Racjonalista - Strona głównaDo treści
The Meaning of Life

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
18-01-2005 18:42InsipienterThe Meaning of Life
Czy logiczną implikacją braku "sensu istnienia" jest nihilizm?

Anna Słota
Z odkrycia braku jakiegoś ustalonego z góry (poza biologicznym) sensu istnienia może wynikać cokolwiek, w zależności od dotychczasowych doświadczeń życiowych, w szczególności cały wachlarz postaw twórczych - chęć nadania życiu sensu we własnym zakresie. Wielu dopiero po odkryciu tego braku sensu zaczyna żyć, bo sens nadajemy sami.
Insipienter
>Z odkrycia braku jakiegoś ustalonego z góry (poza biologicznym) sensu istnienia może wynikać cokolwiek, w zależności od dotychczasowych doświadczeń życiowych, w szczególności cały wachlarz postaw twórczych - chęć nadania życiu sensu we własnym zakresie. Wielu dopiero po odkryciu tego braku sensu zaczyna żyć, bo sens nadajemy sami.

Nie miałem na myśli "odkrycia" lecz stwierdzenie faktu, który wyklucza teleologie "drogi". Chodzi mi bardziej o sytuacje człowieka umieszczonego w takim kontekście. Możliwość takiej sytuacji i jej konsekwencje.
Anna Słota
To nie nihilizm, to depresja
scorp
>Czy logiczną implikacją braku "sensu istnienia" jest
>nihilizm?
Tak, chyba tak.
Przy tym "brak sensu życia" oznacza odrzucenie wszystkich propozycji sensu życia dostarczanych przez tradycję czy naukę, a to przecież nie jest konieczne. Jest parę dobrych pomysłów na sens życia...
Sylwester Głowacki (85 punktów)
NIe.
Ludzie nigdy nie racjonalizowali sensu życia. Nawet religia wymagała irracjonalnej wiary (filozofia scholastyczna która powtykała boga w tautologie wyrządziła Mu większą krzywdę niż najgorsi heretycy). To co jest naszym sensem życia sami wybieramy (nierzadko nieświadomie), na marginesie można zauważyć że nihilizm też jest aktem wyboru.
św.Marek
>NIe.
>Ludzie nigdy nie racjonalizowali sensu życia. Nawet religia wymagała irracjonalnej wiary (filozofia scholastyczna która powtykała boga w tautologie wyrządziła Mu większą krzywdę niż najgorsi heretycy). To co jest naszym sensem życia sami wybieramy (nierzadko nieświadomie), na marginesie można zauważyć że nihilizm też jest aktem wyboru.

Też podzielam to zdanie. Tzw. sens życia jest pewną figurą retoryczną próbującą jakoś nazwać indywidualne wybory, ze swojej natury niemożliwą do racjonalnego zdefiniowania. Logiczną implikacją braku definicji sensu życia jest wyłącznie brak racjonalności takiego sformułowania.
Nihilizm nie może być logiczną implikacją czegokolwiek.



___________
Pozdrawiam
chaos (100 punktów)
>Czy logiczną implikacją braku "sensu istnienia" jest
>nihilizm?

"nihilista zwolennik nihilizmu; w sześćdziesiątych latach XIX w. w Rosji: raznoczyniec, inteligent odrzucający tradycje i obyczaje szlachecko-burżuazyjne i ideologię pańszczyźnianą, rewolucyjny domokrata.
nihilizm odrzucanie, negowanie, relatywizacja wszelkich przyjętych wartości, norm, zasad, praw życia zbiorowego i indywidualnego (np. etycznych, estetycznych); sceptycyzm absolutny.
Etym. - ros. nigilízm, nigilíst 'jw.' z łac. nihil 'nic'; wyraz ukuty przez I. S. Turgieniewa. "
za Kopalińskim

brak "sensu istnienia": tu mamy problem...
sens (właściwe) znaczenie; logiczność; rozsądek, rozum. za Kopalińskim.

"sens istnienia" to logiczne istnienie, rozumne...
żeby nie było że się ktoś czepia ale chodzi o znaczenie "popularne" a to jest rozmyte i trudno tu doszukiwać się logicznej zależności bez zdefiniowania "sens istnienia", "brak sensu istnienia".

ale sprubujemy!

sensowne czyli celowe, sensowne czyli z rozmysłem, sensowne czyli nieprzypadkowe, sensowne czyli z zamysłem, więcej inteligentnym logicznym przemyślanym zamysłem. itd. ktoś się z któryms nie zgodzi ktoś inny coś doda...

znaczenie a kontekst...
sens istnienia ludzkości:

istnienie ludzkości ma sens absolutny gdy istnienie ludzkości ma cel absolutny...
musi być w powstaniu ludzkości zamierzona celowość by to istnienie było sensowne...

zdarzenie które ma powód nie jest ani przypadkowe ani bezsensowne...

ide ulicą i sie potykam, upadam na ziemie... to zdarzenie ma sens i cel... sens ma bo nie potknełem się bez powodu a cel to wyrównanie równowagi... w sposób nieco bolesny... zdarzenie które ma powód ma sens...

ale tu chodzi przecież o Kreacjonizm o Inteligentny projekt...
o "głębszy sens"...
jeśli ludzie nie zostali stworzeni bezpośrednio lub pośrednio z zamysłem w jakimś celu to ich życie jest pozbawione "sensu istnienia"...

(osobiste(żart) wywody:
ludzie tacy wyjątkowi tacy świadomi tacy wspaniali mieli by być zbiegiem okoliczności? jak to... jeśli ziemia nie jest centrum wszechświata to niech chociaż będziemy nieudanym eksperymentem jakiegoś boga... przypadkowe to mogą być fale na morzu... przypadkowe mogą być chmury na niebie ale nie MY nie JA!!! moje uczucia moje myśli cała kultura i sztuka która mnie otacza to dzieło przypadku? na jakimś zadupiu wszechświata? nikogo nie interesuje? nikt o mnie niedba? nie mam celu nie mam sensu? co bym nie robił i jak bym nie żył i tak to dzieło przypadku? nie ma wartości, cnut absolutnych? Odrzucam w złości... eeee... znaczy z rozsądku wszelkie wartości, normy, zasady, prawa życia zbiorowego i indywidualnego... skoro ja jestem z przypadku to wszystko to też przypadek. Nie wyznaje przypadkowych bogów... )

jeśli ludzie nie zostali stworzeni, nie mają przypisanego celu nie da się stwierdzić kto jest "dobrym" a kto "złym" człowiekiem... bo istnienie ludzi jest bez celowe...
nie da się ocenić ludzkiego życia bo nie ma absolutnych wartości według których można by to oceniać... inne są względne relatywne... relatywizm kulturowy to udowodniony fakt... a relatywizm etyczny ma dobre podstawy...

mogę więc negować wszelkie zasady, normy, wartości i prawa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

tylko po co... w imię czego? skoro nie ma absolutów to w imię czego mam to negować?
teoria gier mówi że lepiej współpracować...
relatywizm etyczny ma tylko dobre racje...
nawet jesli wspólne, uniwersalne potrzeby są wynikiem działań "samolubnych genów" to czyż w IMIĘ LUDZKOŚCI nie warto ich przemyśleć i przyjąć te co potrzebniejsze?

w imię ludzkości to tylko mój prywatny "absolut" ale czemu nie?
życie jest cudem, ludzkość jeszcze wiekszym...
ludzki mózg to najbardziej skomplikowana struktura w kosmosie odkryta do tej pory...
nasze prywatne, subiektywne nawet jeśli złudne uczucia bywają silniejsze niż wszystkie supernowe razem wzięte...
jesteśmy czymś wyjątkowym... to co tworzymy to coś wyjatkowego...
czyż własnie to nie wielkie przyjąć pewne normy wartości wiedząc że nikt mi ich nie narzuca grożąc z nieba palcem?
przyjąć na drodze rozumu? racjonalnosci? (zaraz się rozpłacze...)

implikacja określenie stosunku logicznego: "jeżeli..., to..." (okres warunkowy).
implikować mieścić w sobie, zawierać; pociągać za sobą.
za Kopalińskim do znudzenia... jest w wersji online www.slownik-online.pl/index.php

zakończenie:

>Czy logiczną implikacją braku "sensu istnienia" jest
>nihilizm?

jeśli brak sensu istnienia wyniaka z braku absolutów to:
brak absolutów => "brak sensu istnienia" => brak absolutnych wartości, norm, praw itd...
ale nie negacja wszelkich wartości, norm, praw i nihilizm...
brak absolutów to podstawa nihilizmu ale nihilizm nie wynika logicznie z braku absolutów...
są dobre racje broniące pewnych wartości, norm, praw...
jeśli by nie było żadnych podstaw dla żadnych norm, prawd, wartości to dowód na nieistnienie tych że implikował by nichilizm...

ale czy taki dowód może istnieć? to w innym poście... może ktoś zarzuci...

pozdrawiam
Insipienter
Dzięki za wyczerpującą odpowiedź.

Pozdrawiam
Koszałek (235 punktów)

Po mojemu to jest tak, że stała świadomośc braku sensu nie istnieje. Chociaż wiem, chociaż przemyślałem to wszystko i doszedłem do jakiś wniosków, które powodują poczucie zrozumienia świata, czasami przebłyski jakieis totalnej genialnej wiedzy i poczucia jedności z kazdym atomem w tym materialnym świecie (napływ testosteronu, jakieś uderzenia ciepła i krwii do mózgu, gdy to poczucie człowieka ogarnia, a jednocześnie poczucie całkowitego absurdu nieuchronności smierci - be nienawidzę !) to jednak tak naprawdę nie czuję absurdu, nie czuję braku sensu, myślę, że nawet jesli go nie ma (po co to nawet - NA PEWNO GO NIE MA) to krótkoterminowe, chwilowe cele pozwalają żyć w jako takim spokoju ducha i dawać sobie radę. Celem życia na najbliższe piec minut jest złożenie myśli w całość na przykład. Myślę sobie , poza tym, że cel, a własciwie poczucie jego braku znika, gdy objawia się nasza "zwierzęcość" i koniecznośc współistnienia ze światem. Gdy nie jadło się cały dzień, to nie odczuwa się braku celu, a przemozną chęć jedzenia, to samo jest z pragnieniem, zimnem, brakiem snu, tak po mojemu jak mamy co robić, jak musimy walczyć o przetrwanie to "brak sensu życia " przestaje istnieć, dla mnie jest to czcze gadanie o niczym, jesli nie musisz walczyć to nie żyjesz, łatwo jest siedzieć przy suto zastawionym stole z zawsze pełnym kieliszkiem i farmazonić o sensie, trudniej jest myślec o sensie życia, gdy do 10 tego poszła już cała wypłata, bo sie zapominało w znajomej knajpce, że poczucie absurdu istnienia na tym padołku nie jest najprzyjemniejszym uczuciem na świecie chociaż, chiciaż może i jest przyjemne, bo świadczy to o tym, że jeszcze żyjemy i możemy czuć.

Coś tam Kolega pisał powyżej o wyjątkowści człowieka, o sztuce, uczuciach wyższych i takich tam. Może i tak, może ja tego nie czuję, gdyż nie jestem wyjatkowy, może rozumiem, że Sophi Marsou (nie znam fransuskiego niestety) też miewa wiatry i rozwolnienia i troszkę jest uroda i piękno blednie w tym momencie. Może pamietam, że ci wyjątkowi ludzie, te kobiety, które kochamy za ich urodę (tyle, że niestety jak to mówił Hume zdaje się "ich piękno mija jak sen i jak dzień wczorajszy przechodzi", tyle, że neistety te wyższe uczucia, ta miłośc wierność powodują, że zdaje się w Polsce co dziesiąte dziecko ma innego ojca niż ten do którego przyznaje się matka, w Stanach zdaje się co 5 ) Ta sztuka ? Sorki, dla mnei sztuka to jest coś takiego, że jak coś człoweik zrobi to to ładnie na ścianie wygląda, albo się coś czuje jak to się czyta czy ogląda, i ma się przy tym nie czuć obrzydzenia Ja sztukę wiąże mocno z estetyką i dlatego jakieś lalki na stosach z wydziobanymi oczami, choć w większości nazywa się to sztuką nowoczesną, nie rzucają mnie na kolana i uważam to za brednie małointeligentych i pseudozdolnych świrusów lubiących zarzucić słodki dymek do płuc. Wyjątkowść miejsc, piekno plaż i takie tam ??? Dla mnie najpiękniej jest tam gdzie jestem, w tym miejscu myslę, przeżywam , a piękno, a wyjątkowść ??? żeby istniało piękno lub też brzydota , wyjątkowość, muszą być róznice. Dwa mejsca, dwa wydarzenia, dwie rzeczy , jesli mają być różne, muszą posiadać dwie rózne konsekwencje tego czym są, lub co się z nimi dzieje. Jesli w puszczy amazońskiej istnieją sympatyczne ruiny jakiś majów albo innych azteków, a identyczna puszcza istnieje koło Długołęki pod Wrockiem i stoją w niej identyczne ruiny - choc obie są piękne to brak im różnorodności, wszystko jest piekne, wszystko jest takie samo, a więc nie piękne tylko takie samo , a wiec nijakie, więc nie wyjątkowe, więc nie różnorodne. Najważniejsza w tym wszystki jest różnoradnośc wynikająca nie z jakichś tam przemyślanych dzieł bożych a własnie z chaosu wynikłego z rozpadu 10 wymiatowej przestrzeni w czasie big bangu (polceam książeczkę "Hiperprzestrzeń" po niej dopiero tarci się poczucie sensu istnienia). Nie wiem już o czym piszę, chyba ciągle o tym, że za wyjątkową na tym swiecie uważam jedynie głupotę i brak myślenia ze strony większosci mieszkańców tej planety, krótko mówiąc nie rozumiem skąd się biorą Rydzyki, Leppery i inne Pęczaki - jak toto mogło przejśc z klasy do klasy - kto temu pozwolił podstawówkę skończyć ? Tu się powinna róznorodność objawić cholercia i wyjątkowa sparwiedliwośc Boga , więc w konsekwencji takie osobniki ponad Ohap wypełznąc nie powinny, budując dzielnie sieć rowów melioraycjnych od Siechnic, ku Świniarom.

pozdarwiam

chaos (100 punktów)
Nie do tego miała prowadzić lektura książki "hiperprzestrzeń", czytałem rzuca na kolana

Sztuka i kultura jest wyjątkowa we wszechświecie... przez powód jej powstania...

Tym się różnią osobiste wywody od logicznych implikacji...
Koszałek (235 punktów)
>Nie do tego miała prowadzić lektura książki "hiperprzestrzeń", czytałem rzuca na kolana
>Sztuka i kultura jest wyjątkowa we wszechświecie... przez powód jej powstania...
>Tym się różnią osobiste wywody od logicznych implikacji...

Logiczne od osobistych i owszem, jesli zakłada się, że istnieje coś więcej niż osobiste implikacje Ja tam jestem, a własciwie staram się przekonać siebie do tego, że zgodnie ze starym poglądem, wszystko skończy się kiedy mnie wsadza do drewnianego pudełeczka, więc co mi sztuka, wyjątkowość, itepe itede, jak wszystko to się skończy jak mnie nie będzie ??? Dupa a nie wyjątkowość, jak się wszystko zapadnie w kolapsie jakowymś razem z tą całą sztuką i wszystkim innym.

ok, to tak naparwde mało ważne i powoduje tylko znaczne wzrosty spozycia napojów akcyzowanych w dni szczególnie przygnębiające.
Bardziej zalezy mi na odpowiedzi co do tego czy przestrzeń dwówymiarowa ma "drugą stronę" ? Kolega czytał to wie, że tam dużo rozważa się ewentualnej ingerencji istoty wyżej wymiarowej w przestrzeń mniejwymiarową, tyle, że ja sobie tak myślałem i mi wyszło, że przestrzeń dwuwymiarowa ma tylko jedną stronę, bo jesli by miała drugą, to patrzący z ubu tych stron widzieli by , a włąściwie mieli by świadomość głebi a więc 3 ciego wymiaru. Co jest złamaniem założenia dwuwymiarowości. Porównanie wycigania "osoby" dwuwymiarowej na zasadzie kartki unoszacej się w 3 wymiarach jest moim zdaniem zupełnie niewłasciwe, gdyż po pierwsze nie widze możliwości praktycznego istnienia rzeczy dwuwymiarowej w swiecie trójwymiarowym (co z ta drugą stroną, co z krawędziami (nieskończenie ostrymi - czy ta druga strona, nie wciągnęła by, jak mnie się to intuicyjnie widzi, całego wymiaru w którym teraz jest w siebie ?i dletego włsnei uważam, że opisane tam "widzenia" osób dwuwymiarowych, kiedy w ich świecie pojawiają się rzeczy 3 wymiarowe sa po mojemu jakoś tak nielogiczne. Może kolega ma co do tego tematu wyrobione zdanie bądź wiedzę, jak wygląda widzenie "drugiej strony " powierzchni dwuwymiarowej według współczesnej nauki ????
ELDER WITCH
>Czy logiczną implikacją braku "sensu istnienia" jest
>nihilizm?

Nie.

Sens istnienia jest zawsze: nie szukam go (tak jak wierzący) w obietnicy pozagrobowego zbawienia, ale w zaspokojeniu swoich ambicji, realizacji własnego ja oraz w osiągnięciach pozostawionych potomnym. Nie wierze w nic, co ma aspiracje do wieczności. Źródła nihilizmu upatruję w zdaniu sobie sprawy z faktu relatywizacji wszystkich wartości moralnych jako względnych, subiektywnych. Mam tu na myśli, że pojęcie "dobro" dla każdej jednostki ludzkiej może znaczyć, co innego i czym innym być. Odczułam to niedawno na własnej skórze, kiedy zdałam sobie sprawę, że jestem nihilistą właśnie, bo od dawna postrzegałam wszelkie moralne wartości jako relatywne - względne, warunkowe.
Uważam jednak, że swój nihilizm mogę swój nihilizm obłaskawić, ukrócić nieco, może nie jest on tak straszny?

Na razie oznacza to dla mnie wewnętrzne zmagania ze sobą.
Może nie warto walczyć ze sobą?
Niektórzy uciekają przed nihilizmem w metafizykę, w idealizm. To nie jest rozwiązanie dla mnie, bowiem:
W mojej osobowości jest zbyt wiele, jak na wymogi idealizmu (bycia idealistką?), elementów sprzecznych z jego istotą.
Nie ucieknę w idealizm, spojrzę prawdzie w oczy
a.pakulski (50 punktów)
>Czy logiczną implikacją braku "sensu istnienia" jest
>nihilizm?
owszem %-)
[gadu-gadu: 4143634]

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365