W komentarzu do artykułu Sama Harrisa "urojerry" napisał
>
Jedynym wyjściem "na teraz" jest przymusowa deportacja muzułmanów czynnie występujących przeciw prawom wolnego świata - choćby na Antarktydę, może tamochłoną ;-/
>
Jeśli społeczeństwa tego nie uczynią czeka nas regularna wojna - a jej wynik wcale nie musi być satysfakcjonujący dla naszej cywilizacji.Ponieważ powyższe stwierdzenia brzmią jak "islamofobia", czy - o zgrozo - "rasizm", chciałbym je nieco zracjonalizować. Bardzo płodna jest tu, moim zdaniem, analogia "infekcji" przywołana w artykule przez samego Sama Harrisa.
Otóż patrząc w kategoriach memetycznych istnieje oczywista konkurencja kulturowych mempleksów, w szczególności światopoglądu humanistyczno-liberalno-racjonalnego i światopodglądów religijnych, zwłaszcza islamu. Przy czym memplex zwany islamem, który zainfekował już ok. miliarda ludzi na naszej planecie, stał się w ostatnim okresie zdecydowanie bardziej zjadliwy w wyniku przyłączenia, a może raczej ekspresji istniejącego wcześniej, lecz wyciszonego memu.
Mem ten, tradycyjnie określany mianem dżihadu, radykalnie zwiększa przewagę konkurencyjną własnego mempleksu, poprzez zmniejszenie populacji mempleksów konkurencyjnych, a to drogą fizycznej eliminacji ich nośników (a przynajmniej ich "wyciszenie"). Strategia niewątpliwie skuteczna i nierzadka w świecie genów (np. mrówki afrykańskie, które bezlitośnie eksterminują wszystkie inne gatunki mrówek w swoim zasięgu; tutejsi biolodzy na pewno bez trudu podadzą więcej i bardziej trafnych przykładów).
Widać, że zagrożenie to jest całkiem realne, a jego podnoszenie nie jest żadną "fobią" czy histerią. Używając analogii biologicznych spróbujmy się zastanawiać, co z takim fantem począć.
Najlepiej byłoby zastosować jakiś "antymemetyk", a raczej "terapię memetyczną". Sęk w tym, że (o ile wiem) w sferze memetycznej, inaczej niż w biologicznej, takowych metod obecnie nie znamy. Tzn. nie potrafimy (poza pojedynczymi przypadkami) zniszczyć mempleksu bez zniszczenia jego nosiciela. Tego zaś, oczywiście, jako humaniści, czynić nie chcemy (pomijając sytuację absolutnie wyższej konieczności).
Druga metoda która się nasuwa, to szczepienia. To wydaje mi się bardziej obiecujące. Wszelkie działania edukacyjne, racjonalistyczne, aktywność bardziej liberalnych muzułmanów (bądź byłych muzułmanów) postrzegałbym w tych kategoriach. Niestety, jak wiemy z epidemiologii, szczepienia są naprawdę skuteczne dopiero na poziomie populacyjnym, po przekroczeniu pewnej (dużej) masy krytycznej. Z drugiej strony działalność "szczepionkowa" w sferze memetycznej napotyka na problemy analogiczne, jak normalne szczepionki: dotarcia do pacjenta i jego przekonania. Nawiasem mówiąc: opór przeciw szczepieniom na polio, istniejący w krajach islamskich (bodaj Afganistan i Somalia) jest tu symptomatyczny.
Co więc zostaje? Wydaje się, że jedyna metoda, którą radzono sobie z epidemiami przed powstaniem nowoczesnej medycyny: kwarantanna. Czyli fizyczne izolowanie źródła zagrożenia. W porównaniu do innych metod, w miarę humanitarna i zarazem w miarę skuteczna. W zjadliwego mempleksu islamistycznego może ona właśnie oznaczać deportacje, zaostrzenie przepisów imigracyjnych itp.
Metodą uzupełniającą powinno być osłabienie i kontrola replikacji wirusa istniejącego w organizmie społecznym poprzez postawienie mu wyraźnych granic: zakaz głoszenia "mowy nienawiści" (podstawowy mechanizm proliferacji), wyraźnie laickie i powszechnie obowiązujące prawo (w szczególności uchylające wszelkie sprzeczne z nim prawa religijne) - oczywiście skrupulatnie przestrzegane i egzekwowane.
Myślę, że tego typu analogie i doświadczenia z dziedziny medycyny mogłyby w dużym stopniu nam pomóc. Gdyby udało się je zastosować, nie musi konieczna być "regularna wojna", a wynik - wbrew pesymizmowi "urojerry" - wcale nie musi być negatywny dla naszej cywilizacji.
Warunkiem wszakże jest zastosowanie lekarstwa i moblizacja "systemu odpornościowego", jaki nasze społeczeństwo i cywilizacja posiada. Niestety, trudno oprzeć się analogii, że obłędnie wypaczona ideologia "multi-kulti", "polityczniej poprawności" stała się dla niego czymś w rodzaju odpowiednika wirusa HIV...

Macie na ten temat jakieś własne przemyślenia?