 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-02-2005 22:21 | Bartek Bartkowski (83 punktów) | "Debata": Eutanazja | Wraz z kolegami z Ateisty.pl wziąłem udział w programie Kamila Durczoka. Jechałem na "Debatę" z dość klarownym poglądem na legalizację eutanazji: jest konieczna ze względu na prawo jednostki do stanowienia o sobie. Powiem od razu, że teraz nie jestem już tego tak pewien. Podczas rozmów usłyszałem wiele argumentów przeciwko mojemu stanowisku - od dość prostych i, powiedzmy, mało wyrafinowanych, do bardzo przenikliwych i dających do myślenia. Jak to zwykle bywa, prawdziwie interesujące rozmowy miały miejsce już po zakończeniu programu. Odbyłem bardzo ciekawą rozmowę (właściwie to więcej słuchałem niż mówiłem) z panem doktorem Dariuszem Karłowiczem - prezesem Fundacji Świętego Mikołaja. Muszę przyznać, że argumenty pana doktora zbiły mnie z tropu. Nie odnosiły się do światopoglądu czy religii. Pan Karłowicz jest w stanie zrozumieć człowieka, który chce eutanazji, jak również tego, który eutanazji dokonuje. Nie chce natomiast prawa do wykonywania zabiegu z powodu obawy przed nadużyciami oraz kreowaniem nastroju społecznego sprzyjającemu podejmowaniu takich decyzji. O ile mogę sobie wyobrazić osobę, która chce skrócić swoje cierpienia będąc w pełni sił umysłowych, o tyle mogę sobie wyobrazić również sytuację, w której rodzina pozbywa się babci nakłaniając ją do "podjęcia" decyzji, lub po prostu (polskie warunki!) dając w łapę komu trzeba. Jeśli w Polsce było możliwa afera "skór", możliwe jest wszystko. Pisałem w swoim artykule o karze śmierci, że ryzyko nawet jednej pomyłki skutkującej niewinną śmiercią jest już zbyt duże. Byłbym niekonsekwentny, gdybym zbagatelizował problem możliwych nadużyć eutanazji. Ponadto, tak jak mówiłem w "Debacie": każdego człowieka należy odwodzić od decyzji o zaończeniu swojego życia. W polskich realiach jest faktycznie utrudniony dostęp do fachowej pomocy medycznej oraz psychologicznej. Legalność eutanazji w jakiś sposób może zmotywować co słabszych ludzi do zakończenia własnego życia. Z drugiej strony tym, którzy naprawdę nie chcą już dalej żyć, należy się możliwość odejścia z godnością. Wg. doktora Karłowicza w państwach Europy Zachodniej za tzw. "zabójstwo z litości", jeśli jest udowodnione ponad wszelką wątpliwość, iż motywem była chęć skrócenia cierpień zabitej osoby, sąd wymierza symboliczną karę. Jest to jakby rodzaj nieformalnego przyzwolenia na eutanazję, jednak nie zdejmujący z niej odium zbrodni. Przyznaję, że nie potrafię sobie poradzić z tym problemem. Nie wiem, jakie przyjąć stanowisko. Jedno jest pewne: "Debata" bardzo mi się przydała. Myślę, że jestem teraz odrobinę mądrzejszy, niż byłem. Bartek Bartkowski ateista.pl | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| jarcio | Zalegalizowanie eutanazji bedzie krokiem w strone stworzenia systemu totalitarnego. Głownym, rzekomym, argumentem, który jest wytaczany w obronie eutanazji, jest postulowana troska o ludzi cierpiących.Pewne grona wśród elit twierdzą, że eutanazja pozwoli zaoszczędzić cięrpiącym ludziom dalszych męk i skróci "bezsens" ich dalszego życia. Pierwsze co może być zastanawijącąe w tym "argumencie" jest rzekoma troska systemu o obywatela danego kraju.Na to ja sie w takim razie pytam : od kiedy to system troszczy sie o obywatela ?? I dlaczego zabiera sie do tej "troski" zaczynając od mordowania tego człowiek a ? Władza zawsze wymyślała zbrodnicze ideologie, aby człowieka ogłupić, zmanipulować i zmusić do najcięższych robót, podczas gdy sama nie robiąc nic żywiła sie owocami pracy ludu wyzyskiwanego.System sie nigdy nie troszczył i troszczyć nie bedzie o obywatela i te ich kolejne kłamstwa idące w duchu ideologii wolności, tolerancji itp. itd. są kolejnym orężem by człowieka osłabić, moralnie zdegradować i wcisnąć mu kolejne kalectwo do głowy, aby coraz to efektywniej go wykorzystywać.Jak można mówić o walce z cierpieniem ludzkim, gdy jej fundamentem ma być usmiercenie człowieka ? No toż to przecież czysty absurd.Sztuką jest życie, a nie śmierć.Najłatwiej jest coś zniszczyć, zabić, jednak najtrudnej jest coś przezwyciężyć.Ucieczka to akt tchórzostwa i legalizja eutanazji uczyni tchórza z człowieka bo do tej ucieczki zachęca i tej ucieczki wręcz uczy, poprzez zbrodniczą ideologie.A człowiek, który obraca sie w społczeństwie, gdzie strach jest normą czy może on być człowiekiem silnym ? Nie !
Po drugie może dziwić bezczelność tej ideologii, która to ośmiela sie definiować sens życia za człowieka.Ideologia twierdzi, że człowiek stary, schorowany, który cierpi na śmiertelną chorobe nie ma po co żyć i basta.System po prostu takich ludzi nie potrzebuje.
Po trzecie przypuścmy, że eutanazja jest zalezaglizowana.Czy tak naprawde zmienia rzeczywistość na lepszą ? Z jednej strony bedzie zabijać ludzi którzy ciepią męki lecz z drugiej strony bedzie tworzyć sytuacje w których to prawo bedzie nadużywane.A więc "oszczędzi" sie cierpień jakieś tam liczbie ludzi i jednocześnie przyłoży ręke do mordów dokonowanych w białych rękawiczkach.
Natomiast totalitaryzmu upatruje w normach jakie sie wytworzą po legalizacji eutanazji.Przełamie to bariere w której ludzie stopniowo bedą sie oswajać z prawnym odieraniem życia.Kolejne pokolenia już nie bedą miały takich problemów moralnych z jakimi my dzisiaj sie zmagamy, gdyż urodzą sie w świecie, gdzie proces normalizacji eutanazji już dobiegnie końca.W takim stanie rzecz jasna, jest łatwiej złamać kolejna granice np. uśmiercania wszelkiej maści desperatów.A może nawet wrogów polityczncyh systemu ? Wtedy to w telewizji wmówi sie człowiekowi, że delikwent jest nieuleczalnie chory psychicznie i cierpi katusze. Wobec tego trzeba mu bedzie "pomóc".
|
|
 | | gooa (746 punktów) |
> .Sztuką jest życie, a nie śmierć. Oto chodzi, wiec po co doszukiwac sie w niej zycia, sztuki ?
>. .Najłatwiej jest coś zniszczyć, zabić, jednak najtrudnej jest coś przezwyciężyć.Ucieczka to akt tchórzostwa i legalizja eutanazji uczyni tchórza z człowieka bo do tej ucieczki zachęca i tej ucieczki Nikogo nikt nie zacheca, prawo, to jeszcze nie obowiazek, w tym przypadku. Wydaje mi sie, ze "zaplanowanie" wlasnego odejscia na dzis, lub jutro, to wielka odwaga.
|
|
|  | | jarcio | >> .Sztuką jest życie, a nie śmierć. >Oto chodzi, wiec po co doszukiwac sie w niej zycia, sztuki ?
No własnie po co ? Ja tego nie zasugerowałem w swoim zdaniu.To Twoja myśl więc nie zarzucaj mi że jestem jej autorem.Gdzie napisałem, że traktuje śmierć jako sztuke i doszukuje sie tam życia ???? Przecież jak byk jest napisane gdzie upatruje sztuki, a co stanowi o akcie jej destrukcji.
>>. .Najłatwiej jest coś zniszczyć, zabić, jednak najtrudnej jest coś przezwyciężyć.Ucieczka to akt tchórzostwa i legalizja eutanazji uczyni tchórza z człowieka bo do tej ucieczki zachęca i tej ucieczki >Nikogo nikt nie zacheca, prawo, to jeszcze nie obowiazek, w tym przypadku.
Aha rozumiem, że eutanazja nikogo nie zachęci do korzystania z jej praw. ;-P %-) Poza tym moje zdanie miało kontekst i fajnie by było gdybyś właśnie pytała w kontekście.
>to jeszcze nie obowiazek, w tym przypadku.
Ale o czym ty mówisz ? Gdzie ja napisałem, że ludzie bedą to traktować jako obowiązek ??
>Wydaje mi sie, ze "zaplanowanie" wlasnego odejscia na dzis, lub jutro, to wielka odwaga. >
Ja nie planuje swojej śmierci, a życie.Eutanzaja planuje śmierć.Przeciwnicy eutanazji mówią o życiu.Celem eutanazji jest śmierć.Celem pomocy jest życie.
|
|
| |  | | gooa (746 punktów) |
>>Ja nie planuje swojej śmierci, a życie.Eutanzaja planuje śmierć.Przeciwnicy eutanazji mówią o życiu.Celem eutanazji jest śmierć.. Tak, ale smierc, jako wybawienie z meczarni, ktora niektorzy nazywaja "zyciem".
.> Celem pomocy jest życie. Moim zdaniem celem pomocy jest spelnic ostatnia wole cierpiacego czlowieka.Inna sprawa, ze osobiscie nie chcialabym znajdowac sie na miejscu tej osoby (pomagajacej).
|
|
 | | waldmarc | To przyjemnie zawsze i budująco uprawiać wzniosłą moralność kosztem cierpienia drugiego człowieka. Nie ważne, że ktoś inny może wyć z bólu w ostatnim stadium raka, ważne jest bycie "obrońcą życia", ważne jest wysokie mniemanie o własnej moralności i samozadowolenia, że się nie dopusza do takich "barbarzyńskich" praktyk jak eutanazja.
|
|
|  | | Zielona | Czemu jesteś tak przesiąknięty goryczą ? Nie chodzi o "barbarzyństwo" eutanazji, nie chodzi "obrońcom zycia" o podnoszenie samooceny kosztem ludzi cierpiacych, przynajmniej części z nas nie o to chodzi. Nawet jeśli eutanazja jako akt jednostkowy bywa jedynym rowiązaniem to jako zjawisko społeczne jest groźna i tylko o tym mowa. Kolega, który zapoczątkował wątek napisał ciekawą uwagę : > Wg. doktora Karłowicza w państwach Europy Zachodniej za tzw. "zabójstwo z litości", >jeśli jest udowodnione ponad wszelką wątpliwość, iż motywem była chęć skrócenia >cierpień zabitej osoby, sąd wymierza symboliczną karę. Jest to jakby rodzaj >nieformalnego przyzwolenia na eutanazję, jednak nie zdejmujący z niej odium zbrodni.W dyskusjach odnośnie legalizacji eutanazji chodzi o wyznaczenie drogi społecznego rozwoju bardziej niż o jednostkowe cierpienie, do którego nikt cierpiącemu człowiekowi nie odbiera prawa. Człowiek ma prawo nie chcieć żyć, ale społeczeństwo ma lub mieć powinno obowiązek żeby go od tego odwodzić a jeśli takiej szansy nie ma i faktycznie dochodzi do czynu eutanastycznego co działo się od wieków i dziac będzie zapewne nadal to istotne jest aby społeczeństwo miało nad sobą ten rodzaj "kijka" bariery emocjonalnej, że życia ludzkiego bezkarnie (choćby kara ta miała być symboliczna) odbierać nie można. Pozdrawiam  ??
|
|
| |  | | waldmarc | Nie obraź się proszę, ale Twoja postawa trąci trochę faryzejstwem (podobnie zresztą jak - paradoksalnie w obliczu nauk Jezusa - całe chrześcijaństwo). Najważniejsze żeby wszystko wyglądało ładnie na wierzchu. Oficjalnie nie dopuszczamy eutanazji, bo to godzi w naszą cywilizację itd., ale po cichu to niech sobie będzie, odstąpi się wtedy od wymierzenia kary. Nie jestem przekonany, czy jest to postawa sprzyjająca życiu społeczeństw, ponieważ uczy pewnej dwulicowości, lekceważenia norm. Czy nie lepiej ustalić przejrzyste, minimalne zasady, które jednak będzie się traktować serio, niż snuć wzniosłe idee traktowane przez większość z przymrużeniem oka?
Nadużycia mogą sie zdarzyć we wszystkich dziedzinach, ale z tego co wiem projekt senator Szyszkowskiej obwarowany jest wieloma zabezpieczeniami mającymi to niebezpieczeństwo minimalizować (choćby dopuszczenie tylko 10 osób w całej Polsce do wykonywania eutanazji).
Eutanazja zawsze będzie decyzją dramatyczną, podejmowaną w ostateczności. Nie ma tu wyboru miedzy dobrem a złem; jest to wybór miedzy jednym złem - eutanazją, a drugim złem - ogromnym bólem i tak należy to rozpatrywać. A że jest to wybór koszmarny, stąd może i moja gorycz.
Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Zielona | > Nie obraź się proszę, ale Twoja postawa trąci trochę faryzejstwem (podobnie zresztą jak - paradoksalnie w obliczu nauk Jezusa - całe chrześcijaństwo). Najważniejsze żeby wszystko wyglądało ładnie na wierzchu. Oficjalnie nie dopuszczamy eutanazji, bo to godzi w naszą cywilizację itd., ale po cichu to niech sobie będzie, odstąpi się wtedy od wymierzenia kary.Źle mnie rozumiesz. Nie chodzi wcale o fakt żeby ładnie opakować problem, ale o to żeby go rozwiązać. Patrzę na legalizację eutanazji bardziej przyszłościowo. Na chwilę obecną zdarzają się sytuacje kiedy cierpienie człowieka faktycznie nie jest do zniwelowania, powiedzmy osoba taka nie ma rodziny, nie potrafi tak przewartościować zycia by znaleźć nowy sens jednak ja wierzę, że kwestia czasu jest rozwiązanie problemu cierpienia ; fizyczne współczesnie jest prawie wyeliminowane, dobrze leczony ból przestaje istnieć, psychiczne ciagle stanowi ten większy kaliber problemu, ale ono jest pochodną wielu czynników w tym psychospołecznych, które także z czasem będziemy mogli eliminować. W obliczu powyższego nie ma sensu legalizować eutanazji w chwili obecnej, bo ona uważam przeniesie uwagę z problemu pomagania ludziom cierpiącym na ich powiedziałabym nawet brutalnie... eksterminację. To jest moja obawa jako człowieka zyjącego w społeczeństwie, który chce mieć poczucie bezpieczeństwa, być może jest to obawa o charakterze wyłącznie paranoidalnym, czas pokaże. Mam nadzieję, że to co napisałam pomoże Ci zrozumiec moje stanowisko choć zapewne rozumieć nie znaczy popierać. Pozdrawiam  ??
|
|
| Zielona | Witaj  Jako osoba niewierząca jestem przeciwna eutanazji, ponizej mały wycinek mojego stanowiska: Kiedy pierwszy raz wiele lat temu zetknęłam się z terminem eutanazja i gdy próbowałam po raz pierwszy odpowiedzieć sobie czy powinno się praktykować za przyzwoleniem państwa ten proceder przyszło mi na myśl pierwsze skojarzenie: czy gdybym to ja była taką osobą cierpiącą chciałabym móc odejść w wybranym przez siebie momencie ? Wtedy odpowiedziałam sobie "tak, chciałabym móc decydować o sobie do końca" Myślę, że wiele osób podobnie do mnie rozważa kwestię eutanazji. Przy tej pierwszej myśli część osób zapewne pozostaje i tym kryterium kieruje się opowiadając się za legalizacją eutanazji. Jednakże taki sposób myślenia wydaje mi się obecnie bardzo powierzchowny i nie dotyka istoty sprawy. Dzisiejsza medycyna jest w stanie złagodzić ból fizyczny niemalże w zupełności, więc cierpienie pacjenta myślę, że należy rozpatrywać bardziej pod kątem doznań psychicznych. Tutaj nasuwa się od razu pytanie dlaczego ludzie chorzy cierpią ? Czy cierpienie ich wynika z faktu, że czują się mniej wartościową istotą ludzką ? Czy obawiają się sprawiać cierpienie swoim bliskim, którzy się nimi opiekują ? Czy też boją się powolnego acz sukcesywnego podążania w kierunku śmierci ? A może ich lęk budzi obserwacja swojego ciało i psychiki, która każe notować zmiany jakie zwiastują śmierć ? Z pewnością cierpnie każdej osoby ma indywidualny wymiar i może dotyczyć kilku aspektów o jakich pomyślałam, ale też zapewne wielu takich z jakich ja sobie sprawy zdawać nie mogę nie będąc w sytuacji osoby cierpiącej tak bardzo, że pragnącej dla siebie śmierci... Rozróżnienie między bólem psychicznym i fizycznym było ważnym etapem mojego poszukiwania odpowiedzi na pytanie "za" czy "przeciw" Kolejnym istotnym argumentem było szukanie odpowiedzi na pytanie czy faktycznie głos o legalizację eutanazji jest głosem ludzi chcących skrócić swoje męki czy też jest to głos ludzi, którzy chcą realizować własne cele wykorzystując hasła postulujące realizację pewnych etapów rozwoju cywilizacji celem dobra społecznego. Wedle badań przeprowadzonych w Holandii 90 % osób, które trafiają do hospicjum z zamiarem dokonania eutanazji odstąpiło od niej. Te wyniki wskazują jak nikły odsetek ludzi tak naprawdę ma głębokie przeświadczenie, że śmierć jest dla nich jedynym rozwiązaniem. Zatem jeżeli medycyna posuwa się na przód eliminując fizyczne cierpnie to myślę, że my jako społeczeństwo, rodziny chorych, psychologowie winniśmy raczej podążać paralelnie do jej osiągnięć i "walczyć" o psychikę człowieka cierpiącego zamiast pozwalać mu w akcie bezsilności umrzeć sankcjonując eutanazję. Pomagać żyć szczególnie wtedy gdy żyć jest ciężko. Winniśmy walczyć o niwelowanie cierpienia szukając nowych sposobów stymulacji psychiki chorych, troszczyć się o nich i ich życie szczególnie wtedy gdy przychodzi zwątpienie co do sensu przedłużania swej egzystencji. Otaczać ludzi troską i miłością oraz dawać im do zrozumienia, że choć zmieniła się ich sytuacja fizyczna nadal są integralną częścią tego świata tak jak każdy z nas i mają tu swoje własne miejsce. Moim zdaniem (być może jest to opinia osoby mało doświadczonej, idealizującej życie) legalizacja eutanazji jest właśnie takim wyrazem bezsilności, odsunięciem problemu na bok pod sztandarem dobra pacjenta i społeczeństwa. A jeśli problem cierpienia odsuniemy na bok głosząc, że człowiek ma legalne prawo do "dobrej śmierci" to trudno będzie ów problem wskrzesić ponownie i faktycznie zająć się nim, zająć się "dobrym życiem". Myślę, że takie rozwiązanie byłby podążaniem w kierunku rozluźniania więzi społecznych i pozostawiania każdego z nas de facto samemu sobie. Moim zdaniem niezgoda na legalną eutanazję jest bardziej dalekowzrocznym krokiem niż jej legalizacja. Pozdrawiam  ??
|
|
 | | jarcio | A poza tym nie wierze, że medycyna która grzebie przy kodzie genetycznym i klonuje człowieka, nie jest w stanie wynalezc takiego anybiotyku, który wyeliminuje wszelkie cierpienie.Medycyna napewno jest w stanie to zrobić.A może taki antynbiotyk już jest ?
|
|
|  | | Zielona | Popieram też to co napisałeś we wcześniejszym poście. Legalizacja eutanazji poza groźbią wielu innych nadużyć grozi przede wszystkim społeczną depercjacją ludzkiego życia. Człowiek już w chwili kiedy się rodzi ma nad sobą wizję śmierci jako NATURALNEJ konsekwencji życia tyle, że jako społeczeństwo powinniśmy iść w tym kierunku aby śmierć człowieka była naturalną konsekwencją a nie indukowaną. Pod terminam "naturalny" rozumiem nieuchronny w obliczu zaistaniałych faktów czyli stan kiedy organizmowi ludzkiemu nie może pomóc medycyna i następuje śmierć pnia mózgu czyli definitywny kres pracy ludzkiego umysłu. Co do leczenia bólu to wiem z pewnego źródła, że jego poziom jest coraz wyższy zatem tym bardziej debaty o legalizacji eutanazji w czasach wspoółczesnych a nie poiwedzmy 100 lat temu kiedy faktycznie ludzie cierpieli fizycznie katusze są jakby mało uzasadnione. Pozdrawiam  ??
|
|
| gooa (746 punktów) |
>Przyznaję, że nie potrafię sobie poradzić z tym problemem. Ja tez, jak na razie ... ale gdybym kiedys stanela przed wyborem, musialabym podjac jakas decyzje.
Inna rzecz, jezeli ktos wreszcie wytlumaczy co to jest smierc "godna" i "nie - godna", to bede wdzieczna.
|
|
 | | Zielona |
> Inna rzecz, jezeli ktos wreszcie wytlumaczy co to jest smierc "godna" i "nie - godna", to bede wdzieczna.Myśl.ę, że za "niegodną" ogół ludzi uważa fażę przedśmiertną i samą agonię, która ma silne oznaki regresu, na osi natura - kultura bardziej w kierunku natura. Inna część osób pod tym pojęciem ma pewnie na myśli subiektywny stan psychiczny osoby chorej odnośnie swojego położenia czyli fakt czy chory czuje, ze godnie umiera czy też odczuwa , że goność tę utracił. Pozdrawiam  ??
|
|
|  | | gooa (746 punktów) | >>Inna rzecz, jezeli ktos wreszcie wytlumaczy co to jest smierc "godna" i "nie - godna", to bede wdzieczna. >Myśl.ę, że za "niegodną" ogół ludzi uważa fażę przedśmiertną i samą agonię, która ma silne oznaki regresu, Jezeli naprawde tak jest, to ja przeprowadzam sie na Marsa.
> . Inna część osób pod tym pojęciem ma pewnie na myśli subiektywny stan psychiczny osoby chorej odnośnie swojego położenia czyli fakt czy chory czuje, ze godnie umiera czy też odczuwa , że goność tę utracił. To juz lepiej.
Moim zdaniem poczatek i koniec zycia czlowieka, to dwa najwazniejsze momenty. Godnosc lezy pomiedzy nimi.
|
|
| |  | | Zielona |
> >Myśl.ę, że za "niegodną" ogół ludzi uważa fażę przedśmiertną i samą agonię, która ma silne oznaki regresu,> Jezeli naprawde tak jest, to ja przeprowadzam sie na Marsa.Naprawdę tak bywa, ale nie wyprowadzaj się na Marsa, jesteś potrzebna tu na Ziemi  W czasach bumu estetyzmu naturalizm jest chyba trochę represjonowany. Ludzie nie chcą za bardzo pamiętać o tym jak czasem wygląda umieranie, bo to jest "brzydkie" Brudny pampers wobec obrazka ślicznej pani z reklamy TV - to budzi dysonans. Ludzie chcą być jak Ci z reklam zatem kodują sobie, że ekspresja pierwiastka natury odziera z godności a tym samym niegodna śmierć to taka kiedy człowiek bliższy jest pierwotnym instynktom miż kulturze. > Moim zdaniem poczatek i koniec zycia czlowieka, to dwa najwazniejsze momenty.> Godnosc lezy pomiedzy nimi.Życie to kontinuum między biegunami narodziny i śmierć, osobiście nie kładłabym jakiegoś szczególnego akcentu na początek i koniec podczas wartościowania życia. Całokształ jest ważny. Wracając do godności umierania to oczywiście subiektywne poczucie osoby jest istotne a nie odczucie otoczenia a często właśnie otoczenie osoby chorej indukuje w niej brak poczucia godności... ??
|
|
| | |  | | gooa (746 punktów) |
>W czasach bumu estetyzmu naturalizm jest chyba trochę represjonowany. Ludzie nie chcą za bardzo pamiętać o tym jak czasem wygląda umieranie, bo to jest "brzydkie". Piekno, zglebianie natury piekna, zawsze istnialo. To, co dzieje sie teraz, nazwalabym oszalamianiem ludzi; nie pieknem, lecz srodkami pozwalajacymi nam "poczuc" to piekno. Nie sadze, aby obraz "godnej" smierci, rysowal sie w ludziach w odniesieniu do wzorcow estetycznych. Juz troche zwatpilam, ale nadal wierze w czlowieka z wyobraznia.
> Brudny pampers wobec obrazka ślicznej pani z reklamy TV - to budzi dysonans. U kogo ? A, ze tak powiem wprost; pompers tej "damy", reklamowany kilka sekund pozniej, to nie dysonans ?
>Życie to kontinuum między biegunami narodziny i śmierć, osobiście nie kładłabym jakiegoś szczególnego akcentu na początek i koniec podczas wartościowania życia. Całokształ jest ważny. Dlatego powtorze, ze ( wmoim pojeciu) GODNOSC czlowiek to jego ZYCIE, to jakim jest czlowiekiem, a nie w jaki sposob umiera.
>Wracając do godności umierania to oczywiście subiektywne poczucie osoby jest istotne a nie odczucie otoczenia a często właśnie otoczenie osoby chorej indukuje w niej brak poczucia godności... Dobra, to poczekajmy, az przyjdzie kolej na nich...
|
|
| | | |  | | Zielona | > Piekno, zglebianie natury piekna, zawsze istnialo.Oczywiście, że zawsze istniało. Percepcja piękna jest niewątpliwie dana każdemu człowiekowi, nawet turpistom. >To, co dzieje sie teraz, nazwalabym oszalamianiem ludzi; nie pieknem, lecz srodkami pozwalajacymi nam "poczuc" to piekno. Ja nazwałam to właśnie bumem estetyzmu, istotne jest rozróżnienie między pojęciem estetyka a estetyzm. > Nie sadze, aby obraz "godnej" smierci, rysowal sie w ludziach w odniesieniu do wzorcow estetycznych. Juz troche zwatpilam, ale nadal wierze w czlowieka z wyobraznia. Cóż ja jednak podtrzymuję mój osąd, że współczesny obraz "godnej śmierci" ma wiele wspólnego z aktualnym trendem promowania wizerunku człowieka wiecznie młodego i pięknego. Ludzie przestali umierać w domach, głównie umierają w szpitalach, wizję śmierci odsuwamy od siebie coraz dalej. Przeprowadzono badania (nie podam Ci, kto, bo słyszałam o nich tylko), które wykazały, że we współczesnym społeczeństwie rośnie fobia śmierci, co jest efektem powyższego stanu rzeczy. > U kogo ? A, ze tak powiem wprost; pompers tej "damy", reklamowany kilka sekund pozniej, to nie dysonans ?Moje określenie "brudny pampers" to pierwsze obrazowe skojarzenie, jakie przyszło mi na myśl, ale nic chodzi tu konkretnie o artykuł, jakim jest ten środek higieniczny, on pełni w mojej wypowiedzi wyłącznie rolę metafory, symbolu regresu, który często towarzyszy ostatniej fazie umierania. Natomiast wkładki higieniczne dla kobiet o zapachu powiedzmy rumiankowym choćby w tej reklamie gdzie kilka młodych dziewcząt biega rozkosznie po łące to jednak nadal jest promowanie piękna i dysonansu nie budzi, no chyba, że u kogoś, kto jest szczególnie wrażliwy na każdą wzmiankę o ludzkiej fizjologii. Pytasz, u kogo - z własnych obserwacji, jako, że w mojej rodzinie jest osoba "przywiązana do łóżka" mogę powiedzieć, że u znacznej większości osób, nawet tych, które kiedyś były z nią blisko związane emocjonalnie. Zapewne z moich osobistych doświadczeń wynika ten mój wewnętrzny sprzeciw wobec aktualnych trendów. Pytanie na ile moje stanowisko jest reprezentatywne ? może to tylko moje urojenia...  > Dlatego powtorze, ze ( wmoim pojeciu) GODNOSC czlowiek to jego ZYCIE, to jakim jest czlowiekiem, a nie w jaki sposob umiera.Pierwotnie zadałaś pytanie o "godną śmierć" o to, czym jest według ludzi - taki był punkt zaczepienia do dyskusji. Jak rozumiem wedle Ciebie wprowadzanie pojęcia godnej śmierci jest zbędne należy położyć akcent na godność życia ? Jeśli tak to zgadzam się z Tobą. Moje wywody kręcą się wokół dwóch kwestii - po pierwsze, jeśli jakkolwiek mielibyśmy rozpatrywać "godne umieranie" to moim zdaniem można zrobić to WYŁĄCZNIE przez pryzmat subiektywnego poczucia osoby umierającej, nie inaczej. Po drugie uważam, że społeczeństwo ma obowiązek w taki sposób opiekować się umierającym, aby dostawał sygnały zwrotne utwierdzające go w tym, że godności nie utracił niezależnie od tego, w jakim jest stanie jest człowiekiem do końca a "nic, co ludzkie nie powinno być nam obce" ??
|
|
| | | | |  | | gooa (746 punktów) |
> Cóż ja jednak podtrzymuję mój osąd, że współczesny obraz "godnej śmierci" ma wiele wspólnego z aktualnym trendem promowania wizerunku człowieka wiecznie młodego i pięknego. Kazdy normalny czlowiek w ktoryms momencie swojego zycia przechodzi kryzys, uswiadamiajac sobie doglebnie, ze jest smiertelny. Przez to trzeba przejsc, jak przechodzi sie okres dojrzewania. Jezeli juz to przetrawimy, a moze to trwac nawet kilka lat, jakos dziwnie zycie zaczyna nabierac prawdziwego sensu i lopatologie reklamowe o wiecznej mlodosci, pieknosci i zdrowiu, przyjmujemy z dystansem. Racjonalnie.
>Natomiast wkładki higieniczne dla kobiet o zapachu powiedzmy rumiankowym choćby w tej reklamie gdzie kilka młodych dziewcząt biega rozkosznie po łące to jednak nadal jest promowanie piękna i dysonansu nie budzi, no chyba, że u kogoś, kto jest szczególnie wrażliwy na każdą wzmiankę o ludzkiej fizjologii. To nie jest wzmianka o ludzkiej fizjologii, tylko zarabianie grubej forsy kosztem godnosci kobiety.
>Pierwotnie zadałaś pytanie o "godną śmierć" o to, czym jest według ludzi - taki był punkt zaczepienia do dyskusji. Jak rozumiem wedle Ciebie wprowadzanie pojęcia godnej śmierci jest zbędne należy położyć akcent na godność życia ? Jeśli tak to zgadzam się z Tobą.
Uczepilam sie tej "godnosci umierania", poniewaz uwazam, ze nie istnieje jakas uniwersalna definicja tego pojecia. Punktem wyjscia powinien byc sam zainteresowany. On nie ma obowiazku tlumaczyc sie, czy czuje sie godnie i "my" nie mamy prawa osadzac jego polozenia, jako godnego lub nie.
|
|
| | | | | |  | | Zielona |
>Kazdy normalny czlowiek w ktoryms momencie swojego zycia przechodzi kryzys, uswiadamiajac sobie doglebnie, ze jest smiertelny. Przez to trzeba przejsc, jak przechodzi sie okres dojrzewania. Jezeli juz to przetrawimy, a moze to trwac nawet kilka lat, jakos dziwnie zycie zaczyna nabierac prawdziwego sensu i lopatologie reklamowe o wiecznej mlodosci, pieknosci i zdrowiu, przyjmujemy z dystansem. Racjonalnie.
Normalny człowiek powiadasz... hmm... mogłybyśmy na temat norm stoczyć długą dyskusję. Niestety normy książkowe niekoniecznie odnoszą się do większości z nas.
>To nie jest wzmianka o ludzkiej fizjologii, tylko zarabianie grubej forsy kosztem godnosci kobiety.
Dla kogoś wrażliwego i z dużą wyobraźnią jest to właśnie wzmianka o fizjologii. Stąd nagłaśniane były rozpaczliwe listy od panów, którzy prosili aby nie emitować w porze obiadowej tego typu artykułów. A dlaczego widzisz tu zarabianie kasy na GODNOŚCI KOBIETY ? To jest dla mnie niejasne. Zarabianie tak, ale nie rozumiem dlaczego uważasz, ze na godności.
>Uczepilam sie tej "godnosci umierania", poniewaz uwazam, ze nie istnieje jakas uniwersalna definicja tego pojecia. Punktem wyjscia powinien byc sam zainteresowany. >On nie ma obowiazku tlumaczyc sie, czy czuje sie godnie i "my" nie mamy prawa osadzac jego polozenia, jako godnego lub nie.
Tu zgoda. Nie ma definicji uniwersalnej. Jednak w obliczu dyskusji o eutanazji właśnie takie pytania ludzie stawiają godna v/s niegodna śmierć.
??
|
|
| | | | | | |  | | gooa (746 punktów) |
Chcialam jeszcze zauwazyc, ze jezeli brane jest pod uwage zalegalizowanie eutanazjii, to nie mozna obejsc podstawowego pytania, mianowicie; kiedy zaczyna sie umieranie ? Z tego co wiem, istnieje eutanazja, ktora nazwalabym "spontaniczna", czyli stosowana u osob w ostatniej, nieodwracalnej fazie choroby (najczesciej raka), oraz eutanazja, ktora planuje sie jakis czas wczesniej, poprzedzona scisla ankieta na temat stanu zdrowia pacjenta. Pare lat temu ogladalam w telewizji taka smierc "na zywo", w holenderskiej telewizji. Wstrzasnelo to mna okropnie, ale widzac cierpienie czlowieka, nie mozna przynajmnie nie sprobowac zrozumiec - dlaczego ?
|
|
| | | | |  | | śmierć to jest to | > >Piekno, zglebianie natury piekna, zawsze istnialo.> Oczywiście, że zawsze istniało. Percepcja piękna jest niewątpliwie dana każdemu człowiekowi, nawet turpistom.> >To, co dzieje sie teraz, nazwalabym oszalamianiem ludzi; nie pieknem, lecz srodkami pozwalajacymi nam "poczuc" to piekno.> Ja nazwałam to właśnie bumem estetyzmu, istotne jest rozróżnienie między pojęciem estetyka a estetyzm.> >Nie sadze, aby obraz "godnej" smierci, rysowal sie w ludziach w odniesieniu do wzorcow estetycznych. Juz troche zwatpilam, ale nadal wierze w czlowieka z wyobraznia.> Cóż ja jednak podtrzymuję mój osąd, że współczesny obraz "godnej śmierci" ma wiele wspólnego z aktualnym trendem promowania wizerunku człowieka wiecznie młodego i pięknego. Ludzie przestali umierać w domach, głównie umierają w szpitalach, wizję śmierci odsuwamy od siebie coraz dalej. Przeprowadzono badania (nie podam Ci, kto, bo słyszałam o nich tylko), które wykazały, że we współczesnym społeczeństwie rośnie fobia śmierci, co jest efektem powyższego stanu rzeczy.> >U kogo ? A, ze tak powiem wprost; pompers tej "damy", reklamowany kilka sekund pozniej, to nie dysonans ?> Moje określenie "brudny pampers" to pierwsze obrazowe skojarzenie, jakie przyszło mi na myśl, ale nic chodzi tu konkretnie o artykuł, jakim jest ten środek higieniczny, on pełni w mojej wypowiedzi wyłącznie rolę metafory, symbolu regresu, który często towarzyszy ostatniej fazie umierania.> Natomiast wkładki higieniczne dla kobiet o zapachu powiedzmy rumiankowym choćby w tej reklamie gdzie kilka młodych dziewcząt biega rozkosznie po łące to jednak nadal jest promowanie piękna i dysonansu nie budzi, no chyba, że u kogoś, kto jest szczególnie wrażliwy na każdą wzmiankę o ludzkiej fizjologii.> Pytasz, u kogo - z własnych obserwacji, jako, że w mojej rodzinie jest osoba "przywiązana do łóżka" mogę powiedzieć, że u znacznej większości osób, nawet tych, które kiedyś były z nią blisko związane emocjonalnie. Zapewne z moich osobistych doświadczeń wynika ten mój wewnętrzny sprzeciw wobec aktualnych trendów. Pytanie na ile moje stanowisko jest reprezentatywne ? może to tylko moje urojenia...  > >Dlatego powtorze, ze ( wmoim pojeciu) GODNOSC czlowiek to jego ZYCIE, to jakim jest czlowiekiem, a nie w jaki sposob umiera.> Pierwotnie zadałaś pytanie o "godną śmierć" o to, czym jest według ludzi - taki był punkt zaczepienia do dyskusji. Jak rozumiem wedle Ciebie wprowadzanie pojęcia godnej śmierci jest zbędne należy położyć akcent na godność życia ? Jeśli tak to zgadzam się z Tobą.> Moje wywody kręcą się wokół dwóch kwestii - po pierwsze, jeśli jakkolwiek mielibyśmy rozpatrywać "godne umieranie" to moim zdaniem można zrobić to WYŁĄCZNIE przez pryzmat subiektywnego poczucia osoby umierającej, nie inaczej. Po drugie uważam, że społeczeństwo ma obowiązek w taki sposób opiekować się umierającym, aby dostawał sygnały zwrotne utwierdzające go w tym, że godności nie utracił niezależnie od tego, w jakim jest stanie jest człowiekiem do końca a "nic, co ludzkie nie powinno być nam obce"> ??
|
|
 | | jarcio |
>Inna rzecz, jezeli ktos wreszcie wytlumaczy co to jest smierc "godna" i "nie - godna", to bede wdzieczna. >
Popieram.Ludzie sami przed soba powinni udzielić odpowiedzi na takie pytanie, a nie wypatrywać za wszelkiej maści idolami, którzy zrobią to za nich.
|
|
| Walpurg (29 punktów) | Nie mam żadnej wątpliwości, że człowiek ma prawo decydować o własnym życiu.
Wprowadzenie eutanazji musi iść jednak w parze z odpowiednim programem, przekonującym człowieka do pozostania przy życiu. Dlatego uważam, że proponowany przez Szyszkowską miesiąc od chwili zgłoszenia decyzji o poddaniu się eutanazji do jej wykonania jest stanowczo za krótki. Czas ten powinien wynosić od 3 do 6 miesięcy. Nie mam watpliwości, że wiele osób gotowych na śmierć, zmieni zdanie i podejmie walkę. Człowieka należy przekonywać do pozostania przy życiu. Jest jednak granica, po przejściu której należy uszanować decyzję człowieka o własnej śmierci.
Aut liberi aut libri (Nietzsche)
|
|
| św.Marek | Ja bym Bratku na taką debatę nie poszedł. Jak widzimy to z podobnych debat, mobilizują się na nie głównie tacy "specjaliści", jak na naszym forum Joanna, Krzysiu, Teresa, czy Holy_Grail_Seeker; zawsze takie debaty schodzą na psy, czyli na religię. Poruszasz dwie sprawy: samą eutanazję, oraz stosunek do niej naszego rozmodlonego społeczeństwa, a to są dwa sprzeczne czynniki. Eutanazja jeszcze długie lata, za tego pokolenia, nie ma szans na wprowadzenie. A jakie ono jest, widać całkiem wyraźnie. Katolickie normy moralne z jednej strony, a drugiej ci sami ludzie, z taką pianą oburzenia na ustach sprzeciwiający się skróceniu cierpień umierającego człowieka, w 76 bodajże procentach nawołują do zabijania ludzi całkiem sprawnych - mówię o żądaniu przywrócenia kary śmierci. To faryzeuszostwo jest tak wstrętne i przesiąknięte tak czystą ideologią, że czas chyba, by o tych sprawach zaczęli wreszcie mówić ludzie rozsądni. Byłem wiele lat temu świadkiem umierania w sąsiedniej klatce schodowej ośmioletniego dziecka. Na raka. Umierało przez osiem dni i prawie cały czas wyło nieludzko z bólu. Do dziś w słowach przeciwników eutanazji słyszę owo wycie... A to znieczulica tylko na cierpienia innych ludzi. Gdyby każdy z nich doświadczył podobnego wypadku w swojej rodzinie, a przynajmniej w najbliższym otoczeniu, natychmiast przerodziłby się w zagorzałego zwolennika podobnie, jak przepoczwarza się dotąd bogobojna osoba, której zabili jakąś bliską osobę, więc natychmiast chce zabicia sprawcy, najlepiej przez tortury. Ile jest warte nasze społeczeństwo widać ze słów przeciwników eutanazji. Nikt do nikogo nie ma zaufania, wszyscy są potencjalnymi zabójcami, szczególnie po aferze w łódzkim pogotowiu. Ale może by zacząć naprawiać ten powszechny kryzys zaufania? Może ludzie trzeźwo myślący ustaliliby jakieś rozsądne, sprawdzalne reguły, które wykluczałyby dowolność i sobiepaństwo. Wyjście z sądem wydającym symboliczny wyrok jest idiotyczne, to takie samooszukiwanie, udawanie winy i kary, słowem: piaskownica. Reguły muszą być oczywiste i jasne dla wszystkich. Człowiek musi umrzeć, ale powinien zgasnąć bez cierpienia. Każdy myślący człowiek powinien dopuszczać eutanazję, ale bez ideologii i polityki, mądrą i celową.
___________ Pozdrawiam
|
|
 | | Zielona | > Byłem wiele lat temu świadkiem umierania w sąsiedniej klatce schodowej ośmioletniego dziecka. Na raka. Umierało przez osiem dni i prawie cały czas wyło nieludzko z bólu.Jestem świadkiem umierania osoby, którą kocham i nie jest to umieranie z podniesionym czołem... > Do dziś w słowach przeciwników eutanazji słyszę owo wycie... A to znieczulica tylko na cierpienia innych ludzi.Nie, to niekoniecznie znieczulica. Takie polaryzowanie opinii jak Twoja pokazuje, że sąd Twój jest bardziej emocjonalny niż racjonalny. A kwestia legalizacji eutanazji jest tak istotna dla społeczeństwa, że należy przyjrzeć się jej bez epatowania obrazem ludzi cierpiących. Moje wrażenie jest takie, że to zwolennicy eutanazji wykorzystują czasem cierpienie ludzi chorych w celu realizacji własnych interesów i niekoniecznie jest to przejaw szacunku dla drugiego człowieka a czasem wręcz załatwianie własnego problemu, czyli próba obniżenia napięcia, jakie wywołuje w nich lęk przed śmiercią, własną śmiercią. Zatem kto jaką przesłanką się kieruje będąc "za" lub "przeciw" należy rozpatrywać indywidualnie, bo generalizowanie w tym wypadku jest niesłuszne. > Gdyby każdy z nich doświadczył podobnego wypadku w swojej rodzinie, a przynajmniej w najbliższym otoczeniu, natychmiast przerodziłby się w zagorzałego zwolennika podobnie, jak przepoczwarza się dotąd bogobojna osoba, której zabili jakąś bliską osobę, więc natychmiast chce zabicia sprawcy, najlepiej przez tortury.Mylisz się, albo też ja jestem wyjątkiem od reguły, którą opisałeś. > Ile jest warte nasze społeczeństwo widać ze słów przeciwników eutanazji. Nikt do nikogo nie ma zaufania, wszyscy są potencjalnymi zabójcami, szczególnie po aferze w łódzkim pogotowiu. Ale może by zacząć naprawiać ten powszechny kryzys zaufania?Nie sądzę, że to specyfika społeczeństwa polskiego decyduje o randze dylematu legalizować czy nie. Wizja ewentualnych nadużyć chyba nieobca jest także każdemu innemu społeczeństwu. > Wyjście z sądem wydającym symboliczny wyrok jest idiotyczne, to takie samooszukiwanie, udawanie winy i kary, słowem: piaskownica. Reguły muszą być oczywiste i jasne dla wszystkich.To nie jest żadne, samooszukiwanie się kara nawet symboliczna jest JAWNYM ustanowieniem granicy, piętnem mówiącym, że wkraczamy na teren grząski etycznie natomiast legalizacja tę granicę przesuwa mówiąc, że grunt jest stabilny i to jest przekłamanie. Piaskownica to kreowanie wizerunku przeciwnika eutanazji jako osoby dotkniętej znieczulicą i człowieka niemyślącego. Doprawdy różnice indywidualne czynią nas kombinacją wielu przeróżnych cech, nie jest to obrazek czarno-biały. Dziwi mnie czasem taka inkorporacja części osób do Ciała Ateistycznego, która indukuje całkowite zlanie się z organizmem macierzystym i mamy wtedy obraz ateisty, który powinien to, to i tamto zgodnie z wizją protoplastów. > Człowiek musi umrzeć, ale powinien zgasnąć bez cierpienia. Każdy myślący człowiek powinien dopuszczać eutanazję, ale bez ideologii i polityki, mądrą i celową.Widać nie jestem godna miana człowiek myślący, bo choć dopuszczam eutanazję jako akt jednostkowy to legalizacja eutanazji budzi mój sprzeciw. Nie wiem czy sama nie chciałabym przyspieszenia mojej śmierci w jakichś warunkach, nie wiem co zrobiłabym gdybym była postawiona w sytuacji gdy ktoś kogo kocham błaga mnie nieustannie o odebranie mu życia kiedy ja nie umiem pomóc mu przejść przez życie do końca z poczuciem jego indywidualnego sensu egzystencji aż do chwili kiedy śmierć przyjdzie sama... Ale takie nierozstrzygnięte problemy wcale nie są przesłanką do stanowiska "tak dla legalnej eutanazji". Eutanazja jako społeczne zjawisko, była, jest i zapewne będzie, ale legalizacja jej więcej niesie złego niż dobrego dla ludzkości. Pozdrawiam  ??
|
|
|  | | św.Marek | >Jestem świadkiem umierania osoby, którą kocham i nie jest to umieranie z podniesionym czołem...
Nie zmieniaj tematu. Nie mówimy o umieraniu w ogóle, ale o szczególnych przypadkach, gdy owemu umieraniu towarzyszy zbędne cierpienie. Żadnego umierania nie przyjmujemy z podniesionym czołem, bo sprzeciwia się temu sama nasza natura. Nie potrafię i nie chcę rozumieć tych, którzy na widok niewyobrażalnych mąk innego człowieka mówią: taka jest wola boża i tak ma być.
>Nie, to niekoniecznie znieczulica. Takie polaryzowanie opinii jak Twoja pokazuje, że sąd Twój jest bardziej emocjonalny niż racjonalny. A kwestia legalizacji eutanazji jest tak istotna dla społeczeństwa, że należy przyjrzeć się jej bez epatowania obrazem ludzi cierpiących.
Żartujesz?! Przecież eutanazja dotyczy ludzi cierpiących, ściślej umierających w potwornych cierpieniach, lub już martwych, lecz ze sztucznie podtrzymywanymi funkcjami organizmu. Użycie słowa "epatowanie" w tym wypadku jest Twojej strony, być może nieświadomą kpiną z ludzkiego współczucia i chęci pomocy. To jest znieczulica, jeśli ktoś inaczej to rozumie - jest to racjonalny wniosek wyciągany z ludzkich emocji.
>Zatem kto jaką przesłanką się kieruje będąc "za" lub "przeciw" należy rozpatrywać indywidualnie, bo generalizowanie w tym wypadku jest niesłuszne.
A czyż ja nie do tego właśnie nawołuję? To właśnie fanatyczni (czytaj: zideologizowani) przeciwnicy eutanazji całą sprawę generalizują. Wystarczy usiąść i zrobić jak mówisz, żeby było tak, jak rozum każe.
>Mylisz się, albo też ja jestem wyjątkiem od reguły, którą opisałeś.
Nie mówię, że to reguła - jestem racjonalistą. Jest wielu ludzi tak właśnie podchodzących do sprawy: ze spokojem, bez rozgorczkowania i uprzedzeń.
>Nie sądzę, że to specyfika społeczeństwa polskiego decyduje o randze dylematu legalizować czy nie. Wizja ewentualnych nadużyć chyba nieobca jest także każdemu innemu społeczeństwu.
Owszem, jest jak mówisz. Nieprawidłowości są i będą wszędzie, w każdym społeczeństwie. Tylko, że w Polsce występuje masowo mniej więcej takie zjawisko: czy wie pan(pani) czym jest eutanazja? Odpowiedź: coś słyszałem(am), tak dokładnie nie wiem, ale jestem przeciwny(a). To jest właśnie specyfika naszego społeczeństwa. O wielu postawach moralnych i innych decyduje za ludzi Kościół, a Kościół, to przecież określona ideologia. Ergo, wielu ludzi kieruje się nie racjonalnymi przesłankami, a ideologią.
>To nie jest żadne, samooszukiwanie się kara nawet symboliczna jest JAWNYM ustanowieniem granicy, piętnem mówiącym, że wkraczamy na teren grząski etycznie natomiast legalizacja tę granicę przesuwa mówiąc, że grunt jest stabilny i to jest przekłamanie.
Jeszcze raz zapytam: żartujesz? Udawanie wymierzania kary nazywasz ustanawianiem granicy? Chyba absurdu... Prawo jest ze swojej natury czarno-białe. Albo jest w jakimś czynie wina, albo jej nie ma. Prawo nie operuje symbolami ja sugerujesz, lecz kieruje się przepisami ustanowionymi w interesie społecznym. Eutanazja jest w rozumieniu każdego prawa odebraniem życia konkretnemu człowiekowi. Pytanie nie jest więc o prawo, a o to, czy społeczeństwo ustali takie przepisy, które by w określonych okolicznościach zezwalały na odebranie życia innemu człowiekowi z pobudek humanitarnych, czy nie będących w polu penetracji prawa.
>Dziwi mnie czasem taka inkorporacja części osób do Ciała Ateistycznego, która indukuje całkowite zlanie się z organizmem macierzystym i mamy wtedy obraz ateisty, który powinien to, to i tamto zgodnie z wizją protoplastów.
Co ma piernik do wiatraka a eutanazja z ateizmem? Czemu przymuszasz się do nadania prostej z punktu widzenia logiki sprawie cech ideologicznych?
>Widać nie jestem godna miana człowiek myślący, bo choć dopuszczam eutanazję jako akt jednostkowy to legalizacja eutanazji budzi mój sprzeciw.
Hehe! Sprzeczność godna miana damy. Jesteś jak nasz były, nieszczęsny prezydent: za i przeciw. Rozmawiamy przecież o legalizacji eutanazji. Skoro jesteś jej przeciwna, to nie możesz być jednocześnie za jej stosowaniem.
>Nie wiem czy sama nie chciałabym przyspieszenia mojej śmierci w jakichś warunkach (...) Eutanazja jako społeczne zjawisko, była, jest i zapewne będzie, ale legalizacja jej więcej niesie złego niż dobrego dla ludzkości.
Znowu zapominasz, że mowa jest nie o dobru ludzkości, a o pojedynczych, choć nierzadkich przypadkach, gdy ktoś kona w niewyobrażalnych mękach, lub jest martwy, jeno sztucznie podtrzymywany przy niektórych funkcjach organizmu. To jest brak wyobraźni i chęci współczucia takiej osobie; niech sobie kona w mękach, mnie to nie boli. Widać dla pobudzenia wyobraźni potrzbne jest wielu osobom znalezienie się w dokładnie takiej sytuacji...
___________ Pozdrawiam
|
|
| |  | | Zielona | > >Nie, to niekoniecznie znieczulica. Takie polaryzowanie opinii jak Twoja pokazuje, że sąd Twój jest bardziej emocjonalny niż racjonalny. A kwestia legalizacji eutanazji jest tak istotna dla społeczeństwa, że należy przyjrzeć się jej bez epatowania obrazem ludzi cierpiących.> Żartujesz?! Przecież eutanazja dotyczy ludzi cierpiących, ściślej umierających w potwornych cierpieniach, lub już martwych, lecz ze sztucznie podtrzymywanymi funkcjami organizmu. Użycie słowa "epatowanie" w tym wypadku jest Twojej strony, być może nieświadomą kpiną z ludzkiego współczucia i chęci pomocy. To jest znieczulica, jeśli ktoś inaczej to rozumie - jest to racjonalny wniosek wyciągany z ludzkich emocji.Nie chodzi o fakt, że umniejszam ludzkie cierpienie a akcent na EPATOWAĆ w sensie takim, że zwolennicy często starają się dyskusję budować na wyłącznie emocjonalnym podłożu. I proszę nie imputuj mi tu braku wspólodczuwania, nie znasz mnie a w dyskusjach netowych można łatwo nadać komuś niewłaściwy kształt tylko z racji braku semantycznego współbrzmienia. Legalizacja eutanazji to problem, który przede wszystkim należy do kategorii zjawisk społecznych i w ten sposób o nim myśląc można wyciągać konstruktywne wnioski a nie wtedy, kiedy będziemy koncentrować się na osobie. Oczywiście, że człowiek jest w tu najważniejszy, ale antycypować pewne następstwa można tylko, kiedy spojrzymy na legalizację eutanazji jako na zjawisko społeczne nie na akt jednostkowy. > Jeszcze raz zapytam: żartujesz? Udawanie wymierzania kary nazywasz ustanawianiem granicy? Chyba absurdu... Prawo jest ze swojej natury czarno-białe. Albo jest w jakimś czynie wina, albo jej nie ma. Prawo nie operuje symbolami ja sugerujesz, lecz kieruje się przepisami ustanowionymi w interesie społecznym. Eutanazja jest w rozumieniu każdego prawa odebraniem życia konkretnemu człowiekowi. Pytanie nie jest więc o prawo, a o to, czy społeczeństwo ustali takie przepisy, które by w określonych okolicznościach zezwalały na odebranie życia innemu człowiekowi z pobudek humanitarnych, czy nie będących w polu penetracji prawa.Nie jestem prawniczką, ale zdaje mi się, że prawo mocno koreluje z etyką danej społeczności. Jeśli zatem dajemy na coś przyzwolenie to jednocześnie wysyłamy społeczeństwu sygnał, że to jest O.K i ludzie przywykają do pewnych nowych form reakcji wartościując je jako pozytywne a tym samym sfera ta przestaje być newralgiczna a de facto taką jest od wieków i słusznie aby położyć na to akcent prawny. Jak wiesz sam zapewne w polskim w Polsce eutanazja jest zabroniona, traktuje się ją jako rodzaj zabójstwa karanego w łagodniejszy sposób. Osoba dokonująca eutanazji obecnie zagrożona jest karą pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat. Wyjątkowo sąd może odstąpić od wymierzenia kary bądź dokonać złagodzenia jej. Dla mnie to nie jest czarno-białe ujęcie sprawy. > >Dziwi mnie czasem taka inkorporacja części osób do Ciała Ateistycznego, która indukuje całkowite zlanie się z organizmem macierzystym i mamy wtedy obraz ateisty, który powinien to, to i tamto zgodnie z wizją protoplastów.> Co ma piernik do wiatraka a eutanazja z ateizmem? Czemu przymuszasz się do nadania prostej z punktu widzenia logiki sprawie cech ideologicznych?Masz rację, to była niepotrzeba z mojej strony wstawka w dyskusji. Ten mój osobisty akcent wyrażał niezadowolenie z racji słuchania uwag typu, że jako ateistka mam dziwne stanowisko w tej kwestii lub wręcz, że powinnma mieć inne. > >Widać nie jestem godna miana człowiek myślący, bo choć dopuszczam eutanazję jako akt jednostkowy to legalizacja eutanazji budzi mój sprzeciw.> Hehe! Sprzeczność godna miana damy. Jesteś jak nasz były, nieszczęsny prezydent: za i przeciw. Rozmawiamy przecież o legalizacji eutanazji. Skoro jesteś jej przeciwna, to nie możesz być jednocześnie za jej stosowaniem.Mylisz się. Jak najbardziej mogę mieć takie z pozoru ambiwalentne stanowisko, bo ono odnosi się do dwóch poziomów jeden to : indywidualny człowiek a drugi to zjawisko społeczne. To nie paradoks a rozpatrywanie dwutorowe jednego problemu. Podobny z pozoru paradoks to fakt, że jestem za legalizacją prostytucji jednocześnie nie popierając jednostkowych aktów tego typu działań, w przypadku eutanazji moje stanowisko jest jakby odwrócone.. > >Nie wiem czy sama nie chciałabym przyspieszenia mojej śmierci w jakichś warunkach (...) Eutanazja jako społeczne zjawisko, była, jest i zapewne będzie, ale legalizacja jej więcej niesie złego niż dobrego dla ludzkości.> Znowu zapominasz, że mowa jest nie o dobru ludzkości, a o pojedynczych, choć nierzadkich przypadkach, gdy ktoś kona w niewyobrażalnych mękach, lub jest martwy, jeno sztucznie podtrzymywany przy niektórych funkcjach organizmu. To jest brak wyobraźni i chęci współczucia takiej osobie; niech sobie kona w mękach, mnie to nie boli. Widać dla pobudzenia wyobraźni potrzbne jest wielu osobom znalezienie się w dokładnie takiej sytuacji...Nie masz racji i niesprawiedliwie w sposób przerysowany oceniasz moje stanowisko. Uważam za istotne rozdzielenie problemu eutanazji na dwie aspekty : jednostkowy i społeczny zatem mowa i o pojedynczych przypadkach i o dobru ludzkości. Wypowiedziałam się w obu kwestiach. Pozdrawiam  ??
|
|
| | |  | | św.Marek | > Nie chodzi o fakt, że umniejszam ludzkie cierpienie a akcent na EPATOWAĆ w sensie takim, że zwolennicy często starają się dyskusję budować na wyłącznie emocjonalnym podłożu. I proszę nie imputuj mi tu braku współodczuwania, nie znasz mnie a w dyskusjach netowych można łatwo nadać komuś niewłaściwy kształt tylko z racji braku semantycznego współbrzmienia. Samaś sobie winna używając określeń o jednoznacznie negatywnym znaczeniu. Jeśli nie chcesz, by Cię inni rozumieli fałszywie, używaj ich bardziej oszczędnie. To fakt, że Cię nie znam, ale o Tobie sądzę po używanych słowach; jeśli są one tak pejoratywne jak je używasz, to czy mogę Cię oceniać, jak pragniesz? Cierpienie jest czymś, co powinno wzbudzać emocje. Mówienie o cierpieniu bez emocji charakteryzuje wyłącznie ludzi z zaburzeniami osobowości, o patologicznych cechach, albo o odrażającym cynizmie. Zwolennicy słusznie więc umiejscawiają cierpienie wpierw w sferze emocji. Tylko oni więc reagują prawidłowo. > Legalizacja eutanazji to problem, który przede wszystkim należy do kategorii zjawisk społecznych i w ten sposób o nim myśląc można wyciągać konstruktywne wnioski a nie wtedy, kiedy będziemy koncentrować się na osobie. Oczywiście, że człowiek jest w tu najważniejszy, ale antycypować pewne następstwa można tylko, kiedy spojrzymy na legalizację eutanazji jako na zjawisko społeczne nie na akt jednostkowy. Mylisz się chyba. Oczywiście, że eutanazja jest problemem społecznym, ale jak każdy problem społeczny powinna być rozpatrywana na przykładzie jednostkowych sytuacji. Nikt z nas nie jest w stanie, bo jest to bezsensowne, rozpatrywać problemy społeczne ogólnie, i dopiero wtedy antycypować je jednostkowo. Relacja jest zawsze odwrotna, bo każdy wypowiadający się musi mieć na myśli jakieś jednostkowe przypadki, które można odnieść do ogólnych ustaleń. > Jak wiesz sam zapewne w polskim w Polsce eutanazja jest zabroniona, traktuje się ją jako rodzaj zabójstwa karanego w łagodniejszy sposób. Osoba dokonująca eutanazji obecnie zagrożona jest karą pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat. Wyjątkowo sąd może odstąpić od wymierzenia kary bądź dokonać złagodzenia jej. Na to doskonale odpowiedział dużo wyżej waldmarc, którego opinię podzielam w całej rozciągłości. > Mylisz się. Jak najbardziej mogę mieć takie z pozoru ambiwalentne stanowisko, bo ono odnosi się do dwóch poziomów jeden to : indywidualny człowiek a drugi to zjawisko społeczne. To nie paradoks a rozpatrywanie dwutorowe jednego problemu. Na to odpowiedziałem wyżej. Nie można rozpatrywać zjawisk społecznych odczłowieczając je. One muszą być widziane w kontekście jednostki, bo w efekcie odnoszą się do jednostkowych przypadków. To jest jeden problem, lecz Ty upierasz się widzieć go rozdzielnie, zupełnie niepotrzebnie. > Podobny z pozoru paradoks to fakt, że jestem za legalizacją prostytucji jednocześnie nie popierając jednostkowych aktów tego typu działań, w przypadku eutanazji moje stanowisko jest jakby odwrócone.. Przesadzasz. Straciłaś kontekst... > Nie masz racji i niesprawiedliwie w sposób przerysowany oceniasz moje stanowisko. Uważam za istotne rozdzielenie problemu eutanazji na dwie aspekty : jednostkowy i społeczny zatem mowa i o pojedynczych przypadkach i o dobru ludzkości. Wypowiedziałam się w obu kwestiach. Nie wydaje mi się, bym przerysował. Eutanazja to problem społeczny ściśle odnoszący się do jednostki. Bardziej ściśle, niż wiele innych społecznych problemów. Widząc go dwutorowo musisz się pogubić w należytej ocenie, bo wtedy, zupełnie niepotrzebnie łapiesz dwie sroki za ogon. Jest bardziej niż pewne, że w takich sytuacjach jedna zawsze zdoła się wymknąć. Jak Tobie wnioski.  ___________ Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Zielona | Szanowny Marku  Resume z mojej strony... Pierwsza kwestia; nie mam jakichś szczególnych pragnień co do odbioru mojej osoby. Jestem już tak dużą dziewczynką, że jakoś sobie radzę z moim "ja " społecznym  Ludzie mogą postrzegać mnie jak im się żywnie podoba. W tym wypadku jednak bardziej zależy mi na ukazaniu pewnej specyfiki osoby będącej "przeciw" na moim własnym przykładzie i dlatego chcę być dobrze zrozumiana. Imputujesz od początku "obrońcom życia" jakieś wydumane cechy osobowe jak znieczulica, brak myślenia gdzieś po drodze dowiedziałam się także, że jako "dama" chyba jestem myśląca inaczej teraz dołącza do tego psychopatia. Zauważ, że my obrońcy raczej takiej taktyki wobec Was nie stosujemy, nikt tu Was nie obrzuca błotem typu bezmyślni i tym podobne, my wypowiadamy się na temat Wy karmicie się emocjami. Oczywiście cierpienie powinno wzbudzać emocje i wzbudza je. Natomiast szkopuł w tym by umieć dokonać oglądu także racjonalnego nie tylko pod wpływem emocji, bo te generalnie są antagonistą myślenia racjonalnego. Tu mogę posłużyć się kolejnym przykładem z mojego podwórka. Czyny pedofilne wzbudzają we mnie wstręt, kiedy oglądam filmy dokumentalne o zjawisku pedofilii gdzie mowa o ofiarach to płaczę i nie umiem sobie poradzić z emocjami. Czasem tak silne są to emocje, że mam odruch wymiotny czuję wściekłość i agresję na sprawcę, jeśli zatrzymałabym się na tych reakcjach podczas wydawania opinii to krzyczałabym jak większość społeczeństwa "sterylizować ich, zbić ich" Jednocześnie mimo ładunku emocji, jaki wzbudza we mnie pedofilia szukam jej przyczyn, chcę wiedzieć, dlaczego dorosły człowiek pozwala sobie na takie czyny względem dziecka... i moje poszukiwania informacji dają rezultat w postaci pewnych przesłanek pozwalających wydać bardziej obiektywny osąd pedofila. Tak też jest z eutanazją , mogę płakać współodczuwając czyjeś cierpienie, ale jednocześnie w dyskusjach zachować trzeźwy racjonalny sąd. Wnioski, które karmią się wyłącznie emocjami są często zniekształcone. Jeśli chodzi o "waldmarca" to jest autorem jedynego zdania w tej dyskusji, które uznałabym za racjonalny argument : > Czy nie lepiej ustalić przejrzyste, minimalne zasady, które jednak będzie się traktować serio, niż snuć wzniosłe idee traktowane przez większość z przymrużeniem oka?Choć uważam, że jednak nie lepiej to arugment przyznaję jest całkiem mocny. Pozdrawiam  ??
|
|
| | | | |  | | św.Marek | > Pierwsza kwestia; nie mam jakichś szczególnych pragnień co do odbioru mojej osoby. Prawdziwy dżentelmen odbiera kobietę tak, jak ona tego sobie życzy.  > Imputujesz od początku "obrońcom życia" jakieś wydumane cechy osobowe jak znieczulica, brak myślenia (...). Zauważ, że my obrońcy raczej takiej taktyki wobec Was nie stosujemy, nikt tu Was nie obrzuca błotem typu bezmyślni i tym podobne, my wypowiadamy się na temat Wy karmicie się emocjami. Nie dziw się. Jak każdy człowiek starający się racjonalnie myśleć i postępować nie cierpię skrajności typu "obrońcy życia", "obrońcy życia nienarodzonego", feministki, antyglobaliści, rasiści, pacyfiści, czy mnóstwo innych. Samo określanie się jako "obrońca życia" zakłada przeciwstawienie się pozostałym, którzy w tym kontekście i w domyśle są przeciwnikami życia. To jest fałsz mówiąc najdelikatniej. Wiem jaką taktykę stosujecie, bo to widać wyraźnie. Nie mów mi proszę, że tzw. "obrońcy życia" są aniołkami bez skazy, jedynymi prawidłowo myślącymi, bo ja też jestem już dużym chłopcem. Może i nie obrzucacie błotem swoich przeciwników; wasz sposób jest subtelniejszy, ale błoto przy nim jest perfumami. > Oczywiście cierpienie powinno wzbudzać emocje i wzbudza je. Natomiast szkopuł w tym by umieć dokonać oglądu także racjonalnego nie tylko pod wpływem emocji, bo te generalnie są antagonistą myślenia racjonalnego. Nie w tym jest szkopuł moja Zielona antagonistko. Emocje nie muszą i nie powinny być przeciwieństwem racjonalnego myślenia. Prawdziwy racjonalizm nie neguje emocji, a wykorzystuje je do wzmocnienia swojej istoty. Pseudoracjonalizm ulega wpływom emocji, nastrojów, sugestii. Nie wystarczy powiedzieć: jestem racjonalistą, by się nim stać. Wspomniani "obrońcy życia" stosują właśnie podobne metody: stwierdzają coś, i traktują to jako aksjomat. Przyjmują, iż ich twierdzenia są najczystszą tautologią. Cierpienie jest szanowna oponentko czymś rzeczywistym, konkretnym, co odsuwa w kąt cały racjonalizm tego świata. Cierpienie trzeba rozumieć, traktować je z szacunkiem i powagą, a nie budować nań "obrony życia". > Jednocześnie mimo ładunku emocji, jaki wzbudza we mnie pedofilia szukam jej przyczyn, chcę wiedzieć, dlaczego dorosły człowiek pozwala sobie na takie czyny względem dziecka... i moje poszukiwania informacji dają rezultat w postaci pewnych przesłanek pozwalających wydać bardziej obiektywny osąd pedofila. Proponuję zostawić pedofilię na inną okazję, do innej rozmowy. To choroba, którą trzeba starać się leczyć bez emocji. > Tak też jest z eutanazją , mogę płakać współodczuwając czyjeś cierpienie, ale jednocześnie w dyskusjach zachować trzeźwy racjonalny sąd. Wnioski, które karmią się wyłącznie emocjami są często zniekształcone. Nareszcie powiedziałaś coś, z czym się zgadzam. Może jeszcze dojdziemy do jakiegoś kompromisu między Twoją chęcią "obrony życia" za wszelką cenę, a moją przylepiania etykietek zjawiskom zgodnie z ich nazwą?  ___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | Zielona | Resume bis, bo sprowokowałeś mnie do tego Marku  > Nie dziw się. Jak każdy człowiek starający się racjonalnie myśleć i postępować nie cierpię skrajności typu "obrońcy życia", "(...) Samo określanie się jako "obrońca życia" zakłada przeciwstawienie się pozostałym, którzy w tym kontekście i w domyśle są przeciwnikami życia. To jest fałsz mówiąc najdelikatniej.Tyle, że to określenie nie moje a "waldmarca" i jest ujęte w cudzysłów, zatem nie ja sama się tak określiłam pierwotnie a przyjęłam za nim ten umowny termin by odróżnić jakoś formacje "za" i "przeciw" Dla mnie równie dobrze możemy nazwać się grupami "koło" i "kwadrat", nawet pozwolę Ci jako feminizująca DAMA wybrać które z powyższych określeń bardziej Ci odpowiada  > Wiem jaką taktykę stosujecie, bo to widać wyraźnie. Nie mów mi proszę, że tzw. "obrońcy życia" są aniołkami bez skazy, jedynymi prawidłowo myślącymi, bo ja też jestem już dużym chłopcem. Może i nie obrzucacie błotem swoich przeciwników; wasz sposób jest subtelniejszy, ale błoto przy nim jest perfumami.Poproszę abyś zechciał zdradzić nam te tajniki taktyki przeciwników eutanazji chętnie doznam wtajemniczenia w ów dział wiedzy ezoterycznej  Póki co żyje sobie w błogiej nieświadomości, a nóż jestem wcieleniem antychrysta... To jest sprawa poważna i nie można jej od tak zostawić !  > Emocje nie muszą i nie powinny być przeciwieństwem racjonalnego myślenia. Prawdziwy racjonalizm nie neguje emocji, a wykorzystuje je do wzmocnienia swojej istoty.Oczywiście, mówię tylko o tym, że emocje zaburzają myślenie racjonalne, więc są niejako antagonistą trzeźwego sądu. >Wspomniani "obrońcy życia" stosują właśnie podobne metody: stwierdzają coś, i traktują to jako aksjomat. Przyjmują, iż ich twierdzenia są najczystszą tautologią. Aksjomat ? tautologia ? hmm... a ja napisałam na forum "prawdą jest, że prawdy nie ma" Ponadto notorycznie podkreślam, że istnieje opcja, iż mogę błądzić we własnych urojeniach. Czyżbyś w tym miejscu nie był nazbyt stronniczy ? > Cierpienie jest szanowna oponentko czymś rzeczywistym, konkretnym, co odsuwa w kąt cały racjonalizm tego świata. Cierpienie trzeba rozumieć, traktować je z szacunkiem i powagą, a nie budować nań "obrony życia".Rozumieć - tak, traktować z szacunkiem - oczywiście, powagą - tak, jest czymś rzeczywistym - tak, konkretnym - tak, ale... odsuwa w kąt cały racjonalizm tego świata... veto. Odsuwa racjonalizm w przypadku osoby, która go doświadcza choćby taki stan nieprzyjemny jak ból głowy sprawia, że większość z nas koncentruje się na bólu, na sobie i nie jest w stanie przeprowadzać tak sprawnie operacji myślowych. Jednak powtarzam nie powinno być tak, aby pod wpływem afektu podejmować pewne istotne decyzje społeczne zatem jako społeczeństwo nie możemy pozwolić sobie na odsuwanie racjonalizmu na bok. Pozdrawiam  ??
|
|
| | | | | | |  | | św.Marek | > Tyle, że to określenie nie moje a "waldmarca" (...) Dla mnie równie dobrze możemy nazwać się grupami "koło" i "kwadrat", nawet pozwolę Ci jako feminizująca DAMA wybrać które z powyższych określeń bardziej Ci odpowiada  Dzięki za wybór, choć skromny. > Poproszę abyś zechciał zdradzić nam te tajniki taktyki przeciwników eutanazji (...) Hehe! Dotąd odniosłem wrażenie, że to Ty bronisz za wszelką cenę dopuszczenia eutanazji, powinnaś więc sama sobie odpowiedzieć na swoje pytanie a nie pytać kogoś, kto chce jej dopuszczenia, chociaż pod tak ścisłą kontrolą, żeby żaden przypadek nie mógł być poddany w wątpliwość. > Oczywiście, mówię tylko o tym, że emocje zaburzają myślenie racjonalne, więc są niejako antagonistą trzeźwego sądu. To więc mamy uzgodnione. > Ponadto notorycznie podkreślam, że istnieje opcja, iż mogę błądzić we własnych urojeniach. Czyżbyś w tym miejscu nie był nazbyt stronniczy ? Być może. Ale w tym akurat przypadku nie mam powodu do wstydu, bo z racjonalnego punktu widzenia chęć dzielenia pomocy ludziom pomocy w sytuacji, gdy zdani są tylko na to, jest zupełnie naturalna. > Jednak powtarzam nie powinno być tak, aby pod wpływem afektu podejmować pewne istotne decyzje społeczne zatem jako społeczeństwo nie możemy pozwolić sobie na odsuwanie racjonalizmu na bok. Myślę, że Twoimi słowami możnaby podsumować cały temat. Ja w każdym razie dziękuję za sympatyczną rozmowę. ___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | Zielona | P.S. Ważna uwaga - pedofil nie jest człowiekiem chorym ! To człowiek, który posiada dewiacyjną strukturę psychoseksualności i niestety "leczenie" tej przypadłości zblizone jest do próby przerobienia heteroseksulisty na homoseksualistę czy vice versa. W tym wypadku skuteczna byłoby terapia przyczynowa a nie objawowa, ale póki co nie bardzo umiemy tego dokonać. Istotne jest także rozróznienie na pedofilię właściwą oraz zastępczą aby pod tym kątem móc klasyfikować jakość czynu pedofilnego, w tym pierwszym przypadku czyn ma charakter kompulsywny... ??
|
|
| | | | | | |  | | św.Marek | > P.S. Ważna uwaga - pedofil nie jest człowiekiem chorym ! A to wiadomość! Teraz już wiem, że głupstwa mówią naukowcy i lekarze.  Proponuję nie rozwijać tego pobocznego tematu. ___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | | Zielona | > >P.S. Ważna uwaga - pedofil nie jest człowiekiem chorym !> A to wiadomość! Teraz już wiem, że głupstwa mówią naukowcy i lekarze.  Bardziej niz "lekarzom" i "naukowcom" ufam seksualogii  Część "lekarzy" i "naukowców" uważa homoseksualizm za chorobę, czy mamy im zaufać ? Osobieście nie radzę ufać tego typu "autorytetom" ) Pozdrawiam  ??
|
|
| | | |  | | less |
> Mylisz się chyba. Oczywiście, że eutanazja jest problemem społecznym, ale jak każdy problem społeczny powinna być rozpatrywana na przykładzie jednostkowych sytuacji. Nikt z nas nie jest w stanie, bo jest to bezsensowne, rozpatrywać problemy społeczne ogólnie, i dopiero wtedy antycypować je jednostkowo. Relacja jest zawsze odwrotna, bo każdy wypowiadający się musi mieć na myśli jakieś jednostkowe przypadki, które można odnieść do ogólnych ustaleń. Coś mi się wydaje, że za szybko ustaliłeś reguły gry, tylko po to, żeby postawić na swoim. Coś mi się zdaje, że zanim nadamy jakieś prawo, przywilej jednostce, trzeba rozpatrzeć konsekwencje społeczne po wprowadzeniu takiego prawa. Inaczej będziemy bezmyślnymi ignorantami. Prawa jednostki nie są świętością ( no może poza specyficznym społeczeństwem holenderskim - tradycja kupiecka, mocno indywidualistyczna, kalwińska ) i czasami dla dobra ogółu trzeba z pewnych historii zrezygnować. To nie jest wcale bezsensowne, żeby rozpatrywać problemy pod kątem konsekwencji społecznych. Trzeba zważyć korzyści i straty tak pod względem jednostkowym, jak i ogólnym. I tutaj, będąc osobą absolutnie niereligijną, zgadzam się z Zieloną. U podstaw funkcjonowania społeczeństwa leżą pewne normy, prawa, obowiązki, przywileje, obyczaje.Jeżeli ktoś twierdzi, że pewne podstawowe normy można sobie tak hop siup pozmieniać i nic się nie stanie, jest co najmniej ryzykantem. Kreując prawo, normy, kształtujemy społeczeństwo, wysyłamy jednostkom sygnały, impulsy do pewnych zachowań, postrzegania rzeczywistości, wartościowania świata, zasad zachowania człowieka, jego funkcjonowania w społeczeństwie. W przypadku eutanazji z jednej strony chcemy być miłosierni wobec skrajnie cierpiących, ale z drugiej strony wysyłamy sygnał, zmieniamy zasadniczo pewną normę o fundamentalnym znaczeniu. Zadanie komuś smierci nie jest już od teraz czymś niedopuszczalnym. Prawda, że to dopuszczenie dotyczy ściśle określonych wyjątków, ale...ruszenie tego mechanizmu z prawną możliwością zadania śmierci jest precedensem, który - raz - może i już stwarza pokusę do sięgnięcia po więcej (rozszerzenie ustawy holenderskiej o możliwość eutanazji wobec dzieci poniżej 12 roku życia), taka jest ludzka mentalność. Zaczyna się od palca...Dwa - kolejne pokolenia będą już kształtowały się przy usankcjonowanej eutanazji, pewnie już choć trochę rozszerzonej i to może mieć negatywny wpływ na ich wartościowanie możliwości zadawania śmierci. Cała ta sfera może się niebezpiecznie zbanalizować, ztrywializować. Może, nie musi, ale czy warto ryzykować? Czy tutaj przywilej jednostki nie powinien ulec interesowi ogółu? Na pewno warto się nad tym zastanawiać. Ludzkość, żeby zadbać o swoje bezpieczeństwo musi być świadoma pewnych zagrożeń. Tak jak ciału potrzebna jest umiejętność odczuwania bólu, by znać granice (inaczej człowiek nie przeżyłby długo - oczywiste ), tak świadomość potrzebuje odczuwania pewnych granic. Jeżeli te granice zaczniemy rozmywać, możemy sami sobie zrobić kuku. Tak jak niebezpieczne jest zakłamywanie, zapominanie, rozmywanie historii ( np."osiągnięcia" faszyzmu, komunizmu ), tak niebezpieczne moim zdaniem jest grzebanie przy eutanazji, przy dopuszczalności zadania śmierci. A stawianie problemu eutanazji na linii prokościelnej kontra proświeckiej jest absurdalnym ideologizowaniem problemu. Panom w czarnych sukienkach i ich dyrdymałom, dziękujemy.
|
|
| | | | |  | | św.Marek | > Coś mi się wydaje, że za szybko ustaliłeś reguły gry, tylko po to, żeby postawić na swoim. Bez przesady. W rozmowie reguły ustalają argumenty. Staram się jak każdy przekonać do swoich moich rozmówców. Jeśli nie mam racji, a ktoś mnie przekona, niechętnie, ale zrezygnuję ze swojego stanowiska. To są reuły gry. > Coś mi się zdaje, że zanim nadamy jakieś prawo, przywilej jednostce, trzeba rozpatrzeć konsekwencje społeczne po wprowadzeniu takiego prawa. Inaczej będziemy bezmyślnymi ignorantami. Prawa jednostki nie są świętością (...) Ogólnie zgadzam się z Tobą, a tym samym moją uroczą rozmówczynią Zieloną. Mnie chodziło o pewne specyficzne sytuacje, gdy nie może być mowy o żadnych konsekwencjach społecznych, uzgadnianiem celowości ze społeczeństwem, agitacją na rzecz tego, itp. Do takich spraw należy choćby ludzkie życie, które jest poza jakąkolwiek dyskusją. W tym kontekście prawa jednostki jest świętością i nie mogą być dyskutowane. Jeżeli rozmawiamy o eutanazji, to nie mówimy o życiu człowieka, bo ono w wielu wypadkach jest tylko umowne, podtrzymywane przez urządzenia. Tak jest w tej chwili w USA, gdy sąd stanowy wydał orzeczenie o odłączeniu od aparatury kobiety, która mając nieczynny po wypadku mózg nie posiada świadomości, nie może samodzielnie funkcjonować; w medycznym rozumieniu życia jest martwa od lat. To samo jest z kimś, kto umiera w niewyobrażalnych męczarniach. Mamy konsultować ze społeczeństwem jakość jego ciepienia, kiedy go ono wreszcie pokona? Na siłę utrzymywanie takiego stanu jest po prostu nieludzkie, odrażające o wiele bardziej, niż morderstwo. Jedynym humanitarnym stanowiskiem jest uwolnienie takiego człowieka od cierpienia. > (...)ale...ruszenie tego mechanizmu z prawną możliwością zadania śmierci jest precedensem, który - raz - może i już stwarza pokusę do sięgnięcia po więcej Nie jest tak jak mówisz, jeśli reguły są jasne i zrozumiałe, zaś ich przestrzeganie surowo przestrzegane. Nie eutanazja pownna być zatem przedmiotem dyskusji, a jej reguły. > Cała ta sfera może się niebezpiecznie zbanalizować, ztrywializować. Może, nie musi, ale czy warto ryzykować? Czy tutaj przywilej jednostki nie powinien ulec interesowi ogółu? Na pewno warto się nad tym zastanawiać. A czy ja właśnie nie o tym mówię?  > Ludzkość, żeby zadbać o swoje bezpieczeństwo musi być świadoma pewnych zagrożeń. Poznajmy je zatem, nauczmy się rozpoznawać jak to robimy od tysięcy lat. Ale proponuję, żeby to nie odbywało się kosztem cierpienia jednych ludzi, a z drugiej naszej bierności, obojętności. Humanizm to nie tylko ochrona życia za wszelką cenę i ochrona jakości, ale również obowiązek dbania o jego właściwe zakończenie, bez cierpienia i bólu. > Jeżeli te granice zaczniemy rozmywać, możemy sami sobie zrobić kuku. Przcież ja nawołuję do wytyczania granic, a nie ich rozmywania. Niepotrzebnie to powiedziałeś.  > Tak jak niebezpieczne jest zakłamywanie, zapominanie, rozmywanie historii ( np."osiągnięcia" faszyzmu, komunizmu ), tak niebezpieczne moim zdaniem jest grzebanie przy eutanazji, przy dopuszczalności zadania śmierci. Ja nie chcę żadnego grzebania, przeciwnie, ustalenia granic, których nie można przekraczać.> A stawianie problemu eutanazji na linii prokościelnej kontra proświeckiej jest absurdalnym ideologizowaniem problemu. Panom w czarnych sukienkach i ich dyrdymałom, dziękujemy. Tu na pewno nie będziemy się sprzeczać.  ___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | less | No cóż... napociłem się, pisałem godzinę...wątku nie ma. Nie próbuję kolejny raz bo mi się odechciało. Nick wpisałem jakby co i kliknąłem w odpowiedź. To już drugi taki przypadek w ostatnim czasie. Idę spać. Dobranoc.
|
|
| |  | | jarcio | > To jest właśnie specyfika naszego społeczeństwa. O wielu postawach moralnych i innych decyduje za ludzi Kościół, a Kościół, to przecież określona ideologia.
Uważam, że Pan w tym momencie demonizuje.Do tak mrocznego wizerunku Naszego społeczeńtswa przyczyniamy sie często My sami.Jest to bardzo typowy obraz Naszej rzeczywistości przedstawiany w wielu dyskusjach publicznych pokazywanych w TV.Powtarzając tego typu kłamstwa sami sobie szkodzimy.To nie jest specyfika tylko Naszego społeczeństwa.Wszędzie o postawach ludzi decyduje ideologia.My nie jesteśmy wyjątkiem.Tak działa system.
> ... mowa jest nie o dobru ludzkości, a o pojedynczych, choć nierzadkich przypadkach, gdy ktoś kona w niewyobrażalnych mękach, lub jest martwy, jeno sztucznie podtrzymywany przy niektórych funkcjach organizmu.
Eutanazja ma wymiar społeczny, a nie jednostkowy.Jest Pan w stanie zagwarantować ludziom starym i schorowanym, że po zalegalizowaniu eutanazji nikt wobec nich nie nadużyje tego prawa i wobec tego moga oni czuć sie bezpieczni ? Jesli Pan temu sprosta to wówczas eutanzja, w rzeczy samej, bedzie odnosiła sie do poszczególnych jednostek.
>To jest brak wyobraźni i chęci współczucia takiej osobie; niech sobie kona w mękach, mnie to nie boli. Widać dla pobudzenia wyobraźni potrzbne jest wielu osobom znalezienie się w dokładnie takiej sytuacji... >
Argument chybiony, gdyż w ten sposób można przedstawić każda sfere życia ludzkiego i postulować o ustanowienie swoistej utopii, w której nędzarz przestanie być nędzarzem bo arystokrata, kierowany współczuciem ,odda mu połowe swojego majątku na rzecz jednakowej wyobrazni i eliminacji ludzkiego cierpienia.
|
|
| | |  | | św.Marek | Ależ szanowny kolego wyciągasz przedziwne wnioski, z którymi nie da się polemizować, tak są beznadziejne. Nie pierwszy zresztą raz na tym forum.
___________ Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | jarcio | > Ależ szanowny kolego wyciągasz przedziwne wnioski, z którymi nie da się polemizować, tak są beznadziejne. Nie pierwszy zresztą raz na tym forum. >___________ >Pozdrawiam
Rzeczywiście, jakakolwiek dyskusja jest tutaj zbyteczna.
|
|
| Przemysław Piela (2742 punktów) | |
|
 | | gooa (746 punktów) | > www.ateista.pl/articles.php?id=84 małe co nieco na temat eutanazji i samego programu K. Durczoka.W waszych wrazeniach z debaty przeczytalam o tym, ze w Holandii i Belgii eutanazja jest zalegalizowana.Jesli chodzi o Holandie, to tak i to od wielu lat, natomiast nic mi o tym nie wiadomo, jezeli chodzi o Belgie. Podobno jest to dosc powszchne i "tolerowane", ale nie wedlug prawa.
|
|
|  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > W waszych wrazeniach z debaty przeczytalam o tym, ze w Holandii i Belgii eutanazja jest zalegalizowana.Jesli chodzi o Holandie, to tak i to od wielu lat, natomiast nic mi o tym nie wiadomo, jezeli chodzi o Belgie. Podobno jest to dosc powszchne i "tolerowane", ale nie wedlug prawa.A wystarczyło wpisać w googlach "Belgia eutanazja"... www.rzeczp(*)cystyka/publicystyka_a_10.html
|
|
|  | | gooa (746 punktów) |
Yeyes mnie wyprzedzil, ale faktycznie palnelam bzdure, zmiast zajrzec na googla, ja spytalam jednego Belga, ktory jakies piec lat temu mial z tym problem, myslalam, ze jest wiarygodny. Przepraszam, zwlaszcza Ateistow.
|
|
| |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Dlaczego "zwłaszcza Ateistów"? Co miałaś na myśli?
|
|
| | |  | | gooa (746 punktów) | >Dlaczego "zwłaszcza Ateistów"
> Co miałaś na myśli? Sprytnie pytasz; "co"...widzisz, nie Ciebie...
|
|
| | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Nie możesz odpowiedzieć do rzeczy na nieskomplikowane pytanie, bo: 1) nie chcesz, 2) sama nie wiesz co miałaś na myśli. Które?
|
|
| | | | |  | | gooa | >Nie możesz odpowiedzieć do rzeczy na nieskomplikowane pytanie,
Gdyby ci, do ktorych adresowalam moje slowa nie zrozumieli moich intencji, juz bym o tym wiedziala... i Ty tez. Prosze, przestan juz gmatwac, bo za chwile zbudujemy labirynt... a ja do niego z Toba nie wchodze.
|
|
| | | | | |  | | Bartek Bartkowski (83 punktów) | > >Nie możesz odpowiedzieć do rzeczy na nieskomplikowane pytanie,> Gdyby ci, do ktorych adresowalam moje slowa nie zrozumieli moich intencji, juz bym o tym wiedziala... i Ty tez. Prosze, przestan juz gmatwac, bo za chwile zbudujemy labirynt... a ja do niego z Toba nie wchodze.> Ateiści.pl rozumieją i pozdrawiają Bart, ateista.pl
|
|
| | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Zatem nie wiadomo czy nie chcesz, czy nie możesz odpowiedzieć. Gmatwać (czyli pisać teksty, z których nic nie wynika) możesz i to ci doskonale wychodzi. ;-P
|
|
| | | | | | |  | | gooa | > Zatem nie wiadomo czy nie chcesz, czy nie możesz odpowiedzieć. Gmatwać (czyli pisać teksty, z których nic nie wynika) możesz i to ci doskonale wychodzi. ;-PSkoro Cie tak intryguja, to chyba wychodzi ?  Widze, ze musisz sie odgrysc za (z nieba) podana odpowiedz.
|
|
| Carlos Herrera | Szanowny Panie Przedewszystkim gratuluję wyważonego i trafiającego w sedno wystąpienia w programie "Debata". Tym bardziej dziwę się, że później uległ Pan erystycznym sztuczkom p. Karłowicza. Przytoczone przykłady np. starszej pani, której rodzina się pozbywa etc. są to przykłady zabójstw a nie eutanazji, co jest zupełnie czym innym. Rozumiem, że "argument" pana Karłowicza brzmi tak: nie można dopuścić eutanazji bo to doprowadzi do nadużyć i zabójstw. Po pierwsze to tak jakby odmawiać prawa do obrony koniecznej, bo oczywiście można podać wiele przykładów ludzi, którzy pod jej pozorem popełnili zbrodnie. A więc, odmówić prawa do obrony własnej osoby? Oczywiście nie. Obrona własnego życia jest niezbywalnym prawem człowieka, podobnie jak prawo do godnego jego przerwania. Po drugie jednak i najważniejsze, jest dokładnie odwrotnie niż sądzi p. Karłowicz. To właśnie brak jasnych i obwarowanych procedurami sprawdzającymi regulacji dotyczących eutanazji prowadzi do zbrodni, które można _po ich popełnienu_ upozorować na eutanazję i przekownywać że ofiara nie chciała żyć. Dowodów oczywiście brak bo nie ma odpowiednich instytucji ustanowionych prawem, do których można i należy odwołać się _przed_ tak dramatyczną decyzją. Problem nie polega na tym, że ktoś pod pozorem eutanazji popełni zbrodnię. Problem polega na tym, że ktoś na prośbę bliskiej osoby skróci jej cierpienia i po pierwsze wczesniej nie uzyska pomocy lekarzy i psychologów, a po drugie zostanie okrzykniety zbrodniarzem.
Carlos Herrera
|
|
 | | Bartek Bartkowski (83 punktów) | > Szanowny Panie> Przede wszystkim gratuluję wyważonego i trafiającego w sedno> wystąpienia w programie "Debata". Tym bardziej dziwę się, że> później uległ Pan erystycznym sztuczkom p. Karłowicza.Dziękuję za ten post - faktycznie po rozmowie z panem Karłowiczem trochę straciłem pewność siebie i wolałem wstrzymać się od sądu. Żałuję, że podobne argumenty nie przyszły mi do głowy w rozmowie prowadzonej bezpośrednio po "Debacie". Złóżmy to na karb zmęczenia Pozwolę sobie zacytować Pański post na Forum ateista.plPozdrawiam! Bart, ateista.pl
|
|
jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > Przyznaję, że nie potrafię sobie poradzić z tym problemem. Nie wiem, jakie przyjąć stanowisko. Jedno jest pewne: "Debata" bardzo mi się przydała. Myślę, że jestem teraz odrobinę mądrzejszy, niż byłem.To przykre, że owa "mądrość" sprowadza się do dezorientacji i zachwiania pewności co do słuszności przekonań przeciwstawnych do tych prezentowanych przez amoralnych "obrońców życia".
|
|
 | | Zielona |
> To przykre, że owa "mądrość" sprowadza się do dezorientacji i zachwiania pewności co do słuszności przekonań przeciwstawnych do tych prezentowanych przez amoralnych "obrońców życia".  Jakim kryterium kierujesz się przy definiowaniu mądrości ?? Czy oby nie jest to "kryterium przeżuwacza" - tylko korwa nie zmienia poglądów. Idąc dalej można by nazwać to kryterium mianem "świętej krowy" Jakiej etyki jesteś zwolennikiem ? absolutyzmu ? Z Twojej wypowiedzi wynika, że tak, bo - "AMORALNI" Osobiście uważam, że naturalną konsekwencją kiedy powiedziało się A (jak ateizm) jak powiedzieć B i uznać relatywizm moralny, ale widzę na Twoim przykładzie niekoniecznie mam rację wnioskując o naturalnych konsekwencjach. Generalnie gratuluję technicznie dopracownego niemal do perfekcji sarkazmu  Pozdrawiam  ??
|
|
|  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >Osobiście uważam, że naturalną konsekwencją kiedy powiedziało się A (jak ateizm) jak powiedzieć B i uznać relatywizm moralny Co to jest "relatywizm moralny" i jak to coś wynika z ateizmu?
|
|
| |  | | Zielona | > Co to jest "relatywizm moralny"Z relatywizmem moralnym jest jak z belgijską eutanazją - można wrzucić hasełko w "google"  Kto mieczem wojuje ten od miecza ginie  > jak to coś wynika z ateizmu?Ale oki, widzę, że nie tyle chodzi Ci o samo pojęcie ile o tę korelację z ateizmem, o której wspomniałam. Relatywizm od absolutyzmu różni stosunek do wartości moralnych, ten pierwszy uznaje je za względne - są pochodną kontekstu społ-kult ten drugi zaś uważa, że wartości moralne są obiektywne niezależne od nikogo i niczego. Generalnie fundamentalizm moralny cechuje religie, bo one zakładają istnienie absolutu a tym samym pewnych obiektywnych wartości etycznych. No i teraz jak się ma relatywizm do ateizmu - tak, że kiedy stawiamy krok pierwszy i odrzucamy istnienie Boga jako rodzaj mitu społecznego to zdaje się, że naturalną koleją losu jest odrzucić i absolutyzm a tym samym przyjąć relatywizm moralny. Ale w sumie wiesz można też niewierząc w Boga uwierzyć w Zielone Ludki, które zaszczepiły ludzkości jeden spójny system etyczny i wtedy będąc ateistą być jednocześnie za fundamentalizmem moralnym  ??
|
|
| | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > Z relatywizmem moralnym jest jak z belgijską eutanazją - można wrzucić hasełko w "google" Kto mieczem wojuje ten od miecza ginie  Twoja radość przedwczesna, bo analogia jedynie pozorna. Legalność eutanazji w Belgii jest faktem zapisanym w tamtejszych przepisach prawnych, natomiast "relatywizm moralny" nie jest faktem w powyższym sensie, ale pojęciem, które może posiadać różne definicje, a tym bardziej różne interpretacje w zależności od człowieka. > >jak to coś wynika z ateizmu?> Ale oki, widzę, że nie tyle chodzi Ci o samo pojęcie ile o tę korelację z ateizmem, o której wspomniałam. Relatywizm od absolutyzmu różni stosunek do wartości moralnych, ten pierwszy uznaje je za względne - są pochodną kontekstu społ-kult ten drugi zaś uważa, że wartości moralne są obiektywne niezależne od nikogo i niczego. Generalnie fundamentalizm moralny cechuje religie, bo one zakładają istnienie absolutu a tym samym pewnych obiektywnych wartości etycznych. No i teraz jak się ma relatywizm do ateizmu - tak, że kiedy stawiamy krok pierwszy i odrzucamy istnienie Boga jako rodzaj mitu społecznego to zdaje się, że naturalną koleją losu jest odrzucić i absolutyzm a tym samym przyjąć relatywizm moralny. Ale w sumie wiesz można też niewierząc w Boga uwierzyć w Zielone Ludki, które zaszczepiły ludzkości jeden spójny system etyczny i wtedy będąc ateistą być jednocześnie za fundamentalizmem moralnym  Jak widzę dla ciebie pochodzenie moralności może mieć wyłącznie jedno źródło - zewnętrzne. Albo Bóg, albo ufoludki - trzeciego wyjścia nie widzisz. Takie postrzeganie przez ciebie źródeł moralności sugeruje, że obca jest tobie jakakolwiek wiedza z zakresu badań i rozważań nauki nad pochodzeniem moralności rozumianej jako pewien system imperatywów wywołujących określone zachowania wokreślonych sytuacjach. Polecam poszukanie informacji na temat tego, w jaki sposób nauka proponuje "tłumaczyć moralność". Sporo książek i artykułów na ten temat się ukazało. Wystarczy sięgnąć do klasyki, czyli np. do Richarda Dawkinsa. Za naszą moralność odpowiedzielne są... geny i tyle. Opłaca się być moralnym, gdy żyje się w grupie liczącej kilkadziesiat osobników spokrewnionych ze sobą. Genom się opłaca. Zaś co do zagadnienia moralność a religia - bardzo ładnie na ten temat pisał Bogdan Chwedeńczuk tutaj: bezdogmatu.webpark.pl/chwedenczuk39.htm oraz Tad Clements w swojej książce "Nauka kontra Religia" - do nabycia m. in. w księgarni Racjonalisty (jak sądzę). Zaprezentowałaś do bólu oklepany przez religiantów pogląd, iż ateista nie może być człowiekiem moralnym, gdyż pozbawiony jest źródeł moralności. Rozczarowałaś mnie, spodziewałem się po tobie dużo wyższych lotów intelektualnych
|
|
| | | |  | | Zielona |
> Twoja radość przedwczesna, bo analogia jedynie pozorna. Legalność eutanazji w Belgii jest faktem zapisanym w tamtejszych przepisach prawnych, natomiast "relatywizm moralny" nie jest faktem w powyższym sensie, ale pojęciem, które może posiadać różne definicje, a tym bardziej różne interpretacje w zależności od człowieka.Samo pojęcie jest zdefiniowane dość jasno, zaś moją interpretacją podzieliłam się z Tobą. > Jak widzę dla ciebie pochodzenie moralności może mieć wyłącznie jedno źródło - zewnętrzne. Albo Bóg, albo ufoludki - trzeciego wyjścia nie widzisz.Źle widzisz jeyesie  Oczywiście uważam, że mamy zakodowane pewne imperatywy między innymi stąd wywodzi się moja obawa przed legalną eutanazją, ponieważ ta naruszałaby myślę znacznie utrwalone w człowieku reakcje. W przypadku wspomnianych przez Ciebie źródeł zewnętrznych to one (szczególnie, jeśli uznać za takowe Boga) niejako narzucają jedyne słuszne racje natomiast relatywizm wcale nie oznacza, że człowiek dziczeje, bo brak mu źródła zewnętrznego, ależ skąd ! Źródłem moralności ludzkiej jest właśnie to jak ukształtowała się jego struktura psychiczna i tu w grę wchodzą zarówno geny jak i proces socjalizacji a ten ściśle koreluje z kontekstem społ-kult. Rozczarowałeś mnie jeyesie nie rozumiejąc co do Ciebie napisałam  > Takie postrzeganie przez ciebie źródeł moralności sugeruje, że obca jest tobie jakakolwiek wiedza z zakresu badań i rozważań nauki nad pochodzeniem moralności rozumianej jako pewien system imperatywów wywołujących określone zachowania wokreślonych sytuacjach. Polecam poszukanie informacji na temat tego, w jaki sposób nauka proponuje "tłumaczyć moralność". Sporo książek i artykułów na ten temat się ukazało. Wystarczy sięgnąć do klasyki, czyli np. do Richarda Dawkinsa. Za naszą moralność odpowiedzielne są... geny i tyle. Opłaca się być moralnym, gdy żyje się w grupie liczącej kilkadziesiat osobników spokrewnionych ze sobą. Genom się opłaca.Oczywiście, że geny mają swój istotny wkład w naszą moralność ! Twierdzę wyłącznie, że brak nam źródła zewnętrznego, które ujednolicałoby WSZELKIE ludzkie działania wartościując je jako moralne i amoralne. Czegoś takiego po prostu nie ma. polityka.o(*)0,2485-2004-52-53,artykul.htmlCzytałeś to ? Poniżej mały fragment: Joshua D. Greene z Princeton University postanowił to sprawdzić. Okazało się, że gdy mamy zepchnąć z kładki człowieka, by uratować piątkę innych ludzi, w naszej głowie dochodzi do blokady emocjonalnej - to ona sprawia, że mówimy "nie". W mózgach osób rozważających tę sytuację "rozświetlają się" obszary aktywne wtedy, kiedy odczuwamy strach lub smutek. Brak jest takiej reakcji, gdy decydujemy o przestawieniu zwrotnicy - tutaj kluczową rolę odgrywa żelazna logika. Jednak nawet w sytuacjach ekstremalnych nie zawsze emocje potrafią ją zagłuszyć. Niewielka część badanych osób zdecydowała się zrzucić mężczyznę na tory. Co wówczas działo się w ich głowach? W momencie kiedy do głosu dochodzą racjonalne argumenty, ma to swoje odzwierciedlenie zarówno w dłuższym czasie podawania odpowiedzi, jak również w specyficznym wzorcu aktywności mózgu. Struktury zaangażowane w przetwarzanie emocji, przede wszystkim ciało migdałowate, jak również części mózgu utożsamiane z "zimnym", racjonalnym kalkulowaniem (przede wszystkim boczne części płatów czołowych), podwyższają swój metabolizm. Toczy się między nimi walka. Aby rozwiązać ten konflikt, do akcji wkracza "mediator" - umiejscowiona w środku mózgu tzw. kora zakrętu obręczy, monitorująca konflikty i włączająca się przede wszystkim wtedy, gdy rozwiązujemy problemy o charakterze emocjonalnym. To dzięki jej aktywności, polegającej na "wysłuchiwaniu" sprzecznych argumentów rozsądku i emocji, jesteśmy w stanie podjąć trudne decyzje. Ten eksperyment mnie dość mocno przekonuje, że odebrać drugiemu człowiekowi życie nie leży w ludzkiej naturze w większości, bo są oczywiście pewne jednostki dysfunkcjonalne, które nawet czerpią z tego satysfakcję. Tu moglibyśmy podyskutować o psychopatii, jakie czynniki ją warunkują - co nieco wiem na ten temat jeśli jesteś zainteresowany. Ogółem wszyscy wiemy, że jednym z symptomów psychopatycznej struktury psychicznej jest niski poziom empatii. Między innymi, dlatego jestem PRZECIW eutanazji, że BYĆ MOZE (oczywiście tu nie mogę uznać się za jasnowidza) jej legalizacja wpłynęłaby jako determinant o charakterze społecznym na zachwianie pewnego porządku etycznego, jakim większość z nas dysponuje Z NATURY. > Zaprezentowałaś do bólu oklepany przez religiantów pogląd, iż ateista nie może być człowiekiem moralnym, gdyż pozbawiony jest źródeł moralności. Rozczarowałaś mnie, spodziewałem się po tobie dużo wyższych lotów intelektualnych  No, no tylko proszę bez nadinterpratcji. Nie zaprezentowałam poglądu, że ateista nie może być moralny ! Moja jednostkowa ATEISTYCZNA MORALNOŚĆ mówi "veto" nawet wobec konsumpcji zwierząt. Akurat jedno z drugim koreluje w moim przypadku, bo w wieku kilkunastu lat jakby równolegle odbył się u mnie proces ateizacji i kształtowanie postaw proekologicznych. Natomiast jest to moje indywidualne "veto" którego jednak nie narzucam jako uniwersalnego imperatywu dla ogółu ludzkości i nie powiem, że mięsożercy są amoralni. Co do źródeł to jak słusznie odnotowałeś - brak jest ZEWNĘTRZNYCH (!) natomiast relatywizm po prostu uwzględniając kontekst społ-kutl oraz różnice indywidualne jednocześnie nie odżegnuje się od faktu, że pewne wspólne dla ogółu ludzkości zachowania są warunkowane genetycznie. Ogółem - wybacz, ale poczułam się personalnie dotknięta Twoja uwagą o AMORALNYCH "obrońcach". Nie sądzisz, że przegiąłeś tak na ślepo brnąc w tę etykę ? Która strona ZA czy PRZECIW będzie mieć racje rozstrzygnie historia ludzkości, ale wydawanie jakichś nazbyt radykalnych opinii już teraz wydaje mi się być zaślepieniem i w pewnie sposób nawet powiedziałabym zawężeniem horyzontów myślowych. Nie czuj się jakoś szczególnie przeze mnie deprecjonowany, jesteś naprawdę ??
|
|
| | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > >Jak widzę dla ciebie pochodzenie moralności może mieć wyłącznie jedno źródło - zewnętrzne. Albo Bóg, albo ufoludki - trzeciego wyjścia nie widzisz.> Źle widzisz jeyesie  Widziałem to, co zechciałaś mi pokazać. Nie mogę widzieć tego, co niewidoczne. Dopiero w tym poście dodałaś coś, co poszerza zakres mojego widzenia  > Oczywiście uważam, że mamy zakodowane pewne imperatywy między innymi stąd wywodzi się moja obawa przed legalną eutanazją, ponieważ ta naruszałaby myślę znacznie utrwalone w człowieku reakcje.Nie napisałaś o jakie reakcje chodzi, więc... nie wiadomo o co chodzi. Jeśli masz na myśli, że mamy zakodowane "nie zabijaj", to przecież mamy także zakodowane unikanie cierpienia i przynoszenie ulgi w cierpieniu. Zachowanie zgodne z którymś z owych tych "kodów" nie jest realizowane poza ludzką świadomością (z wyjątkiem odruchów typu cofanie oparzonej ręki od źródła gorąca czy ukłutego palca od kolca kaktusa  ). Fakt, że mamy "wbudowany" szacunek dla życia czy inną wartość moralną nie oznacza, że w każdej sytuacji musimy kierować się tą samą hierarchią "posłuszeństwa" wobec tych wartości. Poza tym - odmawianie komuś prawa do zakończenia życia jest ubezwłasnowolnieniem tej osoby, i to ubezwłasnowolnieniem wyjątkowo okrutnym, egoistycznym i zupełnie niemoralnym. Bo co tak naprawdę mówią "obrońcy życia", gdy mówią "nie dla eutanazji"? Ano ni mniej, ni więcej jak tylko: "Odbieramy ci prawo realizacji najważniejszej w tej chwili dla ciebie decyzji, nie obchodzi nas twoje cierpienie, obchodzi nas wyłącznie nasze dobre samopoczucie, które utrzymamy, gdy będziesz żył wbrew swojej woli i cierpiał wbrew wspólnemu nam wszystkim imperatywowi unikania cierpienia. Bo dla nas - wielce moralnych obrońców życia - nie ma znaczenia jakość, ale ilość. Liczy się dla nas liczba żyjących, a nie jak wygląda to życie w konkretnych przypadkach." > W przypadku wspomnianych przez Ciebie źródeł zewnętrznych to one (szczególnie, jeśli uznać za takowe Boga) niejako narzucają jedyne słuszne racje natomiast relatywizm wcale nie oznacza, że człowiek dziczeje, bo brak mu źródła zewnętrznego, ależ skąd ! Źródłem moralności ludzkiej jest właśnie to jak ukształtowała się jego struktura psychiczna i tu w grę wchodzą zarówno geny jak i proces socjalizacji a ten ściśle koreluje z kontekstem społ-kult.Rozczarowałeś mnie jeyesie nie rozumiejąc co do Ciebie napisałam  A bo ja już taki mało pojętny jestem  - jak coś nie jest napisane, to ja trzymam się tego, co było napisane. > Oczywiście, że geny mają swój istotny wkład w naszą moralność ! Twierdzę wyłącznie, że brak nam źródła zewnętrznego, które ujednolicałoby WSZELKIE ludzkie działania wartościując je jako moralne i amoralne. Czegoś takiego po prostu nie ma.Jeśli potraktować człowieka jako narzędzie wykorzystywane przez geny do realizacji ich celów, to mamy takie źródło - owe geny. > polityka.o(*)0,2485-2004-52-53,artykul.html Czytałeś to ?Czytałem. > Między innymi, dlatego jestem PRZECIW eutanazji, że BYĆ MOZE (oczywiście tu nie mogę uznać się za jasnowidza) jej legalizacja wpłynęłaby jako determinant o charakterze społecznym na zachwianie pewnego porządku etycznego, jakim większość z nas dysponuje Z NATURY.Po pierwsze - skoro mamy coś dane "z natury", to nie z kodeksu. Po drugie - to nie zapisy kodeksowe tworzą zasady moralne, ale dokładnie odwrotnie - prawo jest odzwierciedleniem zasad moralnych. Po trzecie - jeśli przestaniesz tak kurczowo i ślepo zwracać uwagę jedynie na "obronę życia", a zaczniesz zwracać uwagę na to, czym owo życie jest, to może spostrzeżesz, że życie nie jest jedyną wartością, nie jest także zawsze, przez wszystkich, w każdej sytuacji stawiane na szczycie hierarchii wartości. > Zaprezentowałaś do bólu oklepany przez religiantów pogląd, iż ateista nie może być człowiekiem moralnym, gdyż pozbawiony jest źródeł moralności. Rozczarowałaś mnie, spodziewałem się po tobie dużo wyższych lotów intelektualnych  > Ogółem - wybacz, ale poczułam się personalnie dotknięta Twoja uwagą o AMORALNYCH "obrońcach". Nie sądzisz, że przegiąłeś tak na ślepo brnąc w tę etykę ?Na pewno nie przegiąłem. Uzasadniłem swoją opinię na początku tego postu wspominając o cierpieniu. Zresztą nie tylko ja zauważam tę hipokryzję "obrońców życia za wszelką cenę". > Która strona ZA czy PRZECIW będzie mieć racje rozstrzygnie historia ludzkości, ale wydawanie jakichś nazbyt radykalnych opinii już teraz wydaje mi się być zaślepieniem i w pewnie sposób nawet powiedziałabym zawężeniem horyzontów myślowych.No świetnie. Właśnie zaproponowałaś zakaz wydawania ocen moralnych, zakaz opiniowania postaw ludzkich i w ogóle całkowity relatywizm. To nie jakaś tam bezosobowa "historia ludzkości" jest sędzią człowieka, to jeden człowiek sądzi innego. > Nie czuj się jakoś szczególnie przeze mnie deprecjonowany, jesteś naprawdę bardzo bystrym umysłem , ale wybacz - w tym miejscu o który mowa aktualnie masz klapki na oczach staram się rzucić światło przez nie.Otwórz swój umysł  Może po lekturze tego mojego posta otworzysz swój? > Na ile Twoje EGO umie znieść krytykę konstruktywną pokaże Twój następny post ...Ciekawe jak twoje ego to zniosło...
|
|
| | | | | |  | | Zielona | Oj jeyesie po Twoim ostatnim poście już przyodziewałam tę moją wegetariańską "duszę" w skórę drapieżcy, aby móc rozrywać merytoryczne mięsko a Ty tak łagodnie, to jakby nie w Twoim stylu  . Choć kto Cię wie może jesteś wilkiem w owczej skórze  > Widziałem to, co zechciałaś mi pokazać. Nie mogę widzieć tego, co niewidoczne. Dopiero w tym poście dodałaś coś, co poszerza zakres mojego widzenia  Szkopuł w tym, że cierpisz na nadwzroczność, jakoś by należało skorygować tę wadę aby światło umysłu się nie rozpraszało na boki  Problem nie w tym, że czegoś, co niewidoczne nie dostrzegłeś, lecz, że wyczytałeś w moim poście coś, czego w nim nie było, dokonałeś NADINTERPRETACJI. > A bo ja już taki mało pojętny jestem - jak coś nie jest napisane, to ja trzymam się tego, co było napisane.Dobrze by było, szkoda tylko, ze teraz piszesz o Twoim "ja" idealnym a realne... Urządziłeś sobie jazdę bez trzymanki  > Jeśli potraktować człowieka jako narzędzie wykorzystywane przez geny do realizacji ich celów, to mamy takie źródło - owe geny.Geny to tylko ziarno, które potrzebuje gleby, aby wykiełkować w uspołecznionego człowieka, gleba to socjalizacja. Cele genów i socjalizacji dają wypadkową, która nazywa się osobowość a w tej zawiera się osobnicza moralność. > Po pierwsze - skoro mamy coś dane "z natury", to nie z kodeksu.Kodeks jest uśrednieniem pewnych trendów etycznych w danej społeczności, a to, co każdy z nas ma nazwijmy to "z natury", czyli dzięki genom i osobniczemu procesowi socjalizacji nie zawsze współbrzmi z tym, co w kodeksie. > Po drugie - to nie zapisy kodeksowe tworzą zasady moralne, ale dokładnie odwrotnie - prawo jest odzwierciedleniem zasad moralnych.Zasad moralnych DANEJ SPOŁECZNOŚCI, czyli to, o czym wcześniej wspomniałam - mowa o kontekście społ-kult. > Po trzecie - jeśli przestaniesz tak kurczowo i ślepo zwracać uwagę jedynie na "obronę życia", a zaczniesz zwracać uwagę na to, czym owo życie jest, to może spostrzeżesz, że życie nie jest jedyną wartością, nie jest także zawsze, przez wszystkich, w każdej sytuacji stawiane na szczycie hierarchii wartości.Nie jest, a uważam, że powinno. > >Która strona ZA czy PRZECIW będzie mieć racje rozstrzygnie historia ludzkości, ale wydawanie jakichś nazbyt radykalnych opinii już teraz wydaje mi się być zaślepieniem i w pewnie sposób nawet powiedziałabym zawężeniem horyzontów myślowych.> No świetnie. Właśnie zaproponowałaś zakaz wydawania ocen moralnych, zakaz opiniowania postaw ludzkich i w ogóle całkowity relatywizm. To nie jakaś tam bezosobowa "historia ludzkości" jest sędzią człowieka, to jeden człowiek sądzi innego.My się chyba nie zrozumiemy  a powodem tego Twoje przesadne przejaskrawianie pewnych rzeczy z jednoczesnym pomijaniem istotnych akcentów moich wypowiedzi. Jeyesie istotą mojego zdania było : N A Z B Y T (!) RADYKALNYCH oraz jak sam termin HISTORIA LUDZKOŚCI mówi NIE jest ona BEZOSOBOWA a NASZA LUDZKA złożona z szeregu małych kroczków - działań i ocen pojedynczych ludzi.. Zaproponowałam wyłącznie większy obiektywizm wszelkiego rodzaju radykałom ( tu lekki ukłon w Twoim kierunku  > >Nie czuj się jakoś szczególnie przeze mnie deprecjonowany, jesteś naprawdę bardzo bystrym umysłem , ale wybacz - w tym miejscu o który mowa aktualnie masz klapki na oczach staram się rzucić światło przez nie.> Otwórz swój umysł  > Może po lekturze tego mojego posta otworzysz swój?Ech, słabe to Twoje odbicie piłeczki  Lektura Twojego posta plus mój otwarty umysł  pozwoliły mi dostrzec, że nie jest Twoją mocną stroną wierne trzymanie się treści  > >Na ile Twoje EGO umie znieść krytykę konstruktywną pokaże Twój następny post ...> Ciekawe jak twoje ego to zniosło...Strategia piłeczki raz jeszcze ?  Moje Ego podrosło dzięki Tobie, czuje się wyśmienicie i czeka na kolejną porcję strawy  Wracając do eutanazji to ad zarzutu hipokryzji odniosłam się w poście do "waldmarca",. ad zarzutów o okrucieństwo, egoizm i brak moralności "obrońców" w postach do Św. Marka nie chcę się powtarzać. Pozdrawiam  ??
|
|
| | | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > Problem nie w tym, że czegoś, co niewidoczne nie dostrzegłeś, lecz, że wyczytałeś w moim poście coś, czego w nim nie było, dokonałeś NADINTERPRETACJI.Przypomnę, iż odniosłem się do następującego fragmentu: No i teraz jak się ma relatywizm do ateizmu - tak, że kiedy stawiamy krok pierwszy i odrzucamy istnienie Boga jako rodzaj mitu społecznego to zdaje się, że naturalną koleją losu jest odrzucić i absolutyzm a tym samym przyjąć relatywizm moralny. Ale w sumie wiesz można też niewierząc w Boga uwierzyć w Zielone Ludki, które zaszczepiły ludzkości jeden spójny system etyczny i wtedy będąc ateistą być jednocześnie za fundamentalizmem moralnymJednoznacznie sugerowałaś zatem, że ateizm=>relatywizm moralny. W potocznym rozumieniu, ale także w rozumieniu filozoficznym, r.m. to nic innego jak uznanie, że każdy ma prawo do postępowania wedle swego "widzimisię" i nikt nie ma prawa (ani możliwości!) oceniać pod względem moralnym czyjegokolwiek postępowania. Innymi słowy z ateizmu wynikała według ciebie "anarchia moralna". Z tym się zgodzić nie mogłem i nie zgodziłem. Powtarzam - widziałem, co było napisane, a że później rozszerzyłaś swoją wypowiedź, to teraz już nie widzę sensu powracać do jej pierwotnej wersji, bo po co? Chyba tylko po to, aby deprecjonować możliwości mojego rozumu  > Geny to tylko ziarno, które potrzebuje gleby, aby wykiełkować w uspołecznionego człowieka, gleba to socjalizacja. Cele genów i socjalizacji dają wypadkową, która nazywa się osobowość a w tej zawiera się osobnicza moralność.Nie żartuj - celem genów nie jest uspołecznianie człowieka, ale replikacja. To geny decydują o kształcie socjalizacji, a nie odwrotnie. Geny, które wywoływały zachowania "socjalne" ludzi pierwotnych przetrwały i stąd mamy dziś taką a nie inną "moralność". Moralność "tłumaczona" jest na nakazy i zakazy (normy) moralne, a socjalizacja jest wpajaniem "zasobnikowi przetrwalnikowemu genów" - pojedynczemu człowiekowi - owych norm. Nie ma "dwóch sił" kształtujących zachowania człowieka - celów genów i socjalizacji - są wyłącznie cele genów (przeżyć i zreplikować się), a socjalizacja jest objawem działania genów. > >Po pierwsze - skoro mamy coś dane "z natury", to nie z kodeksu.> Kodeks jest uśrednieniem pewnych trendów etycznych w danej społeczności, a to, co każdy z nas ma nazwijmy to "z natury", czyli dzięki genom i osobniczemu procesowi socjalizacji nie zawsze współbrzmi z tym, co w kodeksie.Chodziło mi o to, że żaden przepis kodeksowy nie może zachwiać porządkiem etycznym (jak to nazwałaś) skoro ten bierze się "z natury" (jak stwierdziłaś), więc twoje obawy są nieuzasadnione na gruncie twoich własnych stwierdzeń, są z nimi sprzeczne. > >Po drugie - to nie zapisy kodeksowe tworzą zasady moralne, ale dokładnie odwrotnie - prawo jest odzwierciedleniem zasad moralnych.> Zasad moralnych DANEJ SPOŁECZNOŚCI, czyli to, o czym wcześniej wspomniałam - mowa o kontekście społ-kult.Nie jesteś konsekwentna. Jeśli głosisz "świętość życia w ogóle" (dogamtyzm), to nie możesz przywoływać różnorodności moralności w zależności od społeczności (relatywizm), bo wówczas piłujesz gałąź, na której siedzisz. > >Po trzecie - jeśli przestaniesz tak kurczowo i ślepo zwracać uwagę jedynie na "obronę życia", a zaczniesz zwracać uwagę na to, czym owo życie jest, to może spostrzeżesz, że życie nie jest jedyną wartością, nie jest także zawsze, przez wszystkich, w każdej sytuacji stawiane na szczycie hierarchii wartości.> Nie jest, a uważam, że powinno.I w tym jest cały problem, że odrzucając zarzut niemoralności obrony życia bez względu na jego jakość ciągle postulujesz i prezentujesz tę niemoralną postawę. Niemoralną także i z tego względu, że stawiasz proces (życie) ponad człowieka z jego potrzebą kształtowania tego procesu w sposób, który gwarantuje mu nie tylko ilość (czas trwania życia), ale przede wszystkim jakość owego życia. Nic cię nie obchodzi człowiek, interesuje cię tylko to, aby ów człowiek utrzymywał się przy życiu. Może nie uświadamiasz sobie tego co napisałem, ale tak to właśnie wygląda. Nikt z ludzi nie dąży do przerwania własnego życia bez powodu. Żaden zwolennik eutanazji nie jest przecież przeciwnikiem życia, ale zwolennikiem samostanowienia jednostki, przed którą stoi tragiczny wybór. Decyzja o zakończeniu swego życia nie jest kaprysem, fanaberią - dlaczego nie potrafisz tego zrozumieć? Nie wiem. > >>Która strona ZA czy PRZECIW będzie mieć racje rozstrzygnie historia ludzkości, ale wydawanie jakichś nazbyt radykalnych opinii już teraz wydaje mi się być zaślepieniem i w pewnie sposób nawet powiedziałabym zawężeniem horyzontów myślowych.> >No świetnie. Właśnie zaproponowałaś zakaz wydawania ocen moralnych, zakaz opiniowania postaw ludzkich i w ogóle całkowity relatywizm. To nie jakaś tam bezosobowa "historia ludzkości" jest sędzią człowieka, to jeden człowiek sądzi innego.> My się chyba nie zrozumiemy a powodem tego Twoje przesadne przejaskrawianie pewnych rzeczy z jednoczesnym pomijaniem istotnych akcentów moich wypowiedzi.Nie przejaskrawiam (nie przesadzam, nie fałszuję, nie naciągam, nie dokonuję nadinterpretacji) - pokazuję jedynie do czego sprowadza się prezentowany przez ciebie "kult zycia". Tłumaczę twoje spojrzenie "teoretyczne" na praktykę. > Jeyesie istotą mojego zdania było : N A Z B Y T (!) RADYKALNYCH oraz jak sam termin HISTORIA LUDZKOŚCI mówi NIE jest ona BEZOSOBOWA a NASZA LUDZKA złożona z szeregu małych kroczków - działań i ocen pojedynczych ludzi.. Zaproponowałam wyłącznie większy obiektywizm wszelkiego rodzaju radykałom (tu lekki ukłon w Twoim kierunkuZauważyłaś, że ilekroć skomentuję jakąś z twoich wypowiedzi, tylekroć uznajesz za konieczne ZINTERPRETOWAĆ tę swoją wypowiedź? Wniosek z tego jest taki, że albo od razu nie piszesz tego, co tak naprawdę masz na myśli, albo owa interpretacja ma zniweczyć siłę moich argumentów przeciwko twoim twierdzeniom. W tym drugim przypadku jest to niewypowiedziane przyznanie mi racji. > >>Otwórz swój umysł
|
|
| | | | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > >>Otwórz swój umysł> >Może po lekturze tego mojego posta otworzysz swój?> Ech, słabe to Twoje odbicie piłeczki Zatem słabe jest twoje własne zalecenie wystosowane wobec mnie - przecież prawie dokładnie powtórzyłem to, co do mnie napisałaś. > Lektura Twojego posta plus mój otwarty umysł pozwoliły mi dostrzec, że nie jest Twoją mocną stroną wierne trzymanie się treściAleż strzeliłaś sobie samobója! Bo jak wygląda twój zarzut o nietrzymaniu się treści, gdy każdy mój komentarz poprzedzony jest cytatem? > >>Na ile Twoje EGO umie znieść krytykę konstruktywną pokaże Twój następny post ...> >Ciekawe jak twoje ego to zniosło...> Strategia piłeczki raz jeszcze ?Sama widzisz ponownie (czy jednak nie widzisz?), że argumenty "ad personam" są jedynie wybiegiem. Dasz sobie z nimi spokój? > Moje Ego podrosło dzięki Tobie, czuje się wyśmienicie i czeka na kolejną porcję strawyWcale nie jestem rozczarowany, bo nie przypuszczałem, aby cokolwiek naruszyło ego osoby, która gotowa jest skazać człowieka cierpiącego niewyobrażalne dla niej katusze na ich kontynuacje zamiast na ich przerwanie. > Wracając do eutanazjiCały czas o tym mowa, cały czas do tego się odnoszę - nie ma mowy o żadnym "powrocie". > to ad zarzutu hipokryzji odniosłam się w poście do "waldmarca",. ad zarzutów o okrucieństwo, egoizm i brak moralności "obrońców" w postach do Św. Marka nie chcę się powtarzać.Nie wymagam od ciebie powtarzania się, choć z niejakim niesmakiem przyjmuję twoją nonszalancję objawiającą się niechęcią do dyskusji ze mną. Czytałem twoje posty pisane do innych, ale ta lektura upewniła mnie jedynie, że zarzuty stawiane przez mnie i przez innych wobec obrońców życia za wszelką cenę i każdym kosztem są słuszne.
|
|
| | | |  | | Zielona | Nie czuj się jakoś szczególnie przeze mnie deprecjonowany, jesteś naprawdę bardzo bystrym umysłem , ale wybacz - w tym miejscu o który mowa aktualnie masz klapki na oczach staram się rzucić światło przez nie. Otwórz swój umysł  Na ile Twoje EGO umie znieść krytykę konstruktywną pokaże Twój następny post ... ??
|
|
 | | Bartek Bartkowski (83 punktów) | > >Przyznaję, że nie potrafię sobie poradzić z tym problemem. Nie wiem, jakie przyjąć stanowisko. Jedno jest pewne: "Debata" bardzo mi się przydała. Myślę, że jestem teraz odrobinę mądrzejszy, niż byłem.> To przykre, że owa "mądrość" sprowadza się do dezorientacji i zachwiania pewności co do słuszności przekonań przeciwstawnych do tych prezentowanych przez amoralnych "obrońców życia".  > Nie jestem po prostu przekonany co do absolutnej słuszności moich poglądów - weryfikuję je wraz z uczeniem się nowych rzeczy. Nie upieram się twardo przy swoim, "bo tak". A nieraz potrzebuję czasu, by przemyśleć pewne sprawy i nie wyciągać pochopnych wniosków. Bart, ateista.pl
|
|
|  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Zaskoczyło mnie i zaniepokoiło, że jedno spotkanie "na żywo" z przedstawicielami "wielbicieli cierpienia" wystarczyło do zasiania w Panu wątpliwości co do Pańskich przekonań. Nie wiem co dokładnie wywołało taki efekt, może to było coś dla Pana dotąd nieznanego, jakieś argumenty, jakieś przykłady. A ponieważ nie wiem, więc założyłem, że uległ Pan zwątpieniu pod wpływem frazesów jakimi posługują się przeciwnicy eutanazji rozumianej jako przyzwolenie na decydowanie o własnym losie w wyjątkowej sytuacji, kiedy życie staje się albo fikcją (śmierć mózgu), albo swoim zaprzeczeniem (nieznośne cierpienie w chorobie bez nadziei na wyleczenie). Mówiąc krótko - zaniepokoiłem się, że uległ Pan demagogii.
|
|
| |  | | Bartek Bartkowski (83 punktów) | > Zaskoczyło mnie i zaniepokoiło, że jedno spotkanie "na żywo" z> przedstawicielami "wielbicieli cierpienia" wystarczyło do> zasiania w Panu wątpliwości co do Pańskich przekonań.Wątpliwości to czasem dobra rzecz  > Mówiąc krótko - zaniepokoiłem się, że uległ Pan demagogii.Demagogia ma krótkie nogi - jeśli "król jest nagi", to i tak prędzej czy później wyjdzie to na jaw. BTW - co Wy tak z tym "panem"?...  Bart, ateista.pl
|
|
| | |  | | Zielona |
> BTW - co Wy tak z tym "panem"?...  Człowiek z T E L E W I Z O R A w czasach wspołczesnych kiedy większość ludzi traktuje swój sprzęt RTV jak guru musi liczyć się z tym, że jego ranga społeczna radykalnie podskoczy po takiej debacie w TV urastając do rozmiarów P A N  ??
|
|
| | | |  | | Bartek Bartkowski (83 punktów) | > >BTW - co Wy tak z tym "panem"?...  > Człowiek z T E L E W I Z O R A w czasach wspołczesnych kiedy większość ludzi traktuje swój sprzęt RTV jak guru musi liczyć się z tym, że jego ranga społeczna radykalnie podskoczy po takiej debacie w TV urastając do rozmiarów P A N   )))))))) Bart, ateista.pl
|
|
| |  | | Sylwester Głowacki (85 punktów) | >>Mówiąc krótko - zaniepokoiłem się, że uległ Pan demagogii. >
A wczym umieranie drogą eutanazji jest godniejsze?
|
|
| | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >A wczym umieranie drogą eutanazji jest godniejsze? Mój nauczyciel fizyki zwykł był mawiać, że nie można twierdzić, iż "Wróbelek ma jedną nóżkę bardziej."
|
|
| leo_z (935 punktów) | >Nie chce natomiast prawa do wykonywania zabiegu z powodu obawy przed nadużyciami oraz kreowaniem nastroju społecznego sprzyjającemu podejmowaniu takich decyzji.
Artykuł 30 Konstytucji RP mówi: Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych Moim zdaniem prawny zakaz eutanazji - w rozumieniu "dobrej śmierci" jest naruszeniem konstytucyjnego prawa do życia w godności. Umieranie - to jednak faza życia i dlatego uważam, że i temu etapowi naszego życia przynależy zagwarantowana konstytucją godność - godność umierania. Na marginesie; Czy nie jest swoistą obłudą odżegnywania się od oficjalnego uznania eutanazji, skoro de facto ta eutanazja ma miejsce, tylko w nieoficjalny sposób np. poprzez odłączenie od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe, odejście od stosowania pomocnych - jednak bardzo kosztownych terapii zdrowotnych utrzymujących chorego przy życiu, rezygnacja z profilaktyki w zakresie wczesnego wykrywania np. raka, świadome ograniczenie dostępu do określonych (nowoczesnych, a przez to bardzo drogich) form leczenia, czy nawet tak prozaicznej sprawy jak zapewnienie 24 godzinnej opieki lekarskiej (R-ki, itp.) Czy nie jest to forma "cichej eutanazji" z błogosławieństwem państwa i odwróconego w inną stronę Kościoła.
pozdrawiam
|
|
| Sylwester Głowacki (85 punktów) | "Debata": Eutanazja | >Jechałem na "Debatę" z dość klarownym >poglądem na legalizację eutanazji: jest konieczna ze >względu na prawo jednostki do stanowienia o sobie
Ale przecież nie ma żadnych jednostek!?!
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|