 |
Japonia: odwrót humanistyki Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 08-10-2015 06:40 | Hodża (11172 punktów) | Japonia: odwrót humanistyki
3 na 3 | Od pewnego czasu media sygnalizowały dość nietypowy, by nie powiedzieć szokujący pomysł a właściwie propozycję rządu Japonii dotyczącą likwidacji kierunków humanistycznych na tamtejszych uczelniach. Kilka dni temu dotarła wiadomość, że istotnie, tamtejsze ministerstwo edukacji wystosowało list do uczelni, w którym poprosiło o likwidację kierunków humanistycznych, co zostało umotywowane tym, że potrzeby rozwojowe kraju nie potrzebują tego rodzaju wykształcenia zaś ważne są jedynie studia techniczne i przyrodnicze. Jak to skomentować? Zapewne i w Polsce znajdzie się wielu, którzy podchwycą tego rodzaju technokratyczną argumentację. Najwyraźniej Japonia jest już kierowana przez umysły ukształtowane przez wszechobecną w Kraju Kwitnącej Wiśni elektronikę i interakcje z komputerowymi algorytmami, niszczące subtelną tkankę wrażliwości międzyludzkiej i zdolność dostrzegania wielkich połaci ludzkiej aktywności i potrzeb, które nie poddają się kwantyfikacji liczbowej i przedstawieniom zerojedynkowych ciągów danych. Prawdą bowiem jest, że wiodącą rolę w gospodarce współczesnej odgrywają umiejętności związane ze znajomością praw i technik oddziaływania na materię nieożywioną i nieświadomą. Ale to Japończycy, jak mało który naród, powinni wiedzieć, jako że odczuli to na własnej skórze, co znaczy nauka i technika pozbawiona ludzkiego serca i namysłu, w którym jest miejsce na współczucie. Bowiem, jeśli chcą rzeczywiście zrezygnować z nauczania historii, należałoby ich przestrzec, że naród, który zapomina o swojej przeszłości zostanie zapomniany przez przyszłość. Ale czy te słowa mogą być zrozumiane w kraju, w którym dla wielu starszych osób najlepszym towarzyszem są gadające lalki? www.bankie(*)w-humanistycznych-7279245.htmlWaszym zdaniem - czy w Polsce należałoby iść tą drogą? Po co nam filozofia czy socjologia? Żeby co jakiś czas na jakimś portalu czy w gazecie pojawiały się jakieś niepokojące teksty, które robotom do szczęścia nie są w żaden sposób potrzebne? Japonia słynie z zaawansowania technologicznego w dziedzinie robotów humanoidalnych. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 4 | Scorp (5381 punktów) |
>Waszym zdaniem - czy w Polsce należałoby iść tą drogą? Po co nam filozofia czy socjologia?
Nie, bo za wiele jest pytań dlaczego? i po co? - i ciągle powstają nowe, mimo że poprzednie jeszcze nie odpowiedziane. -
|
|
 | | Hodża (11172 punktów) | > >Waszym zdaniem - czy w Polsce należałoby iść tą drogą? Po co nam filozofia czy socjologia?> Nie, bo za wiele jest pytań dlaczego? i po co? - i ciągle powstają nowe, mimo że poprzednie jeszcze nie odpowiedziane.Żartowniś jeden 
Dixi et salvavi animam meam
|
|
5 na 5 | Appenzeller (3118 punktów) | >jak mało który naród, powinni wiedzieć, jako że odczuli to na własnej skórze, co znaczy nauka i technika pozbawiona ludzkiego serca i namysłu, w którym jest miejsce na współczucie. Bowiem, jeśli chcą rzeczywiście zrezygnować z nauczania historii, należałoby ich przestrzec, że naród, który zapomina o swojej przeszłości zostanie zapomniany przez przyszłość. Zapytam trochę jak advocatus diaboli. A skąd się bierze nauka i technika pozbawiona ludzkiego serca i namysłu? Czy nie wyciągasz trochę zbyt szerokich wniosków? Co ma wspólnego humanistyka uczelniana z nauczaniem (w szkołach i w domach) historii czy etyki, czy odpowiedzialności? Czy masz na myśli, że absolwenci Wydziału Maszyn Roboczych i Pojazdów (był kiedyś taki) Politechniki Warszawskiej są bezdusznymi robotami, bo na Politechnice nie ma wydziałów humanistycznych? Przypuszczam, że chodzi tam raczej o odciążenie (finansowe) uczelni natury technicznej, a może o zmniejszenie japońskiej nadprodukcji socjologów, historyków i psychologów (nic nie ujmując tym szlachetnym profesjom). Właściwie to w sporej części taki podział u nas jest. Uczelnie techniczne nie mają wydziałów humanistycznych, a Akademia Sztuk Pięknych nie ma wydziału Elektrycznego. I bardzo dobrze, bo zajmują się czymś innym. Nawet niespecjalnie dla mnie jasne jest, czy powinny tu i tam istnieć jednakowe stopnie naukowe. A jako chemik powiem Ci: nawet bez wiedzy o własnej historii (jakże łatwo paskudnie wykorzystywanej i zakłamywanej) będzie dobrze, jeśli nauczymy dzieci zasady Słonimskiego: Jeśli nie wiesz, jak się zachować, na wszelki wypadek zachowaj się przyzwoicie.
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
 | -1 na 1 | Celecrin (6386 punktów) | Brawo! Myślę, że obrońcom humanistyki nie można odpowiedzieć lepiej. Można dyskutować czy humanistyka przynosi gospodarce zysk, pieniądze, ale nie można twierdzić, że jest potrzebna społeczeństwu dla zasady.
|
|
 | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | > Zapytam trochę jak advocatus diaboli. A skąd się bierze nauka i technika pozbawiona ludzkiego serca i namysłu? Czy nie wyciągasz trochę zbyt szerokich wniosków? Co ma wspólnego humanistyka uczelniana z nauczaniem (w szkołach i w domach) historii czy etyki, czy odpowiedzialności?Pytanie absurdalne i aż nie wierzę, byś sobie z tego nie zdawał sprawy. Choćby i to ma wspólnego, że wydziały humanistyczne kształcą tych nauczycieli, którzy potem uczą nasze dzieci w szkołach podstawowych historii czy zasad poprawnej pisowni języka polskiego. Wszystkim zaś piszącym w tym wątku zwolennikom likwidacji humanistyki przypomnę, że na początku lat 50-tych byli w Polsce tacy technokraci z awansu społecznego, którzy postulowali uproszczenie naszej gramatyki i ortografii, i mówili, że zbudują nowy, lepszy porządek tymi ręcami. To ta mniej więcej kategoria intelektualna i bycie inżynierem, co zresztą nie tylko w Polsce jakiś czas temu zauważono, wcale nie wyklucza jednoczesnego bycia idiotą. A minus dla adwokata diabła 
Dixi et salvavi animam meam
|
|
|  | -1 na 1 | Celecrin (6386 punktów) | Co ma wspólnego kształcenie nauczycieli z humanistyką? Nauczyciel fizyki jest humanistą? Słyszał kolega o socjobiologii, kogwinistyce, psychologii ewolucyjnej?
|
|
| |  | 3 na 3 | szarley (54913 punktów) | >Co ma wspólnego kształcenie nauczycieli z humanistyką? Nauczyciel fizyki jest humanistą?
Pogadamy o historii? architekturze? literaturze?
|
|
| | |  | | Celecrin (6386 punktów) | > >Co ma wspólnego kształcenie nauczycieli z humanistyką? Nauczyciel fizyki jest humanistą?> Pogadamy o historii? architekturze? literaturze?Niektóre nauki humanistyczne tak się już zmatematyzowały, że trudno je nazwać humanistycznymi. Historia, archeologia stosujące do badań metody oznaczania wieku izotopem węgla, czy wykorzystująca skomplikowane diagnostyki chemiczne i fizyczne (DNA, skład farb, skład materiału itd.), trudno nazwać humanistycznymi. Dotyczy również socjologii i architektury. Im więcej wiemy, a omawialiśmy na tym portalu te sprawy wielokrotnie, o człowieku, tym mniej miejsca pozostaje na klasyczne nauki humanistyczne. Pojawiają sie takie dyscypliny jak socjobiologia, psychologia ewolucyjna i moim zdaniem nie powinny się one rozwijać oddzielnie ale połączyć się z odmianami humanistycznymi. P.S. Z architekturą przesadziłeś  . Nie wiem co konstruowanie i planowanie wykonania oraz dobór materiału ma wspólnego z humanistyką.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Hodża (11172 punktów) | > P.S.> Z architekturą przesadziłeś . Nie wiem co konstruowanie i planowanie wykonania oraz dobór materiału ma wspólnego z humanistyką.Ejże, Celecrinie... Toż to przecież również sztuka. Przynajmniej sztuką bywa. Nie słyszałeś o opactwie w Cluny, gotyckich katedrach, pałacyku Petit Trianon, dziełach F. L. Wrighta czy O. Niemeyera? Architektura to szalenie ważny składnik humanistyki, ktoś ładnie ją określił "materialnym kształtem ekumeny", można więc uznać ją za najbardziej zewnętrzny wyraz całej ludzkiej kultury - jeśli traktować ją w rozumieniu szerszym, włączając w to architekturę krajobrazu czy urbanistykę. Pałacyk Petit Trianon w Wersalu uznawany jest za architektoniczny wzorzec stylu klasycystycznego
Dixi et salvavi animam meam
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Lilly Amina (4723 punktów) |
> Z architekturą przesadziłeś . Nie wiem co konstruowanie i planowanie wykonania oraz dobór materiału ma wspólnego z humanistyką.Architektura składa się z dwóch części. Do jednej należy strona techniczna (konstrukcja, planowanie, materiały etc.), do drugiej strona, nazwijmy ją szeroko, ideowa - styl, estetyka, kompozycja (mam na myśli wkomponowanie obiektu architektonicznego w otoczenie). Nie na darmo, by się dostać na studia na kierunku architektura, trzeba zdać na maturze egzamin z matematyki i historii/historii sztuki, a wstępny z rysunku plastycznego
|
|
| |  | 3 na 3 | Hodża (11172 punktów) | >Co ma wspólnego kształcenie nauczycieli z humanistyką?
Nie bardzo rozumiem, jak można serio zadawać takie pytanie: szkolni nauczyciele przedmiotów humanistycznych są przecież kształceni na odpowiednich wydziałach humanistycznych uczelni wyższych przez naukowców, którzy z kolei są specjalistami z różnych dziedzin czy to filologii, czy historii, przedmiotów pomocniczych historii, socjologii, filozofii, itd.
Ci, którzy próbują tu sugerować zbyteczność studiów humanistycznych zdaje się zapominają choćby o prawie, studiach na wskroś humanistycznych. Nie sądzę, by tego rodzaju poglądy były głoszone na poważnie.
Co warto też zauważyć, że zgłaszana często w różnych wątkach tego w końcu przecież racjonalistycznego forum potrzeba większej obecności etyki w nauczaniu podstawowym jako alternatywy dla wszechobecnej religijnej indoktrynacji również potrzebuje szerokiego naukowego zaplecza. Podważanie sensowności tego rodzaju aktywności naukowej jest absurdem i pozostawieniem pola do popisu dla religijnych szalbierzy. Dyskusja może się toczyć, i owszem, toczy się, nad sensownością takiego czy innego naboru na te kierunki bądź potrzeby utrzymywania tej czy innej liczby wydziałów i uczelni o profilu humanistycznym, ale postulat całkowitego wyeliminowania humanistyki, jeśli jest głoszony na poważnie, świadczy bardzo źle o intelektualnych walorach tych, którzy tego rodzaju pomysły wysuwają.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
| | |  | 1 na 1 | Celecrin (6386 punktów) | > Podważanie sensowności tego rodzaju aktywności naukowej jest absurdem i pozostawieniem pola do popisu dla religijnych szalbierzy. Socjobiologia moze nauczac etyki tylko humanisci musza jej dac. Dla mnie, wybacz, etyka nie jest nauka, bo nie ma absolutnie zadnego obiektywnego narzedzia, ani jednego. Jak etyka ma dojsc do zrodel moralnosci bez uznania ze takowaz wyewoluowala?
Polska pedagogika lezy kompletnie, byl nawet na ten temat artykul na Racjonaliscie. Mamy WSP albo klona takiej uczelni w kazdym wiekszym miescie, a artykulow naukowych moze 5 rocznie. Nasi nauczyciele nie zdali nawet testow maturalnych w swoim przedmiocie (ten problem istnieje na calym swiecie).
Luzne mysli, nawet dyskusja troche nie na temat. Nie che zamknac wszystkich wydzialow humanistycznych ale poddac je rynkowej ocenie. Obecnie wypuszamy tabuny, historykow i pedagogow i innych 'specjalistow', tak?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >> Podważanie sensowności tego rodzaju aktywności naukowej jest absurdem i pozostawieniem pola do popisu dla religijnych szalbierzy. >Socjobiologia moze nauczac etyki tylko humanisci musza jej dac. Dla mnie, wybacz, etyka nie jest nauka, bo nie ma absolutnie zadnego obiektywnego narzedzia, ani jednego. Jak etyka ma dojsc do zrodel moralnosci bez uznania ze takowaz wyewoluowala?.
Tu się zgodzę. Ogólnie zaś uważam, że powinny istnieć mosty porozumienia między dziedzinami przyrodniczymi a humanistyką. Socjobiologia byłaby na to doskonałym przykładem; jest to też jednak niestety przykład na to, jak wielką barierę psychologiczną jeszcze musi pokonać świat nauki, by w ogóle przyswoić myśl, że najszlachetniejsze i zdawałoby się "nie z tego świata" uczucia i porywy ducha są efektem ubocznym materialnego, długotrwałego procesu. Nie wierzę też, by kiedykolwiek zapanował tu ogólny konsens, nie tylko pod wpływem nieustającego promieniowania myślenia religijnego, mogą być po temu głębsze, filozoficzne przesłanki.
>Polska pedagogika lezy kompletnie, byl nawet na ten temat artykul na Racjonaliscie. Mamy WSP albo klona takiej uczelni w kazdym wiekszym miescie, a artykulow naukowych moze 5 rocznie. Nasi nauczyciele nie zdali nawet testow maturalnych w swoim przedmiocie (ten problem istnieje na calym swiecie).
Właśnie słuchałem wywiadu z prof. Modzelewskim, polskim mediewistą i opozycjonistą w PRL-u, który odsiedział wiele lat w kiciu za zbyt wolne myśli (w znaczeniu swobody rzecz jasna); jego zdanie na ten temat jest bardzo podobne. Nie ma lepszego sposobu na amputację wyobraźni i kreatywności kolejnych pokoleń niż zaprogramowanie edukacyjnej tłoczni według schematu testów z kluczem. To prosta droga do wykształcenia wzorca biernej postawy intelektualnej, bez zdolności do samodzielnego stawiania pytań sobie i innym. Umiejętności bardzo ważnej i bardzo trudnej, bez której nie ma postępu ani w wymiarze osobowym i indywidualnym, ani inwencji np. w dziedzinie technologii.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
|  | 3 na 3 | Appenzeller (3118 punktów) | > To ta mniej więcej kategoria intelektualna i bycie inżynierem, co zresztą nie tylko w Polsce jakiś czas temu zauważono, wcale nie wyklucza jednoczesnego bycia idiotą.Nie ma co się, Hodżo, obrażać. Niby masz sporo racji, jednakże znów wypowiadasz się jednostronnie. Też chcesz być advocatus diaboli? Przed byciem idiotą nie ratuje żaden rodzaj wykształcenia, co zaświadczają liczne rzesze idiotów z dziedzin humanistycznych. Z litości nie wskażę pewnego Instytutu. Trzeba i należy, oczywiście, wychowywać ludzi ciekawych, wrażliwych i rozsądnych, co kontakt ze sztuką i literaturą mocno ułatwia. Także pożytecznych dla ogółu społeczeństwa. Ale jakich studiów to wymaga i w jakich ilościach, i czy szkodzi temu upraszczanie gramatyki i ortografii, to wymagałoby raczej dyskusji, a nie zapalonych głów i obrzucania się minusami. Czego waszmości serdecznie życzę.  I proponuję Ci obejrzenie jeszcze raz Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Dobrego nauczyciela nie tworzą studia humanistyczne (ani żadne inne). Wiedzę historyczną lub miłość do malarstwa może przekazać (prawie) każdy, kto umie czytać ze zrozumieniem, a następnie uczyć. A jak się nauczyć się uczyć, tego nie wiem, i zazdroszczę tym, którzy to potrafią.
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
| |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > >To ta mniej więcej kategoria intelektualna i bycie inżynierem, co zresztą nie tylko w Polsce jakiś czas temu zauważono, wcale nie wyklucza jednoczesnego bycia idiotą.> Nie ma co się, Hodżo, obrażać.Ej, żeby aż obrażać to chyba nie. > Niby masz sporo racji, jednakże znów wypowiadasz się jednostronnie. Też chcesz być advocatus diaboli? Przed byciem idiotą nie ratuje żaden rodzaj wykształcenia, co zaświadczają liczne rzesze idiotów z dziedzin humanistycznych. Z litości nie wskażę pewnego Instytutu.Zgoda, zgoda i jeszcze raz zgoda. > Trzeba i należy, oczywiście, wychowywać ludzi ciekawych, wrażliwych i rozsądnych, co kontakt ze sztuką i literaturą mocno ułatwia. Także pożytecznych dla ogółu społeczeństwa. Ale jakich studiów to wymaga i w jakich ilościach, i czy szkodzi temu upraszczanie gramatyki i ortografii, to wymagałoby raczej dyskusji, a nie zapalonych głów i obrzucania się minusami. Czego waszmości serdecznie życzę.  Co do uproszczeń w rodzaju zastąpienia wszystkich ó przez u czy rz przez ż - byłby to gwałt na języku którego nie uzasadnia złożoność języka (która w przypadku gramatyki jest nawet większa). Jak wiadomo i argumenty łatwo można przytoczyć, każdy język jest w jakiejś mierze "zabałaganiony" redundancją i nieregularnościami i przyjmując tego rodzaju filozofię należałoby od razu zaproponować nową, polską odmianę Esperanto. Nawiasem mówiąc były już reformy języka polskiego (w innych też dokonywano istotnych zmian i uporządkowania reguł, choćby we francuskim czy rosyjskim) ale zawsze dokonywały się one na zasadzie minimum, aby zachować największą ciągłość z praktyką dotychczas obowiązującą. > I proponuję Ci obejrzenie jeszcze raz Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Dobrego nauczyciela nie tworzą studia humanistyczne (ani żadne inne). Wiedzę historyczną lub miłość do malarstwa może przekazać (prawie) każdy, kto umie czytać ze zrozumieniem, a następnie uczyć. A jak się nauczyć się uczyć, tego nie wiem, i zazdroszczę tym, którzy to potrafią.A ja dodam od siebie, że wielu spośród gigantów świata nauk ścisłych było (i jest) humanistami, tym razem w znaczeniu światopoglądowym i pewnej wrażliwości etycznej - przykłady pierwsze z brzegu to A. Einstein (który odmówił udziału w projekcie budowy bomby A i potem działał na rzecz ograniczenia zbrojeń atomowych) czy - z ostatnich dni S. Hawking, który ostrzega przed rozwijaniem technologii autonomicznych robotów bojowych wyposażonych w AI. Są to zawsze dwa istotne składniki w pełni ukształtowanej umysłowości, które widzą świat w całej jego złożoności i komplementarności tego, co obliczalne i tego, co wyrażalne tylko za pomocą ludzkich słów i przez ludzi. Pozdrawiam.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
| | |  | 3 na 3 | Appenzeller (3118 punktów) | A ty wiesz, pisząc pomyślałem o Einsteinie i jego skrzypkach. I o chemiku Borodinie. Niektórzy to mają to, co najlepsze z obu światów  . A ja tylko słabo na gitarze  . Ech, życie.
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
| Brzostowski (7067 punktów) | >Waszym zdaniem - czy w Polsce należałoby iść tą drogą? To pytanie retoryczne i Ty o tym wiesz.
Jest jednak w tym coś innego. W coraz bardziej zlaicyzowanym świecie, religie są zastępowane innymi ideologiami. W Europie to ideologia liberalno-multikulti-love, w Japonii coś co można nazwać technicyturą (Twój przykład to tylko przykład zmian, które są głębsze). W coś ludzie chcą wierzyć.
|
|
 | 3 na 3 | Scorp (5381 punktów) | >Jest jednak w tym coś innego. W coraz bardziej zlaicyzowanym świecie, religie są zastępowane innymi ideologiami. W Europie to ideologia liberalno-multikulti-love, w Japonii coś co można nazwać technicyturą (Twój przykład to tylko przykład zmian, które są głębsze). W coś ludzie chcą wierzyć.
Prawda, że są zastępowane, ale dokładnie mówiąc chodzi o to, że człowiek jest stworzeniem teleopatycznym (czyli potrzebuje mieć w życiu cel) w dużo szerszym zakresie niż zwierzęta. Religie zdecydowanie dostarczają takich celów, ideologie też. Dlatego potrzebna jest refleksja nad ofertą na rynku celów życiowych, a odpowiedni namysł może zapewnić tylko filozofia i nauki humanistyczne. -
|
|
|  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | >>Jest jednak w tym coś innego. W coraz bardziej zlaicyzowanym świecie, religie są zastępowane innymi ideologiami. W Europie to ideologia liberalno-multikulti-love, w Japonii coś co można nazwać technicyturą (Twój przykład to tylko przykład zmian, które są głębsze). W coś ludzie chcą wierzyć. >Prawda, że są zastępowane, ale dokładnie mówiąc chodzi o to, że człowiek jest stworzeniem teleopatycznym (czyli potrzebuje mieć w życiu cel) w dużo szerszym zakresie niż zwierzęta. Religie zdecydowanie dostarczają takich celów, ideologie też. Dlatego potrzebna jest refleksja nad ofertą na rynku celów życiowych, a odpowiedni namysł może zapewnić tylko filozofia i nauki humanistyczne.
Generalnie się zgodzę, ująłeś rzecz bardzo powiedziałbym zgrabnie i rzeczowo. Ale w humanistyce ważny jest nie tylko jej użytek ideologiczno-światopoglądowy, choć to bardzo ważne i nie przeczę, że wiele z problemów współczesności wynika właśnie z braku perspektyw nie w sensie możliwości, bo tych jest często aż nadto, lecz właśnie w postaci jakiegoś współdzielonego przez większość kierunku dążeń, dającego poczucie uczestnictwa w "wielkiej sprawie". Na marginesie warto przy okazji byłoby się zastanowić, czy "wielkie sprawy", które swoim poczuciem teleologicznego spełnienia porwały miliony, nie ściągnęły problemów o wiele większych, ale to temat zupełnie już inny.
Humanistyka, w tym szczególnie filozofia, to, jak wielu już wcześniej zauważyło, nie tylko umiejętność stawiania pytań i prób odpowiadania na nie, ale też i może to w niej właśnie jest najważniejsze - wielka sztuka dialogu. Między filozofami, pisarzami, badaczami kultury. Znajdowanie ostatecznych odpowiedzi wcale nie jest ani chyba możliwe, ani najważniejsze, ani najbardziej w takim ujęciu kuszące. Cóż mi za radość odkrycia ściany, za którą nie ma już nic?
Humanistyka to, co daje najlepszego, to niewyczerpywalny potencjał otwierania nowych dróg i fascynujących połaci myśli, chociaż często i przeważnie są to te same od wieków archetypiczne pra-tematy lśniące coraz to nowymi refleksami barw w tekstach myślicieli przybywających wciąż na ten świat i wciąż na owo go odkrywających dla nas i dla tych, co dopiero po nas przyjdą.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
| |  | | Scorp (5381 punktów) | >... Znajdowanie ostatecznych odpowiedzi wcale nie jest ani chyba możliwe, ani najważniejsze, ani najbardziej w takim ujęciu kuszące. Cóż mi za radość odkrycia ściany, za którą nie ma już nic?
Tu mam inne zdanie. Jest możliwe i jest najważniejsze, i coraz bardziej najważniejsze. I nie jest to ściana, i nie jest tak, że za 'tym' nie ma nic. Ale to bardzo duży temat.
>Humanistyka to, co daje najlepszego, to niewyczerpywalny potencjał
Humanistyka ma jedno definicyjne ograniczenie, że odnosi się do człowieka. A człowiek w nieodległej przyszłości zacznie najpierw łączyć się z maszynami a potem w maszynę się przemieni. Wtedy humanistyka stanie się czymś w rodzaju paleo... coś tam.
> otwierania nowych dróg i fascynujących połaci myśli, chociaż często i przeważnie są to te same od wieków archetypiczne pra-tematy lśniące coraz to nowymi refleksami barw w tekstach myślicieli przybywających wciąż na ten świat i wciąż na owo go odkrywających dla nas i dla tych, co dopiero po nas przyjdą.
Piękne, szczególnie te połacie myśli! -
|
|
| | |  | | Hodża (11172 punktów) | > Piękne, szczególnie te połacie myśli!Dziękuję. Nie mogłem się powstrzymać, czasem mnie ponosi. 
Dixi et salvavi animam meam
|
|
1 na 1 Stefanowicz (2544 punktów) (zablokowany) | Wymusza to twarda walka gospodarcza państw Dalekiego Wschodu. Szczególnie zagrożenie Chinami. Państwo Środka tak się rozwinęło technologicznie, że w niektórych dziedzinach wyprzedzili Japończyków. Otóż Japończycy próbują się temu "atakowi" przeciwstawić. To zrozumiałe.
|
|
7 na 7 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | > Od pewnego czasu media sygnalizowały ... propozycję rządu Japonii dotyczącą likwidacji kierunków humanistycznych na tamtejszych uczelniach. Kilka dni temu dotarła wiadomość, że istotnie, tamtejsze ministerstwo edukacji wystosowało list do uczelni, w którym poprosiło o likwidację kierunków humanistycznych, co zostało umotywowane tym, że potrzeby rozwojowe kraju nie potrzebują tego rodzaju wykształcenia zaś ważne są jedynie studia techniczne i przyrodnicze.Na początek małe wyjaśnienie. Nie wiem, do kogo wiadomość o tych zamiarach dotarła kilka dni temu, wiem natomiast, że sprawa jest znana od kilku miesięcy, bo odnośny list w tej sprawie został wystosowany 8 czerwca 2015 przez japońskiego ministra edukacji Hakubuna Shimomurę do rektorów uczelni państwowych w całym kraju (jeszcze w czasie wakacji pisały o tym polskie media). W piśmie tym zażądano od państwowych uczelni zlikwidowania kierunków kształcących w zakresie nauk humanistycznych i społecznych lub przynajmniej nadanie obowiązującym na nich programom kształcenia mocno użytkowego charakteru. Podobne propozycje zdarzały się w Japonii już wcześniej. W latach 60. XX w. również noszono się z podobnymi zamiarami. Przewidywano wówczas, że w niedługim czasie czołowe stanowiska w polityce, administracji i gospodarce będą zajmowane przez absolwentów kierunków ścisłych. Raczej się to nie sprawdziło. Postulowane działania wiążą się z prowadzoną przez premiera Shinzō Abe polityką strategii wzrostu ekonomicznego, zwaną też "abenomią". Istotnym czynnikiem są tu też prognozy demograficzne na lata 2018-2031, z których wynika, że liczba studentów ma się wówczas zmniejszyć o jedną trzecią. Do tego dochodzi jeszcze wzmagająca się konkurencja między samymi uczelniami. Zwłaszcza ta ostatnia okoliczność mogła spowodować, że blisko połowa japońskich uczelni państwowych w takiej czy innej formie poddała się w tym względzie rządowemu dyktatowi, notabene wzmocnionemu argumentami mówiącymi o możliwym ograniczeniu finansowania tych podmiotów z kasy państwowej w razie niezastosowania się do tej sugestii. Podkreślana przez premiera Shinzō Abe dążność do skoncentrowania wysiłków edukacyjnych na aspektach pragmatycznych i do ograniczenia się do badań w sferze praktycznej jest chyba jednak argumentem nie całkiem odpowiadającym potrzebom faktycznym, jak to wynika z odpowiedzi udzielonej w tym względzie przez Sadayukiego Sakakibarę, prezesa Keidanren (Japońskiej Federacji Biznesu), który stwierdził: "Some media reported that the business community is seeking work-ready human resources, not students in the humanities, but that is not the case", dodając, że potrzebni są studenci potrafiący rozwiązywać problemy związane z zagadnieniami obejmującymi różne dziedziny nauk ścisłych i humanistycznych. Kolejną kwestią, którą premier Shinzō Abe chciałby załatwić w kwestii szkolnictwa wyższego, jest polepszenie pozycji japońskich szkół wyższych przez wprowadzenie 10 uczelni państwowych na listę 100 najlepszych uczelni świata. W tej chwili jedynie dwie uczelnie plasują się w tym rankingu (Uniwersytet Tokijski i Uniwersytet w Kyoto). Trudno sobie wyobrazić, jak cięcia w sferze nauk humanistycznych miałyby się przyczynić do osiągnięcia tego celu, skoro słyszy się też głosy, że kiepska pozycja japońskich szkół w tym względzie bierze się właśnie z niskiego poziomu nauczania tych dyscyplin na japońskich uczelniach. > Jak to skomentować?Nasuwa mi się tu taka myśl, że każde sfiksowanie (czy w prawo, czy w lewo, czy w kierunku humanistyki, czy nauk ścisłych itd.) zwykle prowadzi do zubożenia obrazu całości, a w konsekwencji niepowetowanych strat i wypaczeń. Ciekawie ujął to Takamitsu Sawa w artykule "Humanities under attack", opublikowanym w "The Japan Times": "The foundation of democratic and liberal societies is a critical spirit, which is nurtured by knowledge of the humanities. Without exception, totalitarian states invariably reject knowledge in the humanities, and states that reject such knowledge always become totalitarian."Oczywiście, Takamitsu Sawa jest rektorem Shiga University i opowiada się za utrzymaniem dotychczasowego stanu, rząd się wprawdzie temu sprzeciwia, ale przytacza argumenty nie tyle finansowe, co chyba głównie ideologiczne. Właśnie ten ostatni aspekt powoduje, że proponowane rozwiązanie budzi wątpliwości i nasuwa skojarzenia z czasami panującej między innymi u nas centralnie sterowanej gospodarki nakazowej, gdy to, co działo się w różnych aspektach życia społecznego i ekonomicznego, nie wynikało bezpośrednio z bodźców rynkowych, lecz wyobrażeń biurokratów w tym względzie. > Japończycy ... powinni wiedzieć ... co znaczy nauka i technika pozbawiona ludzkiego serca i namysłu, w którym jest miejsce na współczucie. Bowiem, jeśli chcą rzeczywiście zrezygnować z nauczania historii, należałoby ich przestrzec, że naród, który zapomina o swojej przeszłości zostanie zapomniany przez przyszłość.Na razie nie utożsamiałbym pomysłu zamknięcia kierunków humanistycznych na japońskich uczelniach z rezygnacją z nauczania historii na niższych etapach szkolnictwa, choć w dalszej konsekwencji taki obrót spraw jest oczywiście możliwy. Co do stwierdzenia "co znaczy nauka i technika pozbawiona ludzkiego serca i namysłu, w którym jest miejsce na współczucie" mam poważne wątpliwości, nie widzę bowiem, jaki związek ma mieć humanistyka (w tym i nauki społeczne) z sercem czy współczuciem. I na koniec linki do artykułów, z których zaczerpnąłem informacje o opisywanych problemach: Time: time.com/4(*)manities-social-sciences-cuts/ICEF Monitor: monitor.ic(*)nces-and-humanities-faculties/The Japan Times: www.japant(*)umanities-attack/#.VhZVn8votonFusion: fusion.net(*)umanities-and-social-sciences/
|
|
 | 3 na 3 Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
Po pierwsze, warto wziąć pod uwagę, że w związku z katastrofą demograficzną, jaka czeka Japonię w niedalekiej przyszłości, znacznie spadnie w tym kraju zapotrzebowanie na nauczycieli. Oznacza to, że wielu absolwentów kierunków humanistycznych, społecznych i pedagogicznych, zasilających szeregi nauczycieli, już niedługie nie będzie miało zbyt wielkich szans na znalezienia w kraju zatrudnienia. W związku z tym studenci, którzy widzą w studiach inwestycję w przyszłość, powinni się dwa razy zastanowić przed podjęciem decyzji o tym, jaki kierunek wybrać. Osobiście nie widzę w takiej postawie rządu nic godnego potępienia.
Po drugie, japoński rząd zachęca uczelnie do tego, by swoją ofertę edukacyjną bardziej dostosowały do przewidywanego w niedalekiej przyszłości zapotrzebowania społecznego. Jest to wyraz postawy odpowiedzialności rządu za losy młodzieży i całego państwa.
Po trzecie, japoński rząd podejmuje w ten sposób pewne działania wyprzedzające, zdając sobie sprawę, że Japonii zwyczajnie nie stać, by marnotrawić swoje zasoby. Po prostu szykują się na trudne czasy. Ciężko dostrzec w takim perspektywicznym myśleniu coś nagannego.
Po czwarte, wcale nie zanosi się na to, ze japońska humanistyka umrze z dnia na dzień z powodu zmiany polityki rządu, bo ludzie wykształceni dziś mogą być aktywni w tych dziedzinach przez kolejne kilkadziesiąt lat. Poza tym, Japończycy mogą też studiować kierunki humanistyczne za granicą i tam też poszukiwać pracy; mogą też studiować kierunki humanistyczne, społeczne i pedagogiczne na licznych w kraju uczelniach prywatnych. Rząd nikomu tego nie zabrania, ale nie będzie tego finansował tak hojnie, jak dotychczas, o czym odpowiedzialnie i z odpowiednim wyprzedzeniem poinformował rynek edukacyjny.
"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
|
|
|  | 3 na 3 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | >Po pierwsze, warto wziąć pod uwagę, że w związku z katastrofą demograficzną, jaka czeka Japonię w niedalekiej przyszłości, znacznie spadnie w tym kraju zapotrzebowanie na nauczycieli. Oznacza to, że wielu absolwentów kierunków humanistycznych, społecznych i pedagogicznych, zasilających szeregi nauczycieli, już niedługie nie będzie miało zbyt wielkich szans na znalezienia w kraju zatrudnienia. Jeśli dojdzie do niekorzystnych zmian demograficznych (nie umiem ocenić, czy katastrofa to właściwe określenie), z pewnością dotkną one nie tylko absolwentów kierunków humanistycznych, więc nie jest zrozumiałe, dlaczego tylko w tych dziedzinach uznano za stosowne podjęcie drastycznych działań redukcyjnych.
>W związku z tym studenci, którzy widzą w studiach inwestycję w przyszłość, powinni się dwa razy zastanowić przed podjęciem decyzji o tym, jaki kierunek wybrać. Ta maksyma obowiązuje zawsze i wszędzie, nie tylko w Japonii.
>Osobiście nie widzę w takiej postawie rządu nic godnego potępienia. Problematyczna jest wybiórczość tych działań (tylko humanistyka) i dopasowanie ich do z góry założonego wzorca.
>Po drugie, japoński rząd zachęca uczelnie do tego, by swoją ofertę edukacyjną bardziej dostosowały do przewidywanego w niedalekiej przyszłości zapotrzebowania społecznego. Jest to wyraz postawy odpowiedzialności rządu za losy młodzieży i całego państwa. Nie widzę tu żadnej zachęty na przyszłość, podjęte działania nie wskazują na obranie określonego kierunku, lecz co najwyżej przypominają odcięcie nożyczkami kawałka uczelnianej rzeczywistości. W doraźnym poszukiwaniu oszczędności i buńczucznym zadekretowaniu przez biurokratów, jak potoczy się dalszy rozwój społeczny, nie widzę też odpowiedzialności rządu za czyjekolwiek losy.
>Po trzecie, japoński rząd podejmuje w ten sposób pewne działania wyprzedzające, zdając sobie sprawę, że Japonii zwyczajnie nie stać, by marnotrawić swoje zasoby. Po prostu szykują się na trudne czasy. Ciężko dostrzec w takim perspektywicznym myśleniu coś nagannego. To, kiedy zasoby są marnowane, a kiedy nie, jest sprawą nader niejednoznaczną. Dogmatyczne założenie, że ta czy inna część badań naukowych podpada pod marnotrawstwo, nie jest przekonujące. Jeśli zaś chodzi o szykowanie się na trudne czasy, to znów pojawia się wątpliwość związana z wybiórczością planowanych cięć (a wybiórczość w takich kwestiach zwykle kojarzy się z ideologizacją).
>Po czwarte, wcale nie zanosi się na to, ze japońska humanistyka umrze z dnia na dzień z powodu zmiany polityki rządu, bo ludzie wykształceni dziś mogą być aktywni w tych dziedzinach przez kolejne kilkadziesiąt lat. Nikt nie napisał, że umrze z dnia na dzień.
>Poza tym, Japończycy mogą też studiować kierunki humanistyczne za granicą i tam też poszukiwać pracy; mogą też studiować kierunki humanistyczne, społeczne i pedagogiczne na licznych w kraju uczelniach prywatnych. Oczywiście, że mogą, ale chyba nie o to chodzi. Doświadczenie uczy, że brak umiaru nigdy nie jest dobry, a w tym wypadku umiar to właściwe proporcje w finansowaniu tej czy innej sfery. Przyszłość niewątpliwie pokaże, czy było to słuszne, i ewentualnie skoryguje błędy (choć wtedy koszty mogą być znacznie wyższe, niż to sobie wyobrażają elity rządzące dziś Japonią).
>Rząd nikomu tego nie zabrania, ale nie będzie tego finansował tak hojnie, jak dotychczas, o czym odpowiedzialnie i z odpowiednim wyprzedzeniem poinformował rynek edukacyjny. Tu nie chodzi o zabranianie, lecz o ograniczenia (także w finansowaniu równego dostępu obywateli do wyższej edukacji) motywowane być może uprzedzeniami, a być może po prostu niewłaściwą diagnozą sytuacji. Historia zna wiele wypadków, gdy rządzący byli głęboko przekonani, że potrafią kontrolować rzeczywistość, a życie toczyło się swoim torem, w brutalny sposób prostując te błędne wyobrażenia.
|
|
 | | Hodża (11172 punktów) | >Co do stwierdzenia "co znaczy nauka i technika pozbawiona ludzkiego serca i namysłu, w którym jest miejsce na współczucie" mam poważne wątpliwości, nie widzę bowiem, jaki związek ma mieć humanistyka (w tym i nauki społeczne) z sercem czy współczuciem.
Nauka, istotnie, wydaje się być z założenia najbardziej wyzbytą emocji dziedziną życia umysłowego. Tak być powinno, jeśli jej wyniki mają posiadać wartość obiektywną i być odzwierciedleniem zewnętrznych, nie specyficznych, lecz właśnie ogólnych właściwości materii. Tak ja pojmuję naukę i jestem w tym bliski materialistom (chociaż jest to zbieżność jedynie powierzchowna, albowiem wyjaśnienie mojego poglądu w tej mierze nie mogłoby się obyć bez próby przedstawienia rozumienia tego, czym jest materia, a to z kolei z pewnością nie jest kalką poglądów dziewiętnastowiecznych).
Ale humanistyka stanowi też pewną ramę, w której odbywa się rozwój sztuk i literatury, więc też nie da się w niej (chyba) przeprowadzić bardzo ostrego, ścisłego rozdziału między tym, co przynależne naturze dowolności ludzkiego geniuszu twórczego a tym, co stanowi dokonywaną ex post systematykę przejawów tegoż. Jako nauka przyczynia się w jakiejś mierze do zachowania pewnej kulturowej ciągłości, bez której nie zaistnieją największe osiągnięcia w tej dziedzinie.
A te zawsze krążą jak planety jakiegoś naszego wewnętrznego planetarnego układu wokół centralnych idei: miłości, nienawiści, wojny, pokoju, inności, jedności, rozdarcia, złączenia, współczucia właśnie. To się nigdy nie zmieni i jeśli nie będziemy, wspierając się na ramionach przewodników - krytyków, wielkich filologów, filozofów i historyków sztuki, podążali tymi trajektoriami, rychło okaże się, że zagubiliśmy to bogactwo, które od czasów Homera skłania niektórych z nas, by od czasu do czasu z utęsknieniem chcieć napisać słowo "człowiek" wielką literą.
Jako ideę, nigdy nie osiągalną, ale bez dążenia do której staniemy się na powrót zwierzętami.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
|  | 5 na 5 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | >Ale humanistyka stanowi też pewną ramę, w której odbywa się rozwój sztuk i literatury... Humanistyka to sfera naukowa, sztuka i literatura to sfera artystyczna. O ile niektóre działy humanistyki opisują to, co się dzieje w sztuce i literaturze, nie bardzo rozumiem, jak sztuka i literatura mają się rozwijać w ramach humanistyki. Ewentualne oddziaływania w tym kierunku są raczej incydentalne. To trochę tak, jakbyś twierdził, że muzykologia czy literaturoznawstwo stanowi też pewną ramę, w której odbywa się rozwój muzyki czy literatury. Co najwyżej w rzadkich wypadkach, zwykle jednak odbywa się to na odwrót. To humaniści (przynajmniej niektórzy) opisują poczynania artystów, ale artyści niekoniecznie kierują się w swoich poczynaniach opisami humanistów.
|
|
| |  | | Hodża (11172 punktów) | >To humaniści (przynajmniej niektórzy) opisują poczynania artystów, ale artyści niekoniecznie kierują się w swoich poczynaniach opisami humanistów.
Owszem, źródło jest w twórczości (i odtwórczości), ale chyba każdy, kto parał się obojętnie jaką dziedziną sztuki, muzyki czy pisma przyzna, że sięgnięcie do teorii bywa pomocne.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
2 na 2 Stefanowicz (2544 punktów) (zablokowany) |
>Waszym zdaniem - czy w Polsce należałoby iść tą drogą? Po co nam filozofia czy socjologia?
To dobre pytanie. Moim zdaniem powinno się zmniejszyć ilość uczelni humanistycznych; poprzez egzaminy na uczelnie podnieść poziom. Chociaż jestem przeciwnikiem takiej socjotechniki. Dobre uczelnie humanistyczne powinny "produkować" przyszłe elity polityczne. Słyszałem, że w Chinach taki urzędnik państwowy musi się najpierw sprawdzić jako przedsiębiorca. Chińczycy właśnie dzięki studiowaniu dzieł swoich filozofów, taktyków, są w stanie prowadzić skuteczną politykę. Lecz nie wiem czy kładzie się tam nacisk na humanistykę w szkołach podstawowych, czy dopiero na studiach. Mandarynów mają genialnych, to wynik wielowiekowego dorobku w tej sferze. Co do Polski uważam, że studia humanistyczne są ważne.
"Historia magistra vitae est" - Marek Tulliusz Cyceron.
|
|
 | | pentagon (14 punktów) | > Chociaż jestem przeciwnikiem takiej socjotechniki. Dobre uczelnie humanistyczne powinny "produkować" przyszłe elity polityczne.
Brednie populistyczne. Rządy powinna stanowić reprezentatywna grupa, czyli średniacy.
Rządy elit to rządy elitarne (autokratyzm w praktyce), czyli prosta droga do wyzysku większości, poprzez jakieś uprzywilejowane grupki, klany, kliki, bandy, korporacje, itp., co obecnie ma miejsce.
> Słyszałem, że w Chinach taki urzędnik państwowy musi się najpierw sprawdzić jako przedsiębiorca. Chińczycy właśnie dzięki studiowaniu dzieł swoich filozofów, taktyków, są w stanie prowadzić skuteczną politykę. Lecz nie wiem czy kładzie się tam nacisk na humanistykę w szkołach podstawowych, czy dopiero na studiach. Mandarynów mają genialnych, to wynik wielowiekowego dorobku w tej sferze. Co do Polski uważam, że studia humanistyczne są ważne.
I dlatego tam ta nędza trwa, ponieważ od wielu wieków tak było.
|
|
|  | | Hodża (11172 punktów) | >Rządy powinna stanowić reprezentatywna grupa, czyli średniacy.
Tzw. średniacy, jak ich nazywasz, przeważnie mają nikłą wiedzę z zakresu prawa, administracji, metod zarządzania itd. itp. i trudno byłoby oczekiwać, by rządy sprawowane przez nich bezpośrednio nie zakończyły się totalnym pieprznikiem w wyniku paraliżu decyzyjnego. Prędzej czy później w sposób nieunikniony wyłania się z takiej grupy jakaś reprezentacja - czyli zaczątek elit.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
| |  | | pentagon (14 punktów) | >>Rządy powinna stanowić reprezentatywna grupa, czyli średniacy. >Tzw. średniacy, jak ich nazywasz, przeważnie mają nikłą wiedzę z zakresu prawa, administracji, metod zarządzania itd. itp. i trudno byłoby oczekiwać, by rządy sprawowane przez nich bezpośrednio nie zakończyły się totalnym pieprznikiem w wyniku paraliżu decyzyjnego. Prędzej czy później w sposób nieunikniony wyłania się z takiej grupy jakaś reprezentacja - czyli zaczątek elit.
Masz typowe urojenia, i wynikające zapewne z tej permanentnej indoktrynacji, którą stale widać w telewizji, radiach i gazetach. Wszelkie te media sieją propagandę prorządową, bo grają, i z przymusu, wedle zadanych odgórnie reguł.
A prawda jest dość oczywista: ta elita faktycznie na niczym konkretnym się nie zna, a jedynie na samym rządzeniu, czyli czerpaniu korzyści ze swojej uprzywilejowanej pozycji!
Do podejmowania wszelkiego rodzaju decyzji, każdy taki rząd elitarny i tak używa tzw. ekspertów, czy fachowców, specjalistów, którym płaci za odpowiednio przygotowane raporty!
Pojawia się pytanie: 1. kim są ci fachowcy, eksperci? 2. po co im te elity, skoro jest jasne, że oni sami rządziliby najlepiej?
Ad. 1 to są właśnie średniacy - technicy, inżynierowie, nauczyciele, itp. Ad. 2 nie są im potrzebne żadni elitarni mocodawcy!
Elita to ten śmieszny, nieważny marginesik, który pojawia się całkiem naturalnie w każdym środowisku, podobnie jak i ten drugi - przeciwny biegun: imbecyle, bandyci, dewianci, itp.
Powierzenie rządów jakiejkolwiek mniejszości jest błędem! I nie ma tu większego znaczenia, czy będzie to: elita, kretyni, bogowie, czy też inna szczególna grupka.
|
|
| | |  | | Hodża (11172 punktów) | >A prawda jest dość oczywista: >ta elita faktycznie na niczym konkretnym się nie zna,
Nie pisałem czy i na czym się zna ta czy inna elita. Owszem, można wskazać znane z historii przypadki degeneracji elit - nie wnikam w to w tym momencie czy i na ile dzisiejsza śmietanka społeczna jest zwykłą szumowiną. Wskazałem tylko na pierwociny zjawiska.
>Elita to ten śmieszny, nieważny marginesik, który pojawia się całkiem naturalnie w każdym środowisku, podobnie jak i ten drugi - przeciwny biegun: imbecyle, bandyci, dewianci, itp.
Nie pojawia się, bo to nie jest zjawisko atmosferyczne, tylko wyłania, a to się dzieje w wyniku różnorodnych procesów, z których jednym z ważniejszych są zasługi (domniemane bądź rzeczywiste) - w dziedzinie obronności (elity arystokratyczne wywodziły się z rycerstwa, klasy wojowników), później doszły zalety innego rodzaju: w dziedzinie gospodarki czy finansów (rody kupieckie, bankierskie, wielkich przemysłowców), podobnie w dziedzinie sztuki (ci, którzy uzyskali rozgłos swoimi twórczymi dokonaniami). Porównywanie zjawisk, które doprowadzają do wyłonienia grup społecznych postrzeganych przez ogół jako górujących pod jakimś względem nad resztą, z kryminalnym marginesem, świadczy o całkowitej ignorancji w temacie, który spłyciłeś w sposób zaiste prostacki. Jak choćby prostacki jest sąd, jakoby w dzisiejszej złożonej społecznej rzeczywistości istniała jakaś jedna elita; każda niemal dziedzina posiada dziś swoje szczyty, które są zwykle tworzone przez ludzi całkiem przeciętnych w pozostałych dziedzinach życia społecznego, czy to mowa o działaniach artystycznych, naukowych, ekonomii czy polityce. Radzę mniej demagogii, to i dyskusja może się rozwinąć w bardziej interesującym kierunku.
Pozdrawiam.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
| | | |  | | pentagon (14 punktów) | > Owszem, można wskazać znane z historii przypadki degeneracji elit - nie wnikam w to w tym momencie czy i na ile dzisiejsza śmietanka społeczna jest zwykłą szumowiną. Wskazałem tylko na pierwociny zjawiska.
Nie ma żadnego znaczenia, czy ta elita to autentyczna elita, czy też degeneraci.
>Nie pojawia się, bo to nie jest zjawisko atmosferyczne, tylko wyłania, a to się dzieje w wyniku różnorodnych procesów, z których jednym z ważniejszych są zasługi (domniemane bądź rzeczywiste) - w dziedzinie obronności (elity arystokratyczne wywodziły się z rycerstwa, klasy wojowników), później doszły zalety innego rodzaju: w dziedzinie gospodarki czy finansów (rody kupieckie, bankierskie, wielkich przemysłowców), podobnie w dziedzinie sztuki (ci, którzy uzyskali rozgłos swoimi twórczymi dokonaniami). Porównywanie zjawisk, które doprowadzają do wyłonienia grup społecznych postrzeganych przez ogół jako górujących pod jakimś względem nad resztą, z kryminalnym marginesem, świadczy o całkowitej ignorancji w temacie, który spłyciłeś w sposób zaiste prostacki. Jak choćby prostacki jest sąd, jakoby w dzisiejszej złożonej społecznej rzeczywistości istniała jakaś jedna elita; każda niemal dziedzina posiada dziś swoje szczyty, które są zwykle tworzone przez ludzi całkiem przeciętnych w pozostałych dziedzinach życia społecznego, czy to mowa o działaniach artystycznych, naukowych, ekonomii czy polityce. Radzę mniej demagogii, to i dyskusja może się rozwinąć w bardziej interesującym kierunku.
Nie ma znaczenia jak powstaje ta grupa. Wystarczy sam fakt, że ona zawsze istnieje i będzie istnieć, bowiem z przyczyn czysto statystycznych.
Pytanie: dlaczego średniacy mają rządzić, skoro są na pewno głupsi od elity?
Odpowiedź jest prosta: ilość tu decyduje. nawet geniusz jest zawsze głupszy od miliona średniaków; bo to tylko jednostka, zatem ma zbyt małe doświadczenie - milion razy mniejsze od miliona osób!
|
|
| wsx666 (1067 punktów) |
>Ale czy te słowa mogą być zrozumiane w kraju, w którym dla wielu starszych osób najlepszym towarzyszem są gadające lalki?
To może niech zrobią tak...niech nie zamykają tych uczelni humanistycznych. Sami niech zajmą się konstruowaniem robotów, a potem niech wyślą roboty na te uczelnie po to...aby było na starość o czym z tymi robotami pogadać. I wilk syty i owca cała.
Pozdrawiam.
|
|
1 na 1 | Versor (2 punktów) |
>Waszym zdaniem - czy w Polsce należałoby iść tą drogą? Po co nam filozofia czy socjologia?
Z całą pewnością należałoby iść tą drogą. Zlikwidowanie kierunków humanistycznych na państwowych uczelniach to zdecydowany krok w stronę szerzenia rzetelnej wiedzy o ekstatycznie pięknej, harmonicznej i eleganckiej rzeczywistości- i odcięcia się od ulotnego, kruchego zabobonu. Jedno mnie jednak zastanawia- czy ostrożnym jest wrzucanie filozofii z socjologią do jednej szuflady?
Filozofia jest znakomitą rozrywką godną intelektualisty. Nigdy nie wysuwała ona poważnych pretensji do miana nauki, więc zasadniczo ciężko mieć do niej jakiekolwiek zastrzeżenia. Czy moralnym jest odbieranie wynagrodzenia ciężkich trudów robola Kowalskiego by zaspokoić głód finezyjnych mózgów lubujących się w snuciu imaginacji podczas sesji w wygodnym fotelu- to już inna para kaloszy. Moim zdaniem to wyrzucanie pieniędzy w błoto- i wyraz pogardy zarówno dla prostego plebsu, jak i inteligencji uprawiającej poważne badania.
Z socjologią sprawa ma się nieco inaczej. Socjologia udaje naukę- i robi to na tyle skutecznie, że jako naukę się ją traktuje. Tymczasem w całe to przedsięwzięcie opiera się na analizie obserwacji, a następnie wyciąganiu wniosków z kapelusza, które są zatwierdzane lub nie przez jaśnie oświecone środowisko socjologów- przy okazjonalnym powoływaniu się na "autorytety" i inne bzdety. Cały ten cyrk gra w najlepsze, w czasach, kiedy od kilku dekad posiadamy poważne narzędzia do nauk społecznych(cybernetyka, fizyka sieci, etc.)! Coś takiego powinno być natychmiastowo zamknięte, niezależnie od losu innych dyscyplin humanistycznych.
Wracając do kwestii brania/ nie brania przykładu z Japończyków- tak, powinniśmy podążyć ich śladem. Niech kółka wzajemnej adoracji różnych "szkół" filozoficznych spotykają się na prywatnych akademiach. Niech miłośnicy dziwacznych eksperymentów społecznych uczciwie pozyskają pieniądze na swoje "badania"- zamiast odbierać je robolowi Kowalskiemu, który nie odczuje z tego żadnych korzyści w ciągu swojego prostego życia. Dzięki inżynierom, fizykom, biologom czy informatykom życie robola Kowalskiego z dekady na dekadę staje się coraz prostsze i tańsze. Bajanie (proszę nie odebrać tego negatywnie, ja kocham filozofię!) filozofów i genderologów tylko uczyniło go zabobonnym ignorantem- którym mógłby się nie stać, pomny, że nie zapłacił ani złotówki za ich rozrywkę.
|
|
 | | Hodża (11172 punktów) | > Z socjologią sprawa ma się nieco inaczej. Socjologia udaje naukę- i robi to na tyle skutecznie, że jako naukę się ją traktuje. Tymczasem w całe to przedsięwzięcie opiera się na analizie obserwacji, a następnie wyciąganiu wniosków z kapelusza, które są zatwierdzane lub nie przez jaśnie oświecone środowisko socjologów- przy okazjonalnym powoływaniu się na "autorytety" i inne bzdety. Cały ten cyrk gra w najlepsze, w czasach, kiedy od kilku dekad posiadamy poważne narzędzia do nauk społecznych(cybernetyka, fizyka sieci, etc.)! Coś takiego powinno być natychmiastowo zamknięte, niezależnie od losu innych dyscyplin humanistycznych.
Nie ma co popadać w tego rodzaju skrajności. Owszem, nie tylko socjologia ma ten problem, również a nawet jeszcze bardziej jest ten aspekt braku weryfikowalności i powtarzalności (nie wspominając o możliwości przeprowadzania eksperymentów) jest dyskutowany w przypadku ekonomii. Był nawet ostatnio dość ciekawy artykuł na "Guardianie", w którym autor podważył sens nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii zwracając właśnie uwagę na nienaukowość tej dziedziny i to, jak szybko niektóre teorie nagrodzone przez sztokholmską akademię były znoszone przez bieg realnych wydarzeń.
Rzecz cała moim zdaniem polega na tym, że nie da się zastosować tych samych kryteriów poznawczych w naukach humanistycznych, w których opis jakościowy jest dominujący, co w ilościowych z natury naukach matematyczno-przyrodniczych. Ale to nie oznacza, że te dziedziny wiedzy mają być skazane na jakąś "pseudonaukowość" czy wręcz dryfować na manowce szarlatanerii (choć takie zjawiska też mają miejsce, jak to zresztą słusznie wyśmiano w przypadku całego postmodernistycznego bełkotu). Owszem, powinny tam, gdzie to możliwe i na ile to możliwe, korzystać z narzędzi i ustaleń "twardej", zmatematyzowanej wiedzy; ale nie zawsze jest to możliwe, jak choćby w przypadku historii, która siłą rzeczy zazwyczaj boryka się z niedostatkiem źródeł i cząstkowością obrazu minionych wieków. Ale to nie oznacza przecież, byśmy mieli uznać, że historia nie dostarcza nam żadnej wiedzy a historycy nie są naukowcami albo że ich praca jest jałowa.
Istnieje tu ciekawe zagadnienie z obszaru epistemologii i konieczność wypracowywania standardów naukowości właściwych każdej z dziedzin - w miarę możliwości wspólnych dla jak najszerszego ich spektrum. Ale też nie zawsze tego rodzaju standardy są możliwe do ustalenia.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|