Racjonalista - Strona głównaDo treści
bez świętości,złudzeń=bez sensu

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
06-07-2006 08:34Smakuś (100 punktów)bez świętości,złudzeń=bez sensu
Bez wiary w rozmaitą magię życie traci sens, wartość i celowość.Jako że roi tu się od niewierzących mam pytanie jak radzicie se z bezsensem istnienia i z zabójczym pytaniem po co? pozostawionym bez odpowiedzi.Bo ja osobiście uśpiłem moje filozoficzne ego i daję się wieść moim instynktom-coś w rodzaju niezaangażowanego epikureizmu i swobodnej obojętności.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

zima_bez_ciastka
Wytłumacz mi, w jaki sposób owa magia daje Ci poczucie sensu. Bym powiedział, że to raczej poczucie niepewności. Poczucie sensu nie potrzebuje magii.
Pozdrawiam
DawidKarolkiewicz (984 punktów)

>jak radzicie se

"życie dla samego siebie jest plamą rdzy na charakterze" W. Hugo
rozumek
> uśpiłem moje filozoficzne ego i daję się wieść
>moim instynktom-coś w rodzaju niezaangażowanego epikureizmu
>i swobodnej obojętności.
To się nazywa "emigracja wewnętrzna". Nie od każdego bliźniego warto emigrować. Zwykle ludzie emigrują od takich emigrantów. A może byś tak czasami wydał komuś (starannie wybranemu) zezwolenie na imigrację, a nawet wydał kartę stałego pobytu? Kto Ci każe ucielkać od magii? Poopowiadaj sobie i innym bajki i postaraj się, chociaż niektóre z nich, zrealizować w rzeczywistości.
Koleś
W miejsce magii i wiary można wstawić ciekawość intelektualną,która przywraca doskonale sens:próby zrozumienia wielkiego świata i ...samego siebie dzięki wiedzy i refleksji.Odejście od wiary nie musi być tożsame z odrzuceniem moralności.Po za tym to kolejne wyzwania życiowe i nasza reakcja na nie wciąż tworzy poczucie różnych sensów indywidualnego bytu.To czy mówię,że moje życie ma sens czy też nie zależy chyba przede wsystkim od moich emocji związanych z prozą życia,a w mniejszym stopniu czy w górze widzę niebo religijne czy też astronomiczno-fizyczne
rozumek
>W miejsce magii i wiary można wstawić ciekawość intelektualną,która przywraca doskonale sens:próby zrozumienia wielkiego świata i ...samego siebie dzięki wiedzy i refleksji.
To jakby mało. I bez tego więcej...trudno mówić o moralności. Oprócz siebie, trzeba zrozumieć także innych. I ciekawości, nie ograniczać ani do wielkiego świata, ani samego siebie. Gdy tak ograniczysz, siebie może poznasz. Swiata - nie. Poznasz wyłącznie własne wyobrażenie o nim (może być całkowicie błędne).
lipschitz (1674 punktów)
Roi się Roi się od obaw - jak sobie dam radę z sensem życia nie ufając w coś, czego nigdy nie dotykałem Jak dam sobie radę z czymś, co nie istnieje? Tak samo jak z każdą inną rzeczą, której nie posiadam. Oczywiście mógłbym być bardzo przygnębiony faktem nie posiadania np. basenu, ale mogłoby to także być dla mnie zupełnie obojętne, czyż nie? Wszystko zależy od tego, gdzie się umiejscowi własne źródło szczęścia, a można w basenie, świątyni, w partnerze, można też gdzie indziej
Roi się od strachu o to, "co ze mną będzie" i poszukiwaniu na tą okoliczność wsparcia w czymś tam, to bardzo powszechne i dotyczy nie tylko wierzących
stormrider (206 punktów)
Człowiek ma to szczęście ( Bądź nieszczęście ), że sam może nadać sens swojemu życiu, określić cel, uczynić wartościowym. Im jestem starszy tym bardziej wierzę w swoje uczucia, a w związku z tym mniej wierzę w różne drogi życia nakreślane przez innych. Nie oznacza to jednak, że je odrzucam. Obserwuję i wyciągam wnioski.
Na pytanie: "Po co?" nigdy chyba nie otrzymamy odpowiedzi, która wszystko wyjaśni. Świat jest zjawiskiem, jest dynamiczny. Czy można się pewnie oprzeć na czymś co jest w nieustannym ruchu? Wybieram drogę środka, staram się spojrzeć na rzeczywistość jak najszerzej i stworzyć dla siebie mapę, która wskaże mi jak najlepszą drogę do celu. A tym celem jest dla mnie sama droga.

________________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski

Smakuś (100 punktów)
>Człowiek ma to szczęście ( Bądź nieszczęście ), że sam może nadać sens swojemu życiu, określić cel, uczynić wartościowym.
Czy to się nie nazywa egzystencjalizm?fajnie że możesz to robić sam ale mi wydaje się to nieco płytkie i oszukańcze.Wszelkie hobby, pasje itd. są jedynie paliatywem wobec nieuchronności śmierci i bezsensowności jakiegokolwiek działania.

CoToStopka?
stormrider (206 punktów)
>>Człowiek ma to szczęście ( Bądź nieszczęście ), że sam może nadać sens swojemu życiu, określić cel, uczynić wartościowym.
>Czy to się nie nazywa egzystencjalizm?fajnie że możesz to robić sam ale mi wydaje się to nieco płytkie i oszukańcze.Wszelkie hobby, pasje itd. są jedynie paliatywem wobec nieuchronności śmierci i bezsensowności jakiegokolwiek działania.

A cóż można zrobić? W obliczu śmierci wszystko jest tylko półśrodkiem. Patrząc na ludzkie życie z szerszej perspektywy można dostrzec bezsens i śmieszność wszystkich ludzkich działań. Każda droga, każdego człowieka jast tak samo uprawniona jak i nieuprawniona. Któż inny, jak nie on sam, może zadecydować czy droga, którą idzie, jest coś warta? Bóg?
Na świecie jest, z grubsza rzecz biorąc 6 miliardów dróg, wszystkie mają tę samą wartość i ten sam sens lub ten sam brak sensu. Kto może zdecydować, która z tych dróg jest właściwa? Czy to oznacza, że wszystkie pozostałe są bez wartości? Dlaczego Islam ma być lepszy od Judaizmu? Kto o tym decyduje jak nie człowiek właśnie. Problemem jest to, że człowiek sam tworzy wartości za którymi chce podążać, a potem o tym zapomina i wartości stają się bytem samoistnym. Człowiek zapomina, że sam je stworzył i że może je zmienić. Dlaczego tak jest? Ponieważ wartości "POWINNY" być stałe, niezmienne jak kamień, by można się było na nich oprzeć. Człowiek potrzebuje czegoś namacalnego. Czy nie o
tym mówi, opisana w Biblii, historia złotego cielca? Ci wszyscy, którzy z takim zaangażowaniem walczą o zachowanie zasad wiary, traktuja je jako coś zewnętrznego, nadrzędnego, danego "Z GÓRY". To świadczy o tym, że nie idą swoja drogą, że nie biorą odpowiedzialności za swoje życie lecz tą odpowiedzialność przerzucają na "TEGO KTÓRY JEST NA GÓRZE", kimkolwiek, czy też czymkolwiek on jest. Osobiście staram się brać odpowiedzialność za swoje życie. Nie będę mówił, że to jest łatwe, łatwiej się poddać i mieć kozła ofiarnego, którego można oskarżyć za swoje niepowodzenia. Odpowiedzialność za swoje życie wymaga odwagi i umiejętności spojrzenia sobie samemu w oczy, umiejętności zaakceptowania swoich ułomności. Mogę wierzyć w cokolwiek, lub też nie wierzyć w nic. Staram się być sceptyczny i otwarty, ale nie oznacza to , że wierzę tylko w to, czego można dotknąć, co zostało sprawdzone i nazwane. Wierzę, że nie osiągneliśmy granic poznania więc patrzę z nadzieją poza to miejsce, które już osiagneliśmy; tam może być wszystko. Można to nazwać wiarą w magię. Jesli jednak nic tam nie bedzie, nikogo nie oskarżę za fałszywe nadzieje, ponieważ to ja wierzę, a nie ktoś inny.

_________________________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365