Racjonalista - Strona głównaDo treści
Cyber świat, czy coś tam..

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
06-11-2017 18:01finerbijk (17282 punktów)Cyber świat, czy coś tam..
Ocena 2 na 2
Mój pierwszy kontakt z komputerem był w liceum. Przypomnę, że jestem facetem dobrze po 50-tce. Była wtedy moda w szkołach, żeby odwiedzać różne zakłady pracy. I raz nas zabrano do 'pracowni komputerowej', gdzie stała maszyna wypluwająca kilometry taśmy perforowanej, która jak wiedziałem m coś liczyła, ale za cholerę nie wiedziałem czemu jest taka duża. To była epoka kieszonkowych kalkulatorów.
Potem były automaty z grami komputerowymi stawiane w barach, aż przyszła epoka, że można było sobie kupić własny komputer. ZX Spectrum miałem pod koniec lat 80-tych, przedtem kosztował tyle co nowy maluch. Potem Atari (graliśmy na nim z byłą żoną przez pół nocy, zapominając co młode małżeństwo powinno robić w nocy, w gierkę zawierającą pięć pikseli na krzyż, ale to była jakaś magia) Commodore C64, Amiga 500 to był przełom jakościowy. Była ładna na te czasy kolorowa grafika, myszka, coraz ciekawsze gry.

Potem przyszedł czas PC. I co najlepsze możliwość się łączenia z innymi kompami. Przed Internetem, były tzw. BBSy, miałeś modem to się łączyłeś pod wskazanym nr tel skąd mogłeś pobierać treści, albo coś przeczytać itd. Potem nastała era Internetu, na początku to było bardzo urzekające - możesz pogadać z kimś z drugiego końca świata, bez wysiłku i większych kosztów. Szybko się okazało, że idioci są wszędzie. I jakoś to przestało cieszyć. Dzisiaj ciężko sobie wyobrazić codzienne życie bez sieci. Jak jej brakuje z jakichś tam technicznych problemów to się czujemy jak w ciemnej piwnicy zamknięci. Ale chyba się cieszę, że należę do pokolenia, które jeszcze wie jak bez niej żyć. Dziękuję za uwagę!
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jolanta Komorowska (1321 punktów)
(zablokowany)
>Potem Atari (graliśmy na nim z byłą żoną przez pół nocy, zapominając co młode małżeństwo
>powinno robić w nocy, w gierkę zawierającą pięć pikseli na krzyż, ale to była jakaś magia)

Podobne mam przeżycia, chociaż byłą żoną nie jestem. Może jestem bardziej łaskawa dla facetów, dla których gra to niczym nieuzasadniona potrzeba. Przenoszenie w inny świat to jednak nadal ucieczka. I po co?

>Dziękuję za uwagę!

Rozumiem wymianę myśli w celu doinformowania natomiast grający wiecznie facet to katastrofa.
06-11-2017 19:09 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Podobne mam przeżycia, chociaż byłą żoną nie jestem. Może jestem bardziej łaskawa dla facetów, dla których gra to niczym nieuzasadniona potrzeba. Przenoszenie w inny świat to jednak nadal ucieczka. I po co?
Zwykle się uważa, że gra to jakiś odskok od normalnego świata, albo przedstawienie świata w którym możemy być lepsi, inni, bardziej się realizować. Nie wiem, obecnie gry mało mnie zajmują. Swoim wątkiem chciałem raczej zwrócić uwagę na znaczenie życia wirtualnego w naszym normalnym, realnym życiu. Czy się czymś różni, od tego realnego, ma jakieś znaczenie czy nie, jak się realizuje i dlaczego.
Jolanta Komorowska (1321 punktów)
(zablokowany)
>>Podobne mam przeżycia, chociaż byłą żoną nie jestem. Może jestem bardziej łaskawa dla facetów, dla których gra to niczym nieuzasadniona potrzeba. Przenoszenie w inny świat to jednak nadal ucieczka. I po co?
>Zwykle się uważa, że gra to jakiś odskok od normalnego świata, albo przedstawienie świata w którym możemy być lepsi, inni, bardziej się realizować. Nie wiem, obecnie gry mało mnie zajmują. Swoim wątkiem chciałem raczej zwrócić uwagę na znaczenie życia wirtualnego w naszym normalnym, realnym życiu. Czy się czymś różni, od tego realnego, ma jakieś znaczenie czy nie, jak się realizuje i dlaczego.
>
W świat wirtualny można wejść jak jest ciekawy. Jakieś wspólne zainteresowania i dyskusja. I ta myśl -> może jednak są sprawy ważniejsze niż pasożyt Macierewicz.
06-11-2017 19:29 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>W świat wirtualny można wejść jak jest ciekawy. Jakieś wspólne zainteresowania i dyskusja. I ta myśl -> może jednak są sprawy ważniejsze niż pasożyt Macierewicz.
Heh, ale nie można raczej żyć ciągle światem wirtualnym, musi się on w końcu przekładać na realny chyba? Czy może można? Patrząc na dzisiejsze społeczeństwo, to szczerze mówiąc nie wiem. Wydaje się czasem, że świat wirtualny przeważa nad tym realnym.
06-11-2017 20:26 
 Ocena 3 na 3
szarley (54908 punktów)
>Heh, ale nie można raczej żyć ciągle światem wirtualnym, musi się on w końcu przekładać na realny chyba? Czy może można? Patrząc na dzisiejsze społeczeństwo, to szczerze mówiąc nie wiem. Wydaje się czasem, że świat wirtualny przeważa nad tym realnym.

Chciałbym, żebyś się mylił, ale...
Widziałem ostatnio w knajpce obok Sukiennic cztery dziewczyny przy stoliku i nie rozmawiały ze sobą tylko każda stukała w telefon.

Pewien czas temu jeden z bytowników fR poddał w wątpliwość fakt mojej pracy, bo nie znalazł mnie w necie, inny domaga się przywołania Biblioteki Jagiellońskiej

Nie ma Cie w necie = nie ma Cię

a ja sobie czasem w syberyjskiej wiosce popijam jesiotra samogonem i... żyję

Pozdrawiam

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
06-11-2017 22:02 
 Ocena 3 na 3
Tomasz Balcerski (82 punktów)
>Widziałem ostatnio w knajpce obok Sukiennic cztery dziewczyny przy stoliku i nie rozmawiały ze sobą tylko każda stukała w telefon.

Mnie z kolei raz uderzył widok dzieci "bawiących się" na placu zabaw jakoś w okresie wiosennym/wakacyjnym. Chłopcy tak na oko z klas 1-3 podstawówki, siedzieli w kolorowym domku i każdy - tak jak wspomniane przez Ciebie dziewczyny - w telefonie. To dopiero był widok!

Wiecie - wydaje mi się, że problem nie tkwi w komputerach samych w sobie. Jest on elementem całego zespołu nowinek technicznych z ostatnich lat. Problem jest poważny - nie da się ukryć. Mam wrażenie że kłopot w największej mierze tkwi w tym, że postęp technologiczny tak jakby "prześcignął postęp ludzkości" - nie nadążamy nad własnymi tworami, nie nauczyliśmy się nimi posługiwać tak, żeby to one nam służyły, a nie my im. Nasuwa się mi tu cytat z powieści Chucka Palahniuka pt. "Podziemny krąg":

"Kupujesz meble. Mówisz sobie, to jest ostatnia kanapa, jakiej będę potrzebował w życiu. Kupujesz kanapę, potem przez parę lat jesteś zadowolony, że cokolwiek będzie się działo złego, masz przynajmniej rozwiązaną sprawę kanapy. Potem idealne łóżko. Zasłony. Dywan.
A potem jesteś uwięziony w swoim uroczym gniazdku i stajesz się własnością rzeczy, które kiedyś były twoją własnością."


Żyjemy w czasach, w których, jak sądzę, myślenie nie jest czymś jakoś mocno pochwalanym. Być może to ja znalazłem się w takich kręgach i nie jest to obraz całej ludzkości, ale spotkałem się już z czymś takim, że w sytuacji, w której rozważałem głębiej jakiś problem to spotykałem się z niezrozumieniem i sugestią, żebym "lepiej nie filozofował". Nie pamiętam co to dokładnie było ale zakładam, że problem był podobnej wagi jak omawiany w tym wątku - ludzie po prostu nie widzą sensu w roztrząsaniu spraw, które w bieżącej chwili nie mają na nich odczuwalnego, negatywnego wpływu, albo które wymagają zbyt dużej ingerencji z ich strony. Wolą się adaptować, bo to chyba prostsze. Druga sytuacja: na okrągło spotykam się z ludźmi, którzy stwierdzają, że są głupi i ani trochę im to nie przeszkadza. Ba - nawet się tym szczycą można powiedzieć. Dlaczego? Nie wiem.

Sprowadza się to jednak do tego, że ludzie nie widzą problemu w spędzaniu szmatu czasu na przeglądaniu stron typu "Chamsko" i powiedzmy sobie szczerze: to się raczej nie zmieni, bo tym "z góry" nie jest to na rękę ani trochę.

Internet staje się wyznacznikiem wartości człowieka, tak jak pieniądze, czy ubrania... Ludzie coraz bardziej zastępują swoją rzeczywistość jej wirtualnymi odpowiednikami i naprawdę wiem co mówię.

Trochę przykre, że nie mamy na to wpływu, ale z drugiej strony... Jeżeli oni tego chcą, to proszę bardzo. Może to oni mają słuszność, nie ja?

"10% konfliktów spowodowanych jest różnicą zdań. 90% konfliktów spowodowanych jest niewłaściwym tonem głosu."
Eckhart Tolle
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
A ja myślę, że te telefony to skutek, a nie przyczyna. Prawdziwym powodem są pogarszające się relacje społeczne. Można za to winić wiele czynników.


"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>inny domaga się przywołania Biblioteki Jagiellońskiej

Czy ty aby nie piszesz o powoływaniu się na paraautorytet bez podania źródła? Gdyby każdy był taki jak ty, to w żadnej dyskusji nie padałyby argumenty, a każdy podawałby adres gdzie niby trzeba się udać by zobaczyć dowód (licząc, że rozmówca i tak nie pójdzie )

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
szarley (54908 punktów)
>Czy ty aby nie piszesz o powoływaniu się na paraautorytet

Jak widać znacząco różnimy się w ocenie dorobku prof. Doroszewskiego


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Znów na opak.

Po prostu dla mnie liczą się argumenty, a nie paraautorytety. Jeśli zacytujesz choćby naukowca, którego bardzo szanuję (sorry ale językoznawca to sztuczna i idiotyczna instytucja, a język tworzą ludzie), a nie podasz jego argumentów, to będę pisał, że powołujesz się na paraautorytet, zamiast odnieść się do meritum.

Twoje marne próby argumentum ad verecundiam świadczą jedynie o tym, że nie potrafisz argumentować i uciekasz od meritum, próbując zasłaniać się osobami, które losowo wybierasz nazywając je autorytetami. Tylko, że słowa jednego paraautorytetu kasują się w konfrontacji ze słowami innego, więc i tak nie ma że boli i trzeba podawać argumenty, które obronią się same, a wtedy wszystko jedno czyje one są.

Wkleiłem aktualne pojęcie ze słownika i nie ma nic o uwagach, o których próbujesz na siłę pisać. Być może w ogóle wymyśliłeś sobie, że Doroszewski tak powiedział?

Faktycznie wystarczy kilka faktów:

1. Przed chwilą jeszcze nie wiedziałeś czy to prawidłowy zwrot, a już mnie atakowałeś ad personam. Zignorowałeś też błędne pouczenia wwnf. Znów atakujesz bez argumentu, by "zaleczyć" dysonans poznawczy jaki masz po poprzednich dyskusjach. Uciekasz od meritum w ad personam, bo tam narcyz czuje się bezpieczniej. Wystarczy prześledzić twoje poprzednie dyskusje i przebija się z nich mechanizm racjonalizacji i projekcji. Nie odpuścisz i nie przyznasz się do błędu, tylko brniesz do końca, powtarzając kłamstwa, w które naprawdę zaczynasz wierzyć.

2. Słownikowa wersja dotyczy zwrotu, "wrócić się" i nie wspomina o wyjątkach w odmianie.

3. Zwrot "wróć się do podstawówki" jest logiczny. Nawet gdyby był błędem (a nie jest) to czepianie się takiego szczegółu jest jasnym dowodem na to, że macie z wwnf (i jeszcze kilkoma fideistami) kompleks na punkcie olsona. A wystarczyło odpowiadać merytorycznie na argumenty i czytać ze zrozumieniem. Cóż, może za dużo wymagam od bytowników forum o wdzięcznej nazwie "Racjonalista".

Gdy mówimy "wracam" to tak naprawdę to skrót myślowy od zdania "ja wracam", albo od "wracam się", tak jak np "odwracam się (np w drugą stronę czyli wracam się)".


"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
08-11-2017 12:18 
 0 na 2
szarley (54908 punktów)
Dzięki za korepetycje, pozwolisz jednak że będę się nadal uczył polszczyzny od Doroszewskiego niż polszczyzny od Ciebie

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Ble, ble. Znów pomijasz treść i odwołujesz się do ad verecundiam. Po co piszesz na forum, skoro nie potrafisz czytać ze zrozumieniem?

Liczą się argumenty, a tych nie podałeś i to się po ostatnim twoim żenującym poście nie zmieniło.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
07-11-2017 06:44 
 Ocena 1 na 1
Jolanta Komorowska (1321 punktów)
(zablokowany)
>Heh, ale nie można raczej żyć ciągle światem wirtualnym, musi się on w końcu przekładać na realny chyba? Czy może można? Patrząc na dzisiejsze społeczeństwo, to szczerze mówiąc nie wiem. Wydaje się czasem, że świat wirtualny przeważa nad tym realnym.
>

Kiedyś czy tam dawniej świat wypełniały słuchowiska radiowe lub jakieś filmy.
W zasadzie zmieniło się wiele ale i tak czas tzw. wolny zostaje zachowany. A że jest go mniej lub więcej to już sprawa zatrudnienia przy tym całym bezrobociu również.
06-11-2017 19:17 
 Ocena 2 na 2
Tomasz Balcerski (82 punktów)
>Może jestem bardziej łaskawa dla facetów, dla których gra to niczym nieuzasadniona potrzeba. Przenoszenie w inny świat to jednak nadal ucieczka. I po co?

Czy ja wiem czy ucieczka? Jedni chodzą na koncerty, inni spijają piwo pod blokiem, inni robią modele samolotów, inni piszą wiersze... Nie sądzę by Ci, którzy grają byli jacyś gorsi. Zajęcie jak każde inne. Gdy dawniej grałem całkiem sporo to robiłem to nie po to, by uciec przed światem - zawsze raczej dobrze odnajdywałem się w "realu", miałem wielu kolegów i było z kim wychodzić na dwór (co oczywiście praktykowałem) - robiłem to dlatego, że po prostu drogą podświadomej selekcji właśnie to okazało się jednym z tych zajęć, które mi dawały najwięcej przyjemności. Po latach mi się to znudziło i znalazłem sobie coś innego (dzisiaj np. gra na gitarze elektrycznej).

"10% konfliktów spowodowanych jest różnicą zdań. 90% konfliktów spowodowanych jest niewłaściwym tonem głosu."
Eckhart Tolle
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Może jestem bardziej łaskawa dla facetów, dla których gra to niczym nieuzasadniona potrzeba. Przenoszenie w inny świat to jednak nadal ucieczka. I po co?

To element realnego życia, więc niekoniecznie ucieczka.

Taką ucieczką jest religia. Po co to?

A życie jako takie nie jest wartościowe, więc trzeba sobie szukać czegoś wartościowego do robienia.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
diogenes (42753 punktów)
>Dzisiaj ciężko sobie wyobrazić codzienne życie bez sieci. Jak jej brakuje z jakichś tam technicznych problemów to się czujemy jak w ciemnej piwnicy zamknięci. Ale chyba się cieszę, że należę do pokolenia, które jeszcze wie jak bez niej żyć.

Cytat:
Bill Gates, ... ściśle ogranicza swoim dzieciom korzystanie ze zdobyczy współczesnej techniki... Jak się okazuje, dzieci miliardera mogą - przynajmniej w pewnych okolicznościach - pozazdrościć swobody przeciętnym polskim rówieśnikom. Okazuje się, że w domu Gatesów obowiązuje ściśle wyznaczona godzina, po której dzieci nie mogą mieć kontaktu z monitorem czy telewizorem. Dzięki temu lepiej śpią. Nie od dzisiaj bowiem wiadomo, że telewizory czy monitory komputerowe zaburzają zegar biologiczny.


kopalniawi(*)artfon-pomoc-humanitarna,26325

A tu link dla tych, którym całkowicie odbiła internetowa szajba:

klinika.os(*)rta/uzaleznienie-od-komputera/

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Wera (1540 punktów)
Ja niestety miałam bardzo nieudane dzieciństwo i nie wyobrażam sobie, co by było, gdybym nie miała wtedy dostępu do internetu. Nie umiałabym nawet się umyć.
07-11-2017 11:49 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Ja niestety miałam bardzo nieudane dzieciństwo i nie wyobrażam sobie, co by było, gdybym nie miała wtedy dostępu do internetu.

Skoro miałaś dostęp do sieci, to to dzieciństwo nie było jednak tak bardzo nieudane?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
07-11-2017 12:28 
 Ocena 1 na 1
Wera (1540 punktów)
>>Ja niestety miałam bardzo nieudane dzieciństwo i nie wyobrażam sobie, co by było, gdybym nie miała wtedy dostępu do internetu.
>Skoro miałaś dostęp do sieci, to to dzieciństwo nie było jednak tak bardzo nieudane?
"Bardzo nieudane" to był eufemizm. Lepszym określeniem byłoby "traumatyczne".
Wyobraź sobie wszystkie najgorsze rzeczy, jakie mogą spotkać dziecko.
07-11-2017 13:19 
 0 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Kilka najgorszych rzeczy:
- szpitale
- rodzice w mocnym stadium uzależnienia lub chorzy psychicznie (mocno religijni lub zafiksowani na punkcie nauki lub osiągnięć też pod to podchodzą)
- rodzice bardzo surowi, nieobecni lub nieinteresujący się dzieckiem
- skrajna bieda
- mocna presja społeczeństwa (przez to albo problem z rówieśnikami albo z dorosłymi jeśli nie ulega się tej presji )
- uzależnienia i utrwalenie sobie złych wzorców na całe życie

Wiele osób miało takie dzieciństwo. Jedni jakoś z tym żyją i wypełniają sobie czas tak by o tym nie myśleć, inni łudzą się, że będzie dobrze i podążają za ideałami, a większość wypiera prawdę i wmawia sobie, że jest dobrze i że problem ma ten kto dostrzega problem. Jednocześnie ta większość sobie przeczy, bo wytyka nieprawidłowości innym, samemu żyjąc w wyparciu i przeświadczeniu, że robi się dobrze. Teraz myślę, że po prostu przekleństwem jest urodzenie się w przeciętnej rodzinie i spędzenie bezwartościowego dzieciństwa, bo to czas gdy przesiąka się gnojem społeczeństwa, od którego potem trzeba się uwalniać poprzez nabywanie świadomości i dojrzałości, aż w końcu nie zostaje nic gdy się już dorośnie. To tak jakby się już umarło, godząc się z całym tym złem i teraz chce się mieć po prostu spokój i pieniądze.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
07-11-2017 16:43 
 Ocena 2 na 2
Tomasz Balcerski (82 punktów)
Olsonie: nie wiem czy celowo, czy nie, ale pominąłeś bardzo istotną grupę: ludzi, którzy z traumą powstałą w dzieciństwie walczą. Chciałem to podkreślić, bo Twoja wypowiedź sprawiła wrażenie, jakby wszyscy z takim dzieciństwem byli na wejściu skończeni. A nie są, prawda? No cóż, może to tylko moja niezbyt trafna interpretacja tej części Twojej wypowiedzi.

Zgadzam się jednak z tym, że urodzenie się w przeciętnej rodzinie i spędzenie bezwartościowego dzieciństwa jest swego rodzaju przekleństwem. To, czego się jednak chce to już raczej bardzo względna kwestia - zależna od rodzaju patologii.

W omawianiu takich kwestii moim zdaniem jedną z najważniejszych, a może i najważniejszą rzeczą jest pamiętanie o tym, by nie oceniać innych swoją miarą. To, co jest "najgorsze" zależy chyba przede wszystkim od osoby, która jest ofiarą.

Wero: sądzę, że w jakimś stopniu Cię rozumiem. Sam o swoim dzieciństwie mógłbym mówić w podobny sposób, ale wtedy zaczęlibyśmy odbiegać od tematu wątku, więc... Tak - Internet potrafi naprawdę pomóc przetrwać trudną sytuację rodzinną. W moim przypadku swego czasu był źródłem niemalże jedynych wartościowych znajomości oraz ogólnie wartościowych rzeczy - obejrzałem dziesiątki (setki?) świetnych filmów, powstała moja miłość do sztuki, a w szczególności do anime oraz muzyki. Dzisiaj nie wyobrażam sobie bez nich życia - niejednokrotnie dodawały mi siły do radzenia sobie ze światem realnym. Nawet teraz mogę powiedzieć, że przechodzę wcale niełatwy okres i dzięki Internetowi jest na pewno łatwiej. Oczywiście nikt nie powiedział, że bez Internetu nie znalazłbym innych ścieżek do zdobywania siły, ale skoro ta jest skuteczna i tak bardzo pozytywna to na pewno stanowi zaletę życia wirtualnego.

"10% konfliktów spowodowanych jest różnicą zdań. 90% konfliktów spowodowanych jest niewłaściwym tonem głosu."
Eckhart Tolle
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Olsonie: nie wiem czy celowo, czy nie, ale pominąłeś bardzo istotną grupę: ludzi, którzy z traumą powstałą w dzieciństwie walczą.

Nie pominąłem. Ci, którzy walczą to ci, których problemy przytłaczają - zwalczana trauma rośnie. Mija gdy człowiek przestaje się na niej skupiać, ale ja poruszyłem inny wątek - takie traumy itd często po prostu otwierają oczy na to czego nie widzą tzw zwykli ludzie - albo ci, którzy byli wychowani prawidłowo, w miłości i nie mają takich problemów, albo tacy żyjący w ciągłym wyparciu.

>Chciałem to podkreślić, bo Twoja wypowiedź sprawiła wrażenie, jakby wszyscy z takim dzieciństwem byli na wejściu skończeni. A nie są, prawda?

Nie są jeśli odpuszczają, tzn przestają walczyć i godzą się ze śmiercią "ja". Wtedy zaczyna liczyć się własny spokój i przyjemność, ludzie wartościowi (których jest niewielu) i pieniądze (nie jako priorytet, ale jednak).


"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
07-11-2017 18:15 
 Ocena 4 na 4
Wera (1540 punktów)
Trauma otwiera oczy, ale odbiera zdrowie.
rogaliczek (669 punktów)
>Trauma otwiera oczy, ale odbiera zdrowie.

Na szczęście nasze mózgi są neuroplastyczne więc nic straconego. Jeszcze się będziesz z tego śmiała
07-11-2017 19:12 
 Ocena 1 na 1
Wera (1540 punktów)
>>Trauma otwiera oczy, ale odbiera zdrowie.
>Na szczęście nasze mózgi są neuroplastyczne więc nic straconego. Jeszcze się będziesz z tego śmiała

Ja tam lubię czarny humor. Wymyśliłam nawet taki dowcip:

Szpital. Dwie dziewczynki w wieku około 10 lat.
- Co ci się stało?
- Skoczyłam z balkonu.
- Coś ty! Ja też skoczyłam z balkonu. Myślałam, że pofrunę!
- Jaka ty jesteś dziecinna!
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Trauma otwiera oczy, ale odbiera zdrowie.
>Na szczęście nasze mózgi są neuroplastyczne więc nic straconego. Jeszcze się będziesz z tego śmiała

Lobotomię sobie zrobi?

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
07-11-2017 22:16 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Trauma otwiera oczy...

Tak jak strach, który ma wielkie oczy?


Cytat:
Przysłowie to mówi nam, że to czego się boimy jest najczęściej wyolbrzymiane przez nas samych i że pewne rzeczy nie są tak straszne jak nam się wydaje.


www.polska(*)ia/strach-ma-wielkie-oczy.html

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Tomasz Balcerski (82 punktów)
>Nie pominąłem. Ci, którzy walczą to ci, których problemy przytłaczają - zwalczana trauma rośnie. Mija gdy człowiek przestaje się na niej skupiać, ale ja poruszyłem inny wątek - takie traumy itd często po prostu otwierają oczy na to czego nie widzą tzw zwykli ludzie - albo ci, którzy byli wychowani prawidłowo, w miłości i nie mają takich problemów, albo tacy żyjący w ciągłym wyparciu.

To fakt: zwalczana trauma do pewnego momentu rośnie, a problemy na swój sposób przytłaczają walczących. Jednakże nie wspomniałeś o tym w swoim poście, do którego ja się wcześniej odniosłem:
-wspomniałeś o ludziach, którzy żyją i wypełniają sobie czas tak, by o tym nie myśleć - to nie walka, lecz ucieczka, więc domyślam się, że nie o tą grupę chodzi;
-kolejna grupa to Ci, którzy "łudzą się, że będzie dobrze i podążają za ideałami" - to również nie jest walka z problemami;
-ostatnia grupa to osoby, które, jak to ująłeś: "wypierają prawdę i wmawiają sobie, że jest dobrze i że problem ma ten, kto dostrzega problem" - to już jest bardziej walka ze światem, aniżeli problemem

Muszę zatem Cię raz jeszcze prosić o sprostowanie, bo nie rozumiem, do której z tych grup podpiąłeś tych, o których właśnie mówimy?

>Nie są jeśli odpuszczają, tzn przestają walczyć i godzą się ze śmiercią "ja".

Zatem rozumiemy się

>Wtedy zaczyna liczyć się własny spokój i przyjemność, ludzie wartościowi (których jest niewielu) i pieniądze (nie jako priorytet, ale jednak).

Podchodząc mocno ogólnikowo i wybiórczo do sprawy... Tak, pewnie tak.

"10% konfliktów spowodowanych jest różnicą zdań. 90% konfliktów spowodowanych jest niewłaściwym tonem głosu."
Eckhart Tolle
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>-kolejna grupa to Ci, którzy "łudzą się, że będzie dobrze i podążają za ideałami" - to również nie jest walka z problemami;

Właśnie jest. Gdy przestaje się walczyć, to przestaje się też łudzić, że będzie dobrze, a ideały się jakby rozmywają i stają się czymś mocno niepasującym do rzeczywistości.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
07-11-2017 20:11 
 Ocena 1 na 1
Tomasz Balcerski (82 punktów)
>>-kolejna grupa to Ci, którzy "łudzą się, że będzie dobrze i podążają za ideałami" - to również nie jest walka z problemami;
>Właśnie jest. Gdy przestaje się walczyć, to przestaje się też łudzić, że będzie dobrze, a ideały się jakby rozmywają i stają się czymś mocno niepasującym do rzeczywistości.

Teraz rozumiem Twoje podejście, chyba rozumiem. To, co mnie zmyliło to zwrot "łudzą się" - powiedziałbym raczej, że mają nadzieję. Uzasadnioną nadzieję. Łudzenie się to bardziej karmienie się nadziejami fałszywymi, praktycznie bezpodstawnymi, a to zasadnicza różnica.

"10% konfliktów spowodowanych jest różnicą zdań. 90% konfliktów spowodowanych jest niewłaściwym tonem głosu."
Eckhart Tolle
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nieuzasadnioną nadzieję. Świat nie jest dobry tylko dlatego, że ktoś tak chce. Świat jest jaki jest.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
Tomasz Balcerski (82 punktów)
>Nieuzasadnioną nadzieję. Świat nie jest dobry tylko dlatego, że ktoś tak chce. Świat jest jaki jest.

Przecież walka z problemami nie musi się wcale opierać na nadziei na to, że świat jest dobry - jestem tego zdania co Ty, że świat jest jaki jest. Nadzieja z kolei dotyczy tego, że będzie lepiej, a zwykle rzeczywiście może być lepiej, więc jest uzasadniona i podciąganie tego pod koncepcję o "dobrym świecie" (bo na bardzo upartego można to zrobić) to moim zdaniem nadinterpretacja.

"10% konfliktów spowodowanych jest różnicą zdań. 90% konfliktów spowodowanych jest niewłaściwym tonem głosu."
Eckhart Tolle
08-11-2017 18:35 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
To opiszę nieco bardziej szczegółowo o co mi chodzi.

Rozwój świadomości można podzielić na etapy.

1. Nieświadomość - na starcie losujemy postać, jej cechy i sytuację. Następnie cały czas są losowane kolejne zdarzenia, które mają swój deterministyczny rdzeń. Świadomość jest skazana na aprioryczne kategorie umysłu i to czego się nauczy - początkowo to otoczenie jest odpowiedzialne za treści myślowe danej osoby, bo dzieci nie mają wyrobionego krytycyzmu.

2. Logiczny rdzeń coraz bardziej ewoluuje, a bodźce i informacje dążą do spójności.

3. Niektóre informacje są przyjmowane do wiadomości, a inne są wypierane. Wyparcie ma ścisły związek z ego i mechanizmem projekcji.

4. Niektórzy nie tworzą takich projekcji, przetwarzają dane bez emocji, łatwo przychodzi im planowanie i osiąganie celów. Inni w którymś momencie się budzą i przechodzą bolesny proces przemiany, podczas której upada ego.

To tu mówię o walce lub łudzeniu się. Uważam, że postawa przetwarzania danych bez emocji jest mocno socjopatyczna lub prowadzi do konfliktu między emocjami, a logiką. Większość ludzi się oszukuje i żyje w wyparciu. Duża część ma niskie IQ i chłonie informacje z otoczenia bez analizy, działając wg dosyć przypadkowych filtrów klasyfikacji rzeczywistości. Z pkt widzenia większości prawie każdy przynależy do jakiegoś stada i czerpie z idei grupowej. Dana idea ma swój zestaw filtrów, przez które jest doświadczana rzeczywistość. Prostota tych filtrów i ich powszechność to mechanizmy społeczne. Wiesz, np dwie osoby poznają się na imprezie i okazuje się, że obaj są za Legią, albo słuchają Michaela Jacksona i czują do siebie sympatię jakby się znali od dziecka, a jak Cracoviak spotyka Wiślaka to często jest dym (albo jeśli obaj są ludźmi na poziomie, to jednak łączy ich wspólne zainteresowanie). Człowiek świadomy jest poza tymi kategoriami, często wykorzystując je do zawarcia kontaktów.

Z początku człowiek żyje ideałami, które są wyuczone, ale czuje przed nimi respekt, "bo tak robi większość", albo "tak trzeba". Potem ideały są faktycznie pojmowane lub przeformułowane (często towarzyszy temu bunt), by potem rozmyć się w nihilizmie wynikającym ze świadomości i myślenia. Nie powoduje to jednak upadku wartości, tylko ich przeformułowanie. Człowiek, który nie racjonalizuje sobie pozytywnego myślenia, to najczęściej człowiek smutny i zbuntowany, albo pozbawiony emocji lub empatii. Może to być także ktoś kto pozbył się złudzeń i już nie potrzebuje marzeń, ani myślenia, że świat jest dobry. O tym pisałem, że to taka jakby śmierć za życia i skoro człowiek już jest martwy, to nie chce dalej cierpieć i zaczyna w końcu żyć na serio.

Indywidualnie może być lepiej, ale nie zawsze jest taka możliwość w momencie gdy jest źle. To późniejsze dobro właśnie wynika często z zaprzestania poszukiwania dobra w świecie i ludziach.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
farmer (22440 punktów)
> Dzisiaj ciężko sobie wyobrazić codzienne życie bez
>sieci. Jak jej brakuje z jakichś tam technicznych problemów to się czujemy jak w ciemnej piwnicy

Po 5 latach zamieniłem smartfona na zwykły telefon z ekranikiem jak kalkulator. 0 neta tylko telefon i SMS...kurza twarz napisać coś na tej klawiaturze JKL wciskając klawisze aż się dojdzie do L....siła spokoju.

No więc tak. Skończyło się przeglądanie neta co "5 minut". W podróżach posługuję się od zawsze mapami papierowymi ale w miastach od czasu smartfonów używałem nawigacji.
Teraz podniosłem level i wracam do starych czasów...koniec języka za przewodnika.
Jeszcze się łapie na tym że w czasie rozmowy wyciągało się komórkę i sprawdzało informacje. Teraz totalny analog. Wiem nie wiem jutro ci powiem.

Nie jest to kara ale spędzam po 10h przed 2 monitorami a obok jeszcze mały laptop czyli 3 monitory informacji i jeszcze smartfon.

BTW. Dla mnie największą zaletą sieci jest możliwość pisania choćby na takim forum jak tu. Kiedyś już się pytałem jak wyglądało życie "ateisty" przed erą netu?

Tomasz Balcerski (82 punktów)
>Po 5 latach zamieniłem smartfona na zwykły telefon z ekranikiem jak kalkulator. 0 neta tylko telefon i SMS...kurza twarz napisać coś na tej klawiaturze JKL wciskając klawisze aż się dojdzie do L....siła spokoju.
>No więc tak. Skończyło się przeglądanie neta co "5 minut". W podróżach posługuję się od zawsze mapami papierowymi ale w miastach od czasu smartfonów używałem nawigacji.
>Teraz podniosłem level i wracam do starych czasów...koniec języka za przewodnika.
>Jeszcze się łapie na tym że w czasie rozmowy wyciągało się komórkę i sprawdzało informacje. Teraz totalny analog. Wiem nie wiem jutro ci powiem.
>Nie jest to kara ale spędzam po 10h przed 2 monitorami a obok jeszcze mały laptop czyli 3 monitory informacji i jeszcze smartfon.
>BTW. Dla mnie największą zaletą sieci jest możliwość pisania choćby na takim forum jak tu. Kiedyś już się pytałem jak wyglądało życie "ateisty" przed erą netu?

Przypomniało mi się jak powstała jakaś usterka w wyświetlaczu mojego poprzedniego smartfona. Przez pewien czas świrował, ale wreszcie nie dało się z niego już wcale korzystać. I co? Nie, nie oddałem do naprawy. Nie kupiłem nowego smartfona. Odetchnąłem z ulgą, czułem się wolny i kupiłem Nokię 220. Wybór klasycznego telefonu to był strzał w dziesiątkę. To było całkiem zabawne uczucie, gdy w którejś z rozmów na forum klasy nauczycielka zapytała, czy jest ktokolwiek, kto nie ma smartfona. Tylko ja się zgłosiłem.

"Niestety" niedługo potem babcia przedłużyła umowę w sieci i dostała smartfona. Nie była w stanie nauczyć się obsługi i poprosiła mnie, byśmy się zamienili. I tu się odezwało we mnie coś, czego wcale się nie spodziewałem: 3 razy droższy telefon, w dodatku nówka smartfon... Nie powstrzymałem się. I znów "łazi" wszędzie za mną, znów mnie zniewala na multum sposobów.

"10% konfliktów spowodowanych jest różnicą zdań. 90% konfliktów spowodowanych jest niewłaściwym tonem głosu."
Eckhart Tolle
Wera (1540 punktów)
Niedawno zgubiłam się, był środek nocy, nieznana mi biedna dzielnica. Pomyślałam, że wyszukam na smartfonie mapę, ale zabrakło mi środkôw na koncie. Wokół nie było nikogo oprócz sporadycznych dresów i pijanych. Ile ja się nerwôw najadłam...

Gdybym wcześniej przestudiowała dokładnie mapę, zamiast liczyć na pomoc smartfona, takiej sytuacji by nie było. Ale głupota nie boli, tylko nogi bolą.
I ewentualnie serce, jak ktoś ma słabe.

Może lepiej by mi więc zrobiło przesiąść się na coś starszego. Żeby nie być zbyt wygodnym.
09-11-2017 02:19 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Po 5 latach zamieniłem smartfona na zwykły telefon z ekranikiem jak kalkulator. 0 neta tylko telefon i SMS..
Jak by powiedzieli Rosjanie 'maładiedz'

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365