 |
Młot na czarownice religii. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-03-2005 15:00 | agnus dei | Młot na czarownice religii. | Prawdziwym młotem na czerownice religii jest udowodnienie ze jej cele ( religii ) sa ostatecznie RACJONALNE !!!! Pomyślcie o tym!  |
| Teresa | Młot na czarownice religii. | Muszę Cię uświadomić, że chyba nie można powiedzieć, jakie zadanie (cele) ma religia, ponieważ jest ona czymś absolutnym. U wierzącego wszystko inne jest dla niej, bierze się z niej, a nie żeby ona była dla czegoś. Religia jest nieredukowalna, religia to m. in.: - stosunek do świętości, - odpowiedzi na pytania egzystencjalne, - etyka (zasady moralne), - światopogląd -...
|
|
 | | św.Marek | Odp: Młot na czarownice religii. | Zapominasz Tereso, że jesteś na stronie Racjonalisty, gdzie ludzie nie są podatni na tego rodzaju propagandę.
>Muszę Cię uświadomić, że chyba nie można powiedzieć, jakie zadanie (cele) ma religia, ponieważ jest ona czymś absolutnym.
Nie mam pojęcia, skąd wziąłaś taką bzdurę, z jakiego świata pojęć. Żadna dziedzina wiedzy lub życia nie jest absolutna tym bardziej religia, oparta na umownych przesłankach, odrealniona i funkcjonująca w świecie najczystszej fikcji.
>Religia jest nieredukowalna, religia to m. in.: >- stosunek do świętości,
Stosunk do śwętości? Czyli do czego? Jeśli do fikcji, bajek, legend i podań, do wyssanych niejednokrotnie z palca wymysłów - zgoda. Jedną świętością w realnym świecie jest prawo do życia i jego ochrona, do wolności w ramach obowiązującego prawa i godności osobistej. Ale to zasady niezależne od religii, wynikające z istoty rozumu.
>- odpowiedzi na pytania egzystencjalne,
To nieuczciwe stwierdzenie, bo sugeruje, iż tylko religia daje odpowiedzi na pytania egzystencjalne. Tymczasem ludzie znajdowali odpowiedzi na tego rodzaju pytania nawet, gdy nie istniały jeszcze żadne religie. Teraz odpowiedzi na pytania egzystencjalne trzeba szukać w nauce i stosunkach społecznych, w żadnym wypadku w religiach opierających się na usiłowaniu wmanipulowania ludzi w fikcję.
>- etyka (zasady moralne),
Też nie jest to prawdą. Religie szermują tylko zasadami moralnymi, roszcząc sobie prawo wyłączności do nich. Owe zasady moralne są tylko jednym z ich instrumentów, równie mało skutecznym jak inne, bo zasady te są przestrzegane przeważnie w tych przypadkach, gdy nie mogą być złamane. Dobra etyka to taka, która jest skuteczna. Religie opierają się na fałszywych przesłankach, więc i ich instrumenty nie są wiele warte, co widać w praktyce.
>- światopogląd
Tereso, nie rozśmieszaj ludzi racjonalnie i pragmatycznie myślących. Światopogląd oferowany przez religie jest z epoki króla Ćwieczka, i pasuje do współczesności jak wół do karety. Najczęściej opiera się na negowaniu każdego postępu i usiłowaniu hamowania go. Zmusza ludzi do tolerowania negatywnych zachowań, jest koniunkturalny. Światopogląd ludzi czerpiących go wyłącznie z religii jest zupełnie odrealniony i w gruncie rzeczy unieszczęśliwia ich.
___________ Pozdrawiam
|
|
|  | | Teresa | Ale Ci zaraz odpiszę Marku ...  > Zapominasz Tereso, że jesteś na stronie Racjonalisty, gdzie ludzie nie są podatni na tego rodzaju propagandę.Pamiętam, pamiętam... > >Muszę Cię uświadomić, że chyba nie można powiedzieć, jakie zadanie (cele) ma religia, ponieważ jest ona czymś absolutnym.> Nie mam pojęcia, skąd wziąłaś taką bzdurę, z jakiego świata pojęć. Żadna dziedzina wiedzy lub życia nie jest absolutna tym bardziej religia, oparta na umownych przesłankach, odrealniona i funkcjonująca w świecie najczystszej fikcji.Religia jest zjawiskiem niezmiernie złożonym, Marku. Religia przynosi odpowiedzi na szereg pytań, np. co jest dobre i słuszne, jak można osiągnąć szczęście (zbawienie od zła). Jeżeli ktoś sobie tych pytań nigdy nie stawiał, to religia też nie będzie mu potrzebna. Ale jeśli sobie je postawi ... Jeśli chodzi Ci o mity biblijne, to może przytoczę słowa 'racjonalisty w białej sukience'  o. Bocheńskiego: " - Mamy doświadczenia Boga dzięki tekstom świętym i co dalej? -(...) - Na jakiej podstawie mamy uznać te teksty? - To jest ważne pytanie. Jeśli chodzi o uzasadnienie wiary jest wiele teorii. Po przyjrzeniu się im jestem zdania, że tylko dwie dadzą się utrzymać. Teoria autorytetu i teoria hipotezy religijnej. Autorytet został okrzyczany przez ludzi oświecenia jako głupstwo, ale to jest zabobon. Autorytet jest doskonałym uzasadnieniem. Ale uzasadnienie wiary przez autorytet jest możliwe tylko u dzieci oraz w prymitywnych zwartych skupiskach. Niestety dla intelektualistów to się nie nadaje. Dlatego zostaje nam to, co ja nazywam teorią hipotezy religijnej. To wygląda tak. Człowiek w pewnym momencie swego życia mówi: gdybym został buddystą, moje życie nabrałoby sensu. Przekładając to na język naukowy: klasa zdań, które uznaję za prawdziwe zostałaby jakoś uporządkowana. To jest to, co ludzie nazywają sensem. Przyjęcie takiej tezy nie jest jeszcze wiarą. To jest mój pogląd na racjonalny czynnik w przyjęciu wiary". Z "Między logiką a wiarą" > >Religia jest nieredukowalna, religia to m. in.:> >- stosunek do świętości,> Stosunk do śwętości? Czyli do czego?Świętości czyli właśnie to, co dla każdego z nas jest naprawdę najświętsze, to, co ma sens, jest słuszne, w tym: prawo do życia i jego ochrona, do wolności w ramach obowiązującego prawa i godności osobistej... , itd. Jeśli więc życie stanowi świętość to przyjęłam taką religijna hipotezę, że tym bardziej święty jest sam Stwórca życia, którego powinno się wielbić. > > - odpowiedzi na pytania egzystencjalne,> To nieuczciwe stwierdzenie, bo sugeruje, iż tylko religia daje odpowiedzi na pytania egzystencjalneOczywiście, że nie tylko religia daje odpowiedzi na takie pytania, bo odpowiedzi na pytania egzystencjalne dają światopoglądy! Chodziło mi właśnie o to, że religia zawiera w sobie światopogląd. Nie można dowieść naukowo, ze Boga nie ma albo, że Bóg jest. Zresztą chyba wielu filozofów chyba zgadza się, że "Bóg jest", ale spierają się co do tego "jaki jest Bóg", np. w komunizmie to aparat partyjny. Problem w tym, że odpowiedzi na pytania egzystencjalne nie można uzasadnić naukowo. Co za tym idzie światopogląd nie jest nauką, tylko poglądem na świat, credo, inaczej mówiąc jest pewnym zbiorem zdań, które zwolennik danego światopoglądu uważa za prawdziwe. Pewne racjonalne przesłanki za przyjęciem jakiegoś światopoglądu mogą (i chyba powinny!) być, ale nie są one pełne. Tak więc przy wyborze światopoglądu mamy od czynienia z aktem woli. > >- etyka (zasady moralne),> Też nie jest to prawdą. Religie szermują tylko zasadami moralnymi, roszcząc sobie prawo wyłączności do nich.To oczywiste, ze wiara zawiera kodeks moralny ... "Tylko, ze w przeciwieństwie do hipotez naukowych hipoteza religijna pokrywa całość doświadczenia życiowego człowieka. Ma przynajmniej pretensje do wyjaśnienia wszystkich zadań, które on przyjmuje. Skutek tego jest taki, że religię jest bardzo trudno sfalsyfikować. Można sto argumentów przytoczyć przeciwko wierzeniom religijnym, ale wierzącego to nie wzruszy. Dlaczego? Dlatego, ze trudno jest obalić bardzo ogólne hipotezy. A co dopiero hipotezę, która tłumaczy całość doświadczenia danego człowieka". Z "Między logiką a wiarą" Marku, nie czytasz dokumentów kościelnych i takie są tego wyniki! Po pierwsze wiara katolicka głosi, ze istnienie prawo moralne (wedle, którego jesteśmy stworzeni przez Stwórcę), które można odkrywać rozumem! Oczywiście zgodnie z Objawieniem Stwórca sam objawił podwaliny tegoż prawa w Dekalogu! Ale te przykazania są otwarte i każdy ma moralny obowiązek sam poszukiwać prawdy, czyli co jest dobre, co jest słuszne, co znaczy być miłosiernym albo co jest naprawdę sprawiedliwe, itd. Wiara nie daje szczegółowych rozwiązań tylko ogólny kierunek ku doskonałości (czyli świętości). Bardzo ważne są racjonalne uzasadnienia zasad wiary. Oczywiście nie można dowieść wiary, ale dzięki uzasadnieniu przynajmniej nie spada ona z nieba!  Np. zasada "zło dobrem zwyciężaj" ma głęboki sens i wydaje mi się, ze można ją uzasadnić racjonalnie. > - światopogląd> >Tereso, nie rozśmieszaj ludzi racjonalnie i pragmatycznie myślących. Światopogląd oferowany przez religie jest z epoki króla Ćwieczka, i pasuje do współczesności jak wół do karety.Czy uważasz Marku, że miłość bliźniego jest z epoki króla Ćwieczka, bo tak się składa, że wiara opiera się na miłości bliźniego i Boga? To jest podstawowe (jedyne) przykazanie (bo pozostałe przykazania zawierają się w tym jednym)! Pewne prawdy, Marku, pozostają uniwersalne. Jest inaczej religia zawiera propozycję odpowiedzi na żywe pytania, na które pytania stawiali sobie ludzie od zawsze, a odpowiedzi te w swej istocie są tak dalece"święte", że przyjęcie ich nie urąga niczyjej godności, wprost przeciwnie tylko ją umacnia. To tyle. Pozdrawiam
|
|
| |  | | św.Marek | > Ale Ci zaraz odpiszę Marku ... W tym miejscu zadedykuję Ci słowa jednego z moich ulubieńców, Cycerona: " Nihil est profecto homini prudentia dulcius", czyli: Zaiste, nie ma nic przyjemniejszego dla człowieka nad zdolność przewidywania. A spodziewam się upartej ewangelizacji.  > >Zapominasz Tereso, że jesteś na stronie Racjonalisty, gdzie ludzie nie są podatni na tego rodzaju propagandę.> Pamiętam, pamiętam... Hmm. W takim razie Twoje słowa wynikają z jakiegoś amoku... Zachęcasz mnie nimi do ateizmu...  > Religia jest zjawiskiem niezmiernie złożonym, Marku. Religia przynosi odpowiedzi na szereg pytań, np. co jest dobre i słuszne, jak można osiągnąć szczęście (zbawienie od zła). Jeżeli ktoś sobie tych pytań nigdy nie stawiał, to religia też nie będzie mu potrzebna. Ale jeśli sobie je postawi ... Gdyby prawdą było co piszesz o złożoności religii, to byłaby domeną nielicznej garstki wybrańców mogących pojąć ową wydumaną złożoność, a nie milionów ledwie pojmujących rzeczywistość nieboraków, do których jest skierowana. To primo. A secundo, to dlaczego, skoro " religia przynosi odpowiedzi na szereg pytań, np. co jest dobre i słuszne ", to tylko znikoma garstka identyfikujących się z nią respektuje te odpowiedzi? Wszyscy pozostali mają to dokładnie w miejscu, gdzie krzyż swą szlachetną nazwę kończy. Nie Tereso. Może to religia zakłada, ale nic konstruktywnego ludziom nie przynosi poza obłudą. Nie używaj też proszę takich dziwnych określeń: " zbawienie od zła ", bo to brzmi zupełnie jak mądry idiota, albo mroźny płomień, czy biała ciemność. Zbawienie od zła byłoby rezygnacją z człowieczeństwa, które jest między innymi ciągłym wyborem między złem i dobrem jednako tkwiących w naszej świadomości. To rezygnacja ze zła czyni z nas ludzi; gdybyśmy zostali od niego "zbawieni", stalibyśmy się bezduszni jak Twoja pralka, która nie ma ani zła, ani dobra, bo nie posiada świadomości swojego istnienia. Zbawienie od zła jest wyłącznie marzeniem, na dodatek kompletnie idiotycznym, odrealnionym i wiara w to stawia nas na równi ze zwierzętami. Religia Tereso jest potrzebna jednym ludziom do utrzymywania innych w nieświadomości. Już od tysięcy lat. > Jeśli chodzi Ci o mity biblijne Użyłem pojęcia mity w pejoratywnym znaczeniu. Religia, oparta przecież na pewnej mitologii, coraz częściej odbierana jest jako symbol zacofania i wstecznictwa. Do religii uciekają się bowiem ci, których nie stać na samodzielne myślenie i trzeba do nich trafić czymś wyjątkowo nieskomplikowanym jak budowa cepa. > Jeśli więc życie stanowi świętość to przyjęłam taką religijna hipotezę, że tym bardziej święty jest sam Stwórca życia, którego powinno się wielbić. A więc nawołujesz do wielbienia fikcji, co jest zaprzeczeniem racjonalności myślenia. Jeszcze raz zapytam: nie pomyliłaś forum Racjonalisty z jakimś innym forum, które dozwala dowolność jako środek przekazu? > Oczywiście, że nie tylko religia daje odpowiedzi na takie pytania, bo odpowiedzi na pytania egzystencjalne dają światopoglądy! Chodziło mi właśnie o to, że religia zawiera w sobie światopogląd. Że religia zawiera światopogląd, to oczywiste. Również przemówienie Wałęsy zawiera jakiś światopogląd, chociaż najtężsi filozofowie dostaliby pomieszania zmysłów przy próbie jego interpretacji. W Hitlerze też tkwiło dobro, przecież troskliwie opiekował się swoim psem. Z religiami też tak jest: zawierają światopogląd, ale odzierają go z rozsądku samym swoim istnieniem. Są, bo istnieją ludzie nie mogący się bez religii obyć i funkcjonować, ale to wcale nie znaczy, że są niezbędne do życia wszystkim. Może dzięki temu wielu rozsądnych ludzi nie podziela światopoglądu religijnego... > Nie można dowieść naukowo, ze Boga nie ma albo, że Bóg jest. Zresztą chyba wielu filozofów chyba zgadza się, że "Bóg jest", ale spierają się co do tego "jaki jest Bóg", np. w komunizmie to aparat partyjny. Nie łudź się. Nauka, ta prawdziwa, nigdy nie będzie się zajmowała bajkami. Może i filozofowie spierają się o istotę Boga, ale to ich domeną jest rozważanie różnych konstrukcji pojęciowych, co wcale nie znaczy, że przedmiot ich dywagacji istnieje. > Tak więc przy wyborze światopoglądu mamy od czynienia z aktem woli. To zupełnie tak, jak ze zbrodnią: też jest aktem woli. Przy wyborze światopoglądu religijnego decyduje wprawdzie akt woli, ale z ograniczoną świadomością alternatywnych światopoglądów. Przeważnie z niezamierzonej ignorancji, a nierzadko wyrachowania. > To oczywiste, ze wiara zawiera kodeks moralny ... Ba, ale jaki! To czyste chciejstwo, jak żeby świat był bez wojen, wszyscy byli całe życie zdrowi, i nigdy nie było katastrof, a terroryści zamieszkali na Księżycu. Moralność wynikająca z wiary jest tyle samo warta, co ta z braku wiary, bo tak samo są skuteczne. > "Tylko, ze w przeciwieństwie do hipotez naukowych hipoteza religijna pokrywa całość doświadczenia życiowego człowieka. (...)". Masz prawo Tereso wierzyć w każdą brednię, którą Twoja świadomość identyfikuje jako prawdę. Ale jeśli mówisz o tym komuś innemu, to musisz się liczyć z tym, że on nie przyjmuje wszystkiego na wiarę jak Ty. Hipoteza religijna nie pokrywa nic, bo wywodzi się z fałszywych przesłanek i oparta jest wyłącznie na wyobraźni. To kolejny mit fanów religijności. cdn.
|
|
| |  | | św.Marek | >Marku, nie czytasz dokumentów kościelnych i takie są tego wyniki! Po pierwsze wiara katolicka głosi, ze istnienie prawo moralne (wedle, którego jesteśmy stworzeni przez Stwórcę), które można odkrywać rozumem!
No pewnie! Nie czytam też dokumentów Wielkiego Patriarchy Moskwy i Wszechrusi, Wielkiego Imama, a także wielu innych, np. ONZ. Do czytania dokumentów kościelnych skutecznie zniechęca mnie sam Kościół. O ile wiem, to stworzeni zostaliśmy przez ewolucję, a praw moralnych na ewolucję nie można antycypować. Wiara katolicka głosiła już przeróżne dziwne rzeczy, które w końcu okazywały się kompletną bzdurą. Rozum nie służy wyłącznie do odkrywania istnienia praw moralnych, o czym widocznie zapomnieli miłośnicy religii.
>Oczywiście zgodnie z Objawieniem Stwórca sam objawił podwaliny tegoż prawa w Dekalogu!
Jeżeli Stwórca ciągle coś objawia, to czemu nie objawi nam kilku praktycznych rzeczy? Np. nadbudówki podwalin? Od Dekalogu wolę osobiście kodeksy cywilne i karne, bo tam jest to samo, tylko bardziej szczegółowo i mniej można wypaczyć tych praw. Jak spotkasz swojego Stwórcę, to podziękuj mu ode mnie za podwaliny i powiedz, że naobjawiał się na próżno.
>Ale te przykazania są otwarte i każdy ma moralny obowiązek sam poszukiwać prawdy, czyli co jest dobre, co jest słuszne, co znaczy być miłosiernym albo co jest naprawdę sprawiedliwe, itd. Wiara nie daje szczegółowych rozwiązań tylko ogólny kierunek ku doskonałości (czyli świętości).
Doskonałość i świętość to tylko pewne symbole. Ponieważ nic takiego nie może istnieć, są symbolami daremnego wysiłku, złudzeniem, a raczej łudzeniem. Taka jest właśnie ta wiara: mami i łudzi, przelewa z pustego w próżne, ogłupia ideami konstruowanymi by ludzi skuteczniej ogłupić. Nie może dać szczegółowych rozwiązań, bo każde uszczegółowienie bzdury tylko odkrywa jej fałsz, czyniąc go widoczniejszym. Jeżeli każdy ma moralny obowiązek szukać prawdy, to po co mu wiara w bajki i legendy, co one mają z tym wspólnego? Prawdy nie znajdzie się szukając jej wśród fałszywych przesłanek i założeń religijnych.
>Bardzo ważne są racjonalne uzasadnienia zasad wiary. Oczywiście nie można dowieść wiary, ale dzięki uzasadnieniu przynajmniej nie spada ona z nieba! Np. zasada "zło dobrem zwyciężaj" ma głęboki sens i wydaje mi się, ze można ją uzasadnić racjonalnie.
Nie ma Tereso czegoś takiego, jak racjonalne uzasadnienie zasad wiary. Zasady wiary są ze swojej natury irracjonalne. Wszystkie racjonalne zasady wynikają z rozumu ludzkiego nie kierującego się irracjonalnymi zasadami wiary.
>Czy uważasz Marku, że miłość bliźniego jest z epoki króla Ćwieczka, bo tak się składa, że wiara opiera się na miłości bliźniego i Boga? To jest podstawowe (jedyne) przykazanie (bo pozostałe przykazania zawierają się w tym jednym)! Pewne prawdy, Marku, pozostają uniwersalne.
Nie ośmieszaj się Tereso. Miłość bliźniego przedstawiasz tak, jakby była stworzona przez religię. To cecha wyłącznie rozumu i została zaasymilowana przez większość religii do ich uwiarygodnienia.
>Jest inaczej religia zawiera propozycję odpowiedzi na żywe pytania, na które pytania stawiali sobie ludzie od zawsze, a odpowiedzi te w swej istocie są tak dalece "święte", że przyjęcie ich nie urąga niczyjej godności, wprost przeciwnie tylko ją umacnia.
O godności człowieka nie decyduje jego stosunek do religii, lecz postawa wobec innych ludzi. Zawężane religii do jedynego, uniwersalnego panaceum na rozwiązanie wszystkich ludzkich wątpliwości jest, i mówię to ogólnie, abstrahując od Twojej osoby, po prostu zwykłą głupotą. Jak widać powszechną.
___________ Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Teresa | > Użyłem pojęcia mity w pejoratywnym znaczeniu. Religia, oparta przecież na pewnej mitologii, coraz częściej odbierana jest jako symbol zacofania i wstecznictwa. Do religii uciekają się bowiem ci, których nie stać na samodzielne myślenie i trzeba do nich trafić czymś wyjątkowo nieskomplikowanym jak budowa cepa.Mity to tez ideały, o których się wie, że nie można ich urzeczywistnić, a mimo to postępuje się tak jakby dało się je urzeczywistnić.... Wy też wierzycie, że jeśli człowiek bedzie sam dla siebie bogiem, to dzięki temu zapanuje szczęście i pokój na świecie... Dla niektórych też to może brzmieć jak mit, zwłaszcza jak się włączy telewizor czy przejrzy gazetę... > Z religiami też tak jest: zawierają światopogląd, ale odzierają go z rozsądku samym swoim istnieniem. Są, bo istnieją ludzie nie mogący się bez religii obyć i funkcjonować, ale to wcale nie znaczy, że są niezbędne do życia wszystkim.Ja tak nie napisałam, wprost przeciwnie opisałam tylko, w jaki sposób człowiek, intelektualista może zostać wyznawcą jakiejś religii, że dzieje się tak, gdy sam szuka odpowiedzi na pytanie o sens życia ... i że pewną rolę ogrywa tu czynnik racjonalny. > Nie łudź się. Nauka, ta prawdziwa, nigdy nie będzie się zajmowała bajkami. Może i filozofowie spierają się o istotę Boga, ale to ich domeną jest rozważanie różnych konstrukcji pojęciowych, co wcale nie znaczy, że przedmiot ich dywagacji istnieje.Tak, ale pojęcie prawdy w końcu jest przecież jedno! Nie ma powodu sądzić, żeby uważać prawdę w filozofii za inną niż prawdę w fizyce.  > Masz prawo Tereso wierzyć w każdą brednię, którą Twoja świadomość identyfikuje jako prawdę. Ale jeśli mówisz o tym komuś innemu, to musisz się liczyć z tym, że on nie przyjmuje wszystkiego na wiarę jak Ty. Hipoteza religijna nie pokrywa nic, bo wywodzi się z fałszywych przesłanek i oparta jest wyłącznie na wyobraźni. To kolejny mit fanów religijności.W takim razie mogę powiedzieć Ci tak samo: Twoja postawa ateisty "nie pokrywa nic, bo wywodzi się z fałszywych przesłanek i oparta jest wyłącznie na wyobraźni", ponieważ nie można udowodnić naukowo czy Bóg jest, co za tym idzie nie wiemy czy jest czy Go nie ma. Widzisz ja przynajmniej mówię uczciwie: nie można dowieść, że Bóg istnieje, ale ja w Niego wierzę. Natomiast Ty mówisz (o ile Cię dobrze zrozumiałam) tak: nie można dowieść, że Bóg istnieje, więc Go nie ma. Wg mnie to Ty przeginasz. Co innego gdybyś powiedział tak: nie można dowieść, że Bóg istnieje, i ja w Niego nie wierzę. Oboje więc stawiamy hipotezy. > Jeżeli Stwórca ciągle coś objawia, to czemu nie objawi nam kilku praktycznych rzeczy? Np. nadbudówki podwalin?Widocznie dlatego, że założył, że człowiek skorzysta z rozumu.  > Doskonałość i świętość to tylko pewne symbole. Ponieważ nic takiego nie może istnieć, są symbolami daremnego wysiłku, złudzeniem, a raczej łudzeniem. Taka jest właśnie ta wiara: mami i łudzi, przelewa z pustego w próżne, ogłupia ideami konstruowanymi by ludzi skuteczniej ogłupić.Sam sobie przeczysz. Teraz piszesz, że świętość to tylko złudzenie, a wcześniej przecież sam wymieniłeś rzeczy, które uważasz za świętość. Mity i symbole zawierają pewne prawdy. > Nie ma Tereso czegoś takiego, jak racjonalne uzasadnienie zasad wiary. Zasady wiary są ze swojej natury irracjonalne. Wszystkie racjonalne zasady wynikają z rozumu ludzkiego nie kierującego się irracjonalnymi zasadami wiary.Znowu sam sobie przeczysz. Bo główną zasadą religii jest milość bliźniego, o której dalej piszesz, że jest cechą wyłącznie rozumu i została zaasymilowana przez większość religii do ich uwiarygodnienia. > Nie ośmieszaj się Tereso. Miłość bliźniego przedstawiasz tak, jakby była stworzona przez religię. To cecha wyłącznie rozumu i została zaasymilowana przez większość religii do ich uwiarygodnienia.Gratuluje. Tylko sam potwierdzasz, że wiara katolicka nie jest sprzeczna z rozumem i że do tych samych prawd można dojść niezależnie rozumowo jak i w wyniku przyjęcia prawd objawionych.  > O godności człowieka nie decyduje jego stosunek do religii, lecz postawa wobec innych ludzi. Zawężane religii do jedynego, uniwersalnego panaceum na rozwiązanie wszystkich ludzkich wątpliwości jest, i mówię to ogólnie, abstrahując od Twojej osoby, po prostu zwykłą głupotą. Jak widać powszechną.Ale religia właśnie reguluje stosunek człowieka do innych ludzi i do Boga. Mówimy o tym samym. Nie rozumiem czemu na siłę chcesz pogrążyć religię?
|
|
 | | AlfRamsey (257 punktów) | , > - etyka (zasady moralne),Etyka i religia(np katolicka) to słowa wykluczające się.  Nie daj się skusić żadnemu bogu głoszonemu przez innych, choćby najlepszych. Znajdź Boga w samym sobie, większego nie znajdziesz nigdzie !
|
|
 | | gooa (746 punktów) |
.> U wierzącego wszystko inne jest dla niej, bierze się z niej, a nie żeby ona była dla czegoś. U wierzacego ? - Tereso, moze wytlumacz mi roznice pomiedzy wierzacym i tym, ktory chce wierzyc w naszego Kreatora ? Jezeli istniejesz w jakiejs religii od dziecka, to naturalna koleja rzeczy, jest w niej trwac, nie ? A dlaczego ? Dlatego, ze to co Ci wpojono - jest prawda ? Jezeli zastanawiasz sie nad "prawda" tej religii, to zaczynasz widziec inne prawdy - istnieja inne religie . Na jakiej podstawie stwiedzic, ze ta Twoja, moja jest sluszna ?
>- stosunek do świętości "Swietosc", to Bog, nasz stworzyciel.(niekoniecznie ten, w ktorego wierzysz)
>- odpowiedzi na pytania egzystencjalne, W takim razie nic dziwnego, ze odchodzimy od jednej, przyjmujac inna religie.
>- etyka (zasady moralne), Etyka, moralnosc (gloszona); potrzebna jest tym? ktorzy nie maja o niej pojecia.
>- światopogląd Wracam do powyzszego, nie jest mozliwe stworzenie (maksymalnie obiektywnego i szczerego) swiatopogladu opierajacego sie wylacznie na religii.
|
|
|  | | Teresa | > Jezeli istniejesz w jakiejs religii od dziecka, to naturalna koleja rzeczy, jest w niej trwac, nie ?> A dlaczego ?> Dlatego, ze to co Ci wpojono - jest prawda ?Gooa, przykro mi, że tak późno Ci odpowiadam, ale lepiej późno niż wcale  . Ja już to napisałam w innym wątku, ale jeszcze raz może wspomnę - skoro pytasz mnie o różne religie - można zauważyć, ze religie układają się harmonijnie w koncentryczne kręgi: - w buddyzmie nic nie można powiedzieć o Bogu (nie można ogarnąć najwyższej rzeczywistości myślą), ale można mieć poczucie jedności z Nim a do tego dochodzi się poprzez uwolnienie się od zła, czyli poprzez zobojętnienie na świat, - w judaizmie Bóg sam się objawia narodowi wybranemu (przez siebie), - w chrz. też nikt nigdy Boga nie widział, ale On sam przychodzi do ludzi w postaci człowieka, żeby jeszcze pełniej się objawić. Stąd chrz. ma nieść radosną nowinę ludziom innych religii, - w islamie (Koran) też można zauważyć pewien stopień redukcji Bożego Objawienia w stosunku do ST i NT. Islam jest gdzieś pomiędzy buddyzmem a judaizmem. Moja osobista droga była jakby wędrówką po tych kręgach  . Mogłabym świadomie zostać ateistka czy buddystką, ale nie zostałam. Podjęcie świadomego wyboru to był pewien proces wewnętrzny... Najpierw świadomie szukałam tylko uwolnienia od zła (czyli tak jak w buddyzmie)... A potem zaczęłam się stopniowo zdobywać się na akty wiary w stosunku do Boga. Z jednej strony oparłam się na tym, co jest napisane w Biblii. Z drugiej strony stawiałam sobie pytanie, czego tak naprawdę pragnę. Po pierwsze jedyną istotą, którą mogłabym uznać w PELNEJ WOLNOŚCI I BEZ STRACHU za swojego Boga, mogłaby być istota będąca samym (czystym) dobrem. Z drugiej strony w Biblii było napisane, ze Bóg jest nie tylko światłością, w której nie ma żadnej ciemności (czyli absolutnym Dobrem), ale jest miłością. Jeżeli Bóg jest miłością, to kocha ludzi, a jeśli kocha ludzi, to kocha mnie. A jeśli kocha mnie to znaczy, że nie jestem Mu obojętna i co za tym idzie mogę się do niego modlić.  I tak to się na serio zaczęło ... A za tym w ślad przyszła wiara w J.CH. Wesołych Świat  ! Trzymaj się.
|
|
| Starsky (134 punktów) | Młot na czarownice religii. | > Prawdziwym młotem na czerownice religii jest> udowodnienie ze jej cele ( religii ) sa ostatecznie> RACJONALNE !!!! Pomyślcie o tym!  Witam, Jako "czarownica religii" dwa słowa ad hoc. Celem religii jest, jesli tak to mozna ująć, po pierwsze: oddanie czci osobie najwyższego stwórcy, po drugie: w przypadku chrześcijan - zbawienie vel zycie wieczne. Żadne z dwu powyższych nie jest w sensie stricte racjonalne, ergo nie ma młota amen. Pozdrawiam Pavel
|
|
 | | inhet (1073 punktów) | Odp: Młot na czarownice religii. | Celem religii jest pasożytowanie na ludzkiej wierze.
|
|
|  | | gooa (746 punktów) | >Celem religii jest pasożytowanie na ludzkiej wierze.
Wierze w co ? Skoro to wlasnie religia narzuca te wiare w COS. Jezeli Jezus z Naaretu to zrozumial, to dlaczego poszedl na krzyz ? Czyzby dzisiejsi terrorysci byli tymi "Jezusami" ?
|
|
| |  | | inhet (1073 punktów) | Religia narzuca wiarę w coś, ale najpierw musi mieć owieczki, zdolne do wierzenia. A okazało się niedawno, że człowiek ma odpowiedni gen...Zresztą nic dziwnego, jest zwierzęciem stadnym.
|
|
| | |  | | gooa (746 punktów) | >Religia narzuca wiarę w coś, ale najpierw musi mieć owieczki, zdolne do wierzenia. A okazało się niedawno, że człowiek ma odpowiedni gen.
Dobrze, slyszalam o tym, ale komu, (czemu) zalezy na tym, abysmy ten gen posiadali ?
> .Zresztą nic dziwnego, jest zwierzęciem stadnym.
Mozliwe (w jakims sensie), ale osobiscie czuje sie szczesciara, ze naleze do stada ludzi, a nie np.krow.
|
|
| |  | | Anna Słota | >Jezeli Jezus z Naaretu to zrozumial, to dlaczego poszedl na krzyz ?
Bo chciał wypełnić proroctwo. Był nosicielem pewnego memu.
>Czyzby dzisiejsi terrorysci byli tymi "Jezusami" ?
W myśl memetyki, terroryści to nosiciele memów, którzy zatracili instynkt samozachowawczy. W tej kategorii można umieścić także męczenników.
|
|
| | |  | | gooa (746 punktów) |
>W myśl memetyki, terroryści to nosiciele memów, którzy zatracili instynkt samozachowawczy. W tej kategorii można umieścić także męczenników.
Aniu - spojrz wyzej, na to, co odpowiedzialam inethowi, nie chce sie powtarzac, a jedno z drugim sie wiaze,( on mowi o genach, Ty o memach).
|
|
| | | |  | | Anna Słota | > Aniu - spojrz wyzej, na to, co odpowiedzialam inethowi, nie chce sie powtarzac, a jedno z drugim sie wiaze,( on mowi o genach, Ty o memach).Więc odpowiem na to co napisałaś powyżej: > Dobrze, slyszalam o tym, ale komu, (czemu) zalezy na tym, abysmy ten gen posiadali ?Nikomu! Czy musi być ktoś komu zależy na takich a nie innych naszych genach? Ktoś kto każdemu człowiekowi zestaw tych genów wybiera i określa? Natomiast jeśli Twoje pytanie zastosować do mojej wypowiedzi, to owszem, na rozpowszechnianiu się memów zależy głownie osobom, które mogą czerpać z tego korzyści, chociaż oczywiście wcale nie muszą tego nazywać memami. > osobiscie czuje sie szczesciara, ze naleze do stada ludzi, a nie np.krow.To co napisałaś niektórzy nazywają szowinizmem gatunkowym
|
|
| | | | |  | | gooa (746 punktów) |
> Nikomu! Czy musi być ktoś komu zależy na takich a nie innych naszych genach? Ktoś kto każdemu człowiekowi zestaw tych genów wybiera i określa?Chodzi mi o przyczyne i dazenie. Ale dalsza dyskusja nie pasuje do tematu tego watku. > Natomiast jeśli Twoje pytanie zastosować do mojej wypowiedzi, to owszem, na rozpowszechnianiu się memów zależy głownie osobom, które mogą czerpać z tego korzyści, chociaż oczywiście wcale nie muszą tego nazywać memami.Oprocz mozliwosci czerpania korzysci, mamy mozliwosc wyboru. > > osobiscie czuje sie szczesciara, ze naleze do stada ludzi, a nie np.krow.> To co napisałaś niektórzy nazywają szowinizmem gatunkowym  Dlaczego az tak ? Mam sie wstydzic tego, ze doceniam fakt, iz jestem czlowiekiem ? Nie przesadzajmy, Aniu... Ps. Pajaki zabijam w obronie wlasnej.
|
|
| | | | | |  | | Anna Słota | > Chodzi mi o przyczyne i dazenie.Brak przyczyny jest wykluczony? > Ale dalsza dyskusja nie pasuje do tematu tego watku.Jak sobie życzysz... > Oprocz mozliwosci czerpania korzysci, mamy wyborPytanie dlaczego tak wielu nie chce z tego korzystać? Ze starchu? Z wygody? Albo nie czują takiej potrzeby... > Nie przesadzajmy, Aniu...a zauważyłaś w mojej wypowiedzi słowo "niektórzy" i znaczek "  "?
|
|
| | | | | | |  | | gooa (746 punktów) |
> Brak przyczyny jest wykluczony?Nie wiem, zastanawiam sie tylko, po nitce do klebka, gzies ten klebek sie zaczyna (przynajmnie ten od nitki). > > Ale dalsza dyskusja nie pasuje do tematu tego watku.> Jak sobie życzysz..To nie ja sobie tak zycze, ale moze sie kiedys spotkamy w jakims watku, ktorego temat bedzie bardziej odpowiadal naszym rozmyslaniom.Tylko, fakt, tego typu watki zaczynane sa czesto przez osoby skrajnie nastawione ( w ta, czy w tamta strone ) i wtedy tez nie ma dyskusji. > > Oprocz mozliwosci czerpania korzysci, mamy wybor> Pytanie dlaczego tak wielu nie chce z tego korzystać? Ze starchu? Z wygody? Albo nie czują takiej potrzeby...To jedno z zasadniczych pytan zycia. > > Nie przesadzajmy, Aniu...> a zauważyłaś w mojej wypowiedzi słowo "niektórzy" i znaczek " "?A zauwazylas w mojej, ze napisalam nie" przesadzajmy", a nie " (aj)", chcac w ten sposob dac do zrozumienia, ze mozemy sie zapedzic w kozi rog ?
|
|
 | | V0lrath (3440 punktów) | Dużo osób daje się skusić na ową wieczność. Moim zdaniem wieczności nie będzie - nie zanosi się na to. A nawet jeśli to nie wiem teraz tego, mam blisko zerową pewność, więc wolę jak najlepiej i zgodnie z własną wolą, sumieniem i zasadami wykorzystać życie.  Nie potrzebne mi religie, ich zasady (szczególnie, że nie mam 100% takich samych) i wątpliwe obietnice w zamian za oddanie (a w szczególności oddanie systemowi religijnemu - także finansowe). Wolę żyć zgodnie z własną wolą. Przynajmniej jeśli sprawdzą się przepowiednie np. z wierzeń egipskich i trafimy przed Maata i Anubisa to nie będę narzekał i żalił się księżom, że się mylili.  Poza tym za dużo wiem by uwierzyć jakiejkolwiek religii - nie wspominając już o mojej skłonności do nie przyjmowania niczego na samą tylko wiarę - bez potwierdzenia.  Zresztą czym jest wieczność wobec jednej chwili szczęścia i miłości tu na Ziemi?
|
|
|  | | Teresa | > Poza tym za dużo wiem by uwierzyć jakiejkolwiek religii - nie wspominając już o mojej skłonności do nie przyjmowania niczego na samą tylko wiarę - bez potwierdzenia.  > Zresztą czym jest wieczność wobec jednej chwili szczęścia i miłości tu na Ziemi?  > Myślałam nad tym, co napisałeś  . No właśnie pytanie brzmi czym się kierować w życiu żeby być szczęśliwym, żeby mieć poczucie sensu życia?? Czy poczuciem przyjemności czy czymś innym? Wg mnie w nas samych, tj. w naszej naturze jest zaszyty taki kompas, dający nam precyzyjne znaki oznajmiające o tym, czy zbliżamy się do naszego przeznaczenia. Wydaje mi się, że należy robić to, co sprawia radość, a nie przyjemność. Przyjemność jest podstępem wymyślonym przez matkę naturę do podtrzymania życia  , jednak nie ona wskazuje właściwy kierunek, ku któremu zmierza życie .... Bo wszędzie gdzie ma miejsce radość, obecne jest i tworzenie; im bogatsze tworzenie tym głębsza jest radość.
|
|
| |  | | V0lrath (3440 punktów) | Z tym się w pełni zgadzam.
|
|
| |  | | ariadna (352 punktów) |
> Wydaje mi się, że należy robić to, co sprawia radość, a nie przyjemność.> Przyjemność jest podstępem wymyślonym przez matkę naturę do podtrzymania życia , jednak nie ona wskazuje właściwy kierunek, ku któremu zmierza życie ....Czyli przyjemność i wszystko, co z nią związane: pożądanie, rozkosz, rozmnażanie - nie da nam szczęścia? ;O Tylko niczym nieskrępowana RADOŚĆ, np. radosne wielbienie Absolutu  To jedyny cel życia, sens i przyczyna, tak? Zatem radujmy się!
|
|
 | | myśliciel | > >Prawdziwym młotem na czerownice religii jest> >udowodnienie ze jej cele ( religii ) sa ostatecznie> >RACJONALNE !!!! Pomyślcie o tym!  > Witam,> Jako "czarownica religii" dwa słowa ad hoc. Celem religii jest, jesli tak to mozna ująć, po pierwsze: oddanie czci osobie najwyższego stwórcy, po drugie: w przypadku chrześcijan - zbawienie vel zycie wieczne. Żadne z dwu powyższych nie jest w sensie stricte racjonalne, ergo nie ma młota amen.> Pozdrawiam> Pavel Pavel, moje gratulacje ! To jest post - perełka. Zwięzłość, celność no i ten bezpretensjonalny dowcip  Biorę go sobie na wzór. Pozdrawiam
|
|
jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Młot na czarownice religii. | św.Marku i inni: wszelkie próby pokazania Teresie, że istnienie Boga jest założeniem niedającym się ani udowodnić, ani obalić, że istnienie wielu różnych religii stawia pod znakiem zapytania jej przekonanie co do wyjątkowości=prawdziwości katolicyzmu, są z góry skazane na niepowodzenie. Dla Teresy istnienie Boga nie podlega żadnym dyskusjom, bo jest aksomatem, przy czym wszystko (dowolny fakt, dowolna fantazja) interpertowana jest przez nią jako argument potwierdzający słuszność w/w aksjomatu. Jako żywo przypomina to humorystyczny "Regulamin biurowy": "1)Szef ma zawsze rację, 2)W sprawach spornych - patrz pkt.1". Wedle Teresy Bóg będąc Absolutem (cokolwiek to znaczy!) wymyślił, stworzył i następnie nakręcił mechanizm świata w jedynie Mu możliwy sposób - doskonały. Jeśli człowiek nie potrafi pogodzić faktów z teorią (istnienia Boga), to tym gorzej dla... no nie, nie dla faktów (na tyle Teresa nie jest bezmyślna, aby im zaprzeczać), ale dla... człowieka. Człowiek - mówi Teresa - źle interpretuje fakty i już. Wszelkie porównania z ojcem skazującym swoje dzieci na cierpienie w imię egoistycznej, małostkowej miłości własnej nie znajdują odniesienia względm Boga (mówi Teresa), bo z założenia Bóg jest nieskończoną miłością, bla, bla, bla. św.Marku i inni - nikt nie przekona Teresy, że jej wierzenia są wewnętrznie sprzeczne, oparte na niefalsyfikowalnych teoriach... Teresa uśmiecha się z miłością czytając wszelkie teksty ujawniające słabość jej przekonań. Bo Teresa WIE jak jest naprawdę, WIE, że się nie myli. Skąd wie? Z faktu istnienia Absolutu
|
|
 | | św.Marek | Odp: Młot na czarownice religii. | Ponieważ zostałem wywołany do odpowiedzi, odpowiadam: Może i jest tak jak mówisz, może Teresa jak i kilka innych osób, których od dawna nie widzę na forum, przyszli z szalonym zamiarem udowodnienia racjonalnie myślącym ludziom, że ich starania są beznadziejne, bowiem to brak myślenia zagwarantuje im dojście do zrozumienia nurtujących ich problemów. Forum Racjonalisty jest przewidziane dla wszystkich, którzy chcą tutaj wymienić poglądy. Być może nawet bardziej dla tych, których na racjonalizm z jakichś powodów nie stać. Oni bowiem mogą dostrzec, iż istnieje także inny sposób myślenia, bogaty, niczym nie skrępowany, nie ograniczany zakazami i nakazami jakie ich ograniczają. Racjonalizm jest jak ocean, który kruszy każdą skałę bezmyślności i nawet jeśli jej nie rozkruszy do końca, zostawi w niej piętno swojej potęgi. Nie przekonuję Teresy, aby zrezygnowała ze swojego sposobu myślenia, bo podobnie jak Ty nie wierzę w to. Pragnę tylko, i wiem że tak się już dzieje, aby choć trochę przejęła nasz rozumowy sposób wyciągania wniosków. Nawet gdyby w tej chwili odeszła od nas, czego nikt jej nie życzy, to i tak będzie jej zawsze brakowało trzeźwego, nieograniczonego niczym rozprawiania, a w podświadomości już zawsze będzie zapalała się żaróweczka: a może to nieprawda? Wiara w zabobony i mity może być jak beton lub stal z tytanicznymi fundamentami, ale jest bezbronna jak osesek przed potęgą racjonalnego myślenia. Teresa, przebywając wśród nas tego nabywa czy chce, czy nie.
___________ Pozdrawiam
|
|
|  | | agnus dei | Gdy widze prawdziwie zazarta dyspute pomiedzy racjonalista a irracjonalista... to za kazdym razem chce mi sie smiac. I chyba nie tylko mi. To jak przyslowiowe juz deliberacje pomiedzy slepym i gluchym na temat muzyki i kolorow... Jedno uwaza, ze lepszy jest rozumny ale malo 'zyciowo' skuteczny 'filozof' - drugie przekonuje, ze o niebo lepszy jest 'pies Pawlowa' wdrukowanych odruchow. I ktoz ma racje?  Jakze mogliby sie zdziwic ( chyba jednak irracjonalista bardziej ) gdyby sie okazalo, ze jest to spor wylacznie o metode, a nie o meritum. No bo wezmy prosty przyklad: dlaczego matka karmi dziecko? Racjonalista powie, ze bo to tez czlowiek, maly na dodatek, ze jest jej czescia, ze duzo w niego zainwestowala i bedzie jej ratunkiem na starosc. Irracjonalista zas bez wahania zakrzyknie: z czystej milosci go karmi!! I ilez jeden i drugi ma racji... Toz to tylko metoda sie od siebie roznia. Niczym wiecej... Rozstrzygnac trzeba tylko kwestie: czy lepiej hodowac koslawych 'filozofow' ale zdolnych do zycia w roznych srodowiskach czy raczej skutecznych 'odruchowcow' jednak nie umiejacych sobie radzic gdy braknie im schematow... ?
|
|
| |  | | św.Marek | Być może jest to dla Ciebie powód do śmiechu, jednak jak każdy poszukujący tematu wyłącznie do śmiechu, zbyt pospieszyłeś się z klasyfikacją. Bo nie jest to spór racjonalisty z irracjonalistą, i nie o metodę. Używając kolorystyki Twojego przykładu, nie dostrzegłeś, że matka wprawdzie karmi dziecko, ale trucizną. Nie jest to więc mowa o metodzie samego karmienia, a o czymś istotniejszym. Baw się dobrze.
___________ Pozdrawiam
|
|
| | |  | | agnus dei | Lubie sie smiac. Kazdy powod jest dobry. To zdrowe zajecie. Matka karmi dziecko pokarmem. Pytalem dlaczego to robi, jaka ma motywacje. W jaki sposob siebie motywuje do tego dla siebie samej uciazliwego gestu. I racjonalnie i irracjonalnie powod jest ten sam - inaczej nazwany, zwerbalizowany, postrzegany czy w koncu odczuwany, ale ten sam. Racjonalnie biorac to chec przetrwania w sobie i w dziecku, irracjonalnie ( na sposob religijny ) to samo tylko tu to nazywa sie miloscia. Dlatego nie widze roznicy sensu stricto miedzy jednym sposobem myslenia a drugim. Roznice widze w ilosci stopni swobody w obu metodach. Z oczywista przewaga dla racjonalizmu. Zapoczatkowalem temat. Bo chcialem sprowokowac do pomyslenia o tym, ze duchowni w istocie rzeczy sa racjonalistami ( kilku znalem ), juz ich krotkie czesto powtarzane twierdzenie: ' ze bez boga sie przeciez nie da... ' wiele mowi... Czyz nie? Czyz nie jest to racjonalne podejscie do racjonalnego tematu ( budowania 'szczesliwego' spoleczenstwa itd )... ale z irracjonalna metoda???  ... a jesli ktos lubi byc ' psem Pawlowa' a moze raczej 'psem ksiezy' to jego sprawa... Tak mi sie wydaje. Wolnosc jest podobno... na razie... i tu jest problem zasadniczy - ze ksiezulkowie i ich 'psy' chcieliby wszystkich wkolo 'uszczesliwiac' na swoj sposob! Oni nie chca dostrzegac swoich ulomnosci a roznorodnosc przeszkadza im w ich wymarzonym zyciu prostaka kierowanego zakodowanymi w podswiadomosci schematami. Mam racje?
|
|
| | | |  | | św.Marek | > Mam racje? Masz.  Boję się tylko, z czysto ludzkiego punktu widzenia, żebyśmy nie zaczęli szermować metodami tych, którym zarzucamy te wszystkie okropności i tak ich mieszamy z błotem braku logiki, a nawet myślenia. Funkcjonariusze kościelni to normalni ludzie. Taki sobie obrali zawód, często wbrew własnej woli. Gdy zostali już kapłanami, muszą jakoś bronić swojego zawodu, jakoś się w nim uwiarygodnić. Nie musi odobać się wszystkim istota ich pracy podobnie, jak kanalarzowi nie muszą pachnieć fekalia, ale i kanalarz będzie z poświęceniem bronił swoich ścieków, i ksiądz tego co głosi, inaczej obaj będą szukali chleba po śmietnikch. Tradycyjnie tedy racjonaliści i inni innowiercy będą przez nich potępiani w czambuł, dla zasady, bo ich brednie nie do obrony, muszą chociaż mieć jakieś ideologiczne uzasadnienie. Na Kościół i wszystkie religie jest tylko jeden możliwy sposób: wiedza i wykształcenie, oraz znośne warunki bytowania. Wszędzie gdzie brakuje tych dwóch elementów, natychmiast zaczyna się dominacja czarnej, nomen omen, strony ludzkiego życia. Jeśli ktoś mówi, że to jest zagrożenie, to ma rację, ale tym się od ludzi Kościoła powinniśy różnić, że używając rozumu musimy w nich widzieć ludzi potrzebujących pomocy i udzielać im jej stosując racjonalne argumenty. A nie zawsze tak jest, niestety... ___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | MaLk__ | Kurs racjonalnego wnioskowania:
Teza: >Na Kościół i wszystkie religie jest tylko jeden możliwy sposób: wiedza i wykształcenie, oraz znośne warunki bytowania.
Istnieje korelacja między stopniem wiedzy i wykształcenia oraz znośnych warunków bytowania a stopniem wiary w religie - im więcej pierwszego, tym mniej drugiego.
Implikacja: jeśli wiedza i wykształcenie oraz znośne warunki bytowania /p/ to brak religii /q/.
Empiryczny przykład:
Stany Zjednoczone Ameryki Północnej - społeczeństwo przodujące pod względem wiedzy, wykształcenia i warunków bytowania + społeczeństwo mocno religijne.
p=1 q=0
Wnioski:
Może św. Marek sam dokończy?
|
|
| | | | | |  | | św.Marek | > Może św. Marek sam dokończy? św.Marek niczego nie potrzebuje dokończać, bo Twoje zabawne wystąpienie jest potwierdzeniem. Nie odczuwa potrzeby potwierdzania własnych stwierdzeń.  ___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | MaLk__ | > św.Marek niczego nie potrzebuje dokończać, bo Twoje zabawne wystąpienie jest potwierdzeniem. Nie odczuwa potrzeby potwierdzania własnych stwierdzeń.  To ja Ci pomogę: p=1 q=0 p=>q=0 Ponieważ istnieje przykład falsyfikujący przedstawioną przez Ciebie zależność między wiedzą i wykształceniem a brakiem religii Twoja teoria jest nieprawdziwa. Chyba że masz zamiar "racjonalnie" nie uznać logiki formalnej...
|
|
| | | | | | | |  | | webmaster | >Stany Zjednoczone Ameryki Północnej - społeczeństwo przodujące pod względem wiedzy, wykształcenia i warunków bytowania + społeczeństwo mocno religijne. Teza absurdalna. Przodowanie wynika z drenażu umysłów (świata) i mądrego selekcjonowania najzdolniejszych. (Znam osobę uczącą się dobrze, która w stanach ucząc się w, bądź co bądź, obcym języku, okazałą się najlepsza w szkole i to bynajmniej nie była byle jaka szkoła) Mocna religijność?.. Zupełnie inna niż u nas, to raczej pełne spektrum religijności. Pewnie wiele można powiedzieć na ten temat, ale nie to, że przeciętny amerykanin to głęboko wierzący inteligent..
|
|
| | | | | | | | |  | | MaLk__ | >Teza absurdalna. Przodowanie wynika z drenażu umysłów (świata) i mądrego selekcjonowania najzdolniejszych.
Fakt jest faktem - społeczeństwo USA jesli nawet uznalibyśmy, że nie ma najwyżej na świecie rozwiniętych nauk przyrodniczych (bo przecież nauki humanistyczne nie stanowią nauki sensu stricto) to znajduje się przynajmniej w górnych rejonach. Zaprzeczysz temu?
Na tym etapie dyskusji nie ma żadnego znaczenia skąd się biorą owi "najzdolniejsi", liczy się sam fakt, że są w USA. Z drugiej strony, gdyby teza św. Marka była prawdziwa, należałoby stwierdzić, że wraz z napływem tych najzdolniejszych religia powinna w USA tracić na popularności (proces "drenażu" trwa już dziesiątki lat, wystarczająco dużo, żeby takiezależności powstały), tymczasem jakoś nie słychać o upadku religijności w tym kraju.
>(Znam osobę uczącą się dobrze, która w stanach ucząc się w, bądź co bądź, obcym języku, okazałą się najlepsza w szkole i to bynajmniej nie była byle jaka szkoła)
Ja znam kilku takich Polaków w Stanach i we Francji. Tylko że - po pierwsze, to poszczególne osoby a my rozmawiamy o społeczeństwie jako całości, - po drugie, zakładając, że mówisz o Polakach, pochodzą oni przecież z kraju o niższym poziomie wiedzy i wykształcenia oraz bogactwa, czyli od drugiej strony obalasz teorię św. Marka...
>Mocna religijność?.. Zupełnie inna niż u nas, to raczej pełne spektrum religijności.
Pełne czy niepełne spektrum, taka samo jak u nas czy inna religijność, zaprzeczysz religijności Amerykanów czy nie?
Jeśli tak - to poproszę o dowody. Jesli nie - po co to rozróżnienie, skoro tak czy inaczej mamy do czynienia z religią?
>Pewnie wiele można powiedzieć na ten temat, ale nie to, że przeciętny amerykanin to głęboko wierzący inteligent.
A mozna powiedzieć, że przeciętny mieszkaniec kraju "wiedzą i wykształceniem oraz bogactwem płynącym" jest niewierzącym inteligentem?
Na podstawie jakich założeń i kryterium mamy więc weryfikować teorię św. Marka?
|
|
| | | | | | | | | |  | | webmaster (moderator) | > to znajduje się przynajmniej w górnych rejonach. Zaprzeczysz temu? A niby po co? Wiele krajów można do tej małej grupy zaliczyć, np. ateistyczne Wielką Brytanię czy Japonię. Kitajce też wysłali człowieka w kosmos, o Francji nie wspomnę. Twoja teza jest absurdalna choćby dlatego, że nie ma na świecie kraju "wiedzą i wykształceniem oraz bogactwem płynącym". Po prostu nie ma. Marek postawił tezę dotyczącą ludzi w ogóle, a nie krajów czy społeczeństw, ty ją obróciłeś w absurd. Teza dotyczyła wiec ludzi "wiedzą i wykształceniem oraz bogactwem płynących", o ile się nie mylę.
>- po drugie, zakładając, że mówisz o Polakach, pochodzą oni przecież z kraju o niższym poziomie wiedzy i wykształcenia oraz bogactwa, czyli od drugiej strony obalasz teorię św. Marka... Chyba tylko dla ciebie coś obalam, bo to dokładnie potwierdza jego tezę. Jedno z najbiedniejszych społeczeństw w Europie - najbardziej religijne (a nakłady na naukę spadają).
|
|
| | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | Błagam, nie każ mi umierać ze śmiechu. Ja wiem, że zaczął święty Marek swoim być może nieprecyzyjnym, poddającym się dość dowolnej interpretacji stwierdzeniem, ale to jednak Ty sprowadziłeś jego twierdzenia do postaci komicznej. Te błędy logiczne mają pewnie jakąś ładną nazwę (np. 'appeal to authority' czy inne pars pro toto), ale o to możesz spytać JL  . Pomijam już to, wyzierające z każdej 'dziury' w rozumowaniu, zapatrzenie w Stany Zjednoczone - ostatnią deskę ratunku religiantów - ale zechciej przyjąć do wiadomości kilka ważnych faktów. Najsampierw ten, iż nie ma monolitycznych społeczeństw, a już Stany Zjednoczone są przykładem chyba najbardziej drastycznych różnic w poziomie (i stylu) życia i wykształcenia pośród państw wysoko rozwiniętych. Jest to naprawdę jedno z najbardziej zróżnicowanych społeczeństw. Mówienie więc o najbardziej rozwiniętym i zaawansowanym naukowo, a przy tym bardzo religijnym społeczeństwie nie ma sensu. Nie jestem pewien czy to w tym serwisie, czy gdzie indziej czytałem dane o tym, iż pośród osób wykształconych, a zwłaszcza naukowców, tendencja, o której wspomniał święty Marek, daje się zaobserwować również w Stanach Zjednoczonych. Nic tu nie pomogą wybiegi zmierzające do homogenizacji i zbiorczego traktowania badanej grupy a następnie przypisania jej wielce pozytywnych cech (vide nonsensowny komentarz o tym, iż 'rozmawiamy o społeczeństwie jako całości a nie o poszczególnych jednostkach'). Rzeczywistość ma się bowiem inaczej: (mówiąc najprościej) inni ludzie są odpowiedzialni za postęp technologiczny i naukowy, a zupełnie inni są głęboko religijni. A wszystko to w ramach społeczeństwa najbardziej zaskakujących kontrastów, dających materiał do 'udowadniania' dosłownie niemal dowolnych twierdzeń. Uzupełnienie tych obserwacji może stanowić inne spostrzeżenie - odnoszące się do wysoce egalitarnych [a więc o niskim współczynniku ubóstwa], i mało religijnych społeczeństw niektórych innych państw wysoko rozwiniętych. Otóż tam w większym stopniu niż w USA mamy do czynienia z powszechnym dostępem do wyższego wykształcenia (a średniej nie zawyżają kreacjonistyczne i religianckie uniwersytety) i tam również można zaobserwować najsilniejszy postęp laicyzacji i ateizacji społeczeństw.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | MaLk__ | Pozwólcie, że odpowiem zbiorczo, żeby nie tworzyć trzech wątków, bo potem znowu ktoś mi zarzuci, że akurat w odpowiedzi do niego nie wyraziłem się dość jasno. 1. Kwestia społeczeństwa i indywidualnych osób Mohawk - nie jestem pewien czy to ja "źle" zrozumiałem teorię św. Marka stosując ją do społeczeństw zamiast do jednostek. Moim zdaniem to rozpatrywanie zbiorowej instytucji Kościoła i zbiorowych wierzeń (religii) z jednej strony a jednostki z drugiej jest moim zdaniem bez sensu. Przecież widać wyraźnie, że teoria św. Marka dotyczy zbiorowości. Tak czy siak ja akurat omawiam w tej chwili trafność tej teorii w odniesieniu do zbiorowości i podaję przykłady falsyfikujące tą teorię. Odpowiedz czy zgadzasz się z tym, że w przypadku społeczeństw ta teoria jest błędna, zakończmy to zagadnienie to będziemy mogli spokojnie przejść do analizy tej teorii na gruncie indywidualnym i nie będę od takiej dyskusji uciekał (oczywiście uwzględniając przerwę świąteczną). 2. Kwestia homogeniczności społeczeństwa amerykańskiego. Jeyes i Mohawk - zacznijmy od tego, czy mieszkańców Stanów Zjednoczonych możemy nazwać społeczeństwem. Jakoś nie widzę ku temu przeciwskazań. Zacznijmy od definicji, społeczeństwo, to ogół ludzi pozostających we wzajemnych stosunkach, wynikających z ich udziału w procesach produkcyjnych i w życiu kulturalnym; ogół obywateli danego kraju, okręgu, miasta itp ( sjp.pwn.pl) więc nie ma najmniejszego problemu, żeby zastosować to pojęcie do ogółu obywateli Stanów Zjednoczonych. Po drugie, to, że jakaś zbiorowość jest mniej lub bardziej heterogeniczna nie znaczy, że nie może zostać nazwana społeczeństwem. Socjologia wyróżnia różne typy społeczeństw i nie wymaga budowania wspólnoty wokół wartości takich jak naród czy wyznanie, bo to tylko jedne z możliwości. W przypadku USA społeczeństwo zbudowane jest w oparciu o wspólną i bardzo silną więź tożsamości państwowej i lojalności państwowej. Tego, że Amerykanie stanowią specyficzny "naród", powstały w wyniku ruchów imigracyjno-osiedleńczych nie trzeba specjalnie tłumaczyć, ale przecież są jednym z najbardziej patriotycznie nastawionych społeczeństw świata. Za T. Palecznym przytoczę tutaj elementy więzi łączących Amerykanów i tworzących z nich pełnoprawne społeczeństwo: - świadomość uczestnictwa w sprawowaniu władzy, - podporządkowanie się systemowi przepisów, norm i praw wewnątrzpaństwowych, - poczucie koherencji interesów narodowych i państwowych, - przywiązanie do tradycji państwowych i poszanowanie dla jego symboli. Na tej podstawie również tworzy się względnie homogeniczny system wspólnych wartości i społeczeństwo. Jak widać dane państwo nie musi być państwem narodowym czy homogenicznym kulturowo, żeby jego obywateli można było uznać za społeczeństwo. Podobne społeczeństwa funkcjonują np. w Kanadzie, Australii czy w państwach pokolonialnych. Wasze rozumienie społeczeństwa wykluczyłoby stosowanie tych pojęć do tych państwa a także np. do RFN czy Francji (coraz większy odsetek odrębnych kulturowo imigrantów, którzy na dodatek, w przeciwieństwie do USA, nie chcą sięutożsamiać z państwem). Krótko mówiąc, Amerykanie czują się wspólnotą, są z tego dumni, niejako sami chcą być narodem i dlatego w pełni zasługują na miano społeczeństwa. 3. Społeczeństwo amerykańskie jako przodujące pod względem wiedzy, wykształcenia, nauki itd. Jeyes - z przyjemnością zajmę się udawadnianiem tej tezy. Zacznijmy od danych statystycznych - zgodnie z raportem OECD ( www.oecd.org/dataoecd/52/41/33668656.xls) w USA istnieje najwyższy na świecie odsetek osób z wyższym wykształceniem typu A i badań naukowych - 29%. Pod względem ilości łącznej typu A i B - USA zajmuje drugie miejsce (za Kanadą). Jeśli chodzi o odsetek osób z wykształceniem średnim, w zakresie ISCED 3A również USA reprezentują największy odsetek na świecie - 49% (łącznie ze Szwecją). Według raportów PISA ( www.pisa.org skróty takze na www.menis.gov.pl) badających zdolności matematyczne i językowe uczniów (chęć nauki, problemy, ocena stanu wiedzy) wyniki dla USA są praktycznie zawsze wyższe od średniej wszystkich krajów OECD. Swoją drogą polecam analizę podanych wyżej raportów pod kątem porównania poziomu bogactwa, laickości i zdolności dzieci - wyniki mogą być dla was zaskakujące. Zostawiając w spokoju dane statystyczne, przejdźmy do opinii na ten temat. Na stronie forumakad.(*)trone_spoleczenstwa_wiedzy.htm dr Krzysztof Pawłowski stwierdza m.in: Najbardziej zaawansowaną grupą w dążeniu do społeczeństwa wiedzy jest społeczeństwo amerykańskie, w którym dominują postawy przedsiębiorcze (...) Zwykle w rankingach w danej dziedzinie wiedzy na 25 najlepszych uniwersytetów, 20 do 23 są to uniwersytety z Ameryki, dwa lub trzy to uniwersytety brytyjskie, a jeden albo dwa - azjatyckie. W zasadzie nie ma wśród nich uniwersytetów kontynentalnych, europejskich. (...) W Stanach Zjednoczonych nie ma tytułu profesora federalnego czy stanowego i nie ma habilitacji, a cały postęp świata w najważniejszych dziedzinach naukowych w gruncie rzeczy dokonuje się w USA. (...) itd itp. Nie wiem czy mam to jeszcze udawadniać dalej, podając analizy poszczególnych odkryć naukowych, czy też tyle wystarczy? 4. Kraje ateistyczne i religijne w czołówce państw "wiedzy i bogactwa". Webamster (swoją drogą, nie wiesz przypadkiem dlaczego św. Marek nie wyrzucił Cię z forum skoro Ty też podpisujesz się dwoma nickami?  - po pierwsze, to nie wiem czemu twierdzisz, że taka Wielka Brytania jest państwem ateistycznym - sprawdź sobie na własnym serwisie ( www.racjonalista.pl/kk.php/s,3604), z danych tam podanych wynika, że bezwyznaniowcy (nawiasem pisząc kategoria nierównoznaczna z ateistami) to całe 9%, reszta jest wierząca. Na tej samej stronie inne wyniki: Z badań europejskich wynika, że najbardziej zlaicyzowanymi krajami są państwa byłego bloku wspólnoty socjalistycznej w Europie: Estonia, Czechy, dawna NRD. Potem idą w kolejności takie państwa jak Francja i Holandia.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | MaLk__ | c.d. Przejrzyjcie sobie też inne statystyki dotyczące religijności: Kraje w których najwięcej osób przyznaje sie do ateizmu to: Czechy (aż 49 procent), Holandia (41 procent), Dania (37 procent), Niemcy (37 procent), Belgia (36 procent) i Szwecja (30 procent). Najbardziej wierzącymi w Boga są: Rumuni (96 procent), Turcy (96 procent), Grecy (92 procent), Polacy (90 procent), Włosi i Amerykanie (86 procent), Austriacy i Szwajcarzy (73 procent).( www.ekumen(*)/article/20041229175738652.htm) Czy Szwajcarzy czy Amerykanie bogatsi i wykształceni są bardziej laiccy od Czechów? Myślę więc, że zgodzicie się ze mną, że nie ma wzajemnych zależności na gruncie społeczeństw. Wśród państw wysoko rozwiniętych są zarówno te, których społeczeństwa są laickie, jak i religijne. 5. Uwagi szczegółowe Webmaster>Chyba tylko dla ciebie coś obalam, bo to dokładnie potwierdza jego tezę. Jedno z najbiedniejszych społeczeństw w Europie - najbardziej religijne (a nakłady na naukę spadają). Ależ tak, drogi Webmasterze, podany przez Ciebie przykład obala tą teorię. Jesli twierdzisz, że mieszkańcy Polski, "jednego z najbiedniejszych i najbardziej religijnych społeczeństw w Europie" posiadają większą wiedzę i wieksze zdolności od mieszkańców krajów bogatszych i mniej religijnych, to taka teza obala nie tylko ogólną tezę na gruncie społeczeństw ale i indywidualną. Bo przecież sprowadza się to do stwierdzenia, że biedny i religijny jest mądrzejszy od bogatego i niewierzącego, nieprawdaż? Mohawk>Rzeczywistość ma się bowiem inaczej: (mówiąc najprościej) inni ludzie są odpowiedzialni za postęp technologiczny i naukowy, a zupełnie inni są głęboko religijni. Jak zapewne zauważyłeś, Jeyes domagał się ode mnie udowodnienia postawionej tezy. Będziesz na tyle miły i udowodnisz swoje twierdzenie? Mohawk>Uzupełnienie tych obserwacji może stanowić inne spostrzeżenie - odnoszące się do wysoce egalitarnych [a więc o niskim współczynniku ubóstwa], i mało religijnych społeczeństw niektórych innych państw wysoko rozwiniętych. Otóż tam w większym stopniu niż w USA mamy do czynienia z powszechnym dostępem do wyższego wykształcenia (a średniej nie zawyżają kreacjonistyczne i religianckie uniwersytety) i tam również można zaobserwować najsilniejszy postęp laicyzacji i ateizacji społeczeństw. Po pierwsze - jw. Po drugie - użyłeś słowa "niektórych", czyli dopuszczasz istnienie przypadków odmiennych. Ale jeśli są wyjątki to nie ma reguły, z punktu widzenia logiki cała teoria jest fałszywa. Krótko mówiąc, nie możemy twierdzić, że istnieje zależność, bo gdyby istniała, to stale. Więc jest to najwyżej koincydencja. Po trzecie - rozmawiasz abstrakcyjnie, nie podając żadnych przykładów. > Stany Zjednoczone są przykładem chyba najbardziej drastycznych różnic w poziomie (i stylu) życia i wykształcenia pośród państw wysoko rozwiniętychPo pierwsze - jw. Po drugie - Twoim zdaniem w takiej laickiej Francji nie istnieją podobne różnice w poziomie życia i wykształcenia? Przyjrzyj się położeniu imigrantów. Dobra, trochę się zmęczyłem, koniec na dzisiaj (mam nadzieję, że ktoś doceni trud włożony w wyszukanie źródeł). Jako że zbliżają się święta Wielkiej Nocy, to przez ten okres raczej komputera włączał nie bedę - więc ewentualna odpowiedź dopiero później. A tymczasem wesołych świąt wszystkim i łask Bożych, którzy będą je obchodzić, pozostałym przyjemnego odpoczynku a ogólnie wsztystkim szczęścia i pomyślności.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | webmaster (moderator) | >Jesli twierdzisz, że mieszkańcy Polski, "jednego z najbiedniejszych i najbardziej religijnych społeczeństw w Europie" posiadają większą wiedzę i wieksze zdolności od mieszkańców krajów bogatszych i mniej religijnych, to taka teza obala nie tylko ogólną tezę na gruncie społeczeństw ale i indywidualną. Nic takiego nie twierdziłem, podałem tylko przykład na to, że poziom wykształcenia amerykanów nie jest aż tak duży. W tej dyskusji i tak nie ma to już znaczenia, jak ktoś zauważył.
>Bo przecież sprowadza się to do stwierdzenia, że biedny i religijny jest mądrzejszy od bogatego i niewierzącego, nieprawdaż? Najwyżej biedniejszy religijny od bogatego religijnego i nie mądrzejszy ale zdolniejszy.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | 1. Twierdzenie świętego Marka daje pole do różnorodnych interpretacji, dużo jednak w moim przekonaniu ryzykujesz usiłując forsować własne rozumienie. I wydaje mi się, że nie chodzi tu o kwestię stosowania go do jednostek bądź społeczeństw, lecz o bezsensowne próby traktowania go jako niemal deterministycznego, naukowego twierdzenia. Ja raczej skłonny byłbym widzieć w nim opis wyraźnie zaznaczającej się w empirycznych obserwacjach tendencji w grupach spełniających określone kryteria. Tak wyraźna korelacja sugeruje istnienie pewnej zależności przyczynowo-skutkowej, której mechanizm można próbować wyjaśniać na różne sposoby (można też wyjaśniać odstępstwa od tej zależności).
Odpowiadając na Twoje pytanie mógłbym napisać, iż jest to twierdzenie nieprawdziwe jeśli traktować je jako odnoszące się do traktowanego zbiorczo obiektu pt. "społeczeństwo amerykańskie". Obawiam się jednak, że podobny los stałby się udziałem dowolnego twierdzenia, które rościłoby sobie pretensje do mówienia o wszystkich członkach jakiegokolwiek społeczeństwa. Musiałbym więc poprzestać na mało odkrywczym stwierdzeniu, iż nadmierne uogólnienia są prawie zawsze fałszywe.
Wywody o zbiorowych wierzeniach i kościołach oraz o jednostkach pozostawię bez komentarza jako w najlepszym razie mętne i nie tyczące się mojej wypowiedzi [wiem, że odpowiadałeś zbiorczo, więc niech odpowiada ten, do którego wypowiedzi się ten fragment odnosi].
2. Kwestia homogeniczności - tak jak ją potraktowałeś - również w małym stopniu tyczy się mojej wypowiedzi. Akceptując przyjętą konwencję odpowiedzi zbiorczej nie mogę zgodzić się na jej mylące 'olejbelowanie'. Piszesz bowiem: "Jeyes i Mohawk", a odnosisz się tylko do wypowiedzi jeyesa. Tak więc co do meritum tej części winien wypowiedzieć się jeyes. Ja od siebie dodam tylko tyle, iż to jest zagadnienie mało istotne i zacierające mój punkt widzenia. Albowiem nie jest [dla mnie] istotne, czy nazwiemy grupę osób zamieszkującą obszar USA społeczeństwem czy nie, istotne jest tylko to, że z punktu widzenia rozpatrywanych kryteriów nie może być ona traktowana zbiorczo. Każde bowiem twierdzenie odnoszące się do całej tej grupy prawie na pewno okaże się fałszywe.
3. Znowu kulą w płot - odnoszenie znakomitych wyników amerykańskiej nauki na całe społeczeństwo. Skoroś włożył tyle podziwu godnego wysiłku (którego, obawiam się nie zdołam odwzajemnić) w wyszukanie tych wszystkich danych, czemu nie poszukałeś danych na temat religijności amerykańskich naukowców. Czy wierzysz, że w tak sklerykalizowanym kraju jak Polska naukowcy są w większości ateistami [o czym, zdaje się, była mowa na Racjonaliście], natomiast w USA z konstytucyjnym rozdziałem państwa i kościołów zależność ta miałaby się przedstawiać inaczej?
4. Wielka Brytania: trudno na podstawie wskaźnika udziału ateistów w całej populacji formułować twierdzenie, iż mamy do czynienia z religijnym społeczeństwem. Porozmawiaj na ten temat z dowolnym Anglikiem (ja rozmawiałem wielokrotnie) i prawie każdy powie Ci, że kościoły świecą pustkami w Zjednoczonym Królestwie. Brytyjczycy są 'wierzący' dość konwencjonalnie i raczej powierzchownie.
W dalszej części punktu kolejne nieuprawnione uogólnienia.
5. Uwagi szczegółowe: Nie przedstawię danych na temat korelacji wykształcenia i religijności w USA, gdyż nie pamiętam gdzie o tym czytałem. Pamiętam jednak, że czytałem. Kajam się w najwyższym stopniu za brak odruchu dyskursywnego.
Co do 'niektórych' - chodziło mi o to, że nie wszystkie państwa wysoko rozwinięte realizują model egalitarystyczny. Co zaś się tyczy logiki i koincydencji - ja od początku nie twierdziłem, że mamy do czynienia ze ścisłą, deterministyczną zależnością logiczną. Ale owej korelacji nie możesz zaprzeczyć i nie możesz jej zlekceważyć. Nic tu nie da prężenie muskułów, kiedy widać, że król jest nagi. Nawet kościół sam zauważa problem i mówi o 'nowej' ewangelizacji krajów zachodniej Europy.
Jeśli chodzi o "Francję & USA" to żadnego z tych społeczeństw nie jestem skłonny traktować jako monolitu i wyrokować o właściwościach wszystkich członków tych społeczeństw.
Może trochę chaotycznie, ale mam nadzieję, że da się zrozumieć.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | MaLk__ | Znowu zbiorczo, acz krócej - jestem trochę zajęty. Mohawk> 1. Twierdzenie świętego Marka daje pole do różnorodnych interpretacji (...) I wydaje mi się, że nie chodzi tu o kwestię stosowania go do jednostek bądź społeczeństw, lecz o bezsensowne próby traktowania go jako niemal deterministycznego, naukowego twierdzenia.No właśnie. Jak zapewne zauważyłeś, mój post otwierający był oznaczony tytułem "kurs racjonalnego wnioskowania". Dostosowując się do profilu strony przeprowadziłem logiczną analizę postawionej przez św. Marka tezy (racjonaliści nie powinni mi tego chyba zarzucać). Wyszło na to, że teza ta jest pod tym kątem fałszywa. Warto więc o tym pamiętać, drodzy racjonaliści, że nie wszystko o czym piszecie jest racjonalne. Można się czepiać religii "udawadniając" jej irracjonalność, ale można się czepiać również tego, co sami głosicie. Świat nie składa się tylko z teorii, które dają się racjonalnie weryfikować. Np. Jeyes zarzucił Teresie, że jej wiara jest absolutnie odporna na logikę i racjonalność - czemu ja więc nie mogę zarzucić św. Markowi, że jego teza również z punktu widzenia logiki i racjonalności jest nieprawdziwa? > Ja raczej skłonny byłbym widzieć w nim opis wyraźnie zaznaczającej się w empirycznych obserwacjach tendencji w grupach spełniających określone kryteria. Tak wyraźna korelacja sugeruje istnienie pewnej zależności przyczynowo-skutkowej, której mechanizm można próbować wyjaśniać na różne sposoby (można też wyjaśniać odstępstwa od tej zależności).Z racjonalnego punktu widzenia to zależność albo istnieje, albo nie. Nie ma czegoś takiego jak zależność i jednoczesne odstępstwa. Dowody empiryczne mogą zależność potwierdzać lub zaprzeczać, z tym, że wystarczy jeden, aby całą zależność obalić. Jeśli więc mam jeden przykład negujący, to nie mogę "sugerować" istnienia zależności, bo jest to nieracjonalne i nieuczciwe - no i naraża się właśnie na to, że taka "próba wyjaśnienia" zostanie obalona przeciwdowodem. > Odpowiadając na Twoje pytanie mógłbym napisać, iż jest to twierdzenie nieprawdziwe jeśli traktować je jako odnoszące się do traktowanego zbiorczo obiektu pt. "społeczeństwo amerykańskie".Czyli równocześnie nieprawdziwe w stosunku do traktowanego zbiorczo obiektu pt. "społeczeństwo", nie ma co się "obawiać" tego stwierdzenia  . > Musiałbym więc poprzestać na mało odkrywczym stwierdzeniu, iż nadmierne uogólnienia są prawie zawsze fałszywe.Kilka linijek wyżej podniosłeś, że można je stosować do "grup spełniających określone kryteria". Czyli jednak dopuszczasz jakieś uogólnienie - pytanie brzmi jakie? Z góry zastrzegam, że odrzucam uogólnienie według kryterium wiary, bo wyjdzie nam idem per idem. > Wywody o zbiorowych wierzeniach i kościołach oraz o jednostkach pozostawię bez komentarza jako w najlepszym razie mętne i nie tyczące się mojej wypowiedzi(...)Człowiek złośliwy napisałby, że pozostawi wywody o bliżej nieokreślonych grupach wyróżnianych według bliżej nieokreślonych kryteriów i mętne tłumaczenia o różnicy między zależnościami naukowymi a obserwowalnymi tendencjami sugerującymi zależności bez komentarza  Dobrze, że nie jestem złośliwy  > 2. (...)Ja od siebie dodam tylko tyle, iż to jest zagadnienie mało istotne i zacierające mój punkt widzenia. Albowiem nie jest [dla mnie] istotne, czy nazwiemy grupę osób zamieszkującą obszar USA społeczeństwem czy nie, istotne jest tylko to, że z punktu widzenia rozpatrywanych kryteriów nie może być ona traktowana zbiorczo.Powtórzę więc pytanie, według jakich kryterium wyróżnimy te grupy, jakiej bedą wielkości - no i kto ma podać dowody? > Skoroś włożył tyle podziwu godnego wysiłku (którego, obawiam się nie zdołam odwzajemnić) w wyszukanie tych wszystkich danych, czemu nie poszukałeś danych na temat religijności amerykańskich naukowców.Bo mi się już nie chciało. I tak zrobiłem więcej niż wszyscy tutejsi zwolennicy tezy św. Marka razem wzięci. Udawadniałem swoją tezę. Tyle tylko, ze kiedy ja coś napiszę, to zarzucacie mi brak dowodów - ale od siebie tego nie wymagacie. To nieuczciwy sposób podejścia do dyskusji. > Czy wierzysz, że w tak sklerykalizowanym kraju jak Polska naukowcy są w większości ateistami(...)Zaraz zaraz, rozmawiamy o wierze czy o racjonalnym wnioskowaniu? > (...)[o czym, zdaje się, była mowa na Racjonaliście]Zdaje się nie jest żadnym argumentem. Ja o tym nie czytalem. Zadałbyś sobie odrobinę trudu i podał te dane - jesli istnieją. > 4. Wielka Brytania: trudno na podstawie wskaźnika udziału ateistów w całej populacji formułować twierdzenie, iż mamy do czynienia z religijnym społeczeństwem.A cóż jest złego w tym stwierdzeniu? Ktoś, kto nie jest ateistą jest wierzący - a więc religia pełni w jego życiu jakąś rolę. > Brytyjczycy są 'wierzący' dość konwencjonalnie i raczej powierzchownie.Zestaw to zdanie z poniższym: > W dalszej części punktu kolejne nieuprawnione uogólnienia.Jak to jest, że jedni mogą uogólniać a inni nie? > Ale owej korelacji nie możesz zaprzeczyć i nie możesz jej zlekceważyć.Tyle że ta korelacja może wynikać z zupełnie innych czynników, takich jak skomercjalizowanie i instrumentalizacja życia itp. Dlatego twierdzę, że teza św. Marka nie ma dostatecznych podstaw empirycznych. > Nawet kościół sam zauważa problem i mówi o 'nowej' ewangelizacji krajów zachodniej Europy.No własnie, jaki problem? Problem wpływu bogactwa i wykształcenia na spadek religijności czy problem spadku religijności w ogóle? O tym, że następuje spadek religijności w Europie nie musimy dyskutować, bo to widoczne gołym okiem. Tylko czemu uważasz za uczciwe sugerowanie, że jest to wynik wzrostu bogactwa i wykształcenia jeśli nie ma to dostatecznych podstaw?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | MaLk__ | Webmaster >Nic takiego nie twierdziłem, podałem tylko przykład na to, że poziom wykształcenia amerykanów nie jest aż tak duży.
A ja podałem sporo dowodów, że moje twierdzenie o tym, że znajduje się w czołówce jest prawdziwe. Jak nie uznajesz ich wartości to przedstaw dowody przeciwne.
>Najwyżej biedniejszy religijny od bogatego religijnego i nie mądrzejszy ale zdolniejszy.
No to jak to jest z wpływem samego bogactwa na zdolności? Wprost czy odwrotnie proporcjonalny?
Teraz indywidualnie
Zgodnie z obietnicą, jeszcze troszeczkę o trafności tezy św. Marka w odniesieniu do jednostek.
Otóż również pod tym kątem jest to twierdzenie racjonalnie fałszywe. Zależność im dana jednostka bogatsza i bardziej wykształcona, tym mniejsze znaczenie religii w jej życiu nie znajduje ogólnego potwierdzenia. Podam choćby przykłady dwóch znanych bliżej mi profesorów - jeden jest moim szefem, drugi był moim promotorem, w przypadku obydwóch twierdzenie to jest nieprawdziwe.
Teza św. Marka jako uogólnienie oznacza bowiem, że stosujemy kwantyfikator "wszyscy" ("dla każdego") - i jest swodobnie falsyfikowalna pierwszym przypadkiem niezgodności.
Jedyną uzasadnioną formą byłoby tutaj zastosowanie kwantyfikatora "istnieje" - w postaci istnieją ludzie, w przypadku których wraz ze wzrostem poziomum bogactwa, wiedzy i wykształcenia spada znaczenie religii lub Kościoła. Ale funkcjonować będzia ona obok dwóch kolejnych - istnieją ludzie, dla których wzrost poziomu bogactwa, wiedzy i wykształcenia powoduje wzrost znaczenia religii oraz istnieją ludzie, w przypadku których brak jest jakichkolwiek zależności między poziomem bogactwa, wiedzy i wykształcenia.
Pytanie tylko po co nam taka teza?
Oczywiście można się zastanawiać nad tym, co występuje częściej - ale znowu wtedy wpadniemy w pułapkę niedookreślenia pojęć "często", "rzadko" itp., które na poziomie logiki formalnej nie mają żadnego uzasadnienia.
To tyle jeśli chodzi o racjonalne wnioskowanie.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | > No właśnie. Jak zapewne zauważyłeś, mój post otwierający był oznaczony tytułem "kurs racjonalnego wnioskowania". Dostosowując się do profilu strony przeprowadziłem logiczną analizę postawionej przez św. Marka tezy (racjonaliści nie powinni mi tego chyba zarzucać). Wyszło na to, że teza ta jest pod tym kątem fałszywa.Przykro mi, ale udowodniłeś jedynie fałszywość Twojej topornej interpretacji tezy świętego Marka. > Warto więc o tym pamiętać, drodzy racjonaliści, że nie wszystko o czym piszecie jest racjonalne. Można się czepiać religii "udawadniając" jej irracjonalność, ale można się czepiać również tego, co sami głosicie.Oczywiście, byle z sensem. > Świat nie składa się tylko z teorii, które dają się racjonalnie weryfikować. Np. Jeyes zarzucił Teresie, że jej wiara jest absolutnie odporna na logikę i racjonalność - czemu ja więc nie mogę zarzucić św. Markowi, że jego teza również z punktu widzenia logiki i racjonalności jest nieprawdziwa?No cóż, musisz tak uczynić w stosunku do dowolnego twierdzenia nauk społecznych, unieważniając tym samym jakiekolwiek analizy i uogólnienia dotyczące społeczeństw. A wszystko w imię desperackiej obrony religii. > Z racjonalnego punktu widzenia to zależność albo istnieje, albo nie. Nie ma czegoś takiego jak zależność i jednoczesne odstępstwa. Dowody empiryczne mogą zależność potwierdzać lub zaprzeczać, z tym, że wystarczy jeden, aby całą zależność obalić.Jak napisałem powyżej, tak nie uprawia się nauk społecznych. Ludzie - wykazując ogromne (acz oczywiste) podobieństwa gatunkowe, różnią się diametralnie pod względem szczegółowych predyspozycji psychicznych i intelektualnych, wyrastają w różnych środowiskach kulturowych i warunkach bytowych. Stąd i nie wszyscy reagują tak samo na te same bodźce. Każdy zresztą wystawiony jest na działanie innych czynników, na które też każdy reaguje inaczej. W naukach społecznych skazani jesteśmy na badanie zbiorowości na dużym poziomie ogólności, zbyt dużym żeby można było się tak topornie posługiwać logiką. Obserwujemy bowiem de facto nie zależności przyczynowe tylko właśnie korelacyjne, pod które staramy się podkładać przekonujące i spójne wyjaśnienia, najlepiej zgodne z paradygmatem. I dopóki są one zgodne z wynikami obserwacji, można je traktować jako zadowalające przybliżenie stanu faktycznego. > Jeśli więc mam jeden przykład negujący, to nie mogę "sugerować" istnienia zależności, bo jest to nieracjonalne i nieuczciwe - no i naraża się właśnie na to, że taka "próba wyjaśnienia" zostanie obalona przeciwdowodem.Jednak określone fakty domagają się prób wyjaśnienia. > Kilka linijek wyżej podniosłeś, że można je stosować do "grup spełniających określone kryteria". Czyli jednak dopuszczasz jakieś uogólnienie - pytanie brzmi jakie?Na pewno nie można ich zastosować do grupy wymieszanej pod względem badanego przez nas kryterium. Jeśli więc mówimy o negatywnej korelacji między poziomem wykształcenia a religijnością, to nie możemy zacierać granic podziału - różnego w odniesieniu do różnych ludzi poziomu wykształcenia. A to właśnie zrobiłeś Ty w stosunku do społeczeństwa amerykańskiego. Celem zatarcia śladu tego zabiegu zabrałeś się za porównywanie krajów różniących się pod względem wysokości PKB na mieszkańca oraz poziomu rozwoju technologicznego. Zabrakło tylko odpowiedniego przytupu: Amerykanie są najmądrzejsi i najbogatsi, więc mają rację. > Z góry zastrzegam, że odrzucam uogólnienie według kryterium wiary, bo wyjdzie nam idem per idem.Raczej nie wyjdzie nam żadne idem per idem, a jedynie bezzasadne przyjęcie czegoś na wiarę. Czyli de facto uchylenie się od wyjaśnienia. To tak gwoli ścisłości. > Człowiek złośliwy napisałby, że pozostawi wywody o bliżej nieokreślonych grupach wyróżnianych według bliżej nieokreślonych kryteriów i mętne tłumaczenia o różnicy między zależnościami naukowymi a obserwowalnymi tendencjami sugerującymi zależności bez komentarza. Dobrze, że nie jestem złośliwy.Hilarious, indeed. > Powtórzę więc pytanie, według jakich kryterium wyróżnimy te grupy, jakiej bedą wielkości - no i kto ma podać dowody?Podzielimy całą grupę według rozpatrywanego kryterium i zbadamy występowanie zależności korelacyjnej. > Bo mi się już nie chciało. I tak zrobiłem więcej niż wszyscy tutejsi zwolennicy tezy św. Marka razem wzięci. Udawadniałem swoją tezę.To prawda. SWOJĄ tezę. > >Czy wierzysz, że w tak sklerykalizowanym kraju jak Polska naukowcy są w większości ateistami(...)> Zaraz zaraz, rozmawiamy o wierze czy o racjonalnym wnioskowaniu?Straszny się z Ciebie nagle antyfideista zrobił.  Jeśli jednak poświęcisz chwilkę czasu na przeszukanie zasobów niniejszego serwisu znajdziesz artykuł, w którym jest mowa o uczonych amerykańskich. > (...)[o czym, zdaje się, była mowa na Racjonaliście]> Zdaje się nie jest żadnym argumentem. Ja o tym nie czytalem. Zadałbyś sobie odrobinę trudu i podał te dane - jesli istnieją.A jak przeczytasz to zaraz podejmiesz rzeczową polemikę? Przecież Twoja dotychczasowa argumentacja praktycznie w ogóle nie tyczyła się tej kwestii. Co z tego, że zadam sobie trud, skoro Ty dalej będziesz uważał, że jednostkowy przykład falsyfikuje całe twierdzenie [z czym, w odniesieniu do Twojej interpretacji się zgadzam; sęk w tym, że nie zgadzam się z taką interpretacją]. Ale - niech Ci będzie - oto ten artykuł: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1933 [rozdział: Współcześni naukowcy]. O polskich badaniach wspominał w którymś wątku na forum Mariusz. Tego jednak - wybaczysz - nie chce mi się szukać: mam tylko nadzieję, że pamięć mnie nie myli.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | >>4. Wielka Brytania: trudno na podstawie wskaźnika udziału ateistów w całej populacji formułować twierdzenie, iż mamy do czynienia z religijnym społeczeństwem. >A cóż jest złego w tym stwierdzeniu? Ktoś, kto nie jest ateistą jest wierzący - a więc religia pełni w jego życiu jakąś rolę.
Już samo istnienie - oprócz wierzących i ateistów - agnostyków falsyfikuje Twoją tezę, Panie Logik. Nie muszę więc nawet silić się na argumenty wskazujące na fakt, iż wiara w istnienie osobowego Boga, stwórcy wszechświata nie jest tożsama z religią.
>>Brytyjczycy są 'wierzący' dość konwencjonalnie i raczej powierzchownie. >Zestaw to zdanie z poniższym: >>W dalszej części punktu kolejne nieuprawnione uogólnienia. >Jak to jest, że jedni mogą uogólniać a inni nie?
Chyba zaczyna mnie męczyć taka polemika. Jeśli mówi się o fakcie, iż taka [chyba dość istotna] oznaka religijności, jak regularne chodzenie do kościoła, jest na Wyspach zjawiskiem rzadkim, to chyba o czymś to świadczy. Nie jest to żadne nieuprawnione uogólnienie - po prostu skrót myślowy oznaczający 'większość Brytyjczyków'. Tu bowiem nie badamy żadnej zależności, a jedynie konstatujemy fakt.
>Tyle że ta korelacja może wynikać z zupełnie innych czynników, takich jak skomercjalizowanie i instrumentalizacja życia itp.
Albo z działań Szatana, który szykuje się do definitywnej rozprawy z Panem Bogiem. Jeszcze jakieś dorzeczne pomysły? Może jakiś pomysł na zweryfikowanie tej tezy? Podpowiem strategię: zacznij od najbardziej skomercjalizowanego społeczeństwa na Ziemi - czy to aby nie super-wierzący Amerykanie?
>Dlatego twierdzę, że teza św. Marka nie ma dostatecznych podstaw empirycznych.
Twierdzę, że nie dość że błędnie ją interpretujesz to jeszcze nie jesteś w stanie przeciwstawić jej niczego sensownego. A choć teza św. Marka nie jest z pewnością wyjaśnieniem pełnym i niepodważalnym, to jednak - w moim przekonaniu - jest częścią spójnego i wiarygodnego wyjaśnienia badanego zjawiska, zgrabnie 'przylegającego' do wyników obserwacji, a przy uszczegółowieniu dobrze opisującego jeden z ważnych czynników czy 'kanałów' odpływu wiernych z kościołów zinstytucjonalizowanych.
>>Nawet kościół sam zauważa problem i mówi o 'nowej' ewangelizacji krajów zachodniej Europy. >No własnie, jaki problem? Problem wpływu bogactwa i wykształcenia na spadek religijności czy problem spadku religijności w ogóle?
Kościół jest o tyle rozsądniejszy, że bajerować usiłuje innych, a sam... zabiega o wbudowanie różnego rodzaju mechanizmów przeciwdziałających erozji światopoglądu religijnego w całokształt przekazu kulturowego w społeczeństwie, a szczególnie o indoktrynację młodzieży od najmłodszych lat, przy jednoczesnym marginalizowaniu treści niezgodnych z jego doktryną.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | MaLk__ | Wybacz, że odpowiadam z opóźnieniem, ale nie zauważyłem wcześniej Twojej odpowiedzi (ach ten brak logowania...). > Przykro mi, ale udowodniłeś jedynie fałszywość Twojej topornej interpretacji tezy świętego Marka.I to jest w pewnym sensie wartościowe. Przynejmniej już wiadomo, że taka interpretacja podawanych niekiedy na tej stronie rewelacji jest błędna - no i że tezy te wcale waloru naukowego i racjonalnego nie posiadają. > Oczywiście, byle z sensem.Święte słowa. Z tym, że rozciągam je na wasze "czepianie się" religii  > No cóż, musisz tak uczynić w stosunku do dowolnego twierdzenia nauk społecznych, unieważniając tym samym jakiekolwiek analizy i uogólnienia dotyczące społeczeństw.Innymi słowy - nauki społeczne nie są racjonalne. Z niecierpliwością czekam na to, że racjonalny serwis zajmie sie również i tym aspektem w swojej działalności. > Jak napisałem powyżej, tak nie uprawia się nauk społecznych.Ależ piękny argument do "desperackiej obrony religii" przed zarzutami nieracjonalności. Wystarczy napisać, że tak nie uprawia się np. teologii i sprawa racjonalności załatwiona. Tylko ciekawe jaka byłaby reakcja racjonalistów... Przy okazji - ja nie tylko bronię religii - ja jednocześnie atakuję: z jednej strony socjologię i z drugiej logikę formalną. > Obserwujemy bowiem de facto nie zależności przyczynowe tylko właśnie korelacyjne, pod które staramy się podkładać przekonujące i spójne wyjaśnienia, najlepiej zgodne z paradygmatem.Oczywiście. Byle z sensem. Zgodność z paradygmatem wydaje mi się konieczna a nie tylko "najlepiej jeśli jest zgodna". > I dopóki są one zgodne z wynikami obserwacji, można je traktować jako zadowalające przybliżenie stanu faktycznego.Aha. Tylko że to nie jest racjonalna metoda naukowa w sytuacji, kiedy istnieją sprzeczne stany faktyczne  > Jednak określone fakty domagają się prób wyjaśnienia.Oczywiście, byle z sensem. > Na pewno nie można ich zastosować do grupy wymieszanej pod względem badanego przez nas kryterium.Więc powracam do pytania - jakie to będzie kryterium. Jak szerokie uogólnienie jest dopuszczalne? Zresztą, z góry możemy założyć, że (zgodnie z tym, co powiedziałeś powyżej o indywidualnych cechach) w każdym przypadku uogólnienia ta teza będzie nieprawdziwa. Prawdziwa będzie najwyżej teza, że w przypadku konketnego pana X dane zależności zachodzą. > Zabrakło tylko odpowiedniego przytupu: Amerykanie są najmądrzejsi i najbogatsi, więc mają rację.To wcale nie było moim zadaniem. Entuzjastą społeczeństwa amerykańskiego także nie jestem. Moje twierdzenia w tym zakresie były prostą pochodną tego, że domagano się ode mnie uzasadnienia tezy, że Amerykanie są społeczeństwem, na dodatek znajdującym się w górnych granicach pod względem bogactwa, wiedzy i wykształcenia. Tak po prostu jest, co potwierdzają przytoczone przeze mnie argumenty. Ale nigdy nie twierdziłem, że w związku z tym mają rację w większym stopniu niż inne społeczeństwa. To już Twoja nadintepretacja. > >Z góry zastrzegam, że odrzucam uogólnienie według kryterium wiary, bo wyjdzie nam idem per idem.> Raczej nie wyjdzie nam żadne idem per idem, a jedynie bezzasadne przyjęcie czegoś na wiarę. Czyli de facto uchylenie się od wyjaśnienia. To tak gwoli ścisłości.Tutaj się chyba nie zrozumieliśmy. Chodziło mi o to, że jeżeli wcześniej dokonamy uogólnienia w oparciu o stosunek do wiary, to wyjdzie nam idem per idem. innymi słowy, jeżeli uprzednio wybierzemy kategorię niewierzących naukowców, żeby zbadać czy w ich przypadku wraz ze wrostem wiedzy, wykształcenia i bogactwa zmniejsza się rola religii to oczywiście dla nich ta teza będzie prawdziwa. Tyle że taka weryfikacja będzie z oczywistych względów bezwartościowa... > Podzielimy całą grupę według rozpatrywanego kryterium i zbadamy występowanie zależności korelacyjnej.No to dzielmy. I przypominam, z punktu widzenia logiki każdy wyjątek obali tezę. > To prawda. SWOJĄ tezę.Tak, swoją tezę o tym, że USA są społeczeństwem przodującym pod względem wykształcenia, wiedzy i bogactwa. To własnie była moja teza, którą udawadniałem. > Straszny się z Ciebie nagle antyfideista zrobił.A gdzie tam. Dostosowuję tylko sposób rozumowania do (teoretycznie) tutaj obowiązujących. Jak chcesz to możemy porozmawiać na gruncie wiary - ale obawiam sie, że wtedy nie znajdziemy wspólnego języka  > Co z tego, że zadam sobie trud, skoro Ty dalej będziesz uważał, że jednostkowy przykład falsyfikuje całe twierdzenieNie tylko ja. Podobno cała logika formalna, a więc i całe racjonalne wnioskowanie jest oparta o te zasady  Więc może od innej strony - czy Twoim zdaniem zgodność z logiką formalną jest niezbędnym składnikiem teorii? W razie odpowiedzi przeczącej - dlaczego w przypadku takiej socjologii logika nie musi obowiązywać a w przypadku religii musi i czy różnicowanie takowe jest racjonalne? > Ale - niech Ci będzie - oto ten artykuł(...)No i cóż wyczytujemy z tego artykułu? Pozwól, że ja jednak wytłuszczę inne fragmenty niż MA. "przekonania naukowców amerykańskich niewiele się zmieniły od lat trzydziestych, a najwybitniejsi uczeni są jeszcze większymi ateistami niż kiedykolwiek". - no i cóż my tu mamy? Przecież wzrost wiedzy, wykształcenia i bogactwa od tej pory był ogromny. Czemuż więc zmiany były niewielkie? Czemu dalej zdarzają sie przypadki falsyfikujące (także tą "szczególną" teorię niewiary)? Przy okazji - co to znaczy "większy ateista niż kiedykolwiek?  > Już samo istnienie - oprócz wierzących i ateistów - agnostyków falsyfikuje Twoją tezę, Panie Logik.No nie do końca - z punktu widzenia logiki "teiści" i "ateiści" (tzn. nieteiści) dają zbiór pełny desygnatów.  Ale to szczegół, ogólnie - celna uwaga. I kolejny przykład na to, że cholernie trudno jest w ogóle dyskutować stosując stricte racjonale wnioskowanie. > Chyba zaczyna mnie męczyć taka polemika. Jeśli mówi się o fakcie, iż taka [chyba dość istotna] oznaka religijności, jak regularne chodzenie do kościoła, jest na Wyspac
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | MaLk__ | > Chyba zaczyna mnie męczyć taka polemika. Jeśli mówi się o fakcie, iż taka [chyba dość istotna] oznaka religijności, jak regularne chodzenie do kościoła, jest na Wyspach zjawiskiem rzadkim, to chyba o czymś to świadczy.Może i istotna oznaka - ale chyba nie muszę silić się na argumenty wskazujące na fakt, iż chodzenie do kościoła nie jest tożsame z religią  > Tu bowiem nie badamy żadnej zależności, a jedynie konstatujemy fakt.Nie, w dalszym ciągu upieram się, że dokonałeś nadmiernego uogólnienia. Napisałeś, że "Brytyjczycy są 'wierzący' dość konwencjonalnie i raczej powierzchownie." - a to już jest uogólnienie sugerujące wszystkich Brytyjczyków a nie skrót myślowy dotyczący większosci. W sumie to mało istotne. > Albo z działań Szatana, który szykuje się do definitywnej rozprawy z Panem Bogiem. Jeszcze jakieś dorzeczne pomysły? Może jakiś pomysł na zweryfikowanie tej tezy?Różnica jest taka, że ja nie podałem tego jako tez tylko jako zbiór przykłądowych elementów mogących, ale wcale nie muszących oddziaływać. Wcale nie twierdzę, że tak jest. Św. Marek w swoim zdaniu nie użył trybu warunkowego, tylko oznajmujący, przedstawił to jako fakt, pewnik. A szukać prawdziwej przyczyny wcale mi się nie chce, mam lepsze zajęcia  > Twierdzę, że nie dość że błędnie ją interpretujesz to jeszcze nie jesteś w stanie przeciwstawić jej niczego sensownego.A gdzie jest powiedziane, że aby sfalsyfikować jakąś tezę trzeba podać w zamian tezę prawdziwą? To, że nie podałem tezy niepodważalnej bądź tylko "lepszej" nie oznacza, że nie mam prawa zaprzeczać prawdziwości tezy św. Marka. A interpetuję tezę św. Marka logicznie. Jeżeli twierdzisz, że logika formalna jest błędem, to racjonalista z ciebie zaiste wielkiego formatu  Ja nie twierdzę, że jestem racjonalistą, więc takich problemów nie mam. > A choć teza św. Marka nie jest z pewnością wyjaśnieniem pełnym i niepodważalnym, to jednak - w moim przekonaniu - jest częścią spójnego i wiarygodnego wyjaśnienia badanego zjawiska, zgrabnie 'przylegającego' do wyników obserwacji, a przy uszczegółowieniu dobrze opisującego jeden z ważnych czynników czy 'kanałów' odpływu wiernych z kościołów zinstytucjonalizowanych.Teoria geocentryczna i teoria Newtona też swojego czasu zgrabnie wszystko wyjaśniały i były częścią spójnego i wiarygodnego wyjaśnienia. > Kościół jest o tyle rozsądniejszy, że bajerować usiłuje innych, a sam... zabiega o wbudowanie różnego rodzaju mechanizmów przeciwdziałających erozji światopoglądu religijnego w całokształt przekazu kulturowego w społeczeństwie, a szczególnie o indoktrynację młodzieży od najmłodszych lat, przy jednoczesnym marginalizowaniu treści niezgodnych z jego doktryną.To już zupełnie nowe zagadnienie i nie wiem czy warto rozpoczynac ten wątek. Twoją opinię na temat Kościoła Katolickiego z grubsza znam i nie mam zamiaru z nią polemizować. Po prostu nasze spojrzenia na tą instytucje zasadniczo sie różnią, każdy z nas przywiązuje wiekszą wagę do innych aspektów działalności - więc i tak nie dojdziemy do wspólnych wniosków. Natomiast odnosząc sie wprost do tego, co napisałeś, to mam wrażenie, że KK nie dąży do wbudowania nowych mechanizmów ale raczej do utrzymania już istniejących. Kwestia do czego służą te mechanizmy to już zupełnie odrębna sprawa, mam nadzieję, że zrozumiesz, że w mojej ocenie są to mechanizmy przeciwdziałające "odmoralnieniu" świata.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | Wiesz, przyznam, że narastająco mierzi mnie Twoja kazuistyka. Wątpię, żebyś sam mógł wierzyć, w to co wypisujesz. Chyba już rozumiem, po co apologeci tak wnikliwie studiują logikę i filozofię. Chodzi o to, żeby 'zabić' rozmówcę pseudo-logiczną sofisterią, którą można razić mało doświadczonych rozmówców, zwłaszcza nie mających czasu na wyczytywanie i wnikliwe analizowanie elaboratów. Przekopiowałem sobie 'to-to' do Open Office'a i wyszły mi prawie 4 strony. Pewnie gdybym odpowiedział - jak Ty - punkt po punkcie komentując każdą złośliwość w równie uszczypliwy sposób, i - tak jak Ty - nie odnosząc się do zasadniczych zarzutów i argumentów, to zapewne również sprokurowałbym tekst na co najmniej 4 strony maszynopisu. Powiem tylko, krótko, że Twoje popisy z 'logiką formalną' nie robią na mnie najmniejszego wrażenia, podobnie jak próby sprowadzenia racjonalizmu do samej tylko logiki formalnej (z którą, nawiasem mówiąc, moje rozumowanie nie było sprzeczne, a która - jak rozumiem - nakazywała Ci interpretować swobodną wypowiedź św. Marka w tak toporny, nie uwzględniający możliwych i prawdopodobnych intencji, sposób).
Pomijam miejsca humorystyczno-rozpaczliwe w rodzaju obrony za wszelką cenę swojego rozróżnienia ateistów i ludzi wierzących. Zapewne był to podział dający zbiór pełny desygnatów tyle że... w ramach pewnego podzbioru desygnatów nazwy "człowiek".
Twój toporny sposób stosowania logiki najlepiej widać przy okazji przyczepienia się do moich określeń dotyczących owych nieszczęsnych "Brytyjczyków". W sposób oczywisty nie chodziło mi o wszystkich bez wyjątku obywateli Zjednoczonego Królestwa, lecz użyłem zupełnie stosownego i powszechnego w mowie potocznej skrótu myślowego, oznaczającego większość poddanych JKM. Takie same określenia padają na każdym kroku, choćby przy okazji cytowania badań opinii publicznej - np. sformułowania w rodzaju "Polacy pozytywnie oceniają pracę prezydenta" czy "Polacy są generalnie społeczeństwem konserwatywnym" - i tylko osoba skrajnie pedantyczna lub - co bardziej prawdopodobne - przejawiająca złą wolę mogłaby falsyfikować te twierdzenia, nie biorąc pod uwagę, iż ma do czynienia ze skrótem myślowym.
Zagadnienia, które tu rozpatrywaliśmy, nie podjąłeś się rozwiązać, ograniczając się w pełnym samozadowoleniu do 'falsyfikowania' moich [i św. Marka] twierdzeń (vide stwierdzenie "Ja nie muszę..."). Tak Ci jest zapewne wygodnie - nihilizm dający bezpieczne schronienie religii. Nie zamierzam Cię przekonywać - niech czytelnicy ocenią wartość argumentacji. Nauki społeczne, mimo iż nie dysponują tak precyzyjnym instrumentarium poznawczym, jak nauki ścisłe, nie powstały ot tak sobie bez powodu. Rzeczywistość społeczna również wymaga wyjaśnienia. Ciebie mogą nie interesować przyczyny i mechanizmy kryzysu religijności w społeczeństwach rozwiniętych, przynajmniej dopóki wydaje Ci się, że obroniłeś pozycje religii przed kolejnym niedowarzonym krytykiem. Zjawisko jednak jako takie pozostało i domaga się wyjaśnienia. Ja widzę zalążek tego wyjaśnienia w tezach św. Marka, które wydają się podatne na uporządkowanie w spójną i przekonywającą całość. A to że wskazane przyczyny nie wyczerpują zasobu możliwych czynników powodujących odchodzenie ludzi od religii oraz że nie wszyscy jednakowo reagują na oddziaływanie tychże (jakże jednak ogólnie - zwróćmy uwagę - zarysowanych) czynników, nie jest niczym dziwnym, lecz wynika z oddziaływania wielu innych przyczyn, jak również z indywidualnych różnic międzyludzkich (także w jakiś sposób uwarunkowanych).
Aha. I jeszcze passus z artykułu Mariusza o naukowcach domaga się wyjaśnienia: otóż fakt, iż 'zmiany (odsetka ateizmu) były niewielkie' - mimo 'ogromnego wzrostu wiedzy, wykształcenia i bogactwa' niczego nie falsyfikuje. Ateizm w środowisku naukowców ma się - w świetle tego artykułu - tak dobrze, że lepiej nie może - i stąd brak zmian (Ty zapewne ze swoim topornym podejściem oczekiwałbyś pełnej homogenizacji poglądów). Ponadto zmiany 'wiedzy, wykształcenia, bogactwa' wśród naukowców nie były dramatyczne, jakościowe, a zresztą przy poziomie przez nich już osiągniętym nie miały większego znaczenia (wydaje się bowiem, że chodzi właśnie o osiągnięcie pewnego poziomu wyrobienia intelektualnego i niezależności materialnej, uodporniających człowieka na różnego rodzaju manipulacje). Fakt, iż w tym czasie wielce rozszerzyły się granice ludzkiego poznania w kwestii teizmu/ateizmu niewiele zmienia. Nauka - jak była - pozostaje ateistyczna, a naukowcy - jak byli - pozostają [w swej masie] ateistami. Proces zaś, o którym mówimy, narastał w społeczeństwie, gdyż to w nim zaszły zmiany jakościowe - zmiany poziomu zamożności, wiedzy i wykształcenia dotyczyły szerokich mas społecznych, dając im możliwość i impuls do poszerzenia własnych horyzontów intelektualnych.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Teresa | > A tymczasem wesołych świąt wszystkim i łask Bożych, którzy będą je obchodzić, pozostałym przyjemnego odpoczynku a ogólnie wsztystkim szczęścia i pomyślności.Wesołych Świąt!
|
|
| | | | | | |  | | MaLk__ | > >Stany Zjednoczone Ameryki Północnej - społeczeństwo przodujące pod względem wiedzy, wykształcenia> Aleś walnął!  Proszę bardzo, udowodnij empirycznie, że jest to niezgodne ze stanem faktycznym. Możesz zacząć od zaprzeczenia tego, że Stany są najbardziej rozwiniętym technologicznie krajem. Chyba że nie ma związku między poziomem rozwoju a poziomem wiedzy - ale w takim układzie wyszłoby na to, że ten rozwoj bierze się z ich religijności...
|
|
| | | | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > >>Stany Zjednoczone Ameryki Północnej - społeczeństwo przodujące pod względem wiedzy, wykształcenia> >Aleś walnął!  > Proszę bardzo, udowodnij empirycznie, że jest to niezgodne ze stanem faktycznym.Hola, hola! Zapomniało się, że przeprowadzenie dowodu należy do stawiającego tezę? To ty udowodnij swoją tezę, że "Stany Zjednoczone Ameryki Północnej - społeczeństwo przodujące pod względem wiedzy, wykształcenia". Możesz zacząć od tego, że Stany Zjednoczone Ameryki Północnej SĄ społeczeństwem. > Możesz zacząć od zaprzeczenia tego, że Stany są najbardziej rozwiniętym technologicznie krajem.Hola, hola! W twojej tezie nie pada powyższe stwierdzenie, więc trzymaj się tematu, panie demagogu (o ile potrafisz, w co wątpię  )
|
|
| | | | | | | | |  | | MaLk__ | Zapomniałem, że pisałes kiedyś o tym, że nie przeglądasz forum tylko czytasz odpowiedzi na mailu. Nadrabiam więc zaległosci i uprzejmie informuję, że odpowiedziałem zbiorczo na kilka postów, w tym Twój, powyżej.
|
|
|  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >Racjonalizm jest jak ocean, który kruszy każdą skałę bezmyślności i nawet jeśli jej nie rozkruszy do końca, zostawi w niej piętno swojej potęgi. Wiara w zabobony i mity [...] jest bezbronna jak osesek przed potęgą racjonalnego myślenia. W swoim poście pokazałem, że ta wiara jest absolutnie odporna na wszelką logikę i racjonalne myślenie.
>Nawet gdyby w tej chwili odeszła od nas [Teresa], [...] to i tak będzie jej zawsze brakowało trzeźwego, nieograniczonego niczym rozprawiania, a w podświadomości już zawsze będzie zapalała się żaróweczka: a może to nieprawda? Teresa, przebywając wśród nas tego nabywa czy chce, czy nie. Być może czegoś nie wiem, co ty wiesz. Być może Teresa pisze coś do ciebie poza forum. Jeśli nie, to - na podstawie li tylko wypowiedzi Teresy na forum - nie widzę, aby racjonalizm uczynił choć najmniejszą wyrwę w jej poglądach, w jej przekonaniach, o których pisałem wcześniej. Oczywiście daje się zauważyć, że Teresa nabywa wiedzy nieznanej jej dotąd, ale nie zauważyłem, aby tę wiedzę pożytkowała inaczej niż w sposób przeze mnie opisany, a więc jako jeszcze jeden "dowód" na istnienie Doskonałego Stwórcy z jego Doskonałym Planem.
|
|
 | | dr_Edredon | Ależ Jeyesie, Teresa doskonale wie, że założenie Boga nie da się udowodnić, ni obalić - sama to wyraźnie napisała. Ona, po prostu, świadomie wybrała jedno z tych założeń. Z naciskiem na ŚWIADOMIE, jak się zdaje. To wszystko. Co piszesz o jej stanowisku da się doskonale zastosować do Twego. Takie życie.  A czy Ty wybrałeś świadomie? (Na marginesie: jak wiadomo nawet rudymentarne pewniki w matematyce nie są dowodliwe; po prostu trzeba je przyjąć, by spójny system twierdzeń otrzymać. Stąd m.in. wynika, że chcąc być skrajnym racjonalistą należałoby wyrzec się wszelkich sądów o świecie i, tym bardziej, ludziach , jako nieuprawnionych bo od podstaw nie dowiedzionych)
|
|
|  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >Ależ Jeyesie, Teresa doskonale wie, że założenie Boga nie da się udowodnić, ni obalić - sama to wyraźnie napisała. Ona, po prostu, świadomie wybrała jedno z tych założeń. Z naciskiem na ŚWIADOMIE, jak się zdaje. Moim zdaniem Teresa NIE DOKONAŁA żadnego wyboru, bo do tego potrzeba analizy różnych "za" oraz "przeciw" na poziomie rozumowym - chętnie poznam twoje argumenty, wedle których możliwe jest pogodzenie tezy o istnieniu "niewiadomoczego" (Boga) z rozumowym (racjonalnym) podejściem do świata.
>Co piszesz o jej stanowisku da się doskonale zastosować do Twego. Jasne, jasne - innymi słowy: irracjonalizm=racjonalizm. Teraz oczekuję dowodu.
>A czy Ty wybrałeś świadomie? Nie, oczywiście, że nie. Oczywiście, że "wybrałem" ateizm i racjonalizm na podstawie: a)tradycji kraju, gdzie katolicyzm stanowi margines światopoglądowy, b)manipulacyjnej siły autorytetów w postaci: KK, katolickich z wyznania rodziców, wolnych od religijnych wpływów mediów i co tam jeszcze uważasz za godne miana "autorytetu".
>(Na marginesie: jak wiadomo nawet rudymentarne pewniki w matematyce nie są dowodliwe; po prostu trzeba je przyjąć, by spójny system twierdzeń otrzymać. Stąd m.in. wynika, że chcąc być skrajnym racjonalistą należałoby wyrzec się wszelkich sądów o świecie i, tym bardziej, ludziach , jako nieuprawnionych bo od podstaw nie dowiedzionych) Taaa, jasne. Istnienie matematycznych aksjomatów powoduje, że racjonalizm jest irracjonalny. Coś jeszcze? ;-P
|
|
| |  | | agnus dei | Zaprawde wiedza jest najlepsza... racjonalna  wiedza... bo taka o nieprzebranych zastepach anielsko - diabelskich... chyba raczej na niewiele sie zda. Ale tych, ktorym jej by sie troszke przydalo, najczesciej od myslenia glowa niemilosiernie boli! Ja robie wkolo siebie co moge  ... czasem boje sie, ze mnie zlinczuja, albo cos rownie ciekawego np. pozbawia chleba powszedniego. Ale walcze z koltunami. Na miare moich skromnych sil intelektualnych... I nie pojde za to do nieba!  Moze mi nawet pieklo na ziemi przyszykuja!  Juz sie boje!!!!
|
|
| |  | | dr_Edredon | > >Ależ Jeyesie, Teresa doskonale wie, że założenie Boga nie da się udowodnić, ni obalić - sama to wyraźnie napisała. Ona, po prostu, świadomie wybrała jedno z tych założeń. Z naciskiem na ŚWIADOMIE, jak się zdaje.> Moim zdaniem Teresa NIE DOKONAŁA żadnego wyboru, bo do tego potrzeba analizy różnych "za" oraz "przeciw" na poziomie rozumowym- chętnie poznam twoje argumenty, wedle których możliwe jest pogodzenie tezy o istnieniu "niewiadomoczego" (Boga) z rozumowym (racjonalnym) podejściem do świata. Napiszę o tym więcej. Teraz tylko krótko: kwestia wyboru światopoglądu to, jak uczy doświadczenie zwykle bardziej sprawa psychologii i osobistych doświadczeń życia, niż rozumu (jeśli pominąć ingerencje boskie, bo to sprawa sporna) Każdy z nas będzie oczywiście utrzymywał, że to nieprawda. Jeśli użyłeś tylko rozumu to oczekuję szczególów. Jak mianowicie Twój "czysty rozum" doprowadził Ciebie do Twojego stanowiska? Jestem naprawdę ciekaw. > >Co piszesz o jej stanowisku da się doskonale zastosować do Twego.> Jasne, jasne - innymi słowy: irracjonalizm=racjonalizm. Teraz oczekuję dowodu.Nie, nie "=" . Nic takiego nie twierdzę. Po prostu różne metody działają w różnych obszarach. Użuwanie rozumu nie jest grzechem. Gdzie tylko mogę to go stosuję. Metody naukowe też bardzo lubię a nawet "brzytwę Ockhama".  Raczej tak: do wyboru światopoglądowego racjonalizm w sensie "rozciągłym" (z konsekwentnym założeniem nieistnienia Boga) nie wystarcza. Taki racjonalizm jest już wyborem. Dlaczego uważasz, jak się zdaje, światopogląd dopuszczający istnienie Boga za gorszy? (Tu trzeba by zdefiniować pojęcie racjonalizm bo używamy go w różnych znaczeniach) > >A czy Ty wybrałeś świadomie?> Nie, oczywiście, że nie. Oczywiście, że "wybrałem" ateizm i racjonalizm na podstawie: a)tradycji kraju, gdzie katolicyzm stanowi margines światopoglądowy, b)manipulacyjnej siły autorytetów w postaci: KK, katolickich z wyznania rodziców, wolnych od religijnych wpływów mediów i co tam jeszcze uważasz za godne miana "autorytetu".No nie chciałem tego wprost sugerować. Przepraszam za argumentum ad personam ...ale wiesz ...młodzież lubi się buntować przeciw autorytetom - znów psychologia. No nie twierdzę, że to był tylko bunt w Twoim przypadku. Takie tylko rzuciłem retoryczne pytanie... Przepraszam. > >(Na marginesie: jak wiadomo nawet rudymentarne pewniki w matematyce nie są dowodliwe; po prostu trzeba je przyjąć, by spójny system twierdzeń otrzymać. Stąd m.in. wynika, że chcąc być skrajnym racjonalistą należałoby wyrzec się wszelkich sądów o świecie i, tym bardziej, ludziach , jako nieuprawnionych bo od podstaw nie dowiedzionych)> Taaa, jasne. Istnienie matematycznych aksjomatów powoduje, że racjonalizm jest irracjonalny. Coś jeszcze? ;-P> Znów wkładasz mi w usta coś czegom wcale nie rzekł. To nie jest racjonalne.Mój drogi, nie ma jeszcze ogólnej teorii grawitacji, nawet co do ostateczności zasady nieoznaczoności Heisenberga nie wszyscy chyba naukowcy są zgodni. Jak będzie wyglądał NAUKOWY pogląd na świat PO sformułowaniu i sprawdzeniu takiej teorii nikt pewien nie jest. Ani Hawking, ani Penrose, ani Feynman, ani Narlikaar, ani Smolin ani... NIKT INNY. Możliwe jest, a nawet prawdopodobne, że TEN POGLĄD bardzo istotnie wpłynie na problem wyboru metod poznawania tego świata i sprawę zasięgu determinizmu bądź indeterminizmu w TYM ŚWIECIE a także, w związku z tym, zasięgu możliwości naszego poznania TEGO ŚWIATA. Czy rozumiesz wszelkie powyższego konsekwencje? !!! I w tej sytuacji mam się ograniczać w swych wyborach światopoglądowych "kurczowym racjonalizmem". TAKI racjonalizm, w TAKIM wydaniu już dawno nawet w fizyce teoretycznej i astrofizyce nie obowiązuje. Ograniczałby myślenie. Zdrowia życzę
|
|
| | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >>[...] chętnie poznam twoje argumenty, wedle których możliwe jest pogodzenie tezy o istnieniu "niewiadomoczego" (Boga) z rozumowym (racjonalnym) podejściem do świata. >Napiszę o tym więcej. To ja poczekam, bo moje ewentualne zwierzenia na temat mojego światopoglądu nie byłyby przecież twoimi argumentami, o które prosiłem, prawda?
>Raczej tak: do wyboru światopoglądowego racjonalizm w sensie "rozciągłym" (z konsekwentnym założeniem nieistnienia Boga) nie wystarcza. Taki racjonalizm jest już wyborem. Racjonalizm, tak jak ja (i nie tylko ani nie wyłącznie ja) go rozumiem ani nie opiera się, ani nie wynika z założenia nieistnienia Boga. Racjonalizm pozwala, a może wręcz wymusza zadawanie pytań wierzącym co to jest Bóg, jak godzą immanentne sprzeczności religii i wiary ze zdrowym rozsądkiem, z codziennym wykorzystywaniem racjonalnego podejścia do świata itd. Racjonalizm prowadzi do niezajmowania się kwestią istnienia bądź nieistnienia Boga, tak jak racjonalizm pozwala na niezajmowanie się kwestią istnienia Brgdwrążdża czy Xmplotfly. Racjonalizm natomiast pozwala na zastanowienie się skąd się biorą wierzenia religijne i na poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie. Racjonalizm pozwala także na zadanie pytania dlaczego ktoś uznający zasadę znaną pod nazwą brzytwy Ockhama odrzuca ją w stosunku do bytów, których istnienie deklaruje religia.
>Dlaczego uważasz, jak się zdaje, światopogląd dopuszczający istnienie Boga za gorszy? Pytasz mnie dlaczego irracjonalne jest gorsze od racjonalnego? Mówiąc krótko - bo irracjonalne elementy światopoglądu są człowiekowi kompletnie nieprzydatne w poznawaniu siebie i świata, w samorozwoju, są zwodnicze albo wręcz szkodliwe. Na temat negatywnego oddziaływania religii na człowieka, ze szczególnym uwzględnieniem religii chrześcijańskiej, napisano wiele, nie widzę sensu, abym to wszystko tu powtarzał, można sięgnąć do tekstów w tym serwisie, do tekstów Fromma, Nietschego, Clementsa, książek z "Biblioteki Bez Dogmatu" i zapewne wielu innych, których nie wymieniłem, bo nie znam.
>>Taaa, jasne. Istnienie matematycznych aksjomatów powoduje, że racjonalizm jest irracjonalny. Coś jeszcze? >Znów wkładasz mi w usta coś czegom wcale nie rzekł. Użyłeś innych słów niż ja, ale sens był taki, jak napisałem.
>Mój drogi, nie ma jeszcze ogólnej teorii grawitacji[...] Czy rozumiesz wszelkie powyższego konsekwencje? !!! I w tej sytuacji mam się ograniczać w swych wyborach światopoglądowych "kurczowym racjonalizmem". TAKI racjonalizm, w TAKIM wydaniu już dawno nawet w fizyce teoretycznej i astrofizyce nie obowiązuje. Ograniczałby myślenie. Zupełnie nie widzę powodu, dla którego postęp w nauce miałby być argumentem za odrzuceniem racjonalizmu! A jeśli już wspomniałeś determinizm, to nigdzie silniej się on nie przejawia niż w wierzeniach religijnych.
|
|
|  | | V0lrath (3440 punktów) | Wybór ateizmu jest racjonalny na tej samej zasadzie na której racjonalny jest np. wybór zachowania dorobku całego życia jeśli miałoby się podjąć decyzję czy wymienić ten cały dorobek za 1 los w lotto zaoferowany przez kogoś podającego się za wróżkę.
|
|
| Teresa | Młot na czarownice religii. | Chciałabym jeszcze dodać, że:
Religia nie konkuruje z nauką, ponieważ naprawdę żadne twierdzenie autentycznej religii nie jest naukowo sprawdzalne, bo chodzi bez wyjątku o sprawy egzystencjalne, moralne albo pozaświatowe.
Właśnie przyczyną wrogiego stanowiska do religii było niewątpliwie po części nadużywanie autorytetu, zwłaszcza ze strony przedstawicieli religii, którzy zaczęli wyrokować o sprawach należących do dziedziny nauki, choć przedmiotem religii są sprawy pozaświatowe. To, że przedstawiciele religijni mogą wypowiadać się o faktach należących do nauki to jest więc mit.
Religia jest sprzeczna ze światopoglądem Oświecenia (wiara w postęp dzięki wszystko wyjaśniającej nauce), z tego powodu, wydaje mi się, niektórzy przedstawiciele Oświecenia uważają, że religia jest mitem i zabobonem.
A tymczasem religia (patrząc bezwzględnie, a nie względnie) nie jest zabobonem, bo nie jest sprzeczna ani z faktami stwierdzonymi przez naukę (bo nie dotyczy faktów naukowo sprawdzalnych), ani z prawami logiki.
|
|
 | | V0lrath (3440 punktów) | Odp: Młot na czarownice religii. | Co do spraw pozaświatowych, nie sprawdzalnych naukowo, nieobserwowalnych lub nie logicznych to: Nie mają one rzadnego związku z nami i życiem w tym Wszechświecie (czy czymkolwiek innym, co się tu znajduje). Nie ma żadnej wiąrzącej relacji między nimi a czymś co bezpośrednio lub pośrednio nas dotyczy. Nie ma oddziaływania bezpośredniego lub pośredniego między nimi, a nami. (te 3 zdania są matematycznie i logicznie rzecz biorąc równoważne). Oczywiście to nie jest dokładne stwierdzenie - mamy ograniczone możliwości, więc takie metafizyczne sprawy nie dotyczą nas z dokładnością jaką daje nam nauka oraz codzienna obserwacja. Jak dla mnie to wystarczająco duża dokładność.
Co do spraw egzystencjalnych i moralnych to mimo wszystko racjonalne podejście ma tu coś do powiedzenia i wcale nie jest tak, że jest zgodne z religijnym - mimo, że zawiera często pewne elementy subiektywne.
|
|
|  | | Teresa | > Co do spraw pozaświatowych, nie sprawdzalnych naukowo, nieobserwowalnych lub nie logicznych to: Nie mają one rzadnego związku z nami i życiem w tym Wszechświecie ...Wg mnie zagadnienia egzystencjonalne są chyba jednymi z najważniejszych pytań, jakie człowiek może sobie zadać. Są to pytania o sens życia ludzkiego, i leżą one na kraju życia i świata. Są nimi: sens życia, cierpienia, miłość. Ponieważ są one pozaświatowe leżą poza dziedziną nauki. Żaden postęp nie może rozwiązać zagadnienia dotyczącego śmierci. Może tak myślisz, ze są one nieistotne, ale wydaje mi się, że narzucą się one każdemu wcześniej lub później.  > Co do spraw egzystencjalnych i moralnych to mimo wszystko racjonalne podejście ma tu coś do powiedzenia i wcale nie jest tak, że jest zgodne z religijnym - mimo, że zawiera często pewne elementy subiektywne.Ja nigdy tak nie twierdziłam, że normy moralne (etyka) są tylko w religii. Chodziło mi tylko o zaznaczenie faktu, że religia jest wielowarstwowa i że zawiera w sobie też etykę. Ale uwaga etyka nie jest chyba nauką! Ponieważ nauka mówi o tym, co jest, "o faktach", a nie o tym "co ma być" czyli jak powinni zachowywać się ludzie. Np. co to jest zło? Nauka nie orzeka, czy coś jest, czy nie jest złem, może najwyżej opisywać i dociekać, co kto uważa za zło. Ale z tego, że nauka nie może niczego o źle powiedzieć, nie wynika, że zła nie ma. Istnienie zła jest oczywiste. Przecież sami Racjonaliści wytykają zło Kościołowi (np. Inkwizycję) i papież też za to przeprosił i przyznając, ze to było złe. Ale z sądów opisowych nie można chyba wydedukować sądów oceniających. A jednak oceny moralne mogą być klasyfikowane jako prawdziwe i fałszywe.
|
|
| |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Wcinam się, bo nie mogę spokojnie przechodzić obok mniej lub bardziej świadomej religijnej propagandy antyludzkiej! > Wg mnie zagadnienia egzystencjonalne są chyba jednymi z najważniejszych pytań, jakie człowiek może sobie zadać. Są to pytania o sens życia ludzkiego, i leżą one na kraju życia i świata. Są nimi: sens życia, cierpienia, miłość.Pytanie o sens życia jest jednym z najbardziej szkodliwych pytań, jakie można postawić człowiekowi. Po pierwsze - zakłada się tym samym, że życie samo w sobie jest pozbawione wartości, bo zamiast szukać odpowiedzi na pytanie JAK żyć, szuka się odpowiedzi PO CO. Po drugie - skoro już samo życie nie ma wartości, to wartością staje się zrealizowanie jakiegoś wydumanego CELU - i tu natychmiast rodzi się pytanie - CZYJEGO celu? Taka np. religia chrześcijańska jasno przedstawia CZYJ cel ma realizować człowiek - Boga. Religia ta mówi, że celem życia człowieka jest zbawienie ("niebo", "życie wieczne"), a czy to może być prawda? W żadnym razie, bo NIKT nie rodzi się z przeświadczeniem o takiej celowości życia; samo szukanie sensu życia świadczy przeciwko prawdziwości "jedynie słusznego celu" narzucanego przez tę religię. Istnieje powiedzenie, że gdy nie ma się własnych celów życiowych, to realizuje się cele innych ludzi - socjotechniki stosowane przez przywódców sekt, ale także urzędników największych religii teistycznych mają właśnie za zadanie odebrać człowiekowi już nie tylko wartość jego celów życiowych, ale nawet samą myśl o budowaniu i realizowaniu takich celów. Tereso - jesteś "podręcznikowym" przykładem skuteczności takich technik, idealnie zmanipulowaną jednostką realizującą się wyłącznie w procesie wypełniania nie twoich celów, trybikiem, którego jedynym zadaniem jest sprawiać, aby machina religijnych wpływów kręciła się gładko. Oczywiście, zaraz powiesz, że twoim celem jest czynienie dobra, krzewienie miłości itd. - czy do tego potrzebna jest komukolwiek jakakolwiek religia? Nie jest i dlatego uzurpowane przez religie prawo do wyłączności na umożliwienie człowiekowi bycia dobrym (ogólnie - moralnym) jest nie tylko manipulacją, ale wielce szkodliwą manipulacją, gdyż oszukując wierzących o ich wyjątkowości - krzywdzi ich oraz tych, którzy kierują się moralnością w życiu, bo tak czują, a nie bo im tak się nakazuje w imię spełnienia celów boskich i w zamian za nagrodę "zbawienia". Mała dygresja - już samo wmawianie ludziom, że potrzebują jakiegoś "zbawienia" jest z gruntu niemoralne i antyhumanistyczne, bo zakłada, że człowiek jest "zły", "grzeszny", "niedoskonały", że w życiu doczesnym skazany jest na beznadziejną szarpaninę - nie osiągnie "sensu życia" zanim tego życia już mu zabraknie i trafi do "nieba". Pytanie o sens cierpienia i miłości - moim zdaniem takie pytanie w przypadku cierpienia nobilituje je, a tym samym zmusza do jego akceptacji zamiast do działań, które prowadziłyby do redukcji cierpienia. No bo jak tu niwelować cierpienie skoro jego istnienie "ma sens"? Pytanie o sens miłości, to już kompletna paranoja, bo to to samo, co kwestionować miłość lub szukać dla niej "ceny". Znowu wychodzi niemoralność takich pytań, a właściwie religii, która każe o to pytać. To co powtarzasz, że miłość zbliża cię do Absolutu, to jest niestety nic innego jak kwestionowanie wartości miłości samej w sobie oraz gotowość do realizacji wykoncypowanych nibycelów. > Żaden postęp nie może rozwiązać zagadnienia dotyczącego śmierci.Jakiego mianowicie "zagadnienia"? Chyba tylko takiego, które spędza sen z powiek wierzącym - czy aby na pewno po śmierci będę... żył, tyle że już bezstresowo i bez końca. > Ale uwaga etyka nie jest chyba nauką!Etyka jest dziedziną filozofii, która uchodzi w niektórych kręgach za naukę humanistyczną  > Ponieważ nauka mówi o tym, co jest, "o faktach", a nie o tym "co ma być" czyli jak powinni zachowywać się ludzie.Jeśli etyka jest nauką, to jednak mówi "co ma być". Podobnie jak pscyhologia, psychiatria czy socjologia. Zdaje się, że ograniczasz naukę do nauk tzw. ścisłych, czyli matematyki, fizyki, chemii. > Ale z sądów opisowych nie można chyba wydedukować sądów oceniających.Jak wyobrażasz sobie sądy opisujące w odniesieniu do pojęć takich jak zło, jeśli nie będzie w nich żadnych ocen?
|
|
| | |  | | less | >Tereso - jesteś "podręcznikowym" przykładem skuteczności takich technik, idealnie zmanipulowaną jednostką realizującą się wyłącznie w procesie wypełniania nie twoich celów, trybikiem, którego jedynym zadaniem jest sprawiać, aby machina religijnych wpływów kręciła się gładko. Mylisz się Jeyesie. Zaraz to wytłumaczę, ale zacznę od czegoś innego. Muszę przyznać, że jestem zaskoczony, że komuś takiemu jak Teresa pozwala się na zaśmiecanie racjonalistycznego forum swoimi sprytnymi wypowiedziami. Swoboda wypowiedzi swobodą wypowiedzi, ale forum służy do dyskusji. A tutaj co mamy? Na pewno nie dyskusja jest tutaj sednem, ale natrętna ewangelizacja w "jaskini lwa". Teresy nie interesuje polemika, ale ewangelizacja. Prawdopodobnie jest strasznie oszołomiona swą fantastyczną misją na zasadzie "głos Boży w twoim domu" nawet poprzez tak podłe miejsce jak Racjonalista. Ta kobieta bije sobie plusiki w swej drodze do nieba i zbawienia, głosząc swoją wersję "miłości" w miejscu opętanym przez szatana.Jak sądzę ma ukrytą intencję równoważenia głosu racjonalistycznego ( czyt. szatańskiego )z jedynym słusznym głosem czyli katolickim. Wkładając ten ewangelizacyjny głos-kij w szatańskie mrowisko jest wentylem bezpieczeństwa i latarnią "prawdy" dla poszukujących, zagubionych i zbłądzonych, ktorzy fatalnie trafili na te strony, a ona jest ich strażniczką. Jest głosem bezpieczeństwa, aniołem stróżem dla zbłądzonych. Myślę, że nie doceniasz tej kobiety. To fanatyczka skrywająca pod powłoką skromności, chęci "dyskusji" swą prawdziwą intencję. Głos boga w siedzibie szatana. I musi ją to nieźle rajcować, że tak potrafi zwodzić już tyle czasu tych oświeconych racjonalistów. Rozpanoszyła się tutaj całkowicie. I zero reakcji. Nie razi mnie, kiedy wpadają tutaj skrajni katolicy i prowadzą dyskusję. Nie razi mnie, kiedy takie osoby jak powiedzmy Joanna wpadały czasem na forum i prowadziły rozkrzyczaną ewangelizację. Ale w przypadku Teresy jestem surowy. To jest dla mnie ewidentna, permanentna kryptoewangelizacja, która w zaskakujący sposób jest przez rządców forum tolerowana. I dlatego nie zgodzę się z Tobą Jeyesie, że Teresa jest idealnie zmanipulowaną jednostką realizującą się wyłącznie w wypełnianiu nie swoich celów. Właśnie o to chodzi, że ona ma swój, bardzo oczywisty cel. Nie jest nim rzeczowa dyskusja, ale ewangelizacja na stronach wrogich ewangelizacji. Propagowanie wartości chrześcijańskich, tam gdzie głoszone jest coś przeciwstawnego. Cenzura nie jest czymś, czego jestem zwolennikiem, ale w tym przypadku tolerowanie Teresy przez "rządców" odczuwam jako brak szacunku dla własnych wartości. Powstaje pytanie, czy racjonalistyczne strony CHCĄ być świetnym miejscem dla prowadzenia ewangelizacji? Myślę, że jest zasadnicza różnica pomiędzy dyskusją, a ewangelizacją czyli propagandą.
|
|
| | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Fakt, że Teresa częściej wygłasza jakieś sądy niż polemizuje, to akurat nie stanowi ewenementu na forum tego serwisu. Że "ewangelizuje", to prawda, ale znowu - czy osoby "z drugiej strony barykady", nie wyłączając np. mnie - nie czynią czegoś podobnego? Czy sam serwis R. nie jest jadną wielką "ewangelizacją"? Piszesz, że ja nie mam racji, gdy twierdzę, że Teresa realizuje nie swoje cele, bo ona ma swój cel w owym "ewangelizowaniu". Podtrzymuję swoje zdanie, że to, czym się tu zajmuje Teresa, nie jest jej celem ani wyborem. Po pierwsze - obowiązkiem "statutowym" chrześcijanina (katolika też) jest właśnie ewangelizowanie, a zatem realizowanie celu narzuconego przez organizację (Kościół). Po drugie - nawet jeśli Teresa dorobiła sobie to wspomnianego obowiązku jakieś subiektywne uzasadnienie, to nadal nie zmienia to faktu, że jest "żołnierzem" pod rozkazami, toczącym bitwę znaną od wieków i wspólną dla wielu podobnych jej "żołnierzy". Dawno temu obowiązywały inne zasady, zarówno jeśli idzie o zarządzanie armią, jak i zarządzanie zasobami ludzkimi organizacji. Wówczas Kościół Katolicki nie pozwalał swoim członkom na myślenie - podobnie jak np. w armii pruskiej żołnierz miał nie myśleć tylko słuchać i wykonywać. Te czasy minęły, choć armie i organizacje nadal istnieją, tyle że mądrzejsze o wiedzę w jaki sposób manipulować "mięsem armatnim" tak, aby owo mięsko było przekonane, że ma swobodę i dokonuje własnych wyborów. Mówiąc krócej i prościej - gdyby nie było KK, nie byłoby ewangelizującej Teresy z jej uzasadnieniami (dążenie do Absolutu poprzez miłość). Co więcej - gdyby Teresa nie urodziła się i nie żyła w kraju, gdzie katolicyzm jest tradycyjną religią, ale np. w Indiach, to nie byłoby Teresy przekonanej o istnieniu Boga, Chrystusa itd. Biorąc pod uwagę właśnie źródło kulturowe jasne staje się, że Teresa, aczkolwiek na pewno uważa się za osobę wyjątkową z tą swoją silną religijnością katolicką, to tak naprawdę jest banalna w tej religijności, bo nie ma nic wyjątkowego w fakcie, że ryba pływa  Co do proponowanego przez ciebie cenzurowania forum, niedopuszczania do głosu religiantów, "ewangelistów" itp. Proponuję abyś przeczytał co na temat PSR napisał M.A., a w skrócie chodzi o to, że rzucanie kłód pod nogi religiantom nie prowadzi do przekonywania kogokolwiek o racjach przeciwnych do religianckich. Jedyną drogą do zmniejszania sfery "ciemnogrodu" jest propagowanie tego, co jest jego przeciwieństwem. Mówienie, że coś jest "be" i/lub ganianie propagatorów owego "be", to nieskuteczna, aczkolwiek narzucająca się niecierpliwym metoda. Weź też pod uwagę, że chyba nigdzie cenzura nie powstrzymała ani nie zlikwidowała istnienia cenzorowanych - po prostu oficjalne prześladowanie prowadzi do stworzenia silnego "podziemia" a nie do likwidacji niepożądanego zjawiska. Zauważ także taką rzecz - bardzo często Teresa nie podejmuje dyskusji nie dlatego, że liczy się dla niej jedynie wygłaszanie określonych przekonań, ale po prostu z braku argumentów. Bywa też i tak, że odpowie na jakiś post, ale nie polemicznie lecz powtarzając dobrze znane truizmy religijne - to też z braku argumentów, a nie z powodu jakiegoś szczególnego wyrafinowania. Nie wiem na ile dociera do Teresy słabość i/lub bezsens jej fundamentalnych przekonań, natomiast można mieć nadzieję, że ową słabość i/lub bezsens zauważają w takich przypadkach inni - i to jest ważniejsze od przekonania Teresy, że jej światopogląd jest bezsensowny. Na tym forum pojawiają się osoby, których wypowiedzi są o wiele bardziej niebezpieczne od wypowiedzi Teresy. Już nie tak aktywnie jak kiedyś, ale nadal spotyka się bałamutnych demagogów, biegłych w klasycznych chwytach erystycznych, zdolnych do zrobienia wody z mózgu co bardziej nieprzygotowanym intelektualnie uczestnikom forum. Takie typy stanowią faktyczne zagrożenie dla racjonalizmu, dla rozumu, dla samodzielnego myślenia, bo potrafią stworzyć pozory logicznych wywodów prowadzących do zanegowania racjonalizmu lub relatywizacji poglądów. Na koniec - czy chciałbyś, aby na forach religijnych stosowano twoją metodę, a więc nie dopuszczano do głosu ateistów, racjonalistów?
|
|
| | | | |  | | less | Pominę może pierwszą kwestię. W sumie to mało ważne, czy Teresa jest młotkiem w czyjichś rękach, czy samobijem. Natomiast co do drugiej sprawy, to nie jestem ani przeciwko religiantom, ani nie jestem zwolennikiem cenzury. Logiczne wywody wprawnych, rozkrzyczanych religiantów mieszające potencjalnie poszukującym w głowach nie niepokoją mnie, bo tego typu indywidua dostają tutaj odpowiednią kontrę. M.in. od Ciebie. Teresa jest sprytniejsza. Robi to wszystko bez machania szabelką, w prosty sposób, rzekłbym kobiecy, jakby na uboczu, mimochodem, i obawiam się że osiąga to czego tym wojującym, wprawnym krzykaczom nigdy się nie udaje, bo ci wywołują natychmiastową reakcję. A Teresę się ignoruje, traktuje jako nieszkodliwe ubarwienie, z przymrużeniem oka, bo nie niesie broni w ręku, tylko ma ją dobrze schowaną pod habitem. Inteligentna dziewczyna. Nie chcę stąd wyrzucać religiantów, tak jak nie chciałbym żeby ateiści byli wyrzucani z forów religijnych. Zastanawiam się jednak jak przeciwnicy religii traktowani byliby przez tamtejszych moderatorów, gdyby zamiast dyskusji siali prawie wyłącznie propagandę antyreligijną. Indoktrynowaliby. Jestem za dyskusjami, ale przeciwko propagandzie. A Teresa nie dyskutuje. Sieje. Jak Rydzyk, tylko po inszemu. No i zastanawiam się czy to jest właściwe miejsce dla akurat takiej praktyki. Ale może się mylę. Takie mam jednak subiektywne odczucie.
|
|
| | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | No to nie zgadzamy się co do niebezpieczeństwa jakie wywołują posty Teresy  Ja jestem przekonany, że czymś o wiele gorszym jest działalność demagogów biegłych w tworzeniu pozorów, które mogą zamącić w głowach ludziom ceniącym sobie argumenty i myślenie i nie kierującym się przede wszystkim uczuciami. Jeśli sprytny demagog zasieje zwątpienie czy wręcz wywoła zmianę poglądów w człowieku niegłupim, to jest to niebezpieczne, bo może prowadzić do przejścia takiego kogoś na "ciemną stronę mocy"  A grająca na uczuciach Teresa może co najwyżej umocnić czyjeś przekonania, już i tak zgodne z głoszonymi przez nią poglądami - a to nie jest de facto żadna strata, a jedynie strata "utraconych korzyści" - jak to się w ekonomii określa. Oczywiście, są demagodzy zdobywający poparcie poprzez odwoływanie się do uczuć, ale to nie jest sposób na długotrwały i ugruntowany sukces - wystarczy pomyśleć o nietrwałym poparciu społecznym Leppera czy Giertycha li tylko odwołujących się do uczuć. Zdobywanie zwolenników na czas dłuższy niż tylko trwanie choćby najbardziej płomiennej przemowy wymaga sprytniejszej demagogii - dlatego właśnie Lepper przestał się liczyć, a Giertych nie. Teresa jest jakby odpowiednikiem Leppera (choć jednocześnie jego zupełnym przeciwieństwem), bo gra na uczuciach - tylko socjopaty nie pociąga mówienie o miłości. Lepper potrzymuje uczucia negatywne, Teresa pozytywne. Żadne z nich nie ma szans na zwerbowanie człowieka ceniącego sobie rozum a przy tym moralnego. PS Może już wystarczy tego darmowego PR-u dla Teresy
|
|
| | | | | | |  | | less | Wystarczy na pewno, ale jedno nie daje mi jeszcze spokoju. Proponuję troszkę zmienić pułap z jakiego patrzymy na Teresę. Otóż prostota i gra na uczuciach jest bardzo często skuteczniejsza od wyszukanych konstruktów erystycznych właśnie z tego powodu..... że jest prosta. W taki sposób, wbrew pozorom, łatwo trafić do ludzi młodych, zaczynających poszukiwania, czy przypadkowo czytających. To, że dla nas jest to banalne, proste, kiepsko się broniące czy wręcz bez sensu, może być złudne. I tak sobie myślę, czy ona czasami na tym koniu nie jedzie. Bo dla wielu ludzi wyszukana, filozoficzna konstrukcja może być czymś nie do przełknięcia w odróżnieniu od franciszkańskiej prostoty, choćby filozoficznie, logicznie czy racjonalistycznie zupełnie się nie broniącej. Trzeba chyba wziąć pod uwagę, że spektrum ludzi czytające to forum jest bardzo szerokie i często wcale nie szuka wyszukanych, skomplikowanych wywodów. A to, że ludzie generalnie łatwiej przyswajają komiksy od wyszukanej literatury, to fakt.
|
|
| | | | | | | |  | | Teresa | Less, lepiej powiedz mi proszę, dlaczego uważasz, ze to, co pisze nie broni się racjonalistycznie, logicznie czy flozoficznie??? Może podasz jakieś argumenty? Po prostu podaj je jeśli chcesz ukrócić moją tzw. "działalność ewangelizacyjną". Jeśli takowych nie posiadasz, to proszę podaruj sobie te komentarze na mój temat.
>Właśnie o to chodzi, że ona ma swój, bardzo oczywisty cel. Nie jest nim rzeczowa dyskusja, ale ewangelizacja na stronach wrogich ewangelizacji.
Nie wiem czy zauważyłeś, ale ten wątek nazywa się "Młot na czarownice religii" piszę więc czym wg mnie jest religia. Chyba mogę mieć swoje zdanie w tej kwestii?
|
|
| | |  | | Teresa | > Pytanie o sens życia jest jednym z najbardziej szkodliwych pytań, jakie można postawić człowiekowi. Po pierwsze - zakłada się tym samym, że życie samo w sobie jest pozbawione wartości, bo zamiast szukać odpowiedzi na pytanie JAK żyć, szuka się odpowiedzi PO CO.A dlaczego nie mogę sobie takiego pytania "po co żyję" postawić na serio? Dlaczego? Rozumiem, ze wg Ciebie jest to bezsensu. Ale to wynika z Twojego światopoglądu (z Twej wiary), tzw. zawężonego racjonalizmu. Natomiast wg mnie stawianie sobie takich pytań jak najbardziej mieści się w ramach szerokiego racjonalizmu, gdyż próba znalezienia satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie "po co żyję" (takiej odpowiedzi, która sprawia mi choćby radość) leży granicach zdrowego rozsądku.  Mój światopogląd jest w tym względzie niesprzeczny i spójny. > Po drugie - skoro już samo życie nie ma wartości, to wartością staje się zrealizowanie jakiegoś wydumanego CELU - i tu natychmiast rodzi się pytanie - CZYJEGO celu? Taka np. religia chrześcijańska jasno przedstawia CZYJ cel ma realizować człowiek - Boga. Religia ta mówi, że celem życia człowieka jest zbawienie ("niebo", "życie wieczne"), a czy to może być prawda? W żadnym razie, bo NIKT nie rodzi się z przeświadczeniem o takiej celowości życia;Chyba każdy rodzi się z pragnieniem szczęścia i zastanawia się, w jaki sposób je osiągnąć. Niebo to stan wewnętrzny (szczęście), a nie miejsce. Proste spostrzeżenie socjologiczne: czy ludzie bogaci i niewierzący są szczęśliwi i czy maja poczucie sensu życia? Czy nie popełniają samobójstw? Gdyby tak było to może przyznałabym Ci rację. > Oczywiście, zaraz powiesz, że twoim celem jest czynienie dobra, krzewienie miłości itd. - czy do tego potrzebna jest komukolwiek jakakolwiek religia?Wg mnie nie ma co się obruszać na niemoralność takich pytań. Tylko trzeba zapytać się na serio: "a dlaczego mam właściwie kochać siebie albo kogoś innego"? > Mała dygresja - już samo wmawianie ludziom, że potrzebują jakiegoś "zbawienia" jest z gruntu niemoralne i antyhumanistyczne, bo zakłada, że człowiek jest "zły", "grzeszny", "niedoskonały", że w życiu doczesnym skazany jest na beznadziejną szarpaninę - nie osiągnie "sensu życia" zanim tego życia już mu zabraknie i trafi do "nieba".A może coś w tym jest? Tego nie da się ukryć. Przecież są (byli) ludzie, którzy działali przeciw podstawowym potrzebom gatunku ludzkiego. I to niezależnie od postępu naukowego, można powiedzieć, że wręcz wykorzystywali zdobycze nauki przeciw innym ludziom: czy to były maczugi czy to jest broń atomowa. > Etyka jest dziedziną filozofii, która uchodzi w niektórych kręgach za naukę humanistyczną  Filozofia jest wg mnie nauką, ale etyka, która miałaby polegać na moralizowaniu, chyba nie jest nauką. Etyka (naukowa) może analizować, opisywać, co kto uważa za zło. > Jeśli etyka jest nauką, to jednak mówi "co ma być". Podobnie jak pscyhologia, psychiatria czy socjologia. Zdaje się, że ograniczasz naukę do nauk tzw. ścisłych, czyli matematyki, fizyki, chemii.Psychologię czy psychiatrię uważam za bardzo pożyteczne, na pewno wielu ludziom pomogły! Ale psychologia nie mówi "co ma być", daje tylko wiedzę, dzięki której możemy podejmować skuteczniejsze decyzję i tyle. Jeśli naszym celem jest miłość bliźniego to możemy robić to skuteczniej, mądrzej. Nie ma chyba czegoś takiego jak "światopoglad naukowy". > Jak wyobrażasz sobie sądy opisujące w odniesieniu do pojęć takich jak zło, jeśli nie będzie w nich żadnych ocen?Wartość to jest byt idealny (myślny) taki, jak liczba. Istnieją różne kategorie wartości, np. wartość przyjemnościowa (np. pożycie płciowe ma taką wartość  ), wartość egzystencjalna (np. zdobycie szczytu jakiejś góry, kiedy człowiek jest na wpół żywy z wysiłku). Same wartości można opisywać.
|
|
| | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >A dlaczego nie mogę sobie takiego pytania "po co żyję" postawić na serio? Dlaczego? Rozumiem, ze wg Ciebie jest to bezsensu. W ogóle nie odniosłaś się do tego co napisałem na temat "pytania o sens życia", za to usiłujesz wywołać wrażenie, że ta część mojej wypowiedzi sprowadza się do stwierdzenia przeze mnie, iż "pytanie o sens życia" uważam za bezsensowne nie podając żadnego uzasadnienia. Dla mnie oznacza to, że brakuje ci argumentów, których mogłabyś użyć w ewentualnej dyskusji.
>Ale to wynika z Twojego światopoglądu (z Twej wiary), tzw. zawężonego racjonalizmu. Natomiast wg mnie stawianie sobie takich pytań jak najbardziej mieści się w ramach szerokiego racjonalizmu, gdyż próba znalezienia satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie "po co żyję" (takiej odpowiedzi, która sprawia mi choćby radość) leży granicach zdrowego rozsądku. Mój światopogląd jest w tym względzie niesprzeczny i spójny. Twierdzenia, że mój światopogląd=wiara, że twój katolicki światopogląd jest szerszy niż mój oraz "bardziej racjonalny", a także niesprzeczny i spójny są tak absurdalne, że mogą wywołać wyłącznie uśmiech.
>>Po drugie - skoro już samo życie nie ma wartości, to wartością staje się zrealizowanie jakiegoś wydumanego CELU - i tu natychmiast rodzi się pytanie - CZYJEGO celu? Taka np. religia chrześcijańska jasno przedstawia CZYJ cel ma realizować człowiek - Boga. Religia ta mówi, że celem życia człowieka jest zbawienie ("niebo", "życie wieczne"), a czy to może być prawda? W żadnym razie, bo NIKT nie rodzi się z przeświadczeniem o takiej celowości życia;
>Chyba każdy rodzi się z pragnieniem szczęścia i zastanawia się, w jaki sposób je osiągnąć. Niebo to stan wewnętrzny (szczęście), a nie miejsce. Pragnienie szczęscia nie jest tym samym, co chrześcijańskie dążenie do "zbawienia", zaś znalezienie się w "niebie" tylko potocznie oznacza odczuwanie szczęścia.
>Proste spostrzeżenie socjologiczne: czy ludzie bogaci i niewierzący są szczęśliwi i czy maja poczucie sensu życia? Czy nie popełniają samobójstw? Gdyby tak było to może przyznałabym Ci rację. Bogactwo + ateizm = brak poczucia szczęścia i sensu życia oraz prowadzi do samobójstwa. To tak nieprawdopodobna bzdura, że aż nie chce mi się wierzyć, że mogłaś coś takiego napisać! Taaa... bieda oraz wiara źródłem szczęścia... chyba że dla cwaniaczków w rodzaju Rydzyka żerujących na wierzącej biedocie.
>>Oczywiście, zaraz powiesz, że twoim celem jest czynienie dobra, krzewienie miłości itd. - czy do tego potrzebna jest komukolwiek jakakolwiek religia? >Wg mnie nie ma co się obruszać na niemoralność takich pytań. Tylko trzeba zapytać się na serio: "a dlaczego mam właściwie kochać siebie albo kogoś innego"? Hmmm... nie widzę żadnego związku między moją wypowiedzią i twoim do niej komentarzem.
>>Mała dygresja - już samo wmawianie ludziom, że potrzebują jakiegoś "zbawienia" jest z gruntu niemoralne i antyhumanistyczne, bo zakłada, że człowiek jest "zły", "grzeszny", "niedoskonały", że w życiu doczesnym skazany jest na beznadziejną szarpaninę - nie osiągnie "sensu życia" zanim tego życia już mu zabraknie i trafi do "nieba". >A może coś w tym jest? Tego nie da się ukryć. Przecież są (byli) ludzie, którzy działali przeciw podstawowym potrzebom gatunku ludzkiego. I to niezależnie od postępu naukowego, można powiedzieć, że wręcz wykorzystywali zdobycze nauki przeciw innym ludziom: czy to były maczugi czy to jest broń atomowa. Tylko że religia chrześcijańska wmawia swoim wyznawcom, że wszyscy ludzie są źli, a nie że źli są tylko niektórzy. To jest zasadnicza różnica.
>>Etyka jest dziedziną filozofii, która uchodzi w niektórych kręgach za naukę humanistyczną >Filozofia jest wg mnie nauką, ale etyka, która miałaby polegać na moralizowaniu, chyba nie jest nauką. Etyka (naukowa) może analizować, opisywać, co kto uważa za zło. Polecam ci zatem sprawdzić jak to naprawdę jest z tą etyką. Wystarczy zajrzeć choćby do wikipedii.
>Psychologię czy psychiatrię uważam za bardzo pożyteczne, na pewno wielu ludziom pomogły! Ale psychologia nie mówi "co ma być", daje tylko wiedzę, dzięki której możemy podejmować skuteczniejsze decyzję i tyle. Skuteczne decyzje dotyczące czego, hmmm? Czy przypadkiem nie chodzi o zmianę tego "co jest" na coś "co ma być"?
>Jeśli naszym celem jest miłość bliźniego to możemy robić to skuteczniej, mądrzej. Nie ma chyba czegoś takiego jak "światopoglad naukowy". A propos czego to napisałaś? I co to w ogóle znaczy, że czyimkolwiek celem jest miłość bliźniego? Że ma się kochać wszystkich czy że ma się każdego uszczęśliwiać, czy co? Pierwsze jest równoznaczne z brakiem moralności, bo kochając wszystkich przestajesz różnicować ich postępowanie albo jest wyrazem jakiegoś chorego pojmowania miłości, jej deprecjacją, bo kochać wszystkich to znaczy nie kochać nikogo. Drugie jest wyrazem pychy, która zakłada, że wiesz co dla każdego człowieka oznacza bycie szczęśliwym oraz jest niebezpieczne, bo co jeśli dla kogoś szczęscie oznacza np. upodlenie innych?
>>Jak wyobrażasz sobie sądy opisujące w odniesieniu do pojęć takich jak zło, jeśli nie będzie w nich żadnych ocen? >Wartość to jest byt idealny (myślny) taki, jak liczba. Istnieją różne kategorie wartości, np. wartość przyjemnościowa (np. pożycie płciowe ma taką wartość ), wartość egzystencjalna (np. zdobycie szczytu jakiejś góry, kiedy człowiek jest na wpół żywy z wysiłku). Same wartości można opisywać. Mowa była jednoznacznie o wartościach z zakresu zainteresowania etyki (moralności), więc nie ściemniaj. A co do pożycia płciowego - jeśli wedle ciebie ma ono wartość sprowadzającą się wyłącznie do przyjemności, to po prostu nie wiesz na ten temat NIC.
|
|
| | | | |  | | Teresa | >W ogóle nie odniosłaś się do tego co napisałem na temat "pytania o sens życia", za to usiłujesz wywołać wrażenie, że ta część mojej wypowiedzi sprowadza się do stwierdzenia przeze mnie, iż "pytanie o sens życia" uważam za bezsensowne nie podając żadnego uzasadnienia. Dla mnie oznacza to, że brakuje ci argumentów, których mogłabyś użyć w ewentualnej dyskusji.
Ponieważ nie widzę sensu dalszego drążenia tego tematu. Ty wierzysz że stawianie takich pytan jest "be", czy tak? Natomiast dla mnie światopogląd, który nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania (w tym na takie) jest niemożliwy. Nie będę więc dyskutowac z Twoją wiarą. Choć nie ukrywam iż uważam, że walcząc z przesądami sam padłeś ofiarą pewnego przesądu (a mianowicie takiego, ze stawianie takich pytań jest "be").
>>Chyba każdy rodzi się z pragnieniem szczęścia i zastanawia się, w jaki sposób je osiągnąć. Niebo to stan wewnętrzny (szczęście), a nie miejsce. >Pragnienie szczęscia nie jest tym samym, co chrześcijańskie dążenie do "zbawienia", zaś znalezienie się w "niebie" tylko potocznie oznacza odczuwanie szczęścia.
Niebo to jest stan szczęścia. Chyba bym coś na ten temat wiedziała gdyby było inaczej, w końcu chyba wiem, w co wierzę, prawda? Zgodnie wiarą każdy człowiek już trochę w niebie albo trochę w piekle. Bo niebo i piekło zaczynają się już tu.
Święta Faustyna krótko przed swoją śmiercią pisała, że zjednoczenie z Chrystusem w chwale nieba jest "zatonięciem w Bogu jako w oceanie szczęścia".
>Bogactwo + ateizm = brak poczucia szczęścia i sensu życia oraz prowadzi do samobójstwa. To tak nieprawdopodobna bzdura, że aż nie chce mi się wierzyć, że mogłaś coś takiego napisać! Taaa... bieda oraz wiara źródłem szczęścia... chyba że dla cwaniaczków w rodzaju Rydzyka żerujących na wierzącej biedocie.
Nie będę tak dyskutować. To może przeanalizujmy jakieś statystyki odnośnie liczby samobójstw .... (ja takowych niestety nie posiadam)
>>>Oczywiście, zaraz powiesz, że twoim celem jest czynienie dobra, krzewienie miłości itd. - czy do tego potrzebna jest komukolwiek jakakolwiek religia? >>Wg mnie nie ma co się obruszać na niemoralność takich pytań. Tylko trzeba zapytać się na serio: "a dlaczego mam właściwie kochać siebie albo kogoś innego"? >Hmmm... nie widzę żadnego związku między moją wypowiedzią i twoim do niej komentarzem.
Przykro mi, ale oczywiście, ze wiara ma pomagać czynić dobro i krzewić miłość. To jest jedna z głównych prawd wiary! Zgodnie z wiarą Bóg działa poprzez sakramenty. I nic na to nie poradzę.
>Tylko że religia chrześcijańska wmawia swoim wyznawcom, że wszyscy ludzie są źli, a nie że źli są tylko niektórzy. To jest zasadnicza różnica.
My za złego jesteśmy skłonni uważać kogoś, kto dopuścił się jakiejś zbrodni. Natomiast o mniejszych świństwach to jesteśmy skłonni mówić, że "ktoś uległ ludzkim słabościom"!! Biblia mówi, że: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają." Każdy sam musi to ocenić czy jest zdrowy. W każdym bądź razie nie chodzi o to, że wytykać komuś, ze jest chory, ale żeby uzdrowić.
>Skuteczne decyzje dotyczące czego, hmmm? Czy przypadkiem nie chodzi o zmianę tego "co jest" na coś "co ma być"?
Jeśli masz odpowiednią dużą wiedzę na jakiś temat, to zazwyczaj wiesz "co ma być".
>A propos czego to napisałaś? I co to w ogóle znaczy, że czyimkolwiek celem jest miłość bliźniego? Że ma się kochać wszystkich czy że ma się każdego uszczęśliwiać, czy co?
Wystarczy traktować innych tak, jak Ty byś chciałbyś przez nich traktowany.
>Drugie jest wyrazem pychy, która zakłada, że wiesz co dla każdego człowieka oznacza bycie szczęśliwym oraz jest niebezpieczne, bo co jeśli dla kogoś szczęscie oznacza np. upodlenie innych?
A czy Ty, gdy ktoś Cię upadla czujesz się szczęśliwy? Nie? To tym samym można rozsądnie przyjąć, ze upadlanie kogoś innego nie uczyni go szczęśliwym. Chodzi o to, że cały gatunek ludzki ma pewne podstawowe potrzeby i działanie sprzeczne z nimi jest złem bezwzględnym dla jednostki ludzkiej.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > >W ogóle nie odniosłaś się do tego co napisałem na temat "pytania o sens życia", za to usiłujesz wywołać wrażenie, że ta część mojej wypowiedzi sprowadza się do stwierdzenia przeze mnie, iż "pytanie o sens życia" uważam za bezsensowne nie podając żadnego uzasadnienia. Dla mnie oznacza to, że brakuje ci argumentów, których mogłabyś użyć w ewentualnej dyskusji.> Ponieważ nie widzę sensu dalszego drążenia tego tematu.Zacytuję siebie: W ogóle nie odniosłaś się do tego co napisałem na temat "pytania o sens życia", więc o jakim "dalszym drążeniu" mówisz? > Ty wierzysz że stawianie takich pytan jest "be", czy tak?Co na ten temat napisałem jest prawdziwe niezależnie od czyjejkolwiek wiary. > Natomiast dla mnie światopogląd, który nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania (w tym na takie) jest niemożliwy.Widzę, że kroczysz ścieżką absurdu coraz dalej - nie ma światopoglądu dającego odpowiedzi na wszystkie pytania. Twój światopogląd nie jest tu wyjątkiem. To, co uważasz za odpowiedzi jest zaledwie nieweryfikowalnymi fantazjami. Istnienie Boga, cel powstania świata i ludzi podawany przez twoją religię, "życie po życiu" i co tam jeszcze stanowi "odpowiedzi na wszystkie pytania" są wymysłami ludzkimi i ty doskonale o tym wiesz. Dlatego dorabiasz sobie do tych fantazji swoje własne interpretacje, żeby samej sobie dostarczy namiastkę argumentów. > Nie będę więc dyskutowac z Twoją wiarą.Oczywiście, że nie będziesz, bo nie tylko nie umiesz wykazać, że się mylę, ale przede wszystkim nie możesz pokazać, że twoje przekonania mają choć cień uzasadnienia. Usiłujesz sprowadzić wszystko co piszę do tej samej kategorii, której padłaś ofiarą - nieuzasadnionej WIARY, żeby w ten sposób zrównać religijne bajeczki z rzeczywistą wiedzą o świecie. Robisz to samo, co ci, którzy mówią o nauce jako "wierze" - stare, niemodne, żałosne i przykre, gdy się weźmie pod uwagę, że człowiek posiada rozum, ale z niego nie chce korzystać. > Choć nie ukrywam iż uważam, że walcząc z przesądami sam padłeś ofiarą pewnego przesądu (a mianowicie takiego, ze stawianie takich pytań jest "be").Powtórzę po raz n-ty: nawet nie spróbowałaś polemiki i tylko uporczywie odmawiasz mi racji na zasadzie "nie bo nie i już". Aż tak bardzo jesteś świadoma bezsensu "swoich" przekonań? > >Pragnienie szczęscia nie jest tym samym, co chrześcijańskie dążenie do "zbawienia", zaś znalezienie się w "niebie" tylko potocznie oznacza odczuwanie szczęścia.> Niebo to jest stan szczęścia. Chyba bym coś na ten temat wiedziała gdyby było inaczej, w końcu chyba wiem, w co wierzę, prawda?To piękne - coś jest prawdą, bo w to wierzysz. Wierzę, że krasnoludki są bezpłciowe. Chyba bym coś na ten temat wiedział gdyby było inaczej, w końcu chyba wiem, w co wierzę, prawda? > Zgodnie wiarą każdy człowiek już trochę w niebie albo trochę w piekle. Bo niebo i piekło zaczynają się już tu.A co z Czyścem? Kiedy wypadł z obiegu? > Święta Faustyna krótko przed swoją śmiercią pisała, że zjednoczenie z Chrystusem w chwale nieba jest "zatonięciem w Bogu jako w oceanie szczęścia".Religijnego bełkotu nie będę komentował, bo nie ma możliwości polemizować z bezsensem. > >Bogactwo + ateizm = brak poczucia szczęścia i sensu życia oraz prowadzi do samobójstwa. To tak nieprawdopodobna bzdura, że aż nie chce mi się wierzyć, że mogłaś coś takiego napisać! Taaa... bieda oraz wiara źródłem szczęścia... chyba że dla cwaniaczków w rodzaju Rydzyka żerujących na wierzącej biedocie.> Nie będę tak dyskutować. To może przeanalizujmy jakieś statystyki odnośnie liczby samobójstw .... (ja takowych niestety nie posiadam)I pomyśleć, że niektórzy na tym forum zarzucają ci inteligencję a nawet przebiegłość... Tereso - jak nie masz o czymś pojęcia, to nie zmyślaj i nie podawaj tego jako swoich argumentów, bo w ten sposób naprawdę niczego nie osiągasz oprócz wystawiania się na kpiny. > Przykro mi, ale oczywiście, ze wiara ma pomagać czynić dobro i krzewić miłość. To jest jedna z głównych prawd wiary! Zgodnie z wiarą Bóg działa poprzez sakramenty. I nic na to nie poradzę.Mylisz pomoc z przymusem. Twoja wiara nakazuje ci czynić dobro, ale nie ze względu na jego wartość, ale ze względu na to, że twój Bóg wymaga od ciebie posłuszeństwa, za które masz obiecane "niebo". Swoją drogą ciekawe jak wyglądała moralność tych, dla których trzeba było podstawowe jej zasady zapisać w "świętej księdze" i dla których dopiero strach przed Bogiem był imperatywem do przestrzegania owych zasad. > >Tylko że religia chrześcijańska wmawia swoim wyznawcom, że wszyscy ludzie są źli, a nie że źli są tylko niektórzy. To jest zasadnicza różnica.> My za złego jesteśmy skłonni uważać kogoś, kto dopuścił się jakiejś zbrodni. Natomiast o mniejszych świństwach to jesteśmy skłonni mówić, że "ktoś uległ ludzkim słabościom"!! Biblia mówi, że: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają." Każdy sam musi to ocenić czy jest zdrowy.W każdym bądź razie nie chodzi o to, że wytykać komuś, ze jest chory, ale żeby uzdrowić. Tereso - przypomnę ci (ja, ateista, cóż za ironia!), że wedle twojej religii nikt nie jest bez grzechu, każdy jest splamiony "grzechem pierworodnym". > Jeśli masz odpowiednią dużą wiedzę na jakiś temat, to zazwyczaj wiesz "co ma być".W sposób wielce zakamuflowany przyznałaś mi rację. Dlaczego jawne przyznanie się do błędu jest ponad twoje siły? Jak w tym świetle wygląda twoje dążenie do doskonałości, co? > Wystarczy traktować innych tak, jak Ty byś chciałbyś przez nich traktowany.Aaaa, to nie jest miłość, ale co najwyżej dobre wychowanie. A co, jeśli ktoś jest sado-masochistą?  > >Drugie jest wyrazem pychy, która zakłada, że wiesz co dla każdego człowieka oznacza bycie szczęśliwym oraz jest niebezpieczne, bo co jeśli dla kogoś szczęscie oznacza np. upodlenie innych?> A czy Ty, gdy ktoś Cię upadla czujesz się szczęśliwy? Nie? To tym samym można rozsądnie przyjąć, ze upadlanie kogoś innego nie uczyni go szczęśliwym.Pominęłaś fragment o pys
|
|
| | | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Pominęłaś fragment o pysze - dlaczego? A co, jeśli się pomyliłaś i ja czuję się szczęśliwy upadlając innych? Wówczas rozsądnym będzie przyjąć, że upadlanie innych czyni ludzi szczęśliwymi? Popełniasz błąd usiłując uogólniać na podstawie jednostkowego przypadku (zresztą wydumanego). Nie bierzesz pod uwagę, że czyjeś szczęście może odbywać się kosztem czyjegoś nieszczęścia, więc nie ma sposobu na uszczęśliwienie wszystkich. Żeby nie być gołosłownym: Pani X i pan Y są ze sobą w związku; pojawia się pan Z i pani X zostawia pana Y, i jest szczęśliwa z panem Z. Czy pan Y będzie szczęśliwy?
>Chodzi o to, że cały gatunek ludzki ma pewne podstawowe potrzeby i działanie sprzeczne z nimi jest złem bezwzględnym dla jednostki ludzkiej. Chodzi o to, że zaspokajanie potrzeb jednych odbywa się często kosztem innych, a nikt nie wymyslił jeszcze sposobu, jak ograniczonymi zasobami zaspokoić nieogranicznone potrzeby. Chodzi też o to, że zaspokojenie podstawowych potrzeb prowadzi do chęci zaspokojenia potrzeb leżących wyżej w hierarchii. A przede wszystkim chodzi o to, żeby każdy myślał o sobie, a nie usiłował zadowolić wszystkich innych, w tym takich, których podstawowe potrzeby są wymierzone przeciwko innym. Podstawową potrzebą psychopatycznego mordercy jest zniwelować wewnętrzne napęcie poprzez odebranie komuś życia, podstawową potrzebą alkoholika jest dostarczyć organizmowi dawkę alkoholu itd. Innymi słowy - wcale nie jest tak, że wszyscy mamy identyczne potrzeby, identyczne sposoby na odczuwanie szczęścia i że uszczęśliwienie każdego oznacza szczęście wszystkich.
|
|
| | | | | | | |  | | Teresa | > >Nie będę więc dyskutowac z Twoją wiarą.> Oczywiście, że nie będziesz, bo nie tylko nie umiesz wykazać, że się mylę, ale przede wszystkim nie możesz pokazać, że twoje przekonania mają choć cień uzasadnienia.Już dawno to wykazałam. Nie będę się powtarzać. > To piękne - coś jest prawdą, bo w to wierzysz. Wierzę, że krasnoludki są bezpłciowe. Chyba bym coś na ten temat wiedział gdyby było inaczej, w końcu chyba wiem, w co wierzę, prawda?To jest bardziej złożone i wykracza poza temat tego wątku. Absolut jest immanentny i transcendentny jednocześnie. Uprawnioną drogą do dojścia do absolutu jest odkrycie go w sobie, ukrytego w tajnikach naszego bytu. > >Zgodnie wiarą każdy człowiek już trochę w niebie albo trochę w piekle. Bo niebo i piekło zaczynają się już tu.> A co z Czyścem? Kiedy wypadł z obiegu?Po czyśćcu i tak osiąga się niebo ... to jedyny możliwy kierunek  dlatego ominęłam ten etap.  > I pomyśleć, że niektórzy na tym forum zarzucają ci inteligencję a nawet przebiegłość... Tereso - jak nie masz o czymś pojęcia, to nie zmyślaj i nie podawaj tego jako swoich argumentów, bo w ten sposób naprawdę niczego nie osiągasz oprócz wystawiania się na kpiny.A czy Hitler był szczęśliwy? Chyba nie. A przecież miał i władzę i kasę i sam sobie był bogiem. > Mylisz pomoc z przymusem. Twoja wiara nakazuje ci czynić dobro, ale nie ze względu na jego wartość, ale ze względu na to, że twój Bóg wymaga od ciebie posłuszeństwa, za które masz obiecane "niebo". Swoją drogą ciekawe jak wyglądała moralność tych, dla których trzeba było podstawowe jej zasady zapisać w "świętej księdze" i dla których dopiero strach przed Bogiem był imperatywem do przestrzegania owych zasad.Nikt nikomu nic nie narzuca. Chrześcijanin wierzy, że Bóg kocha go miłością wyjątkową i wieczną. Zdobywa się na poświęcenia z miłości do Boga. W miłości nie ma przymusu. > Tereso - przypomnę ci (ja, ateista, cóż za ironia!), że wedle twojej religii nikt nie jest bez grzechu, każdy jest splamiony "grzechem pierworodnym".A co jest grzech (niekoniecznie pierworodny)? Wiesz, ateisto?  Grzech jest pojęciem biblijnym i zakłada: -autorytet transcendentnych praw oraz - osobowe odniesienie do Boga. "Poczucie grzechu nabywamy dopiero wtedy, gdy doznajemy objawienia wierności Bożej względem nas" > >Jeśli masz odpowiednią dużą wiedzę na jakiś temat, to zazwyczaj wiesz "co ma być".> W sposób wielce zakamuflowany przyznałaś mi rację. Dlaczego jawne przyznanie się do błędu jest ponad twoje siły? Jak w tym świetle wygląda twoje dążenie do doskonałości, co?Wcale nie, ponieważ wiedzę można wykorzystywać w niecny sposób. > (...) Innymi słowy - wcale nie jest tak, że wszyscy mamy identyczne potrzeby, identyczne sposoby na odczuwanie szczęścia i że uszczęśliwienie każdego oznacza szczęście wszystkich.Co nie zmienia faktu, ze cały gatunek ludzki ma pewne podstawowe potrzeby i działanie sprzeczne z nimi jest złem bezwzględnym dla jednostki ludzkiej. Amen.
|
|
| | | | | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > >>Nie będę więc dyskutowac z Twoją wiarą.> >Oczywiście, że nie będziesz, bo nie tylko nie umiesz wykazać, że się mylę, ale przede wszystkim nie możesz pokazać, że twoje przekonania mają choć cień uzasadnienia.> Już dawno to wykazałam. Nie będę się powtarzać.  > >To piękne - coś jest prawdą, bo w to wierzysz. Wierzę, że krasnoludki są bezpłciowe. Chyba bym coś na ten temat wiedział gdyby było inaczej, w końcu chyba wiem, w co wierzę, prawda?> To jest bardziej złożone i wykracza poza temat tego wątku.Oczywisty błąd w twoim "uzasadnieniu" prawdziwości twych przekonań poprzez wiarę w ich prawdziwości jest banalnie prosty i mowa o jakiejś złożoności, na którą nie ma miejsca w tym wątku, jest tylko "zasłoną dymną". > Absolut jest immanentny i transcendentny jednocześnie. Uprawnioną drogą do dojścia do absolutu jest odkrycie go w sobie, ukrytego w tajnikach naszego bytu.Seria zdań pozbawionych sensu, bo zawierających puste znaczeniowo wyrażenia. > >>Zgodnie wiarą każdy człowiek już trochę w niebie albo trochę w piekle. Bo niebo i piekło zaczynają się już tu.> >A co z Czyścem? Kiedy wypadł z obiegu?> Po czyśćcu i tak osiąga się niebo ... to jedyny możliwy kierunek dlatego ominęłam ten etap.Aaaa, czyli jednak "piekło", "niebo" i "czyściec" to są miejsca? > >I pomyśleć, że niektórzy na tym forum zarzucają ci inteligencję a nawet przebiegłość... Tereso - jak nie masz o czymś pojęcia, to nie zmyślaj i nie podawaj tego jako swoich argumentów, bo w ten sposób naprawdę niczego nie osiągasz oprócz wystawiania się na kpiny.> A czy Hitler był szczęśliwy? Chyba nie. A przecież miał i władzę i kasę i sam sobie był bogiem.Jak wiadać nie skorzystałaś z mojej rady zaprzestania pisania w sposób narażający cię na kpiny. No cóż, twoja wola. > Nikt nikomu nic nie narzuca.Jasne. Nie ma żadnych regulaminów kościelnych, nie ma żadnych "przykazań", w Biblii nie ma nic na temat warunków osiągnięcia "zbawienia"... Jasne. > Chrześcijanin wierzy, że Bóg kocha go miłością wyjątkową i wieczną. Zdobywa się na poświęcenia z miłości do Boga. W miłości nie ma przymusu.Kolejny przykład (o)błędnego pojmowania miłości. Miłość to nie prześciganie się "kto bardziej się poświęci", miłość to porozumienie i dążenie do stworzenia nowej wartości, synergia. Co ty uważasz za miłość jest relacją "pan - poddany". > >Tereso - przypomnę ci (ja, ateista, cóż za ironia!), że wedle twojej religii nikt nie jest bez grzechu, każdy jest splamiony "grzechem pierworodnym".> A co jest grzech (niekoniecznie pierworodny)? Wiesz, ateisto? Grzech jest pojęciem biblijnym i zakłada: -autorytet transcendentnych praw oraz - osobowe odniesienie do Boga. "Poczucie grzechu nabywamy dopiero wtedy, gdy doznajemy objawienia wierności Bożej względem nas"A co to jest grzech (niekoniecznie pierworodny? Wiesz, teistko? Bo zapomniałaś podać definicję, co i tak jest bez znaczenia, bo idzie o fakt propagowania przez twoją religię obrazu "zepsutego" człowieka. > >>Jeśli masz odpowiednią dużą wiedzę na jakiś temat, to zazwyczaj wiesz "co ma być".> >W sposób wielce zakamuflowany przyznałaś mi rację. Dlaczego jawne przyznanie się do błędu jest ponad twoje siły? Jak w tym świetle wygląda twoje dążenie do doskonałości, co?> Wcale nie, ponieważ wiedzę można wykorzystywać w niecny sposób.Czy ty w ogóle potrafisz się skupić i pisać na temat? Nie było mowy o skutkach posiadania wiedzy, był za to spór między nami czy wybrane nauki humanistyczne mówią "co ma być". Ty twierdziłaś, że nie, ja pokazałem, że tak, po czym przychyliłaś się (oczywiście nie wprost!) do mojego zdania. A teraz nadal udajesz pierwszą naiwną, więc pytam ponownie: dlaczego przyznanie się do błędu jest ponad twoje siły i jak to się ma do twojego dążenia do doskonałości? > >(...) Innymi słowy - wcale nie jest tak, że wszyscy mamy identyczne potrzeby, identyczne sposoby na odczuwanie szczęścia i że uszczęśliwienie każdego oznacza szczęście wszystkich.> Co nie zmienia faktu, ze cały gatunek ludzki ma pewne podstawowe potrzeby i działanie sprzeczne z nimi jest złem bezwzględnym dla jednostki ludzkiej. Amen.Rozmowa z tobą to jak rzucanie grochem o ścianę. Wszystko, co można od ciebie uzyskać sprowadza się do powtarzania w kółko tych samych stwierdzeń. Amen.
|
|
 | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >A tymczasem religia (patrząc bezwzględnie, a nie względnie) nie jest zabobonem, bo nie jest sprzeczna ani z faktami stwierdzonymi przez naukę (bo nie dotyczy faktów naukowo sprawdzalnych) Co to jest za "fakt", którego nie da się sprawdzić?
>ani z prawami logiki. Skoro religia (a właściwie pewne wierzenia wchodzące w skład religii) nie są sprzeczne z logiką, to skąd się biorą na świecie racjonaliści, którzy cenią sobie logiczne myślenie, a jednak odrzucają religijne "prawdy"? (Że o np. filozofach wykazujących nielogiczności zawarte w religiach nie wspomnę.)
|
|
|  | | dr_Edredon | A skąd się biorą wierzący w Boga profesorowie logiki, matematyki czy fizyki teoretycznej - nawet nobliści ?
|
|
| |  | | św.Marek | >A skąd się biorą wierzący w Boga profesorowie logiki, matematyki czy fizyki teoretycznej - nawet nobliści ?
Już tutaj gdzieś mówiłem, że tacy biorą się z dwóch powodów: wychowani zostali w religijnych rodzinach, więc jest to ich elementem życia, oraz, że w wielu ludziach, pod wpływem indoktrynacji religijnej wpojona została niepewność, rodzaj asekurantyzmu: a co będzie, jak ten Bóg jednak istnieje?
___________ Pozdrawiam
|
|
| | |  | | dr_Edredon | No dobrze św. Marku. Jeśli już o tym mowa. Udziel mi, proszę odpowiedzi na takie pytanie: czy ważniejsze ma być dla mnie (jako jednostki, osobiście) to by nie zostać posądzonym przez kogoś o "tchórzostwo umysłowe" (wcale nie koniecznie), brak konsekwencji myślenia (i ten argument nie trafiony), uwłaczanie godności mego człowieczeństwa przez zakładanie istnienia Boga (niewiedzieć czemu), czy też ważniejsze ma być ryzyko rezygnacji z życia wiecznego, ba nawet ryzyko mąk wiecznych. Biorąc założenie, że ryzyko to = powiedzmy 0,000001%, bądź nawet, że jest, jak to się w nauce czasem mówi "zaniedbywalnie małe" To co warto wybrać? To przecież oczywiste, argument "za" wiarą jest i tak mocniejszy.  . Nawet jeśli prawdopodobieństwo straty jest zaniedbywalnie małe, a czuję, że jest jednak trochę większe  , to strata może być też nieskończenie wielka. Ja wiem, takie rozumowanie to jeszcze nie jest wiara. No i może być odebrane jako konformizm. Nawet przez chrześcijanina. Prawda. To jednak może też być jeden z wielu komponentów racjonalnych przekonujących "za wiarą". Czyż nie ? Nie jest to bowiem pytanie nieracjonalne, prawda? Przyznasz chyba? Jest wręcz b. praktyczne  Czy postawienie sobie takiego pytania dowodzi, że mam coś wpojone ? A to niby czemu ?
|
|
| | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Dokonywanie wyboru między "piekłem" a "niebem" nazywasz racjonalnym zachowaniem? A poza tym - postępowanie zgodnie z zaleceniami "zakładu Pascala" nie gwarantuje ci wcale, jako chrześcijaninowi, "nieba". Do tego potrzeba zdaje się sporo więcej niż nieodrzucenia możliwości istnienia chrześcijańskiego Boga, nieprawdaż?
|
|
| | | | |  | | dr_Edredon | > Dokonywanie wyboru między "piekłem" a "niebem" nazywasz racjonalnym zachowaniem?"czy ważniejsze ma być dla mnie (jako jednostki, osobiście) to by nie zostać posądzonym przez kogoś o "tchórzostwo umysłowe" (wcale nie koniecznie), brak konsekwencji myślenia (i ten argument nie trafiony), uwłaczanie godności mego człowieczeństwa przez zakładanie istnienia Boga (niewiedzieć czemu), czy też ważniejsze ma być ryzyko rezygnacji z życia wiecznego, ba nawet ryzyko mąk wiecznych" Cytuję powyżej sam siebie, bo niezrozumiałeś lub tak udajesz. Taki jest wybór naprawdę. Wierząc w Boga, gdy nie istnieje, nie ryzykuję niczym poza niepochlebną opinią u niektórych. To wszystko. W przypadku niewiary, jeśli Bóg istnieje, ryzykuję duuużo więcej. Poważnie, nie rozumiesz tej alternatywy i tego jak niewspółmierne są jej części ? > A poza tym - postępowanie zgodnie z zaleceniami "zakładu Pascala" nie gwarantuje ci wcale, jako chrześcijaninowi, "nieba". Do tego potrzeba zdaje się sporo więcej niż nieodrzucenia możliwości istnienia chrześcijańskiego Boga, nieprawdaż?> I znowu wypadałoby cytować samego siebie. Przecież uczyniłem odpowiednie zastrzeżenie, nieprawdaż ?. Napisałem tylko tyle (i aż tyle!), że takie pytanie i odpowiedź na nie może być jednym z racjonalnych komponentów podejmowania decyzji czy będę starał się zostać lub pozostać człowiekiem wierzącym, będę nad tym pracował, czy też wręcz przeciwnie. Nie byłoby sensu mówić do Ciebie, że Bóg mnie powołał, miałem objawienie lub wysłuchał moich modlitw i jakoś przyczynił się do tego, że wiarę mam. Rozmawiam z Tobą o tym, o czym jest sens z Tobą rozmawiać. Mówię Twoim językiem a Ty chcesz mnie sobie odpowiednio ustawić do krytyki. To nieładnie !  Nawet niewinna zmiana słów z "życie wieczne" na "niebo" i z "mąk wiecznych" na "piekło" ma temu służyć. Doskonale sobie, jak widzę zdajesz sprawę, że dla niektórych (zwykle nie...doświadczonych) może to brzmieć bardziej "bajkowo" i to wykorzystujesz. Zmieniając nieco słowa łatwiej zyskać poklask u niektórych. Nie ze mną jednak te numery, Brunner  No więc, jeszcze raz: nie jestem idiotą, zdaję sobie sprawę, że opowiedzenie się za drugim członem powyższej alternatywy nie gwarantuje mi życia wiecznego o jakim mówi chrześcijaństwo ! Chcę Ci tylko wykazać, że na to czy ktoś został/jest wierzącym czy nie mogą mieć i często mają wpływ czynniki bardzo racjonalne. To one bezpośrednio mogą spowodować świadomą decyzję, która daje dalsze skutki i prowadzi do wiary. Powyższe uważam za udowodnione. Coś jeszcze ?
|
|
| | | | | |  | | dr_Edredon | Wobec tego, com napisał, jak i wobec doświadczenia codziennego, sugerowanie, że ludzie wierzący to półgłówki jakoweś nie umiejące myśleć, co trawią życie śniąc tylko i że, w świecie bajek żyją zdaje mi się co nieco dziwaczne. Nie wspomnę, że nieeleganckie. Wyczucie dobrego smaku też jest w życiu ważne.
|
|
| | | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > Wobec tego, com napisał, jak i wobec doświadczenia codziennego, sugerowanie, że ludzie wierzący to półgłówki jakoweś nie umiejące myśleć, co trawią życie śniąc tylko i że, w świecie bajek żyją zdaje mi się co nieco dziwaczne.Wcale mnie nie dziwi, że bronisz swoich poglądów, natomiast ich sensowność nijak nie da się uzasadnić twoim przekonaniem o ich prawdziwości. > Nie wspomnę, że nieeleganckie. Wyczucie dobrego smaku też jest w życiu ważne.Tak się składa, że w moim przekonaniu w dobrym smaku jest nie ulegać religijnym fantazjom, ale trzymać się rozumu. Oczywiście nie odmawiam ci prawa do posiadania odmiennych upodobań, ale nie wymagaj, aby każdemu jednako smakowały pomyje
|
|
| | | | | | | |  | | dr Edredon | > >Wobec tego, com napisał, jak i wobec doświadczenia codziennego, sugerowanie, że ludzie wierzący to półgłówki jakoweś nie umiejące myśleć, co trawią życie śniąc tylko i że, w świecie bajek żyją zdaje mi się co nieco dziwaczne.> Wcale mnie nie dziwi, że bronisz swoich poglądów, natomiast ich sensowność nijak nie da się uzasadnić twoim przekonaniem o ich prawdziwości.> >Nie wspomnę, że nieeleganckie. Wyczucie dobrego smaku też jest w życiu ważne.> Tak się składa, że w moim przekonaniu w dobrym smaku jest nie ulegać religijnym fantazjom, ale trzymać się rozumu. Oczywiście nie odmawiam ci prawa do posiadania odmiennych upodobań, ale nie wymagaj, aby każdemu jednako smakowały pomyje  > No nie ma co, bardzo zgrabnie. Tylko czemuś nie odpowiedział na mój główny post tylko na dodatek ? Jeden z najbardziej prostackich chwytów erystycznych: odpowiedzieć tylko na to, na co jest wygodnie. Boć przecie o tzw. "ostatnie słowo" chodzi. Tlko, że mnie erystyka nie interesuje. A i tak: 1 cz.odpowiedzi - bez argumentu 2 cz.odpowiedzi - znów nieeleganckie, niesmaczne o c e n y .
|
|
| | | | | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Facet, masz nielichy problem! Cokolwiek by nie napisać ci w odpowiedzi, to ci się nie podoba, jest niesmaczne, nieeleganckie. Piszą o swoich wrażeniach unikasz odniesienia się do sensu wypowiedzi, uwalniasz się od konieczności argumentacji. I ty zarzucasz innym stosowanie chwytów erystycznych? Śmiechu warte.
|
|
| | | |  | | św.Marek | Dla Ciebie jako jednostki najważniejsza jest zapewne realizacja celu, jaki sobie zaplanowałeś. To, jak swój cel czy cele realizujesz nie mnie ani komukolwiek oceniać. Również sposób myślenia jaki stosujesz nie podlega dyskusji; dla mnie może być dziwaczny, nie do przyjęcia, dla Ciebie jedyny możliwy. Zauważ, że w naszych rozmowach nie jest istotne w co kto wierzy i jak, ale jak to werbalizuje. Jeżeli ogłosisz powiedzmy, że Twoim celem w życiu jest posiadanie licznego potomstwa, a realizujesz to powiedzmy lepiąc je z plasteliny, ba tak Ci wpojono i nakazuje to Twoja religia, to słowa te, wypowiedziane publicznie, są przedmiotm oceny innych. Wszyscy wiedzą, że każda religia opiera się na pewnej mitologii charakterystycznej dla danej kultury. Nie można mitycznych fikcji wprowadzać w życie, jak z plasteliny nie będzie prawdziwych dzieci. Nie można zakładać urzeczywistnienia ryzyka pochodzącego z bajki, bo w ten sposób powstają manie prześladowcze, zabobony, Ligi Polskich Rodzin itp. Prawdopodobieństwo zaistnienia czegoś, co istnieje wyłącznie w ludzkiej wyobraźni i nigdzie indziej jest mniejsze, niż trafienie w dziesiątkę ze sztucera do tarczy znajdującej się w galaktyce odległej o pięć miliardów lat światła. Zadawać pytania trzeba, bez nich nie znajdziemy odpowiedzi. Zadajemy je zawsze na miarę swoich możliwości. Komuś, komu wpajano bajki, będzie żył w ich świecie, nie będzie sobie zdawał z możliwości innych prawd, niż bajkowe. Jego pytania z natury rzeczy nie bedą racjonalne, więc i odpowiedzi takimi nie mogą być. Chyba nie możesz się zdecydować, czy kierować się co Ci rozum podpowiada, czy też nie ufać mu do końca i dpuścić tak ładnie i przekonująco skonstruowane mity.  ___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | dr_Edredon | Oj Marku święty ! Coś tak delikatnie do mnie mówisz. Acz z pewną dozą lekceważenia. Żeby nie mieszać odpowiem w punktach (kolejność niekoniecznie właściwa) 1.>Nie można mitycznych fikcji wprowadzać w życie,< Tu nie bardzo wiem o co chodzi. Proszę o określenie jakie mityczne fikcje jako wierzący mogę niechcący lub celowo wprowadzić w życie, co to znaczy i czy oraz w jaki sposób może mi zaszkodzić? 2.Twierdzisz więc, panie Marku, że człowiek nabywając wiarę traci zdolność stosowania racjonalnej metody w swoim życiu. Trochę tylko czy całkowicie? Czyli że, innymi słowy, wiara czyni ze mnie, niejako automatycznie, kalekę życiowego. Może przesadziłem, tak to chyba nie myślisz. No tylko, że ja starając się o pracę nie siedzę w domu z różańcem lecz jednak wychodzę pracy poszukać. I wszyscy normalni ludzie wierzący tak właśnie robią. Dzieci też wiem jak się robi. Więc o co właściwie chodzi ? 3.Czyżbym był bardziej narażony na choroby psychiczne. No nie... bez jaj ...takich badań, które by to potwierdzały to ja nie znam. 4.Ależ ja zadałem racjonalne pytanie, pokazałem to oraz udzieliłem na nie racjonalnej. odpowiedzi. A wierzący jestem. To jak to jest z tą "naturą rzeczy"? 5.Tak dużo o tym wpojeniu. Odnoszę wrażenie, że człowiekiem wierzącym nie da się zostać bez wpojenia. Ktoś kiedyś to ludziom wpoił, no i tak sobie przekazują, bo im z tym dobrze. Tylko kto i kiedy ? 6.Jestem całkiem zdecydowany panie Marku. Racjonalizm w szerokim pojęciu, rozumiany, krótko mówiąc, jako właściwy dobór metod do celów cały czas mi przyswieca. TAKI RACJONALIZM JEST NIESPRZECZNY Z WIARĄ. Taka definicja i stosowanie racjonalizmu jest jedynym sensownym. Zastosowanie racjonalnej metody do udowodnienia, że wiara w Boga jest nieracjonalna jest logicznie niemożliwe. Taki rodzaj rozumowania sytuuje się poza racjonalizmem zdefiniowanym wyżej.
|
|
| | | | | |  | | św.Marek | >Coś tak delikatnie do mnie mówisz. Acz z pewną dozą lekceważenia.
Przykro mi, jeśli polemikę odbierasz jako lekceważenie. To znaczy, że bierzesz to zbyt do siebie.
>Tu nie bardzo wiem o co chodzi. Proszę o określenie jakie mityczne fikcje jako wierzący mogę niechcący lub celowo wprowadzić w życie, co to znaczy i czy oraz w jaki sposób może mi zaszkodzić?
Jako wierzący nic nie potrzebujesz wprowadzać w życie, wszak kierujesz się wiarą, ta zaś wyklucza racjonalne widzenie świata. Gdy we wszystkim widzi się Boga, nie można dostrzec już nic innego. Nie do religijnych więc ludzi należy wprowadzanie czegokolwiek do życia, bo oni go widzą zaślepieni i w wykoślawiony sposób, jak w krzywym zwierciadle.
>2.Twierdzisz więc, panie Marku, że człowiek nabywając wiarę traci zdolność stosowania racjonalnej metody w swoim życiu. Trochę tylko czy całkowicie? Czyli że, innymi słowy, wiara czyni ze mnie, niejako automatycznie, kalekę życiowego. Może przesadziłem, tak to chyba nie myślisz.
Nie może być racjonalnej wiary, bo to są przeciwstawne pojęcia. Wiara jest irracjonalna, przyjmuje przekazy tak, jak zostały podane. Jest to więc pewnego rodzaju kalectwo życiowe, bo czyni rozum niepotrzebnym. Czy coś traci się z życia to odpowiedz sobie sam, lecz wiedz, iż przyjmując dobrowolnie cokolwiek z religijnej wiary sam rezygnujesz z używania rozumu, a więc tracisz przynajmniej na tym, co jest przez ludzi pożądane.
>No tylko, że ja starając się o pracę nie siedzę w domu z różańcem lecz jednak wychodzę pracy poszukać. I wszyscy normalni ludzie wierzący tak właśnie robią.
Dokonujesz pewnej manipulacji: wszyscy ludzie szukający pracy szukają jej i religia nie ma tu nic wspólnego. A normalni ludzi to są raczej tacy, którzy w żadnej dziedzinie nie rezygnują z myślenia, w przeciwieństwie do wierzących, przyjmujących bez zastrzeżeń nawet najbardziej oczywiste bajki.
>Dzieci też wiem jak się robi. Więc o co właściwie chodzi ?
Z tego powinieneś się cieszyć, jednak nie religii zawdzięczasz tę wiedzę a naturze, która przez miliardy lat ewolucji wpisała to w genotyp. O to chodzi, że przykład dzieci podałem na podkreślenie, jak często religie robią z ludzi bezmyślne istoty, bo to jest ich głównym zadaniem.
>3.Czyżbym był bardziej narażony na choroby psychiczne. No nie... bez jaj ...takich badań, które by to potwierdzały to ja nie znam.
Nie wiem, czy jesteś bardziej i na jakie choroby narażony od innych. Nie mam pojęcia, skąd wydedukowałeś tą psychiczną chorobę.
>4.Ależ ja zadałem racjonalne pytanie, pokazałem to oraz udzieliłem na nie racjonalnej. >odpowiedzi. A wierzący jestem. To jak to jest z tą "naturą rzeczy"?
Skoroś sam sobie udzielił odpowiedzi, to czego po mnie oczekujesz?
>5.Tak dużo o tym wpojeniu. Odnoszę wrażenie, że człowiekiem wierzącym nie da się zostać bez wpojenia. Ktoś kiedyś to ludziom wpoił, no i tak sobie przekazują, bo im z tym dobrze. Tylko kto i kiedy ?
Każda wiedza jest wpojona. Człowiekiem wierzącym jest się wtedy, gdy owo wpojenie jest nieskuteczne, bądź niedostateczne. Jakże inaczej, skoro nie ma się na tyle możliwości rozumowania, żeby potrzebować protezy w postaci wiary...
>6.Jestem całkiem zdecydowany panie Marku. Racjonalizm w szerokim pojęciu, rozumiany, krótko mówiąc, jako właściwy dobór metod do celów cały czas mi przyswieca.
Nie pochlebiaj sobie, dobór metod w osiąganiu celu to cecha każdego umysłu, niezależnie od wiedzy, wykształcenia, światopoglądu, czy nawet choroby psychicznej. Rzecz w tym, że nie wszystkie metody są racjonalistyczne, jak cele nie zawsze trafne. Racjonalizmem w szerokim pojęciu jest wybór metod rozumowych, w przeciwieństwie do pozostałych. Jeżeli deklarujesz swoje zaangażowanie religijne, nie możesz przekonywać o swojej racjonalności, bo religia z racjonalnością ma niewiele wspólnego.
>TAKI RACJONALIZM JEST NIESPRZECZNY Z WIARĄ. Taka definicja i stosowanie racjonalizmu jest jedynym sensownym.
Pewnie chciałbyś tego, ale to piramidalna bzdura. Nawet szkoda słów na argumentowanie.
>Zastosowanie racjonalnej metody do udowodnienia, że wiara w Boga jest nieracjonalna jest logicznie niemożliwe. Taki rodzaj rozumowania sytuuje się poza racjonalizmem zdefiniowanym wyżej.
Stawiasz na głowie definicję myślenia imputując mu bezmyślność. Racjonalność nie polega na udowadnianiu niemożliwych do udowodnienia rzeczy, bo to domena teologii. Z tego powodu logicznie, czyli racjonalnie nie da się udowodnić istnienia drumpli i krapcieli, ale przy pomocy metod teologicznych można nie tylko wykazać ich istnienie, lecz ponadto określić wszystkie ich cechy chraktrystyczne, dobudować historię i wszystko inne, co by je uprawdopodabniało.
___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | dr Tojestkura | >>Zastosowanie racjonalnej metody do udowodnienia, że wiara w Boga jest nieracjonalna jest logicznie niemożliwe. Taki rodzaj rozumowania sytuuje się poza racjonalizmem zdefiniowanym wyżej. (dodam: poza racjonalizmem w ogóle) > Stawiasz na głowie definicję myślenia imputując mu bezmyślność. Racjonalność nie polega na udowadnianiu niemożliwych do udowodnienia rzeczy, > O to mi właśnie chodzi byś nie próbował udowodnić, że Bóg nie istnieje, jak to wciąż na tym forum próbuje się robić róznymi dziwnymi sposobami, bo to niemożliwe< bo to domena teologii. Z tego powodu logicznie, czyli racjonalnie nie da się udowodnić istnienia drumpli i krapcieli, ale przy pomocy metod teologicznych można nie tylko wykazać ich istnienie, lecz ponadto określić wszystkie ich cechy chraktrystyczne, dobudować historię i wszystko inne, co by je uprawdopodabniało. >no, tu poniosło Ciebie troszeczkę< >
Przeczytaj to jeszcze raz bo odpowiadasz nie na temat. Ja nic nie imputuję i niczego nie stawiam na głowie. Nie każę Ci wierzyć ani nie próbuję Ci udowadniać, że Bóg istnieje. Nie próbuj więc wykazać, że nie istnieje. Dlaczego nie możecie się powstrzymać by tego nie próbować wiedząc, że to beznadziejne? I jedno i drugie nie jest możliwe. Moglibyście "racjonaliści" robić coś pożytecznego ? Wasz "racjonalizm" przejawia się niemal wyłącznie jako opozycja do religii i wiary. Czy widzicie jakiś jeszcze sens bycia racjonalistą prócz walki z religią ? Takie definiowanie siebie przez bunt, negację czegoś lub kogoś jest, zdaje mi się, przejawem niedojrzałości.
|
|
| |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >A skąd się biorą wierzący w Boga profesorowie logiki, matematyki czy fizyki teoretycznej - nawet nobliści ? Może z... propagandy? Może z plotek powtarzanych bez sprawdzenia rzeczywistego stanu rzeczy? Może nie każdy logik, matematyk czy fizyk kiedykolwiek zastanawiał się nad sensem wiary i sensem "Boga"? A może wreszcie - wyjątki jedynie potwierdzają regułę?
|
|
| | |  | | agnus dei | ... mechanik ma klucz francuski, hirurg skalpel, kominiarz wycior, malarz pedzel... ... ... a ksiadz ( dzialacz ogolnospoleczny ) boga. No bo czym zaprawilby swe czary, co mogloby sprawic ze dzialaja, ze sa takie 'czarodziejskie' i dzialaja w 'strefie mroku' naszych umyslow? To byt ideowy w dzialaniu podobny do mocy bomby atomowej. I rownie apokaliptyczny. No nie?
|
|
| | | |  | | agnus dei | ...aha... bo tu ktos o Czechach cos rzekl... a ze przypadkowo cos niecos w tym temacie wiem... to powiem: jesli chcielibyscie cos pojac na temat ateizmu w Czechach to trzeba by bylo siegnac do historii jakies 600 lat wstecz. Grozilo im to samo co paru innym ludom na polnocy Europy. Kilku z tych ludow z boza pomoca juz nie ma zupelnie... tak ich przekscili! Panowie w ladnych pelerynkach z namalowanymi krzyzykami. Cholernie skutecznie ich nawrocili. Wiec czemu mieliby w Czechach cierpiec na nadmiarmilosci do jedynie slusznej wiary? To maly narod, moze gdyby poczul wiecej krzepy to rozruszaliby jakis lokalny imperializm do czego przydaloby sie troche ideologii... a tak po co? Samookaleczac sie, robic wlasnymi rekoma lobotomie? Czy nie lepiej sie posmiac?  A milosc do ojczyzny obejdzie sie bez patosu i mistycyzmu. Polecam obejrzenie tekstu czeskiego hymnu narodowego ' Kde domow muj' . Smieszny narod to dla mnie komplement!
|
|
| | | | |  | | exeqtor | celem religii dla kazdego kto w nia wierzy jest trawanie w nieswiaomosci .a sama religia to poterzny program sterujacy zachowaniami jednostek (władza to potega).
|
|
| | |  | | aner | >>A skąd się biorą wierzący w Boga profesorowie logiki, matematyki czy fizyki teoretycznej - nawet nobliści ? >Może z... propagandy? Może z plotek powtarzanych bez sprawdzenia rzeczywistego stanu rzeczy? Może nie każdy logik, matematyk czy fizyk kiedykolwiek zastanawiał się nad sensem wiary i sensem "Boga"? A może wreszcie - wyjątki jedynie potwierdzają regułę? > Ja powiem tak - z pewnej własności umysłu ludzkiego, która powoduje, że nie zawsze logiczne rozumowanie, którym kierujemy się w pracy zawodowej przenosi się na życie codzienne, czy wyznawany światopogląd. Może podam taki przykład: Kurt Goedel, jeden z największych logików matematycznych sam, z własnej woli zagłodził się. Przyczyną tego było zupełnie irracjonalne przekona nie o podawaniu mu trucizy w pożywieniu, którego źródłem było pewne traumatyczne przeżycie z dzieciństwa.
|
|
| | |  | | dr Tojestkura | >>A skąd się biorą wierzący w Boga profesorowie logiki, matematyki czy fizyki teoretycznej - nawet nobliści ? >Może z... propagandy? Może z plotek powtarzanych bez sprawdzenia rzeczywistego stanu rzeczy? Może nie każdy logik, matematyk czy fizyk kiedykolwiek zastanawiał się nad sensem wiary i sensem "Boga"? A może wreszcie - wyjątki jedynie potwierdzają regułę? > No to widzę Panowie "Racjonaliści", że macie problem z tak prostym pytaniem. Wyjątek potwierdza regułę ?(sic!!!) Wyjątek zawsze obala regułę - tak jest w myśleniu naukowym i racjonalnym. "Racjonalista" przywołuje taki "argument" ? Coś podobnego!
A może dlatego, że nie jest to takie głupie (wiara) jak Wam się zdaje?
|
|
| | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >>>A skąd się biorą wierzący w Boga profesorowie logiki, matematyki czy fizyki teoretycznej - nawet nobliści ? >>Może z... propagandy? Może z plotek powtarzanych bez sprawdzenia rzeczywistego stanu rzeczy? Może nie każdy logik, matematyk czy fizyk kiedykolwiek zastanawiał się nad sensem wiary i sensem "Boga"? A może wreszcie - wyjątki jedynie potwierdzają regułę? >No to widzę Panowie "Racjonaliści", że macie problem z tak prostym pytaniem. Czy to znaczy, że Pan Nieracjonalista zna odpowiedź (niekoniecznie prostą) na to proste pytanie i za chwilę się nią ze wszystkimi podzieli?
>Wyjątek potwierdza regułę ?(sic!!!) >Wyjątek zawsze obala regułę - tak jest w myśleniu naukowym i racjonalnym. "Racjonalista" przywołuje taki "argument" ? Coś podobnego! Panu Nieracjonaliście mylą się pojęcia. Co obowiązuje w przeprowadzaniu eksperymentu naukowego, to wcale nie musi obowiązywać w tzw. życiu. Zjawisko wierzących w Boga i niewierzących naukowców nie jest, proszę Pana, eksperymentem naukowym, a więc znajdując wierzącego naukowca nie obali Pan założenia, że większość naukowców nie wierzy w Boga. Zwracam Panu Nieracjonaliście uwagę na słowo "większość". Na marginesie - nie rozumiem Pańskiego zdziwienia, bo przecież ujmując słowo racjonalista w cudzysłów sam Pan sugeruje, że nie o racjonalistę (bez cudzysłowu) Panu chodzi, zatem nie powinno Pana zaskoczyć nieracjonalne zachowanie "racjonalisty", prawda?
>A może dlatego, że nie jest to takie głupie (wiara) jak Wam się zdaje? A może po prostu mało Pan wie co na temat wiary sądzą tutejsi racjonaliści?
|
|
| | | | |  | | dr Tojestkura | Ad vocem, ad vocem, ad vocem... i tak da capo. Dla mnie to strata czasu. Choć na mój wcześniejszy post i tak nie odpowiedziałeś... mniejsza... pa, pa. Trzymaj się Jeyes. No i więcej tolerancji życzę.
|
|
| | | | | |  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | >Ad vocem, ad vocem, ad vocem... i tak da capo. Dla mnie to strata czasu. Nie rozumiem - czy pisanie, czy czytanie tekstu "w sprawie" (ad vocem) uważasz za stratę czasu? Czy to ma związek z faktem, że lubisz pisać verba et voces?
>Choć na mój wcześniejszy post i tak nie odpowiedziałeś... mniejsza... Hmmm... nic mi nie wiadomo o obowiązku odpowiadania na każdy twój post, może coś pominąłem czytając o zasadach pisania na forum?
>pa, pa. Trzymaj się Jeyes. No i więcej tolerancji życzę. Ty też się nie puszczaj.
|
|
| | | |  | | św.Marek | Może by się "dr Tojestkura" raczył zastosować do naszego regulaminu i zechciał pisać pod jednym nickiem? Poprzednio był to "dr_Edredon"...
___________ Pozdrawiam
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|