Racjonalista - Strona głównaDo treści
Mira

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
26-10-2005 17:40Zbyszek???Mira
Odeszła cichutko, jak wszystkie dzieci-kwiaty. Marzycielscy, niespełnieni, przegrani.
--------------------------------------------------------------
Pieśni przetrwają niby drzewa których nie złamał wiatr
a nas przez palce ktoś przesiewa i tak się toczy świat
------------------------------------------------------------
Znajdziemy Twoją WYSPĘ - Miro

outsider (2469 punktów)
Tak, zauważyłem wczoraj. Nazwano Mirę wokalistką bluesową, co nie bardzo odpowiadało prawdzie - cóż, zaciera sie pamięć a może i rozróżnienie gatunków muzycznych. Bardzo lubiłem słuchac Miry - dzięki przyjacielowi mam pełną kolekcje Blackoutów i Breakoutów. I prawdę mówiąc, w ogóle własnie Breakoutów ceniłem i cenię najwyżej z polskiego rocka - sugestywny głos Miry Kubasińskiej miał chyba nie mniejsze znaczenie niż kunszt kompozytorski Tadzia Nalepy - on śpiewał inaczej, to polski blues-nie blues; jeszcze zresztą śpiewa.

Powiedzieliśmy już wszystko, wyśpiewaliśmy już wszystko - więcej nic... - to reminiscencja bardzo starej płyty.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Nie Mira
>Powiedzieliśmy już wszystko, wyśpiewaliśmy już wszystko - więcej nic... - to reminiscencja bardzo starej płyty.

Można mówić oczami, gdy usta zamilkną...
Tak jak gwiazdy, co świecą, a przecież ich nie ma.

Można patrząc przekazać tak wiele... że wszystko.
A cieżaru nie dźwignie nawet sama ziemia...

_______________
Patuszkin (2279 punktów)
A ja sobie przypomniałem wiersz autorstwa Andrzeja Bursy.

"Piosenka jazzowa"

"Dlaczego mnie zabrano z mojej Afryki
Pytam: Dlaczego mnie zabrano z mojej Afryki?
Gdzie zwierzęta me rzeźbione w korze
Amulety i kościane noże...
Po co było tak długo pracować mi
Na plantacji bawełny w którą słowa się mota
Gdy prawdziwa jest tylko stara piosenka krwi
Którą wyśpiewać umie tylko saksofon
Co ja tu robię
Przecież od lat
Miałem statkiem pirackim odpłynąć
Na księżycu i gwiazdach oznaczaliśmy czas
Z brodatym kapitanem w Szczecinie
Lecz tchórz... uląkłem się spienionej bryzy
Wyszło na jaw że kapitan to szuler i złodziej
Teraz szukam w uściskach Luizy
Snów zgubionych jak ślady na wodzie."


Piotrek Patucha
Nie Mira
Zaśpiewam Tobie piosenkę.

Płynęłam niegdyś żaglowcem, a wiatr tor wyznaczał..
Czy słońce świeciło, czy deszcz padał -
pieśni śpiewałam, kapitan słuchał, kotwice zahaczał.
Zamilkłam jednak, bo głos na wietrze się nieco osłabił..

Zdziwiny kapitan płynął dalej, a mnie na wyspie zostawił...

Na wyspie zwierząt dziwnych gatunki spostrzegłam.
Ludzi nie było, zwierzęta tylko, ich śladów się nie lękam.

Niektóre mówią ludzkimi głosami,
tak jakby niegdyś ludziom służyły radami...

Drzewa nade mną kwitną przez rok cały,
owoce dając, gdy poproszę,
a trawy ścielą przede mną zielone dywany...

Czy w raju jestem?.. Bo takie cuda głoszę..


>
Dla .....

>

Patuszkin (2279 punktów)
>Zaśpiewam Tobie piosenkę.

Dziękuję, bardzo mi się spodobała.

Piotrek Patucha
Nie Mira
Dziękuję i pozdrawiam

Wyspa, na której teraz mieszkam, na mapie nie jest zaznaczona.
Znaleźć jej się nie da, dopłynąć, odszukać... wśród wód jest zagubiona...

Głos owocami leczyłam, śpiewać znowu mogę.
Gdy ptaki usiądą obok, śpiewamy razem, echo niesie śpiew w wodę...

A fale rytm wybijają, raz głośniej, to znów cicho,
W kamienie uderzają... w lesie zaś kryje się licho...

Nocą gwiazda nade mną mruganiem kod przekazuje,
a ja lusterkiem odpowiem.... i słowa znaczą, co czuję...

>

> Dla .....
Zbyszek???
Widzę, że kroi się tutaj Festiwal Poezji "Utopia i Antyutopia"

Andrzej Sikorowski z zespołem "Pod Budą" śpiewał tak:

"Na końcu Mapy"

Jest na końcu mapy taka wieś ,
gdzie przy polnej drodze domy dwa
gdzie ze studni wodę trzeba nieść
a jedynym światłem - światło dnia
Tam w ogrodzie bujnym leży pies
który dawna wypiął się na zło
w niebo tylko zapatrzony jest,
i niczego nie pilnuje bo:
Nie ma złodziei bo brak pieniędzy
żadnych idei więc nie ma księży ­
nie ma wyborów bo rządów nie ma
żadnych rygorów znikły więzienia...
jest tylko człowiek piękny i czysty
w wieńcu na głowie z laurowych liści
Jest na końcu mapy taka wieś
gdzie przy polnej drodze domy dwa
gdzie nie ważna forma ani treść
gdzie ma każdy tyle ile ma
Chcecie wierzcie lub nie wierzcie mi
że jest Eden na rozstaju dróg
Lecz pytanie zasadnicze brzmi
Kto tę wioskę stworzył - może Bóg ?
Pewnie jakiś Bóg chyba jakiś Bóg
Albo wielki huk Jasne że nie wróg....

Pozdrawiam
Nie Mira
Zbyszku - to TY wywołałeś ten "festiwal".
Niech zatem trwa, pieśniami łka...

Jest taka wieś, gdzie ukryło się
wszystko, co zło czynić mogło.
Jest taki dom, co zakrywa cień
i tańczy w nim samo dobro...
Pies zamknął drzwi i skomli cicho,
z kątów zapachy spać nie dają.
Zapalę lampę, pochlę nisko,
poczytam, w dali skrzypce grają...

Czy słowa dawne, czy myśli nowe,
czy księżyca blask co wpada w okno?..
A może duchy, co kryją głowę
I spoglądają nocą chłodno?...
Daje to nastrój dziwów i bajek,
podniebnych lotów, wysp tajemniczych..
I w środku nocy znów pachnie majem
i w środku nocy miłość krzyczy...

Również pozdrawiam
>

> Dla ....

Zbyszek???
>Zbyszku - to TY wywołałeś ten "festiwal".
>Niech zatem trwa, pieśniami łka...

Chętnie ujrzałbym zbiór marzeń ludzkich o lepszym świecie, tym z okolic Utopii. Marzeń utrwalonych słowem, obrazem, wizją. Jest gdzieś taki zbiór, taka księga???

Wspomniałaś "..księżyca blask, co wpada w okno..."
A na księżycu są oczywiście Anna Treter i Andrzej Sikorowski i co widzą.........??

"Widziane z księżyca"

Siądziemy razem na księżycu
albo gdzieś wyżej kto to wie
porozmawiamy tak o życiu
które w dole dalej toczy się
dokoła będzie cisza błoga
której nie zmąci żaden głos
nietknięta stopą Mleczna Droga
jak do nieba jak do nieba most
nie kapie kran i telefon nie zadzwoni
nie mamy kogo i czego się bać
i w nic nie wierzyć nie mogą nam zabronić
po żadnej stronie nie każą nam stać

A kiedy z dołu nas wypatrzy
jakiś uczony bardzo men
to może ludziom wytłumaczy
najdziwniejszy najdziwniejszy sen
Dlaczego nagle telefon przestał dzwonić
i nie ma kogo i czego się bać
I w nic nie wierzyć nie mogą im zabronić
po żadnej stronie nie każą im stać
I że o siódmej rano
kiedy z pościeli wstaną
by na spotkanie ruszyć dnia
to zaczną w uniesieniu
nazywać po imieniu
to co od wieków imię ma

Sfruniemy wtedy delikatnie
na parapety szarych miast
I podzielimy się dostatkiem
przyniesionym z gwiazd

Prawda, jak wiele można dojrzeć "z księżyca"???
Nie Mira
Zbyszku, nie ma takiej księgi? Szkoda...
Ja bajki lubiłam, marzenia snuły się po mojej głowie, przeszkadzały żyć..

Księżyc okrągły na czarnym niebie
otulił szal z blasku jasnego...
Po liściach szłam, pytając siebie -
Kto światła zapala wokół niego?

Maleńki piesek mnie przywitał,
Stanął na łapkach, w dłoń polizał,
taki radosny, jakby widział -
i taki cichy jakby wiedział...

Księżyca blaskiem porażona,
widzę go jeszcze, choć się schował...
Przymyka oczy?.. Może kona,

jak wypalony płomień... w grobach...

>

> Dla .....

Zaqequte
Dzieci-Kwiaty nie odeszly....kryja sie w swoich prywatnych bankach mydlanych przed szarym dniem w smutnym jak piz*a miescie...Odlatuja po kryjomu i czesc z nich juz nie wraca....
Patuszkin (2279 punktów)
>Dzieci-Kwiaty nie odeszly....kryja sie w swoich prywatnych bankach mydlanych przed szarym dniem w smutnym jak piz*a miescie...Odlatuja po kryjomu i czesc z nich juz nie wraca....

W swoich bankach trzymają ideały, których nikt nie zobaczy, bo one mają konsystencję bańki mydlanej. Dlatego muszą być trzymane w perfekcyjnych warunkach. Gdyby je uwolnić na rynku pewnie by prysnęły jak sen nietzscheańskiego wariata, który głosił śmierć wartości chrześcijańskich. Bo on się mylił. Te wartości żyją i są równie ostre jak kanciaste rogi rozjuszonego byka. Dlatego skryjmy ideały w mydlanych bankach.


Piotrek Patucha
Zbyszek???
Swiat wchłonął dzieci-kwiaty, pożarł ich pragnienia. Nielicznym tylko pozostawił smak porażki, ten wredny motyw niewykorzystanej szansy.
W tych nielicznych tkwi wspomnienie jak cierń, że można było, że się nie udało, że było tak blisko, a jednak za daleko.
Czy my - z tego pokolenia - nic już dla Ziemi nie jesteśmy w stanie zrobić???
outsider (2469 punktów)
Było Zbyszku dwu towarzyszy broni - daleko stąd, gdzie do dziś nazywają rzeczy szlachetnym językiem Cervantesa i Ortegi y Gasseta; łączyło ich wiele. Razem zwycieżali a nawet zwyciężyli - jeden z nich był jednak bardziej od drugiego szalony, więc ich drogi musiały sie rozejść; potem w la Higuera rannego szaleńca dobili rządowi żołnierze.

A Fidel? Do dziś jest gubernatorem wyspy, jak to przystoi Sancho Pansie porzuconemu przez don Kichota - ten już tylko przyświeca jako gwiazdozbiór na dalekim, niedostrzeganym przez nas niebie.

To mi opowiedziała moja czaszka Yorika. A ja zapytam za innym bajarzem: Gdzie ci kwiaty z dawnych lat...?

Zwyciężyć, zrealizować marzenia - to znaczy mieć marzenia na miarę epoki, a to nie jest rzetelna miara. Zostały stare czarne płyty i to dość - resztę niech pochłonie milczenie jak pochłonęło pamięć o Wietnamie: zło i niepamięć wykarmią następnych szaleńców. Tamto było równie nierealne jak osobliwe pomysły rabbiego z Nazaretu i wielu, wielu innych; jest jednak pewna pozytywna wieść na dziś, piszę o tym w innym znanym Ci miejscu - czytałeś.

W piwnicach Łubianki zaś trzymają starych rewolucjonistów - nieprawda, że Stalin ich wszystkich... byłoby to zbyt łatwe. W łańcuchach, o chlebie i wodzie - czasem podjeżdża czarny samochód...

Gorbaczow, Jelcyn, Putin... Radzą sie starych, a kat stoi na podorędziu.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Patuszkin (2279 punktów)
>Było Zbyszku dwu towarzyszy broni - daleko stąd, gdzie do dziś nazywają rzeczy szlachetnym językiem Cervantesa i Ortegi y Gasseta; łączyło ich wiele. Razem zwycieżali a nawet zwyciężyli - jeden z nich był jednak bardziej od drugiego szalony, więc ich drogi musiały sie rozejść; potem w la Higuera rannego szaleńca dobili rządowi żołnierze.
>A Fidel? Do dziś jest gubernatorem wyspy, jak to przystoi Sancho Pansie porzuconemu przez don Kichota - ten już tylko przyświeca jako gwiazdozbiór na dalekim, niedostrzeganym przez nas niebie.
>To mi opowiedziała moja czaszka Yorika. A ja zapytam za innym bajarzem: Gdzie ci kwiaty z dawnych lat...?
>Zwyciężyć, zrealizować marzenia - to znaczy mieć marzenia na miarę epoki, a to nie jest rzetelna miara. Zostały stare czarne płyty i to dość - resztę niech pochłonie milczenie jak pochłonęło pamięć o Wietnamie: zło i niepamięć wykarmią następnych szaleńców. Tamto było równie nierealne jak osobliwe pomysły rabbiego z Nazaretu i wielu, wielu innych; jest jednak pewna pozytywna wieść na dziś, piszę o tym w innym znanym Ci miejscu - czytałeś.
>W piwnicach Łubianki zaś trzymają starych rewolucjonistów - nieprawda, że Stalin ich wszystkich... byłoby to zbyt łatwe. W łańcuchach, o chlebie i wodzie - czasem podjeżdża czarny samochód...
>Gorbaczow, Jelcyn, Putin... Radzą sie starych, a kat stoi na podorędziu.

Dać właściwą miarę rzeczom, dodawać i mnożyć. Nigdy odejmować.
Wyspiarz Fidel rośnie dzięki szkieletowi społeczeństwa, który idzie z nim w jednym szeregu, i nigdy nie zapomniał, że u jego boku więcej było do wygrania. Czaszkę Yorika widział dawno temu. Nie prosił się o nią, choć czasem lubił przyspieszyć kroku, żeby zaleźć kres przeznaczenia i spojrzeć mu prosto w oczy, zanim oślepi go zupełnie. Chciał mieć namacalnie, konkretnie. Słowa miłości lub odrzucenia. Szkielet pozbawiony tkanek i krwioobiegu, zazdrościł mięsistej powłoki i konkretności wcielenia. Ale nigdy z racje tego, ze umarł w ogólnikowych zaświatach, nie mógł dostać tego mięsa, posiąść go jako jedyny władca i depozytariusz. Jego prehistoryczna pamięć czyli wagony mięsa i nadmiar pochłoniętych porcji oświecenia wciągała go na górę, ku nieokreśloności. Zbyt mało ruchu, zima, ucieczka od miłości. Auschwitz samotności.
Dziś truposz z własej woli już nie wchodzi na górę. Tylko wtedy jeśli go ciągną z uszy. Bo i po co? Cóż tam można zobaczyć? Weź, poliż, wypnij, wejdź, spuść, odwróć, nabij, poliż, weź, wejdź, wypnij, wejdź, nie rzygaj dopiero się rozkręcamy, nie kochasz nas, ty zimny truposzu, ty nie istniejesz, ciebie nie ma. Kto nie kocha ten nie istnieje. Ty nie jesteś!

Kropla za kroplą, ogień i woda, wieczne powroty tego samego.

Staje mi oku Fidel. Chciałabym go dotknać i przenicować na odwrotną stronę, aby pogrążyć się w irracjonalnej jedności, która jest wyzwaniem miłości.

Fidel, ty draniu.

Piotrek Patucha
outsider (2469 punktów)
Przeżył samego siebie jak Lenin. W przeciwieństwie do Lenina jest jednak przy tym obecny nie tylko ciałem ale i duszą - widać w tropikalnym klimacie Karaibów kara musi byc surowsza niż w mroźnej Rosji.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Patuszkin (2279 punktów)
"Kocham Cię Leninie,
Lenię się Stalinie,
Wstałem bo Cię kocham
Już się nie lenisz."

Autor nieznany, umarł na Sybirze.

Piotrek Patucha
Zbyszek???

>Zwyciężyć, zrealizować marzenia - to znaczy mieć marzenia na miarę epoki, a to nie jest rzetelna miara.

Czy błędem jest myślenie o zwycięstwie???
Nie sposób jest wygrać dziś, wbrew epoce, ale jutro???
Jak przyjdzie "epoka", nie warto mieć zebranych myśli???

Hę, gdybyś był profesorem, poprosiłbym tak
-"daj mi jakiegoś studenta, niech ze mną pracuje, jego jedynym zadaniem byłoby wątpić, bronić, ew. pomagać wobec braku argumentu, a na koniec napisałby pracę dyplomową pt. "Jak nie dopuściłem do powstania utopi".
Hehe Marks odpada w przedbiegach.

-------------------------------------------------------------------
"Pieśni przetrwają niby drzewa których nie złamał wiatr
a nas przez palce ktoś przesiewa i tak się toczy świat"
Patuszkin (2279 punktów)
Naga prawda jest nienormalna do tego stopnia, że ubieramy ją w podwójnie.
Garnitur normalności jest obowiązkowy zwłaszcza w takich rejonach, w których przechodzą numery znajdujące się na czarnej liście poprawności. Znałem mężczyznę, który miał pasję obdzierania powłoki. Ściągał szaty z królów, mannę z nieba i policję o 4 nad ranem do mieszkania sąsiadów. Kiedyś ukradł samochód i zadzwonił do FBI, że terroryści z Al-Kaidy pragną użyć skradzionej maszyny, aby dokonać eksplozji na frontalej ścianie pałacu kultury. Kiedy zainteresowała się tym policja stołeczna, był aktywnym uczestnikiem dochodzenia. Zeznał, że samochód mógł być jego własny, natomiast członkiemi Al-kaidy jego sąsiad, który w tym czasie majstrował przy pilocie. Kiedy antyterroryści wtargnęli do jego mieszkania, zastali sąsiada z pobrudzonymi rękami i przerażonym wyrazem twarzy. Zabezpieczono pilota i baterię, z której wylał się kwas.
Stołeczna Al-kaida została zdemaskowana, a samochód wrócił do właściciela. Sąd orzekł że wyda wyrok w zawieszeniu, ponieważ pozwany, który sobie ukradł samochód, przyczynił się do wykrycia podejrzanych praktyk sąsiada. Karą miały być dożywotnie jazdy rowerowe i prace na rzecz poprawy wyglądu miasta(w szczególności pedicure członków zarządu miasta i organów ścigania). Obrońca skazanego zasugerował, że bardziej humanitarna karą mogłyby być dożywotnie prace na rzecz poprawy wyglądu znaków drogowych i latarni. Sędzina łaskawie skinęła głową, bowiem widziała w skazańcu zadatki na męża stanu. Zasądziła grzywnę w wysokości 15 tys., przelewem na konto fundacji: "Gumisie". Skazany pokrył grzywnę z osobistego majątku i zdeklarował, że nagra romantyczną melodię w Radiu "Spiski Żelatyny". Zrobił się zgrzyt, ponieważ fotoreporteży Gazety "Smaruj a pojedziesz" zarejestrowali materiał, na którym skazany zakłada nowe gumy w samochodzie należącym do burmistrza. Sprawa odżyła na językach salonu opiniotwórczego. Pojawiły się głosy, mówiące, że szef policji dostarczał baterii sąsiadce, a skazany wziął maszynę, którą kupił od szefa.

Ech szkoda gadać.


Piotrek Patucha
Nie_Mira (80 punktów)
>Swiat wchłonął dzieci-kwiaty, pożarł ich pragnienia. Nielicznym tylko pozostawił smak porażki, ten wredny motyw niewykorzystanej szansy.
>W tych nielicznych tkwi wspomnienie jak cierń, że można było, że się nie udało, że było tak blisko, a jednak za daleko.
>Czy my - z tego pokolenia - nic już dla Ziemi nie jesteśmy w stanie zrobić???

Zbyszku,
Coś jeszcze trwa, coś się udało, pałeczkę przekazujemy dalej..
A róże i tak przykryje śnieg...

SMUTEK gdy patrzę na róże

Rosły róże... czerwienią cieszyły,
Zapachem, co się unosił.
Skąpane w słońcu, w ziemi wciąż tkwiły,
A Tyś je wodą rosił...

I przyszła jesień.. róże przybladły,
Płatki opadły same...
Liściom kolory zimne dni skradły,
Śnieg przykrył róże... nad ranem...

_____________________

>Dla...
Niemoralny Don Pedro
Znałem kiedyś człowieka, który choć dobrze latał, miał przykre incydenty związane z lądowaniem. Jedna z pechowych historii wydarzyła się w Anglii. Porucznik Putiomkin nadał do bazy sygnał, że jest gotowy do osadzenia maszyny na pasie startowym. Okazało się, że jedyny, króry pozostał jest zajęty. Wylądował w budzie, którą zamieszkiwał owczarek należący do Margaret Pudding. Podobno pies w skutek tarcia podbrzusza samolotu o jego futro zamienił się w pomidorowy przecier. Po tym incydencie nazywał siebie niemoralną świnią nawiązując do powieści rosyjskiego pisarza. Jego ulubionym filmem był skecz Latajacego Cyrku Monty Pytona, w którym transgeniczny budyń zamienia Anglików w Szkotów. Z relacji znajomych wynika, że był człowiekiem ucieleśniajacym ideały antypedagogiki "ubierz łach, szanuj łach" oraz typowym przedstawicielem rosyjskiej plutokracji. Miał też piękną dziewczynę, która należała do innego mężczyzny.

Na życzenie Pani Pudding odbudował mieszkanie i ufundował nowego psa.

Wróć do listy wątków działu Bazgroły

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365