Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jak rozległa jest przestrzeń?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
06-06-2005 19:30Homo sapiensJak rozległa jest przestrzeń?
Zastanawiam się nad pytaniem. Jak rozległa jest przestrzeń? Czy rozchodzi się w każdym kierunku w nieskończoność? Czy przestrzeń jako taka (bez materii), jest nieskończona? A jeśli jest skończona, to co istnieje poza przestrzenią? I jak to pojąć? Nie umiem tego zrozumieć. Choć na dzień dzisiejszy wierzę, że przestrzeń jest nieskończona. Co o tym sądzicie?

Pomocy...

Marcin_M (596 punktów)
>Choć na dzień dzisiejszy wierzę, że
>przestrzeń jest nieskończona. Co o tym sądzicie?

Weźmy pod uwagę prosty wzór: s=v*t, gdzie s jest drogą przebytą przez wszechświat od momentu wielkiego wybuchu (promień wszechświata), v - prędkość, t - czas.
Ze wzoru tego wynika, że jeżeli przestrzeń jest nieskończona, to w dowolnym czasie od chwili wielkiego wybuchu prędkość ekspansji wszechświata musiałaby osiągnąć nieskończoną wartość. Taka sytuacja z tego co wiem jest niemożliwa.

beuek (18 punktów)
>>Choć na dzień dzisiejszy wierzę, że
>>przestrzeń jest nieskończona. Co o tym sądzicie?
>Weźmy pod uwagę prosty wzór: s=v*t, gdzie s jest drogą przebytą przez wszechświat od momentu wielkiego wybuchu (promień wszechświata), v - prędkość, t - czas.
>Ze wzoru tego wynika, że jeżeli przestrzeń jest nieskończona, to w dowolnym czasie od chwili wielkiego wybuchu prędkość ekspansji wszechświata musiałaby osiągnąć nieskończoną wartość. Taka sytuacja z tego co wiem jest niemożliwa.
>
>

(chyba była taka dyskusja o materi niedawno ...)
nie wiem czy dobrze cię rozumiem ale bierzesz pod uwago przestrzeń tylko jako wszechświat prawda? a w czym nastąpił ten wielki wybuch? i kosztem czego jegoż poszerzenie? (zresztą nie wierzę w wielki wybuch moim zdaniem to wielki balon który nadmuchuje jakiś kubus puchatek - próba żartu ale taką teorię można by też wziąść pod uwage pisałem o tym do nasa)
Marcin_M (596 punktów)
>nie wiem czy dobrze cię rozumiem ale bierzesz pod uwago przestrzeń tylko jako wszechświat prawda?

Tak

>a w czym nastąpił ten wielki wybuch?

Kiedyś cały wszechświat był ściśnięty do rozmiarów kilku milimetrów. W tych warunkach nie istniały pojęcia czasu i przestrzeni. W pewnym momencie wszechświat zaczął się rozszerzać, ale nie rozszerza się on w jakiejś przestrzeni, bo sam stanowi całą przestrzeń jaka istnieje.

>(zresztą nie wierzę w wielki wybuch...

To już twoja sprawa. Fakt przemawiający za słusznością tej teorii to istnienie mikrofalowego promieniowania tła. Poza tym teoria ta wyjaśnia procentowy udział lekkich pierwiastków takich jak hel czy wodór w składzie wszechświata.
Homo sapiens
>Kiedyś cały wszechświat był ściśnięty do rozmiarów kilku milimetrów. W tych warunkach nie istniały pojęcia czasu i przestrzeni. W pewnym momencie wszechświat zaczął się rozszerzać, ale nie rozszerza się on w jakiejś przestrzeni, bo sam stanowi całą przestrzeń jaka istnieje.

Drogi Marcinie to ciekawe. Ale czy są jakieś dowody na to, że sama pusta przestrzeń też się rozszerza, dając miejsce materii? A jeśli tak to jaki kształt ma obecnie przestrzeń i co jest poza przestrzenią? Bardzo mnie to ciekawi. A nie potrafię tego pojąć.
Marcin_M (596 punktów)
>Drogi Marcinie to ciekawe. Ale czy są jakieś dowody na to, że sama pusta przestrzeń też się rozszerza, dając miejsce materii?

Jest teoria mówiąca o ekspansji przestrzeni rozszerzającej się po prostu w nicość.

>A jeśli tak to jaki kształt ma obecnie przestrzeń...

Kształt przestrzeni jest bardzo złożonym problemem i w zasadzie niewiele o nim wiadomo. Oczywiście naukowcy, jak to naukowcy, tworzą jakieś tam modele w oparciu o istniejącą wiedzę fizyczno - matematyczną. Ale kto wie jak jest w rzeczywistości.

>...i co jest poza przestrzenią?

No właśnie podobno nic nie ma.
nicram79 (460 punktów)
>Kiedyś cały wszechświat był ściśnięty do rozmiarów kilku milimetrów. W tych warunkach nie istniały pojęcia czasu i przestrzeni. W pewnym momencie wszechświat zaczął się rozszerzać, ale nie rozszerza się on w jakiejś przestrzeni, bo sam stanowi całą przestrzeń jaka istnieje.

Jak mógł być ściśnięty do kilku milimetrów skoro nie istniały pojęcia czasu i przestrzeni ? Zresztą chyba nie o pojęcia tu chodzi, bo pojęcia powstały chyba dopiero jak powstały jakieś organizmy które mogły by je mieć. Można chyba co najwyżej powiedzieć, że te pojęcia się do początku świata nie stosują.
Marcin_M (596 punktów)
>Jak mógł być ściśnięty do kilku milimetrów skoro nie istniały pojęcia czasu i przestrzeni ?

Muszę przyznać, że nie zagłębiałem się w ten problem i nie wiem jak to jest tłumaczone. Tym nie mniej stan w jakim znajdował się wszechświat przed wielkim wybuchem tak właśnie jest opisywany. Może chodzi po prostu o jakieś zobrazowanie sobie tego stanu.

>Można chyba co najwyżej powiedzieć, że te pojęcia się do początku świata nie stosują.

Może i masz rację. Zjawiska, jakie zachodziły na początku wszechświata cięzko opisać i zdefiniować. Zachodziły wtedy takie procesy fizyczne, które nie są możliwe do symulowania nawet w najnowocześniejszych laboratoriach. To był zupełnie inny świat, który ciężko jest opisać za pomocą pojęć, jakich używamy do opisania naszej rzeczywistości.
mimbla (175 punktów)

>Jak mógł być ściśnięty do kilku milimetrów skoro nie istniały pojęcia czasu i przestrzeni ? Zresztą chyba nie o pojęcia tu chodzi, bo pojęcia powstały chyba dopiero jak powstały jakieś organizmy które mogły by je mieć. Można chyba co najwyżej powiedzieć, że te pojęcia się do początku świata nie stosują.
>
a za pomocą czego wyrazisz swoje myśli? musisz chyba uzyć pojec))

beuek (18 punktów)

>Kiedyś cały wszechświat był ściśnięty do rozmiarów kilku milimetrów. W tych warunkach nie istniały pojęcia czasu i przestrzeni. W pewnym momencie wszechświat zaczął się rozszerzać, ale nie rozszerza się on w jakiejś przestrzeni, bo sam stanowi całą przestrzeń jaka istnieje.

a czy te "kilka milimetrów to już nie była przestrzeń kilku milimetrów? i ciekawa jest koncepcja powiązania materi z czasem

>To już twoja sprawa. Fakt przemawiający za słusznością tej teorii to istnienie mikrofalowego promieniowania tła. Poza tym teoria ta wyjaśnia procentowy udział lekkich pierwiastków takich jak hel czy wodór w składzie wszechświata.
>

oczywiście że to moja sprawa tak jak twoją jest wierzenie w to co wierzysz tak na marginesie kiedyś wierzono że ziemia to grzbiet wielkiej żółwicy a ta stoi na filarach.. ludzie tworzą różne teorie zgodnie z aktualnym rozwojem możliwości badawczych i rozumowych podejrzewam że moja teoria balonika może być w takim samym stopniu prawdziwa jak twoja biorąc pod uwage że homo sapiens uświadamia sobie trzy wymiary a kto wie ile tych wymiarowości może być tak jak innych czynników których wogóle narazie nie bierzemy pod uwagę. taki więc oczywiście trzeba badaś szukać teoretyzować ale twoja pewność i arogancja wręcz są dalece nie uzasadnione pozdrawiam

interesująca jest też teoria że poza wszechświatem istnieje NIC tylko skąd w niczym wziął się wszechświat który nadyma się i kurczy na przemian?

Marcin_M (596 punktów)
>ludzie tworzą różne teorie zgodnie z aktualnym rozwojem możliwości badawczych i rozumowych

Oczywiście, że tak jest. Zgadzam się z Tobą. Teoria wielkiego wybuchu, o której mówię jest również teorią zgodną z aktualną wiedzą i możliwościami człowieka.

>podejrzewam że moja teoria balonika może być w takim samym stopniu prawdziwa jak twoja

Po pierwsze to nie jest moja teoria. Wymyślili ją ludzie dużo mądrzejsi ode mnie - naukowcy. Jeżeli Ty masz swoją własną teorię to ja wcale nie twierdzę, że jest gorsza. Poprzyj ją tylko odpowiednim modelem matematycznym, który nie będzie sprzeczny z innymi obowiązującymi prawami fizyki.

>biorąc pod uwage że homo sapiens uświadamia sobie trzy wymiary a kto wie ile tych wymiarowości może być tak jak innych czynników których wogóle narazie nie bierzemy pod uwagę.

Fakt. Człowiek potrafi sobie wyobrazić trzy lub ewentualnie cztery wymiary (jako czasoprzestrzeń). A matematka definiuje przestrzenie o wymiarach ułamkowych lub nawet przestrzenie nieskończenie wymiarowe...

>twoja pewność i arogancja wręcz są dalece nie uzasadnione

Ciekaw jestem gdzie widzisz moją arogancję. Ja po prostu mówię o istniejącej teorii, którą już ktoś kiedyś udowodnił. Tylko tyle.

>interesująca jest też teoria że poza wszechświatem istnieje NIC tylko skąd w niczym wziął się wszechświat który nadyma się i kurczy na przemian?

Polecam Ci książkę pana John'a D. Barrow pt. "Początek wszechświata". Jest w niej przedstawiona historia powstania wszechświata w oparciu o teorię wielkiego wybuchu.

Homo sapiens
>Weźmy pod uwagę prosty wzór: s=v*t, gdzie s jest drogą przebytą przez wszechświat od momentu wielkiego wybuchu (promień wszechświata), v - prędkość, t - czas.

Marcinie nie wiem czy słusznie, ale wydaje mi się że ten wzór pasuje do wszechświata jako materii w nim zawartej, a nie pustej przestrzeni jako takiej. Mamy dowody (jeśli ktoś w to oczywiście wierzy), że wszechświat, czyli materia, w nim zawarta się od siebie oddala (galaktyki), ale czy sama przestrzeń w której ona tego dokonuje, też się rozszerza? Czy na to mamy jakieś dowody? Ja nie wiem.

>Ze wzoru tego wynika, że jeżeli przestrzeń jest nieskończona, to w dowolnym czasie od chwili wielkiego wybuchu prędkość ekspansji wszechświata musiałaby osiągnąć nieskończoną wartość. Taka sytuacja z tego co wiem jest niemożliwa.

Właśnie nie mogę w to uwierzyć, bo mam wrażenie, że tutaj wszechświat został pomylony ze wszechświatem jako jego materią, a nie jako samą w sobie przestrzenią. Po prostu mam taką wątpliwość.

Pozdr.
K_GL
>Marcinie nie wiem czy słusznie, ale wydaje mi się że ten wzór pasuje do wszechświata jako materii w nim zawartej, a nie pustej przestrzeni jako takiej.

Racja. Wszechświat jako całość opisują równiania ogólnej teorii względności a nie wzory kinematyczne.

>Mamy dowody (jeśli ktoś w to oczywiście wierzy), że wszechświat, czyli materia, w nim zawarta się od siebie oddala (galaktyki), ale czy sama przestrzeń w której ona tego dokonuje, też się rozszerza? Czy na to mamy jakieś dowody? Ja nie wiem.

To przestzeń się rozszerza ponieważ wszystkie galaktyki oddalają się od siebie nawzajem. Patrząc z Ziemii mamy wrażenie że wszystkie galaktyki oddalają się od nas. Oczywiście ktoś może wskazywac np na zderzenia galaktyk jako zjawisko negujące oddalanie się wszystkich galaktyk. Zjawisko te można wytłumaczyć tym, że oddziaływania miedzy tymi galaktykami są silniejsze niż tempo ekspansji przestrzenii. Według najnowszych kocepcji przyśpieszającej ekspansji w dalekiej przyszłości nie będą już zachodzić takie zjawiska ponieważ przestrzeń będzie się szybciej rozszerzać niż grawitacja będzie w stanie przyciągnąc inna galaktykę.
K_GL
To, że to przestrzeń się rozszerza wynika właśnie z ogólnej teorii względności. Według niej to zakrzywiona przestrzeń mówi materii jak się ona ma poruszać. Sorki, że moje posty są troche chaotyczne.
Marcin_M (596 punktów)
>Racja. Wszechświat jako całość opisują równiania ogólnej teorii względności a nie wzory kinematyczne.

No nie wiem, może trochę przegiąłem z tym przykładem...
mimbla (175 punktów)

>Właśnie nie mogę w to uwierzyć, bo mam wrażenie, że tutaj wszechświat został pomylony ze wszechświatem jako jego materią, a nie jako samą w sobie przestrzenią. Po prostu mam taką wątpliwość.
>Pozdr.
nie uważasz, że materia jest zależna od przestrzeni>? więc jak jedno to i drugie sie rozszerza
andrews
czasami najtrudniejsze i najbardziej nurtujące pytania mają najprostrzą odpowiedź myślę że zjawiska zachodzące na ziemi wcale
tak bardzo nie różnią się od tych w najgłębszym kosmosie,oczywiście zdaję sobie sprawę z tego,że wiele jeszcze nie wiemy i sporo musimy odkryć zanim zrozumiemy w pełni zjawiska nas otaczające,a propo odpowiedzi naczumy się bardziej obserwować siebie i świat,choćby prosty przykład:wrzucam kamień do wody kto wie być może tak właśnie zachowuje się ciągle rozszerzający się wszechświat. pozdrawiam-as-
metafizyk (97 punktów)
Ja proponuje podejść do problemu według rady Buddy Gotamy - najlepszą odpowiedzą na tak postawione pytanie jest milczenie.
Homo sapiens
>Ja proponuje podejść do problemu według rady Buddy Gotamy - najlepszą odpowiedzą na tak postawione pytanie jest milczenie.

Metafizyku. Ale mnie to bardzo ciekawi. A myślę, że dla naszych pra, pra , pra , pra...... wnuków przemierzających wszechświat, tak jak my dzisiaj oceany, to będzie bułka z masłem. Właśnie dzięki temu że ktoś kiedyś o to najpierw zapytał.

Pzdr.
Sobierajski (170 punktów)
>Kiedyś cały wszechświat był ściśnięty do rozmiarów kilku milimetrów. W tych warunkach nie istniały pojęcia czasu i przestrzeni. W pewnym momencie wszechświat zaczął się rozszerzać, ale nie rozszerza się on w jakiejś przestrzeni, bo sam stanowi całą przestrzeń jaka istnieje.

Nigdy nie rozumiałem w jaki sposób czas powstał później niż materia wszechświata. Bez czasu nie zachodzą żadne zmiany, a powstanie czasu to jakaś zmiana.
Homo sapiens
>Nigdy nie rozumiałem w jaki sposób czas powstał później niż materia wszechświata. Bez czasu nie zachodzą żadne zmiany, a powstanie czasu to jakaś zmiana.

No właśnie, bardzo ciekawe spostrzeżenie. Tylko czy oficjalna nauka o "wielkim wybuchu" głosi, że czas powstał po materii, czy też równocześnie z nią? Diabeł tkwi w szczegółach.

Ale co z tą przestrzenią? .................
metafizyk (97 punktów)
A ja myśle, że to co bedzie kiedy i dla kogo bułką z masłem, ocenić się poprawnie nie da.
mimbla (175 punktów)
>Ja proponuje podejść do problemu według rady Buddy Gotamy - najlepszą odpowiedzą na tak postawione pytanie jest milczenie.
>
to dlatego nie rozmiawasz ot ym, tylko piszesz?
metafizyk (97 punktów)
Bo nie ma o czym.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Wszechświat NIE JEST balonikiem rozszerzającym się w przestrzeni, granice wszechświata są granicami przestrzeni, czyli im większy wszechświat tym większa przestrzeń.
Oczywiście wszystko to jest takie proste do momentu, gdy się weźmie pod uwagę, iż istnieje więcej niż 3 wymiary przestrzeni, przy czym kilka jest "zwiniętych"
Homo sapiens
>Wszechświat NIE JEST balonikiem rozszerzającym się w przestrzeni, granice wszechświata są granicami przestrzeni, czyli im większy wszechświat tym większa przestrzeń.

A co jest poza przestrzenią? Jeśli sama przestrzeń (bez materii) to po prostu "nic", to co jest poza "niczym"? Ja nie umiem tego zrozumieć. Chyba, że mi ktoś pomoże. A może sam sobie tworze pułapki logiczne? Nie wiem.

>Oczywiście wszystko to jest takie proste do momentu, gdy się weźmie pod uwagę, iż istnieje więcej niż 3 wymiary przestrzeni, przy czym kilka jest "zwiniętych"

Dzięki Yeyes. Ale czy mógłbyś to wytłumaczyć w sposób łopatologiczny, żeby taki zwykłe Homo sapiens to pojął? I czy są na to dowody czy to tylko hipotezy?

Pozdro....
K_GL
Widze, że nie rozumiesz przedewszystkim tego, że przestrzeń nie potrzebuje żadnego odnośnika. Przestrzeń jest sceną, w której zachodzą zjawiska fizyczne. Dzięki teorii względności wiemy, że scena ta nie jest bezwzględnym odnośnikiem dla tych zjawisk. Można inaczej powiedzieć, że uczestniczy w przedstawieniu i to aktorzy mówią jej jak ona ma wyglądać. A jeśli chodzi o rozszerzanie się wszechświata to chodzi o to, że przestrzeń rozszerza się sama w sobie. Wszystkie galaktyki oddalają się od siebie. Co do samej przestrzeni to według najnowszych teorii jest ona nieskończona. Wynika z tego, żę nigdy byś nie doleciał do jakiegoś skraju wszechświata. Zresztą nawet według koncepcji zamkniętego wszechświata lecąc ciągle w tym samym kierunku doleciałbyś poprostu do punktu wyjścia.
K_GL
>A co jest poza przestrzenią? Jeśli sama przestrzeń (bez materii) to po prostu "nic", to co jest poza "niczym"? Ja nie umiem tego zrozumieć. Chyba, że mi ktoś pomoże. A może sam sobie tworze pułapki logiczne? Nie wiem.

To nie prawda, że przestrzeń jest "niczym". Wszystko jest przestrzenią tyle, że niektóre jej punkty wykazują inne właściwości w porównianu z innymi punktami.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>A co jest poza przestrzenią?
Widzę, że nadal tkwi ci w głowie balonik-przestrzeń. Chodzi o to, że nie ma żadnego "poza przestrzenią", bo przestrzeń nie zawiera się w żadnej "nadprzestrzeni". Mówienie, że coś jest "poza przestrzenią" nie ma sensu. Ja rozumiem, że ciężko jest pojąć, że nie ma żadnego poza, bo człowiek żyje w otoczeniu, gdzie zawsze jest jakieś "poza": poza domem, poza dzielnicą, poza miastem, ale my tu mówimy nie o wydzielonych fragmentach przestrzenia, ale o CAŁEJ przestrzeni.

>Dzięki Yeyes. Ale czy mógłbyś to wytłumaczyć w sposób łopatologiczny, żeby taki zwykłe Homo sapiens to pojął? I czy są na to dowody czy to tylko hipotezy?
Poczytaj sobie np.:
www.wiw.pl/biblioteka/piekno_greene/01.asp
www.sci-tr(*)forum/read.php?f=1&i=306&t=306

Użyj wyszukiwarki, zajrzyj do biblioteki, do księgarni...

nicram79 (460 punktów)
>Zastanawiam się nad pytaniem. Jak rozległa jest
>przestrzeń?
Czy rozchodzi się w każdym kierunku w
>nieskończoność? Czy przestrzeń jako taka (bez materii),
>jest nieskończona? A jeśli jest skończona, to co istnieje
>poza przestrzenią? I jak to pojąć? Nie umiem tego
>zrozumieć. Choć na dzień dzisiejszy wierzę, że
>przestrzeń jest nieskończona. Co o tym sądzicie?

No mi się wydaje, że pojęcie "poza" ma sens tylko w przestrzeni.

V0lrath (3440 punktów)
Przestrzeń się rozszerza, ale nie należy mylić ze sobą 2 rodzajów rozszerzań.

Pierwszym tym co się rozszerza to zasięg widzenia - nie możemy zobaczyć niczego co jest dalej niż c*t od WW.
Jest to pozorne rozszerzanie się - związane z tym, że czasoprzestrzeń nie jest całkiem normalną euklidesową - jest trochę inna relacja między wymiarem czasowym a przestrzennymi.
Kwadrat odległości w naszej czasoprzestrzeni wyraża się nie wzorem x^2+y^2+z^2+t^2 (t wyrażone np. w metrach 1s = około 300 milionów m) lecz x^2+y^2+z^2-t^2.
Drobna różnica - minus we wzorze - a wszystko staje się o wiele ciekawsze.
Przy czym to bardzo dziwna przestrzeń - bo przyjmując pewien układ odniesienia są linie na których "odległości" między punktami są 0, a jednocześnie są to różne punkty - o różnych współrzędnych.
No i o ile sama przestrzeń się nie rozszerza, to zmiana pozycji w przestrzenii o odległość X (odległość znaną przez nas - pierwiastek z x^2+y^2+z^2) nie może przekroczyć ruchu w czasie o X, bo kwadrat odległości w czasoprzestrzeni nie może być ujemny (odległość byłaby wtedy liczbą urojoną - nie wiadomo czy miałoby to sens fizyczny, ale jest to raczej mało prawdopodobne).

Z skraju "pola widzenia" pochodzi promieniowanie tła - jest to promieniowanie uwolnione w wielkim "błysku" gdy zjonizowana i nieprzezroczysta plazma zmieniła się w wyniku stygnmięcia w gorący lecz przezroczysty gaz.

Drugim tym co się rozszerza jest sama przestrzeń - można to zaobserwować poprzez przesunięcie widma promieniowania wysyłanego przez obiekt - przesunięcie ku czerwieni.
Przy "normalnych" prędkościach ono też się pojawia - ale nie jest tak mocno zależne od odległości od obiektu.
Dla dużych odległości przesunięcie spowodowane rozszerzaniem przestrzeni statystycznie przeważa i widać wyraźną tendencję zależną tylko od odległości od obiektu (uśredniając - bo prędkości własne też mają pewien wkład - zwykle mały, statystycznie bliski 0, ale w pojedyńczych wypadkach spory).
Za kilka mld lat (nie pamiętam liczby - ale chyba gdzieś koło 6-7) będzie można zobaczyć, że większość obiektów na skraju "pola widzenia c*t" ucieka z prędkością nadświetlną.
Obecnie nie wiem czy obserwuje się takie obiekty - musiałbym sprawdzić by nie skłamać (trzeba by poszukać obiektów które poruszają się w przestrzeni - prędkością "w przestrzeni", tą z którą związane są pęd oraz energia kinetyczna - kierunku przeciwnym do nas z prędkościami bliskimi c i odległe o miliardy lat świetlnych).
Wiem, że można je poznać po przesunięciu ku czerwieni wskazującym na prędkość nadświetlną. Nie jestem tylko pewien czy takowe zaobserwowano.

Światło od obiektów "uciekających" z prędkością 2c lub większą spowodowaną rozszerzaniem się przestrzeni nie ma szans do nas dotrzeć - ale obecnie napewno nie ma takich obiektów "w zasięgu" - znikać z widoku zaczną różne obiekty za wiele miliardów lat (też nie pamiętam liczby, ale podejżewam, że koło 20 - ale mogę się mocno mylić).
Światło od obiektów "uciekających" z prędkością od c do 2c ma szanse dotrzeć do nas ponieważ porusza się w naszym kierunku, a więc rozszerzanie się przestrzeni "zmniejszy" jego prędkość (w wyobrażonej, bezwzględnej, intuicyjnej, nie rozszerzającej się czasoprzestrzeni euklidesowej - w tej, w której umieszczamy obiekty odległe o miliard lat świetlnych w odległości c*miliard lat - mimo, że teraz znajdują się gdzie indziej - tam mniej więcej znajdowały się miliard lat temu) do c-v gdzie v to prędkość rozszerzania się przestrzeni, ale musimy jeszcze dołożyć fakt, że nasz "horyzont widzenia" porusza się z prędkością c wychodząc na przeciw fotonowi - co daje w sumie pozorną prędkość 2c-v w naszym kierunku.

Jak duża jest przestrzeń?
Nie wiadomo - obserwowalny obszar to około 13,6 miliarda lat świetlnych czasu.
Jednak jest to przekrój przez czasoprzestrzeń. Jeśli weźmiemy układ współrzędnych i zaczepimy jego początek tu i teraz to mamy wgląd w przekrój x^2+y^2+z^2=t^2 dla -13,6 mld lat < t < 0. (przeszłość).
Przestrzeń może być nieskończenie rozległa, ale może też nie być - mieć ograniczone rozmiary - jak powierzchnia balona - nie ma końców, ale jest ograniczona.
Marcin Gawlik (246 punktów)
>Zastanawiam się (...) jak rozległa jest przestrzeń? Czy rozchodzi się w każdym kierunku w nieskończoność?
>Czy przestrzeń jako taka (bez materii), jest nieskończona? A jeśli jest skończona, to co istnieje poza przestrzenią?

Na Twoje pytania nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Istnieje co najmniej kilka modeli kosmologicznych opisujących rozwój wszechświata, ale wszystkie mają charakter czysto teoretyczny. Według jednych wszechświat będzie się rozszerzał w nieskończoność, według innych w pewnym momencie zostanie osiągnięty "punkt kulminacyjny" i wszystkie procesy rozpoczną się w kierunku odwrotnym (teoria "Wielkiego Skurczu"), jeszcze inne mówią o tym, że wszechświat co prawda będzie się rozszerzał, ale cała materia zostanie pochłonięta przez czarne dziury, a temperatura spadnie do 0 K (teoria "Wielkiego Chłodu").
Nie jestem ekspertem, ale z tego co wiem najnowsze badania promieniowania tła wskazywałyby na to, że wszechświat jest skończony tzn. tworzy "zamkniętą przestrzeń". Co w takim razie istnieje poza tą "zamkniętą przestrzenią"? Najtrafniejsza wydaje mi się teoria, zgodnie z którą wszechświat oraz wypełniająca go trójwymiarowa przestrzeń jest niejako zatopiona w innej wielowymiarowej przestrzeni. (Podobnie jak "dwuwymiarowa" kartka papieru, którą trzymamy w ręku istnieje w przestrzeni "trójwymiarowej")
Astronomia to niesamowicie rozległa i skomplikowana dziedzina wiedzy, a koncepcje opisujące własności wszechświata często przechodzą w rozmyślania stricte filozoficzne. Jeśli jesteś na prawdę zainteresowany proponuję poczytać publikacje jednego z najwybitniejszych współczesnych astronomów - pana Stephena Hawkinga.


"Questions rise and answers fall, insurmountable..."
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Co w takim razie istnieje poza tą "zamkniętą przestrzenią"? Najtrafniejsza wydaje mi się teoria, zgodnie z którą wszechświat oraz wypełniająca go trójwymiarowa przestrzeń jest niejako zatopiona w innej wielowymiarowej przestrzeni.
Nie ma sensu mówić o "poza" przestrzenią, jak nie ma sensu mówić o chwilach "poza" czasem.
Nie ma potrzeby "upychać" trójwymiarowej przestrzeni w przestrzeni o większej ilości wymiarów tylko dlatego, że rozum ludzki nie radzi sobie z wyobrażeniem, że niczego nie ma "poza" przestrzenią.
Dwuwymiarowe figury znakomicie obywają się bez żadnych dodatkowych wymiarów, prawda?
Marcin Gawlik (246 punktów)
Oczywiście, że tak. Cała ta teoria niczego nie tłumaczy, jest jedynie swoistą "zabawą" myślową, równie dobrze można by założyć, że wszechświat opiera się na grzbietach czterech słoni, które z kolei stoją na skorupie Wielkiego Żółwia

"Questions rise and answers fall, insurmountable..."
gooa (746 punktów)

>Nie ma sensu mówić o "poza" przestrzenią, jak nie ma sensu mówić o chwilach "poza" czasem.
Uswiadominie sobie pojecia czasu i przestrzeni, to twor ludzki... kogo innego ?
>Nie ma potrzeby "upychać" trójwymiarowej przestrzeni w przestrzeni o większej ilości wymiarów tylko dlatego, że rozum ludzki nie radzi sobie z wyobrażeniem, że niczego nie ma "poza" przestrzenią.
Dlaczegoo sobie nie radzi ?
Rozum kudzki, jest w stanie wyobrazic sobie, cokolwiek, na podstawie tego, co juz wie.
W ten sposob, wyobrazamy sobie np. urzadzenie domu sasiada, choc i tak czesto napotykamy na niespodzianki.
Chcialabym, po przeczytaniu wielu ciekawych postow w tym temacie, uslyszec odpowiedz - co to jest "nic", "niczego" ?
Musi widocznie istniec, skoro probujemy do niego, nia ,to cos, wtargnac, badz ominac.
Wiec "nic" istnieje, czy nie ?
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>Nie ma sensu mówić o "poza" przestrzenią, jak nie ma sensu mówić o chwilach "poza" czasem.
>Uswiadominie sobie pojecia czasu i przestrzeni, to twor ludzki... kogo innego ?
Ekhmmm... jak to zwykle bywa nie wiadomo o czym właściwie piszesz.

>>Nie ma potrzeby "upychać" trójwymiarowej przestrzeni w przestrzeni o większej ilości wymiarów tylko dlatego, że rozum ludzki nie radzi sobie z wyobrażeniem, że niczego nie ma "poza" przestrzenią.
>Dlaczegoo sobie nie radzi ?
>Rozum kudzki, jest w stanie wyobrazic sobie, cokolwiek, na podstawie tego, co juz wie.
No właśnie dlatego sobie nie radzi, że opiera się na tym, co wie, a ściślej na tym, czego bezpośrednio doświadcza. Pisałem już o tym wspominając o wszędobylskim "poza" - przeczytaj może...

>W ten sposob, wyobrazamy sobie np. urzadzenie domu sasiada, choc i tak czesto napotykamy na niespodzianki.
Naprawdę rozbrajająca naiwność, żeby nie powiedzieć ignorancja. Zastanów się DLACZEGO możesz sobie wyobrazić urządzenie domu sąsiada, ale nie bardzo możesz sobie wyobrazić więcej niż 3 wymirów przestrzennych...

>Chcialabym, po przeczytaniu wielu ciekawych postow w tym temacie, uslyszec odpowiedz - co to jest "nic", "niczego" ?
Rozczaruję cię - te pytania nie są przedmiotem zainteresowania fizyki, ale filozofii.

>Musi widocznie istniec, skoro probujemy do niego, nia ,to cos, wtargnac, badz ominac.
???????????

>Wiec "nic" istnieje, czy nie ?
Zdefiniuj "nic".
V0lrath (3440 punktów)
"Nic" nie może istnieć - w stwierdzeniu "nic istnieje" jest moim zdaniem wewnętrzna sprzeczność. Aby coś istniało musi zachodzić relacja definiująca stan czegoś względem obserwatora tudzież innego "punktu odniesienia" - np. położenie.
"Nic" to jest takie coś, co nie ma i nie może mieć żadnych cech.
A więc nie ma też relacji wiążącej "nic" z czymś - więc "nic" nie istnieje. "Nic" - czyli stan bez cech - istniałby tylko wtedy gdyby nic nie istniało - gdyby Wszechświat nie istniał.

Ale to problem natury filozoficznej, nie fizycznej.
W fizyce nie potrzebne jest do niczego "nic".
Bo opisuje się to, co istnieje, a nie "nic".
Z "nic" nic zrobić nie można.
Zielona
Mój synek czasem ogląda bajeczkę pt: "Szadoki i Wielkie Nic" jest to mocno zakręcony filmik, prawie tak bardzo jak aktualna dyskusja nt. "Nic" . Niemniej dyskusja interesująca

Pozdrawiam
ugaguga

>Z "nic" nic zrobić nie można.

Oj , da radę! Wszak istnieją organizacje specjalizujące się w takiej działalności
Z fizyką oczywiście nie ma to nic wspólnego
Homo sapiens
> Na Twoje pytania nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Istnieje co najmniej kilka modeli kosmologicznych opisujących rozwój wszechświata, ale wszystkie mają charakter czysto teoretyczny. Według jednych wszechświat będzie się rozszerzał w nieskończoność, według innych w pewnym momencie zostanie osiągnięty "punkt kulminacyjny" i wszystkie procesy rozpoczną się w kierunku odwrotnym (teoria "Wielkiego Skurczu"), jeszcze inne mówią o tym, że wszechświat co prawda będzie się rozszerzał, ale cała materia zostanie pochłonięta przez czarne dziury, a temperatura spadnie do 0 K (teoria "Wielkiego Chłodu").
> Nie jestem ekspertem, ale z tego co wiem najnowsze badania promieniowania tła wskazywałyby na to, że wszechświat jest skończony tzn. tworzy "zamkniętą przestrzeń". Co w takim razie istnieje poza tą "zamkniętą przestrzenią"? Najtrafniejsza wydaje mi się teoria, zgodnie z którą wszechświat oraz wypełniająca go trójwymiarowa przestrzeń jest niejako zatopiona w innej wielowymiarowej przestrzeni. (Podobnie jak "dwuwymiarowa" kartka papieru, którą trzymamy w ręku istnieje w przestrzeni "trójwymiarowej")
> Astronomia to niesamowicie rozległa i skomplikowana dziedzina wiedzy, a koncepcje opisujące własności wszechświata często przechodzą w rozmyślania stricte filozoficzne. Jeśli jesteś na prawdę zainteresowany proponuję poczytać publikacje jednego z najwybitniejszych współczesnych astronomów - pana Stephena Hawkinga.
>"Questions rise and answers fall, insurmountable..."

To bardzo ciekawe Marcinie co piszesz. Powiem Ci że brałem to pod uwagę i tak naprawdę zaczynam się skłaniać ku temu poglądowi. Ale masz racje że to wszystko zaczyna bardziej zahaczać o filozofię, a to już bliżej wiary niż nauki. Ale to tylko moje zdanie.

Pozdra.
nicram79 (460 punktów)
A ja mam takie pytania dodatkowe związane z tą kwestią:

Czy liczba gwiazd we wszechświecie jest skończona ?

Gdyby istniał układ gwiezdny identyczny jak nasz i był od nas odległy tak, jak najbardziej odległe obserwowalne gwiazdy, to co widział by żyjący na odpowiedniku Ziemi człowiek, patrząc w kierunku przeciwnym niż gdyby patrzył na nas (tzn. patrzył w tym samym kierunku co my patrząc na niego) ?

Czy pojęcie gwiazdy najdalszej od Ziemi ma sens ?

Czy rozszerzanie się wszechświata oznacza rozszerzanie się materii, czy tylko "przestrzeni w której materia się znajduje" (jeśli coś takiego jest) ? Jeśli to pierwsze to by chyba znaczyło, że wszystkie obiekty w jakimś stopniu się rozszerzają.

I co właściwie oznacza rozszerzanie się wszechświata - bo rozszerzanie to chyba proces który musi zachodzić w jakiejś przestrzeni, więc jak sama przestrzeń może się rozszerzać ? Czy zatem rozszerzanie się wszechświata oznacza zmianę proporcji między odległościami - tzn. że wszystkie proporcje: większa odległość/mniejsza odległość (dla ustalonych dwóch par obiektów) rosną ?
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Czytać, czytać, czytać... potem stawiać pytania.
Homo sapiens
>Czytać, czytać, czytać... potem stawiać pytania.

Hehe. Jeyes masz rację. Ale z drugiej strony forum jest dla wszystkich, a każdy jest na różnym poziomie w danym zakresie wiedzy. Możemy się wspólnie rozwijać.

Pozdrawiam i biore się za czytanie.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Różnice na poziomach podstawowej wiedzy można łatwo zniwelować szukając odpowiedzi we własnym zakresie. Zupełnie nie rozumiem dlaczego ktoś woli zadawać pytania na forum ZAMIAST skorzystać z przeglądarki czy zamiast zajrzeć do jednej z mnóstwa książek czy choćby artykułów z magazynów popularnonaukowych. Przecież rozsądniej jest czerpać informację u źródeł niż u laików takich jak choćby ja.

PS Otrzymałem od ciebie głos negatywny... no cóż, nie rozumiem jak z jednej strony można dziękować i pozdrawiać, a z drugiej dawać minusa. Ale to twój problem.
Homo sapiens
>PS Otrzymałem od ciebie głos negatywny... no cóż, nie rozumiem jak z jednej strony można dziękować i pozdrawiać, a z drugiej dawać minusa.

Przepraszam Jeyes, ale nie podziękowałem Ci za nic w tym poście. Stwierdziłem tylko że masz rację, po czym wtrąciłem moje "ale", ponieważ się z tobą w tym momencie do końca nie zgodziłem. Mówiąc "masz rację" miałem na myśli że twoja wypowiedź jest dobrą radą. Ale tak naprawdę nie do końca się z nią zgodzę. A jeśli chodzi o pozdrowienia, to uważam że zawsze należy być kulturalnym, nawet gdy nie do końca się z kimś zgadzamy. Tak więc cenię twoje wypowiedzi i wiem że masz wiele racji ale z tą wypowidzią do końca się nie zgodziłem. Mnie też dają minusy, a kulture zachowują. Ja tylko naśladuje innych, bo dopiero się uczę jak tu funkcjonować. Jeśli poczułeś się dotknięty, to przepraszam.

Ale za to teraz dałem ci plusa, bo piętnujesz zachowania które wydają Ci się niewłaściwe
V0lrath (3440 punktów)
>Czy liczba gwiazd we wszechświecie jest skończona ?

W widocznej części tak.
Ogólnie - jeszcze nie wiadomo.

>Gdyby istniał układ gwiezdny identyczny jak nasz i był od nas odległy tak, jak najbardziej odległe obserwowalne gwiazdy, to co widział by żyjący na odpowiedniku Ziemi człowiek, patrząc w kierunku przeciwnym niż gdyby patrzył na nas (tzn. patrzył w tym samym kierunku co my patrząc na niego) ?

Gdyby u niego był czas 13,6 mld. lat od WW to widziałby pierwszą generację gwiazd z pierwszych miliardów lat życia Wszechświata. A trochę dalej widziałby promieniowanie tła.
Dla niego jeszcze nie istnielibyśmy - widziałby naszą bardzo odległą przeszłość.

>Czy pojęcie gwiazdy najdalszej od Ziemi ma sens ?

Chyba nie bardzo... To chwilowe pojęcie jeśli bierzemy widzialny przekrój czasoprzestrzeni.

>Czy rozszerzanie się wszechświata oznacza rozszerzanie się materii, czy tylko "przestrzeni w której materia się znajduje" (jeśli coś takiego jest) ?

Oznacza rozszerzanie przestrzenii.
Przy czym nasz Wszechświat nie zachowuje symetrii ze względu na skale. A to powoduje, że zmiana wielkości powoduje pewne odchylenie w stanie stabilnym w jakim znajdują się obiekty.
Siły - te dzięki którym materia ma takie cechy jak to, że przy sporych gęstościach nie daje się przenikać jak i te utrzymujące układy dużych obiektów - czyli elektromagnetyzm, siły jądrowe i grawitacja - zapobiegają zmianie wielkości spójnych obiektów - utrzymują ich skalę.
Między odległymi obiektami nie ma sił wystarczających do utrzymania stanu stabilnego - takich jak te utrzymujące obiekty na orbicie innych obiektów czy materię w stanie spójnym itp.
Dlatego odległości między odległymi obiektami rosną, a między utrzymywanymi razem przez siły nie.
Nawet galaktyki w zakresie 1 gromady galaktyk utrzymują się w stanie stabilnym z zachowaniem skali - tak samo mniejsze obiekty takie jak Układ Słoneczny, Ziemia, słoń, człowiek, długopis czy atom.
Zagrożeniem dla takich obiektów może być przyspieszone rozszerzanie - ponieważ ono powoduje powstawanie dodatkowej siły rozciągającej. Jeśli byłoby b. duże to mogłoby porozrywać wszystko w tym także atomy.
Na szczęście duże nie jest - w końcu żyjemy.

> Jeśli to pierwsze to by chyba znaczyło, że wszystkie obiekty w jakimś stopniu się rozszerzają.

Nie rozszerzają się ponieważ siły wiążące obiekty stabilizują ich skalę na odpowiednim poziomie. O ile prędkość rozszerzania się nie rośnie to spójne obiekty o określonej skali utrzymywanej przez siły nie "odczuwają" różnicy. Zwiększa się tylko odległość między odległymi i słabo powiązanymi obiektami - jak gromady galaktyk czy w miarę luźne galaktyki/odległe od siebie galaktyki.
O ile nie ma bezwzględnego wyróżnionego położenia, kierunku w przestrzeni czy prędkości, o tyle skale są wyróżnione i jednoznacznie określone.

>I co właściwie oznacza rozszerzanie się wszechświata - bo rozszerzanie to chyba proces który musi zachodzić w jakiejś przestrzeni, więc jak sama przestrzeń może się rozszerzać ?

Tak podpowiada intuicja. Ale matematycznie może istnieć "powierzchnia balonika" bez samego balonika ani 3 wymiarów. Tak samo matematycznie może się rozszerzać - bez potrzeby istnienia jakiejś zewnętrznej przestrzeni.

> Czy zatem rozszerzanie się wszechświata oznacza zmianę proporcji między odległościami - tzn. że wszystkie proporcje: większa odległość/mniejsza odległość (dla ustalonych dwóch par obiektów) rosną ?

Tak o ile odległości nie są stabilizowane jakimiś siłami, które utrzymują skalę. Stabilne skale nie zależą od prędkości rozszerzania przestrzeni. Zależą natomiast od przyspieszenia prędkości rozszerzania przestrzeni - takie przyspieszenie generuje dodatkową siłę rozciągającą.
Nie pytaj jak dużą - bo nie znam się jeszcze na tyle by to wiedzieć.
nicram79 (460 punktów)
Dzięki za odpowiedź mimo naiwności moich pytań.

>>Gdyby istniał układ gwiezdny identyczny jak nasz i był od nas odległy tak, jak najbardziej odległe obserwowalne gwiazdy, to co widział by żyjący na odpowiedniku Ziemi człowiek, patrząc w kierunku przeciwnym niż gdyby patrzył na nas (tzn. patrzył w tym samym kierunku co my patrząc na niego) ?
>Gdyby u niego był czas 13,6 mld. lat od WW to widziałby pierwszą generację gwiazd z pierwszych miliardów lat życia Wszechświata. A trochę dalej widziałby promieniowanie tła.
>Dla niego jeszcze nie istnielibyśmy - widziałby naszą bardzo odległą przeszłość.

Może niejasno się wyraziłem. Chodziło mi o coś takiego: zakładam (może niesłusznie) że wszechświat nie ma "srodka" i "brzegów". Wobec tego ktoś na brzegu wszechświata z naszego punktu widzenia, jest w środku ze swojego. Wobec tego, patrząc od nas "dalej za jego układem" powinny być dla niego jakieś gwiazdy, bardzo odległe. Jeśli by tak było, to czy my ich po prostu nie widzimy, czy widzimy je patrząc w przeciwnym kierunku ?

>>I co właściwie oznacza rozszerzanie się wszechświata - bo rozszerzanie to chyba proces który musi zachodzić w jakiejś przestrzeni, więc jak sama przestrzeń może się rozszerzać ?
>Tak podpowiada intuicja. Ale matematycznie może istnieć "powierzchnia balonika" bez samego balonika ani 3 wymiarów. Tak samo matematycznie może się rozszerzać - bez potrzeby istnienia jakiejś zewnętrznej przestrzeni.

Jakoś trudno mi to sobie na razie wyobrazić Ale czy to ostatnie nie oznaczało by po prostu zmiany proporcji między odległościami. Chodzi mi o to, że gdyby wszystkie odległości wzrosły tyle samo razy, to nie byłoby to chyba rozszerzanie, bo jednostki długości też by wzrosły. Więc te wzrosty muszą być różne dla różnych odległości.

Z tego co napisałeś zrozumiałem, że to rozszerzanie to jest taka siła, która jeśli może, to "wpycha" "pustą" przestrzeń między materię.

V0lrath (3440 punktów)
>Może niejasno się wyraziłem. Chodziło mi o coś takiego: zakładam (może niesłusznie) że wszechświat nie ma "srodka" i "brzegów". Wobec tego ktoś na brzegu wszechświata z naszego punktu widzenia, jest w środku ze swojego. Wobec tego, patrząc od nas "dalej za jego układem" powinny być dla niego jakieś gwiazdy, bardzo odległe. Jeśli by tak było, to czy my ich po prostu nie widzimy, czy widzimy je patrząc w przeciwnym kierunku ?

My ich nie widzimy ponieważ one dla nas jeszcze nie istnieją.
Czym dalej patrzymy tym dalej w przeszłość zaglądamy i wszystko zależy od tego jak zdefiniujesz sobie "teraźniejszość".
Jeśli teraźniejszość to dla Ciebie to, co teraz widzisz - to Wszechświat w tej chwili ma 13,6 mld lat świetlnych średnicy i rośnie (jest jakby tworzony) na "brzegach".
Jeśli teraźniejszość to zbiór tych punktów, które są w czasie odległe o 13,6 mld lat od Wielkiego Wybuchu to nie widzisz teraźniejszości. Teraźniejszości nie można poznać - w sensie przyczynowo-skutkowym jest równie odległa jak przyszłość.
My gwiazd które istnieją dla kogoś, kto teraz jest 12 mld lat świetlnych od nas w przestrzeni i w punkcie 13,6 mld lat w czasie od WW po prostu nie widzimy - są tak jakby dla nas przyszłością.
Taki ktoś patrząc w naszym kierunku widzi nasz obszar taki jakim był 12 mld lat temu oraz w kierunku przeciwnym widzi obszar, który dla nas dopiero się pojawi w odległej przyszłości (za więcej niż 12 mld lat - trzeba by było policzyć biorąc poprawkę na rozszerzanie się Wszechświata).

>>Tak podpowiada intuicja. Ale matematycznie może istnieć "powierzchnia balonika" bez samego balonika ani 3 wymiarów. Tak samo matematycznie może się rozszerzać - bez potrzeby istnienia jakiejś zewnętrznej przestrzeni.
>Jakoś trudno mi to sobie na razie wyobrazić Ale czy to ostatnie nie oznaczało by po prostu zmiany proporcji między odległościami.

Tak - ciągłe zmiany rozmiarów, odległości.

> Chodzi mi o to, że gdyby wszystkie odległości wzrosły tyle samo razy, to nie byłoby to chyba rozszerzanie, bo jednostki długości też by wzrosły. Więc te wzrosty muszą być różne dla różnych odległości.

Długość Plancka nie rośnie. Wyobraź sobie binarną tablicę 0/1. Rozszerzanie się polega na zwiększaniu ilości bitów a nie rozmiarów bitów. Oczywiście bity to taka przenośnia, bo z przestrzenią nie ma tak łatwo. Ale jest to analogiczne - odległości rosną, a skala Plancka nie.

>Z tego co napisałeś zrozumiałem, że to rozszerzanie to jest taka siła, która jeśli może, to "wpycha" "pustą" przestrzeń między materię.

Siła kojarzy się z przyspieszeniem i z siłami fizycznymi...
Ale mniej więcej tak - dobra analogia - tyle, że bardziej niż siłę ten proces przypomina prędkość. Czym większa odległość tym bardziej rośnie.
nicram79 (460 punktów)
>Jeśli teraźniejszość to zbiór tych punktów, które są w czasie odległe o 13,6 mld lat od Wielkiego Wybuchu to nie widzisz teraźniejszości. Teraźniejszości nie można poznać - w sensie przyczynowo-skutkowym jest równie odległa jak przyszłość.

No właśnie. Czy jeśli weźmiemy pod uwagę takie punkty, to gdyby w nich byli ludzie, to widzieli by to co my teraz - tzn. mnóstwo gwiazd we wszystkich kierunkach ?
V0lrath (3440 punktów)
POWTÓRECZKA
DO KASACJI

P.S Czy jest ograniczenie na minimalną długość wiadomości?

Bo notorycznie mam problemy z powtórkami, których nie mogę oznaczyć krótkim tekstem.
V0lrath (3440 punktów)
>>Jeśli teraźniejszość to zbiór tych punktów, które są w czasie odległe o 13,6 mld lat od Wielkiego Wybuchu ...

>No właśnie. Czy jeśli weźmiemy pod uwagę takie punkty, to gdyby w nich byli ludzie, to widzieli by to co my teraz - tzn. mnóstwo gwiazd we wszystkich kierunkach ?

Tak.
Chociaż sytuacja jest zabawna - my dla nich jesteśmy odległą "przyszłością", a oni dla nas są odległą "przyszłością". "Przyszłością" w sensie relacji przyczynowo-skutkowej, a nie samego czasu.
Sytuacja symetryczna, ale nieco dziwna.
Nie za bardzo zgodna z intuicją.
nicram79 (460 punktów)
>>>Jeśli teraźniejszość to zbiór tych punktów, które są w czasie odległe o 13,6 mld lat od Wielkiego Wybuchu ...
>>No właśnie. Czy jeśli weźmiemy pod uwagę takie punkty, to gdyby w nich byli ludzie, to widzieli by to co my teraz - tzn. mnóstwo gwiazd we wszystkich kierunkach ?
>Tak.
>Chociaż sytuacja jest zabawna - my dla nich jesteśmy odległą "przyszłością", a oni dla nas są odległą "przyszłością". "Przyszłością" w sensie relacji przyczynowo-skutkowej, a nie samego czasu.
>Sytuacja symetryczna, ale nieco dziwna.
>Nie za bardzo zgodna z intuicją.

A czy z tego nie wynika, że w tak rozumianej teraźniejszości:
1. jest nieskończenie wiele gwiazd albo
2. jest jakieś "zakrzywienie", czyli gwiazdy, których przeszłość widzi ktoś w odległym (przestrzennie) punkcie teraźniejszości, w kierunku "od nas", my też widzimy (tzn. ich przeszłość) ale w kierunku przeciwnym niż od "nas do niego".

?

V0lrath (3440 punktów)
>A czy z tego nie wynika, że w tak rozumianej teraźniejszości:
>1. jest nieskończenie wiele gwiazd albo

Tak.

>2. jest jakieś "zakrzywienie", czyli gwiazdy, których przeszłość widzi ktoś w odległym (przestrzennie) punkcie teraźniejszości, w kierunku "od nas", my też widzimy (tzn. ich przeszłość) ale w kierunku przeciwnym niż od "nas do niego".

Tak.
Przy zakrzywieniu dodatnim.
Tyle, że nie widzimy - bo widzimy tylko przekrój przez czasoprzestrzeń a nie tak zdefiniowaną teraźniejszość.
Poza tym w takiej czasoprzestrzeni promień światła może "okrążyć" przestrzeń i wrócić do punktu wyjścia, ale w przyszłości.
Wtedy teraźniejszość obserwowalna byłaby dziwna - bo w dużej odległości po odpowiednio długim czasie od WW widać by było to samo miejsce w którym się znajdujemy ale o tyle wcześniej ile wynosi "obwód" Wszechświata.
Ale na razie jeśli wszechświat jest z dodatnim zakrzywieniem to "obwód" jest dużo dużo większy niż promień obserwowalnej części.
Jesteśmy jak mrówki na chodniku, dla których horyzont wskazuje na płaskość z dobrym przybliżeniem, jednak miejsce pobytu ogólnie nie musi być płaskie - może to być kulista planeta.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>Czy liczba gwiazd we wszechświecie jest skończona ?
>W widocznej części tak.
Co by oznaczało, że gwiazd jest nieskończenie wiele?

>>Gdyby istniał układ gwiezdny identyczny jak nasz i był od nas odległy tak, jak najbardziej odległe obserwowalne gwiazdy, to co widział by żyjący na odpowiedniku Ziemi człowiek, patrząc w kierunku przeciwnym niż gdyby patrzył na nas (tzn. patrzył w tym samym kierunku co my patrząc na niego) ?
>Gdyby u niego był czas 13,6 mld.
Najbardziej odległe gwiazdy nie mogą mieć układów planetarnych podobnych do słonecznych, bo najodleglejsze gwiazdy nie mogą być w fazie rozwoju odpowiadającym Słońcu.

>>Czy pojęcie gwiazdy najdalszej od Ziemi ma sens ?
>Chyba nie bardzo...
Nie rozumiem dlaczego nie ma to sensu? Przecież określa się odległości we wszechświecie, więc czemu nie dałoby się określić największej odległości od Ziemi?
V0lrath (3440 punktów)
>>>Czy liczba gwiazd we wszechświecie jest skończona?
>>W widocznej części tak.
>Co by oznaczało, że gwiazd jest nieskończenie wiele?

Biorąc pod uwagę zbiór punktów odległych w czasie o 13,6 mld lat od Wielkiego Wybuchu to są 2 opcje:
1. Świat zamknięty o topologii takiej jak ma kula lub tego typu - to wtedy jest ich skończenie wiele.
2. Świat otwarty - nieskończenie rozciągły lub o ujemnej krzywiźnie - wtedy ma nieskończenie wiele.

>>Gdyby u niego był czas 13,6 mld.
>Najbardziej odległe gwiazdy nie mogą mieć układów planetarnych podobnych do słonecznych, bo najodleglejsze gwiazdy nie mogą być w fazie rozwoju odpowiadającym Słońcu.

Zależy jak zdefiniujesz sobie "teraz".
Jeśli tak, że to, co teraz widzisz to jest "teraz" to zgadzam się. Tyle tylko, że tak na prawdę widzisz nie to, co jest "teraz" w sensie zbioru punktów odległych o 13,6 mld lat od WW, lecz przekrój przez czasoprzestrzeń - czym dalej tym dalsza przeszłość. A więc nie widzisz tego, co się dzieje 13 mld lat świetlnych od nas, lecz to, co tam się działo 13 mld lat temu.
Ja miałem na myśli to, co się tam dzieje teraz w sensie fizycznym - 13,6 mld lat od WW.

W sensie tego, co widzimy "teraz" to będzie się działo - wiem, nasz Wszechświat jest dziwny jeśli chodzi o relacje przycznowo-skutkowe, to co jest odległe o X w przestrzeni, lecz nie w czasie jest w sensie relacji przyczynowo-skutkowej równie odległe jak coś odległe o X w czasie - to przez dziwną budowę czasoprzestrzeni w której odpowiednik odległości - interwał czasoprzestrzenny - wyraża się wzorem pierwiastek z (x^2+y^2+z^2-c^2*t^2). Ten minus powoduje, że relacja przyczynowo-skutkowa jest dziwna.

>>>Czy pojęcie gwiazdy najdalszej od Ziemi ma sens?
>>Chyba nie bardzo...
>Nie rozumiem dlaczego nie ma to sensu?

Bo nowe gwiazdy pojawiają się - dosłownie są tworzone - blisko odległości granicznych 13,6 mld lat świetlnych.

> Przecież określa się odległości we wszechświecie, więc czemu nie dałoby się określić największej odległości od Ziemi?

Można, ale najdalsza odległość się ciągle zmienia oraz co jakiś czas będzie się zmieniać najdalsza gwiazda - to nie jest stałe pojęcie.

Nie sięgamy tak daleko by dobrze widzieć procesy gwiazdotwórcze z pierwszego miliarda lat życia Wszechświata - większość światła z tamtego okresu jest bardzo słaba - bo Wszechświat się bardzo rozszerzył od tamtego czasu.
Z promieniowania gorącej plazmy przechodzącej w stan nie zjonizowany jakieś 370 tys. lat po WW - gdy było na tyle "chłodno", że elektrony mogły połączyć się z atomami - zostało promieniowanie tła o temperaturze około 3 K.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>Co by oznaczało, że gwiazd jest nieskończenie wiele?
>[...]2. Świat otwarty - nieskończenie rozciągły lub o ujemnej krzywiźnie - wtedy ma nieskończenie wiele.
Niekończona ilość gwiazd, to nieskończenie wiele masy grawitacyjnej, a żaden z modeli wszechświata nie przewiduje takiej nieskończoności, a tym bardziej model o ujemnej krzywiźnie (wszechświat otwarty), czyli zawierający zbyt mało masy, aby zacząć się kurczyć, a co dopiero mówić o nieskończonej masie.

>>Najbardziej odległe gwiazdy nie mogą mieć układów planetarnych podobnych do słonecznych, bo najodleglejsze gwiazdy nie mogą być w fazie rozwoju odpowiadającym Słońcu.
>[...]Ja miałem na myśli to, co się tam dzieje teraz w sensie fizycznym - 13,6 mld lat od WW.
Chodziło mi o to, że najodleglejsze obiekty jakie obserwujemy są jednocześnie najstarsze tzn. zakończyły swoją ewolucję gwiazdową. Biorąc pod uwagę, że to co obserwujemy teraz wydarzyło się "tam" miliardy lat temu, więc owe obiekty są jeszcze bardziej sędziwe, a nie młodsze.
Ale może się mylę "rozkład wiekowy" gwiazd jest jednorodny w caym wszechświecie?

>>>>Czy pojęcie gwiazdy najdalszej od Ziemi ma sens?
>>>Chyba nie bardzo...
>[...]najdalsza odległość się ciągle zmienia oraz co jakiś czas będzie się zmieniać najdalsza gwiazda - to nie jest stałe pojęcie.
No jasne, ale przecież chodzi o daną chwilę, czyli robimy foto wszechświatowi i patrzymy, która gwiazda jest najdalsza.
Homo sapiens
Wybaczcie panowie, ale znowu zaczynamy mówić o materii zawierającej się w przestrzeni. Wróćmy jednak do samej przestrzeni.

Ja wysunę więc tezę, że przestrzeń w której znajduje się materia wszechświata, jest nieskończona w każdym kierunku. A ktoś niech spróbuje ją obalić.

Ja wiem że ciężar dowodu, spoczywa na mnie, jako na osobie wysuwającej swoją tezę. Ale proszę zróbmy tym razem inaczej i postarajmy się tą tezę obalić. A zastąpić ją inną, bardziej wiarygodną.

Czy jest to możliwe? Czy inna koncepcja przestrzeni jest bardziej wiarygodna?
------------------------------
A tak na marginesie to chyba najwięcej przestrzeni ma kawaler, w stanie wolnym. Tylko brak mu jakiejś "gwiazdy".
V0lrath (3440 punktów)
>Ja wiem że ciężar dowodu, spoczywa na mnie, jako na osobie wysuwającej swoją tezę. Ale proszę zróbmy tym razem inaczej i postarajmy się tą tezę obalić. A zastąpić ją inną, bardziej wiarygodną.
>Czy jest to możliwe? Czy inna koncepcja przestrzeni jest bardziej wiarygodna?

Potrafię podać koncepcję zakrzywionej zamkniętej przestrzeni (w rodzaju 3-wymiarowej "powierzchni" 4-wymiarowej kuli), która jest skończona, ale się rozszerza.
Wiarygodność takiej koncepcji jest podobna do wiarygodności zaistnienia nieskończonej przestrzeni.

A więc są to 2 alternatywy o porównywalnej wiarygodności - dlatego każdą należy odrzucić jako nienaukową i zakwalifikować do hipotez czekających na zweryfikowanie.
Można i trzeba je rozważać by znaleźć sposób weryfikacji - bo jest to jedna z możliwości o wysokim prawdopodobieństwie.
Ale nie można żadnej przyjąć jako wyjaśnienie naukowe.

Nieskończona przestrzeń jest w zasadzie szczególnym przypadkiem gdy promień tej "kuli" jest nieskończony, a więc krzywizna jest zerowa.

Poza tym można stworzyć ogólny model zależny od krzywizny - jaki obecnie się przyjmuje.
Tylko parametru krzywizny oraz wszystkich parametrów związanych z rozszerzaniem w nim nie znamy.
A to rozbija model na kilka różnych prawdopodobnych możliwości - w tym takie z nieskończoną przestrzenią o zerowym lub ujemnym zakrzywieniu.
V0lrath (3440 punktów)
>Niekończona ilość gwiazd, to nieskończenie wiele masy grawitacyjnej, a żaden z modeli wszechświata nie przewiduje takiej nieskończoności, a tym bardziej model o ujemnej krzywiźnie (wszechświat otwarty), czyli zawierający zbyt mało masy, aby zacząć się kurczyć, a co dopiero mówić o nieskończonej masie.

Nie koniecznie - otóż trzeba zauważyć, że grawitacja ma te same ograniczenia co każde inne oddziaływanie - zmiana pola grawitacyjnego porusza się z prędkością światła.
A to oznacza, że oddziałuje na nas tylko grawitacja obserwowanego przekroju przez czasoprzestrzeń, a nie wszystko co jest w odległości 13,6 mld lat od WW.

Czyli galaktyka odległa o miliard lat świetlnych przyciąga nas z taką siłą jak wynika z jej położenia wtedy gdy wysyłała światło - czyli miliard lat temu.

>Chodziło mi o to, że najodleglejsze obiekty jakie obserwujemy są jednocześnie najstarsze tzn. zakończyły swoją ewolucję gwiazdową. Biorąc pod uwagę, że to co obserwujemy teraz wydarzyło się "tam" miliardy lat temu, więc owe obiekty są jeszcze bardziej sędziwe, a nie młodsze.

Najstarsze w sensie że dzieli je od nas ogromna odległość w czasie. Należą np. do najstarszych generacji gwiazd.
Ale są (lub były w momencie wysyłania światła) one młode.
Tam te najstarsze generacje dopiero powstają.

>Ale może się mylę "rozkład wiekowy" gwiazd jest jednorodny w caym wszechświecie?

Gwiazdy kilka miliard lat temu miały w miarę podobny cykl życiowy jak teraz - więc "rozkład wiekowy" jest w miarę jednorodny. Ale te dalsze należą do wcześniejszych generacji - zawierają na przykład więcej wodoru niż innych cięższych pierwiastków.
Poza tym są inne różnice - ale nie znam się na tyle dobrze i nie wiem dokładnie jakie.

>No jasne, ale przecież chodzi o daną chwilę, czyli robimy foto wszechświatowi i patrzymy, która gwiazda jest najdalsza.

Na daną chwilę - ok.
Jak już będziemy mieli ku temu technologię by zobaczyć wszystkie najdalej położone gwiazdy.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>Niekończona ilość gwiazd, to nieskończenie wiele masy grawitacyjnej, a żaden z modeli wszechświata nie przewiduje takiej nieskończoności, a tym bardziej model o ujemnej krzywiźnie (wszechświat otwarty), czyli zawierający zbyt mało masy, aby zacząć się kurczyć, a co dopiero mówić o nieskończonej masie.
>Nie koniecznie
Może masz rację. Ja powtarzam informacje z internetu i książek oraz artykułów popularnonaukowych opisujących w miarę aktualny stan wiedzy (astro)fizycznej. Jeśli ci wszyscy naukowcy nie wiedzą o czymś, co ty wiesz, to daj im znać, OK?
PS Dalszy ciąg twej wypowiedzi dotyczy oddziaływań "widzialnej" masy grawitacyjnej, a nie ilości masy grawitacyjnej w całym wszechświecie, więc traktuję to jako "nie na temat".

>Najstarsze w sensie że dzieli je od nas ogromna odległość w czasie. Należą np. do najstarszych generacji gwiazd.
W przestrzeni też.

>Ale są (lub były w momencie wysyłania światła) one młode.
>Tam te najstarsze generacje dopiero powstają.
Te dwa zdania są według mnie sprzeczne. Pierwsze zgadza się z tym, co pisałem, a mianowicie co najdalej, to jest najstarsze, a więc nie może dopiero co powstawać. Innymi słowy obiekty powstające w tej chwili na krańcach wszechświata nie mogą być starsze niż już istniejące obiekty.
Ja to rozumiem tak: "rzut beretem" od Ziemi jest sobie Słońce. Mnóstwo "rzutów beretem" od Ziemi właśnie rodzi się gwiazda. My o tym jeszcze nie wiemy, bo informacja o tym fakcie nie dotrze do nas wcześniej niż na miliardy lat, co nie znaczy, że właśnie powstająca na krańcach wszechświata gwiazda jest starsza niż nasze Słońce.

>Gwiazdy kilka miliard lat temu miały w miarę podobny cykl życiowy jak teraz - więc "rozkład wiekowy" jest w miarę jednorodny. Ale te dalsze należą do wcześniejszych generacji - zawierają na przykład więcej wodoru niż innych cięższych pierwiastków.
No i o to mi chodziło. Najdalej=najstarsze.
Homo sapiens
Jeśli więc przestrzeń miałaby się rozszerzać, jak zostało już tu wcześniej zauważone. To ja zastanawiam się w czym ta przestrzeń może się rozszerzać?

Nie umiem tego zrozumieć. Choć umiem już używać narzędzi łupanych z kamienia i przywiązuję się tylko do jednej samicy. Ale wierzę że przyszłość należy do Homo sapiens.
V0lrath (3440 punktów)
> Jeśli więc przestrzeń miałaby się rozszerzać, jak zostało już tu wcześniej zauważone. To ja zastanawiam się w czym ta przestrzeń może się rozszerzać?

A to musi mieć w czym?
To, że musi jest intuicyjne. Zawsze dla nas coś w czymś się rozszerza bo jesteśmy umieszczeni i ograniczeni przez przestrzeń.
Ale matematycznie nie jest to wymagane.

> Nie umiem tego zrozumieć.

Nie martw się, ja też nie umiem tego intuicyjnie pojąć / wyobrazić sobie. Co nie znaczy, że tak się nie dzieje - w fizyce sporo jest nieintuicyjnych rzeczy - co pokazują teoria względności czy mechanika kwantowa.

> Ale wierzę że przyszłość należy do Homo sapiens.

Ja też w to wierzę.

jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>> Ale wierzę że przyszłość należy do Homo sapiens.
>Ja też w to wierzę.
Nie wiem co to znaczy, że przyszłość należy do rodzaju ludzkiego, ale to tylko tak na marginesie.
W jakiejś książce znalazłem kiedyś hipotezę nieśmiertelności mimo tego, iż wszechświat miałby się zapaść do osobliwości jaką był na początku.
Autor tej hipotezy przedstawił wizję nieśmiertelności nie jako liniowego doznawania różnych przeżyć w nieskończonym czasie, ale jako doznawanie nieskończonej ilości przeżyć w skończonym czasie. Niestety nie pamiętam samej idei, ale sam pomysł tak pojętej nieśmiertelności spodobał mi się ze względu na inne podejście do owej nieśmiertelności.
V0lrath (3440 punktów)
>Nie wiem co to znaczy, że przyszłość należy do rodzaju ludzkiego, ale to tylko tak na marginesie.

Ja też nie za bardzo, ale wierzący zazwyczaj nie wiedzą do końca w co wierzą ;-P

>W jakiejś książce znalazłem kiedyś hipotezę nieśmiertelności mimo tego, iż wszechświat miałby się zapaść do osobliwości jaką był na początku.

Ja pamiętam mniej więcej o co chodziło - to chyba było opisane w jednej z pierwszych książek popularnonaukowych dotyczących astrofizyki jakie przeczytałem dawno dawno temu - jeszcze jak do podstawówki biegałem...
"Ostatnie trzy minuty" jeśli się nie mylę.
Chodziło o możliwość nieśmiertelności mimo tego, że prawa termodynamiki mogą doprowadzić do "śmierci cieplnej" Wszechświata, a w rozszerzającym się wszechświecie nie można zebrać nieskończonej ilości energii - nawet w nieskończonym czasie.

>Autor tej hipotezy przedstawił wizję nieśmiertelności nie jako liniowego doznawania różnych przeżyć w nieskończonym czasie, ale jako doznawanie nieskończonej ilości przeżyć w skończonym czasie.

Przedstawił - z tego co pamiętam - sposób na to, by zmniejszając ilość (lub może raczej "gęstość") doznań w czasie, doznawać coraz mniej w coraz dłuższych odcinkach czasu, ale w sumie i tak móc doznać nieskończenie wielu wrażeń mimo skończonych zasobów energii.

Autor napisał także pesymistyczną stronę - jeśli wszechświat jest skwantowany i deterministyczny, a wiele wskazuje na to, że tak jest, to doznania przy skończonej ilości energii będą ilościowo nieskończone, ale jakościowo nie - będą się powtarzać.

> Niestety nie pamiętam samej idei, ale sam pomysł tak pojętej nieśmiertelności spodobał mi się ze względu na inne podejście do owej nieśmiertelności.

Nie wiem czy o tym samym mówimy - ale wydaje mi się że tak.
mimbla (175 punktów)
Bardzo ciekawa koncepcjia, chociaz sądzę, ze ma niewiele wspólnego z nieśmiertelnoscią.
mimbla (175 punktów)
różnych przeżyć w nieskończonym czasie, ale jako doznawanie nieskończonej ilości przeżyć w skończonym czasie. Niestety nie pamiętam samej idei, ale sam pomysł tak pojętej nieśmiertelności spodobał mi się ze względu na inne podejście do owej nieśmiertelności.

>przedstawiłabym to jako teorię jakości raczej: zamist pędzić do przodu, aby przeżyć jak najwiecej, "bo życie jest takie krótkie", skupmy sie, głębiej przeżywajmy to, co jest teraz. Bo cóż będą warte wszyskie doświadczenia przeżyte byle jak. To tak jak wybrać się na wycieczkę krajoznawczą i cały czas spędzić jadąc z zawrotną prędkością.

mimbla (175 punktów)
>Jeśli więc przestrzeń miałaby się rozszerzać, jak zostało już tu wcześniej zauważone. To ja zastanawiam się w czym ta przestrzeń może się rozszerzać?
>Nie umiem tego zrozumieć. Choć umiem już używać narzędzi łupanych z kamienia i przywiązuję się tylko do jednej samicy. Ale wierzę że przyszłość należy do Homo sapiens.
Dlaczego cały czas sie tłumaczysz ze swoich pytań? Ciekawosć do nic złego przecież
V0lrath (3440 punktów)
>>Nie koniecznie
>Może masz rację. Ja powtarzam informacje z internetu i książek oraz artykułów popularnonaukowych opisujących w miarę aktualny stan wiedzy (astro)fizycznej. Jeśli ci wszyscy naukowcy nie wiedzą o czymś, co ty wiesz, to daj im znać, OK?

Oni o tym wiedzą - tylko w popularnonaukowych pismach zapominają, że są 2 możliwe definicje teraźniejszości - i raz stosują jedną, a raz drugą - nie wspominając o tym, że inną stosują do ogólnej topologii czasoprzestrzeni (przykłady z nieskończonością czy "balonem") - stosują wtedy zestaw punktów równoodległych w czasie od WW, a inną gdy mówią o granicy wszychświata czy o rozszerzaniu - wtedy stosują tą, że teraźniejszość to jest to, co teraz widać.

>PS Dalszy ciąg twej wypowiedzi dotyczy oddziaływań "widzialnej" masy grawitacyjnej, a nie ilości masy grawitacyjnej w całym wszechświecie, więc traktuję to jako "nie na temat".

Na temat. "Nie widzialna" nie oddziałuje, bo w sensie przyczynowo - skutkowym jeszcze nie zaistniała - względem nas.

>>Ale są (lub były w momencie wysyłania światła) one młode.
>>Tam te najstarsze generacje dopiero powstają.
>Te dwa zdania są według mnie sprzeczne. Pierwsze zgadza się z tym, co pisałem, a mianowicie co najdalej, to jest najstarsze, a więc nie może dopiero co powstawać. Innymi słowy obiekty powstające w tej chwili na krańcach wszechświata nie mogą być starsze niż już istniejące obiekty.

Ale czym patrzysz dalej tym dalej zaglądasz w obszar bardziej odległy w czasie. To co widzisz 10 mld. lat świetlnych od Ciebie widzisz takim, jakie było 10 mld. lat temu.
A więc widzisz gwiazdy w statium takim, jakie miały 10 mld. lat temu - należące do jednych z najstarszych generacji. Tyle, że widzisz ich młodość.

>Ja to rozumiem tak: "rzut beretem" od Ziemi jest sobie Słońce. Mnóstwo "rzutów beretem" od Ziemi właśnie rodzi się gwiazda. My o tym jeszcze nie wiemy, bo informacja o tym fakcie nie dotrze do nas wcześniej niż na miliardy lat, co nie znaczy, że właśnie powstająca na krańcach wszechświata gwiazda jest starsza niż nasze Słońce.

Tak, ale my tej gwiazdy nie widzimy i o niej nie wiemy. Za to to, co widzimy "wiele rzutów beretem" są gwiazdy z pierwszych generacji w czasach swej młodości.

>No i o to mi chodziło. Najdalej=najstarsze.

Nie do końca chyba się rozumiemy...
Wyobraźmy sobie to na ludziach.
Blisko siebie widzisz ludzi ze swojej generacji.
Daleko od siebie nie widzisz ludzi ze swojej generacji - widzisz np. homo hapiens erectus lub neandertalczyków. Wiele, wiele generacji wcześniej niż Tobie współczesni.
ale widzisz ich takimi, jacy byli w swej młodości.
Są to młodzi ludzie z starej, dawno wymarłej generacji.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Oni o tym wiedzą - tylko w popularnonaukowych pismach zapominają, że są 2 możliwe definicje teraźniejszości - i raz stosują jedną, a raz drugą - nie wspominając o tym, że inną stosują do ogólnej topologii czasoprzestrzeni (przykłady z nieskończonością czy "balonem") - stosują wtedy zestaw punktów równoodległych w czasie od WW, a inną gdy mówią o granicy wszychświata czy o rozszerzaniu - wtedy stosują tą, że teraźniejszość to jest to, co teraz widać.
Nie rozumiem co to ma do rzeczy jeśli idzie o ilość masy grawitacyjnej, a tym samym przyszłość naszego wszechświata?
Nigdy nie spotkałem się z postulatem nieskończonej masy grawitacyjnej w naszym wszechświecie, którą ty postulujesz mówiąc o ujemnej krzywiźnie wszechświata.
Pytam zatem ponownie skąd wziąłeś taki postulat nieskończonej masy=nieskończonej ilości gwiazd?

>Wyobraźmy sobie to na ludziach.
>Blisko siebie widzisz ludzi ze swojej generacji.
>Daleko od siebie nie widzisz ludzi ze swojej generacji - widzisz np. homo hapiens erectus lub neandertalczyków. Wiele, wiele generacji wcześniej niż Tobie współczesni.
>ale widzisz ich takimi, jacy byli w swej młodości.
>Są to młodzi ludzie z starej, dawno wymarłej generacji.
Dobra, inaczej. Mój dziadek wybrał się w podróż, niech będzie, że 10 lat przed moim narodzeniem. 5 lat potem tą samą drogą podążył mój ojciec - w dniu moich narodzin.
(Nie ma wątpliwości, że dziadek jest starszy niż mój ojciec, który jest starszy niż ja.)
W dniu moich 20-tych urodzin otrzymałem zdjęcie dziadka, który zrobił je sobie rok wcześniej w Australii. W dniu moich 25-tych urodzin dostałem zdjęcie ojca wykonane rok wcześniej też w Australii.

Analogicznie z tymi gwiazdami - oddalają się ode mnie cały czas i mimo iż dostaję ich "zdjęcia" sprzed lat, to przecież wiem, że w momencie otrzymania przeze mnie zdjęć gwiazdy są starsze niż na tych zdjęciach. Tak jak starszy jest dziadek i starszy jest ojciec, i obaj zawsze będą starsi ode mnie.
V0lrath (3440 punktów)
>Nie rozumiem co to ma do rzeczy jeśli idzie o ilość masy grawitacyjnej, a tym samym przyszłość naszego wszechświata?

Nic nie ma do rzeczy. O to właśnie chodzi. Topologia ogólna - otwarta/zamknięta, skończona/nie skończona - ma się nijak do masy grawitacyjnej.
Do masy grawitacyjnej oddziaływującej na coś w danym punkcie wkład ma tylko widoczny w tym punkcie przekrój przez czasoprzestrzeń.

>Pytam zatem ponownie skąd wziąłeś taki postulat nieskończonej masy=nieskończonej ilości gwiazd?

Nadal się nie rozumiemy...

Jeśli bierzesz pod uwagę to co widać i to co jest teraźniejszością z punktu widzenia relacji przyczynowo-skutkowej to wszechświat jest skończony i ma promień 13,6 mld. lat świetlnych. Nic więcej "w tej chwili" nie ma. Jest skończony i mniej więcej bliski przestrzeni euklidesowej ograniczonej 3-wymiarową sferą o promieniu 13,6 mld lat świetlnych.

Jeśli bierzesz pod uwagę wszystko co jest oddalone o 13,6 mld lat świetlnych w czasie od Wielkiego Wybuchu to nie jest to teraźniejszość w sensie przyczynowo-skutkowym, ale czysto czasowym.
W sensie przyczynowo-skutkowym to jest to, jeśli nie liczyć punktu "tu i teraz" - przyszłość.
I w takim sensie - punktów równoodległych od WW w czasie - rozpatruje się topologie Wszechświata tudzież mówi się o tym co "jest" poza tym naszym widzialnym skrawkiem. To "jest" jest bardzo mylące - powinno tam być "będzie" w sensie przyczynowo-skutkowym.

Innymi słowy to, co widzisz 5 miliardów od Ziemii jest oddalone w czasie od Wielkiego Wybuchu o 8,6 mld. lat czasu.

>Dobra, inaczej. Mój dziadek wybrał się w podróż, niech będzie, że 10 lat przed moim narodzeniem. 5 lat potem tą samą drogą podążył mój ojciec - w dniu moich narodzin.
>(Nie ma wątpliwości, że dziadek jest starszy niż mój ojciec, który jest starszy niż ja.)

Ludzie są jednak złą analogią...
13,6 mld lat świetlnych od nas Wielki Wybuch dopiero "wybucha"... Chociaż tego nie widać - bo plazma była nieprzezroczysta przez pierwsze 370 tysięcy lat życia Wszechświata - promieniowanie było związane z materią, a nie swobodne.

>Analogicznie z tymi gwiazdami - oddalają się ode mnie cały czas i mimo iż dostaję ich "zdjęcia" sprzed lat, to przecież wiem, że w momencie otrzymania przeze mnie zdjęć gwiazdy są starsze niż na tych zdjęciach. Tak jak starszy jest dziadek i starszy jest ojciec, i obaj zawsze będą starsi ode mnie.

Tak niestety nie jest - tam daleko jest czas dopiero np. miliard lat po Wielkim Wybuchu. I powstają pierwsze gwiazdy. Nie są to gwiazdy, które "wyjechały", ale które tam niedawno powstały.

Niestety nie sięgamy aż tak daleko by zobaczyć powstawanie gwiazd z pierwotnego gazu - co najwyżej widzimy kwazary i duże pierwotne galaktyki.
I promieniowanie tła, bo ten pierwszy błysk uwolnionego z plazmy światła podczas przejścia w stan gazowy (związania elektronów z materią) był bardzo bardzo silny.

Rozszerzanie naszego "pola widzenia" o zasięgo 13,6 mld lat ma całkowicie inne podłoże niż rozszerzanie przestrzeni i jest całkowicie innym procesem - o czym pisałem kilka postów wcześniej.
Homo sapiens
Tak sobie teraz myślę przy ognisku, ogryzając kość z mamuta, że jeśli przestrzeń się rozszerza, to robi to w jakimś kierunku, bądź kierunkach. A kierunki są atrybutami przestrzeni. I są możliwe telko w jakiejś przestrzeni. Czyli wynikałoby z tego iż przestrzeń rozszerza się w jakiejś przestrzeni, a to przecież nielogiczne. A jeśli ktoś udowodni, że logiczne, to mnie właśnie chodzi o tą drugą przestrzeń - przestrzeń absolutną. Jak bardzo ona jest rozległa?
V0lrath (3440 punktów)
>Tak sobie teraz myślę przy ognisku, ogryzając kość z mamuta, że jeśli przestrzeń się rozszerza, to robi to w jakimś kierunku, bądź kierunkach.

We wszystkich kierunkach "wewnętrznych".

> Czyli wynikałoby z tego iż przestrzeń rozszerza się w jakiejś przestrzeni, a to przecież nielogiczne.

Nie musi się rozszerzać w jakiejś przestrzeni. Balonik musi się rozszerzać w jakiejś przestrzeni, ale Wszechświat nie - bo nie ma dodatkowego wymiaru, jest sama "powierzchnia balonika" i tylko ona.

> A jeśli ktoś udowodni, że logiczne, to mnie właśnie chodzi o tą drugą przestrzeń - przestrzeń absolutną. Jak bardzo ona jest rozległa?

Prawdopodobnie nie ma takiej przestrzeni.
Nie jest potrzebna - to nie potrzebna hipoteza.

lipschitz (1674 punktów)
Intuicja i zdrowy rozsądek zwodą, ale tylko do chwili, kiedy nie zdajemy sobie z czegoś sprawy. Np. nie zdając sobie sprawy ze względności czasu, nasz zdrowy rozsądek oparł się na jednym zegarze, który odmierza czas całemu istnieniu. Co jest starsze albo młodsze? Tylko kiedy jedno jest przyczyną drugiego możemy być pewni, że jedno jest nie tyle starsze od drugiego, co pierwsze, w innej sytuacji lepiej w ogóle nie stosować tego rodzaju porównań, gdyż wynikają z rozumowania, które dotyczy jednego zegara dla całości, np. dwa niezależne obiekty, powiedzmy samoloty, wyprodukowane w tej samej chwili, nie są potem w tym samym wieku - jeden jest starszy od drugiego, ale sytuacja może się zmienić, bo drugi może potem okazać się starszym, a to wszystko przy bardzo dziwnym eksperymencie, kiedy zegary samolotów są konfrontowane co jakiś czas z konkretnym zegarem, powiedzmy we Wrocławiu(nie wiem czy wiecie, ale wrocławskie zegary odmierzają czas całemu istnieniu ).

Rozpatrywanie przestrzeni bez elementu czasu chyba też ma niewiele sensu(lepiej wcześniej obalić względność czasu ). Mamy dzisiaj do czynienia z czasoprzestrzenią i w tym momencie, jeżeli uznajemy względność czasu dla różnych obiektów, to wydaje mi się, że zdroworozsądkowo jest uznać także względność przestrzeni, a jak rozumieć tą względność przestrzeni tego nie wiem Może np. przestrzeń istnieje tylko dla obiektów, które się poruszają, może nie można uwalniać przestrzeni tak jak próbowało się uwolniać czas, tzn. odrywać od samego obiektu, np. jest on bezpośrednio powiązany z przestrzenią i czasem i rozpatrywanie czegoś poprzez rozbijanie na elementy jest złym pomysłem, czyli czas, przestrzeń i obiekt stanowią jedność. W tym przykładzie to ruch obiektu byłby twórcą przestrzeni. Nie znamy rzecz jasna obiektów, które nie poruszają się i być może dlatego przestrzeń jest dla nas czymś tak oczywistym, że trudno pojąć jej brak w sytuacji, kiedy obiekt nie porusza się.

Autor odpowiedzi nie podpisuje się pod przedstawionymi przez siebie domysłami

mimbla (175 punktów)
>Zastanawiam się nad pytaniem. Jak rozległa jest
>przestrzeń?
Czy rozchodzi się w każdym kierunku w
>nieskończoność? Czy przestrzeń jako taka (bez materii),
>jest nieskończona? A jeśli jest skończona, to co istnieje
>poza przestrzenią? I jak to pojąć? Nie umiem tego
>zrozumieć. Choć na dzień dzisiejszy wierzę, że
>przestrzeń jest nieskończona. Co o tym sądzicie?
>Pomocy...
przestrzen jst skonczona, a jak za nią wyjdziesz, okaże sie, ze byłeś w nadmuchanym balonie, w którym mieści sie cały wszechswiat, którym grają w siatkówkę ogromne czerwone słonie bez łap;
Wilhelm
>Zastanawiam się nad pytaniem. Jak rozległa jest
>przestrzeń?
Czy rozchodzi się w każdym kierunku w
>nieskończoność? Czy przestrzeń jako taka (bez materii),
>jest nieskończona? A jeśli jest skończona, to co istnieje
>poza przestrzenią? I jak to pojąć? Nie umiem tego
>zrozumieć. Choć na dzień dzisiejszy wierzę, że
>przestrzeń jest nieskończona. Co o tym sądzicie?
>Pomocy...
Niekoniecznie. Przestrzen moze sie rozszezac wraz ze wszechswiatem. Tlumaczyloby to tez dlaczego entropia ukladu izolowanego (jesli wszechswiat traktowac jako uklad izolowany od innych wszechswiatow) pozostaje stala, bowiem przestrzen stwarza mozliwosc dystrybucji energii. Po prostu jesli zalozyc istnienie ciemnej materii i energii, to musi istniec przeplyw entropii z jasnej materii do ciemnej, tak aby w skali globalnej dS=0

Wróć do listy wątków działu Nauka

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365