Niniejszym ogłaszam ranking: komu się w Polsce dobrze dzieje?
Kiedyś chciałem taki happening ogłosić. Nawet przeczytałem, co to przemądre słówko znaczy. Chciałem namówić kilku nietelewizyjnych, czyli zwyczajnych pisarzy, żeby się zebrali przed pałacem w stolicy, gdzie urzęduje minister od kultury. Wystawiliby wielki cylinder na datki oraz powiesili ładniutki transparent z napisem: „Pomóżcie nam Państwo, bo państwo nam nie pomaga”.
Ale projekt upadł, bo upadł minister. Zresztą kultura też upadła. Zrobiło się tak, że nawet głupio przyznać się do tej kultury. W ogóle głupio przyznać się do czegoś, co daje miesięcznie mniej, niż 10 tysięcy.
Zarabiać mniej niż 10 tysięcy – to jest kultura. Zarabiać więcej – to sztuka. Żeby zarabiać jeszcze więcej, trzeba być sztuk-mistrzem.
Jednego takiego znam. Cholernie podziwiam. On ma legitymację emeryta oczko wyżej ode mnie, wypłatę zusowską nawet oczko mniej. Ale on zarabia tyle, ile siedmiu takich jak ja pisarzy. I nie jest frajerem, by za to podatek płacić.
Różnica między nami taka, że ja uprawiam kulturę, on uprawia sztukę. Nauczył się skubany chować za plecy jedną nogę i kulać o kulach. Szczególnie zimą to łatwe. Więc on sobie kuleje na tych kulach, z taką puszką u szyi, po trzy godziny dziennie na jednym ruchliwym skrzyżowaniu, gdzie co chwilę palą się czerwone światła. Nawet się skumplował z policjantami, którym odpala na piwo (ale ta wiadomość jest nieoficjalna).
Za te trzy godziny i zaledwie jedną sztukę z kulasem ten mój znajomek więcej kosi miesięcznie, niżeli za czterdzieści lat harówy kopalnianej, przeliczonej zusowsko na pieniądze. Owszem, emeryturę odbiera, bo po co ma przepaść w zusowskiej przepaści.
On jest bardzo konkretny człowiek.
Ale ja chciałem spytać o to, komu się w Polsce dobrze dzieje. .
|