 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 21-07-2005 00:26 | outsider (2469 punktów) | Dylemat więźnia | Nie bedę objaśniał terminu uzytego w tytule: nie do końca pewnych w czym rzecz odsyłam do polskiej wiki: pl.wikipedia.org/wiki/Dylemat_więźniaNapiszę jednak tak: patrząc na pewne (dośc marginesowe) konflikty na forum, myslę o dylemacie więźnia. Nie jestem zresztą przeciwny istnieniu tego rodzaju konfliktów, wypełniaja one po prostu przestrzeń wolności słowa - ale dyskutować o nich wolno. Niekiedy każdy światopogląd ogniskuje sie w totalnym braku zaufania do intencji tych, którzy bronią jego alternatywy - łatwo sie wtedy przechodzi do subtelnych złośliwości, a potem do ataków personalnych - tymczasem... Żyjemy wszyscy w pewnej rzeczywistości - jest ona pod wieloma względami trudna i zmusza do wysiłku intelektualnego. Jest iluzją myslenie, że tylko my weźmiemy na barki ciężar jej naprawy, że jedynie nasz światopogląd pozwala odróżniać dobro od zła - a ewentualne różnicowanie dobra i zła po stronie przeciwnej jest jedynie przejawem taktyki. Niestety - to już uwaga ogólna dotycząca naszej społeczności - niezbyt wysoko cenimy wzajemne zaufanie, ograniczone jak każe kodeks drogowy zaufanie człowieka do człowieka i sterujemy naszym własnym mysleniem tak, jakby z naprzeciwka zawsze jechał TIR, którego kierowca szczerze marzy o zderzeniu czołowym. To raczej niepraktyczna zasada, niewiele mająca wspólnego z zasadą minimaksu - ci co postrzegają życie społeczne jako tylko grę, winni co nieco wiedzieć o teorii gier. I o tym - że gra o przyszłość nie jest grą o sumie zerowej. Co nie znaczy, żę drzemią we mnie pokłady zaufania np. do Episkopatu Polski - ograniczone zaufanie nie zaleca postrzegać nawet jazdy wężykiem jako wyrazu umiejętności dostosowania sie do zasad ruchu; co dopiero mówić o spychaniu innych na pobocze. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| makowski krystek (127 punktów) | Szczerze mowiac nie do konca moge uwierzyc w dobre intencje osob dyktujacych innym sposob na zycie.Przyklad z zycia wziety- dlaczwego jest zabroniona eutanazja?przeciez to dotyczy tylko MOJEJ osoby, nikomu nie zaszkodze, gdy ja wykonam.Ale nie- gdybym lezal w jakiejs umieralni, mam wyc z bulu przez iles lat, bo tak sobie wymyslili jacys nawiedzeni ideologowie.
|
|
 | | św.Marek | Czy mógłbyś kolego pisać po polsku, zgodnie z zasadami polskiego języka? Jeżeli Ci to sprawia aż taką trudność jak zaprezentowałeś, to może nie pisuj wcale...
___________ Pozdrawiam
|
|
 | | mimbla (175 punktów) | NIe wiem, co rozumiesz, przez "umieralnię". Ale mam pytanko: gdyby to Ciebie matka miała usunąć z brzucha-to bylbyś za aborcją czy nie? I nie mógłbyś przez to polemizować na forum. Stawiasz sie w sytuacji matki a postaw się w sytuacji dziecka.
|
|
|  | | AstralStorm (558 punktów) | > NIe wiem, co rozumiesz, przez "umieralnię".Sądzę, iż autor ukrył pod tym dość obraźliwym określeniem dom starców, hospicjum lub szpital. > Ale mam pytanko: gdyby to Ciebie matka miała usunąć z brzucha-to bylbyś za aborcją czy nie? I nie mógłbyś przez to polemizować na forum.> Stawiasz sie w sytuacji matki a postaw się w sytuacji dziecka.> Piękna zmiana tematu. Z eutanazji na aborcję, a to przecież nie jest dokładnie to samo. Gratulacje! Ja bym wolał podyskutować raczej o sensie człowieczeństwa. Co/kogo można uznać za człowieka? Czy za człowieka można uważać jednokomórkowy organizm? 10-komórkowy? Z wykształconym układem nerwowym? Świadomy? Ad nauseam.  Życzę więcej rozumu, a mniej emocji w rozpatrywaniu tych kwestii. -- Co będzie następne? Kwestia Żydów, masonów czy cyklistów?
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | > Ja bym wolał podyskutować raczej o sensie człowieczeństwa. Co/kogo można uznać za człowieka? Czy za człowieka można uważać jednokomórkowy organizm? 10-komórkowy? Z wykształconym układem nerwowym? Świadomy? Ad nauseam. Patrz watki: "Pytanie z zakresu etyki stosowanej" autor:outsider; "Lodzka wystawa-mistrzowie horroru";autorka:Myflowers. Te watki nie sa jeszcze przedawnione. Zapraszam dajmonion
|
|
|  | | makowski krystek (127 punktów) | Przepraszam za ortografię, będę sprawdzał każdy wpis- po prostu zwykle na forach nie przywiązuje się do niej aż tak dużej wagi, stąd moje niedbalstwo w tym względzie. A propos obraźliwego określenia hospicjum jako "umieralni"; pozwolę sobie odesłać do wywiadu Żakowskiego z Baumanem w "Niezbędniku inteligenta" nr 11/2005 p.t."Wiek kłamstwa". Do Mimbli- śmiały skrót myślowy, z eutanazji na aborcję, ale niech bedzie, podejmuje wyzwanie. Pytanie- czy np. toksyczna, niezrównoważona emocjonalnie mamusia nie zrobi racjonalniej decydując się na aborcję, niż niszcząc życia sobie samej i przy okazji "fundując" dziecku bezsensowną, pełną niepotrzebnych problemów egzystencję? Fakt- być może uda mu się osiągnąć zaprawiony goryczą sukces (jeśli przeciętność to sukces), taki dzieciak w przyszłości może nawet sobie ułożyć jakoś życie, jednak dokona tego kosztem ogromnego samozaparcia, pracy nad sobą a nawet to nie gwarantuje pełnego sukcesu- pomimo dążności do racjonalnego myślenia, jest ryzyko stoczenia sie w patologię, chorób psychicznych czy też "zwykłego" nawrotu depresji. Socjologia i statystyka sa nieubłagane- nie każda osoba z toksycznej czy patologicznej rodziny jest psychopatą, ale każdy z psychopatów jest wytworem takich rodzin. Wiem, że ten sposób myślenia może być droga do eugeniki, ale moj drodzy-życie jako takie nie jest wartością samo w sobie, najważniejsza jest jakość życia. Człowiek może stać się odpowiedzialną, suwerenna jednostką wskutek socjalizacji, czyli wychowania, rodzic nie będący w stanie zapewnić takowego nie powinien decydować o swoim dziecku- tu pojawia się wspomniany przeze mnie w poprzedniej wypowiedzi problem decydowania o własnej osobie. Właściwie, może i dało by się znaleźć pewną paralelę między eutanazją a aborcją, bowiem do istnienia człowieka-podmiotu poza odpowiednią socjalizacją jest też niebędnie przynajmniej minimalne "wyposażenie" biologiczne- zbiór komórek w łonie kobiety nim nie jest, tak samo jak trudno nazwać niezależną, myślącą osobą, kogoś, kogo życie w hospicjum jest wypełnione czysto fizycznym, wszechogarniajacym bólem- taki ktoś nie jest w stanie myśleć, traci zdolność do jakiejkolwiek refleksji, poza pragnieniem, aby ból ustał- jego jakość życia też jest bardzo problematyczna. Jest to niewątpliwe okrutna wizja człowieka, jako istoty z niewielkim marginesem wolnej woli, determinowanej środowiskowo i biologicznie, ale nikt chyba nie zaprzeczy wpływom tych czynników na każdego z nas. Faktem jest, że trudno zdecydować, gdzie jest owa granica pomiędzy człowiekiem a organizmem- to pytanie do psychologów, filozofów i biologów. Jedno co chciałem zaakcentować w mojej poprzedniej wypowiedzi ( przepraszam jeśli nie zrobiłem tego wystarczająco wyraźnie) to to, że KAŻDY powinien mieć możliwość decydowania o SOBIE SAMYM- bez względu na to, na ile jego decyzje są wynikiem racjonalnego wyboru, a na ile socjobiologicznego dziedzictwa (żeby nie było nieporozumień- nie zamierzam odmawiać prawa do życia pensjonariuszom hospicjów- ale powinni mieć wybór). Dlatego też Mimblo nie rozumiem intencji, kierujących Tobą przy oddawaniu na mnie głosu na "nie"- negujesz suwerenność jednostki?
|
|
|  | | makowski krystek (127 punktów) | Mimblo, w dalszym ciagu czekam na odpowiedź
|
|
|  | | makowski krystek (127 punktów) | Mimblo, uparcie czekam na merytorycznie uzasadniena odpowiedz
|
|
| |  | | mimbla (175 punktów) | Oj, nie gorączkuj się, w weekendy nie mam dostępu do netu
|
|
 | | mimbla (175 punktów) | Oj, przepraszam. Musiałam być niezbyt kontaktowa w piątek, rzeczywisie pomyliłam dwa pojecia. Hihihihi, nie wiem jak to możliwe, sama z siebie się teraz śmieję  )))
|
|
| dajmonion (3663 punktów) | >Niekiedy każdy światopogląd ogniskuje sie w totalnym braku >zaufania do intencji tych, którzy bronią jego alternatywy - >łatwo sie wtedy przechodzi do subtelnych złośliwości, a >potem do ataków personalnych - tymczasem...
Moim zdaniem zlosliwosci i ataki, o ktorych piszesz moga pelnic w rozmowie wazna funkcje ochronna. Przekazuja mianowicie informacje: Tego nie ruszaj, zostawmy ten temat, jest on dla mnie zbyt wazny. Coraz czesciej odnosze wrazenie, ze dziala tutaj bardzo subtelny mechanizm: Wchodzi oto na forum osoba, ktora wie o tym, ze dyskusja jest czyms dobrym. Zabiera sie wiec z zapalem do wymiany zdan. Czesto jednak zdarza sie, ze poruszany temat ma duze znaczenie dla zycia tej osoby: gej rozprawiajacy na temat homoseksualizmu, wierzacy o Bogu, o aborcji kobieta, ktora jej dokonala itd. Pojawia sie problem: Jak wyjsc z twarza w sytuacji gdy brak argumentow? Zdania i tak nie moge zmienic. Jednoczesnie musze pozostac w oczach wlasnych kims, kto jako czlowiek cywilizowany nie ucieka od rozmow. Najprostszym rozwiazaniem jest uzycie wlasnie owych subtelnych zlosliwosci. Rozmowca prawdopodobnie zareaguje tym samym, wywiaze sie klotnia, a wtedy bedziemy mogli przekonac samych siebie, ze adwersarzowi zabraklo widocznie argumentow, ze z prostakami to my nie bedziemy rozmawiac. Rozmowy prowadzone na forum moga ciagnac sie miesiacami. Jest czas na to, aby odbyc prawdziwe studia nad podstawami wlasnego swiatopogladu. Niektorzy forumowicze jednak albo nie maja na to czasu albo checi albo po prostu (jak wyzej pisalem) chca pozostac przy swoim.
dajmonion
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|