Racjonalista - Strona głównaDo treści
Koaching

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
24-09-2017 16:57VonM (709 punktów)Koaching
Pogadajmy o koachingu. Jeszcze do niedawna temat ten nie interesował mnie zbyt bardzo, a na osoby praktykujące owe zjawisko patrzyłem z przymrużeniem oka. Do czasu, kiedy wszedłem w bliższą interakcję z koleżanką, która chwaliła się wszem i wobec, że koachem została.

Znacie mnie już od dosyć dawna i zapewne nie muszę Was uprzedzać, że nie jest to wylewanie żali od zawodu miłosnego, zresztą nie jest to forum dla błahych tematów. Ale powiem, że poczułem coś, może niekoniecznie miłość, bo na to było zbyt wcześnie, ale pewne męsko-damskie zaangażowanie - już owszem. Słowem, moja koleżanka wysyłała mi dość sporo sygnałów ewidentnych - a to mówiła, że się jej śniłem, a to wysyłała zdjęcie jak tańczymy na dobranoc + wiele innych o wartości trochę wyższej niż kokieteryjne uśmieszki. W międzyczasie dostałem sygnał od wspólnego znajomego, że jest mężatką - i oczywiście wycofałem, ale ona brnęła dalej. W końcu napisała mi cały wywód, tłumacząc szczegóły z życia rodzinnego, mówiąc o swoim mężu, tłumacząc się, że źle ją zrozumiałem, że jej przykro itd. .. - zamiast po prostu wtrącić między wiersze, że jest mężatką. Oczywiście, w tej wiadomości na starcie pokazała, ja nie potrafi kłamać - pisała, że się domyśla, jednocześnie zdradzając szczegół, o którym mówiłem naszemu znajomemu.

I tu moje pytanie, czy cały koaching nie jest po prostu ewidentnym odzwierciedleniem maksymy szewc bez butów chodzi. Czy nie jest tak, że osoby praktykujące go, same mają masę problemów osobistych i pragną ponad wszystko "pomagać" innym, aby udowadniać coś samym sobie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

ZaKotem (8733 punktów)

>I tu moje pytanie, czy cały koaching nie jest po prostu ewidentnym odzwierciedleniem maksymy
>szewc bez butów chodzi. Czy nie jest tak, że osoby praktykujące go, same mają masę problemów
>osobistych i pragną ponad wszystko "pomagać" innym, aby udowadniać coś samym sobie?

Niekoniecznie. Lekarze też chorują, prawda? I to wcale nie czyni ich gorszymi lekarzami. Kołcz to taki ksiądz dla ateistów - specjalista od mówienia, jak należy żyć. Ale czy sam żyje, jak mówi, to bywa różnie. Widać niektórzy ludzie mają potrzebę mieć kogoś takiego, niezależnie od światopoglądu. Wraz z ateizacją Polski pewnie popyt na takie usługi wzrośnie - czyli nic się nie zmieni. Prócz tego, rzecz jasna, że częściej ten zawód będą wykonywać kobiety.
VonM (709 punktów)
>Kołcz to taki ksiądz dla ateistów - specjalista od mówienia, jak należy żyć. Ale czy sam żyje, jak mówi, to bywa różnie. Widać niektórzy ludzie mają potrzebę mieć kogoś takiego, niezależnie od światopoglądu. Wraz z ateizacją Polski pewnie popyt na takie usługi wzrośnie - czyli nic się nie zmieni. Prócz tego, rzecz jasna, że częściej ten zawód będą wykonywać kobiety.

Idea sekt bezbożnych wydaje się intrygująca, niemniej znałem jedną koachkę, która wierząca była.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Z jednej strony coaching jest pomocny osobom, które kompletnie nie potrafią sobie radzić z niczym i logicznie podchodzić do swoich problemów. Coaching jest wtedy perspektywą normalnego zdrowego człowieka. Pod tym względem przewyższa psychoterapię, bo nie jest od leczenia, tylko nauki.

Z drugiej strony coachowie próbują rozwiązywać problemy, które nie mają rozwiązania i klepią mantry typu religijnego, czyli że możesz wszystko, nie ma żadnych ograniczeń itd, ale gdy te ograniczenia są to mówią "musisz się z tym pogodzić", ale właściwie to "nic nie musisz, bo przecież masz wybór"
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Przede wszystkim gromkie dzień dobry, jako że to mój pierwszy wpis. Ha...

Co do "szewca..." - znam przypadek z działki obok. Osoba kompletnie nieradząca
sobie z częścią życia pomagała ludziom radzić sobie z różnymi częściami życia.
Zdarza się, nie pierwszy raz i nie ostatni. Przy czym o ile wiem, już sobie radzi.
A czy innym - nie ma tu znaczenia.

Po lekturze prześmiewczego artykuliku (bodaj w NIE) o tym procederze
podzieliłem się wrażeniami z osobą z rodziny i zostałem niemalże objechany
- że jakim prawem wypowiadam się li tylko na podstawie lektury, a nie z
własnego doświadczenia, że ludzie tego potrzebują, a poza tym, skoro są
gotowi zapłacić (raczej więcej, niż mniej) i są tacy, którzy kasę wezmą
i pracę (hm...) wykonają, to wszystko jest w porządku. Mój komentarz do
sprawy (choć później) brzmiał z grubsza tak, że istnieje wiele spraw,
jak choćby handel ciałem, bronią, etc., w których popyt jest, i wcale
nie musimy się z podażą zgadzać ani jej popierać. Więcej - nie stoimy wobec
niej obojętnie...

Dla mnie kołczing (nie: koaching. zbyt mało deformacji oryginalnego coaching,
czyli autobusiarstwo) to prosta kontynuacja "afery Sokala". Zagadywania
spraw albo ich braku na śmierć pustosłowiem, nowomową, postmoderną i
inszą werbalną, z przeproszeniem, syfmalarią. Zgadzam się, że "weź d..ę
w troki i zrób to i tamto" jest często nieskuteczne, ale płacić komuś
ileś tam, żeby mówił to przez godzinę dziennie przez dwa tygodnie trąci...
bogactwem A własne doświadczenie podpowiada, że motywacja siebie samego
to klucz. Najczęściej odszukiwany w bajzlu, gdy terminy gonią i przysłowiowy
nóż zbliża się do gardła.

Przepraszam za rozwlekłość - postaram się ograniczyć. Błędy językowe upraszam
wytykać z całą bezwzględnością.

Pozdrowienia,

zreimizdołW

PS Czytelnikom o niewybrednych gustach i znającym angielski polecam rzecz
z czasów mojej młodości (i jedyny powód, dla którego zdarzało mi się
kiedyś odpalać MTV) - "The Miracle That Is Beavis"...
Iza32 (4 punktów)
Osobiście nie potrafię poważnie podchodzić do koachingów... Nie miałam na szczęście dużej z nimi styczności, bo nie wierzę w takie gusła. Nie mniej musiałam trochę nasłuchać się tych, którzy nigdy nie prowadzili firmy ale bardzo chcieli mi doradzać jak ja mam prowadzić swoją - za niemałe pieniądze z resztą...
11-10-2017 13:06 
 Ocena 2 na 2
Wenancjusz (16441 punktów)
>Osobiście nie potrafię poważnie podchodzić do koachingów... Nie miałam na szczęście dużej z nimi styczności, bo nie wierzę w takie gusła. Nie mniej musiałam trochę nasłuchać się tych, którzy nigdy nie prowadzili firmy ale bardzo chcieli mi doradzać jak ja mam prowadzić swoją - za niemałe pieniądze z resztą...
>
Taka niepoważna nowomoda. W banku są nawet specjalne stanowiska tzw. doradców klienta. Chciałem kiedyś dokonać tzw. lokaty inwestycyjnej. Podszedłem więc do takiego stanowiska i pierwsze co mnie uderzyło to wiek "doradcy" (może z 23 lata), gdzie nie dowiedziałem się nic więcej niż oklepane formułki wykute prawdopodobnie na pamięć. Chciałem prosić o wskazanie lokat bezpiecznych/idących aktualnie "na fali" giełdowej. Otrzymałem pokrętne i niejasne wyjaśnienie w żargonie rasowo bankowym. Zrozumiałem szybko, że zbyt dużo wymagałem, bo faktycznie giełda to pole wielu zmiennych, niezależnych od wizji "doradcy". Przyznam, że językiem mało zrozumiałym dla mnie specjalnie (zważywszy wtrącenia obcojęzyczne angielskiej proweniencji). Zapytałem więc, kto mu płaci pobory za "doradztwo". No oczywiście, że bank. Więc zapytałem czyje interesy prezentuje i jakie doświadczenie za nim stoi.
Podobnie wygląda zabawa z wszelkimi rodzajami Forexów (np. i-Forex) gdzie bawisz się w kupno-sprzedaż walut, licząc na zyski z wahań giełdowych wartości walut. Jest tylko jeden haczyk. Nie robisz tego inaczej jak przez pośrednictwo "mistrza" ciebie prowadzącego. Wystarczy, że dasz zlecenie i dalej makler/mistrz robi to za Ciebie. Co będzie, gdy operację wykona za późno lub podaje spóźnione dane giełdowe, gdzie zyski spodziewane się rozpłyną w ciągu godziny? Czy weźmie za to odpowiedzialność/ Na pewno nie! Uszkodzony pozostaniesz tylko ty. Czy takie drobne kwoty zainteresują maklera, bo ma prowizję od obrotu? Jakimi kwotami będzie zainteresowany? Dla kogo będzie więc pracował? Dla emerytów, którzy pieniądze z odprawy emerytalnej chcą powiększyć choć trochę, czy też dla rekinów giełdowych? Kto dla takiego będzie ważniejszy? Komu można ufać? I tu się z Tobą zgadzam, bo takie doradztwa przeżyłem, kiedy próbowałem prowadzić własną działalność, ujęty wałęsowskim hasłem "Bierzcie sprawy w swoje ręce". Nauczyłem się zasady ograniczonego zaufania w "dobre rady", skąd zrozumiałem sens powiedzenia "Nigdy nie kłam temu kto ci ufa i nie ufaj temu kto ciebie już choć raz okłamał." Zauważcie, że tzw. "radzący" nigdy nie ponoszą odpowiedzialności za rady niefachowe.
Pozdrawiam.

Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
Kapitan Truizm (10 punktów)
Ten cały coaching to taka sama bzdura jak ręce, które leczą. Gdyby każdy mógł być człowiekiem sukcesu to nie byłoby sukcesu. Ktoś musi odpier.ć czarną robotę. Coache żadko biorą pod uwagę różne oczywiste czynniki jak kolesiostwa, wyzysk i korupcję , które skutecznie rujnują potencjalnych ludzi sukcesu, którym jeszcze się coś chce. Krzykami i frazesami o "dążeniu do celu" można co najwyżej odwalić niezły show niż zmienić ztłamszonego i zmęczonego powszechnym k.restwem człowieka. Teraz to jest takie modne, że jak ktoś się dorwie do swojego korytka z szeklami to zaraz staje się wielkim biznesmenem i wielkim doradcą.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365