Czy powinienem, jako satanista, bezgranicznie ufać słowom jakiegokolwiek człowieka, kimkolwiek by on dla mnie nie był? Przyjmuję, zresztą nie bezpodstawnie, iż Fryderyk Nietzsche stworzył podwaliny we współczesnej filozofii, z których wyrósł kierunek powszechnie określany jako satanizm. Na Jego pracach opierał się częściowo Szandor LaVey, pisząc swoją słynną "Biblię". Przed każdym człowiekiem, chcącym poznać i zrozumieć swoją naturę, staje w pewnym wieku poważny problem. Problem wyboru drogi. Jednej z dwóch... Pierwszą drogą, wg. Nietzschego, jest droga SŁABEGO. Słaby nie ma jasno sprecyzowanego światopoglądu, jest prawdopodbnie [ściśle ujmująć ] beztalenciem, człowiekiem obdarzonym przez los podłymi genami, jednocześnie posiadającym tzw. "moralność chrześcijańską" [wg. mnie brak moralności, tzn. totalna hipokryzja, ale nie będę w to wnikał - zainteresowanych odsyłam do "Biblii Szatana"]. Jest to pełzający po Ziemi bezcelowo robak, którego należy rozdeptać. Nie jesteś mu nic winien - to on powinien Tobie służyć z racji tego, że Ty jesteś Silny. Człowiek zwany SILNYM jest przepełniony dostojnością, siłą psychiczną [po części silnie rozwiniętą osobowością i intelektem, nieobecnym wśród większości Bożych Owieczek, w innej mierze po prostu silną psychiką], wielkim ego [co czyni go niepodatnym na wolę niczyją oprócz swojej własnej], talentem [jakimkolwiek, ważne jest tutaj określenie "twórczym"], o doskonałych genach i przede wszystkim WŁADCZYM. Wg. Nietzschego problem Ludzi Słabych.. |