Chciałabym jeszcze tylko napisać parę słów nt. bytów. Słowa te mają na celu uratowanie sensu wiary irracjonalnej.

Najpierw parę słów o plusach (znienawidzonej) wiary irracjonalnej.
Po pierwsze chyba wszyscy się zgodzą się, że absolut (czyste dobro, miłość, sprawiedliwość, prawda, piękno)
istnieje jako byt wymyślony. Oczywiście tak samo "mogą istnieć" takie byty jak: krasnoludki, ciała astralne itd. Jednak ze wszystkich możliwych bytów najwyższym celem (i "moim Bogiem" ) może być wyłącznie taki byt, którego uznanie nie sprzeciwia się godności człowieka, byt , w którym moja godność może się bardziej doskonalić.

Wg mnie jedynym bytem (ze wszystkich możliwych bytów), którego można z czystym sumieniem szukać, czcić, kochać i dobrowolnie uznać za najwyższy cel ("za Boga") jest absolutna doskonałość (światłość). Po drugie wiara w absolut (czyli sprawiedliwość i miłość)
wyklucza wiarę w różne zabobonne wierzenia (np. numerologia, horoskopy) jak i wszelkie inne uprzedzenia oparte na niesprawiedliwości (np. rasizm). Jest to istotne z tego powodu, ze części z tych wierzeń, chyba nie daje się łatwo odsiać (zweryfikować) rozumowo. Ponadto wiara w "panowanie absolut-u"
wyzwala z lęku przed stworami typu: krasnoludki, ciała astralne... brrr

. Po trzecie dążność do doskonałości
nie ogranicza w żaden sposób mojego rozwoju jako człowieka.

W przeciwieństwie do wiary irracjonalnej istnieje też wiara racjonalna. Wiara ta opiera się na czymś realnym. Wydaje mi..