Ale zarazem nic nie jest przypadkowe. Zresztą - okres wolności i autonomii sztuki zaczął sie stosunkowo niedawno, i po prostu nie trwał długo; został wykorzystany na ile się dało.
Najpierw nie było do pomyślenia, aby artysta przemawiał po prostu jako artysta, jako samotna istota ludzka zmagająca się ze swoim własnym czasem - trzeba było wyższego uzasadnienia, sztuka zatem musiała być sakralna, lub na tyle błaha, aby sakralna byc nie musiała. Dziś z kolei nie jest do pomyślenia, aby sztuka nie była masową - niedobitki sztuki elitarnej jeszcze się kołaczą, nieuchronnie jednak zanikaja elity a ich miejsce zajmuje tłum: to pochodna demokracji. Wszelkie struktyry społeczne istnieja jedynie dynamicznie, w chwiejnej równowadze pomiędzy powstawaniem a starzeniem się i zużywaniem: to w pewnej mierze zapewnia postęp, ale i niszczy to, co już zostało osiągnięte.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|