 |
Kilka uwag na temat Woltera i nie tylko Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 01-08-2002 08:34 | Alfons Van Worden | Kilka uwag na temat Woltera i nie tylko | Zgodnie z obietnicą daną Panu Mariuszowi w księdze gości, choć z pewnym opóźnieniem, zamieszczam poniżej cytat z Woltera, o którym wcześniej wspominałem. Brzmi on dokładnie tak :"Nie wahajmy się zniesławiać autorów o odmiennych poglądach, sączmy podstępnie jad podejrzeń. Niech ludzie się dowiedzą o podłościach przeciwnika, przedstawiajmy go w jak najgorszym świetle...JEŚLI FAKTY TEMU PRZECZĄ, ZMYŚLAJMY [ podkreślenie moje ], nie przemilczajmy żadnego z ich błedów, żadnej z wad [ ... ]. Podburzajmy sędziów, żądajmy kar". Cytuję ten fragment za : Pierre Gaxotte, "Rewolucja Francuska", Gdańsk 2001, str. 70. Kiedy czytam powyższą wypowiedź nasuwa mi się nieodparcie skojarzenie ze znaną maksymą Józefa Goebbelsa, który zalecał swoim podwładnym powtarzanie kłamstwa tak długo, aż stanie się prawdą. Czy oświeceniowi pisarze naprawdę mogą uchodzić za wiarygodnych świadków historii ? Uprawiali przeciez publicystykę polityczną w służbie określonej ideologii. Wydaje mi się, że w podejściu do ich twórczości konieczne jest trochę więcej krytycyzmu. A krytycyzm to przecież nieodłączna część światopogladu każdego racjonalisty. Czyżby Wam tego krytycyzmu zabrakło ? Bierze Pan, Panie Mariuszu, na wiarę wszystko, co oświeceniowi filozofowie pisali w swoich propagandówkach ? Proszę też o rewanż - chciałbym wiedzieć, gdzie mogę odnaleźć wymieniony przez Pana cytat ze św. Hieronima.
|
| Mariusz Agnosiewicz | Chciałbym znać kontekst tej wypowiedzi. Bo przecież nie było tak, że Wolter tworzył potwarze dla ludzi o odmiennym niż on poglądzie. Głosił przecież nieco inną postawę, domagał się tolerancji: "Nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale do śmierci będę bronił twojego prawa do wypowiadania tego, co myślisz". Pan doskonale musi wiedzieć, że kościoły 'o niebo' w propagandzie górowały nad publicystami oświecenia i takie porównywanie do Goebbelsa jest nieco niepoważne. Filozofie uprawiali propagandę wolności i tolerancji, tudzież wyzbycia się zabobonów. Czyż to niesłuszne? Oczywiści nic nie usprawiedliwia propagandowego kłamstwa, które jest złem i się nie relatywizuje. Jeśli gdzieś to popełniono - należy to demaskować. Pojawia się tam wtrącenie o sędziach i karach. Więc zdaje się, że wiem o co chodzi. Wiadomo, że Wolter poświęcił się walce przeciwko prześladowaniom religijnym i toczył na tym polu wiele batalii. Calas (on tak nie kłamał, tylko nieco podbarwił, aby przydać dramatyzmu - fakt, że Calas został niesłusznie skazany jest niepodważalny) - odniósł sukces, choć spóźniony. Sirvenowie, La Barre i in. La Barre skazano za to pod co i ja pewnie czasami bym podpadł - za bluźnierstwo: wyrwanie języka, tortury, ścięcie i spalenie (trybunał w Abeville). Jeśli w takich okolicznościach to wypowiedział... Niestety się nie udało, a 19-katek zginął po mękach. O wolności i poszanowaniu przeciwnego zdania mówił, ale nie wyobrażam sobie aby wobec takich postępków i takich 'przeciwników' zachować całą rycerskość. Mniejsza z tym: nie relatywizujmy. Proszę nie myśleć, że Racjonalista powstaje na podstawie pism Woltera, choć pod jego patronatem. Zresztą u nas było tylko kilka dzieł jego. Ale to jest inna sytuacja: my jesteśmy stale dostępni pod obstrzał wiernych i ich myślicieli. Nawet jeśli wystąpi jakaś pomyłka, to szybko jest ona weryfikowana, gdyż wielu tylko po to na śledzi i czyta (ileż zakonników!). Zawsze była księga gości, gdzie można wpisywać krytyczne uwagi i zastrzeżenia, a teraz jest jeszcze doskonalej, bo na forum można lepiej wyświetlać nasze potknięcia - nikt nie jest doskonały, choć jeden mówi, że jest nieomylny czasami. Jeśli okazuje się, że gdzieś jest błąd merytoryczny, to on nie zostaje, lecz jest wkrótce poprawiany [te zebro też zreszta niedlugo poprawie]. Tym samym witryna stale się merytorycznie wznosi w górę - chce tego Pan czy nie. Co przyznają nawet nasi przeciwnicy: "...jestem czytelnikiem Klerokratii. Może nie zagorzałym fanem, ale szanuję ludzi, którzy rzeczowo argumentują swój światopogląd, swoje zdanie itd. (...) w Pańskich tekstach oprócz niekłamanej fachowości cenię lekkość pióra i to zacięcie, z jakim Pan broni swojego zdania. (Chciałbym żeby moi uczniowie umieli tak bronić swoich poglądów)" (o. Jeremiasz OFM). Wiem, że wobec tego wielu naszych oponentów, kiedy tylko znajdzie jakiś błąd, jest tym tak zafascynowana i podekscytowana, że natychmiast ogłasza: wasza witryna to banialuki i kłamstwa. Cóż, rozumiem to. Ale niestety jest to zbyt naiwna radość: tak jak z Deschnerem. On opisuje taką masę błędów, grzechów i nadużyć kościoła, że normalne jest, że na tych tysiącach stron znajdzie się coś co można zakwestionować. Ponadto Deschner o ile jako faktograf jest źródłem nieocenionym, o tyle czasami jeśli zabiera się za wnioski i uwagi, to ma skłonność do widzenia wszystkiego czarno-białym. Oczywiście nie zawsze jest to nieuzasadnione, ale często trzeba dostrzec głębsze motywacje i przez to deschner oslabia swoja argumentacje i swoje fakty, któe w takiej obfitości podaje. Niemniej jednak jako źródło jeśli idzie o same fakty jest naprawdę dobry. Tymczasem znalazlem kiedyś tekscik (nie pamietam gdzie to bylo, ale chyba na stronie Apologetyka czy Katolik), pana Lewandowskiego, który owcom ogłosił: nie martwicie się Deschner to KŁAMCA. I jak tego dowiódł? Otóz z jego przeolbrzymiej historii kosciola wydobył kilka, chyba dosłownie 10 drobniutkich fakcików, któe poddał w watpliwość i mówi, że skoro to jest błędne to cała hisotria kosciola tez jest blędna. Czyz to nie głupota, Panie Wordenie? Nawet mi się na to nie chciało odpowiadać, tylko wskazałem na witrynie, że pan Jan pomylił się sam w jednym ze swoich argumencików. A jak by kto przysiadł to pewnie by jeszcze coś u pana Jana zakwestionował. ale nie kopmy leżącego... Moje teksty z ostatnich miesięcy też już pisane są z o wiele lepszym warsztatem: korzystam również ze źródłem strony przeciwnej, przez co czasami poprawiam autorow nazbyt zapalonych antyklerykalnie. Takim jest na pewno Deschner i ja od niego juz teraz biore tylko fakty, a nie wywody (nie że się myli stale, ale że czasami można napisać to lepiej i trzeźwiej). Tak więc jeśli któryś z naszych autorów się myli - macie możliwość wytykania nam tego. My zarazem zapewniamy, że robimy wszystko aby tego unikać, gdyż zdajemy sobie sprawę ze śledzących nas pilnie oczu, których stale przybywa. Wolter napisał też: "Zapomnijmy o majaczeniach wielkich ludzi, pamiętajmy o prawdach jakich nas nauczyli" To się tyczy również jego samego. Pozdrawiam
|
|
 | | Mariusz Agnosiewicz | Zapomniałem jeszcze podać tego Hieronima. Cyt. podane za: Ostatnia dyktatura... - Rik Devillé, Da Capo, Warszawa 1994, s.104
|
|
 | | Alfons van Worden | Jeszcze kilka słów o Wolterze | Żeby była jasność - ja w pełni uznaję fakt, że Wolter prowadził na polu publicystyki walkę z fanatyzmem i prześladowaniami religijnymi. Nie neguję, że cel był szlachetny. Intencje być może też - nigdy ich nie poznamy, bo wglądu w umysł autora nie mamy. Wydaje mi się jednak, że przytaczając wypowiedzi tego typu autorów w tekstach pretendujących do roli historycznych, powinno się zachować trochę więcej ostrożności. Zależy Panu na przedstawianiu rzetelnych faktów i właściwym ich dokumentowaniu ? Sądzę, że tak. Trzeba się więc zdecydować - albo zamieszcza się teksty naukowe poparte solidnymi dowodami zawartymi w przypisach, albo uprawia się publicystykę - w tym wypadku przypisy zupełnie nie są potrzebne. Tekst ma przeciez tylko grać na emocjach czytelnika. Pan stara się pisać rzetelne teksty jednocześnie podając filozofów jako autorytety w sprawach historycznych - chyba nie tędy droga. Zastanawia się Pan, czemu tak się w tej sprawie wymądrzam ? Jestem historykiem. Na takie rzeczy zwracam uwagę. Wracając do samego Woltera, chciałem jeszcze na jednym przykładzie pokazać panu, że choćby nie wiem jak szlachetne były założenia i hasła, dość łatwo znaleźć dowody tendencyjności takich zaangażowanych społecznie filozofów. Proszę zwrócić uwagę na taki fakt : w "Traktacie o tolerancji" nasz bohater nie pozostawia czytelnikowi żadnych wątpliwości, że uważa się za katolika. W rozdziale 11 "Nadużycie nietolerancji" używa określeń "nasz Kościół", "nasza wiara" itp. W rozdziale 14 nazywa Chrystusa Bogiem. Gdzie indziej pisze wprost : "Jestem, Bogu dzięki, dobrym katolikiem..." ( "Traktat...", Warszawa 1988, s. 97 ). Tymczasem w zbiorze aforyzmów tego samego autora znalazłem następujące fragmenty : "Prawdziwe dzieje Jezusa to prawdopodobnie dzieje sprawiedliwego człowieka [ ... ] Potem zrobiono zeń proroka, a po trzech stuleciach Boga". W innym miejscu : "Wszelki dogmat jest czymś śmiesznym i złowrogim" ( Wolter, "Aforyzmy", Warszawa 1976, s. 44 ). Krótko mówiąc - tym razem przyznaje wprost, że nie jest katolikiem. Bo co innego oznacza zanegowanie boskości Chrystusa ? Nasuwa się więc wniosek, że ten człowiek grał najróżniejsze role w zależności od koniunktury. Pisząc dla katolików przedstawiał się jako jeden z nich - zatroskany o stan swojego Koscioła. Innym razem stawia się na stanowisku przeciwnym. Jak to świadczy o jego ogólnej wiarygodności ? Czy nie było też dwulicowością wychwalanie pod niebiosa interwencji Katarzyny II przeciwko polskim patriotom i twierdzenie, że odbyło się to pod "sztandarem tolerancji" i praw człowieka ? Wie Pan na pewno, że autor był szczodrze przez "Semiramidę Północy" obdarowywany. Tyle o Wolterze. Interesuje mnie jeszcze jedna rzecz. Jak Pan sobie tłumaczy fakt, że uczniowie racjonalistycznych filozofów, czyli animatorzy Rewolucji zwanej Francuską wcieliwszy w życie tek szczytne idee natychmiast dopuścili się zbrodni na ogromną skalę ? Jak to się mogło stać ? Czy tylko ludzka zła wola spaczyła szlachetne ideały, czy może problem leży w samej naturze tych idei ? Nie tylko o wybrykach Inkwizycji mozna dużo pisać. Racjonaliści przy władzy też dali próbkę swoich możliwości. Jak Pan może ich usprawiedliwić ? Pozdrawiam...
|
|
|  | | Mariusz Agnosiewicz | Odp: Jeszcze kilka słów o Wolterze | Panie Wordenie >Pan stara się pisać rzetelne teksty jednocześnie podając filozofów jako autorytety w sprawach historycznych Ale ile tego jest? Niewiele. Kiedyś przyjąłem zły sposób pisania tekstów, na podstawie dostępnej literatury, ale bez przypisów o źródłach, później kilka razy zdarzylo się tak, że mnie pytano: skąd to masz. I ja wpadalem, gdyż nie byłem później w stanie odszukać skąd to wziąłem, a w domu mam mala biblioteke, samych ksiazek o tej tematyce mam kilkaset. Lecz obecnie robie to z przypisami i można sprawdzać. A ile tam jest z filozofów? Tylko trochę z Woltera i może jakieś okruchy od innyc, ale to drobnostka. Druga sprawa: przecież Wolter był historykiem. Nawet dobrym, napisał wiele historycznych dzieł, a także pierwsze dzieje ze świeckiego punktu widzenia, z odsiewaniem cudownosć, pierwsze dzieje religii, etc. Kilka jego ciekawych wypowiedzi o tym przedmiocie i o jego metodzie za którą był ceniony: "Mniej dlatego dbałem o gromadzenie faktów, często sprzecznych i zasłaniających perspektywę , niż o wybór najważniejszych i najgłębiej ukrytych, od których snuje się przewodnia nić, pozwalająca na stopniowanie dziejowego rytmu ludzkości, poznawalnej w instytucyach i zwyczajach. Zadaniem mojem było dać historyę opinii publicznej i tą objęty i skuty chaos przewrotów, rozłamów historycznych zbrodni uczynić godnym spojrzenia mądrych." (Rémarque de l'Essaie sur les Mouers); "Pra -; początki historyi leżą na kresach bytu narodów. Kilka ogólnikowych kronikarskich zapisków, przechowywanych w świątyniach i grodach warownych dają początek starej umiejętności dziejopisania. Każda nieszczęśliwa wojna groziła jej zagładą. Podobna do rozdeptanego mrowiska, powstawała i ginęła po stokroć kronika -; wzór syzyfowej pracy, wystawionej na wszystkie katastrofy żywiołowej przemocy i przypadku, które przekazać potomnym było troską pierwszych kronikarzy. I trzeba było lawiny wieków i wielozmiennego bogactwa losów, aby wreszcie doszedł nas ten napoły ludzki, niemowlęcy bełkot pierwszej opowieści." (Essaie sur les mouers); "Ostatecznie, pierwotną krew i mózg użycza historyi -; bajka. I gdy filozofia przedziera się skroś te przepastne mroki minionych czasów, przychodzi jej w drodze obcować z chimerą człowieka, tak nieskończenie oślepionego trwałością wiekowych błędów, że wyprowadzić tego "ducha czasu" na światło dzienne jest niekiedy daremnem zadaniem tytanów. Odbudowa prawdy! Słowa... Odbudowę poprzedzać musi zburzenie całego lasu faktów, zmyślonych dla tryumfu -; kłamstwa. Ale puszczę dziewiczą wyciąć w pień lub spalić nie jest to samo, co dotrzeć do jej wnętrza. Cóż pozostanie po takiej straszliwej młócce?... Plewy... Ziarno przy "odbudowie", zmełło się kiedyś niepostrzeżenie na proch i perz." Niestety u nas nie publikowano jego kiążek za bardzo. Napisał chyba ponad 20000 stron tekstu, a u nas jedynie kapka.
>Proszę zwrócić uwagę na taki fakt : w "Traktacie o tolerancji" nasz bohater nie pozostawia czytelnikowi żadnych wątpliwości, że uważa się za katolika.
I tutaj błąd! Niestety nie wychwycił Pan w tym wszystkim ironii, znanej tam wszystkim jego czytelnikom w owym okresie. Okresie, gdzie były przecież jeszcze prześladowania i musiał pisać za pomocą wybiegów, paraboli. Ale nigdy nie udawał katolika ! To co Pan znalazł w zbiorze aforymów to ja mógłbym cytować nieustatnnie -; tak wiele było podobnych. Aby to Panu uzmysłowić chciałbym przytoczyć innego niedowiarka na wskroś -; Michela de Montaigne. On w swoich próbach, gdzie wywraca całe chrześcijaństwo do góry nogami, czyni to tak subtelnie i za pomocą takich wybiegów, że wielokroć się śmiałem czytając gdy po jakimś 'twardszym' ustępie zaraz 'puszcza oko' do cenzorów i inkwizytorów, np.: "Znam pewnego człeka, nie byle jakiej powagi, o wielkiej nauce, który wyznał mi, iż otrząsnął się z błędów niedowiarstwa właśnie za pomocą argumentów Sebonda. I kiedy się je nawet obedrze z tej ozdoby i pomocy, i przytwierdzenia wiary, i weźmie za wymysły czysto ludzkie, aby zwalczać nimi tych, którzy popadli w okropne a przeraźliwe mroki bezbożności, i wówczas okażą się jeszcze tak mocne i skuteczne, jak, w porównaniu z nimi, żadne inne. (...) Dla niedowiarka wszystkie pisma zdają się trącić niedowiarstwem; zakaża własnym jadem niewinną materię. Ci ludzie cierpią na niejakie uprzedzenie sądu, które im każe znajdować mdłym smak racyj Sebonda. [On tutaj pisze o dziele pobożnego sebonda, które 'broni', aby sprowadzić je i chrześcijaństwo ad absurdum. Jest oczywiście niedowiarkiem, ale widzimy jakie miota epitety przejaskrawione i ironiczne wobec 'niedowiarstwa'] (...) Wolność tedy i swawola owych starożytnych duchów wydała w filozofii i w ludzkich umiejętnościach wiele sekt o rozmaitych mniemaniach. Każdy przyznawał sobie prawo sądzenia, wybierania i przystawania do jakiej chciał partii. Ale obecnie, gdy ludzie idą wszyscy jednym torem, Ci, którzy się oddali i poświęcili jakimś pewnym i oznaczonym, i określonym zdaniom, muszą bronić nawet tego, czego nie pochwalają. Cic. Tusc. II, 2., gdy ćwiczymy się w sztukach z ramienia urzędowej powagi i nakazu, tak iż szkoły mają jeden wzór i podobną ustawę, i określoną dyscyplinę, nie patrzy się już na to, co moneta waży i ile warta, lecz każdy z kolei przyjmuje ją za tę cenę, jaką powszechna zgoda i kurs jej nadają. Nie chodzi o treść, jeno o użytek." Również Wolter musiał w niektórych dziełach przyjmować tę taktykę (proszę zwrócić kiedy i gdzie były wydawane, nie wszędzie musiał pisać wybiegami). Jak bardzo był przekorny świadczy pewien zabawny fakt: Swoją antyklerykalna tragedię Mahomet (którą upozorował na dzieło o religii islamskiej, lecz z zupelnie wyraznymi i oczywistymi aluzjami do kosciola katolickiego -; podarowal ...papieżowi, aby zeń zadrwić. Jednak papież, Benedykt XVI, nie w ciemię bity odwiedzięczył się temu antychrześcijaninowi podobnie i udzielił mu pasterskiego blogoslawienstwa.
|
|
| |  | | Mariusz Agnosiewicz | Wolter nie byl oczywiście bez wad. On tak by nawet nie chciał: rzeźba którą mu wykonano, przedstawiająca chuderlaka i slabowitego człowieka, jak trzcinę na wietrze świadczy o tym dobitnie. Przytoczę może moją wcześniejszą wypowiedź: Nie aspirował do wyzbycia się namiętności i ludzkich słabostek. Potrafił jednak wznosić się ponad przeciętność, o czym świadczą choćby jego batalie w obronie niesłusznie i niesprawiedliwie osądzonych. W sprawie Calasa, protestanta, niesłusznie oskarżonego i skazanego na łamanie kołem przez katolicki "wymiar sprawiedliwości", Wolter poświęcił trzy lata swoich starań i "wrzawą napełnił całą Europę". Choć nie zapobiegł wyrokowi, doprowadził jednak do wznowienia procesu po jego śmierci, który wykazał niewinność Calasa i zakończył się jego rehabilitacją, co miało znaczenie dla rodziny umęczonego. Podobnie występował w obronie Sirvena, czy la Barre'a. Niestrudzenie uprawiał również propagandę na rzecz humanitaryzacji prawa karnego, podejmując myśl prekursora w tej dziedzinie - Cesare Beccaria (dzieło jego życia - na Indeksie, ma się rozumieć) On nie miał ambicji aby być nieskazitelnym wzorem postępowania i czystości moralnej, chciał być jeno człowiekiem, ze wszelkimi tego skutkami, nie alienował się od spraw człowieczych, nie miał być nadczłowiekiem bujającym w chmurach, chciał aby wołano na jego widok: Ecce homo. Jak pisze Władysław Tatarkiewicz w Historii filozofii: "...nieokiełznaną ambicję osobistą, mściwość, próżność i interesowność, łączył ze szczerym odczuciem spraw społecznych i poczuciem sprawiedliwości. Akcja jego była humanitarna, ale zarazem destrukcyjna. Toteż przez jednych był uważany za wcielenie szatana, przez innych zaś był wielbiony jako największy dobroczyńca ludzkości." Cóż z tego że nie popierał Polski? Ja na jego miejscu też bym nie popierał. Sami Polacy mieli z tym wielkie problemy i raczej też nie popierali, spiskując z kim tylko się dało. Co dopiero Francuz, wielki myśliciel, jakże mógł on popierać taki kraj?! To był obowiązek każdego Polaka-obywatela, ale nie cudzoziemca, który może co najwyżej darzyć inny naród sentymentem z racjonalnych pobudek, których jednak Polska nijak nie mogła Wolterowi podówczas dostarczyć. On przecież w Polsce krytykował przede wszystkim anarchię i nietolerancję, zgubną dla Polski. W poemacie O prawie przyrodzonym pisał: "Polak równie w swych czynach jak w mówieniu śmiały Słowem jednym bieg Seymu zatrzymuje cały" Krytykował więc to co było złe, chwaląc zjawiska pozytywne. W powiastce Człowiek o czterdziestu talarach czytamy: "Wszystkie owe wzory ciekawości , wiedzy i smaku znikły niebawem wobec wielkiego widowiska, jakie cesarzowa rosyjska i król polski dali światu. Podnieśli właśnie zmiażdżoną ludzkość, ustanowili wolność sumień na przestrzeni o wiele obszerniejszej niż dawne cesarstwo rzymskie. To dobrodziejstwo wyświadczone rodzajowi ludzkiemu, ten przykładny dany tylu dworom, które uważają się za wielce polityczne, uczczono, jak na to zasługują. Pito na zdrowie carowej, króla-filozofa i prymasa-filozofa, i życzono im wielu naśladowców." Chwalił więc króla Stanisława Augusta i prymasa Michała Poniatowskiego za walkę z ciemnotą poprzedniej epoki, za wątki oświeceniowe w ich rządach. Wprawdzie dał się zwieść Katarzynie, która celowo go mamiła, aby zyskać jego pióro, lecz miał on taką słabość, a errare humanum est - jak wiadomo...
>Interesuje mnie jeszcze jedna rzecz. Jak Pan sobie tłumaczy fakt, że uczniowie racjonalistycznych filozofów, czyli animatorzy Rewolucji zwanej Francuską wcieliwszy w życie tek szczytne idee natychmiast dopuścili się zbrodni na ogromną skalę ? Jak to się mogło stać ? Czy tylko ludzka zła wola spaczyła szlachetne ideały, czy może problem leży w samej naturze tych idei ?
Jakich idei? Owszem jest to kwestia idei tyle, że nie Woltera. Jest to odwiedzny problem rewolucji. Ja jestem człowiekiem na wskroś antyrewolucyjnym. Sądzę, że nigdy żadna rewolucja nie przyniesie czegos lepszego niż ewolucja. opowiadam się za przemianami ewolucyjnymi. dlatego obce jest mojemu duchowi gloszenie rewolucji antyklerykalnej, religijnej czy jakeijkolwiek innej. Rewolucja to granie na masach, (to populizm, jakiejkolwiek by on nie był maści, czy ideologii, choćby mi bliskiej). Stad Panskie uwagi, że ja niby poprzez swoją strone zamyśliłem ludzi wypędzić z kościoła, a boga z ich serca, sa niesluszne. Ja chcę aby człowiek sam myślał, tego uczy właśnie nasz sceptycyzm. Jak wybierze swym trzeżwym rozumowaniem, wspartym należytą wiedzą, to samo co ja to świetnie, jak nie to trudno. Wolter myślał podobnie. Faktem pozostaje, że jego idee wywarły pewien wpływ na rozbudzenie nastrojów rewolucyjnych, jednak nie aż tak wielki jak można przypuszczać, a ponadto sam Wolter był rewolucji przeciwny, więc był to wpływ niejako wbrew niemu. Był on przeciwnikiem gwałtownych rewolucyjnych przeobrażeń społecznych. Dostrzegał takie zagrożenie i przestrzegał przed tym panujących, jednakże chciał aby odpowiednie zmiany dokonywały się w sposób łagodny, ewolucyjny. Nawet kiedy walczył z tyraństwem panujących nie głosił potrzeby obalenia absolutyzmu, lecz chciał aby władcy nabrali duchowej ogłady i sami stali się promotorami postępowych przeobrażeń - był rzecznikiem "absolutyzmu oświeconego". Warto na zakończenie tego wątku przytoczyć słowa samego Woltera, który pisał w Słowniku filozoficznym: "Powinniśmy pobłogosławić tej prawdzie, iż nie wszyscy biedni odzyskują świadomość, dumę i żądzę przemiany tego co jest. Większość, zrodzona w chlewnej nędzy, głuchnie na głos buntu. Ciągłość niewoli -; to wróg nad wrogi niewolnika, szpieg i sprzymierzeniec na żołdzie ciemięzcy. Najbliższe jutro zasłania inne wszystko, każdy dzień głodny pogłębia gnuśną mogiłę, w którą się zapada duch człowieka. Biada światom, gdy się heloty budzą. Wszystkie wszakże rewolucye, jak dotąd, nie przyniosły wolności upragnionej. Mocarz mocarzy, ciołek złoty, z wszystkich prób ogniowych wychodzi cało, co gorzej -; zwycięsko
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|