Mamy wreszcie sprawę, w której wydaje się możliwe uzgodnienie stanowisk pewnego spektakularnego sporu: chodzi o spór srodowisk gejowskich z jednej strony ("Parada Równości"), a środowisk katolickich w rodzaju LPR. Obie strony widzą bowiem wyraźny własny interes w liberalizacji prawa adopcyjnego: homoseksualiści chcieliby jakoś potomków nabywać, katolikom zaś rozwiązuje to problem dzieci niechcianych acz zrodzonych z ustawy. Wypadałoby zatem (choc rozum mówi co innego) poprzeć inicjatywę mającą szanse powodzenia. Wtedy homoseksualiści nie będą sie mogli dłużej skarżyć na prokreacyjną dyskryminację - katolicy zaś na to, że racjonaliści (pedały, panie dziejku) przeciwstawiają się tak prostemu rozwiązaniu problemu poczęciobójstwa. A same dzieci? O nie mniejsza; jakoś sobie poradzą, bo co będą miały innego zrobić? Wielkie idee zawsze wymagaja ofiar, gdzie drwa rąbią itd. - a i moja wiecznie pijana sąsiadka, osoba samotna bo jak inaczej, będzie po paru latach wyrzeczeń miała kogo wysyłać po wódkę. Albo i na żebry, bo kasa z nieba nie spada; ostatecznie sami homoseksualiści wszystkiego wyadoptować nie beda w stanie. |