Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nie zabijaj

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
19-06-2004 19:52Jania (11 punktów)Nie zabijaj
Zostało w 10 chrześcijańskich przykazaniach napisane Nie Zabijaj !! Które objawił Mojżeszowi Bóg.
To pozostaje pytanie dlaczego Bóg sam zabijał i kazał zabijać w swoim imieniu!? Muwie tu o potopie , krwawych ofiarach z zwierząt składanych w imię Boga.
Dlatego sądzę że te wszystkie przykazania i to całe pismo ŚW
wymyślili ludzie Którzy nie znaleźli swoich odpowiedzi w innych religiach i nazwali swoją religie wiara w Boga jedynego
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jazon
gratuluje nadajesz sie do grona racjonalistów
Jania (11 punktów)
>gratuluje nadajesz sie do grona racjonalistów
Przepraszam ale czy to odpowiedź była zaletą czy wadą?? Odpowiedz bo jestem ciekawy

Maks
abiatar
>>gratuluje nadajesz sie do grona racjonalistów
>Przepraszam ale czy to odpowiedź była zaletą czy wadą?? Odpowiedz bo jestem ciekawy

Jak widać, zeby się nadawać do grona racjonalistów, nie trzeba wcale robić jakichś szczególnie błyskotliwych odkryć.
PTRqwerty
>>Przepraszam ale czy to odpowiedź była zaletą czy wadą?? Odpowiedz bo jestem ciekawy
>
Jest to niewątpliwie wielką zaletą.
Doprawdy nie byle jaki umysł potrafiłby poradzić sobie z problemami egzystencjalnymi, które towarzyszą wielkiej, duchowej drodze ku czystemu ateizmowi. No i format człowieka rośnie wraz z odrzuceniem Boga.
Koszulka z napisem 'Rozum Inside' w drodze
webmaster (moderator)
Co Jaś mówi o Janie, świadczy o Jasiu, nie o Janie..
Mariusz Agnosiewicz
Degustuje mnie, ale nie dziwi taki sposób polemiki obrońców WC. Dlaczego po prostu nie odpowiecie na postawione pytanie, tylko próbujecie ośmieszać pytającego? Być może jest to małe odkrycie, dlatego wierzę mocno, że dokonacie tutaj znacznie większych. A sprawa jest niebanalna i bynajmniej nie trywialna: jedno z przykazań Pańskich, które wedle wykładaczy Słów Boga znaczyć mają zakaz zabijania nie znaczą zakazu zabijania, przynajmniej są poważnie zrelatywizowane w swoi fundamencie, czyli w Biblii. Powszechne oskarżenia papy i jego przybocznych o rozprzestrzeniający się relatywizm stają się w tej sytuacji dwuznaczne jeśli nie kuriozalne. Dla ludzi o mentalności klęczno-modlitewnej jest to niechybnie jakowaś Tajemnica Boża przed którą w pokorze należy ugiąć rozum. Dla mnie jest to wyraz tego co opisywałem w tekście www.racjonalista.pl/kk.php/s,2076 - relatywizmu etycznego Biblii o którym nie wie 95% chrześcijańskich ignorantów.
Odpowiedzcie zatem apologeci na tę zagadkę, a nie drwijcie, gdyż jak widzicie - jest to bardzo łatwe. Z chęcią poczytam sobie jakich to antyrelatywistyczno-teologicznych odkryć dokonacie.
Jania (11 punktów)
>Degustuje mnie, ale nie dziwi taki sposób polemiki obrońców WC. Dlaczego po prostu nie odpowiecie na postawione pytanie, tylko próbujecie ośmieszać pytającego? Być może jest to małe odkrycie, dlatego wierzę mocno, że dokonacie tutaj znacznie większych. A sprawa jest niebanalna i bynajmniej nie trywialna: jedno z przykazań Pańskich, które wedle wykładaczy Słów Boga znaczyć mają zakaz zabijania nie znaczą zakazu zabijania, przynajmniej są poważnie zrelatywizowane w swoi fundamencie, czyli w Biblii. Powszechne oskarżenia papy i jego przybocznych o rozprzestrzeniający się relatywizm stają się w tej sytuacji dwuznaczne jeśli nie kuriozalne. Dla ludzi o mentalności klęczno-modlitewnej jest to niechybnie jakowaś Tajemnica Boża przed którą w pokorze należy ugiąć rozum. Dla mnie jest to wyraz tego co opisywałem w tekście www.racjonalista.pl/kk.php/s,2076 - relatywizmu etycznego Biblii o którym nie wie 95% chrześcijańskich ignorantów.
>Odpowiedzcie zatem apologeci na tę zagadkę, a nie drwijcie, gdyż jak widzicie - jest to bardzo łatwe. Z chęcią poczytam sobie jakich to antyrelatywistyczno-teologicznych odkryć dokonacie.

Dziękuje za poparcie . Proszę zwrócić uwagę że mam tylko 15 lat. Napisałem ten temat żeby porozmawiać o nim. Jeśli uważacie że ten temat jest banalny dla was to po co w ogóle zawarliście głos w tym temacie?
Maks
jeziorm@poczta.onet.pl
Zauwaz ze Biblia nie zostala zesłana z nieba w calości. Byłapisana prze ludzi przez wiele setek lat. To ludzie szukali Boga a Bóg powoli odkrywał swoje oblicze. ZObacz niemożna patrzec na myslenie ludzie zprzed 3000 lat tak jak my teraz patrzymy na świat. Wtedy ludzie wiezyli w wielobostwo. i postepowali według zasady : oko za oko, zab za zab. Zycie ludzkie w tamtych czasch inaczej traktowano niz teraz. Bóg postępował podobnie tak samo jak oni postępowali. Nie nażucał odrazu swojego prawa tylko cierpliwie sie objawiał. Zauważ jeszcze jedna rzecz za kazdym razem czy to : Sodom i Gomora czy tez Egipt (zabijanie pierworodnych) Bó dawał szanse kazdemu człowiekowi aby nie zginął ale to ludzie wybrali śmierć. Np: sodoma i gomora :
Abraham prosił Boga o to aby nie niszczył miast jezeli znajdzie sie kilku sprawiedliwych ale sie nie znalazło.
Trzeba jeszcze zobaczyc jedna rzecz a mianowicie sens tego wszystkiego po co to Bóg uczynił trzeba wyciagnac wnioski. Zobacz Bóg dał pewne wskazówki a dzieki nim bedziemy "wolni" i szcześliwi (no nie zawsze) ale jezeli je przekroczymy moze sie to dla nas żle skończyc. Nie mówi tutaj ze Bóg ześle na nas Grom z Nieba ale mozemy pojsc do piekła na całą wieczność za nasze złę postępowanie.
Jania (11 punktów)
Ja sądze że po życiu będzie pustka , koniec lub czeka nas rękarnacja.
Ludzie zabijali pod pretekstem Boga ale tak naprawdę zabijali bo prowadziło ich do psychicznego zadowolenia.
Maks
Jania (11 punktów)
Ja sądze że po życiu będzie pustka , koniec lub czeka nas rękarnacja.
Ludzie zabijali pod pretekstem Boga ale tak naprawdę zabijali bo prowadziło ich do psychicznego zadowolenia.
Maks
Jania (11 punktów)
Ja sądze że po życiu będzie pustka , koniec lub czeka nas rękarnacja.
Ludzie zabijali pod pretekstem Boga ale tak naprawdę zabijali bo prowadziło ich do psychicznego zadowolenia.
Maks
mohawk (2936 punktów)
>Zauwaz ze Biblia nie zostala zesłana z nieba w calości. Była pisana prze ludzi przez wiele setek lat. To ludzie szukali Boga a Bóg powoli odkrywał swoje oblicze. ZObacz niemożna patrzec na myslenie ludzie zprzed 3000 lat tak jak my teraz patrzymy na świat. Wtedy ludzie wiezyli w wielobostwo. i postepowali według zasady : oko za oko, zab za zab. Zycie ludzkie w tamtych czasch inaczej traktowano niz teraz.
Nie rozumiem jakim sposobem religia głosząca absolutyzm moralny może powoływać się na takie okoliczności? Albo jakaś reguła obowiązuje zawsze i wszędzie, albo trudno znaleźć sposób na określenie w jaki sposób i kto ma ustalać gdzie i kiedy dana reguła obowiązuje. Jest to argumentacja godna ateisty-relatywisty, a nie ortodoksyjnego katolika.
Wyjaśnienie
>Zostało w 10 chrześcijańskich przykazaniach napisane Nie
>Zabijaj !! Które objawił Mojżeszowi Bóg.
>To pozostaje pytanie dlaczego Bóg sam zabijał i kazał
>zabijać w swoim imieniu!?
Muwie tu o potopie , krwawych
>ofiarach z zwierząt składanych w imię Boga.

A kto ci powiedział, że Boga dotyczą prawa, które nadał ludziom? Takie założenie przemycasz w sposób zupełnie nieuzasadniony w swym argumentowaniu. Bóg nie nadał tego zakazu sobie, tylko ludziom, którzy mają się nim posługiwać w codziennych sytuacjach, stąd może kiedy zechce nakazywać je przekraczać. Nie ma tu niekonsekwencji, bo Bóg nie objął siebie zakazem zabijania, dał je innym (zwracając się w drugiej osobie), więc Jego ono nie dotyczy. On jest Panem życia, skoro daje je to może je też zabierać. Reasumując, Bóg nie ogranicza się żadnym kodeksem, daje go ludziom a nie sobie, więc ignorując to prawo nie popełnia niekonsekwencji.

I na zasadzie analogii podobna łamigłówka: Czy dany system ustawodawczy jest niekonsekwentny, gdy zezwala policji na karanie śmiercią przestępcy, podtrzymując jednocześnie w kodeksie karnym sankcje karne za zabójstwo? Wedle twych powyższych kryteriów tak. Więcej elastyczności w myśleniu by sie niektórym przydało.
Mariusz Agnosiewicz
Jeziorm@,

>Zauwaz ze Biblia nie zostala zesłana z nieba w calości.
Chrześcijanie powinni prowadzić oficjalny rejestr, które dokładnie fragmenty uważa się na stan aktualny jako zesłane z nieba, a które nie.

>Byłapisana prze ludzi przez wiele setek lat. To ludzie szukali Boga a Bóg powoli odkrywał swoje oblicze.
/ciach!/
Ale zagubiłeś wątek Mówiliśmy o sprzeczności między "nie zabijaj" z tzw. dekalogu z zabijaniem w biblii.

Jania,

>Ja sądze że po życiu będzie pustka , koniec lub czeka nas rękarnacja.
Każdy ma prawo do publicznego snucia własnych wyobrażeń tego co będzie "po śmierci" odkąd Inkwizycja nie ściga już za to. Jednak powinieneś przy okazji wyjaśnić co konkretnie miałaby oznaczać "rękarnacja". Czy ma to coś wspólnego z Karzącą Ręką Boskiej Sprawiedliwości?

Wyjaśnienie dla "Wyjaśnienie":

>A kto ci powiedział, że Boga dotyczą prawa, które nadał ludziom?

To jest jasne, ale gdybyś znał biblię, to wiedziałbyś, że problem jest natury realnej.
Bóg mógłby zabijać, jednak dając przykazanie "nie zabijaj" nie powinien zezwalać, aby jego Lud Wybrany w stosunkach międzyludzkich stosował "legalne" uśmiercanie, a także w stosunkach wewnątrzspołecznych, w łonie samego LW. Gdybyś więc znał biblię, wiedziałbyś, że Lud Wybrany: 1) pod boskimi auspicjami całkiem legalnie wyrzynał niewiernych oraz 2) całkiem legalnie stosował karę śmierci w swym prawie karnym (dla członków swego społeczeństwa). Kiedy więc dziś ktoś próbowałby w oparciu o pozornie uniwersalne zasady dekalogu jak się błędnie uważa uzasadniać zakaz zabijania np. islamistów, toczenia wojen religijnych, stosowania kary śmierci - myliłby się, rozmijałby się z Biblią.
Ja bynajmniej nie twierdzę, że to jakaś sprzeczność. To jest po prostu relatywizm, którego nie rozumie 95%.. itd. To tak jak w Folwarku Zwierzęcym:
"Nie zabijaj"
w komentarzach uczonych w piśmie:
"Nie zabijaj bez słusznej przyczyny"
Natomiast pod pojęcie "słuszna" wstawia się to co akurat jest pożądane.

>I na zasadzie analogii podobna łamigłówka: Czy dany system ustawodawczy jest niekonsekwentny, gdy zezwala policji na karanie śmiercią przestępcy, podtrzymując jednocześnie w kodeksie karnym sankcje karne za zabójstwo?

Cóż to za wymysły?! Żaden cywilizowany system karny nie zezwala policji na karanie śmiercią przestępcy, na pewno nie zezwala tego nasz system. Zezwolenie na użycie broni przez funkcjonariuszy czy nawet przez zwykłego obywatela jest jak najdalsze od "karania". Nie ma to nic wspólnego z karą za zabójstwo w kodeksie karnym.
Poza tym twoja analogia jest kompletnie chybiona: odnosisz się przecież do sytuacji w której samowładny (suwerenny) prawodawca ma władzę przekraczania własnych reguł. Koncepcja Boga spełnia taki warunek. W odniesieniu do państwa: ciałem prawodawczym jest parlament, lecz suwerenem Naród. Pomijam już nawet to, że wcale nie jest oczywiste, czy tenże suweren mógłby łamać swoje prawa, np. w powszechnym referendum odejść od tego co poprzez swoje ciało prawodawcze ustanowił w konstytucji.

Czekam więc nadal na jakieś bardziej odkrywcze wynurzenia apologetów, bo na razie jak widać, aby być apologetą nie trzeba dokonywać jakichś specjalnie błyskotliwych odkryć, wystarczy powtarzać oklepane i błędne frazesy jakie krążą w formie "wyjaśnienia" tej naszej tajemnicy...
Wyjaśnienie

>>A kto ci powiedział, że Boga dotyczą prawa, które nadał ludziom?
>
>To jest jasne, ale gdybyś znał biblię, to wiedziałbyś, że problem jest natury realnej.
>Bóg mógłby zabijać, jednak dając przykazanie "nie zabijaj" nie powinien zezwalać, aby jego Lud Wybrany w stosunkach międzyludzkich stosował "legalne" uśmiercanie, a także w stosunkach wewnątrzspołecznych, w łonie samego LW.

Problem w tym, że zakaz zabijania nie jest zabsolutyzowany przez Boga w Biblii. To ateiści ubzdurali sobie, że tak jest, a potem obalają coś, czego w Biblii nie założono, tylko walczą tak naprawdę ze swym własnym założeniem. Biblia nie mówi "nigdy nie zabijaj", przeciwnie, ST wielokrotnie mówi, że za coś można karać śmiercią. Zakaz zabijania w Biblii nie jest obłożony dodatkowymi absolutyzującymi to kwantyfikatorami.

>Gdybyś więc znał biblię, wiedziałbyś, że Lud Wybrany: 1) pod boskimi auspicjami całkiem legalnie wyrzynał niewiernych oraz 2) całkiem legalnie stosował karę śmierci w swym prawie karnym (dla członków swego społeczeństwa). Kiedy więc dziś ktoś próbowałby w oparciu o pozornie uniwersalne zasady dekalogu jak się błędnie uważa uzasadniać zakaz zabijania np. islamistów, toczenia wojen religijnych, stosowania kary śmierci - myliłby się, rozmijałby się z Biblią.

Zgoda, tylko to już jest odbieganie od istoty rzeczy.

>Ja bynajmniej nie twierdzę, że to jakaś sprzeczność.

Dedykuje to Jani.

>To jest po prostu relatywizm, którego nie rozumie 95%.. itd.
To tak jak w Folwarku Zwierzęcym:
>"Nie zabijaj"
>w komentarzach uczonych w piśmie:
>"Nie zabijaj bez słusznej przyczyny"
>Natomiast pod pojęcie "słuszna" wstawia się to co akurat jest pożądane.

I wszystko w porządku. Zdania te nie są obłozone takimi kwantyfikatorami, które czyniłyby je logicznie błędnymi względem siebie. Nie zachodzi niezgodność między zdaniami - "nie przechodź przez ulicę" i "nie przechodź przez ulicę, gdy jest czerwone światło". Tylko wtedy, gdyby przy pierwszym zdaniu był jakiś absolutyzujący je kwantyfikator (np. "nigdy"), zdania te byłyby niezgodne. A tak wzajemnie się one uzupełniają. Co do relatywizmu, to nie każdy relatywizm musi być zły.

>>I na zasadzie analogii podobna łamigłówka: Czy dany system ustawodawczy jest niekonsekwentny, gdy zezwala policji na karanie śmiercią przestępcy, podtrzymując jednocześnie w kodeksie karnym sankcje karne za zabójstwo?
>
>Cóż to za wymysły?! Żaden cywilizowany system karny nie zezwala policji na karanie śmiercią przestępcy, na pewno nie zezwala tego nasz system. Zezwolenie na użycie broni przez funkcjonariuszy czy nawet przez zwykłego obywatela jest jak najdalsze od "karania". Nie ma to nic wspólnego z karą za zabójstwo w kodeksie karnym.

Nawet jeśli pominąć słowo "karać" w odniesieniu do Policji, moc przykładu jest taka sama. Nazwij to jak chcesz, wciąż wychodzi na to samo - Policja może w określonej sytuacji zastrzelić delikwenta, choć w ramach obowiązującego prawa musi chronić życie tego samego delikwenta.

>Poza tym twoja analogia jest kompletnie chybiona: odnosisz się przecież do sytuacji w której samowładny (suwerenny) prawodawca ma władzę przekraczania własnych reguł. Koncepcja Boga spełnia taki warunek. W odniesieniu do państwa: ciałem prawodawczym jest parlament, lecz suwerenem Naród. Pomijam już nawet to, że wcale nie jest oczywiste, czy tenże suweren mógłby łamać swoje prawa, np. w powszechnym referendum odejść od tego co poprzez swoje ciało prawodawcze ustanowił w konstytucji.

Tak, ta sytuacja nie jest do końca analogiczna, ale skonstruowałem ją tak celowo, aby ukazać, że nawet gdyby Bóg objął zakazem zabijania siebie samego, to czyniąc wyjątki od tej zasady nie byłby niekonsekwentny, podobnie jak nie jest niekonsekwentny ktoś kto ustawowo nakazuje innym chronić życie, a mimo to czasem w ramach wyjątku je odbiera.

>
>Czekam więc nadal na jakieś bardziej odkrywcze wynurzenia apologetów, bo na razie jak widać, aby być apologetą nie trzeba dokonywać jakichś specjalnie błyskotliwych odkryć, wystarczy powtarzać oklepane i błędne frazesy jakie krążą w formie "wyjaśnienia" tej naszej tajemnicy...

Nic dziwnego, ateistów żadne wyjaśnienie w temacie chrześcijanstwa nie zadowoli, bo oni z zasady są na "nie", jakby "zawodowo". Co by się nie działo, jakie wyjaśnienia by się nie dawało, i tak zawsze będą na "nie", bo są po prostu uprzedzeni. Na zasadzie: mój sąsiad Kowalski nie ma ani nigdy nie będzie miał racji, bo ja go po prostu nie lubię i już. Traktuję więc tę negację raczej w kategoriach przekory a nie obiektywnej intelektualnej negacji, stąd można się tym zupełnie nie przejmować. Równie bezsensowne byłoby nawijanie ślepemu od niemowlaka o kolorach a potem przejmowanie się, że on nie chce uznać ich istnienia. Sądzę jednak, że moje powyższe wyjaśnienia pokażą tym, którzy nie są uprzedzeni i bardziej otwarci na wyjaśnienia, że można próbować to wyjaśniać na różne sposoby, bez szybkiego przechodzenia do takich wniosków jak jani. Zresztą on by doszedł do swych powyższych negacyjnych wniosków tak czy inaczej, bez wdawania się nawet w rozumowanie jakie przedstawił na początku. To rozumowanie to raczej tylko taki dodatek.
jeziorm@poczta.onet.pl
>Jeziorm@,

>Chrześcijanie powinni prowadzić oficjalny rejestr, które dokładnie fragmenty uważa się na stan aktualny jako zesłane z nieba, a które nie.

Ksiegi natchnione przez Ducha Św. Ale i tak mozesz to obśmiać jezeli w Boga nie wierzysz


>Ale zagubiłeś wątek Mówiliśmy o sprzeczności między "nie zabijaj" z tzw. dekalogu z zabijaniem w biblii.

Mój drogi nie zgubiłem ale pokoleji tłumacze jak to jest.

.
>Bóg mógłby zabijać, jednak dając przykazanie "nie zabijaj" nie powinien zezwalać, aby jego Lud Wybrany w stosunkach międzyludzkich stosował "legalne" uśmiercanie, a także w stosunkach wewnątrzspołecznych, w łonie samego LW. Gdybyś więc znał biblię, wiedziałbyś, że Lud Wybrany: 1) pod boskimi auspicjami całkiem legalnie wyrzynał niewiernych oraz 2) całkiem legalnie stosował karę śmierci w swym prawie karnym (dla członków swego społeczeństwa). Kiedy więc dziś ktoś próbowałby w oparciu o pozornie uniwersalne zasady dekalogu jak się błędnie uważa uzasadniać zakaz zabijania np. islamistów, toczenia wojen religijnych, stosowania kary śmierci - myliłby się, rozmijałby się z Biblią.

Bóg nie chce aby ludzie sie zabiajali ale daje nam wolna wole. Przeciez jak Bóg by chciał to by uśmiercił szatana i zła by nie było aletego nie zrobi bo to jest wbrew Jego nautrze.
Jania (11 punktów)
>>Zostało w 10 chrześcijańskich przykazaniach napisane Nie
>>Zabijaj !! Które objawił Mojżeszowi Bóg.
>>To pozostaje pytanie dlaczego Bóg sam zabijał i kazał
>>zabijać w swoim imieniu!?
Muwie tu o potopie , krwawych
>>ofiarach z zwierząt składanych w imię Boga.
>
>A kto ci powiedział, że Boga dotyczą prawa, które nadał ludziom? Takie założenie przemycasz w sposób zupełnie nieuzasadniony w swym argumentowaniu. Bóg nie nadał tego zakazu sobie, tylko ludziom, którzy mają się nim posługiwać w codziennych sytuacjach, stąd może kiedy zechce nakazywać je przekraczać. Nie ma tu niekonsekwencji, bo Bóg nie objął siebie zakazem zabijania, dał je innym (zwracając się w drugiej osobie), więc Jego ono nie dotyczy. On jest Panem życia, skoro daje je to może je też zabierać. Reasumując, Bóg nie ogranicza się żadnym kodeksem, daje go ludziom a nie sobie, więc ignorując to prawo nie popełnia niekonsekwencji.
>
>I na zasadzie analogii podobna łamigłówka: Czy dany system ustawodawczy jest niekonsekwentny, gdy zezwala policji na karanie śmiercią przestępcy, podtrzymując jednocześnie w kodeksie karnym sankcje karne za zabójstwo? Wedle twych powyższych kryteriów tak. Więcej elastyczności w myśleniu by sie niektórym przydało.

W religi Chrześcijańskiej Bóg jest miłością. Jesli Bóg może sfobodnie zabijać to znaczy że poddał się złu taksamo jak słynny Lucyfer który nie jest księciem zła tylko marionetkom . Dlatego sądze że Boga popropstu niema . Człowiek jest bogiem i zwierzęciem i tyle
Co do rękarnacji sądze że taką istotą się staniemy w zależności jak zgrzeszyliśmy
Maks
jeziorm@poczta.onet.pl
>W religi Chrześcijańskiej Bóg jest miłością. Jesli Bóg może sfobodnie zabijać to znaczy >że poddał się złu taksamo jak słynny Lucyfer który nie jest księciem zła tylko >marionetkom . Dlatego sądze że Boga popropstu niema . Człowiek jest bogiem i >zwierzęciem i tyle

Moja droga to nie Bó zabija drugiego człowieka ale człowiek. Bóg tylko na to zezwala dopuszcza do tego bo akceptuje wolna wole człowieka.
Wyjaśnienie

>W religi Chrześcijańskiej Bóg jest miłością. Jesli Bóg może sfobodnie zabijać to znaczy że poddał się złu taksamo jak słynny Lucyfer który nie jest księciem zła tylko marionetkom .

Nie. Bóg nie poddaje się złu, bo nie każde zabicie jest złem. Na przykład zabicie w obronie własnej nie jest złem. Porównanie Boga do Lucyfera też jest bezsensowne, bo Lucyfer nie jest dawcą życia, stąd, gdy je zabiera czyni źle (tak jak człowiek, który je zabiera bez uzasadnionego powodu). Bóg zaś jest dawcą życia stąd ma prawo jest zabierać, i dlatego nie ma w tym nic złego. To Jego prawo. Bierze cośc o do Niego należy.

>Dlatego sądze że Boga popropstu niema .

Jesli na podstawie rozumowań jakie przedstawiłeś wyzej to gratuluję "polotu" w rozumowaniu. Twój dylemat można bowiem tłumaczyć na różne sposoby (ja podałem wyżej kilka wstępnych wyjaśnień), stąd już w świetle tego twe wnioski są zbyt pochopne i bezpodstawne. Ale nawet jeśli żadne z tych wyjaśnień nie jest słuszne, to sam nie przedstawiłeś własnych prób zmierzenia się z problemem, nim ostatecznie wyciągnąłeś wnioski. Po prostu rzuciłeś na forum problem do wyjaśnienia, ale nie wiem po co, bo sam od razu wyciągnąłeś "jedynie słuszne wnioski" jeszcze w tym samym poście, nim ktokolwiek zdążył coś o tym napisać. To typowe, ateusze prawie nigdy nie podejmują absolutnie żadnych prób wyjaśnień dylematów jakimi obciażają chrześcijaństwo, co trochę dziwi, bo ponoć każdy osąd co do rzeczywistości jest u nich poprzedzony niemal gigantycznymi analizami racjonalnymi. Tak więc wpierw jest niewiara, a potem dopiero doszukuje się do niej jakiś kij na wiarę. Tak jest często i warto aby wszelkiej maści apologeci wśród wierzących pamiętali o tym, że tak naprawdę "pytającemu" delikwentowi nie chodzi o wyjaśnienie, bo prezentuje on tylko preteksty dla swej niewiary. To takie moje drobne refleksje, nie traktuj tego jak materiał do dyskusji.

Człowiek jest bogiem i zwierzęciem i tyle
>Co do rękarnacji sądze że taką istotą się staniemy w zależności jak zgrzeszyliśmy
>Maks

Jesli nie ma Boga to jak może następować proces reinkarnacji? W takim wypadku wszystko jest przecież materią jedynie. Bezsens.
abiatar
Oczekiwanie, że chrześcijanie ułożą listę rzeczy, które uznają za natchnione i będą się ich trzymać w dosłownej interpretacji jest trochę niestosowne.

Biblia, sumienie i fakty tworzą hermeneutyczny krąg; wzajemny interpretacyjny kontekst. Absolutyzowanie jakiegokolwiek z nich prowadzi do wynaturzeń.
Polecam stosowny fragment z dokumentu papieskiej Komisji Biblijnej. www.apolog(*)k.pl/odnowa/biblia/pkb/2.php#1
To jest drugi rozdział, ale cały dokument jest ciekawy. Interesujące jest również, że z wielu rożnych metod interpretacji Pisma potępiona jest tylko ta, której "namiętne" żądanie słychać od krytyków religii - fundamentalizm. Oczywiście, ja też bym chciał, żeby moi przeciwnicy wybierali najgłupszą wersję swoich poglądów - łatwo ich wtedy bić.

Jeśli chodzi o zabijanie, to zgadzam się z tym, co padło już wcześniej:

1) Przykazanie "Nie zabijaj" nie jest absolutnym priorytetem i nigdy nie może być (i nigdy nie miało być). Byłoby nieźle móc uniknąć tej konieczności w organizacji prawa społeczeństw. Jeżeli jednak jesteśmy świadkami kryzysu systemu penitencjarnego opartego na "resocjalizacji" w czasach pokoju i w XXI wieku, to tym bardziej nie mogło to być absolutną zasadą w prymitywnej wspólnocie nomadów i w czasach wojny. Św. Pawel pisal, że władza "nie na darmo nosi miecz" nawet w warunkach pax romana.

2) Większość tekstów mówiących o wycinaniu w pień obcych narodów powstała zdaje się kilkaset lat po opisywanych wydarzeniach. Intencją ich autorów jest dość wyraźnie załatwianie problemów im wspólczesnych, czyli mieszaniu religii żydowskiej z elementami pogańskimi. Fakt, że by popsuć komfort indyferentystom swoich czasów, nie zawahali się przypisac Bogu nakazu zabijania pogan w przeszłości na pewno świadczy o bardzo niedojrzałej wizji Boga. By ukazac śmiertelne niebezpieczeństwo grzechu wplątali Boga w śmiertelną walkę z ludźmi.

Nie można bowiem, moim zdaniem, odrzucić progresji w Objawieniu i to zarówno wewnątrz samej Biblii jak i tej, która jest związana poszerzaniem się horyzontów ludzi wiary dokonującym się dzięki kontaktom z innymi kulturami i nurtami intelektualnymi.
Sądzę, że proces ten trwa nadal. Chociaż np. uważam marksizm za wyjątkowo głupią propozycję dla ludzkości, to niewątpliwie właśnie on lepiej i wcześniej niż Kościół zareagował na nowe zjawiska społeczne. Podobnie Oświecenie.

Ten hermeneutyczny krąg jest w naturalny sposób poszerzony o mnogość różnych źródeł. Nie zgadzam się jednak zupełnie z tym, że Biblia może z niego wypaść bez większej szkody. Przeciwnie, sądzę, ze szkody byłyby niepowetowane.
Pozabiblijny humanizm jest pozbawiony podstaw i moim zdaniem jest "łabędzim śpiewem", który nigdy nie zakorzeni się w społeczeństwie. Gdzieś tu czytałem heroiczną deklarację "bycia racjonalistyczną wieczną mniejszością". Ten kompleks ateizmu heroicznego wydaje mi sie równie interesujący co naciągany, a obserwuję go też we własnej rodzinie, ze sporym odsetkiem ateistów.
Wszelakoż zaciemnia to trochę istotę rzeczy. Ludzie nie "czują się wyjaśnieni" jako zwierzęta i jest ich świętym prawem szukać tego wyjaśnienia tam, gdzie zanosi się na jakąś sensowniejszą odpowiedź niż na razie dają wszystkie redukcjonistyczno-ewolucjonistyczne materializmy.
webmaster (moderator)
[refleksja]O Biblii gadacie od wieków. I co? O Bogu gadacie od wieków. I co? Słowa słowa.. wymyślacie sobie bogów a potem wasi potomkowie w nich wierzą. Niestety, o Bogu wiecie wciąż tyle samo: NIC. Wyobraźnia to wspaniała rzecz, ale czy dla własnego dobrego samopoczucia wato się okłamywać, że się coś o nim wie?[/refleksja]

>Ludzie nie "czują się wyjaśnieni" jako zwierzęta i jest ich świętym prawem szukać tego wyjaśnienia tam, gdzie zanosi się na jakąś sensowniejszą odpowiedź niż na razie dają wszystkie redukcjonistyczno-ewolucjonistyczne materializmy.
Te 'materializmy' dają wyjaśnienie. Jeszcze niepełne, ale dają. Znasz alternatywy, gdzie zanosi się na sensowniejsze odpowiedzi? One owszem, dają odpowiedzi, jakie tylko chcesz, dla każdego coś się znajdzie bo oferta jest bogata. Zważ tylko, że są one wyssane z palca. Tak to już jakoś jest, że religii jest bardzo wiele, a nauka jest jedna. I może tego nie widzicie, ale liczy się tempo. Religie istnieją od tysięcy lat, a wciąż dreptają w miejscu i dają ciągle tak samo wątpliwe odpowiedzi. Nowoczesna nauka to stosunkowo niedawny wynalazek ludzkości, a już totalnie zmieniała oblicze świata, tego świata
jeziorm@poczta.onet.pl
Sama wiara to nie wszystko mój drogi jeszcze sa uczynki jak to powiedział Jezus:"Strzeszcie sie fałszywych proroków, po owocach ich poznacie"
Zobacz jezeli bedziesz starał sie nasladować Jezusa to zaczniesz czynic dobro.
Wiec dlatego warto wierzyc w Boga.
webmaster (moderator)
>Zobacz jezeli bedziesz starał sie nasladować Jezusa to zaczniesz czynic dobro. Wiec dlatego warto wierzyc w Boga.
Czyli wg Ciebie to się po prostu opłaca? Ciekawe podejście.. niewątpliwie, w tym kraju to się opłaca.
Z owocami to masz rację, ciekawe to owoce wydało z siebie, ale ja takich nie jadam, bo się boję o własne zdrowie.
A co do naśladowania.. znasz kogoś, kto rzeczywiście naśladuje? Bo ja nie.
jeziorm@poczta.onet.pl

> Czyli wg Ciebie to się po prostu opłaca? Ciekawe podejście.. niewątpliwie, w tym kraju to się opłaca.

Nie ze wzgledów finansowych. "Jezeli Bóg ze Mna któz przeciwko Mnie"

>Z owocami to masz rację, ciekawe to owoce wydało z siebie, ale ja takich nie jadam, bo się boję o własne zdrowie.

Samemu warto zobaczyc czy jest religia katolicka i czego nauczał Jezus sprobowac isc i postepowac tak jak Jezus i wtedy sei samemu oceni jakie sa "owoce"

>A co do naśladowania.. znasz kogoś, kto rzeczywiście naśladuje? Bo ja nie.

W 100% nikt nie naśladuje Jezusa bo kazdy człwiek jest grzeszny i zawsze upada. Ale jedni sie staraja a drudzy nie. Np: Ojciec Żelazko albo Ojciec Pio(juz niezyje).
webmaster (moderator)
>Nie ze wzgledów finansowych. "Jezeli Bóg ze Mna któz przeciwko Mnie"
Jakoś nie zauważyłem, aby ludziom wierzącym żyło się lepiej. Wręcz przeciwnie, nie raz słyszałem jak ksiądz w kazaniu jasno mówił, że chrześcijanin nie ma mieć łatwo, ale właśnie trudniej. Ale to było dawno, coś się zmieniło? Zagadka: czy głęboko wierzący chrześcijanin może być gwiazdorem?

Ja wiem że się starają ale im nie wychodzi. Ale skoro tyle się modlicie o pomyślność, o łaski, o pomoc, o siłę itp. itd. to czemu nic to nie daje? Tyle mszy, tyle modłów, tyle błagań, wyrzeczeń, poświęceń i co? Jakoś nie widzę efektów, już większą korelację obserwuję między wzrostem a powodzeniem, niż ilością modłów a spełnieniem tych życzeń. Pytam z ciekawości, bo jeżeli to jednak działa to też bym chciał skorzystać, czemu nie?
jeziorm@poczta.onet.pl
>>Nie ze wzgledów finansowych. "Jezeli Bóg ze Mna któz przeciwko Mnie"
>Jakoś nie zauważyłem, aby ludziom wierzącym żyło się lepiej. Wręcz przeciwnie, nie raz słyszałem jak ksiądz w kazaniu jasno mówił, że chrześcijanin nie ma mieć łatwo, ale właśnie trudniej. Ale to było dawno, coś się zmieniło? Zagadka: czy głęboko wierzący chrześcijanin może być gwiazdorem?

Gwiazdor : Mel Gibson - wierzacy człowiek

>Ja wiem że się starają ale im nie wychodzi. Ale skoro tyle się modlicie o pomyślność, o łaski, o pomoc, o siłę itp. itd. to czemu nic to nie daje? Tyle mszy, tyle modłów, tyle błagań, wyrzeczeń, poświęceń i co? Jakoś nie widzę efektów, już większą korelację obserwuję między wzrostem a powodzeniem, niż ilością modłów a spełnieniem tych życzeń. Pytam z ciekawości, bo jeżeli to jednak działa to też bym chciał skorzystać, czemu nie?

Raz Jezus mówi:"Proście a otrzymacie" , a drugi raz mówi : "Modlicie się ale nie otrzymujecie bo żle sie modlicie starając sie jedynie o zaspokajanie swoich żadz"

Zobacz nie zawsze to o co sdie modlimy moze byc dla nas dobre. Ja wiem z własnego doświadczenie ze tak czasem sie modliłem o cos a Bóg mnie nei wysłuchał teraz wiem czemu i dziekuje za to Bogu."Myśli Boga nie zawsze są myślami człowieka". Bóg uczy nas miłości a nie zamykania sie tylko i wylacznie na swoje potrzeby. Bóg wie co jest dla nas dobre i daje nam to w odpowiednim czasie jezeli tylko sie na Boga otworzymy.
Co do prześladowań i trudności zycia to Jezus powiedział : "Sługa nie jest wiekszy od swojego Pana jezeli Mnie prześladowali tak i was prześladować będą" i jeszcze 8 błogosławieństw. Nie zawsze jest łatwo być chrześcijaninem czesto trzeba "zaprzeć sie samego siebie" ale radosc z tego ze wierze w Boga jest o wiele lepsza niz to ze bym w Niego nie wierzył. Wole juz byc przesladowany niz cieszyc sie zyciem i Boga nie znać.
A tak jeszcze na marginesie to czasem prosze jednak o cos Boga a On mi to spełnia.
webmaster (moderator)
>Zagadka: czy głęboko wierzący chrześcijanin może być gwiazdorem?
>Gwiazdor : Mel Gibson - wierzacy człowiek
Błagam, czy naprawdę nie rozumiesz o co pytam?

>Raz Jezus mówi:"Proście a otrzymacie" , a drugi raz mówi : "Modlicie się ale nie otrzymujecie bo żle sie modlicie starając sie jedynie o zaspokajanie swoich żadz"
Powiedział to, powiedział tamto albo i nie powiedział. A ja się pytam o konkretne efekty.

>Nie zawsze jest łatwo być chrześcijaninem czesto trzeba "zaprzeć sie samego siebie" ale radosc z tego ze wierze w Boga jest o wiele lepsza niz to ze bym w Niego nie wierzył.
Czyli dla ciebie liczy się większa radość? To jakaś forma hedonizmu?

>A tak jeszcze na marginesie to czasem prosze jednak o cos Boga a On mi to spełnia.
To ja się właśnie pytam jak odróżniasz to działanie, które twoim zdaniem ma miejsce, od przypadku. Bo ja nie odróżniam. Wszystko, co powiedziałeś, można odnieść do przypadku jedynie, nie trzeba postulować jakiegoś ukierunkowanego biegu zdarzeń.
jeziorm@poczta.onet.pl
>Błagam, czy naprawdę nie rozumiesz o co pytam?

Chyba nie kapuje o co ci wiec chodziło z tym gwiazdorem wyjasnij. Albo moze ci chodziło o to czy moze hrześcijanin nie grzeszyć i postepować w 100% według nauk Jezusa niestety nie moze. Kiedys upadnie i to nie raz.

>Powiedział to, powiedział tamto albo i nie powiedział. A ja się pytam o konkretne efekty.

Sprawdz sam najlepiej popros o co Boga. Np jezeli w Niego nie wierzysz to powiedz sobie tak szczerze wsercu : "Boże jeżeli istniejesz to mi to udowodnij i pomoz abym w Ciebie uwierzył" i juz wystarczy. Sprobuj nic na tym nie stracisz a wiele zyskać mozesz.

>Czyli dla ciebie liczy się większa radość? To jakaś forma hedonizmu?

Dla mnie sie liczą efekty mojej wiary a efektem mojej wiary jest miłość do bliźniego i to jest najpiękniejsze.

>To ja się właśnie pytam jak odróżniasz to działanie, które twoim zdaniem ma miejsce, od przypadku. Bo ja nie odróżniam. Wszystko, co powiedziałeś, można odnieść do przypadku jedynie, nie trzeba postulować jakiegoś ukierunkowanego biegu zdarzeń.

To zapytam sie inaczej skad wiesz ze to o co prosiłem Boga to przypadek. Tego nie wiesz na 100% dopuki w Boga nie uwierzysz. Jakos tak jest ze rzeczy wyproszone u Boga pozostawiaja ślad w zyciu człowieka i to bardzo duzy.
webmaster (moderator)
>Chyba nie kapuje o co ci wiec chodziło z tym gwiazdorem wyjasnij.
Po prostu słyszałem (na kazaniu), że życie chrześcijanina nie powinno przebiegać 'w świetle jupiterów' ale być pokorne i niejako w cieniu tego świata.

>
J: A ja wierzę, że to działa.
W: Dlaczego uważasz, że ten specyfik działa?
J: Sam go weź i zobaczysz, że działa.
W: Kiedyś brałem, teraz nie biorę i nie zauważyłem różnicy. Więc działa czy nie?
J:
>Sprawdz sam najlepiej popros o co Boga.
No więc jak będzie?

>Dla mnie sie liczą efekty mojej wiary a efektem mojej wiary jest miłość do bliźniego i to jest najpiękniejsze.
Ale to jest efekt subiektywny. A ja się pytam o takie efekty, które mogę zaobserwować.

>To zapytam sie inaczej skad wiesz ze to o co prosiłem Boga to przypadek.
Ale ja nie muszę dowodzić, że w życiu zachodzi przypadek. Jak wiadomo, świat nie jest dereministyczny.
Jeżeli ty twierdzisz, że za zdarzeniami kryje się coś, co za nie odpowiada, to powinieneś to wykazać. Tym bardziej, że powołujesz do istnienia jakiś byt.
Mnie np. intryguje proszenie Boga o urodzaj albo o zdanie sesji. Ciekaw jestem czy to działa, bo jeżeli tak, to proponuję integrację ministerstwa rolnictwa z episkopatem oraz włączenie do programu studiów pielgrzymki tuż przed sesją.

>Jakos tak jest ze rzeczy wyproszone u Boga pozostawiaja ślad w zyciu człowieka i to bardzo duzy.
A przypadki to nie pozostawiają? Jak rolnikowi piorun krowy wybije to co?
ps. 'dopóki' piszę się tak.
jeziorm@poczta.onet.pl
>Po prostu słyszałem (na kazaniu), że życie chrześcijanina nie powinno przebiegać 'w >świetle jupiterów' ale być pokorne i niejako w cieniu tego świata.

To wcale nie znaczy ze to musi być prawda. Nie ma rzeczy złych tak samo "światło jupiterów" nie jest złe to człowiek źle czyni. Można byc "gwiazdorem" i zyc wełdug nauk Jezusa. Popatrz sobie w Jego nauki czy coś tego zabrania?

>J: A ja wierzę, że to działa.
>W: Dlaczego uważasz, że ten specyfik działa?
>J: Sam go weź i zobaczysz, że działa.
>W: Kiedyś brałem, teraz nie biorę i nie zauważyłem różnicy. Więc działa czy nie?
>J:
>>Sprawdz sam najlepiej popros o co Boga.
>No więc jak będzie?

"Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce."
Wtedy to było wtedy teraz jest teraz zacznij od nowa.

>Ale to jest efekt subiektywny. A ja się pytam o takie efekty, które mogę zaobserwować.

Samemu musisz sprwadzic i same sie przekonac. Staraj sie isc według nauki Jezusa przez jakis czas i zobaczysz jaki bedzie tego efekt na sobie.

>Ale ja nie muszę dowodzić, że w życiu zachodzi przypadek. Jak wiadomo, świat nie >jest dereministyczny.
>Jeżeli ty twierdzisz, że za zdarzeniami kryje się coś, co za nie odpowiada, to >powinieneś to wykazać. Tym bardziej, że powołujesz do istnienia jakiś byt.
>Mnie np. intryguje proszenie Boga o urodzaj albo o zdanie sesji. Ciekaw jestem czy to działa, bo jeżeli tak, to proponuję integrację ministerstwa rolnictwa z episkopatem oraz >włączenie do programu studiów pielgrzymki tuż przed sesją.

Bóg to nie handlowiec. Ze ja sie pomodle a Bóg spełni moje zyczenie. To równiez nie zadna wróżka. Jezus powiedział z jedej strony : "Proscie a otrzymacie" a z drugie "Modlicie sie ale nie otrzymujecie bo źle sie modlicie starajac sie jedynie o zaspokajanie swoich żądz"
Czesto w moim zycio było tak ze o cos prosiłem Boga a tego nie otrzymałem. Ale za to po pwenym czasie otrzymałem o wiele wiecej. Bóg chce nas zawsze czegoś nauczyć.
"Myśli Boga nie zawsze idą w parzez myślami człwoieka"

>A przypadki to nie pozostawiają? Jak rolnikowi piorun krowy wybije to co?
>ps. 'dopóki' piszę się tak.

Sorki za błedy ale nie o błedy tutaj chodzi.
NAjlepiej to sprawdzic po "owocach" tych wyproszonych rzeczy przez Boga. Jezeli sa dobre i dobro przynosza to sa od Boga jezeli nie to co innego np : przypadek.

Ale zawsze to wszystko polega na wierze. Istnienia Boga nie sa sie wytłumaczyć. Moźna Go natomiast poczuć ale kazdy musi sam sprobowac.
webmaster (moderator)
Wiesz co.. zamień się z tym księdzem, może on niedouczony jakiś. Ty widzę wiesz lepiej o co można się modlić, co mówić w kazaniach i dlaczego. Ale mnie już nic w tej religii nie zdziwi - każdy gada jak chce a jak przyjdzie co do czego to się zasłoni czymś zupełnie przeciwnym. Na wszystko znajdzie się jakiś fragment. Z jednej strony forsujesz pewną tezę, a z drugiej się sprytnie asekurujesz subiektywizmem, aby już zupełnie nie było wiadomo, jak to wykazać. Nie da się dyskutować z kimś, kto mówi i tak i nie.
jeziorm@poczta.onet.pl
>Wiesz co.. zamień się z tym księdzem, może on niedouczony jakiś. Ty widzę wiesz lepiej o co można się modlić, co mówić w kazaniach i dlaczego. Ale mnie już nic w tej religii nie zdziwi - każdy gada jak chce a jak przyjdzie co do czego to się zasłoni czymś zupełnie przeciwnym. Na wszystko znajdzie się jakiś fragment. Z jednej strony forsujesz pewną tezę, a z drugiej się sprytnie asekurujesz subiektywizmem, aby już zupełnie nie było wiadomo, jak to wykazać. Nie da się dyskutować z kimś, kto mówi i tak i nie.

Ja mówie cały czas tak samo ale moze ty inaczej mnie rozumiesz bo juz jestes nastawiony odpowiednio na ta religie i nic nie zmieni twojego zdania. Ksierza mówia czesto to co mówił Jezus i ni tylko ksieza. Ale jak zycie pokazuje nie zawsze robia to co robi Jezus tak samo jak wierni. Ale przeciez jestesmy wolni od nas zalezy co robicx będziemy.
webmaster (moderator)
Nadal nie rozumiesz. Łopatologicznie: ty po prostu sam sobie przeczysz, a z czymś takim nie można dyskutować. Może tego nie dostrzegasz, ale raz mówisz tak a raz nie.
jeziorm@poczta.onet.pl
>Nadal nie rozumiesz. Łopatologicznie: ty po prostu sam sobie przeczysz, a z czymś takim nie można dyskutować. Może tego nie dostrzegasz, ale raz mówisz tak a raz nie.

Wytłumacz wiec na czym polega mój bład na przykłądzie jakims.
webmaster (moderator)
>Ale przeciez jestesmy wolni od nas zalezy co robicx będziemy.
>Jezeli sa dobre i dobro przynosza to sa od Boga jezeli nie to co innego np : przypadek.
>Bóg to nie handlowiec. Ze ja sie pomodle a Bóg spełni moje zyczenie.
>A tak jeszcze na marginesie to czasem prosze jednak o cos Boga a On mi to spełnia.
>Sprawdz sam najlepiej popros o co Boga.
Widzisz teraz? Sam sobie wmawiasz, jak ci pasuje to od Boga, jak nie pasuje albo się nie udało, to przypadek. Nie można jednocześnie utrzymywać przeciwstawnych stanowisk. I nie ściemniaj ciągle tymi samymi cytatami, bo to już stało się nudne.
jeziorm@poczta.onet.pl
>>Ale przeciez jestesmy wolni od nas zalezy co robicx będziemy.
>>Jezeli sa dobre i dobro przynosza to sa od Boga jezeli nie to co innego np : >>przypadek.

To mówiłem o "owocach" modlitwy. Bóg jest Panem historii i wszystko od Boga zalezy i zło i dobro. Czasem sie modle a Bóg mnie wysłuchuje bo modle sie o "miłość" czasem zas sie modle a Bóg mnie nie wysłuchuje bo modle sie o "egoizmy" Na tym to polega.

>>Bóg to nie handlowiec. Ze ja sie pomodle a Bóg spełni moje zyczenie.
>>A tak jeszcze na marginesie to czasem prosze jednak o cos Boga a On mi to spełnia.
>>Sprawdz sam najlepiej popros o co Boga.
>Widzisz teraz? Sam sobie wmawiasz, jak ci pasuje to od Boga, jak nie pasuje albo się nie udało, to przypadek. Nie można jednocześnie utrzymywać przeciwstawnych stanowisk. I nie ściemniaj ciągle tymi samymi cytatami, bo to już stało się nudne.

Jak juz ci mówiłem sprobuj o cos do Boga sie pomodlic. Moze np o to : "Boże jezeli istniejesz to mi to udowodnij i pomoz mi abym w ciebie uwierzył" i juz. Sam wtedy zobaczysz co znaczy sie modlić. PRZEKONAJ SIE SAM!
abiatar
>O Biblii gadacie od wieków. I co? O Bogu gadacie od wieków. I co? Słowa słowa.. wymyślacie sobie bogów a potem wasi potomkowie w nich wierzą. Niestety, o Bogu wiecie wciąż tyle samo: NIC. Wyobraźnia to wspaniała rzecz, ale czy dla własnego dobrego samopoczucia wato się okłamywać, że się coś o nim wie?

Czyżby nie było różnicy między tym, co o Bogu myśleli ludzie w epoce kamienia łupanego, a w starożytności, średniowieczu i później? Nie widzisz tu żadnego rozwoju? Nie bądź ideologicznie zaślepiony!

>I co? Słowa, słowa..
No jasne, bo przecież w życiu liczą się wyłącznie popcorn, palmtop i zmechanizowany rozrzutnik gnojowicy!
Rzecz polega na tym, że ja, będąc wierzący mogę naprawdę z całkowitym spokojem i aprobatą przyjmować cały postęp technologiczny i naukowy nowożytności i nie muszę się przy okazji pozbawiać całej sfery duchowości. To jest bogatszy kontakt z rzeczywistością.

Zidelogizowany piewca nowożytności natomiast z zapałem rzuca się na wszystko to, co zdaje się przekraczać możliwości fizykalistycznego paradygmatu eksplanacyjnego i wychodzi ze skóry, by pokazać, że on już wie.
Przypomina mi się ta opisana gdzieś przez Lema groteskowa postać naukowca, który ponieważ nie chciało mu się kontemplować zagadek wszechświata postanowił go w całości przerobić na sedesy - te bowiem są zrozumiałe i konkretne. A nie jakieś tam, panie, słowa, słowa...
mohawk (2936 punktów)
>>O Biblii gadacie od wieków. I co? O Bogu gadacie od wieków. I co? Słowa słowa.. wymyślacie sobie bogów a potem wasi potomkowie w nich wierzą. Niestety, o Bogu wiecie wciąż tyle samo: NIC. Wyobraźnia to wspaniała rzecz, ale czy dla własnego dobrego samopoczucia wato się okłamywać, że się coś o nim wie?
>Czyżby nie było różnicy między tym, co o Bogu myśleli ludzie w epoce kamienia łupanego, a w starożytności, średniowieczu i później? Nie widzisz tu żadnego rozwoju? Nie bądź ideologicznie zaślepiony!
To w takim razie na jakiej podstawie można sądzić, że ludzie ci wyznawali tę samą religię, którą i wielu z tu obecnych wyznaje? A dostrzeżona przez Ciebie różnica poglądów i wyobrażeń nie zmienia nic w statusie ich WIEDZY.

>>I co? Słowa, słowa..
>[...]Rzecz polega na tym, że ja, będąc wierzący mogę naprawdę z całkowitym spokojem i aprobatą przyjmować cały postęp technologiczny i naukowy nowożytności
Oczywiście. Bo religia nie wnosi nic do Twojej wiedzy o świecie. Prawa nim rządzące są takie same dla teisty, jak dla ateisty. Rzecz jasna, nic nie stoi na przeszkodzie technicznej możliwości skłaniania wyznawców przez "władze religijne" do odrzucania nauki i postępu technologicznego. Jest więc religia epistemologicznie bezwartościowa, a społecznie - przynajmniej potencjalnie - niebezpieczna.

>i nie muszę się przy okazji pozbawiać całej sfery duchowości. To jest bogatszy kontakt z rzeczywistością.
Czy ktoś, kto wierzy w moc wyjaśniającą nauki i odrzuca metafizykę musi być od razu pozbawiony "całej sfery duchowości"? Nie wydaje mi się, iżby dla jej istnienia nieodzowne były metafizyczne mistyfikacje.

>Zidelogizowany piewca nowożytności natomiast z zapałem rzuca się na wszystko to, co zdaje się przekraczać możliwości fizykalistycznego paradygmatu eksplanacyjnego i wychodzi ze skóry, by pokazać, że on już wie.
Ależ nie. Wychodzi ze skóry, żeby pokazać, że w tej kwestii teista nie wie nic więcej od ateisty, a jedynie własnymi artefaktami łudzi się, że wie.
21-06-2004 09:11 
 Ocena-1 na 1
Celecrin (11895 punktów)
>Czyżby nie było różnicy między tym, co o Bogu myśleli ludzie w epoce kamienia łupanego, a w starożytności, średniowieczu i później? Nie widzisz tu żadnego rozwoju? Nie bądź ideologicznie zaślepiony!
Prawa boskie są identyczne od początku istnienia ziemi, czyż nie? Relatywizm biblijny tłumaczyć rozwojem moralnym? Czyż nie jest to argument przeciw religii, że ludzie z biegiem czasu stają się bardziej moralni? Jeżeli prawa są identyczne to czegoś takiego jak "ewolucja moralnośći" nie powinna mieć miejsca. Mojżesz nie ROZUMIAŁ właściwie praw Boga? Duch św. selektywnie objawiał prawdę ludziom? Powinno byc odwrotnie! Im dalej w przeszłość tym więksi święci obcujący z Bogiem. Sami WIELCY NATCHNIENI.
Mój agnostyczny umysł nie może pojąć czemu nauk Jezusa nie pojął właściwie Cortez i jego chłopcy?
Rozwiej moje wątpliwości...

celecrin
webmaster (moderator)
Od kiedy to odpowiada się na refleksje?

>Nie widzisz tu żadnego rozwoju? Nie bądź ideologicznie zaślepiony!
Ależ widzę rozwój i właśnie w tym problem. Nie powinno być rozwoju tylko degradacja, po myśli kreacjonizmu zresztą Działanie człowieka cechuje rozwój idei.. i pomysłów, a religia nie jest z tego procesu wyłączona.

>Rzecz polega na tym, że ja, będąc wierzący mogę naprawdę z całkowitym spokojem i aprobatą przyjmować cały postęp technologiczny i naukowy nowożytności i nie muszę się przy okazji pozbawiać całej sfery duchowości.
A to ciekawe, bo ja też nie. I co z tego? Ja wolę tę sferę zrozumieć i wyjaśnić, niż od razu na bazie niewiedzy przyjmować jej nadprzyrodzoność i nieprzekraczalną tajemniczość.

>To jest bogatszy kontakt z rzeczywistością.
Kiedyś jeden narkoman tak mi mówił..

>Zidelogizowany piewca nowożytności natomiast z zapałem rzuca się na wszystko to, co zdaje się przekraczać możliwości fizykalistycznego paradygmatu eksplanacyjnego i wychodzi ze skóry, by pokazać, że on już wie.
A jest tu taki piewca? Czy może trzeba Ci go będzie dopiero wymyślić?
Jania (11 punktów)
>
>>W religi Chrześcijańskiej Bóg jest miłością. Jesli Bóg może sfobodnie zabijać to znaczy że poddał się złu taksamo jak słynny Lucyfer który nie jest księciem zła tylko marionetkom .
>
>Nie. Bóg nie poddaje się złu, bo nie każde zabicie jest złem. Na przykład zabicie w obronie własnej nie jest złem. Porównanie Boga do Lucyfera też jest bezsensowne, bo Lucyfer nie jest dawcą życia, stąd, gdy je zabiera czyni źle (tak jak człowiek, który je zabiera bez uzasadnionego powodu). Bóg zaś jest dawcą życia stąd ma prawo jest zabierać, i dlatego nie ma w tym nic złego. To Jego prawo. Bierze cośc o do Niego należy.

Ja tu tylko zakładałem teorie. A niby dlczego sadzisz że Lucyfer jest jak powiem złodziejem zycia?? Przecież poddał się złu a nie je stwozył. Że Bóg nas stwożył to nie znaczy że ma prawo je odbierać.
>
>>Dlatego sądze że Boga popropstu niema .
>
>Jesli na podstawie rozumowań jakie przedstawiłeś wyzej to gratuluję "polotu" w rozumowaniu. Twój dylemat można bowiem tłumaczyć na różne sposoby (ja podałem wyżej kilka wstępnych wyjaśnień), stąd już w świetle tego twe wnioski są zbyt pochopne i bezpodstawne. Ale nawet jeśli żadne z tych wyjaśnień nie jest słuszne, to sam nie przedstawiłeś własnych prób zmierzenia się z problemem, nim ostatecznie wyciągnąłeś wnioski. Po prostu rzuciłeś na forum problem do wyjaśnienia, ale nie wiem po co, bo sam od razu wyciągnąłeś "jedynie słuszne wnioski" jeszcze w tym samym poście, nim ktokolwiek zdążył coś o tym napisać. To typowe, ateusze prawie nigdy nie podejmują absolutnie żadnych prób wyjaśnień dylematów jakimi obciażają chrześcijaństwo, co trochę dziwi, bo ponoć każdy osąd co do rzeczywistości jest u nich poprzedzony niemal gigantycznymi analizami racjonalnymi. Tak więc wpierw jest niewiara, a potem dopiero doszukuje się do niej jakiś kij na wiarę. Tak jest często i warto aby wszelkiej maści apologeci wśród wierzących pamiętali o tym, że tak naprawdę "pytającemu" delikwentowi nie chodzi o wyjaśnienie, bo prezentuje on tylko preteksty dla swej niewiary. To takie moje drobne refleksje, nie traktuj tego jak materiał do dyskusji.

Nie pisałem uzasadnień dlaczego Boga nie ma bo to nie oto chodzi w tym temacie

>
>Człowiek jest bogiem i zwierzęciem i tyle
>>Co do rękarnacji sądze że taką istotą się staniemy w zależności jak zgrzeszyliśmy
>>Maks
>
>Jesli nie ma Boga to jak może następować proces reinkarnacji? W takim wypadku wszystko jest przecież materią jedynie. Bezsens.

Oj nie z ty sie nie zgodze Dusza idzie do świata tak zwanego astralnego w którym nie ma materi a cotam dokładnie jest to zoaczysz po śmierci . No i dusza też nie ma materi a istnieje.
Nie wyciągnołem żadnych słusznych wnosków tylko przedstawiłem swoje zdanie
Maks
mohawk (2936 punktów)
>Jesli nie ma Boga to jak może następować proces reinkarnacji? W takim wypadku wszystko jest przecież materią jedynie. Bezsens.
A to bardzo osobliwa konstatacja. Ciekawym jaka reguła wnioskowania pozwala na tak daleko idące konkluzje. Buddyzm wszak nie jest religią teistyczną a posługuje się pojęciem reinkarnacji.
mohawk (2936 punktów)
>Jesli nie ma Boga to jak może następować proces reinkarnacji? W takim wypadku wszystko jest przecież materią jedynie. Bezsens.
A to bardzo osobliwa konstatacja. Ciekawym jaka reguła wnioskowania pozwala na tak daleko idące konkluzje. Buddyzm wszak nie jest religią teistyczną a posługuje się pojęciem reinkarnacji.
Grych
>Jesli nie ma Boga to jak może następować proces reinkarnacji? W takim wypadku wszystko jest przecież materią jedynie. Bezsens.
Dlaczego bezsens? Reinkarnacja raczej nie była związana z chrześcijańskim pojmowaniem świata. Patrzysz na świat tak, jakby były tylko dwa sytemy pojęciowe - monoteizm chrześcijański i materializm. Zwróć uwagę, że teoria reinkarnacji pojawiła się w Indiach i okolicach, i jest obecna w co najmniej dwóch tamtejszych religiach: hinduizmie i buddyzmie (i w wielu odłamach).
W hinduizmie jest wielu bogów. W buddyzmie nie ma natomiast w ogóle pojecia Boga jako demiurga - jest natomiast miejsce na "ręnkarnacje"
Baltar
>Zostało w 10 chrześcijańskich przykazaniach napisane Nie
>Zabijaj !! Które objawił Mojżeszowi Bóg.
>To pozostaje pytanie dlaczego Bóg sam zabijał i kazał
>zabijać w swoim imieniu!?
Muwie tu o potopie , krwawych
>ofiarach z zwierząt składanych w imię Boga.
>Dlatego sądzę że te wszystkie przykazania i to całe pismo
>ŚW
>wymyślili ludzie Którzy nie znaleźli swoich odpowiedzi w
>innych religiach i nazwali swoją religie wiara w Boga
>jedynego

Jakos trzeba kontrolowac zaludnienie swiata. A tak przy okazji czy ktos kiedys liczyl jaka bedzie gestosc zaludnienia na km2 w dniu zmartwychwstania?
szymon
>Zostało w 10 chrześcijańskich przykazaniach napisane Nie
>Zabijaj !! Które objawił Mojżeszowi Bóg.
>To pozostaje pytanie dlaczego Bóg sam zabijał i kazał
>zabijać w swoim imieniu!?
Muwie tu o potopie , krwawych
>ofiarach z zwierząt składanych w imię Boga.
>Dlatego sądzę że te wszystkie przykazania i to całe pismo
>ŚW
>wymyślili ludzie Którzy nie znaleźli swoich odpowiedzi w
>innych religiach i nazwali swoją religie wiara w Boga
>jedynego

TYlko ten mógł zabić w imieniu Pana, który nie mial grzechu.. A pod drugie zważcie na to, że moze Bóg nei chciał żeby soię dalej degradowali, zeby mieli nadzieję po zmartchwystaniu.. Przeczytajcie tomy Charlosa T. Rusella i Paula Johnsona.. Dają taką nadzieję, że po śmierci jest takie cos jak restytucja, czas na zmianę, nie ma bezsensownego piekla, tylko śmierć, gdzie nie ma umiejetności, myśli, po prostu niczego...
abiatar
Bardzo trudno jest pokonać Gołotę - chyba, że tak się nazwie własnego chomika. Wydaje mi się, że postępujecie w ten właśnie sposób. Chcecie narzucić swoją wersję religii, bo tak Wam wygodniej ją zwalczać. Ustalmy wobec tego od razu jedną rzecz: nie musze być teistą według wyobrażenia teizmu, jakie Wy uznajecie za "jedynie słuszne".

Po pierwsze, błędne jest antagonizowanie wiedzy i wiary. Zapewniam, że pozostając wierzącym skończyłem studia i nigdy nie miałem pokusy, by w imię religii zaprzeczać np. zasadzie nieoznaczoności Heisenberga lub prawom genetyki. Teza: My, racjonaliści uznajemy rozum i doświadczenie, a wy, wierzący w to miejsce przyjmujecie gusła. jest kłamstwem.

>Bo religia nie wnosi nic do Twojej wiedzy o świecie. Prawa nim rządzące są takie same dla teisty, jak dla ateisty.
Zdanie to jest albo wyważaniem otwartych drzwi (jesli świat = fenomeny) albo oczywistą nieprawdą (jeśli świat = cała rzeczywistość). W tym drugim przypadku można tez religijnych nie uznawac za prawdziwe, ale twierdzić, że nie wnoszą nic nowego oznacza zdradzić swoją metodologiczną ignorancję.

Problem wygląda inaczej:
Zdecydowaliście się nie wychodzić poza to, o czym może poinformować jeden z paradygmatów zdobywania wiedzy. Ma on niewątpliwe zalety:
- jest w miarę obiektywny
- pozwala na przewidywanie wydarzeń
- zawdzięczamy mu postęp technologiczny
- jest bardzo rozwojowy
- itp.

Nikt rozsądny nie zamierza temu zaprzeczać, ja w każdym razie na pewno nie. Mój protest zaczyna się wtedy, gdy ogłasza się, że przyjąć istnienie rzeczywistości pozazjawiskowej oznacza sprzeniewierzyć się rozumowi. To jest niewątpliwe nadużycie, które często się powtarza w różnych formach.

Jeśli poglądy teisty dotyczące np. istnienia Boga czy wolności próbuje się załatwić np. argumentami typu: "Gdzie to jest? Bo nie widzę!", to wybaczcie, ale to jest odpowiedź głupka.

Drugie typowe zagranie to sugerowanie, że wiara zmusza mnie do przyjęcia Objawienia jako treści nie poddającej się interpretacji. W szczególności widac to w żywiołowej reakcji na moje stwierdzenie, że do istoty religii należy ewolucja obrazu Boga - na czym są oparte Wasze protesty? Rozwój pojęcia Boga jest oczywistym faktem empirycznym widocznym w samej Biblii od tysięcy lat dla każdego, kto umie czytać. Nie jest to z pewnością odkrycie XIX-wiecznych krytyków religii. Objawienie jest wydarzeniem historycznym, które jest widziane oczami ludzi uwikłanych w mentalność epoki. Ośmielę się przypuszczać, że nikt nie zadał sobie trudu, by przeczytać dokument, do którego odesłałem w linku. Tam jest to wyraźnie powiedziane. Czyżbyście zasugerowali się średniowiecznymi rycinami, na których Duch Święty dyktuje Biblię słowo po słowie?
Wasz wybór - ja nie muszę!

Poniżej poziomu dyskusji są próby rozstrzygania problemu przez narzucanie wartościującej nomenklatury, w czym celuje webmaster, albo pytania o Corteza. Wypada najpierw pomyśleć przez chwilę, o czym mowa, zanim się będzie zadawać takie "miażdżące" pytania.

>Czy ktoś, kto wierzy w moc wyjaśniającą nauki i odrzuca metafizykę musi być od razu pozbawiony "całej sfery duchowości"? Nie wydaje mi się, iżby dla jej istnienia nieodzowne były metafizyczne mistyfikacje.
Owszem, są nieodzowne. Chyba, że nazwiesz duchowością coś innego niż się zwykło nazywać. Zresztą po co teoretyzować? Czym jest duchowość panie materialisto?
Svarozyc (60 punktów)Czytać, czytać i jeszcze raz czytać - to nie boli!
>Po pierwsze, błędne jest antagonizowanie wiedzy i wiary.

Gdybyś przeczytał trochę artykułów z Racjonalisty, gdzie kwestię tę omówiono dość wyczerpująco, to zastanowiłbyś się dwa razy nad stawianiem tak śmiałych tez. Polecam:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,2328
www.racjonalista.pl/kk.php/s,2384
www.racjonalista.pl/kk.php/s,2449

>>Bo religia nie wnosi nic do Twojej wiedzy o świecie. Prawa nim rządzące są takie same dla teisty, jak dla ateisty.
>Zdanie to jest albo wyważaniem otwartych drzwi (jesli świat = fenomeny) albo oczywistą nieprawdą (jeśli świat = cała rzeczywistość). W tym drugim przypadku można tez religijnych nie uznawac za prawdziwe, ale twierdzić, że nie wnoszą nic nowego oznacza zdradzić swoją metodologiczną ignorancję.

Innymi słowy postulujesz tezę, że zdania religii dotyczące Boga, zaświatów i całej tej metafizycznej paplaniny mają jakąś wartość informacyjną - innymi słowy, że wnoszą coś do sumy naszej wiedzy na temat rzeczywistości, a więc są sensowne.
Ponownie: jeśli masz zamiar coś takiego forsować i wszczynać dyskusję na ten temat (który nota bene był już wielokrotnie wałkowany), to przydałoby się, żebyś skorzystał z artykułów zamieszczonych w dziale "Filozofia" i "Światopogląd" (zwłaszcza z ww.), bądź przejrzał niektóre wątki forum (jak www.racjonalista.pl/forum.php/s,4358). Czytanie naprawdę nie boli.

Svarozyc (60 punktów)Odp: Czytać, czytać i jeszcze raz czytać - to nie boli!
To było do abiatara of course.
abiatar
Czytanie nie boli, ale niektórych boli myślenie nad tym, co się czyta.

Moje wpisy zawierają zawsze oprócz linku samodzielną argumentację. Mógłbyś zrobić to samo, Svarożyc? W ten sposób:
a) udowodnisz, że czytasz ze zrozumieniem
b) umiesz nie uciekac po pomoc do Chwedeńczuka
c) ułatwisz polemikę. Jeśli bowiem będziemy używać jako argumentów całych książek i to jeszcze nie swojego autorstwa, to spór ugrzęźnie. Gdybym teraz w rewanżu odesłał Cię do Plantingi albo Swinburne'a, to szybko się zakopiemy.
Svarozyc (60 punktów)
Drogi abiatarze, zwróciłem jeno uwagę na fakt, że temat, jaki poruszyłeś to zwyczajnie odgrzewany kotlet - był tu na forum przynajmniej kilka razy wałkowany i naprawdę nic Ci nie zaszkodzi, jeśli zapoznasz się z argumentacją strony przeciwnej (a artykuły te są o tyle godne uwagi, że odnoszą się właśnie głównie do kwestii sensowności zdań teizmu).

Co do twoich zarzutów o to, że mam jakieś problemy z samodzielnym formułowaniem myśli - czyżbyś nie zapoznał się z treścią postu, do którego podałem Ci link? Tam podałem moje uzasadnienie dlaczego zdania teizmu nie posiadają wartości informacyjnej.

Ale niech Ci będzie, podam to uzasadnienie. Główną przypadłością zdań teizmu jest to, że terminy, jakie zawierają są powszechnie zrozumiałe (przy czym nie ma tu znaczenia czy pojmuję je intuicyjnie, czy posługuję się naukowymi definicjami), ale ich użycie jest niestandardowe.
Uściślając: terminy są sensowne, gdy obiekty, jakie desygnują posiadają bądź egzemplifikację mentalną, badź realną.

Do grupy terminów desygnujących obiekty posiadające egzemplifikację mentalną można zaliczyć np. pojęcia stosowane w matematyce (kwadrat, nieskończenie długa prosta, kąt 90 stopni etc). Żadne z tych pojęć nie posiada realnej egzemplifikacji - w przyrodzie nie uświadczysz idealnego kwadratu, a tym bardziej nieskończenie długiej prostej.
Do grupy terminów desygnujących obiekty posiadające egzemplifikację realną można zaliczyć np. pojęcia odnoszące się do percepowalnych obiektów, bądź zjawisk (jak np. osoba).

Innymi słowy, każdy termin, jakim się na codzień posługujemy, posiada określony kontekst semantyczny, tj. - jak już wyżej wspomniałem - obiekt (zbiór obiektów), który ten termin desyguje.
Poważne schody zaczynają się wtedy, gdy termin osadzony w konkretnym kontekście semantycznym zostaje z tego kontekstu wyrwany, aby desygnować coś, czego nigdy wcześniej nie desygnował. Tak jest np. w przypadku zdania, jakie podała prof. Stanosz: liczby parzyste są niewybaczalne.
Termin "liczby parzyste" posiada swój kontekst semantyczny, tj. zbiór obiektów, który desygnuje, a termin "niewybaczalny" swój. Używanie jednego z tych terminów (w tym przypadku terminu "liczby parzyste") jako podmiotu, a drugiego (terminu "niewybaczalny"), jako orzecznika rodzi oczywisty nonsens.
Żeby to zdanie coś znaczyło, trzeba by przedefniować albo podmiot, albo orzecznik - mogę np. użyć terminu "liczby parzyste" tak, by desygnował on jakichś bohaterów literackich. To by uzasadniało niestandardowe użycie tego terminu.

Uogólniając: żeby zdanie, w którym doszło do niestandardowego użycia podmiotu stało się zrozumiałe, należy przedefiniować znaczenie orzecznika tak, by jego kontekst semantyczny pokrywał się z kontekstem semantycznym podmiotu (lub na odwrót).

W przypadku zdań teizmu mamy do czynienia z taką oto sytuacją. Najpierw Boga definiuje się jako coś absolutnie niepercepowalnego, kompletnie różnego od rzeczywistości percepowalnej. Przypomina to hinduskie neti, neti (nie to, nie to), definicję negatywną mówiącą, czym Bóg nie jest.
Następnie jednak przydaje się temu czemuś szereg terminów definicyjnych, które posiadają kontekst semantyczny odnoszący się tylko do percepowalnej rzeczywistości, jak: osoba, kochający, sprawiedliwy, wieczny, nieskończony etc.
I sytuacja wygląda tak samo jak w przypadku zdania liczby nieparzyste są niewybaczalne. A nawet gorzej.

Bowiem w tamtym przypadku dało się któryś z terminów przedefiniować, tutaj jest to możliwe tylko wtedy, gdy termin "Bóg" odniesiemy do bytu mitologicznego - a więc gdy przedefniujemy podmiot.
Ale nie możemy dokonać tu operacji, która polega na przedefiniowaniu orzeczników, bo nie potrafimy wynaleźć dla nich kontekstu semantycznego - a więc obiektów, które desygnują - pokrywającego się z kontekstem semantycznym, jaki posiada termin "Bóg".
Czemu? Bo termin "Bóg" nie desygnuje niczego, co należałoby do rzeczywistości percepowalnej.
Żeby ten kontekst semantyczny znaleźć, należałoby wyjść poza percepowalną rzeczywistość. Potrafisz to? Bo ja nie i szczerze wątpię, by ktokolwiek potrafił.
Dlatego nie ma szans, by zdania teizmu kiedykolwiek zyskały sens.

Oto uzasadnienie, jakiego tak mocno się domagałeś. Czekam na kontrargumenty.
Svarozyc (60 punktów)
I nastało milczenie. Mam nadzieję, że to efekt wytężonej pracy mającej na celu sformułowanie sensownych kontrargumentów
abiatar
>I nastało milczenie. Mam nadzieję, że to efekt wytężonej pracy mającej na celu sformułowanie sensownych kontrargumentów

Nie trzeba się nad tym wytężać. Odpowiedź jutro. Milczałem, bo mialem masę innych zajęć. Cierpliwości i odwagi życzę.
abiatar
> Główną przypadłością zdań teizmu jest to, że terminy, jakie zawierają są powszechnie zrozumiałe (przy czym nie ma tu znaczenia czy pojmuję je intuicyjnie, czy posługuję się naukowymi definicjami), ale ich użycie jest niestandardowe.

Mam nadzieję, że nie wypowiadasz tych zdań z poczuciem wielkiego odkrycia? Analogicznością orzekania o Bogu zajmowano się w Europie od 800 lat (np. Wilhelm z Owernii), a jeśli uznamy za prekursora tych analiz teorię afirmacji Pseudo-Dionizego, to Twojemu spostrzeżeniu da się przypisać ponad 1500 lat historii. Nie jest to więc nic nowego - nowe jest raczej wykorzystanie analogii do obalania tezy teistycznej. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

>Uściślając: terminy są sensowne, gdy obiekty, jakie desygnują posiadają bądź egzemplifikację mentalną, bądź realną.

Tu zgłaszam pierwsze potrzeby doprecyzowania pojęć związanych z obydwoma rodzajami egzemplifikacji. Co to dokładnie znaczy "egzemplifikacja mentalna"?

a) Czy oznacza to, że termin jest sensowny wtedy, gdy można go rozumieć, jeśli się używa danej nazwy? Ale jeśli tak, to należy stwierdzić, że "kwadratowe koło" też ma egzemplifikację mentalną. Muszę wiedzieć czym jest kwadratowe koło, by być przekonanym o prawdziwości zdania "Niemożliwe jest narysowanie kwadratowego koła"
b) Czy oznacza to, że termin jest sensowny wtedy, gdy można mieć naoczne wyobrażenie przedmiotu? "Kwadratowe koło" byłoby wtedy bezsensowne, ale razem z kwadratowym kołem musiałaby się w tym gronie znaleźć np. pochodna funkcji

Proponuję na przyszłość używać semantycznego określeń nazw pustych, absurdów i nonsensów:

Nazwa pusta - nazwa, której nie odpowiada nic w rzeczywistości pozajęzykowej i pozamenatlnej (np. "ukraiński król")
Nonsens - nazwa, którą da się analitycznie rozłożyć na czynniki zawierające sprzeczność (np. "żonaty kawaler")
Absurd - nazwa, której w ogóle nie da się przypisać żadnego znaczenia (np. "joherzdwejgykrum")

A co to jest "egzemplifikacja realna"?

a) Czy oznacza to "egzemplifikację materialną"? Jeśli tak, to mamy tu po prostu sofistyczny zabieg polegający na tym, że z góry przyjmujemy definicje, zgodnie z którymi jeśli wyrażenie nie nazywa przedmiotu naszego myślenia albo przedmiotu materialnego, to jest wyrażeniem bezsensownym. To tak jakbym twierdził, że zanim zabierzemy się do badania istnienia Yeti, to musimy "uściślić pojęcia", a w ramach tego uściślania zażądał przyjęcia aksjomatu: "nazwa jest bezsensowna, jeśli oznacza włochatą istotę widywaną ponoć od czasu do czasu w Himalajach".

b) Jeśli zaś "realny" oznacza "różny od nicości", to jak tłumaczyć dopełnianie się "realny" i "mentalny"? Mogę przyjąć powyższe rozróżnienie jedynie w wersji, w której "realny" będzie znaczyło po prostu "pozaumysłowy".

> Do grupy terminów desygnujących obiekty posiadające egzemplifikację realną można zaliczyć np. pojęcia odnoszące się do percepowalnych obiektów, bądź zjawisk (jak np. osoba).
Z grubsza można się zgodzić, tyle że przykład jest marny, bo akurat to, że ktoś jest osobą nie jest widzialne.

>Innymi słowy, każdy termin, jakim się na co dzień posługujemy, posiada określony kontekst semantyczny, tj. - jak już wyżej wspomniałem - obiekt (zbiór obiektów), który ten termin desyguje.
>Poważne schody zaczynają się wtedy, gdy termin osadzony w konkretnym kontekście semantycznym zostaje z tego kontekstu wyrwany, aby desygnować coś, czego nigdy wcześniej nie desygnował. Tak jest np. w przypadku zdania, jakie podała prof. Stanosz: liczby parzyste są niewybaczalne.

Przykład prof. Stanosz zawiera wszakże jeszcze jedną, godną uwagi właściwość. Znamy dość dobrze denotację i konotację obu wyrażeń i doskonale wiemy, że klasy przedmiotów o których możemy je prawdziwie orzekać są rozłączne. Oczywiście nie zachodzi to wtedy, gdy jednego z nich używamy na oznaczenie przedmiotu, którego właściwości są nierozpoznane.
Określenie "wyrywać z kontekstu" jest zabarwione negatywnie. W gruncie rzeczy jednak jest najnaturalniejszą właściwością języków naturalnych takie "wyrywanie z kontekstu". Jeśli mówię o "prawach termodynamiki" to przecież wyrywam z jurydycznego kontekstu słowo "prawo". Prawdopodobnie każdy z nas zapoznał się pierwotnie ze słowem "dobry" w znaczeniu "smaczny". Następne doświadczenia i kontakt ze wspólnotą ludzką doprowadziły nas do poszerzenia kontekstu semantycznego słowa "dobry". Mówimy "dobry człowiek", "dobry samochód", "dobra ustawa" itp. W każdym z tych przypadków słowo "dobry" jest użyte analogicznie, a przez zwyczaj językowy następuje zrównanie wszystkich tych znaczeń pod kątem ich naturalności.
abiatar
>W przypadku zdań teizmu mamy do czynienia z taką oto sytuacją. Najpierw Boga definiuje się jako coś absolutnie niepercepowalnego, kompletnie różnego od rzeczywistości percepowalnej. Przypomina to hinduskie neti, neti (nie to, nie to), definicję negatywną mówiącą, czym Bóg nie jest.
Via negativa jest tylko jedną z dróg orzekania o Bogu i to wcale nie najważniejszą. Tym się między innymi różni chrześcijaństwo od hinduizmu. Zdecyduj się z którą religią polemizujesz.

>Następnie jednak przydaje się temu czemuś szereg terminów definicyjnych, które posiadają kontekst semantyczny odnoszący się tylko do percepowalnej rzeczywistości, jak: osoba, kochający, sprawiedliwy, wieczny, nieskończony etc. I sytuacja wygląda tak samo jak w przypadku zdania liczby nieparzyste są niewybaczalne.

Gdybyś napisał: "...posiadają kontekst semantyczny odnoszący się pierwotnie tylko do percepowalnej rzeczywistości", to nie zgłaszałbym zastrzeżeń. Jednak Twoja opinia sugeruje, że jeśli coś zostało zrodzone w pewnym kontekście semantycznym, to nie może poza ów kontekst wyjść. Nie wydaje mi się, żeby można było nad tym w ogóle się zastanawiać. Przecież to uczyniłoby nonsensownym całą masę faktycznie stosowanych wyrażeń. Gdybyśmy pojechali do jakiegoś egzotycznego kraju i powiedziałbym ci: "Nie kupuj tych czerwonych owoców w sklepie na rogu. Nie będą ci smakowały. Ty nie lubisz rzeczy kwaśnych, a one są strasznie kwaśne" to użyłbym predykatu "kwaśny" w trybie analogicznym. Przecież inaczej są kwaśne winogrona, ogórek, cytryna czy ocet. A jednak prawdopodobnie uznałbyś mój komunikat za sensowny mimo, że nie wiedziałbyś dokładnie jak kwaśne są te owoce, ani nawet byś ich nie widział.
Rozumowanie wyglądałoby tak:
"Nie wiem jak smakują te owoce. Abiatar zna ich smak i na opisanie mi tego smaku użył tego samego słowa, którym charakteryzuje się cytrynę i ocet. Wiem, że nie jest to dokładnie taki sam smak, ale widocznie jest w tym smaku coś podobnego, do smaku cytryny i octu."

Podobnie jest z założycielami religii. Nigdy nie miałem np. doświadczenia mistycznego i nie sądzę, żeby to było coś podobnego do rzeczy, które znam. Jeżeli jednak mistyk mówi mi, że Bóg jest dobry, to uznając jak najbardziej niewspółmierność jego i mojego rozumienia słowa "dobry", mogę jednak zaufać jego wyborowi i nie dopatrywać się tu sprzeczności.

>Ale nie możemy dokonać tu operacji, która polega na przedefiniowaniu orzeczników, bo nie potrafimy wynaleźć dla nich kontekstu semantycznego - a więc obiektów, które desygnują - pokrywającego się z kontekstem semantycznym, jaki posiada termin "Bóg". Czemu? Bo termin "Bóg" nie desygnuje niczego, co należałoby do rzeczywistości percepowalnej. Żeby ten kontekst semantyczny znaleźć, należałoby wyjść poza percepowalną rzeczywistość. Potrafisz to? Bo ja nie i szczerze wątpię, by ktokolwiek potrafił. Dlatego nie ma szans, by zdania teizmu kiedykolwiek zyskały sens.

Byłem pewny, że na tym się zakończy. Cała ta rozwinięta aparatura, by ostatecznie wylądować w prozaicznej i błędnej konstatacji:
Zdanie - "Bóg jest X" nie ma sensu, by nie wiem, co miałoby znaczyć słowo X odniesione do Boga.

Z powodu takiego niezrozumienia nie wolno okrzykiwać zdania bezsensownym. Mój przykład z owocami pokazuje taką możliwość, gdy zdanie uznajesz za sensowne mimo braku percepcji zmysłowej. Jest to zdecydowanie nadużywanie pojęcia braku sensu tam, gdzie można mówić jedynie o niewiedzy.
Svarozyc (60 punktów)
>Via negativa jest tylko jedną z dróg orzekania o Bogu i to wcale nie najważniejszą. Tym się między innymi różni chrześcijaństwo od hinduizmu. Zdecyduj się z którą religią polemizujesz.

Nie polemizuję z religią, a ze stwierdzeniem, że zdania teistyczne - a hinduizm (lub przynajmniej główne jego odłamy) i chrześcijaństwo to właśnie religie teistyczne - mają sens z punktu widzenia semantyki.

>Gdybyś napisał: "...posiadają kontekst semantyczny odnoszący się pierwotnie tylko do percepowalnej rzeczywistości", to nie zgłaszałbym zastrzeżeń. Jednak Twoja opinia sugeruje, że jeśli coś zostało zrodzone w pewnym kontekście semantycznym, to nie może poza ów kontekst wyjść. Nie wydaje mi się, żeby można było nad tym w ogóle się zastanawiać. Przecież to uczyniłoby nonsensownym całą masę faktycznie stosowanych wyrażeń.

Mam wrażenie, że polemizujesz z samym sobą. Ja nigdzie nie piszę,
>że jeśli coś zostało zrodzone w pewnym kontekście semantycznym, to nie może poza ów kontekst wyjść.
Musiałbym być idiotą ślepym na oczywisty fakt, jakim jest ewolucja języka, żeby coś takiego głosić.
Ja twierdzę jedynie, co następuje:

1. Denotacja i konotacja (zbiorczo: kontekst) terminów orzecznikowych wchodzących w skład definicji pozytywnej odnoszonej do Boga obejmuje tylko klasę obiektów należących do rzeczywistości percepowalnej i rzeczywistości językowej.
2. Z definicji nie wiemy, co denotacja słowa Bóg obejmuje. Wiemy natomiast, czego nie obejmuje (mówi nam o tym definicja negatywna): klasy obiektów należących do rzeczywistości percepowalnej i językowej.
3. Gdy odnosi się do Boga zarówno definicję negatywną, jak i pozytywną z zachowaniem kontekstu terminów wchodzących w jej skład, to mamy sprzeczność (wg Twojej nomenklatury nonsens).
4. Gdy odnosi się do Boga zarówno definicję negatywna, jak i pozytywną, przy odrzuceniu kontekstu terminów wchodzących w jej skład - np. mówiąc o Bogu jako o osobie zaznaczamy, że denotacja terminu osoba nie obejmuje w tym przypadku klasy obiektów jednostki ludzkie - to otrzymujemy zdania, które znaczą nie wiadomo co.

Sytuacji z punktu 4 możnaby uniknąć, gdyby udało się wskazać nowy kontekst (pokrywający się z denotacją słowa Bóg) dla terminów orzecznikowych wchodzących w skład definicji pozytywnej. Tego jednak zrobić nie potrafimy, bo potrafimy jedynie wskazać na taki kontekst, który z denotacją słowa Bóg się nie pokrywa.
Łopatologicznie rzecz ujmując, potrafimy jedynie powiedzieć, że osoba w przypadku Boga nie odnosi się do jednostki ludzkiej. Ale wciąż nie potrafimy powiedzieć, czym wobec tego jest osoba w przypadku słowa Bóg bez popadania w błąd ignotum per ignotum.

Svarozyc (60 punktów)
Powinno być:
>1. Denotacja i konotacja (zbiorczo: kontekst) terminów orzecznikowych wchodzących w skład definicji pozytywnej odnoszonej do Boga obejmuje klasę obiektów należących do rzeczywistości percepowalnej i rzeczywistości językowej.

(bez słowa tylko przed słowem klasę)

Svarozyc (60 punktów)
>Mam nadzieję, że nie wypowiadasz tych zdań z poczuciem wielkiego odkrycia?

A czy gdziekolwiek napisałem, że moje argumenty to jakieś novum w tej kwestii? O ile dobrze sobie przypominam, to nie. Nie bardzo rozumiem też, co chciałeś przez to stwierdzenie osiągniąć? Chroniczna niejasność wszelkich filozoficznych koncepcji Absolutu nie jest niczym nowym. Te zastrzeżenia nie wychodziły zresztą głównie od ateistów i agnostyków, ale - o dziwo - przede wszystkim od wierzących. A raczej od ludzi reprezentujących pewien szczególny (choć niski ilościowo) procent wierzących: mistyków. To właśnie głównie mistycy twierdzili, że wszelkie ludzkie wyobrażenia Absolutu są ułomne (można tylko powiedzieć, czym Bóg nie jest) w swej naturze i człowiek powinien je porzucić na rzecz pozarozumowego poznawania tegoż Absolutu (poprzez tzw. doświadczenie mistyczne).

Moje starania zmierzają do tego, by wykazać, że wiara religijna i rozum są jak ogień i woda - nie tylko różne, ale i nie do pogodzenia. Nie jest moim celem apologia jednej z tych postaw przy równoczesnym dyskredytowaniu drugiej.

>a) Czy oznacza to, że termin jest sensowny wtedy, gdy można go rozumieć, jeśli się używa danej nazwy?

Z grubsza właśnie to.

>Ale jeśli tak, to należy stwierdzić, że "kwadratowe koło" też ma egzemplifikację mentalną. Muszę wiedzieć czym jest kwadratowe koło, by być przekonanym o prawdziwości zdania "Niemożliwe jest narysowanie kwadratowego koła"

Nieprawda. Odwołując się do nomenklatury, jaką zaproponowałeś - nie musisz posiadać wyobrażenia kwadratowego koła. Wystarczy, że oddzielnie rozumiesz czym jest kwadrat i koło (a to jest istotna różnica), by wiedzieć, że kwadratowe koło to nonsens.

>b) Czy oznacza to, że termin jest sensowny wtedy, gdy można mieć naoczne wyobrażenie przedmiotu? "Kwadratowe koło" byłoby wtedy bezsensowne, ale razem z kwadratowym kołem musiałaby się w tym gronie znaleźć np. pochodna funkcji

Nie. Nigdzie czegoś takiego nie forsuję.

>Nazwa pusta - nazwa, której nie odpowiada nic w rzeczywistości pozajęzykowej i pozamenatlnej (np. "ukraiński król")
>Nonsens - nazwa, którą da się analitycznie rozłożyć na czynniki zawierające sprzeczność (np. "żonaty kawaler")

Nie czynniki zawierają sprzeczność, ale ich zestawienie generuje sprzeczność, tworzy oksymoron. To jest dość istotne.

>b) Jeśli zaś "realny" oznacza "różny od nicości", to jak tłumaczyć dopełnianie się "realny" i "mentalny"? Mogę przyjąć powyższe rozróżnienie jedynie w wersji, w której "realny" będzie znaczyło po prostu "pozaumysłowy".

Realny=percepowalny. Celowo nie używam tu słowa materia.

>Z grubsza można się zgodzić, tyle że przykład jest marny, bo akurat to, że ktoś jest osobą nie jest widzialne.

Czyżby? Jeśli przez osobę rozumieć: jednostka ludzka, człowiek, to chyba to, że kot nie jest osobą jest jak najbardziej widzialne?

>Przykład prof. Stanosz zawiera wszakże jeszcze jedną, godną uwagi właściwość. Znamy dość dobrze denotację i konotację obu wyrażeń i doskonale wiemy, że klasy przedmiotów o których możemy je prawdziwie orzekać są rozłączne. Oczywiście nie zachodzi to wtedy, gdy jednego z nich używamy na oznaczenie przedmiotu, którego właściwości są nierozpoznane.

Denotacja i konotacja każdego z orzeczników wchodzących w skład definicji pozytywnej Boga obejmuje tylko i wyłącznie klasę obiektów (zjawisk) należących do rzeczywistości percepowalnej oraz językowej.
Denotacja słowa Bóg obejmuje klasę, do której należy coś, co jest całkowicie różne od świata percepowalnego (definicja negatywna). Nie znamy i znać nie możemy żadnych właściwości tego czegoś, ale wiemy za to, jakich właściwości to coś posiadać z definicji nie może (łopatologicznie rzecz ujmując, od czego Bóg jest różny - taki jest sens hinduskiego neti, neti).
A nie może posiadać właśnie tych, które wchodzą w skład definicji pozytywnej.

>Określenie "wyrywać z kontekstu" jest zabarwione negatywnie. W gruncie rzeczy jednak jest najnaturalniejszą właściwością języków naturalnych takie "wyrywanie z kontekstu".

Jest naturalne i ma sens, ale pod warunkiem, że mamy inny kontekst, w którym wyrwany termin można osadzić.
Wszystko podane przez Ciebie przykłady ten warunek spełniają.
W przypadku Boga tego kontekstu nie mamy (lub inaczej: nie wiemy, co ten kontekst obejmuje, nie wiemy, jaka jest denotacja słowa Bóg), wiemy natomiast, czego on na pewno nie obejmuje - nie obejmuje klasy obiektów i zjawisk należących do świata percepowalnego i językowego.
Gdy mamy dwa zbiory (zbiór=kontekst) rozłączne A i B, to żaden z elementów należących do zbioru A nie będzie równocześnie należał do zbioru B (i vice versa). Przy czym wystarczy mi, iż wiem, jakie elementy należą do zbioru A oraz, że są to zbiory rozłączne. Nie muszę nawet znać elementów należących do zbioru B.
Teiści próbują jednak zrobić tak, by elementy ze zbioru A zawierały się równocześnie w zbiorze B pomimo faktu, iż te dwa zbiory są rozłączne. Na upartego można to zrobić, ale otrzymujemy zdania (bądź nazwy), które znaczą nie wiadomo co.

abiatar
>A czy gdziekolwiek napisałem, że moje argumenty to jakieś novum w tej kwestii? O ile dobrze sobie przypominam, to nie. Nie bardzo rozumiem też, co chciałeś przez to stwierdzenie osiągniąć?
A co Ty chciałeś osiągnąć pisząc z uśmieszkiem o moim milczeniu zanim upłynęły 24 godziny od mojego postu?

>To właśnie głównie mistycy twierdzili, że wszelkie ludzkie wyobrażenia Absolutu są ułomne (można tylko powiedzieć, czym Bóg nie jest) w swej naturze i człowiek powinien je porzucić na rzecz pozarozumowego poznawania tegoż Absolutu (poprzez tzw. doświadczenie mistyczne).
...i pisali wielotomowe dzieła. To godne uwagi spostrzeżenie, bowiem w świetle tego co pisałem o analogii jest to jak najbardziej zrozumiałe. Mistyk pisze, ze żadnego nasze pojęcia nie można odnieść do Boga bezpośrednio, a po tym zastrzeżeniu używa tychże słów dość obficie właśnie na zasadzie porównań. Innymi słowy robi coś takiego, co my robimy używając słowa "jakby". Sygnalizujemy w ten sposób tylko tyle, że naszych wyrażeń nie trzeba traktować zbyt dosłownie.
"Gdy zobaczyłem wypłatę poczułem się jakby mi ktoś dał w twarz."

Oczywistą jest rzeczą, że uczucie towarzyszące spoliczkowaniu jest bardzo różne od uczucia zawodu i upokorzenia przy nędznej zapłacie. Różnic jest nawet więcej niż podobieństw - ale podobieństwa, które uzasadniają użycie takich metafor i bynajmniej nie czyni ich to bezsensownymi.

>Moje starania zmierzają do tego, by wykazać, że wiara religijna i rozum są jak ogień i woda - nie tylko różne, ale i nie do pogodzenia.
Widzę to, ale to zadanie tak beznadziejne, że tracisz czas. Zresztą to postawa rodem z XIX wieku. Nie niepokoją cię te genialniejsze od nas umysły, które nie widziały tu sprzeczności?

Ad rem.

Ciągle nie wiem, co dla Ciebie jest nonsensem. Jeśli raz za sensowne uznajesz wyrażenie, które się rozumie, a potem twierdzisz, że:
>nie musisz posiadać wyobrażenia kwadratowego koła. Wystarczy, że oddzielnie rozumiesz czym jest kwadrat i koło (a to jest istotna różnica), by wiedzieć, że kwadratowe koło to nonsens.
...to muszę się nad tym zatrzymać. Żeby widzieć że kwadratowe koło nie może istnieć muszę dysponowac trzema ideami: kwadratu, koła i złożenia. Tylko dzięki uchwyceniu tych trzech idei mogę orzec nonsensowność tej nazwy złożonej. No, ale wg Ciebie jeśli coś się rozumie, to to coś jest sensowne, a więc jak to rozwikłać?
Sedno sprawy leży w tym, że właśnie aby odrzucić muszę rozumieć. Z jakiego bowiem innego powodu miałbym odrzucać? Tym samym mogą istnieć nazwy nonsensowne i zrozumiałe zarazem.

>Realny=percepowalny. Celowo nie używam tu słowa materia.
Bezpośrednio percypowalne? A atomy są realne czy nie? A ziemskie pole magnetyczne?
A może wystarczy percepcja pośrednia poprzez skutki? No, ale sama relacja przyczynowa, która jest tu niezbędna też nie podlega percepcji. Poza tym dla teisty Bóg też jest ostateczną przyczyną wszystkich zjawisk.

Dalej, jak ocenisz np. taką wypowiedź:
W układzie gwiezdnym X obserwujemy supernovą o takich-a-takich parametrach. Wiemy z astrofizyki, że takie obiekty, po kilkudziesięciu milionach lat przekształcają się w białe karły. Ponieważ supernova jest położona od nas w odległości 150 milionów lat świetlnych, to możemy przypuszczać, że obecnie w układzie X znajduje się biały karzeł.

Chodzi mi o użyty czas teraźniejszy. Czy biały karzeł w układzie X jest realny? Nie percypujemy go przecież w żaden sposób, a wg współczesnej fizyki można powiedzieć, że ludzkość jest całkowicie poza możliwością percypowania tego obiektu. A może będzie realny, gdy go zobaczymy?
Ale teista może się powołać na bezpośredni kontakt z Bogeim jakiego spodziewa się po śmierci. Jego nadzieje na zobaczenie Go za życia nie różnią się przecież stopniem prawdopodobieństwa ujrzenia supernovej, prawda?
Oczywiście można nie wierzyć w wizję uszczęśliwiającą, ale przecież niewiara oznacza jedynie niewiarę, a nie sprzeczność w przedmiocie przekonania, a Ty porwałeś się na ambitne zadanie wykazania sprzeczności rozumu i wiary.

>Jeśli przez osobę rozumieć: jednostka ludzka, człowiek, to chyba to, że kot nie jest osobą jest jak najbardziej widzialne?
Czy to właśnie to przedefiniowywanie, o którym mówiłeś? Nawet jeśli uznamy zakresową tożasmość słów "osoba" i "człowiek", to przecież tresciowo nie jest to to samo.
abiatar
>Denotacja i konotacja każdego z orzeczników wchodzących w skład definicji pozytywnej Boga obejmuje tylko i wyłącznie klasę obiektów (zjawisk) należących do rzeczywistości percepowalnej oraz językowej.
Nie bardzo wiem co masz na myśli pisząc tutaj o "rzeczywistości językowej", bo nie przypominam sobie charakterystyk Boga wykorzystujących predykaty metajęzykowe.
Natomiast ważne jest to, czy powyższe zdanie wyraża obiektywny stan rzeczy, czy Twoje życzenia. Denotację wyznacza zwyczaj językowy. Jeśli ludzie zdecydują się używać nazw inaczej niż dotąd, to lamenty, że sens był kiedyś inny niczego nie zmienią. Jeśli populacja ma życzenie odnieść (na zasadzie analogii) do Boga jakiś termin pochodzący z doświadczenia, to ma do tego święte prawo.
Jest np. taka teza chrześcijaństwa: "Bóg jest Stwórcą świata materialnego". Orzecznik jak widać nie jest negatywny. Oczywistą jest rzeczą, ze pojęcie tworzenia ma genezę empiryczną - może to być np. wykorzystany w Biblii obraz lepienia czegoś. Oczywiste jest również, że od tysięcy lat ludzie zdają sobie sprawę z metaforyczności tego obrazu. Lepienie i tworzenie się różnią - ale nie we wszystkim. W obu przypadkach można np. orzec: "Gdyby nie było twórcy, nie byłoby dzieła."

>Denotacja słowa Bóg obejmuje klasę, do której należy coś, co jest całkowicie różne od świata percepowalnego (definicja negatywna).
Wydaje mi się to jednym ze źródeł nieporozumienia. Całkowita różność ontyczna nie oznacza bynajmniej, że nie istnieją nazwy, które można prawdziwie orzekać o Bogu i o świecie. Cały Twój ostatni akapit to sugeruje - a nie wiem skąd to wziąłeś. Gdy zbliżasz się do tego miejsca to wykonujesz skok na Daleki Wschód.

>Jest naturalne i ma sens, ale pod warunkiem, że mamy inny kontekst, w którym wyrwany termin można osadzić.
>(...)
>Gdy mamy dwa zbiory (zbiór=kontekst) rozłączne A i B, to żaden z elementów należących do zbioru A nie będzie równocześnie należał do zbioru B (i vice versa). Przy czym wystarczy mi, iż wiem, jakie elementy należą do zbioru A oraz, że są to zbiory rozłączne. Nie muszę nawet znać elementów należących do zbioru B.
>Teiści próbują jednak zrobić tak, by elementy ze zbioru A zawierały się równocześnie w zbiorze B pomimo faktu, iż te dwa zbiory są rozłączne.

Mamy dwa zbiory rozłączne: zbiór biedronek (A) i zbiór nie opisanych jeszcze naukowo płazów żyjących podobno w Amazonii (B). Tylko kilkunastu ludzi widziało przedstawicieli tego gatunku i wszyscy twierdzą, że płazy te są czerwone i mają na grzbiecie czarne kropki.

Klasy (A) i (B) są całkowicie rozłączne, prawda?
Co bynajmniej nie oznacza, że nonsensowne jest przypisać przedstawicielom obu zbiorów ten sam predykat, który można nawet od biedy nazwać "biedronkowatością", byle zastrzec, że jest to analogia, bowiem różnic między jednym a drugim jest wiele:

- żyją gdzie indziej
- należą do rozmaitych gatunków, rodzin, rzędów i typów
- nawet ten wygląd jest tylko z grubsza podobny (kropki są większe, a czerwień bardziej jaskrawa)
Innymi słowy trzeba ten predykat uzupełnić całą masą zastzreżeń, by nie powstał błąd w przekazie - to chyba właśnie robią mistycy.
Ale nigdzie nie ma tutaj sprzeczności.
webmaster (moderator)
Mała uwaga:
>Co bynajmniej nie oznacza, że nonsensowne jest przypisać przedstawicielom obu zbiorów ten sam predykat, który można nawet od biedy nazwać "biedronkowatością", byle zastrzec, że jest to analogia[..]
Wszystkie te przykłady nie mają tu zastosowania. Te rzeczy, łącznie z białym karłem, można sprawdzić (choćby nawet tylko potencjalnie). A tu mowa o czymś, czego sprawdzić nie można, bo nie tylko nie wiadomo co sprawdzić (teiści nie zgodzą się na żaden 'test') ale nawet nie wiadomo jak. I nie w ten sposób, że dziś nie wiadomo a jutro tak, ale wiadomo że nie będzie wiadomo. Dlatego, jeżeli przypisujesz jakieś cechy czemuś takiemu, wobec czego tych cech sprawdzić nie możesz, to nie jesteś w stanie sprawdzić prawdziwości swoich tez. Pozostają tylko tautologie, np. 'Bóg jest boski'.
abiatar
>Wszystkie te przykłady nie mają tu zastosowania. Te rzeczy, łącznie z białym karłem, można sprawdzić (choćby nawet tylko potencjalnie).
O jakiej potencjalności mowa? Białego karła nie sprawdzisz nawet potencjalnie. Jedyne co ci pozostaje, to "gdybanie":

Gdybym był w pobliżu karła...
Gdyby można było, podróżować prędzej niż światło...
Gybym dożył 150 milionów lat...


Na co teista mógłby ci powiedzieć:

Gdybyś był mistykiem...
Gdybyś poczekał do konca świata...
Gdyby nie grzech pierworodny...


Oczywiście jest różnica między zdaniami naukowymi, a tezami teistycznymi i ja jej nie przeczę. W omawianym przykłdzie polega ona na tym, że dysponujemy obserwacjami analogicznych obiektów w kosmosie i dlatego możemy pozwolić sobie na przewidywanie. W przypadku teizmu takiej podstawy z natury rzeczy nie ma. Nie mamy n rzeczywistości do obserwacji, na podstawie których wyliczylibyśmy prawdopodobieństwo rzeczywistości "zawierającej" istotę boską. Dlatego teizm nie jest nauką par excellence i byłbym jak najdalszy od tego, by przyjmować poglądy teizmu jako przesłanki w dociekaniach naukowych. Tego jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie postuluje.

>A tu mowa o czymś, czego sprawdzić nie można, bo nie tylko nie wiadomo co sprawdzić (teiści nie zgodzą się na żaden 'test') ale nawet nie wiadomo jak. I nie w ten sposób, że dziś nie wiadomo a jutro tak, ale wiadomo że nie będzie wiadomo. Dlatego, jeżeli przypisujesz jakieś cechy czemuś takiemu, wobec czego tych cech sprawdzić nie możesz, to nie jesteś w stanie sprawdzić prawdziwości swoich tez.

Ale mogę nie popadając w sprzeczność uznawać ich prawdziwość. To coś innego niż twierdzić, że między wiarą i rozumem istnieje sprzeczność, co próbuje zaprezentować Svarożyc. Niestety z rozumem sprzeczne są tylko rzeczy sprzeczne w sobie i mam wielką ochotę zapytać wszystkich o tę parę zdań sprzecznych, które jako teista jestem rzekomo zobowiązany przyjmować.

Bez haseł, bez ogólników, bez łopoczących sztandarów Rozumu.

Jedna para zdań, z których jedno jest zaprzeczeniem drugiego i wszystkie terminy są użyte w tym samym znaczeniu.

Konkret proszę.
webmaster (moderator)
>Gdybym był w pobliżu karła...
A czemu Ty? Ktoś kiedyś mógłby to zbadać i to w zupełności wystarczy. To tylko problem techniczny. A w omawianym przypadku takiej możliwości nie ma i nie będzie miał nikt, z przyczyn już nie technicznych. Oczywiście są rzeczy których technicznie nie da się sprawdzić, ale przynajmniej można sobie wyobrazić, że ktoś będący gdzie i kiedy trzeba dysponując odpowiednimi środkami by to sprawdził.
W świecie kwantowym jest gorzej/inaczej, bo nie wszystko da się sprawdzić, albo nie jednocześnie. Ale przynajmniej można to jakoś badać.

>Gdybyś był mistykiem...
Czyli twierdził, że moje stany psychiczne informują o czymś, co jest od świata różne i niezależne?

>Gdybyś poczekał do konca świata...
Na co?

>Gdyby nie grzech pierworodny...
Co takiego?

>W omawianym przykłdzie polega ona na tym, że dysponujemy obserwacjami analogicznych obiektów w kosmosie i dlatego możemy pozwolić sobie na przewidywanie.
Wcale nie musimy. Orzekanie o przyszłości jest zwykle nieuprawnione.

>Dlatego teizm nie jest nauką par excellence i byłbym jak najdalszy od tego, by przyjmować poglądy teizmu jako przesłanki w dociekaniach naukowych. Tego jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie postuluje.
A tu bym polemizował, chyba że masz węższą definicję 'zdrowych zmysłów' niż ja

>Ale mogę nie popadając w sprzeczność uznawać ich prawdziwość.
Na jakiej podstawie chcesz uznać prawdziwość tezy, której wartości logicznej nie można sprawdzić? I nie dlatego, że akurat teraz nie można, ale dlatego, że nie wiadomo co miałoby być sprawdzone i jak.

>Niestety z rozumem sprzeczne są tylko rzeczy sprzeczne w sobie i mam wielką ochotę zapytać wszystkich o tę parę zdań sprzecznych, które jako teista jestem rzekomo zobowiązany przyjmować.
Człowiek ma umiejętność wyobrażania sobie, że coś sobie wyobraża. Można sobie wyobrazić, że się rozumie rzecz sprzeczną. Ale nie można jej sobie aktualnie wyobrazić.
Teista zobie wyobraża, że rozumie w co wierzy, choć aktualnie nie może sobie wyobrazić tego, w co wierzy.

>Jedna para zdań, z których jedno jest zaprzeczeniem drugiego i wszystkie terminy są użyte w tym samym znaczeniu.
Jako teista nie jesteś zobowiązany. Możesz dowolnie rozmywać pojęcia i doprowadzać do takiego ich przedefiniowania, że wszystko będzie się dało 'jakoś' skleić. Doprowadzenie do zbioru zdań, króre nic nie znaczą (albo wszystko i nic), nie jest przecież trudne. A czy to będzie zrozumiałe i miało sens, to już zależy od lokalnej wersji teizmu.
brrr
> mam wielką ochotę zapytać wszystkich o tę parę zdań sprzecznych, które jako teista jestem rzekomo zobowiązany przyjmować.

>Jedna para zdań, z których jedno jest zaprzeczeniem drugiego i wszystkie terminy są użyte w tym samym znaczeniu.

>Konkret proszę.

"Twierdzę, że istnieje OKREŚLONY byt ale jego istnienia nigdy nie da się udowodnić ponieważ nie ma OKREŚLONYCH kryteriów dowodzenia."

Postulowanie tez nieweryfikowalnych jest bezsensowne poznawczo. Twierdzenie bez dowodów = sprzeczność.

I nie tłumacz ,że nie twierdzisz tylko wierzysz bo dla teisty są to wyrazy tożsame.
Rozwijonista
>"Twierdzę, że istnieje OKREŚLONY byt ale jego istnienia nigdy nie da się udowodnić ponieważ nie ma OKREŚLONYCH kryteriów dowodzenia."

Nie ścisle. Zwykle teiści przyjmują istnuienie wielu bytów niepoznawalnych np. aniołów, duchów.

>Postulowanie tez nieweryfikowalnych jest bezsensowne poznawczo. Twierdzenie bez dowodów = sprzeczność.

Co powiesz na podstawową tezę rozwijonistyczną tajemnica istnieje? Tej tezy nie mogę zwerytyfikować ale nie mogę twierdzić, że jest fałszywa bo nie pozjadałem wszystkich rozumów a jednocześnie mogę postulować ją jako fakt. Mogę też smiało utrzymywać, iż nauka nigdy nie zakończy swego postepu co więcej wciąż będzie dawała więcej pytań niż odpowiedzi. Nie da tez nigdy ostatecznych odpowiedzi na pewne ważne pytania. Oczywiście wszystko to wynika z jej metody. Proszę mi tu nie mówić, że kiedyś ją udoskonalą, niby jak? Odchodząc od światopoglądu naukowego? %-O Na fakt istnienia tajemnicy wskazuje nauka jako taka, filozofia z tabunami teorii, które zawsze mają u swej podstawy jakieś tatuologie i niewerytyfikowalne założenia i świat jako całość niepowtarzalna.
Svarozyc (60 punktów)
>>Denotacja i konotacja każdego z orzeczników wchodzących w skład definicji pozytywnej Boga obejmuje tylko i wyłącznie klasę obiektów (zjawisk) należących do rzeczywistości percepowalnej oraz językowej.
>Nie bardzo wiem co masz na myśli pisząc tutaj o "rzeczywistości językowej", bo nie przypominam sobie charakterystyk Boga wykorzystujących predykaty metajęzykowe.

No właśnie. I tu mamy sedno zagadnienia: mówiąc o Bogu jesteśmy skazani na operowanie terminami i zdaniami prezentującymi bądź wiedzę językową (zdania analityczne), bądź wiedzę empiryczną (zdania syntetyczne) - podczas gdy zdania mówiące o Bogu w zamierzeniu teistów nie mają być tylko prawdziwe na mocy swej struktury formalnej (bo wtedy są analitycznie trywialne), ani prawdziwe na mocy testu empirycznego (bo Bóg przecież ma być nieuchwytny dla wszelkich testów empirycznych).
Charakterystyka Boga - innymi słowy - jest różna od wiedzy językowej, ale jest też różna od wiedzy empirycznej, choć operuje wyrażeniami typowymi dla niej (byt, osoba, wiedzący, mogący, stwórca).

Wyrażenia te same w sobie są zrozumiałe, ich denotacja i konotacja jest znana - ale już zbitka byt osobowy całkowicie różny od świata percepowalnego powoduje, że ich znaczenie staje się niejasne. Jeśli twierdzisz, że jest inaczej, to racz podać to znaczenie (bez popadania w błąd ingotum per ignotum) w ramach zaproponowanego kryterium sensowności lub - jeśli je odrzucasz (co teisci czynią często powołując się na fakt, iż jest ono postulatywne) - w ramach jakiegoś innego, równie dobrego.

>Natomiast ważne jest to, czy powyższe zdanie wyraża obiektywny stan rzeczy, czy Twoje życzenia. Denotację wyznacza zwyczaj językowy. Jeśli ludzie zdecydują się używać nazw inaczej niż dotąd, to lamenty, że sens był kiedyś inny niczego nie zmienią. Jeśli populacja ma życzenie odnieść (na zasadzie analogii) do Boga jakiś termin pochodzący z doświadczenia, to ma do tego święte prawo.

Jeden forumowicz (teista nota bene) dość wdzięcznie i zwięźle podsumował tego typu wybiegi retoryczne: eat s**t, one billion flies cannot be wrong.
Jeśli ma to być tylko opis faktycznych praktyk językowych, to nie mam nic przeciwko. Ale jeśli ma to być argument, to jest to argumentum ad misericordiam, którego nie mam obowiązku przyjmować, ani tym bardziej z nim polemizować.

>Wydaje mi się to jednym ze źródeł nieporozumienia. Całkowita różność ontyczna nie oznacza bynajmniej, że nie istnieją nazwy, które można prawdziwie orzekać o Bogu i o świecie.

Żeby coś było prawdziwe lub fałszywe, pierw musi być zrozumiałe.
Dane wyrażenie jest wtedy zrozumiałe, gdy jest częścią zdań syntetycznych (faktualnych), bądź analitycznych - tyle mówi neopozytywistyczne kryterium sensowności. Bóg ma jednak wykraczać zarówno poza empirię, jak i wiedzę czysto językową.
Opierając się na dotychczasowym, neopozytywistycznej proweniencji kryterium sensowności nie mogę powiedzieć, że wyrażenia odnoszone do Boga rozumiem.
Ponawiam więc apel: wyjaśnij te wyrażenia (ot, chocby na ww przykładzie byt osobowy całkowicie różny od świata percepowalnego) w ramach tego kryterium, bądź zaproponuj lepsze (lub przynajmniej równie dobre).
TurricaNOdp: Nie zabijaj! (do użytku wewnętrznego)
Moim zdaniem Bóg zabija, karze i tępi tylko i wyłącznie plugastwo typu alien, pijawa, robal, genokrad, hivemind itp... którego nie stworzył i z którym nie ma nic wspólnego !!!Alieny które powstały same z siebie i zgnilizny w innych światach poza układem słonecznym to pierwotne źródło grzechu niebian i ziemian.(ach, to obleśne pokładełko maślizgajne, od niego się zaczęły wszystkie świństwa, co za ohyda!!!) Za to nigdy nie karze tylko leczy przymusowo i bardzo skutecznie drogą psychiatryczną wszystkich zwyrodnialców wywodzących się z niebian i ziemian, czyli Jego stworzenia, (za wyjątkiem alienów - patrz wyżej), dzięki czemu oni przestają popełniać zło, a po wyleczeniu naprawiają wyrządzone szkody, np. ożywiają przez siebie zabitych, naprawiają istoty pokaleczone przez siebie, itp... Czyli ich nie zabija ani nie krzywdzi bo jest Miłością. A co do Biblii to prorokom się niebianie i ziemianie gdzieniegdzie pomylili z alienami i stąd ta sprzeczność. Czyli tam gdzie w Biblii z Boga robi się zabójcę, tam Bóg w rzeczywistości był zabójcą alienów, a nie niebian i ziemian. A prprocy pewnie aliena nie umieli od stworzenia bożego odróżnić. I stąd ten syf.
TurricaN
Zapomniałem dodać, że ukrzyżowanie to była Boża wpadka, a nie żaden zastępczy wet za wet jak się to powszechnie myśli. Po prostu wypadek przy pracy jak to bywa z misjonarzami którzy wpadną w łapy Czeka czy NKWD. A jeśli Bóg chciałby kogoś ukarać, to zgodnie z poprzednim moim postem karałby alienów, np wytracając ich całymi kwadrylionami w innych światach i gromadach gwiezdnych. A jak ktoś z Jego stworzeń, niebian i ziemian (wstrętne alieny NIE pochodzą od Niego!) zgrzeszy, to On je leczy a nie karze! A jak ktoś ma wątpliwości co do tego, to wiadomo, że wyrzynanie obcych alienów to i tak karanie ich w zastępstwie niebian i ziemian. Tak więc przypisywanie zła Bogu to jadowity bełkot alienów (z mlaskiem pokładełka, a fe!!!).

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365