Racjonalista - Strona głównaDo treści
To Wam rzecze nihilista.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
02-02-2005 17:09ELDER WITCHTo Wam rzecze nihilista.
Walka z samą sobą, czyli wynurzenia nihilisty.
Nihilizm- negowanie, zupełna relatywizacja wszelkich wartości.Pogląd, postawa negująca normy, wartości społeczne, religijne, etyczne itp. przyjęte w danej epoce i społeczności, występująca głównie w 2. poł. XIX w. w filozofii niemieckiej i rosyjskiej
No właśnie: zupełna relatwizacja wszelkich wartości. Przecież od dawna już powtarzałam, że wszelkie wartości są relatywne(tj.: względne, warunkowe), a jednak nie zdawałam sobie sprawy z pewnej rzeczy: znajomość koncepcji, systemów filozoficznych, samej filozofii, etyki nie chroni w żadnym stopniu przed nihilizmem. Odczułam to niedawno na własnej skórze kiedy to zdałam sobie sprawę z pewnego faktu - jestem nihilistą. Co skłoniło mnie do tak daleko idących przemyśleń i wniosków,( bo o nich będzie mowa za chwilę)? Nie wiem: być może pierwsze symptomy takiej "diagnozy" przyniosła jesień - pora melancholii i szczerości. Do bólu szczerości. Nie są ważne jednak okoliczności olśnienia (w końcu nie zamierzam pisać eseju), ale przytłaczające wnioski nie pozwalające zapomnieć o dramacie prawdy. Słyszałam nieraz: "Przesadzasz!". Nie, nie przesadzam... odkąd zdałam sobie sprawę, co tak naprawdę jest moim problemem. Imię jego Nihilizm - mój własny nihilizm. Dość późno dostrzegłam u siebie te objawy - zbyt późno!
Nie o tym miała jednak traktować ta wypowiedź (kolejna moja przypadłość: częsta dygresja). Udam jednak, że chodziło mi o tak rozbudowany wstęp i zacznę pisać dalej.
Jak walczyć z nihilizmem, którego formy mnożą mi się jako coś wyjątkowo nieporządanego.
Walczę ze sobą, chcę odeprzeć swój nihilizm. Nie wiem jak znaleźć jakąś miarę w zmaganiach ze sobą.
Może niewarto?
Może lepiej tylko nieco swój nihilizm obłaskawić, ukrócić nieco, może nie jest on tak straszny?
Sama już nie wiem...
W mojej osobowości jest zbyt wiele, jak na wymogi idealizmu (bycia idalistką?), elementów sprzecznych z jego istotą.
Nie ucieknę w idealizm, spojrzę prawdzie w oczy.
Kończę już, bo mi się wypowiedź spod kontroli wynknęła, ale może dzięki temu stała się wiarygodniejsza?
P.S: Miałam pisać o "Jak się walczy z nihilizmem", a wyszło... Sama nie wiem, co! W każdyn bądź razie pozostaje aktualne pytanie o metody walki z nihiliznem.

jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Może warto zasięgnąć porady psychologa?
ELDER WITCH
>Może warto zasięgnąć porady psychologa?
>
Mam koleżankę psycholożkę, ale ona uważa, że nawet jeśli popadłam w nihilizm to nie jest to szkodliwe dopuki mi nie przeszkadza
Taki nie pomoże nie zaszkodzi
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Mam koleżankę psycholożkę, ale ona uważa, że nawet jeśli popadłam w nihilizm to nie jest to szkodliwe dopuki mi nie przeszkadza
Jeśli ci to nie przeszkadza, to co mają znaczyć twoje słowa:
"[...]odkąd zdałam sobie sprawę, co tak naprawdę jest moim problemem. Imię jego Nihilizm - mój własny nihilizm. Dość późno dostrzegłam u siebie te objawy - zbyt późno!"
ELDER WITCH

>Jeśli ci to nie przeszkadza, to co mają znaczyć twoje słowa:
>"[...]odkąd zdałam sobie sprawę, co tak naprawdę jest moim problemem. Imię jego Nihilizm - mój własny nihilizm. Dość późno dostrzegłam u siebie te objawy - zbyt późno!"
>

Moja koleżanka - psycholog uważa, że nie powinno przeszkadzać, a ja próbuję się przyzwyczaić
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Podobno gdy kobieta kobiecie mówi, że ładnie wygląda, to znaczy "cieszę się, że założyła na siebie tę szmatę, wygląda w niej tak grubo"
Może twoja koleżanka-psycholog prezentuje ten rodzaj myślenia wobec ciebie i cieszy się, że pogrążasz się w problemach, które jej nie dotyczą?
ELDER WITCH
>Może twoja koleżanka-psycholog prezentuje ten rodzaj myślenia wobec ciebie i cieszy się, że pogrążasz się w problemach, które jej nie dotyczą?

Nie wiem. W każdym bądź razie mój nihilizm coraz mniej mi przeszkadza i coraz mniej przeszkadza. Czyżby przyzwyczajenie?
Kawula
> Walka z samą sobą, czyli wynurzenia

Kochana!

Nietzsche też był nihilistą i jakoś mu to nie zaszkodziło . Wiem, że w jego przypadku to był paradoks: antynihilistyczny nihilista, ale nihilizm nie jest problemem. Po prostu się przyzwyczaj. Może fakt, że nie "pociąga" Cię współczucie będzie dla Ciebie pozytywne? NIetzsche pisał, że dzień, w którym współczucie stałoby się naczelną normą moralną byłby ostatnim dniem ludzkości. Masz więc szanse zostać nadczłowiekiem, ale takim prawdziwym - nie w wydaniu "nazidojczów"
kamyk
"Dzień, w którym współczucie stałoby się naczelną normą postępowania , byłby ostatnim dniem naszej cywilizacji"

Nietzsche też był nihilistą, co udowadnia nastepujący cytat z przedmowy do Woli Mocyże oto zabiera tam głos
"jako pierwszy nihilista zupełny Europy, który wszakże sam nihilizm już w sobie do końca przeżył - który ma go za sobą, pod sobą, poza sobą..." (XIII, 11,411).

Tak naprawdę Nietzsche był nihilistą do końca - wsak chyba nie uległ "moralności niewolników", czyli: skłonności do litości, miekkości serca, altruizmowi, niepewności itp.

Pojęcie nadczłowieka w filozofii Nietzschego nie ma nic wspólnego z rasizmem. Nadczłowiek to zadanie, które stoi przed każdym z nas, jakkolwiek niewielu tylko czyni mu zadość. Nadczłowiek to również ogólny ideał ludzkości, który przyświeca żyjącemu pokoleniu jako kierunkowskaz. Stawać się nadczłowiekiem, a więc doskonalić na swój własny sposób własne "ja", to znaczy kształtować na wyższym poziomie swoją stronę intelektualną oraz emocjonalno-wolitywną. I tu zaczyna się walka z sokratyzmem, z poglądem sprowadzającym człowieka do funkcji intelektu. Nietzsche ma rację głosząc antyracjonalizm i antyscjentyzm.
W życiu społecznym uważa za szczególnie niebezpieczny socjalizm i związaną z nim biurokrację. Prowadzą bowiem do ukrócenia potęgi indywidualności. Polemizuje z Marksem wskazując, że zbawienia ludzkości należy poszukiwać nie w masach, lecz w jednostkach o wyraziście ukształtowanej indywidualności, dalekich od konformizmu i oportunizmu. Uznawanie wszystkich jako jednakowych, wprowadzanie idei równości, mimo wyrazistych różnic indywidualnych między jednostkami, staje się niebezpieczne również i dla rozwoju kultury. Światu kultury zagraża socjalizm, demokracja oraz biurokracja, jak również feminizm, który wyposaża kobietę w cechy i uprawnienia płci męskiej. Takie sztuczne wyrównywanie naturalnej nierówności sprawia, że w świecie kultury pojawiają się wartości nieautentyczne; kobiety naśladując mężczyzn starają się wnieść wartości do świata kultury, mimo że uwaga ich koncentruje się na sprawie potomstwa i rodziny.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Nietzsche też był nihilistą i jakoś mu to nie zaszkodziło
Coś mu jednak zaszkodziło...
Kluska
A może by tak posłuchać w ciszy co mówi..... Twoje serce... w tych i innych tematach...
ELDER WITCH
>A może by tak posłuchać w ciszy co mówi..... Twoje serce... w tych i innych tematach...

Nigdy nie słucham porządku "serca", bo on jest porywczy z duchem romantyzmu, a to mi nie pasuje.
gooa (746 punktów)

Odnosze wrazenie, ze moze zbyt szybko nazwalas nihilizmem to, co jest zwyklym kwestionowaniem otaczjacej Cie rzeczywistosci. To pozytywny objaw, poniewaz swiadczy o tym, ze nie jestes az tak niewrazliwa jak Ci sie wydaje.

ELDER WITCH
>Odnosze wrazenie, ze moze zbyt szybko nazwalas nihilizmem to, co jest zwyklym kwestionowaniem otaczjacej Cie rzeczywistosci. To pozytywny objaw, poniewaz swiadczy o tym, ze nie jestes az tak niewrazliwa jak Ci sie wydaje.
>
>

To "tylko" immoralizm :*)
gooa (746 punktów)

>>To "tylko" immoralizm :*)
Swiat sie nie zawali, jak sobie troche poszalejesz.
Najgorzej, to zalowac, ze czegos sie nie zrobilo...

amish (97 punktów)
W negowaniu norm nie ma nic złego, szczególnie jeżeli z tych norm wiele złego wynika.

Natomiast relatywizacja wartości może mieć tak pozytywny jak i negatywny wydźwięk, np. "ponieważ wszystko jest względne, to daje mi to możliwość tworzenia własnej, indywidualnej rzeczywistości, zbudowanej na moich wartościach, w której będę się czuł dobrze", może być podstawą tego, co nazywamy tolerancją w tej jej odmianie, kiedy godzimy się, aby wokół nas funkcjonowały np. różne kultury.
Natomiast negatywna postawa może wynikać z rozczarowania, że bez względu na podjęte działania, ludzie nigdy nie dojdą do poruzumienia, że zawsze w ich życiu obecne będą podziały, i np. wszystkie te nieszczęścia jakie z tych podziałów wynikają.

(Negatywny lub pozytywny wydźwięk nie znaczy zły lub dobry)

Jest także różnica pomiędzy dostrzeganiem różnych sądów na temat życia, a uznaniem relatywizmu za właściwość, cechę życia. Według mnie trzeba się pytać najpierw o naturę życia, ile jest w tej naturze miejsca na względności. Osobiście uważam, że drzewo oglądane z jednej strony, choć da inny obraz niż oglądane z innej, to nie jest "zarażone" relatywizmem, to tylko dostrzeganie fragmentu. Relatywizm jawi mi się jako efekt takiego właśnie fragmentarycznego spojrzenia na rzeczywistość - to wniosek, który został wyciągnięty zanim ujawniła się całość.

Wydaje mi się, że powinniśmy się uczyć nie tyle wyciągać wnioski, co krytycyzmu, który pozwoli nam się przed ich wyciąganiem powstrzymać, uczyć się pozostawiać wszelkie przypuszczenia w domyśle, jako materiał do dalszych badań - za bardzo nam się śpieszy, aby wiedzieć. Aby nie było - nie znaczy to, że powinniśmy zrezygnować z naszych intelektualnych wędrówek i przygód

jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>W negowaniu norm nie ma nic złego, szczególnie jeżeli z tych norm wiele złego wynika. Natomiast relatywizacja wartości może mieć tak pozytywny jak i negatywny wydźwięk, np. "ponieważ wszystko jest względne, to daje mi to możliwość tworzenia własnej, indywidualnej rzeczywistości, zbudowanej na moich wartościach, w której będę się czuł dobrze", może być podstawą tego, co nazywamy tolerancją w tej jej odmianie, kiedy godzimy się, aby wokół nas funkcjonowały np. różne kultury.
Normy są zasadami postępowania wywiedzionymi z wartości, zatem negowanie norm jest pośrednim negowaniem wartości.

Myślenie "wszystko jest względne" jest negowaniem wartości, KAŻDEJ i dowolnej wartości, a więc z założenia nie może prowadzić do budowania jakiegokolwiek systemu wartości i nie może być podstawą tolerancji w sensie respektowania różnych wartości. Może być jedynie podstawą do negowania każdej wartości.
amish (97 punktów)
Chodzi o wydźwięk osobisty, o prywatne odczucia względem zajęcia relatywistycznej postawy, które mogą być tak pozytywne jak negatywne (stąd pojawiło się wtrącenie, że pozytywny, negatywny wydźwięk, nie znaczy dobry lub zły). Podobnie można mieć pozytywny stosunek do wielu innych refleksji lub idei, które nie muszą być dobre dla ludzi. Nie zajmowałem się tym jak widzi to filozof, społeczeństwo lub naukowiec, po prostu, zwyczajnie, po zajęciu jakiejś postawy, stanowiska, ma to pozytywny lub negatywny wydźwięk dla danego człowieka (rzadziej obojętny).
Autor tematu wspomniał o swojej postawie, która zaprowadziła go z jednego w inne miejsce, a ja nie zamierzałem dokonywać moralnej oceny zachowań autora z mojego czy innego punktu widzenia, skupiłem się na różnorodności odczuć, jakie mogą towarzyszyć ludziom w podobnej sytuacji. Ocenę dobrych, złych, negatywnych i pozytywnych skutków takich postaw, w tym wypadku na pewno pozostawię komuś innemu.

Wtrącenie dotyczące tolerancji było intuicyjne, bo jeżeli "mam" (podkreślam, że użyłem cudzysłowiu) pozytywne odczucia relatywizując wartości, to mogę wyrażać zgodę na istnienie innych wartości (mogę także posiadać własne wartości na zasadzie - może nie są prawdą absolutną, ale jakieś mieć jednak muszę) . I jeżeli kogoś razi, że relatywista używa słowa "wartości", bo nie ma do wartości już żadnych praw, to według mnie jest to problem "urażonego". Relatywizm może być i myślę, że bywa dla niektórych ludzi wartością samą w sobie, a X lub Y mogę się jedynie starać mu tą wartość odebrać. Nie jestem relatywistą, nihilistą, teistą czy ateistą, nie utożsamiam się z "bohaterami" mojego postu, jedynie dostrzegam, że w życiu ludzie zajmują różne stanowiska, różne rzeczy stanowią dla nich wartość, do różnych mają pozytywny i negatywny stosunek, np. chrześcijaństwo dla jednych ma pozytywny wydźwięk, dla innych negatywny, i jest to fakt. Co na to sędzie, nie mam pojęcia.

zer0_dogmatów
Mój sposób na nihilizm...
Ayn Rand i jej filozofia.
Czytam obecnie "Objectivism - The Philosophy of Ayn Rand" Leonarda Peikoffa i jestem zafascynowany.

Przed poznaniem tej filozofii byłem jak rozbitek na morzu idei, który chwyta wszystko co przepływa obok próbując sklecić z tego dla siebie jakąś tratwę.Cały czas zdaje sobie jednak sprawę z tego, że znajduje się na środku oceanu a jego tratwa zostanie rozbita przy pierwszym sztormie, ponieważ jest zbudowana z przypadkowych, luźno powiązanych elementów.

Kiedy zacząłem rozumieć istotę filozofii Ayn Rand poczułem nagle, że pod stopami mam ląd... litą skałę, na której mogę zbudować całe moje życie i z której mam widok na morze pełne rozbitków na najprzedziwniejszych obiektach pływających...

Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365