 |
z "pytań o chrześcijaństwo" Messoriego Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-10-2004 12:57 | pytający | z "pytań o chrześcijaństwo" Messoriego | Ida Magli Ida Magli ma na państwowym uniwersytecie w Rzymie katedrę nauki należącej do najbardziej fascynujących i nowych: antropologii kulturalnej -- nauki mianowicie, która bada kultury (w szerszym znaczeniu tego terminu) grup ludzkich -- we Włoszech należała ona do pierwszych i najbardziej znanych specjalistów. Sądzę, że Elémirowi Zolli (który, jak widzieliśmy, zajmuje się podobnymi tematami, chociaż o bardzo różnym formacie) spodobałaby się jej deklaracja programowa, która doprowadziła ją do studiowania muzyki, filozofii, psychologii, historii: "Nauki humanistyczne potrzebują także intuicji i zmysłu artystycznego". Na tej drodze Ida Magli walczy, aby kobiecie zostało przyznane należne jej miejsce, które pozwoliłoby jej postawić obok suchości i abstrakcyjności, pociągających mężczyznę, te odmienne i cenne "drogi poznania", które zna i praktykuje kobieta. Niektóre jej książki na ten temat zostały już uznane za klasyczne i przetłumaczone na różne języki. Tematom religijnym poświęciła między innymi ważne studium, interpretację antropologiczną średniowiecza na przykładzie kazań i pokuty. Przy tym, jak Eco, Magli ma za sobą okres zaangażowania katolickiego, ale od dawna działa na polu kultury laickiej, której oddaje się z pasją, jaka przynosi także rezultaty kontrowersyjne: na przykład jej ponowne odczytanie, w kluczu antropologicznym, psychoanalitycznym i feministycznym, świętej Teresy z Lisieux. Wzbudziłoby także liczne polemiki (ale również duże zainteresowania), w domu katolickim i nie katolickim, studium, nad którym pracowała z dyskrecją i uporem, kiedy umówiłem się z nią na wywiad: książka była poświęcona Jezusowi z Nazaretu, i miała wielce znaczący podtytuł: Tabu i przekroczenie. Należałem do niewielu, którzy dzięki wspólnym przyjaciołom wiedzieli o tych jej badaniach dotyczących Nazarejczyka i dlatego też nie było specjalnie trudne obranie ich za centralny punkt naszej rozmowy. Natychmiast sprecyzowała mi przekonanie, do którego doszła: -- Także, a może przede wszystkim, dla tego, kto przesiał go przez sito metodologii nauki antropologicznej, Jezus objawia się jako osobowość tajemnicza, niepokojąca, która wymyka się wszelkiemu tłumaczeniu "naukowemu". Nasz "rozum" nie wydaje się przydatny wobec niego. Taka postać na pewno nie mogła być wymyślona: istotnie, sami Ewangeliści, którzy chcieli opowiedzieć nam jego naukę i życie, nie zrozumieli go. Tak jak często nie zrozumieli go wierzący, Kościoły, które się do niego odwoływały. Potwierdziła, że dla napisania książki postanowiła ponownie przeczytać Ewangelie z bezstronnym chłodem miłośnika nauk humanistycznych, daleka od niepokojów fideistycznych, które zresztą od dawna porzuciła: -- Rozpatrywałam te teksty jako dokumenty na równi z innymi. Uderzające jest to, iż na tle historycznie dobrze uściślonym i kulturalnie wystarczająco określonym widać, jak porusza się osoba, która czyni i mówi rzeczy niewytłumaczalne, absolutnie sprzeczne z kulturą swoich czasów. Skąd pojawia się nagle ten Jezus? Jak może tak bardzo kontrastować ze środowiskiem, które go otacza? Oto pytania, na które nie znajduję odpowiedzi. Chce potwierdzić, że właśnie pogłębianie nowoczesnych badań czyni zagadkę wokół bohatera Ewangelii bardziej nieprzebytą: -- Dzięki także zdobyczom mojej dyscypliny wiemy, że żaden człowiek nigdy nie spada "z nieba", w sposób nieprzewidziany i nieprzewidywalny. Każdy człowiek jest dzieckiem swoich czasów, zanurza korzenie w swojej glebie kulturalnej. -- Także osobowości nadzwyczajne, takie, których imiona dostają się później do książek historycznych? -- Tak, nawet najbardziej nadzwyczajni liderzy każdego środowiska nie mogą wymknąć się ogólnej regule: są niekiedy katalizatorami, scalającymi punktami szczególnie znaczącymi dla kultury ich czasów. Ale od tej kultury nie mogą uciec. W sumie nikt nie był i nigdy nie będzie mógł być "niezrozumiałym"; a jednak Jezus, tylko on sam, wydaje się taki: -- Nie, nie da się utrzymać prawdopodobieństwa wytłumaczenia go przez przypisywanie mu charakterystycznych cech geniusza, choćby nawet bardzo wyjątkowego. Gdyby było "tylko" to, poruszałby się jednak zawsze wewnątrz współczesnych uwarunkowań kulturalnych, które stanowią dla wszystkich pręty klatki nie do przebycia. W nim jednak jest coś więcej, coś innego. Ale o co chodzi, nauka nie potrafi powiedzieć. Uczony nie może iść dalej poza stwierdzenie tej ,,odmienności". Przypomniałem jej, że -- na innej drodze niż antropologia kulturalna -- bibliści, egzegeci doszli do tych samych konkluzji. Usiłują mianowicie przestudiować autentyczność opowieści ewangelicznych opierając się na nowych kryteriach, między nimi na kryterium "nieciągłości": zostały w ten sposób ocenione jako wiarygodne słowa i czyny Jezusa, które nie były możliwe do wymyślenia, ponieważ były w sprzeczności zarówno z kulturą żydowską, jak i kulturą rodzącej się wspólnoty chrześcijańskiej, w której środowisku Ewangelie zostały napisane. Odkryto w ten sposób, że "nieciągłość" Nazarejczyka jest taka, iż każe podnieść, i to bardzo, poziom wiarygodności historycznej Ewangelii. Gdyby były one rzeczywiście mitami lub legendami, dostosowałyby się do kultury ich autorów, gdy tymczasem wymykają się jej w istotnych punktach i w sposób niewytłumaczalny. Zobaczymy to lepiej w spotkaniu z biblistą, René Latourellem, który da nam kilka przykładów tych "nieciągłości", nazywanych przez Idę Magli "pęknięciami". Ale gdzie, przede wszystkim, wydawało się jej, iż je wyodrębnia? -- Zostałam uderzona przede wszystkim faktem, że siła jego orędzia jest skierowana do jednostki, do pojedynczego podmiotu. "Ty" jest dla Chrystusa zawsze przeważające nad "wy". On zwraca się do osoby. I to jest już, wydaje mi się, faktem nienormalnym dla kultury żydowskiej, całej zwróconej (widać to wyraźnie w literaturze prorockiej, w całym Starym Testamencie) do grupy, do wspólnoty, do narodu. Ale również w stosunku do innych starożytnych kultur religijnych jest całkowicie czymś niezwykłym mówca religijny, który przemawia do pojedynczej osoby. Również d |
| pytający | Ale również w stosunku do innych starożytnych kultur religijnych jest całkowicie czymś niezwykłym mówca religijny, który przemawia do pojedynczej osoby. Również dlatego nowożytny Zachód jest nie do pomyślenia bez Ewangelii: jest tam, gdzie działa ta osoba, która wskazuje palcem nie na masy, lecz na każdego, która mówi "ty musisz", jest tam, gdzie tworzy się pojęcie "ja", jednostkowości, podmiotu, osoby.
-- A jednak -- zauważyłem -- starożytność klasyczna przedstawia niezwykłe postaci nauczycieli: oprócz jak zwykle Sokratesa, stoika Epikteta, cynika Diogenesa, Epikura...
Odpowiedź była zdecydowana:
-- Tym myślicielom brakuje wymiaru osoby w jej całości, jak my ją rozumiemy i jak jest uzasadniona tylko w Ewangeliach, z których się wywodzi. Nauczanie tych mistrzów jest na poziomie prawie tylko rozumowym, a więc niekompletne. Brakuje wymiaru także uczuciowego, emocjonalnego, brakuje więc człowieka w jego pełni: jednym słowem, brakuje osoby. Dla Chrystusa cały człowiek, umysł i serce, ciało i dusza, jest wezwany do miłości.
Ale jest element "pęknięcia", "nieciągłości" z kulturą otaczającą i z kulturą następującą, który w szczególny sposób uderza antropologa. Jest to kwestia szabatu i interpretacji gorsząco pomniejszającej, jaką Jezus zastosował do sakralności tego dnia: już nie bóstwo, którego trzeba się obawiać, lecz jak gdyby większa możliwość zaofiarowana człowiekowi.
-- Każdy badacz kultur ludzkich dobrze wie, że wszędzie występuje podział czasu na "święty" i "świecki", na dni "słabe" i "mocne". "Powszedni" i "świąteczny" dzień w kalendarzu są stałymi rzeczywistościami każdego społeczeństwa. W społeczeństwie żydowskim osiągały one najwyższe szczyty. Wiemy dobrze, z jaką drobiazgowością był strzeżony żydowski "czas święty". Otóż, z tego środowiska wywodzi się osoba, która odbrązawia szabat, mianowicie dzień Boży, jako czas wydzielony. Jest to niezrozumiałe dla antropologa, który nie znajduje wytłumaczenia dla tak niesłychanego działania.
Nieciągłość kulturalna, jej zdaniem, jest jeszcze bardziej widoczna, jeżeli się spojrzy na to, co się wydarzyło później:
-- Wbrew nauczaniu swojego Założyciela, chrześcijaństwo przywróciło podział między czasem "powszednim" a czasem "świątecznym": oto niedziela, oto czas liturgiczny. Powrócono w ten sposób do "sacrum" każdej religii, podczas gdy obalenie tabu szabatu otworzyło wymiar wolności. Obwieszczało koniec sakralizacji czasu poza historią, wprowadzało człowieka w codzienność. Także tutaj, dla Chrystusa tym, co się liczy, jest jednostka, jest człowiek, który sam ustanawia, swoim zachowaniem, "czas święty", nie ma już znaczenia przykazanie sakralne. Więź z Bogiem jest dla Chrystusa więzią stałą, codzienną; nie są potrzebne specjalne czasy i przestrzenie.
Opierając się na tej intuicji (która zresztą tutaj, jak i gdzie indziej, pozostawia liczne dwuznaczności; ale replikuje swoim krytykom, na swój namiętny sposób, że "ludzie boją się Ewangelii, ponieważ nie chcą być laikami") Ida Magli polemizowała z organizacjami katolickimi i z niektórymi ich kongresami na temat "czasu wolnego":
-- To wyrażenie, które z punktu widzenia ewangelicznego nie ma żadnego znaczenia. Dla Jezusa nie istnieje "czas zajęty" i "czas wolny"; jak nie istnieje czas uświęcony i czas świecki. Istnieje tylko jeden czas, który jest czasem Boga i człowieka, który jest dla modlitwy i dla pracy.
Inne punkty niewytłumaczalnego "pęknięcia" dokonanego przez Jezusa, uczona wyodrębnia w przezwyciężeniu pojęcia "czystego" i "nieczystego":
-- Kto zna judaizm pierwszego wieku, wie dobrze, jak troska nie tylko o przestrzeganie szabatu, ale także o przestrzeganie czystości legalnej, osiągnęła formy obsesyjne, często neurotyczne, jak u esseńczyków. Przychodzi ten Jezus i obwieszcza, że jedynymi rzeczywistościami, jakie zanieczyszczają człowieka, są te, które wychodzą z niego. Także tutaj antropolog stoi wobec nierozwiązalnego problemu: jak może "wytwór" kulturalny być w tak poważnej sprzeczności z otaczającą kulturą? Istotnie, również tutaj Jezus nie był rozumiany. Nie mógł być rozumiany, ponieważ poruszał się w innej sferze niż sfera jego słuchaczy.
Zagadkowy Nazarejczyk nie wydaje się jej nawet dręczony problemem innej "czystości", czystości seksualnej, która przenika wszystkie koncepcje religijne.
-- Każda kultura, włącznie z naszą, jest trapiona przypisywaniem nadmiernej wagi płci. Tak więc, najpierw się jej bała, potem o niej milczała; obecnie w dalszym ciągu boi się jej, ale mówiąc o niej na wszelki wypadek, usiłuje zażegnywać ją. Ewangelie mają tylko bardzo nieliczne, zwięzłe informacje o płci. Może dlatego, że Jezus chce wskazać na ideał osoby, w której każdy element jest w równowadze. Płciowość nie jest dla niego udręką, a więc należy przywrócić jej właściwy wymiar. Jest tylko jednym pośród licznych aspektów człowieka, powołanego do czystości wewnętrznej, nie legalistycznej, do całkowitego opanowania swojego ciała. W każdym razie także tutaj jest to prorok bardzo zdumiewający dla historyka religii porównawczych. Jeszcze raz orędzie nowe, nie wynikające z otaczającej kultury.
Niemożliwa jest rozmowa z Idą Magli bez skierowania w końcu dyskusji na problem kobiet, któremu poświęciła studia, artykuły, książki, zaangażowanie polityczne i społeczne. Kiedy ją spotkałem, dopiero co interweniowała w "Corriere della sera", aby przypomnieć feministkom, że niektóre postawy mizoginiczne Kościołów chrześcijańskich były raczej problemem klerykalnym, nie odnosiły się do nauczania Jezusa.
-- Chrystus Ewangelii różni się w sposób radykalny także w tym, co dotyczy zachowania wobec kobiet, nie tylko od kultury Starego Testamentu, ale od wszystkich innych kultur.
Potwierdziła to swoje przekonanie i zwierzyła się z rozgoryczenia:
-- Ale czy pan wie, że wiele feministek nie chce tego zrozumieć? Z braku przygotowania, z fanatyzmu, nie tylko obarczają Chrystusa odpowiedzialnością za błędy chrześcijan wobec kobiet; ale zrzucają na chrześcijaństwo winy, które pochodzą od społeczeństwa rzymskiego, od społeczeństwa germań
|
|
 | | pytający | społeczeństwa germańskiego. Jezus -- przypomniała -- jest tym, który chwali Marię, siostrę Łazarza, która razem z mężczyznami słucha i przyswaja sobie jego słowa nie robiąc nic innego, podczas gdy nie ma żadnej pochwały dla Marty, która trudzi się by mu usługiwać. I on, zmartwychwstały, ukazuje się kobietom i prosi je, aby poszły zaświadczyć o tym fakcie decydującym, fundamentalnym dla wiary, jakim jest jego powrót do życia: -- Jest to wezwanie do włączenia społecznego, jest to głośne zrównanie z mężczyznami.
W ramach stosunku Ewangelii do kobiet, Ida Magli pracuje od lat nad wielkim projektem, nad historią, świecką i społeczną, sióstr zakonnych:
-- Chrześcijański monastycyzm żeński stał się nadzwyczajną akcją wyzwalania kobiety. W klasztorach również my zaczęłyśmy czytać, pisać; po raz pierwszy zostałyśmy wyzwolone od losu, który wydawał się niezmienny: związanie z pożywieniem, dziećmi, mężami. Klasztory i monastery żeńskie stały się faktem o decydującym znaczeniu dla całego społeczeństwa. Nikt nigdy nie napisał historii tych wyjątkowych "społecznych mrówek", którymi były anonimowe siostry. Bez nich Zachód byłby całkiem inny, w każdym razie o wiele posępniejszy.
-- Pani Magli -- odważyłem się -- czy pani jest wierząca? Dochodzi pani do uznania objawienia się Boga w tym niewytłumaczalnym Jezusie, o którym jako uczona mówi pani z tak wielką sugestywnością?
Odpowiedź była ostrożna, może nieco skrępowana, na pewno naznaczona problematyką kogoś, kto jest przyzwyczajony do myślenia kategoriami naukowymi, które wymagają neutralności lub przynajmniej wysiłku zbliżania się do niej:
-- Jak zdecydować się? Nikt tak, jak antropolog nie dotyka ręką potęgi człowieka. Bogactwo kultur jest takie, że antropologia wierzy we wszystko i we wszystkich społeczeństwach dostrzega transcendencję. Chrystus, poza tym, przenosi na ten świat to, co było na tamtym świecie; problem Boga staje się dla niego problemem człowieka.
Przypomina fragment Erazma z Rotterdamu z Pochwały głupoty, w którym humanista twierdzi, że "może Chrystus nie zamierzał ustanawiać Eucharystii jako swojego prawdziwego Ciała i prawdziwej Krwi". Później, mówi dalej apolog Erazma, Bóg miał litość nad pomyłką ludzi i chleb i wino stały się naprawdę Ciałem i Krwią:
-- Może Jezusowi jako Synowi Bożemu zdarzyło się to samo? Paradoksalnie, Bóg uznał jako swojego posłańca, jako Boga na równi ze sobą, tego niezwykłego człowieka, w którym ludziom wydało się, iż rozpoznają Go?
-- Na pewno, w każdym razie to trzeba wziąć pod uwagę, Jezus jest wielką tajemnicą -- powtórzyła. -- Ewangelie sprawiają wielki kłopot naszym roszczeniom do wytłumaczenia wszystkiego. Otóż, przynajmniej co do jednej rzeczy jestem pewna: znajduje się tam orędzie tak nadzwyczajne, że w jego imię stało się możliwe i zawsze będzie możliwe zakwestionowanie każdej kultury. Nie będzie może nigdy żadnego społeczeństwa, które nie gorszyłoby się tym, co powiedział ten człowiek wolny i wyzwoliciel jak nikt inny w historii.
W tym kierunku szły ostatnie linijki książki o tym "przekraczającym tabu", która się później ukazała. "Przeciwnie do tego, co robią wszyscy ludzie, Jezus nie przeżywał w sposób nieświadomy i oczywisty wartości, na których opierała się jego kultura, ale uchwycił ich korzenie, głęboko ukryte, i odwrócił je na słońce i na powietrze, oświadczając, że one były już niepotrzebne".
A potem, jako ostatnie podsumowanie: "Wszyscy byli przeciwko niemu".
|
|
 | | pytający | społeczeństwa germańskiego. Jezus -- przypomniała -- jest tym, który chwali Marię, siostrę Łazarza, która razem z mężczyznami słucha i przyswaja sobie jego słowa nie robiąc nic innego, podczas gdy nie ma żadnej pochwały dla Marty, która trudzi się by mu usługiwać. I on, zmartwychwstały, ukazuje się kobietom i prosi je, aby poszły zaświadczyć o tym fakcie decydującym, fundamentalnym dla wiary, jakim jest jego powrót do życia: -- Jest to wezwanie do włączenia społecznego, jest to głośne zrównanie z mężczyznami.
W ramach stosunku Ewangelii do kobiet, Ida Magli pracuje od lat nad wielkim projektem, nad historią, świecką i społeczną, sióstr zakonnych:
-- Chrześcijański monastycyzm żeński stał się nadzwyczajną akcją wyzwalania kobiety. W klasztorach również my zaczęłyśmy czytać, pisać; po raz pierwszy zostałyśmy wyzwolone od losu, który wydawał się niezmienny: związanie z pożywieniem, dziećmi, mężami. Klasztory i monastery żeńskie stały się faktem o decydującym znaczeniu dla całego społeczeństwa. Nikt nigdy nie napisał historii tych wyjątkowych "społecznych mrówek", którymi były anonimowe siostry. Bez nich Zachód byłby całkiem inny, w każdym razie o wiele posępniejszy.
-- Pani Magli -- odważyłem się -- czy pani jest wierząca? Dochodzi pani do uznania objawienia się Boga w tym niewytłumaczalnym Jezusie, o którym jako uczona mówi pani z tak wielką sugestywnością?
Odpowiedź była ostrożna, może nieco skrępowana, na pewno naznaczona problematyką kogoś, kto jest przyzwyczajony do myślenia kategoriami naukowymi, które wymagają neutralności lub przynajmniej wysiłku zbliżania się do niej:
-- Jak zdecydować się? Nikt tak, jak antropolog nie dotyka ręką potęgi człowieka. Bogactwo kultur jest takie, że antropologia wierzy we wszystko i we wszystkich społeczeństwach dostrzega transcendencję. Chrystus, poza tym, przenosi na ten świat to, co było na tamtym świecie; problem Boga staje się dla niego problemem człowieka.
Przypomina fragment Erazma z Rotterdamu z Pochwały głupoty, w którym humanista twierdzi, że "może Chrystus nie zamierzał ustanawiać Eucharystii jako swojego prawdziwego Ciała i prawdziwej Krwi". Później, mówi dalej apolog Erazma, Bóg miał litość nad pomyłką ludzi i chleb i wino stały się naprawdę Ciałem i Krwią:
-- Może Jezusowi jako Synowi Bożemu zdarzyło się to samo? Paradoksalnie, Bóg uznał jako swojego posłańca, jako Boga na równi ze sobą, tego niezwykłego człowieka, w którym ludziom wydało się, iż rozpoznają Go?
-- Na pewno, w każdym razie to trzeba wziąć pod uwagę, Jezus jest wielką tajemnicą -- powtórzyła. -- Ewangelie sprawiają wielki kłopot naszym roszczeniom do wytłumaczenia wszystkiego. Otóż, przynajmniej co do jednej rzeczy jestem pewna: znajduje się tam orędzie tak nadzwyczajne, że w jego imię stało się możliwe i zawsze będzie możliwe zakwestionowanie każdej kultury. Nie będzie może nigdy żadnego społeczeństwa, które nie gorszyłoby się tym, co powiedział ten człowiek wolny i wyzwoliciel jak nikt inny w historii.
W tym kierunku szły ostatnie linijki książki o tym "przekraczającym tabu", która się później ukazała. "Przeciwnie do tego, co robią wszyscy ludzie, Jezus nie przeżywał w sposób nieświadomy i oczywisty wartości, na których opierała się jego kultura, ale uchwycił ich korzenie, głęboko ukryte, i odwrócił je na słońce i na powietrze, oświadczając, że one były już niepotrzebne".
A potem, jako ostatnie podsumowanie: "Wszyscy byli przeciwko niemu".
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|