Racjonalista - Strona głównaDo treści
Najważniejsza wiara!

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
06-07-2006 23:41Agnieszka Niechciał (85 punktów)Najważniejsza wiara!
Bardzo dużo pisze się tutaj o wierze jako takiej, o wierze w boga, w bóstwa i coś tam jeszcze. Dlaczego nikt z racjonalistów nie podkreśli rzeczy, moim zdaniem, najważniejszej: Trzeba wierzyć w siebie! Nikt i nic nie zastąpi nam tego rodzaju wiary, a wydaje mi się, że bardzo nam jej brakuje.
Słaby jest człowiek, który musi uciekać się do zawierzenia jakiejś irracjonalnej imaginacji, zamiast kształtować w sobie przymioty ducha i siłę charakteru!
Do czego potrzebna jest wiara w jakąś "nieokreśloność", która dlatego jest nieokreślona, bo nie potrafimy odpowiedzieć na wszystkie pytania nurtujące nasze mózgi? Lub przybiera postaci przymiotów, których nie potrafimy ( nie potrafiliśmy ) ogarnąć naukowo?
Czy po to wykształciliśmy rozum i wolną wolę, aby je oddać w jarzmo jakiemuś "wyobrażeniu" dla wygody i lenistwa umysłowego?
Zacznijmy myśleć samodzielnie!
Uwierzmy w siebie!
Wiem, że to nie jest łatwe, ale jakżesz fascynujące!
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Smakuś (100 punktów)
Bez obrazy ale twoja wypowiedż pachnie mi newage'owym bełkotem, na czym ma polegać wiara w siebie wg, ciebie?Zastąpi mi absolut?Będę dzięki niej żył wiecznie?Wiara w siebie może pomóc w zdobyciu pracy, czy innych przyziemnych rzeczy, a jeśli będziesz się deifikować to dojdziesz do megalomanii i obłakania (jak dzieje się z każdą wiarą)

CoToStopka?
DawidKarolkiewicz (984 punktów)
>Będę dzięki niej żył wiecznie?



A dzięki komu będziesz żył wiecznie? Masz jakieś bardziej odkrywcze pomysły?
Agnieszka Niechciał (85 punktów)
>Bez obrazy ale twoja wypowiedż pachnie mi newage'owym bełkotem, na czym ma polegać wiara w siebie wg, ciebie?Zastąpi mi absolut?Będę dzięki niej żył wiecznie?Wiara w siebie może pomóc w zdobyciu pracy, czy innych przyziemnych rzeczy, a jeśli będziesz się deifikować to dojdziesz do megalomanii i obłakania (jak dzieje się z każdą wiarą)
>
CoToStopka?

No cóż, właśnie próbuję jak najbardziej odejść od wszelkich form "ubóstwiania"! Tak siebie, jak i innych ( jakkolwiek ich nazwać ).
Bardzo potrzebny jest ludziom także zdrowo pojęty egoizm bez zbędnego zacietrzewienia.
Tak, wiara w siebie pomoże w wielu sprawach, faktycznie - bardzo przyziemnych - a tzw. życie wieczne, na szczęście, do niczego nie jest mi potrzebne!
Pozdrawiam.

Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
bezsenność w sieci
>Bardzo potrzebny jest ludziom także zdrowo pojęty egoizm bez zbędnego zacietrzewienia.
Zdrowo pojęty egoizm? Extra. Właśnie z takiego pojęcia powstało bardzo już znane zjawisko - "wyścig szczurów"
>Tak, wiara w siebie pomoże w wielu sprawach, faktycznie - bardzo przyziemnych - a tzw. życie wieczne, na szczęście, do niczego nie jest mi potrzebne!
Jak będziesz miała 70-tkę na karku uwierzę Ci, ale teraz? Nie tylko wierzący dumają (marzą) o życiu wiecznym. Nie chciałabyś być świadkiem niezliczonych wielkich odkryć naukowych, zjawisk, podróży które teraz nie są możliwe. Przecież to piękne, być świadkiem tego jak kwitnie nauka, jak coraz lepiej poznajemy i rozumiemy świat który nas otacza. A nasze życie takie krótkie, młodość ulotna .
Jeśli nie to rzeczywiście przyziemne podejście
Adam.R.
>>Bardzo potrzebny jest ludziom także zdrowo pojęty egoizm bez zbędnego zacietrzewienia.
>Zdrowo pojęty egoizm? Extra. Właśnie z takiego pojęcia powstało bardzo już znane zjawisko - "wyścig szczurów"
Z bardzo zdrowego egoizmu nie powstało zjawisko "wyścig szczurów". Wręcz przeciwnie jest to układ zakładający, że ja jestem szczęśliwy wtedy gdy i inni są szczęśliwi. Nie muszę oczywiście zaraz wszystkich na siłę uszczęśliwiać, ale staram się tak zorganizować swoje życie aby inni też mogli na tym skorzystać.
>>Tak, wiara w siebie pomoże w wielu sprawach, faktycznie - bardzo przyziemnych - a tzw. życie wieczne, na szczęście, do niczego nie jest mi potrzebne!
>Jak będziesz miała 70-tkę na karku uwierzę Ci, ale teraz? Nie tylko wierzący dumają (marzą) o życiu wiecznym. Nie chciałabyś być świadkiem niezliczonych wielkich odkryć naukowych, zjawisk, podróży które teraz nie są możliwe. Przecież to piękne, być świadkiem tego jak kwitnie nauka, jak coraz lepiej poznajemy i rozumiemy świat który nas otacza. A nasze życie takie krótkie, młodość ulotna .
>Jeśli nie to rzeczywiście przyziemne podejście
>
Fakt, to by była fajna rzecz. Wydłużyć w czasie swą młodość, obserwować co się dzieje dookoła i gromadzić mądrość jak bajkowe przemądre tysiącletnie drzewo. Ale bądźmy racjonalni... .
bezsenność w sieci
>Wręcz przeciwnie jest to układ zakładający, że ja jestem szczęśliwy wtedy gdy i inni są szczęśliwi. Nie muszę oczywiście zaraz wszystkich na siłę uszczęśliwiać, ale staram się tak zorganizować swoje życie aby inni też mogli na tym skorzystać.
Czy matka Teresa jest dobrym przykładem ?
>Fakt, to by była fajna rzecz. Wydłużyć w czasie swą młodość, obserwować co się dzieje dookoła i gromadzić mądrość jak bajkowe przemądre tysiącletnie drzewo. Ale bądźmy racjonalni... .
Dlaczego określasz granicę? Jeśli opowiedziałbyś np XV wiecznemu mieszkańcowi ziemi o klonowaniu (oczywiście wyjaśniając mu co to pojęcie oznacza ) mógłby odpowiedzieć Ci to samo. Czy racjonalizm wyklucza marzenia? Czy nie marzenia były motorem do wynalazków, odkryć? Czy określenie "możliwe" "niemożliwe" nie zmieniało się w czasie i będzie zmieniać się nadal?
Adam R. (23 punktów)
>>Wręcz przeciwnie jest to układ zakładający, że ja jestem szczęśliwy wtedy gdy i inni są szczęśliwi. Nie muszę oczywiście zaraz wszystkich na siłę uszczęśliwiać, ale staram się tak zorganizować swoje życie aby inni też mogli na tym skorzystać.
>Czy matka Teresa jest dobrym przykładem ?
   To żaden przykład. Ona uszczęśliwiała ludzi według własnego widzimisię.
>>Fakt, to by była fajna rzecz. Wydłużyć w czasie swą młodość, obserwować co się dzieje dookoła i gromadzić mądrość jak bajkowe przemądre tysiącletnie drzewo. Ale bądźmy racjonalni... .
>Dlaczego określasz granicę? Jeśli opowiedziałbyś np XV wiecznemu mieszkańcowi ziemi o klonowaniu (oczywiście wyjaśniając mu co to pojęcie oznacza ) mógłby odpowiedzieć Ci to samo. Czy racjonalizm wyklucza marzenia? Czy nie marzenia były motorem do wynalazków, odkryć? Czy określenie "możliwe" "niemożliwe" nie zmieniało się w czasie i będzie zmieniać się nadal?
>
   Niestety operuję na aktualnie dostępnej wiedzy i z tego co wiem nieśmiertelność na razie nam nie grozi, chociaż co do marzeń, to przyznaję Ci dużą rację.
sininen (72 punktów)

>>Fakt, to by była fajna rzecz. Wydłużyć w czasie swą młodość, obserwować co się dzieje dookoła i gromadzić mądrość jak bajkowe przemądre tysiącletnie drzewo. Ale bądźmy racjonalni... .
>
... i powiedzmy, że może za parę ładnych lat nam się to uda
(marzenia dodają skrzydeł ).
Pozdrawiam.
Adam R. (23 punktów)

Po co cokolwiek ma zastępować absolut? Po co komu absolut ( nie licząc tego butelkowanego )? Czy wiara da ci życie wieczne? Człowieczku małej wiary ( w Siebie ). Wiara w jakiś wyimaginowany absolut to pójście na łatwiznę. A życia wiecznego i tak nie ma. Wiara w siebie nie implikuje wcale żadnych następstw typu megalomania, wręcz przeciwnie jej podstawą jest poczucie maleńkości własnej osoby we wszechświecie i jednocześnie jej niepowtarzalności. Toż to cud co się zowie. Cud prawdopodobieństwa.
07-07-2006 21:19 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Po co cokolwiek ma zastępować absolut? Po co komu absolut ( nie licząc tego butelkowanego )?

Człowieku przez duże C, sorry, ale to co Ty tutaj piszesz jest właśnie przykładem na bezmyślność.
W filozofii z definicji Boga to pierwszy byt, motor wszystkiego, istniejący sam przez się (tzw. Bóg filozofów). Większość filozofów uważa, że tak rozumiany Bóg istnieje (spierają się tylko o jego cechy). Jest on ubogi w porównaniu do Boga wyznawcyreligii, i nie nadaje się do celów religijnych, ale pisze o tym, bo Bóg filozofów też jest kluczem do racjonalizmu katolików.
Co więcej każdy myślący człowiek chce wyjaśnić świat racjonalnie, a świat bez pierwszego bytu, jest irracjonalny (w takim wypadku np. wszechświat wyskakuje w dowolnej "chwili" z nicości). Jeśli wszechświat istnieje sam przez się i sam z siebie fluktuuje to wtedy jest Bogiem (absolutem).
Warto to sobie uświadomić.
Adam R. (23 punktów)
>>Po co cokolwiek ma zastępować absolut? Po co komu absolut ( nie licząc tego butelkowanego )?
>Człowieku przez duże C, sorry, ale to co Ty tutaj piszesz jest właśnie przykładem na bezmyślność.
>W filozofii z definicji Boga to pierwszy byt, motor wszystkiego, istniejący sam przez się (tzw. Bóg filozofów). Większość filozofów uważa, że tak rozumiany Bóg istnieje (spierają się tylko o jego cechy). Jest on ubogi w porównaniu do Boga wyznawcyreligii, i nie nadaje się do celów religijnych, ale pisze o tym, bo Bóg filozofów też jest kluczem do racjonalizmu katolików.
>Co więcej każdy myślący człowiek chce wyjaśnić świat racjonalnie, a świat bez pierwszego bytu, jest irracjonalny (w takim wypadku np. wszechświat wyskakuje w dowolnej "chwili" z nicości). Jeśli wszechświat istnieje sam przez się i sam z siebie fluktuuje to wtedy jest Bogiem (absolutem).
>Warto to sobie uświadomić.

Droga Tereso! Widzę, że masz silną potrzebę podlegania jakimś wyimaginowanym siłom nadrzędnym. Wszędzie dopatrujesz się boga. Wszechświat bogiem? Czy ty aby na pewno jesteś katoliczką? Czy uważasz, że wszechświat jest inteligentną siłą sprawczą? Czy słyszałaś kiedyś o energii, o rachunku prawdopodobięństwa? Przecież bóg chrześcijański jest ponoć nieokreślony, ale chyba nikt nie utożsamia go ze wszechświatem ( w naukowym ujęciu ). Poza tym, kto Ci moja droga powiedział, że wszechświat bez pierwszego bytu jest irracjonalny? A wieczne życie w niebie jest racjonalne? A i jeszcze jedno. Bóg występuje jako motor wszystkiego w scholastyce a nie w filozofii. To co uważa większość filozofów przesiąkniętych "naukami" i indoktrynacją kościoła jest bez znaczenia. Są to poronione wymysły niesamodzielnych intelektualnie mózgów, często w/g dzisiejszej miary nadających się do intensywnego leczenia psychiatrycznego. Czy Ty naprawdę czytałaś te wszystkie wypociny Augustyna, Tomasza z Akwinu i im podobnych? Oni niszczą tam kobiety. Robią z nich coś gorszego od psa. Naprawdę tacy "ludzie" mogą być dla Ciebie autorytetami? Czytając ich brednia zmarnowałaś sobie dziewczyno kawał życia. Idź lepiej na lody! Poznaj jakichś fajnych ludzi! Daj spokój bogu, jak jest, to sam się o siebie zatroszczy ( przecież jest wszech...coś tam )
Pozdrawiam i życzę powodzenia na nowej drodze życia!
bezsenność w sieci
>Czy Ty naprawdę czytałaś te wszystkie wypociny Augustyna, Tomasza z Akwinu i im podobnych? Oni niszczą tam kobiety. Robią z nich coś gorszego od psa. Naprawdę tacy "ludzie" mogą być dla Ciebie autorytetami? Czytając ich brednia zmarnowałaś sobie dziewczyno kawał życia. Idź lepiej na lody!
Jeśli wypowiadasz się o treści jak to określiłeś "wypocin" wyżej wymienionych osób sam również jakiś kawałek życia nad tym straciłeś, a przecież lody są tak pyszne
Adam R. (23 punktów)
>>Czy Ty naprawdę czytałaś te wszystkie wypociny Augustyna, Tomasza z Akwinu i im podobnych? Oni niszczą tam kobiety. Robią z nich coś gorszego od psa. Naprawdę tacy "ludzie" mogą być dla Ciebie autorytetami? Czytając ich brednia zmarnowałaś sobie dziewczyno kawał życia. Idź lepiej na lody!
>Jeśli wypowiadasz się o treści jak to określiłeś "wypocin" wyżej wymienionych osób sam również jakiś kawałek życia nad tym straciłeś, a przecież lody są tak pyszne
>
   Fakt są pyszne, ale bardzo niezdrowe więc polecam wykonanie ich w domu własnym sumptem. Takie są o wiele lepsze.
Orcio (481 punktów)
>>>Czy Ty naprawdę czytałaś te wszystkie wypociny Augustyna, Tomasza z Akwinu i im podobnych? Oni niszczą tam kobiety. Robią z nich coś gorszego od psa. Naprawdę tacy "ludzie" mogą być dla Ciebie autorytetami? Czytając ich brednia zmarnowałaś sobie dziewczyno kawał życia. Idź lepiej na lody!
>>Jeśli wypowiadasz się o treści jak to określiłeś "wypocin" wyżej wymienionych osób sam również jakiś kawałek życia nad tym straciłeś, a przecież lody są tak pyszne
>>   Fakt są pyszne, ale bardzo niezdrowe więc polecam wykonanie ich w domu własnym sumptem. Takie są o wiele lepsze.
A ja proponuje poczytać co też z kobietami robi taki Schopenchauer, najlepej tuz obok lektury tego co robi z wierzącymi.
joice

>Słaby jest człowiek, który musi uciekać się do zawierzenia
>jakiejś irracjonalnej imaginacji, zamiast kształtować w
>sobie przymioty ducha i siłę charakteru!
>Do czego potrzebna jest wiara w jakąś "nieokreśloność",

uwazam,ze wszelkie wierzenia religijne maja jedna podstawe: strach przed nieuchronnoscia konca,jakim jest smierc.
lepiej przyjac,ze ona jest naszym koncem.
zaczyna sie wtedy szanowac bardziej ludzi i swoje zycie...
07-07-2006 02:01 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>uwazam,ze wszelkie wierzenia religijne maja jedna podstawe: strach przed nieuchronnoscia konca,jakim jest smierc.

Wydaje mi się, że ludzie z reguły nie boją się samej śmierci (rozumianej jako odejścia w nicość) tylko boją raczej cierpienia i chorób nią związanych. Odejście w nicość nie byłoby dla nas żadną karą ani też nagrodą, gdyż w takim wypadku po śmierci nie będziemy już nic odczuwać (chociaż w buddyzmie tradycyjnym rozpłyniecie się w nicości jest nagrodą!, bo życie doczesne jest tam traktowane jako nieprzerwane pasmo cierpienia, które można przerwać tj. zbawić się, jedynie! żyjąc cnotliwie).

Religia - przynajmniej katolicka daje natomiast rozwiązanie problemu zła i obietnicę prawdziwego zapierającego "dech w piersiach" szczęścia (nieosiągalnego na ziemi).
W życiu doczesnym człowiek jest często nieszczęśliwy, bo jest krzywdzony, niszczony, zabijany przez innych, często też krzywdzi siebie lub/i innych. Często im bardziej jest prawy, im bardziej idzie za głosem obowiązku tym ma gorzej (np. śmierć Jezusa Ch., Sokrates został też skazany w pogańskim świecie na śmierć za ateizm, bo zadawał zbyt "niewygodne" pytania!). Wg religii po śmierci zostaną zadośćuczynione nam wszystkie krzywdy jakich doznaliśmy w życiu doczesnym i w końcu zostaniemy uwolnieni od naszych lęków, wad, materialnych ograniczeń itp. a także okaże się kto był sprawiedliwy a kto ukochał kłamstwo i chce nim żyć. I tego ja się boję a nie śmierci jako takiej.

Nie oznacza to, że w życiu doczesnym mamy siedzieć z założonymi rękami, wprost przeciwnie żeby dostać się do nieba, trzeba pomagać dostać się do niego bliźnim (także wrogom)... a najwyższą wartością ziemską jest właśnie rozwój indywidualnego człowieka ...(Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. ). Także ideały mamy piękne (bo boskie !), tylko z wykonaniem bywało różnie ... Ale większość ideologii już same ideały ma złe (bywa że sprzeczne, zabobonne lub cechujące się pogardą dla faktów .. bo ludzkie ), a co dopiero mówić o ich wykonaniu.

My wolimy wierzyć w to co Bóg objawił niż w ludzkie wymysły. Zdecydowanie wolimy objawienie od arbitralnie wybranych tez typu marksizm-leninizm).
Smakuś (100 punktów)

>Nie oznacza to, że w życiu doczesnym mamy siedzieć z założonymi rękami, wprost przeciwnie żeby dostać się do nieba, trzeba pomagać dostać się do niego bliźnim (także wrogom)... a najwyższą wartością ziemską jest właśnie rozwój indywidualnego człowieka
Tereso!!!!!!!!!!! A skąd ty to wiesz doznałaś objawienia???

CoToStopka?
07-07-2006 19:08 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>Nie oznacza to, że w życiu doczesnym mamy siedzieć z założonymi rękami, wprost przeciwnie żeby dostać się do nieba, trzeba pomagać dostać się do niego bliźnim (także wrogom)... a najwyższą wartością ziemską jest właśnie rozwój indywidualnego człowieka
>Tereso!!!!!!!!!!! A skąd ty to wiesz doznałaś objawienia???

Napisałam co religia katolicka mówi na ten temat a nie co ja sądzę. Zdumiewający brak logiki... Ja wiem, że dla niektorych zestawienie religii i logiki (zastosowanie logiki do religii ) jest niemożliwe, a nawet szokujące, ale ja napisałam tylko, co relgiia mówi na ten temat a nie udowadniałam słuszności tych przekonań.
Smakuś (100 punktów)

>Napisałam co religia katolicka mówi na ten temat a nie co ja sądzę. Zdumiewający brak logiki... Ja wiem, że dla niektorych zestawienie religii i logiki (zastosowanie logiki do religii ) jest niemożliwe, a nawet szokujące, ale ja napisałam tylko, co relgiia mówi na ten temat a nie udowadniałam słuszności tych przekonań.
>
hmmm, jesteś panią teolog?Super, na tej stronie bardzo potrzebny ktoś taki, czytam twoje posty i masz sporą wiedzę.Pytanie osobiste:wierzysz czy nie i w co? chciałbym by to było jasne bo czytając twoje posty nie wiedziałem od razu że piszesz o tym co mówi religia a nie o swoich poglądach.Czy twoje(albo "ojców kościoła" czy innych "bożych mózgowców") wywody sama nie nazwałabyś kazuistyką?

CoToStopka?
Marian (5438 punktów)
>Religia - przynajmniej katolicka daje natomiast rozwiązanie problemu zła i obietnicę prawdziwego zapierającego "dech w piersiach" szczęścia (nieosiągalnego na ziemi).
Co to za rozwiązanie, jeśli do jego osiągnięcia trzeba przyjąć arbitralne założenia, które tworzą więcej problemów niż rozwiązują? A osiągnięcie szczęścia jest naprawdę proste: trzeba sobie uświadomoć, że jest się szczęśliwym. To tylko religie wmawiają człowiekowi jaki jest nieszczęśliwy i że szczęście da mu tylko wiara..
>My wolimy wierzyć w to co Bóg objawił niż w ludzkie wymysły.
A skąd pewność, że ta czy inna religia jest objawiona? Jak odróżnić religię objawioną od wymyślinej? Ewangelie nie są ze sobą zgodne, a również w ST jest sporo sprzeczności, niektóre historie się powtarzają nieco inaczej opowiedziane. Nie wiedać jakoś, żeby te księgi były objawione; widać ludzką rękę.
07-07-2006 19:19 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>A osiągnięcie szczęścia jest naprawdę proste: trzeba sobie uświadomoć, że jest się szczęśliwym. To tylko religie wmawiają człowiekowi jaki jest nieszczęśliwy i że szczęście da mu tylko wiara..

No, cóż, a są tacy, którzy zapewne powiedzą, że tylko bydle może być szczęśliwe a nie człowiek. I kto wie czy nie mają racji. Człowiek jest najnieszczęśliwszą istotą na ziemi, bo wie, ze umrze (joice ma dobrą intuicję).

>A skąd pewność, że ta czy inna religia jest objawiona? Jak odróżnić religię objawioną od wymyślinej? Ewangelie nie są ze sobą zgodne, a również w ST jest sporo sprzeczności, niektóre historie się powtarzają nieco inaczej opowiedziane. Nie wiedać jakoś, żeby te księgi były objawione; widać ludzką rękę.

Z analiz wynika, że zdumiewająco wiele poglądów wygłoszono nt. zdumiewająco wielu sprzeczności z Biblii .
I w bardzo wielu (w większości) przypadkach wynikało to z braku znajomości podstawowych zasad logiki.
Marian (5438 punktów)
>Człowiek jest najnieszczęśliwszą istotą na ziemi, bo wie, ze umrze
Skąd wiadomo, że nie-człowiek tego nie wie? A co to za nieszczęście - śmierć. Sądzę, że kiedy umrę, akurat mnie to będzie najmniej obchodziło.. Jeśli sobie wmówisz, że jesteś nieszczęśliwa, to na pewno będziesz. Nie dasz sobie nawet szansy na szczęście.
>Z analiz wynika, że zdumiewająco wiele poglądów wygłoszono nt. zdumiewająco wielu sprzeczności z Biblii .
>I w bardzo wielu (w większości) przypadkach wynikało to z braku znajomości podstawowych zasad logiki.
Nie zapominaj, że rozmawiasz z racjonalistą, a jako takiego nie przekonują mnie za bardzo takie ilościowe argumenty. Chyba bez przykładów się nie obejdzie:
1. Istnieją cztery (uznane przez KK za "natchnione") ewangelie; każda z nich przedstawia nieco odmienny punkt widzenia:
"A widząc drzewo figowe przy drodze, podszedł ku niemu, lecz nic na nim nie znalazł oprócz liści. I rzekł do niego: 'Niechże już nigdy nie rodzi się z ciebie owoc!' I drzewo figowe natychmiast uschło." Mt 21,19
Skonfrontujmy z:
"Wtedy rzekł do drzewa: 'Niech nikt nigdy nie je owocu z ciebie!' Słyszeli to Jego uczniowie.[...]Przechodząc rano, ujrzeli drzewo figowe uschłe od korzeni. Wtedy Piotr przypomniał sobie i rzekł do Niego: 'Rabbi, patrz, drzewo figowe, któreś przeklął, uschło'." Mk 11,13-21
Natychmiast, a nazajutrz to ogromna róznica. Gdyby ewangelie były natchnione to a) nie trzeby aż czterech, wystarczyłaby jedna; b) byłyby ze sobą zgodne.
2. ST:
"Spośród wszystkich istot żyjących wprowadź do arki po parze, samca i samicę, aby ocalały wraz z tobą od zagłady." Rdz 6,19 skonfrontujmy z:
"Z wszelkich zwierząt czystych weź z sobą siedem samców i siedem samic, ze zwierząt zaś nieczystych po jednej parze: samca i samicę" Rdz 7,2; to siedem par czy jedną?
3. Mamy też dwa, niece różniące się, opisy pobytu Abrahama w Egipcie: Rdz 12 i Rdz 20.
4. Kolejny przykład:
"Wtedy Bóg rzekł: 'Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną: niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat'" Rdz 6,3; następnie, po potopie mamy:
"Ci są potomkowie Sema. Gdy Sem miał sto lat, urodził mu się syn, Arpachszad, w dwa lata po potopie. Po urodzeniu się Arpachszada Sem żył pięćset lat i miał synów i córki. Arpachszad, przeżywszy trzydzieści pięć lat, miał syna Szelacha. A po urodzeniu się Szelacha Arpachszad żył czterysta trzy lata i miał synów i córki." Rdz 11,10-14 itd. Mamy sporo wyliczeń ile lat żyli ówcześni ludzie. Bynajmniej nie 120.
Nie muszę chyba dodawać, że gdyby Biblia była natchniona, nie powinno być takich "pomyłek".
miodek (108 punktów)

>Wydaje mi się, że ludzie z reguły nie boją się samej śmierci (rozumianej jako odejścia w nicość) tylko boją raczej cierpienia i chorób nią związanych.

tylko Ci się wydaje. ludzie boją się chorób bo to wiąże się z bólem i cierpieniem. ale śmierci rozumianej jako odejscie w nicość boją się samej w sobie. właśnie na tym żeruje KK dając nadzieję na życie wieczne i sens ziemskich staran dla zapłaty po śmierci. daje ludziom złudną nadzieję że po złożeniu ciała do grobu to wszystko się nie kończy bo pozostaje nieśmiertelna dusza. ludzie tego potrzebują bo boją się nicości i bezsensu ich starań. większość z nich nie
myśli altruistycznie że robi coś dla potomnych. chca mieć podstawę by sądzić że to co robia robią dla siebie. że zostanie im to wynagrodzone.

W życiu doczesnym człowiek jest często nieszczęśliwy, bo jest krzywdzony, niszczony, zabijany przez innych, często też krzywdzi siebie lub/i innych. Często im bardziej jest prawy, im bardziej idzie za głosem obowiązku tym ma gorzej (np. śmierć Jezusa Ch.,

mała nieścisłość. zgodnie z nauką KK Jezus był Synem Bożym w ludzkim ciele. nie był człowiekiem jak każdy z nas. więc i jego drogi nie można postrzegać jako ludzkiej. oczywiście pomijając mój stosunek do prawdziwości tychże przekazów.


nikt nie zadecyduje za mnie co jest prawdą
10-07-2006 02:01 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>mała nieścisłość. zgodnie z nauką KK Jezus był Synem Bożym w ludzkim ciele. nie był człowiekiem jak każdy z nas. więc i jego drogi nie można postrzegać jako ludzkiej. oczywiście pomijając mój stosunek do prawdziwości tychże przekazów.

To, co Kościół do wierzenia podaje, czyli fragment z katechizmu KK:

"KKK 464 Jedyne i całkowicie wyjątkowe wydarzenie Wcielenia Syna Bożego nie oznacza, że Jezus Chrystus jest częściowo Bogiem i częściowo człowiekiem, ani że jest ono wynikiem niejasnego pomieszania tego, co Boskie, i tego, co ludzkie. Syn Boży stał się prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem. Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Kościół 88 musiał bronić tej prawdy wiary i wyjaśniać ją w pierwszych wiekach, odpowiadając na herezje, które ją fałszowały."

No chyba, ze Ty wiesz lepiej kim On był, co by mnie wcale nie zdziwiło... Parę wyjaśnień racjonaliści wykombinowali.
Pierwsze wyjaśnienie jest takie, że Jezus nie zył naprawde...
Po drugie jest on postacią z mitu
Po trzecie istniał naprawdę jako człowiek, ale był szaleńcem, cierpiał na urojenia religijne ...
Ale Twoja wersja jest naprawdę odważna... i bliska Kościelnej
Totus
>>mała nieścisłość. zgodnie z nauką KK Jezus był Synem Bożym w ludzkim ciele. nie był człowiekiem jak każdy z nas. więc i jego drogi nie można postrzegać jako ludzkiej.
Błąd!
>To, co Kościół do wierzenia podaje, czyli fragment z katechizmu KK:
Rozważmy czy prawidłowo:
>"KKK 464 Jedyne i całkowicie wyjątkowe wydarzenie Wcielenia Syna Bożego nie oznacza, że Jezus Chrystus jest częściowo Bogiem i częściowo człowiekiem, ani że jest ono wynikiem niejasnego pomieszania tego, co Boskie, i tego, co ludzkie.
Oczywiście, że tak.
>Syn Boży stał się prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem. Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem.
Oczywiście, że tak.
Pozdrawiam.
Adam R. (23 punktów)
>>>mała nieścisłość. zgodnie z nauką KK Jezus był Synem Bożym w ludzkim ciele. nie był człowiekiem jak każdy z nas. więc i jego drogi nie można postrzegać jako ludzkiej.
>Błąd!
>>To, co Kościół do wierzenia podaje, czyli fragment z katechizmu KK:
>Rozważmy czy prawidłowo:
>>"KKK 464 Jedyne i całkowicie wyjątkowe wydarzenie Wcielenia Syna Bożego nie oznacza, że Jezus Chrystus jest częściowo Bogiem i częściowo człowiekiem, ani że jest ono wynikiem niejasnego pomieszania tego, co Boskie, i tego, co ludzkie.
>Oczywiście, że tak.
>>Syn Boży stał się prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem. Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem.
>Oczywiście, że tak.
>Pozdrawiam.
>
   Przepraszam, że wtrącam, ale kogo tak naprawdę obchodzi, kim był Jezus i czy był w ogóle? Kilku oszołomów co najwyżej. Cała reszta ma to głęboko gdzieś. Wystarczy poczytać historię chrześcijaństwa. Polemiki więc na ten temat, to zwykłe marnowanie czasu. Ja wiem swoje, ty w swoje wierzysz i niech tak zostanie, albowiem ani Ty mnie nie przekonasz, ani ja Ci w żaden sposób pomóc nie mogę.
Pa!
Adam R. (23 punktów)
>>>mała nieścisłość. zgodnie z nauką KK Jezus był Synem Bożym w ludzkim ciele. nie był człowiekiem jak każdy z nas. więc i jego drogi nie można postrzegać jako ludzkiej.
>Błąd!
>>To, co Kościół do wierzenia podaje, czyli fragment z katechizmu KK:
>Rozważmy czy prawidłowo:
>>"KKK 464 Jedyne i całkowicie wyjątkowe wydarzenie Wcielenia Syna Bożego nie oznacza, że Jezus Chrystus jest częściowo Bogiem i częściowo człowiekiem, ani że jest ono wynikiem niejasnego pomieszania tego, co Boskie, i tego, co ludzkie.
>Oczywiście, że tak.
>>Syn Boży stał się prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem. Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem.
>Oczywiście, że tak.
>Pozdrawiam.
>
   Przepraszam, że wtrącam, ale kogo tak naprawdę obchodzi, kim był Jezus i czy był w ogóle? Kilku oszołomów co najwyżej. Cała reszta ma to głęboko gdzieś. Wystarczy poczytać historię chrześcijaństwa. Polemiki więc na ten temat, to zwykłe marnowanie czasu. Ja wiem swoje, ty w swoje wierzysz i niech tak zostanie, albowiem ani Ty mnie nie przekonasz, ani ja Ci w żaden sposób pomóc nie mogę.
Pa!
Orcio (481 punktów)

>>   Przepraszam, że wtrącam, ale kogo tak naprawdę obchodzi, kim był Jezus i czy był w ogóle? Kilku oszołomów co najwyżej. Cała reszta ma to głęboko gdzieś. Wystarczy poczytać historię chrześcijaństwa. Polemiki więc na ten temat, to zwykłe marnowanie czasu. Ja wiem swoje, ty w swoje wierzysz i niech tak zostanie, albowiem ani Ty mnie nie przekonasz, ani ja Ci w żaden sposób pomóc nie mogę.
>Pa!
Ty który nikogo nie krzywdzisz poraz kolejny dajesz przykład swojej jak to powiedzieć? Arogancji, nawet nie umiesz uszanować tych co to obchodzi. I czyzby oszołomami byli takze ci co na Racjonalistę artykuły o jego istnieniu badź nie istnieniu pisali? A jesli krzywdzisz to po co to nakazujesz?
Totus
>Przepraszam, że wtrącam,
Niepotrzebnie.
>ale kogo tak naprawdę obchodzi, kim był Jezus i czy był w ogóle?
Religioznawców, antropologów, filozofów, humanistów... starczy?
>Kilku oszołomów co najwyżej.
Cóż, skoro w w to wierzysz.
>Cała reszta ma to głęboko gdzieś.
W naszym kraju jest nią (...)
>Wystarczy poczytać historię chrześcijaństwa.
???
>Polemiki więc na ten temat, to zwykłe marnowanie czasu.
Nie marnuj więc.
>Ja wiem swoje, ty w swoje wierzysz i niech tak zostanie,
Jesteś z tych co to wiedzą, że nic nie wiedzą z dopiskiem " Więc nie warto pytać" ? >albowiem ani Ty mnie nie przekonasz,
A przekonuj się sam, pytasz mnie czy warto?
>ani ja Ci w żaden sposób pomóc nie mogę.
Rzeczywiście zbyt mnie to interesuje byś w tak masowy, typowy, tandetny, brukowy sposób mnie przekonał, że nie warto na to "marnować czasu".
>Pa!
Synu, zawsze możesz wrócić.
bezsenność w sieci
>uwazam,ze wszelkie wierzenia religijne maja jedna podstawe: strach przed nieuchronnoscia konca,jakim jest smierc.
>lepiej przyjac,ze ona jest naszym koncem.
>zaczyna sie wtedy szanowac bardziej ludzi i swoje zycie...
Co do strachu przed śmiercią to każdy teoretyzować może, a czy on zaistnieje czy nie sprawdzimy doświadczalnie (niestety książki o tym nie napiszemy). Tu nie chodzi o strach przed śmiercią, raczej o ból istnienia... Na to przypadłość każdy ma swoją recepturę. Trzeba to uszanować...
Adam R. (23 punktów)
>>uwazam,ze wszelkie wierzenia religijne maja jedna podstawe: strach przed nieuchronnoscia konca,jakim jest smierc.
>>lepiej przyjac,ze ona jest naszym koncem.
>>zaczyna sie wtedy szanowac bardziej ludzi i swoje zycie...
>Co do strachu przed śmiercią to każdy teoretyzować może, a czy on zaistnieje czy nie sprawdzimy doświadczalnie (niestety książki o tym nie napiszemy). Tu nie chodzi o strach przed śmiercią, raczej o ból istnienia... Na to przypadłość każdy ma swoją recepturę. Trzeba to uszanować...
>
   Nie trzeba tego sprawdzać. Każdy lęka się śmierci, wystarczy spytać jakiegoś starego wojaka, któremu śmierć w oczy zaglądała. Ten strach występuje u ludzi przez całe życie, od momentu uzyskania świadomości. Świadczy to o nieakceptacji przez nasze umysły rzeczy oczywistej, tej że umieramy. Ten feler każe nam właśnie wierzyć w jakieś niedorzeczne idee o życiu po śmierci, o nagrodzie w niebie i tym podobne dyrdymały.    Tak na marginesie pytanie, które mi od lat spokoju nie daje. W biblii w księdze rodzaju napisano, że bóg utworzył Ziemię i w założonym na niej ogrodzie zwanym Eden stworzył parę ludzi do opiekowania się nim. Ci ludzie mieli żyć na tej Ziemi wiecznie, niestety zgrzeszyli przeciw bogu i po życiu wiecznym. Jednak wszyscy chrześcijanie opierając się na biblii twierdzą, że po śmierci zostaje jakaś dusza, która idzie do nieba, czyśćca albo piekła. Wszyscy wierzą, że nagrodą jest niebo a karą piekło, podczas gdy z księgi rodzaju wynika, że dla człowieka jest przeznaczona Ziemia. Co z tym fantem zrobić?
Orcio (481 punktów)
Jest jasne, ze na taką niedorzecznosć jak śmierć i ty nie masz racjonalnej recepty. Jeśli wiec jej nie masz to twój racjonalizm kapituluje w taki czy inny spośób. jest kilka możliwości na przykład sie samobiczujesz (chetnie popatrzymy jak to robisz, nic nie sprawia gawedzi takiej satysfakcji jak ogladanie cudzych mąk.) albo w mawiasz w sobie w wiare w swoje bohaterstwo w oblliczu śmierci. Albo szukasz jakby tu problemy przewalić na innych (zmieniajac chocby zaczepnie temat w dyskusji na Biblie. ), mozesz też wierzyc w jakiś sofizmat filozoficzny który jest pusta gra śłów... . Słuchamy jak sobie radzisz, albo inaczej jak trudno ci znieść, ze ludzie wobec pewnych spraw sa równie bezradni i równie godni litosci.
Adam R. (23 punktów)
> Jest jasne, ze na taką niedorzecznosć jak śmierć i ty nie masz racjonalnej recepty. Jeśli wiec jej nie masz to twój racjonalizm kapituluje w taki czy inny spośób. jest kilka możliwości na przykład sie samobiczujesz (chetnie popatrzymy jak to robisz, nic nie sprawia gawedzi takiej satysfakcji jak ogladanie cudzych mąk.) albo w mawiasz w sobie w wiare w swoje bohaterstwo w oblliczu śmierci. Albo szukasz jakby tu problemy przewalić na innych (zmieniajac chocby zaczepnie temat w dyskusji na Biblie. ), mozesz też wierzyc w jakiś sofizmat filozoficzny który jest pusta gra śłów... . Słuchamy jak sobie radzisz, albo inaczej jak trudno ci znieść, ze ludzie wobec pewnych spraw sa równie bezradni i równie godni litosci.
>
   Ja nie szukam recepty na rzeczy nieuniknione. Co ma być, to będzie. Mój racjonalizm nie kapituluje wobec śmierci, nie muszę się biczować, albowiem powiadam Ci: Natura ma jest w pełni przeze mnie akceptowaną, nie nienawidzę swojego ciała i nie będę go dręczył jak jakiś skrzywiony, zdegenerowany eremita chrześcijański, nienawidzący siebie i innych. A jeżeli satysfakcję sprawia Ci oglądanie cudzych mąk, to niestety oznajmiam, że średniowiecze skończyło się ponad 500 lat temu.
Przykro mi, ale i ludzi nie uważam za godnych litości, bowiem nie patrzę na nich z góry. Wszyscy jesteśmy równi wobec siebie i wobec śmierci.
Pa
Orcio (481 punktów)
>> Jest jasne, ze na taką niedorzecznosć jak śmierć i ty nie masz racjonalnej recepty. Jeśli wiec jej nie masz to twój racjonalizm kapituluje w taki czy inny spośób. jest kilka możliwości na przykład sie samobiczujesz (chetnie popatrzymy jak to robisz, nic nie sprawia gawedzi takiej satysfakcji jak ogladanie cudzych mąk.) albo w mawiasz w sobie w wiare w swoje bohaterstwo w oblliczu śmierci. Albo szukasz jakby tu problemy przewalić na innych (zmieniajac chocby zaczepnie temat w dyskusji na Biblie. ), mozesz też wierzyc w jakiś sofizmat filozoficzny który jest pusta gra śłów... . Słuchamy jak sobie radzisz, albo inaczej jak trudno ci znieść, ze ludzie wobec pewnych spraw sa równie bezradni i równie godni litosci.
>>   Ja nie szukam recepty na rzeczy nieuniknione.
Czyli kapitulujesz. Żyj sobie ze swoją świadomoscią kapitulacji ale nie naurzucaj jej innym, ostatecznie dla ciebie to musi być wszystko jedno.
> Co ma być, to będzie. Mój racjonalizm nie kapituluje wobec śmierci,
Śmierć nie jest nieunikniona? Odmowa szukania recepty nie jest kapitulacja?
>nie muszę się biczować, albowiem powiadam Ci: Natura ma jest w pełni przeze mnie akceptowaną,
Nie jest, kultura sprzeciwia sie naturze, swiadczy o tym choćby zwyczaj pochówku zmarłych. A ty poprostu zaklinasz rzeczywistość. Przypomnij sobie bodaj ze wstępu do racjonalisty, ze swiat ma byc dla ciebie wyzwaniem.
>nie nienawidzę swojego ciała i nie będę go dręczył jak jakiś skrzywiony, zdegenerowany eremita chrześcijański, nienawidzący siebie i innych.
Czy oby twój poprzedni post nie swiadczył o czymś innym? "pani jak widzę odczuwa potrzebę niepotrzebnych..." Zreszta nie zrozumiałes przenośni.
>A jeżeli satysfakcję sprawia Ci oglądanie cudzych mąk, to niestety oznajmiam, że średniowiecze skończyło się ponad 500 lat temu.
Zapewniam cie, ze dzisiaj można je oglądać w dostatecznej ilości, najprymitywniejsza forma na ekranie telewizora.
>Przykro mi, ale i ludzi nie uważam za godnych litości, bowiem nie patrzę na nich z góry.
Zaklinasz rzeczywistość, na nikogo nie patrzysz z góry? A ten "skrzywiony chrześćjański eremita" to co?
>Wszyscy jesteśmy równi wobec siebie i wobec śmierci.
Ale sa równi i równiejsi jak zawsze. :-D
Pa
rozumek
>uwazam,ze wszelkie wierzenia religijne maja jedna podstawe: strach przed nieuchronnoscia konca,jakim jest smierc.
>lepiej przyjac,ze ona jest naszym koncem.
>zaczyna sie wtedy szanowac bardziej ludzi i swoje zycie...
A po co dorosły człowiek ma się śmierci obawiać? Nie lepiej po prostu jej unikać, przyjmując jednocześnie za pewnik (co z tego, że nie całkiem pewny?), że żyjemy wiecznie? Po co wierzyć w śmierć i w związku z tym, w zgodzie z zasadą "po nas choćby potop"? Po co żyć w nieustannym strachu? On, zwykle jest najgorszym doradcą.
Teresa (2693 punktów)
To jest nieporozumienie ... Ja uważam ze religia jest zdrową ludzką potrzebą a ... możność zrozumienia religii jest wielkim darem.

To co Ty proponujesz jest religią najniższego rodzaju bo polega na ubóstwieniu stworzeń a nie Stwórcy.

Zresztą Twoje zarzuty pod adresem wiary w Boga są chybione, ponieważ zeby dostać się do nieba trzeba koniecznie kształtować w sobie przymioty ducha i charakteru...
Wiara w Boga w tym nie przeszkadza tylko jest dodatkową podpórką.
Co więcej to wiara daje szanse każdemu na ukształtowanie przymiotów ducha w stopniu doskonałym (poprzez osiągnięcie nieba, bo tylko Bóg to umożliwia). Wiara też daje rozwiązanie problemu zła.
To nie jest wcale łatwizna, bo według doktryny katolickiej Bóg musiał umrzeć na krzyżu po to aby człowiek mógł mieć pełnię rozwoju duchowego (zostać odkupionym ode zła)...
Jedno Ci powiem, że Bóg naprawdę nie jest tutaj absolutnie żadnym rywalem...
DawidKarolkiewicz (984 punktów)

>To co Ty proponujesz jest religią najniższego rodzaju bo polega na ubóstwieniu stworzeń a nie Stwórcy.

Co do istnienia wszelkich stworzeń w ogóle nie mam wątpliwości, gorzej ze Stffurcą- istnienia w najmniejszym szczególe nie odnotowano, przykro mi.
Więc siłą rzeczy ubóstwiajmy, nie przepadam za tym słowem, to co da nam jednoznaczną miare depozytu naszego ubóstwiania. Uff
DawidKarolkiewicz (984 punktów)

> Bóg musiał umrzeć na krzyżu po to aby człowiek mógł mieć pełnię rozwoju duchowego (zostać odkupionym ode zła)...

Tak? Pierwsze słyszę... Proszę wykazać w którym to miejscu Dzizas określił się tym mianem
09-07-2006 23:32 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>> Bóg musiał umrzeć na krzyżu po to aby człowiek mógł mieć pełnię rozwoju duchowego (zostać odkupionym ode zła)...
>Tak? Pierwsze słyszę... Proszę wykazać w którym to miejscu Dzizas określił się tym mianem
>

Czy tak mówi "zwykły" człowiek:

" Dlatego oto Ja posyłam do was proroków, mędrców i uczonych."
(Ew. Mateusza 23:34, Biblia Tysiąclecia)
??

A tutaj Jezus mówi więcej zaskakujących rzeczy o sobie:
"(56) Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień - ujrzał /go/ i ucieszył się. (57) Na to rzekli do Niego Żydzi: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? (58) Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem. (59) Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni."
(Ew. Jana 8:54-9:2, Biblia Tysiąclecia)

Porównajmy z:
"14 5 Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was»."

Skoro uważał się za zwykłego człowieka to dlaczego Żydzi chcieli go kamieniować???

"(30) Ja i Ojciec jedno jesteśmy. (31) I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować. (32) Odpowiedział im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? (33) Odpowiedzieli Mu Żydzi: Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga. (34) Odpowiedział im Jezus: Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? (35) Jeżeli /Pismo/ nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić (36) to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? (37) Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. (38) Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu."
(Ew. Jana 10:30-38, Biblia Tysiąclecia)

" (18) Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu."
(Ew. Jana 5:18-19, Biblia Tysiąclecia)

Jesli nie masz nic przeciwko, to proszę, aby ten temat - o ile Cię to interesuje - kontynuować ew. w dziale Religia w nowym wątku, gdyż wybiega już za temat niniejszego.
DawidKarolkiewicz (984 punktów)

>Jesli nie masz nic przeciwko, to proszę, aby ten temat - o ile Cię to interesuje - kontynuować ew. w dziale Religia w nowym wątku, gdyż wybiega już za temat niniejszego.
>

Chodzi o to, że niespecjalnie- Twoja postawa radosnego wierzącego co to misje swa pełni mimo wszystko troche mnie przeraża.
Totus
>>> Bóg musiał umrzeć na krzyżu po to aby człowiek mógł mieć pełnię rozwoju duchowego (zostać odkupionym ode zła)...
Prawda!
>>Tak? Pierwsze słyszę... Proszę wykazać w którym to miejscu Dzizas określił się tym mianem
Przeczytaj dosłownie. Tu akurat trzeba.
>>Czy tak mówi "zwykły" człowiek:
>" Dlatego oto Ja posyłam do was proroków, mędrców i uczonych."
>(Ew. Mateusza 23:34, Biblia Tysiąclecia)
Personifikacja czystego rozumu. Świetny zabieg!
>A tutaj Jezus mówi więcej zaskakujących rzeczy o sobie:
>(56) Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień - ujrzał /go/ i ucieszył się.
Prowokacja.
>(57) Na to rzekli do Niego Żydzi: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?
Złapany haczyk.
>(58) Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem.
Ukryta prawda.
>(59) Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni."
Naświetlenie fizycznych objawów memetycznego upośledzenia umysłowego u ludzi, którym Jezus będzie chciał pomóc. Mówi do nas w tej opowieści:
"Jestem lekarzem a oto moi pacjenci"
>Skoro uważał się za zwykłego człowieka to dlaczego Żydzi chcieli go kamieniować???
Zaraz odpowie nam jakiś kwalifikowany lekarz specjalista, czekamy.
>(30) Ja i Ojciec jedno jesteśmy.
Prawda, tyle, że można wcześniej przewidzieć co się stanie:
>(31) I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować.
, żydowska norma kulturowa.
>(32) Odpowiedział im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? (33) Odpowiedzieli Mu Żydzi: Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga.
Otóż to! Centralny problem w byciu Żydem trudny do wyleczenia.
>(34) Odpowiedział im Jezus: Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście?
Jesteśmy.
>(35) Jeżeli /Pismo/ nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić
I jest nam z tym dobrze.
>(36) to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym?
Bo jesteś jak i ja jestem.
>(37) Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie.
Mamy wspólnego Ojca. Z niego pochodzimy.
>(38) Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu.
Wszystko się zgadza. Przyjęcie modelu uzyskuje potwierdzenie w fizyce.
>(18) Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.
I dlatego do dziś uważa się, że człowiek może być gorszy od zwierząt. Przykład powyzej.
>Jesli nie masz nic przeciwko, to proszę, aby ten temat - o ile Cię to interesuje - kontynuować ew. w dziale Religia w nowym wątku, gdyż wybiega już za temat niniejszego.
No właśnie siostro, sama coś mnie unikasz.
Pozdrawiam.
joice
dzieki takim wlasnie komentarzom wszedzie w kazdym dziale,zaczynam watpic czy nie jest to zwykly balagan tematyczny forum racjonalistow
prosze o wybaczenie
ale az mnie trzesie jak czytam takie kaznodziejskie brednie
jakie niebo?
jaki bog?
obojetnie juz jaki?
czy musi byc jezus?
bo tak rozne wersje wciaz slysze...
naprzeciw ekumenizmowi,idei kosciola powszechnego (znow nie rozumiem, powszechno-chrzescijanskiego? czy jakiego? bo muzlumanie i Żydzi raczej sie do tego kosciola nie przylacza...) ciagle slysze ze musialabym przyjac Jezusa jako swego pana aby zapewnic sobie zbawienie...
a tu pani Teresa ( katoliczka?) pisze cos zgola odmiennego znow...


>To jest nieporozumienie ... Ja uważam ze religia jest zdrową ludzką potrzebą a ... możność zrozumienia religii jest wielkim darem.
to tylko potrzeba uspokojenia swej spanikowanej przed koncem swiadomosci i nadziei na cos lepszego,jesli to zycie nas rozczarowywuje
>To co Ty proponujesz jest religią najniższego rodzaju bo polega na ubóstwieniu stworzeń a nie Stwórcy.
jaka religia??
wiara w siebie to oznaka odwagi i odpowiedzialnosci,bez uczepiania sie doktryn,aby zapewnic sobie 'niesmiertelnosc' buahahaha
>Zresztą Twoje zarzuty pod adresem wiary w Boga są chybione, ponieważ zeby dostać się do nieba trzeba koniecznie kształtować w sobie przymioty ducha i charakteru...
jakiego znow nieba?
znow schizofreniczka...

>Wiara w Boga w tym nie przeszkadza tylko jest dodatkową podpórką.

to juz nie kumam,to nie trzeba wierzyc w boga ( Jezusa,Allaha itp.) zeby dostac bilet do raju? to dla mnie nowosc...( moze sie nawroceP

>Co więcej to wiara daje szanse każdemu na ukształtowanie przymiotów ducha w stopniu doskonałym (poprzez osiągnięcie nieba, bo tylko Bóg to umożliwia).

nieprawda,ja stalam sie o wiele lepszym czlowiekiem,odkad przyjelam zycie swoje i innych jako najwieksza wartosc.

>Wiara też daje rozwiązanie problemu zła.

dla mnie rozwiazanie problemu zla daje zdrowy rozsadek i zwykla ludzka empatia..

>To nie jest wcale łatwizna, bo według doktryny katolickiej Bóg musiał umrzeć na krzyżu po to aby człowiek mógł mieć pełnię rozwoju duchowego (zostać odkupionym ode zła)...

JEZUS NAJPRAWDOPODOBNIEJ NIE ISTNIAL ( na pewno nie taki,jak go opisano w NT)

>Jedno Ci powiem, że Bóg naprawdę nie jest tutaj absolutnie żadnym rywalem...

tu juz nie rozumiem zupelnie...jakim rywalem?
czemu ciagle przebija mi sie jakiejs echo przez glowe, ze wiekszosc 'doktryn' wykorzystuje nawet w jakis podswiadomy sposob poped seksualny czlowieka,aby wzmocnic jego wiare w swoja wersje rzeczywistosci..
cos w stylu

'o moj slodki Jezu,ubostwiam twe najslodsze oblicze itp...'P
wiecie co mam na mysli?

a dla pani Teresy kilka wersetow do przemyslenia...

'albowiem większość ludzi woli żyć w niewoli. Wolność oznacza odpowiedzialność, dlatego właśnie tak wielu tak się jej lęka, a najbardziej przewrotnym i skutecznym systemem jest taki, który tworzy niewolników dumnych i zadowolonych ze swej niewoli. Ci, którzy poświęciliby swoją wolność dla bezpieczeństwa, nie zasługują na żadne z nich. '

to z 'mojej biblii':P
>
rozumek
Faktycznie, o czym Ci katolicy bełkoczą? Jezus bardzo by się chyba zdziwił, gdyby mu objawili, że Boga ukrzyżowano. Ze zdziwienia, może by umarł, więc ówczesny "kościół" z którego nawiał, nie musiałby starać się o jego ukrzyżowanie. Strata byłaby niepowetowana, bo nie mielibyśmy dziś katolików. Byliby sami chrześcijanie, czyli naśladowcy Chrystusa w nawiewaniu z wszelkich kosciołów.
DawidKarolkiewicz (984 punktów)
tzw. Wielki Nawiew
rozumek
>tzw. Wielki Nawiew
Żeby nie powiedzieć OŚWIECENIE. Tyle, że WN znacznie zabawniejszy. Fajnie to podsumowałeś!
07-07-2006 16:34 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>dzieki takim wlasnie komentarzom wszedzie w kazdym dziale,zaczynam watpic czy nie jest to zwykly balagan tematyczny forum racjonalistow
>prosze o wybaczenie
>ale az mnie trzesie jak czytam takie kaznodziejskie brednie
jakie niebo?
>(...)
>a tu pani Teresa ( katoliczka?) pisze cos zgola odmiennego znow...

Pozwól, że wyjaśnię. Jak widać ten dział to "Filozofia i światopogląd". Większość ludzi tutaj reprezentuje zdaje się światopogląd humanistyczno-liberalny. Ale oczywiście to nie jest jedyny możliwy światopogląd. Jest też światopogląd teistyczny, stanowi on rdzeń religii katolickiej. Każda religia, zawiera w sobie jako jeden ze swych składników jakiś pogląd na świat (tj. światopogląd). Religia jest zjawiskiem niezmiernie złożonym, ale jakiś pogląd na świat daje.
Ale jak sama słusznie zauważyłaś to jest nie jest portal religijny tylko racjonalistyczny.
Problem w tym, że zdaniem niektórych wierzących w kwestiach spraw doczesnych wierzącemu łatwiej jest być bezwzględnie racjonalnym niż niewierzącemu. Bo wiara (w zaświaty) daje sens życia wierzącemu , pomaga mu więc wytrwać w rozdarciu "niewiedzy" (o świecie).
Wiedza o świecie jest bowiem fragmentaryczna i dlatego ludzie mają skłonności do tworzenia ideologii zgodnych odpowiadających ich pragnieniom, w tym zabobonów w rodzaju horoskopów. Tymczasem:
- nauka zabrania rozstrzygania o faktach w świecie metodami nienaukowymi. "Ze stanowiska chrześcijańskiego obowiązuje (ta zasada) również dlatego, że każda ideologia jest bluźnierstwem, przypisuje autorytetowi ludzkiemu cechy boskie" (Bocheński, Wspomnienia, Załaczniki)
- są rzeczy, np. wartości (etyka), które nie lezą w dziedzinie nauki (wartości nie ma w świecie ale są gdzieś na jego skraju).

I stąd dyskusje na forum w zakresie spraw doczesnych tudzież etycznych nie muszą wcale przebiegać po linii: wierzący - niewierzący tylko zabobonny- racjonalny.

>a tu pani Teresa ( katoliczka?) pisze cos zgola odmiennego znow...

Napisałam ci jaką rolę odgrywa wiara z punktu widzenia doczesności, że pełni rolę podpórki dla etyki. A takze, że w ramach wiary chrześcijańskiej myśl humanistyczna mówiąca o pełnym rozwoju jednostki nabiera szczególnej mocy i blasku.

Natomiast rzeczywiście w tym wątku wystąpiłam w roli apologety, ponieważ Agnieszka poruszyłam temat wiary w Boga pozaświatowego. Napisała ona, że Bóg - mimo że jak sama zauważyłaś nikt Go nie widział! (a więc nawet jeśli Bóg istnieje to się nie narzuca!)- stoi jej na drodze do uwierzenia w siebie i rozwoju osobistego.
Moim zdaniem przy założeniu, że Bóg istnieje jest wprost przeciwnie- wymaga to więc wyjaśnienia. Nie sadzę, abym przekonała Agnieszkę, ale przynajmniej powinnyśmy wyjaśnić sobie jasno założenia, jakie obie przyjmujemy i tok myślenia.

Wracając więc do meritum sądzę, że Adolf Hitler też wierzył w SIEBIE i TO JAK!

>a dla pani Teresy kilka wersetow do przemyslenia...
>'albowiem większość ludzi woli żyć w niewoli. Wolność oznacza odpowiedzialność, dlatego właśnie tak wielu tak się jej lęka, a najbardziej przewrotnym i skutecznym systemem jest taki, który tworzy niewolników dumnych i zadowolonych ze swej niewoli. Ci, którzy poświęciliby swoją wolność dla bezpieczeństwa, nie zasługują na żadne z nich. '
>to z 'mojej biblii':P

Piszesz o wolności. A może wolność kończy się tam gdzie zaczynamy się zastanawiać, co to znaczy być dobrym??????
Mam pytanie czy rozsądnie jest unikać stawiania sobie tego pytania w imię wolności?

Pozdrawiam

P.S. Wygląda to tak jakby samo Jego istnienie było dla nas niewygodne?!! Ciekawe dlaczego? Dlaczego Żydzi tak naprawdę zabili Jezusa? Można się domyślać dlaczego. Większość z nas ma pokusę zrobić czasem coś złego kosztem kogoś innego, ale nikt nie chciałby aby jego samego krzywdzono i stale spotkało coś złego (tylko wymaga od innych ludzi uczciwości). Natomiast istnienie Boga sprawia to, że to co wybieraliśmy na "krótką metę" dla innych/i samych siebie: zło, niesprawiedliwość, brak litości, moze spotkać nas po śmierci i przybrać pośmiertnie charakter wyboru nieodwołalnego dla nas- a tego nikt nie chce, być może dlatego tak nas to dręczy... Bóg nie musi się narzucać, bo dał nam sumienie? Czyżby Agnieszka prowadziła tytaniczną walkę z własnym sumieniem???
Adam. R.
Pani Tereso pisze pani, że:
>Religia jest zjawiskiem niezmiernie złożonym, ale jakiś pogląd na świat daje.
Otóż w/g mnie, to:
Religia zakłamuje prawdziwe widzenie świata, ogłupia, wmawia, że to co naturalne jest złe i na odwrót, zniechęca do poznawania świata, powoduje istne rozdwojenie jaźni w człowieku oraz rości sobbie pretensje do władzy nad człowiekiem i do wszystkiego co piękne i uznane przez nią.

Dalej pisze Pani:
>Problem w tym, że zdaniem niektórych wierzących w kwestiach spraw doczesnych wierzącemu łatwiej jest być bezwzględnie racjonalnym niż niewierzącemu. Bo wiara (w zaświaty) daje sens życia wierzącemu , pomaga mu więc wytrwać w rozdarciu "niewiedzy" (o świecie).

Tu się z Panią też nie zgodzę. Człowiek pisany przez duże "C" to nie lękliwy stworek szukający schronienia, ale tytan szukający rozwiązania dla stających przed nim problemów. Nie ma wyimaginowanych lęków, tylko ostro ściera się ze światem, próbując z nim jednocześnie współistnieć jako jego cząstka. Wiara w zaświaty pozostaje słabym i głupim.

I dalej pisze Pani, że:
>- nauka zabrania rozstrzygania o faktach w świecie metodami nienaukowymi. "Ze stanowiska chrześcijańskiego obowiązuje (ta zasada) również dlatego, że każda ideologia jest bluźnierstwem, przypisuje autorytetowi ludzkiemu cechy boskie" (Bocheński, Wspomnienia, Załaczniki)

W biblii, to bóg przypisuje człowiekowi swoje atrybuty.

>- są rzeczy, np. wartości (etyka), które nie lezą w dziedzinie nauki (wartości nie ma w świecie ale są gdzieś na jego skraju).

Po prostu być może nauka jeszcze do nich nie dorosła. Być może właśnie dzięki religii do tej pory nie mogła tego zrobić?

>Napisałam ci jaką rolę odgrywa wiara z punktu widzenia doczesności, że pełni rolę podpórki dla etyki. A takze, że w ramach wiary chrześcijańskiej myśl humanistyczna mówiąca o pełnym rozwoju jednostki nabiera szczególnej mocy i blasku.

Etyka nie potrzebuje podpórek. Prawdziwy Człowiek po prostu jest etyczny. Człowiek religijny najczęściej musi swoją wymuszoną etykę podpierać jakąś religią właśnie, bo sam na ogół jest pozbawiony umiejętności rozróżniania dobra i zła.

>Natomiast rzeczywiście w tym wątku wystąpiłam w roli apologety, ponieważ Agnieszka poruszyłam temat wiary w Boga pozaświatowego. Napisała ona, że Bóg - mimo że jak sama zauważyłaś nikt Go nie widział! (a więc nawet jeśli Bóg istnieje to się nie narzuca!)- stoi jej na drodze do uwierzenia w siebie i rozwoju osobistego.

Agnieszka nie pisze, że bóg stoi jej na drodze. Dawno usunęła ten dylemat ze swego życia. To nie bóg tylko właśnie nieetyczni wyznawcy różnych dziwnych ideologii zaświatowych ograniczają jej swobode intelektualną, a co gorsza często uniemożliwiają bycie naprawdę etyczną.
>Moim zdaniem przy założeniu, że Bóg istnieje jest wprost przeciwnie- wymaga to więc wyjaśnienia. Nie sadzę, abym przekonała Agnieszkę, ale przynajmniej powinnyśmy wyjaśnić sobie jasno założenia, jakie obie przyjmujemy i tok myślenia.
>Wracając więc do meritum sądzę, że Adolf Hitler też wierzył w SIEBIE i TO JAK! To chyba trochę głupie stwierdzenie. Hitler był wychowany w stricto religijnych warunkach i był raczej mocno zakompleksionym konusem.

>Piszesz o wolności. A może wolność kończy się tam gdzie zaczynamy się zastanawiać, co to znaczy być dobrym??????
>Mam pytanie czy rozsądnie jest unikać stawiania sobie tego pytania w imię wolności?
Ja wiem co to znaczy być dobrym. Nie muszę się specjalnie nad tym zastanawiać. A wolnym nie jestem dzięki religiantom różnego autoramentu, którzy zdominowali naszą kulturę i bez przerwy wywierają w sposób amoralny wpływ na wszystko i na wszystkich. Chociaż ponoć bóg dał nam wolny wybór, to jego przedstawiciele bardzo chcą nas go pozbawić.
>P.S. Wygląda to tak jakby samo Jego istnienie było dla nas niewygodne?!! Ciekawe dlaczego? Dlaczego Żydzi tak naprawdę zabili Jezusa? Można się domyślać dlaczego. Większość z nas ma pokusę zrobić czasem coś złego kosztem kogoś innego, ale nikt nie chciałby aby jego samego krzywdzono i stale spotkało coś złego (tylko wymaga od innych ludzi uczciwości). Natomiast istnienie Boga sprawia to, że to co wybieraliśmy na "krótką metę" dla innych/i samych siebie: zło, niesprawiedliwość, brak litości, moze spotkać nas po śmierci i przybrać pośmiertnie charakter wyboru nieodwołalnego dla nas- a tego nikt nie chce, być może dlatego tak nas to dręczy... Bóg nie musi się narzucać, bo dał nam sumienie? Czyżby Agnieszka prowadziła tytaniczną walkę z własnym sumieniem???
Agnieszka prowadzi walkę z psychopatycznymi, pozbawionymi zasad, a często też własnych przemyśleń religiantami. Nie walczy się z czymś czego nie ma.

Pozdrawiam
Orcio (481 punktów)
>Pani Tereso pisze pani, że:
>>Religia jest zjawiskiem niezmiernie złożonym, ale jakiś pogląd na świat daje.
>Otóż w/g mnie, to:
>Religia zakłamuje prawdziwe widzenie świata, ogłupia, wmawia, że to co naturalne jest złe i na odwrót, zniechęca do poznawania świata,

Mam jedną prośbę, mówić jak to niektórzy tu postulują konsekwentnie, wyłącznie w swoim imieniu (a nie nakazywać aby ludzie ograniczali swe sady wynikajace z religii jeśli są wierzacy a jeśli są nie wierzacy to wszelką pomyję na nieznanych sobie ludzi wylać mogą) . nawet jeśli dla ciebie i dla miliona innych tak jest nie mozesz wykluczyc jednego przypadku, gdzie będzie na odwrót, nie możesz też wykluczyć, że dla kogos twórcze myslenie przejawia się w innej dziedzinie niz twoje i tak dalej... .
Najróżniejszymi drogami chadza ludzka psychika i często bywa, ze wydaje sie zgoła irracjonalna.

>powoduje istne rozdwojenie jaźni w człowieku oraz rości sobbie pretensje do władzy nad człowiekiem i do wszystkiego co piękne i uznane przez nią.

Myslisz, ze tego nie da się karykaturalnie zastosować takze do racjonalnego, ośweceniowego umysłu? Juz tu pare razy czytałem jak to racjonalizm wedle wstepu ma polegać na obronie 10% irracjonalnosci przez 90% procent racjonalności. To dopiero rozdwojenie jaźni zakrzyknie jakiś zapałczywy apologeta, a ja dodam wiecie co to przypomina? Bo mi przypomina rózne najdziwniejsze rzeczy o których lepiej żeby wasze wrażliwe uszy nie słyszały. Ale żeby juz tak do końca dobić nie wiem czy wiesz ale istnieje w filozofii takie pojęcie jak dialktyka, i na tym nie koniec liczni filozofowie takze estetycy i bynajmniej nnie katolicy (Schopenchauer, Szestow, Adorno, pisarz Gombrowicz) co to widzieli własnie w rozdwojeniu cała nadzieję człowieka.

>Dalej pisze Pani:
>>Problem w tym, że zdaniem niektórych wierzących w kwestiach spraw doczesnych wierzącemu łatwiej jest być bezwzględnie racjonalnym niż niewierzącemu. Bo wiara (w zaświaty) daje sens życia wierzącemu , pomaga mu więc wytrwać w rozdarciu "niewiedzy" (o świecie).
>Tu się z Panią też nie zgodzę. Człowiek pisany przez duże "C" to nie lękliwy stworek szukający schronienia, ale tytan szukający rozwiązania dla stających przed nim problemów. Nie ma wyimaginowanych lęków, tylko ostro ściera się ze światem, próbując z nim jednocześnie współistnieć jako jego cząstka. Wiara w zaświaty pozostaje słabym i głupim.

Jasne, a jeszcze głupszym zostaje wiara w pamięć i wdzięczność względem łowców mamuutów. Aby zrozumiec kontekst. www.sfinia.fora.pl/viewtopic.php?t=723&start=30
Adam R.
>>Pani Tereso pisze pani, że:
>>>Religia jest zjawiskiem niezmiernie złożonym, ale jakiś pogląd na świat daje.
>>Otóż w/g mnie, to:
>>Religia zakłamuje prawdziwe widzenie świata, ogłupia, wmawia, że to co naturalne jest złe i na odwrót, zniechęca do poznawania świata,
>Mam jedną prośbę, mówić jak to niektórzy tu postulują konsekwentnie, wyłącznie w swoim imieniu (a nie nakazywać aby ludzie ograniczali swe sady wynikajace z religii jeśli są wierzacy a jeśli są nie wierzacy to wszelką pomyję na nieznanych sobie ludzi wylać mogą) . nawet jeśli dla ciebie i dla miliona innych tak jest nie mozesz wykluczyc jednego przypadku, gdzie będzie na odwrót, nie możesz też wykluczyć, że dla kogos twórcze myslenie przejawia się w innej dziedzinie niz twoje i tak dalej... .
>Najróżniejszymi drogami chadza ludzka psychika i często bywa, ze wydaje sie zgoła irracjonalna.
   Po pierwsze: w tekście wyraźnie zaznaczam, że to jest moja opinia.
Po drugie: jeden przypadek na milion, to naprawdę ogromna rzadkość i statystycznie raczej nieważna w jednostkowym ludzkim życiu.
Po trzecie: to zależne jest od tego jak szerokimi horyzontami myślowymi człowiek operuje, albowiem jak mawiał prof. Sedlak "specjalizacja jest domeną miernot".
Po czwarte: nie wylewam na nikogo osobiście pomyj, tylko na pewne poglądy pewnej grupy ludzi.
>>powoduje istne rozdwojenie jaźni w człowieku oraz rości sobbie pretensje do władzy nad człowiekiem i do wszystkiego co piękne i uznane przez nią.
>Myslisz, ze tego nie da się karykaturalnie zastosować takze do racjonalnego, ośweceniowego umysłu? Juz tu pare razy czytałem jak to racjonalizm wedle wstepu ma polegać na obronie 10% irracjonalnosci przez 90% procent racjonalności. To dopiero rozdwojenie jaźni zakrzyknie jakiś zapałczywy apologeta, a ja dodam wiecie co to przypomina? Bo mi przypomina rózne najdziwniejsze rzeczy o których lepiej żeby wasze wrażliwe uszy nie słyszały. Ale żeby juz tak do końca dobić nie wiem czy wiesz ale istnieje w filozofii takie pojęcie jak dialktyka, i na tym nie koniec liczni filozofowie takze estetycy i bynajmniej nnie katolicy (Schopenchauer, Szestow, Adorno, pisarz Gombrowicz) co to widzieli własnie w rozdwojeniu cała nadzieję człowieka.
   Karykaturalnie można zastosować wszystko do wszystkiego. Oświeceniowy umysł natomiast ma niewiele wspólnego ze współczesnym racjonalizmem. Był zaledwie jego prapoczątkami w "kulturze chrześcijańskiej". Ta obrona 10% irracjonalności to właśnie uwzględnienie tego jednego na milion przypadku odbiegającego od norm, choć jak widać ten odsetek jest tutaj na wszelki wypadek ogromnie zawyżony Nie ma to nic wspólnego z rozdwojeniem jaźni, a tylko stwierdza, że u niektórych ludzi mózgi są sprawne inaczej ze względu na różne anatomiczne powikłania konstrukcyjne tychże. Uszu nie mam wrażliwych, a tylko słuch dobry, więc jak masz coś Waść to wal! Chętnie się ustosunkuję, a i choryzonty poszerzę i poglądy wykrystalizuje. Przecież o to chodzi.
>>Dalej pisze Pani:
>>>Problem w tym, że zdaniem niektórych wierzących w kwestiach spraw doczesnych wierzącemu łatwiej jest być bezwzględnie racjonalnym niż niewierzącemu. Bo wiara (w zaświaty) daje sens życia wierzącemu , pomaga mu więc wytrwać w rozdarciu "niewiedzy" (o świecie).
>>Tu się z Panią też nie zgodzę. Człowiek pisany przez duże "C" to nie lękliwy stworek szukający schronienia, ale tytan szukający rozwiązania dla stających przed nim problemów. Nie ma wyimaginowanych lęków, tylko ostro ściera się ze światem, próbując z nim jednocześnie współistnieć jako jego cząstka. Wiara w zaświaty pozostaje słabym i głupim.
>Jasne, a jeszcze głupszym zostaje wiara w pamięć i wdzięczność względem łowców mamuutów. Aby zrozumiec kontekst. www.sfinia.fora.pl/viewtopic.php?t=723&start=30
>
   Nie jestem ani wdzięczny łowcom mamutów, ani też nie zamierzam pozostawiać we wdzięcznej pamięci potomnych spuścizny jakowejś po sobie, o ile nie miałaby ona pozytywnie oddziałać na nich. Ale i tak kiedy umrę, to mnie nie będzie i to kto i co z mą ewentualną spuścizną ( fuj, co to za słowo ) zrobi to tylko jego problem.
Pozdrawiam naprawdę serdecznie!
Orcio (481 punktów)
>>>Pani Tereso pisze pani, że:
>>>>Religia jest zjawiskiem niezmiernie złożonym, ale jakiś pogląd na świat daje.
>>>Otóż w/g mnie, to:
>>>Religia zakłamuje prawdziwe widzenie świata, ogłupia, wmawia, że to co naturalne jest złe i na odwrót, zniechęca do poznawania świata,
>>Mam jedną prośbę, mówić jak to niektórzy tu postulują konsekwentnie, wyłącznie w swoim imieniu (a nie nakazywać aby ludzie ograniczali swe sady wynikajace z religii jeśli są wierzacy a jeśli są nie wierzacy to wszelką pomyję na nieznanych sobie ludzi wylać mogą) . nawet jeśli dla ciebie i dla miliona innych tak jest nie mozesz wykluczyc jednego przypadku, gdzie będzie na odwrót, nie możesz też wykluczyć, że dla kogos twórcze myslenie przejawia się w innej dziedzinie niz twoje i tak dalej... .
>>Najróżniejszymi drogami chadza ludzka psychika i często bywa, ze wydaje sie zgoła irracjonalna.
>   Po pierwsze: w tekście wyraźnie zaznaczam, że to jest moja opinia.
To przepraszam, inaczej to odebrałem.

>Po drugie: jeden przypadek na milion, to naprawdę ogromna rzadkość i statystycznie raczej nieważna w jednostkowym ludzkim życiu.

Własnie, że ważna (podałem tak rzadki przypadek aby panu coś uzmysłowić, myślę, zresztą że częściej występuje). a zozumie to pan gdy uświadomi sobie jeszcze, ze pod wieloma względami z pewnoscią tez jest pan przypadkiem jednym na milion, co wynika z zmiennośći genetycznej chociażby.

>Po trzecie: to zależne jest od tego jak szerokimi choryzontami myślowymi człowiek operuje, albowiem jak mawiał prof. Sedlak "specjalizacja jest domeną miernot".

I co z tego, ze on tak maiwiał? Teraz nagle zdanie autorytetu jednego z pośród wielu milionów innych autorytetów staje sie takie ważne. To jest zreszta ogromne uproszczenie ponieważ nie uwzglednia miedzy innymi istnnienia kilku rodzajów umysłowości, (takiego banału, że własnie racjonalizm i oświecenie do specjalizacji się przyczyniły z powodu ograniczoości umysłu), tego, ze szerokość horyzontami (samo "h" się pisze, mówiąc przekornie i czepialsko gdy pisał pan posta pańskie szerokie horyzonty nie obejmowały słownika ortograficznego?) Przepraszam, że wytknąłem ci taką drobnostkę ale tutaj i zapewne w wielu innych kwestiach widać jak bardzo problematyczna jest szerokosć horyzontów, co się odnosi do wszystkich ludzi. Nadto pozostaje przekorne pytanie czy nie da się owych szerokich horyzontów nazwać czasem "dyletanctwem"?

>Po czwarte: nie wylewam na nikogo osobiście pomyj, tylko na pewne poglądy pewnej grupy ludzi.
Co niestety przy pewnej interpretacji racjonalizmu jest jednoznaczne.

>>>powoduje istne rozdwojenie jaźni w człowieku oraz rości sobbie pretensje do władzy nad człowiekiem i do wszystkiego co piękne i uznane przez nią.
>>Myslisz, ze tego nie da się karykaturalnie zastosować takze do racjonalnego, ośweceniowego umysłu? Juz tu pare razy czytałem jak to racjonalizm wedle wstepu ma polegać na obronie 10% irracjonalnosci przez 90% procent racjonalności. To dopiero rozdwojenie jaźni zakrzyknie jakiś zapałczywy apologeta, a ja dodam wiecie co to przypomina? Bo mi przypomina rózne najdziwniejsze rzeczy o których lepiej żeby wasze wrażliwe uszy nie słyszały. Ale żeby juz tak do końca dobić nie wiem czy wiesz ale istnieje w filozofii takie pojęcie jak dialktyka, i na tym nie koniec liczni filozofowie takze estetycy i bynajmniej nnie katolicy (Schopenchauer, Szestow, Adorno, pisarz Gombrowicz) co to widzieli własnie w rozdwojeniu cała nadzieję człowieka.
>   Karykaturalnie można zastosować wszystko do wszystkiego.
O teraz nagle bagatelizujemy mądrosć karykatury, smiechu i ironi gdy nie jest to nam wygodne?

>Oświeceniowy umysł natomiast ma niewiele wspólnego ze współczesnym racjonalizmem. Był zaledwie jego prapoczątkami w "kulturze chrześcijańskiej".
Ciekawa koncepcja ale przypomina mi ona sekciarską wiarę, wedle której istnieje jeden słuszny, obecny model humanizmu i racjonalizmu.

>Ta obrona 10% irracjonalności to właśnie uwzględnienie tego jednego na milion przypadku odbiegającego od norm,
Oj, chyba źle przeczytałeś albo ja źle napisałem obrona 10% racjonalności przed 90% irracjonalnosci.

>choć jak widać ten odsetek jest tutaj na wszelki wypadek ogromnie zawyżony
Racjonalistów? :-D

>Nie ma to nic wspólnego z rozdwojeniem jaźni, a tylko stwierdza, że u niektórych ludzi mózgi są sprawne inaczej ze względu na różne anatomiczne powikłania konstrukcyjne tychże.
Tak oczywiscie a o tym wszystkim wyrokuję ja i mój w ostatecznym rozrachunku sąd.

>Uszu nie mam wrażliwych, a tylko słuch dobry, więc jak masz coś Waść to wal!
Może mam, moze nie mam, a może nie zamierzam narażać moderatorów, jak jesteś ciekaw zajrzyj do zapodanego linka/

>>>Dalej pisze Pani:
>>>>Problem w tym, że zdaniem niektórych wierzących w kwestiach spraw doczesnych wierzącemu łatwiej jest być bezwzględnie racjonalnym niż niewierzącemu. Bo wiara (w zaświaty) daje sens życia wierzącemu , pomaga mu więc wytrwać w rozdarciu "niewiedzy" (o świecie).
>>>Tu się z Panią też nie zgodzę. Człowiek pisany przez duże "C" to nie lękliwy stworek szukający schronienia, ale tytan szukający rozwiązania dla stających przed nim problemów. Nie ma wyimaginowanych lęków, tylko ostro ściera się ze światem, próbując z nim jednocześnie współistnieć jako jego cząstka. Wiara w zaświaty pozostaje słabym i głupim.
>>Jasne, a jeszcze głupszym zostaje wiara w pamięć i wdzięczność względem łowców mamuutów. Aby zrozumiec kontekst. www.sfinia.fora.pl/viewtopic.php?t=723&start=30
Orcio (481 punktów)
>zamierzam pozostawiać we wdzięcznej pamięci potomnych spuścizny jakowejś po sobie, o ile nie miałaby ona pozytywnie oddziałać na nich. Ale i tak kiedy umrę, to mnie nie będzie i to kto i co z mą ewentualną spuścizną ( fuj, co to za słowo ) zrobi to tylko jego problem.

A twój problem taki, że jak ciebie nie będzie to wszystko co teraz zrobisz albo robisz i tak obiektywnie dla ciebie sensu mieć nie może.

>Pozdrawiam naprawdę serdecznie!
Ze swzjamenością
Adam R. (23 punktów)
> >zamierzam pozostawiać we wdzięcznej pamięci potomnych spuścizny jakowejś po sobie, o ile nie miałaby ona pozytywnie oddziałać na nich. Ale i tak kiedy umrę, to mnie nie będzie i to kto i co z mą ewentualną spuścizną ( fuj, co to za słowo ) zrobi to tylko jego problem.
>A twój problem taki, że jak ciebie nie będzie to wszystko co teraz zrobisz albo robisz i tak obiektywnie dla ciebie sensu mieć nie może.
>>Pozdrawiam naprawdę serdecznie!
>Ze swzjamenością
>
   Skoro jestem, to wszystko, co robię ma sens, dopóki jestem, a jak mnie nie będzie to sensu tego, co robię teraz też dla mnie nie będzie, bo mnie nie będzie.

Z jeszcze większą "swzajemnością" pozdrawiam!
Orcio (481 punktów)
>> >zamierzam pozostawiać we wdzięcznej pamięci potomnych spuścizny jakowejś po sobie, o ile nie miałaby ona pozytywnie oddziałać na nich. Ale i tak kiedy umrę, to mnie nie będzie i to kto i co z mą ewentualną spuścizną ( fuj, co to za słowo ) zrobi to tylko jego problem.
>>A twój problem taki, że jak ciebie nie będzie to wszystko co teraz zrobisz albo robisz i tak obiektywnie dla ciebie sensu mieć nie może.
>>>Pozdrawiam naprawdę serdecznie!
>>Ze swzjamenością
>>   Skoro jestem, to wszystko, co robię ma sens, dopóki jestem, a jak mnie nie będzie to sensu tego, co robię teraz też dla mnie nie będzie, bo mnie nie będzie.
To miałem na myśli mówiąć o filozoficznym zakłamywaniu rzeczywistości. Niektórzy maja odwage o tym mówić. na przykład Heidegger powiedział, że wszelka filozoficzna mądrość na temat śmierci nic nie jest warta, a indywidualne doświaedczenie umierania nie da się przekazać. Tak wiec nawet na gruncie ateistycznego egzystencjalizmu czekają cie męki czegoś co nie bedziesz mógł zwerytyfikować i decyzje których trafności z góry nie bedziesz mógł oszacować.
>Z jeszcze większą "swzajemnością" pozdrawiam!
Adam R. (23 punktów)
>>> >zamierzam pozostawiać we wdzięcznej pamięci potomnych spuścizny jakowejś po sobie, o ile nie miałaby ona pozytywnie oddziałać na nich. Ale i tak kiedy umrę, to mnie nie będzie i to kto i co z mą ewentualną spuścizną ( fuj, co to za słowo ) zrobi to tylko jego problem.
>>>A twój problem taki, że jak ciebie nie będzie to wszystko co teraz zrobisz albo robisz i tak obiektywnie dla ciebie sensu mieć nie może.
>>>>Pozdrawiam naprawdę serdecznie!
>>>Ze swzjamenością
>>>   Skoro jestem, to wszystko, co robię ma sens, dopóki jestem, a jak mnie nie będzie to sensu tego, co robię teraz też dla mnie nie będzie, bo mnie nie będzie.
>To miałem na myśli mówiąć o filozoficznym zakłamywaniu rzeczywistości. Niektórzy maja odwage o tym mówić. na przykład Heidegger powiedział, że wszelka filozoficzna mądrość na temat śmierci nic nie jest warta, a indywidualne doświaedczenie umierania nie da się przekazać. Tak wiec nawet na gruncie ateistycznego egzystencjalizmu czekają cie męki czegoś co nie bedziesz mógł zwerytyfikować i decyzje których trafności z góry nie bedziesz mógł oszacować.
   Jakie męki!!! Co Ty chłopinko z tymi mękami? Przecież życie jest piękne! Korzystaj z niego! Daj sobie spokój z Heideggerem. Jak bym miał tu zacząć przytaczać poglądy filozofów na temat śmierci, to bym chyba umarł.
Sugeruję Ci ( jeżeli mogę oczywiście ), abyś naprawdę zaczął korzystać z życia, pamiętając jednakże o jednej ważnej rzeczy: nikogo nie krzywdź, bo to jest złe. To najważniejsze przykazanie pozostawiam Ci do przemyślenia.

Pozdrawiam i życzę miłych snów.
Orcio (481 punktów)

>>To miałem na myśli mówiąć o filozoficznym zakłamywaniu rzeczywistości. Niektórzy maja odwage o tym mówić. na przykład Heidegger powiedział, że wszelka filozoficzna mądrość na temat śmierci nic nie jest warta, a indywidualne doświaedczenie umierania nie da się przekazać. Tak wiec nawet na gruncie ateistycznego egzystencjalizmu czekają cie męki czegoś co nie bedziesz mógł zwerytyfikować i decyzje których trafności z góry nie bedziesz mógł oszacować.
>   Jakie męki!!! Co Ty chłopinko z tymi mękami?
Życie jest również męką nic na to nie poradzę, ale zdradze ci, ze bez tej meki szczęścia nie ma. I troche zrozumienia dla poezji.
>Przecież życie jest piękne!
Ale przemija! Sięgnij do Tatarkiewicza "O szczęściu" dyskusja miedzy pessymizmem a optymizmem jest nierozstzrygalna.
>Korzystaj z niego! Daj sobie spokój z Heideggerem.
Bo? Demagogia kolego.
>Jak bym miał tu zacząć przytaczać poglądy filozofów na temat śmierci, to bym chyba umarł.
Obowiązkiem humanisty jest stawić czoła wszystkiemu.
>Sugeruję Ci ( jeżeli mogę oczywiście ), abyś naprawdę zaczął korzystać z życia,
Korzystam,nie pocieszaj mnie.
>pamiętając jednakże o jednej ważnej rzeczy: nikogo nie krzywdź, bo to jest złe. To najważniejsze przykazanie pozostawiam Ci do przemyślenia.
Wzajemnie, daje ci pod rozwagę zbadanie relacji wierzący-niewierzacy, wyciagniesz ciekawe wnioski jeuśli nie bedziesz chciał nikogo krzywdzić. Mozesz wybrać tez innych radykalnie róznych jak ci to odpowiada.
>Pozdrawiam i życzę miłych snów.
Pozdr.

Ps: gadasz jak Neon z KK przypdkiem nawrócony na ateizm.
Agnieszka Niechciał (85 punktów)
   Droga Tereso piszesz, że:
   
>...Bóg - mimo że jak sama zauważyłaś nikt Go nie widział! (a więc nawet jeśli Bóg istnieje to się nie narzuca!)- stoi jej na drodze do uwierzenia w siebie i rozwoju osobistego.
>Moim zdaniem przy założeniu, że Bóg istnieje jest wprost przeciwnie- wymaga to więc wyjaśnienia. Nie sadzę, abym przekonała Agnieszkę, ale przynajmniej powinnyśmy wyjaśnić sobie jasno założenia, jakie obie przyjmujemy i tok myślenia.

Ja również nikogo nie mam zamiaru do niczego przekonywać, Tereso, i żaden tz. "Bóg" nie stoi mi na przeszkodzie czegokolwiek. Po prostu ten problem dla mnie nie istnieje! Jestem poza tego rodzaju dywygacjami. Nawet, prawdę mówiąc, nie interesuje mnie, czy mam rację ja, czy ty. Ten temat dla mnie jest obcy, choć widzę, że wiele osób mocno wciąga! - temat ewentualnego boga. Dla mnie najważniejsza jest samorealizacja dla dobra mojego i innych.   Dalej piszesz:   

>Wracając więc do meritum sądzę, że Adolf Hitler też wierzył w SIEBIE i TO JAK!

   Mylisz się Tereso - Hitler był bardzo małym, zakompleksionym człowieczkiem, na dodatek wychowanym w tradycji bardzo chrześcijańskiej ( uczył się w szkole benedyktynów i chciał nawet zostać księdzem )! I, bardzo Cię proszę nie porównuj nawet tak różnych zjawisk ze sobą!

>Czyżby Agnieszka prowadziła tytaniczną walkę z własnym sumieniem???

Wierz mi, że nie!Aha, i jeszcze jedno: Etyka ( chrześcijańska, podpierana przez boga ), która wymaga podpórek jest kulawą etyką !!!
Pozdrawiam.
>


Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller

Agnieszka Niechciał (85 punktów)
Nie wiem co, ale coś jest nie tak z edycją! Ewentualnie proszę o pomoc admina ( znikają mi znaczniki i wszystko jest na odwrót ).

Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
enfant (64444 punktów)
>Nie wiem co, ale coś jest nie tak z edycją! Ewentualnie proszę o pomoc admina ( znikają mi znaczniki i wszystko jest na odwrót ).

Jak cytujesz, to stosuj znak większości, a nie "p" w nawiasach ostrych. I uspokuj się, dziecko. Wszystko będzie dobrze.
Agnieszka Niechciał (85 punktów)
>>Nie wiem co, ale coś jest nie tak z edycją! Ewentualnie proszę o pomoc admina ( znikają mi znaczniki i wszystko jest na odwrót ).
>Jak cytujesz to stosuj znak większości, a nie "p" w nawiasach ostrych. I uspokuj się, dziecko. Wszystko będzie dobrze.

Dzięki bardzo za pomoc

Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
09-07-2006 21:38 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Tereso, i żaden tz. "Bóg" nie stoi mi na przeszkodzie czegokolwiek. Po prostu ten problem dla mnie nie istnieje! Jestem poza tego rodzaju dywygacjami.

Przekonajmy się czy tak jest istotnie... coś jednak miałaś na mysli pisząc o "oddawaniu się w jarzmo jakiemuś wyobrażeniu dla wygody i lenistwa umysłowego"?

>Nawet, prawdę mówiąc, nie interesuje mnie, czy mam rację ja, czy ty.

Agnieszko, bój się Boga! No co Ty??!! Chwilę dalej piszesz, że "Dla mnie najważniejsza jest samorealizacja dla dobra mojego i innych". Czy tutaj nie ma, aby sprzeczności? Jeśli nasze poglądy są sprzeczne to znaczy, że obie nie możemy mieć racji. Jeżeli to Ty przykładowo nie masz racji, tylko się mylisz, to zamiast się samorealizować będziesz realnie szkodzić sobie i innym, ponieważ będziesz działać w sposób, który nie odpowiada rzeczywistości, zgadzasz się? A mówimy tutaj o rozstrzygnięciu sprawy najważniejszej dla naszego życia!

>Dla mnie najważniejsza jest samorealizacja dla dobra mojego i innych.

Ok, zapamiętajmy to "dla dobra mojego i innych".

>I, bardzo Cię proszę nie porównuj nawet tak różnych zjawisk ze sobą!

Na początek czy możesz mi wyjaśnić, co to w praktyce znaczy "Uwierzmy w siebie!". Weźmy może jako przykład cudzołóstwo. Załóżmy, ze strasznie podoba mi się pan Y, który jest żonaty z panią X i że związek z Y jest dla mnie jedyną szansą na szczęście. Czy " uwierzyć w siebie" to znaczy, że mam uwierzyć w to, że uda mi się odbić Y pani X i ze będziemy żyli długo i szczęśliwe? Czy też mam uwierzyć w to, że uda mi się zostawić go w spokoju (ponieważ jeśli zależy mi na jego dobrze, to skoro ten człowiek podjął zobowiązanie, to jeśli złamie przyrzeczenie, to straci twarz). Dochodzi tu do jawnego napięcia pomiędzy dążeniem każdego nas do szczęścia a wołaniem bliźnich, żeby ich kochać jak samego siebie (mam tutaj na myśli nie tylko pana Y, ale także jego żonę i ich dzieci, bo oni też dążą do samorealizacji i szczęścia i do tego potrzebują Y). Co mam wybrac?

Agnieszko , poddanie się Bogu, oznacza poddanie się temu co jest w nas najlepsze i najwyższe. Wynika to, że tego, ze nie jest On tylko transcendentny ale i immanentny. Nie chodzi tutaj o to, aby biernie (jak to nazwałaś "wygoda i lenistwo umysłowe") patrzeć na życie i nie starać się kierować się ku lepszemu. Takie poddanie naszej woli woli Absolutu (a raczej zjednoczenie naszej woli z wolą Absolutu) nadaje nam niezwykłą szlachetność i moc, podnosi nas zamiast poniżać, bo czyni nas niezależnymi od małych rzeczy. To prawda, że to poddanie może wymagać od nas ogromnych rzeczy i to prawda, że nawet jeśli nie rozumiemy w pełni ich znaczenia i celu to powinniśmy je przyjąc.

Ale jak to pogodzić z etyką i wartościami obiektywnymi?

Ty zdaje się piszesz o prawie autonomii etycznej i o opieraniu wszystkiego na wewnętrznym kulcie wartości ("brak jarzma"). Zupełnie bowiem pomijasz problem istnienia niezależnych norm etycznych i wartości obiektywnych. Tym samym sama odbierasz sobie prawo to stwierdzenia, że to, co zrobił Hitler jest złe, co jest- chyba przyznasz- właśnie nieludzkie!!! Bowiem argument, że miał on kompleksy upada, bo nie masz żadnej obiektywnej normy, aby ocenic, co jest kompleksem a co nie. Bo żeby ocenić, co jest kompleksem, a co nim nie jest musisz wpierw mieć wyobrażenie idealnego człowieka czy jak to napisałaś "irracjonalnej imaginacji". Możesz też poczytać artykuł "O pedofilii" (neutrum.racjonalista.pl/kk.php/s,4853) jest tam obiektywne uzasadnienie dlaczego pedofilia jest zła (uzasadnienie to jest tylko zawężeniem nauki katolickiej!!!), ale czy zatem ktoś o skłonnościach pedofilskich nie powinien przyjąć tej normy etycznej z bezwględnym poddaniem mimo że wymaga to od niego trudnej rzeczy (np. życia w celibacie), czy przyjęcie jej go poniży czy raczej uszlachetni?

Wg nauki katolickiej etyka nie oparta na obiektywnych wartościach, nie jest etyką tylko jej parodią. To, co jest dobre i złe dla człowieka nie jest jego wymysłem! Natomiast każdy człowiek ma subiektywne sumienie, które ma odkrywać, co jest obiektywnie dobre a co złe dla natury człowieka. Wydaje się, że rzecz w teorii jest dość łatwa i trzeba być ograniczonym etycznie, aby nie rozumieć, ze w tej nauce jest prawda.

I tak podporządkowanie się Bogu jest aktem tego samego typu, co podporządkowanie się prawom etycznym i wartościom obiektywnym. Moja diagnoza jest taka, że rolę "jarzma" pełnią u Ciebie wartości obiektywne, ale może się mylę??? Jak dla mnie odrzucenie owego "jarzma" byłoby więc nie ludzkie, a dla Ciebie?

>Wierz mi, że nie!Aha, i jeszcze jedno: Etyka ( chrześcijańska, podpierana przez boga ), która wymaga podpórek jest kulawą etyką !!!

Nie, nie zrozumiałyśmy się. To ludzie w większości są "kulawi", bo nie potrafią sprostać tej etyce (bez podpórki - religii).
To jest problem dość złożony, bo niektórzy, mimo, że wiedzą, co jest dobre, postępują źle. A niektórzy są też na tyle ograniczeni etycznie tudzież ślepi, że nazywają zło dobrem i odwrotnie.

Pozdrawiam
Agnieszka Niechciał (85 punktów)
   Tereso!
   Nawet nie wiem, co Ci odpowiedzieć, ponieważ, z tego , co czytam, to odbieramy na zupełnie odmiennych falach!
Dla mnie problemy, które opisujesz nie są problemami i pewnie odwrotnie, więc wieczne dywagacje na te tematy są bezcelowe. To nie to, że nie chcę dyskutować, tylko po prostu nie ma o czym. Totalnie się z Tobą nie zgadzam i nie popieram Twoich poglądów. Pewnie tak samo, jak Ty moich - i w tym cały sęk!!!
Byłam kiedyś osobą wierzącą, więc wiem w czym rzecz i bardzo się cieszę, że już nie jestem. Po prostu WYROSŁAM Z TEGO! I bardzo się z tego cieszę - powtarzam!
   Nie pałam nienawiścią do osób wierzących, bo wiem, że niektórym wiara w jakieś bóstwo jest potrzebna. Rozumiem to, ale naprawdę mnie to już nie dotyczy - wolę być czarną owcą, wolnomyślicielem, sama dla siebie kierunkowskazem, nieudacznikiem, mędrcem, myszką i tytanem - ale na własny rachunek, bez siły nadprzyrodzonej w tle.
   
Nie rozumiem zacietrzewienia religiantów, nie rozumiem, jak można zabijać w imię religii, nie rozumiem, jak można nienawidzieć w imię religii. Nie rozumiem, jak można być tak bardzo zakłamanym, chciwym, fałszywym i niemoralnym, i to wszystko w imię miłości do bliźniego.
Nawet, jeżeli są osoby naprawdę hołubiące wiarę ( potrzebę wiary ) w boga i uczciwe wobec niej i innych - a sądzę, że tak jest, to i tak ten światopogląd mocno mi nie odpowiada!</br>
I na szczęście nic tego nie zmieni!
Pozdrawiam!


Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
Totus
>I na szczęście nic tego nie zmieni!
No chyba, że na nie-szczęście zrozumiesz o czym pisze Teresa. Wtedy zagrzmi stopka, którą operujesz.
bezsenność w sieci
>Nie pałam nienawiścią do osób wierzących, bo wiem, że niektórym wiara w jakieś bóstwo jest potrzebna.
a później piszesz na odpowiedź Cieślańskiego
>Całkowicie popieram przytoczone argumenty, choć przydługie - niestety prawdziwe.
A świstak siedzi i zawija...
Agnieszka Niechciał (85 punktów)
>>Nie pałam nienawiścią do osób wierzących, bo wiem, że niektórym wiara w jakieś bóstwo jest potrzebna.
>a później piszesz na odpowiedź Cieślańskiego
>>Całkowicie popieram przytoczone argumenty, choć przydługie - niestety prawdziwe.
>A świstak siedzi i zawija...
>
   Wybacz, ale nie będę wstydziła się tego, że jestem totalną ateistką, że wiara w jakieś bóstwa nie jest mi do czegokolwiek potrzebna. Staram się mieć wolny umysł i chłonąć życie takim jakim jest, bez zbędnych balastów.
Fakty są faktami i nic nie zmieni historii ( i teraźniejszości ) religii. Pełno w niej wojen, cierpienia i upodlenia. Zresztą nie mam zamiaru tutaj się powtarzać. Są ludzie, którzy nie dopuszczają tych faktów do świadomości - trudno - moc "słowa bożego" jest rzeczywiście fascynująca...   Wbrew Twojemu stwierdzeniu - do nikogo nie pałam nienawiścią. Znam wielu ludzi, którzy są katolikami i kwituję to jedynie słowem: To Twój problem. Nikogo z tego powodu nie wyśmiewam, nie wyrzynam i nie prześladuję - dziwne, prawda? A co najważniejsze - nie staram się nikogo na siłę przekonywać do swoich prawd. Gdybyś uważnie czytał moje posty, wiedziałbyś o tym na pewno!
   Pozdrawiam.


Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
bezsenność w sieci
Zastanawiam się dlaczego notorycznie argumentujecie swój wybór. Czy ktoś Wam zarzuca tutaj błąd. Piszecie później i szykanujecie ludzi wierzących (upraszczając i wrzucając wszystkich do jednego worka), a tak naprawdę Wasze argumenty tyczą się pseudowierzących, myślę że tu raczej nie zaglądają. Jeśli drugi człowiek (czy jest wierzący czy nie) prezentuje sobą pewien poziom uszanuje Twój ateizm lub Twoją wiarę. Chodziło mi tu o mały niuans: napisałaś że w pełni popierasz kogoś kto pała nienawiścią.
Agnieszka Niechciał (85 punktów)
   Wiesz, na zasadzie takich niuansów, pan Lech Kaczyński obraził się nie dawno na satyryczny artykuł pewnej niemieckiej gazety...
Może powinniśmy nauczyć się także akceptacji siebie ( znów wracamy do wątku głównego ), żeby po prostu nie obrażać się na każdym kroku, tylko przyjąć do wiadomości pewne fakty - nawet w satyrze!    Masz rację! Już nie powtórzę, że jestem ateistką - w tym wątku
Miłych snów!


Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
bezsenność w sieci
Nie wiem dlaczego miałby się ktoś obrazić...uproszczenia są uproszczeniami i tyle...Nie wiem skąd ta analogia z Kaczyńskim...piszesz o braku nienawiści a później ją poparłaś od co, niepotrzebne tu analogie.
Nie chodziło mi o Twój ateizm, możesz pisać o nim ile wlezie, byleby nie upraszczać.
Pozdrawiam
Totus
Droga/i Pani/Panie Tereso
>poddanie się Bogu, oznacza poddanie się temu co jest w nas najlepsze i najwyższe. Wynika to, że tego, ze nie jest On tylko transcendentny ale i immanentny.
Czyli stanie się Bogiem, jest tym co możemy zrobić najlepszego i najwyższego. Oczywiście musimy wybrać jedną z trzech osób bożych i jako że jest to tylko wybór na poziomie języka i tak wybierzemy jedyną dostępną opcję "Syn Boży współistotny Ojcu" czyli "Nauczony i zdolny Nauczać" w duchu nauczania (=uświęcania) a więc Duchu Świętym.
>Nie chodzi tutaj o to, aby biernie (jak to nazwałaś "wygoda i lenistwo umysłowe") patrzeć na życie i nie starać się kierować się ku lepszemu.
Będzie chodziło teraz o to aby pewne sprawy uczciwie uprościć.
>Takie poddanie naszej woli woli Absolutu (a raczej zjednoczenie naszej woli z wolą Absolutu) nadaje nam niezwykłą szlachetność i moc, podnosi nas zamiast poniżać, bo czyni nas niezależnymi od małych rzeczy.
Otóż to. Idąc śladem Twojego przykładu. Męczyzna A chce być "niezależny" i spotyka kobietę B, którą poznaje, a w tym dowiaduje się, że ona również chce pozostać "niezależna". Mogą więc etycznie współżyć ze sobą na zasadach partnerskich na mocy zgodności woli i potrzeb obojga partnerów. Warunkiem koniecznym etyczności tego związku jest ubóstwienie(=wyzwolenie,=przyjęcie sumienia czyli zdolności odróżniania dobra i zła przez uświadomienie sobie nadrzędnych wartości obiektych) obojga partnerów. Czymś oczywistym wtedy staje się dawanie upustu popędom (rzeczy małe) a w tym seksualnym jeżeli przyjdzie ochota pod warunkiem, że nie zaszkodzą "rzeczom dużym". Czy to oznacza spadek ilości małżeństw? A kto powiedział, że ludzie się łączą w związki małżeńskie pod przymusem, przecież zgodnie nawet z KK było by to profanacją.
>To prawda, że to poddanie może wymagać od nas ogromnych rzeczy i to prawda, że nawet jeśli nie rozumiemy w pełni ich znaczenia i celu to powinniśmy je przyjąc.
Agnieszka wierząc w siebie dość mocno może uwierzy, że jest zdolna je nawet zrozumieć, mylę się?
>Ale jak to pogodzić z etyką i wartościami obiektywnymi?
Masz na myśli kompromis z pogaństwem(=ciemnotą) w wydaniu religijnym? Rzeczywiście był to kiedyś trudny dylemat, ale dziś mamy już inny system stawiający na edukację. Będą problemy? Jak sądzisz?
>Ty zdaje się piszesz o prawie autonomii etycznej i o opieraniu wszystkiego na wewnętrznym kulcie wartości ("brak jarzma"). Zupełnie bowiem pomijasz problem istnienia niezależnych norm etycznych i wartości obiektywnych.
No w szkole ani w salce katechetycznej się o nich nie uczy - Więc niby skąd mamy wiedzieć o tych wartościach i problemie ich omijania?
>Tym samym sama odbierasz sobie prawo to stwierdzenia, że to, co zrobił Hitler jest złe, co jest- chyba przyznasz- właśnie nieludzkie!!!
Nawet taki Hitler jest do wybronienia. Przecież jego też nie uczono człowieczeństwa i było ono chyba obce jemu współczesnym.
>Bowiem argument, że miał on kompleksy upada, bo nie masz żadnej obiektywnej normy, aby ocenic, co jest kompleksem a co nie. Bo żeby ocenić, co jest kompleksem, a co nim nie jest musisz wpierw mieć wyobrażenie idealnego człowieka
Nooo, wreszcie o tym piszesz.
>czy jak to napisałaś "irracjonalnej imaginacji".
paskudny mem, nieprawdaż?
>Możesz też poczytać artykuł "O pedofilii" (neutrum.racjonalista.pl/kk.php/s,4853) jest tam obiektywne uzasadnienie dlaczego pedofilia jest zła (uzasadnienie to jest tylko zawężeniem nauki katolickiej!!!)
To nie jest nauka katolicka. Błąd! Katolicyzm to forma głoszenia, której jakość można by oceniać pod warunkiem znajomości bazy, którą reprezentuje.
>ale czy zatem ktoś o skłonnościach pedofilskich nie powinien przyjąć tej normy etycznej z bezwględnym poddaniem mimo że wymaga to od niego trudnej rzeczy (np. życia w celibacie), czy przyjęcie jej go poniży czy raczej uszlachetni?
Czy Świadomość wartości, o których piszemy może go wzmocnić czy przekierować psychicznie do wyjścia z choroby (lub przynajmniej zapanowania nad chorobą) - TAK!!! - i przeciwnie kształtowanie się w systemie z brakiem dostępu do tych wartości, może prowadzić w sprzyjających warunkach do pedofilii.
>Wg nauki katolickiej etyka nie oparta na obiektywnych wartościach, nie jest etyką tylko jej parodią.
Podobnie jak nauka katolicka czy każda inna, która jasno tych wartości nie określa.
>To, co jest dobre i złe dla człowieka nie jest jego wymysłem! Natomiast każdy człowiek ma subiektywne sumienie, które ma odkrywać, co jest obiektywnie dobre a co złe dla natury człowieka.
Inaczej każdy człowiek ma rozumne sumienie, które czyni go człowiekiem i które musi ukształtować na zasadzie testowania na sobie prawidłowości sumienia obiektywnego. Po pierwsze musi wiedzieć czym ono jest.
>Wydaje się, że rzecz w teorii jest dość łatwa i trzeba być ograniczonym etycznie, aby nie rozumieć, ze w tej nauce jest prawda.
Czy przykładowo kult matki boskiej podsycony przez polskiego guru raczej pogłębia ograniczenie i oddala nas od prawdy?
>I tak podporządkowanie się Bogu jest aktem tego samego typu, co podporządkowanie się prawom etycznym i wartościom obiektywnym.
Po prostu wolność umysłowa jest definiowalna w słowie, które staje się wtedy początkiem Boga chrześcijańskiego a w nim woli istnienia
>Moja diagnoza jest taka, że rolę "jarzma" pełnią u Ciebie wartości obiektywne, ale może się mylę???
Słusznie niech sama powie czy je zna i akceptuje. Ty, jako oceniająca, będziesz musiała zrobić to samo, więc uważaj Pani/e Doktor/rze zanim padnie lekarski osąd.
>Jak dla mnie odrzucenie owego "jarzma" byłoby więc nie ludzkie, a dla Ciebie?
[Mt 11,28] Opowiedzenie się za Wolnością Sumienia jest koniecznością Pierwszy świadomy wybór chrześcijanina to ateizacja przez ubóstwienie wewnętrzne w modelu ewangelicznym.
Tereso wiesz, że musisz odpisać, wierzę, że zdołasz, czekam.
Przemysław Szkodziński (17 punktów)
>Wracając więc do meritum sądzę, że Adolf Hitler też wierzył w SIEBIE i TO JAK!

Niestety, sam Adolf by się nie zgodził. Pod fasadą niby-potężnego i charyzmatycznego arcywodza i pseudo-nadczłowieka krył się strasznie zakompleksiony słabeusz (już w czasie II Wojny Światowej przeprowadzono jego psychoanalizę, z której wyniknęło, że targa nim straszne poczucie wstydu i obrzydzenia własną osobą z powodu preferencji seksualnych - koprofagia itp. ciekawostki, ble).
rozumek
>Pozwól, że wyjaśnię. Jak widać ten dział to "Filozofia i światopogląd". Większość ludzi tutaj reprezentuje zdaje się światopogląd humanistyczno-liberalny. Ale oczywiście to nie jest jedyny możliwy światopogląd.
Ale "jedyny" gromadzący ludzi o całkowicie różnych światopoglądach, oprócz poglądów niehumanitarnych, czyli teistycznych (niezależnie od tego, czy konkretny teista wyznaje nazizm, własną boskość,racjonalizm, czy cokolwiek innego). KAŻDY teizm szerzy kłamstwo, więc sprzeczny jest z KAŻDYM krzewiącym prawdę i nauę racjonalizmem. Jeśli ktoś kocha kłamstwo i to jemu najbardziej wierzy, niech sobie wierzy. Ale co komu da jego szerzenie?
miodek (108 punktów)

>Problem w tym, że zdaniem niektórych wierzących w kwestiach spraw doczesnych wierzącemu łatwiej jest być bezwzględnie racjonalnym niż niewierzącemu.

właśnie zakończyliśmy wyjazdowe spotkanie PSR w Limerick gdzie poruszaliśmy właśnie ten temat. cieżko było dojść nam do kompromisu więc może Ty przedstawisz jakieś argumenty nie do zbicia. pytanie brzmi: jak osoba wierząca może być racjonalistą? w racjonaliźmie nie ma miejsca na wiarę. nie ma miejsca na założenie że istnieje Coś czego istnienia nie można udowodnić. inną sprawą jest że nie można udowodnić nieisnienia tego Czegoś. z tą rożnicą że ktoś mógłby stwierdzić że w wiśle żyje siedmiogłowa bestja. nikt jej nie widział i nie można udowodnić jej isnienia ale nie ma też dowodów że jej tam nie ma


>Wracając więc do meritum sądzę, że Adolf Hitler też wierzył w SIEBIE i TO JAK!

żaden to argument ale jeżeli stosujesz ciosy poniżej pasa to proszę: Josemaria Escriva Albas vel Josemaria Escriva de Balaguer też wierzył w siebie i swoje racje. a czy ją miał... sama sobie odpowiedz

P.S. Wygląda to tak jakby samo Jego istnienie było dla nas niewygodne?!! Ciekawe dlaczego? Dlaczego Żydzi tak naprawdę zabili Jezusa? Można się domyślać dlaczego.

a to już zwyczajne kłamstwo. napisałem to już kilkukrotnie ale albo ktoś tego nie czyta albo to nie dociera. żYDZI NIE ZABILI JEZUSA !!!

karą żydowską jakiej J by podlegał było ukamieniowanie a to rzymianie stosowali krzyżowanie. także osoba sędziego wydajacego wyrok nie jest bez znaczenia. NAMIESTNIK RZYMSKI. nadal twierdzisz że masz rację? za świętą inkwizycją też stoją żydzi? sam nie przepadam za kulturą żydowską ale jawne przeinaczanie faktów przyprawia mnie o dreszcze. to tak jak stwierdzenie pojawiające sie w zachodniej prasie o polskich obozach śmierci w czasie 2 wojny światowej. proponuję nie wierzyć ślepo temu co przedstawiają akwizytorzy watykańscy popularnie zwani klerem a sprawdzanie takowych informacji pod kątem choćby historycznym

nikt nie zadecyduje za mnie co jest prawdą
10-07-2006 02:18 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>inną sprawą jest że nie można udowodnić nieisnienia tego Czegoś. z tą rożnicą że ktoś mógłby stwierdzić że w wiśle żyje siedmiogłowa bestja. nikt jej nie widział i nie można udowodnić jej isnienia ale nie ma też dowodów że jej tam nie ma

Ja też niestety nie wierzę w siedmiogłową bestię, która żyje w Wiśle i to z tych samych powodów co wy . Za to Ty prawdopodobnie wierzysz w atomy, których istnienia nie jesteś w stanie udowodnić (jak to wykazał JL). Może najpierw zdaj sobie sprawę w istnienie czego "wierzysz" choć nie powinieneś , to może zdasz sobie w sprawę, w co mogę wierzyć ja.

>aden to argument ale jeżeli stosujesz ciosy poniżej pasa to proszę: Josemaria Escriva Albas vel Josemaria Escriva de Balaguer też wierzył w siebie i swoje racje. a czy ją miał...
ama sobie odpowiedz

No własnie czy możesz mnie oświecić co Josemaria Escriva ma na sumieniu, ze racjonaliści tak go nie lubią? Poza tym ja niestety nie jestem zwolenniczką nowej religii: "Uwierz w siebie", więc cios mnie nie sięgnął.

>a to już zwyczajne kłamstwo. napisałem to już kilkukrotnie ale albo ktoś tego nie czyta albo to nie dociera. żYDZI NIE ZABILI JEZUSA !!!

Ciekawe dlaczego w takim razie nie pomyślałeś o tym, że ja także jestem narodowości żydowskiej skoro napisałam, że : "Dlaczego Żydzi tak naprawdę zabili Jezusa? Można się domyślać dlaczego. Większość z nas ma pokusę zrobić czasem coś złego ..."?

Masz rację, że został skazany został przez namiestnika rzymskiego. Ale ja rozpatrywałam problem winy moralnej, a nie miałam zamiaru wylistowywać faktów. Żebyśmy się dobrze zrozumieli słowo Żydzi użyłam w takim samym kontekście jak w NT
"(18) Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu."
(Ew. Jana 5:18, Biblia Tysiąclecia)
na oznaczenie konkretnych arcykapłanów i starszych ludu.

Postępowanie arcykapłanów można próbować usprawiedliwiać, ze oskarżali Go powołując się na swoje prawo, no ale przecież Jezus bronił się także przywołując to prawo!! Może to być przestrogą dla nas, że człowiek może ulec aż takiemu wypaczeniu. Dlatego wg mnie Twoje porównanie z obozami nie jest adekwatne. Biorąc pod uwagę fakty (przyczyny i skutki) to wydaje mi się że wszyscy mieli udział w śmierci Jezusa- nie tylko kapłani, nie tylko Piłat ale także tłum (poczytaj cytaty na samym końcu)!

A propos Inkwizycji to ja równie dobrze mogę powiedzieć,że ponieważ to władza świecka wykonywała karę śmierci, to ona spaliła Giordano Bruno na stosie. A Inkwizycja miała tylko za zadanie stwierdzić, czy doszło do zdrady wiary czy nie, co było uważane za zdradę społeczeństwa. Z tego co się orientuję kara wynikała z regulacji prawa świeckiego (ustanowionego jednak za aprobatą władz kościelnych). Jednak Kościół w osobie JPII uznał to jako błąd i przeprosił za to.

Pozdrawiam

Na koniec jeszcze parę cytatów:
"18) Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu."
(Ew. Jana 5:18, Biblia Tysiąclecia)

"Wówczas to zebrali się arcykapłani i starsi ludu w pałacu najwyższego kapłana, imieniem Kajfasz, (4) i odbyli naradę, żeby Jezusa podstępnie pochwycić i zabić."
(Ew. Mateusza 26:3-4, Biblia Tysiąclecia)

" (9) Piłat im odpowiedział: Jeśli chcecie, uwolnię wam Króla żydowskiego? (10) Wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go przez zawiść. (11) Lecz arcykapłani podburzyli tłum, żeby uwolnił im raczej Barabasza. (12) Piłat ponownie ich zapytał: Cóż więc mam uczynić z tym, którego nazywacie Królem źydowskim? (13) Odpowiedzieli mu krzykiem: Ukrzyżuj Go! (14) Piłat odparł: Cóż więc złego uczynił? Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: Ukrzyżuj Go!"
(Ew. Marka 15:9-14, Biblia Tysiąclecia)

"Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego. (16) Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci."
(1 List Jana 3:15-16, Biblia Tysiąclecia)
rozumek
>>Za to Ty prawdopodobnie wierzysz w atomy, których istnienia nie jesteś w stanie udowodnić (jak to wykazał JL). Może najpierw zdaj sobie sprawę w istnienie czego "wierzysz" choć nie powinieneś , to może zdasz sobie w sprawę, w co mogę wierzyć ja.
Na pewno nie wierzymy w to, co nam wmawiasz. Nie mamy też pojecia, w co, z tego co wyznajemy (o czym piszemy), wierzyć nie powinniśmy. Może raz nam wreszcie nasze powinności objawisz?
Z wszelką pewnością, ani od Ciebie, ani żadnego katolika, nie dowiemy się w co on wierzy (ani kogo o co podejrzewa i co przeciwko komu knuje). Co z tego, że zdajemy sobie sprawę z tego, w co my wierzymy i co z tego, że szczerze swoją wiarę wyznajemy, skoro Ty nikomu nie chcesz wyznać, w co Ty sama wierzysz? Myślisz, że chce nam się domyślać jak Tobie?
Dlaczego, większość uczestników tego forum może szczerze swoją wiarę wyznawać, a Ty musisz mącić i pomawiać innych o jakieś fałsze (i nieprawdopodobne wierzenia "prawdopodobne")?
Cieślański (994 punktów)
Tereniu, bujaj się boga!!!
Wiem, że upał ale może byś się trochę kontrolowała i nie opierała swych błędnych wywodów na nielogicznych przesłankach ewangelicznych.

>Ja też niestety nie wierzę w siedmiogłową bestię
Ale w zamian, jako katoliczka wierzysz (i jesteś wręcz zobowiązana wierzyć), Teresko w tzw. "symboliczną pedofilię niebieską".
Wierzysz też,
(właśnie to najbardziej razi ginekologów-lekarzy w bezsensie katolickich dogmatów głębi),
w anty-naukowe brednie kościelnych ewangelizatorów, według których jedenastoletnia Marysia zaszła w anormalną ciażę za sprawą przedstawicieli odmiennego gatunku, czyli gołębi.

Kozamaryj A'sriwa, ma na sumieniu kolaborację ze zbrodniczym reżimem faszytów gen. Franco, czyli Teresko znów objawiłaś w zasobach swego wykształcenia historyczne manko.

Według specyficznego, bo in-Tereskowego zapatrywania na problem "winy moralnej",
to w świetle faktów historycznych tj. łojezuwsiowej ewangelizacji świata ogniem i mieczem, całe "chrześcijaństwo" ma wymiar zbrodniczej, ludobójczej organizacji totalitarnej.

>Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić...
Następny absurd z bleblebliblii Tereski.
Nie można kogoś zabić bardziej lub mniej bardziej, bo to zalatuje kompletnym nieuctwem z dziedziny fizjologii śmierci.

W imperium rzymskim wszystko co nie cesarskie podlegało władzy świeckiej okupantów tj. administracji.
W krajach gdzie bezkarnie funkcjonowała zbrodnicza inkwizycja, to władza świecka podlegała bezwzględnie okupantowi rzymsko-katolickiemu.
Czyli za wyrok na syna nieletniej Żydówki, poczętego z gołębiem, odpowiadał Rzymianin Piłat,
a za zamordowanie Giordano Bruno kościół katolicki z centralą w Rzymie.
Z podobieństw historycznych tylko siedziba władz centralnych była ta sama.

Poza tym, wywodzisz Tereniu błędne wnioski na podstawie socjotechnicznej bujdy na resorach,
konfabulowanej i wielokrotnie modyfikowanej pod propagandowe potrzeby i zamówienie totalitarnej władzy religijnego wyzysku i ucisku.

>Wydaje mi się, że ludzie z reguły nie boją się samej śmierci (rozumianej jako odejścia w nicość) tylko boją raczej cierpienia i chorób nią związanych.
O!, tu przynajmniej się zgadzamy, Teresko.
To czego się najbardziej boją łatwowierni wierni i naiwni wyzyskiwani, - a totalitanego systemu sprawowania władzy religijnej- bezwolni poddani,
(tego się ukryć przed rozumnymi ludzmi w żaden sposób nie da),
to powodowana religijnymi zabobonami większa zachorowalność na liczne choroby psycho-somatyczne i uśmiercająca (z głodu) bieda.

1. Zależności pomiędzy biedą i religijnością oraz systemem religijnego wyzysku noszą cech wzajemnie nakręcającego się układu ze sprzężeniem zwrotnym dodatnim (wzmacniającym),
w ostatecznym rozliczeniu degenerującym cywilizacyjnie społeczeństwo podporządkowane danemu totalitarnemu systemowi religijnego wyzysku i ucisku mas biednych i nie wykształconych ludzi,
przez nielicznych, uprzywilejowanych materialnie, cwanych, (na ogół nie wierzących) wyedukowanych beneficjentów i hierarchów takiej władzy.

2. Bieda powoduje szereg negatywnych skutków społecznych i zdrowotnych.

3. Brak sprawnego sytemu oświaty w biednym kraju upośledza rozwój intelektualny społeczeństwa.
4. Czyni więc biedne społeczeństwo bardziej podatnym na rozliczne "manipulacje reglamentowaną informacją" i "szantażem emocjonalnym" przez totalitarne systemy religijnego wyzysku i ucisku.
5. Biedne nie wykształcone społeczeństwo jest mniej suwerenne intelektualnie i egzystencjonalnie, silnie podporządkowane kontroli i uzależnione od totalitarno-religijnej władzy.

6. Wielu ateistów, ludzi biednych, rezygnuje z wolności "myśli i uczynków", aby móc "jako-tako" przeżyć wraz z rodziną i potomstwem pod władzą reżimu religijnych zabobonów, co znacznie zaniża odstetek "niewierzących" w badaniach statystycznych.
7. Totalitarni władcy, znają ten schemat koniunkturalnych zachowań społecznych (bo nie mają materialnych problemów z dostępem do wykształcenia w zakresie wiedzy o społeczeństwie) i po przez "system ewangelizacyjnego zastraszania" permanentnie wykorzystują go do fałszowania statystyk.

8. Biedni, niewykształceni i zastraszeni ludzie żyją jak hodowlane stado: - w poczuciu realnego zagrożenia religijnym ostracyzmem,
- w obawie przed szykanami ze strony chciwych kapłanów,
- w strachu przed wyimaginowaną (a zaindoktrynowaną manipulacyjnie w dzieciństwie) urojoną karą bożą.

9. Społeczeństwo, które żyje w nieustannym stresie, lęku, strachu,
nieustannie tresowane socjotechnicznymi szykanami do uległości i potulności,
do tłumienia samodzielności własnych dążeń egzystencjonalnych i rozwojowych,
łatwiej zapada na różne schorzenia somatyczne i psychiczne.

10. Nieustanny stres zwiększa ryzyko wystąpienia depresji upośledzającej asertywność i niezależność intelektualną i tzw. "wolną wolę",
ponadto obniża sprawność układu immunologicznego czyniąc jednostkę ludzką bardziej podatną na wszelkiego rodzaju czynniki chorobotwórcze.

11. Większa zachorowalność zwiększa ryzyko uszkodzeń systemu nerwowego w okresie płodowym, i wczesnym dzieciństwie,
- warunkuje więc wzrost powszechności różnorakich chorób psychicznych,
- owego "boskiego" czynnika sprawczego i bazy głębokiej religijności, myślenia magicznego, urojeń i przywidzeń, na których żerują totalitane systemy religijnego wyzysku i ucisku,
- wmawiające swym owieczkom i "baranom" urojone istnienie bogów,
- w imię których, hierarchowie i kapłani wyzyskują poddanych łatwowiernych i naiwnych wiernych.

12. "Biedni i nie wykształceni ludzie żyją w brudzie".
13. Bieda powoduje brak niezbędnej wiedzy w zakresie podstaw higieny sanitano-epidemiologicznej i psychicznej, oraz utrudniony dostęp do:
* wody, mydła, papieru toaletowego, możliwości mycia naczyń, odkażania mieszkań, prania pieluch,
* zakupu świeżej, droższej zdrowej żywności,
* utrudniony dostęp do opieki medycznej i lekarstw, badań prenatalnych, prawidłowego medycznego prowadzenia ciąży.

c.d.n.


bóg jest oszustwem
Cieślański (994 punktów)
C.d.
14. Skutkuje to dalszym zwiększeniem współczynnika zachorowalności na choroby psycho-somatyczne,
* zwielokrotnieniem potrzeb i wydatków rodzinnych na leczenie,
* zmniejszeniem materialnych możliwości dostępu do osiągnięć cywilizacyjnych warunkująch prawidłowy, suwerenny i niezależny intelektualnie, twórczy rozwój jednostki ludzkiej i społeczeństwa.

15. Szereg totalitarnych systemów religijnego wyzysku i ucisku wręcz zabraniało i zabrania nadal korzystania z:
- nowoczesnych osiągnięć medycyny, badań prenatalnych,
- środków higieny osobistej, nazbyt częstych czynności i regularnych nawyków higienicznych,
- prezerwatyw,
- wiedzy medycznej, zwłaszcza w zakresie zachowań seksualnych,
- nowoczesnej terapii hormonalnej,
- metod leczenia płodów,
- nowoczesnych środków antykoncepcyjnych.

17. Innymi słowy, (według zasady "panu zboku śficzkę, i diabłu ogarek):
**** bieda" z jednej strony, (statystycznie) czyni ludzi biednych i ich potomstwo bardziej chorymi psychicznie i cieleśnie,
bardziej podatnymi na manipulację i wyzysk religijny,
**** a z drugiej strony, (na zasadzie wzmacniającego sprzężenia zwrotnego), manipulacja socjotechniczna religijnych systemów totalitarnego wyzysku i ucisku czyni społeczeństwo bardziej upośledzonym intelektualnie i materialnie,
("bardziej biednymi" przez rozliczne szkodliwe oddziaływania na sferę wykształcenia, niezależności umysłowej, kulturowej i egzystencjonalnej),
i koło wiecznego życia w religijnym wyzysku zamyka się.

18. Rozwój współczesnej cywilizacji i nauki zawdzięczamy ateistom, którzy wywalczyli odsunięcie wpływu religijnych totalitaryzmów od wpływu na rozwój szkolnictwa i nauki na bezpieczną "odległość", warunkującą twórczy i suwerenny intelektualnie rozwój gatunku ludzkiego.

Pragnąc poznać "bożą prawdę" z pierwszej ręki, na ogólny pożytek i dla własnej uciechy, razem z kolegą ministrantem,
"zasięgnąłem języka" u wilgotnego, pardon wilrzańskiego klechy, o którym okoliczni właściciele lokali rozrywkowych twierdzili:
"że to niezły "agent".

OTTO jego wypowiedź:
"Katolicyzm miałby powodować biedę?
"Skądże znowu", taki błędny wniosek?
Prawdziwymi katolikami są tylko księża, czyli taki wzorzec ideału.

A przecież gdyby ksiądz, namiestnik Jerzusia, był chciwym ateistą wykorzystującym totalitarny system religejnego wyzysku i ucisku rodem z Vatykanu do nabijania własnej kabzy,
to "wszechmogący sprawiedliwy" nie dałby mu prawa do nauczania ciemnych mas, jak być prawdziwym katolikiem.
Ba, nie dałby mu też tzw. "łaski powołania", czyli zwierzęcej niechęci do "zgłębiania kobiet" i do "strojenia się w czarne sukienki" trawestytywnego upodobania.

Przecież to logiczne, NIE?
A widział, kto biednego księdza?
NIEeee!
Czyli katolicyzm w jego najdoskonalszej formie sprzyja bogaceniu się.
Toż to jasne jak słońce.
Nie rozumiem jak można tego nie rozumieć i być ślepym na prawdę o bożym k****stwie.
Bo "rzym" to właśnie ziemskie wcielenie królestwa NIE-Bies'kiego.

Na tej samej zasadzie filozofi symbolicznego wcielania,
Jerzuś był wcieleniem wszechmogącego pedofilstwa, pardon bożej miłości do dzieci,
egzekwowanego pod natchnieniem spirytusowym na nieletnich żydowskich dziewczynkach.
I słusznie, bo przecież Żydzi ukrzyżowali Jerzusia."
>Co, czarno na białym, bez cienia mataczenia, wywiodła nam (zapewne pod natchnieniem Spirytusa), szanowna Terenia.

***Tu mi zaświtało w głowie,
że obecnie siłą sprawczą kontynuacji tradycji religijnego pedofilstwa,
jest kapłański rytuał opilstwa -spirytusową cieczą mszalną,
ten czarnych (-moczy-mordzki) z diabłem-alkocholizmu, -pakt.***

Na koniec seansu wylewnej szczerości,
"Jego Flaszencja" walnął ostatni łyk słodko-gorzkiej wódki,
a wypróżnioną butelczynę śmignął do rowu przez okno swego rozpędzonego ale zwolnionego z akcyzy Maybacha,
która łukiem balistycznym poszybowała ponad głowani grupki małolatów maszerujących w komunijnych strojach poboczem szosy.
Spędził z drogi klaksonem wiejską staruszkę zlaską, próbującą złapać "autostopa" na sumę w odległym o 3km kościele, do którego co niedziela pielgrzymował z agencji (bardzo towarzyskiej) tresować swą owczarnię i zachnął się:

"Tylko nie wspominajcie mi o tych milionach biednych matołów, którzy naiwnie zanoszą swój ostatni grosik na księżą tacę do katolickich kościołów.
Oni byli, są i będą biedni, więc powien wam konfesjonalnie na ucho, jak to się zwykłe czyni między nami, kat.kat. (katolickimi katabasami),
no, po prostu ktoś musi na nasze pałace harować, więc masy nigdy nie mogą (bo z naszą szkodą) stać się w przyszłości -bogatymi, a więc prawdziwymi katolikami.
Ej, men."

Ps. Przyznam, Agnieszko, że prosty tytuł wątku, okazał się nad zwyczaj "wielokierunkowo" inspirujący twórczo dla wszystkich forumowiczów,
"-bez wyjątków-".

bóg jest oszustwem
Agnieszka Niechciał (85 punktów)
   Witam nowego forumowicza ( dla mnie )! Całkowicie popieram przytoczone argumenty, choć przydługie - niestety prawdziwe. Jednym krótkim zdaniem: Jestem jak najbardziej za - słowotwórstwem stosowanym!     Tak, na marginesie, tytuł jest oczywiście genialny ( wierzę w siebie ). Zostałam posądzona nawet o stworzenie nowej wiary - czyż ludzie nie są cudowni? Pozdrawiam!

Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
bezsenność w sieci
Czasem miewam obawy że Ty naprawdę wierzysz w to co piszesz...
miodek (108 punktów)
>To jest nieporozumienie ... Ja uważam ze religia jest zdrową ludzką potrzebą a ... możność zrozumienia religii jest wielkim darem.

mogłabyś może przytoczyć kilka nazwisk ludzi obdażonych tą jakże wielką silą? nie wydaje mi się aby ktokolwiek był w stanie zrozumieć wiarę w formie przedstawianej nam przez KK. własnie to jest sednem tegoż problemu. tu nie ma miejsca na rozumienie tylko na ślepą wiarę bez dogłębnych pytań.

>To co Ty proponujesz jest religią najniższego rodzaju bo polega na ubóstwieniu stworzeń a nie Stwórcy.
>Zresztą Twoje zarzuty pod adresem wiary w Boga są chybione, ponieważ zeby dostać się do nieba trzeba koniecznie kształtować w sobie przymioty ducha i charakteru...
>Wiara w Boga w tym nie przeszkadza tylko jest dodatkową podpórką.

tak samo jak wiara w samostanowienie człowieka. tyle że daje miejsce na rozumienie przyczyn i skutków.

>Co więcej to wiara daje szanse każdemu na ukształtowanie przymiotów ducha w stopniu doskonałym (poprzez osiągnięcie nieba, bo tylko Bóg to umożliwia).

nic nie jest doskonałe i skończone... nie mozna byc nawet skończonym idiotą... no może poza moim szefem

Wiara też daje rozwiązanie problemu zła.

a jakież to rozwiazanie? bo wiara ta istnieje już ładnych parę tysięcy lat a zło ma się całkiem dobrze

>To nie jest wcale łatwizna, bo według doktryny katolickiej Bóg musiał umrzeć na krzyżu po to aby człowiek mógł mieć pełnię rozwoju duchowego (zostać odkupionym ode zła)...
>Jedno Ci powiem, że Bóg naprawdę nie jest tutaj absolutnie żadnym rywalem...

rywalem napewno nie... bo o cóż mielibysmy rywalizować? o panowanie nad światem? to wykracza poza moje ambicje. o mnie i mój rozum? tą walkę już wygrałem.

>


nikt nie zadecyduje za mnie co jest prawdą
rozumek
>To nie jest wcale łatwizna, bo według doktryny katolickiej Bóg musiał umrzeć na krzyżu po to aby człowiek mógł mieć pełnię rozwoju duchowego (zostać odkupionym ode zła)...
A co katolicy robią z takimi, którzy wierzą, że Bóg niczego nie musiał, więc na krzyżu nie umarł? Co robią z takimi, którzy nie wierzą, że katolicy go uśmiercili? Co robią z takimi, którzy nie wierzą katolikom, bo są chrześcijanami lub/i filozofami?
11-07-2006 15:09 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>A co katolicy robią z takimi,
Nic, oddają prawo do oceny ich wnętrza Bogu. Poczytaj moja wypowiedź tym watku
www.racjonalista.pl/forum.php/s,49740

>A co katolicy robią z takimi, którzy wierzą, że Bóg niczego nie musiał, więc na krzyżu nie umarł?
Użyłam słowo "musiał" celowo. Chodziło mi to, że Jezus modlił się tymi słowami "Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty." Wynik tej modlitwy znamy...

Poza tym nawet gdyby ... to z tego że ktoś czegoś nie musi nie wynika, że nie może tego zrobić. Np. Bóg nie musiał stwarzać świata, a jednak go stworzył.

>Co robią z takimi, którzy nie wierzą, że katolicy go uśmiercili?

Wedle nauki katolickiej... umarł za "grzechy całego świata" a nie tylko katolików. Bóg umarł więc za wszystkich niezależnie od tego czy zainteresowani w to wierzą czy nie.

>Co robią z takimi, którzy nie wierzą katolikom, bo są chrześcijanami lub/i filozofami?

Było też wielu katolików filozofów. Ciekawe co oni sami ze sobą zrobią
rozumek
>>A co katolicy robią z takimi,
>Nic, oddają prawo do oceny ich wnętrza Bogu. Poczytaj moja wypowiedź tym watku
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,49740
Ale ja nie pytam co Ty robisz, tylko co robią Twoi współwyznawcy. Skoro podpisujesz się pod ich naukami i ich czynami, to za nie odpowiadasz. Co innego, gdybyś z ich kościoła wystąpiła.
>>A co katolicy robią z takimi, którzy wierzą, że Bóg niczego nie musiał, więc na krzyżu nie umarł?
>Użyłam słowo "musiał" celowo. Chodziło mi to, że Jezus modlił się tymi słowami "Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty." Wynik tej modlitwy znamy...
A ja nadal nie wierzę, że Boga uśmiercono. I nadal nie wierzę, że Chrystus był jego jedynym wybranym dzieckiem. I nie wierzę, że wybrał katolików (oni sami się mianowali, jak przedtem Żydzi).
>Poza tym nawet gdyby ... to z tego że ktoś czegoś nie musi nie wynika, że nie może tego zrobić. Np. Bóg nie musiał stwarzać świata, a jednak go stworzył.
A ja muszę wierzyć w prawdę, bo w fałsz nie potrafię. Muszę też wierzyć w fałsz, bo nie umiem oślepnąć na fałszerzy. Niewątpliwie, ktoś lub coś spowodowało, że Świat powstał i możemy tę przyczynę nazwać Bogiem, ale jaki to ma za związek z Twoją religią?
>>Co robią z takimi, którzy nie wierzą, że katolicy go uśmiercili?
>Wedle nauki katolickiej... umarł za "grzechy całego świata" a nie tylko katolików. Bóg umarł więc za wszystkich niezależnie od tego czy zainteresowani w to wierzą czy nie.
A ja wierzę, że i za moje, i katolików, przyjdzie mi osobiście zapłacić. Dlatego, wolę ich unikać. Tym Waszym, zapobiec nie umiem.
>>Co robią z takimi, którzy nie wierzą katolikom, bo są chrześcijanami lub/i filozofami?
>Było też wielu katolików filozofów. Ciekawe co oni sami ze sobą zrobią
Albo byli "filozofami", albo pod przymusem społecznym kontynuowali zabawę w katolików (np. JPII). Wasza wiara, pozostaje w całkowitej sprzecznści z wiarą wszystkich filozofów, o których cokolwiek wiemy (zaczynając od Sokratesa). "Filozof", ze sobą pewnie nic nie zrobi, bo zawsze wszystko wolał robić z filozofami ( krzyżować, palić na stosach, przymuszać do fałszywych wyznań, opluwać, podpisywać pod ich osiągnięciami..)
niewiernyr
Wiara w siebie(jak każda) bywa zwodnicza
rozumek
>Wiara w siebie(jak każda) bywa zwodnicza
Jak każda wiara na wyrost. Wiara w siebie i innych, jest jedyną, która nie musi być na wyrost.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365