Racjonalista - Strona głównaDo treści
Zagubiony, od kilku lat.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
17-06-2014 20:41zagubiony (1 punktów)Zagubiony, od kilku lat.
Cześć, jestem tutaj całkowicie nowy i już na wstępie chcę was zbombardować swoim problemem.

Nie potrafię trzymać poziomu w swoim życiu, za każdym razem gdy wpuszczę do niego trochę barw, trochę sensu, mam wrażenie,że życie w tym momencie uwielbia mi przykręcić śrubę i nieubłaganie sprowadzić do parteru. Uwielbia mną sponiewierać. Dzisiaj jak rzuciłem na daty postów na forum na którym się kiedyś udzielałem, uświadomiłem sobie,że ten problem wraca do mnie jak bumerang od kilku ładnych lat, dokładnie to chyba od 2011. Za każdym razem gdy znajdę się choć na chwilę na dodatniej sinusoidzie, ono musi mnie ściągnąć za mordę do parteru i bez zawahania robić mordę o beton. Czasami zaczyna mi brakować sił,żeby się podnieść po raz kolejny z kolan i walczyć dalej, ile razy można startować z tego samego punktu?

Licznik od pewnego czasu pokazuje ponad dwadzieścia lat. Nie mam żadnego celu w życiu, już nie, do niczego mnie nie ciągnie, nic już nie chcę mi się osiągać, pogrążam się w totalnej melancholii, a ostatnio zauważyłem,że zbyt często % są ze mną. Zagłuszam rzeczywistość, tak, żeby trochę odetchnąć. Nie zawsze tak było, zawsze co prawda byłem frywolnym człowiekiem, wyłamywałem się ze schematów, chciałem więcej niż rówieśnicy, zawsze słyszałem,że jestem piekielnie zdolny, ale leniwy. Jeszcze z 1-2 lata temu miałem kilka celów do których dążyłem, były moją ostoją, dzisiaj nie potrafię zdefiniować co sprawia mi radość, co lubię robić, kim chciałbym być w przyszłości. Wiem tylko to,że jestem w totalnym gównie. Kiedyś, wszędzie było mnie pełno, tak naturalnie, od małego tak miałem, nie miałem problemów z kobietami, kasę też zawsze miałem, znajomych, która duża część z nich okazała się fałszywa, a ja w takich kwestiach nie zwykłem wybaczać, po prostu kończyłem relację. Nie mam dzisiaj za dużo znajomych, właściwie to nie mam żadnych prawdziwych, ci ostatni, z którymi jeszcze nie tak dawno trzymałem, musiałem ukrócić, byliby balastem, który szybko sprowadziłby mnie na mentalne dno, albo metr wgłąb, bo teraz jestem na dnie. Ci których poznałem, nigdy nie byli ambitni, szybko tracili zapał, uwielbiali się narkotyzować, upajać, byleby zapomnieć o życiu. W sumie to wszystkie filary u mnie teraz leżą, nie poznaję już tylu kobiet, w ogóle to nie mam chęci, żeby to robić, bo czuje się wewnętrznie jak gówno, nie potrafię robić czegoś sensownego jeżeli wszystkie podstawowe potrzeby są niezaspokojone. Tak się nie da, mógłbym wrzucać na siebie maski,że wszystko jest ok - nawet kiedyś tak robiłem, ale ile tak można? Ile można zgrywać,że jest zajebiście, a tylko ty wiesz,że wszystko się w życiu rozwaliło jak domek z kart? Ostatnio też zacząłem unikać ludzi, tzn. nie tyle unikać, co mnie do nich nie ciągnie, przez to,że czuję się zagubiony, jak gówno. Wolę posiedzieć u siebie w pokoju i wlać w siebie trochę alkoholu i wyżalić się anonimowo na takim forum jak to, albo poszukać rozwiązań - tylko teraz mam ogromną niechęć do tego,żeby cokolwiek wprowadzać w życie.

Wiem, wiem. To może być depresja - albo jest depresja. Wszystko sprowadza się do tego,że mało co mnie już w życiu cieszy, jakoś nie widzę sensu dalszej egzystencji, nie widzę w ogóle sensu,żeby cokolwiek robić - bo po co? Myślałem,żeby się wybrać do jakiegoś specjalisty z nastawieniem,że zaraz weźmie biały świstek i zaaplikuje mi trochę tabsów. Nie wiem jaki realny wpływ może mieć tutaj adhd ..., od małego twierdzili,że zdecydowanie za dużo się ruszam..., do dzisiaj mam tak,że nawet jak siedzę to muszę mieć coś w rękach - długopis, ołówek, cokolwiek. Jak sobie poczytałem o objawach adhd, to większość zdecydowanie do mnie pasuje, ale z drugiej strony kiedyś czytałem,że ten co wymyślił adhd, zrobił to celowo,żeby napędzić koniunkturę firmom farmaceutycznym - wyjawił to na kilka dni przed swoją śmiercią, więc też w tej kwestii jestem rozdarty. Nie wiem czy faktycznie może być tak,że w moim mózgu np. jest za mało serotoniny/dopaminy, czy to jest kolejne wytłumaczenie, żeby nic nie robić i zwalić na jakąś niedyspozycję. Tak, od zawsze miałem tak,że nie mogłem skończyć jednego zadania, bo moją uwagę przykuwało coś, co wydawało się atrakcyjniejsze.

Wbrew pozorom dużo tekstu nie wyszło, jednak wszystkim, którzy przebrnęli - gratuluję.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

hamp (3461 punktów)
Przebrnąłem, dziękuję za gratulacje.

Każdy jest inny i każdy znajduje radość w czym innym. To, że obecnie nie znasz zajęcia, które byłoby twoją pasją, nie znaczy, że takie nie istnieje. Jeżeli się poddasz i nie będziesz go szukać, to, gwarantuję ci, przegrasz.

Próbowałeś wysiłku fizycznego? Naprawdę świetnie wpływa na człowieka. Biegaj, jeźdź na rowerze, kup sobie karnet na basen albo siłownię. W brzydką pogodę czytaj książki ku rozrywce, w ładną naukowe, albo na odwrót. Pomyśl o dziedzinie, którą zawsze chciałeś poznać a nigdy nie miałeś okazji, i poznaj ją, rozwijaj się.

Jeżeli widzisz, że twoje dotychczasowe towarzystwo ma albo mogłoby mieć na ciebie zły wpływ to bardzo dobrze, że ich porzuciłeś. Teraz zastanów się w jakim otoczeniu czułbyś się dobrze i gdzie mógłbyś takie znaleźć.

Nie szukaj u siebie chorób jeżeli dawałeś radę do tej pory, człowiek zaczyna wtedy usprawiedliwiać swoje niepowodzenia chorobą. Walcz.

Nie jestem specjalistą, mówię o rzeczach, które pomagają mi, jazda na rowerze jest najlepsza na zmartwienia. Idzie lato i jest ciepło całą dobę - można wyjechać w środku nocy, nad ranem, i w drodze oglądać wschód Słońca - polecam.
Wenancjusz (16441 punktów)
>Cześć, jestem tutaj całkowicie nowy i już na wstępie chcę was zbombardować swoim problemem.

Z tego co zauważyłem, młodzi ludzie to jeden wielki problem mają ze sobą. Nie Ty pierwszy użalasz się na tym forum. Odnoszę wrażenie coraz większe, że są niezaradni i słabi, ustawieni konsumpcyjnie do życia i zbyt dużo żądają unikając wysiłku w zdobywaniu. Mięczaki. Silni tylko w stadzie, gdzie swą ważność podkreślają obijając jakiegoś pijaczka lub wyrywając torebkę staruszce. Tak to widzę. Czasem też wydaje mi się, że brak jest młodym mężczyznom wojska. Tam uczyli zaradności, samodzielności i spotykało się prawdziwe przyjaźnie.

>Nie potrafię trzymać poziomu w swoim życiu, za każdym razem gdy wpuszczę do niego trochę barw,
>trochę sensu, mam wrażenie,że życie w tym momencie uwielbia mi przykręcić śrubę i nieubłaganie
>sprowadzić do parteru. Uwielbia mną sponiewierać. Dzisiaj jak rzuciłem na daty postów na forum na
>którym się kiedyś udzielałem, uświadomiłem sobie,że ten problem wraca do mnie jak bumerang od kilku
>ładnych lat, dokładnie to chyba od 2011. Za każdym razem gdy znajdę się choć na chwilę na dodatniej
>sinusoidzie, ono musi mnie ściągnąć za mordę do parteru i bez zawahania robić mordę o beton. Czasami
>zaczyna mi brakować sił,żeby się podnieść po raz kolejny z kolan i walczyć dalej, ile razy można
>startować z tego samego punktu?

Gwoli ścisłości. Nie ma dodatniej (a tym samym ujemnej) sinusoidy. Jeżeli odnosić się do wykresu, tzw. ujemna część sinusoidy to zmiana kierunku przepływu (np. w elektrotechnice), która nie może być ujemną bo to jest odwzorowanie rzutu jakiegoś obracającego się wektora (przeważnie o wartości stałej) wokół punktu określającego początek wektora, na układ współrzędnych prostokątnych, gdzie jedną z osi układu jest miara kąta nachylenia wektora. Nie popadaj w pesymizm, bo staniesz się fatalistą. Wszyscy tak mają i borykają się, tylko nie każdy robi z tego dramat. Ty masz dopiero nieco ponad 20 lat, a co będzie gdy dożyjesz lat 50? Ten piękny wiek poświęć na zajęcie się jakąś nauką, zdobyciem jakichś kwalifikacji zawodowych, czytaniem książek, zajmij się sportem (choćby brydżem skoro jesteś tak piekielnie zdolny), a Ciebie wszystko nudzi jak jakiegoś stetryczałego starca, który już wszystko widział i wszystko wie. Gdzie Twoja energia i młodzieńczy zapał poznawania? Wygląda mi na to, że spodziewasz się od życia samych łask i profitów za to choćby, że żyjesz. Coś mi się też tak wydaje, że nic Tobie w otaczającej Ciebie rzeczywistości nie interesuje, bo nie pasuje do Twojej wizji świata. Jaki więc świat chciałbyś mieć? A masz? Czy świat do nijakiego flaka ma się przychylić, byś był zadowolony, czy też Ty masz znajdować miejsce w świecie? Jesteś chyba sfrustrowanym i zmanierowanym egocentrykiem. Czyżbyś szukał litościwych pokłonów nad sobą? Chcesz się karmić litością? To już całkowity brak ambicji. Mnie to zawsze brzydziło, a życie miałem nie do pozazdroszczenia (nie czas i miejsce by o tym pisać jak i bezsensem byłoby porównywać). Rozczulasz się nad sobą jak jakiś rozpieszczony jedynaczek w rodzinie. Więcej dystansu i autokrytyki do siebie. Czas najwyższy, byś zaczął sobie swoje życie brać na poważnie, bo masz dopiero 20-parę lat, a życie tylko jedno. Nikt za Ciebie Twojego życia nie będzie urządzał. Jeśli oczekujesz tego, toś się pomylił ewidentnie. Jeśli na to jednak się zgodzisz to rzeczywiście będziesz, za przeproszeniem, ostatnią fujarą do końca swego nieciekawego (jak pisałeś) i nudnego życia a nie mężczyzną.

Ich bin besser als mein Ruf
gibgibgibon (180 punktów)
Znam to, też tak mam.
Nie przejmuj się - wszystko jest w porządku.
Mi też się nic nie chce, na nic nie mam ochoty, nic mnie nie bawi, z nikim się nie spotykam, mam jakieś tam pragnienia ale nie są one dla mnie siłą napędową. Poza pracą wolny czas trwonię na 'nic nie robienie' całymi dniami.

Myślę, że problemem - którego de facto nie ma - jest to, że umysł Ci podpowiada, że lepiej jest 'coś robić', lepiej jest mieć jakieś zajęcie, że lepiej jest poznawać ludzi, lepiej jest być aktywnym, lepiej jest mieć w życiu cel.. itd.
A ty się na to łapiesz i chociaż nie odczuwasz potrzeby robienia czegokolwiek więcej niż jest to niezbędne do życia to gdzieś tam "w środku" słyszysz, że lepiej będzie jeśli będziesz "coś robił".

Prawda jest taka, że nic nie musisz jeśli nie chcesz. Pytanie brzmi czego naprawdę oczekujesz, że się wydarzy.

Błędne zrozumienie sytuacji - tak ja to widzę.
19-06-2014 16:06 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Mi też się nic nie chce, na nic nie mam ochoty, nic mnie nie bawi, z nikim się nie spotykam, mam jakieś tam pragnienia ale nie są one dla mnie siłą napędową. Poza pracą wolny czas trwonię na 'nic nie robienie' całymi dniami.
>Myślę, że problemem - którego de facto nie ma - jest to, że umysł Ci podpowiada, że lepiej jest 'coś robić', lepiej jest mieć jakieś zajęcie, że lepiej jest poznawać ludzi, lepiej jest być aktywnym, lepiej jest mieć w życiu cel.. itd.
>A ty się na to łapiesz i chociaż nie odczuwasz potrzeby robienia czegokolwiek więcej niż jest to niezbędne do życia to gdzieś tam "w środku" słyszysz, że lepiej będzie jeśli będziesz "coś robił".
>Prawda jest taka, że nic nie musisz jeśli nie chcesz. Pytanie brzmi czego naprawdę oczekujesz, że się wydarzy.
>Błędne zrozumienie sytuacji - tak ja to widzę.

Racja. Grunt to zaakceptować siebie. Od tego należałoby zacząć.
Dużym problemem jest, gdy ktoś chce tego, czego według niego powinien chcieć, a nie tego, czego naprawdę chce. Ludzie potem się gubią i sami nie wiedzą już czego chcą.
Ale zagadnienie jest dość złożone. Co innego, kiedy ktoś jest zadowolony z życia. Nic nie robi ale też nic nie musi. Gorzej, jeśli ktoś widzi, że sprawy nie idą po jego myśli i dalej nic nie robi, bo nie potrafi się zmotywować.
Nie wiadomo, jak to u zagubionego jest.
baszarteg (2319 punktów)

To mnie wygląda na PTSD, hymm...na Wietnam jesteś za młody byłeś w Afganistanie ?
sztejkat (4743 punktów)
Cóż, życie jest jak papier toaletowy. Szare, długie i do d*y.

>(...)Licznik od pewnego czasu pokazuje ponad dwadzieścia lat. (...)

Ty, no nie, takie stare to jeszcze żyją?

Poczekaj bratku, zobaczysz jak będzie za kolejne dwadzieścia lat. Powiem Ci jedno - będziesz zaskoczony jak nie wiele się zmieniło.

Dwadzieścia lat to wiek, w którym wiele się zmienia. Skończyły się lata "naście", skończyła albo dobiega końca edukacja, a zaczyna prawdziwe, samodzielne życie. Koniec z narzuconym z zewnątrz porządkiem dnia. Zaczyna się konieczność podejmowania własnych decyzji o każdym najmniejszym drobiazgu. I ponoszenia pełnych konsekwencji.

Sorki, ale łatwiej to już nie będzie. No, ale nie martw się, poczekaj kilkanaście lat i zobaczysz jak wiele będzie powodów do szczęścia. Ot, na przykład obudzisz się i ... może nie będzie cię dziś nic bolało.

Oparcie można znaleźć w ludziach ale można też szukać go w sobie. Ważnym jest, by udało Ci się ustalić co jest dla Ciebie w życiu ważne. Ale tak na prawdę dla Ciebie a nie według jakiś zewnętrznych kryteriów.

Co robisz? Pracujesz? Uczysz się?

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
Prawicowiec1970 (-5 punktów)
Jeśli jesteś zagubiony, musisz się odnaleźć.

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365