Racjonalista - Strona głównaDo treści
A co z indukcją?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
14-09-2004 14:24Lubię Kawę (143 punktów)A co z indukcją?
Jak komuś forma nie pasuje, to niech nie czyta
Temat wyszedł w trakcie rozmowy z Pugiem i Pilastrem na wierze.pl. Chodzi o przesłanki za teizmem. Czy w ogóle istnieją.
To w sumie nawiązanie i streszczenie refleksji R.S.
To nie jest tak, że wypowiedź jest wiążąca. Jest to argument indukcyjny.
ptrqwerty.webpark.pl/o1.html
Pokazuje on, że przesłanki są.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

leo_z (935 punktów)
>To nie jest tak, że wypowiedź jest wiążąca. Jest to argument indukcyjny.
[...]
>Pokazuje on, że przesłanki są.

Jest tylko jeden mały szkopuł... z założenia przesłanki mogą być prawdziwe, jak i fałszywe.
Dla mnie uznawanie za przesłanką na potwierdzenie istnienie Boga argumentacji, że nauka nie potrafi czegoś definitywnie udowodnić jest żadną przesłanką.
Czy to, że do jakiegoś okresu czasu nie potrafiono naukowo wytłumaczyć powstania tęczy lub zorzy polarnej znaczy, że do tego czasu były to dowody "boskiej" przyczyny powstawania tych zjawisk.
A z drugiej strony - zakładając istnienie Boga, czy fakt że potrafimy naukowo wytłumaczyć przyczyny powstawania zorzy lub tęczy jest dowodem na nieistnienie tegoż Boga. ;-P

Lubię Kawę (143 punktów)
>>To nie jest tak, że wypowiedź jest wiążąca. Jest to argument indukcyjny.
>[...]
>>Pokazuje on, że przesłanki są.
>
>Jest tylko jeden mały szkopuł... z założenia przesłanki mogą być prawdziwe, jak i fałszywe.
>Dla mnie uznawanie za przesłanką na potwierdzenie istnienie Boga argumentacji, że nauka nie potrafi czegoś definitywnie udowodnić jest żadną przesłanką.
>Czy to, że do jakiegoś okresu czasu nie potrafiono naukowo wytłumaczyć powstania tęczy lub zorzy polarnej znaczy, że do tego czasu były to dowody "boskiej" przyczyny powstawania tych zjawisk.
>A z drugiej strony - zakładając istnienie Boga, czy fakt że potrafimy naukowo wytłumaczyć przyczyny powstawania zorzy lub tęczy jest dowodem na nieistnienie tegoż Boga. ;-P

No, ale tak to dyskutować nie mam ochoty.
No przecież nie o to chodzi. Tęcza jest zjawiskiem i jako takie prędzej czy później zostanie opisane (zostało).
Jedne prawa tłumaczymy drugimi. Będzie jednak takowe z zasady, poza które już nie wyjdziemy. No chyba że wyjdziemy, a wtedy kolejne prawo będzie najogólniejszym i kolejny układ obiektów fizycznych będzie najbardziej ogólny.
Nauka nie będzie mogła wyjaśnic dlaczego istnieją najbardziej ogólne prawa przyrody, ponieważ z założenia nie ma bardziej ogólnych, które wyjaśniłyby ich działanie.

Proszę czytać ze zrozumieniem.
To tylko prezentacja argumentu indukcyjnego, a nie dowód dedukcyjny. Nikt nie zmusza do zmiany światopoglądu.



----

PTRqwerty
leo_z (935 punktów)

>No, ale tak to dyskutować nie mam ochoty.
to może podyskutujemy o pokemonach

Lubię Kawę (143 punktów)
>
>>No, ale tak to dyskutować nie mam ochoty.
> to może podyskutujemy o pokemonach

Znając ludzi, gdybyś tylko potrafił rzeczowo odpisać na to co wskazałem, to zrobiłbyś to, bo sprawiłoby Ci to przyjemność. Nie zrobiłeś tego.

A o pokemonach innym razem.



----

PTRqwerty
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Proponuję, aby raz na zawsze przyznać panu o dwóch nickach, że wszystko co tylko pisze jest prawdą, bo jestem więcej niż pewien, że jemu chodzi o coś takiego.
Oczywiście można moją propozycję poddać głosowaniu, ale po uprzednim głębokim namyśle, bo czyż po owym namyśle nie wyjdzie każdemu, że połechtanie próżności pana o dwóch nickach jest niewygórowaną ceną w przypadku nadziei pozbycia się w tenże sposób jego dywagacji raz na zawsze z forum Racjonalisty?
Lubię Kawę (143 punktów)
>Proponuję, aby raz na zawsze przyznać panu o dwóch nickach, że wszystko co tylko pisze jest prawdą, bo jestem więcej niż pewien, że jemu chodzi o coś takiego.
>Oczywiście można moją propozycję poddać głosowaniu, ale po uprzednim głębokim namyśle, bo czyż po owym namyśle nie wyjdzie każdemu, że połechtanie próżności pana o dwóch nickach jest niewygórowaną ceną w przypadku nadziei pozbycia się w tenże sposób jego dywagacji raz na zawsze z forum Racjonalisty?

A nie wystarczyło zamiast personalnych wycieczek podać merytoryczny kontraargument?



----

PTRqwerty
leo_z (935 punktów)
>A nie wystarczyło zamiast personalnych wycieczek podać merytoryczny kontraargument?
Aby móc merytorycznie kontrargumentować należy najpierw przedstawić jakąś argumentację (za słownikiem PWN - wypowiedź potwierdzająca lub obalająca sąd o czymś; dowód, motyw, racja), a z tym... ech ;-P
Lubię Kawę (143 punktów)
>>A nie wystarczyło zamiast personalnych wycieczek podać merytoryczny kontraargument?
>Aby móc merytorycznie kontrargumentować należy najpierw przedstawić jakąś argumentację (za słownikiem PWN - wypowiedź potwierdzająca lub obalająca sąd o czymś; dowód, motyw, racja), a z tym... ech ;-P

Mam się powtarzać?
Jedne prawa tłumaczymy drugimi. Będzie jednak takowe z zasady, poza które już nie wyjdziemy. No chyba że wyjdziemy, a wtedy kolejne prawo będzie najogólniejszym i kolejny układ obiektów fizycznych będzie najbardziej ogólny.
Nauka nie będzie mogła wyjaśnic dlaczego istnieją najbardziej ogólne prawa przyrody, ponieważ z założenia nie ma bardziej ogólnych, które wyjaśniłyby ich działanie.




----

PTRqwerty
leo_z (935 punktów)
>Jedne prawa tłumaczymy drugimi. Będzie jednak takowe z zasady, poza które już nie wyjdziemy. >No chyba że wyjdziemy, a wtedy kolejne prawo będzie najogólniejszym i kolejny układ obiektów fizycznych będzie najbardziej ogólny.
>Nauka nie będzie mogła wyjaśnic dlaczego istnieją najbardziej ogólne prawa przyrody, ponieważ z założenia nie ma bardziej ogólnych, które wyjaśniłyby ich działanie.
Przyjmijmy pewne założenie.
Jest osoba specyficznie upośledzona: jest niewidoma, głucha i jest niemową. Jej umysł mimo, że sprawny - nie ma dostępu do bodźców, które ukształtują jej pogląd na rzeczywistość w sposób zgodny z akceptowanym przez "zdrowe" otoczenie. Jak uzmysłowisz tej osobie "boskość" tego świata i w czym jej to ma być potrzebne. Rzeczywistość postrzegana przez nią i przez Ciebie ma się nijak do siebie. Możesz odkrywać i tłumaczyć setki "boskich prawd" - dla tej osoby są one niczym - w naszym sensie pojęciowym oczywiście.

Lubię Kawę (143 punktów)
ha!
Ja nie mówię osobie niewidomej (korzystają z Twego porównania) "zobacz jak piękne są kolory".
Ja jej tylko mówię, gdy od niej słyszę: "Wiem, że nie ma kolorów", "Skąd masz absolutną pewność i czemu traktujesz ten wniosek jakby był udowodniony".

Ale to zły przykład. Kwestię kolorów, czy widzenia łatwo rozwiązać, bo mniej więcej wiemy jak się zachowuje narząd wzroku i możemy tej osobie wyjaśnić, że jeden z jej zmysłów nie działa.
Tu nie chodzi o zmysły.

Chodzi o to, że co niektórym się wydaje, że wykluczą narzędziem takim jakim jest współczesna nauka, łatwo coś takiego jak Bóg.
To bardzom ciekaw jak, skoro nauka nawet nie określiła metod weryfikwacji transcendencji.

Ale... takie jest moje stanowisko i chyba trudno się nie zgodzić z tym, że nauka będzie miała problemy z wyjściem poza tzw. "prawa przyrody". To taka moja uwaga. Ku namysłowi



----

PTRqwerty
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Chodzi o to, że co niektórym się wydaje, że wykluczą narzędziem takim jakim jest współczesna nauka, łatwo coś takiego jak Bóg.
Oczywiście nie ma sposobu wykluczyć istnienia czegoś, natomiast można poprosić o - jeśli już nie udowodnienie- to chociaż o argumenty, które miałyby wskazywać na owo istnienie.

>To bardzom ciekaw jak, skoro nauka nawet nie określiła metod weryfikwacji transcendencji.
Bardzom ciekaw CO religia przedstawia do weryfikacji nauce, czyli co to jest transcendencja, co dowodzi jej istnienia itd.
Lubię Kawę (143 punktów)
>Oczywiście nie ma sposobu wykluczyć istnienia czegoś, natomiast można poprosić o - jeśli już nie udowodnienie- to chociaż o argumenty, które miałyby wskazywać na owo istnienie.

Argument indukcyjny, a w tym trzy przesłanki za istnieniem Osoby Boskiej, znajdują się w liście do którego dałem linka na początku.



----

PTRqwerty
leo_z (935 punktów)

>Argument indukcyjny, a w tym trzy przesłanki za istnieniem Osoby Boskiej, znajdują się w liście do którego dałem linka na początku.
to co dla Ciebie jest argumentem dla mnie jest tylko jednostronnym i nie umotywowanym chciejstwem piszącej osoby
webmaster (moderator)
>Chodzi o to, że co niektórym się wydaje, że wykluczą narzędziem takim jakim jest współczesna nauka, łatwo coś takiego jak Bóg.
A innym się wydaje, że wprowadzając hipotezę 'niewiadomoczego niewiadomojakiego' mogą sobie twierdzić, że potrafią wyjaśniać świat na mocy 'niewiadomojakich' praw.

>To bardzom ciekaw jak, skoro nauka nawet nie określiła metod weryfikwacji transcendencji.
No nie nauka ma określać takie metody, ale ci, którzy proponują taką hipotezę. Sam przyznałeś, że to niemożliwe:
>Bardzom ciekaw jak sobie wyobraża ktokolwiek zweryfikowanie istnienie Boga.
więc nie wymagaj od innych więcej niż możliwe.

>Ale... takie jest moje stanowisko i chyba trudno się nie zgodzić z tym, że nauka będzie miała problemy z wyjściem poza tzw. "prawa przyrody".
Na razie to ty masz problemy z podaniem definicji Boga, więc nie wymagaj, aby ktoś się twoją tezą zajmował. Jak już ktoś napisał, szkoda na to czasu.
Lubię Kawę (143 punktów)
Bóg objawiał się w historii narodu wybranego, a potem w Osobie Jezusa.
Nikt rozumny nie dojdzie do wniosku, że jakikolwiek człowiek na Ziemi może zdefiniować i najlepiej wyjaśnić "jak działa" Bóg.
Wcale to jednak nie oznacza, że Bóg nie istnieje.
Boga nie rozumiemy z tych samych (a nawet donioślejszych) względów, co nie rozumiemy natury świata.



----

PTRqwerty
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
webmaster wyjaśnił Ci, że "Bóg" jest słowem pozbawionym jasnego znaczenia. Najpierw pokaż to znaczenie, a potem pogadamy jak On działa.
leo_z (935 punktów)
>Chodzi o to, że co niektórym się wydaje, że wykluczą narzędziem takim jakim jest współczesna nauka, łatwo coś takiego jak Bóg.
Właśnie takie rozumowanie prowadzi Cię na manowce. Tu nie chodzi o to, że dzisiejsza "nauka" nie potrafi wykluczyć istnienia Boga. Dlaczego uważasz, że "nauka" w ogóle chce to udowadniać. Rozwój i postęp cywilizacyjny co rusz obala, a jeżeli nie obala to podważa różnorakie kanony biblijne. Dzieje KK to ciągłe dostrajanie się do idącego naprzód świata. Nauka nic nie musi udowadniać (odnośnie istnienia Boga), teza o "Kimś tam w górze" sama się dewaluuje. To KK co chwila mówi upss, to była tylko taka przenośnia, a jeszcze przed chwilą ta przenośnia była dogmatem, za którego naruszenie ludzi palono na stosach.
Lubię Kawę (143 punktów)
>>Chodzi o to, że co niektórym się wydaje, że wykluczą narzędziem takim jakim jest współczesna nauka, łatwo coś takiego jak Bóg.
>Właśnie takie rozumowanie prowadzi Cię na manowce. Tu nie chodzi o to, że dzisiejsza "nauka" nie potrafi wykluczyć istnienia Boga. Dlaczego uważasz, że "nauka" w ogóle chce to udowadniać. Rozwój i postęp cywilizacyjny co rusz obala, a jeżeli nie obala to podważa różnorakie kanony biblijne. Dzieje KK to ciągłe dostrajanie się do idącego naprzód świata. Nauka nic nie musi udowadniać (odnośnie istnienia Boga), teza o "Kimś tam w górze" sama się dewaluuje. To KK co chwila mówi upss, to była tylko taka przenośnia, a jeszcze przed chwilą ta przenośnia była dogmatem, za którego naruszenie ludzi palono na stosach.

Który konkretnie dogmat upadł?



----

PTRqwerty
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Który konkretnie dogmat upadł?
1) dogmat o Ziemi będącej centrum wszechświata, 2) dogmat o stworzeniu wszystkiego przez Boga w takim kształcie, jak to dziś obserwujemy będący zaprzeczeniem ewolucji... No i co mądralo?
MaLk__
>1) dogmat o Ziemi będącej centrum wszechświata, 2) dogmat o stworzeniu wszystkiego przez Boga w takim kształcie, jak to dziś obserwujemy będący zaprzeczeniem ewolucji... No i co mądralo?

Jeyes, czy Ty wiesz w ogóle jakie są (były) dogmaty w religii (chrześcijańskiej)? ;-P
Daniel Delimata
>Jeyes, czy Ty wiesz w ogóle jakie są (były) dogmaty w religii (chrześcijańskiej)? ;-P

Szkoda z nim dyskutować. On nie rozumie podstawowych pojęć.

Swą ignorancję raczył m.in. zaprezentować w wątku:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,6082
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Jeyes, czy Ty wiesz w ogóle jakie są (były) dogmaty w religii (chrześcijańskiej)?
leo_z napisał:

"To KK co chwila mówi upss, to była tylko taka przenośnia, a jeszcze przed chwilą ta przenośnia była dogmatem, za którego naruszenie ludzi palono na stosach."

Lubię Kawę napisał:

"Który konkretnie dogmat upadł?"

Ja podałem dwa spośród wielu dogmatów, jakich bronił KK. Ośmieszacie się wraz z DD twierdząc, że to nie były dogmaty, których bronił KK.
MaLk__
>Ja podałem dwa spośród wielu dogmatów, jakich bronił KK. Ośmieszacie się wraz z DD twierdząc, że to nie były dogmaty, których bronił KK.

To Ty się ośmieszasz (po raz kolejny na tym forum) - tym razem niewiedzą na temat dogmatów religii katolickiej.

Na początek przeanalizuj sobie katolickie credo - może wtedy zrozumiesz o co chodzi w tych dogmatach...
Daniel Delimata
Jak już stwierdziłem, szkoda z nim dyskutować. Długie tygodnie zajęłoby wyjaśnianie mu czym jest dogmat. Jakie jest znaczenie soborów itp. Po prostu szkoda na to czasu i energii. On nadal będzie kłapać swoje choćbyśmy mu podsunęli linki do stosownych stron z definicjami pod nos. Tak było w kwestiach fizyki, nie inaczej będzie tutaj.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Poszukaj sobie definicji dogmatu, herezji, poszukaj sobie informacji na temat prześladowań, jakie spotykały ze strony KK ludzi głoszących herezje, czyli poglądy niezgodne z "jedynie słusznymi" poglądami KK, a jak już zdobędziesz trochę wiedzy, to może (w co wątpię) przestaniesz kłapać i bawić forumowiczów manifestowaniem li tylko swej buty.
MaLk__
Herezja (taka, która kwalifikowała się do "prześladowań ze strony KK") to pogląd odbiegający od dogmatów religii katolickiej
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Kopaliński:

"heretyk odstępca, kacerz; apostata, zaprzaniec; wyznawca, zwolennik herezji, poglądów relig. uznanych za błędne przez Kościół panujący a. (przen.) poglądów zbyt śmiałych, sprzecznych z powszechnie uznanymi; por. dogmat."

A Twoja definicja skąd pochodzi?
Daniel Delimata
>Kopaliński:
>
>"heretyk odstępca, kacerz; apostata, zaprzaniec; wyznawca, zwolennik herezji, poglądów relig. uznanych za błędne przez Kościół panujący a. (przen.) poglądów zbyt śmiałych, sprzecznych z powszechnie uznanymi; por. dogmat."
>
>A Twoja definicja skąd pochodzi?

Pan Kopaliński pomimo swej rozległej wiedzy nie oparł tej definicji na tym na czym powinien tj. na Kodeksie Prawa Kanonicznego który stanowi:

"Herezją nazywa się uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą Boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej" (KPK, kan. 751).

Definicja ta pochodzi jeszcze od świętego Tomasza z Akwinu. Sformułowanie "należy wierzyć" odnosi się jedynie do tych prawd wiary w stosunku do których zostały spełnione warunki uznania nieomylności urzędu nauczycielskiego kościoła (orzeczenia soborowe, lub papieskie orzeczenie ex cathedra).

Skutkiem herezji jest wyłączenie ze wspólnoty kościoła.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
No i wreszcie wszyscyśmy (czytający Twoje posty) się doczekali Twojego credo, które mówi, że monopol na prawdę i wiedzę posiada Kościół Katolicki.
Stokrotne dzięki!
Daniel Delimata
>No i wreszcie wszyscyśmy (czytający Twoje posty) się doczekali Twojego credo, które mówi, że monopol na prawdę i wiedzę posiada Kościół Katolicki.
>Stokrotne dzięki!

Herezja jako pojęcie została wprowadzona w Kościele Katolicki. Nic więc dziwnego, że szukając jej definicji trzeba sięgnąć do jego dokumentów.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Herezja jako podważanie "jedynie prawdziwych prawd" głoszonych przez KK została niewątpliwie wprowadzona w KK
Oczywiście, samo pojęcie "herezja" istniało na długo przedtem i oznaczało coś zupełnie innego niż herezja w rozumieniu KK. Ale to Ciebie nie interesuje, bo KK ma monopol na prawdę.
Daniel Delimata
To iż wcześniej istniało greckie słowo heresis nie oznacza, że istniało pojęcie herezji. Poza tym nie mówimy tutaj o historycznym znaczeniu tego słowa, a o współczesnej definicji oraz o tym, że pan jeyes tej definicji nie zna.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>To iż wcześniej istniało greckie słowo heresis nie oznacza, że istniało pojęcie herezji.
Nie podzielam Twojej opinii, że pojęcia dobiera się do wcześniej istniejących słów.

>Poza tym nie mówimy tutaj o historycznym znaczeniu tego słowa, a o współczesnej definicji oraz o tym, że pan jeyes tej definicji nie zna.
Pan jeyes podał definicję, która jednak panu DD się nie podobała, bo nie pochodziła z dokumentów kościelnych, które dla pana DD są najwyraźniej źródłem wszelkiej prawdy.
A najzabawniejsze, że pan DD bezustannie zarzuca mi kompromitowanie się
Daniel Delimata
>>To iż wcześniej istniało greckie słowo heresis nie oznacza, że istniało pojęcie herezji.
>Nie podzielam Twojej opinii, że pojęcia dobiera się do wcześniej istniejących słów.

Nowym pojęciom nie istniejącym wcześniej trzeba nadać jakąś nazwę.

>>Poza tym nie mówimy tutaj o historycznym znaczeniu tego słowa, a o współczesnej definicji oraz o tym, że pan jeyes tej definicji nie zna.
>Pan jeyes podał definicję, która jednak panu DD się nie podobała, bo nie pochodziła z dokumentów kościelnych, które dla pana DD są najwyraźniej źródłem wszelkiej prawdy.

Pańska definicja niestety nijak miała się do tego czym jest herezja i dlatego właśnie mi się nie podobała.

>A najzabawniejsze, że pan DD bezustannie zarzuca mi kompromitowanie się
A co to niby było w wątku www.racjonalista.pl/forum.php/s,6082 ?
MaLk__
>>A najzabawniejsze, że pan DD bezustannie zarzuca mi kompromitowanie się
>A co to niby było w wątku www.racjonalista.pl/forum.php/s,6082 ?

Pytasz o ten wątek, w którym wykazałeś się niewiedzą na temat szkolnej wiedzy z zakresu względności ruchu?
Daniel Delimata
>>>A najzabawniejsze, że pan DD bezustannie zarzuca mi kompromitowanie się
>>A co to niby było w wątku www.racjonalista.pl/forum.php/s,6082 ?
>
>Pytasz o ten wątek, w którym wykazałeś się niewiedzą na temat szkolnej wiedzy z zakresu względności ruchu?

Jaaa? jeyes się wykazał.
MaLk__
Przepraszam, chodziło mi oczywiście o Jeyesa... Posypuję głowę popiołem.
Daniel Delimata
>Przepraszam, chodziło mi oczywiście o Jeyesa... Posypuję głowę popiołem.
Nic nie szkodzi. Przecie i tak wiadomo.
MaLk__
>Kopaliński:
>
>"heretyk odstępca, kacerz; apostata, zaprzaniec; wyznawca, zwolennik herezji, poglądów relig. uznanych za błędne przez Kościół panujący a. (przen.) poglądów zbyt śmiałych, sprzecznych z powszechnie uznanymi; por. dogmat."
>
>A Twoja definicja skąd pochodzi?

Mieszasz prawdziwy zakres danego słowa ("herezji, poglądów relig. uznanych za błędne przez Kościół panujący") ze znaczeniem używanym tylko w przenośni - co wyraźnie wynika z przytoczonej przez Ciebie definicji Kopalińskiego...

Jak to wynika z przytoczonego przez Daniela Delimatę przepisu i podanej przez Ciebie definicji, herezjami zwalczanymi przez Kościół były poglądy sprzeczne z dogmatami religii katolickiej. Herezjami natomiast nie były poglądy z zakresu teorii geocentrycznej ani kreacjonizmu, gdyż były to dogmaty naukowe ("powszechnie uznane").

Może pora wreszcie się zadeklarować, że kiedy używasz jakiegoś słowa to niewiele Cię obchodzi prawdziwe (słownikowe) znaczenie - wtedy faktycznie nikt się nie będzie czepiał używanego przez Ciebie nazewnictwa.
MaLk__
Może ujmę to jeszcze prościej - Kościół nie zwalczał herezji w przenośni tylko poglądy, które sam uznawał za herezję
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Być może się myliłem i nie tyle ośmieszacie się z DD, ile wzbudzacie litość, bowiem nie widzicie różnicy między wyrażeniami

"dogmat religii katolickiej"

a

"dogmaty, których bronił KK".

Daniel Delimata
Jak zwykle jeyes lubi mieszać pojęcia. Dogmat to dogmat. Czym
innym zaś jest bieżące nauczanie kościoła. Znowu jednak wiedza ta przekracza możliwości umysłowe jeyesa toteż będzie on całymi dniami plótł brednie (tak jak w wątku poświęconym fizyce) aby się dowartościować.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Jak zwykle Daniel Delimata nie jest w stanie podać ŻADNYCH argumentów na poparcie swych wypocin, zamiast czego Daniel Delimata ogranicza się do "personalnych wycieczek".
"Kończ waść, wstydu (sobie!) oszczędź!"
Daniel Delimata
>Jak zwykle Daniel Delimata nie jest w stanie podać ŻADNYCH argumentów na poparcie swych wypocin, zamiast czego Daniel Delimata ogranicza się do "personalnych wycieczek".

Jak to nie? Popatrz waść wyżej.
"Personalne wycieczki" zaś opierają się też wyłącznie na faktach.
Czy mam przypomnieć wszelkie publicznie wyrażone "odstępstwa" jeyesa od bierzącego stanu wiedzy fizycznej? (www.racjonalista.pl/forum.php/s,6082 - w wątku tym nie było postu w którym jeyes by się nie skompromitował.)
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>Jak zwykle Daniel Delimata nie jest w stanie podać ŻADNYCH argumentów na poparcie swych wypocin, zamiast czego Daniel Delimata ogranicza się do "personalnych wycieczek".
>Jak to nie? Popatrz waść wyżej.
Wzrok kieruję na tekst, na który odpowiadam.

>"Personalne wycieczki" zaś opierają się też wyłącznie na faktach. Czy mam przypomnieć wszelkie publicznie wyrażone "odstępstwa" jeyesa od bierzącego stanu wiedzy fizycznej? (www.racjonalista.pl/forum.php/s,6082 - w wątku tym nie było postu w którym jeyes by się nie skompromitował.)
Ty po prostu nie rozumiesz o co chodzi, no nie? Wydaje Ci się, że powtarzanie czegoś w kółko - w tym przypadku "jeyes się skompromitował...", "jeyes jest...", "jeyes - piesek...", "jeyes kłapie..." itp. - przydaje prawdziwości takim sądom i stanowi jakieś argumenty?
Daniel Delimata
>>Jak to nie? Popatrz waść wyżej.
>Wzrok kieruję na tekst, na który odpowiadam.

I tak jak koń dorożkarski poza tym niczego nie widzi.

>Ty po prostu nie rozumiesz o co chodzi, no nie? Wydaje Ci się, że powtarzanie czegoś w kółko - w tym przypadku "jeyes się skompromitował...", "jeyes jest...", "jeyes - piesek...", "jeyes kłapie..." itp. - przydaje prawdziwości takim sądom i stanowi jakieś argumenty?

Nie przydaje, ale i nie ujmuje. Zwraca jednak uwagę potencjalnych czytelników z kim mają do czynienia próbując dyskutować z panem. Zwykle podaję też odsyłacz do wątku w którym tak pięknie się pan kompromituje.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Ja mam pomysł - pisz już sam nie czakając na moje posty, ani moje komentarze. Im więcej piszesz, tym mniej pozostawiasz watpliwości co do swego intelektu i swego "dobrego" wychowania.
Daniel Delimata
>Ja mam pomysł - pisz już sam nie czakając na moje posty, ani moje komentarze. Im więcej piszesz, tym mniej pozostawiasz watpliwości co do swego intelektu i swego "dobrego" wychowania.

No, w kwestiach intelektu to jest pan chyba ostatnią osobą mogącą się autorytatywnie w tej kwestii wypowiedzieć.
W kwestii dobrego wychowania jest zresztą podobnie.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>A nie wystarczyło zamiast personalnych wycieczek podać merytoryczny kontraargument?
Facet, jaki sens miałoby podawanie przez mnie kontrargumentu do mojego własnego wniosku?!
Lubię Kawę (143 punktów)
jeyes

>1) dogmat o Ziemi będącej centrum wszechświata, 2) dogmat o stworzeniu wszystkiego przez Boga w takim kształcie, jak to dziś obserwujemy będący zaprzeczeniem ewolucji... No i co mądralo?

Ty oczywiście masz prawo posiadać własną wiarę o tym czym jest katolicyzm. Miej tę swoją wiarę, ale w domowym zaciszu. Jeśli jednak zaczynasz publicznie podawać tego rodzaju informacje, to nie dziw się, że ktoś Ci je powytyka.

Nigdy geocentryzm nie był dogmatem. Nigdy kreacjonizm nie był dogmatem.

Były to jedynie elementy obrazu świata wynikające ze stanu wiedzy ogólnej, a nie mające rangę dogmatu wiary.
Nie należało to nawet do zbioru prawd wiary bez rangi dogmatu.

Masz prawo zachować tę swoją wiarę o wierze katolickiej, ale w domowym zaciszu. Możesz nawet wychować w tych swoich wyobrażeniach własne dzieci, które Ci jednak powytykają błędy już będąc po podstawówce (o ile popytają nauczyciela historii).

Żaden dogmat nigdy nie upadł.

>Facet, jaki sens miałoby podawanie przez mnie kontrargumentu do mojego własnego wniosku?!

Nie zamierzam bawić się w przepychanki słowne.


A na koniec w ramach ciekawostki wkleję wypowiedź Pilastera (który w odróżnieniu od niejakiego jeyesa nigdy nie pisze czegoś, czego nie wie, że wie).

W rzeczywistości w cywilizacji chrześcijańskiej zawsze (od czasów rzymskich) dominował (zaczerpnięty od Greków), pogląd, że Ziemia jest kulista. Owszem, były grupy, twierdzące inaczej, podobnie, jak dzisiaj istnieją kreacjoniści, ale nie wyrażały one głównego nurtu. Dowodów na kulistość Ziemi jest bardzo dużo (dużo więcej, niż na jej ruch obrotowy). Od faktu, że cień Ziemi na Księżycu podczas zaćmienia ma zawsze kształt wycinka koła, po istnienie horyzontu. Gdyby Ziemia była płaska, moglibyśmy, przy dobrej pogodzie oglądać z Warszawy nie tylko Londyn, ale i Nowy Jork, czy Szanghaj. Kulistość Ziemi była uważana w chrześcijaństwie za udowodnioną na dłuugo przed Kopernikiem. To tylko obecnie propaganda "świeckiego humanizmu" usiłuje imputować, że było inaczej. Scholastycy z Salamanki krytykowali Kolumba nie za to, że uważał, że można dopłynąć do Azji z zachodu, ale za to, że twierdził, że ta odległość Europa-Azja jest w gruncie rzeczy niewielka i możliwa do pokonania przy ówczesnej technice. Wystarczy jednak spojrzeć na globus, żeby stwierdzić, że rację mieli scholastycy, a nie Kolumb!





----

PTRqwerty
Lubię Kawę (143 punktów)
Webmaster
(nawet nie liczę na przekonanie Ciebie , ale chcę byś poniższą rzecz dostrzegł)

Pytają się mnie ateiści: "Co to jest Bóg?" Jest to pytanie, które w domyśle zawiera zarzut, że skoro nie potrafimy sprecyzować definicji Boga z taką precyzją z jaką możemy zdefiniować określony typ silnika samochodowego, to trudno jest weryfikować istnienie Boga i dyskusja staje się pozbawiona sensu.

Jest jednak niuans.
Otóż skoro zgadzamy się na ograniczoność nauki w tej formie:
Poznanie naukowe polega na tłumaczeniu zjawisk innymi zjawiskami. Bardziej szczegółowe prawa przyrody (np. Newtona) są tłumaczone bardziej ogólnymi prawami przyrody (np. teoria Einsteina). Będzie jednak tak, że nauka dojdzie do najbardziej ogólnych praw przyrody i nie zdoła ich wyjaśnić, bo nie będzie już z definicji bardziej ogólnych, którymi dałoby się wyjaśnić ostatnie.
A zatem nauka jako taka nigdy nie zdoła odpowiedzieć nie to, że na pytanie czy Bóg istnieje, ale nawet nie ma szans wyjaśnienia natury świata.

Skoro rozumiemy to, to jak odpowiedzieć na pytanie "Co to jest Bóg?"
Otóż, żeby opisać zjawisko obserwowane Z', uciekamy się do przedstawienia bardziej ogólnych zjawisk Z1..Zn, które w ciągu przyczynowo-skutkowym stoją przed Z' oraz przedstawiamy prawa przyrody (fizyki) P1..Pk, które opisują przejście z Z1..Zn do Z'.

Dostrzegamy jednak, że w ramach świata zjawisk, dojdziemy do punktu najogólniejszych praw przyrody i zbioru najogólniejszych obiektów fizycznych, których nie da się opisać, bo z definicji będą to najogólniejsze prawa i najogólniejsze obiekty.

Nauka zatem nie jest zdolna do wyjaśnienia co to jest świat. Oznacza to, że nie należy się spodziewać, aby kiedykolwiek nauka stosując taką metodę wyjaśniania, zdołała odpowiedzieć na pytanie "Co to jest świat?"

Ktoś natomiast stawia pytanie "Co to jest Bóg?" i milcząco daje znać, że z samego faktu, że nie da się wyjaśnić Boga z precyzją z jaką wyjaśniamy określony model silnika samochodowego, zagadnienie z zasady jest pozbawione sensu.
Tymczasem nawet będąc ateistą, człowiek wie mniej więcej czym jest Bóg w naszej kulturze i mniej więcej wie jak się Boga rozumie. Ja nie napiszę takiej osobie nic nowego, ponadto co ogólnie jest dostępne w dowolnej encyklopedii. Zatem ta osoba również to wie, mimo że jest ateistą.

Niemniej ta osoba stosuje pytanie względem Boga i mówi, że z tytułu braku precyzyjnej odpowiedzi nie ma Boga, ale równocześnie nie potraktuje tak samo pytanie "Co to jest świat?" mimo, że nauka nie jest zdolna przedstawić odpowiedzi na tak zadane pytanie.

Mam więc do czynienia z sytuacją, że albo taki ateista nie rozumie czym w istocie jest nauka, albo taki ateista stosuje chwyt, licząc na to, że dyskutant da się na niego złapać.

Wiemy o Bogu to co przedstawił o sobie w Biblii (Objawieniu), w historii narodu wybranego i w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa z Nazaretu.
Nasza wiedza o Nim to nie jest wiedza jak działa Pan Bóg w znaczeniu działania takiego, jakbyśmy mówili jak działa silnik samochodowy.
Nasza wiedza o Nim to wiedza kim jest i jaka jest ta Osoba.

Różnica jest taka jak między odpowiedziami na takie dwa pytania:
1. Co to jest i z czego się składa PTR?
2. Kim jest PTR i jakie są cechy jego osobowości?

Niejeden ateista liczy na to, że nauka wykluczy kiedyś Boga. Nie rozumieją jednak, że nauka nie to, że nie dojdzie do Boga, ale nawet nie wyjaśni natury świata.

Czy można opisywać zatem naukowo czym jest Bóg? Zupełnie nie. Możemy co najwyżej poznawać Go przez Jego dzieła.

A zatem jak można rozumieć Boga?
transcendentny ;
przedstawił się jako miłujący;
wszechwiedzący, wszechmocny, wszechobecny - Powstaje pytanie, czy może zarówno PTR-a stworzyć, jak i równocześnie PTR-a nie stworzyć, czyli czy równocześnie może w swej wszechmocy czynić A i ~A. Otóż nie da się wykluczyć, że może, bo Osoba Boska będąc poza czasem i przestrzenią może mieć możliwości dla nas zupełnie niepojęte, jednak dla własnej wygody jestem skłonny przyjąć, że np. jest wszechmocny, ale nie może robić, rzeczy niemożliwych w rodzaju równoczesnego przeprowadzania A i ~A.

Zaś ten kto oczekuje odpowiedzi na temat tłumaczenia Boga innymi zjawiskami i jakimiś prawami przyrody (czyli takiego tłumaczenia jak to robi dzisiejsza nauka) w ogóle nie rozumie zagadnienia, które jest poruszane.

Istnieją też pewne przesłanki za istnieniem Osoby Boskiej: świat istnieje, a mógłby z łatwością nie istnieć; najogólniejsze prawa fizyki są takie same wszędzie (założenie stosowane przez fizykę), a mogłoby tego porządku w przyrodzie nie być; ludzie posiadają ciało, a zatem uczucia, oraz możność kształtowania własnego charakteru i charakteru swoich bliźnich; ludzie posiadają, dzięki prostym prawom przyrody, możność kształtowania swojego środowiska, w którym żyją; homo sapiens jest niezwykle skorelowany z wszechświatem, w którym żyje, gdyż mimo, że jego rozum kształtował się jedynie do warunków przeżycia na sawannie (znalezienie jedzenia, unikanie zwierząt, rozwój współpracy, znalezienie partnera), to mimo to potrafi biegle poruszać się po takich zagadnieniach jak czarne dziury czy prawa fizyki kwantowej, która to zdolność wcale nie wynika z nacisku selekcyjnego na sawannie, a zatem albo istnienie tych praw znalazło jakieś odbicie w architekturze połączeń neuronów w mózgu, albo prawa te zostały zaprojektowane przez rozum podobny do ludzkiego; ostatecznie można też rozważyć, że gdyby w trakcie Wielkiego Wybuchu gęstość materii-energii różniła się o jedną milionową, to nie powstałoby życie.

Wszystkie powyższe okoliczności nie są łatwo zrozumiałe w normalnym biegu rzeczy, ale są łatwe do przewidzenia, jeśli choć na moment rozważymy hipotezę istnienia Osoby Boskiej, która niewątpliwie co najmniej mogłaby chcieć, aby to wszystko zaistniało, zaś hipoteza istnienia Osoby Boskiej jest hipotezą prostą. Podsumowując, wymienione okoliczności, nie są łatwe do zrozumienia w normalnym biegu rzeczy, ale są proste do przewidzenia jako konsekwencja istnienia Osoby Boskiej. A wszystkie te okoliczności dzieją się wok




----

PTRqwerty
Lubię Kawę (143 punktów)
A wszystkie te okoliczności dzieją się wokół nas.



----

PTRqwerty
webmaster (moderator)
>to trudno jest weryfikować istnienie Boga i dyskusja staje się pozbawiona sensu.
Dyskusja jest pozbawiona sensu, ale z innych powodów. Wierzący chcą konstruować pojęcie Boga transcendentnego na bazie wierzy materialnej. Nie da się mówić o bycie będącym poza światem posługując się pojęciami tego świata. Jeżeli mówisz 'Bóg jest miłujący, bo tak się przedstawił' to popełniasz nadużycie i sprzeczność zarazem. Jeżeli się przedstawił, to nie był transcendentny, jeżeli ma cechę 'miłujący', to opisujesz osobę ludzką (innych typów osób nie znam, a ty?).

>Będzie jednak tak, że nauka dojdzie do najbardziej ogólnych praw przyrody i nie zdoła ich wyjaśnić, bo nie będzie już z definicji bardziej ogólnych, którymi dałoby się wyjaśnić ostatnie.
Nigdy nie mów nigdy A jeżeli np. te prawa da się wyjaśnić poza nauką? A może okażą się matematycznie konieczne? A może okażą się tzw. 'błędnym kołem' (które to nie świadczy o nieprawdziwości swoich składników)? Zresztą to jest pytanie filozoficzne, bo nauki w sumie nie interesuje źródło praw, ale ich postać.

>Ktoś natomiast stawia pytanie "Co to jest Bóg?" [..]
To tak, jakby stawiał pytanie: "Co to jest to coś, co istnieje poza naszą rzeczywistością, jest niepoznawalną tajemnicą, jest nieskończone we wszystkich swoich doskonałych cechach, niezmienne i pozaczasowe?". No wybacz mi, ale ja ci nie pomogę, bo pomimo szczerych chęci nie wiem o co chodzi. Problemem teistów nie jest nawet to, że nie trzeba Boga aby wyjaśnić świat, ale to, że nie wiadomo w co oni wierzą.

>Wiemy o Bogu to co przedstawił o sobie w Biblii (Objawieniu), w historii narodu wybranego i w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa z Nazaretu.
Błędne koło.

>Nasza wiedza o Nim to wiedza kim jest i jaka jest ta Osoba.
A powiedz mi, co to jest taki twór: osoba nieludzka?

>Niejeden ateista liczy na to, że nauka wykluczy kiedyś Boga.
Nie chcę cię martwić, ale tu nawet nie ma co wykluczać.

>Możemy co najwyżej poznawać Go przez Jego dzieła.
Przy czym to będzie błędne koło.

>Zaś ten kto oczekuje odpowiedzi na temat tłumaczenia Boga innymi zjawiskami i jakimiś prawami przyrody (czyli takiego tłumaczenia jak to robi dzisiejsza nauka) w ogóle nie rozumie zagadnienia, które jest poruszane.
Nikt ci nie każe tłumaczyć Boga naukowo.

>Istnieją też pewne przesłanki za istnieniem Osoby Boskiej: świat istnieje, a mógłby z łatwością nie istnieć;
Nie mógłby, bo szanowany PTR nic by wtedy nie napisał.

>najogólniejsze prawa fizyki są takie same wszędzie [..], a mogłoby tego porządku w przyrodzie nie być;
Nie mogłoby, jw.

>ludzie posiadają ciało, a zatem uczucia, oraz możność kształtowania własnego charakteru i charakteru swoich bliźnich;
Non sequitur.

>ludzie posiadają, dzięki prostym prawom przyrody, możność kształtowania swojego środowiska, w którym żyją;
Non sequitur.

>homo sapiens jest niezwykle skorelowany z wszechświatem, w którym żyje, [..] to mimo to potrafi biegle poruszać się po takich zagadnieniach jak czarne dziury czy prawa fizyki kwantowej,[..] albo prawa te zostały zaprojektowane przez rozum podobny do ludzkiego;
Non sequitur.

>ostatecznie można też rozważyć, że gdyby w trakcie Wielkiego Wybuchu gęstość materii-energii różniła się o jedną milionową, to nie powstałoby życie.
Non sequitur.

>Wszystkie powyższe okoliczności nie są łatwo zrozumiałe w normalnym biegu rzeczy, ale są łatwe do przewidzenia, jeśli choć na moment rozważymy hipotezę istnienia Osoby Boskiej
Ale hipoteza teistyczna nie wyjaśnia powodów tych okoliczności. Oddala tylko problem na dalszy plan. To nawet nie jest poprawne logicznie wyjaśnienie.

>zaś hipoteza istnienia Osoby Boskiej jest hipotezą prostą.
Niestety za prostą, bo nic nie wyjaśnia. Tak samo można by wyjaśniać: 'Dlaczego Słońce świeci? Bo trawa jest zielona.' Wszystko się zgadza, ale to nie jest przyczyna.

>ale są proste do przewidzenia jako konsekwencja istnienia Osoby Boskiej.
Ale ty nie znasz Boga i nie możesz go badać, więc nie możesz go uczynić elementem łańcucha wnioskowania. Taki to już wredny świat, że nie można mieć wszystkiego.
Lubię Kawę (143 punktów)

Liczysz zatem na konieczność matematyczną?
I tylko tyle? Uważasz, że można wykluczyć możliwość nieistnienia świata? No cóż... jest to a prioryczne założenie, które można co prawda przyjmować na wiarę. Ale wtedy wciąz nie rozumiemy czym są prawa przyrody.

>. Jeżeli mówisz 'Bóg jest miłujący, bo tak się przedstawił' to popełniasz nadużycie i sprzeczność zarazem. Jeżeli się przedstawił, to nie był transcendentny, jeżeli ma cechę 'miłujący', to opisujesz osobę ludzką (innych typów osób nie znam, a ty?).

Tyle, że jeżeli ja jadę do centralnej Afryki, to raczej nie liczę, że zrozumieją język polski, tylko raczej będę z nimi rozmawiać w ich ojczystym języku.
Mniej więcej z tego powodu nie dziwi mnie, że Bóg się przedstawia jako miłujący (w opozycji po prostu do takiego, który chce czyjegoś nieszczęścia).

>A jeżeli np. te prawa da się wyjaśnić poza nauką?

Ba... Ale co przez to rozumiesz?
Poza nauką to Swinburne proponuje wyjaśnianie osobowe, ale tego już nie chcesz akceptować. Jakimi metodami (naukowymi?)określasz jakie wyjaśnienie poza nauką jest do przyjęcia, a jakie nie jest?

>To tak, jakby stawiał pytanie: "Co to jest to coś, co istnieje poza naszą rzeczywistością, jest niepoznawalną tajemnicą, jest nieskończone we wszystkich swoich doskonałych cechach, niezmienne i pozaczasowe?".

No ja wiem! Ale ja się wtedy pytam jakimi bardziej ogólnymi od Boga zjawiskami i prawami przyrody mam objaśniać Boga?

>>Wiemy o Bogu to co przedstawił o sobie w Biblii (Objawieniu), w historii narodu wybranego i w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa z Nazaretu.
Błędne koło.

Zgadzam się. Ja w tych przesłankach pokazać chcę, że nasz świat nie jest w niczym sprzeczny z obrazem Osoby Boskiej z Objawienia.
Wymieniłem szereg okoliczności i pokazuję, że o ile w normalnym biegu zdarzeń nie są one łatwe do zrozumienia, to że jeżeli choć na moment przyjmiemy hipotezę teizmu, to stają się one zrozumiałe.

>>Niejeden ateista liczy na to, że nauka wykluczy kiedyś Boga.
Nie chcę cię martwić, ale tu nawet nie ma co wykluczać.

Jak to nie? Oczywiście z konieczności piszesz tak jako ateista, ale jeżeli jesteś tak pewien nieistnienia Boga, to skąd tego jesteś pewien?
Niby jak możesz wykluczyć ponad wszelką wątpliwość, że nie istnieje byt, który swoją wolą scala świat? A jeśli przyznasz, że nie możesz, to jesteś agnostykiem.

>Możemy co najwyżej poznawać Go przez Jego dzieła.
Przy czym to będzie błędne koło.

Pisałem, że moim celem jest pokazanie, że nasz świat nie wykazuje cech, które stałyby w sprzeczności z wizją Osoby Boskiej przedstawionej w Objawieniu, a ponadto że szereg rzeczy (wymieniłem) staje się zrozumialsze jeśli się uzna, że istnieje Osoba Boska.

>>Zaś ten kto oczekuje odpowiedzi na temat tłumaczenia Boga innymi zjawiskami i jakimiś prawami przyrody (czyli takiego tłumaczenia jak to robi dzisiejsza nauka) w ogóle nie rozumie zagadnienia, które jest poruszane.
Nikt ci nie każe tłumaczyć Boga naukowo.

No jak to nie? Co jak co, ale na pytanie co to jest samochód oczekuje się konkretów. Jeśli ktoś pyta co to jest Bóg i mówi z zadowoleniem, że definicji nie podam, no to domyślam się, że oczekuje równie precyzyjnej definicji jak definicja samochodu.

>>Istnieją też pewne przesłanki za istnieniem Osoby Boskiej: świat istnieje, a mógłby z łatwością nie istnieć;
Nie mógłby, bo szanowany PTR nic by wtedy nie napisał.

No to PTR-a by nie było. Ale świat jakby nie było istnieje.

>>najogólniejsze prawa fizyki są takie same wszędzie [..], a mogłoby tego porządku w przyrodzie nie być;
Nie mogłoby, jw.

Nigdy nie mów nigdy
A ponadto skąd wiesz, że nie mogłoby nie być tego porządku?

Co do "Non sequitur."
Chodzi o to, że wymienione są zgodne z tym co chciałaby Osoba Boska opisana w Biblii.
Chodzi o to, że niektórym się może zdawać, że np. teoria ewolucji życia stosi w sprzeczności. Pokazuję, że nie.

>>zaś hipoteza istnienia Osoby Boskiej jest hipotezą prostą.
Niestety za prostą, bo nic nie wyjaśnia. Tak samo można by wyjaśniać: 'Dlaczego Słońce świeci? Bo trawa jest zielona.' Wszystko się zgadza, ale to nie jest przyczyna.

Nie wiem czy zrozumiałeś ograniczoność nauki. To tylko tłumaczenie związków między zjawiskami. Te tłumaczenie nie daje szans na odpowiedzi ontologiczne.

>Ale ty nie znasz Boga i nie możesz go badać, więc nie możesz go uczynić elementem łańcucha wnioskowania. Taki to już wredny świat, że nie można mieć wszystkiego.
No cóż... tylko tyle ile o sobie powiedział.

A czemu nie odniosłeś się do mózgu, który wyewoluował na sawannie? Nacisk selekcyjny nie kierował na sawannie w kierunku poznawania czarnych dziur i teorii kwantów... a jednak nasz rozum potrafi tu operować. Istnieje korelacja? A zatem co z wiarą? %-)

PS. Jestem w stanie odpowiedzieć dopiero w poniedziałek.


----

PTRqwerty
webmaster (moderator)
>Liczysz zatem na konieczność matematyczną?
Na nic nie liczę, pokazuję ci tylko, że nie wiemy jak będzie. Nie warto wypowiadać się o dalekiej przyszłości nauki.

>Uważasz, że można wykluczyć możliwość nieistnienia świata?
Jeżeli jest bytem przygodnym, to może nie istnieć. Ale tego nie wiemy, być może nie jest i musi istnieć. Po prostu nie wiemy.

>No cóż... jest to a prioryczne założenie, które można co prawda przyjmować na wiarę.
Na wiarę to ty przyjmujesz, że Bóg stworzył świat. Ja po prostu nie wiem jaki mechanizm za tym stoi.

>Ale wtedy wciąz nie rozumiemy czym są prawa przyrody.
Prawa przyrody to nasz obiektywny sposób opisu świata. Krócej się nie da.

>Mniej więcej z tego powodu nie dziwi mnie, że Bóg się przedstawia jako miłujący (w opozycji po prostu do takiego, który chce czyjegoś nieszczęścia).
Ci jednak nadal nie informuje cię o jego naturze. W sumie ten wasz szatan też mógłby tak 'powiedzieć'.

>>To tak, jakby stawiał pytanie: "Co to jest to coś, co istnieje poza naszą rzeczywistością, jest niepoznawalną tajemnicą, jest nieskończone we wszystkich swoich doskonałych cechach, niezmienne i pozaczasowe?".
>No ja wiem! Ale ja się wtedy pytam jakimi bardziej ogólnymi od Boga zjawiskami i prawami przyrody mam objaśniać Boga?
A to już nie mój problem, ja nie wiem co to Bóg.

>Zgadzam się. Ja w tych przesłankach pokazać chcę, że nasz świat nie jest w niczym sprzeczny z obrazem Osoby Boskiej z Objawienia.
Świat nie może być z niczym sprzeczny (inaczej by nie istniał).

>Wymieniłem szereg okoliczności i pokazuję, że o ile w normalnym biegu zdarzeń nie są one łatwe do zrozumienia, to że jeżeli choć na moment przyjmiemy hipotezę teizmu, to stają się one zrozumiałe.
Łatwość zrozumienia przez PTR miarą prawdziwości? Ciekawe..

>Jak to nie? Oczywiście z konieczności piszesz tak jako ateista, ale jeżeli jesteś tak pewien nieistnienia Boga, to skąd tego jesteś pewien?
Nie zrozumiałeś. Nie ma co wykluczać, bo nie wiadomo kiedy Bóg jest a kiedy nie. Nic w sumie nie wiadomo.

>Niby jak możesz wykluczyć ponad wszelką wątpliwość, że nie istnieje byt, który swoją wolą scala świat?
A czy ja wykluczam coś poza naszym światem? Ja nie mam co wykluczać.

>A jeśli przyznasz, że nie możesz, to jesteś agnostykiem.
A kim ja jestem, to już moja sprawa.

>Pisałem, że moim celem jest pokazanie, że nasz świat nie wykazuje cech, które stałyby w sprzeczności z wizją Osoby Boskiej przedstawionej w Objawieniu
Jak się odpowiednio okroi i zinterpretuje 'na nowo' Objawienie, to może i nie.

>a ponadto że szereg rzeczy (wymieniłem) staje się zrozumialsze jeśli się uzna, że istnieje Osoba Boska.
A bez nich to już nie może być zrozumiałe, twoim zdaniem? Pewnie następnym krokiem byłoby zabranie się za Genesis? Bo też łatwiej wyjaśnić stworzenie (wg ciebie?).

>No jak to nie? Co jak co, ale na pytanie co to jest samochód oczekuje się konkretów. Jeśli ktoś pyta co to jest Bóg i mówi z zadowoleniem, że definicji nie podam, no to domyślam się, że oczekuje równie precyzyjnej definicji jak definicja samochodu.
Że nie możesz podać definicji naukowej to nie moja wina, tylko logiki. Że nie możesz wytłumaczyć, to też nie moja wina.

>No to PTR-a by nie było. Ale świat jakby nie było istnieje.
Nadal ci tłumaczę, że takie wnioskowanie nie jest logicznie poprawne.

>>>najogólniejsze prawa fizyki są takie same wszędzie [..], a mogłoby tego porządku w przyrodzie nie być;
>Nie mogłoby, jw.
>Nigdy nie mów nigdy
>A ponadto skąd wiesz, że nie mogłoby nie być tego porządku?
Gdyby go nie było, to by nas nie było. Zastanów się.

>Co do "Non sequitur."
>Chodzi o to, że wymienione są zgodne z tym co chciałaby Osoba Boska opisana w Biblii.
A co ty tam wiesz co ona by chciała, nie rozśmieszaj mnie..

>Chodzi o to, że niektórym się może zdawać, że np. teoria ewolucji życia stosi w sprzeczności. Pokazuję, że nie.
Jak ma stać w sprzeczności z 'niewiadomoczym' ? Niewiadomo jak Bóg wpływał na ewolucję, niewiadomo jak stworzył świat to jak ma stać w sprzeczności? Sprzeczne mogą być zdania logiczne, a nie zdanie logiczne i niewiadomojakie.

>No cóż... tylko tyle ile o sobie powiedział.
Ostatnio jakiś mało gadatliwy, a tyle pytań czeka..

>A czemu nie odniosłeś się do mózgu, który wyewoluował na sawannie? Nacisk selekcyjny nie kierował na sawannie w kierunku poznawania czarnych dziur i teorii kwantów...
W kierunku programowania też nie kierował, a ja jakoś sobie radzę. Więc niechybnie Bóg musi być programistą Oszczędzę ci czasu: nie tędy droga.

>PS. Jestem w stanie odpowiedzieć dopiero w poniedziałek.
A ja nigdzie się nie wybieram..
Lubię Kawę (143 punktów)
"W poniedziałek napiszę" powiedziałem. Miałem już zamiar napisać wczoraj, żeby faktycznie był to poniedziałek, ale i wczoraj nie mogłem.
Dokonam jakiegoś podsumowania naszej wymiany zdań.

Zgadzam się, że zrobiłem niedopatrzenie w tym, że - kto wie - może i nastąpi jakaś konieczność matematyczna. Rozwiązałoby to problem, że nauka niby czegoś nie może w opisywaniu zjawisk, bo wyszłoby jej, że nie ma takiej potrzeby. Co prawda mam tu wątpliwość poważną, bo przecie wtedy pojawia się pytanie, czym są prawa przyrody.

Podtrzymuję natomiast, że pytanie o to czym jest Bóg i wyciąganie wniosku, że takowy nie istnieje z braku odpowiedzi, jest nie rzetelne. Wiemy dobrze, że z definicji nie ma zjawisk dalszych od Boga i wiemy dobrze, że żeby coś opisać trzeba to coś ująć jakimiś innymi zjawiskami, albo chociaż szerszymi prawami przyrody (które przecież to Bóg - w hipotezie teistycznej - stwarza).

Tak więc wspominany przeze mnie soloscjentyzm ma wielką przewagę nad hipotezą teizmu, ale też taką samą nad hipotezą ateizmu. Jeśli jednak kto chce budować ateizm na tym, że Boga nie rozumiemy tak dobrze jak silnik samochodowy, to jednak się będę upierał, że to mało rzetelne kryterium względem Boga.

Dalej wydaje mi się, że problem w postaci, że Bóg się przedstawia jako "miłujący" i wniosek, że niby mowa o istocie ludzkiej nie jest aż tak uprawniony. Przedstawiając się nam, posługuje się naszym systemem pojęć i daje tym informację, że nie jest tak, że ma względem nas złą wolę.

Zarzut, że robię błędne koło w tym, że Bóg się przedstawił w historii narodu wybranego, czy w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa jest prawdziwy o tyle, że nie byłem świadkiem tych wydarzeń. Natomiast nie da się zbudować kryterium, które by tłumaczyło dlaczego to mielibyśmy odrzucić coś takiego jak doświadczenia mistyczne czy objawienia. Można oczywiście przyjąć sobie, że się tym nie interesuje, ale nie można zbudować kryterium, które miałoby być konieczne, w imię którego należałoby mistyczne doświadczenia odrzucić. Otóż nie ma błędnego koła tam, gdzie byłoby doświadczenie mistyczne.
Natomiast ja nigdy takiego doświadczenia nie miałem.

No i nie rozumiem dlaczego by się miało okrajać Objawienie. Z czego należałoby Je okroić, aby móc uznać, że to co widzimy nie jest sprzeczne z hipotezą istnienia Osoby Boskiej z Objawienia.

Natomiast odnieść się chciałbym wprost do tego stwierdzenia:
>Że nie możesz podać definicji naukowej to nie moja wina, tylko logiki. Że nie możesz wytłumaczyć, to też nie moja wina.

Ja raczej bym powiedział, że nie mogę podać definicji naukowej, ponieważ Bóg zupełnie wykracza poza sferę zjawisk dających się opisać prawami przyrody.



----

PTRqwerty

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365