjalizm...

A jakim Twoim zdaniem należałoby kierować się kryterium przy doborze lektur?

> Cytat:
Chodziło mi o ekspresję swojej autentycznej osobowości a nie o zwykłą chęć pokazania się.

>A co to takiego ta autentyczna osobowość i jak potrafisz u kogoś odróżnić autentyk od podróbki? I co wtedy, gdy ta autentyczna zawiera w sobie chęć "pokazania się"? A musi, skoro się pokazuje...

Autentyczna czyli niezafałszowana, po prostu. Poza tym, to, że ktoś się pokazuje, nie oznacza, że chęć pokazania się jest głównym motorem postępowania. Dlatego samo pokazywanie się nie zakłada automatycznie próżności.
Jedni chcą dać coś innym i nie zależy im na rozgłosie. Inni chą przede wszystkim błyszczeć. Taka jest jak sądzę różnica pomiedzy ekspresję autentycznej osobowości a zwykłą chęcią pokazania się.

> Cytat:
A ktoś trzeci uzna, że sekta jest mu bardzo potrzebna, a ktoś czwarty, że heroina. Różni ludzie różne rzeczy uważają za potrzebne, co nie znaczy, że to im służy.

>I zawsze znajdzie się ktoś, kto wie lepiej co innym służy, a co nie. Taki mesjasz kieszonkowy co cierpi za miliony...

Może nie mesjasz, ale ktoś, kto potrafi prawidłowo odczytać prawa rządzące rzeczywistością. Wypada wtedy komuś takiemu przyznać rację w tych punktach, w których jest racjonalny, a nie podważać wszystko tylko dlatego, że ten ktoś coś twierdzi explicite.

> Cytat:
Otaczającą nas rzeczywistością rządzą pewne prawa. Im lepiej je znamy tym skuteczniej potrafimy realizować swoje i innych potrzeby, tym jesteśmy szczęśliwsi.


>Im bardziej dogadzamy sobie, tym jesteśmy szczęśliwsi.
>Im bardziej ograniczamy swoje potrzeby tym bardziej jesteśmy wolni i niezależni, a to jest właśnie szczęście.
>Im lepiej wypełniamy przykazania tym lepszymi Sługami Bożymi jesteśmy, a czy jest ktoś szczęśliwszy od Sługi Bożego?
>Te twierdzenia są równie prawdziwe(w potocznym rozumieniu) i równie bezsensowne jak Twoje(w "logicznym" rozumieniu).

Weźmy Twoje pierwsze twierdzenie o dogadzaniu sobie: Trudno uznać za osobę szczęśliwą kogoś, kto wskutek obżarstwa ląduje w szpitalu. Myślę, ze inne zarzuty możesz sobie sam dopowiedzieć.
A co mogłbyś zarzucić mojemu twierdzeniu afirmującemu rozwój wiedzy i inteligencji?


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
A jakim Twoim zdaniem należałoby kierować się kryterium przy doborze lektur?

Ja dobieram sobie lektury według potrzeb, czytam o tym co mnie zainteresuje, czasem czytam, aby się odprężyć, często czytam z przyzwyczajenia - chwytam pierwszą z brzegu książkę i czytam. A dobieram je tak, żeby czytanie było możliwie przyjemne, żeby fabuła trzymała się kupy, a literatura o charakterze naukowym była możliwa do strawienia bez konieczności studiowania słownika wyrazów obcych przy każdym zdaniu.
Cytat:
Autentyczna czyli niezafałszowana, po prostu.

Przykro mi, nie mam kompetencji, by ocenić która osobowość jest zafałszowana, a która nie, więc na tym poziomie nie mam jak dyskutować.
Cytat:
Poza tym, to, że ktoś się pokazuje, nie oznacza, że chęć pokazania się jest głównym motorem postępowania.

Niestety nie potrafię też wnikać w intencje na tyle, aby ocenić jakie kto ma. Czasem udaje mi się z najbliższymi ludźmi tej sztuki dokonać, ale w przypadku kogoś obcego i to na ekranie, przykro mi, ale nie jestem supermenem z rentgenem o oczach.
Cytat:
Dlatego samo pokazywanie się nie zakłada automatycznie próżności.

Oczywiście. Próżność mogę założyć ja, kiedy widzę, że ktoś się pokazuje. I mogę się mylić.
Cytat:
Jedni chcą dać coś innym i nie zależy im na rozgłosie. Inni chą przede wszystkim błyszczeć. Taka jest jak sądzę różnica pomiedzy ekspresję autentycznej osobowości a zwykłą chęcią pokazania się.

j.w. Nie mnie to oceniać...
Cytat:
Może nie mesjasz, ale ktoś, kto potrafi prawidłowo odczytać prawa rządzące rzeczywistością.

Czyli guru, albo inny nieomylny...
Cytat:
Wypada wtedy komuś takiemu przyznać rację w tych punktach, w których jest racjonalny, a nie podważać wszystko tylko dlatego, że ten ktoś coś twierdzi explicite.

Jeżeli jest racjonalny, to przekona mnie argumentami, a nie stanowczymi twierdzeniami. Stanowcze twierdzenia zostawiam kapłanom i ich owieczkom. Ci pierwsi będą je wygłaszać, a drudzy przyjmować na wiarę.
Cytat:
Weźmy Twoje pierwsze twierdzenie o dogadzaniu sobie: Trudno uznać za osobę szczęśliwą kogoś, kto wskutek obżarstwa ląduje w szpitalu.

Nie wątpię, że Tobie tak, ale nie ma obowiązku przyjmowania jednego systemu wartości. Poza tym nigdzie nie pisałem o nieumiarkowanym jedzeniu, czasem dogadzanie sobie polega właśnie na niejedzeniu. Albo na wyjściu w góry na cały dzień.
Cytat:
Myślę, ze inne zarzuty możesz sobie sam dopowiedzieć.

To nie były zarzuty, to były twierdzenia występujące w różnych systemach filozoficznych.
Cytat:
A co mogłbyś zarzucić mojemu twierdzeniu afirmującemu rozwój wiedzy i inteligencji?

A dlaczego miałbym mu coś zarzucać? Jest jednym z wielu. I zupełnie mi nie przeszkadza( jak i reszta wymienionych) dopóki nie wejdzie mi w drogę ktoś, kto będzie próbował mi je narzucać. A i wtedy nie będę nic twierdzeniu zarzucał, tylko człowiekowi, który który mnie nim zadręcza.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
A jakim Twoim zdaniem należałoby kierować się kryterium przy doborze lektur?

>Ja dobieram sobie lektury według potrzeb, czytam o tym co mnie zainteresuje, czasem czytam, aby się odprężyć, często czytam z przyzwyczajenia - chwytam pierwszą z brzegu książkę i czytam. A dobieram je tak, żeby czytanie było możliwie przyjemne, żeby fabuła trzymała się kupy, a literatura o charakterze naukowym była możliwa do strawienia bez konieczności studiowania słownika wyrazów obcych przy każdym zdaniu.

Obawiam się, że nie odpowiedziałeś na moje pytanie, bo ja nie pytałem jakim kryterium Ty się kierujesz, a raczej o to, na podstawie jakiego kryterium należy dobierać lektury szkolne. Faktem jest, że musi istnieć takie kryterium. Ma przecież znaczenie to, jakimi treściami karmić będziemy młodzież. Istnienie takiego kryterium świadczy o tym, że jedne książki są bardziej potrzebne niż inne, a tym kryterium jest według mnie rozwój wiedzy i osobowości.

> Cytat:
Autentyczna czyli niezafałszowana, po prostu.

>Przykro mi, nie mam kompetencji, by ocenić która osobowość jest zafałszowana, a która nie, więc na tym poziomie nie mam jak dyskutować.

Co nie neguje racji istnienia samego rozróżnienia. Dla przykładu: Przy określaniu moralnej specyfikacji aktu ludzkiego ważne jest to, jaką ktoś ma intencję. Jest to ważne kryterium, mimo, że często nie potrafimy określić tej intencji nawet w odniesieniu do siebie.
Dlatego sądzę, że ekspresja tego co autentyczne w człowieku jest jednym z elementów sztuki wysokiej, mimo, że w konkretnej sytuacji może być trudno to stwierdzić.

> Cytat:
Poza tym, to, że ktoś się pokazuje, nie oznacza, że chęć pokazania się jest głównym motorem postępowania.

>Niestety nie potrafię też wnikać w intencje na tyle, aby ocenić jakie kto ma.

Ale myślę, że z łatwością potrafisz ocenić prawdziwość zdania, które cytujesz. Napisałem je w odpowiedzi na Twoje zdanie:"I co wtedy, gdy ta autentyczna zawiera w sobie chęć "pokazania się"? A musi, skoro się pokazuje..."
Chodzi własnie o to, że wcale nie musi, bo pokazywanie się nie zakłada próżności.

> Cytat:
Dlatego samo pokazywanie się nie zakłada automatycznie próżności.

>Oczywiście. Próżność mogę założyć ja, kiedy widzę, że ktoś się pokazuje. I mogę się mylić.

Dokładnie, czyli jak widać, wcale nie musi.

> Cytat:
Może nie mesjasz, ale ktoś, kto potrafi prawidłowo odczytać prawa rządzące rzeczywistością.

>albo inny nieomylny...
Tego nie napisałem.

> Cytat:
Wypada wtedy komuś takiemu przyznać rację w tych punktach, w których jest racjonalny, a nie podważać wszystko tylko dlatego, że ten ktoś coś twierdzi explicite.

>Jeżeli jest racjonalny, to przekona mnie argumentami, a nie stanowczymi twierdzeniami.

Jedno nie wyklucza drugiego. Może nie warto aż tak wielkiej wagi przywiązywać do formy czyichś wypowiedzi, bo jeśli drażni Cie samo to, że ktoś formułuje swoje tezy eksplicite a nie tylko jako sygestie, to zamiast zgłębiać temat będziesz podważał absolutnie wszystko. Taka dyskusja nie ma sensu.

Zobacz jak bardzo merytorycznie próbuję dyskutować z Tobą. Nie ma żadnych argumentów ad personam. Okazuje się jednak, że to za mało, bo wypadałoby jeszcze, żebym każdą swoją wypowiedź poprzedzał dodatkami typu: wydaje mi się, przypuszczam, prawdopodobnie. Czy to nie jest przypadkiem dyskryminacja ze względu na stopień utwierdzenia w poglądach?

>Cytat:
Myślę, ze inne zarzuty możesz sobie sam dopowiedzieć.

>To nie były zarzuty, to były twierdzenia występujące w różnych systemach filozoficznych.

Dojmujące cierpienie wynikające z przejedzenia jest faktem, a nie twierdzeniem zaczerpniętym z dowolnego systemu filozoficznego.

> Cytat:
A co mogłbyś zarzucić mojemu twierdzeniu afirmującemu rozwój wiedzy i inteligencji?
>

>A dlaczego miałbym mu coś zarzucać?

Dlatego bo uznałeś je za bezsensowne.

>Jest jednym z wielu.

Nie, bo innym można wiele zarzucić, a temu nie.

>I zupełnie mi nie przeszkadza( jak i reszta wymienionych) dopóki nie wejdzie mi w drogę ktoś, kto będzie próbował mi je narzucać. A i wtedy nie będę nic twierdzeniu zarzucał, tylko człowiekowi, który który mnie nim zadręcza.

Więc dobrze. To umówmy się w takim razie, że jest to nasza ostatnia dyskusja. Obiecuję, że nie będę wiecej komentował Twoich wypowiedzi, żeby nie narzucić Ci przypadkiem swoich poglądów. I Ty zrób to samo.

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Obawiam się, że nie odpowiedziałeś na moje pytanie, bo ja nie pytałem jakim kryterium Ty się kierujesz, a raczej o to, na podstawie jakiego kryterium należy dobierać lektury szkolne. Faktem jest, że musi istnieć takie kryterium. Ma przecież znaczenie to, jakimi treściami karmić będziemy młodzież. Istnienie takiego kryterium świadczy o tym, że jedne książki są bardziej potrzebne niż inne, a tym kryterium jest według mnie rozwój wiedzy i osobowości.

Nie dość jasno to wyraziłem, to fakt. Jedynym kryterium doboru byłaby poprawność językowa i wewnętrzna spójność książki.
Cytat:
Co nie neguje racji istnienia samego rozróżnienia. Dla przykładu: Przy określaniu moralnej specyfikacji aktu ludzkiego ważne jest to, jaką ktoś ma intencję.

Są rożne rozróżnienia ale skoro nie możemy określić co jest i jak jest, to jak możemy ocenić? A co do określenia intencji, to w moim systemie etycznym intencje nie są istotne, interesują mnie raczej skutki.
Cytat:
Jedno nie wyklucza drugiego. Może nie warto aż tak wielkiej wagi przywiązywać do formy czyichś wypowiedzi, bo jeśli drażni Cie samo to, że ktoś formułuje swoje tezy eksplicite a nie tylko jako sygestie, to zamiast zgłębiać temat będziesz podważał absolutnie wszystko. Taka dyskusja nie ma sensu.

Warto bo jeżeli ma to być dyskusja, to powinniśmy wymieniać się argumentami, a nie okładać twierdzeniami.
Cytat:
Zobacz jak bardzo merytorycznie próbuję dyskutować z Tobą.

A na czym merytoryczność według Ciebie polega?
Cytat:
Nie ma żadnych argumentów ad personam.

Nie ma, i to dobry początek
Cytat:
Okazuje się jednak, że to za mało, bo wypadało by jeszcze, żebym każdą swoją wypowiedź poprzedzał dodatkami typu: wydaje mi się, przypuszczam, prawdopodobnie.

O, nie musisz, sam je sobie dodaję, tak samo jak i dodaję je w myślach do większości swoich twierdzeń pozytywnych.
Cytat:
Czy to nie jest przypadkiem dyskryminacja ze względu na stopień utwierdzenia w poglądach?

Jak można dyskryminować ze względu na stopień utwierdzenia w poglądach? mógłbyś to jakoś doprecyzować?
Cytat:
Dojmujące cierpienie wynikające z przejedzenia jest faktem, a nie twierdzeniem zaczerpniętym z dowolnego systemu filozoficznego.

A jak wiemy istnieją też światopoglądy które uznają wyższość cierpienia nad przyjemnościami. I wtedy cierpienie też jest szczęściem.
Cytat:
>A dlaczego miałbym mu coś zarzucać?
Dlatego bo uznałeś je za bezsensowne.

Z logicznego punktu widzenia każde zdanie którego nie da się potwierdzić ani obalić jest zdaniem bezsensownym. Twierdzenia głoszone przez Ciebie są niemożliwe do określenia jako prawdziwe lub fałszywe. I dlatego z punktu widzenia logicznego są bezsensowne. Przypominam też, że użyłem w stosunku do nich potocznego określenia: równie prawdziwe.
Cytat:

Nie, bo innym można wiele zarzucić, a temu nie.

Oczywista oczywistość, przecie każda liszka własny ogon chwali... Ja tam swoim poglądom też nie mam nic do zarzucenia.
Cytat:
Więc dobrze. To umówmy się w takim razie, że jest to nasza ostatnia dyskusja. Obiecuję, że nie będę wiecej komentował Twoich wypowiedzi, żeby nie narzucić Ci przypadkiem swoich poglądów. I Ty zrób to samo.

Hmmm... nie. Dyskutujmy do woli. Narzucenie poglądów nastąpić może tylko tam gdzie brak miejsca na dyskusję. Jak długo dyskutujemy, tak długo(niektórzy być może nieświadomie) przyznajemy adwersarzowi prawo do posiadania własnego światopoglądu i (choćby tylko na czas wymiany argumentów) zakładamy równoprawność obu stanowisk.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Obawiam się, że nie odpowiedziałeś na moje pytanie, bo ja nie pytałem jakim kryterium Ty się kierujesz, a raczej o to, na podstawie jakiego kryterium należy dobierać lektury szkolne. Faktem jest, że musi istnieć takie kryterium. Ma przecież znaczenie to, jakimi treściami karmić będziemy młodzież. Istnienie takiego kryterium świadczy o tym, że jedne książki są bardziej potrzebne niż inne, a tym kryterium jest według mnie rozwój wiedzy i osobowości.

>Nie dość jasno to wyraziłem, to fakt. Jedynym kryterium doboru byłaby poprawność językowa i wewnętrzna spójność książki.

Acha, czyli uważasz, że "Wojny polsko ruskiej" Doroty Masłowskiej (laureatka nagrody Nike chyba z 2007 roku) w żadnym przypadku nie wolno włączać do kanonu? W końcu poprawność jezykowa w jej przypadku pozostawia wiele do życzenia. Z kolei Harlequiny są napisane poprawnie językowo i powalająco spójnie.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Acha, czyli uważasz, że "Wojny polsko ruskiej" Doroty Masłowskiej (laureatka nagrody Nike chyba z 2007 roku) w żadnym przypadku nie wolno włączać do kanonu?

Trudne pytanie, bo nie czytałem. Odstraszył mnie język...
Cytat:
W końcu poprawność jezykowa w jej przypadku pozostawia wiele do życzenia.

Lektury moim zdaniem bardzo mocno wpływają na nasz język, sposób mówienia, dlatego obecnie młodzież która nie czytuje niczego poza napisami na puszkach piwa za szczyt zdolności językowych uważa upakowanie trzech kurwów w pięciowyrazowym zdaniu.
A sztuką są wierszyki pełne rymów częstochowskich skandowane do umcyk umcyk ... Każdy ma kulturę na jaką zasługuje.
Twoim problemem nie jest to, ze młodzież czyta "złe" książki, ale ze w ogóle nie czyta.
A co do doboru lektur - jeśli chcesz, żeby Twoje dzieci mówiły tak jak Masłowska pisze, to spokojnie dodaj Ją do kanonu lektur szkolnych.
Cytat:
Z kolei Harlequiny są napisane poprawnie językowo i powalająco spójnie.

Ale wtórne, na jedno kopyto. Przeczytasz jeden - jakbyś wszystkie przeczytał.
Zupełnie jak wytwory Sienkiewicza...
Jak pisałem, nie pasuje mi ta konwencja, wolę fantasy - ten gatunek ma większy potencjał (choć jest podobnie źle oceniany przez różnych krytyków).


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
>A co do doboru lektur - jeśli chcesz, żeby Twoje dzieci mówiły tak jak Masłowska pisze, to spokojnie dodaj Ją do kanonu lektur szkolnych.

Czy mam przez to rozumieć, że kryterium doboru lektur szkolnych ma według Ciebie charakter czysto formalny (poprawnosć jezykowa)?


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Czy mam przez to rozumieć, że kryterium doboru lektur szkolnych ma według Ciebie charakter czysto formalny (poprawnosć jezykowa)?

Powinno mieć... Bo teraz ma bardziej ideologiczny.
Zalecałbym raczej naukę języka niż ideologii.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Czy mam przez to rozumieć, że kryterium doboru lektur szkolnych ma według Ciebie charakter czysto formalny (poprawnosć jezykowa)?

>Powinno mieć... Bo teraz ma bardziej ideologiczny.
>Zalecałbym raczej naukę języka niż ideologii.

A co nie jest ideologią? Czy Twój postulat poprawności językowej nią nie jest? Niby dlaczego? Sam lansujesz określony system wartości, a w innym miejscu pisałeś, że nie ma obowiazku przyjmowania takiego.
Skoro nie można wyzwolić sie z systemu aksjologicznego, to ustalmy najbardziej racjonalny, a ten mówiący o poprawności językowej i dowolności lektur nie wydaje mi się szczytowym osiągnieciem racjonalności, bo jako polonista nie zgodziłbym się na przerabianie antysemickich pozycji (młodzież w akcie afirmacji wolności mogłaby zażyczyć sobie, że tylko takie chce przerabiać).

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
A co nie jest ideologią? Czy Twój postulat poprawności językowej nią nie jest? Niby dlaczego? Sam lansujesz określony system wartości, a w innym miejscu pisałeś, że nie ma obowiazku przyjmowania takiego.

Oczywiście, że jest ideologią, temu nie przeczę. Oczywiście, że lansuję, namawiam i przekonuję, ale tylko tych którzy chcą, wykazują pewne zainteresowanie. Nie narzucam go jako obowiązującego w szkole, nie przymuszam do czytania moich lektur.
Cytat:
Skoro nie można wyzwolić sie z systemu aksjologicznego, to ustalmy najbardziej racjonalny, a ten mówiący o poprawności językowej i dowolności lektur nie wydaje mi się szczytowym osiągnieciem racjonalności, bo jako polonista nie zgodziłbym się na przerabianie antysemickich pozycji (młodzież w akcie afirmacji wolności mogłaby zażyczyć sobie, że tylko takie chce przerabiać).

Może Ci się nie wydawać szczytem racjonalności...
Nie zgadzasz się na pozycje antysemickie.
Za to nie masz nic przeciwko przerabianiu pozycji antyrosyjskich (Syzyfowe prace, Inny Świat), antyniemieckich (Medaliony, Niemcy, Kamienie na szaniec), antyarabskich (W pustyni i puszczy ), antyszwedzkich (Potop)...
To zapewne ma swoje racjonalne podstawy. Ale dla mnie nie wygląda na szczyt racjonalności.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
A co nie jest ideologią? Czy Twój postulat poprawności językowej nią nie jest? Niby dlaczego? Sam lansujesz określony system wartości, a w innym miejscu pisałeś, że nie ma obowiazku przyjmowania takiego.

>Oczywiście, że jest ideologią, temu nie przeczę. Oczywiście, że lansuję, namawiam i przekonuję, ale tylko tych którzy chcą, wykazują pewne zainteresowanie. Nie narzucam go jako obowiązującego w szkole, nie przymuszam do czytania moich lektur.

Jako Minister Edukacji musiałbyś coś narzucić, bo jakieś decyzje musiałbyś podjąć. Każda decyzja, nawet ta o dowolności w doborze lektur już jest narzucaniem jakiejś ideologii.
Pragnąłbym też zauważyć, że właśnie zaprzeczyłeś sobie, oto dowód:

LEGION:"Powinno mieć... Bo teraz ma bardziej ideologiczny.
Zalecałbym raczej naukę języka niż ideologii."
LEGION:"Oczywiście, że jest ideologią, temu nie przeczę. Oczywiście, że lansuję, namawiam i przekonuję"

Z jednej strony nie zalecasz ideologii, z drugiej przyznajesz, że to co zalecasz też jest ideologią.
Najpierw nauka języka nie jest ideologią, potem okazuje się, że jednak jest.

> Cytat:
Skoro nie można wyzwolić sie z systemu aksjologicznego, to ustalmy najbardziej racjonalny, a ten mówiący o poprawności językowej i dowolności lektur nie wydaje mi się szczytowym osiągnieciem racjonalności, bo jako polonista nie zgodziłbym się na przerabianie antysemickich pozycji (młodzież w akcie afirmacji wolności mogłaby zażyczyć sobie, że tylko takie chce przerabiać).

>Może Ci się nie wydawać szczytem racjonalności...
> Nie zgadzasz się na pozycje antysemickie.
> Za to nie masz nic przeciwko przerabianiu pozycji antyrosyjskich (Syzyfowe prace, Inny Świat), antyniemieckich (Medaliony, Niemcy, Kamienie na szaniec), antyarabskich (W pustyni i puszczy ), antyszwedzkich (Potop)...
> To zapewne ma swoje racjonalne podstawy. Ale dla mnie nie wygląda na szczyt racjonalności.

Ja tak nie twierdzę. Uważam natomiast, że o wszystkim można dyskutować i że nie należy popadać w dogmatyzm, który już na wstępie we wszystkim widzi ideologię.

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Jako Minister Edukacji musiałbyś coś narzucić, bo jakieś decyzje musiałbyś podjąć. Każda decyzja, nawet ta o dowolności w doborze lektur już jest narzucaniem jakiejś ideologii.

Nie musiałbym, a gdyby prawo mnie do tego zmuszało, to zrezygnowałbym z ministrowania. Choć jako minister zająłbym się w pierwszej kolejności wychowaniem fizycznym, bo ono ma się jeszcze gorzej niż czytelnictwo.
Cytat:
Z jednej strony nie zalecasz ideologii, z drugiej przyznajesz, że to co zalecasz też jest ideologią.

Jest ideologią, ale nie próbuję wprowadzać jej do szkół jako obowiązkowej.
Cytat:
Najpierw nauka języka nie jest ideologią, potem okazuje się, że jednak jest.

Nauka sama w sobie nie jest. Jest tylko wynikiem mojej "ideologii", czy poprawniej: światopoglądu.
Cytat:
Ja tak nie twierdzę. Uważam natomiast, że o wszystkim można dyskutować i że nie należy popadać w dogmatyzm, który już na wstępie we wszystkim widzi ideologię.

Niestety nie da się inaczej, wszystko co robimy wynika z naszej ideologii(światopoglądu) albo jest przypadkiem, a czynności nie mieszczące się w naszym światopoglądzie, to jak zauważyłem dosyć wąski margines.


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Jako Minister Edukacji musiałbyś coś narzucić, bo jakieś decyzje musiałbyś podjąć. Każda decyzja, nawet ta o dowolności w doborze lektur już jest narzucaniem jakiejś ideologii.

>Nie musiałbym, a gdyby prawo mnie do tego zmuszało, to zrezygnowałbym z ministrowania. Choć jako minister zająłbym się w pierwszej kolejności wychowaniem fizycznym, bo ono ma się jeszcze gorzej niż czytelnictwo.

Na pewno by Cię zmuszało, bo na tym właśnie polega praca ministra, że podejmuje decyzje (czytaj: narzuca ideologie).

> Cytat:
Z jednej strony nie zalecasz ideologii, z drugiej przyznajesz, że to co zalecasz też jest ideologią.

>Jest ideologią, ale nie próbuję wprowadzać jej do szkół jako obowiązkowej.

Twoje powstrzymanie się od wprowadzenia swojej ideologii też jest decyzją ideologiczną. Stąd wniosek, że tak czy siak próbowałbyś wprowadzać swoją ideologię do szkół. Relatywizm nijak się ma do praktyki, bo w praktyce trzeba podejmować decyzje, a decyzja wynika z przekonania o jej słuszności, o tym, że jest to najlepsza decyzja, a nie tyle samo warta co inne.

dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
>A co do określenia intencji, to w moim systemie etycznym intencje nie są istotne, interesują mnie raczej skutki.

Możesz kłaść główny akcent na skutki, nie zmienia to jednak faktu, że intencja też jest istotna także w Twoim systemie etycznym, bo gdy się dowiadujesz, że ktoś Cię niechcący popchnął to jesteś gotów wybaczyć, a gdy dowiadujesz się, że ktoś chciał Cię popchnąć, ale mu nie wyszło, to taki akt wewnętrzny oceniasz negatywnie.
Różnicujesz zatem swoją ocenę w zależności od intencji.
Siebie samego też oceniasz w zależności od intencji, bo rozgrzeszasz się gdy miałeś dobre intencje, nawet gdy skutki są złe. Z drugiej strony nie jesteś z siebie do końca dumny gdy z Twojego działania wynikło jakieś dobro wiedząc, że tego dobra wcale nie chciałeś, bo kierowałeś się na przykład egoizmem.
Dlatego właśnie za słuszne uważam definiowanie wolnego i świadomego aktu ludzkiego poprzez element wewnętrzny (intencję) i zewnętrzny (skutek). Poza tym skutek skutkowi nierówny, bo są skutki doraźne, przypadkowe i jest też skutek naturalny, czyli ten ciąg działań, który przenika wewnętrzna celowość mająca swe źródło w intencji.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Możesz kłaść główny akcent na skutki, nie zmienia to jednak faktu, że intencja też jest istotna także w Twoim systemie etycznym, bo gdy się dowiadujesz, że ktoś Cię niechcący popchnął to jesteś gotów wybaczyć, a gdy dowiadujesz się, że ktoś chciał Cię popchnąć, ale mu nie wyszło, to taki akt wewnętrzny oceniasz negatywnie.

Powstrzymaj się proszę od opisywania mojej etyki. Nie znasz mnie.
Cytat:
Różnicujesz zatem swoją ocenę w zależności od intencji.

A niby skąd możesz to wiedzieć? No mówiłem, ze wszechwiedzący jesteś...
Cytat:
Siebie samego też oceniasz w zależności od intencji, bo rozgrzeszasz się gdy miałeś dobre intencje, nawet gdy skutki są złe. Z drugiej strony nie jesteś z siebie do końca dumny gdy z Twojego działania wynikło jakieś dobro wiedząc, że tego dobra wcale nie chciałeś, bo kierowałeś się na przykład egoizmem.

Dobre, szkoda, ze wcześniej o tym nie wiedziałem...
Cytat:
Dlatego właśnie za słuszne uważam definiowanie wolnego i świadomego aktu ludzkiego poprzez element wewnętrzny (intencję) i zewnętrzny (skutek). Poza tym skutek skutkowi nierówny, bo są skutki doraźne, przypadkowe i jest też skutek naturalny, czyli ten ciąg działań, który przenika wewnętrzna celowość mająca swe źródło w intencji.

Wróćmy proszę do dyskusji o kulturze.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Możesz kłaść główny akcent na skutki, nie zmienia to jednak faktu, że intencja też jest istotna także w Twoim systemie etycznym, bo gdy się dowiadujesz, że ktoś Cię niechcący popchnął to jesteś gotów wybaczyć, a gdy dowiadujesz się, że ktoś chciał Cię popchnąć, ale mu nie wyszło, to taki akt wewnętrzny oceniasz negatywnie.

>Powstrzymaj się proszę od opisywania mojej etyki. Nie znasz mnie.

Ale widzę, co napisałeś i to właśnie analizuję. Gdy piszesz, że interesują Cię raczej skutki, to zwracam uwagę na rolę intencji, przy czym nie napisałeś, czy mam racje odnośnie tej roli.

> Cytat:
Różnicujesz zatem swoją ocenę w zależności od intencji.

>A niby skąd możesz to wiedzieć? No mówiłem, ze wszechwiedzący jesteś...
To napisz czy to prawda. Jeśli nie jest to prawda w odniesieniu do Ciebie, to tym bardziej napisz, bo Twój światopogląd będzie wówczas bardzo ciekawym problemem teoretycznym. No, jak to jest w Twoim przypadku?

> Cytat:
Siebie samego też oceniasz w zależności od intencji, bo rozgrzeszasz się gdy miałeś dobre intencje, nawet gdy skutki są złe. Z drugiej strony nie jesteś z siebie do końca dumny gdy z Twojego działania wynikło jakieś dobro wiedząc, że tego dobra wcale nie chciałeś, bo kierowałeś się na przykład egoizmem.

> Dobre, szkoda, ze wcześniej o tym nie wiedziałem...

Tak?, Czyżbyś chciał powiedzieć, że zupełnie nie mam racji pisząc to?


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Ale widzę, co napisałeś i to właśnie analizuję. Gdy piszesz, że interesują Cię raczej skutki, to zwracam uwagę na rolę intencji, przy czym nie napisałeś, czy mam racje odnośnie tej roli.

Nie, intencje nie maja dla mnie żadnego znaczenia, bo nie mogę ich poznać. Nie mam zamiaru opierać się na czymś czego ocenić nie mogę.
Cytat:
To napisz czy to prawda. Jeśli nie jest to prawda w odniesieniu do Ciebie, to tym bardziej napisz, bo Twój światopogląd będzie wówczas bardzo ciekawym problemem teoretycznym. No, jak to jest w Twoim przypadku?

Mój światopogląd nie będzie raczej problemem teoretycznym, bo jest praktyczny. Nie mogę różnicować oceny ze względu na coś czego nie znam.
Cytat:
Tak?, Czyżbyś chciał powiedzieć, że zupełnie nie mam racji pisząc to?

No mercy... Jeżeli coś nie wyszło, to mój błąd, (zbiegi okoliczności z gatunku: naprawdę-nie-do-przewidzenia są bardzo rzadkie) i błędem pozostaje, niezależnie od intencji...

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
Dobra, powiedzmy, że intencja informuje nas o osobie, nie o czynie.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Dobra, powiedzmy, że intencja informuje nas o osobie, nie o czynie.

A u mnie jest właśnie na odwrót - to osoba informuje o intencji usiłując wyjaśnić czyn.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Dobra, powiedzmy, że intencja informuje nas o osobie, nie o czynie.
>

>A u mnie jest właśnie na odwrót - to osoba informuje o intencji usiłując wyjaśnić czyn.

Słowa 'informuje' użyłeś w innym sensie. W odniesieniu do osoby w sensie dosłownym jako przekazywanie informacji. Intencja 'informuje' w tym sensie, że na jej podstawie oceniamy osobę. Innymi słowy: Najpierw osoba mówi jaką miała intencję, potem intencja mówi Ci z jakiego pokroju osobą masz do czynienia.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Słowa 'informuje' użyłeś w innym sensie. W odniesieniu do osoby w sensie dosłownym jako przekazywanie informacji. Intencja 'informuje' w tym sensie, że na jej podstawie oceniamy osobę. Innymi słowy: Najpierw osoba mówi jaką miała intencję, potem intencja mówi Ci z jakiego pokroju osobą masz do czynienia.

Słowa "informuje" użyłem właśnie tak jak chciałem. Nigdy nie miałem okazji pogadać z intencją, nigdy jej nie widziałem, jedyne co odbieram to słowa drugiej osoby, dlatego nie zgodzę się, ze jakaś intencja o czymś ma mnie informować. Informuje tylko osoba, (nadal nie intencja) o osobie. Osobę ocenić mogę na podstawie tego co mówi, ale nadal będzie to ocena na podstawie wypowiedzi osoby o intencji. Jedyne elementy który można jakoś tu zbadać to osoba i wypowiedź. I to musi wystarczyć.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Co nie neguje racji istnienia samego rozróżnienia. Dla przykładu: Przy określaniu moralnej specyfikacji aktu ludzkiego ważne jest to, jaką ktoś ma intencję.

>Są rożne rozróżnienia ale skoro nie możemy określić co jest i jak jest, to jak możemy ocenić?

Sam fakt istnienia różnych rozróżnień jeszcze o niczym nie świadczy, bo brak jednomyślności może oznaczać, że nikt nie ma racji, a równie dobrze, że jedni ją mają a inni nie. Poza tym skąd bierze się ta fundamentalna niemożność określenia co jest i jak jest? Bo, że jej źródłem nie jest sam fakt istnienia różnych koncepcji, to już wiemy.

> Cytat:
Jedno nie wyklucza drugiego. Może nie warto aż tak wielkiej wagi przywiązywać do formy czyichś wypowiedzi, bo jeśli drażni Cie samo to, że ktoś formułuje swoje tezy eksplicite a nie tylko jako sygestie, to zamiast zgłębiać temat będziesz podważał absolutnie wszystko. Taka dyskusja nie ma sensu.

>Warto bo jeżeli ma to być dyskusja, to powinniśmy wymieniać się argumentami, a nie okładać twierdzeniami.

Czy nie stawiasz zbyt dużych wymagań? Jeśli ktoś pojawia sie na tym forum i pisze: Bóg istnieje, a następnie podaje merytoryczne argumenty, nie stosuje uszczypliwości, aluzji do Twojego intelektu, wykształcenia itp. to ja uważam, że nie powinno się zarzucać tej osobie jeszcze tego, że się zbyt stanowczo wypowiada.

>Cytat:
Zobacz jak bardzo merytorycznie próbuję dyskutować z Tobą.

>A na czym merytoryczność według Ciebie polega?

Na tym, że argumenty dotyczą tematu.
>Cytat:
Czy to nie jest przypadkiem dyskryminacja ze względu na stopień utwierdzenia w poglądach?

>Jak można dyskryminować ze względu na stopień utwierdzenia w poglądach? mógłbyś to jakoś doprecyzować?

Jak ktoś jest utwierdzony w swoich poglądach wtedy może stanowczo cos stwierdzać, bez oddatków w stylu: wydaje mi się, przypuszczam. Takie dodatki byłyby pewnie bardziej wskazane, bo to pokazuje, że ktoś nie jest zbyt pewny siebie, ale jesteśmy na forum, a nie w sytuacji towarzyskiej a tu liczy się przede wszystkim temat.

> Cytat:
Dojmujące cierpienie wynikające z przejedzenia jest faktem, a nie twierdzeniem zaczerpniętym z dowolnego systemu filozoficznego.

>A jak wiemy istnieją też światopoglądy które uznają wyższość cierpienia nad przyjemnościami. I wtedy cierpienie też jest szczęściem.

Ja widzę, że sama wielość poglądów na ten temat jest dla Ciebie głównym argumentem za niewyróżnianiem żadnego. Takie metodyczne wątpienie ma swoje zalety, ale w Twoim przypadku zaowocowało ono natępującym stwierdzeniem: Otóż napisałeś wyżej, że zdanie:
Im lepiej wypełniamy przykazania tym lepszymi Sługami Bożymi jesteśmy, a czy jest ktoś szczęśliwszy od Sługi Bożego?
jest równie bezsensowne co zdanie:
Otaczającą nas rzeczywistością rządzą pewne prawa. Im lepiej je znamy tym skuteczniej potrafimy realizować swoje i innych potrzeby, tym jesteśmy szczęśliwsi.

Metodyczne wątpienie doprowadziło do wniosku, że wszystkie tego typu zdania są równocenne, z czym ja się nie zgadzam, bo to wątpienie mimo swoich zalet nie może być argumentem, który na wstępie ucina samą możliwość istnienia twierdzenia lepszego i gorszego. Jeśli a priori ucinamy taką możliwość to popadamy w dogmatyzm.

>Z logicznego punktu widzenia każde zdanie którego nie da się potwierdzić ani obalić jest zdaniem bezsensownym. Twierdzenia głoszone przez Ciebie są niemożliwe do określenia jako prawdziwe lub fałszywe.

Dlaczego uważasz, że tego zdania nie da sie potwierdzić? Czy nie umiemy potwierdzić zdania, że "Otaczającą nas rzeczywistością rządzą pewne prawa. Im lepiej je znamy tym skuteczniej potrafimy realizować swoje i innych potrzeby, tym jesteśmy szczęśliwsi?".

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Sam fakt istnienia różnych rozróżnień jeszcze o niczym nie świadczy, bo brak jednomyślności może oznaczać, że nikt nie ma racji, a równie dobrze, że jedni ją mają a inni nie. Poza tym skąd bierze się ta fundamentalna niemożność określenia co jest i jak jest? Bo, że jej źródłem nie jest sam fakt istnienia różnych koncepcji, to już wiemy.

Źródłem naszego problemu wydaje się być to, że nie mamy zmysłu którym moglibyśmy zaobserwować intencje, dlatego opieranie na nich czegokolwiek przypomina trochę ruletkę, czasami nawet rosyjską.
Cytat:
Czy nie stawiasz zbyt dużych wymagań? Jeśli ktoś pojawia sie na tym forum i pisze: Bóg istnieje, a następnie podaje merytoryczne argumenty, nie stosuje uszczypliwości, aluzji do Twojego intelektu, wykształcenia itp. to ja uważam, że nie powinno się zarzucać tej osobie jeszcze tego, że się zbyt stanowczo wypowiada.

I wcale tego nie czynię, pod warunkiem, że po stanowczym twierdzeniu pojawiają się argumenty możliwe do zweryfikowania, a nie kolejne stanowcze twierdzenia.
Cytat:
Jak ktoś jest utwierdzony w swoich poglądach wtedy może stanowczo cos stwierdzać, bez dodatków w stylu: wydaje mi się, przypuszczam.

To powinien mówić coś w stylu: "mój pogląd na sprawę przedstawia się następująco".
Bo to, ze jest przekonany nie znaczy przecież, że ma rację. Jest cała masa ludzi przekonanych, że istnieją duchy, i rozumiem dziecko, które się filmów naoglądało, ale kiedy mówi tak dorosły, to najwyżej mnie rozśmieszy...
Cytat:
Takie dodatki byłyby pewnie bardziej wskazane, bo to pokazuje, że ktoś nie jest zbyt pewny siebie, ale jesteśmy na forum, a nie w sytuacji towarzyskiej a tu liczy się przede wszystkim temat.

Jasne, że się liczy, ale na forum powinien pilnować się tym bardziej, bo czyta Go więcej osób, więc po co narażać się na zbędną krytykę?
Cytat:
Metodyczne wątpienie doprowadziło do wniosku, że wszystkie tego typu zdania są równocenne, z czym ja się nie zgadzam, bo to wątpienie mimo swoich zalet nie może być argumentem, który na wstępie ucina samą możliwość istnienia twierdzenia lepszego i gorszego.

Dlaczego nie może być argumentem?
Cytat:
Jeśli a priori ucinamy taką możliwość to popadamy w dogmatyzm.

Jeśli a priori zakładamy istnienie lepszego i gorszego, dobra i zła, to popadamy w dogmatyzm
Cytat:
Dlaczego uważasz, że tego zdania nie da sie potwierdzić? Czy nie umiemy potwierdzić zdania, że "Otaczającą nas rzeczywistością rządzą pewne prawa. Im lepiej je znamy tym skuteczniej potrafimy realizować swoje i innych potrzeby, tym jesteśmy szczęśliwsi?".

OK. No to jazda:
Cytat:
Otaczającą nas rzeczywistością rządzą pewne prawa.

Miłe założenie, o tym, ze światem rządzą jakieś prawa, jedno z podstawowych założeń nauki. Nie zawsze jesteśmy w stanie stwierdzić ich istnienie, ale zakładamy ich istnienie, żeby nasza nauka miała sens. Tu mogą się czepiać tylko skrajni sceptycy.
Cytat:
Im lepiej je znamy

Także jedno z głównych założeń nauki.
Cytat:
tym skuteczniej potrafimy realizować swoje i innych potrzeby,

A tu już zaczynają się schody, bo takim stwierdzeniem wchodzisz na radosny choć grząski grunt stanowiska zwanego intelektualizmem etycznym. A zdanko to zawiera ukryte założenia:
1. Nasze potrzeby wynikają z jakichś praw rządzących rzeczywistością.
Tu jest mały problem, bo wypadałoby określić o jakie prawa chodzi? Fizyki?
2.Jeżeli wiemy co jest "dobre dla siebie" i "dobre dla innych" to tak właśnie będziemy robić.
Tu już nie trzeba sceptyka, żeby mieć wątpliwości - bo wystarczy się rozejrzeć na przystanku, żeby zobaczyć ludzi, którzy świadomie sobie szkodzą paląc papierosy.
Cytat:
tym jesteśmy szczęśliwsi.

I finito. O ile z moimi poprzednimi zarzutami można dyskutować, to tutaj mamy już twierdzenie nie do obronienia.
1. Założenie, że spełnianie potrzeb swoich prowadzi do szczęścia sam niedawno obalałeś.
2. Założenie, że zaspokajanie potrzeb innych zapewnia szczęście jest do przyjęcia chyba tylko dla chrześcijan i utylitarystów. Jak chcesz dowodzić, że zaspokajanie Twoich potrzeb będzie dla mnie źródłem szczęścia. Jak chcesz zdefiniować szczęście?


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Sam fakt istnienia różnych rozróżnień jeszcze o niczym nie świadczy, bo brak jednomyślności może oznaczać, że nikt nie ma racji, a równie dobrze, że jedni ją mają a inni nie. Poza tym skąd bierze się ta fundamentalna niemożność określenia co jest i jak jest? Bo, że jej źródłem nie jest sam fakt istnienia różnych koncepcji, to już wiemy.

>Źródłem naszego problemu wydaje się być to, że nie mamy zmysłu którym moglibyśmy zaobserwować intencje, dlatego opieranie na nich czegokolwiek przypomina trochę ruletkę, czasami nawet rosyjską.

Swoje intencje znasz i wiesz, że inni też kierują sie jakimiś intencjami. Podobnie w odniesieniu do próżności wiesz, że są ludzie, którzy tym się kierują (sami o tym informują, a nierzadko sam sobie uświadamiasz, że chęć pokazania się może być głównym motorem Twojego postępowania).
Ponieważ wiemy, że coś takiego w ogóle istnieje, to możemy na tej podstawie coś ustalać. Możemy na przykład dojść do wniosku, że nie należy obniżać poziomu tylko dlatego, że masy tego chcą, że jednym z wyznaczników prawdziwej kultury jest mówienie tego, co naprawdę chce się powiedzieć.
Intencji często nie widać, tak samo jak tego czy ktoś tworzy dla próżności, ale to, że czegoś nie widać na zewnątrz nie oznacza, że to coś nie istnieje. A skoro istnieje, a wiemy, że tak jest, to można na podstawie tego czegoś dokonywać cennych rozróżnień w odniesieniu do kultury.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Swoje intencje znasz i wiesz, że inni też kierują sie jakimiś intencjami.

Domyślam się tego.
Cytat:
Podobnie w odniesieniu do próżności wiesz, że są ludzie, którzy tym się kierują (sami o tym informują, a nierzadko sam sobie uświadamiasz, że chęć pokazania się może być głównym motorem Twojego postępowania).

Zmień proszę formę, trudno traktować poważnie kogoś kto mówi mi co czuję i jak wygląda tok mojego rozumowania, zwłaszcza, że to dosyć niecelne strzały.
Cytat:
Ponieważ wiemy, że coś takiego w ogóle istnieje, to możemy na tej podstawie coś ustalać.

Przypuszczać.
Cytat:
Możemy na przykład dojść do wniosku, że nie należy obniżać poziomu tylko dlatego, że masy tego chcą, że jednym z wyznaczników prawdziwej kultury jest mówienie tego, co naprawdę chce się powiedzieć.

Nadal nie wiem jak rozpoznać obniżanie poziomu, ale jestem pewien, ze np.Doda mówi właśnie to co chce powiedzieć...
Cytat:
Intencji często nie widać, tak samo jak tego czy ktoś tworzy dla próżności, ale to, że czegoś nie widać na zewnątrz nie oznacza, że to coś nie istnieje.

Jak najbardziej, można przypuszczać, ze coś takiego istnieje.
Cytat:
A skoro istnieje, a wiemy, że tak jest, to można na podstawie tego czegoś dokonywać cennych rozróżnień w odniesieniu do kultury.

Tyle, że dla mnie przypuszczenie czy nawet wiedza o tym, że coś istnieje to zdecydowanie za mało, żeby na podstawie cech tego prawdopodobnego czegoś dokonywać jakichkolwiek rozróżnień, a tym bardziej cennych... Za mało danych, dane niepełne. Często to widzę kiedy ktoś mówi mi o tym jak odbiera moje intencje i próbuje odtwarzać mój tok myślenia, jakie wtedy cuda wychodzą...


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Podobnie w odniesieniu do próżności wiesz, że są ludzie, którzy tym się kierują (sami o tym informują, a nierzadko sam sobie uświadamiasz, że chęć pokazania się może być głównym motorem Twojego postępowania).

>Zmień proszę formę, trudno traktować poważnie kogoś kto mówi mi co czuję i jak wygląda tok mojego rozumowania, zwłaszcza, że to dosyć niecelne strzały.

Chodziło o pokazanie, że o próżności przekonuje nas doświadczenie wewnętrzne. Odnośnie próżności i autentyczności nie powiedziałbym, że są to elementy istotne kultury, a raczej, że postawa autentyczności sprzyja rozwojowi kultury.

> Cytat:
Ponieważ wiemy, że coś takiego w ogóle istnieje, to możemy na tej podstawie coś ustalać.

>Przypuszczać.

Bądź zyskać pewność, to zależy do czego nas doprowadzi tok rozumowania.

> Cytat:
Możemy na przykład dojść do wniosku, że nie należy obniżać poziomu tylko dlatego, że masy tego chcą, że jednym z wyznaczników prawdziwej kultury jest mówienie tego, co naprawdę chce się powiedzieć.

>Nadal nie wiem jak rozpoznać obniżanie poziomu, ale jestem pewien, ze np.Doda mówi właśnie to co chce powiedzieć...

A niedawno twierdziłeś, że nie masz dostępu do czyichś intencji, a tu raptem pewność (nawet nie przypuszczenie) co do zbieżności pomiędzy myślą i słowem Dody.
Nie wiesz jak rozpoznać obniżenie poziomu, a jak oceniasz tworzenie pod publikę? Czy dobrze by było, gdyby wszyscy tylko to robili?

> Cytat:
Intencji często nie widać, tak samo jak tego czy ktoś tworzy dla próżności, ale to, że czegoś nie widać na zewnątrz nie oznacza, że to coś nie istnieje.

>Jak najbardziej, można przypuszczać, ze coś takiego istnieje.

Przypuszczasz tylko fakt istnienia intencji u ludzi?

> Cytat:
A skoro istnieje, a wiemy, że tak jest, to można na podstawie tego czegoś dokonywać cennych rozróżnień w odniesieniu do kultury.

>Tyle, że dla mnie przypuszczenie czy nawet wiedza o tym, że coś istnieje to zdecydowanie za mało, żeby na podstawie cech tego prawdopodobnego czegoś dokonywać jakichkolwiek rozróżnień, a tym bardziej cennych... Za mało danych, dane niepełne.

Co jest Ci dodatkowo potrzebne?

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Chodziło o pokazanie, że o próżności przekonuje nas doświadczenie wewnętrzne.

Niestety w swoim wnętrzu nie natrafiłem jeszcze na organ potrafiący odbierać próżność.
Cytat:
Odnośnie próżności i autentyczności nie powiedziałbym, że są to elementy istotne kultury, a raczej, że postawa autentyczności sprzyja rozwojowi kultury.

No, jak Doda, Manuela i Kono... Ja nadal nie umiem odróżnić autentyczności od próżności. Już nie mówiąc o dyskutowaniu ich wpływu na kulturę...
Cytat:
Bądź zyskać pewność, to zależy do czego nas doprowadzi tok rozumowania.

Nie widzę podstaw do pewności na podstawie domysłów i przeczuć.
Cytat:
A niedawno twierdziłeś, że nie masz dostępu do czyichś intencji, a tu raptem pewność (nawet nie przypuszczenie) co do zbieżności pomiędzy myślą i słowem Dody.

No mówi, że jest autentyczna. Czemu miałbym jej nie wierzyć? Nie mam innych narzędzi, by oceniać czyjeś intencje jak wiara w to co powiedzą.
Cytat:
Nie wiesz jak rozpoznać obniżenie poziomu, a jak oceniasz tworzenie pod publikę? Czy dobrze by było, gdyby wszyscy tylko to robili?

A kto nie tworzył pod publikę? Skąd wzięły się epoki literackie? Nagle cała masa ludzi zaczynała tworzyć w podobnym stylu, tak sama z siebie? Tworzyli właśnie w takim stylu, który się sprzedawał, dawał sławę - bo "trafiał pod strzechy".
Cytat:
Przypuszczasz tylko fakt istnienia intencji u ludzi?

Czasami. Czasem nie jestem pewien, czy to intencje, czy bezmyślność...
Cytat:
Co jest Ci dodatkowo potrzebne?

Potrzebne mi coś co pozwoli w jasny i pewny sposób określić jakie kto ma intencje. Może jakiś organ dodatkowy do czytania w myślach, albo kryształowa kula?


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Chodziło o pokazanie, że o próżności przekonuje nas doświadczenie wewnętrzne.

>Niestety w swoim wnętrzu nie natrafiłem jeszcze na organ potrafiący odbierać próżność.

Ale masz uszy i możesz od kogoś usłyszeć w chwili zwierzenia o prawdziwych motywach czyjegoś postępowania.
Nie można też wykluczyć, że u siebie taki motyw kiedyś odkryjesz. Oczywiście nie znam Ciebie, ale teoretycznie możliwości takiej wykluczyć przecież nie możesz.

> Cytat:
Odnośnie próżności i autentyczności nie powiedziałbym, że są to elementy istotne kultury, a raczej, że postawa autentyczności sprzyja rozwojowi kultury.

>No, jak Doda, Manuela i Kono... Ja nadal nie umiem odróżnić autentyczności od próżności. Już nie mówiąc o dyskutowaniu ich wpływu na kulturę...

Autentyczny jest ktoś wtedy, gdy mówi to, co chce powiedzieć. W przypadku próżności ważniejsze jest to, aby powiedzieć, to, co chcą usłyszeć inni. Możesz mieć trudności z zorientowaniem się w czyichś motywach, ale nie możesz twierdzić, że nie istnieje różnica między jednym a drugim, a to zdajesz sie sugerować pisząc, że nie umiesz odróżnić jednego od drugiego. Możesz co najwyżej nie umieć rozpoznać, ale pojeciowo przecież odróżnić umiesz.

> Cytat:
Bądź zyskać pewność, to zależy do czego nas doprowadzi tok rozumowania.

>Nie widzę podstaw do pewności na podstawie domysłów i przeczuć.
Na podstawie faktu, że coś w ogóle istnieje (w tym przypadku tym faktem jest istnienie próżności).

> Cytat:
A niedawno twierdziłeś, że nie masz dostępu do czyichś intencji, a tu raptem pewność (nawet nie przypuszczenie) co do zbieżności pomiędzy myślą i słowem Dody.

>No mówi, że jest autentyczna. Czemu miałbym jej nie wierzyć? Nie mam innych narzędzi, by oceniać czyjeś intencje jak wiara w to co powiedzą.

Czyli jednak masz dostęp do czyichś intencji, a to oznacza, że po raz drugi zaprzeczasz sobie, bo wcześniej pisałeś, cytuję:"Nie, intencje nie maja dla mnie żadnego znaczenia, bo nie mogę ich poznać."
No i po raz trzeci też sobie zaprzeczasz, bo wierzysz w jej autentyczność, a wcześniej pisałeś, że, cytuję:"Ja nadal nie umiem odróżnić autentyczności od próżności". Jak możesz wierzyć w jej autentycznosć, skoro nie potrafisz nawet odróżnić jej od próżności?

dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Nie wiesz jak rozpoznać obniżenie poziomu, a jak oceniasz tworzenie pod publikę? Czy dobrze by było, gdyby wszyscy tylko to robili?

>A kto nie tworzył pod publikę? Skąd wzięły się epoki literackie? Nagle cała masa ludzi zaczynała tworzyć w podobnym stylu, tak sama z siebie? Tworzyli właśnie w takim stylu, który się sprzedawał, dawał sławę - bo "trafiał pod strzechy".

No ok, a czy mógłbyś odpowiedzieć na drugie pytanie?

> Cytat:
Co jest Ci dodatkowo potrzebne?

>Potrzebne mi coś co pozwoli w jasny i pewny sposób określić jakie kto ma intencje. Może jakiś organ dodatkowy do czytania w myślach, albo kryształowa kula?

A czy do dyskusji o kulturze nie wystarczy sam fakt istnienia próżności, na podstawie którego moglibyśmy stwierdzić przynajmniej tyle, że gdyby wszyscy się tym kierowali to nie byłoby dobrze?
Poza tym, czy do dyskusji o kulturze potrzebne są aż takie pewniki? Wyobraź sobie, że ja takich pewników domagam się w odniesieniu do faktu istnienia ateistów. W końcu o tym, że ktoś jest ateistą informuje mnie druga osoba. Nie musze w to wierzyć, równie dobrze może mnie oszukiwać.

dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Metodyczne wątpienie doprowadziło do wniosku, że wszystkie tego typu zdania są równocenne, z czym ja się nie zgadzam, bo to wątpienie mimo swoich zalet nie może być argumentem, który na wstępie ucina samą możliwość istnienia twierdzenia lepszego i gorszego.

>Dlaczego nie może być argumentem?

No bo czemu mielibyśmy tworzyć jakieś nieprzekraczalne granice poznaniu? Zbyt daleko posunięty sceptycyzm z zasady ucina możliwość ustalenia twierdzenia lepszego i gorszego, a taki sceptycyzm jest wewnętrznie sprzeczny, bo nie odnosi się sceptycznie do swojej zasady o metodycznym ucinaniu wszelkich możliwości ustalenia bardziej i mniej słusznego twierdzenia.

> Cytat:
Jeśli a priori ucinamy taką możliwość to popadamy w dogmatyzm.

>Jeśli a priori zakładamy istnienie lepszego i gorszego, dobra i zła, to popadamy w dogmatyzm

Zgadzam się i dlatego tego nie robię.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
No bo czemu mielibyśmy tworzyć jakieś nieprzekraczalne granice poznaniu?

No nie powinniśmy ich tworzyć. Ale to zależy o jakim poznaniu mówimy. Lepsze i gorsze jest zawsze względne. Więc nie możemy powiedzieć, że nóż jest lepszy od karabinu, bo to dwa narzędzia które zostały stworzone do różnych celów i mają do wykonywania pewnych czynności służyć. I ma podobnej zasadzie nie możemy powiedzieć, że jeden światopogląd jest lepszy od drugiego.
Cytat:
Zbyt daleko posunięty sceptycyzm z zasady ucina możliwość ustalenia twierdzenia lepszego i gorszego, a taki sceptycyzm jest wewnętrznie sprzeczny, bo nie odnosi się sceptycznie do swojej zasady o metodycznym ucinaniu wszelkich możliwości ustalenia bardziej i mniej słusznego twierdzenia.

Nie jest wewnętrznie sprzeczny kiedy ucina twierdzenia które są niesprawdzalne. Nie możesz "obiektywnie" i z całą pewnością twierdzić, ze Twój światopogląd jest najlepszym dla wszystkich ludzi. Z tego wynika, że nie jest on "obiektywnie" lepszy od innego. Może być lepszy dla Ciebie, w to nie wątpię. Ale właśnie sceptycyzm - całkiem umiarkowany - nie pozwala na takie stanowcze twierdzenia.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
No bo czemu mielibyśmy tworzyć jakieś nieprzekraczalne granice poznaniu?

>Lepsze i gorsze jest zawsze względne.

I to jest właśnie tworzenie poznaniu nieprzekraczalnych granic. Chodzi o to małe słówko 'zawsze'.
Ktoś, kto tak twierdzi a priori ucina samą możliwość ustalenie czegoś lepszego i gorszego w sensie absolutnym.

>I ma podobnej zasadzie nie możemy powiedzieć, że jeden światopogląd jest lepszy od drugiego.

Możemy bo jeden może być bardziej racjonalny i spójny od drugiego. A myślisz, że skąd bierze się ta postawa intelektualnej wyższości racjonalistów w stosunku do katolików, jeśli nie właśnie z przekonania, że ich światopogląd jest lepszy bo racjonalniejszy. Sam nazwałeś księdza ironicznie pastuchem.

> Ale właśnie sceptycyzm - całkiem umiarkowany - nie pozwala na takie stanowcze twierdzenia.

Ale Ty takiego nie wyznajesz. Cytuję:"Lepsze i gorsze jest zawsze wzgledne". Jak widać też masz swoje dogmaty.

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
I to jest właśnie tworzenie poznaniu nieprzekraczalnych granic. Chodzi o to małe słówko 'zawsze'.
Ktoś, kto tak twierdzi a priori ucina samą możliwość ustalenie czegoś lepszego i gorszego w sensie absolutnym.

A gdzie ostatnio widziałeś coś lepszego w sensie absolutnym? To nie jest założenie apriori, tylko stwierdzenie pewnego faktu językowego. Kiedy pójdę jutro na zajęcia i powiem: "racjonalizm jest lepszy", to ludzie odpowiedzą: "od czego lepszy?" bo lepsze jest względne - zawsze trzeba mieć porównanie.
Cytat:
Możemy bo jeden może być bardziej racjonalny i spójny od drugiego.

Ale dlaczego racjonalny jest lepszy? Ty cenisz sobie w światopoglądzie spójność i racjonalność, ktoś inny potrzebuje spokoju i dobrego samopoczucia, w czym jest gorszy światopogląd, skoro mu to zapewnia? A który rodzaj racjonalności jest lepszy? Polecam tu esej Petera Wincha: Rozumienie społeczeństwa pierwotnego, [w: ] Racjonalność i styl myślenia,(red.) E. Mokrzycki, Warszawa 1992; (gdybyś miał problemy ze zdobyciem tekstu postaram się zeskanować i wysłać na maila, ale to po weekendzie najpewniej)
Cytat:
A myślisz, że skąd bierze się ta postawa intelektualnej wyższości racjonalistów w stosunku do katolików, jeśli nie właśnie z przekonania, że ich światopogląd jest lepszy bo racjonalniejszy. Sam nazwałeś księdza ironicznie pastuchem.

Ale w odróżnieniu od Ciebie nie twierdzę, że mój system jest obiektywnie lepszy. Staram się zachować dystans i pamiętać o tym, że to jedynie moja postawa i moje przekonanie (choć nie zawsze jest to widoczne w dyskusji).
Cytat:
Ale Ty takiego nie wyznajesz. Cytuję:"Lepsze i gorsze jest zawsze wzgledne". Jak widać też masz swoje dogmaty.

Nie dogmaty - słownik.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
I to jest właśnie tworzenie poznaniu nieprzekraczalnych granic. Chodzi o to małe słówko 'zawsze'.
>Ktoś, kto tak twierdzi a priori ucina samą możliwość ustalenie czegoś lepszego i gorszego w sensie absolutnym.

>A gdzie ostatnio widziałeś coś lepszego w sensie absolutnym?

To nie ma żadnego znaczenia czy ja coś widziałem, czy nie. Chodzi tylko o to, żeby nie ucinać na wstępie możliwości, a Ty to robisz twierdząc, że "lepsze i gorsze jest zawsze względne".

>To nie jest założenie apriori, tylko stwierdzenie pewnego faktu językowego. Kiedy pójdę jutro na zajęcia i powiem: "racjonalizm jest lepszy", to ludzie odpowiedzą: "od czego lepszy?" bo lepsze jest względne - zawsze trzeba mieć porównanie.

Lepsze jest względne, bo zakłada gorsze. Białe jest względne, bo zakłada czarne, ale przecież Tobie nie o taką, czysto językową względność chodzi. Tobie chodzi o brak różnic jakościowych w przypadku dwóch światopoglądów.
Wyjaśnię to na prostym przykładzie: Ja twierdzę, że coś jest wyższe od czegoś innego. Ty temu zaprzeczasz argumentując, że w sensie jezykowym wyższe zawsze zakłada niższe. Wiadomo jednak, że tu nie o językową komplementarność chodzi, a o zaprzeczenie, że nic nie jest wyższe.


dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Możemy bo jeden może być bardziej racjonalny i spójny od drugiego.

>Ale dlaczego racjonalny jest lepszy?
Bo zapewnia lepszy kontakt z rzeczywistością, dzięki czemu można lepiej realizować swoje i innych potrzeby.
Im szersza i lepsza wiedza, tym lepiej możesz organizować sobie życie tak jak chcesz.
>Ty cenisz sobie w światopoglądzie spójność i racjonalność, ktoś inny potrzebuje spokoju i dobrego samopoczucia, w czym jest gorszy światopogląd, skoro mu to zapewnia?

Jedno nie wyklucza drugiego. Poza tym brak racjonalności połączony z chęcią zachowania spokoju i dobrego samopoczucia oznacza wyżynanie tych, którzy poprzez racjonalnosć ten spokój burzą.

> Cytat:
A myślisz, że skąd bierze się ta postawa intelektualnej wyższości racjonalistów w stosunku do katolików, jeśli nie właśnie z przekonania, że ich światopogląd jest lepszy bo racjonalniejszy. Sam nazwałeś księdza ironicznie pastuchem.

>Ale w odróżnieniu od Ciebie nie twierdzę, że mój system jest obiektywnie lepszy. Staram się zachować dystans i pamiętać o tym, że to jedynie moja postawa i moje przekonanie (choć nie zawsze jest to widoczne w dyskusji).

Ale to oznacza, że powinieneś zupełnie zamilknąć w kwestiach światopoglądowych, bo jaki jest sens przekonywania innych do swoich racji, skoro się uważa, że czyjś system jest równie dobry. Jeśli pod każdym względem jest równie dobry, to niewytłumaczalna jest jakakolwiek krytyka, bo jakakolwiek Twoja wypowiedź na forum burzy spokój i dobre samopoczucie osoby, która uważa inaczej.
Cokolwiek napiszesz burzysz czyjś spokój.
Takie konsekwencje wprost wynikają z przekonania, że poprzez swoje wypowiedzi nie wprowadza się żadnych obiektywnie słusznych treści.

dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
tym skuteczniej potrafimy realizować swoje i innych potrzeby,

>A tu już zaczynają się schody, bo takim stwierdzeniem wchodzisz na radosny choć grząski grunt stanowiska zwanego intelektualizmem etycznym. A zdanko to zawiera ukryte założenia:
>1. Nasze potrzeby wynikają z jakichś praw rządzących rzeczywistością.
>Tu jest mały problem, bo wypadałoby określić o jakie prawa chodzi? Fizyki?

Weź sobie co chcesz. Może być fizyka, może być biologia. To nie ważne, datego, że w obu przypadkach okaże się, że Twój zarzut jakoby moje twierdzenie było niefalsyfikowalne (cytuję:"Twierdzenia głoszone przez Ciebie są niemożliwe do określenia jako prawdziwe lub fałszywe.") jest bezpodstawny.

>2.Jeżeli wiemy co jest "dobre dla siebie" i "dobre dla innych" to tak właśnie będziemy robić.
>Tu już nie trzeba sceptyka, żeby mieć wątpliwości - bo wystarczy się rozejrzeć na przystanku, żeby zobaczyć ludzi, którzy świadomie sobie szkodzą paląc papierosy.

Moim zdaniem takie założenie nie tkwi w tym co napisałem, bo ja nie napisałem, że im wiecej wiemy, tym wiecej chcemy, a jedynie, że im więcej wiemy, tym lepiej potrafimy realizować swoje potrzeby. Poza tym to, że ktoś nie chce, mimo, że wie, może wynikać z tego, że wiele jeszcze nie wie.

> Cytat:
tym jesteśmy szczęśliwsi.

>I finito. O ile z moimi poprzednimi zarzutami można dyskutować, to tutaj mamy już twierdzenie nie do obronienia.
Jest do obronienia, o czym przekonywał by Cię prof. Czapiński, z którego badań wynika, że pieniądze szczęścia nie dają, ale tylko tym, którzy ich nie mają. Takie są wyniki badań empirycznych. Zaspokojenie potrzeb podstawowych jest zatem ważnym elementem szczęścia, a tym samym upada Twój zarzut o niefalsyfikowalności mojego twierdzenia.
W przypadku osób, które zaspokoiły swoje podstawowe potrzeby zaczynają się liczyć potrzeby wyższe, np. przykład miłość, zainteresowania, samorealizacja. To one zwiększają wtedy poczucie szczęścia. W odniesieniu do nich też jest prawdą, że im więcej wiemy i rozumiemy tym lepiej potrafimy je realizować. W przypadku zainteresowań i samorealizacji jest to oczywiste, a jeśli chodzi o miłość, to tu też rządzą pewne prawa pasychologiczne, które poznajemy obcując z wartościową literaturą czy czytając Charaktery.

>1. Założenie, że spełnianie potrzeb swoich prowadzi do szczęścia sam niedawno obalałeś.
Gdzie?
>2. Założenie, że zaspokajanie potrzeb innych zapewnia szczęście jest do przyjęcia chyba tylko dla chrześcijan i utylitarystów.

I dla wszystkich, co nie chcą, aby inni stanowili dla nich ciągłe zagrożenie.

>Jak chcesz dowodzić, że zaspokajanie Twoich potrzeb będzie dla mnie źródłem szczęścia.
Rewolucje: Francuska i Październikowa wystarczająco tego dowiodły.
>Jak chcesz zdefiniować szczęście?

Stan zadowolenia (radości i przyjemności) wynikający ze świadomego używania doskonalącego człowieka dobra.

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Weź sobie co chcesz. Może być fizyka, może być biologia. To nie ważne, datego, że w obu przypadkach okaże się, że Twój zarzut jakoby moje twierdzenie było niefalsyfikowalne (cytuję:"Twierdzenia głoszone przez Ciebie są niemożliwe do określenia jako prawdziwe lub fałszywe.") jest bezpodstawny.

No to opowiedz mi jak na podstawie podręcznika fizyki(dowolny stopień zaawansowania) objaśnisz mi ludzkie potrzeby... Łatwo powiedzieć, ze bezpodstawny, ale wypadałoby jeszcze powiedzieć dlaczego.
Cytat:
Moim zdaniem takie założenie nie tkwi w tym co napisałem, bo ja nie napisałem, że im wiecej wiemy, tym wiecej chcemy, a jedynie, że im więcej wiemy, tym lepiej potrafimy realizować swoje potrzeby. Poza tym to, że ktoś nie chce, mimo, że wie, może wynikać z tego, że wiele jeszcze nie wie.

No to w takim razie musiałbyś przyznać, że skoro ludzie będą wiedzieli co prowadzi do szczęścia i nie będą tego robili, to świadomie nie będą dążyć do szczęścia. A więc: szczęście nie jest celem wszystkich ludzi...
Cytat:
Jest do obronienia, o czym przekonywał by Cię prof. Czapiński, z którego badań wynika, że pieniądze szczęścia nie dają, ale tylko tym, którzy ich nie mają.

Pieniądze nie dają szczęścia tym którzy ich nie mają. A tym którzy je mają dają szczęście. No jak dla mnie się zgadza: kto nie pił - nie ma kaca, kto pił ten ma kaca. Zgadzam się w pełni...
Cytat:
Takie są wyniki badań empirycznych.

Nieszczególnie budujące te wyniki... Znaczą mniej więcej tyle, że najpierw muszę napisać z pięć gniotów, a jak już będę miał kasę - mogę zabrać się za robienie czegoś ambitnego.
Cytat:
Zaspokojenie potrzeb podstawowych jest zatem ważnym elementem szczęścia, a tym samym upada Twój zarzut o niefalsyfikowalności mojego twierdzenia.

Niestety nie wiem jakie to szczęście, bo nie podałeś definicji szczęścia wg Czapińskiego, oby tylko nie była jak Okoniowa "niewidzialna radość"...
Cytat:
W przypadku osób, które zaspokoiły swoje podstawowe potrzeby zaczynają się liczyć potrzeby wyższe, np. przykład miłość, zainteresowania, samorealizacja.

Ty mi Masłowem oczu nie mydl, bo się okaże, ze jako polonista stracisz prawo do potępiania "bohaterów" medalionów, którzy właśnie tych potrzeb nie mogli zaspokoić, a mimo to nadal są osądzani surowo...
Psychologia humanistyczna jest po to, żeby ludzie lepiej się czuli, jest wymówką i racjonalizacją ich słabości. Jak według piramidy Masłowa wyglądaliby bohaterowie Kamizelki(jedna z najpiękniejszych "książek" jakie czytałem)? Albo bardziej realistycznie. Jak wyglądałby Giordano Bruno? Korczak? Kafka? Bruno Szulc? I masa innych którzy żyli w biedzie, nędzy, schorowanych jak Nietzsche czy Szopen? Według magicznej piramidki nigdy nie powinniśmy o nich usłyszeć... Bo niezaspokojone potrzeby nie pozwoliłyby im wspiąć się na szczyt...
Cytat:
To one zwiększają wtedy poczucie szczęścia. W odniesieniu do nich też jest prawdą, że im więcej wiemy i rozumiemy tym lepiej potrafimy je realizować. W przypadku zainteresowań i samorealizacji jest to oczywiste, a jeśli chodzi o miłość, to tu też rządzą pewne prawa pasychologiczne, które poznajemy obcując z wartościową literaturą czy czytając Charaktery.

Uwierz mi, że poczucie szczęścia maja też nieracjonalni Świadkowie Jehowy, którzy mają własne, niezgodne z psychologią humanistyczną hierarchie wartości.
Cytat:
>1. Założenie, że spełnianie potrzeb swoich prowadzi do szczęścia sam niedawno obalałeś.
Gdzie?

Kiedy pisałem o dogadzaniu sobie. Zraz zacząłeś o przejedzeniu...
Cytat:
>2. Założenie, że zaspokajanie potrzeb innych zapewnia szczęście jest do przyjęcia chyba tylko dla chrześcijan i utylitarystów.
I dla wszystkich, co nie chcą, aby inni stanowili dla nich ciągłe zagrożenie.

Istnieje pewnaZUO różnica między czynnym zaspokajaniem cudzych potrzeb i poczuciem bezpieczeństwa. Aby było bezpiecznie trzeba ustanowić prawo chroniące przed atakiem(jak nasz Kodeks Karny). Aby ludzie zaspakajali sobie wzajemnie potrzeby - potrzebne jest prawo pozytywne - nakładające obowiązek pomagania (niektóre systemy etyczne). Zaspokojenie cudzych potrzeb nie jest równoznaczne z poczuciem bezpieczeństwa.
Cytat:
>Jak chcesz dowodzić, że zaspokajanie Twoich potrzeb będzie dla mnie źródłem szczęścia.
Rewolucje: Francuska i Październikowa wystarczająco tego dowiodły.

Te podczas których lud zaczął dyktować warunki? Po pierwszej oszałamiająca karierę zrobiła gilotyna - urządzenie do likwidacji tych którzy nie chcieli zaspakajać potrzeb ludu, po drugiej do władzy doszli ludzie, którzy swój system narzucili wszystkim, a jak się nie dało, to do łagrów, a tam przy wyrębie lasów i w kopalniach radośnie mogli zaspokajać potrzeby prawomyślnej części społeczeństwa. No ciekawe metody przekonywania preferujesz... Nie ma co...
Cytat:
Stan zadowolenia (radości i przyjemności) wynikający ze świadomego używania doskonalącego człowieka dobra.

O! Czyli dobra można używać i dobro doskonali człowieka. Ale fajne, ja chcę takie! Pokaż mi tylko gdzie to dobro można kupić/dostać/znaleźć i zaraz zacznę się nim doskonalić...


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Weź sobie co chcesz. Może być fizyka, może być biologia. To nie ważne, datego, że w obu przypadkach okaże się, że Twój zarzut jakoby moje twierdzenie było niefalsyfikowalne (cytuję:"Twierdzenia głoszone przez Ciebie są niemożliwe do określenia jako prawdziwe lub fałszywe.") jest bezpodstawny.

>No to opowiedz mi jak na podstawie podręcznika fizyki(dowolny stopień zaawansowania) objaśnisz mi ludzkie potrzeby... Łatwo powiedzieć, ze bezpodstawny, ale wypadałoby jeszcze powiedzieć dlaczego.

Napisałeś:"Tu jest mały problem, bo wypadałoby określić o jakie prawa chodzi? Fizyki?"
Otóż nie trzeba dookreślać tych praw. Chodzi o obiektywne prawa rządzące rzeczywistością (wystarczy, że wiadomo, że takie istnieją), a więc także nami i naszymi potrzebami, a to oznacza, że im lepiej znamy te prawa, tym lepiej potrafimy realizować swoje potrzeby.
A jeśli chodzi o objaśnianie ludzkich potrzeb na podstawie fizyki, to nie potrafię tego zrobić, co nie znaczy, że nie jest to wykonalne, bo na fizyce opiera się medycyna, która opisuje te potrzeby.
Tak czy siak nie jest prawdą to co napisałeś, że cytuję:"Twierdzenia głoszone przez Ciebie są niemożliwe do określenia jako prawdziwe lub fałszywe", bo medycyna i psychologia eksperymentalna wystarczająco dobrze testuje zdanie, że im lepiej znamy prawa rządzące rzeczywistością, tym skuteczniej potrafimy realizować swoje i innych potrzeby, tym jesteśmy szczęśliwsi.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Otóż nie trzeba dookreślać tych praw. Chodzi o obiektywne prawa rządzące rzeczywistością (wystarczy, że wiadomo, że takie istnieją), a więc także nami i naszymi potrzebami, a to oznacza, że im lepiej znamy te prawa, tym lepiej potrafimy realizować swoje potrzeby.

Najpierw trzeba by właśnie ustalić zależności pomiędzy tymi prawami i naszymi potrzebami.
Cytat:
A jeśli chodzi o objaśnianie ludzkich potrzeb na podstawie fizyki, to nie potrafię tego zrobić, co nie znaczy, że nie jest to wykonalne, bo na fizyce opiera się medycyna, która opisuje te potrzeby.

No to w jaki sposób medycyna opisuje Twoją potrzebę czytania wartościowej literatury?
Cytat:
Tak czy siak nie jest prawdą to co napisałeś, że cytuję:"Twierdzenia głoszone przez Ciebie są niemożliwe do określenia jako prawdziwe lub fałszywe", bo medycyna i psychologia eksperymentalna wystarczająco dobrze testuje zdanie, że im lepiej znamy prawa rządzące rzeczywistością, tym skuteczniej potrafimy realizować swoje i innych potrzeby, tym jesteśmy szczęśliwsi.

Wciąż piszesz o tych prawach, ale o żadnym z nich nic więcej nie napisałeś. Co do psychologii to mamy problem, bo prawa "odkrywane" przez psychologów czasem działają a czasem nie, żeby Masłowa(i Jego piramidę) wspomnieć, albo eksperymenty psychologów społecznych, które w większości są dosyć łatwe do podważenia(chociażby Milgram i Jego badania posłuszeństwa wobec autorytetu)


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Otóż nie trzeba dookreślać tych praw. Chodzi o obiektywne prawa rządzące rzeczywistością (wystarczy, że wiadomo, że takie istnieją), a więc także nami i naszymi potrzebami, a to oznacza, że im lepiej znamy te prawa, tym lepiej potrafimy realizować swoje potrzeby.

>Najpierw trzeba by właśnie ustalić zależności pomiędzy tymi prawami i naszymi potrzebami.

Zależność jest następująca: Nasze potrzeby podlegaja obiektywnym prawom, a im lepiej je znamy tym skuteczniej potrafimy organizować sobie życie, tym jesteśmy szczęśliwsi.
> Cytat:
A jeśli chodzi o objaśnianie ludzkich potrzeb na podstawie fizyki, to nie potrafię tego zrobić, co nie znaczy, że nie jest to wykonalne, bo na fizyce opiera się medycyna, która opisuje te potrzeby.

>No to w jaki sposób medycyna opisuje Twoją potrzebę czytania wartościowej literatury?

Bardzo chętnie odpowiem ci na to pytanie, jeśli wyjaśnisz mi w końcu, czym jest ta wartościowa literatura (w sumie to od początku próbuję się tego od Ciebie dowiedzieć w rozmowie o lekturach). Chciałbym tylko wiedzieć, co oznacza dla ciebie ten termin. Wyjaśnijmy termin w Twoim pytaniu i od razu przechodzimy do samego pytania (no bo jak odpowiedzieć na pytanie skoro nie ma konsensusu co do terminu budującego pytanie?).

> Cytat:
Tak czy siak nie jest prawdą to co napisałeś, że cytuję:"Twierdzenia głoszone przez Ciebie są niemożliwe do określenia jako prawdziwe lub fałszywe", bo medycyna i psychologia eksperymentalna wystarczająco dobrze testuje zdanie, że im lepiej znamy prawa rządzące rzeczywistością, tym skuteczniej potrafimy realizować swoje i innych potrzeby, tym jesteśmy szczęśliwsi.

>Wciąż piszesz o tych prawach, ale o żadnym z nich nic więcej nie napisałeś.
>Co do psychologii to mamy problem, bo prawa "odkrywane" przez psychologów czasem działają a czasem nie, żeby Masłowa(i Jego piramidę) wspomnieć, albo eksperymenty psychologów społecznych, które w większości są dosyć łatwe do podważenia(chociażby Milgram i Jego badania posłuszeństwa wobec autorytetu)

Liczy się sam fakt istnienia obiektywnych praw rządzących nami i światem, bo to oznacza, że im lepiej je znamy tym lepiej potrafimy organizować sobie życie, a to, że zostały one tylko częściowo odkryte oznacza tylko tyle, że trzeba nad nimi popracować.


dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Moim zdaniem takie założenie nie tkwi w tym co napisałem, bo ja nie napisałem, że im wiecej wiemy, tym wiecej chcemy, a jedynie, że im więcej wiemy, tym lepiej potrafimy realizować swoje potrzeby. Poza tym to, że ktoś nie chce, mimo, że wie, może wynikać z tego, że wiele jeszcze nie wie.

>No to w takim razie musiałbyś przyznać, że skoro ludzie będą wiedzieli co prowadzi do szczęścia i nie będą tego robili, to świadomie nie będą dążyć do szczęścia. A więc: szczęście nie jest celem wszystkich ludzi...

To oznacza jedynie, że nie wszystko wiedzą, bo się nie dowiedzieli albo dlatego, że jeszcze pewnych rzeczy nie wiadomo.
Człowiek nie może nie dążyć do szczęścia. Może natomiast nie znać wszystkich praw, które nim rządzą i powodują zniechęcenie lub depresję.

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
To oznacza jedynie, że nie wszystko wiedzą, bo się nie dowiedzieli albo dlatego, że jeszcze pewnych rzeczy nie wiadomo.
Człowiek nie może nie dążyć do szczęścia. Może natomiast nie znać wszystkich praw, które nim rządzą i powodują zniechęcenie lub depresję.

I to jest właśnie intelektualizm etyczny ... I to w ładnym, czysto sokratejskim wydaniu. Wygląda na to, że moje pierwsze założenie było słuszne.
I idealizm na dokładkę, bo coś mi się widzi, ze zakładasz jeden, jedyny obiektywny model ludzkiego szczęścia a wszystko inne co ludzie nazwą szczęściem - nazwą przez pomyłkę.
Mylę się?


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
To oznacza jedynie, że nie wszystko wiedzą, bo się nie dowiedzieli albo dlatego, że jeszcze pewnych rzeczy nie wiadomo.
>Człowiek nie może nie dążyć do szczęścia. Może natomiast nie znać wszystkich praw, które nim rządzą i powodują zniechęcenie lub depresję.

>I to jest właśnie intelektualizm etyczny ... I to w ładnym, czysto sokratejskim wydaniu. Wygląda na to, że moje pierwsze założenie było słuszne.
>I idealizm na dokładkę, bo coś mi się widzi, ze zakładasz jeden, jedyny obiektywny model ludzkiego szczęścia a wszystko inne co ludzie nazwą szczęściem - nazwą przez pomyłkę.
>Mylę się?

Uważam, że na temat szczęścia da się powiedzieć coś obiektywnego, a nie wszystko, co ludzie nazywają szczęściem w istocie nim jest, o czym nierzadko przekonują się za późno.


dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Jest do obronienia, o czym przekonywał by Cię prof. Czapiński, z którego badań wynika, że pieniądze szczęścia nie dają, ale tylko tym, którzy ich nie mają.

>Pieniądze nie dają szczęścia tym którzy ich nie mają. A tym którzy je mają dają szczęście. No jak dla mnie się zgadza: kto nie pił - nie ma kaca, kto pił ten ma kaca. Zgadzam się w pełni...

Pomyliłem się. Powinno być:"Pieniądze szczęście dają tym którzy ich nie mają."

> Cytat:
Zaspokojenie potrzeb podstawowych jest zatem ważnym elementem szczęścia, a tym samym upada Twój zarzut o niefalsyfikowalności mojego twierdzenia.

>Niestety nie wiem jakie to szczęście, bo nie podałeś definicji szczęścia wg Czapińskiego, oby tylko nie była jak Okoniowa "niewidzialna radość"...

Definicję szczęścia podaję niżej, a w odniesieniu do Czapińskiego istotne jest, że zaspokojenie potrzeb podstawowych to ważny składnik szczęścia.

> Cytat:
W przypadku osób, które zaspokoiły swoje podstawowe potrzeby zaczynają się liczyć potrzeby wyższe, np. przykład miłość, zainteresowania, samorealizacja.

>Ty mi Masłowem oczu nie mydl, bo się okaże, ze jako polonista stracisz prawo do potępiania "bohaterów" medalionów, którzy właśnie tych potrzeb nie mogli zaspokoić, a mimo to nadal są osądzani surowo...

Czy mógłbyś wyrazić swoją myśl jaśniej?

>Psychologia humanistyczna jest po to, żeby ludzie lepiej się czuli, jest wymówką i racjonalizacją ich słabości. Jak według piramidy Masłowa wyglądaliby bohaterowie Kamizelki(jedna z najpiękniejszych "książek" jakie czytałem)? Albo bardziej realistycznie. Jak wyglądałby Giordano Bruno? Korczak? Kafka? Bruno Szulc? I masa innych którzy żyli w biedzie, nędzy, schorowanych jak Nietzsche czy Szopen? Według magicznej piramidki nigdy nie powinniśmy o nich usłyszeć... Bo niezaspokojone potrzeby nie pozwoliłyby im wspiąć się na szczyt...

Pragnąłbym Ci przypomnieć, że Twój podstawowy zarzut, to zarzut niefalsyfikowalności twierdzenia, że im więcej wiemy, tym skuteczniej potrafimy realizować swoje i innych potrzeby, tym jesteśmy szczęśliwsi.
Zarzut ten odpada, ponieważ istnieje w ogóle możliwość testowania tego twierdzenia, w dodatku wyniki w postaci ogólnych zależności potwierdzają tę tezę (Czapiński).
Koncepcje Czapińskiego czy Maslowa to wyniki badań eksperymentalnych i można im pewnie wiele zarzucić, ale przytoczyłem je przede wszystkim dlatego, że zarzucałeś mojej tezie niefalsyfikowalność.
Skoro już wiemy, że zarzut niefalsyfikowalności jest niesłuszny, to wróćmy do mojej tezy i z jej punktu widzenia (a nie z punktu widzenia modeli psychologicznych, który służyły jedynie obaleniu zarzutu o niefalsyfikowalność) analizujmy Twoje przykłady.


dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
To one zwiększają wtedy poczucie szczęścia. W odniesieniu do nich też jest prawdą, że im więcej wiemy i rozumiemy tym lepiej potrafimy je realizować. W przypadku zainteresowań i samorealizacji jest to oczywiste, a jeśli chodzi o miłość, to tu też rządzą pewne prawa pasychologiczne, które poznajemy obcując z wartościową literaturą czy czytając Charaktery.

>Uwierz mi, że poczucie szczęścia maja też nieracjonalni Świadkowie Jehowy, którzy mają własne, niezgodne z psychologią humanistyczną hierarchie wartości.

Ale Świadkowie Jehowy też będą szczęśliwsi, jeśli będą znali pewne prawa rządzące relacjami międzyludzkimi, na przykład, gdy będą znali zasadę, że podczas kłótni zarzuty powinny być konkretne, a nie ogólnikowe, że powinny opisywać zachowanie, a nie polegać na stosowaniu epitetów.
Poza tym, jak wyżej napisałem zostawmy psychologię humanistyczną, bo ja się z nią w pełni nie utożsamiam, ze swoją tezą natomiast jak najbardziej.

> Cytat:
>1. Założenie, że spełnianie potrzeb swoich prowadzi do szczęścia sam niedawno obalałeś.
>Gdzie?

>Kiedy pisałem o dogadzaniu sobie. Zraz zacząłeś o przejedzeniu...
Obalałem tezę, ze twierdzenie "Im bardziej ograniczamy swoje potrzeby tym bardziej jesteśmy wolni i niezależni, a to jest właśnie szczęście" jest równocenne z moim, a nie to, co sugerujesz wyżej.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Ale Świadkowie Jehowy też będą szczęśliwsi, jeśli będą znali pewne prawa rządzące relacjami międzyludzkimi, na przykład, gdy będą znali zasadę, że podczas kłótni zarzuty powinny być konkretne, a nie ogólnikowe, że powinny opisywać zachowanie, a nie polegać na stosowaniu epitetów.

Heh, a niby dlaczego powinny być konkretne?
Cytat:
Obalałem tezę, ze twierdzenie "Im bardziej ograniczamy swoje potrzeby tym bardziej jesteśmy wolni i niezależni, a to jest właśnie szczęście" jest równocenne z moim, a nie to, co sugerujesz wyżej.

dajmonion:
Weźmy Twoje pierwsze twierdzenie o dogadzaniu sobie: Trudno uznać za osobę szczęśliwą kogoś, kto wskutek obżarstwa ląduje w szpitalu.

Tu pisałeś, ze zaspokajanie potrzeb prowadzi do szpitala a nie do szczęścia.


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Ale Świadkowie Jehowy też będą szczęśliwsi, jeśli będą znali pewne prawa rządzące relacjami międzyludzkimi, na przykład, gdy będą znali zasadę, że podczas kłótni zarzuty powinny być konkretne, a nie ogólnikowe, że powinny opisywać zachowanie, a nie polegać na stosowaniu epitetów.

>Heh, a niby dlaczego powinny być konkretne?

Bo ogólny zarzut zawsze można podważyć, a wtedy klótnia ciągnie się w nieskończoność i nic z tego nie wynika.
Porozumienie zyskuje na jakości, gdy dokładnie opisujesz komuś, co cię zdenerwowało w jego zachowaniu, a nie poprzez ogólnikowe epitety.

> Cytat:
Obalałem tezę, ze twierdzenie "Im bardziej ograniczamy swoje potrzeby tym bardziej jesteśmy wolni i niezależni, a to jest właśnie szczęście" jest równocenne z moim, a nie to, co sugerujesz wyżej.

>dajmonion:
Weźmy Twoje pierwsze twierdzenie o dogadzaniu sobie: Trudno uznać za osobę szczęśliwą kogoś, kto wskutek obżarstwa ląduje w szpitalu.

>Tu pisałeś, ze zaspokajanie potrzeb prowadzi do szpitala a nie do szczęścia.

Twoja interpretacja tego co napisałem jest zupełnie błędna. Ja napisałem:"Trudno uznać za osobę szczęśliwą kogoś, kto wskutek obżarstwa ląduje w szpitalu." Jak widać chodziło mi o cierpienie wynikłe z obżarstwa, a nie o zaspokajanie potrzeb.


dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
>2. Założenie, że zaspokajanie potrzeb innych zapewnia szczęście jest do przyjęcia chyba tylko dla chrześcijan i utylitarystów.
> I dla wszystkich, co nie chcą, aby inni stanowili dla nich ciągłe zagrożenie.

>Zaspokojenie cudzych potrzeb nie jest równoznaczne z poczuciem bezpieczeństwa.

Nie jest to może warunek dostateczny, ale konieczny. Po raz kolejny upada zatem Twój zarzut o niefalsyfikowalności.

> Cytat:
Stan zadowolenia (radości i przyjemności) wynikający ze świadomego używania doskonalącego człowieka dobra.

>O! Czyli dobra można używać i dobro doskonali człowieka. Ale fajne, ja chcę takie! Pokaż mi tylko gdzie to dobro można kupić/dostać/znaleźć i zaraz zacznę się nim doskonalić...

Ależ nie muszę tego robić, bo dobra, o których jest mowa w definicji, to dobra materialne (jedzenie, ubranie, itp.), duchowe (książki, kino, teatr). Z kolei dobre moralnie są te czyny, które sprzyjają rozwojowi człowieka, które sprawiaja, że dobrze żyje i dobrze się ma. Uważasz, ze coś jest nie tak z tą definicją?


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Nie jest to może warunek dostateczny, ale konieczny. Po raz kolejny upada zatem Twój zarzut o niefalsyfikowalności.

A na jakiej podstawie można stwierdzić, że konieczny ? Konieczne dla bezpieczeństwa wydaje mi się tylko nieszkodzenie innym, a nie zaraz zaspakajanie ich potrzeb.
Cytat:
Ależ nie muszę tego robić, bo dobra, o których jest mowa w definicji, to dobra materialne (jedzenie, ubranie, itp.), duchowe (książki, kino, teatr). Z kolei dobre moralnie są te czyny, które sprzyjają rozwojowi człowieka, które sprawiaja, że dobrze żyje i dobrze się ma. Uważasz, ze coś jest nie tak z tą definicją?

Coś?
1. W jaki sposób dobra materialne (jedzenie i ubranie) rozwijają człowieka?
2. Jak odróżnić dobro duchowe od niedobra duchowego, czyli dobrą książkę od niedobrej i jak one rozwijają?
3. Które czyny sprzyjają rozwojowi człowieka?
4. Na czym polega dobre życie z definicji?
5. Na czym polega dobre "siemanie"?

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Nie jest to może warunek dostateczny, ale konieczny. Po raz kolejny upada zatem Twój zarzut o niefalsyfikowalności.

>A na jakiej podstawie można stwierdzić, że konieczny ? Konieczne dla bezpieczeństwa wydaje mi się tylko nieszkodzenie innym, a nie zaraz zaspakajanie ich potrzeb.

Nieszkodzenie innym to zaspokajanie ich potrzeby poczucia bezpieczeństwa.

> Cytat:
Ależ nie muszę tego robić, bo dobra, o których jest mowa w definicji, to dobra materialne (jedzenie, ubranie, itp.), duchowe (książki, kino, teatr). Z kolei dobre moralnie są te czyny, które sprzyjają rozwojowi człowieka, które sprawiaja, że dobrze żyje i dobrze się ma. Uważasz, ze coś jest nie tak z tą definicją?

>Coś?
>1. W jaki sposób dobra materialne (jedzenie i ubranie) rozwijają człowieka?

Pozbaw dziecka jedzenia i ubrania i zobacz jak się będzie rozwijało.

>2. Jak odróżnić dobro duchowe od niedobra duchowego, czyli dobrą książkę od niedobrej i jak one rozwijają?

Co do pierwszego pytania to ten wątek ciągniemy wyżej, więc go nie dublujmy. A co do tego jak rozwijają, to uczą logicznego myślenia, wzbogacają słownictwo i wiedzę o świecie i o ludziach.

>3. Które czyny sprzyjają rozwojowi człowieka?

A proszę Cię bardzo. Nasza obecna dyskusja na forum sprzyja rozwojowi tych, którzy nas czytają, bo mają okazję do wyrobienia sobie zdania na temat relatywizmu.

>4. Na czym polega dobre życie z definicji?

Takie, że ktoś sobie organizuje życie tak żeby był szczęśliwy, bez wyrządzania innym krzywdy.

dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
>nie ma obowiązku przyjmowania jednego systemu wartości.

Co nie oznacza zupełnej dowolności w tej sprawie, w przeciwnym wypadku należałoby powstrzymać się od oceny, a w konsekwencji okazać obojętność wobec np. karania zgwałconych kobiet w Arabii Saudyjskiej. Poza tym zalecanie określonego zestawu lektur szkolnych wiąże się z zaszczepianiem społeczeństwu określonego systemu wartości, co było widać chociażby na przykładzie rządów Giertycha, który poprzez zmiany w kanonie chciał promować swój system wartości. Skoro ustawiasz się w tej kwestii na pozycji relatywizmu i dowolności, to być może powinieneś urządzić pikietę przed Ministerstwem Edukacji przeciwko istnieniu jakiegokolwiek kanonu. Zastanów się, bo być może akceptujesz istnienie jakiegoś wielkiego zła.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Co nie oznacza zupełnej dowolności w tej sprawie, w przeciwnym wypadku należałoby powstrzymać się od oceny, a w konsekwencji okazać obojętność wobec np. karania zgwałconych kobiet w Arabii Saudyjskiej.

Wręcz przeciwnie, właśnie to oznacza. Chcesz ingerować w cudze obyczaje - spodziewaj się, że inni też zechcą ingerować w Twoje. Ale jeśli chcesz, to nie bądź obojętny, ale tym zachowaniem przyznajesz mieszkańcom Arabii Saudyjskiej prawo do nieokazywania obojętności wobec tego, że chciałbyś wypić piwo, Twoja żona/dziewczyna/córka noszą spodnie, że już nie wspomnę o tym, że mogą czuć się bardzo oburzeni gdybyś przypadkiem był pedałem. Choć rzecz jasna wiemy, ze akurat Ty masz rację racjonalną a Oni nie, prawda?
Cytat:
Poza tym zalecanie określonego zestawu lektur szkolnych wiąże się z zaszczepianiem społeczeństwu określonego systemu wartości, co było widać chociażby na przykładzie rządów Giertycha, który poprzez zmiany w kanonie chciał promować swój system wartości.

Zgadza się. Ja nie zamierzam nikogo indoktrynować moim zestawem lektur. Niech każdy szuka własnej drogi - jedyna rzecz jaką mogę zalecić, przy czym nie potępiam też chęci bycia prowadzonym, jeśli ktoś nie posiada zdolności(lub właściwej wiedzy potrzebnej) do kroczenia własnymi ścieżkami.
Cytat:
Skoro ustawiasz się w tej kwestii na pozycji relatywizmu i dowolności, to być może powinieneś urządzić pikietę przed Ministerstwem Edukacji przeciwko istnieniu jakiegokolwiek kanonu. Zastanów się, bo być może akceptujesz istnienie jakiegoś wielkiego zła.

Zła? Zło nie istnieje. Nie mam zamiaru wpływać na ustalone zwyczaje jak długo ich wyznawcy nie próbują mnie na siłę zmieniać. Żyj i daj żyć innym, jak długo nie wchodzą Ci w drogę.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Skoro ustawiasz się w tej kwestii na pozycji relatywizmu i dowolności, to być może powinieneś urządzić pikietę przed Ministerstwem Edukacji przeciwko istnieniu jakiegokolwiek kanonu. Zastanów się, bo być może akceptujesz istnienie jakiegoś wielkiego zła.

>Zła? Zło nie istnieje.

Stać Cię na takie tezy, bo żyjesz w wolnym kraju. Powiedz to mnichowi buddyjskiemu z Tybetu.

>Nie mam zamiaru wpływać na ustalone zwyczaje jak długo ich wyznawcy nie próbują mnie na siłę zmieniać. Żyj i daj żyć innym, jak długo nie wchodzą Ci w drogę.

I tu właśnie jest pies pogrzebany, bo powstrzymywanie się od ocen i działań może sprawiać, że ludzie, którzy nie podzielają Twojego hasła "Żyj i daj żyć innym" dobiorą się być może kiedyś do twoich wnuczek i je ukamienują, bo wyznają inne wartości, które Ty traktowałeś jako równocenne ze swoimi, bo Ciebie to jeszcze bezpośrednio nie dotyczyło.

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Stać Cię na takie tezy, bo żyjesz w wolnym kraju. Powiedz to mnichowi buddyjskiemu z Tybetu.

Jako buddysta powinien się zgodzić, że dobro i zło to tylko iluzja... Tak jakby właśnie na tym buddyzm w dużej mierze polega.
Cytat:
I tu właśnie jest pies pogrzebany, bo powstrzymywanie się od ocen i działań może sprawiać, że ludzie, którzy nie podzielają Twojego hasła "Żyj i daj żyć innym" dobiorą się być może kiedyś do twoich wnuczek i je ukamienują, bo wyznają inne wartości, które Ty traktowałeś jako równocenne ze swoimi, bo Ciebie to jeszcze bezpośrednio nie dotyczyło.

No nie zacytowałeś go w całości... Dopóki nie wejdą mi w drogę , a wtedy będzie płacz i zgrzytanie zębów... Będę pilnował, żeby do mnie i Moich nic nie mieli. Ich wartości są równocenne dopóki nie zachodzą na moje życie, wtedy przestają być systemem wartości i stają się przeszkodą do usunięcia. Ale tylko wtedy - dopiero podczas próby narzucenia ich, nie wcześniej.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Stać Cię na takie tezy, bo żyjesz w wolnym kraju. Powiedz to mnichowi buddyjskiemu z Tybetu.

>Jako buddysta powinien się zgodzić, że dobro i zło to tylko iluzja... Tak jakby właśnie na tym buddyzm w dużej mierze polega.
No, ok, a skoro Twierdzisz, że zło nie istnieje, to znaczy się co nie istnieje?

> Cytat:
I tu właśnie jest pies pogrzebany, bo powstrzymywanie się od ocen i działań może sprawiać, że ludzie, którzy nie podzielają Twojego hasła "Żyj i daj żyć innym" dobiorą się być może kiedyś do twoich wnuczek i je ukamienują, bo wyznają inne wartości, które Ty traktowałeś jako równocenne ze swoimi, bo Ciebie to jeszcze bezpośrednio nie dotyczyło.

>No nie zacytowałeś go w całości... Dopóki nie wejdą mi w drogę , a wtedy będzie płacz i zgrzytanie zębów...

To może w celu niedopuszczenia do takiej sytuacji odłóżmy na bok tezę o równocenności światopoglądów i zaszczepiajmy swój pokojowy system wartości. Nie uważasz, że takie podejście jest bardziej racjonalne?

>Będę pilnował, żeby do mnie i Moich nic nie mieli. Ich wartości są równocenne dopóki nie zachodzą na moje życie,
>wtedy przestają być systemem wartości i stają się przeszkodą do usunięcia. Ale tylko wtedy - dopiero podczas próby >narzucenia ich, nie wcześniej.

Czyli innymi słowy jestem sobie relatywistą dopóki ktoś nie zechce wcielać w życie swoich wartości. Wartość jest wartością dopóki się nie zechce aktualizować, wtedy staje się antywartością.

dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Co nie oznacza zupełnej dowolności w tej sprawie, w przeciwnym wypadku należałoby powstrzymać się od oceny, a w konsekwencji okazać obojętność wobec np. karania zgwałconych kobiet w Arabii Saudyjskiej.

>Wręcz przeciwnie, właśnie to oznacza. Chcesz ingerować w cudze obyczaje - spodziewaj się, że inni też zechcą ingerować w Twoje. Ale jeśli chcesz, to nie bądź obojętny, ale tym zachowaniem przyznajesz mieszkańcom Arabii Saudyjskiej prawo do nieokazywania obojętności wobec tego, że chciałbyś wypić piwo, Twoja żona/dziewczyna/córka noszą spodnie, że już nie wspomnę o tym, że mogą czuć się bardzo oburzeni gdybyś przypadkiem był pedałem. Choć rzecz jasna wiemy, ze akurat Ty masz rację racjonalną a Oni nie, prawda?

To by oznaczało, że nie istnieje wspólny mianownik dla prawa międzynarodowego. Sam fakt istnienia różnych poglądów pomiędzy mną a jakimś Arabem jeszcze nie świadczy o relatywiźmie. Wszystko zależy od tego, jakiej jakości racje się przytacza.

> Cytat:
Poza tym zalecanie określonego zestawu lektur szkolnych wiąże się z zaszczepianiem społeczeństwu określonego systemu wartości, co było widać chociażby na przykładzie rządów Giertycha, który poprzez zmiany w kanonie chciał promować swój system wartości.

>Zgadza się. Ja nie zamierzam nikogo indoktrynować moim zestawem lektur. Niech każdy szuka własnej drogi -

Ale to hasło:"Niech każdy szuka własnej drogi" też wiąże się z określoną hierarchią wartości, w której wolność zajmuje jeśli nie pierwsze to w każdym bądź razie wysokie miejsce. A dlaczego mielibyśmy sądzić, że dowolność w kwestii wyobru lektur szkolnych nie jest kolejną indoktrynacją?


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
To by oznaczało, że nie istnieje wspólny mianownik dla prawa międzynarodowego. Sam fakt istnienia różnych poglądów pomiędzy mną a jakimś Arabem jeszcze nie świadczy o relatywiźmie. Wszystko zależy od tego, jakiej jakości racje się przytacza.

Jasne że istnieje, ale co ma tu do rzeczy prawo międzynarodowe? To tylko ogół reguł regulujących stosunki miedzy państwami, nie ingeruje on w żaden sposób w ich odrębność kulturową i ideologiczną. Fakt istnienia różnych poglądów nie świadczy o relatywizmie? A o czym świadczy, jak nie o tym? O jakich jakościach mówisz?
Cytat:
Ale to hasło:"Niech każdy szuka własnej drogi" też wiąże się z określoną hierarchią wartości, w której wolność zajmuje jeśli nie pierwsze to w każdym bądź razie wysokie miejsce. A dlaczego mielibyśmy sądzić, że dowolność w kwestii wyobru lektur szkolnych nie jest kolejną indoktrynacją?

Jak już napisałem (nie pamiętam gdzie, bo nam się rozmowa rozpadła na jakieś trzy czy cztery wątki), wolność jest przywilejem, nie obowiązkiem, nie zmuszam nikogo do samodzielności, jeżeli ktoś chce, niech pozwala się prowadzić innym.


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
To by oznaczało, że nie istnieje wspólny mianownik dla prawa międzynarodowego. Sam fakt istnienia różnych poglądów pomiędzy mną a jakimś Arabem jeszcze nie świadczy o relatywiźmie. Wszystko zależy od tego, jakiej jakości racje się przytacza.

>Jasne że istnieje, ale co ma tu do rzeczy prawo międzynarodowe?

Wspiera się na wspólnym aksjologicznym fundamencie.
>A o czym świadczy, jak nie o tym?

O niczym, wszystko zależy od racji jakie się przytacza.
> Cytat:
Ale to hasło:"Niech każdy szuka własnej drogi" też wiąże się z określoną hierarchią wartości, w której wolność zajmuje jeśli nie pierwsze to w każdym bądź razie wysokie miejsce. A dlaczego mielibyśmy sądzić, że dowolność w kwestii wyobru lektur szkolnych nie jest kolejną indoktrynacją?

>Jak już napisałem (nie pamiętam gdzie, bo nam się rozmowa rozpadła na jakieś trzy czy cztery wątki), wolność jest przywilejem, nie obowiązkiem, nie zmuszam nikogo do samodzielności, jeżeli ktoś chce, niech pozwala się prowadzić innym.

Przywilej zakłada obowiazek respektowania go przez innych. A ten, kogo nie zmuszasz pozwoli się prowadzić innym (czytaj: dowolnym irracjonalnym czynnikom), które przekonają go na przykład, ze wolność wcale Ci się nie należy.
Brak zmuszania wiąże się z ryzykiem utraty przywileju.

dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
To by oznaczało, że nie istnieje wspólny mianownik dla prawa międzynarodowego. Sam fakt istnienia różnych poglądów pomiędzy mną a jakimś Arabem jeszcze nie świadczy o relatywiźmie. Wszystko zależy od tego, jakiej jakości racje się przytacza.

>Jasne że istnieje
A co nim jest, jeśli nie pokój jako obiektywna wartość dla wszystkich?


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
A co nim jest, jeśli nie pokój jako obiektywna wartość dla wszystkich?

A dlaczego to pokój miałby być tą wartością, a nie smaczne jedzenie, albo życie, albo seks? Taki mały problem poszukiwaczy obiektywnych wartości do których nie dociera, że inni ludzie mogą cenić coś innego.


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
A co nim jest, jeśli nie pokój jako obiektywna wartość dla wszystkich?

>A dlaczego to pokój miałby być tą wartością, a nie smaczne jedzenie, albo życie, albo seks? Taki mały problem poszukiwaczy obiektywnych wartości do których nie dociera, że inni ludzie mogą cenić coś innego.

LEGIONIE, zgodziłeś się, że istnieje wspólny mianownik dla prawa miedzynarodowego. To w takim razie napisz co nim jest, a wtedy ja napiszę: A dlaczego coś przeciwnego miałoby nim nie być?
Skoro godzisz się na obiektywny fundament, to nam go zdradź

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
LEGIONIE, zgodziłeś się, że istnieje wspólny mianownik dla prawa miedzynarodowego. To w takim razie napisz co nim jest, a wtedy ja napiszę: A dlaczego coś przeciwnego miałoby nim nie być?

Istnieje, są to ustalenia pomiędzy przedstawicielami najsilniejszych państw, które reszta musi przyjąć, bo nie ma większego wyboru.
Cytat:
Skoro godzisz się na obiektywny fundament, to nam go zdradź

Nigdzie nie twierdziłem, że fundament ten jest "obiektywny". Jedyną jego obiektywnością jest to, że istnieje "obiektywnie" tzn. jest spisany na papierze.
PS. Przepraszam, że nie odpisuję, ale nasza rozmowa rozbiła się na kilka wątków, a nie mam zbyt wiele wolnego czasu który mógłbym spędzić na wyszukiwaniu "semantycznych nadużyć", jak ten obiektywizm nieszczęsny.


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
LEGIONIE, zgodziłeś się, że istnieje wspólny mianownik dla prawa miedzynarodowego. To w takim razie napisz co nim jest, a wtedy ja napiszę: A dlaczego coś przeciwnego miałoby nim nie być?

>Istnieje, są to ustalenia pomiędzy przedstawicielami najsilniejszych państw, które reszta musi przyjąć, bo nie ma większego wyboru.

Te ustalenia musi cechować obiektywna słuszność. To ona decyduje o tym, że coś obowiązuje. Subiektywna słuszność nie jest wystarczajacą podstawą do tego by ograniczać czyjąś wolność w jakikolwiek sposób.

> Cytat:
Skoro godzisz się na obiektywny fundament, to nam go zdradź

>Nigdzie nie twierdziłem, że fundament ten jest "obiektywny". Jedyną jego obiektywnością jest to, że istnieje "obiektywnie" tzn. jest spisany na papierze.

Papier nie ma żadnej wartości, jeśli jego treść nie jest słuszna obiektywnie. To ona nadaje mu moc obowiazującą.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Te ustalenia musi cechować obiektywna słuszność. To ona decyduje o tym, że coś obowiązuje. Subiektywna słuszność nie jest wystarczajacą podstawą do tego by ograniczać czyjąś wolność w jakikolwiek sposób.

No skoro musi, to przepraszam bardzo, tylko kto o tym powie ludziom czy rządom które stanowią prawa?
No i do tego mamy taki "banalny" problem jasnego określenia co jest subiektywne, a co obiektywne...
Nic nie musi, chyba, że jest się Platonem, albo innym Heglem, wtedy można powiedzieć: "tym gorzej dla faktów" i sprawa załatwiona.
Cytat:
Papier nie ma żadnej wartości, jeśli jego treść nie jest słuszna obiektywnie. To ona nadaje mu moc obowiazującą.

OK. Skoro tak twierdzisz. Jeszcze tylko powiedz które prawa są słuszne obiektywnie, i skąd o tym wiesz...

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Te ustalenia musi cechować obiektywna słuszność. To ona decyduje o tym, że coś obowiązuje. Subiektywna słuszność nie jest wystarczajacą podstawą do tego by ograniczać czyjąś wolność w jakikolwiek sposób.

>No skoro musi, to przepraszam bardzo, tylko kto o tym powie ludziom czy rządom które stanowią prawa?

>No i do tego mamy taki "banalny" problem jasnego określenia co jest subiektywne, a co obiektywne...

Obiektywne czyli odkrywane a nie tworzone arbitralnie na podstawie czyjegoś widzimisie.

>Nic nie musi, chyba, że jest się Platonem, albo innym Heglem, wtedy można powiedzieć: "tym gorzej dla faktów" i sprawa załatwiona.

Ja tu nie reprezentuję absolutyzmu (możliwe, że ludzie dojdą kiedyś do innych wniosków). Wniosek, że musi wysuwam na podstawie swojej najlepszej wiedzy. Słowo musi zostało użyte w sensie przenośnym, nie chodzi tu o logiczną konieczność, bo filozofia moralności jest przede wszystkim filozofią praktyczną.

> Cytat:
Papier nie ma żadnej wartości, jeśli jego treść nie jest słuszna obiektywnie. To ona nadaje mu moc obowiazującą.

>OK. Skoro tak twierdzisz. Jeszcze tylko powiedz które prawa są słuszne obiektywnie, i skąd o tym wiesz...

Ja mogę podać przykład takiego prawa. Pytanie tylko jaki to ma sens. Jeśli twoim celem jest wykazanie, że w niczym o czym piszę nie istnieje żadna konieczność, to nawet gdybym napisał, że 2+2=4, to następne Twoje pytanie byłoby: A skad o tym wiesz? albo: czym jest cyfra?

Nawet jeśli ustalenia etyczne kiedyś się zmienią, to i tak trzeba podejmować jakieś decyzje, a relatywizm moim zdaniem nie jest sensownym fundamentem dla takich decyzji, co było widać w wątku o lekturach.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Obiektywne czyli odkrywane a nie tworzone arbitralnie na podstawie czyjegoś widzimisie.

   No to masz mały problem, bo prawo międzynarodowe należy do grupy praw stanowionych, nie odkrywanych, i nijak nie istniało przed aktami stanowiącymi. Nie da się tutaj zastosować zasad działania jak z praw fizyki, które istniały przed ich opisaniem w języku homo sapiens.
Cytat:
Ja tu nie reprezentuję absolutyzmu (możliwe, że ludzie dojdą kiedyś do innych wniosków). Wniosek, że musi wysuwam na podstawie swojej najlepszej wiedzy. Słowo musi zostało użyte w sensie przenośnym, nie chodzi tu o logiczną konieczność, bo filozofia moralności jest przede wszystkim filozofią praktyczną.

   Czyli użyłeś tego "musi" w znaczeniu: moim zdaniem powinno być tak a tak. W tej sytuacji nie mogę zaprzeczyć - rzeczywiście Twoim zdaniem powinno być tak i tak.
Cytat:
Ja mogę podać przykład takiego prawa. Pytanie tylko jaki to ma sens. Jeśli twoim celem jest wykazanie, że w niczym o czym piszę nie istnieje żadna konieczność, to nawet gdybym napisał, że 2+2=4, to następne Twoje pytanie byłoby: A skad o tym wiesz? albo: czym jest cyfra?

   Och, co do niektórych rzeczy nie zadawałbym takich pytań - kiedy powiesz "dwa plus dwa równa się cztery" nie będę pytał skąd to wiesz - bo ja też wiem, że tak jest w języku polskim, że dwa plus dwa jest cztery, i pytanie o to skad to wiadomo, lub zaprzeczanie wynikać może jedynie ze złośliwości(dosyć głupiej) albo nieznajomości języka.
   Jednak, to, że akceptuję 2+2=4 nie znaczy wcale, że jest to jakiś fakt obiektywny - jest to tylko fakt na gruncie języka matematyki euklidesowej i intuicyjnych matematycznie języków naturalnych(choć może nawet nie wszystkich). Akurat powstał taki wątek.
Cytat:
Nawet jeśli ustalenia etyczne kiedyś się zmienią, to i tak trzeba podejmować jakieś decyzje, a relatywizm moim zdaniem nie jest sensownym fundamentem dla takich decyzji, co było widać w wątku o lekturach.

No i kręcimy się w kółko. Jeżeli relatywizm nie jest dla Ciebie sensownym fundamentem, to nie buduj na nim, ale jeśli zabronisz budować na nim innym, to będziesz absolutystą.


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Obiektywne czyli odkrywane a nie tworzone arbitralnie na podstawie czyjegoś widzimisie.

>   No to masz mały problem, bo prawo międzynarodowe należy do grupy praw stanowionych, nie odkrywanych, i nijak nie istniało przed aktami stanowiącymi. Nie da się tutaj zastosować zasad działania jak z praw fizyki, które istniały przed ich opisaniem w języku homo sapiens.

Postawiłeś kilka tez, ale żadnej nie uzasadniłeś. To, co napisałeś nie jest wcale takie oczywiste. Fakt stanowienia nie wyklucza bazowania na pewnych ogólnych fundamentach etycznych, bo stanowienie może dotyczyć bardziej szczegółowych kwestii. Prawa nie tworzy się zupełnie arbitralnie, o czym przekonały nas doświadczenia drugiej wojny światowej. Wszystko wskazuje na to, że obiektywną wartością jest człowiek i jeśli prawo tego nie uwzględnia, to jest prawem zbrodniczym.

> Cytat:
Ja tu nie reprezentuję absolutyzmu (możliwe, że ludzie dojdą kiedyś do innych wniosków). Wniosek, że musi wysuwam na podstawie swojej najlepszej wiedzy. Słowo musi zostało użyte w sensie przenośnym, nie chodzi tu o logiczną konieczność, bo filozofia moralności jest przede wszystkim filozofią praktyczną.

>   Czyli użyłeś tego "musi" w znaczeniu: moim zdaniem powinno być tak a tak. W tej sytuacji nie mogę zaprzeczyć - rzeczywiście Twoim zdaniem powinno być tak i tak.

Ok, ale liczy się treść wypowiedzi, która może być obiektywnie a nawet absolutnie słuszna. Nie ma sensu z góry zakładać, że tak nie jest.

> Cytat:
Nawet jeśli ustalenia etyczne kiedyś się zmienią, to i tak trzeba podejmować jakieś decyzje, a relatywizm moim zdaniem nie jest sensownym fundamentem dla takich decyzji, co było widać w wątku o lekturach.

>No i kręcimy się w kółko. Jeżeli relatywizm nie jest dla Ciebie sensownym fundamentem, to nie buduj na nim, ale jeśli zabronisz budować na nim innym, to będziesz absolutystą.

Chcesz budować na relatywiźmie? I co zbudowałeś? Przypomnij sobie wątek o lekturach? Zostawiłeś go i wcale Ci się nie dziwię, bo relatywizm nijak ma się do praktyki.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Postawiłeś kilka tez, ale żadnej nie uzasadniłeś. To, co napisałeś nie jest wcale takie oczywiste.

Jakich tez nie uzasadniłem(z tych które wymagają uzasadniania)?
Cytat:
Fakt stanowienia nie wyklucza bazowania na pewnych ogólnych fundamentach etycznych, bo stanowienie może dotyczyć bardziej szczegółowych kwestii.

Ale czy ogólne fundamenty etyczne mają charakter obiektywny? Nie wydaje mi się. poza tym prawo międzynarodowe służy raczej zapewnieniu bezpieczeństwa interesów poszczególnych państw i ich własności(obywatela - bo w tym prawie człowiek jako jednostka jest traktowany raczej przedmiotowo, niż podmiotowo).
Cytat:
Prawa nie tworzy się zupełnie arbitralnie, o czym przekonały nas doświadczenia drugiej wojny światowej. Wszystko wskazuje na to, że obiektywną wartością jest człowiek i jeśli prawo tego nie uwzględnia, to jest prawem zbrodniczym.

No, a na jakiej podstawie nazywamy to prawo zbrodniczym? Na podstawie prawa zwycięzców? Większości?
Cytat:
Ok, ale liczy się treść wypowiedzi, która może być obiektywnie a nawet absolutnie słuszna. Nie ma sensu z góry zakładać, że tak nie jest.

A jest sens zakładać, że tak jest?
Cytat:
Chcesz budować na relatywiźmie? I co zbudowałeś? Przypomnij sobie wątek o lekturach? Zostawiłeś go i wcale Ci się nie dziwię, bo relatywizm nijak ma się do praktyki.

Zostawiłem go, bo rozbiłeś jedną dyskusję na kilka, w których wciąż powtarzałeś te same twierdzenia, czasem wypaczając moje. A niestety brak mi czasu na takie zabawy. Jak wątek się nie przedawni do czasu "posesyjnego" to odpowiem i na resztę postów.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Postawiłeś kilka tez, ale żadnej nie uzasadniłeś. To, co napisałeś nie jest wcale takie oczywiste.

>Jakich tez nie uzasadniłem(z tych które wymagają uzasadniania)?

"prawo międzynarodowe należy do grupy praw stanowionych, nie odkrywanych, i nijak nie istniało przed aktami stanowiącymi. Nie da się tutaj zastosować zasad działania jak z praw fizyki, które istniały przed ich opisaniem w języku homo sapiens."

Da się tu zastosować zasady działania zaczerpnięte z prawa naturalnego będącego zbiorem najogólniejszych imperatywów moralnych. To w oparciu o to prawo możliwa jest krytyka prawa stanowionego.

>Cytat:
Fakt stanowienia nie wyklucza bazowania na pewnych ogólnych fundamentach etycznych, bo stanowienie może dotyczyć bardziej szczegółowych kwestii.

>Ale czy ogólne fundamenty etyczne mają charakter obiektywny? Nie wydaje mi się.

Mają charakter obiektywny, bo ich rola polega na ochronie człowieka, który jest wartością obiektywną.

>poza tym prawo międzynarodowe służy raczej zapewnieniu bezpieczeństwa interesów poszczególnych państw i ich własności(obywatela - bo w tym prawie człowiek jako jednostka jest traktowany raczej przedmiotowo, niż podmiotowo).

To człowiek jako wartość obiektywna stanowi ostateczne kryterium etyczności, a nie interes państwa. W interesie państwa może być pobieranie narządów od więźniów skutkujące ich uśmiercaniem. Wtedy najbardziej szczytny interes państwa nie będzie etyczny.

>Cytat:
Prawa nie tworzy się zupełnie arbitralnie, o czym przekonały nas doświadczenia drugiej wojny światowej. Wszystko wskazuje na to, że obiektywną wartością jest człowiek i jeśli prawo tego nie uwzględnia, to jest prawem zbrodniczym.

>No, a na jakiej podstawie nazywamy to prawo zbrodniczym? Na podstawie prawa zwycięzców? Większości?

Na tej podstawie czy służy czy też nie rozwojowi ludzi.

> Cytat:
Ok, ale liczy się treść wypowiedzi, która może być obiektywnie a nawet absolutnie słuszna. Nie ma sensu z góry zakładać, że tak nie jest.

>A jest sens zakładać, że tak jest?
Nie

dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
"prawo międzynarodowe należy do grupy praw stanowionych, nie odkrywanych, i nijak nie istniało przed aktami stanowiącymi. Nie da się tutaj zastosować zasad działania jak z praw fizyki, które istniały przed ich opisaniem w języku homo sapiens."

No, to akurat wydawało mi się oczywiste, że prawo międzynarodowe różni się od takiego prawa grawitacji - choćby tym, że prawo międzynarodowe można złamać(inna sprawa, czy poniesie się konsekwencje tego czy nie) natomiast praw natury złamać się nie da(no nie da się skoczyć z dachu i polecieć w górę). Tym się różni prawo stanowione od praw natury, że w prawie stanowionym konsekwencja, jeśli nastąpi - nastąpi po fakcie. Natomiast w prawach natury(szczególnie w prawach fizyki, czy chemii) "konsekwencje" następują zawsze i zazwyczaj natychmiast.
Cytat:
Da się tu zastosować zasady działania zaczerpnięte z prawa naturalnego będącego zbiorem najogólniejszych imperatywów moralnych. To w oparciu o to prawo możliwa jest krytyka prawa stanowionego.

Przykro mi, nie znam "prawa naturalnego", nie stosuję i żyję. Krytyka jest możliwa w oparciu o różne rzeczy, ale jak pytałem znajomych prawników o takie prawo, to byli bardzo zdziwieni, że ktoś może się takimi bzdurami zajmować. Krytykować w oparciu o prawo naturalne możesz sobie w towarzystwie neotomistów, i tylko tam. Nie da się sensownie przeprowadzić porównań pomiędzy pobożnymi życzeniami(bo przecież bez bogów prawo naturalne istnieć nie może) a twardymi faktami w postaci istniejącego stanu prawnego.
Cytat:
Mają charakter obiektywny, bo ich rola polega na ochronie człowieka, który jest wartością obiektywną.

Dla Ciebie zapewne jest wartością najwyższą, ale do mnie nie przemawia taki antropocentryzm. Zastanawiam się tylko co było wartością obiektywną kiedy jeszcze ludzi nie było na ziemi... I kiedy jeszcze ziemi nie było.
Cytat:
To człowiek jako wartość obiektywna stanowi ostateczne kryterium etyczności, a nie interes państwa. W interesie państwa może być pobieranie narządów od więźniów skutkujące ich uśmiercaniem. Wtedy najbardziej szczytny interes państwa nie będzie etyczny.

Wolno Ci tak twierdzić, musisz jednak pamiętać, że to twierdzenie jest prawdziwe tylko na gruncie Twojego systemu etycznego. Bo jak stwierdzić "obiektywnie" co "etyczne" jest a co nie jest?
Cytat:
Na tej podstawie czy służy czy też nie rozwojowi ludzi.

No, tylko co zrobić, jak ktoś powie, że interes państwa jest ważniejszy niż interes jednostki? Albo jeszcze bliżej, że interes rodziny jest ważniejszy niż interes jednego jej członka?
Nie ma sensu zakładać, że jakieś stanowisko jest w jakiś sposób słuszne "obiektywnie". Nie ma sensu zakładać, że nie jest, obaj to wiemy. A mimo to zakładamy że coś jest obiektywne a nawet obiektywniejsze od czegoś innego. Niestety inaczej się nie da.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
> Cytat:
Da się tu zastosować zasady działania zaczerpnięte z prawa naturalnego będącego zbiorem najogólniejszych imperatywów moralnych. To w oparciu o to prawo możliwa jest krytyka prawa stanowionego.

>Przykro mi, nie znam "prawa naturalnego", nie stosuję i żyję.

Gdybyś faktycznie go nie stosował i nie wymagał od innych aby go przestrzegali, to prawdopodobnie długo byś nie pożył. Prawo moralne jest ogólne, ale to nie oznacza, że nie istnieje w nim obiektywna struktura. Wyjaśnię to na przykładzie z fizyki: Jak przepuszczasz światło białe przez pryzmat, to otrzymujesz widmo składające się z różnych kolorów. Przejścia pomiędzy nimi są płynne, ale brak wyraźnej granicy nie oznacza, że mamy tu do czynienia z jednym kolorem. Podobnie jest w prawie moralnym. Nietypowe przypadki nie negują istnienia ogólnych i obiektywnie słusznych dyrektyw.

>Krytyka jest możliwa w oparciu o różne rzeczy, ale jak pytałem znajomych prawników o takie prawo, to byli bardzo zdziwieni, że ktoś może się takimi bzdurami zajmować.

Popełniasz błąd argumentowania z autorytetu, bo prawnik nie musi być ekspertem od filozofii prawa tak jak matematyk od filozofii matematyki.

>Krytykować w oparciu o prawo naturalne możesz sobie w towarzystwie neotomistów, i tylko tam. Nie da się sensownie przeprowadzić porównań pomiędzy pobożnymi życzeniami(bo przecież bez bogów prawo naturalne istnieć nie może) a twardymi faktami w postaci istniejącego stanu prawnego.

Można snuć rozważania o prawie naturalnym bez odwoływania się do bogów, co właśnie czynię w rozmowie z Tobą. W żadnym miejscu nie odwoływałem się do jakiejkolwiek nadprzyrodzoności. Dlatego nie jest prawdą, że odwoływać do prawa naturalnego mogę się wyłącznie w rozmowie z neotomistami.

> Cytat:
Mają charakter obiektywny, bo ich rola polega na ochronie człowieka, który jest wartością obiektywną.

>Dla Ciebie zapewne jest wartością najwyższą, ale do mnie nie przemawia taki antropocentryzm.

Nie ma żadnej alternatywy dla antropocentryzmu. Gdy ma sie do wyboru: uratować z płonącego budynku dziecko lub kota, to należy uratować dziecko a nie kota. Jeśli ktoś postępuje inaczej to jest nienormalny.
Możesz powtarzać w kółko, że coś jest wyłącznie moją opinią, ale nic Ci to nie da, bo zasada, że człowiek jest wartością obiektywną przenika wszystkie nasze przekonania moralne. Gdy chcemy ustalić, czy gdzieś dzieje się coś złego, to interesuje nas przede wszystkim, czy komuś dzieje się krzywda. Dlatego właśnie czyny pedofilskie uznajemy za nieetyczne, bo dzieci wykorzystywane seksualnie nie rozwijają się potem normalnie. Jak widać człowiek jako wartość obiektywna jest tu ostatecznym kryterium.

>Zastanawiam się tylko co było wartością obiektywną kiedy jeszcze ludzi nie było na ziemi... I kiedy jeszcze ziemi nie było.

To nie jest argument przeciwko obiektywności prawa moralnego. Przypadłości też nie posiadają bytu samoistnego, co nie znaczy, że nie istnieją obiektywnie.

> Cytat:
Na tej podstawie czy służy czy też nie rozwojowi ludzi.

>No, tylko co zrobić, jak ktoś powie, że interes państwa jest ważniejszy niż interes jednostki? Albo jeszcze bliżej, że interes rodziny jest ważniejszy niż interes jednego jej członka?

Legionie, a co zrobić, jeśli ktoś powie, że Rosjan powinno się wybić w pień? A co zrobić, jeśli ktoś powie, że homoseksualistów powinno się przymusowo leczyć? A co zrobić, jeśli, ktoś powie, że ten serwis powinno się zlikwidować? No chyba tylko popukać się w czoło.

> Nie ma sensu zakładać, że jakieś stanowisko jest w jakiś sposób słuszne "obiektywnie". Nie ma sensu zakładać, że nie jest, obaj to wiemy. A mimo to zakładamy że coś jest obiektywne a nawet obiektywniejsze od czegoś innego. Niestety inaczej się nie da.

Praktyka rewiduje. Pewne złożenia bardziej pasują do niej od innych. Jeśli ktoś uważa, że wszystko jest ideologią, a jednocześnie w roli ministra edukacji próbuje przeforsować swoje pomysły, to przy takim założeniu jedynym uzasadnieniem takiego postępowania jest jego widzimisię. A przecież wiadomo, że gdy się prezentuje swój pomysł, to przedstawia się racjonalne argumenty, bo się uważa, że za danym pomysłem stoją lepsze racje niż za innymi pomysłami.


dajmonion
dajmonion (3663 punktów)
>I zupełnie mi nie przeszkadza( jak i reszta wymienionych) dopóki nie wejdzie mi w drogę ktoś, kto będzie próbował mi je narzucać.

O narzucaniu poglądów słów kilka:

1) Zarzut narzucania poglądów w odniesieniu do forum internetowego jest absurdalny ponieważ nikt nie jest w stanie tą drogą narzucić komuś innemu swojego poglądu, chyba, że go po prostu przekona.
2) Do argumentu tego może się uciec osoba, która chce pozostać przy swoim zdaniu mimo braku argumentów (przy jednoczesnym braku uświadomienia sobie tego mechanizmu, taki swoisty mechanizm obronny). Skoro istnieje takie ryzyko (nie można go przecież wykluczyć), to najlepiej zrezygnować z tego zarzutu.

Stanowcze stwierdzanie czegoś może drażnić, ale jeśli ktoś chce przede wszystkim zgłębić temat, to nie będzie mu to do tego stopnia przeszkadzało, że zdecyduje się na podważenie nawet tych tez, co do których jest głęboko przekonany.


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
   Dlatego nie pisałem o Tym, ze ktoś mi tu coś narzuca( choć Twoje opisy mojej etyki właściwie już o to zahaczają), a jedynie o tym, że przeszkadzają mi ludzie którzy chcą to robić. To była część odpowiedzi mówiącej, ze nie zarzucam niczego światopoglądom, jeśli dobrze pamiętam.
   Poza tym, światopoglądy posiadają te szczególną właściwość, że nie da się ich racjonalnie uzasadniać, a jedynie do nich przekonywać (lub przekonywać siłowo - czyli narzucać).

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dajmonion (3663 punktów)
>   Poza tym, światopoglądy posiadają te szczególną właściwość, że nie da się ich racjonalnie uzasadniać, a jedynie do nich przekonywać (lub przekonywać siłowo - czyli narzucać).

Czyli nieracjonalnie mnie przekonujesz?


dajmonion
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Czyli nieracjonalnie mnie przekonujesz?

Racjonalnie przekonuję.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
Piotrek Karwala (451 punktów)
W jakim sensie za czy przeciw? Czy przykładowo chcę oglądać w kinach i telewizji kiepskie filmy? Otóż nie, nie chcę! Ale, niestety... kapitalizm! Chociaż od publicznej telewizji, która ma swoją misję, można wymagać, żeby abonament (skądinąd potrzebny na 100%) przeznaczony był na "dobre filmy", a nie jakieś "Gwiazdy tańczą na lodzie".
jarcio (1198 punktów)
>Co wy, sądzicie o takim zjawisku, jakim jest kultura masowa? Czy jest to, coś pozytywnego,
>czy raczej mamy do czynienia z fenomenem wybitnie szkodliwym?

No ja akurat nie jestem racjonalistą. Bardzo dobre książki o kulturze masowej wychodziły spod pióra tzw. "szkoły frankfurckiej" - polecam. Dla mnie jest to zjawisko normalne, które do pewnego stopnia zawsze występowało tam, gdzie był pewien zakres swobód obywatelskich - igrzysk i chleba ludzie nie zaczęli sie domagać dopiero w XX wieku. W zasadzie, jest zapewne tak jak ze złotą myślą Arystotelesa o cnocie, która wynika z umiarkowania. Do pewnego stopnia kultura masowa szkodliwa nie jest. Natomiast, gdy kultura masowa zaczyna stawać się sposobem na życie wśród coraz to większej liczby społeczeństwa to w takim społeczeństwie rodzi się prymitywny hedonizm. Ludzie chcą się nieustannie bawić i tak też traktują swoje życie. Takie społeczeństwo uważam za moralnie zdegenerowane, które niechybnie czeka kolonizacja przez ludy z kultury obcej - choćby Chińczyków czy w szczególności wyznawców Islamu dla których święta wojna to to iż kobieta urodzi mężczyźnie 11-cioro dzieci(podczas, gdy na jedną rdzenną postępową Europejkę przypada z jakieś 1,5 dziecka). Wówczas tylko poczekać przy takich tendencjach z jakieś 100 lat i w demokratycznych wyborach przeniosą parlamenty do meczetu. I akurat w moim odczuciu jest to zupełnie normalna reakcja natury, która po prostu nie pozwoli by gatunek ludzki wymierał i zwyczajnie zdmuchnie tych słabszych - czyli tych, którzy sami chcą ją usmiercić. Zresztą można by wiele o tym pisać. Polecam Witkiewicza "Nienasycenie", Huxleya "Brave New World" no i świetnego Tocquevilla, który wiele z tej, jak określał, demokratycznej dyktatury przewidział już w XIX wieku.
diogenes (42753 punktów)
>Majchrzak zajmuje wybitnie elitarne i
>przy tym bezkompromisowe stanowisko w tej sprawie....

Gdyby faktycznie tak było, o niejakim Majchrzaku nikt nic by nie wiedział. Kiedy ktoś pojawia się w publicznych miejscach, niech nie plecie o elitarności. Skutki mentalne takiego wystąpienia maja naturę masową. Czy się to komuś podoba, czy nie. Świat dawno przestał być globalna wioską: stął się globalnym szaletem.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>...Co sądzicie o takim zjawisku, jakim jest kultura masowa? Czy jest to coś pozytywnego, czy raczej mamy do czynienia z fenomenem wybitnie szkodliwym?

   Moim zdaniem, właściwa odpowiedź jest następująca: kultura masowa stanowiłaby zjawisko wybitnie szkodliwe, gdyby... gdyby w ogóle istniała.

   Całkiem po prostu, takiego zwierzęcia nie ma. "Fenomen" ów został wymyślony w mózgach określonego zespołu ludzi, chcących usprawiedliwić równie określone ujemne cechy nie tyle kultury, ile sztuki - przeznaczonej dla niepełnosprawnych intelektualnie osobników, dających sobie wmówić erzatz sztuki jako ją samą - w celu wyciągnięcia od tychże osobników, uradowanych współżyciem ze sztuką, maksymalnej ilości szmalu.

   W podobnym celu, lecz a rebours, wymyślono tak zwaną sztukę wyższą, przeznaczoną dla osobników o ilorazie inteligencji sięgającym chmur, co najmniej zaś ginącym we mgle. Osobnicy owi pilnują znów nie tyle sztuki, ile opinii o tym, by iloraz ich nie spadł broń Boże nawet o pół punktu. W tym celu są gotowi ponosić wszelkie koszta - i ponoszą je, rzecz jasna, ku wielkiej uciesze cwaniaków.

   Tymczasem ze sztuką sprawa jest dziecinnie prosta. Sztuka jest jak chleb, jak powietrze, którym oddychamy. Czy powietrze lub chleb są "masowe"? Czy należy się uczyć ich spożytkowywania? Kiedy piekarz zaczyna się wygłupiać, każde dziecko odmówi jedzenia źle wypieczonego chleba, każdy człowiek zacznie się dusić w zatrutym powietrzu.

   Prawda, istnieją jelenie na rykowisku i symfonie Beethovena, istnieje zwykły chleb, istnieją też torty. Ale wszyscy wiemy: są to rzeczy dobre, każda na swoją okazję. I wielu jest piekarzy, którzy eksperymentują, od czasu do czasu któryś wpadnie na świetny pomysł, wypiecze coś nowego, co nam zacznie smakować. Ktoś przecież wymyślił bagietki, kajzerki, nawet ciasto drożdżowe...

   Kultura masowa zaś to nic innego, jak bardzo kiepska sztuka, na której ktoś robi pieniądze kosztem utraty właściwego smaku przez wielu jej abonentów. Aspektem kultury jest tu jedynie zjawisko stadnego zauroczenia, zresztą także opartego na obawie, by nie zostać posądzonym...

   To tyle z grubsza bardzo o czymś, czego nie ma.

   PS. Że o kulturze masowej napisano wiele grubych ksiąg, to prawda. Nie obawiajcie się tego: o Bogu napisano więcej, a nadal jest wątpliwym jego istnienie.
.
01-04-2008 23:56 
 Ocena 1 na 1
J.Szulc (5723 punktów)

Drogi Panie Zbysławie -
- nie do końca zgodzę się z Panem...
... żeby tak Beethovena... był geniuszem... a że podobał się i podoba wielu...?

Uważam osobiście, że kultura masowa nie zawsze znaczy nicość.
Poza tym, czy zawsze potrafimy ocenić stopień postrzegania innych?
Dla Pana co innego może być warte zastanowienia, bo stoi Pan na nieco wyższym stopniu postrzegania. Czy ja muszę koniecznie być na tym samym, żeby sztuka była dla mnie pisana przez duże "SZ"?
Jeśli tylko SZTUKA ma wydźwięk dla myślenia, jeśli tylko pozwala chwilę się zachwycić - ważna jest. Ważna dla osoby, która ją przeżywa.
Proszę popracować z ludźmi z brakami intelektualnymi.
Czasem można wiele od nich się nauczyć....

I pozdrawiam Pana serdecznie - niezmiennie.

Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
02-04-2008 01:52 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>- nie do końca zgodzę się z Panem...

   Z uzasadnienia wynika, że nie tyle nie zgadza się pani ze mną, droga Kobieto z Mojej Wsi, ile nie rozumie mnie pani. Proszę łaskawie pomyśleć, czy choć tycio dezawuowałem Beethovena, lub nawet owego jelenia.

   Argument zaś, taki ni przypiął, że każda rzecz może być rozumiana tysięcznym sposobem, oznacza co najmniej śmierć każdej słuszności wobec każdego dowolnego punktu widzenia. Proszę przyjąć za pewnik, że wszelakie poglądy, gusta i upodobania nie są bynajmniej absolutnie dowolne, zależą bowiem od rozmaitych rzeczy. Od rozsądku, od możliwości, od korzyści etc etc.

   Ludzie z brakami intelektualnymi towarzyszą mi od zawsze - jestem jednym z nich.

   Pozdrawiam, życząc więcej zdecydowania i mniej ostrożności "na wszelki wypadek".
.
02-04-2008 19:58 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>...każda rzecz może być rozumiana tysięcznym sposobem, oznacza co najmniej śmierć każdej słuszności wobec każdego dowolnego punktu widzenia. Proszę przyjąć za pewnik, że wszelakie poglądy, gusta i upodobania nie są bynajmniej absolutnie dowolne, zależą bowiem od rozmaitych rzeczy. Od rozsądku, od możliwości, od korzyści etc etc.

A ile tych "rozmaitych rzeczy" uwzględnić? 100? 200? Jakie przyjąć, jakie odrzucić? Czy na współczesną lirykę polską ma wpływ konstelacja gwiazd (jak chciałaby wróżka), czy wartość połowu makreli (jakby chciał jakis poeta gapiący się na złotawe ryby w supersamie)? Czy tu też nie ma "dowolnych punktów widzenia"? A czy rozumienie to nie jest przypadkiem poszukiwanie owych uzależnień? Wtedy bilans wyjdzie nam na zero: Względność rozumienia i owe zalezności to po prostu to samo. Człowiek jest miarą wszechrzeczy. I to zdaje się każdy człowiek.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Ładnie, diogenesie, nawet bardzo ładnie. I przejmująco prawdziwie. Czasami wręcz czuję, jak te rozmaite rzeczy obłażą mnie niby wszy. Stosuję wtedy intelektualny arszenik w postaci idiotycznych myśli. Pomaga radykalnie.
.
02-04-2008 06:23 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
Ano tak, przerzucamy pojęcia jak liczmanki. Jeśli można dorzucić swoje trzy grosze...

Dzieło (niezależnie do tego czy ambitne czy nieco mniej) tworzone jest po to żeby oddziaływać. Jest formą jakiegoś, mniej czy bardziej składnego, mniej lub bardziej znaczącego, przekazu. W takim razie- skoro przekaz jest jedną z podstawowych funkcji- to dzieło którego "pole rażenia" ogranicza się do trzech czy czterech osób jest- niezależnie od ambicji twórcy- chybionym. Nie dlatego że "nie zarobił" i nie z tego powodu że nie schlebiał masom a dlatego, że brak reakcji oznacza, że przekaz został odrzucony. Przyczyn owego odrzucenia mogą być kopy, za to wniosek pozostaje jeden i ten sam- twórca (niezależnie od tego jak namaszczony) nie spełnił swojego zadania, nie był w stanie dotrzeć do odbiorcy. Koniec, kropka.

"Prawdziwi ahtyści" konstatując, że- mimo ich geniuszu i dyplomów tłumy niekoniecznie chcą rzucać im sie do stóp, patrząc na stertę kamieni usypaną gdzieś w galerii, uderzają w pozę "wyniosłego odosobnienia", modną jeszcze od czasów romantycznych a opartą na micie artysty- tytana intelektu, nieodmiennie skonfliktowanego z równie nieodmiennie "ciemną" masą. Nie mogąc odmówić mniej nadętym (za to o wiele łatwiej radzącym sobie z przekazem) kolegom po fachu udziału we współtworzeniu kultury społeczeństwa, odgrodzili się od nich fasadą z napisem "kultura wysoka". Ot- i całą sztuczka. "Skoro nikt nas nie chce dopieścić szacunkiem pobawmy się w intelektualny onanizm we własnym gronie bo my jesteśmy "ą" i "ę" a wy- brudne chamy". W rezultacie "kultura wysoka" kisi się w niezbyt przyjemnym sosie, niezdolna ani do reakcji na zmiany, ani na wyjście z przyjmowanych póz, podczas gdy puste miejsce po niej wypełnia o wiele mniej pretensjonalna a wcale niekoniecznie mniej ambitna kultura nawet nie tyle tworzona z myślą o guście mas, co zdolna do przebicia się i- o zgrozo- kształtowania owego gustu na wielką skalę.

Tak naprawdę nie ma w tym niczego nowego- miarą wielkości dzieła czy artysty przez wieki było to, na ile (nie mówię tu tylko o kryterium "ilościowym" w sensie naśladownictw czy kopii ale również zasięgu i czasie oddziaływania) pod jego wpływem zmienił się gust mas, a co za tym idzie kształt kultury regionu, kraju, narodu czy nawet cywilizacji.
02-04-2008 18:22 
 Ocena 3 na 3
jarcio (1198 punktów)
>Dzieło tworzone jest po to żeby oddziaływać. Koniec, kropka.
>"Prawdziwi ahtyści" konstatując, że- mimo ich geniuszu tłumy niekoniecznie chcą rzucać im sie do stóp uderzają w pozę "wyniosłego odosobnienia". Nie mogąc odmówić, o wiele łatwiej radzącym sobie z przekazem, kolegom po fachu udziału we współtworzeniu kultury społeczeństwa, odgrodzili się od nich fasadą z napisem "kultura wysoka".

"Koniec, kropka" to można powiedzieć na temat systemu kopernikańskiego, który spełnił swoją rolę w historii, a teraz dla nauki ma wartość obiektu muzealnego. Sztuka to zupełnie inna kwestia i tutaj zdania ostatecznego nikt nie ma.
Artysta wcale nie musi dotrzeć do społeczeństwa (w ogóle niczego nie musi): jego sztuka może być w tradycyjnym rozumieniu zupełnie bezużyteczna, czy też jak chciał tego Wells być przede wszystkim nauką dla ludzi. Nie rozumiem dlaczego miałbym oceniać poezję Johna Donna z perspektywy tego czy ludzie go docenili czy nie skoro wszystko wskazuje na to iż nie dialog ze społeczeństwem był motywem przewodnim. I jeśli teraz przykładowo zasztyletowany w tawernie przez jakiś urażonych ludzi średniowiecza Chistopher Marlowe ma być oceniany przez to iż od ludu "dostał kopa w tyłek" to w takiej definicji sztuki tego dramaturga nie znajdziemy (choć rósł na fali, która wyprowadziła dramat z sal kościelnych porzucając łacinę jako główny język - co było pewnym wyjściem do szerszego grona odbiorców). O związki między społeczeństwem a poezją można pytać i to całkiem zasadnie w kontekście romantyzmu Williama Blake'a czy Taylora Coleridge'a bo akurat ci zmienili język poezji jak i odbiorcę głównie po to by "wyjść do ludzi". Co począć z takim Oscarem Wildem, któremu, jeśli wierzyć na słowo, ilekroć zdarzyło się wypowiedzieć myśl znajdującą oddźwięk w społeczeństwie to tylekroć się poważnie zastanawiał nad tym czy aby na pewno się nie pomylił - społeczeństwo wcale go nie kochało i wzajemnie.

>"Skoro nikt nas nie chce dopieścić szacunkiem pobawmy się w intelektualny onanizm we własnym gronie bo my jesteśmy "ą" i "ę" a wy- brudne chamy".

To dotyczy tych artystów, którzy chcą wyjść do społeczeństwa, ale nie potrafią i odreagowują w konkretny sposób. To też inna sytuacja.

>"kultura wysoka" kisi się w niezbyt przyjemnym sosie, niezdolna ani do reakcji na zmiany, podczas gdy miejsce po niej wypełnia o wiele mniej pretensjonalna a wcale niekoniecznie mniej ambitna kultura nawet nie tyle tworzona z myślą o guście mas, co zdolna do przebicia się i kształtowania owego gustu na wielką skalę.

A mnie się wydaje iż mentalność mas dzisiaj kształtuje przede wszystkim marne aktorstwo performerów ze sceny politycznej i nawał obrazków płynących z teleekranu, gdzie kultura masowa postępowych "artystów", jest tylko dodatkiem (co to za sztuka, która jest uwięziona wewnątrz tego burdelu i niczym nie potrafi zaskoczyć bo przedstawia to co wszyscy już znamy).
03-04-2008 02:57 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
Cytat:
"Koniec, kropka" to można powiedzieć na temat systemu kopernikańskiego, który spełnił swoją rolę w historii, a teraz dla nauki ma wartość obiektu muzealnego. Sztuka to zupełnie inna kwestia i tutaj zdania ostatecznego nikt nie ma.


To dość radykalna ocena tego jakich środków ekspresji można używać w wypowiedzi . Upieram się przy swoim prawie do stawiania we własnych wypowiedziach końców i kropek tam gdzie mi się to żywnie podoba (choć oczywiście pozostaję otwarty na dyskusję).

Cytat:
Artysta wcale nie musi dotrzeć do społeczeństwa (w ogóle niczego nie musi): jego sztuka może być w tradycyjnym rozumieniu zupełnie bezużyteczna, czy też jak chciał tego Wells być przede wszystkim nauką dla ludzi. Nie rozumiem dlaczego miałbym oceniać poezję Johna Donna z perspektywy tego czy ludzie go docenili czy nie skoro wszystko wskazuje na to iż nie dialog ze społeczeństwem był motywem przewodnim.


Mam wrażenie że się nie zrozumieliśmy. Nie postulowałem oceny jakiegokolwiek dzieła z punktu widzenia "docenienia" (czy to przez współczesnych czy późniejszych odbiorców). Zaznaczyłem- co spowodowało Twój sprzeciw- że dzieło musi zostać odebrane. W jakikolwiek sposób. Negatywny, pozytywny. Jeśli odebrane nie zostanie w ogóle (a tak dzieje się w momencie ograniczenia jego zasięgu do "getta" prawdziwych znawców "sztuki wysokiej") to mamy co najwyżej doczynienia z obiektem autoterapii twórcy lub po prostu dziwacznym przedmiotem.

Cytat:
I jeśli teraz przykładowo zasztyletowany w tawernie przez jakiś urażonych ludzi średniowiecza Chistopher Marlowe ma być oceniany przez to iż od ludu "dostał kopa w tyłek" to w takiej definicji sztuki tego dramaturga nie znajdziemy (choć rósł na fali, która wyprowadziła dramat z sal kościelnych porzucając łacinę jako główny język - co było pewnym wyjściem do szerszego grona odbiorców). O związki między społeczeństwem a poezją można pytać i to całkiem zasadnie w kontekście romantyzmu Williama Blake'a czy Taylora Coleridge'a bo akurat ci zmienili język poezji jak i odbiorcę głównie po to by "wyjść do ludzi". Co począć z takim Oscarem Wildem, któremu, jeśli wierzyć na słowo, ilekroć zdarzyło się wypowiedzieć myśl znajdującą oddźwięk w społeczeństwie to tylekroć się poważnie zastanawiał nad tym czy aby na pewno się nie pomylił - społeczeństwo wcale go nie kochało i wzajemnie.


Dam Ci bardzo prostą odpowiedź. Dlaczego znasz nazwiska które wymieniłeś ? Czy dlatego że dzieła tych ludzi nie miały żadnego znaczenia i wpływu na naszą kulturę i cywilizację, czy może wręcz przeciwnie- dlatego, że mimo tego iż początkowo spotykali się z niezrozumieniem na tyle trwale wpłynęli na kulturę światową że obecnie stanowią część kanonu ? Nie chodzi o miłość i uwielbienie (a przynajmniej nie tylko o nie). J.L.David był wręcz znienawidzony- a mimo to nie da się wykreślić go z historii sztuk plastycznych.

Cytat:
A mnie się wydaje iż mentalność mas dzisiaj kształtuje przede wszystkim marne aktorstwo performerów ze sceny politycznej i nawał obrazków płynących z teleekranu, gdzie kultura masowa postępowych "artystów", jest tylko dodatkiem (co to za sztuka, która jest uwięziona wewnątrz tego burdelu i niczym nie potrafi zaskoczyć bo przedstawia to co wszyscy już znamy).


Nie mogę się nie zgodzić, ALE obraz kultury zawsze był właśnie taki. XVI wieczny obywatel Rzeszy częściej zaśmiewał się z kuglarzy i egzekucji niż kontemplował miedzioryt Durera. Dla mnie bardzo ważne jest to, że mimo tego stanu rzeczy sztuka wysoka nie pozostawała dla niego czymś, czego odbiór byłby niemożliwy. W ciągu całej historii wszystkich kultur na naszej planecie pojawienie się XX wiecznej awangardy jest ewenementem bez precedensu, zaprzeczeniem wszystkiego co działo się wcześniej. Oto zerwaniu ulegają relacje pomiędzy nadawcą a odbiorcą, ustawienie nadawcy na piedestale jako jedynego uprawnionego do oceny. W konsekwencji bardzo szybko pojawił się rozłam i - tak naprawdę- uwiąd tego co umownie nazywamy "sztuką". Odbiorcy- którzy w gruncie rzeczy przestali być potrzebni- odwrócili się do tego co było dla nich zrozumiałe. Niekoniecznie łatwe (weż choćby filmy Mamoru Oshi) ale mimo wszystko- pozostające w granicach w których przekaz jest czytelny dla odbiorcy, możliwy do odcyfrowania.

Wróć do listy wątków działu Kultura
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365