 |
Ludzie, ludzie- cuda w tej budzie! Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 12-10-2013 11:30 | chomik_zagłady (48 punktów) | Ludzie, ludzie- cuda w tej budzie!
9 na 9 | Miałem ostatnio okazję być uczestnikiem organizowanej w Częstochowskiej Katedrze mszy Mamre. Bardziej ode mnie uduchowieni koledzy stale namawiali mnie, bym "na własne oczy zobaczył działanie Boga". Na tej specjalnej mszy św. w intencji o uzdrowienie "mają miejsce modlitwy wstawiennicze (więcej dalej), egzorcyzmy i wiele innych cudów". Smaczku dodawały przestrzeżenia, że wielu uczestników porządnie się wystraszyło; niektórzy mdleli, inni mieli nocne koszmary. Dodam jeszcze, iż nazwa "Mamre" wzięła się od Wspólnoty Przymierza Rodzin Mamre, która to takowe spirytualne spotkanie prowadzi. Jako, że brzmiało to zachęcająco (nie na co dzień można mieć okazję z takim miracle spree) i nie miałem nic ciekawszego do roboty (jestem studentem) postanowiłem zweryfikować snute przez kolegów opowieści.
Moją przygodę rozpocząłem w rodzinnym mieście, gdzie to odbyło się spotkanie przygotowujące przed tym, co nas czekało. Ksiądz prowadzący powtórzył słowa kolegów i stwierdził, że by przeżyć spotkanie w pełni oraz by "złe duchy obecne w czasie spotkania w katedrze nie wzięły sobie nas na cel i byśmy sami nie byli egzorcyzmowani" należy koniecznie wyspowiadać się, by "oczyścić duszę i pozbyć się grzechu, do którego lgną demony". Jako, iż trochę lubię życie na krawędzi postanowiłem zaryzykować i nie przerywać kilkuletniej absencji w kościelnym konfesjonale. Skoro zalecane jest spowiadać się w tym samym dniu, w którym uczestniczy się w Mamre, gdyż dzień wcześniej może być niewystarczający, byłem ciekawy jaki efekt spotkanie wywrze na mnie.
Następnie ksiądz zastrzegł, że nie należy być "widzem w teatrze" ale pełnym, oddanym i skupionym na modlitwie. Ksiądz rozumie ciekawość, i gdy nagle ktoś obok nas upadnie (więcej dalej) lub zacznie wrzeszczeć to oczywiście można zerknąć na chwilę, ale priorytetem winna być indywidualna modlitwa. Zamiast nadmiernej ciekawości zalecał modlitwę za "dotkniętych".
Kluczem do doświadczenia Bożej obecności miałaby być wiara. Jeżeli nie uwierzymy, że Bóg jest z nami i działa to będzie nam się wydawało, że to wszystko to jedna, wielka ściema: uzdrowieni kalecy zostali opłaceni, ludzie "dotknięci" Bożą obecnością podstawieni a cała uroczystość to w zasadzie teatralne przedstawienie. Po takim zobrazowaniu sytuacji rozległy się na sali śmiechy. Przypomina mi to moją sytuację z szalonych lat licealnych, gdy to postanowiłem wybrać się na suto zakrapianą imprezę u koleżanki, ale wiedziałem, że moja matka nie jest zachwycona faktem, iż jej syn od czasu do czasu się napije i bałem się, że mnie nie puści. Na pytanie matki, czy na imprezie będzie alkohol odpowiedziałem, że "oczywiście i, że mam szczery zamiar schlać się do nieprzytomności", co mamę szczerze rozbawiło i uspokoiło, a mnie pozwoliło na picie do rana w koleżeńskim gronie. Już dawno nauczyłem się, że przedstawiając prawdę w nieco przerysowanej i wyolbrzymionej otoczce sprawia się, że odbiorca przyjmie to za oczywistą bujdę. Wracając jednak do tematu- jeśli uwierzymy natomiast, będziemy świadkami Bożych cudów, interwencji i będziemy żyli długo i szczęśliwie, Amen.
Zostaliśmy również zapoznani z tym, co nas czeka na takowym Mamre. Pomijając kwestie organizacyjne przejdę do tego, co tygryski lubią najbardziej: czyli nadprzyrodzonych zjawisk. Postaram się zacząć od tych łagodniejszych symptomów Boskiej obecności.
Dar śmiechu Część uczestników miała być obdarowana darem śmiechu- nagle, z niewyjaśnionych przyczyn i bez konkretnego powodu różni ludzie zaczynali się śmiać. Dodam jeszcze, że taki dar (podobnie jak kolejne) nie dotykał całego zgromadzenia, ale losowe osoby w losowych częściach spotkania. Jak nam wcześniej wyjaśniono "Jezus przechadza się po katedrze i dotyka to tę, to tamtą osobę". Rzeczywiście- tu i ówdzie rozlegały się chichoty, śmichy i chichy, w głównej mierze kobiece. Trudno jednak było mi odrzucić wrażenie, że brzmią one nieco sztucznie. Ten dar nie został udzielony ani mi, ani osobom mi towarzyszącym.
Spoczynek w Duchu Wielu miało nagle padać na ziemię bez czucia, by po chwili wstać. Nie było to jednak uczucie podobne do omdlenia, ale cudowne osunięcie się w błogości i spokoju. "To zesłany przez Jezusa Duch, który dotyka wybranych i obdarza ich Darem Spoczynku", jak tłumaczył uprzednio ksiądz. Rzeczywiście- tu i ówdzie ludzie osuwali się na ziemię, by po minucie czy dwóch wstawać. Postanowiłem złamać jedno z zastrzeżeń księdza i poobserwować młodą dziewczynę, która również nagle padła na ziemię. Po tym jak wstała udała się do kolegi/chłopaka w ławce i jak gdyby nigdy nic rozpoczęła koleżeńską rozmowę. Gdybym to ja został dotknięty przez nadprzyrodzoną istotę z pewnością byłbym nieco bardziej poruszony. Można to jednak tłumaczyć tym, że okej- właśnie spoczęła w Duchu, została obdarzona spokojem i to dla niej po prostu naturalne. Nic nie tłumaczy jednak chłopaka, który zachowywał się równie normalnie, a sam nie "spoczął w Duchu". Ten dar nie został udzielony ani mi, ani osobom mi towarzyszącym.
Dar uzdrowienia Niektórzy chorzy mieli doznawać łaski uzdrowienia. O ile osoby chore na raka czy jakieś przewlekłe choroby nie miały od razu być wyleczone, ale po jakimś czasie, o tyle kalecy ze skrzywionymi nogami tudzież poruszający się na wózkach doznawali Boskiej interwencji od razu (wybiórczość Boskiej mocy czy fakt, że nikt nie zauważy, że ktoś chory na raka został uzdrowiony?). Nie byłem niestety świadkiem tego daru, jednak katedra jest całkiem spora i możliwe, że miał miejsce gdzie indziej. Cd. w komentarzu | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | chomik_zagłady (48 punktów) | Cd. Szatańskie wrzaski Niektórzy ludzie owładnięci złem mieli reagować na wszechobecną boskość demonicznymi wrzaskami i krzykami. Całkiem ciekawe były próby wyobrażenia sobie, jak głośno będę wrzeszczał i jak zareagują na to moi koledzy (przypominam o kilkuletniej, przekraczającej wszelkie "normy bezpieczeństwa" absencji konfesjonalnej). Moje demony były jednak tego wieczoru wyjątkowo spokojne i ciche. Moich kolegów również. Inni ludzie natomiast rzeczywiście tu i ówdzie zaczynali wrzeszczeć i muszę przyznać, że efekt był lepszy, niż przy Darze Śmiechu.
Zwracanie zła Na początek czytelnikom spoczywając posiłek radzę pominąć ten punkt. Inni opętani mieli reagować na Bożą obecność wymiotami (ponoć rekordziści potrafili zwrócić nawet dziesięć litrów) i ogólnie rzecz biorąc denerwować służby porządkowe. Nie byłem świadkiem tego przejawu. Ani ja, ani moi koledzy nie "zwracaliśmy".
Spotkanie obsługiwało wielu ludzi. Od wspomnianych służb porządkowych, które wiadrem i mopem walczyły z szatańską obecnością, przez egzorcystów, którzy preferowali krucyfiks i wodę święconą, po specjalne modlitewne grupki. Na terenie całej katedry stały dwu-, trzy- lub czteroosobowe grupki egzorcystów, księży i specjalnie przygotowanych osób świeckich, którzy mieli za zadanie przyjmować ochotników, którzy pragnęli, by odmówić za nich tzw. Modlitwę wstawienniczą. Polegało to na tym, że podchodziło się do wybranej grupki, podawało intencję modlitwy i osoby te rozpoczynały w tej intencji modlitwę. Tu należało uważać, bo w czasie takiej modlitwy również można było zaznać "spoczynku w Duchu". Wiedząc, że to być może ostatnia dziś szansa, bym to ja miał "zaznać Bożej obecności" stanąłem ochoczo w kolejce. Gdy przyszła moja kolej przedstawiłem zmyśloną na poczekaniu intencję, bym "miał odwagę walczyć ze swymi lękami". Zostałem na początku zapytany, czy aby na pewno jestem w stanie łaski uświecającej. Zarzekając się, że tak prawdopodobnie popełniłem dość ciężki grzech, dodając go do sporej już listy. Niestety, demony wciąż milczały. Po spytaniu mnie, czy miałem styczność z horoskopami i moim zaprzeczeniu rozpoczęła się kilkuminutowa modlitwa. Dostałem w ręce sporej wielkości krucyfiks, zostałem otoczony przez grupkę "wstawienników" i po kilku chwilach wróciłem na swoje miejsce.
Dzień powoli dobiegał końca, a ja nieco zawiedziony udałem się do autokaru.
|
|
 | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Szkoda, że nikt nie rzygał tymi litrami. Byłby niezły trik. Marny spektakl, generalnie dupa wołowa z tego Boga, a nie magik. Taki Dynamo czy Copperfield biją go na głowę. Niech jeszcze trochę potrenuje, chociaż nie wiem ile czasu jeszcze może potrzebować. Matoł jeden.
|
|
 | 3 na 3 | worek kości (2937 punktów) | Fajnie opisane. Sam mam znajomych, którzy faszerują się doświadczeniami mistycznymi na spotkaniach Mamre - miałem kilka zaproszeń, aby tam pojechać, ale jakoś nigdy nie skorzystałem. Z możliwych efektów pominąłeś glosolalię, czyli mówienie językami (anielskimi), pokazy niesamowitej siły (w wykonaniu małych dziewczynek oczywiście, brr), okazjonalną lewitację i last but not least - umiejętność przydatna każdemu majsterkowiczowi - plucie gwoździami.
bembergiem w berg
|
|
|  | | Grzegorz (5685 punktów) | > last but not least - umiejętność przydatna każdemu majsterkowiczowi - plucie gwoździami.To chyba podpatrzyli od Rico z "Pingwinów z Madagaskaru". A może on jest opętany? Jak się odezwie to też ma coś w stylu glosolalii
|
|
|  | | rafalek111 (93 punktów) | >Fajnie opisane. Sam mam znajomych, którzy faszerują się doświadczeniami mistycznymi na spotkaniach Mamre - miałem kilka zaproszeń, aby tam pojechać, ale jakoś nigdy nie skorzystałem. Z możliwych efektów pominąłeś glosolalię, czyli mówienie językami (anielskimi), pokazy niesamowitej siły (w wykonaniu małych dziewczynek oczywiście, brr), okazjonalną lewitację i last but not least - umiejętność przydatna każdemu majsterkowiczowi - plucie gwoździami. Ciekawe, czy klingońskim też potrafią? Albo esperanto?
|
|
|  | 2 na 2 | chomik_zagłady (48 punktów) | > Z możliwych efektów pominąłeś glosolalię, czyli mówienie językami (anielskimi), pokazy niesamowitej siły (w wykonaniu małych dziewczynek oczywiście, brr), okazjonalną lewitację i last but not least - umiejętność przydatna każdemu majsterkowiczowi - plucie gwoździami.O pluciu gwoździami nikt nie wspominał a ja nie miałem szczęścia takiej podręcznej armatki zobaczyć. Co do pozostałych... głupio mi już było tak pisać o "cudach", których nie doświadczyłem
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Hm chrześcijanie to mają jakąś dziwnie świecką potrzebę zabijania nudy  . Żeby jednak nie było tak do końca śmiesznie - ciekaw jestem, gdyby ktoś na tym spotkaniu został "obdarzony" atakiem histerii lub lęku, czy też po prostu trwale zasłabł. Czy księża przyjęliby na siebie odpowiedzialność (również tą finansową, chodzi o koszty leczenia) i za to, a nie tylko za spodziewane 'pozytywy'. Lektura Twoich przebogatych doświadczeń przypomniała mi, jak kiedyś za czasów studenckich kolega zabrał mnie na spotkanie pewnej grupy modlitewnej. Byli to bodajże Zielonoświątkowcy, czy jakoś tak, nie pamiętam dokładnie. Na spotkaniu śpiewano, grano, opowiadano przez mikrofon "świadectwa" i to było jeszcze całkiem normalne. Dziwną dla mnie rzeczą była modlitwa - mówienie językami. Ludzie wprowadzili się jakby w trans, chodziło o to, żeby mówić cokolwiek, wyłączając świadomość i kontrolę nad tym co i jak się wypowiada. Dla mnie to było żenujące. A propos takich cudów jeszcze - tu masz przykład uczciwego i autentycznego daru nawrócenia. www.youtube.com/watch?v=PuRRi_Ha8bkPrzez 3/4 odcinka Derren Brown buduje końcowy efekt, polecam dotrwać do końca, bo warto  pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
|  | 2 na 2 | chomik_zagłady (48 punktów) | > Ciekaw jestem, gdyby ktoś na tym spotkaniu został "obdarzony" atakiem histerii lub lęku, czy też po prostu trwale zasłabł. Czy księża przyjęliby na siebie odpowiedzialność (również tą finansową, chodzi o koszty leczenia) i za to, a nie tylko za spodziewane 'pozytywy'.Mnie ciekawi, co by się stało, gdyby ktoś doznał "spoczynku" i się przy tym skrzywdził. Z jakiegoś powodu wszyscy "spoczywający", których widziałem, osuwali się na plecy. I zawsze byli w pobliżu ludzie, by taką osuwającą się osobę chwycić. Najwyraźniej mieli szczęście "spoczywać" w odpowiednim miejscu i czasie. Ale co, gdyby ktoś nagle był przekonany, że taki spoczynek go dotyka i by przewrócił się na twarz? Ciekawe jak dałaby się odczuć Boża interwencja zmieszana ze smakiem własnej krwi... > Ludzie wprowadzili się jakby w trans, chodziło o to, żeby mówić cokolwiek, wyłączając świadomość i kontrolę nad tym co i jak się wypowiada.O, w czymś takim też uczestniczyłem, ale poza Mamre. Materiał na osobną historię  Filmik zacny, będę wiedział na co uważać, podziękować
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Mnie ciekawi, co by się stało, gdyby ktoś doznał "spoczynku" i się przy tym skrzywdził.> Z jakiegoś powodu wszyscy "spoczywający", których widziałem, osuwali się na plecy.> I zawsze byli w pobliżu ludzie, by taką osuwającą się osobę chwycić.I znów w sukurs przychodzi Deren, 40 sekunda materiału: www.youtube.com/watch?v=O7R50lhASJM> Ale co, gdyby ktoś nagle był przekonany, że taki spoczynek> go dotyka i by przewrócił się na twarz?To by sie nazywało partactwo  > Filmik zacny, będę wiedział na co uważać, podziękować  Proszę  Jest tego więcej, warto oglądnąć by wiedzieć, że są różne źródła tego typu reakcji. Parę lat temu kolega wspomniał mi o podobnych swoich doświadczeniach o jakich tu mówimy, co umocniło jego wiarę (jest b. wierzący, wręcz fundamentalnie - oprócz wiary religijnej ma też chyzia na temat "zamachu" w Smoleńsku). Ale tylko dał do zrozumienia, wyczułem że nie chce iśc z opisami dalej, bo ma po drugiej stronie kogoś, kto mu nie przyklaśnie. Czasem to chyba lepsze wyjście; ludzie zazwyczaj bardzo się denerwują, gdy spokojnie wyjaśnia im się naturalne mechanizmy tego, o czym myślą, że jest nadnaturalne. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | Świetne  Jeśli o mnie chodzi, jestem pewna, że zostałabym dotknięta darem śmiechu. Znam się na tyle, by wiedzieć, że nie opanowałabym wesołości. Dlatego nie bywam na takich fantastycznych kościelnych imprezach, bo na co mi oskarżenie o uraz uczuć. Zwykłe znajome śluby i pogrzeby jestem w stanie przetrwać bez komentarza gdzieś tam na tyłach nawy.
|
|
 | | rafalek111 (93 punktów) | > Świetne  > Jeśli o mnie chodzi, jestem pewna, że zostałabym dotknięta darem śmiechu. Znam się na tyle, by wiedzieć, że nie opanowałabym wesołości. Dlatego nie bywam na takich fantastycznych kościelnych imprezach, bo na co mi oskarżenie o uraz uczuć. Zwykłe znajome śluby i pogrzeby jestem w stanie przetrwać bez komentarza gdzieś tam na tyłach nawy.Bywając przymusowo (ze względów towarzyskich) na mszach i słuchając z boku jej przebiegu, dostrzegłem absurdalność konstrukcji tego tworu. Gdyby tak zaprezentować mszę człowiekowi nie poddanemu indoktrynacji kulturowej katolicyzmu, ubawi się po pachy.
|
|
 | | chomik_zagłady (48 punktów) | > Dlatego nie bywam na takich fantastycznych kościelnych imprezach, bo na co mi oskarżenie o uraz uczuć.
Ależ zapewniam Panią, że nikt by się nie obraził. Mogliby się tylko na Panią dziwnie lub ze strachem spoglądać. Ksiądz na spotkaniu przygotowującym nie omieszkał wspomnieć o śmiechu, który nie ma "Boskiego pochodzenia". Jak tłumaczył "to dzieło szatana".
|
|
| pawel1618 (611 punktów) | Apropos tego spoczynku w duchu: ktoś potrafi to naukowo wyjaśnić? Na fali przyjazdu o. Boshobory oglądnąłem film p.t. Duch (tak, wiem mam za dużo czasu...) i tam są takie sceny, że modlą się, ksiądz przykłada rękę do czoła delikwenta i nagle buch! I już leży na ziemi. Bardzo wiele osób na tym filmie tak padło. To znaczy nie tak jakby w nie piorun strzelił, tylko takie powolne osunięcie. Oczywiście nie wierzę w jakieś nadprzyrodzone działania, pewnie w wielu innych religiach takie coś występuje, tylko oczywiście w katolicyźmie to Duch Św., a w innych zły duch  Ale też nie wydaje mi się, że ci ludzie jakoś grają czy udają. Film można znaleźc tu: www.youtube.com/watch?v=ri9MdPb3ccA, jazda ze spoczynkami zaczyna się w ok. 14:40 minucie filmu. Aha, jeszcze w pewnym momencie narrator mówi, że to też działa na odległość, to znaczy np. dziewczyna modliła się za chłopaka i on w domu zaznał tego spoczynku. I tu zaczęło być trochę strasznie, bo na przykład ktoś mógłby modlić się za mnie nie wiedząc, że akurat jadę motorem...
|
|
 | | rafalek111 (93 punktów) | > Apropos tego spoczynku w duchu: ktoś potrafi to naukowo wyjaśnić? Na fali przyjazdu o. Boshobory oglądnąłem film p.t. Duch (tak, wiem mam za dużo czasu...) i tam są takie sceny, że modlą się, ksiądz przykłada rękę do czoła delikwenta i nagle buch! I już leży na ziemi. Bardzo wiele osób na tym filmie tak padło. To znaczy nie tak jakby w nie piorun strzelił, tylko takie powolne osunięcie. Oczywiście nie wierzę w jakieś nadprzyrodzone działania, pewnie w wielu innych religiach takie coś występuje, tylko oczywiście w katolicyźmie to Duch Św., a w innych zły duch Ale też nie wydaje mi się, że ci ludzie jakoś grają czy udają.Jest takie urządzonko w sklepach ze śmiesznymi rzeczami porażające prądem delikwenta, gdy mu się rękę na powitanie podaje.
|
|
| sabek (1444 punktów) | Pooglądaj np. Derrena Browna - nieco rozjaśni działanie mechanizmów, które napędzają tego typu eventy. Też doświadczyłem - i to nie raz - podobnych eventów, w zamkniętej grupie. Inny rodzaj mamre, w pewnej sekcie. To czysta psychomanipulaja, można się zorientować, kto i jak manipuluje Tobą na spotkaniach tego typu, choć nie jest to na pozór oczywiste. Nie zawsze jest to prowadzący, opowiadający główne historie, w zasadzie kilku ludzi współpracuje, wzmacniając przekaz. I nie zawsze przekaz ten jest skierowany bezpośrednio do Ciebie.
Bardzo dziwne to jest, w sumie proste i często skuteczne, szczególnie, jeżeli idziesz na to z nastawieniem "chcę wierzyć". Wtedy już po Tobie.
|
|
 | |
 | | rafalek111 (93 punktów) | >Pooglądaj np. Derrena Browna - nieco rozjaśni działanie mechanizmów, które napędzają tego typu eventy. >Też doświadczyłem - i to nie raz - podobnych eventów, w zamkniętej grupie. Inny rodzaj mamre, w pewnej sekcie. To czysta psychomanipulaja, można się zorientować, kto i jak manipuluje Tobą na spotkaniach tego typu, choć nie jest to na pozór oczywiste. Nie zawsze jest to prowadzący, opowiadający główne historie, w zasadzie kilku ludzi współpracuje, wzmacniając przekaz. I nie zawsze przekaz ten jest skierowany bezpośrednio do Ciebie. >Bardzo dziwne to jest, w sumie proste i często skuteczne, szczególnie, jeżeli idziesz na to z nastawieniem "chcę wierzyć". Wtedy już po Tobie. I widzisz matkieboskiekiepskie w plamie grzyba na ścianie.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|