Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jak ludzie postrzegają filozofię?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
12-03-2005 20:12Patuszkin (2279 punktów)Jak ludzie postrzegają filozofię?
Jak ludzie postrzegają filozofię? Czy filozofia współcześnie jest dziwnym tworem oderwanym od rzeczywistości? Czy może jest czymś w rodzaju laickiej religii? Czy jest ona ważna dla społeczeństwa? Czy można bez niej się obyć?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

KOKOSflyJak ludzie postrzegają filozofię?
>Jak ludzie postrzegają filozofię?

Cóż, z mojego doświadczenia wynika, iż filozofia jest przede wszystkim postrzegana jako mało znaczące bajdy i wytwory nie mających nic lepszego do roboty umysłów.

Wcale się nie dziwię takim poglądom - po pierwsze sądzą tak przede wszystkim umysły mało wyedukowane, nie mające pojęcia o filozofii i nadającego to określenie każdemu rozumowaniu dlań niezrozumiałego; po drugie rzeczywiście filozofia odgrywa współcześnie nikłą rolę. Nie daje się jej zauważyć niemalże.

Zaś co do doniosłości znaczenia filozofii wypowiadać się nie będę... mam nadzieję, że w tej kwestii uświadomią Ciebie inni. Jeżeli jednak nie, to proponuję przeczytać przyjemną książeczkę pt. "Filozofia" autorstwa Richarda H. Popkina oraz Avruma Strolla (1994) Zysk i S-ka, Poznań. W sam raz dla tego, kto chce zapoznać się z filozofią na początek

Patuszkin (2279 punktów)Odp: Jak ludzie postrzegają filozofię?
>Zaś co do doniosłości znaczenia filozofii wypowiadać się nie będę... mam nadzieję, że w tej kwestii uświadomią Ciebie inni. Jeżeli jednak nie, to proponuję przeczytać przyjemną książeczkę pt. "Filozofia" autorstwa Richarda H. Popkina oraz Avruma Strolla (1994) Zysk i S-ka, Poznań. W sam raz dla tego, kto chce zapoznać się z filozofią na początek

Doniosłość filozofii nie ulega wątpliwości, tylko, że to było dawno temu.

> rzeczywiście filozofia odgrywa współcześnie nikłą rolę. Nie daje się jej zauważyć niemalże.

Właśnie. Stała się tylko dyscypliną akademicką. Z jednej strony pewne jej funkcje przejęła psychologia, z drugiej strony oddzieliły się od niej nauki przyrodnicze. Naukowcy kpią z filozofów, zwłaszcza kiedy ci ostatni łudzą się, że mogą uprawiać swą dyscyplinę apriorycznie nie licząc się z doświadczeniem.
Patuszkin (2279 punktów)
Jeśli zaś chodzi o ksiażki wprowadzajace do filozofii to czytałem ich kilka. Z tych współczesnych wprowadzeń najbardziej sobie cenię "Dzieje filozofii Zachodu" B. Russella, ponieważ oprócz historycznych informacji "co ktoś powiedział" uzupełnia je bystrą analizą treści oraz umieszcza to w szerszym kontekście sytuacji społeczno-politycznej w jakiej żył dany filozof. Dzięki Russellowi wychodzi na jaw, że warto wiedzieć nie tylko to "co ktoś powiedział", ale także "dlaczego to powiedział".
KOKOSfly
Hmmm, może w takim razie nabędę tą książkę. Zauważyłem, że wiele kanonów filozoficznych bierze swoje podwaliny na przykład z niezadowolenia z ówczesnej sytuacji panującej w kraju. Tak na przykład powstał cynizm, który to nurt stworzono na bazie protestu i buntu przeciwko rozkładowi moralności oraz upadkowi greckiego miasta-państwa Sparty, co można wyczytać w powyżej proponowanej przeze mnie książce.
Patuszkin (2279 punktów)
Nie twierdzę, że w innych pozycjach książkowych tego nie można znaleźć.

Jakiej Sparty? Antystenes, który założył szkołę cyników był dobrym przyjacielem Sokratesa.
Oboje mieszkali w Atenach.
Patuszkin (2279 punktów)
Serio znalazłeś to w tej książce?
KOKOSfly
"Dotyczy to zwłaszcza cynizmu. Jest on moralną filozofią tych, których życie straciło sens z powodu upadku zasad moralncyh. Ten upadek zaczął się wraz ze zmierzchem greckiego miasta-państwa (biorąc pod uwagę częste wojny pomiędzy Spartą a Atenami czy Spartą a Koryntem...)" (Popkin, Strol, 1994).

Hmmm, sokoro Sparta pojawia się dwa razy i to ona walczy raz z Atenami, a raz z Koryntem, to wywnioskowałem, że chodziło o nią. Dokładnie nie ma podanej nazwy miasta.
Art_man
>"Dotyczy to zwłaszcza cynizmu. Jest on moralną filozofią tych, których życie straciło sens z powodu upadku zasad moralncyh. Ten upadek zaczął się wraz ze zmierzchem greckiego miasta-państwa (biorąc pod uwagę częste wojny pomiędzy Spartą a Atenami czy Spartą a Koryntem...)" (Popkin, Strol, 1994).

>Hmmm, sokoro Sparta pojawia się dwa razy i to ona walczy raz z Atenami, a raz z Koryntem, to wywnioskowałem, że chodziło o nią. Dokładnie nie ma podanej nazwy miasta.

W tym fragmencie chodzi o idee ladu w Grecji starozytnej. Nie bylo to jedno panstwo tylko system polaczonych miast-panstw, z ktorych kazde z osobna mialo osbne prawo i czesto obyczaje. Wewnetrzne wojny miedzy miastami-panstwami doprowadzily do upadku zasad moralnych. Przyklad Sparty nie oznacza, ze tam narodzil sie cynizm.
KOKOSfly
Dzięki za wytłumaczenie problemu. Dopiero teraz zrozumiałem, że autorowi nie chodziło o konkretne miasto-państwo, ale miał na mysli ideę miasto-państwo. Hmmm, w takim razie powinien napisać raczej ów rzeczownik w liczbie mnogiej aby tacy jak ja szybciej rozumieli
Patuszkin (2279 punktów)
Zastanawiam się KOKOSfly czy ty sobie żarty robisz, czy serio znasz tylko to jedno wprowadzenie do filozofii?

Na wszelki wypadek mam ich kilka na półce, zawsze mogę sobie zrewidować jakiś pogląd, sprawdzić dokładnie co i jak.

Jeśli chodzi o sceptycyzm. Tutaj mógł zadziałać mechanizm kwaśnych wiogron. Przecież Antystenes, był biedny, pochodził z plebsu, matka jego była niewolnicą z Tracji.
Mógł negować bogactwo, podziały kastowe itp właśnie dlatego, że pochodził z nizin społecznych. Ale można na to spojrzeć takze z takiej perspektywy o jakiej mówił Nietzsche badając ideały ascetyczne. Dla filozofa czystość, odrzucenie innych spraw jest niezbędne, jak łyk świerzego zimnego powietrza.
Przebiśnieg (137 punktów)Jak ludzie postrzegają filozofię?
>Jak ludzie postrzegają filozofię?
Współczesna empiryczna ignorancja podmiotowości człowieka we wszechświecie doprowadza do prostego (tępego) zmysłowego wniosku:
Filozofia to efekt uboczny złożonych wyładowań elektrycznych w mózgu.

>Czy filozofia współcześnie jest dziwnym tworem oderwanym od rzeczywistości?
To pytanie o fikcję. Fikcja w aurze tolerancji (np.religia) przenika świat więc przynajmniej możemy stwierdzić, że fikcja istnieje w rzeczywistości.
>Czy może jest czymś w rodzaju laickiej religii?
Tak jeżeli przyjmuje fikcję za rzeczywistość.
>Czy jest ona ważna dla społeczeństwa?
Szczególnie ważna jest taka filozofia, która jest neutralna dla ROZUMU. Tak by mu niczego nie narzucać, jak choćby stawiania niewygodnych pytań. Tak byśmy konsumowali jak najspokojniej i prokreowali równie spokojnie, aż do wyczerpania zasobów, przesilenia i wojny.
>Czy można bez niej się obyć?
Nawet trzeba jeżeli już ustalimy co jest prawdą i będziemy w to wierzyć. Powinniśmy wtedy
Pół żartem:
Jezusa w zasadzie połączyć z powtarzalnością pór roku. . Nie bić kobiet w dniu ich święta,
W zachwycie nad ideologią tańca do którego jesteśmy stworzeni, wspomagać się ideologicznie wódką i narkotykami. Bo taniec chocholi to nasz sens istnienia, szczególnie po budzącej moralną odrazę pracy.
Przyroda uczy nas jak żyć, jak budować społeczeństwo .
Refleksje nad mrowiskiem jakże łatwo przekuć na refleksję nad człowieczeństwem.
"Bóg" uczy nas gdy patrzymy na zachowania np. małp prawdy o nas samych .
Jesteśmy częścią przyrody i z niej płynie wszelka mądrość
W zasadzie gdyby przypadkiem piorun nie uderzył w bagno woda nie ewoluowałaby do DNA. :*)
Pół serio:
Wiedzieć że nic nie wiemy i nikt nic nie wie i nikt nie ma szans się niczego dowiedzieć,
w zachwycie nad mądrością płynącą z senstencji "wiem, że nic nie wiem" oraz "milczenie jest złotem" - módlmy się...

Skoro Żyd powiedział, że widział Jezusa spacerującego po wodzie, to chyba racjonalnym będzie stwierdzić, że Jezus nie istniał, że to wszystko bajka z tą moralnością.
Żyd w końcu jest biblijnym autorytetem, to przecież syn narodu wybranego!
Wybrany przez samego Boga!
A to chyba powód do dumy i kto wie czego jeszcze?

Patuszkin (2279 punktów)Odp: Jak ludzie postrzegają filozofię?
>>Czy filozofia współcześnie jest dziwnym tworem oderwanym od rzeczywistości?
>To pytanie o fikcję. Fikcja w aurze tolerancji (np.religia) przenika świat więc przynajmniej możemy stwierdzić, że fikcja istnieje w rzeczywistości.
To poważny problem. Czasem nie potrafię zrozumieć, co oni piszą. Pewnie nie tylko ja.

>>Czy jest ona ważna dla społeczeństwa?
>Szczególnie ważna jest taka filozofia, która jest neutralna dla ROZUMU. Tak by mu niczego nie narzucać, jak choćby stawiania niewygodnych pytań. Tak byśmy konsumowali jak najspokojniej i prokreowali równie spokojnie, aż do wyczerpania zasobów, przesilenia i wojny.
Fajnie ironizujesz. Masz rację, że właśnie filozofia powinna proponować pewne reguły, np. racjonalnego, klarownego dialogu. Zawsze lubiłem artykuły Barbary Stanosz. To dobra szkoła logicznego i przejrzystego myślenia.
Przebiśnieg (137 punktów)
>Ja to rozumiem tak, że filozofia wyczerpuje się w przedstawianiu rzeczywistości, całej. A Skoro filozofia jest częscią rzeczywistości, to musi ona objąć namysłem także samą siebie.

Byle robiąc to wychodziła z PODMIOTU czyli UMYSŁU jako gwaranta zaistnienia możliwości wyprowadzenia najważniejszego pytania tzw. ontologicznego pytania o wszystko.
W zbiorze WSZYSTKO, który jest istniejącą rzeczywistością zawiera się zarówno bardzo rozrzutnie stosowane pojęcie "filozofia" jak i PODMIOT z którego wynika.

PODMIOT mówi "Myślę* więc jestem",
FILOZOF powie "miłuję myślenie* więc miłuję być*"
Idąc dalej powie "miłuję wszystko co jest ponieważ myśli*"
Roztropny zatrzyma się i spyta a co we mnie myśli, bez czego przestałbym być?
Ręka? Nie, Penis? Nie, a więc co podtrzymuje moje podmiotowe JA?
Mózg? Cały czy pewna jego część? Tu stajemy i patrzymy za siebie i oto ukazuje nam się podrzędnym to co poza mózgiem.
To jakby sprzężone do niego przedmioty.
To jakby narzędzia.
Korzysta z nich i określa ich sens i cel. (np. rozrywka)
A przecież narzędziom (penis) istota myśląca nie może się podporządkować.(no bo czy można życie w pełni podporządkować rozrywce? Zero rozrywki jak i pełna rozrywka to szkodliwe radykalizmy dla człowieka jako istoty będącej sprzężeniem (naturalnym realnym kompromisem we wszechświecie)

Czy filozofia nie jest po to by odkrywać stopniowo oczywisty fakt, iż metafizyka PODMIOTU jako realnie istniejąca "potęga" we wszechświecie jest koniecznym biegunem w sprzężeniu z fizyką PRZEDMIOTU?
Moim zdaniem (zawsze proszę o krytykę) TAK.
Mój wątek: www.racjonalista.pl/forum.php/s,14465 , jest taką małą przymiarką "człowieka z ulicy" do tematu ważnego chyba dla wszystkich.
TRWAM można powiedzieć o czymś co nie myśli.
TRWAM to coś bezużytecznego dla metafizyki.
TRWAM to znakomite podsumowanie dla kapłańskiej propozycji do samorealizacjii człowieka.
TRWAĆ i być bezużytecznym przedmiotem albo narzędziem w rękach manipulatora.

(*)-myślę- w znaczeniu (!) jestem świadom iż korzystam z posiadanej świadomości jako realnego dobra.
(*)-być- posiadać świadomość w odróżnieniu od trwać czyli istnieć i/lub egzystować bez świadomości.

Co Pan na to?

Patuszkin (2279 punktów)
Moje skromne doświadczenie podpowiada mi, że jedynym przedmiotem filozofii jest byt. Oczywiście warto dokonać kwarantanny umysłowej, przyjrzeć się podmiotowi i jego władzom poznawczym. Ale trzeba się przebić przez własną świadomość "ku rzeczom samym", jak mawiał Husserl. I ja sobie badania rzeczywistości, współcześnie, nie wyobrażam, bez nawiazania do nauk szczegółowych.

p.s.
Skoro Pan uprawia metafizykę podmiotu, to na pewno Pan musiał wpaść i pokonać Kanta, ponieważ to on, z całą mocą zadał funadamentalne pytanie: czy metafizyka jest w ogóle możliwa?
Przebiśnieg (137 punktów)
W kwestii bytu podmiotowego czyli założenia, iż możliwym jest umysł PODMIOT wpisany w ZBIÓR WSZYSTKO - będą nowe teorie

> czy metafizyka jest w ogóle możliwa?
Z pewnością sobie takiego pytania bym nie zadał.
A skoro Kant je sobie zadał to znaczy, że był w drodze do...

Patuszkin (2279 punktów)
>W kwestii bytu podmiotowego czyli założenia, iż możliwym jest umysł PODMIOT wpisany w ZBIÓR WSZYSTKO - będą nowe teorie
>> czy metafizyka jest w ogóle możliwa?
>Z pewnością sobie takiego pytania bym nie zadał.
>A skoro Kant je sobie zadał to znaczy, że był w drodze do...
>
Był. Tylko, że jego pojęcie metafizyki pochodzi od Wolffa. Metafizyka ogólna(m.generalis) to ontologia. Natomiast jej działy(metaphisica specialis) to: psychologia, teologia i kosmologia.
Metafizyka szkoły Wolffa była racjonalistyczna, aprioryczna. Chodzi o to, że z jakichś tez naczelnych można było dedukować inne tezy, nie licząc się zbytnio z doświadczeniem. Dlaczego? Ponieważ wierzono, że zasadom logiki odpowiada logicza struktura rzeczywistości. Zdaniem Kanta było to założenie zbyt pochopne. Dlatego postanowił raz jeszcze określić stosunek myśli i bytu. I jego zasługą było to, że zakreślił pewne granice dla rozumu. Musi on zawsze stosować się do doświadczenia. Nie może poza dośw. wykraczać. Dlatego upadła np. racjonalna teologia - przecież nie można zweryfikować empirycznie boskich atrybutów.

BTW: Żeby uznać tezę, że istnieje podmiot poznajacy oraz istnieje świat realny, który może być przez podmiot poznany, wystarczą zdroworozsadkowe założenia, którymi posługuje się nauka. U podstaw nauki leży realistyczna ontologia. Przy czym przestała ona być esencjalistyczna i dedukcyjna.

Czy dogadaliśmy się w końcu?
gooa (746 punktów)
>Jak ludzie postrzegają filozofię?
Osobiscie postrzegam filozofie, jako nieskonczone zrodlo pytan i odpowiedzi, nasuwajacych nastepne pytania - ale konieczne.

> Czy filozofia
>współcześnie jest dziwnym tworem oderwanym od
>rzeczywistości?
Nikt nie wie jak jest naprawde, ale osobiscie wydaje mi sie, ze tak nie powinno byc.

>Czy może jest czymś w rodzaju laickiej
>religii?
Nie, chyba, ze wziac pod uwage kryterium moralnosci.


>Czy jest ona ważna dla społeczeństwa?
Moim zdaniem - bardzo wazna.
Nie wszystkim dane jest (z racji zawodu, wyksztalcenia..itp.) miec bezposredni kontakt z filozofia, ale nalezy sie wszystkim, czerpac wszelkie dobra wynikajace z mysli ludzi wyksztalconych - pasjonatow. Nie mylic z wyksztalconych w tym kierunku.


>Czy można
>bez niej się obyć?
Mysle, ze tak.
Istnieje jednak duze niebezpiecznstwo tworzenia "domoroslych" filozofow, czekajacych np. na kolejne wybory i zadawalajacych sie tym co w postulatach zawsze brzmi adekwatnie do potrzeb "filozofa", czesto potrzebujacego miec po prostu swoj wlasny "swiety spokoj".
Patuszkin (2279 punktów)
Zgadzam się z twoimi trafnymi spostrzeżeniami. Takie pytania o sens filozofii, to filozofowanie o niej samej. To tak jakby dobudować kolejne pięterko, na którym można sobie rozmawiać. I jedni mogą jej bronić, a inni mogą ją negować.
Chodzi także o jej miejsce pośród innych nauk. Czy jest ona rzeczywiście nauką? A jeśli nie jest nauką, to czym?
gooa (746 punktów)
>Zgadzam się z twoimi trafnymi spostrzeżeniami. Takie pytania o sens filozofii, to filozofowanie o niej samej.
Wiec gdzie widzisz moja "trafnosc" ? Filozofowanie o filozofii nie ma zadnego sensu (moim zdaniem).


>To tak jakby dobudować kolejne pięterko, na którym można sobie rozmawiać. I jedni mogą jej bronić, a inni mogą ją negować.
Wracamy wiec do pytania wstepnego.

>Chodzi także o jej miejsce pośród innych nauk. Czy jest ona rzeczywiście nauką? A jeśli nie jest nauką, to czym?
Dlaczego nalezy ja Twoim zdaniem umiejscowic ?

Patuszkin (2279 punktów)
>>Zgadzam się z twoimi trafnymi spostrzeżeniami. Takie pytania o sens filozofii, to filozofowanie o niej samej.
>Wiec gdzie widzisz moja "trafnosc" ? Filozofowanie o filozofii nie ma zadnego sensu (moim zdaniem).
Ja to rozumiem tak, że filozofia wyczerpuje się w przedstawianiu rzeczywistości, całej. A Skoro filozofia jest częscią rzeczywistości, to musi ona objąć namysłem także samą siebie.

>Dlaczego nalezy ja Twoim zdaniem umiejscowic ?

To dobre pytanie. Parę lat temu wstapiłem do koła filozoficznego przy uniwersytecie X. Zdziwiło mnie, że władze uniwerku nie chciały przekazać żadnych środków na finansowanie gazetki, pisma, konferencji etc. Otóż przewodniczący wpadł na pomysł, aby do nazwy koła dodać wyraz "naukowe". I jak się domyślasz, poszło znakomicie.
Jak sądzisz skad się wzięły projekty fenomenologiczne(Husserl)?

Tu nie chodzi tylko o kasę. Tu chodzi o szacunek. O prestiż.

I jeszcze jedno pytanie. Jak sądzisz czy psychologia jest nauką?
Zielona
>Jak sądzisz czy psychologia jest nauką?

Wybaczcie, za moje wtrącenie w Waszą dyskusję, ale pojawiła się bardzo itsotna dla mnie kwestia zatem nie mogę się oprzeć:
"Osobliwością psychologii jako dyscypliny naukowej jest to, że ma ona niejednorodny status - jest nauką zarazem humanistyczną i przyrodniczą" (Royes, 1970: Uchnast, 1989)
Jak mawia się własnie owo "podwójne zakotwicznie" psychologii indukuje wiele kontrowersjji metodologicznych.
"Humanistyczność przypisywana jest więc psychologii ze wzgledu na przedmiot poznania, natomiast stosowna na jej gruncie metoda pochodzi na ogół z przydoroznastwa" ( Brzeziński, 1999)
Pozdrawiam


??
gooa (746 punktów)

Z Twoich postow, ktore do tej pory czytalam, zauwazylam, ze dobrze orientujesz sie w tym temacie. Moze zapoczatkuj jakis ciekawy watek w dziale Spoleczenstwo ?

Patuszkinie, przepraszam za to wtracenie.
Patuszkin (2279 punktów)
>Wybaczcie, za moje wtrącenie w Waszą dyskusję, ale pojawiła się bardzo itsotna dla mnie kwestia zatem nie mogę się oprzeć:
Jak dobrze. Na pewno wypowiesz się na ten temat fachowo.

>"Osobliwością psychologii jako dyscypliny naukowej jest to, że ma ona niejednorodny status - jest nauką zarazem humanistyczną i przyrodniczą" (Royes, 1970: Uchnast, 1989)
>Jak mawia się własnie owo "podwójne zakotwicznie" psychologii indukuje wiele kontrowersjji metodologicznych.
>"Humanistyczność przypisywana jest więc psychologii ze wzgledu na przedmiot poznania, natomiast stosowna na jej gruncie metoda pochodzi na ogół z przyrodoznawstwa" ( Brzeziński, 1999)

To rzeczywiście interesująca pozycja, w jakiej znajduje się współczesna psychologia. W Oświeceniu była zaliczana przez Kanta do metafizyki. Potem się usamodzieliła i oddzieliła od filozofii. Powstało pytanie: jaki status ma psychologia? Zbliżyła się metodologicznie do nauk przyrodniczych, aby ściągnąć z siebie łatkę metafizyki. Przedmiotem, który bada jest coś czego nie można zobaczyć, dotknąć ani polizać. Przecież nikt z nas duszy jeszcze nie widział. Jak do tego zastosować metodę empiryczną? Ja nie wiem. Masz jakiś pomysł?

nicram79 (460 punktów)
> Powstało pytanie: jaki status ma psychologia? Zbliżyła się metodologicznie do nauk
> przyrodniczych, aby ściągnąć z siebie łatkę metafizyki. Przedmiotem, który bada jest coś
> czego nie można zobaczyć, dotknąć ani polizać. Przecież nikt z nas duszy jeszcze nie
> widział. Jak do tego zastosować metodę empiryczną? Ja nie wiem. Masz jakiś pomysł?

No jak dla mnie to psychika jest pojęciem teoretycznym i nie można jej badać bezpośrednio - tak samo jak np. częstek elementarnych. Jest konstruktem teoretycznym słuzącym wyjaśnianiu tego co robią ludzie i co się z nimi dzieje. Trzeba przebudowywać i rozbudowywać ten konstrukt tak, żeby jak najlepiej opisywał obserwowalne zachowania i procesy i zarazem był zgodny z wiedzą dotyczącą funkcjonowania mózgu. Pozdrawiam

Patuszkin (2279 punktów)
W takim razie co wyjaśnia psychologia? Strukturę czego?

Piszesz o działaniach. A przecież psychologia bada motywacje. Twoim zdaniem świadomość nie istnieje realnie? Jest tylko konstruktem teoretycznym?
nicram79 (460 punktów)
>W takim razie co wyjaśnia psychologia? Strukturę czego?

To dość trudne pytanie. Opinie są tu różne. Jedni powiedzą że zachowania, inni że psychiki. Ale w tym drugim przypadku to też nie jest nic dziwnego. A co wyjaśnia fizyka cząstek elementarnych ?

>Piszesz o działaniach. A przecież psychologia bada motywacje. Twoim zdaniem
> świadomość nie istnieje realnie? Jest tylko konstruktem teoretycznym?

Nie wiem jak pierwsze dwa zdania powyższej wypowiedzi mają się do dwóch kolejnych.

Motywacje psychologia też bada. Też są one konstruktem teoretycznym.

Według mnie z naukowego punktu widzenia świadomość jest tylko konstruktem teoretcznym. Podkreślam że chodzi o naukowy punkt widzenia. Oczywiście w myśleniu potocznym wierzę że istnieje realnie. Ale to dwie oddzielne sfery myślenia. A przynajmniej takie powinny być.

Pozdrawiam

Patuszkin (2279 punktów)

>Według mnie z naukowego punktu widzenia świadomość jest tylko konstruktem teoretcznym. Podkreślam że chodzi o naukowy punkt widzenia.

A która nauka posiada ten szczególny punkt widzenia na psychologię?
nicram79 (460 punktów)
>>Według mnie z naukowego punktu widzenia świadomość jest tylko konstruktem teoretcznym. Podkreślam że chodzi o naukowy punkt widzenia.
>A która nauka posiada ten szczególny punkt widzenia na psychologię?

Nie na psychologię,tylko na świadomość. Która nauka? - psychologia. I nie posiada - tylko powinna (według mnie) posiadać.

Patuszkin (2279 punktów)
>Nie na psychologię,tylko na świadomość. Która nauka? - psychologia. I nie posiada - tylko powinna (według mnie) posiadać.

Mogę wiedzieć jaką Ty dziedziną nauki się zajmujesz?

I jeszcze jedno pytanie. Dlaczego twoim zdaniem psychologowie powinni uważać, że świadomość nie istnieje realnie? Dlaczego powinni przyjąć, że jest ona tylko konstruktem teoretycznym? I na jakiej podstawie powini to przyjać(chodzi o uzasadnienie tego punktu widzenia).
nicram79 (460 punktów)
>Mogę wiedzieć jaką Ty dziedziną nauki się zajmujesz?

No że się zajmuję to może za dużo powiedziane. Obecnie studiuję psychologię. A do czego potrzebna Ci ta informacja ?

>I jeszcze jedno pytanie. Dlaczego twoim zdaniem psychologowie powinni uważać, że
> świadomość nie istnieje realnie? Dlaczego powinni przyjąć, że jest ona tylko
> konstruktem teoretycznym? I na jakiej podstawie powini to przyjać(chodzi o
> uzasadnienie tego punktu widzenia).

Dlatego że moim zdaniem w nauce można się zajmować dwojakiego rodzaju bytami: empirycznymi i teoretycznymi (a właściwie to zawsze zajmuje się i jednym i drugim oraz relacjami pomiędzy nimi). Świadomość, przynajmniej tak jak się o niej zazwyczaj mówi i pisze, za empiryczny byt uchodzić nie może, bo nie jest intersubiektywnie postrzegalna. Pozostaje więc albo uznać ją za pojęcie teoretyczne albo w ogóle nie używać w psychologii.

Właściwie to nie upieram się, że 'jest' ona konstruktem teoretycznym, bo myślę że jest to pojęcie przeniesione z filozofii i myślenia potocznego i dopiero trzeba by popracować żeby stało się naukowe. Bo moim zdaniem teoria ma sens tylko w związku z empirią (i na odwrót) - po to, żeby wyjaśniać i przewidywać empirię. A nie wiadomo jaką empirię miała by wyjaśniać świadomość jako teoria (lub teoria której była by częścią).

Więc generalnie uważam że świadomość na pewno nie jest pojęciem odnoszącym się do jakiegoś zjawiska empirycznego i raczej nie pojęciem teoretycznym, choć co do tego ostatniego to nie jestem pewien.

Pozdrawiam
Patuszkin (2279 punktów)
Wiesz, ja tak sobie myślę, że jeśli przyjąć tamten punkt widzenia to on prowadzi do wielu komplikacji. Po pierwsze trzeba odróżnić pojęcia od tego co one oznaczają. Pojęcie świadomości ma, moim zdaniem swój desygnat. Jeśli uznasz, że istnieje tylko pojęcie "świadomości", to można zapytać, kto posiada to pojęcie? Powiesz, że człowiek posługuje się pojęciem "świadomości". A posługuje się nim świadomie czy nieświadomie? Gdzie są pojęcia? W eterze?
nicram79 (460 punktów)
>Wiesz, ja tak sobie myślę, że jeśli przyjąć tamten punkt widzenia to on prowadzi do
>wielu komplikacji. Po pierwsze trzeba odróżnić pojęcia od tego co one oznaczają. Pojęcie
> świadomości ma, moim zdaniem swój desygnat. Jeśli uznasz, że istnieje tylko
> pojęcie "świadomości", to można zapytać, kto posiada to pojęcie? Powiesz, że człowiek
> posługuje się pojęciem "świadomości". A posługuje się nim świadomie czy
> nieświadomie? Gdzie są pojęcia? W eterze?

Muszę przyznać że takie rozważania są dla mnie zbyt filozoficzne. Na kwestię pojęć i znaczenia staram się raczej patrzeć z perspektywy naukowej. Zakładam że jak ludzie używają słowa "świadomość" i mogą się jakoś przy jego pomocy porozumieć, to znaczy że istnieje takie pojęcie, czyli ludzie mają wystarczająco podobne schematy poznawcze i schematy mówienia uruchamiane przez to słowo albo przez określone sytuacje w których się znajdują. Ale pojęcia naukowe i potoczne, mimo że odpowiadają im te same słowa, zazwyczaj są różne. Pojęcie świadomości, przynajmniej tak, jak się go zazwyczaj używa (nawet jeśli dyskutują naukowcy), jest moim zdaniem pojęciem potoczno-filozoficznym a nie naukowym.

Jeśli chodzi o to, czy to pojęcie ma jakiś "rzeczywisty", obserwowalny desygnat, to myślę że to zależy jak je rozumieć. Jeśli rozumiemy je np. tak bardziej biologicznie, jako stan przytomności, to tak. Jeśli bardziej filozoficznie, jako coś nieobserwowalnego, to siłą rzeczy nie (o tym znaczeniu właśnie cały czas pisałem). A czy takie pojęcie ma desygnat, to już za bardzo filozoficzne pytanie jak dla mnie .

Pozdrawiam
Patuszkin (2279 punktów)
Jeśli psychologia jest bezprzedmiotowa i posługuje się pojęciami, które nic nie znaczą, to nie jest ona ani nauką ani nawet żadną wiedzą. Jest bełkotem.

Ja psychologiem nie jestem, ale z tego co się zdążyłem zorientować, to jedną z metod psychologii jest introspekcja. Akty psychiczne są pewnym doświadczeniem, którego nie można zanegować. Każdy z nas doświadcza tego, że myśli, czuje bądź posługuje się wyobraźnią. (BTW: Można poszerzyć zakres semantyczny pojęcia "doświadczenia". Może ono obejmować także przeżycia duchowe.). Jeszcze raz powtórzę, to o czym mówiłem parę postów wyżej. Psychologia w swej istocie chyba nie może być nauką pewną i niezachwianą jak nauki przyrodnicze(tego nie wiem na 100%), natomiast może być i jest, moim zdaniem, wiedzą. Posługuje się ona pojęciami, które mają desygnaty, które coś znaczą, po prostu.
Jeśli chodzi o metody i pewność wyników badań psychologicznych. Każda nauka powinna posiadać swój przedmiot i swoją metodę. Metody powinny być dostosowane do natury przedmiotu.
Skoro psychologia bada to co psychiczne, to musi znaleźć takie metody, które do tego się nadają( np. introspekcja).

Nie dziwi mnie że psychologowie zazdroszczą przyrodnikom metod i pewności wyników, ale Ty poszedłeś za ostro i podpiłowałeś gałąź, na której wraz z kolegami psychologami siedzicie.

Pozdrawiam
nicram79 (460 punktów)
>Jeśli psychologia jest bezprzedmiotowa i posługuje się pojęciami, które nic nie znaczą, to
> nie jest ona ani nauką ani nawet żadną wiedzą.

No nie pisałem, że posługuje się pojęciami które nic nie znaczą, tylko pojęciami potocznymi.

> Jest bełkotem.

Częściowo masz rację. Ale na szczęście nie cała i moim zdaniem idzie ku lepszemu.

> Ja psychologiem nie jestem, ale z tego co się zdążyłem zorientować, to jedną z metod
> psychologii jest introspekcja. Akty psychiczne są pewnym doświadczeniem, którego nie
>można zanegować. Każdy z nas doświadcza tego, że myśli, czuje bądź posługuje się
> wyobraźnią.

No właśnie chodziło mi o to, że zanegować tego nie można kiedy myślimy o tym tak na codzień, bo silnie w to wierzymy. Ale z punktu widzenia nauki (którą należy moim zdaniem oddzielić od myślenia "na codzień") to co nazywamy tu "doświadczeniem" nie jest empirią (przynajmniej moim zdaniem), bo nikt inny nie może tego potwierdzić. Dlatego uważam, że jak świadomość ma być pojęciem naukowym to musi być pojęciem teoretycznym. Natomiast to, że ktoś mówi że jest świadomy tego czy tamtego, to zjawisko empiryczne które można za pomocą tej teorii wyjaśniać. Takie oddzielenie myślenia "na codzień" od naukowego jest emocjonalnie trudne - szczególnie jak dotyczy rzeczy tak dla nas ważnych jak świadomość. Myślę, że właśnie dlatego psychologiczne rozważania nad świadomością są ciągle bardziej filozofią i potwierdzaniem potocznych wyobrażeń niż nauką. Psychologowie boją się zawiesić na czas uprawiania nauki swoją codzienną wiarę w świadomość.

>Jeśli chodzi o metody i pewność wyników badań psychologicznych. Każda nauka powinna posiadać swój przedmiot i swoją metodę. Metody powinny być dostosowane do natury przedmiotu.
>Skoro psychologia bada to co psychiczne, to musi znaleźć takie metody, które do tego się nadają( np. introspekcja).

Moim zdaniem psychologia powinna zrezygnować z badania tego co psychiczne rozuminanego jako świadomość, która nie ma nic wspólnego ze światem fizycznym.

>Nie dziwi mnie że psychologowie zazdroszczą przyrodnikom metod i pewności wyników,
> ale Ty poszedłeś za ostro i podpiłowałeś gałąź, na której wraz z kolegami psychologami
> siedzicie.

Mam nadzieję że nie podpiłowałem tylko dokonałem konstruktywnej krytyki .

Pozdrawiam
Patuszkin (2279 punktów)
Ja myślę, że czasem warto zaufać zdrowemu rozsądkowi bardziej niż nauce. Podam przykład. Mój zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że żadnego wilekiego wybuchu nigdy nie było, że nie mogą się tworzyć z czarnych dziur światy niemowlęce, że nie istnieje aczasowa pra-piana, z której powstał nasz kosmos. A jednak od wielu lat, ludzie byli nabijani w butelkę opowieściami o Wielkim Wybuchu , o kształcie kosmosu(prostokąty, owalny tec) i o tym jak szybko się rozszerza. Hawkins & co produkowali ksiażki, w których pojawiały się nowe sensacje opakowane w literackie metafory. Bo musisz przyznać, że czarna dziura, pra-piana i niemowlęcy wszechświat to literackie i pobudzające wyobraźnię określenia.
Niedawno okazało się, że teoria WW nie ma podstaw i niedługo padnie, z czego bardzo się cieszę. Współczesna kosmologia była Wielkim Przekrętem, wybujałą metafizyką, cudownie skomplikowaną jak średniowieczna scholastyka.

Zresztą zdrowy rozsądek chroni także filozofię. Kiedy byłem na 4 roku wpadła mi do ręki cegła R. Ingardena pt. "Spór o istnienie świata". Spojrzałem tylko na tytuł, do środka nie chciało mi się zaglądać. Uznałem, że lektura tekstu, który dotyczy domniemanego istnienia świata, jest zwykła stratą czasu. Potem dowiedziałem się, że Kant żywił podobne uczucia do moich, ale kilka wieków wcześniej. Nazwał ten spór: "największym skandalem filozofii".
Kiedy ty mi mówisz, o tym, ze naukowcy powinni zanegować to co jest najbardziej pewne, dane bezpośrednio, w każdej chwili mojego życia, zwłaszcza teraz gdy pisze te słowa do Ciebie, to słowa Kanta cisną mi się na klawiaturę: skandal, skandal........

>Moim zdaniem psychologia powinna zrezygnować z badania tego co psychiczne rozuminanego jako świadomość, która nie ma nic wspólnego ze światem fizycznym.

W takim razie powinna zmienić nazwę. Słowo psyche=dusza, powinno zostać zastąpione słowem "meon" - niebyt. Psychologia w tym wydaniu będzie "meonologią", nauką o czymś czego nie ma.

Jeszcze jedno. Pewnie nie zgodziłbyś się ze słowami Barbary Stanosz, która twierdzi, że nauka opiera się na potocznym zdroworozsądkowym poznaniu, które jest bardziej zdyscyplinowane i metodyczne. Twoje tezy tak naprawdę przypominają postulaty ajbardziej śmiałych filozofów. Np. Parmenides chciał nam kiedyś wmówić, że świat zmysłowy, materialny jest tylko złudzeniem. Teraz ty proponujesz przyjać(na wiarę), ze świadomość jest złudzeniem. To jest bardzo śmiała metafizyka, kolego.

Pozdrawiam
nicram79 (460 punktów)
No najwyraźniej ciągle się nie rozumiemy, więc spróbuję inaczej - przedstawię pokrótce tok mojego rozumowania:

1. Wychodzę z akceptacji nauki (w czasie tych rozważań)

2. Analizując to co wiem z psychologii, socjologii i antropologii, dochodzę do wniosku, że postrzeganie rzeczywistości i myślenie o niej nie jest u wszystkich takie same. Ludzie w różnych kulturach a szczególnie mówiący różnycmi językami pod wieloma względami różnią się w widzeniu rzeczywistości (co nie znaczy że nie ma cech wspólnych tego postrzegania, niezależnych od kultury). Dotyczy to szczególnie obiektów/procesów bardziej złożonych.

3. W związku z tym naukowe widzenie świata różni się od potocznego. Choć nauka używa często takich samych słów jak język potoczny, to ich znaczenia są inne. Dlatego taka sama wypowiedź potraktowana jako naukowa będzie inaczej rozumiana niż potraktowana jako potoczna.

4. Dlatego naukowy i potoczny obraz świata różnią się.

5. Jednak ludzie chcą wierzyć, że istnieje tylko jedna rzeczywistość o określonych i niezmiennych własnościach. Dlatego odrzucają taką możliwość, że jest wiele różnych sposobów patrzenia na rzeczywistość i żadna nie jest "prawdziwsza".

6. Dlatego często ludzie z naszego kręgu kulturowego uważają że nauka mówi o rzeczywistości w dokładnie taki sam sposób jak oni sami na codzień, tylko "wie lepiej" bo sprawdziła.

(uwaga na marginesie: i dlatego uważają, że jest tylko jeden sposób istnienia i przypisują bytom teoretycznym taką samą realność jak tym doświadczanym bezpośrednio.)

7. Takie przekonanie jest szczególnie silne w przypadku tego, co jest dla nas osobiście ważne. Wiara w świadomość, wolną wolę, w to że sami świadomie i racjonalnie podejmujemy decyzję o swoim życiu jest dla nas bardzo ważna i nie możemy jej normalnie odrzucić. Podobnie zdrowy psychicznie człowiek nie może odrzucić różnych przekonań na swój temat, które z naukowego punktu widzenia były by błędne.

8. Jednak naukowa wizja rzeczywistości jest inna od potocznej. Pojęcia takie jak "wolna wola" i "świadomość", tak jak są potocznie czy filozoficznie rozumiane czy "odczuwane", nie pasują do tej wizji rzeczywistości. Natomiast jeśli jakoś je unaukowimy, lub chociaż przyjmiemy że można je jakoś mierzyć, to okazuje się, że nie jesteśmy racjonalni i nie uświadamy sobie większości czynników które nami sterują (tak wynika z badań psychologicznych).

10. Jednak potrzeba wiary w świadomość jest tak silna, że często nawet psychologowie nie potrafią zazwyczaj zawiesić swoich codziennych przekonań na jej temat na czas rozważań naukowych.

> Kiedy ty mi mówisz, o tym, ze naukowcy powinni zanegować to co jest najbardziej
> pewne, dane bezpośrednio, w każdej chwili mojego życia, zwłaszcza teraz gdy pisze te
> słowa do Ciebie, to słowa Kanta cisną mi się na klawiaturę: skandal, skandal.......

Takie uczucia i poczucie oczywistości są dla mnie sygnałem, że w ramach nauki trzeba się temu przekonaniu uważnie przyjrzeć. Według mnie rozwój nauki polega między innymi na odrzucaniu przekonań które wydają się oczywiste i których odrzucenie jest dla nas przykre lub niepokojące. Tak było z geocentryzmem, teorią newtona czy tymi przekonaniami/sposobami myślenia które się w nas "burzą" kiedy stykamy się mechaniką kwantową. Może przyszła kolej na nauki społeczne i humanistyczne ? Choć tutaj będzie dużo trudniej. Podstawowymi pojęciami i twierdzeniami które warto by odrzucić, to moim zdaniem te wywodzące się z filozofii związane ze świadomości i wolną wolą (oczywiście to nie ja to wszystko wymyśliłem. Większość można znaleźć np. w książkach Norberta Eliasa - socjologa, który niestety jest słabo znany.)


> W takim razie powinna zmienić nazwę. Słowo psyche=dusza, powinno zostać
> zastąpione słowem "meon" - niebyt. Psychologia w tym wydaniu będzie "meonologią",
> nauką o czymś czego nie ma.

Nie o czymś czego nie ma, tylko o czymś co nie jest obserwowalne (bezpośrednio - ale można o tym czymś wnioskować). Różne działy fizyki też zajmują się takimi rzeczami.

> jeszcze jedno. Pewnie nie zgodziłbyś się ze słowami Barbary Stanosz, która twierdzi, że
>nauka opiera się na potocznym zdroworozsądkowym poznaniu, które jest bardziej
> zdyscyplinowane i metodyczne.

No nie zgodził bym się. To znaczy myślę, że jeśli chodzi o same sposoby rozumowania to może tak częściowo być. Natomiast jeśli chodzi o używane pojęcia i obraz rzeczywistości to nie. Moim zdaniem nauka tworzy nowe pojęcia które nie mają dokładnych odpowiedników w myśleniu potocznym (zresztą już chociażby stosowanie matematyki się z tym wiąże). Dlatego twierdzenia naukowe trzeba dopiero "tłumaczyć" na potoczne, przy czym sporo się gubi, czasami to co najistotniejsze.


>Ja myślę, że czasem warto zaufać zdrowemu rozsądkowi bardziej niż nauce.

Tak, ale wtedy kiedy godzisz się na rezygnację z szukania najlepsego opisu/wyjaśnienia według kryteriów które uznaje nauka.

Jeśli chodzi o "astronomię ekstremalną" to wydaje mi się że tam fizyka zbliża się do filozofii (choć nie jestem fizykiem więc nie mam co do tego zbyt dużej pewności). I szczególnie trudno przetłumaczyć teorie naukowe na język potoczny (podobnie, z tego co słyszałem, mechanikę kwantową). Ale zawsze mnie ciekawiły takie rozważania - np. na temat granic wszechświata, początku wszechświata i takie tam .

Pozdrawiam
nicram79 (460 punktów)
Jeszcze uzupełnienie.

Oczywiście nie radzę nikomu żeby odrzucał wiarę w świadomość czy wolną wolę poza nauką. Zresztą to i tak raczej niemożliwe bo większość nie jest w stanie zrobić nawet w ramach nauki.

Napisałem: "Jeśli chodzi o "astronomię ekstremalną" to wydaje mi się że tam fizyka zbliża się do filozofii". Myślę że ma to w każdym bądź razie miejsce kiedy chcemy naukowe twierdzenia na temat wszechświata "przetłumaczyć" z matematyki na jakieś pojęcia bliższe naszemu codziennemu doświadczeniu.

Pozdrawiam
Patuszkin (2279 punktów)
Chyba zaczynam rozumieć o co Ci chodzi. Dzięki nicram79.

Czy uważasz, że jest możliwe uzyskanie teorii, która opisywałaby jedność psychofizyczną? Bo tobie chodziło chyba o przeskoczenie dualizmu, mylę się?
Dostrzegam tutaj taką opcje: zredukować psychiczne do fizycznego.
Wiem, że "chłopcy" budują sieci neuronowe. Jednak dopóki tego nie zrobią, to chyba można tylko spekulować.
Patuszkin (2279 punktów)
>1. Wychodzę z akceptacji nauki (w czasie tych rozważań)

Której nauki? Podaj mi konkretną nazwę tej nauki, o którą Ci chodzi.

>3. W związku z tym naukowe widzenie świata różni się od potocznego. Choć nauka używa często takich samych słów jak język potoczny, to ich znaczenia są inne. Dlatego taka sama wypowiedź potraktowana jako naukowa będzie inaczej rozumiana niż potraktowana jako potoczna.

Myślę, ża naukowa może zostać zrozumiana w każdym języku. Np. prawa fizyki mogą zostać przedstawione w postaci matematycznego równania. To zrozumie nawet Zullus, jeśli zna matematykę.

>4. Dlatego naukowy i potoczny obraz świata różnią się.
Nie mówiłem, że są jednakowe. Naukowy jest bardziej doprecyzowany, lepiej zbadany i uzasadniony.

>5. Jednak ludzie chcą wierzyć, że istnieje tylko jedna rzeczywistość o określonych i niezmiennych własnościach. Dlatego odrzucają taką możliwość, że jest wiele różnych sposobów patrzenia na rzeczywistość i żadna nie jest "prawdziwsza".

Bez przesady. Każdy człowiek, choć troszkę wykształcony(np. filozoficznie) wie, że rzeczywistość jest jedna, natomiast sposobów jej opisu jej wiele. Chodzi o to, żeby znaleźc najlepszy. Np. w fizyce jezykiem najbardziej precyzyjnym jest matematyka.

>6. Dlatego często ludzie z naszego kręgu kulturowego uważają że nauka mówi o rzeczywistości w dokładnie taki sam sposób jak oni sami na codzień, tylko "wie lepiej" bo sprawdziła.

Ludzie w to wierzą, ponieważ nie maja czasu, ani mozliwości żeby to osobiście sprawdzić. Podobnie np jak w sytuacji, kiedy fizyk idzie do lekarza, to musi tamtemu bardziej lub mniej zaufać. Gdyby fizyk poświęcał tyle czasu medycynie co lekarz, to nie byłby fizykiem. Każda dziedzina wymaga czasu i wysiłku badawczego.

>(uwaga na marginesie: i dlatego uważają, że jest tylko jeden sposób istnienia i przypisują bytom teoretycznym taką samą realność jak tym doświadczanym bezpośrednio.)

Kto tak uważa? Ludzie na ulicy? Ja znam całkiem dobrze teorie, w których wyróżnia się kilka poziomów ontycznych. Np prawo grawiatacji istnieje inaczej niż jabłko które spada z drzewa. Prawo na pewno nie jest obiektem. Ale jest!

>7. Takie przekonanie jest szczególnie silne w przypadku tego, co jest dla nas osobiście ważne. Wiara w świadomość, wolną wolę, w to że sami świadomie i racjonalnie podejmujemy decyzję o swoim życiu jest dla nas bardzo ważna i nie możemy jej normalnie odrzucić. Podobnie zdrowy psychicznie człowiek nie może odrzucić różnych przekonań na swój temat, które z naukowego punktu widzenia były by błędne.

Wiara w wolną wolę jest podstawą naszego prawodawstwa. Jeśli zrezygnujemy z iluzji wolnej woli bedziemy musieli zrezygnować z pojecia indwidualnej odpowiedzialności za czyny. Podobnie jest z "wrodzonymi prawami człowieka". Tutaj styka się filozofia(bądź religia) z polityką.

>8. Jednak naukowa wizja rzeczywistości jest inna od potocznej. Pojęcia takie jak "wolna wola" i "świadomość", tak jak są potocznie czy filozoficznie rozumiane czy "odczuwane", nie pasują do tej wizji rzeczywistości. Natomiast jeśli jakoś je unaukowimy, lub chociaż przyjmiemy że można je jakoś mierzyć, to okazuje się, że nie jesteśmy racjonalni i nie uświadamy sobie większości czynników które nami sterują (tak wynika z badań psychologicznych).

Pojęcie świadomości to jakiej wizji nie pasuje? Proszę o konkrety.

>10. Jednak potrzeba wiary w świadomość jest tak silna, że często nawet psychologowie nie potrafią zazwyczaj zawiesić swoich codziennych przekonań na jej temat na czas rozważań naukowych.

Gdyby oni zanegowali świadomość, mogliby zwinąć manatki i szukać nowej pracy.
nicram79 (460 punktów)
>>1. Wychodzę z akceptacji nauki (w czasie tych rozważań)
>Której nauki? Podaj mi konkretną nazwę tej nauki, o którą Ci chodzi.

Nie napisałem, że chodzi mi o konkretną naukę. Miałem na myśli naukowy sposób widzenia świata, co między innymi znaczyło, że będę się starał żeby moje rozważania były naukowe a nie filozoficzne.

>>3. W związku z tym naukowe widzenie świata różni się od potocznego. Choć nauka używa często takich samych słów jak język potoczny, to ich znaczenia są inne. Dlatego taka sama wypowiedź potraktowana jako naukowa będzie inaczej rozumiana niż potraktowana jako potoczna.
>Myślę, ża naukowa może zostać zrozumiana w każdym języku. Np. prawa fizyki mogą zostać przedstawione w postaci matematycznego równania. To zrozumie nawet Zullus, jeśli zna matematykę.

Nie rozumiem tej uwagi. Chodziło mi o to że język nauki jest w dużym zakresie różny od potocznego (od języków europejskich, a nie europejskich tym bardziej).

>>4. Dlatego naukowy i potoczny obraz świata różnią się.
>Nie mówiłem, że są jednakowe. Naukowy jest bardziej doprecyzowany, lepiej zbadany i uzasadniony.

No chyba nie tylko. W naukowym występują pojęcia i konstrukcje myślowe które w ogóle nie mają odpowiednika w potocznym, nawet mniej doprecyzowanego.

>>5. Jednak ludzie chcą wierzyć, że istnieje tylko jedna rzeczywistość o określonych i niezmiennych własnościach. Dlatego odrzucają taką możliwość, że jest wiele różnych sposobów patrzenia na rzeczywistość i żadna nie jest "prawdziwsza".
>Bez przesady. Każdy człowiek, choć troszkę wykształcony(np. filozoficznie) wie, że rzeczywistość jest jedna, natomiast sposobów jej opisu jej wiele. Chodzi o to, żeby znaleźc najlepszy. Np. w fizyce jezykiem najbardziej precyzyjnym jest matematyka.

No człowiek wykształcony filozoficznie to pewnie tak. Ale takich to nie za dużo jest.

>>6. Dlatego często ludzie z naszego kręgu kulturowego uważają że nauka mówi o rzeczywistości w dokładnie taki sam sposób jak oni sami na codzień, tylko "wie lepiej" bo sprawdziła.
>Ludzie w to wierzą, ponieważ nie maja czasu, ani mozliwości żeby to osobiście sprawdzić. Podobnie np jak w sytuacji, kiedy fizyk idzie do lekarza, to musi tamtemu bardziej lub mniej zaufać. Gdyby fizyk poświęcał tyle czasu medycynie co lekarz, to nie byłby fizykiem. Każda dziedzina wymaga czasu i wysiłku badawczego.

Jest w tym chyba trochę prawdy. Ale myślę że to nie tylko to, ale także niechęć do myślenia w ten sposób. Na tym forum spotkałem się już z osobami które najwyraźniej mają dużą wiedzę z różnych dziedzin nauki a uważają że byty teoretyczne i bezpośrednio obserwowalne to jedno i to samo.

> Ja znam całkiem dobrze teorie, w których wyróżnia się kilka poziomów ontycznych. Np prawo grawiatacji istnieje inaczej niż jabłko które spada z drzewa. Prawo na pewno nie jest obiektem.

No to tu się zgadzamy. Ale jak pisałm powyżej dla wielu ludzi, chyba nawet wykształconych, nie jest to oczywiste.

> Ale jest!

Wierzymy że jest. Przynajmniej do czasu aż ktoś nie wymyśli lepszej teorii. Wtedy zaczynamy wierzyć że go nie ma, tylko jest inne prawo.

>Wiara w wolną wolę jest podstawą naszego prawodawstwa. Jeśli zrezygnujemy z iluzji wolnej woli bedziemy musieli zrezygnować z pojecia indwidualnej odpowiedzialności za czyny. Podobnie jest z "wrodzonymi prawami człowieka". Tutaj styka się filozofia(bądź religia) z polityką.

No pisałem przecież że mój postulat odrzucenia tych pojęć dotyczy tylko nauki.

>Pojęcie świadomości to jakiej wizji nie pasuje? Proszę o konkrety.

Do naukowego sposobu patrzenia na świat. A dlaczego - to już pisałem wcześniej (bo nie można go sensownie uznać za teoretyczne ani empiryczne)

>>10. Jednak potrzeba wiary w świadomość jest tak silna, że często nawet psychologowie nie potrafią zazwyczaj zawiesić swoich codziennych przekonań na jej temat na czas rozważań naukowych.
>Gdyby oni zanegowali świadomość, mogliby zwinąć manatki i szukać nowej pracy.

Behawioryści negują lub przynajmniej ignorują w badaniach i mają się całkiem dobrze.

Pozdrawiam
nicram79 (460 punktów)
> Czy uważasz, że jest możliwe uzyskanie teorii, która opisywałaby jedność psychofizyczną? Bo tobie chodziło chyba o przeskoczenie dualizmu, mylę się?

No w zasadzie o to mi chodziło. Ale nie tyle uważam to za możliwe lub nie, tylko uważam że, tylko taka teoria miała by sens.

>Dostrzegam tutaj taką opcje: zredukować psychiczne do fizycznego.
>Wiem, że "chłopcy" budują sieci neuronowe. Jednak dopóki tego nie zrobią, to chyba
> można tylko spekulować.

No według mnie to zredukować nie można, tak jak nie można zredukować biologii do fizyki i chemii.
Patuszkin (2279 punktów)

No właśnie. Fakt, że akceptujesz naukowy punkt widzenie, nie oznacza, że świadomość nie istnieje. Nawet jeśli uda się komuś zbudować świadomy i odczuwający emocje komputer, to będzie to oznaczać tylko tyle, że maszyna osiagnęła stan świadomości.

I jeszcze jedno. Przecież to nie nauka mówi nam o tym co jest. Nie potrzebuję nauki żeby stwierdzić stany swojej świadomości. Mam to dane w wewnętrznym oglądzie.

Pozdro
nicram79 (460 punktów)
>No właśnie. Fakt, że akceptujesz naukowy punkt widzenie, nie oznacza, że świadomość nie istnieje.

Oznacza on, przynajmniej według mnie, że pytanie o to czy świadomość istnieje czy nie, nie ma sensu. Jak się ją jakoś naukowo zdefiniuje, to dopiero można to rozważać.

>I jeszcze jedno. Przecież to nie nauka mówi nam o tym co jest. Nie potrzebuję nauki żeby stwierdzić stany swojej świadomości. Mam to dane w wewnętrznym oglądzie.

Ok. Mi tylko chodzi o to, żeby tego stwierdzania nie uznawać za badanie naukowe.

Pozdrawiam
soma
>Ja myślę, że czasem warto zaufać zdrowemu rozsądkowi bardziej niż nauce. Podam przykład. Mój zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że żadnego wilekiego wybuchu nigdy nie było...

Mądrze prawisz
Czy Twój zdrowy rozsądek podpowiada Ci także jakiąś alternatywe względem tego co "nie było " ?
Wiem, że za chwilę odejdę od komputera i wyjdę z psem (bo prawdpodobieństwo, że tak uczynię jest niemal 100 %), wiem jak będą wyglądały tereny po których będziemy spacerować, wiem, że jutro rano wstanie słońce, pojutrze będę święta a nie wiem czym jest to wszystko co ogólnie zwie się RZECZYWISTOŚCIĄ i oczywiście nie dowiem się tego nigdy... Kiedy myślę o naturze rzeczywistości czuję jakby odmienny stan świadomości.
św.Marek
    Koeżanko/Kolego, u nas niedozwolone jest używanie podwójnych nicków. Poprzednio był "Clio", teraz jest "soma" - zdecyduje się na coś i używaj tego jednego.

___________
Pozdrawiam
Patuszkin (2279 punktów)
>Czy Twój zdrowy rozsądek podpowiada Ci także jakiąś alternatywe względem tego co "nie było " ?

Uparcie trzymam się parmenidejskiej teorii, z której wynika, że byt jest konieczny. Nie mógł nigdy powstać i nie może nigdy zginać. Jest wieczny. Znasz to? Proste i ładne w dodatku.

Swoją drogą, kosmologowie mają już nową teorię. www.racjonalista.pl/kk.php/s,4045
Są ponoć dwa kosmosy, tylko, że jeden jest umieszczony w innym wymiarze. Trudno go sobie wyobrazić. Ciekawy jestem tylko jednego. Czy fakt, że matematyk może sobie wykreować w wyobraźni 10 wymiarów ma jakiekolwiek przełożenie na rzeczywistość?
nicram79 (460 punktów)
Użyłem złego słowa. Chodziło mi oczywiście nie o to żeby jak najlepiej 'opisywał' tylko żeby jak najlepiej wyjaśniał.
Zielona
P.S. Oczywiście pan profesor Brzeziński nie jest autorem tej literówki Powinno być : PRZYRODOZNASTWA.
??
gooa (746 punktów)

>Ja to rozumiem tak, że filozofia wyczerpuje się w przedstawianiu rzeczywistości, całej. A Skoro filozofia jest częscią rzeczywistości, to musi ona objąć namysłem także samą siebie.
>>Dlaczego nalezy ja Twoim zdaniem umiejscowic ?

Odnoszenie sie do filozofii, czerpanie z niej - tak, ale nie wiem, czy mozna to nazwac filozofowaniem. Natomiast " filozoficzne" podejscie do filozofii prowadzi do nieskonczonosci...i nigdy nie doprowadzi.

Filozofia powinna spelniac funkcje uswiadamiajaca o tym, ze dla dobra osobistego i ogolu lepiej stawac sie istota SWIADOMA niz uswiadamiana.

>. Parę lat temu wstapiłem do koła filozoficznego przy uniwersytecie X. Zdziwiło mnie, że władze uniwerku nie chciały przekazać żadnych środków na finansowanie gazetki, pisma, konferencji etc. Otóż przewodniczący wpadł na pomysł, aby do nazwy koła dodać wyraz "naukowe". I jak się domyślasz, poszło znakomicie.

>Tu nie chodzi tylko o kasę. Tu chodzi o szacunek. O prestiż.

Chodzi o ladne opakowanie, czegos co i tak trafi tylko do tych, ktorzy wola jego zawartosc.

>I jeszcze jedno pytanie. Jak sądzisz czy psychologia jest nauką?

Widze, ze Zielona odpowiedziala juz na to pytanie lepiej niz ja bym to zrobila.
Jest tylko jeden problem, psychologia zaczyna byc potrzebna zbyt wielu ludzim.

Patuszkin (2279 punktów)
>>Ja to rozumiem tak, że filozofia wyczerpuje się w przedstawianiu rzeczywistości, całej. A Skoro filozofia jest częscią rzeczywistości, to musi ona objąć namysłem także samą siebie.
>>>Dlaczego nalezy ja Twoim zdaniem umiejscowic ?
>Odnoszenie sie do filozofii, czerpanie z niej - tak, ale nie wiem, czy mozna to nazwac filozofowaniem. Natomiast " filozoficzne" podejscie do filozofii prowadzi do nieskonczonosci...i nigdy nie doprowadzi.
Ja to widzę tak, że myślenie o niej jest już filozofią i nie jest tylko wiecznym niezaspokojonym dążeniem. Przecież filozof osiąga swój cel. Już starożytni wiedzieli, że wszelki wysiłek filozofowania zmierza ku osiagnięciu wglądu w strukturę badanej rzeczywistości. Jednak wgląd zawsze musi być ujęty w siatkę pojęciową i rzetelnie opracowany w logicznie niesprzecznej teorii.

>Filozofia powinna spelniac funkcje uswiadamiajaca o tym, ze dla dobra osobistego i ogolu lepiej stawac sie istota SWIADOMA niz uswiadamiana.
Jasne, ale warto się uczyć. Np. moje osobiste doświadczenia przekonują mnie, że więcej nauczyłem się od kobiet niż od mężczyzn.

>Chodzi o ladne opakowanie, czegos co i tak trafi tylko do tych, ktorzy wola jego zawartosc.
Nie chodzi o opakowanie. Chodzi o zbadanie jej istoty i funkcji. Jak człowiek pyta siebie kim jestem? - to nikt mu nie robi zarzutów.

>Jest tylko jeden problem, psychologia zaczyna byc potrzebna zbyt wielu ludzim.
Psychologowie nie narzekają. Psychologia zaczyna się szarogęsić. Często podejmuje zadania, które przerastają jej kompetencje.

TeresaJak ludzie postrzegają filozofię?
>Jak ludzie postrzegają filozofię? Czy filozofia współcześnie jest dziwnym tworem oderwanym od rzeczywistości? Czy może jest czymś w rodzaju laickiej religii? Czy jest ona ważna dla społeczeństwa? Czy można bez niej się obyć?

To może zacznę od tego, co chyba wszyscy wiedzą, ale może nie wszyscy wiedzą, że tekst ten pochodzi z kościelnej encykliki!
www.nonpos(*)des_et_ratio/wprowadzenie.php:

"Wiele jest dróg, którymi człowiek może zmierzać do lepszego poznania prawdy, a przez
to czynić swoje życie coraz bardziej ludzkim. Wyróżnia się wśród nich filozofia, która ma bezpośredni udział w formułowaniu pytania o sens życia i w poszukiwaniu odpowiedzi na nie: jawi się ona zatem jako jedno z najwznioślejszych zadań ludzkości. Termin filozofia wedle źródłosłowu greckiego - oznacza "umiłowanie mądrości". Istotnie, filozofia narodziła się i rozwinęła w epoce, gdy człowiek zaczął sobie stawiać pytania o przyczynę i cel rzeczy. Na różne sposoby i w wielu formach ukazuje ona, że pragnienie prawdy stanowi nieodłączny element ludzkiej natury. Wrodzoną cechą umysłu ludzkiego jest skłonność do zastanawiania się nad przyczyną zjawisk, chociaż odpowiedzi, jakich sobie stopniowo udzielał, są osadzone w kontekście wskazującym wyraźnie na wzajemne oddziaływanie różnych kultur, w których człowiek żyje."

Spotkałam się z taką klasyfikacją filozofii:
- "filozofia subiektywności (filozofia pierwszej osoby), której "gwiazdą" jest paradygmat "egologiczny", czyli wolność. Nietzsche jest zdecydowanie filozofem wolności.
- filozofia obiektywistyczna, przedmiotowa (filozofia trzeciej osoby), której "gwiazdą" jest prawda.
- filozofia dialogiczna (filozofia drugiej osoby), której "gwiazdą" pozostaje odpowiedzialność.
Nie wiem na ile ten podział jest słuszny. Co Pan o tym sądzi? Ciekawa jestem co Pan myśli o filozofii dialogicznej?

Wydaje mi się, że nie należy jednak przeceniać samego rozumu. Wg mnie rozum bez wiary to trochę jak statek we mgle, który traci orientację i którego żywiołem staje się chaos.
W związku z tym chciałabym napisać jeszcze parę słów o teologii w odniesieniu do filozofii.
Wiadomo, że zgodnie z prawdami wiary Bóg jako kochający ojciec sam objawił ludziom "ostateczną prawdę o życiu człowieka". Jednak filozofia nie czyni zbędnym Objawienia ani Objawienie czyni zbędną filozofii. W ST "nabywanie mądrości nie opiera się wyłącznie na uważnej obserwacji człowieka, świata i historii, ale zakłada istnienie pewnej nieodzownej więzi z wiarą i z treścią Objawienia."

Wg mnie niestety ze zrozumieniem Objawienia są duże problemy. Pierwszym z nich jest swoisty język:
"Język religijny - stwierdza Ricoeur - jest w swym rdzeniu językiem symbolicznym. Język ten bierze jako punkt wyjścia do świadczenia i pojęcia życia codziennego i nadaje im dodatkowe znaczenie, każąc opisywać treści, które nigdy nie mogą się stać przedmiotem bezpośredniego doświadczenia. Symbol jest wehikułem, który pozwala przejść od tego, co widzialne, do tego, co niewidzialne."

Drugim problem jest to, że Biblia, która posługuje się językiem religijnym, na pierwszy rzut oka może zawierać rzeczy odstręczające czy gorszące, a które w głębszym sensie mogą okazać się mądrzejsze od tego, co uważa się za mądre .
Tymczasem dla niektórych spekulacje teologiczne nie są niczym więcej niż produktem chorej wyobraźni. A niektórzy czują się wręcz nimi zgorszeni a nawet zranieni(!), zgodnie z tym co mówi Nietzsche: "Człowiek staje się ateistą, gdy poczuje się lepszy od swego Boga"! Wg mnie nie należy "mądrości" biblijnych chyba pochopnie odrzucać ani nazwać ich "naiwnością" religijną. Chociaż oczywiście można!

Ja optuję jednak za tym, ze religia ma swoje drugie dno .

Podam Panu przykład. Zgodnie z filozofią Nietzsche-go życie jest najważniejsze, jest jedynym kryterium. A proszę zobaczyć, co jest napisane w encyklice (ENCYKLIKA DIVES IN MISERICORDIA):

"Boski wymiar Odkupienia nie urzeczywistnia się w samym wymierzeniu sprawiedliwości grzechowi, ale w przywróceniu miłości, tej twórczej mocy w człowieku, dzięki której ma on znów przystęp od owej pełni życia i świętości, jaka jest z Boga."

Wg mnie, jeśli by się w to wgłębić i uwzględnić różnice w językach, to mogłoby się okazać, że wiara dopełnia filozofię i że są one jednością.

Pozdrawiam

P.S. Myślałam jeszcze o tym czy Nietzsche ma rację w swojej krytyce chrześcijaństwa, które -wg niego- wobec życia zachowuje się niczym lis wobec winogron: "Wprędce przeto zaniechał daremnych podskoków I rzekł: "Kwaśne, zielone, dobre dla żarłoków." Wydaje mi się, że gdyby Nietzsche miał rację, to ludzie zdobywający "szczyty" życia, np. Hitler, prezydent, czy gwiazdy w Hollywood, byliby szczęśliwi, a czy oni byli (są) szczęśliwi, chyba nie? Hitler to raczej człowiek niezdolny do miłości, masochista wobec losu i sadysta wobec ludzi.
Patuszkin (2279 punktów)Odp: Jak ludzie postrzegają filozofię?
Filozofia dialogu, to nurt, w którym czuję się całkiem dobrze. Bardzo lubię dialogi Platona, w których ten żywioł ujawnia się maksymalnie. Czy pojawia się tutaj moment odpowiedzialności? Pewnie tak. Przecież rozmowa jest wyjściem na przeciw, jest nie tylko mówieniem, ale wymaga także umiejętności słuchania i rozumienia. A to jest podstawa budowania odpowiedzialnych zwiazków.

Jeśli chodzi o relacje wiara-rozum. Trudno jest postawić znak równości pomiedzy filozofią a religią. Jak wspomniałaś religia myśli obrazami, metaforą. I choć ten element jest obecny w filozofii, to pojawia się sporadycznie, w tych miejscach, gdzie logos traci zakres kompetencji. W filozofii na czoło wysuwa się rozum. Zasada niesprzeczności jest fundamentem wszelakiej filozofii i tego należy się trzymać. Im więcej filozofia przejmuje elementów religijnych tym bardziej zatraca logiczną spójność. Osobiście uważam, że powinna trzymać się bliżej nauki, z niej czerpać inspirację, myśleć trzeźwo i realistycznie.
Jak wspomniała Gooa, rodzi się wielu domorosłych mędrków, którzy bujają w obłokach. Panuje aktualnie moda na myślenie magiczne. Często pod sztandarem filozofii przedstawia się mętne idee. Gdzieś po drodze zagubiono metodę rzetelnego myślenia. Być może nie jest tak efektowne i poetyczne, ale jest źródłowo filozoficzne. Filozofia, moim zdaniem, ma pokazywać rzeczywistość taką jaką jest naprawdę.
Patuszkin (2279 punktów)
>Wg mnie, jeśli by się w to wgłębić i uwzględnić różnice w językach, to mogłoby się okazać, że wiara dopełnia filozofię i że są one jednością.

Różnice w języku są znaczne. Myślę, że trudno je zatrzeć. Wiara chrześcijańska dopełniała filozofię najmocniej w okresie średniowiecza. Jak sądzisz, dlaczego tak było wtedy a nie dzisiaj? Dam Ci wskazówkę: Augustyn kiedyś powiedział, że nie uwierzyłby w ani jedno słowo Biblii gdyby nie autorytet Kościoła.
Teresa
>Dam Ci wskazówkę: Augustyn kiedyś powiedział, że nie uwierzyłby w ani jedno słowo Biblii gdyby nie autorytet Kościoła.

Tak, bo to Kościół mający opiekę nad Objawieniem (pod kierownictwem Ducha Św.), określa, co jest a co nie jest prawdą wiary.

Co pisze o. Salij o postawie św. Augustyna:
www.mateusz.pl/ksiazki/js-npp/js-npp_06.htm

"Możliwość, że Kościół w swojej wierze mógłby zbłądzić, (św. Augustyn) wykluczał tak stanowczo, iż nie zawahał się napisać: "Jeżeli ktoś wyciągnie z tych naszych Ksiąg rzeczy przeciwne wierze katolickiej, to albo wykażemy cały ich fałsz, albo będziemy niewzruszenie wierzyć, że jest to fałsz" (Wykład dosłowny Księgi Rodzaju 1,41).
Zatem Augustyn gotów był wierzyć w prawdę wiary katolickiej również wówczas, gdyby nie umiał jej uzasadnić. Nie wynika to z żadnego doktrynerstwa. On po prostu z całą dosłownością wierzył obietnicy Pana Jezusa, że będzie ze swoim Kościołem "przez wszystkie dni aż do skończenia świata" (Mt 28,20) i że Jego Duch Święty "będzie nam przypominał wszystko, co On nam powiedział" (J 14,26)."
Patuszkin (2279 punktów)
>>Dam Ci wskazówkę: Augustyn kiedyś powiedział, że nie uwierzyłby w ani jedno słowo Biblii gdyby nie autorytet Kościoła.
>Tak, bo to Kościół mający opiekę nad Objawieniem (pod kierownictwem Ducha Św.), określa, co jest a co nie jest prawdą wiary.

Tereso.

Liczyłem na to, że postarasz się rzetelnie odpowiedzieć na moje pytanie. Jednak odpowiedzi nie otrzymałem. Pytałem: dlaczego filozofia była służką teologii w średniowieczu a nie jest nią dzisiaj? Sądziłem, że umieścisz odpowiedź w szerszym kontekście społeczno-politycznym, bo przecież taki kontekst musi się nasunąć temu kto, pragnie poważnie i odpowiedzialnie dyskutować. Może to wynikało z tego, że niezbyt precyzyjnie zadałem swoje pytanie. Na średniowiecznych uniwersytetach np. Sorbonie, panował piękny zwyczaj: kiedy rozmówcy przystępowali do dysputy każdy z nich był zobligowany do tego, aby najpierw wyjasnić i zdefiniować pojęcia, którymi się będzie posługiwał. Oczywiście temat dysputy także musiał być jasny i klarowny.

Spróbuję jeszcze raz zadać pytanie do Ciebie: Dlaczego w okresie średniowiecza filozofia pełniła funkcję służebną wobec chrześcijańskiej teologii? Czy miało to jakiś związek z polityką? A jeśli tak to jaki?

Podejrzewam, że jesteś znawczynią tematu i będziesz mogła mi udzielić rzetelenej odpowiedzi(w uzasadnieniu mile widziane: historyczne fakty).
Teresa
Chcesz zostać moim inkwizytorem, że tak mnie ostro odpytujesz?

Nie jestem wcale znawczynią i nie będę się zbytnio rozpisywać. Z tego, co przeczytałam wynika, że w średniowieczu społeczeństwo było jednolite, a w sprawach wiary nie znano pluralizmu. Herezję ( zdradę wiary) uznawano za zdradę samego społeczeństwa, za zbrodnię. Do rozstrzygania tego, czy taką zbrodnię popełniono czy nie powołano Inkwizycję. Wszelkiego rodzaju przejawy działalności heretyckiej traktowane były jako zamach i były karane przez władze świeckie nawet jeszcze przed Inkwizycją. Nie wspominając już o samosądach. Nic więc dziwnego, że filozofia "służyła" teologii.

Być może nam to trudno dzisiaj zrozumieć. Jako pewne uzasadnienie do rozporządzenia wydawania heretyków władzom świeckim w celu wymierzenia stosownej kary- por. dzisiejszy artykuł 2266 Katechiźmie KK.

Powtórzę jeszcze raz, że Kościół przeprosił za to, ze z jego ramienia stosowano /zezwalano na metody nacechowane brutalnością i nietolerancją, metody nieewangeliczne.

Ale do czego zmierzamy?

W każdym bądź razie rozdział rozumu i wiary stał się faktem. Wierzę, że jest najbardziej etyka niezależna ma rację bytu. Z jednej strony ta etyka będzie na usługi religii , bo np. jeśli chciałabym zrozumieć jak działa zasada "kochaj bliźniego swego jak siebie samego" to szukałabym odpowiedzi w etyce (w filozofii). Stoję na stanowisku, ze człowiek wierzący powinien rozumieć to, w co wierzy.
Z drugiej strony sama naukowa etyka chyba nie wystarczy do światopoglądu - potrzebne jest jakieś credo, jakiś impuls od odkrywania nowych rejonów. I w tym sensie religia jest do usług etyki.

Co o tym sądzisz?
Patuszkin (2279 punktów)
>W każdym bądź razie rozdział rozumu i wiary stał się faktem. Wierzę, że jest najbardziej etyka niezależna ma rację bytu. Z jednej strony ta etyka będzie na usługi religii , bo np. jeśli chciałabym zrozumieć jak działa zasada "kochaj bliźniego swego jak siebie samego" to szukałabym odpowiedzi w etyce (w filozofii). Stoję na stanowisku, ze człowiek wierzący powinien rozumieć to, w co wierzy.

Fides querrens intellectum. Ładna maksyma. Katolicy powinni sobie ją wziąć do serca, a raczej do głowy. Tylko, że wiara dogmatyczna, bo o takiej chyba mówisz, nigdy nie znajdzie rozumu. Natomiast wiara rozumiana jako bezpośredni wgląd w głęboką strukturę rzeczywistości, ma duże szanse.
>Z drugiej strony sama naukowa etyka chyba nie wystarczy do światopoglądu - potrzebne jest jakieś credo, jakiś impuls od odkrywania nowych rejonów. I w tym sensie religia jest do usług etyki.
>Co o tym sądzisz?

Każdy człowiek sam to sobie rozważy. Jeśli chodzi o mnie, religia nie jest mi potrzebna.
Pamietam przezabawną historię. Parę lat temu siostra poprosiła mie, abym wszedł w rolę ojca chrzestnego jej córeczki. Zgodziłem się i zostałem zobligowany to tego, żeby stawić się a plebanii. Stary proboszcz spytał mnie o nazwisko i zaczął gmerać w szufladach w poszukiwaniu mojej kartoteki. Kiedy ją wyciągnął przeczytał mi na głos jeden wpis, który został w niej umieszczony kiedy kończyłem szkołę podstawową i rozpoczynałem średnią. Było tam napisane: "Nie będę chodził na religię, ponieważ nie jest mi do niczego potrzebna."
Ta moja spontaniczna i wtedy jeszcze nie w pełni uświadomiona wypowiedź, oddaje wiernie mój stosunek do religii. Tylko, że dziś rozumiem o wiele lepiej i głębiej.

Jeśli chodzi o etyków, to wątpię czy zechcą oni utrzymywać bliższe relacje z religią. Z tego co wiem, to chcą oni etykę oddzielić nawet od filozofii i stworzyć autonomiczną, niezależną dziedzinę. Pytaj etyków.
Teresa
>Fides querrens intellectum. Ładna maksyma. Katolicy powinni sobie ją wziąć do serca, a raczej do głowy. Tylko, że wiara dogmatyczna, bo o takiej chyba mówisz, nigdy nie znajdzie rozumu. Natomiast wiara rozumiana jako bezpośredni wgląd w głęboką strukturę rzeczywistości, ma duże szanse.

Ale właśnie bierzemy sobie te słowa to do serca, nie tylko ja, ale i Kościół.

Z www.nonpos(*)awel_II/fides_et_ratio/VII.php
Fragment z rozdziału "Zadania i potrzeby chwili obecnej":

"83. Z dwóch powyższych wymogów wynika trzeci: potrzebna jest filozofia o zasięgu prawdziwie metafizycznym, to znaczy umiejąca wyjść poza dane doświadczalne, aby w swoim poszukiwaniu prawdy odkryć coś absolutnego, ostatecznego, fundamentalnego. Wymóg ten wpisany jest zarówno w poznanie o charakterze mądrościowym, jak i analitycznym; w szczególności zaś jest to wymóg typowy dla poznania dobra moralnego, którego ostatecznym fundamentem jest najwyższe Dobro, sam Bóg. Nie chcę tutaj mówić o metafizyce jako o konkretnej szkole lub określonym nurcie powstałym w przeszłości. Pragnę jedynie stwierdzić, że rzeczywistość i prawda wykraczają poza granice tego co faktyczne i empiryczne; chcę też wystąpić w obronie ludzkiej zdolności do poznania tego wymiaru transcendentnego i metafizycznego w sposób prawdziwy i pewny, choć niedoskonały i analogiczny . W tym sensie nie należy uważać metafizyki za alternatywę antropologii, jako że to właśnie metafizyka pozwala uzasadnić pojęcie godności osoby, wskazując na jej naturę duchową. Problematyka osoby stanowi szczególnie dogodny teren, na którym dokonuje się spotkanie z bytem, a tym samym z refleksją metafizyczną."

Czy czytałeś tę encyklikę? Proszę Cię przeczytaj koniecznie. Zrozumiesz pewnie więcej niż ja.

>Każdy człowiek sam to sobie rozważy. Jeśli chodzi o mnie, religia nie jest mi potrzebna.

Rozumiem, że można odrzucić coś, w czym nie dostrzegliśmy nic godnego zainteresowania, ani nic wartościowego.
Mi nawet nie religia, ale przede wszystkim wiara jest bardzo potrzeba. Wiara w dobro. W takie obiektywne dobro w świetle, którego można osądzać różne rzeczy. Tym światłem może być rozum (+wiara).

Wg mnie na poznanie Dobra ma bardzo duży wpływ stosunek emocjonalny do przedmiotu.
Uważam, ze najlepiej można poznać kochając, bo miłość nie jest nie tylko ślepa, ale potrafi dostrzec to, czego inni nie widzą. E.Fromm twierdził, że na poznanie nie mają tylko wpływu emocje, ale jest coś więcej, co rzutuje zarówno na rozum jak i na emocje, to postawa wewnętrzna, którą przyjmuje człowiek.

To właśnie z tej postawy wynika czy ktoś jest pokorny i obiektywny a ktoś inny przeciwnie"wszechwiedzący" i subiektywny. Tą postawę całe szczęście można zmienić (tylko trzeba pozbawić się mitu o własnej wszechwiedzy ). Kiedy czytałam Antychrysta to uderzyła mnie postawa Nietzschego typu "ja wiem najlepiej jak było". On nawet wiedział lepiej, co "naprawdę" powiedział Jezus a co włożyli (niby) w jego usta apostołowie!! Czy poprawne jest takie nastawienie z punktu widzenia filozofii???

Po trzecie nie dogmaty, ale całe moje doświadczenie i intuicja mówi mi, że takie obiektywne dobro istnieje naprawdę. Nie można go zobaczyć, ale widać jego skutki, na podobnej zasadzie, na jakiej można zaobserwować uginające się gałązki, choć nie widać wiatru, które nimi porusza. Ale proszę mi powiedzieć szczerze czy takie doświadczenie ma jakieś znaczenie z punktu widzenia filozofii???
Dlatego jak najbardziej popieram taką filozofię, która odkrywa to, co jest naprawdę.

Pozdrawiam
Patuszkin (2279 punktów)
>"83. Z dwóch powyższych wymogów wynika trzeci: potrzebna jest filozofia o zasięgu prawdziwie metafizycznym, to znaczy umiejąca wyjść poza dane doświadczalne, aby w swoim poszukiwaniu prawdy odkryć coś absolutnego, ostatecznego, fundamentalnego. Wymóg ten wpisany jest zarówno w poznanie o charakterze mądrościowym, jak i analitycznym; w szczególności zaś jest to wymóg typowy dla poznania dobra moralnego, którego ostatecznym fundamentem jest najwyższe Dobro, sam Bóg. Nie chcę tutaj mówić o metafizyce jako o konkretnej szkole lub określonym nurcie powstałym w przeszłości. Pragnę jedynie stwierdzić, że rzeczywistość i prawda wykraczają poza granice tego co faktyczne i empiryczne; chcę też wystąpić w obronie ludzkiej zdolności do poznania tego wymiaru transcendentnego i metafizycznego w sposób prawdziwy i pewny, choć niedoskonały i analogiczny . W tym sensie nie należy uważać metafizyki za alternatywę antropologii, jako że to właśnie metafizyka pozwala uzasadnić pojęcie godności osoby, wskazując na jej naturę duchową. Problematyka osoby stanowi szczególnie dogodny teren, na którym dokonuje się spotkanie z bytem, a tym samym z refleksją metafizyczną."
>Czy czytałeś tę encyklikę? Proszę Cię przeczytaj koniecznie. Zrozumiesz pewnie więcej niż ja.

W czym problem? Można tworzyć systemy metafizyczne. Znam taką osobę.
Ja sobie stawiam skromniejsze zadania.

>Mi nawet nie religia, ale przede wszystkim wiara jest bardzo potrzeba. Wiara w dobro. W takie obiektywne dobro w świetle, którego można osądzać różne rzeczy.

Czy ktoś zabrania wierzyć lub myśleć?

>Wg mnie na poznanie Dobra ma bardzo duży wpływ stosunek emocjonalny do przedmiotu.
>Uważam, ze najlepiej można poznać kochając,

Brzmi zachęcająco. Ale nie wyczerpuje problemu poznania. Gdyby uczeni posługiwali się tylko intucją nadal jeździlibyśmy na osiołkach i mieszkali w ziemiankach.

>Po trzecie nie dogmaty, ale całe moje doświadczenie i intuicja mówi mi, że takie obiektywne dobro istnieje naprawdę.

Zatem wierzysz czy wiesz?

>Nie można go zobaczyć, ale widać jego skutki, na podobnej zasadzie, na jakiej można zaobserwować uginające się gałązki, choć nie widać wiatru, które nimi porusza. Ale proszę mi powiedzieć szczerze czy takie doświadczenie ma jakieś znaczenie z punktu widzenia filozofii???

Ma.
Patuszkin (2279 punktów)
Kiedyś o tym zrobiłem wątek. "Jedność doświadczenia". Wklejam tutaj fragmenty:

Czy hipoteza Boga nie odsyła nas do wspólnego nam doświadczenia Jedności? Sądzę, że problem ten nie jest marginalny i powinien być rozważony w pierwszej kolejności.
Postawię pierwszą roboczą hipotezę, że doświadczenie Jedności jest początkiem nie tylko prawdziwej filozofii ale także religii i sztuki. Jednak samo doświadczenie choć warunkuje te dziedziny nie jest tymi dziedzinami. Poprzedza je, ale z racji swej przed-dyskursywnej i przed-racjonalnej natury nie może stanowić ich właściwej formy. Jednak właśnie ono jest tym co wspólne.

Religia poprzedzająca filozofię w antycznej Grecji wypracowała pojęcie bogów na wzór człowieka. W panteonie zasiadają Zeus, Adfrodyta i inni bogowie, którzy mają unaocznić nam siły przyrody. W wielkim skrócie: bogowie są metaforą sił natury. Dokładniej są tym co tłumaczy Jedność kosmosu rozumianego jako ład i porządek.
W mitologii Żydów również występuje pojęcie boga rozumianego jako organizator a także stwórca kosmosu. Bóg jest tym co sprawia, że świat jest Jednością.

Przezwyciężęniem języka poezji i religii jest racjonalizm grecki w postaci filozofii. Ona dała początek nauce, która dziś odnosi niekwestionowane sukcesy w dziedzinie poznania obiektywnego świata. Krótkie przypomnienie historii filozofii uzmysłowi nam rangę problemu terminologicznego. Proponuję by każdy zrobił to w większym zakresie na własną rękę. Ja wspomnę tylko o trzech filozofach: Heraklicie, Pitagorasie i Platonie.

Heraklit naprowadzając nas na wspomniane wcześniej doświadczenie mówi:"wszystko jest jednem". Dalej, charakteryzuje związek człowieka z kosmosem przywołując pojęcie dajmona - boskiego głosu(logosu).

Pitagorejczycy pojmują boga jako harmonię. Zbieżność zdarzeń i przeciwieństw oznacza doświadczenie harmonii, która łączy różnorodne elementy kosmosu w jedną całość.

Platon, w stadium poprzedzającym "Timajosa" oraz "nauki niepisane", posługując się metaforą słońca, daje nam do zrozumienia, że Jedno-Dobro jest tym co oświeca rzeczy, sprawiając, że są poznawalne. Zatem Jedno jest źródłem prawdy(aletheia) rozumianej jako nieskrytość. Prawda w ten sposób pojęta nie jest wytworem podmiotu. Prawda sama się manifestuje i zmusza podmiot do "uległości".

Ten skrócony przegląd historii filozofii daje wyraźnie do zrozumienia, że wspólne doświadczenie może zostać wypowiedziane na wiele sposobów. Jeśli dodamy do tego jeszcze wyobrażenia religijne uzyskamy zestaw następujących pojęć: Bóg-Ojciec, Dajmon, Logos, Harmonia, Dobro, Jedno. Moim zdaniem każde z tych pojęć naprowadzi nas na wspomniane doświadczenie.

ad.2. Pochopność w wydawaniu sądów na temat boga.
Jest to bolączka nie tylko ludzi religijnych, ale także metafizyków. Problem polega na tym, że próbujemy zracjonalizować i opisać coś co jest dla nas irracjonalne. Ludzie religijni zazwyczaj przyjmują na wiarę od swoich kapłanów, że bóg jest taki-a-taki, z kolei metafizycy postępują zbyt śmiało. Wykazał to Kant, którego Krytyka Czystego Rozumu była reakcją skierowaną przeciw zbyt wybujałej wyobraźni filozofów i filozofujących poetów.

Być może trzeba będzie pogodzić się z myślą Wittgensteina, że o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć. Jednak nieustannie podejmowane próby zrozumienia i opisania owego doświadczenia przekonują mnie, że milczenie w tej kwestii nigdy nie zapadnie.
Pozostają pytania: Czy można poznać tajemnicę? I czy znajdziemy wspólny język?
Teresa
Dzięki .
To mądre co napisałeś. Kiedy czytam Twoje wypowiedzi to jestem nawet mile zaskoczona . Bo już spotkałam się tutaj z bardziej sceptycznymi podejściami.

>Prawda w ten sposób pojęta nie jest wytworem podmiotu. Prawda sama się manifestuje i zmusza podmiot do "uległości".
Spotkałam się z czymś takim, że np. ktoś wygłasza prawdę, że 'nie ma żadnych prawd' i dostaje sprzeczność. Rozumiem, że rzeczywistość nie jest sprzeczna i że to jest jakieś nieporozumienie??

>Jeśli dodamy do tego jeszcze wyobrażenia religijne uzyskamy zestaw następujących pojęć: Bóg-Ojciec, Dajmon, Logos, Harmonia, Dobro, Jedno. Moim zdaniem każde z tych pojęć naprowadzi nas na wspomniane doświadczenie.

A czym są: Dajmon, Logos, Harmonia, Dobro, Jedno, że stawiasz je na równi z Bogiem-Ojcem?
Rozumiem, że są to przedmioty myślne (intencjonalne) z podstawą w rzeczywistości, czy tak? Wiem, że wyróżnia się dwa rodzaje przedmiotów, które istnieją tylko w myśli: zupełnie dowolne (np. syrena) i nie dowolne (np. liczby). Nie ma liczb w świecie (?), ale tez nie są one tylko naszym wymysłem, są pewne prawa, które nimi rządzą. Czy te pojęcia, które wymieniłeś, nalezą do przedmiotów nie dowolnych? Wg mnie do takich przedmiotów należą wartości (duchowe) np. poznawanie prawdy.

Ostatnie pytanie, bo to mnie bardzo ciekawi, czy sądzisz, że gdybyś mogli oprzeć się na obiektywnej pełnej "wiedzy" nie byłoby już potrzeby wartościowania przy podejmowaniu decyzji, na co jest dobre a co złe? Tylko od razu byłoby wiadomo co należy zrobić, skoro "Prawda sama się manifestuje i zmusza podmiot do "uległości"".

Bo ja właśnie tak zawsze rozumiałam sens nakazów i zakazów religijnych, że po prostu wypełniając je postępuję zgodnie z prawdą, a nie wbrew niej ("Wolność poddaje się prawdzie"). Choć bardzo często nie miałam nawet ułamka wiedzy i postępowałam tylko na zasadzie dziecięcej ufności, że skoro przykazanie mówi "nie rób tego", to "robienie tego" jest złe.

Patuszkin (2279 punktów)
>>Prawda w ten sposób pojęta nie jest wytworem podmiotu. Prawda sama się manifestuje i zmusza podmiot do "uległości".
>Spotkałam się z czymś takim, że np. ktoś wygłasza prawdę, że 'nie ma żadnych prawd' i dostaje sprzeczność. Rozumiem, że rzeczywistość nie jest sprzeczna i że to jest jakieś nieporozumienie??
Pytasz o to jakie są relacje miedzy myślą i bytem? To znaczy czy logicznemu myśleniu odpowiada logiczna struktura rzeczywistości?
>A czym są: Dajmon, Logos, Harmonia, Dobro, Jedno, że stawiasz je na równi z Bogiem-Ojcem?
>Rozumiem, że są to przedmioty myślne (intencjonalne) z podstawą w rzeczywistości, czy tak? Wiem, że wyróżnia się dwa rodzaje przedmiotów, które istnieją tylko w myśli: zupełnie dowolne (np. syrena) i nie dowolne (np. liczby). Nie ma liczb w świecie (?), ale tez nie są one tylko naszym wymysłem, są pewne prawa, które nimi rządzą. Czy te pojęcia, które wymieniłeś, nalezą do przedmiotów nie dowolnych? Wg mnie do takich przedmiotów należą wartości (duchowe) np. poznawanie prawdy.
Pisałem, że to słowa, które naprowadzają, wskazują na coś. W czym problem? Chodzi ci o to czy te analogie pasują do tego co opisują? Ja przecież mówiłem o pewnym doświadczeniu. I sądzę, że te słowa w jakiś sposób nawiązują do tego doświadczenia. Poeta może je ująć jeszcze inaczej. Tutaj można puścić wodze wyobraźni. Wiesz na czym polega problem z Kościołem? Na tym, że nie pozwala ludziom myśleć tak jak chcą. Mi osobiście jest obojętne jak ktoś to ujmuje. Kiedy sobie czytam mitologię Greków, to sprawia mi ona dużą radość. Traktuję opowieści o bogach jak przygodę, zupełnie tak jakbym oglądał jakiś teatr, lub czytał powieść. Bohaterowie i sytuacje są wyjęte z czapki, ale jeśli autor ma talent potrafi opisać je z wdziękiem. Zwracam uwagę na aspekt estetyczny danej mitologii. Sądzę, że ważną wartością wszelkiej literatury jest piękno(kto wie czy wartość piękna nie jest decydujaca dla metafizyki?). Grecka mitologia posiada właśnie ten walor, podobnie jak metafizyka Platona lub pitagorejczyków. Mitologia chrześcijańska też jest ładna. Tylko czemu do licha traktuje się ją jako prawdę pewną i niezachwianą? Dla mnie ma ona walor estetyczny i nic ponadto. Niby czemu ma stać wyżej niż mitologia grecka?

>Ostatnie pytanie, bo to mnie bardzo ciekawi, czy sądzisz, że gdybyś mogli oprzeć się na obiektywnej pełnej "wiedzy" nie byłoby już potrzeby wartościowania przy podejmowaniu decyzji, na co jest dobre a co złe? Tylko od razu byłoby wiadomo co należy zrobić, skoro "Prawda sama się manifestuje i zmusza podmiot do "uległości"".
Taka pełna wiedza nie jest możliwa dla żadnego z nas. Mówiłem już, że intuicja jest tylko jedną z władz poznawczych.
>Bo ja właśnie tak zawsze rozumiałam sens nakazów i zakazów religijnych, że po prostu wypełniając je postępuję zgodnie z prawdą, a nie wbrew niej ("Wolność poddaje się prawdzie"). Choć bardzo często nie miałam nawet ułamka wiedzy i postępowałam tylko na zasadzie dziecięcej ufności, że skoro przykazanie mówi "nie rób tego", to "robienie tego" jest złe.
Jednostka, której "dobro" jest niezgodne z "dobrem" grupy, do której przynależy albo zostanie zadziobana, albo przekabaci grupę, albo znajdzie sobie nową.
Moim zdaniem niebezpieczny jest pogląd, wedle którego można ustanowić jednakowe prawa moralne dla wszystkich. Druga skrajność polega na tym, że każdy ma "swój świat". Wtedy nie ma wspólnoty, nie ma kultury. Stary spór pomiędzy indywidualizmem i kolektywizmem. Jednostka kontra społeczeństwo.
Teresa
>Pisałem, że to słowa, które naprowadzają, wskazują na coś. W czym problem? Chodzi ci o to czy te analogie pasują do tego co opisują? Ja przecież mówiłem o pewnym doświadczeniu. I sądzę, że te słowa w jakiś sposób nawiązują do tego doświadczenia. Poeta może je ująć jeszcze inaczej. Tutaj można puścić wodze wyobraźni. Wiesz na czym polega problem z Kościołem? Na tym, że nie pozwala ludziom myśleć tak jak chcą. Mi osobiście jest obojętne jak ktoś to ujmuje.

Żartowałam. Filozofia jest nauką niezależną od jakiegokolwiek światopoglądu, więc nie może zakładać m. in. dogmatów chrześcijańskich.
To na razie tyle, bo nad pozostałymi rzeczami muszę jeszcze pomyśleć.
W każdym badz razie zgadzam sie, ze filozof nie moze moralizowac ale moze za to badac, analizowac, itp.
gooa (746 punktów)
>. A niektórzy czują się wręcz nimi zgorszeni a nawet zranieni(!), zgodnie z tym co mówi Nietzsche: "Człowiek staje się ateistą, gdy poczuje się lepszy od swego Boga"!

Droga Tereso,
Wyrywam z kontekstu i niezbyt
w temacie, ale przyszlo mi na mysl pytanie, refleksja; jezeli czlowiek, ktory z takich czy innych powodow, sam nauczy sie pokory wobec zycia, nie mialby prawa przynajmniej zapytac samego siebie (Boga), czy nie reprezentuje czegos wiecej, niz tylko prymitywnego, "wyewoluowanego" i poslusznego ssaka ?
Chyba, ze ironia boska polegalaby na wszczepieniu w nas genu "przyjemnosci z cierpienia".
Patuszkin (2279 punktów)
Do Gooa'y i Teresy.

Czy mógłbym Wam podsunąć delikatną sugestię? Te "dygresja" pachnie mi już ostrą kłótnią, może nie z waszej strony, ale ze strony osób, które mogą się przyłączyć. Obserwowałem wiele takich dyskusji, emocje osiagają w nich zenit, padają przykre słowa. Może warto założyć osobny wątek dotyczący religii. W tym topicu pytam o filozofię.

Dziękuję
gooa (746 punktów)
Masz racje, przepraszam, ale nie moglam sie powstrzymac, z calym szacunkiem do Teresy, ktora bardzo lubie i cenie.
Juz nie bede, przynajmniej w tym watku.

Teresa
> Masz racje, przepraszam, ale nie moglam sie powstrzymac, z calym szacunkiem do Teresy, ktora bardzo lubie i cenie.
>Juz nie bede, przynajmniej w tym watku.

Kochani!
Musze Was zmartwić, bo nie ma chyba na świecie ludzi, którzy by w coś nie wierzyli.
Nie chodzi tu o wiarę katolicką, ale w ogóle o wiarę.

Wiara nie jest wbrew pozorom uczuciem, ale jakimś sądem umysłowym, np. wiara w przyjaźń. Uczucie może być chyba jedynie powodem wiary.

Niestety rozumem nie da się osądzić podstawowych spraw życia i tutaj i tak każdy musi wybierać aktem wiary. Z tym, że różni ludzie wierzą w różne rzeczy, jedni wierzą w rozum, a inni w Boga.

Bo czy można naukowo uzasadnić normy moralne? Chyba nie. Albo czy można naukowo uzasadnić odpowiedzi na pytania egzystencjalne? Tez chyba nie.
Wydaje mi się, że religia przetrwa (mimo rozwoju nauki), bo ludzie chcą wierzyć w moralny ład wszechświata.

Wiara jest podstawą religii. Filozofia oddaje przysługę religii, bo bada zagadnienia, na które religia jest odpowiedzią.

Zdanie u Galileusza:
"Pismo św. uczy nas jak się dostać do nieba, ale nie jak się niebo kręci".

Poznanie tego jak się niebo kręci jest wg mnie zadaniem filozofii!
leo_z (935 punktów)Jak ludzie postrzegają filozofię?
>Jak ludzie postrzegają filozofię?
Dla mnie osobiście to takie Sèvres, siedziba wzorców... życia

>Czy filozofia współcześnie jest dziwnym tworem oderwanym od rzeczywistości?
W żadnym wypadku... o ile tylko chcemy zrozumieć

>Czy może jest czymś w rodzaju laickiej religii?
??? ...godne zastanowienia

>Czy jest ona ważna dla społeczeństwa?
A czy bez niej obyłaby się jakakolwiek cywilizacja

>Czy można bez niej się obyć?
j.w.

pozdrawiam
K_GL
Wydaje mi się, że każdy człowiek w pewnym stopniu jest filozofem. Każdy musi znależć swój cel życia i musi go sobie jakoś uzasadnić. W swoim życiu przekonałem się, że sama wiedza przyrodnicza nie wskazuje wcale jak człowiek ma żyć. Wskazuje natomiast co jest możliwe, a co nie w obrębie naszej rzeczywistości. Tyle, że aby żyć trzreba wyznaczyć sobie jakiś kierunek. Ten kierunek pomaga nam wyznaczyć właśnie filozofia. Tak pojmowana filozofia jest konkurentem religii. Jednak moim zdaniem nie można powiedzieć, że filozofia jest pewną formą religii. Przedewszystkim filozofia jak ktoś wcześniej powiedział jest spójna wewnętrznie i stara się być jak najbliżej nauk przyrodniczych.
inhet (1073 punktów)Odp: Jak ludzie postrzegają filozofię?
Powiedziałbym ,ze filozofia dziś już (zresztą właściwie już od Renesansu) nie nadąża za naukami przyrodniczymi. Skutkiem jest proponowanie sposobów na życie mocno niepryzstających do rzeczywistości. I właśnie w naukach przyrodniczych wolę szukać recept na życiowe rozterki.
Patuszkin (2279 punktów)
A kogo naśladujesz? Orły czy walenie?
inhet (1073 punktów)
O ile wiem, orły czy walenie nie uprawiają nauk przyrodniczych. I, jak wiadomo są bliskie wymarcia.
Patuszkin (2279 punktów)
>O ile wiem, orły czy walenie nie uprawiają nauk przyrodniczych. I, jak wiadomo są bliskie wymarcia.
>
Nauki przyrodnicze badają "to co jest". Natomiast etyka zajmuje się tym "co być powinno". Nie rozumiem w jaki sposób można ze zdań faktualnych wyprowadzić zdania powinnościowe. To stary problem, który zauważył D.Hume. Nazywany jest potocznie "gilotyną Hume'a".
chaos (100 punktów)Jak ludzie postrzegają filozofię?
To już rzeczywiście nie te czasy kiedy to Galileusz zarabiał 10 razy mniej niz nadworny filozof znający się na "wszystkim".

Od dłuższego czasu ( 100lat ???? ) nie tworzy się już systemów filozoficznych a filozofia spekulatywna powoli traci zagadnienia do spekulacji.

Czas, powstanie świata i jego celowość, natura człowieka, moralnośc, uczucia, świadomość, percepcja itd
Teraz by filozofować nad naturą ludzką nie tyle trzeba skończyć filozofie co neurobiologie i psychologie. Od Pierce'a można mówić że każde wnioski wynikające z badań naukowych a będące na granicy nauki to pewne spekulacje. Jeśli mają naturę filozoficzną to są to spekulacje logiczne i racjonalne.

"filozofia wiedza dążąca do poznania istoty, struktury i zasad bytu i myślenia oraz najogólniejszych praw rządzących człowiekiem, społeczeństwem i przyrodą; analiza krytyczna metod i pojęć danej dyscypliny wiedzy;" Kopaliński

Z koleji filozofia analityczna czy też lingwistyczna ma pełne ręce roboty...
Jest tyle rozmytych metod i pojęć że...
"Większość popularnych(ulicznych) problemów filozoficznych wynika z niewiedzy i niezrozumienia podstawowych pojęć i znaczeń" Nielsen "Wprowadzenie do filozofi"

"Ale ta dzisiejsza młodzierz jest niekulturalna!!!"
"A co rozumie Pani przez niekulturalna???"
"Ty mi tu nie filozufuj!!!!!!"

Pozdrawiam
Patuszkin (2279 punktów)Odp: Jak ludzie postrzegają filozofię?
>To już rzeczywiście nie te czasy kiedy to Galileusz zarabiał 10 razy mniej niz nadworny filozof znający się na "wszystkim".
>Od dłuższego czasu ( 100lat ???? ) nie tworzy się już systemów filozoficznych a filozofia spekulatywna powoli traci zagadnienia do spekulacji.
Dokładnie od śmierci Hegla (1831). Właśnie podczas panowania heglizmu na uniwerkach, przyrodnicy postanowili oddzielić nauki od filozofii.
Na marginesie: jest błędem, jeśli komuś się wydaje, że filozofia to spekulacja, która znajduje spełnienie w systemie. Przecież byli także filozofowie, którzy żadnego systemu nie stworzyli, np. Platon i Kant. Oni uprawiali filozofię problemową, a nie systemową.

>Czas, powstanie świata i jego celowość, natura człowieka, moralnośc, uczucia, świadomość, percepcja itd
>Teraz by filozofować nad naturą ludzką nie tyle trzeba skończyć filozofie co neurobiologie i psychologie.

Zgadzam się.

>"filozofia wiedza dążąca do poznania istoty, struktury i zasad bytu i myślenia oraz najogólniejszych praw rządzących człowiekiem, społeczeństwem i przyrodą; analiza krytyczna metod i pojęć danej dyscypliny wiedzy;" Kopaliński
No właśnie. Tylko wiedza - nie nauka. Próby unaukowienia filozofii spełzły na niczym, jak na razie. Pytanie brzmi: czy można uprawiać filozofię w sposób naukowy?

>Z koleji filozofia analityczna czy też lingwistyczna ma pełne ręce roboty...
>Jest tyle rozmytych metod i pojęć że...
To tylko robota przygotowawcza. Przedmiotem namysłu filozofii jest przede wszystkim byt, rzeczywistość. Jezyk jest tylko narzędziem jej opisu.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365