 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-11-2004 20:31 | Zofia | Wielkie coś. | Gdyby materia nie istniała, kim bylibyście Racjonaliści? |
jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Gdyby twoi rodzice nie seksowali - kim byś była Zofijo?
|
|
 | | Drobner | > Gdyby twoi rodzice nie seksowali - kim byś była Zofijo?  Ty yejesie paskudny!!! Jak Tyś mógł przypuszczać, że Rodzice Zofii seksowali?! Nigdy w życiu tego nie robili! Całe to pytanie , to pytanie z nienarodzonych zawiatów! Że też ktokolwiek tu się udziela......... Toż to prowokacja................antyduchowo-antykościelno-antykatolicko-ateis > tyczna!Nie poznaliście się na tym? Drobner
|
|
|  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > Toż to prowokacja... antyduchowo - antykościelno - antykatolicko - ateistyczna! Nie poznaliście się na tym?W ogóle wszystko, co NIE JEST duchowo - kościelno - katolickie JEST antyduchowo - antykościelno - antykatolickie... No a na dodatek jest masońsko - liberalne...
|
|
|  | | Zośka | "Co Ty wiesz o zabijaniu, Drobner"
|
|
| Drobner | >Gdyby materia nie istniała, kim bylibyście Racjonaliści? Nie byłoby nas!
(Was też.)
|
|
| Asmoeth_Beta (307 punktów) | > Gdyby materia nie istniała, kim bylibyście Racjonaliści?A ja będę oryginalny - czystymi umysłami
|
|
 | | Jędrek | >A ja będę oryginalny... A ja pokrętny - Preegzystowalibyśmy w czystym boskim zamyśle, genialnym planie dzieła creatio ex nihilo . Bylibyśmy jego myślą... bylibyśmy SAMYM BOGIEM ! Czyż to nie piękne ? he he... A może droga Zofija wie jaki cel miał Wielki Kreator powołując do istnienia takie zakały jak my, Racjonaliści ?
|
|
|  | | PTRqwerty | To ja będę pokrętny  Czy można udowodnić istnienie materii? Nie można... podobnie jak nie można udowodnić istnienia krzesła. Wymagałoby to udowodnienia twierdzenia: "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości", co jest niemożliwe. Mogą spójnie okłamywać. Mało zdrowo rozsądkowe? No cóż... wg Einsteina "Zdrowy rozsądek to zbiór przesądów i uprzedzeń, nabytych w wieku do lat 10". Jakby nie patrzeć wpadłoby się tu w błędne koło: >
|
|
| |  | | PTRqwerty | - Przyjmuje świadectwo zmysłów, bo tak mówi mi zdrowy rozsądek. - A co to jest zdrowy rozsądek? - Zdrowy rozsądek jest to coś, dzięki czemu przyjmuję świadectwo zmysłów
|
|
| | |  | | webmaster (moderator) | >- Przyjmuje świadectwo zmysłów, bo tak mówi mi zdrowy rozsądek. No to źle ci mówi, bo zmysły bywają zawodne. Świadectwa trzeba poddawać sprawdzeniu.
|
|
| | | |  | | PTRqwerty | >>- Przyjmuje świadectwo zmysłów, bo tak mówi mi zdrowy rozsądek. >No to źle ci mówi, bo zmysły bywają zawodne. Świadectwa trzeba poddawać sprawdzeniu. > Które i tak będziesz musiał sprawdzić zmysłami. Nie chodzi o to, że zmysły ulegają np. iluzjom, ale o to, że jesteśmy od nich uzależnieni i wszelka nasz analiza rzeczywistości na nich się opiera. Co sprawdzisz, skoro i tak wynik odczytasz zmysłami, które mogą okłamywać. Widzisz nie chodzi mi o to, że twierdzę, że krzesło nie istnieje, ale o to, że nie można udowodnić, że jednak istnieje, bo zawsze trzeba się odwołać do zmysłów, którym trzeba zaufać. To, że zmysły dają jakąkolwiek wiedzę o rzeczywistości to tylko założenie praktyczne, a nie wynik czegokolwiek. To tylko aksjomat, bo jeśli się go nie przyjmie, to nie można dalej już nic badać. Niemniej nie da się udowodnić, że "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości".
|
|
| | | | |  | | webmaster (moderator) | >>Które i tak będziesz musiał sprawdzić zmysłami. Nie, mam jeszcze umysł.
>Nie chodzi o to, że zmysły ulegają np. iluzjom, ale o to, że jesteśmy od nich uzależnieni i wszelka nasz analiza rzeczywistości na nich się opiera. Nie wszelka, sprawdź hasło racjonalizm.
>Co sprawdzisz, skoro i tak wynik odczytasz zmysłami, które mogą okłamywać. Nie interesuje mnie nic ponad to, co można sprawdzić. Reszta to gdybanie.
>Widzisz nie chodzi mi o to, że twierdzę, że krzesło nie istnieje, ale o to, że nie można udowodnić, że jednak istnieje, bo zawsze trzeba się odwołać do zmysłów, którym trzeba zaufać. Nie interesuje mnie superhipermetafizycznierealne istnienie krzesła, tylko to, co składa się na całokształt wrażenia, jakie nazywam 'krzesłem'. Ty byś chciał więcej niż możliwe, a ja ci mówię: stop, nie masz podstaw to takich założeń.
>To, że zmysły dają jakąkolwiek wiedzę o rzeczywistości to tylko założenie praktyczne, a nie wynik czegokolwiek. Zależy bardzo od definicji rzeczywistości. Widocznie masz jakąś niespójną.
>To tylko aksjomat, bo jeśli się go nie przyjmie, to nie można dalej już nic badać. A co chciałbyś jeszcze badać?
>Niemniej nie da się udowodnić, że "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości". Tezy przeciwnej też nie, więc coś jest nie tak z samą tezą.
|
|
| | | |  | | Marek | >>- Przyjmuje świadectwo zmysłów, bo tak mówi mi zdrowy rozsądek. >No to źle ci mówi, bo zmysły bywają zawodne. Świadectwa trzeba poddawać sprawdzeniu. > Owszem, zmysły bywają zawodne. Jest jednak b. mało prawdopodobne aby zmysły większości ludzi zawodziły w identyczny lub b. podobny sposób. Toteż jeżeli większość populacji postrzega i opisuje krzesło (klasyczne) jako poziome siedzisko z czterema nogami i oparciem (czyli tak jak ja) mam mocne podstawy twierdzić, że odwzorowanie w mojej świadomości przedmiotu o nazwie "krzesło" jest poprawne. Podobnie w innych przypadkach. Musimy przyjąć, że nasze zmysły dostarczają naszej świadomości prawdziwą informację o świecie. Nie mamy innego wyjścia. Bo jezeli jest inaczej to na nic cała nasza nauka!
|
|
| | | | |  | | Jędrek | Zmysły zawodzą, rzecz jasna. Każdy trochę inaczej słyszy, czasem bardzo różnie widzimy kolory, ale cała reszta, to wyłącznie niuanse logicznego rozumowania, które zwodzą na manowce. Zauważcie, o ileż prostsze wydaje sie być funkcjonowanie bytów w sztuce myślenia nam odległych. Dwa tarmoszące się kocury nawet nie mają jak zastanowić się nad tym czy kłaki, które wydzierają sobie z grzbietów są wystarczjąco realne i czy przyczyna bijatyki siedząca na drzewie, i wreszcie samo drzewo są dosyć rzeczywiste i materialne nie zaś złudzeniem ich zmysłów kręcących się w błędnym kole PTRa  . Czasem zazdroszczę takim sierściuchom spokoju ducha. No chyba, że wszystko co nas otacza, włącznie z nami samymi to jeden wielki Matrix %-P
|
|
| | | | | |  | | PTRqwerty | Mnie się jednak nie podoba mówienie o Matrixie, bo wtedy myślimy o tej opowiastce z filmu. No, ale to tylko przykład. Tak czy inaczej dowodu na istnienie krzesła się nie przeprowadzi.
|
|
| | | | | | |  | | Jędrek | > Mnie się jednak nie podoba mówienie o Matrixie, bo wtedy myślimy o tej opowiastce z filmu. No, ale to tylko przykład.Tak, to tylko przykład, jeden z wielu możliwych. Zauważ w jakim tonie o nim wspomniałem  . Kino amerykańskie, przynajmniej tego gatunku mnie raczej brzydzi, a owe arcydzieło obejrzałem, hmm...ze społecznego obowiązku. W czasach kiedy były tylko dwa programy telewizji, a na filmy o Godzilli stało się dwustumetrowej kolejce, czytałem coś podobnego o zwariowanym naukowcu, który coś takiego skonstruował, a potem sam zaczął się zastanawiać kim jest. Zdaje się że źle skończył. > Tak czy inaczej dowodu na istnienie krzesła się nie przeprowadzi.Pozwól, że pod tym względem będę podobny do kocurów z mojego podwórka. W zupełności wystarczy mi to, że mam na czym siedzieć.
|
|
| |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Istnienia krzesła się nie udowadnia. Można jedynie umówić się co do warunków, jakie są konieczne, aby używać wobec czegoś nazwy krzesło. Taka umowa rozwieje twoje wątpliwości co do zwodniczego charakteru zmysłów. Przy okazji - czy udowodnisz istnienie zmysłów?
|
|
| |  | | Drobner | > Czy można udowodnić istnienie materii?Jeżeli mowa o dowodzie to zapewne naukowym. W naukach przyrodniczych 'materia' (/energia) jest pojęciem pierwotnym, jej istnienie jest aksjomatem. Aksjomatów się nie dowodzi. Filozofując: najprawdopodobniej nasze umysłowe pojęcie 'istnienie' powstało jako opis zmysłowego percepowania podstawowej własności tego, co nazywamy 'materią'. W pewnym więc sensie te pojęcia są równoważne, tożsame. Próbując dowodzić (filozoficznie, nie w naukach przyrodniczych) 'istnienia materii', dowodzilibyśmy w istocie czy: 'istnieje istnienie' lub (co równoważne) czy: 'materia jest materialna'. Sam zauważyłeś, że byłoby to błędne koło.
|
|
| | |  | | PTRqwerty | > >Czy można udowodnić istnienie materii?> Jeżeli mowa o dowodzie to zapewne naukowym.> W naukach przyrodniczych 'materia' (/energia) jest pojęciem pierwotnym, jej istnienie jest aksjomatem.> Aksjomatów się nie dowodzi.Się nie dowodzi, ale się je zakłada. > Filozofując: najprawdopodobniej nasze umysłowe pojęcie 'istnienie' powstało jako opis zmysłowego percepowania podstawowej własności tego, co nazywamy 'materią'. W pewnym więc sensie te pojęcia są równoważne, tożsame.Skąd masz wiedzę o prawdopodobieństwie tego, skoro całe swe istnienie jesteś zanużony w czymś, czego nie wiesz czy jest prawdziwe? Do czego się odnosisz by zbadać owe prawdopodobieństwo? > Próbując dowodzić (filozoficznie, nie w naukach przyrodniczych) 'istnienia materii', dowodzilibyśmy w istocie czy: 'istnieje istnienie' lub (co równoważne) czy: 'materia jest materialna'.> Sam zauważyłeś, że byłoby to błędne koło.Istnieć coś tam i może, ale nie mam pewności, czy właśnie to co widzę. >   BTW: Mam propozycję. Umieszczajmy kolejne wpisy na samym dole listy wpisów. Byłoby łatwiej.
|
|
| |  | | Drobner | >Czy można udowodnić istnienie materii? Nie można... Pomyślałem, poczytałem, pomyślałem jeszcze raz, pomyślałem jeszcze raz i ...... zgadzam się!
Poprawiam więc swój pierwszy post: (Gdyby materia nie istniała co byłoby z Racjonalistami?) To samo co z nieracjonalistami
PZDR!
|
|
| leo_z (935 punktów) | > Gdyby materia nie istniała, kim bylibyście Racjonaliści?wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. Gen:2-7 - można wnioskować, że bylibyśmy świeżym lub nie, tchnieniem pana B. - istnieje również domniemanie, że: 1. Pan B. miałby do dnia dzisiejszego czyste rączki, 2. Pan B. nie maiłby komu nadmuchać
|
|
 | | PTRqwerty | Marku
>Jest jednak b. mało prawdopodobne aby zmysły większości ludzi zawodziły w identyczny lub b. podobny sposób. Na jakiej zasadzie stwierdzasz, że jest bardzo mało prawdopodobne, że zmysły większości ludzi zawodzą w identyczny sposób? Do czego chcesz się odnieść, aby weryfikować prawdopodobieństwo czegoś takiego?
>Toteż jeżeli większość populacji postrzega i opisuje krzesło (klasyczne) jako poziome siedzisko z czterema nogami i oparciem (czyli tak jak ja) mam mocne podstawy twierdzić, że odwzorowanie w mojej świadomości przedmiotu o nazwie "krzesło" jest poprawne.
Jedyne czego może możesz być pewny to Twoje własne istnienie, wychodząc z rozumowania 'myślę więc jestem'. W żaden sposób jednak nie stwierdzisz, czy Twoje zmysły nie oszukują Ciebie. Pewności, że jest w ogóle komu cokolwiek udowadniać nie masz, bo nie możesz nie tylko udowodnić, czy krzesło istnieje, ale też czy inni ludzie istnieją czy nie. Możesz w to jedynie wierzyć, co jest założeniem praktycznym. Możesz się znajdować w łapach jakiejś potężnej Istoty (wcale niekoniecznie Boga), albo lub na przykład w łapach szalonych naukowców. Nie podobającym mi się obrazem tego problemu jest opowiastka z filmu "Matrix". "Matrix" dodatkowo pokazuje model, gdzie zmysły wielu osób w sposób spójny są okłamywane. Oczywiście możesz się odwołać do zdrowego rozsądku, który wg Einsteina jest zbiorem przesądów i uprzedzeń, nabytych w wieku do lat 10. Możesz się upierać, ale ostatecznie podpadniesz pod tego rodzaju rozumowanie: - Przyjmuje świadectwo zmysłów, bo tak mówi mi zdrowy rozsądek. - A co to jest zdrowy rozsądek? - Zdrowy rozsądek jest to coś, dzięki czemu przyjmuję świadectwo zmysłów To, że nie można udowodnić istnienia krzesła zdaje się być wiadome dosyć powszechnie i aż dziwne, że ktoś się nie zgadza. Można dowodzić jakie są właściwości tego zjawiska jakim jest krzesło w oparciu o szereg aksjomatów, logikę i aparaturę naukową, ale nie można się wypowiedzieć w kwestii istnienia bądź nieistnienia krzesła. Można się z tym nie zgadzać i wtedy być jak Alicja w Krainie Czarów. Nic (powtarzam: Nic, Nic, ) nie wiemy o tym, czy zmysły nas poprawnie informują o rzeczywistości czy nie. Kiedy śnimy dostrzegamy obrazy, słyszymy dźwięki, dotykamy, a nawet ucinamy sobie całkiem sensowne dyskusje. Wydaje się być wtedy wszystko racjonalne. Tak jak i teraz się to wydaje. Można zawsze zachowywać się jak Alicja w Krainie Czarów i się nie zgadzać z tym. Może nasze obecne istnienie jako człekokształtnych ssaków nie ma charakteru jaki mu przypisujemy, a kiedy się obudzimy będziemy Szachowymi Królami.
Cytat: (...) Wzięli Alicję za ręce i zaprowadzili do śpiącego Króla. - Wzruszający widok, nieprawdaż? - rozczulił się Tralabum. Alicja nie umiała szczerze przyznać mu racji. Skulony pod drzewem Król miał na głowie długą, czerwoną szlafmycę z pomponem i wyglądał raczej jak kupka pomiętych szmat. W dodatku chrapał przeraźliwie głośno. - On się kiedyś dochrapie biedy! - stwierdził Tralabum. - Prędzej złapie katar od leżenia na mokrej trawie - zauważyła Alicja, która była bardzo rozsądną dziewczynką. - Coś mu się śni - powiedział Tralabim. - A wiesz co? - Tego nikt nie zgadnie - odparła Alicja. - A ja wiem! - pochwalił się Tralabim, klaszcząc w dłonie. - Ty mu się śnisz! A wiesz, gdzie będziesz, kiedy przestaniesz mu się snić? - Tu, gdzie jestem, też pytanie! - wzruszyła ramionami Alicja. - Akurat! - skrzywił się pogardliwie Tralabim. - W ogóle cię nie będzie! Bo istniejesz tylko na niby, w jego śnie! - Gdyby ten oto Król obudził się - rzekł z namaszczeniem Tralabum - zniknęłabyś natychmiast, jakby ktoś zdmuchnął świeczkę. - Nieprawda! - obraziła się Alicja. - A poza tym, jeżeli ja istnieję tylko w jego śnie, to gdzie wy istniejecie, jeśli wolno wiedzieć? - Tamże - odparł Tralabum. - Tamże samże! - zawołał Tralabim. - Ciszej! - upomniała go Alicja. - Nie hałasujcie tak, bo go obudzicie. - Akurat ty nie powinnaś się wypowiadać w sprawie budzenia go - zauważył Tralabum. - Istniejesz przecież tylko w jego śnie. Dobrze wiesz, że nie jesteś prawdziwa. - Jestem prawdziwa! - zaprotestowała Alicja i rozpłakała się. - Szkoda łez - burknął Tralabim. - I tak nie staniesz się od tego prawdziwsza, a poza tym nie ma powodu. - Gdybym nie była prawdziwa - chlipnęła Alicja, jednak śmiejąc się przez łzy, bo wszystko to razem było bardzo śmieszne - to moje łzy nie byłyby mokre. - Chyba nie sądzisz, że to prawdziwe łzy? - przerwał jej pogardliwym tonem Tralabum.
"Alicja po tamtej stronie lustra" Lewis Carroll
|
|
|  | | leo_z (935 punktów) | >(...)Pewności, że jest w ogóle komu cokolwiek udowadniać nie masz, bo nie możesz nie tylko udowodnić, czy krzesło istnieje, ale też czy inni ludzie istnieją czy nie. Możesz w to jedynie wierzyć, co jest założeniem praktycznym...
Założenie, że żyjemy w matriksie i jesteśmy "kogoś tam" lub "czegoś tam" ułudą, wcale nie neguje prawdziwości krzesła. Istnienie krzesła "udowadniamy" poprzez nasze doznania np. poprzez fakt, że każda - nieograniczona ilość osób będzie postrzegała krzesło tak samo tj. jako "coś" o konstrukcji składającej się z płaskiej płaszczy na czterech podporach. Spytaj się tej samej liczby osób jak wygląda Bóg i poproś o szczegółowy opis - ciekawe co otrzymamy.
|
|
 | | Jędrek | > - istnieje również domniemanie, że:> 1. Pan B. miałby do dnia dzisiejszego czyste rączki,> 2. Pan B. nie maiłby komu nadmuchać  nieśmiało dodam jako punkt trzeci, że: 3. Pan B. nie miałby też czym nadmuchać Wszak tchnienie jako takie takie, świeże czy nie już mniejsza o to, jest mieszaniną gazów i innego smrodu, a wiec fakt faktem materią, choć na to nie wygląda gdyż go nie widać. Amen ;-P
|
|
|  | | PTRqwerty | webmaster> >Które i tak będziesz musiał sprawdzić zmysłami.> Nie, mam jeszcze umysł.Który analizuje strumień informacji przekazany przez zmysły. > >Nie chodzi o to, że zmysły ulegają np. iluzjom, ale o to, że jesteśmy od nich uzależnieni i wszelka nasz analiza rzeczywistości na nich się opiera.> Nie wszelka, sprawdź hasło racjonalizm.To nie ma nic do rzeczy. Analizujemy rzeczywistość którą pokazują nam zmysły. Nie możemy zbadać, czy czasem nie okłamują. > >Co sprawdzisz, skoro i tak wynik odczytasz zmysłami, które mogą okłamywać.> Nie interesuje mnie nic ponad to, co można sprawdzić. Reszta to gdybanie.Mnie również nic więcej nie interesuje, a nie można sprawdzić czy zmysły pokazują nam prawdziwą rzeczywistość. Nie można. Reszta to gdybanie. > >Widzisz nie chodzi mi o to, że twierdzę, że krzesło nie istnieje, ale o to, że nie można udowodnić, że jednak istnieje, bo zawsze trzeba się odwołać do zmysłów, którym trzeba zaufać.> Nie interesuje mnie superhipermetafizycznierealne istnienie krzesła, tylko to, co składa się na całokształt wrażenia, jakie nazywam 'krzesłem'. Ty byś chciał więcej niż możliwe, a ja ci mówię: stop, nie masz podstaw to takich założeń.Ja nie czynię żadnych założeń. Ja właśnie wskazuję, że przekonanie o oczywistym istnieniu krzesła jest owym założeniem. Stop, nie mamy prawa do tego założenia. Zgadzam się. > >To, że zmysły dają jakąkolwiek wiedzę o rzeczywistości to tylko założenie praktyczne, a nie wynik czegokolwiek.> Zależy bardzo od definicji rzeczywistości. Widocznie masz jakąś niespójną.Zmysły mogą nam pokazywać najzwyczajniej nieprawdę, podczas gdy my spoczywamy sobie na stołach zamrożeni w jakimś ciekłym płynie  albo jesteśmy jakimiś bliżej nie określonymi bytami.... Nie możemy sprawdzić, czy zmysły nas poprawnie informują o rzeczywistości. > >To tylko aksjomat, bo jeśli się go nie przyjmie, to nie można dalej już nic badać.> A co chciałbyś jeszcze badać?To czy zmysły nas poprawnie informują o rzeczywistości. > >Niemniej nie da się udowodnić, że "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości".> Tezy przeciwnej też nie, więc coś jest nie tak z samą tezą.Zgadzam się. Jest coś nie tak z przekonaniem, że zmysły poprawnie informują nas o rzeczywistości. Jędrek> >Tak czy inaczej dowodu na istnienie krzesła się nie przeprowadzi.> Pozwól, że pod tym względem będę podobny do kocurów z mojego podwórka. W zupełności wystarczy mi to, że mam na czym siedzieć.Chętnie bym się przychylił do tej supliki, ale nazbyt często forumowicze tego forum nie zgadzają się, gdy ktoś poczyni sobie jakieś a prioryczne założenia, więc podobnie: To co mówisz to jedynie wiara. Oczywiście ja osobiście nie mam nic przeciwko wierze.
|
|
| |  | | Jędrek | > Chętnie bym się przychylił do tej supliki...Ja się nie skarże na swój los. Wręcz przeciwnie, całkiem nieźle mi się wiedzie. Wiesz, jakiś czas temu zauważyłem pewną trudność w prowadzeniu dyskusji z osobami wierzącymi. Niby tacy sami ludzie, a żyjący jakby w innym świecie. Nie był bym sobą, gdybym nie miał wątpliwości co do słuszności tego spostrzeżenia. Ale oto widze człowieka, który bezkrytycznie przyjmuje istnienie pewnych bytów abstrakcyjnych, nie mającego nic przeciwko zjawisku zwanemu wiarą, a skłaniającego się w kierunku negowania wszystkiego co materialne, rzeczywiste, namacalne. Bardzo spodobał mi się Twój wywód, ale dla mnie to nic więcej jak tylko meandry logicznego rozumowania, żaden zaś triumf wiary nad poznaniem. Najwyżej temat do jakiejś noweli z gat. S-F albo kolejnego odcinka durnego Matrixa. Możesz dalej brnąć w tę ślepę uliczkę, i równie dobrze zastanawiać się ile aniołów może zmieścić się na ostrzu szpilki. Jeżeli nawet pewnego dnia ponad wszelką wątpliwość dojdziesz do wniosku, że Twoje krzesło nie istnieje, to gwaranyuję Ci, na pewno nie wylądujesz na podłodze, choć znając argumentację ludzi Twojego pokroju, pewnie powiesz, że podtrzymali Cię Cherubini Niebiescy. Ja cieszę się, że mam dom i ogród w którym stoją drzewa, że dzieciak mi rośnie, i różnimy się jeszcze tym, że nie stawiam wszystkiego na głowie, żeby za wszelka cenę choć przez chwilę poczuć się kimś ważnym, czego i Tobie życzę. Trzymaj sie ciepło, Jędrek
|
|
| | |  | | PTRqwerty | jeyesTak, ale taka umowa to założenie wzięte z kosmosu. Jest to założenie wzięte na wiarę. Z faktu, że nie możemy sprawdzić czy nasze zmysły pokazują rzeczywistość, lub - jak nie bez racji piszesz - że nie wiemy nawet czy posiadamy zmysły (choć coś tam widzimy, ale nie mamy pewności, że to dzięki zmysłom, które możemy obserwować), a nawet czy myślimy sami, czy też nasze myśli są myślone przez jakąś Istotę, wynika, że w istocie rzeczy nie wiemy NIC (powtórzmy: Nic, Nic) o rzeczywistości pewnego. Obserwujemy tylko jakieś zjawiska i badamy obserwowane fenomeny. Jest to jakieś tam poznanie przez wiarę... JędrekW jakim innym świecie?  Mówisz, że dobrze Ci się żyje. Nie wątpię  Ale co z tego? Kiedy śnisz, też wydaje się wtedy, że wszystko jest niby w porządku. Ja nie twierdzę ponadto, że krzesło nie istnieje, a jedynie że nie można udowodnić, że istnieje.  I w tym mam rację. Nie przez przypadek wybrałem te forum by to prezentować. Jednym z podstawowych założeń tu czynionych jest oparcie się na strumieniu informacji przekazywanym przez "zmysły" i w oparciu o nie krytyka wiary w Boga. Wielu tutejszych forumowiczów jako sceptycy odrzucili wiarę w Boga i oparli się na zmysłach, a ja właśnie pokazuję, że nie za bardzo jest pewne czy jest owa podpurka. Cóż to za sceptyk, który nie jest gotów zwątpić we własne zmysły... Skoro jednak o rzeczywistości pewnej wiedzy nie posiadamy, to pozostajemy na bardzo podstawowym etapie - aksjomaty są jednak do czegoś potrzebne. Możesz oprzeć się na zdrowym rozsądku, który jak już pokazałem jest tu żadnym kryterium oceny. Zdrowy rozsądek ma pierwsza lepsza gosposia domowa i się nim kieruje. Tam jednak, gdzie ów zdrowy rozsądek kłóci się z logiką, ten pierwszy ustępuje logice. W tym problemie każdy widzi, że logicznie nie posiadamy wiedzy pewnej o otoczeniu (i to nie tylko w sensie, że nauka nie ukończyła dzieła, ale że nie ma dowodu, że nie "śnimy", a badamy tylko rzeczywistość tego "snu"), a nauka bada jedynie świat zjawisk i fenomenów nam dany, o którego naturze bytu jednak nie możemy się wypowiedzieć. Wiara to przyjęcie tezy nie mającej dowodu. Wiara w Boga jaką posiada wielu ludzi jest świadomym założeniem bez dowodu (chyba że ktoś miał poznanie mistyczne) - mówimy, że wierzymy, a nie że wiemy. Natomiast przekonanie, że "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości" jest nie tylko wiarą, ale też niezwykle często wiarą nieuświadomioną. Taki człowiek sądzi, że jego wiara jest oczywista i daje jej w istocie rangę wiedzy. Wierzy zaś tak, bo się tu urodził, pośród wielu ludzi, którzy tę wiarę nieuświadomioną podzielają. Nie neguję istnienia krzesła, a jedynie pokazuję, że nie można udowodnić jego istnienia. Jeśli zaś ktoś się upiera, że skoro on wierzy, że istnieje krzesło, to krzesło istnieje, to równie dobrze ja mogę powiedzieć, że wierzę że istnieje Bóg, więc Bóg istnieje. Doprawdy wielką moc byśmy oboje posiadali. Z samego faktu wiary, byty zaczynają istnieć. Pójdźmy z prezentacją tego problemu dalej. Nie wiemy więc czy coś istnieje. Możemy sobie tylko wierzyć, zakładać lub chcieć. Skoro już wiemy, że o rzeczywistości NIC nie wiemy, to stajemy przed problemem, które obiekty przyjąć do wiadomości, a które nie. Musimy więc określić do tego kryterium. Mamy obiekty: PTR (tu każdy wstawia Sam Siebie); osoby, które kochamy; inni ludzie; ludzie z naszych snów; kamień; Bóg; gwiazdy; drzewo; krasnoludki; Kapitan Planeta; klawiatura Pytanie: Istnienie których z powyższych obiektów ZAKŁADASZ (czyli już nie trzeba dowodzić  ) i DLACZEGO (czyli trzeba podać kryterium)? Wielu przyjmie za kryterium zdrowy rozsądek, czyli założy istnienie TYLKO TYCH bytów, które są postrzegane zmysłami. Z powyższej listy wybiorą zatem: samego siebie; ukochane osoby (żyjące); innych ludzi (na tym świecie); ludzi ze snów chyba nie, prawda?; kamień; gwiazdy; drzewo; klawiatura No i świetnie. Ja mam jednak inne kryterium. - zakładam sobie przy przyjmowaniu do wiadomości istnienia bytów stosować zasady logiki (oczywiście jest to założenie wzięte z kosmosu, bo co ma logika do rzeczywistości, ale tak sobie zakładam i już  ) - przyjmuję istnienie tylko tych bytów, które są mi do czegoś POTRZEBNE - przyjmuję istnienie tylko tych bytów, których istnienia CHCĘ (pragnę) Z wyliczanki wybrałbym więc: PTR; ukochane osoby (niekoniecznie żyjące na tym świecie); innych ludzi (nie tylko na tym świecie); kamień; Bóg; gwiazdy; drzewo; klawiatura Oczywiście jestem świadomy, że te moje niby - kryteria to zwykłe, ordynarne chciejstwo, wiara i rojenia czystej wody. Problem w tym, że TWOJE RÓWNIEŻ i niestety tylko na chciejstwa jesteśmy w tym konkretnym temacie skazani. Nasze oba kryteria są skrajnie SUBIEKTYWNE, tyle, że ja nie czynię próby uniwersalizacji mojego, nie nazywam go "zdrowym rozsądkiem" i nie boleję nad tym, jak mało ludzi moje kryterium podziela. Jakie argumenty przedstawi więc druga strona? - Pierwszy argument jest taki, że na przyjęcie kryterium "zdrowego rozsądku" jesteśmy "skazani", bo inaczej będziemy "bezradni". Ja tam z moim kryterium jakoś się "bezradny" nie czuję  . A ktoś inny może wymysli jeszcze jakieś Swoje, o wiele lepsze od naszych obu razem wziętych i zapewne On także "bezradny" nie będzie. - Drugi argument jest taki, że zmysły ma każdy. No pewnie, że ma każdy, ale potrzeby i pragnienia także ma każdy (patrz moje kryterium) - Kolejne argumenty opierają się głównie na dodawaniu różnym innym teoriom (o których wiemy już, że są tak samo dobre jak ta o obiektywnym istnieniu materii) różnych przymiotników, typu: "pokrętne", "śmieszne" itp. W opozycji zaraz zostaje wysunięta Drugiej strony teoria, która "śmieszna" ani "pokrętna" nie jest. Na te argumenty nie znajduję odpowiedzi, bo one jakoś za mało ścisłe dla mnie są... Zaś moje argumenty: Argumenty moich przeciwników wypływają ze "zdrowego rozsądku". Naturalnym jest więc dociekanie, czym ów zdrowy rozsądek jest (chyba, że ktoś przyzna, że jest to tylko pojęcie pierwotne). Tak czy inaczej zostaje "zdrowy rozsą
|
|
| | | |  | | PTRqwerty | Zaś moje argumenty: Argumenty moich przeciwników wypływają ze "zdrowego rozsądku". Naturalnym jest więc dociekanie, czym ów zdrowy rozsądek jest (chyba, że ktoś przyzna, że jest to tylko pojęcie pierwotne). Tak czy inaczej zostaje "zdrowy rozsądek" skazany na takowe błędne koło: - Przyjmuje świadectwo zmysłów, bo tak mówi mi zdrowy rozsądek. - A co to jest zdrowy rozsądek? - Zdrowy rozsądek jest to coś, dzięki czemu przyjmuję świadectwo zmysłów "Zdrowy rozsądek" nie jest pojęciem obiektywnym (vide definicja Einsteina: "Zdrowy rozsądek to zbiór przesądów i uprzedzeń, nabytych w wieku do lat 10"). Ponadto zauważmy też, że pomiędzy naszymi stanowiskami nie ma symetrii. Zwolennicy zdrowego rozsądku uważają, że ludzie powinni się tym kryterium kierować i uważają, że tkwi w nim "coś więcej" niż zwykła wiara i chciejstwo, a ja jestem świadom, że moje na niczym się nie opiera i wzięte jest z kosmosu i co najwyżej mogę dzielić się świadectwem swojej wiary. Pozdrawiam  PS. Jeśli kto zechce dyskutować, to proszę rozważnie z argumentami 'retorycznymi' w stylu: "Równie dobrze można wierzyć w krasnoludki". Myślę, że wielokrotnie pokazałem, że taka retoryka do niczego nie prowadzi (Wiemy czym w naszej kulturze są krasnoludki i wiemy czym w naszej kulturze jest Bóg).
|
|
| | | | |  | | Drobner | Ad meritum: poszukaj mojego posta wyżej
>PS. Jeśli kto zechce dyskutować, to proszę rozważnie z argumentami 'retorycznymi' w stylu: "Równie dobrze można wierzyć w krasnoludki". Myślę, że wielokrotnie pokazałem, że taka retoryka do niczego nie prowadzi (Wiemy czym w naszej kulturze są krasnoludki i wiemy czym w naszej kulturze jest Bóg). 1. obiektywne istnienie czy nieistnienie nie zależy od kulturowego znaczenia obiektu; 2. dlatego min. twierdzimy, że 'wypowiedzi o Bogu' to czysta retoryka....
|
|
| | | | | |  | | PTRqwerty | >Ad meritum: poszukaj mojego posta wyżej >>PS. Jeśli kto zechce dyskutować, to proszę rozważnie z argumentami 'retorycznymi' w stylu: "Równie dobrze można wierzyć w krasnoludki". Myślę, że wielokrotnie pokazałem, że taka retoryka do niczego nie prowadzi (Wiemy czym w naszej kulturze są krasnoludki i wiemy czym w naszej kulturze jest Bóg). >1. obiektywne istnienie czy nieistnienie nie zależy od kulturowego znaczenia obiektu; >2. dlatego min. twierdzimy, że 'wypowiedzi o Bogu' to czysta retoryka....
1. zgadzam się 2. Zupełnie to nie wynika. Ty chcesz podważyć wszelkie poznanie nieoparte o Twoje kryterium zdrowego rozsądku tylko.
|
|
| | | | | | |  | | Drobner | >>1. obiektywne istnienie czy nieistnienie nie zależy od kulturowego znaczenia obiektu; >>2. dlatego min. twierdzimy, że 'wypowiedzi o Bogu' to czysta retoryka.... >1. zgadzam się >2. Zupełnie to nie wynika. Ty chcesz podważyć wszelkie poznanie nieoparte o Twoje kryterium zdrowego rozsądku tylko. Ad Twój p. 2 To nie był wniosek, nie musiał wynikać. Sformułuję to inaczej: Tak jak dla Ciebie i nas temat 'istnienia krasnoludków' to retoryka, dla nas, również temat istnienia jakiegokolwiek boga to retoryka.
|
|
| | | | | | | |  | | PTRqwerty |
>Ad Twój p. 2 >To nie był wniosek, nie musiał wynikać. >Sformułuję to inaczej: >Tak jak dla Ciebie i nas temat 'istnienia krasnoludków' to retoryka, dla nas, również temat istnienia jakiegokolwiek boga to retoryka.
Tak, ale opierasz się na kryterium zdrowego rozsądku. Wcale nie jest jasne, że jest to kryterium konieczne
|
|
| | | | | | | | |  | | Drobner | >>Tak jak dla Ciebie i nas temat 'istnienia krasnoludków' to retoryka, dla nas, również temat istnienia jakiegokolwiek boga to retoryka. >Tak, ale opierasz się na kryterium zdrowego rozsądku. Wcale nie jest jasne, że jest to kryterium konieczne Niekoniecznie 'zdrowy rozsądek' to wchodzi w grę! Raczej sprawdzalność, doświadczalność! Nie znam się na tym, alej jak sam wiesz, doświadczanie krasnboludków nie jest powszechne ani powtarzalne, doświadczanie boga też nie jest powszechne ani powtarzalne! ('wywoływalne'). (jak sam też wiesz) I dlatego niektórzy nie umieją zrozumieć, nie umieją pojąć o czym mówicie! To dla nich NIGDY NIE ZAISTNIAŁO!
|
|
| | | | | | | | |  | | Drobner | To dla .......NAS.........nigdy nie zaistniało (jak choćby materia)
|
|
| | | | |  | | Drobner | >>Filozofując: najprawdopodobniej nasze umysłowe pojęcie 'istnienie' powstało jako opis zmysłowego percepowania podstawowej własności tego, co nazywamy 'materią'. W pewnym więc sensie te pojęcia są równoważne, tożsame. >Skąd masz wiedzę o prawdopodobieństwie tego, skoro całe swe istnienie jesteś zanużony w czymś, czego nie wiesz czy jest prawdziwe? Do czego się odnosisz by zbadać owe prawdopodobieństwo?
Nie jestem filozofem ani językoznawcą. Określenia 'najprawdopodobniej' użyłem w kontekście pochodzenia, semantyki słowa 'istnienie'
|
|
| | | | | |  | | PTRqwerty | > >>Filozofując: najprawdopodobniej nasze umysłowe pojęcie 'istnienie' powstało jako opis zmysłowego percepowania podstawowej własności tego, co nazywamy 'materią'. W pewnym więc sensie te pojęcia są równoważne, tożsame.> >Skąd masz wiedzę o prawdopodobieństwie tego, skoro całe swe istnienie jesteś zanużony w czymś, czego nie wiesz czy jest prawdziwe? Do czego się odnosisz by zbadać owe prawdopodobieństwo?> Nie jestem filozofem ani językoznawcą. Określenia 'najprawdopodobniej' użyłem w kontekście pochodzenia, semantyki słowa 'istnienie'> A czy mógłbyś dalej poprowadzić rozważanie jaki ma wpływ znaczenie słowa "istnienie" na ten temat? Tzn. pewnie ma, skoro napisałeś. Ja się zgadzam, że to co rozumiemy przez "istnienie" jest powiązane z tym co nazywamy "materią" (krzesłem, komputerem, jabłkiem), ale przecież w trakcie snu również dostrzegasz "istnienie" jakiejś "materii" i wydaje się to "racjonalne". Tak jak teraz się to wydaje.
|
|
| | | | | | |  | | Drobner | > Ja się zgadzam, że to co rozumiemy przez "istnienie" jest powiązane z tym co nazywamy "materią", ale przecież w trakcie snu również dostrzegasz "istnienie" jakiejś "materii" i wydaje się to "racjonalne". Tak jak teraz się to wydaje.  Ale 'istnienie materii' jest powszechym doświadczeniem ludzi. Między innymi dlatego 'wiemy'(?) o czym tu dyskutujemy. Konkretny sen jest doświadczany jedynie przez śpiącego. Nie może być doświadczony przez nikogo innego. Mało tego - nawet przez 'właściciela' snu nie może byś 'sprawdzony', bo na ogół jest 'niepowtarzalny', nie jest 'wywoływalny'.
|
|
| | | | | | | |  | | PTRqwerty | > >Ja się zgadzam, że to co rozumiemy przez "istnienie" jest powiązane z tym co nazywamy "materią", ale przecież w trakcie snu również dostrzegasz "istnienie" jakiejś "materii" i wydaje się to "racjonalne". Tak jak teraz się to wydaje.  > Ale 'istnienie materii' jest powszechym doświadczeniem ludzi. Między innymi dlatego 'wiemy'(?) o czym tu dyskutujemy.> Konkretny sen jest doświadczany jedynie przez śpiącego. Nie może być doświadczony przez nikogo innego.Co z tego? Powszechnym doświadczeniem ludzi jest też widzenie różnych bytów podczas snów. Zmysły mogą spójnie okłamywać wszystkich ludzi (jakaś potężna Istota, lub Matrix). Mało tego - nawet przez 'właściciela' snu nie może byś 'sprawdzony', bo na ogół jest 'niepowtarzalny', nie jest 'wywoływalny'. > A jak wywołasz i sprawdzisz "rzeczywistość", która jest Ci aktualnie dana ?
|
|
| | | | | | | | |  | | Drobner | >>A jak wywołasz i sprawdzisz "rzeczywistość", która jest Ci aktualnie dana ? ona ........ 'jest' ........
|
|
| | | | | | | | |  | | Drobner | >Powszechnym doświadczeniem ludzi jest też widzenie różnych bytów podczas snów. Ale to nie jest sprawdzalne, doświadczalne przez innych ludzi! WŁAŚNIE TO JEST TYM KRYTERIUM ....
>Zmysły mogą spójnie okłamywać wszystkich ludzi (jakaś potężna Istota, lub Matrix). Zdaje się, że zaczynaliśmy od materii! Proszę nie wprowadzać nowych pojęć (oprócz snu), o których istnieniu nie mówiliśmy ...
>Mało tego - nawet przez 'właściciela' snu nie może byś 'sprawdzony', bo na ogół jest 'niepowtarzalny', nie jest 'wywoływalny'. >>A jak wywołasz i sprawdzisz "rzeczywistość", która jest Ci aktualnie dana ? Powiem jeszcze raz: Ona..............jest............. nam wszystkim........dana............(tzn. doświadczalna..........)
|
|
| | | | | | | | | |  | | PTRqwerty | Drobner> ona ........ 'jest' ........No takie założenia możesz sobie stawiać. To teraz napisz dowód, że twierdzenie "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości" jest prawdziwe.  > Ale to nie jest sprawdzalne, doświadczalne przez innych ludzi! WŁAŚNIE TO JEST TYM KRYTERIUM ....Udowodnij, że istnieją inni ludzie, krzesło, itp. To zmysłami sprawdzasz, że inni ludzie coś tam! a masz dopiero co udowodnić, że zmysły Cię nie okłamują. > Zdaje się, że zaczynaliśmy od materii! Proszę nie wprowadzać nowych pojęć (oprócz snu), o których istnieniu nie mówiliśmy ...Chodzi o udowodnienie twierdzenia "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości". Jak chcesz udowadniać istnienie materii bez udowodnienia tego twierdzenia? > Powiem jeszcze raz:> Ona..............jest............. nam wszystkim........dana............(tzn. doświadczalna..........)aprioryzm > Ale 'istnienie materii' jest powszechym doświadczeniem ludzi. Między innymi dlatego 'wiemy'(?) o czym tu dyskutujemy.Drobnerze to, że nie można udowodnić istnienia krzesła jest dość powszechnie wiadome.... Ja wiem, że ateista scjentyczny się z tym łatwo nie zgodzi, ale przypominam co już kiedyś ktoś tu pisał: "Wyliczmy w punktach nieuzasadnione założenia i błędy logiczne należące do dziedziny tautologii (idem per idem), ekwiwokacji i ignotum per ignotum (nieznane przez nieznane),w ateistycznej metodzie poznawania świata. Oto one: 1) Rzeczywistość to zgodność z obserwacją, więc moja obserwacja jest zgodna z rzeczywistością, bo rzeczywistość jest tym, co obserwuję (ewidentny błąd logiczny z klasy idem per idem - błędne koło). 2) Poprawnie obserwuję rzeczywistość, bo rzeczywistość jest tym, co poprawnie obserwuję (znów ewidentny błąd logiczny z klasy idem per idem). " > Nie znam się na tym, alej jak sam wiesz, doświadczanie krasnboludków nie jest powszechne ani powtarzalne, doświadczanie boga też nie jest powszechne ani powtarzalne! ('wywoływalne'). (jak sam też wiesz)Dobrze, podyskutujmy o krasnoludkach. Krasnale po pierwsze to stwory z bajek. Po drugie byłyby to byty materialne, a nie transcendentne. Krasnale to nie byty ontologiczne. To zwykłe byty. Można do nich zastosować Brzytwę Ockhama i je nią odrzucić. Brzytwy Ockhama nie można zastosować wobec bytu, który jest transcendentny, gdyż ona wykluczy ten Byt nawet jeśli On istnieje. leo_z> Założenie, że żyjemy w matriksie i jesteśmy "kogoś tam" lub "czegoś tam" ułudą, wcale nie neguje prawdziwości krzesła. Istnienie krzesła "udowadniamy" poprzez nasze doznania np. poprzez fakt, że każda - nieograniczona ilość osób będzie postrzegała krzesło tak samo tj. jako "coś" o konstrukcji składającej się z płaskiej płaszczy na czterech podporach.No więc tak. Jak dość dobrze wiemy po Ziemi nie chodzą olbszymy, ale chodzą koty. W tym sensie wiemy, że olbrzymy nie istnieją, a koty istnieją. Ja jednak stawiam problem, że nie można udowodnić twierdzenia "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości", gdyż zawsze trzeba się odwołać do zmysłów. To, że mówimy, że koty istnieją zasadza się na aprioryzmie, że "Zmysły poprawnie mnie informują o rzeczywistości". Odwołujesz się do innych osób. A w jaki sposób się dowiedziałeś o ich istnieniu jak za pomocą zmysłów? A więc to nie jest dowód. Ty dopiero co masz udowodnić, że możesz zmysłom zaufać. > Spytaj się tej samej liczby osób jak wygląda Bóg i poproś o szczegółowy opis - ciekawe co otrzymamy.A w którym miejscu napisałem, że twierdzę, że mój pogląd trzeba przyjąć z jakiejś tam "konieczności" ? To nie ja nazywam swoje kryterium (dla erystycznego wzmocnienia jego) "zdrowym" rozsądkiem. Natomiast kryterium "zdrowego rozsądku" podbada pod kilkakrotnie już pokazane tu błędne koło. PS. Nie odpisujecie list do listem i mogłem jakiś list przeoczyć... Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | |  | | leo_z (935 punktów) | >No więc tak. Jak dość dobrze wiemy po Ziemi nie chodzą olbszymy, ale chodzą koty. W tym sensie wiemy, że olbrzymy nie istnieją, a koty istnieją. Ja jednak stawiam problem, że nie można udowodnić twierdzenia "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości", gdyż zawsze trzeba się odwołać do zmysłów. To, że mówimy, że koty istnieją zasadza się na aprioryzmie, że "Zmysły poprawnie mnie informują o rzeczywistości". Odwołujesz się do innych osób. A w jaki sposób się dowiedziałeś o ich istnieniu jak za pomocą zmysłów? A więc to nie jest dowód. Ty dopiero co masz udowodnić, że możesz zmysłom zaufać. Coś mi się wydaje, że nie do końca zostałem zrozumiany. Przypominam co zaznaczyłem na wstępie ...założenie, że żyjemy w matriksie i jesteśmy "kogoś tam" lub "czegoś tam" ułudą, wcale nie neguje prawdziwości krzesła. Nawet przy założeniu, że jesteśmy tworem swoistej ułudy, to zauważ, że w tej ułudzie nasze postrzeganie dzielimy na te realne dot. postrzeganej rzeczywistości (może złudnej, ale zawierającej się w jakimś naszym kryterium realności) oraz na te, które w naszym postrzeganiu uznajemy za znaczeniowo nierealne. Fakt, że tekst, który napisałem jest zapisem elektronicznym (niematerialnym w naszym pojmowaniu) nie znaczy, że tego tekstu nie ma dla naszych zmysłów. Tekst ten można byłoby uznać za ułudę, gdybym to tylko ja twierdził, że on istnieje i tenże fakt wmawiał innym. Jednak ten niematerialny zapis elektroniczny mogę przedstawić wszystkim tym, którzy potrafią spełnić określone warunki odbioru tego tekstu (internet, modem, sprzęt komputerowy, monitor itp.). Staje się tu zasadne pytanie, czy fakt, że ten tekst jest li tylko zapisem elektronicznym przeczy jego prawdziwości istnienia.
>>Spytaj się tej samej liczby osób jak wygląda Bóg i poproś o szczegółowy opis - ciekawe co otrzymamy. >A w którym miejscu napisałem, że twierdzę, że mój pogląd trzeba przyjąć z jakiejś tam "konieczności" ? To nie ja nazywam swoje kryterium (dla erystycznego wzmocnienia jego) "zdrowym" rozsądkiem. Natomiast kryterium "zdrowego rozsądku" podbada pod kilkakrotnie już pokazane tu błędne koło. Wybacz, ale w żadnym momencie nie zarzucam Tobie, że coś napisałeś lub twierdzisz. Odniosłem się tylko do oceny możliwości postrzegania krzesła jako takiego. Tak Ty jak i ja możemy odpowiadać tylko za to co sami napisaliśmy. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | PTRqwerty | leo_z Zanim odpowiem chcę coś uściślić. Spróbuję tak: Jeżeli wstępnie przyjmiemy za prawdziwe twierdzenie "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości", co jest tylko aksjomatem, to wtedy przez istnienie rozumiemy, że coś udaje się zaobserwować albo zmysłami, albo za pomocą specjalistycznej aparatury, na którą jednak patrzymy również zmysłami. Ja zaś zadaję pytanie o to, czy można ten aksjomat, że "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości" udowodnić i stwierdzam, że nie, ponieważ zawsze będzie się trzeba przy weryfikacji, a nawet przy określaniu prawdopodobieństwa odnosić do owych zmysłów. Jesteśmy zanurzeni w świecie zjawisk, który jest nam dany, ale nie potrafimy stwierdzić jaka jest natura (że tak to ujmę) bytów, które dostrzegamy. Tak więc mnie chodzi o to, że nie można udowodnić twierdzenia, że "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości", co nie znaczy, że nie jest ono prawdziwe, ale dowodu nie mamy.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | leo_z (935 punktów) | > Tak więc mnie chodzi o to, że nie można udowodnić twierdzenia, że "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości", co nie znaczy, że nie jest ono prawdziwe, ale dowodu nie mamy.I z tym się mogę spokojnie zgodzić. ps. nie można było tak od razu pozdrawiam
|
|
| | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >Tak, ale taka umowa to założenie wzięte z kosmosu. Jest to założenie wzięte na wiarę. O czym ty mówisz? Jaką wiarę? Starasz się na siłę przeforsować pogląd, że "nie ma nic pewnego" i dochodzisz do absurdów. Jak ja i ty umówimy się, że coś tak i tak wyglądającego i służacego do tego i tego nazywamy "krzesłem", to jakiej wiary tu potrzeba?! Dalej giniesz w gąszczu niejasności wywołanych przyjmowaniem czegoś za pewnik (prawdę, rzeczywistość) z jednoczesnym kwestionowaniem czegoś innego jako pewnego (prawdziwego, rzeczywistego). Przykład: "Z faktu, że nie możemy sprawdzić czy nasze zmysły pokazują rzeczywistość, lub [...] że nie wiemy nawet czy posiadamy zmysły (choć coś tam widzimy, ale nie mamy pewności, że to dzięki zmysłom, które możemy obserwować)[...]" Widzisz, że "widzisz", ale jednocześnie nie masz pewności co do istnienia zmysłów? Kwestionując możliwość poznania stanu rzeczywistego (oszukujące nas zmysły) jednocześnie postulujesz istnienie jakiegoś stanu rzeczywistego, tyle że niedostępnego naszym zmysłom. Innymi słowy tworzysz zbędne byty - bo po co "wierzyć" w istnienie świata "pozamatriksowego", jeśli można poprzestać na "wierze" w świat, jaki odbieramy dzięki zmysłom? Z tą niepoznawalną rzeczywistością jest jak z Bogiem - skoro nie ma sposobu odróżnić świata "z" od świata "bez", to po co zakładać "z"? Rzeczywistość, to jest dokładnie to co odbierasz zmysłami i co poddaje obróbce twój mózg, i nic poza tym. Rzeczywistość to nie jest jakiś świat platońskich ideii. One są rzeczywiste wyłącznie na tyle, na ile poświęcasz czas na myślenie o nich. Istnieją tylko w twoim umyśle. "Prawdziwa rzeczywistość" nie istnieje inaczej, jak w umyśle człowieka.
|
|
| | | | |  | | PTRqwerty | >>Tak, ale taka umowa to założenie wzięte z kosmosu. Jest to założenie wzięte na wiarę. >O czym ty mówisz? Jaką wiarę? Starasz się na siłę przeforsować pogląd, że "nie ma nic pewnego" i dochodzisz do absurdów. Jak ja i ty umówimy się, że coś tak i tak wyglądającego i służacego do tego i tego nazywamy "krzesłem", to jakiej wiary tu potrzeba?! >Dalej giniesz w gąszczu niejasności wywołanych przyjmowaniem czegoś za pewnik (prawdę, rzeczywistość) z jednoczesnym kwestionowaniem czegoś innego jako pewnego (prawdziwego, rzeczywistego). Przykład: >"Z faktu, że nie możemy sprawdzić czy nasze zmysły pokazują rzeczywistość, lub [...] że nie wiemy nawet czy posiadamy zmysły (choć coś tam widzimy, ale nie mamy pewności, że to dzięki zmysłom, które możemy obserwować)[...]" >Widzisz, że "widzisz", ale jednocześnie nie masz pewności co do istnienia zmysłów? >Kwestionując możliwość poznania stanu rzeczywistego (oszukujące nas zmysły) jednocześnie postulujesz istnienie jakiegoś stanu rzeczywistego, tyle że niedostępnego naszym zmysłom. Innymi słowy tworzysz zbędne byty - bo po co "wierzyć" w istnienie świata "pozamatriksowego", jeśli można poprzestać na "wierze" w świat, jaki odbieramy dzięki zmysłom? Z tą niepoznawalną rzeczywistością jest jak z Bogiem - skoro nie ma sposobu odróżnić świata "z" od świata "bez", to po co zakładać "z"? >Rzeczywistość, to jest dokładnie to co odbierasz zmysłami i co poddaje obróbce twój mózg, i nic poza tym. Rzeczywistość to nie jest jakiś świat platońskich ideii. One są rzeczywiste wyłącznie na tyle, na ile poświęcasz czas na myślenie o nich. Istnieją tylko w twoim umyśle. "Prawdziwa rzeczywistość" nie istnieje inaczej, jak w umyśle człowieka.
Nie. Obserwuję jakieś zjawiska i pytam się, czy to co widzę jest faktyczne, czy też może zmysły mnie okłamują. Stwierdzam, że nie mogę udowodnić twierdzenia "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości" Uważasz, że możesz udowodnić? Próbuj.
|
|
| | | | | |  | | Drobner | Widzę ten problem jako semantyczny (znaczenie słów 'materia', 'istnienie'). To moja (nieudolna) propozycja: To, co oddziałuje na nasze zmysły (również na zmysły zwierząt, ale i na rośliny [np. heliotropia], a także na pozbawione zmysłów przyrządy [np. licznik Geigera, klisza fotograficzna]) nazywamy 'materią'. To oddziaływanie nazywamy 'istnieniem'. Słowo 'istnienie' nie ma żadnego innego znaczenia, poza kontekstem 'materii', ono z niej powstało, jest w istocie jej równoważne. W takim ujęciu pytanie, czy materia istnieje jest zatem bezproblemowe zawierając tautologię. Wydaje mi się, PTRqwerty, że w tej dyskusji słowu 'istnienie' nadajesz nieco inne znaczenie, absolutne. Ono, w sensie ww. definicji, takiego znaczenia mieć nie może, pojęcie 'istnienie' jest późniejsze [równoczesne] w stosunku do pojęcia 'materia'. Postawienie problemu 'czy istnieje materia' zakłada (błędnie), że pojęcie 'istnienia' jest wcześniejsze od 'materii', niezależne od 'materii'. Wg. moich (przykładowych, wymyślonych ad hoc) definicji tak byćnie może. Oczywiście można to wszystko inaczej definiować! Wtedy całe moje rozumowanie nie dotyczy tych nowych definicji. Pa.
|
|
| | | | | | |  | | Drobner | W sensie tych definicji 'materia' nie robi nic innego, niż tylko i wyłącznie 'istnieje'. Ot i odpowiedź na Twoje pytanie
|
|
| | | | | | | |  | | PTRqwerty | No właśnie nie. Popełniasz błędne koło: "Poprawnie obserwuję rzeczywistość, bo rzeczywistość jest tym, co poprawnie obserwuję" Popatrzmy. > To, co oddziałuje na nasze zmysły (również na zmysły zwierząt, ale i na rośliny [np. heliotropia], a także na pozbawione zmysłów przyrządy [np. licznik Geigera, klisza fotograficzna]) nazywamy 'materią'.A co oddziaływuje na Twoje zmysły w trakcie snu? A przecież tak wiele widzisz! Wtedy sytuacja wydaje Ci się taka oczywista... tak jak i teraz Ci się wydaje. > To oddziaływanie nazywamy 'istnieniem'.Skąd masz pewność, że nie jesteś podłączony do choćby jakiejś aparatury, ale nawet niekoniecznie. W trakcie snu też coś widzisz. Z samego faktu, że coś widzisz, nie oznacza więc, że coś oddziaływuje. Ty chciałbyś uznać, że istnieje coś wtedy, gdy coś oddziaływuje na Twoje zmysły, a to że coś oddziaływuje miałoby wynikać, że istnieje. A co oddziaływuje w czasie snu? Trochę jak ta Alicja
|
|
| | | | | | | | |  | | Drobner | >"Poprawnie obserwuję rzeczywistość, bo rzeczywistość jest tym, co poprawnie obserwuję" Ja tego nie powiedziałem!! Powiedziałem mniej więcej to: słowem 'rzeczywistość' nazywamy to co oddziałuje na zmysły i przyrządy. >A co oddziaływuje na Twoje zmysły w trakcie snu? A przecież tak wiele widzisz! >Wtedy sytuacja wydaje Ci się taka oczywista... tak jak i teraz Ci się wydaje. Obiekty mojego snu nie oddziałuja na Ciebie ani na nikogo innego ani na żadne przyrządy! Dlatego nie jest to 'materia', 'rzeczywistość'.
>Skąd masz pewność, że nie jesteś podłączony do choćby jakiejś aparatury, ale nawet niekoniecznie. W trakcie snu też coś widzisz. Z samego faktu, że coś widzisz, nie oznacza więc, że coś oddziaływuje. Ty chciałbyś uznać, że istnieje coś wtedy, gdy coś oddziaływuje na Twoje zmysły, a to że coś oddziaływuje miałoby wynikać, że istnieje. Niekoniecznie na zmysły! Na przyrządy również! One nie mają świadomości, nie podlegają iluzjom!
>A co oddziaływuje w czasie snu? p. wyżej
|
|
| | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >Obserwuję jakieś zjawiska i pytam się, czy to co widzę jest faktyczne, czy też może zmysły mnie okłamują. Stwierdzam, że nie mogę udowodnić twierdzenia "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości". Stwierdziłeś: Czyli, że nie mamy dostępu do pełnej rzeczywistości, a tylko do czegoś co nam jest dane., zatem stwierdziłeś, że istnieje jakaś rzeczywistość pełna, prawdziwa czy jak tam sobie chcesz ją nazwać. A ja (i nie tylko ja) zwróciłem ci uwagę, że JEDYNĄ rzeczywistością dla każdego jest ta, o której informują go jego zmysły, i jakiej obraz tworzy mózg na podstawie informacji przekazanej przez zmysły. Oczywiście, oprócz informacji via zmysły, do obrazu rzeczywistości tworzonej przez mózg należy dodać doświadczenie, czyli pamięć przeszłych doświadczeń, ale nie chodzi o szczegóły, ale o podstawy. Podstawami są informacje zmysłowe oraz to, że błędem jest postulowanie istnienia "prawdziwej" rzeczywistości (świata idei), której nasze zmysły nie są w stanie poznać. Jeśli postulujesz istnienie takiej rzeczywistości, to do ciebie należy przedstawienie dowodu na jej istnienie (lub choćby poszlak). Jeśli takiego dowodu nie potrafisz pokazać, to twój postulat jest bez sensu - jak np. postulat o istnieniu Boga.
|
|
| | | |  | | webmaster (moderator) | No dobra, mam chwilę czasu na to, więc zrewidujmy poglądy. W zadanym temacie nie można się odnosić do wrażeń innych ludzi, bo raz, że bywają one różne, to także są one wrażeniami zewnętrznymi. Pozostaje więc nam nasza własna percepcja. I w tej kwestii EOT. Nie można też wykluczyć istnienia nadrzeczywistości (czy jak kto lubi nazywać to coś, o czym nic nie może być wiadomo z definicji). Ale z tego niewykluczenia nic też nie wynika, więc znów EOT. Nie ma czegoś takiego jak obiektywnie prawdziwy obraz świata, obiektywne wrażenia zmysłowe i obiektywne informacje o materii. Mam na myśli obiektywizm z rozumieniu czegoś ostatecznie prawdziwego i nie dyskusyjnego, niezaprzeczalnego. Tu także EOT. Jeżeli natomiast obiektywizm rozumieć jako niezależność od obserwatora, to już inna historia.. Zapomnijmy o Matrix, błagam, nie mieszajmy dyskusji w bajkami. EOT. > Jedyne czego może możesz być pewny to Twoje własne istnienie, wychodząc z rozumowania 'myślę więc jestem'.Nie, nie możesz. Zastanów się dobrze nad tym. Jak nie wymóżdzysz to ci napiszę, ale wolałbym abyś się sam domyślił. > Nie możemy zbadać, czy czasem nie okłamują.Co miałoby znaczyć oszukiwanie przez zmysły? Że widzę krzesło ale patrzę na krowę? Bez sensu.. Że widzę nieostro? No to co? Jednak krzesło widzę. Zresztą, jeżeli cię okłamują, to długo nie pożyjesz.. :> > >A co chciałbyś jeszcze badać?> To czy zmysły nas poprawnie informują o rzeczywistości.Jeżeli nie masz obiektywnego wzorca krzesła (a nie masz) to pojęcie okłamywania traci sens, bo nie masz do czego się odwołać. Dlatego to twoje wyświechtane zdanie "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości" jest bez sensu - nie jest ani prawdziwe, ani fałszywe. Dlatego EOT. Kwestia istnienia. Istnieć nie znaczy istnień super-metafizycznie-prawdziwie. Czy liczby istnieją? Zieloność istnieje? A światło, chmury? Dalej, pojęcie krzesła jest niezależne od jego istnienia. Można by podać definicję istnienia jako bycia składnikiem rzeczywistości. Wtedy musimy podać definicję rzeczywistości. Można też zdefiniować to tak: byt materialny istnieje wtedy i tylko wtedy, jeżeli jest aktualnie przestrzennie zlokalizowany we wszechświecie z którym mamy kontakt. Problem jest tylko wtedy z cząstkami elementarnymi.. Sprawa jest jednak prosta, aż dziwne że nikt o tym nie wspomniał. To, co nazywamy sobą dzieje się w mózgu (nie istotne teraz, czym jest, jak działa i czy rzeczywiście (to dla PTR) istnieje). Odbiera on jednak pewną reprezentację świata. Ta reprezentacja to wpierw wrażenia zmysłowe (przez fotony, fale dźwiękowe itd.), potem impulsy w sieci neuronów. Tę reprezentację mózg zamienia na swoją własną reprezentację świata, w szczególności pojawia się świadomość tej reprezentacji. Obecność tej reprezentacji dla świadomości nazwaliśmy właśnie istnieniem. Dlatego można powiedzieć, że krzesło istnieje, jeżeli mam w umyśle jego reprezentację i jestem tego świadomy. Pytanie tylko, czy istnieją rzeczy, których świadomy nie jestem. No cóż.. dla mnie nie istnieją. A obiektywne istnienie nie istnieje  > Który analizuje strumień informacji przekazany przez zmysły.Nie tylko. Nie jest tak, że wszystko zależy od zmysłów. Nieskończone ciągi w przestrzeni Hilberta na pewno nie zależą od zmysłów.. a jednak w pewnym sensie istnieją i można je badać. > Ja właśnie wskazuję, że przekonanie o oczywistym istnieniu krzesła jest owym założeniem.Nie ma oczywistego istnienia. A istnienie nie jest założeniem tylko nazwą tego, co się w nas dzieje. > przyjmuję istnienie tylko tych bytów, które..Nie mój drogi, nie od ciebie zależy jakie reprezentacje dostępne są dla twojej świadomości. To jest ci dane. Możesz się oszukiwać, ale tego nie zmienisz. Na koniec sny. Oczywistym jest, że sny to nie 'jakaś' rzeczywistość, z tego choćby powodu, że dzieją się tam rzeczy nielogiczne. EOT. I proszę, jeżeli nie macie nic nowego do dodania, to nie produkujcie więcej postów, bo się zupełnie pogubimy w dyskusji.
|
|
| | | | |  | | PTRqwerty | EOT to współczesne HOWGH  Jeżeli "myślę więc jestem" nie jest aż tak prawdziwe, to nic się nie dzieje dla moich wywodów, gdyż oznacza to jedynie, że wiemy o świecie doprawdy NIC. Przy okazji dyskusji na katolik.pl część forumowiczów w ogóle odrzuciła coś takiego jak "Ja" uznając je za złudzenie, gdyż wgłębiając się w "Ja" nie są w stanie znaleźć niczego czym byliby oni sami, a co by nie przybyło z zewnątrz - czy jak to oni tam ujmowali. Skorzystałem sobie teraz jak zwykle z Wikipedii: "David Hume w Traktacie o naturze ludzkiej: "co do mnie, to gdy wnikam najbardziej intymnie w to, co nazywam moim ja, to zawsze napotykam na jakąś poszczególną percepcję. (...) Nie mogę nigdy uchwycić mego ja bez jakiejś percepcji i nie mogę nigdy postrzegać nic innego niż percepcje. (...) mogę zaryzykować i twierdzić, że reszta ludzi to nic innego niż wiązka i zbiór percepcji, które następują po sobie z niepojętą szybkością i znajdują się w nieustannym stanie płynnego ruchu." Nie wynika stąd co prawda, że ja nie istnieje, a jedynie, że nie możemy stwierdzić jego istniania z cała pewnością - jednak kartezjańskie cogito traci swą moc. Immanuel Kant argumentował z kolei, że cogito jest tautologią - kartezjańskie myślenie jest jednoznaczne z istnieniem i jako takie nie może samo siebie potwierdzać. " Tak czy inaczej o naturze bytu wiemy NIC. > Zapomnijmy o Matrix, błagam, nie mieszajmy dyskusji w bajkami. EOT.Z tego co się orientuję bracia, którzy tę opowiastkę wymyślili, nie wymyślili nic nowego. Ja to traktuję jedynie jako zobrazowanie problemu, nieszczęśliwe zobrazowanie, bo wcale nie twierdzę, że krzesło nie istnieje, ale jest to jakiś powszechnie znany przykład. EOT > Co miałoby znaczyć oszukiwanie przez zmysły? Że widzę krzesło ale patrzę na krowę?Np. że wszystko co widzisz jest tworzone przez jakąś istotę (niekoniecznie Boga). Czyli, że nie mamy dostępu do pełnej rzeczywistości, a tylko do czegoś co nam jest dane. > Bez sensu.. Że widzę nieostro? No to co?To normalne, że nie widzimy dość ostro. Nie o to chodzi. Nie chodzi o iluzje. > Zresztą, jeżeli cię okłamują, to długo nie pożyjesz.. :>Albo inaczej to co napisałeś można powiedzieć: Jeśli krzesło nie istnieje, to po co na nie siadasz. Możesz się wyrżnąć na podłogę! Nie o to chodzi. Twoje ciało też widzisz jedynie zmysłami. > Jeżeli nie masz obiektywnego wzorca krzesła (a nie masz) to pojęcie okłamywania traci sens, bo nie masz do czego się odwołać.> Dlatego to twoje wyświechtane zdanie "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości" jest bez sensu - nie jest ani prawdziwe, ani fałszywe. Dlatego EOT.Jeśli nie mam obiektywnego wzorca krzesła, to nie mogę sprawdzić, czy mnie zmysły poprawnie informują o rzeczywistości, czy nie, a nie problem staje się bezsensowny. Jest niemożliwy do stwierdzenia, o czym piszę. > Czy liczby istnieją? Zieloność istnieje? A światło, chmury?A ta osoba z którą dziś rozmawiałeś w trakcie snu? > byt materialny istnieje wtedy i tylko wtedy, jeżeli jest aktualnie przestrzennie zlokalizowany we wszechświecie z którym mamy kontakt.Momencik. Skąd Twoje zaufanie zmysłom? No jest zlokalizowany naprzeciw Ciebie i co z tego? Jak śnisz, to też coś widzisz. > To, co nazywamy sobą dzieje się w mózguKtóry badaliśmy za pomocą zmysłów. To za pomocą zmysłów dano Ci, lub jakimś naukowcom, badać działanie mózgu i to jak on wygląda. Jak jednak chcesz udowodnić, że zmysły pokazują prawdę? > Ta reprezentacja to wpierw wrażenia zmysłowe (przez fotony, fale dźwiękowe itd.), potem impulsy w sieci neuronów. Tę reprezentację mózg zamienia na swoją własną reprezentację świata, w szczególności pojawia się świadomość tej reprezentacji.A skąd pewność, że nie obserwujesz "rzeczywistości snu" ? > Nieskończone ciągi w przestrzeni Hilberta na pewno nie zależą od zmysłów...Tak jak wszelkie zależności w matematyce. Z drugiej strony ich pochodzenie jest dosyć otwarte, więc nie ma pewności czy można je uniwersalizować - ale to już odnośnie praw fizycznych. Powszechnie się mówi, że założenie, że prawa fizyczne są identyczne w całym naszym Wszechświecie, jest tylko założeniem. Skoro w tym zakresie jest to założenie, to nie można uznać, że się uniwersalizuje te prawa na każdą możliwą rzeczywistość z jakiejś tam "konieczności". > A istnienie nie jest założeniem tylko nazwą tego, co się w nas dzieje.Tak? To ciekawe, bo dotąd sądziłem, że to co mi się śni, nie istnieje! A tu proszę. Nawet w normalnym znaczeniu "istnienia" nie rozumiemy istnienia jako czegoś takiego co tylko się w nas dzieje. Mówimy, że mogą dziś istnieć planety o których dziś nic nie wiemy, a jednak przyznajemy, że mogą gdzieś istnieć - w normalnym znaczeniu "istnienia", a więc przy założeniu, że "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości". A ja się pytam, czy te założenie jest prawdziwe. > Na koniec sny. Oczywistym jest, że sny to nie 'jakaś' rzeczywistość, z tego choćby powodu, że dzieją się tam rzeczy nielogiczne. EOT.W czasie snu tak się nie wydaje, prawda? Wtedy uważasz to co widzisz za racjonalne i sensowne. Dokładnie jak i w tej chwili Ci się wydaje. Skąd wiesz, czy nie obudzisz się jako Szachowy Król (np. w chwili śmierci)?
|
|
| | | | | |  | | PTRqwerty | Nie ma mnie w weekendy. Jeśli ktoś coś napisze, to odpiszę we wtorek.
|
|
| | | | | | |  | | Drobner | > Nie ma mnie w weekendy. Jeśli ktoś coś napisze, to odpiszę we wtorek.A może materia też nie istnieje tylko w weekendy? A w tygodniu już da się udowodnić jej istnienie?
|
|
| | | | | | | |  | | PTRqwerty | > >Nie ma mnie w weekendy. Jeśli ktoś coś napisze, to odpiszę we wtorek.> A może materia też nie istnieje tylko w weekendy? A w tygodniu już da się udowodnić jej istnienie?  Nie na temat. Przeczytaj uwaznie jeszcze raz. Nikt nie twierdzi, że krzesło nie istnieje.
|
|
| | | | | | | | |  | | Drobner | > >>Nie ma mnie w weekendy. Jeśli ktoś coś napisze, to odpiszę we wtorek.> >A może materia też nie istnieje tylko w weekendy? A w tygodniu już da się udowodnić jej istnienie?  > Nie na temat. Przeczytaj uwaznie jeszcze raz. Nikt nie twierdzi, że krzesło nie istnieje.TO nie musiało być powiedziane........
|
|
| | | | | |  | | webmaster (moderator) | > >Co miałoby znaczyć oszukiwanie przez zmysły? Że widzę krzesło ale patrzę na krowę?> Np. że wszystko co widzisz jest tworzone przez jakąś istotęAleż jest tworzone przez istotę - przeze mnie właśnie. Mogę to przyjąć na zasadzie najprostszego wyjaśnienia a inne 'istoty' obciąć sobie brzytewką. I nie jest mi tu potrzebna żadna transcendencja. > Czyli, że nie mamy dostępu do pełnej rzeczywistości, a tylko do czegoś co nam jest dane.Nie ma czegoś takiego jak pełna rzeczywistość, ani obiektywnie prawdziwa rzeczywistość. W każdym razie nie da się wykazać takowej. Jednak ze względów praktycznych opłaca się przyjąć, że takowa jest i jest nią ta, w której jesteśmy i którą znamy. > >Zresztą, jeżeli cię okłamują, to długo nie pożyjesz.. :>> Nie o to chodzi. Twoje ciało też widzisz jedynie zmysłami.Co nie zmienia faktu, że możesz zabić to co widzisz. A wtedy to co widzisz przestanie istnieć, tak czy inaczej. > >Jeżeli nie masz obiektywnego wzorca krzesła (a nie masz) to pojęcie okłamywania traci sens, bo nie masz do czego się odwołać.> >Dlatego to twoje wyświechtane zdanie "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości" jest bez sensu - nie jest ani prawdziwe, ani fałszywe. Dlatego EOT.> Jeśli nie mam obiektywnego wzorca krzesła, to nie mogę sprawdzić, czy mnie zmysły poprawnie informują o rzeczywistości, czy nie, a nie problem staje się bezsensowny. Jest niemożliwy do stwierdzenia, o czym piszę.Czyli właśnie bezsensowny. Jeżeli prawdziwości tezy nie da się uzasadnić z przyczyn czysto logicznych, to jest ona bezsensowna. Nie ma więc sensu pytać, czy zmysły cię oszukują. (swoja drogą, zmysły nic nie robią..) > >Czy liczby istnieją? Zieloność istnieje? A światło, chmury?> A ta osoba z którą dziś rozmawiałeś w trakcie snu?W pewnym sensie też istniała. W czym problem? Sny jednak proponuję zostawić. Jak już wspomniałem, są nielogiczne, a nielogiczności nie istnieją w sposób realny. Na to chyba się zgodzisz. > >byt materialny istnieje wtedy i tylko wtedy, jeżeli jest aktualnie przestrzennie zlokalizowany we wszechświecie z którym mamy kontakt.> Momencik. Skąd Twoje zaufanie zmysłom?ale to była tylko propozycja... > Jak śnisz, to też coś widzisz.A to akurat ma swoje uzasadnienie w budowie mózgu.. Nie jest to natomiast uzasadnienie jakiejkolwiek realności snów. > >To, co nazywamy sobą dzieje się w mózgu> Który badaliśmy za pomocą zmysłów. To za pomocą zmysłów dano Ci, lub jakimś naukowcom, badać działanie mózgu i to jak on wygląda.Jak przyznałeś, to nie znaczy, że cała teoria jest do kitu. Może tak być, że jednak zmysłami poznajemy rzeczywistość i jest ona taka, jaką ją zbadaliśmy. Kryterium obiektywnego istnienia nie ma tu znaczenia, bo nie musimy mieć wiedzy o obiektywnym istnieniu mózgu, aby go badać. Ratuje nas najprostsze założenie - skoro coś odbieramy, to załóżmy, że istnieje i zbadajmy to. Jeżeli rzeczywiście istnieje - zyskujemy, jeżeli nie - nic nie tracimy, bo i tak wyniki działają. > Jak jednak chcesz udowodnić, że zmysły pokazują prawdę?A co znaczy, że pokazują nieprawdę? Widzisz, wciąż ten sam bezsens. Tu nie ma alternatywy prawa-nieprawda. > A skąd pewność, że nie obserwujesz "rzeczywistości snu" ?Nie ma rzeczywistości snu - to są tylko urojenia senne. Zawartość snów zależy ode mnie, rzeczywistości nie. > Powszechnie się mówi, że założenie, że prawa fizyczne są identyczne w całym naszym Wszechświecie, jest tylko założeniem.Całkiem dobrze potwierdzone doświadczalnie... > A istnienie nie jest założeniem tylko nazwą tego, co się w nas dzieje.> Tak? To ciekawe, bo dotąd sądziłem, że to co mi się śni, nie istnieje! A tu proszę.Owszem, w penym sensie istnieje. Tak jak wszystkie wrażenia. Chyba nie zaprzeczysz, że w twój mózg pracuje podczas snu? A ta praca jest jak najbardziej materialna - na poziomie elektrochemicznym, więc można powiedzieć, że istnieje. To, o czym śnisz, ma swoje (subtelne) odbicie w twoim ciele. > Nawet w normalnym znaczeniu "istnienia" nie rozumiemy istnienia jako czegoś takiego co tylko się w nas dzieje.Normalne znaczenie istnienia podałem powyżej, to się nie zgodziłeś. Podaj więc lepsze i nie marudź. > W czasie snu tak się nie wydaje, prawda? Wtedy uważasz to co widzisz za racjonalne i sensowne.Chyba ty.. Ja raczej widzę, że to rzeczy niemożliwe. > Dokładnie jak i w tej chwili Ci się wydaje.Gdyby mi się wydawało, to musiałbym być baaaardzo wymóżdżonym śniącym, aby sobie tę dyskusję wyśnić  > Skąd wiesz, czy nie obudzisz się jako Szachowy Król (np. w chwili śmierci)?Bo to nielogiczne, a kto umarł, ten nie żyje.
|
|
| | | | | | |  | | PTRqwerty | > Ależ jest tworzone przez istotę - przeze mnie właśnie. Mogę to przyjąć na zasadzie najprostszego wyjaśnienia a inne 'istoty' obciąć sobie brzytewką. I nie jest mi tu potrzebna żadna transcendencja.Możesz. Wszystko możemy i właśnie piszę, że znajdujemy się w sytuacji, że takie kryteria są stosunkowo równouprawnione z uwagi na brak tej wiedzy. Co prawda sam rzeczywistości nie tworzysz, chyba że pamiętasz kiedy ją sam stworzyłeś. > Nie ma czegoś takiego jak pełna rzeczywistość, ani obiektywnie prawdziwa rzeczywistość. W każdym razie nie da się wykazać takowej. Jednak ze względów praktycznych opłaca się przyjąć, że takowa jest i jest nią ta, w której jesteśmy i którą znamy.Tylko ze względów praktycznych. Zgadza się. Natomiast jaka jest faktycznie rzeczywistość nie wiemy. > Czyli właśnie bezsensowny. Jeżeli prawdziwości tezy nie da się uzasadnić z przyczyn czysto logicznych, to jest ona bezsensowna. Nie ma więc sensu pytać, czy zmysły cię oszukują. (swoja drogą, zmysły nic nie robią..)Jak stwierdzisz sensowność skoro jesteśmy w punkcie startu? To prawda, że analizując rzeczywistość nam daną do czegoś doszliśmy w ramach rzeczywistości danej, ale to nie daje wiedzy, czy zmysły dają poprawną wiedzę o rzeczywistości. > Sny jednak proponuję zostawić. Jak już wspomniałem, są nielogiczne, a nielogiczności nie istnieją w sposób realny. Na to chyba się zgodzisz.No oczywiście! Tyle, że w czasie snu uważasz, że to co się dzieje z Tobą jest racjonalne i sensowne. Dopiero po przebudzeniu dostrzegasz jak się myliłeś. Podobnie teraz masz wrażenie, że wszystko w około jest racjonalne. > ale to była tylko propozycja...Nie przyjmuję jej, bo nic nie wnosi do kwestii, czy rzeczywistość, która jest nam dana jest prawdziwa, albo czy "Zmysły poprawnie informują nas o rzeczywistości" > A to akurat ma swoje uzasadnienie w budowie mózgu.. Nie jest to natomiast uzasadnienie jakiejkolwiek realności snów.Uzasadnieniem nie jest, ale budowę kory mózgowej widziałeś tylko zmysłami. A dopiero masz udowodnić, że nie wprowadzają nas w błąd. > Jak przyznałeś, to nie znaczy, że cała teoria jest do kitu.Nie twierdzę, że jest cała do kitu. > Może tak być, że jednak zmysłami poznajemy rzeczywistość i jest ona taka, jaką ją zbadaliśmy.Może być i tak i tak, że zmysłami badamy tylko cząstkową rzeczywistość. Rozmaicie może być. > Kryterium obiektywnego istnienia nie ma tu znaczenia, bo nie musimy mieć wiedzy o obiektywnym istnieniu mózgu, aby go badać.Mózgu nie, ale skąd mamy pewność jaka jest faktyczna natura naszego bytu? Badasz sobie jakiś mózg, a nie wiesz o tym, że ten byt posiada zupełnie inne wymiary w zupełnie niedostępnej rzeczywistości, a my tylko badamy to co też jest zanużone w "rzeczywistości nam danej". My stoimy w punkcie startu webmasterze wobec tego problemu i nie ma tu czegoś takiego jak pewność. > Ratuje nas najprostsze założenie - skoro coś odbieramy, to załóżmy, że istnieje i zbadajmy to. Jeżeli rzeczywiście istnieje - zyskujemy, jeżeli nie - nic nie tracimy, bo i tak wyniki działają.Ale równie dobrze możemy badać tu tylko rzeczywistość cząstkową, nam "daną", lub bardziej erystycznie - "rzeczywistość snu". > A co znaczy, że pokazują nieprawdę? Widzisz, wciąż ten sam bezsens. Tu nie ma alternatywy prawa-nieprawda.ech... no więc weźmy jednak "Matrix". Wyobraź sobie, że leżymy w kapsułach zanużeni w płynie i to co widzimy to tylko projekcje. Tego nie idzie zweryfikować. Oczywiście równie dobrze mozemy być w innej sytuacji. > Nie ma rzeczywistości snu - to są tylko urojenia senne. Zawartość snów zależy ode mnie, rzeczywistości nie.Przecież ten sen to tylko przykład. > Całkiem dobrze potwierdzone doświadczalnie...Zgadza się! Ale jak to rozciągać na problem, który postawiłem. Otóż wszystko co widzimy i słyszymy to twór jakiejś Istoty. Mamy tylko dostęp do rzeczywistości nam danej. Tego nie idzie zweryfikować. Możesz się tylko odnieść do zdrowego rozsądku, który wg Einsteina to: "Zdrowy rozsądek to zbiór przesądów i uprzedzeń, nabytych w wieku do lat 10". > Chyba nie zaprzeczysz, że w twój mózg pracuje podczas snu?To, że posiadasz mózg stwierdziłeś jedynie zmysłami. > Normalne znaczenie istnienia podałem powyżej, to się nie zgodziłeś. Podaj więc lepsze i nie marudź.True... Twoje jest "normalne". Uznajemy, że skoro coś widzimy, to istnieje. Ja stawiam problem, czy możemy ufać zmysłom. W tym sensie Twoje jest "normalne" i "zdrowo rozsądkowe", ale nie jest pewne, a ja chcę zwrócić uwagę na brak tej pewności. > Chyba ty.. Ja raczej widzę, że to rzeczy niemożliwe.To chyba przed przebudzeniem. Przypomnij sobie sny, gdy dzieje się coś zupełnie nieprawdopodobnego, a jednak uważamy wtedy to za całkiem sensowne. Tak jak i teraz to uważamy. > Gdyby mi się wydawało, to musiałbym być baaaardzo wymóżdżonym śniącym, aby sobie tę dyskusję wyśnić  Nie wątpię, że skoro z takimi oporami się bronisz, że nie mamy dowodu na istnienie krzesła, to jest to dla Ciebie sen  > Bo to nielogiczne, a kto umarł, ten nie żyje.Jak sprawdzasz co jest logiczne w tej kwestii ? Możesz się tylko odnosić do zdrowego rozsądku. Nie mamy pewności, że zmysły dają nam prawdziwą wiedzę o rzeczywistości. Jeśli odpiszesz, to do wtorku
|
|
| | | | | | | |  | | webmaster (moderator) | > Możesz. Wszystko możemy i właśnie piszę, że znajdujemy się w sytuacji, że takie kryteria są stosunkowo równouprawnioneNie wszystkie są, bo nie wszystkie postulują istnienie 'ekstra bytów'. Jeżeli nie są one potrzebne do wyjaśnienia tego co odbieram, to ich nie wprowadzam. Nie ma tak łatwo, 'Matrixa' też trzeba udowodnić  A jak nie możesz, to go nie postuluj. > Natomiast jaka jest faktycznie rzeczywistość nie wiemy.Wałkuję po raz n-ty: nie ma czegoś takiego jak faktyczna rzeczywistość (ani nic w tym stulu). Zrozum to, albo staniesz na tym etapie. > Czyli właśnie bezsensowny. Jeżeli prawdziwości tezy nie da się uzasadnić z przyczyn czysto logicznych, to jest ona bezsensowna. Nie ma więc sensu pytać, czy zmysły cię oszukują. (swoja drogą, zmysły nic nie robią..)> Jak stwierdzisz sensowność skoro jesteśmy w punkcie startu?Nie ma to nic do rzeczy. Jest to wniosek czysto logiczny, nie wymaga obserwacji ani zmysłów. > ale to nie daje wiedzy, czy zmysły dają poprawną wiedzę o rzeczywistości.Nie ma czegoś takiego jak poprawna wiedza o rzeczywistości. Ty ciągle w tym rozumowaniu stoisz w ślepej uliczce. Tam naprawdę nic nie ma, więc z niej wreszcie wyjdź. > No oczywiście! Tyle, że w czasie snu uważasz, że to co się dzieje z Tobą jest racjonalne i sensowne.Jak już napisałem, wcale tak nie uważam. Logiczna analiza rzeczywistości każe mi przyjąć wniosek, że to ta jest realna, a nie tamta, bo o tamtej mi ciągle wychodzi, że jest bezsensowna, a o tej, że nie jest. > >Kryterium obiektywnego istnienia nie ma tu znaczenia, bo nie musimy mieć wiedzy o obiektywnym istnieniu mózgu, aby go badać.> Mózgu nie, ale skąd mamy pewność jaka jest faktyczna natura naszego bytu? Badasz sobie jakiś mózg, a nie wiesz o tym, że ten byt posiada zupełnie inne wymiary w zupełnie niedostępnej rzeczywistości, a my tylko badamy to co też jest zanużone w "rzeczywistości nam danej".Nie ma to nic do rzeczy, tak długo, jak długo teoria 'działa'. A mówienie o faktycznej naturze nie ma sensu, bo nie masz się do czego odwołać, aby je porównać. > My stoimy w punkcie startu webmasterze wobec tego problemu i nie ma tu czegoś takiego jak pewność.Nikt nie twierdził, że jest. > Ale równie dobrze możemy badać tu tylko rzeczywistość cząstkową, nam "daną", lub bardziej erystycznie - "rzeczywistość snu".Nie ma to znaczenia dla samych badań. > >A co znaczy, że pokazują nieprawdę? Widzisz, wciąż ten sam bezsens. Tu nie ma alternatywy prawa-nieprawda.> ech... no więc weźmy jednak "Matrix". Wyobraź sobie, że leżymy w kapsułach zanużeni w płynie i to co widzimy to tylko projekcje. Tego nie idzie zweryfikować.Dlatego też odrzucam hipotezę logicznie nieweryfikowalną na mocy logiki. > Otóż wszystko co widzimy i słyszymy to twór jakiejś Istoty.Widzę jednak inne możliwości.. > Mamy tylko dostęp do rzeczywistości nam danej.Nie jest nam dana, my jej nie oglądamy. My w niej jesteśmy i nią jesteśmy. To, co nazywasz sobą, jest w tej rzeczywistości. Jeżeli ona nie jest realna, to ty też. > Możesz się tylko odnieść do zdrowego rozsądku, który wg Einsteina toNie ma to nic do rzeczy. Ta opinia nie wnosi nic do tej dyskusji. > To, że posiadasz mózg stwierdziłeś jedynie zmysłami.Mam prawo do takiego stwierdzenia zgodnie z definicją istnienia. Jak pisałem, dla jego badania nie ma znaczenia, czy to byt 'realny' (w twoim rozumieniu, które dla mnie nie ma sensu). > Ja stawiam problem, czy możemy ufać zmysłom.Jak pisałem, problem ten jest bez sensu, bo nie masz do czego porównać. Kłamać można tylko wtedy, gdy można też znać prawdę. > Przypomnij sobie sny, gdy dzieje się coś zupełnie nieprawdopodobnego, a jednak uważamy wtedy to za całkiem sensowne. Tak jak i teraz to uważamy.To spróbuj we śnie wykazać, że jesteś w rzeczywistości logicznej. Dla mnie sny to EOT, szkoda gadać. > Jak sprawdzasz co jest logiczne w tej kwestii? Możesz się tylko odnosić do zdrowego rozsądku. Nie mamy pewności, że zmysły dają nam prawdziwą wiedzę o rzeczywistości.Nie ma to znaczenia dla logiki, która nie wynika ze zmysłów. ps. zanurzeni pisze się inaczej.
|
|
| | | | | | | | |  | | Teresa | Webmaster >Nie interesuje mnie nic ponad to, co można sprawdzić. Reszta to gdybanie.
Nie chce mi się w to wierzyć, bo zwykła ludzka przyjaźń czy miłość jest czymś, czego za bardzo nie można sprawdzić. Cechą przyjaźni jest wiara, że można być pewnym czyjejś niezmienności. Odkrycia naukowe również wymagają wiary (wiary racjonalnej tzn. opartej na potędze myśli, obserwacji i doświadczeniach), bo chyba rzadko dokonywano wynalazków przeprowadzając doświadczenie jedno za drugim, nie mając wyobrażenia o tym, co się spodziewa odkryć.
|
|
| | | | | | | | | |  | | PTRqwerty | Witam, Głęboko żałuję, że popełniłem błąd ortograficzny. Co do innych zarzutów, to trochę obok tego co ja pisałem odpisałeś. Pisałem to już, więc tylko skrótowo: widzę jakiś świat zmysłami, i zaczynam wątpić (stawiać pytania) w to czy mogę udowodnić, że widzę świat faktyczny, i stwierdzam, że nie ma tu dowodów. Oznacza to, że stoimy w punkcie startu. Nauka bada rzeczywistość, ale nie wiemy czy nie jest to rzeczywistość iluzoryczna. Nie jest to zdrowo rozsądkowe, ale jest logiczne, bo stawiać pytania można. > Nie wszystkie są, bo nie wszystkie postulują istnienie 'ekstra bytów'. Jeżeli nie są one potrzebne do wyjaśnienia tego co odbieram, to ich nie wprowadzam.> Nie ma tak łatwo, 'Matrixa' też trzeba udowodnić A jak nie możesz, to go nie postuluj.Tak łatwo nie ma. Inaczej mówiłbym o dowodach. Tyle, że ja Ci pokazuję, że jesteśmy w punkcie takim w którym nie jest nawet jasne jakimi kryteriami się posługiwać. Ty mówisz o kryteriach niezłych co do poznawania rzeczywistości, która może być iluzoryczna. Ja jednak Ci pokazuję, że jesteśmy w punkcie, gdzie nawet nie jest jasne, które kryteria są dobre, a które nie. Jesteśmy w miejscu, gdzie nawet nie można określić prawdopodobieństwa, które jest dobre, a które nie, bo jak je określić skoro nasza wiedza dotyczy rzeczywistości niepewnej. Ty więc zupełnie apriorycznie przyjąłeś kryterium zdrowego rozsądku i obyś rozumiał, że to aprioryzm, a nie tylko, że przyjąłeś je bo się sprawdził przy badaniu rzeczywistości nam danej. Ja natomiast zupełnie inne kryteria przyjąłem: - zakładam sobie przy przyjmowaniu do wiadomości istnienia bytów stosować zasady logiki (oczywiście jest to założenie wzięte z kosmosu, bo co ma logika do rzeczywistości, ale tak sobie zakładam i już  ) - przyjmuję istnienie tylko tych bytów, które są mi do czegoś POTRZEBNE - przyjmuję istnienie tylko tych bytów, których istnienia CHCĘ (pragnę) Oczywiście jest to ordynarne chciejstwo, ale Twoje również, gdyż wpadasz w następujące błędne koło: - Przyjmuje świadectwo zmysłów, bo tak mówi mi zdrowy rozsądek (albo Twoja 'logika' - nie podałeś co w tym logicznego). - A co to jest zdrowy rozsądek? - Zdrowy rozsądek jest to coś, dzięki czemu przyjmuję świadectwo zmysłów Mój dodatkowo ma o tyle sens, że Bóg który jest dobry, nie wprowadza naszych zmysłów w błąd. Zauważ też, że nigdy nie będzie tak, że przy badaniu rzeczywistości nam dostępnej, będę upychał gdziekolwiek tu Boga, albo zasłaniał swoją niewiedzę Bogiem. > Wałkuję po raz n-ty: nie ma czegoś takiego jak faktyczna rzeczywistość (ani nic w tym stylu). Zrozum to, albo staniesz na tym etapie.Ten etap to tylko aprioryzm. Zrozum musiałeś kiedyś przyjąć zupełnie apriorycznie, że zmysły Cię nie okłamują. To oczywiste, że tak czyniłeś. Dziecko, które doświadcza opieki i miłości matki, trudno by w sposób naturalny wątpiło w jej istnienie i owych uczuć, ale to nie oznacza, że jest to logiczne. > >Jak stwierdzisz sensowność skoro jesteśmy w punkcie startu?> Nie ma to nic do rzeczy. Jest to wniosek czysto logiczny, nie wymaga obserwacji ani zmysłów.Twój wniosek, jak sądzę, opiera się na błędnym kole. O jakiej logice mówisz? Zaprezentuj. > Nie ma czegoś takiego jak poprawna wiedza o rzeczywistości. Ty ciągle w tym rozumowaniu stoisz w ślepej uliczce. Tam naprawdę nic nie ma, więc z niej wreszcie wyjdź.Przecież piszę, że tu nic nie ma, ale fakt faktem, że nie potrafimy przedstawić dowodu, że zmysły poprawnie informują nas o rzeczywistości. Wiesz... to że Ciebie to dziwi to nie ma znaczenia. Zdrowy rozsądek ustępuje logice, a tu logicznie widać, że nie możemy udowodnić, że zmysły nas poprawnie informują o rzeczywistości. > >No oczywiście! Tyle, że w czasie snu uważasz, że to co się dzieje z Tobą jest racjonalne i sensowne.> Jak już napisałem, wcale tak nie uważam. Logiczna analiza rzeczywistości każe mi przyjąć wniosek, że to ta jest realna, a nie tamta, bo o tamtej mi ciągle wychodzi, że jest bezsensowna, a o tej, że nie jest.Ty mówisz może o snach gdzie fruwasz w przestworzach, ale przypomnij sobie sny, gdzie tylko rozmawiasz z kimś. Tam już Twoje kryterium zawiedzie, bo i tam wszystko jest logiczne. > Nie ma to nic do rzeczy, tak długo, jak długo teoria 'działa'. A mówienie o faktycznej naturze nie ma sensu, bo nie masz się do czego odwołać, aby je porównać.Ja nie chcę nic porównywać, albo udowadniać. Ja tylko stawiam pytanie, które wynika z moich wątpliwości, czy zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości. > >My stoimy w punkcie startu webmasterze wobec tego problemu i nie ma tu czegoś takiego jak pewność.> Nikt nie twierdził, że jest.Ty tak twierdzisz, gdy mówisz, że z jakiejś logiki wynika, że ten problem nie istnieje. > >Ale równie dobrze możemy badać tu tylko rzeczywistość cząstkową, nam "daną", lub bardziej erystycznie - "rzeczywistość snu".> Nie ma to znaczenia dla samych badań.Nie ma. Oczywiście z zastrzeżeniem, że te badania muszą rozumieć na jakim aksjomacie stoją. > Dlatego też odrzucam hipotezę logicznie nieweryfikowalną na mocy logiki.Czyli twierdzisz jednak, że zmysły poprawnie informują o rzeczywistości. To nie wynika z logiki. > >Otóż wszystko co widzimy i słyszymy to twór jakiejś Istoty.> Widzę jednak inne możliwości..Z racji, że NIC nie wiemy jest ich nieskończenie wiele. Ty sobie apriorycznie przyjąłeś swoje kryterium zdrowego rozsądku i ja sobie przyjąłem apriorycznie kryterium. Ktoś może przyjąć inne kryterium może nawet lepsze od naszych. Ja jednak nie ubolewam, że moje kryterium jest konieczne i że jesteśmy na nie "skazani", bo inaczej będziemy "bezradni". Ja nie jestem bezradny i nie dość, że dzięki dobremu Bogu mogę wierzyć w swoje zmysły, to na dodatek nigdy nie skłonię się, by gdziekolwiek tu zapychać Bogiem luki niewiedzy. W czym więc problem? > >Mamy tylko dostęp do rzeczywistości nam danej.> Nie jest nam dana, my jej nie oglądamy. My w niej jesteśmy i nią jesteśmy. To, co nazywasz sobą, jest w tej rzeczywistości. Jeżeli ona nie jest realna,
|
|
| | | | | | | | | | |  | | PTRqwerty | >>Mamy tylko dostęp do rzeczywistości nam danej. >Nie jest nam dana, my jej nie oglądamy. My w niej jesteśmy i nią jesteśmy. To, co nazywasz sobą, jest w tej rzeczywistości. Jeżeli ona nie jest realna, to ty też. Niekoniecznie. Istnieje nieskończenie wiele innych możliwości od wariantu matrixa, aż do tego, że jesteśmy bliżej nieokreślonymi bytami, które spoczywają sobie w rzeczywistości mającej zupełnie inne cechy, które są oszukiwane przez jakąś istotę. Co tylko chcesz. Dlatego nie można udowodnić, że zmysły poprawnie informują nas o rzeczywistości.
>>Możesz się tylko odnieść do zdrowego rozsądku, który wg Einsteina to >Nie ma to nic do rzeczy. Ta opinia nie wnosi nic do tej dyskusji. Wnosi. Ty co prawda nie mówisz w tej dyskusji o zdrowym rozsądku, ale o logice, ale na jedno wychodzi, bo jednak uzasadnienia z logiki, czemu to zmysły poprawnie informują o rzeczywistości nie podajesz.
>>To, że posiadasz mózg stwierdziłeś jedynie zmysłami. >Mam prawo do takiego stwierdzenia zgodnie z definicją istnienia. Jak pisałem, dla jego badania nie ma znaczenia, czy to byt 'realny' (w twoim rozumieniu, które dla mnie nie ma sensu). To co ja piszę to abstrakt, więc może zejdźmy do prostackiego przykładu, aby Ci pokazać znowu ten problem. Wyobraź sobie, że jesteśmy w Matrixie (co jest możliwe, bo może jest rok 2200) i spróbuj udowodnić, że nie jesteśmy w Matrixie. Może być z tej Twojej logiki.
>>Ja stawiam problem, czy możemy ufać zmysłom. >Jak pisałem, problem ten jest bez sensu, bo nie masz do czego porównać. Kłamać można tylko wtedy, gdy można też znać prawdę. Nie mam do czego porównać i właśnie dlatego nie można problemu zweryfikować, ale to nie oznacza, że z jakiejś logiki wynika, że możemy zmysłom ufać.
>>Przypomnij sobie sny, gdy dzieje się coś zupełnie nieprawdopodobnego, a jednak uważamy wtedy to za całkiem sensowne. Tak jak i teraz to uważamy. >To spróbuj we śnie wykazać, że jesteś w rzeczywistości logicznej. Dla mnie sny to EOT, szkoda gadać. Raz, że sny tu podaję jako przykład, podobnie jak matrix. Dwa, że skoro tak, to wyobraź sobie, że jesteś w matrixie i spróbuj udowodnić, że jest inaczej.
>>Jak sprawdzasz co jest logiczne w tej kwestii? Możesz się tylko odnosić do zdrowego rozsądku. Nie mamy pewności, że zmysły dają nam prawdziwą wiedzę o rzeczywistości. >Nie ma to znaczenia dla logiki, która nie wynika ze zmysłów. Zupełnie Ciebie nie rozumiem. Kto twierdzi, że rzeczywistość iluzoryczna nie może być logiczna???
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Drobner | > Czy można udowodnić istnienie materii? Nie można... Wymagałoby to udowodnienia twierdzenia: "Zmysły poprawnie informują mnie o rzeczywistości", co jest niemożliwe. Mogą spójnie okłamywać.PTRqwerty ma chyba rację o niiemożliwości rozstrzygnięcia o istnienia materii. Natomiast jego postawienie problemu i jego (oraz nasze) wyjaśnienia więcej zaciemniają niż rozjaśniają. Nie udało mu się jasno wskazać sedna problemu. Wiele kłopotów sprawia nam również niejednoznaczne rozumienie podstawowych terminów padających w tej dyskusji. Pozwólcie, że opowiem jak ja zrozumiałem tezę PTRqwerty'ego.
Podstawą naszej wiedzy (uświadomionej i nieuświadomionej) są wrażenia i doznania pochodzące od zmysłów. Jest to nieprzekraczalny próg poznania. Niczego innego nie doświadczamy, jest to wszystko, co jest nam dane i dostępne: świadectwo zmysłów. Na ich podstawie z kolei kształtuje się umysł i jego wszystkie pojęcia. PTRqwerty, mówiąc o zawodności zmysłów, chciał zapewne postawić tezę, że nie znamy źródła pochodzenia ani istoty tych doznań zmysłowych. Przykład snu uzmysławiał możliwość rzeczywistego percepowania doznań i wrażeń bez 'realnych' przyczyn tych wrażeń. Stawiał tezę, że nasze doznania zmysłowe 'na jawie' również mogą mieć podobny charakter, tzn. 'dziać się samoistnie', że mogą być samą 'grą umysłu' (jak w przypadku snu). Otóż: rzeczywiście NIE ZNAMY przyczyny i źródła doznawanych wrażeń. 'Wiemy' jedynie, że one są, bo je odczuwamy, a nie wiemy skąd i jak powstają. NIE ZNAMY i NIE WIEMY boć nie możemy wyjść poza doznania, skoro są nieprzekraczalnym progiem poznania (więcej można znaleźć u Hume'a). W szczególności, do ewentualnych źródeł doznań NIE MOŻEMY stosować zasady przyczynowości, bo ta powstała w naszym umyśle, a więc na podstawie doznań, jest późniejsza od doznań. Traktowanie doznań, jako skutków pewnej przyczyny, jest nieuprawnioną ekstrapolacją tej zasady poza zakres jej stosowalności. Konkludując: NIE WIEMY I NIE MOŻEMY WIEDZIEĆ jakie są przyczyny i źródła wrażeń dostarczanych przez zmysły.. Prezentowany nam pogląd PTRqwerty'ego można rozwijać co najmniej dwutorowo: 1. istnieje źródło, które dostarcza nam bezpośrednio gotowe doznania, które traktujemy jako nasze własne i które interpretujemy jako 'realne' kształty, zapachy, kolory (chyba o to chodziło z tym Matrixem [nie widziałem!!!]); 2. nie istnieje nic!!!!! A wrażenia zmysłowe są samoistne, są swobodną 'grą' umysłu, nie wymagającą istnienia przyczyn.
PTRqwerty przełamał tym samym tradycyjną dychotomię filozoficzną między: materializmem - poglądem przyjmującym, że doznania zmysłów mają przyczynę, i tą przyczyną jest istniejący byt, taki jaki postrzegamy ('materia'); a idealizmem - mówiącym, że doznania zmysłów mają przyczyny i tymi przyczynami są istniejące byty, które w swojej istocie są niepoznawalne ('idee'). Oba te kierunki zakładały zasadę przyczynowości doznań i jakiejś 'materii'. Tymczasem drugi możliwy kierunek rozwoju tezy PTRqwerty'ego wskazuje na inną możliwość. Jeśli jednak dobrze kojarzę, przypomina mi się ..... japoński zen.
Inny, dalszy kierunek: a może by tak zakwestionować również 'realność' doznań zmysłowych? Co wówczas z nas zostanie, racjonalistów i nieracjonalistów?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Drobner | Nie wszystko miało być pogrubione! Sorry.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | PTRqwerty | Rozumiem, że się nie doczekam odpowiedzi ze strony webmastera. Konsekwencje przyznania tu racji byłyby za daleko idące?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | webmaster (moderator) | Źle rozumiesz, tylko chwilowo nie mam czasu na odpowiedź.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | PTRqwerty | acha
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | webmaster (moderator) | Opóźnienie wynikało z nagminnego braku czasu, tylko w weekendy mam czas na rozrywki.. > Oczywiście jest to ordynarne chciejstwo, ale Twoje również, gdyż wpadasz w następujące błędne koło:Twoje tak, ale ja nie przyjmuję rozumowania jakie tu podałeś, więc czego chcesz ode mnie? > Mój dodatkowo ma o tyle sens, że Bóg który jest dobry, nie wprowadza naszych zmysłów w błąd.A tego nie wiesz tak samo jak wszystkiego innego. Może właśnie celowo wprowadzać cię w błąd, abyś nie zobaczył jaka okropna jest prawdziwa rzeczywistość. Możliwości jest wiele. Dlatego, na mocy tego założenia nadal nie możesz wierzyć w zmysły (tzn. wierzyć możesz, ale to nic nie zmienia). > >Nie ma czegoś takiego jak poprawna wiedza o rzeczywistości. Ty ciągle w tym rozumowaniu stoisz w ślepej uliczce. Tam naprawdę nic nie ma, więc z niej wreszcie wyjdź.> Przecież piszę, że tu nic nie ma, ale fakt faktem, że nie potrafimy przedstawić dowodu, że zmysły poprawnie informują nas o rzeczywistości.Nie potrafimy, bo nie da się udowodnić zdania bezsensownego. Wałkuję to do znudzenia. Ta teza nie ma sensu, bo nie wiadomo co to miałoby znaczyć poprawne informowanie o rzeczywistości. Nie ma czegoś takiego jak poprawny obiektywny obraz rzeczywistości, bo z definicji nie istnieje jakiś wzorzec rzeczywistości. A ty ciągle swoje jak ta zdarta płyta.. wpadłeś na bezsensowne zdanie i ogłaszasz wszem i wobec, że nie możemy go udowodnić. No i co z tego? Są inne zdania na świecie. > spróbuj udowodnić, że nie jesteśmy w Matrixie. Może być z tej Twojej logiki.Cóż.. nie ma agentów  > Ty mówisz może o snach gdzie fruwasz w przestworzach, ale przypomnij sobie sny, gdzie tylko rozmawiasz z kimś. Tam już Twoje kryterium zawiedzie, bo i tam wszystko jest logiczne.Nie, nie jest. Ze swej natury jest bezsensowna i nie mam ochoty dłużej na ten temat gadać. To wynika z natury marzeń, że logiczne nie są. A jeżeli uważasz, że nielogiczny świat może być prawdziwy, to już twój problem. > >Dlatego też odrzucam hipotezę logicznie nieweryfikowalną na mocy logiki.> Czyli twierdzisz jednak, że zmysły poprawnie informują o rzeczywistości.Nie, nic takiego nie twierdziłem. > To nie wynika z logiki.A jak zdanie bezsensowne ma wynikać z logiki?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Drobner | A mi się zdawało, że udało mi się przedstawić problem jasno...... Moim zdaniem, PTRqwerty RZECZYWIŚCIE MA RACJĘ mówiąc o niemożności dowiedzenia istnienia materii. Czymś innym staje się wówczas podstawowe zagadnienie filozofii...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Moim zdaniem, PTRqwerty RZECZYWIŚCIE MA RACJĘ mówiąc o niemożności dowiedzenia istnienia materii.Pomyśl jak sobie radzą fizycy, rozbijając niewidoczne atomy na niewidoczne cząstki, które rozbijają na niewidoczne cząstki elementarne  Oni nie badają krzeseł tylko coś kompletnie niewidzialnego. Pomimo tego, według nich materia składa się z 6 kwarków, niepodzielnych cząstek elementarnych i 6 leptonów też niepodzielnych. Jak oni do tego doszli?  Zasadą zachowania pędu! PTRqwerty "pożyczył" sobie słowo materia mające jakąś ustaloną definicję, a następnie mówi, że nie możemy udowodnić, że istnieje. Materia oczywiście istnieje, zgodnie z definicją, w rzeczywistości, którą wspólnie dzielimy. Składa się z niepodzielnych cząstek, mających masę. Opisana jest prawami, które można sprawdzić doświadczalnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >PTRqwerty "pożyczył" sobie słowo materia mające jakąś ustaloną definicję, a następnie mówi, że nie możemy udowodnić, że istnieje. O to właśnie chodzi od samego początku. Wywody PTRa bazują na założeniu, że nie można udowodnić rzeczywistego istnienia... NAZW! Bo przecież i "krzesło", i "materia", to są NAZWY, a zatem elementy języka a nie twory istniejące gdzieś, w jakiejś "prawdziwej" rzeczywistości. Zwracałem już PTRowi uwagę na jego błąd, z którego wynika konieczność istnienia "świata idei", ale nie zrozumiał o co chodzi. PTR nie może pojąć, że postulując niepewność poznania za pomocą zmysłów postuluje tym samym istnienie jakiegoś "ostatecznie prawdziwego" świata, jakiegoś "absolutu". Aczkolwiek mogę zrozumieć, że człowiekowi wierzącemu w Boga konieczne się wydaje istnienie "świata absolutnego", doskonałego, "jedynie rzeczywistego", to pojąć nie mogę, że taka osoba zupełnie nie zwraca uwagi na to, czego się o świecie już dawno dowiedzieliśmy, a mianowicie choćby tego, że obowiązuje zasada nieoznaczoności, która raz na zawsze uczyniła bezzasadnym postulat istnienia świata, w którym zawsze i wszędzie można mieć informację o wszystkim. Postulat istnienia "absolutu", "prawdziwego świata", istnienia Boga-Stwórcy jest niczym innym, jak tylko mechanicyzmem, gdzie w każdej chwili z warunków poczatkowych można określić stan świata w tejże chwili. Przynajmniej ów Stwórca może.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Drobner | >>Moim zdaniem, PTRqwerty RZECZYWIŚCIE MA RACJĘ mówiąc o niemożności dowiedzenia istnienia materii. > Materia oczywiście istnieje, zgodnie z definicją, w rzeczywistości, którą wspólnie dzielimy. 'Wspólnie dzielimy' zaledwie jednoznaczność NASZYCH DOZNAŃ. Nie znamy ich natury, pochodzenia ani przyczyny tej jednoznaczności. OCZYWISTOŚĆ, PRZEMOŻNOŚĆ konieczności istnienia źródła, przyczyny naszych doznań jest tak wielka, że nie każdy od razu dostrzeże, że jego umysł przyjmuje tu pewne 'założenie'. Ja na przykład bardzo się zdziwiłem, że mój umysł nie miał świadomości tego (apriorycznego) założenia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Masz rację. Zgadzam się z Tobą, ale rozważasz CZYM JEST, a nie CZY JEST. To moje "wspólnie dzielimy" nie jest dla mnie argumentem (nie użyłem tego jako argumentu). Chodziło mi o DEFINICJĘ, nazwę, którą daliśmy na określenie MATERIA (że jest to pojęcie ogólnie przyjęte). Rozważanie NATURY jest czymś innym niż ISTNIENIA. Każdy fizyk Ci powie, że "materia" to więcej pustego  . Wiesz, że kiedyś myślano, że atom jest jak ciastko z rodzynkami (rodzynki to elektrony), a potem okazało się, że odległości między elektronem a jądrem są gigantyczne! Jądro jest bardzo małe, a elektron można traktować jak punkt  To raczej elektromagnetyzm powoduje, że nie możemy przenikać przez ściany, a nie "gęstość" materii  Czyli jest trochę inaczej niż widzimy. Genialne są słowa Demokryta: Nie istnieje nic prócz atomów i przestrzeni, wszystko inne jest opinią. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Drobner | PTRqwerty mówi jednak o niemożliwości udowodnienia istnienia TEJ samej materii. Nie o słowach i nazwach.
|
|
| | | | | | | | |  | | Daniel Delimata | Temat ciekawy, ale mało precyzyjny język dyskusji zniechęcił mnie do zabierania głosu.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Drobner | >Temat ciekawy, ale mało precyzyjny język dyskusji zniechęcił mnie do zabierania głosu. Więc trzeba było nie zabierać głosu. Proste.
|
|
| | | | | | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Dzięki!
|
|
| | | | | | | | | | |  | | PTRqwerty | Wydaje mi się, że muszę rozważyć na nowo punkt początkowy tego problemu. Otóż punktem początkowym jest coś takiego: Dzięki zmysłom doświadczam różnych zjawisk. Przez długie lata swego życia nie zastanawiałem się nad tym, czy nie są iluzją i dlatego z zasady im wierzyłem. Nagle jednak w wyniku swego sceptycyzmu wątpię i zadaję sobie pytanie, czy aby nie jestem okłamywany w jakiś sposób. W jakikolwiek sposób. Otóż doszedłem do wniosku, że mojego zwątpienia nie mogę rozwiać, bo nie mogę sobie udowodnić, że faktycznie przyczyną, że coś widzę jest "obserwowane" przeze mnie zjawisko.
No i zapewne zarzuci mi ktoś, że nie ujmuję tego w sposób precyzyjny, i tu może mieć rację, bo nie studiowałem filozofii. Tyle, że zwątpić chyba można nie studiując filozofii, bo jest to po prostu zadanie pytania, a chyba na nie odpowiedzi nie ma.
Webmaster mi napisał: >Nie potrafimy, bo nie da się udowodnić zdania bezsensownego. Wałkuję to do znudzenia. Ta teza nie ma sensu, bo nie wiadomo co to miałoby znaczyć >poprawne informowanie o rzeczywistości. Nie ma czegoś takiego jak poprawny obiektywny obraz rzeczywistości, bo z definicji nie istnieje jakiś wzorzec rzeczywistości.
Proszę wybaczyć, ale ja wciąż odbieram, że ta wypowiedź jest skierowana zupełnie nie pod adres mojej wątpliwości, a zwłaszcza, że na moje pytanie: >>spróbuj udowodnić, że nie jesteśmy w Matrixie. Może być z tej Twojej logiki. Webmaster odpisuje: >Cóż.. nie ma agentów
Celercin zaś pisze: >Pomyśl jak sobie radzą fizycy, rozbijając niewidoczne atomy na niewidoczne cząstki, które rozbijają na niewidoczne cząstki elementarne A wyniki odczytują za pomocą zmysłów z jakiegoś tam urządzenia....
>PTRqwerty "pożyczył" sobie słowo materia mające jakąś ustaloną definicję, a następnie mówi, że nie możemy udowodnić, że istnieje. Tiaaa.... ale definicję tę utworzyliśmy grubo po tym jak uprzednio zaufaliśmy zmysłom.
Widzicie wg mnie to jest problem na dzień dzisiejszy nierozstrzygalny jednak. Trochę jak dyskusja pomiędzy determinizmem a indeterminizmem - jaki by ktoś nie podał argument, ktoś wskaże, że ten argument posiada braki, bez względu na zajmowaną stronę dyskusji.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Nie martw się czy zmysły cię oszukują czy nie, bo to pytanie dano doczekało się odpowiedzi. Oczywiście, że zmysły cię oszukują, ale w takim sensie, że w zależności od wielu czynników twoje postrzeganie bywa różne. Zupełnie przy tym niepotrzebnie boisz się czy np. to co postrzegasz jako krzesło jest krzesłem i czy w ogóle jest, czy nie jesteś zahibernowany i tylko "puszczno ci" film imitujący życie. Nie masz sposobu sprawdzić czy tak jest, czy nie jest, więc co za różnica? Przecież nawet gdy się kiedyś obudzisz w "realnym świecie", to nadal nie będziesz wiedział czy nie obudziłeś się jedynie ze snu we śnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Lubię Kawę (143 punktów) | Ja jednak będę się zamartwiał, choć nie pocieszaj mnie tak, bo przecież nie ulegnę rozpaczy.  > Zupełnie przy tym niepotrzebnie boisz się czy np. to co postrzegasz jako krzesło jest krzesłem i czy w ogóle jest, czy nie jesteś zahibernowany i tylko "puszczno ci" film imitujący życie. Nie masz sposobu sprawdzić czy tak jest, czy nie jest, więc co za różnica?A więc przyznajesz, że nie sposób tego sprawdzić, ale się nigdy nie zgodzisz, aby uznać konsewkencje tego faktu. Kocham taki racjonaizm. > Przecież nawet gdy się kiedyś obudzisz w "realnym świecie", to nadal nie będziesz wiedział czy nie obudziłeś się jedynie ze snu we śnie.Cóż to wnosi... ----PTRqwerty
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Witam > Otóż doszedłem do wniosku, że mojego zwątpienia nie mogę rozwiać, bo nie mogę sobie udowodnić, że faktycznie przyczyną, że coś widzę jest "obserwowane" przeze mnie zjawisko.Wbrew pozorom, rozumiem Cię  Błąd MOIM zdaniem jest taki w Twoim rozumowaniu, że nie jesteś pewien istnienia rzeczy zdefiniowanych. Weźmy materię. Materia jest pojęciem, które stworzyliśmy, posługując się zmysłami, a więc to pojęcie obowiązuje NA ICH UŻYTEK. Mówienie, że nie jesteś pewien, że materia istnieje jest trochę bez sensu. Inaczej, ustalasz pojęcie KRZESŁO. A potem się pytasz: Czy to jest krzesło?J > >>A wyniki odczytują za pomocą zmysłów z jakiegoś tam urządzenia....Nie chodzi o odczyt. Chodzi o prawa. Są trzy ważne prawa. Prawo zachowania pędu, zachowania momentu pędu i zachowania energii. Są składnikiem pewnej symetrii to znaczy są takie same w przestrzeni i czasie. Doszliśmy do tego UMYSŁEM nie obserwacją.(powiedzmy) Właściwie wyniki zderzeń analizuje się matematycznie nie obserwacyjnie (powiedzmy)  > >>>Tiaaa.... ale definicję tę utworzyliśmy grubo po tym jak uprzednio zaufaliśmy zmysłom.Demokryt! Z nim było odwrotnie. 2000 tys. lat temu postulował, że materia składa się z niepodzielnych atomów. Facet miał rację  Generalnie myślę, że Tobie chodzi o to, że nie wiemy CZYM jest, a nie CZY jest. Czym jest materia? Energią! Foton o dużej masie może przekształcić się w materialne cząstki (np. w miony) i to jest coś normalnego w fizyce zderzeń. > >spróbuj udowodnić, że nie jesteśmy w Matrixie. Może być z tej Twojej logiki.Ja powiem tak. Co za różnica czy jesteśmy w matrixie? Obowiązują pewne prawa, zasady. Sami też "jesteśmy matrixem", więc co za różnica? Matrixowa materia istnieje z zabójczą skutecznościąJ Ale to taka dygresja...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | inhet | Jedno mogę stwierdzić z cała pewnością - że poza moim umysłem istnieje jeszcze coś, ponieważ skądś dociera do mnie nowa inforamcja, której przedtem nie miałem. I jest absolutnie wszystko jedno, co to jest. Na podstawie owych informacji to "coś" badam. I tyle.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | >Jedno mogę stwierdzić z cała pewnością - że poza moim umysłem istnieje jeszcze coś, ponieważ skądś dociera do mnie nowa inforamcja, której przedtem nie miałem. I jest absolutnie wszystko jedno, co to jest. Na podstawie owych informacji to "coś" badam. I tyle. TAK, TAK, TAK i to "coś" ma nazwy. Badamy to, opisujemy prawami, ONE DZIAŁAJĄ (sprawdzają się) i o to chodzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | leo_z (935 punktów) | >TAK, TAK, TAK i to "coś" ma nazwy. Badamy to, opisujemy prawami, ONE DZIAŁAJĄ (sprawdzają się) i o to chodzi. No tak... ale po tak pracowitym dniu idziemy spać i co... zasypiamy i zaczyna się świat nieweryfikowalnych doznań, które w tym czasie są dla nas "tamtą rzeczywistością". I mimo, że i tam również są przedmioty posiadające nazwę - "krzesła" i temu podobne, to również można tam fruwać, a jak ktoś uparty to naocznie poznawać strukturę wiązań atomowych... i nagle - z chwilą przebudzenia, te wszystko doznania stają się fikcją... prysła kolejna bańka mydlana. Nachodzi mnie "głupia" myśl... czy nasza śmierć nie jest przypadkiem końcem kolejnego snu. :*)
|
|
| dj_et22 | Gdyby nie istniała materia nie byłoby nikogo - kreacjonistów także! Ot, co...
|
|
 | | Jurekk | >Gdyby nie istniała materia nie byłoby nikogo - kreacjonistów także! Ot, co... A słyszałeś o buddyzmie? Albo konkretniej o tym co nazywa się: zen?
|
|
|  | | Sosnowski (707 punktów) | Oczywiście, że słyszałem - i co z tego? Słyszłem też o mitach greckich, ufoludkach na plaży w Saint-Tropez, teorii Gai, objawieniu w Fatimie, podróżach poza ciałem... Trudno, żebym wszystkie te bajki brał poważnie. Taka czy inna filozofia lub upodobanie do "lekkości bytu" nie mogą uchodzić za racjonalne...
|
|
| |  | | Jurekk | >Słyszłem też o mitach greckich, ufoludkach [] Trudno, żebym wszystkie te bajki brał poważnie. Taka czy inna filozofia lub upodobanie do "lekkości bytu" nie mogą uchodzić za racjonalne... Chodziło mi wyłącznie o buddyjskie pojmowanie materii. Potrafią 'tlumaczyć' istnienie ludzi, bez potrzeby istnienia materii.
PS. Lekceważenie NIE JEST racjonalne
|
|
| | |  | | Sosnowski (707 punktów) | Po pierwsze nie było moim zamiarem kogokolwiek lekceważyć; gdybyś pojął intencję mojej odpowiedzi z pewnością nie ująłbyś jej w ramki "lekceważącej". Próbowałem dać do zrozumienia, iż to co nie jest sprawdzalne - nie istnieje. Chyba że w naszych głowach jako tzw. idee fix. Pójdę dalej: z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że po roku 1880 - a więc mniej więcej po ukazaniu się prac naukowych Karola Darwina - wszelkie dywagacje i filozoficzne dyskursy straciły racjonalne prawo bytu! Buddyjska, chrześcijańska czy jakakolwiek religia lub filozofia pozostają w sferze snów, ekstatycznych upojeń, bądź po prostu pobożnych życzeń... Proszę o dowód(!) na istnienie niematerialnej rzeczywistości. Bardzo chciałbym ją poznać. Może ułatwi nam (ta wiedza) postęp ludzkości? Moralny i ekonomiczny. Bo - jak narazie - to jest po staremu, czyli dużo emocji a mało (a raczej wcale) konkretów. Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | Jurekk | 1. Wyraziłem pogląd o Twoim lekceważeniu nie ludzi ale np. filozofii buddyjskiej, co zresztą potwierdziłeś w nowym poście. 2. Autor wątku postawił tezę o niemożliwości udowodnienia istnienia materii. Że 'materia' tak naprawdę nie musi wcale istnieć. Że 'nasz świat' to byłby ten 'niematerialny świat'. 3. Nic nie mówiłem o religii, raczej o filozofii (jako sposobie rozumienia świata przez ludzi Wschodu).
|
|
| | | | |  | | Lubię Kawę (143 punktów) | Celercin> 1. Wyraziłem pogląd o Twoim lekceważeniu nie ludzi ale np. filozofii buddyjskiej, co zresztą potwierdziłeś w nowym poście.> 2. Autor wątku postawił tezę o niemożliwości udowodnienia istnienia materii. Że 'materia' tak naprawdę nie musi wcale istnieć. Że 'nasz świat' to byłby ten 'niematerialny świat'.> 3. Nic nie mówiłem o religii, raczej o filozofii (jako sposobie rozumienia świata przez ludzi Wschodu).Pomyślmy... Weźmy na warsztat maleńkie dziecko, albo neandertalczyka, a więc istoty nie zdolne do definiowania czegokolwiek. Patrzą się oni na świat i co? Otóż jeśli powiedzieć, że głęboko wierzą, że świat istnieje, to zaprzeczy się postulatowi, że nie są zdolni do definiowania czegokolwiek, no bo przecież musieliby umieć intelektualnie zdefiniować pojęcie "istnienie". Natomiast istnieje taki problem, że owe istoty nie są zdolne do wyobrażenia sobie tego, że ich naturalna ufność w to co widzą i zupełny brak refleksji, że to co widzą może być mniej realne niż to co zobaczą, gdy się obudzą ze snu w chwili śmierci (  ), jest zupełnie złudna. inhet> Jedno mogę stwierdzić z cała pewnością - że poza moim umysłem istnieje jeszcze coś, ponieważ skądś dociera do mnie nowa inforamcja, której przedtem nie miałem.Serio? A ja myślałem, że skoro w czasie snu widzę jakieś byty, to nie oznacza to wprost, że one istnieją. A tu proszę  Z faktu, że coś widzę oznacza wprost, że to istnieje. Celercin> TAK, TAK, TAK i to "coś" ma nazwy. Badamy to, opisujemy prawami, ONE DZIAŁAJĄ (sprawdzają się) i o to chodzi.Nauka być może bada jedynie rzeczywistość iluzoryczną, choć jak słusznie webmaster napisał - jak najbardziej logiczną. dj_et22> Gdyby nie istniała materia nie byłoby nikogo - kreacjonistów także! Ot, co...To proszę o uzasadnienie tego postulatu. ----PTRqwerty
|
|
| | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Zdefiniuj iluzoryczność materii. Na czym ta iluzja materii polega. Co to znaczyłoby : Materia nie istnieje.
|
|
| | | | | | |  | | Lubię Kawę (143 punktów) | >Zdefiniuj iluzoryczność materii. Na czym ta iluzja materii polega. >Co to znaczyłoby : Materia nie istnieje. Nie pisałem o iluzorycznej materii, ale o iluzorycznej rzeczywistości. Coś przeoczyłem?
----PTRqwerty
|
|
| | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Witam Będę bronił mojego stanowiska, że mówienie o "nieistnieniu materii" nie ma sensu. No przynajmniej spróbuję... Co do definicji... Napisałem definicja, ale chodzi o ogólne pojęcie. Każdy jakieś ma, jednak czy sprecyzowane? Zostawmy Neandertalskich ok? Kowalski z ulicy jakbyś go zapytał : Co to materia to by zdrowo mieszał...ha! Ale KAŻDY styka się z tą materią codziennie  NIEWAŻNE w jakiej rzeczywistości się znajdujemy, wirtualnej czy nie, ale "materia" istnieje według pewnych reguł, które się sprawdzają. Jednym słowem cudów nie ma  (Zdefiniuj "iluzoryczność rzeczywistości")  (brak czasu nie pozwala mi więcej napisać ale rozwinę się  Pozdrowienia
|
|
| | | | | | |  | | leo_z (935 punktów) | >Zdefiniuj iluzoryczność materii. Na czym ta iluzja materii polega. >Co to znaczyłoby : Materia nie istnieje. Chociaż nie byłem wywołany do tablicy, to ot takie moje trzy grosze... Jak dla mnie zasadnym jest pytanie, co rozumiemy pod pojęciem materii gdyż korzystając z dostępnych definicji można tylko zawęzić pole pojęciowe i to tylko do jakiejś określonej formy odniesienia. Szczerze muszę przyznać, że nie jestem dobry "w te klocki", ale na ile poprawnie rozumuję (kto wie lepiej - proszę, niech mnie poprawi), to aby móc zdefiniować materię jako taką, należy w pierwszym rzędzie odnieść się do obszaru zagadnień związanych z cząsteczkami elementarnymi. No i w tym momencie (jak dla mnie) zaczynają się "schody". Chodzi mi o to, że aby to wszystko chciało grać potrzebne jest wzajemne oddziaływanie. Niby wprowadzenie spinu sprawę załatwiło, ale... jak dla mnie - przypomnę laika w tych sprawach, wskazany został tylko "zaczyn". W konsekwencji oznacza to, że materię zmuszony jestem postrzegać jedynie jako swoisty system zero jedynkowy, który nie może istnieć bez zera lub jedynki. Jeżeli faktycznie tak jest i materia jest konglomeratem "czegoś", to nie można niestety jej uznać za czynnik pierwotny, podstawowy. W takim przypadku materię można postrzegać tak jak przykładowe "krzesło" tj. jako swoistą efemerydę.
|
|
| | | | | | | |  | | Lubię Kawę (143 punktów) | CelercinJa jestem skłonny bronić stanowiska, że mówienie o tym, że to co widzimy nie istnieje, nie jest poprawne. Ja jedynie mówię, że nie możemy udowodnić, czy to faktycznie istnieje. Zastanawia mnie dlaczego tak stawiasz na temat istnienia materii. Otóż to się ma nijak do tematu przeze mnie poruszanego. Ja nie mówię, że nic nie istnieje, a jedynie, że nie można udowodnić, że to co obserwujemy istnieje. No ile to można męczyć... to chyba dość jasne. To, że to co widzimy istnieje według pewnych logicznych reguł piszesz. Coś z tego wynika dla naszego zagadnienia? Iluzoryczność rzeczywistości byłaby wtedy, gdyby jakaś istota okłamywała inne, wprowadzając je w świat iluzoryczny, choć nawet całkiem logiczny.  Odpiszę za kilka dni. ----PTRqwerty
|
|
| | | | | | | | |  | | dDrobner | > Ja nie mówię, że nic nie istnieje, a jedynie, że nie można udowodnić, że to co obserwujemy istnieje. No ile to można męczyć... Najpierw mnie oświeciłeś, a potem się wyparłeś?...................Zdrajco....
|
|
| | | | | | | | | |  | | Lubię Kawę (143 punktów) | >> Ja nie mówię, że nic nie istnieje, a jedynie, że nie można udowodnić, że to co obserwujemy istnieje. No ile to można męczyć... >Najpierw mnie oświeciłeś, a potem się wyparłeś?...................Zdrajco.... Od samego początku mówię, że nie twierdzę, że nic nie istnieje, a jedynie, że nie można udowodnić, że to co widzimy w istocie istnieje. Zobacz moje pierwsze wpisy w tym wątku, a szczególnie ten, gdzie cytowałem Alicję z Krainy Czarów. Tam był dłuższy wywód poruszający o wiele więcej problemów (a w szczególności dobór kryteriów jakie przyjmiemy co do tego co istnieje a co nie). No niestety nie mogłem na spokojnie tego przedyskutować z Wami, bo wielki problem zrobiło to, że nie wiemy czy krzesło istnieje, czy nie istnieje. Jest to wręcz oczywisty banał, ale dla co niektórych to nie do przyjęcia, bo fundamenty ich światopoglądów stoją na tym. Wszak krytykują teistów z pozycji nauki i co najmniej niektórzy utrzymują, że nauka wykluczyła Boga, a tu coś takiego nagle... Tak więc nie dało się tutaj porozmawiać o tym co faktycznie mnie interesowało.
----PTRqwerty
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > No niestety nie mogłem na spokojnie tego przedyskutować z Wami, bo wielki problem zrobiło to, że nie wiemy czy krzesło istnieje, czy nie istnieje. Jest to wręcz oczywisty banał, ale dla co niektórych to nie do przyjęcia, bo fundamenty ich światopoglądów stoją na tym.Spox. Nie denerwuj się. Po pierwsze to wcale nie banał ale WIELKA DYSKUSJA OD ZAWSZE  Zacząłeś swoje wypowiedzi od: "Nie można udowodnić, że materia istnieje". Jeżeli tak stawiasz sprawę to chyba jasne, że musisz zakładać, że może nie istnieć. Jeżeli tego nie bierzesz pod uwagę Twoje wypowiedzi są bez sensu, bo powinno Ci wystarczyć uderzenie krzesłem w głowę...  , albo próba przejścia przez drzwi. > Iluzoryczność rzeczywistości byłaby wtedy, gdyby jakaś istota okłamywała inne, wprowadzając je w świat iluzoryczny, choć nawet całkiem logiczny.[A jednak Matrix!?  ] Dlatego tak zwracam uwagę na "definicje"! Słuchaj przecież materia to w pewnym sensie "iluzoryczność". To elektromagnetyzm sprawia opór i to, że coś jest twarde, rozumiesz? Zrozumieliśmy to nie dzięki ZMYSŁOM, bo one nas ograniczają, lecz UMYSŁEM. Wiedza o rzeczywistości jest przybliżona i ciągle niepełna ale na pewno nie jest złudzeniem. Można powiedzieć, że nasza rzeczywistość jest tworem naszego mózgu  ale przecież nie tworzy on tej naszej rzeczywistości swobodnie, ale na postawie pewnych określonych interakcji z tym co nas otacza. Pozdrawiam Przepraszam, że tak długo mnie nie było lecz byłem bardzo zajęty.
|
|
| Zośka | Czy byt jest tym samym, co materia
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|