>
W październiku Kościół oszalejeDopiero w październiku?

Miałem wrażenie, że zrobił to już jakiś czas temu. Dwa tysiące lat temu - ściśle biorąc

.
>
Cytat:Włoski watykanista Andrea Tornielli powiedział mediom, że konsulta lekarska Kongregacji ds.
>Kanonizacyjnych uznała przypadek uzdrowienia za niewytłumaczalne medycznie wstawiennictwo bł. Jana
>Pawła II, co potrzebne do kanonizacji.
>
Niewytłumaczalne?! Medyczne?! Wstawiennictwo?! No tak, jest to wymagane do kanonizacji, a>
kanonizacja jest bardzo wyczekiwana przez większą populację naszego kraju/świata.>
Swoją drogą bardzo inteligentni lekarze.>
Z cyklu: wymyślmy dobrą bajkę, bo dobrze byłoby mieć kolejnego świętego.>
Cytat:Wiadomo tylko, że chodzi o kobietę, której wiek określano jako "dojrzały". Nie wiadomo, na co
>chorowała i jakiej jest narodowości. Do cudownego uzdrowienia musiało dojść - zgodnie z przepisami
>kościelnymi - już po beatyfikacji papieża.
>
Proszę, piękna historyjka (zgodna z wymaganiami kanonizacyjnymi!). Nikt nic nie wie, nikt nie>
widział, nie słyszał etc.>
"Zgodnie z przepisami kościelnymi" - brzmi to jak zdanie z początku książki kucharskiej, dotyczącej>
ugotowania potrawy zwanej kanonizacją...>
artykułJa mam źródło lepsiejsze, bo
Poświęcone takie:
Cytat:konsulta lekarska Kongregacji ds. Kanonizacyjnych uznała przypadek za niewytłumaczalne medycznie wstawiennictwo bł. Jana Pawła II.
Ciekawe, jakąż metodą rozpoznali medycy wstawiennictwo JP2. Podwójnie ślepej próby?
Cytat:Nic nie wiadomo o samym tym przypadku, a media podają tylko, że dotyczył on kobiety dojrzałej.
Co Słusznie oszczędza fatygi użerania się z recenzentami

.
Cytat:Teraz cud za niewytłumaczalny muszą uznać jeszcze komisje teologiczna i kardynalska, a później zaakceptować papież.
No, gdy tak Fachowe Siły jak komisje teologiczna i kardynalska - że o papieżu nie wspomnę - wezmą się za ocenę medycznej
wytłumaczalności zjawiska, to tylko pierze poleci

.
Ogólnie jednak - uważam, że Kościół Święty robi bardzo głupio.
Powtórzę mniej-więcej to, co kiedyś już przy okazji beatyfikacji tegoż JP pisałem: z beatyfikacją - a tym bardziej kanonizacją - Wojtyły Kościół spieszyć się nie powinien. Sięganie po takie instrumenty ma sens dopiero w ostateczności, po rozsianiu atmosfery Długiego i Pełnego Emocji Wyczekiwania, z Wielkim Szumem i Hukiem, gdy już Lud Polski, Boży, na dobre ode Dobrej Nowiny kościelnej odwracać się zacznie i żadnych innych możliwości "dorzucenia do pieca" nie będzie.
A tak sobie bezmyślnie z taśmy beatyfikując (zauważył tę beatyfikację ktoś tak naprawdę?) i kanonizując - banalizują tylko ono
Sacrum Prześwięte i - że tak powiem - wyrzucają asy na blotki.
I co im potem zostanie, kiedy do Wielkiej Potrzeby przyjdzie?
No, chyba już Deifikacja tylko...

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)