Boimy się, a nasi "przywódcy" dodatkowo dbają o to, abyśmy się jeszcze bardziej bali, przekonują o konieczności istnienia "wodza", zachęcają (ty też możesz być kiedyś wodzem), tworzą bariery gdyby przyszło nam do głowy dochodzić do czegoś nie pod okiem jakiegoś "wodza", a i zdarza się, że groźby mają fizyczny wymiar - niepodporządkowanie się pewnym zasadom ustanowionym przez ludzi(stojących wyżej w hierarchi) grozi np. więzieniem. Problem niejako jest podwójny, bo z jednej strony łatwiej jest zrzucić odpowiedzialność na "wodza", który wie, łatwiej jest żyć w społeczności, która podporządkowuje się swoim "wodzom" np. w tym upatrując porządku w świecie, a z drugiej strony "wódz" i jego otoczenie będzie żądał podporządkowania. Dużą rolę w przewodniej społecznej roli pełnią autorytety, które także posiadają różne sposoby utrudniania nam życia - gdybysmy chcieli obyć się bez nich.
Nie łączyłbym przywództwa z działalnością w grupie, grupa wcale nie musi się cechować posiadaniem przywódcy i przynajmniej w moim wypadku najciekawszą działalność prowadziłem w grupach, których członkowie nie musieli być poddani rozkazom jakiegoś naczelnego mędrca. Uważam nawet, że dopiero w tej sytuacji, kiedy członkowie jakiejś grupy nie podlegają "wodzowi", możliwa jest prawdziwa współpraca - możliwość krytyki uważam za podstawę takiej działalności.
Nie twierdzę jednak, że jakieś osoby nie będą wybijać się ponad przeciętność, że nie należy np. powierzyć komuś głównych spraw organizacyjnych lub polegać na czyimś talencie w jakiejś dziedzinie. Orkiestra może mieć dyregenta, potrzebuje go, aby możliwa była synchronizacja różnych działań, ale dyrygent może być zatrudniany na dwa sposoby - poprzez członków orkiestry albo np. dyrektora filharmonii, tj, narzucony odgórnie. W pierwszym wypadku dyrygent pozostaje dyrygentem dopóty, dopóki stopień niezadowolenia członków orkiestry jest niewielki, w drugim wypadku niezadowolony członek grupy może po prostu zostać wyrzucony - obawa przed tym potencjalnym zagrożeniem, często jest wystarczającym motywem "frustrującego zadowolenia" z przywództwa.
Zachętą do samodzielnego podążania przez życie i nawiązywania tylko tych rodzajów współpracy, które nie przewidują przywódczej roli dla jednego lub wielu członków może być to, że do zrozumienia nawet najprostszych cech życia potrzeba osobistego zaangażowania, a nie rozkazu, który będzie nam mówił w jaki sposób mamy rozumieć lub gdzie powinnismy iść, aby coś zrozumieć.
|