Astrofizyk Adam Frank, profesor fizyki i astronomii na University of Rochester, wraz z grupą badaczy i informatyków stworzyli model matematyczny, który wykorzystali do zbudowania scenariuszy dziejów, które mogą wystąpić na planetach z cywilizacją. Wyszły im następujące:
1) Wzrost populacji zmienia środowisko planety tak, że w końcu większość osobników cywilizacji nie jest zdolna przetrwać (wzrost temperatury). Małe grupy może mogą przeżyć, ale już bez rozkwitu gospodarczego i technologicznego (ta sama uwaga dotyczy kolejnych scenariuszy).
2) Planeta ogrzewa się i populacja wzrasta, ale udaje jej się osiągnąć równowagę, w której uzyskuje ona stabilizację temperatur. Możliwe jest to przez wykorzystanie chociażby energii "solarnej" i odpowiednie zapanowanie nad przyrostem naturalnym (co widać z wykresu).
3) Temperatura rośnie gwałtownie. Cywilizacja upada (trochę podobnie jak na Wyspie Wielkanocnej). Planeta staje się nieznośna do życia dla gatunku tworzącego cywilizację.
4) Podobnie jak może być u nas. Istoty rozumieją, że wyzwoliły niekorzystne zmiany na planecie (populacja rośnie i temperatura) ale próbują to naprawić poprzez rozsądne zużywanie zasobów. Mimo to następuje upadek.
Jak się patrzy na czarny wykres (liczba osobników) to widać, że jedyny udany przebieg zachodzi gdy przyrost naturalny ustabilizują na poziomie 0.
Czyli jakoś wymuszą lub życie wymusi efekt jakby obowiązywał model rodziny 2+2 (o ile są 2-płciowi) czyli karano za więcej dzieci.
W tym kontekście chyba Chiny są dość przyjazne dla przyszłości ludzkości (potrafią jak chcą kontrolować przyrost) choć - z drugiej strony - na razie to one właśnie podgrzewają klimat spalając aż połowę spalanego węgla.
Tak czy siak ci naukowcy wykazali, że problem tak zwanej "bomby demograficznej" musi uderzać w każdą niefrasobliwą rozrodczo cywilizację.
Przyrost naturalny nawet niewielki (niechby tylko 0.05%) po latach daje gigantyczne liczby osobników - ważyłyby więcej niż ... cała planeta
www.roches(*)kGxk2vy9wHqiNaCkO3WbnoYQTDy2J8Miłego wieczoru
