Racjonalista - Strona głównaDo treści
Sztuczna inteligencja

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
10-06-2005 22:59Stanrom (259 punktów)Sztuczna inteligencja
Od pewnego czasu zastanawiam się, czy są przesłanki naukowe, aby podjąć prace nad zrealizowaniem transferu ludzkiej świadomości do jakiejś sztucznej matrycy.
O ile się orientuję, to pojemność i szybkość przetwarzania zbliżoną do ludzkiego umysłu, komputery osiągną już niedługo - za ok 30 lat. Tylko pozostaje pytanie, czy w komputerach działających w systemie zero-jedynkowym da się odwzorować procesy zachodzace w ludzkim umyśle działającym na całkiem innej zasadzie?
Czy prowadzi się prace nad komputerami działającymi na zasadzie zbliżonej do mózgu? Czy myśli się nad możliwością bezpośredniego odczytu i zapisu informacji w ludzkim umyśle, czy jest to teoretycznie możliwe?
Czy komputer z programem odwzorującym w sposób absolutny zachowanie człowieka można będzie uznać za sztuczną inteligencję?
Co o tym wiecie i myślicie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Szemot

>O ile się orientuję, to pojemność i szybkość przetwarzania
>zbliżoną do ludzkiego umysłu, komputery osiągną już
>niedługo - za ok 30 lat.

No tak sięskłada, że jeśłi chodzi o procesy pamięciowe to są dużo wolniejsze od komputerów. Chodzi mi o zapis do pamięci krótkotrwałej. Odbywa się mniejwięcej z prędkością jednego bajta informacji na sekunde co raczej jest liczone w mimionowych częsciach dzisiejszych transwerów.

>Tylko pozostaje pytanie, czy w
>komputerach działających w systemie zero-jedynkowym da się
>odwzorować procesy zachodzace w ludzkim umyśle działającym
>na całkiem innej zasadzie?

Tak sie składa, że ludzki umysł poza procesami emocji działą tylko i wyłacznie na zasadzie binarnej czyli zer i jedynek. Można coś takiego zrobić ale to juz faktycznie trzeba czekać parę lat na wydajnośc procesorów, choć wydaje mi się, że nie 30 lat jak napisałeś. Emocji jednak nie da się na dzisiejsze czasy odwzorować. Może trzeba poczekac na piąta generację procesorów. Tak czy owak emocje nie sa binarne. I puki nie wymyślą taki procków, puty nie bedzie możliwości nawet planowania storzenia ludzkiego umysłu.

>Czy prowadzi się prace nad komputerami działającymi na
>zasadzie zbliżonej do mózgu?
Myśle, że tak ale problem nada z emocjami.

>Czy myśli się nad możliwością
>bezpośredniego odczytu i zapisu informacji w ludzkim
>umyśle, czy jest to teoretycznie możliwe?

Oczywiście że sięmyśli. Dowodem tego jest choćby wspaniały film poświęcony tej tematyce "Final Cut" z Robim Williamsem.
Teoretycznie byłoby to możliwe gdyby potrafić jakimś cudem zapisać informacje z mózgu na nośnik. Nośniki są już od dawna gotowe. Np polimerowe pamięci bądz białkowe mieszczą wiele nonabajtów (1 nonabajt = 100 TB = 100000GB). A poza tym skoro możliwa jest odwrotna wędrówka czyli przekazac coś mózgowi drogą alektroniczną to już o krok jestesmy od zrobienie tego w drugą strone. Mówię tutaj o kamerach zamiast oczu dzięki którym co prawda narazie widac tylko kształty bez kolorów i tekstur ale zawsze coś. A skoro do mózgu idzie to z kamery to spokojnie kamerę mozna zastąpić komputerem i tak przekazywacinformacje.

>Czy komputer z programem odwzorującym w sposób absolutny
>zachowanie człowieka można będzie uznać za sztuczną
>inteligencję?

Odpowiedz wydaje mi isę oczywista. Tak
Stanrom (259 punktów)
>No tak sięskłada, że jeśłi chodzi o procesy pamięciowe to są dużo wolniejsze od >komputerów. Chodzi mi o zapis do pamięci krótkotrwałej. Odbywa się mniejwięcej z >prędkością jednego bajta informacji na sekunde co raczej jest liczone w mimionowych >częsciach dzisiejszych transwerów.

Pisząc o szybkości działania ludzkiego umysłu nie miałem na myśli prędkości wykonywania poszczególnych operacji (np. xyz x abc), ale o szybkości dochodzenia do końcowych wyników (komputery) a u ludzi wnioski. Konkretnie o to, kiedy komputer mając równą ilość danych co człowiek, będzie w stanie osiągać takie same wyniki. Wiąże się z tym zdolność do samodzielnego wyciągania wniosków, a tym samym do działalności twórczej wykonywanej przez komputery, a raczej już przez sztuczną inteligencję.

Szemot
No rozumiem. To faktycznie trzeba będzie jeszzce nie co poczekać. Mimo wszystko robimy mnustwo operacji, czasem niepotrzebnych alez zazwyczaj potrzebnych. A poza tym z tego co wiem, mimo wszystko nawet do prostych obliczeń w mózgu potrzebny jest ukłąd limbiczny czyli ciało migdałowate czyli wchodza w grę emocje wracając znów do punktu wyjścia.
A jeszzce tylko taka ciekawostka to to, że pókule mózgowe porozumiewają się (za pomocą spoidła wielkiego) z prędkością 1Gb/s czyli 125MB/s.
Apofi (117 punktów)
> Konkretnie o to, kiedy komputer mając równą ilość danych co człowiek, będzie w stanie osiągać takie same wyniki. Wiąże się z tym zdolność do samodzielnego wyciągania wniosków, a tym samym do działalności twórczej wykonywanej przez komputery, a raczej już przez sztuczną inteligencję.

Zbyt wiele rzeczy, jak już tu pisałam, warunkuje ludzkie myślenie IMO aby maszyna niebiologiczna mogła to symulować.
Jeśli chodzi o sam proces wyciągania wniosków i w jakiś tam sposób twórczy (raczej quasi-twórczy) - to robią to w zasadzie współczesne systemy expertowe, sieci neuronowe pracujące np. na giełdach papierów wartościowych, systemy probablistyczne, etc. Ale to może tylko kropla w morzu problemu..
Apofi (117 punktów)
>Tak sie składa, że ludzki umysł poza procesami emocji działą tylko i wyłacznie na zasadzie binarnej czyli zer i jedynek.

hmm.. Wytłumacz binarny proces przetwarzania w mózgu i nie-binarny proces emocji? Lub podaj mi, poproszę, źródło takich informacji. Wielcem ciekawa tej koncepcji (szczególnie dualnie, jak przedstawiłeś), bo pierwszy raz ją widzę.

pozdrawiam.
Homo sapiens
Zauważmy też, że człowiek przeżywa wątpliwości i rozterki. I to również stanowi o naszej osobowej inteligencji. Wydaje mi się że to nieodzowna jej część. Dlatego zadaję sobie pytanie czy supersprawne maszyny, mogą symulować takie odczucia ludzkie. Czy maszyna może się wahać? Nie wiem. Ale myślę że to ciekawe. Nie jestem żadnym autorytetem w tej dziedzinie. Ale wiem, że nauka nieraz potrafiła zaskoczyć ludzkość. Myślę że tak jak człowiek potrafi już stworzyć wile sztucznych organów, podobnie stworzy kiedyś sztuczny mózg. Może procesory nowej generacji będą żywą tkaną wytworzoną z krzyżówki kmórek neuronów muzgowych i komórek grzybów (takich jak pleśń), zamkniętych w odpowiedniej powłoce. Może takie bioprocesory pozwolą przenieść iteligencję człowieka do wnętrza maszyny. Aż zazdroszcze moim pra, pra, ..... wnukom. A narazie cieszę się że wymyśliliśmy koło, dobre i to.
Stanrom (259 punktów)
>Zauważmy też, że człowiek przeżywa wątpliwości i rozterki. I to również stanowi o naszej osobowej inteligencji. Wydaje mi się że to nieodzowna jej część.

Prymitywne stworzenia, np. mrówki, a także i wyżej stojące na szczeblu ewolucyjnym - gady - np. krokodyle, nie kierują się emocjami. Jednak już ssaki (ale nie wszystkie) np. pies, odczuwają emocje. W którymś więc momencie musiał nastąpić przełom, kiedy to istota żywa, ale działająca dotąd wyłącznie w oparciu o instynkt, zaczyna kierować się emocjami. Co zatem to spowodowało?. Czy wzrost liczby neuronów, a tym samym większa ilość możliwych połączeń między nimi, czy też jakichś inny czynnik? Jeżeli wystarczył wzrost ilościowy pojemności mózgu, to w wypadku sztucznej inteligencji, przy wzroście pojemności i mocy komputerów, również powinny się pojawić emocje.
Ale pewnie nie jest to takie proste... chociaż - czym w końcu są emocje?
Różni ludzie różnie się zachowują, mimo, że są wychowywani w takich samych warunkach, albowiem zachowanie człowieka jest również uwarunkowane genetycznie. A czymże są geny, jeżeli nie kodem, inaczej mówiąc programem?
Mimo wszystko więc myślę, że uda się zbudować myślące i czujące maszyny - a przynajmniej tak się zachowujące jak gdyby nimi były - chociaż czy wtedy będą one posiadały świadomość?
Pozdrawiam

Apofi (117 punktów)
>Prymitywne stworzenia, np. mrówki, a także i wyżej stojące na szczeblu ewolucyjnym - gady - np. krokodyle, nie kierują się emocjami. Jednak już ssaki (ale nie wszystkie) np. pies, odczuwają emocje.

Skąd ta pewność?
Masz na myśli samo odczuwanie emocji - czy uświadomienie, przypisywanie wartości emocjom? Co rozumiesz jako emocje?

> W którymś więc momencie musiał nastąpić przełom, kiedy to istota żywa, ale działająca dotąd wyłącznie w oparciu o instynkt, zaczyna kierować się emocjami.

Co rozumiesz jako instynkt?

> Co zatem to spowodowało?. Czy wzrost liczby neuronów, a tym samym większa ilość możliwych połączeń między nimi, czy też jakichś inny czynnik?

Oficjalnie proces świadomości i myślenia raz języka przypisuje się działalności kory mózgowej.

> Jeżeli wystarczył wzrost ilościowy pojemności mózgu, to w wypadku sztucznej inteligencji, przy wzroście pojemności i mocy komputerów, również powinny się pojawić emocje.

Zapominasz IMO o jednym zbyt istotnym szczególe, jakim jest znaczna niekoherencja "architektury sprzętowej" mózgu i komputera.

>Ale pewnie nie jest to takie proste... chociaż - czym w końcu są emocje?

No właśnie..

>Różni ludzie różnie się zachowują, mimo, że są wychowywani w takich samych warunkach, albowiem zachowanie człowieka jest również uwarunkowane genetycznie. A czymże są geny, jeżeli nie kodem, inaczej mówiąc programem?

To mielibyśmy już dwa poziomy programowania, aby zaprogramować poprawnie działającą symulację AI wg człowieka.

>Mimo wszystko więc myślę, że uda się zbudować myślące i czujące maszyny - a przynajmniej tak się zachowujące jak gdyby nimi były - chociaż czy wtedy będą one posiadały świadomość?

Sprawiać wrażenie a być naprawdę - to kluczowa różnica. Acz problematyczna
pozdrawiam.

V0lrath (3440 punktów)
>>Prymitywne stworzenia, np. mrówki, a także i wyżej stojące na szczeblu ewolucyjnym - gady - np. krokodyle, nie kierują się emocjami. Jednak już ssaki (ale nie wszystkie) np. pies, odczuwają emocje.
>Skąd ta pewność?

Zależy jak rozumieć emocje.
Owady odczuwają strach na przykład.
Chociaż bardziej przypomina to u nich działanie automatu kilkustanowego niż takie emocje jakie my odczuwamy, ale to właśnie było zalążkiem... Nie ma granicy od której można powiedzieć, że emocje są, a przed którą ich nie ma - proces pojawiania się emocji w wyniku działania ewolucji był liniowy, a różne emocje i instynkty pojawiały się na różnych szczeblach rozwoju.

>> W którymś więc momencie musiał nastąpić przełom, kiedy to istota żywa, ale działająca dotąd wyłącznie w oparciu o instynkt, zaczyna kierować się emocjami.

Moim zdaniem nie było "przełomu" ale rozwijanie pewnych cech - sposób funkcjonowania mózgu jest bardzo plastyczny jeśli chodzi o ewolucyjne zmiany. Po pierwsze jest stabilny - małe zmiany w budowie bardzo rzadko kiedy powodują popsucie (bo działa na całkiem innej zasadzie niż nasze komputery). A po drugie zmiany w topologii rozmieszczenia komórek oraz połączeń mogą dawać bardzo wiele ciekawych rzeczy - można tym wiele zdziałać.

>> Co zatem to spowodowało?. Czy wzrost liczby neuronów, a tym samym większa ilość możliwych połączeń między nimi, czy też jakichś inny czynnik?
>Oficjalnie proces świadomości i myślenia raz języka przypisuje się działalności kory mózgowej.

Zgadzam się. Można to przypisać rozwojowi kory mózgowej, ale nie tylko w sensie powiększenia, ale także odpowiedniej strukturalizacji. Kora mózgowa to dosyć młody wynalazek i jeszcze nie tak dobrze dopracowany jak starsze części mózgu - dlatego na przykład działa wolniej niż starsze części - jest słabiej "zoptymalizowana".

>> Jeżeli wystarczył wzrost ilościowy pojemności mózgu, to w wypadku sztucznej inteligencji, przy wzroście pojemności i mocy komputerów, również powinny się pojawić emocje.
>Zapominasz IMO o jednym zbyt istotnym szczególe, jakim jest znaczna niekoherencja "architektury sprzętowej" mózgu i komputera.

No właśnie...
Inteligencja sama ze wzrostem pojemności / prędkości się nie pojawi. Ale w bardzo dalekiej przyszłości może będzie możliwe jej symulowanie... Jednak myślę, że zanim to nastąpi pojawi się sztuczna inteligencja na bazie odtwarzania i modelowania struktur podobnych do tych w mózgu przy pomocy elektronicznych wersji neuronów.

>>Różni ludzie różnie się zachowują, mimo, że są wychowywani w takich samych warunkach, albowiem zachowanie człowieka jest również uwarunkowane genetycznie. A czymże są geny, jeżeli nie kodem, inaczej mówiąc programem?
>To mielibyśmy już dwa poziomy programowania, aby zaprogramować poprawnie działającą symulację AI wg człowieka.

Geny modelują w pewnym stopniu mózg, ale w dużym stopniu wykorzystują pewne naturalne procesy oraz statystykę.
Nie ma w nich opisanych każdego neuronu z osobna czy połączeń nerwowych. Za to jest w nich na pewno sposób działania komórek nerwowych - w tym także tworzenia połączeń, a także przepis modelujący ogólną strukturę - mniej więcej gdzie i ile oraz jakich komórek ma się pojawić. W przybliżeniu jest to modelowanie "pozytywne" opisujące jak komórki mają się podzielić by wytworzyć pewne struktury oraz "negatywne" opisujące które grupy komórek mają umrzeć samobójczą śmiercią - poprzez apoptozę - chociaż jest to nieco bardziej złożone, bo wchodzą do tego oddziaływania różnych substancji, hormonów itp. Co ciekawe stare pomysły ewolucji i struktury, które zanikły rzadko kiedy są wyrzucane kompletnie z genów - zwykle są wycofywane w taki sposób, że komórki tworzące daną strukturę są w mniejszym lub większym stopniu zabijane - dzięki czemu struktura znika lub zmienia się w mniej lub bardziej inną.
Obserwując wzrost płodu mamy mniej więcej przegląd przez ewolucję. Np. w pewnym okresie życia płodowego jest obecna błona między palcami. Ona znika, bo komórki ją tworzące giną, a ich części są wchłaniane przez inne komórki.

Ale chyba odszedłem kompletnie od tematu...
Na usprawiedliwienie tylko dodam, że obecnie niektórzy pracujący nad AI lub modelowaniem struktur neuronowych w elektronicznej wersji próbują naśladować procesy jakie prowadzą do organizacji mózgu podczas życia płodowego (na razie dużym sukcesem jest udane, choć w mniejszej skali - mniej elementów, takie właśnie odwzorowanie komórek analizujących wstępnie obraz z siatkówki).

>>Mimo wszystko więc myślę, że uda się zbudować myślące i czujące maszyny - a przynajmniej tak się zachowujące jak gdyby nimi były - chociaż czy wtedy będą one posiadały świadomość?
>Sprawiać wrażenie a być naprawdę - to kluczowa różnica. Acz problematyczna

Dokładnie. Ale jeśli "sprawianie wrażenia" będzie tak dokładne, że będzie odpowiadało dokładnej symulacji struktur naturalnych (lub wystarczająco odpowiednich im) to nie będzie już różnicy.
Stanrom (259 punktów)
>Zależy jak rozumieć emocje.
>Owady odczuwają strach na przykład.
>Chociaż bardziej przypomina to u nich działanie automatu kilkustanowego niż takie emocje jakie my odczuwamy, ale to właśnie było zalążkiem...

To mnie zaskoczyłeś. Czy współczesne systemy zabezpieczeń dóbr materialnych ( i również niematerialnych, np. informacji) nie są jeszcze bardziej skomplikowane jak zachowania owadów, ktore określasz (pewnie w oparciu o jakieś źródło, podaj mi link) jako emocje.Czy zatem nie byłoby uprawnione stwierdzenie, że one (te systemy) odczuwają strach, jeżeli twierdzi się, że owady odczuwają strach.
Skąd wiadomo, że zachowanie owadów jest powodowane strachem? Jak zdefiniować strach, przecież to nie tylko zespół zachowań, ale - przede wszystkim - przeżycie wewnętrzne, jakieś procesy w mózgu (systemie nerwowym)

I jeszcze jedno: czy komputery już są w stanie całkowicie doskonale odwzorować zachowanie np. mrówki (czyli, gdyby zastąpić system nerwowy mrówki, jakimś mikrokomputerem, byłaby ona nierozróżnialna od innych mrówek), gdzieś czytałem (może słyszałem), że tak, ale nie jestem pewien.
V0lrath (3440 punktów)
>To mnie zaskoczyłeś. Czy współczesne systemy zabezpieczeń dóbr materialnych ( i również niematerialnych, np. informacji) nie są jeszcze bardziej skomplikowane jak zachowania owadów, ktore określasz (pewnie w oparciu o jakieś źródło, podaj mi link) jako emocje.

Poziom skomplikowania nie jest najważniejszy.
Dużo ważniejsza jest struktura. Duży poziom skomplikowania bez odpowiedniej struktury jest niewiele wart.

> Czy zatem nie byłoby uprawnione stwierdzenie, że one (te systemy) odczuwają strach, jeżeli twierdzi się, że owady odczuwają strach.

Raczej nie - te systemy nie są zbudowane tak jak sieć neuronowa owada. Nie symulują takiej sieci.

>Skąd wiadomo, że zachowanie owadów jest powodowane strachem?

Przechodzą w stan który bardzo przypomina panikę - próbują uciekać lub chować się.

> Jak zdefiniować strach, przecież to nie tylko zespół zachowań, ale - przede wszystkim - przeżycie wewnętrzne, jakieś procesy w mózgu (systemie nerwowym)

Ciężko zdefiniować - bo nie ma ostrej granicy między strachem jako przeżyciem wewnętrznym, a strachem jako samą tylko reakcją na źródło zagrożenia.
Owady raczej nie mają strachu jako przeżycia wewnętrznego - bo nie mają świadomości...
"Raczej" - bo nie wiem na pewno.
Jednak ich strach jest bardzo podobny do naszego - jest to pewien mechanizm wymuszający lub próbujący wymusić pewne zachowania.

>I jeszcze jedno: czy komputery już są w stanie całkowicie doskonale odwzorować zachowanie np. mrówki (czyli, gdyby zastąpić system nerwowy mrówki, jakimś mikrokomputerem, byłaby ona nierozróżnialna od innych mrówek), gdzieś czytałem (może słyszałem), że tak, ale nie jestem pewien.

Teoretycznie pewnie tak - gdyby ktoś się tym zajął. W końcu owady mają mniej więcej od 10 tys do miliona neuronów (nie wiem ile mrówki).
Ale nie mam pojęcia czy ktoś to zrobił.

Gdzieś czytałem, że współczesnie w superkomputerze dałoby się zasymulować mózg niedużej rybki - gdyby jakoś dało radę go "przepisać".
Ale to nie potwierdzona informacja.
Apofi (117 punktów)
>Zależy jak rozumieć emocje.

Dokładnie - spotkałam się z kilkoma poziomami interpretacji, dlatego czasem zdarza się mówić o tym samym, chociaż o czymś innym.
Dla mnie interpretacja emocji wiąże się z elementem samoświadomości. Inaczej powiedziałabym o niskim, reaktywnym, behawioralnym mechanizmie. Nie wiem czy istnieje jednoznaczna, spójna definicja emocji w ogóle. Natomiast na pewno waha się od interpretacji w kategoriach fizycznych (fizjilogicznych) po subiektywizm odczuć, na które zwracam uwagę.

>Owady odczuwają strach na przykład.

To już gorzej stwierdzić czy go odczuwają (czyli czy uświadamiają go sobie). Jako mechanizm behawioralny - na pewno występuje.

>Chociaż bardziej przypomina to u nich działanie automatu kilkustanowego niż takie emocje jakie my odczuwamy, ale to właśnie było zalążkiem... Nie ma granicy od której można powiedzieć, że emocje są, a przed którą ich nie ma - proces pojawiania się emocji w wyniku działania ewolucji był liniowy, a różne emocje i instynkty pojawiały się na różnych szczeblach rozwoju.

Z pewnością. Tak jak sam problem świadomości - albo łącznie z nim.

>Moim zdaniem nie było "przełomu" ale rozwijanie pewnych cech -[..]

Tutaj się mogę zgodnie podpisać.

>Zgadzam się. Można to przypisać rozwojowi kory mózgowej, ale nie tylko w sensie powiększenia, ale także odpowiedniej strukturalizacji. Kora mózgowa to dosyć młody wynalazek i jeszcze nie tak dobrze dopracowany jak starsze części mózgu - dlatego na przykład działa wolniej niż starsze części - jest słabiej "zoptymalizowana".

Tak, oczywiście mowa również o strukturalizacji.

>Inteligencja sama ze wzrostem pojemności / prędkości się nie pojawi. Ale w bardzo dalekiej przyszłości może będzie możliwe jej symulowanie... Jednak myślę, że zanim to nastąpi pojawi się sztuczna inteligencja na bazie odtwarzania i modelowania struktur podobnych do tych w mózgu przy pomocy elektronicznych wersji neuronów.

Wydaje i mi się być ta wersja bardziej prawdopodobna z prozaicznej przyczyny, jaką jest łatwiejsza implementacja już na poziomie sprzętu niż niemiłosiernie komplikujących się algorytmów.

>Geny modelują w pewnym stopniu mózg, ale w dużym stopniu wykorzystują pewne naturalne procesy oraz statystykę. [..]

Dlatego mówię o dwóch poziomach programowania.. a nawet i więcej, dodając chociażby prawa reakcji chemicznych.. temat pęcznieje.

>Na usprawiedliwienie tylko dodam, że obecnie niektórzy pracujący nad AI lub modelowaniem struktur neuronowych w elektronicznej wersji próbują naśladować procesy jakie prowadzą do organizacji mózgu podczas życia płodowego (na razie dużym sukcesem jest udane, choć w mniejszej skali - mniej elementów, takie właśnie odwzorowanie komórek analizujących wstępnie obraz z siatkówki).

W ogóle przetwarzanie obrazów jest chyba konikiem informatyki w ostatnim czasie (obok robotyki i nanotechnologii).

>Dokładnie. Ale jeśli "sprawianie wrażenia" będzie tak dokładne, że będzie odpowiadało dokładnej symulacji struktur naturalnych (lub wystarczająco odpowiednich im) to nie będzie już różnicy.

Dla nas, jako obserwatorów - faktycznie nie będzie różnicy.

pozdrawiam.
Stanrom (259 punktów)
>> Jednak już ssaki (ale nie wszystkie) np. pies, odczuwają emocje.

>Skąd ta pewność?

A czy jest jakaś naukowa, nie budząca wątpliwości definicja emocji? Nie ma przecież żadnego "emocjonomierza", który zmierzyłby "potencjał emocji" danej istoty i w ten sposób określiłby, że ona tych emocji nie posiada, i vice versa. Jest to kwestia wyłącznie subiektywnej oceny.

>Masz na myśli samo odczuwanie emocji - czy uświadomienie, przypisywanie wartości emocjom? Co rozumiesz jako emocje?

Mam na myśli samo odczuwanie emocji. Uważam, że istota nie posiadająca samoświadomości, odczuwa jednak emocje. Od kilkudziesięciu lat posiadam psa, jako dziecko, szczególnie byłem z nimi związany - stąd - mając za sobą taki bagaż doświadczeń i obserwacji, czuję się uprawniony do twierdzenia, że pies odczuwa emocje. Potrafi się bowiem cieszyć ( również śmiać w swój specyficznie "psi sposób") tęsknić, nienawidzić, smucić. Znane są przecież przypadki, że pies z tęsknoty za swoim panem, umierał, nie przyjmując jedzenia, a przecież gdyby kierował się tylko odruchami samozachowawczymi myślałby przede wszystkim o przeżyciu. Jeżeli to nie są emocje , to co nimi jest?
Zwierzeta niższe (gady ) tak się nie zachowują.

>Co rozumiesz jako instynkt?

Być może użyłem tego słowa niezbyt trafnie, ale miałem na myśli zespół zachowań, w którym dana istota (zwierzę) nastawiona jest wyłącznie na zachowanie gatunku, oraz przetrwanie (choć nie zawsze samce wychodzą z tej operacji cało) bez kierowania się żadnymi innymi zachowaniami, które byłyby sprzeczne z w/w warunkami.

>Zapominasz IMO o jednym zbyt istotnym szczególe, jakim jest znaczna
niekoherencja "architektury sprzętowej" mózgu i komputera.

No tak...ale od czego są interfejsy, myślę, że jak się uprzeć, to wszystko da się do siebie dopasować

Generalnie chodzi mi o to, że emocje wyłoniły się samorzutnie, na pewnym szczeblu ewolucji, a nie zostały nam "zesłane z nieba" - jeszcze przed powstaniem samoświadomości - jako czynnik który ułatwiał przetrwanie gatunku. Jednocześnie emocje były niezbędnym czynnikiem do powstania samoświadomości.
Jeżeli zatem coś zostało stworzone w sposób naturalny, to czy tego nie można stworzyć w sposób świadomy. Człowiek w zasadzie cały czas naśladuje przyrodę, osiągając całkiem niezłe rezultaty. Jeszcze 100 lat temu nikt nie myślał o wielu osiągnięciach które mamy obecnie. Za 100 lat nasza dyskusja pewnie będzie śmieszyć naszych potomków

Pozdrawiam
nicram79 (460 punktów)
>>> Jednak już ssaki (ale nie wszystkie) np. pies, odczuwają emocje.
>>Skąd ta pewność?
>A czy jest jakaś naukowa, nie budząca wątpliwości definicja emocji? Nie ma przecież żadnego "emocjonomierza", który zmierzyłby "potencjał emocji" danej istoty i w ten sposób określiłby, że ona tych emocji nie posiada, i vice versa. Jest to kwestia wyłącznie subiektywnej oceny.

Najlepsza (moim zdaniem) definicja jaką spotkałem, jest taka: "Istotą emocji jest uruchomienie gotowości do realizacji programu działania. Emocja uruchamia priorytet dla określonego działania (lub kilku działań) któremu nadaje status pilnego. Tym samym program taki może przeszkadzać w realizacji innych, aktualnie przez podmiot realizowanych programów o charakterze poznawczym i behawioralnym..." ( to cytat z: Doliński D. (2000). Mechanizmy wzbudzania emocji, w: J. Strelau (red.), Psychologia. Podręcznik akademicki, tom 2 (s. 319-349). Gdańsk: GWP.)

Zgodnie z tą definicją, wszystkie organizmy które mają układ nerwowy i co najmniej dwa programy działania (a wszystkie które mają układ nerwowy powinny je chyba mieć) powinny mieć emocje. Instynkt też można by uznać za emocje. Tylko im bardziej złożone organizmy, tym bardziej złożone emocje. U ludzi są one szczególnie złożone, przypuszczalnie w związku z istnieniem mowy (która jest bardzo szczególnym i złożonym działaniem).

Z powyższej definicji wynika też, że wszystkie procesy poznawcze (w tym świadomość i samoświadomość - jeśli przyjmujemy, że coś takiego istnieje) muszą jakoś się z emocjami wiązać, bezpośrednio lub pośrednio.
Stanrom (259 punktów)
>Najlepsza (moim zdaniem) definicja jaką spotkałem, jest taka: "Istotą emocji jest uruchomienie gotowości do realizacji programu działania. Emocja uruchamia priorytet dla określonego działania (lub kilku działań) któremu nadaje status pilnego. Tym samym program taki może przeszkadzać w realizacji innych, aktualnie przez podmiot realizowanych programów o charakterze poznawczym i behawioralnym..."

Zgoda, jest to definicja, ale czy to jest wystarczający i pełny opis emocji? Odnosi się on do zachowań, a gdzie opis przeżyć będących istotą emocji? Jak zdefiniować rozpacz, smutek, radość, rozkosz, depresję, miłość?

Pozostaje pytanie, czy sztuczna inteligencja może zaistnieć bez emocji? Czy emocje były niezbędnym elementem, aby samoświadomość mogła zaietnieć? A zatem, jeżeli tak było, to czy uda się zbudować sztuczną inteligencję, jeżeli warunkiem jej powstania są emocje?
Czy emocje uda się zaprogramować?
Czy to da się w ogóle rozstrzygnąć?

nicram79 (460 punktów)
>Zgoda, jest to definicja, ale czy to jest wystarczający i pełny opis emocji? Odnosi się on do zachowań, a gdzie opis przeżyć będących istotą emocji? Jak zdefiniować rozpacz, smutek, radość, rozkosz, depresję, miłość?

To jest definicja naukowa i jej zakres nie musi się pokrywać z potocznym znaczeniem słowa "emocja". Moim zdaniem jej zaletą jest to, że ujmuje w jednym "formacie" procesy zarówno bardzo prostych organizmów jak i tak złożonych jak człowiek. Dzięki temu można je prównywać, np. analizować czym różnią się emocje ssaków od emocji prostszych organizmów (z tego co wiem, głównie istnieniem złożonych emocji społecznych) i czym różnią się emocje człowieka od emocji innych. Stany/procesy o których piszesz, nie koniecznie muszą być określane jako emocje. Myślę, że może raczej należało by je określić jako stany emocjonalne lub nastroje. Czyli były by to zjawiska wyższego rzędu obejmujące strukturę emocji (w tym hierarchię i inne zależności między nimi) w danym momencie lub dynamikę zmian tej struktury.

Co do przeżyć (w znaczeniu nie metafizycznym, tylko jakoś dającym się naukowo określić), to w ogóle nie muszą one występować przy emocjach. Z badań wiadomo, że części naszych emocji sobie nie uświadamiamy. Zresztą takiej np. mrówki o przeżycia nie podejrzewam.

Trzeba też pamiętać, że ta definicja pozwala także określać jako emocje zjawiska które nadają priorytet całym kategoriom działań. Np. złość czy gniew można określić jako taki proces który nadaje priorytet całej kategorii działań określanych jako wyrażanie złości (czyli chyba większość zachowań określanych jako agresywne, u ludzi także werbalnych). Choć oczywiście ktoś może jej nie wyrażać, bo inne emocje albo jeszcze inne procesy mogą to blokować.

>Pozostaje pytanie, czy sztuczna inteligencja może zaistnieć bez emocji?

O tym trudno mi się wypowiadać, bo nie do końca jasne są dla mnie pojęcia "sztuczna" i "inteligencja".

> Czy emocje były niezbędnym elementem, aby samoświadomość mogła zaietnieć?

Jak już napisałem, emocje moim zdaniem są elementem w ogóle niezbędnym, żeby bardziej złożone organizmy mogły działać. Więc siłą rzeczy do samoświadomości są także potrzebne (ale jej relacja do emocji nie jest w jakiś sposób wyróżniona).
Apofi (117 punktów)
[..]
>Zgodnie z tą definicją, wszystkie organizmy które mają układ nerwowy i co najmniej dwa programy działania (a wszystkie które mają układ nerwowy powinny je chyba mieć) powinny mieć emocje.

Czyli można mówić o emocjach jako o samym (cytując LeDoux) "mózgu emocjonalnym"? Drażniąc, przykładowo, układ limbiczny można powiedzieć o zaistnieniu emocji?

nicram79 (460 punktów)
>>Zgodnie z tą definicją, wszystkie organizmy które mają układ nerwowy i co najmniej dwa programy działania (a wszystkie które mają układ nerwowy powinny je chyba mieć) powinny mieć emocje.
>Czyli można mówić o emocjach jako o samym (cytując LeDoux) "mózgu emocjonalnym"? Drażniąc, przykładowo, układ limbiczny można powiedzieć o zaistnieniu emocji?

Nie znam niestety na tyle dobrze koncepcji LeDoux, żeby na to odpowiedzieć.

Apofi (117 punktów)
Pytanie traktuj zupełnie bez korelacji z jakimikolwiek koncepcjami. Bardzo ciekawi mnie ot ten poziom interpretacji: czy drażniąc układ limbiczny (np. elektrodą lub chemicznie) można powiedzieć o zaistnieniu emocji (obserwując odpowiednie reakcje organizmu)?..
nicram79 (460 punktów)
>Pytanie traktuj zupełnie bez korelacji z jakimikolwiek koncepcjami. Bardzo ciekawi mnie ot ten poziom interpretacji: czy drażniąc układ limbiczny (np. elektrodą lub chemicznie) można powiedzieć o zaistnieniu emocji (obserwując odpowiednie reakcje organizmu)?..
>

Przepraszam że tak późno odpowiadam, ale wcześniej nie miałem czasu.

Nie znam się na tyle na mózgu, żeby jednoznacznie odpowiedzieć czy akurat to wystarczy, ale przypuszczam że tak. Jeśli natomiast chodzi ogólniej o kwestię, czy drażniąc jakieś obszary mózgu można wywołać emocje (w rozumieniu o którym pisałem), to jestem przekonany, że tak. Pewnie zresztą są inne sposoby - np. wstrzyknięcie odpowiednich substancji chemicznych do krwi.
Apofi (117 punktów)
>A czy jest jakaś naukowa, nie budząca wątpliwości definicja emocji? Nie ma przecież żadnego "emocjonomierza", który zmierzyłby "potencjał emocji" danej istoty i w ten sposób określiłby, że ona tych emocji nie posiada, i vice versa. Jest to kwestia wyłącznie subiektywnej oceny.

Nie istnieje raczej spójna definicja. Owszem, osobiście zgodzę się z Twoją definicją emocji (czy też możemy ją tutaj założyć), czyli jako uświadomienie stanu swojego organizmu. Ale...

>Mam na myśli samo odczuwanie emocji. Uważam, że istota nie posiadająca samoświadomości, odczuwa jednak emocje.

...w obliczu wyżej zgodnej interpretacji emocji z tym zgodzić się nie mogę. Jak istota nie posiadająca samoświadomości może uświadomić sobie swój stan? Chyba, że jeszcze rozróżniach tutuaj pojęcia: świadomośc i samoświadomość.

> Od kilkudziesięciu lat posiadam psa, jako dziecko, szczególnie byłem z nimi związany - stąd - mając za sobą taki bagaż doświadczeń i obserwacji, czuję się uprawniony do twierdzenia, że pies odczuwa emocje. Potrafi się bowiem cieszyć ( również śmiać w swój specyficznie "psi sposób") tęsknić, nienawidzić, smucić. Znane są przecież przypadki, że pies z tęsknoty za swoim panem, umierał, nie przyjmując jedzenia, a przecież gdyby kierował się tylko odruchami samozachowawczymi myślałby przede wszystkim o przeżyciu. Jeżeli to nie są emocje , to co nimi jest?

Co nie znaczy, iż to "przeżywa" - jakkolwiek nie zabrzmi - osobiście.

>Zwierzeta niższe (gady ) tak się nie zachowują.

Ale też wykazują troskę, niepokój o potomstwo (wyraźnie dający się zaobserwować) czy stosunki z innymi osobnikami i sytuacjami (wrogość, strac, obawa).. Dlatego nie dałabym wiary w tak subiektywną ocenę jako dowód, ponieważ jest to intepretacja wrażeń według znanych nam subiektywnie schematów, czyli tak trochę po kartezjańsku

>Być może użyłem tego słowa niezbyt trafnie, ale miałem na myśli zespół zachowań, w którym dana istota (zwierzę) nastawiona jest wyłącznie na zachowanie gatunku, oraz przetrwanie (choć nie zawsze samce wychodzą z tej operacji cało) bez kierowania się żadnymi innymi zachowaniami, które byłyby sprzeczne z w/w warunkami.

Czasami wszystko można podciągnąć pod działanie smozachwowacze. Tutaj też granica jest płynna. Ale ok, teraz rozumiem różnicę w Twojej interpretacji.

>No tak...ale od czego są interfejsy, myślę, że jak się uprzeć, to wszystko da się do siebie dopasować

hmm... interfejsy do czego?..

>Generalnie chodzi mi o to, że emocje wyłoniły się samorzutnie, na pewnym szczeblu ewolucji, a nie zostały nam "zesłane z nieba" - jeszcze przed powstaniem samoświadomości - jako czynnik który ułatwiał przetrwanie gatunku. Jednocześnie emocje były niezbędnym czynnikiem do powstania samoświadomości.

Więc może te pierwotne emocje zamiast zwać emocjami - lepiej "zdegradować" do poziomu reakcji warunkowych i bezwarunkowych? Przynajmniej w mojej definicji emocje wiążą się z ich uświadomieniem.

>Jeżeli zatem coś zostało stworzone w sposób naturalny, to czy tego nie można stworzyć w sposób świadomy.

Słabośc tkwi z pewnością w niewiedzy, nieznajomości mechanizmu - czyli i jego odtworzenia. Na razie szukamy pstryczka światła w ciemnym pokoju Nowego.

> Człowiek w zasadzie cały czas naśladuje przyrodę, osiągając całkiem niezłe rezultaty. Jeszcze 100 lat temu nikt nie myślał o wielu osiągnięciach które mamy obecnie. Za 100 lat nasza dyskusja pewnie będzie śmieszyć naszych potomków

Możliwe, lecz taka jest natura szczebli owej jakubowej drabiny rozwoju.
pozdrawiam.
Stanrom (259 punktów)
>Zapominasz IMO o jednym....
A cóż to za określenie "IMO", czy mogłabyś wyjaśnić mi jego znaczenie? a także przy okazj również "AI" . Widać nie jestem na bieżąco, czy to jakiś slang?
Apofi (117 punktów)
>>Zapominasz IMO o jednym....
>A cóż to za określenie "IMO", czy mogłabyś wyjaśnić mi jego znaczenie? a także przy okazj również "AI" . Widać nie jestem na bieżąco, czy to jakiś slang?

IMO to slang internetowy, AI to określenie naukowe
IMO = In My Opinion czyli: w mojej opinii, według mnie (krąży jeszcze inna wersja IMHO In My Humble Opinion, czyli mym skromnym zdaniem )
AI = Artificial Intelligence, czyli sztuczna inteligencja, co weszło na stałe w obieg językowy.
pozdrawiam
V0lrath (3440 punktów)
Nie wiem czy tak wiele pra będzie potrzeba...
Jak na razie prace z odwzorowywania struktur mózgu w sztucznych układach stoją (między innymi) na poziomie odtwarzania kilku warstw przetwarzania wstępnego obrazu z siatkówki (za kilka-kilkanaście lat będą sztuczne i energooszczedne siatkówki dla niewidomych).
Ale za kilkadziesiąt lat może uda się odtworzyć wszystkie takie struktury i to dokładniej-naśladując procesy wzrostu żywej tkanki.
A potem przyjdzie miniaturyzacja i trudno powiedzieć jak daleko się posunie.
Podobnie trudno powiedzieć na ile uda się odwzorować te struktury przy pomocy elektronicznych neuronów i na ile ludzie będą potrafili je modelować.
Apofi (117 punktów)
>Zauważmy też, że człowiek przeżywa wątpliwości i rozterki. I to również stanowi o naszej osobowej inteligencji. Wydaje mi się że to nieodzowna jej część. Dlatego zadaję sobie pytanie czy supersprawne maszyny, mogą symulować takie odczucia ludzkie. Czy maszyna może się wahać? Nie wiem. Ale myślę że to ciekawe.

Myślę, iż bezproblemowo. Wystarczyłoby ustalić pewien próg wartości podejmowania decyzji (granicę obustronną), aby rozterka i niepewność pojawiła się w stanie pomiędzy tymi granicami, niemożności podjęcia decyzji.
Apofi (117 punktów)
>Od pewnego czasu zastanawiam się, czy są przesłanki
>naukowe, aby podjąć prace nad zrealizowaniem transferu
>ludzkiej świadomości do jakiejś sztucznej matrycy.

Temat jest nadal otwarty i to na tyle, aby można było snuć przypuszczenia w skrajnych kierunkach.
Jak na mój dotychczasowy stan wiedzy i deliberacje, o czym zaraz powiem, nie wyobrażam sobie maszyny posiadającej świadomość innej niż biologiczna. Tylko czy wtedy można jeszcze mówić o maszynie, sensu stricte?..
Warto też chyba podkreślić w ogóle problem z "umiejscowieniem" i definiowaniem pojęcia świadomość, samoświadomość. Sądzę, iż rozwiązanie tej zagadki będzie krokiem milowym w dziedzinie nauki o nas samych.

>O ile się orientuję, to pojemność i szybkość przetwarzania
>zbliżoną do ludzkiego umysłu, komputery osiągną już
>niedługo - za ok 30 lat. Tylko pozostaje pytanie, czy w
>komputerach działających w systemie zero-jedynkowym da się
>odwzorować procesy zachodzace w ludzkim umyśle działającym
>na całkiem innej zasadzie?

Są tutaj różne szkoły. Osobiście mam dośc sporą dawkę sceptycyzmu do komputacyjnej teorii umysłu. Głównie dlatego, iż współczesne komputery działają w systemie binarnym. Ba, nawet jeśli by rozszerzyć dwuwartościowość stanów logicznych takiej maszyny do ilości pozwalającej na stosowanie logiki "bardziej rozmytej" - to nadal będziemy mieli do czynienia z ograniczeniem, wynikającym z cyfrowego przetwarzania informacji. Cyfrowe przetwarzanie ma bowiem to do siebie, iż bazuje na ograniczonej dokładności, a więc zawiera błędy konieczności stosowania zaokrągleń. Inaczej jest w maszynie analogowej, która w swoje stany może przechodzić płynnie i do ich utrzymania nie potrzebuje notacji matematycznej.
Niewątpliwie maszyną analogową jest mózg, pomimo wrażenia "binarności", jakie może sprawiać mechanizm progów wag synaptycznych do wyzwalania impulsów neuronowych. Jednak same procesy zachodzące w mózgu raczej nie maja natury impulsów "binarnych" lecz bardziej płynne.
Inną przesłanką przewciw nadmiernemu optymizmowi udzielanemu kognitywistycznej koncepcji życia umysłowego jest sama złożonośc biologiczna mózgu. Warto przypomnieć sobie, iż to, co dzieję się w naszej głowie, to nie tylko bieganie impulsów między "drucikami". Na nasze stany ma wpływ nie tylko ilośc i jakośc połączeń (wzmacniające, osłabiające), ale cała gama reakcji chemicznych, cały wachlarz neuroprzekaźników, zależny od tego co zjemy, wypijemy i co nas w jaki sposób pobudza zmysłowo.. Jest to tak złożone, że porwanie się na stworzenie programistyczne środowiska choćby kilku neuronów wydaje się być póki co utopią..

>Czy prowadzi się prace nad komputerami działającymi na
>zasadzie zbliżonej do mózgu? Czy myśli się nad możliwością
>bezpośredniego odczytu i zapisu informacji w ludzkim
>umyśle, czy jest to teoretycznie możliwe?

Drażnienie elektryczne/magnetyczne mózgu już się jakiś czas stosuje w oczekiwaniu na konkretne skutki (zazwyczaj zdrowotne). Jakiś czas temu (kilkanaście tygodni ~) była seria artykułów, dotycząca stworzenia mechanizmu dla sparaliżowanych osób (urządzenia zakładanego na głowę) do sterowania komputera myślami (czyli rejestrującego aktywność elektromagnetyczną odpowiednich ośrodków). Nie tak dawno w którymś z czasopism naukowych opisywano eksperyment z mózgiem szczura (samym mózgiem, wyjętym z organizmu), który sterował lotem zaprogramowanego jako gra samolotu F14 (albo F16? ).

>Czy komputer z programem odwzorującym w sposób absolutny
>zachowanie człowieka można będzie uznać za sztuczną
>inteligencję?

Którą definicję AI masz na myśli?
Uważam, że należałoby taką maszynę uznać za inteligencję - czy sztuczną? hmm.. za mało informacji o tym w czym miałaby być sztuczna.

>Co o tym wiecie i myślicie?

j.w.
pozdrawiam.

V0lrath (3440 punktów)
W większości zgadzam się... ale muszę dodać, że wyobrażam sobie inteligencję sztuczną na bazie elektronicznej.
Jednak nie elektroniki cyfrowej, binarnej (choć i to będzie prawdopodobnie możliwe po osiągnięciu takiej dokładności, że błędy spowodowane cyfrowością będą porównywalne z "szumem tła" - ale zanim do tego dojdzie to minie bardzo dużo czasu), ale na modelowaniu sztucznech neuronów. Nie metodą binarną - ale na podstawie elektronicznych układów analogowych.
Apofi (117 punktów)
>W większości zgadzam się... ale muszę dodać, że wyobrażam sobie inteligencję sztuczną na bazie elektronicznej.
>Jednak nie elektroniki cyfrowej, binarnej (choć i to będzie prawdopodobnie możliwe po osiągnięciu takiej dokładności, że błędy spowodowane cyfrowością będą porównywalne z "szumem tła" - ale zanim do tego dojdzie to minie bardzo dużo czasu), ale na modelowaniu sztucznech neuronów. Nie metodą binarną - ale na podstawie elektronicznych układów analogowych.

OK, lecz nie zaponijmy jaki był temat piewotny tego wątku: nie to, czy maszyny będą mogły sprawiać _wrażenie_ bycia inteligentnymi lub/i świadomymi - lecz czy możliwa jest np. "transplantacja świadomości", ludzkiej wiedzy, informacji interpretowalnej (odtwarzalnej) bezpośrednio przez nasz mózg w inny układ niż ów mózg właśnie..
Do tego wymagany poziom spójności jest już nieco innego rzędu.
exeqtor (359 punktów)
Dzisiejsze komputery sa bardzo zblizone budowa funkcjonalnoscia czlowieka jego muzgu i zmyslów.A to dlatego ze musza byc kompatybilne w przekazywaniu danych z naszymi zmyslami .Komputer jest zbudowany z półprzewodników , przewodników , nosników itp , przekazywanie informacji z róznych portów , przerwań (np:podloczona kamera do komputera , klawiatura i inne uczadzenie) drogą tej informacji od urzadzenia do chipu jest przewodnik czyli poprostu mówiac kabel .Porównujac to do nerwow które dzialaja na zasadzie chemiczno -elektornicznej jest to duzo szybszy sposob przekazywania informacji.Poniewaz chemiczne przekazywanie informacji jest duzo dluzsze .Komputery na drodze swojej ewolucji mocy niemaja takiego ograniczenia jakie ma czlowiek.Wracajac do elementu komputer a czlowiek i jego kompatybilnosc .Łatwo mozna zauwazyc ze nasze zmysly dziela sie na dwie grupy jedna z nich to odbiór informacji zaś druga przekazywanie ,i tak np :nasze oczy ktore odbieraja sygnal z wyswietlacza pelnia funkcje typu input(wejscia,odbiorca) , druga grupa to output(wyjscie,nadawca) pisząca dlon po klawiaturze .Informacje przekazywane miedzy komputerem a czlowiekiem musza miec pewien format, nasz mózg dziala na zasadzie skojarzeniowej znakow , dlatego tez ciagi bitów musza zostac przypisane symbolowi który my rozpoznajemy np 0100101 =A.
Czy mozna zapisac dane w mózgu czlowieka hmmm , mysle ze mozna pod warunkiem jesli zna sie wlasciwosci fizyczne mózgu ,sposób zapisu, problem główny to w jaki fizyczny sposób zapisac dane .W jaki sposób mózg odszukuje potrzebne mu dane czy jest to rejestr jak w komputerze (w jakim miejscu znajduje sie informacja)aj.... głowa mnie juz boli haha moze transfer danych ktory osiagnelem przy tej refleksji jest wiekszy niz moja przepustowosc hmmm a moze zbyt wiele watków otworzylem .Co ciekawe pamiec w komputerze przelotowa czyli Ram równiez nazywa sie komórka , tylko ze nie szara .
Przepraszam za wszelkie niedogodnosci w moim stylu pisania jak i ortów no i nasuwa sie kolejny watek nawet jesli popelnie jakis blad np u zamiast ó czlowiek ma mozliwosc korekcji sposobem kojarzenia dzwiekowego słysznej gloski.Komputer poprawia błedy zwane CRC tez ma swoja metodę. Zachecam do blizszego obcowania z komputerami , przypisywania ich funkcji czlowiekowi i odwrotnie.
Apofi (117 punktów)
Sprytnie sobie poskładałeś informacje - ale chyba zbyt mocno upraszczasz. Mam wrażenie, że "coś Ci tam w głowie piszczy" - ale nie do końca wiesz o czym mówisz.

pozdrawiam.

exeqtor (359 punktów)
rzeczy proste sa najbardziej prawdopodobne
exeqtor (359 punktów)
dodam ze istnieja prace chyba w Izraelu podjete nad stworzeniem komputera zbudowanego z DNA mamy przeciwienstwo jesli to cos komus pomoze muzg wytwarza tyle energii ze móglby zasilic 20 watt-ową zarówke .Bardzo oszczedne porównujac to np do procesora który potrzebuje około 60-100 watt w zaleznosci od technologii wykonania 0.9 mikrometra czy tez 0.13 mikrometra.Przecietny PC potrzebuje 250 watt nasz mózg 20 watt czyz to nie jest oszczedne ciekawe jak to przeklada sie na wydajnosc
Sobierajski (170 punktów)
Może chcąc stworzyć sztuczną inteligencje powinniśmy zacząć od innej strony ? Można spróbować stworzyć nanobota (odpowiednika bakterii), który może się rozmnażać i ewoluować. Teoretycznie w ten sposób po jakimś czasie powstał by inteligentny twór.

Nawiasem mówiąc jestem zwolennikiem postępu technicznego ale uważam że próba stworzenia S.I. jest bardzo niebezbieczna, a możliwe korzyści nie są dla nas na tyle wielkie żeby ryzykować. W wielu filmach kończy się to źle (Matrix, Terminator, itd.). Jest to tylko fikcja naukowa ale może stać się prawdą. Mimo wszystko uważam że wcześniej czy później sztuczna inteligencja powstanie.
inhet (1073 punktów)
>Nawiasem mówiąc jestem zwolennikiem postępu technicznego ale uważam że próba stworzenia S.I. jest bardzo niebezbieczna, a możliwe korzyści nie są dla nas na tyle wielkie żeby ryzykować. W wielu filmach kończy się to źle (Matrix, Terminator, itd.). Jest to tylko fikcja naukowa ale może stać się prawdą. Mimo wszystko uważam że wcześniej czy później sztuczna inteligencja powstanie.
>

O ile już nie powstała, ale rzecz jasna nie potrafimy jej rozpoznać, bo nie mówi nam po agnielsku, jacy to my wspaniali i mądrzy.
A filmami jako wyrocznią futurologiczną zanadto bym się nie kierował.
V0lrath (3440 punktów)
Moim zdaniem ludzie - a przynajmniej ci bogatsi - szybciej siebie przerobią na "sztuczną inteligencję" zastępując części biologiczne bardziej odpornymi na świat i jego niebezpieczeństwa częsciami sztucznymi.
Pewnie zacznie się od prostych implantów integrujących się z siecią neuronową mózgu i poszerzających możliwości, a skończy się kompletną przemianą.

No, ale to tylko takie futurologiczne rozważania - nie wiadomo jak to z tą AI będzie.

Jednak myślę, że ludzie nie będą na tyle głupi by zrobić AI w 100% na swoje podobieństwo - z ludzkimi cechami, wadami, agresją, "terytorialnością" i skłonnością do podbojów (o ile oczywiście siebie w AI nie poprzemieniają - bo wtedy na pewno ludzkie cechy sobie zostawią).

Pewnie tak ukształtują strukturę umysłu AI by służyła i nie miała zapędów wolnościowych ani tego typu ludzkich potrzeb. Za to będzie miała pewne inne potrzeby powiązane z służeniem ludziom i posłuszeństwem.
Zielona
>Moim zdaniem ludzie - a przynajmniej ci bogatsi - szybciej siebie przerobią na "sztuczną inteligencję" zastępując części biologiczne bardziej odpornymi na świat i jego niebezpieczeństwa częsciami sztucznymi.

Czytałeś "Man Plus" F. Pohl'a?
V0lrath (3440 punktów)
>Czytałeś "Man Plus" F. Pohl'a?

Niestety nie.
Stanrom (259 punktów)
>Pewnie tak ukształtują strukturę umysłu AI by służyła i nie miała zapędów wolnościowych ani tego typu ludzkich potrzeb. Za to będzie miała pewne inne potrzeby powiązane z służeniem ludziom i posłuszeństwem.

Ciekawe.. dochodzisz do tych samych wniosków (a może to tylko plagiat ), do których doszedł I. Asimov kilkadziesiąt lat temu, przedstawiając koncepcję AI, której niezbednym atrybutem były trzy prawa robotyki (które poszerzył później o czwarte - zdaje się, że w ostatnim tomie cyklu Fundacja).
Tylko zachodzi pytanie, czy takie zaprogramowanie AI będzie możliwe i czy to nie ograniczy jej zdolności twórczych (intelektualnych). Czy taką ubezwłasnowolnioną sztuczną inteligencję można nazwać bytem niezależnym?
V0lrath (3440 punktów)
> Ciekawe.. dochodzisz do tych samych wniosków (a może to tylko plagiat ), do których doszedł I. Asimov kilkadziesiąt lat temu, przedstawiając koncepcję AI, której niezbednym atrybutem były trzy prawa robotyki (które poszerzył później o czwarte - zdaje się, że w ostatnim tomie cyklu Fundacja).

Wnioski podobne, ale na innej nieco podstawie - bo mam na myśli nie typowe programowanie lecz odpowiednią strukturalizację sieci neuronowej - tak jak my mamy pewne struktury, tak samo sztuczny mózg z sztucznych neuronów może posiadać pewne struktury i można je tak wymodelować by umysł posiadał pożądane cechy.

>Tylko zachodzi pytanie, czy takie zaprogramowanie AI będzie możliwe i czy to nie ograniczy jej zdolności twórczych (intelektualnych). Czy taką ubezwłasnowolnioną sztuczną inteligencję można nazwać bytem niezależnym?

A czy nas można nazwać niezależnymi?
Otóż jesteśmy całkiem dobrze strukturalnie zaprogramowani przez ewolucję do mniej lub bardziej świadomego służenia własnym genom.
Zielona
"Człowiek Plus" to książka z gatunku s-f autor przedstawia w niej proces udoskonalania człowieka, naprawdę niezła frajda czytelnicza. Czytałam tę książkę tuż przed maturą, ale do dziś pamiętam te obrazy, jakie sobie wyświetlałam podczas obcowania z tą lekturą...

Jakiś rok temu przeprowadziłam w sieci pewną szeroko zakrojoną i pasjonującą jak dla mnie dyskusję z pewnym człowiekiem, między innymi rozważaliśmy to, nad czym teraz się zastanawiacie i takie uwagi wymieniliśmy wtedy:

ON : Nie razi mnie to, ze ktoś nazwie świadomość duszą, pozostaje to twór informacyjny, który z pewnością nie "przeżyje" moich neuronów. Czy jednak nie ma tu miejsca na tajemnicę? Ależ jest! Świadomość sama w sobie nie jest w stanie postrzegać swej natury materialnej, nośnika informacji, procesorów kojarzeniowych (przepraszam za słownictwo komputerowe), zaś może to zaobserwować neurochirurg przecinając i łącząc ponownie zwoje nerwowe. Już w tym jest pewna tajemnica, w tym "oderwaniu się" jaźni od materii. Czy zastanawiałaś się kiedyś nad takim ćwiczeniem polegającym na próbie przeniesienia świadomości z jednego mózgu do innego? Załóżmy, że jest to możliwe, że mamy technologię potrafiącą zapisać całość informacji składająca się na naszą świadomość w danym ułamku sekundy. Pomińmy dla uproszczenia kwestię stymulantów biochemicznych, jeśli potrafimy zapisać całość zawartości mózgu, z adresami systemów i komórek, problem z zarejestrowaniem stężeń hormonów stymulujących będzie z pewnością już dawno rozwiązany Przyjmijmy, zatem, że zapisaliśmy naszą świadomość, wszystkie procesy myślowe wraz z ich danymi w momencie t., Co stanie się z tą świadomością odtworzoną w innym mózgu i uruchomioną? (Pomińmy też problem translacji na ustrój o innej liczbie komórek) 1. Czy będzie świadoma swej przeszłości z poprzedniego organizmu? 2. A co stanie się ze świadomością, którą ona zastąpiła? Logika podpowiada nam odpowiedzi: 1:"tak", 2: "nic, przestanie istnieć, mówiąc potocznie, umrze". Osobiście przy tym doświadczeniu natrafiam na pewien opór, wiadomo, nie chcemy umierać, boimy się śmierci, ale to wychodzi poza strach przed śmiercią. Co mi sprawia trudność w myśleniu o zatrzymaniu procesu jaźni? To nazywam tajemnicą. Czy sądzisz, że jestem wierzący? Nie wychodzę ani na chwilę poza to, co postrzegam we własnej świadomości.

JA: Mnie także nie razi to, że ktoś nazwie świadomość duszą Nie bardzo rozumiem tej myśli, że świadomość nie jest w stanie postrzegać procesów asocjacyjnych... Oczywiście nie jest, tak jak nie jesteś w stanie być świadomy całej fizjologii, ona po prostu "robi swoje": respiracja, prespiracja, mikcja... itd Świadomość jest właśnie jednym z takich procesów dla mnie a na co dzień, przecież nie śledzisz całej fizjologii swego organizmu. Wszystko mieści się w ładnym opakowaniu roboczym zwanym skórą plus oczywiście ubranie z akcentami autoreklamy - odzież (funkcja autoreklamy nie dotyczy abnegatów Tak jak neurochirurg może obserwować pracę mózgu tak kardiochirurg pracę serca, my nie obserwujemy ani jednego, ani drugiego. Mózg to najbardziej skomplikowana struktura organiczna stąd tak mało o nim jeszcze wiemy, mniej niż o sercu, bo ono jest narządem bardziej prostym, więc nie rozumiem, co z tą tajemnicą? Tajemnicą dla mnie jest to wszystko, co jeszcze nie odkryte przez naukę, ale nauka sukcesywnie zmienia tajemnicę w wiedzę i może tak będzie w nieskończoność... Punkty 1 i 2 - jeśli zdołamy kiedyś zrekonstruować matrycę organiczną identyczną jak powstała w wyniku metody naturalnej, czyli rozmnażania to funkcje obu będą identyczne. Jeśli naturalna struktura organiczna ulegnie dezintegracji to i umrze świadomość pierwotna. Wtórna, sztuczna świadomość będzie egzystować jako funkcja powstałej matrycy. W tym nie ma dla mnie nic dziwnego - to nadal relacja typu struktura - funkcja.

Teraz do Ciebie VOLrath - zastanawiam się nad tym czy mój materializm nie jest nazbyt radykalny...
Co myślisz o tej próbce dialogu? Czy mas jakieś uwagi? Z czymś się nie zgadzasz, albo coś chcesz dodać?

Pozdrawiam
V0lrath (3440 punktów)
>"Człowiek Plus" to książka z gatunku s-f autor przedstawia w niej proces udoskonalania człowieka, naprawdę niezła frajda czytelnicza. Czytałam tę książkę tuż przed maturą, ale do dziś pamiętam te obrazy, jakie sobie wyświetlałam podczas obcowania z tą lekturą...

Może kiedyś gdzieś na nią trafię - chętnie bym przeczytał.

>Teraz do Ciebie VOLrath - zastanawiam się nad tym czy mój materializm nie jest nazbyt radykalny...

Nie, chyba nie - zgadzam się z takim poglądem.

>Co myślisz o tej próbce dialogu? Czy mas jakieś uwagi? Z czymś się nie zgadzasz, albo coś chcesz dodać?

Dodałbym tylko to, że działanie mózgu i świadomość przypomina mi poziomy abstrakcji w komputerze.
Otóż najniżej jest sprzęt, który robie wiele dziwnych i niezrozumiałych dla przeciętnego śmiertelnika rzeczy (których stety lub niestety studenci tacy jak ja muszą się uczyć). Potem jest poziom sterowników sprzętu oraz dalej jądra systemu operacyjnego - w uproszczeniu. I tak dalej. Na końcu mamy pewną praktycznie całkowitą abstrakcję taką jak plik zawierający ten post lub litery tego postu na ekranie albo symulację małej sieci neuronowej w NeuroSolutions czy świata ewoluujących "stworków" w Framsticks. Z poziomu działającego programu większość tego, co się dzieje na niższych poziomach nie jest znane. A tym bardziej nie jest to znane z poziomu widocznego dla użytkownika interfejsu czy z poziomu symulowanego czegoś.
Moim zdaniem świadomość jest taką abstrakcyjną informacyjną strukturą symulowaną przez mózg do której nie docierają informacje o tym co się dzieje na poziomie "sprzętu" - poza tymi niezbędnymi. Jest rozproszona, ale mimo to informacyjnie spójna, interaktywna oraz trudna do zaobserwowania gdy możemy obserwować tylko "sprzęt" - świadomość nie przejawia tak bardzo zewnętrznie swojego działania jak na przykład komputerowy program, a jest przy tym o wiele bardziej rozproszona.

Nie widzę tajemniczości w "oderwaniu się jaźni od materii" - dla mnie jest to równie oczywiste jak niezależność informacyjna świata stworków z programu "Framsticks" od tego co dzieje się na poziomie sprzętowego przetwarzania. Świadomość to po prostu pewien poziom abstrakcji - i w zasadzie było by moim zdaniem wszystko jedno czy ma podstawę w sieci neuronowej mózgu czy w sztucznej sieci neuronowej czy w komputerowej symulacji tejże sieci (obecnie to nie możliwe - za słabe komputery mamy).

Co do przenoszenia świadomości - to musi być to proces ciągły, liniowy i jednoznaczny by można było mówić o przeniesieniu nie tylko z punktu widzenia zewnętrza czy skopiowania struktury danych, ale także z punktu widzenia tych danych czyli świadomości. A więc kopiowanie i to nagłe odpada - bo tworzy 2 kopie. 2 kopia myśli, że jest tą pierwszą, ale tylko ta pierwsza jest ciągłą kontynuacją z własnego punktu widzenia.
Przepisanie nagłe też - bo "uśmierca" pierwszą kopię. Jedyne co pozostaje to liniowa przemiana - po prostu zamienianie nauronu po neuronie po kolei lub małymi grupami bez wstrzymywania procesu jaźni. Tak, że abstrakcyjna struktura będąca świadomością nie znika ani nie podwaja się w żadnym punkcie przemiany. Przypomina to wymianę procesora bramka po bramce, kawałek po kawałku nie przerywając działania jakiegoś programu - który w sensie abstrakcyjnej informacji pozostaje ciągły.
Trudne zadanie, ale do wykonania - myślę, że łatwiejsze do wykonania w przypadku mózgu niż w przypadku procesora - bo ten jest bardziej odporny na zmiany - zniknięcie kilku neuronów, a potem pojawienie się kilku nowych lecz sztucznych nie zakłóci działania. A tak można zamieniać przez dłuższy czas aż się wszystkie zamieni.

Zielona
Bardzo fajna metafora mimo, że nie znam się na komputerach Twoje obrazowe porównanie trafiło do mnie i myślę, że mamy podobne przekonanie nt. istoty świadomości
Trudno mi się z czymś spierać lub coś dodać do Twojej wypowiedzi, podoba mi się w pełni.
Niestety zgodność w dyskusji nie jest jej siłą napędową
Na wakacje mam zamiar zagłębić się między innymi w lekturze :

www.giaur.qs.pl/ksiazki/prawdopodobienstwo

Ciekawe czy ktoś to czytał i czy poleca albo odradza ?
Pozdrawiam
Stanrom (259 punktów)
>Na wakacje mam zamiar zagłębić się między innymi w lekturze :
>www.giaur.qs.pl/ksiazki/prawdopodobienstwo
>Ciekawe czy ktoś to czytał i czy poleca albo odradza ?
>Pozdrawiam

Pewnie już masz tę książkę, czy potrafisz mi więc wytłumaczyć sens tego zdania?

"..w składającej się z 300 miliardów lat Galaktyce..."
Pozdrawiam
Zielona
Chyba powinno być nie "lat" a "300 miliardów gwiazd w Galaktyce", bo raczej o lata świetlne tu nie chodziło skoro nasza Droga Mleczna ma ich 100 tyś a nie 300 miliardów.
Nie wiem, może ktoś trzeci nam pomoże rozwiązać ten problem ? Ja nie jestem kompetentna
Książki jeszcze nie mam, ale sobie załatwię na sierpień

Pozdrawiam

V0lrath (3440 punktów)
To na pewno przejęzyczenie.
Na 100% chodziło o liczbę gwiazd - bo jest to mniej więcej 300 mld (jeszcze nie wiadomo dokładnie ile - ocenia się na 200-400 mld).
Apofi (117 punktów)
Czytałam. Warto się zapoznać - chociaż niektóre składowe równania Drake'a i ich wyjaśnianie są co najmniej "kosmicznie tajemnicze". Bo co to jest np., że wartość współczynnika, określającego ułamek planet, na których istnieje życie naukowcy przewidują na 0,1 lub 0,2 chociaż "nie jest to całkiem jasne, na jakiej podstawi"? Albo czynniki "komunikacja", "typowa długowieczność cywilizacji"?..
Apofi (117 punktów)
Temat pasjonujący i mam nadzieję, iż dożyję jego rozwiązania..

Dodałabym tutaj jeszcze trzeci scenariusz gwoli jasności - chociaż docelowo wynik pozostaje ten sam jednak może pomóc w oderwaniu się od pewnego schematu patrzenia. Mianowicie zamiast "transplantacji świadomości" po prostu stworzenie jej razem z fałszywymi wspomnieniami, z mózgiem. Sądzę, iż taka, hm, osobowość nie różniłaby się pod względem funkcjonowania od żadnej innej. Zaś nie widzę powodu dlaczego skopiowanie świadomości w inną fizyczną strukturę miałoby unicestwić poprzednią.
Również dla mnie kluczem jest ta enigmatyczna samoświadomość, świadomość że istnieję obojętnie w jakiej formie, jaźń właśnie.. Gdzie odrywa się jaźń od materii? Gdzie jest to "ja", które zadaje pytanie?

Czasami mocno przypuszczam (nie pierwsza zresztą), iż świadomość to taka "pętla zwrotna" (taki interfejs loopback) naszych zmysłow, które rejestrują nas samych - z zewnątrz, od środka, bezpośrednio. Nie sięga nasza świadomość w szczegóły procesów organizmu - mamy tylko ich wypadkową. Powiem więcej, uświadamiamy sobie tylko te wymiary wypadkowych (siebie), które obsługują nasze zupełnie podstawowe zmysły. Nie ma tutaj żadnej metafizyki jaźni, duszy śwaidomej - chociaż określenia te bywają przydatne.

Czy organizm poddany dłuzszej deprywacji sensorycznej straci swoją tożsamość? Czy mózg pozbawiony źródeł bodźców (zmysłów) straci swoją jaźń? Czy jeśli przestanę odczuwać - zniknę?..

heh..
Stanrom (259 punktów)
> Mianowicie zamiast "transplantacji świadomości" po prostu stworzenie jej razem z fałszywymi wspomnieniami, z mózgiem. Sądzę, iż taka, hm, osobowość nie różniłaby się pod względem funkcjonowania od żadnej innej.

W tym rozwiązaniu które tu proponujesz Ja1 (macierzyste) nie miałoby żadnego kontaktu fizycznego z Ja2 (stworzonym sztucznie). Ja1 istniałoby zatem całkowicie niezależnie i nie doświadczałoby wrażeń których doznawałoby Ja2, nie posiadałoby zatem wrażenia ciągłości istnienia jako Ja2. A myślę, że w przyszłości wiele osób chciałoby sobie przedłużyć własne istnienie, właśnie poprzez "przelanie" swojej świadomości w gotową matrycę. Rozwiązanie które proponował VOlrath taki wymóg spełnia.

>Zaś nie widzę powodu dlaczego skopiowanie świadomości w inną fizyczną strukturę miałoby unicestwić poprzednią.

Myślę, że będzie to warunek konieczny, aby uniknąć "rozdwojenia jaźni", czyli jednoczesnego istnienia w dwóch postaciach.

>Czy organizm poddany dłuzszej deprywacji sensorycznej straci swoją tożsamość? Czy mózg pozbawiony źródeł bodźców (zmysłów) straci swoją jaźń? Czy jeśli przestanę odczuwać - zniknę?..

Myślę, że samoświadomość (obojętnie jak ją nazywać) to jednak coś więcej jak centralny komputer (mózg) i strumień informacji do niego dopływający kanałami (nerwami) informacyjnymi od sensorów (zmysłów).
Znane są przecież przypadki częściowego, a nawet i całkowitego odcięcia mózgu od zmysłów bez praktycznie żadnej szkody dla jaźni takiego człowieka (Hawking).

Apofi (117 punktów)
>W tym rozwiązaniu które tu proponujesz Ja1 (macierzyste) nie miałoby żadnego kontaktu fizycznego z Ja2 (stworzonym sztucznie). Ja1 istniałoby zatem całkowicie niezależnie i nie doświadczałoby wrażeń których doznawałoby Ja2, nie posiadałoby zatem wrażenia ciągłości istnienia jako Ja2. A myślę, że w przyszłości wiele osób chciałoby sobie przedłużyć własne istnienie, właśnie poprzez "przelanie" swojej świadomości w gotową matrycę. Rozwiązanie które proponował VOlrath taki wymóg spełnia.

Dokładnie o to mi chodziło.

>Znane są przecież przypadki częściowego, a nawet i całkowitego odcięcia mózgu od zmysłów bez praktycznie żadnej szkody dla jaźni takiego człowieka (Hawking).

Hawking ma uszkodzone bardziej funkcje - że tak powiem - motoryczne, jednak widzi, słyszy..
jakie znasz przypadki całkowitego odcięcia mózgu od zmysłów? Śpiączka tym nie jest raczej.

pozdrawiam.

Zielona
>Temat pasjonujący i mam nadzieję, iż dożyję jego rozwiązania..

A ja mam takie cichutkie marzenie, że dożyję dwóch rzeczy raz - jakiś mały sygnał "from out of space" , że nie jesteśmy sami a dwa - chciałabym zobaczyć naocznie naszą Błękitna Planetę z perspektywy przestrzeni kosmicznej mmmm... rozmarzyłam się

>Dodałabym tutaj jeszcze trzeci scenariusz gwoli jasności - chociaż docelowo wynik pozostaje ten sam jednak może pomóc w oderwaniu się od pewnego schematu patrzenia. Mianowicie zamiast "transplantacji świadomości" po prostu stworzenie jej razem z fałszywymi wspomnieniami, z mózgiem.

Tak, czyli takie krok po kroku rekonstruowanie matrycy pierwotnej.

>Sądzę, iż taka, hm, osobowość nie różniłaby się pod względem funkcjonowania od żadnej innej. Zaś nie widzę powodu dlaczego skopiowanie świadomości w inną fizyczną strukturę miałoby unicestwić poprzednią.

Nie chodzi mi o to, że ta pierwotna ma koniecznie umrzeć tylko z tej racji, że zaistniała wtórna. Chodzi o to, że jeśli pierwotna matryca, naturalna z jakichś przyczyn umiera to wraz z nią umiera pierwotna świadomość a wtórna egzystuje tak długo jak długo struktura wtórna jest sprawna, bo wtórna jest niezależna od pierwotnej. Kurczę czy oby nie zagmatwałam ?

>Również dla mnie kluczem jest ta enigmatyczna samoświadomość, świadomość że istnieję obojętnie w jakiej formie, jaźń właśnie.. Gdzie odrywa się jaźń od materii? Gdzie jest to "ja", które zadaje pytanie?

W tym miejscu rodzi się we mnie pytanie o symbole - słowo, gest, emocje one są nośnikiem informacji wewnątrz "ja" i na zewnątrz - ku ludziom. "Odrywają się" niejako od struktury, która je wygenerowała...

>Czasami mocno przypuszczam (nie pierwsza zresztą), iż świadomość to taka "pętla zwrotna" (taki interfejs loopback) naszych zmysłow, które rejestrują nas samych - z zewnątrz, od środka, bezpośrednio. Nie sięga nasza świadomość w szczegóły procesów organizmu - mamy tylko ich wypadkową. Powiem więcej, uświadamiamy sobie tylko te wymiary wypadkowych (siebie), które obsługują nasze zupełnie podstawowe zmysły. Nie ma tutaj żadnej metafizyki jaźni, duszy śwaidomej - chociaż określenia te bywają przydatne.

Tak jest, podobnie myślę na ten temat

>Czy organizm poddany dłuzszej deprywacji sensorycznej straci swoją tożsamość? Czy mózg pozbawiony źródeł bodźców (zmysłów) straci swoją jaźń? Czy jeśli przestanę odczuwać - zniknę?..

Nie wiem czy oglądałaś program o eksperymentach nad deprywacją sensoryczną na "Discovery"?
Efektem deprywacji jest autostymulacja i wniosek, że mózg nie lubi bezczynności, więc szuka źródeł dostymulowania, generuje omamy.
Jednak, kiedy wraca kontakt ze źródłami stymulacji zewnętrznej mózg wraca do normalnej pracy nad obróbką bodźców ze świata zewnętrznego, które docierają kanałami zmysłów.
To mnie fascynuje... myślę sobie, że sny mają podobną genezę - mózg, jako, że ma ograniczony podczas snu kontakt z rzeczywistością, zmysły są uśpione, więc dokonuje sobie autostymulacji poprzez marzenia senne. Sny to takie nasze codzienne, fizjologiczne halucynacje - tak to odbieram a Ty Apofi jak uważasz?

Pozdrawiam

P.S. Dzięki za recenzję książki
Herodot (21 punktów)
zapominasz o LD.. ale zawsze traktowałaś "świadome śnienie" w kategoriach żartu, oraz zabobonu; )

Polecam;

www.polbox.com/a/adamby

oraz

www.toja.com
Apofi (117 punktów)
>A ja mam takie cichutkie marzenie, że dożyję dwóch rzeczy raz - jakiś mały sygnał "from out of space" , że nie jesteśmy sami a dwa - chciałabym zobaczyć naocznie naszą Błękitna Planetę z perspektywy przestrzeni kosmicznej mmmm... rozmarzyłam się

oj taak... : ]

>Nie chodzi mi o to, że ta pierwotna ma koniecznie umrzeć tylko z tej racji, że zaistniała wtórna. Chodzi o to, że jeśli pierwotna matryca, naturalna z jakichś przyczyn umiera to wraz z nią umiera pierwotna świadomość a wtórna egzystuje tak długo jak długo struktura wtórna jest sprawna, bo wtórna jest niezależna od pierwotnej. Kurczę czy oby nie zagmatwałam ?

Nie. Nie sądze, aby w ogóle można było (po powołaniu wtórnej struktury do życia) mówić o jakimkolwiek dalszym wpływie struktury pierwotnej na nią. Jest ona (wtórna) przecież w następstwie osobnym bytem, która nie ma możliwości rozwijać się dalej w sposób identyczny (inna przestrzeń, inne bodźce).

>W tym miejscu rodzi się we mnie pytanie o symbole - słowo, gest, emocje one są nośnikiem informacji wewnątrz "ja" i na zewnątrz - ku ludziom. "Odrywają się" niejako od struktury, która je wygenerowała...

Czyli każda forma ekspresji? a im bardziej nieświadoma (jak symbole) - tym wydaje się sięgać bliżej naszego fenomenu samoświadomości?
Nasuwa więc mi się inne pytanie: czy informacje podprogowe, wszelkie które rejestrujemy nieświadomie, można zaliczyć również do tego samego zakresu problemu, w jakim umieszczamy naszą jaźń? Czy dzieje się to może jakoś obok niej? Jeśli coś wpływa nieświadomie na naszą jaźń - to gdzie się ona "podziewa" w tym czasie? OK, nasze zmysły nie są doskonałe. Ale przemawia to właśnie za tym, że nasza osobowość to produkt wielu równoległych procesów, z których jaźń jest tylko jednym z nich. Co zresztą też nie wyjaśnia pytania czym ona jest..

>>Czy organizm poddany dłuzszej deprywacji sensorycznej straci swoją tożsamość? Czy mózg pozbawiony źródeł bodźców (zmysłów) straci swoją jaźń? Czy jeśli przestanę odczuwać - zniknę?..
>Nie wiem czy oglądałaś program o eksperymentach nad deprywacją sensoryczną na "Discovery"?

Niestety, chyba nie widziałam go..

>Efektem deprywacji jest autostymulacja i wniosek, że mózg nie lubi bezczynności, więc szuka źródeł dostymulowania, generuje omamy.
>Jednak, kiedy wraca kontakt ze źródłami stymulacji zewnętrznej mózg wraca do normalnej pracy nad obróbką bodźców ze świata zewnętrznego, które docierają kanałami zmysłów.

Zgadza się. Co jednak przy dłuższej deprywacji? Czy potrafiłby produkować wrażenia zmysłowe przez wiele miesięcy, lat..? Nawet pomijając ten problem: skoro mózg pozbawiony bodźców zaczyna je symulować - czy zatem nie mogłoby świadczyć to o równoważności bodźce=samoświadomość?

>To mnie fascynuje... myślę sobie, że sny mają podobną genezę - mózg, jako, że ma ograniczony podczas snu kontakt z rzeczywistością, zmysły są uśpione, więc dokonuje sobie autostymulacji poprzez marzenia senne. Sny to takie nasze codzienne, fizjologiczne halucynacje - tak to odbieram a Ty Apofi jak uważasz?

Uważam podobnie. Zresztą dotyczy to wszelkiej formy oddziaływania na zmysły i reakcji/odbioru naszej świadomości.

pozdrawiam.

>Pozdrawiam
>P.S. Dzięki za recenzję książki


Zielona
>Nie. Nie sądze, aby w ogóle można było (po powołaniu wtórnej struktury do życia) mówić o jakimkolwiek dalszym wpływie struktury pierwotnej na nią. Jest ona (wtórna) przecież w następstwie osobnym bytem, która nie ma możliwości rozwijać się dalej w sposób identyczny (inna przestrzeń, inne bodźce).

Jasne obie są od siebie funkcjonalnie niezależne skoro są to niezależne, nie sprzężone ze sobą struktury, mimo, że bliźniacze. Powiedzmy, że będą one analogią a'la bliźnięta monozygotyczne tyle, że powstałą w wyniku sztucznej replikacji. Bliźnięta jednojajowe także w toku życia przechodzą szereg mutacji, które sprawiają, że, mimo, iż wyjściowo są identyczne pod względem genotypu to z czasem nieco różnią się od siebie fenotypowo np. pieprzykiem w innym miejscu albo zainteresowaniami itp.

>Czyli każda forma ekspresji? a im bardziej nieświadoma (jak symbole) - tym wydaje się sięgać bliżej naszego fenomenu samoświadomości?

Według mnie u podłoża fenomenu samoświadomości leży myślenie abstrakcyjne, czyli operowanie symbolami i tak jak swoją twarz można obserwować odbitą w lustrze tak samoświadomość jest jakby takim lustrem dla naszych procesów poznawczych, tych, którym uda się wejść w strumień jaźni - tak to wiedzę. Im mamy lepszy wzrok tym bardziej wnikliwie możemy przyglądać się naszej twarzy w lustrze a im lepszy mamy wgląd, operowanie symboliką tym większą samoświadomość.

>Nasuwa więc mi się inne pytanie: czy informacje podprogowe, wszelkie które rejestrujemy nieświadomie, można zaliczyć również do tego samego zakresu problemu, w jakim umieszczamy naszą jaźń?

Ja tak sobie myślę - informacje, które miały wartość nie na tyle dużą, aby przekroczyć próg i dostać się w strumień świadomości są takim zrębem wokół rdzenia-jaźni, ale mają szansę, aby próg przekroczyć i w sprzyjających warunkach trafić do rdzenia.

>Czy dzieje się to może jakoś obok niej?

Obok - tak, strumień informacji przepływa przez świadomość a ona jak gąbka nasiąka tylko częścią treści, inna część ją opływa.

>Jeśli coś wpływa nieświadomie na naszą jaźń - to gdzie się ona "podziewa" w tym czasie?

Czasem jest odwrotnie chcesz sobie coś przypomnieć usilnie, ale informacja jak na złość gdzieś znika w mrokach umysłu a kiedy odpoczywasz... raptem "eureka" - zagubiona myśl wraca i wchodzi w strumień świadomości.
Fenomenu świadomości chyba nikt dotychczas nie zgłębił, możemy tylko operować jakimiś metaforami, aby sobie jakoś przybliżyć ten tajemniczy twór...

>OK, nasze zmysły nie są doskonałe.

Oj nie są np. zróbmy porównanie: do węży - widzą podczerwień, do owadów - wiedzą ultrafiolet, do ryb - słyszą infradźwięki, do szczurów - słyszą ultradźwięki do psów - nasz zmysł węchu przy psim jest ułomny itp.
Ludzie swoimi zmysłami dekodują tylko mały fragment Rzeczywistości na szczęście umysł ludzki pozwolił wytworzyć wzmocnienie dla zmysłów w postaci mikroskopów, teleskopów itp. by efektywniej dekodować otaczający nas świat bodźców, informacji.

>Ale przemawia to właśnie za tym, że nasza osobowość to produkt wielu równoległych procesów, z których jaźń jest tylko jednym z nich. Co zresztą też nie wyjaśnia pytania czym ona jest..

Popieram - osobowość jako twór de facto niedookreślony.
Blisko 600 stronicowa książka pt.: "Teorie osobowości" to najlepszy dowód, że tajemnicza osobowość już niejednemu mądremu człowiekowi od lat spędza sen z powiek

>Zgadza się. Co jednak przy dłuższej deprywacji? Czy potrafiłby produkować wrażenia zmysłowe przez wiele miesięcy, lat..?

Jak w Matrix'ie ?
No właśnie ciekawe czy potrafimy... jak na mój rozum to zdaje mi się, że tak, ale nie wiem co naukowcy mają na ten temat do powiedzenia.

>Nawet pomijając ten problem: skoro mózg pozbawiony bodźców zaczyna je symulować - czy zatem nie mogłoby świadczyć to o równoważności bodźce=samoświadomość?

Świadomość jako ogniskowa dla bodźców ?

Pozdrawiam
Apofi (117 punktów)
Przepraszam, ze dopiero odpisuje, ale niedostatki czasowe robia swoje niestety.

Skracając zatem co do sedna (do reszty raczej się zgadzam):

>Ja tak sobie myślę - informacje, które miały wartość nie na tyle dużą, aby przekroczyć próg i dostać się w strumień świadomości są takim zrębem wokół rdzenia-jaźni, ale mają szansę, aby próg przekroczyć i w sprzyjających warunkach trafić do rdzenia.

..czyli do czego?

>Fenomenu świadomości chyba nikt dotychczas nie zgłębił, możemy tylko operować jakimiś metaforami, aby sobie jakoś przybliżyć ten tajemniczy twór...

Mnie bardziej intereseuje jego "lokalizacja" niz sama natura. Interesuje mnie jakie to jest w ogole zjawisko..

>Popieram - osobowość jako twór de facto niedookreślony.
>Blisko 600 stronicowa książka pt.: "Teorie osobowości" to najlepszy dowód, że tajemnicza osobowość już niejednemu mądremu człowiekowi od lat spędza sen z powiek

Jak i caly wiekowy bagaz psychologii.

>>Zgadza się. Co jednak przy dłuższej deprywacji? Czy potrafiłby produkować wrażenia zmysłowe przez wiele miesięcy, lat..?
>Jak w Matrix'ie ?

Nie do konca - tam bodzce byly dostarczane przez maszyny. Chodzi o calkowite odciecie centralnego ukladu od "zewnetrza".

>No właśnie ciekawe czy potrafimy... jak na mój rozum to zdaje mi się, że tak, ale nie wiem co naukowcy mają na ten temat do powiedzenia.

Chyba nic nie maja - a przynajmniej nie slyszalam aby ktos rozwazal taka spekulacje. Nie jestem jeszcze naukowcem, wiec nie moge wypowiadac sie autorytatywnie.
Niemniej wydaje mi sie, ze jazn moglaby zaniknac..

>>Nawet pomijając ten problem: skoro mózg pozbawiony bodźców zaczyna je symulować - czy zatem nie mogłoby świadczyć to o równoważności bodźce=samoświadomość?
>Świadomość jako ogniskowa dla bodźców ?

Tak.

pozdrawiam.

Apofi (117 punktów)
Może nie aż takie futurologiczne. Było tu juz chyba wspomniane i w ostatnim "świecie nauki" są pisane prace nad stworzeniem "małych i wydajnych urządzeń elektronicznych, działających jak zespoły komórek nerwowych w mózgu" - jak ładnie napisano we wstępie. Prace nad siatkówką oka.

V0lrath (3440 punktów)
Z sztucznymi sieciami neuronowymi jesteśmy na takim etapie, na jakim informatyka była kilkadziesiąt lat temu.
Więc można się spodziewać, że trzeba będzie jeszcze co najmniej kilkudziesięciu lat na tworzenie złożonych sieci neuronowych oraz naukę o związkach między ich budową oraz topologią a funkcjami i działaniem, a także modelowaniu takowych sieci.
Apofi (117 punktów)
Tutaj nie podzielam. Prace są już znacznie zaawansowane.

V0lrath (3440 punktów)
>Tutaj nie podzielam. Prace są już znacznie zaawansowane.

Ale jak na razie nie robimy bardzo dużych sieci - a różnica między siecią neuronową człowieka a siecią neuronową mrówki jest mniej więcej taka, jak różnica między procesorem komputera a procesorem kalkulatora. Albo i większa.

Myślę, że jeszcze sporo czasu minie do zrozumienia i konstruowania bardzo złożonych sieci - nie mówiąc już o odwzorowywaniu innych oddziaływań - np. chemicznych między komórkami - przy pomocy odpowiedników je symulujących.
Sądzę, że to będzie kilkadziesiąt lat, ale mniej niż pół wieku.
Apofi (117 punktów)
a skąd ta pewnośc, że powstałaby na takiej drodze inteligencja?

V0lrath (3440 punktów)
Myślę, że o wiele szybciej powstanie na drodze projektowania - na przykład naśladującego naturę i sieci neuronowe - niż na drodze ewolucji nanobotów.

Po co powtarzać proces ewolucji po raz drugi, skoro naturalna ewolucja już znalazła rozwiązanie? Teraz trzeba tylko wymyśleć sposób jak je skopiować oraz stworzyć technologię.
Apofi (117 punktów)
Fakt, że t trochę nieekonomiczne byłoby..
Co więcej, nie wydaje mi się aby "celem" ewolucji była inteligencja akurat.. To zależałoby od ogromu czynników, w tym głównie środowsika.
IMO
V0lrath (3440 punktów)
Myślę, że na inteligencję byłyby szanse. Bo drogą ewolucji powstanie podziału na formy samożywne i cudzożywne jest bardzo prawdopodobne. A rozwój cudzożywnych teoretycznie najprawdopodobniej będzie prowadził do stworzenia systemu złożonego sterowania - cudzożywne muszą się poruszać i znajdować aktywnie pożywienie by przetrwać. Zaś rozwój złożonego sterowania może w końcu doprowadzić do tego, co my nazywamy inteligencją - jeśli w jakimś momencie pojawią się zwierzęta społeczne o złożonym mózgu. Być może mającą inne cechy, inne zmysły, inną budowę i inne położenie oraz strukturę mózgu, ale posiadającą pewne podobieństwa - takie jak komunikacja między osobnikami grupy w celu kooperacji czy zdolność do abstrakcyjnego myślenia (trudno powiedzieć jak często ewolucja może dochodzić do tego typu rozwiązań, zapewne rzadko - ale mając miliardy lat rozwoju i wielkich wymierań może w końcu do czegoś takiego dojść).

To co wyżej napisałem stosowałoby się do organicznej ewolucji na innej planecie, ale nie wiem na ile stosowałoby się do nanobotów. Dużo zapewne zależy od ich budowy, elastyczności tejże, a także sposobów pozyskiwania surowców oraz energii.
Re Re
W sumie rozmowa tutaj obraca sie glownie wokol pojecia inteligencji, a generalnie pojecie to do tej pory nie wydaje mi sie dobrze zdefiniowane. Przy czym za dobra definicje uznaje definicje przedstawiona w sposob scisly. Mysle, ze mozemy na razie inuticyjnie przyjac , ze prawdziwa inteligencja maszyn pojawilaby sie wtedy, gdyby klasa problemow rozwiazywalnych do tej pory tylko przez czlowieka znalazlaby sie w zasiegu maszyn. Pytanie jeno o problemy rozwiazywalne przez czlowieka.

Mozg czlowieka jest algorytmicznie co najmniej tak dobry jak obecne maszyny - potrafi wykonac kazdy algorytm. Pytanie czy potrafi wiecej? Abstrahujemy od szybkosci obliczen, wiadomo ze ludzki mozg nie obliczy w ciagu sekundy i przechowa w trwalej pamieciowo strukturze np. wartosci miliona wyrazow pewnego ciagu liczbowego. Generalnie wszelakie problemy rozwiazywalne algorytmicznie mozemy wyrazic jako zdania pewnego systemu dowodzenia, co do ktorych mozemy obliczeniowo stwierdzic o ich prawdziwosci lub falszywosci. Mozg dzialajacy stricte algorytmicznie dziala jak system dowodzenia twierdzen, istniec musza zatem pewne zdania ktorych prawdziwosci nie da sie w nim rozstrzygnac i mozg nie moze poznac samego siebie (nie moze znac wszystkich wlasnych regul dowodzenia i aksjomatow) - Godel. Rodzi to sensowne IMO alternatywy:

1) Mozg jednak nie dziala algorytmicznie, bo trudno przyjac teze, jakoby niemozliwe bylo do konca jego poznanie - zla wiadomosc dla obecnych trendow w AI,
2) Mozg jednak dziala algorytmicznie, ale nie jest do konca poznawalny - tez sceptyczny news odnosnie zbudowania silnej AI.


V0lrath (3440 punktów)
> Mozg dzialajacy stricte algorytmicznie dziala jak system dowodzenia twierdzen, istniec musza zatem pewne zdania ktorych prawdziwosci nie da sie w nim rozstrzygnac i mozg nie moze poznac samego siebie (nie moze znac wszystkich wlasnych regul dowodzenia i aksjomatow) - Godel. Rodzi to sensowne IMO alternatywy:
>1) Mozg jednak nie dziala algorytmicznie, bo trudno przyjac teze, jakoby niemozliwe bylo do konca jego poznanie - zla wiadomosc dla obecnych trendow w AI,
>2) Mozg jednak dziala algorytmicznie, ale nie jest do konca poznawalny - tez sceptyczny news odnosnie zbudowania silnej AI.

Nie muszą istnieć takie zdania, których nie da się rozstrzygnąć w zadanym systemie aksjomatów. System aksjomatów musi spełniać pewne założenia by twierdzenie Godla go dotyczyło.
A poza tym z tego co czytałem to system aksjomatów można poszerzyć o aksjomaty wyższego rzędu by móc dowodzić kompletności systemu. Przy czym aksjomaty wyższego rzędu nie muszą tworzyć kompletnego systemu. (chyba twierdzenie Gentzena, ale może się mylę)

Jednak nie jestem aż tak dobrym matematykiem by móc się - na obecnym poziomie mojej wiedzy - zagłębiać w powiązania między AI, maszyną Turinga a twierdzeniem Godla. Z tego co wiem to dyskusja ciągle trwa.
Przy czym z ciekawych rzeczy proponuję do przeczytania artykuł matematyka na temat błędów w argumentacji Penrose'a (czyli autora między innymi "Nowego umysłu cesarza"): math.stanford.edu/~feferman/papers/penrose.pdf

To ciekawy problem i zamierzam się nim trochę bardziej zainteresować - ale najpierw muszę się podszkolić w matematycznym słownictwie języka angielskiego oraz być może w matematyce.
Re Re (11 punktów)
>Nie muszą istnieć takie zdania, których nie da się rozstrzygnąć w zadanym systemie aksjomatów. System aksjomatów musi spełniać pewne założenia by twierdzenie Godla go dotyczyło.

Owszem, niemniej ludzki mozg traktowany jako maszynka do dowodzenia twierdzen na pewno jest systemem na tyle bogatym, aby sformulowac w nim zdanie Godla. Oczywiscie pod warunkiem, ze jest niesprzeczny. Co wazne, sam mozg jako system, nie moze byc w mocy by mozna bylo w nim dowiesc jego wlasnej niesprzecznosci, inaczej paradoksalnie oznaczaloby to jego sprzecznosc. Ostatecznie moze sie okazac, ze mozg dziala jak system dowodzenia twierdzen i jest zarazem sprzeczny, acz to chyba malo prawdopodobne...

>A poza tym z tego co czytałem to system aksjomatów można poszerzyć o aksjomaty wyższego rzędu by móc dowodzić kompletności systemu. Przy czym aksjomaty wyższego rzędu nie muszą tworzyć kompletnego systemu. (chyba twierdzenie Gentzena, ale może się mylę)

Racja, ale my stanowiac sami system dowodzenia twierdzen, nie mozemy uzupelniac go o kolejne aksjomaty, gdyz nie mozemy niejako "wyjsc poza siebie". Zarazem wydaje sie to byc sprzeczne z takim intuicyjnym rozumowaniem na zasadzie takiej, ze mamy ten mozg w reku, badamy zachowanie neuronow, sieci neuronow, mozemy go kroic, naswietlac, przeswietlac itp, wiec generalnie mamy w reku "maszynke", ktorej chcemy odkryc dzialanie. Jakze moze to byc cos niepoznawalnego?

>Jednak nie jestem aż tak dobrym matematykiem by móc się - na obecnym poziomie mojej wiedzy - zagłębiać w powiązania między AI, maszyną Turinga a twierdzeniem Godla. Z tego co wiem to dyskusja ciągle trwa.

Osobiscie w kwestii zagadnien AI, uwazam ze wlasnie rozumowanie i podejscie Penrose'a jest najwiekszym krokiem w sferze naukowego podejscia do badania zagadnien swiadomosci i inteligencji. Jesli chcemy rozmawiac o mozliwosciach sieci neuronowych, algorytmow genetycznych, ewolucyjnych itd, zamiast snuc dosyc luzne spekulacje o ich mozliwosciach, obstajac przy jednej lub drugiej hipotezie, powinnismy zglebic sie mozliwe w krytyke wydana przez swiat nauki odnosnie obecnych narzedzi pretendujacych do zbudowania AI. I mysle, ze wlasnie najlepiej zaczac od Penrose'a.

>Przy czym z ciekawych rzeczy proponuję do przeczytania artykuł matematyka na temat błędów w argumentacji Penrose'a (czyli autora między innymi "Nowego umysłu cesarza"): math.stanford.edu/~feferman/papers/penrose.pdf

Super, wielki dzieki bo szukalem krytyki Penrose'a z prawdziwego zdarzenia i mysle ze niedlugo sie przemiele przez te prace. Odnosnie Penrose'a to radze przeczytac "Cienie umyslu", w "Nowym umysle..." idea Penrose'a jest przedstawiona jeszcze nim zostala wystawiona na pierwszy ogien krytyki, no i za duzo w niej cukru

>To ciekawy problem i zamierzam się nim trochę bardziej zainteresować - ale najpierw muszę się podszkolić w matematycznym słownictwie języka angielskiego oraz być może w matematyce.



Re
V0lrath (3440 punktów)
>Racja, ale my stanowiac sami system dowodzenia twierdzen, nie mozemy uzupelniac go o kolejne aksjomaty, gdyz nie mozemy niejako "wyjsc poza siebie".

A może to jest cechą zamkniętych systemów dowodzenia twierdzeń?
Może człowiek przez to, że się rozwija, przyswaja nowe aksjomaty i nowe sposoby - algorytmy - postępowania z nimi, powoduje, że nie jest zamkniętym systemem dowodzenia, ale takim, który stale rośnie?

> Zarazem wydaje sie to byc sprzeczne z takim intuicyjnym rozumowaniem na zasadzie takiej, ze mamy ten mozg w reku, badamy zachowanie neuronow, sieci neuronow, mozemy go kroic, naswietlac, przeswietlac itp, wiec generalnie mamy w reku "maszynke", ktorej chcemy odkryc dzialanie. Jakze moze to byc cos niepoznawalnego?

Niepoznawalny może być efekt działania - czyli raczej trudno by człowiek przy pomocy procesu poznawczego poznał proces poznawczy, którym właśnie poznaje ten proces poznawczy (zapętlone koło).
Otóż efekt działania mózgu może się pod jakimś względem zamykać w czasie, a może się nie zamykać.
Proces poznawczy, który zechce poznać działanie samego siebie nigdy się nie zatrzyma - bo ciągle będzie coś generował - zapętlony na skupianiu się na samym sobie. Może poznać wszelkie prawa fizyczne i "instrukcje", a także sposoby wykonywania - tak jak program komputerowy może potraktować swój kod jako wejście i przeanalizować go na wiele sposobów.
Jednak sam prawdopodobnie nie prześledzi swojego działania w trakcie działania i nie przeanalizuje go jednocześnie nie zapętlając się.
Czyli nie udowodni logiczności i niesprzeczności swojego działania przy pomocy metody bezpośredniej obserwacji i analizy działania.
Czyli o ile człowiek jest w pewnym sensie systemem dowodzenia twierdzeń, o tyle pewnych twierdzeń nie udowodni w skończonym czasie bez "zapętlania" się.

>Super, wielki dzieki bo szukalem krytyki Penrose'a z prawdziwego zdarzenia i mysle ze niedlugo sie przemiele przez te prace. Odnosnie Penrose'a to radze przeczytac "Cienie umyslu", w "Nowym umysle..." idea Penrose'a jest przedstawiona jeszcze nim zostala wystawiona na pierwszy ogien krytyki, no i za duzo w niej cukru

Proszę bardzo.
Ja jeszcze niestety nic Penrose'a nie czytałem. A krytykę znalazłem przypadkiem - niestety jeszcze nie przebrnąłem - braki językowe jak chodzi o terminy matematyczne.

Re Re (11 punktów)
>>Racja, ale my stanowiac sami system dowodzenia twierdzen, nie mozemy uzupelniac go o kolejne aksjomaty, gdyz nie mozemy niejako "wyjsc poza siebie".
>A może to jest cechą zamkniętych systemów dowodzenia twierdzeń?
>Może człowiek przez to, że się rozwija, przyswaja nowe aksjomaty i nowe sposoby - algorytmy - postępowania z nimi, powoduje, że nie jest zamkniętym systemem dowodzenia, ale takim, który stale rośnie?

Wszystko zalezy od istoty procesu przyswajania nowych aksjomatow i algorytmow. Jesli owy proces jest algorytmiczny - calosc systemu tez ma algorytmiczny charakter. Tak jak z sieciami neuronowymi, potrafia sie uczyc, reorganizowac pod wplywem danych uczacych, obliczaja dane wyjscia na podstawie algorytmu, ktory ulega ciaglym zmianom. Mozna by przypuszczac, ze w sieciach neuronowych tkwi jakis element niealgorytmicznosci, wlasnie dzieki temu, ze nie ma w nich jednego, sztywnie zapisanego zbioru procedur, jak to ma miejsce w deterministycznych algorytmach. Niemniej siec neuronowa to tez, w sensie Turinga, algorytm, wlasnie przez to, ze reguly uczenia, zmiany struktury, zmiany wag...etc, sa dokonywane wedle scisle algorytmicznych regul. Podejrzewam, ze daloby sie ja sprowadzic do maszyny Turinga z generatorem liczb losowych...

Stale rosnacy, algorytmicznie rozbudowywany system dowodzenia jest i tak pewnym systemem dowodzenia. Fakt, ze ten system rozbudowujemy my sami, rozbudowywac go mozemy rzecz jasna w oparciu o aksjomaty i reguly, ktore posiadamy. W momencie gdy natrafimy na regule, aksjomat, ktory moglby wzbogacic nasz system, weryfikujemy jego prawdziwosc w oparciu o reguly i aksjomaty ktore juz znamy. W ten sposob trafiajac na zdanie Godlowskie nie zweryfikujemy go, nie bedziemy w mocy to uczynic, bo zdanie takie jest niedowodliwe w naszym systemie (pod warunkiem ze system ktory posiadamy jest niesprzeczny). W ten sposob czlowiek dzialajacy jak system dowodzenia nie moze znac wszystkich regul i aksjomatow swojego systemu i nie moze zweryfikowac w tym systemie zdan, ktorych dolaczenie do systemu uczyniloby pewne zdania, ktore do tej pory byly niedowodliwe, zdaniami dowodliwymi...

Znowuz jesli proces rozbudowy systemu mialby charakter niealgorytmiczny - nie mozna mowic o tym, ze mozg dziala jak system dowodzenia twierdzen. Wtedy tez symulacja mozgu algorytmicznymi metodami staje pod znakiem zapytania.

>Proces poznawczy, który zechce poznać działanie samego siebie nigdy się nie zatrzyma - bo ciągle będzie coś generował - zapętlony na skupianiu się na samym sobie. Może poznać wszelkie prawa fizyczne i "instrukcje", a także sposoby wykonywania - tak jak program komputerowy może potraktować swój kod jako wejście i przeanalizować go na wiele sposobów.
>Jednak sam prawdopodobnie nie prześledzi swojego działania w trakcie działania i nie przeanalizuje go jednocześnie nie zapętlając się.

Chyba mozna by tak w sumie dosc intuicyjnie ukazac nieroztrzygalnosc problemu stopu. Core dowodu nastepuje w momencie gdy program ma sam okreslic siebie i powiedziec czy sie zatrzyma. Niemniej jest zarazem tak skonstruowany, ze popada w tym miejscu w paradoks, analogiczny do paradoksu klamcy...

>Czyli nie udowodni logiczności i niesprzeczności swojego działania przy pomocy metody bezpośredniej obserwacji i analizy działania.
>Czyli o ile człowiek jest w pewnym sensie systemem dowodzenia twierdzeń, o tyle pewnych twierdzeń nie udowodni w skończonym czasie bez "zapętlania" się.

Tak samo jakby probowac zmusic maszyne do rozstrzygniecia dowolnego niealgorytmicznego problemu, bedzie liczyc w nieskonczonosc.

pozdr
Re

Sobierajski (170 punktów)
>a skąd ta pewnośc, że powstałaby na takiej drodze inteligencja?
>
My powstaliśmy na drodze ewolucji. Maszyną może to pójść tak samo dobrze, a może lepiej. A jeśli nie, to zawsze możana im troszkę pomódz.

No chyba że ktoś nie wierzy w teorie ewolucji ale to nie miejsce na taką rozmowę.
Apofi (117 punktów)
>>a skąd ta pewnośc, że powstałaby na takiej drodze inteligencja?
>>My powstaliśmy na drodze ewolucji. Maszyną może to pójść tak samo dobrze, a może lepiej. A jeśli nie, to zawsze możana im troszkę pomódz.

Nie, nie.. bez pomocy. My, jako gatunek, doszliśmy do inteligencji - tak samo na drodze ewolucji jak i serii przypadków w stylu (podobno) latających komet i takich tam

>No chyba że ktoś nie wierzy w teorie ewolucji ale to nie miejsce na taką rozmowę.

Otoż właśnie - teoria ewolucji nie mówi chyba o tym, że powstanie inteligencja, szczególnie ta jaką mamy na myśli. Mówi ona o tym, że "środowisko dostosowuje" osobniki do życia w nim. Ewolucja oznacza zmianę - ale niekoniecznie rozumiany tutaj przez nas rozwój.

Sobierajski (170 punktów)
>Otoż właśnie - teoria ewolucji nie mówi chyba o tym, że powstanie inteligencja, szczególnie ta jaką mamy na myśli. Mówi ona o tym, że "środowisko dostosowuje" osobniki do życia w nim. Ewolucja oznacza zmianę - ale niekoniecznie rozumiany tutaj przez nas rozwój.
>

Można stworzyć sztuczne środowisko w którym "głupie roboty" idą na złom. Taka sztuczna ewolucja może była by efektywniejsza od naturalnej. Dodatkowo odpowiednik DNA mógł by być zmieniany jakimś algorytmem, a nie tylko przypadkowo.
V0lrath (3440 punktów)
Pytanie ile by to trwało i po co to robić jeśli można je zaprojektować korzystając z wiedzy oraz z naśladowania natury.

Naukę też możnaby rozwijać w taki sposób, że bierze się pierwotny zbiór teorii o świecie, mutuje się je, do każdej opracowuje się metody falsyfikacji i wygrywają te, które (w kolejności znaczenia):
1. przejdą wszystkie wypróbowane metody falsyfikacji
2. mają najwięcej wypróbowanych metod falsyfikacji
3. mają najwięcej ogólnie wymyślonych metod falsyfikacji
4. wydają się najbardziej prawdopodobne

Przy czym te najlepsze przechodzą do drugiego kroku, część nowych jest mutowana, część być może interdyscyplinarnie mieszana i tak dalej i tak dalej.
Myślę, że przy dodatkowo rosnącym "zbiorze osobników" tak by mieściły się wszystkie dobrze sprawdzone hipotezy - "nauka" - oraz sporo innych, byłby (być może po małych poprawkach) to poprawnie działający algorytm zdobywania wiedzy o świecie.
Jednak działałby bardzo wolno. Nauka działa o wiele wiele szybciej. Dlaczego? Bo nowe rozwiązania nie są losowymi mutacjami/krzyżówkami poprzednich, ale są projektowane i wymyślane przez ludzi.
Metoda testowania i odrzucania jest podobna, ale człowiek mniej więcej orientuje się jak się kierować w stronę "szczytu" patrząc na obecny stan wiedzy. A więc sam idzie w stronę poznania, a weryfikacja pilnuje tylko by nie zboczył z drogi - oraz by szybciej wszedł "na górę". Bez weryfikacji by zabłądził.
Jak już jedna góra jest zdobyta to zazwyczaj pojawiają się kolejne i człowiek w preciwieństwie do losowego algorytmu potrafi je szybko namierzyć i świadomie obrać za cel. Ewolucja w takiej sytuacji zatrzymuje się zwykle na dłużeń - zwykle aż do czasu aż coś nie zdestabilizuje warunków. Przy naśladowani sztucznym ewolucji do jakichś celów (na przykład programistycznych) wykorzystuje się różne sztuczki i pomysły modyfikujące działanie ewolucji tak, by nie stawała w miejscu na długo (lub na stałe).
AstralStorm (558 punktów)
>Naukę też możnaby rozwijać w taki sposób, że bierze się pierwotny zbiór teorii o świecie, mutuje się je, do każdej opracowuje się metody falsyfikacji i wygrywają te, które (w kolejności znaczenia):
>1. przejdą wszystkie wypróbowane metody falsyfikacji
>2. mają najwięcej wypróbowanych metod falsyfikacji
>3. mają najwięcej ogólnie wymyślonych metod falsyfikacji
>4. wydają się najbardziej prawdopodobne
>Przy czym te najlepsze przechodzą do drugiego kroku, część nowych jest mutowana, część być może interdyscyplinarnie mieszana i tak dalej i tak dalej.

Ależ tak już jest, na tym polego podejście naukowe. Z tym, że weryfikacja następuje juz na pierwszym szczeblu i także na każdym kolejnym. Pierwszy szczebel to autocenzura - wymyślane są naprawdę różne idee, jak np. teologie, filozofie, tezy matematyczne, fizyczne, chemiczne. Problem z tym, że nie we wszystkich w/w działach. Mutowane one są już w ludzkim mózgu w niezliczonych kombinacjach - patrz np. kosmologie religijne.

>Myślę, że przy dodatkowo rosnącym "zbiorze osobników" tak by mieściły się wszystkie dobrze sprawdzone hipotezy - "nauka" - oraz sporo innych, byłby (być może po małych poprawkach) to poprawnie działający algorytm zdobywania wiedzy o świecie.

Heurystyczny, a więc nie dający poprawnej odpowiedzi, w najlepszym razie odpowiedź dążącą do idealnej.

>Jednak działałby bardzo wolno. Nauka działa o wiele wiele szybciej. Dlaczego? Bo nowe rozwiązania nie są losowymi mutacjami/krzyżówkami poprzednich, ale są projektowane i wymyślane przez ludzi.

Ależ właśnie są, tyle że nie pojawiają się w wyobraźni, ponieważ są niekompatybilne ze środowiskiem światopoglądowym.

>Metoda testowania i odrzucania jest podobna, ale człowiek mniej więcej orientuje się jak się kierować w stronę "szczytu" patrząc na obecny stan wiedzy. A więc sam idzie w stronę poznania, a weryfikacja pilnuje tylko by nie zboczył z drogi - oraz by szybciej wszedł "na górę". Bez weryfikacji by zabłądził.

Oczywiście, weryfikacja jest koniecznością w każdym algorytmie genetycznym. Z tym, że metaoptymalizacja (optymalizacja algorytmu optymalizacji) jest wyjątkowo trudna.

>Jak już jedna góra jest zdobyta to zazwyczaj pojawiają się kolejne i człowiek w preciwieństwie do losowego algorytmu potrafi je szybko namierzyć i świadomie obrać za cel.

Oj, przeceniasz możliwości ludzi. Tak bywa, ale nie zawsze. Naukowcy być może tak działają, ale większość ludzi nie.
Ludzie nie przewidują często skutków swoich dążeń i działań - jest to miecz obosieczny. Przewidywanie spowalnia rozwój, ale może też uchronić przed błędem, znacznie przyspieszając proces.
Wymaga jednak budowania modeli abstrakcyjnych wysokiego rzędu i wielostronnego spojrzenia, co jest po prostu obliczeniowo trudne, więc wielu błądzi.
Tutaj maszyny mają duży plus ze względu na możliwości obliczeniowe - i mamy na przykład taki futuroskop oparty na prawdopodobieństwie.

Dążenie do celu bywa także zaburzane czynnikami środowiskowymi, zanikiem motywacji. Motywacja jest także całkiem nieprzewidywalna. Tak więc człowiek nie jest i nigdy nie będzie deterministyczny/racjonalistyczny, jakim starasz się go przedstawić.

>Ewolucja w takiej sytuacji zatrzymuje się zwykle na dłużeń - zwykle aż do czasu aż coś nie zdestabilizuje warunków. Przy naśladowani sztucznym ewolucji do jakichś celów (na przykład programistycznych) wykorzystuje się różne sztuczki i pomysły modyfikujące działanie ewolucji tak, by nie stawała w miejscu na długo (lub na stałe).

Algorytm genetyczny jest zawsze niestabilny i nie deterministyczny, a jedynie probabalistyczny.
Ewolucja nigdy nie staje w miejcu - patrz crossing-over oraz mutacje zachodzące z powodu działania środowiska i nie tylko.
Nie trzeba więc stosować żadnych sztuczek, a jedynie odpowiedni algorytm tworzenia i mieszania genów oraz symulacji środowiska.
W ewolucji biologicznej czynnikiem sprawdzającym skuteczność danego gatunku jest głównie jego zdolność do rozmnażania.
Szybkie jest szczególnie korzystne dla organizmów rozmnażających się płciowo, gdyż zwiększa szanse przeżycia populacji.
Wielkie wymieranie przeżyły głównie gatunki rozmnazające się płciowo lub podatne na mutacje - z powodu większej różnorodności osobników. Wiele populacji "klonów" zostało w calości zabitych w krótkim czasie mimo szybkiego rozmnażania.

AstralStorm

V0lrath (3440 punktów)
>Ależ tak już jest, na tym polego podejście naukowe. Z tym, że weryfikacja następuje juz na pierwszym szczeblu i także na każdym kolejnym. Pierwszy szczebel to autocenzura - wymyślane są naprawdę różne idee, jak np. teologie, filozofie, tezy matematyczne, fizyczne, chemiczne. Problem z tym, że nie we wszystkich w/w działach. Mutowane one są już w ludzkim mózgu w niezliczonych kombinacjach - patrz np. kosmologie religijne.

Zgadza się. Ale można tu wyróżnić wiele szczebli weryfikacji - i niektóre teorie w ogóle nie powstają (bo nikt nawet nie pomyśli o tym by wysnuć na przykład teorię o tym, że kamienie spadają do góry czy coś innego równie bez sensu na pierwszy rzut oka), a inne kończą swój żywot od razu na początku.

>Heurystyczny, a więc nie dający poprawnej odpowiedzi, w najlepszym razie odpowiedź dążącą do idealnej.

Heurystyczny, a więc nie koniecznie dający poprawną odpowiedź.
Jednak czasem mogący takową dawać, a poza tym w nauce można oszacować mniej więcej na ile są szanse na to, że odpowiedź jest poprawa.

>>Jednak działałby bardzo wolno. Nauka działa o wiele wiele szybciej. Dlaczego? Bo nowe rozwiązania nie są losowymi mutacjami/krzyżówkami poprzednich, ale są projektowane i wymyślane przez ludzi.
>Ależ właśnie są, tyle że nie pojawiają się w wyobraźni, ponieważ są niekompatybilne ze środowiskiem światopoglądowym.

Jak się nie pojawiają, to chyba nie są.
O większości nikt nawet nie pomyśli świadomie.
A trudno powiedzieć czy podświadomie pomyśli i odrzuci, czy też nie myśli o nich wcale na żadnym poziomie - nie generuje takowych.

>Oczywiście, weryfikacja jest koniecznością w każdym algorytmie genetycznym. Z tym, że metaoptymalizacja (optymalizacja algorytmu optymalizacji) jest wyjątkowo trudna.

Zgadza się.

>>Jak już jedna góra jest zdobyta to zazwyczaj pojawiają się kolejne i człowiek w preciwieństwie do losowego algorytmu potrafi je szybko namierzyć i świadomie obrać za cel.
>Oj, przeceniasz możliwości ludzi. Tak bywa, ale nie zawsze. Naukowcy być może tak działają, ale większość ludzi nie.

Mam na myśli właśnie naukę i zbiór naukowców.

>Ludzie nie przewidują często skutków swoich dążeń i działań - jest to miecz obosieczny. Przewidywanie spowalnia rozwój, ale może też uchronić przed błędem, znacznie przyspieszając proces.

Zgadza się. Optymalna strategia to zapewne przewidywanie co do znaczących ogólników - by zmniejszyć szanse na pójście w całkowicie błędnym kierunku jak chodzi o coś, co ma duże znaczenie, ale nie zajmowanie się każdym szczegółem - bo to się nie opłaca i zbyt spowalnia.

>Wymaga jednak budowania modeli abstrakcyjnych wysokiego rzędu i wielostronnego spojrzenia, co jest po prostu obliczeniowo trudne, więc wielu błądzi.

Człowiek nie ewoluował w środowisku, które wymagało rozwiązywania równań różniczkowych czy budowania bardzo abstrakcyjnych i często matematycznych modeli praw rządzących rzeczywistością. Więc nie dziwne, że człowiek nie rzadko błądzi, a także często daje się "wywieźć w polę".
I tak mamy zadziwiające zdolności jak na takie warunki, które wcale nie wymagały aż takich umiejętności.
Ale myślę, że to da się wytłumaczyć poprzez to, że człowiek jest zwierzęciem społecznym - a przystosowywanie się do życia w społeczności i skutecznego wyprzedzania kolegów przy jednoczesnym zachowaniu stabilności społeczności powodowało wytworzenie się rywalizacji na innym poziomie niż argument siły (zabijanie) - wytworzyło rywalizację intelektualno-społeczną - rywali trzeba było wyprzedzić pod innym względem niż możliwość zrobienia krzywdy.
Podobny proces widać na przykład u małp tworzących grupy lub społeczności. Wewnątrz grupy samce tworzą hierarchię i gdy do chodzi do sporów (np. o samice) to nie zabijają się na wzajem lecz w pewien sposób prezenrują się sobie odstraszając i onieśmielając przeciwnika. Za to potrafią toczyć krwawe walki z innymi grupami.

>Tutaj maszyny mają duży plus ze względu na możliwości obliczeniowe - i mamy na przykład taki futuroskop oparty na prawdopodobieństwie.

Obecnie maszyny nie mają takich mocy obliczeniowych by symulować mózg. Mózg ma taką przewagę, że cały działa równolegle - czyli tak jakby każdy neuron lub ich nieduża grupa wykonywała równolegle instrukcje. Jednak potencjał obliczeniowy w bardzo niewielkim stopniu służy obliczeniom w takim sensie i celu jak to robi komputer. Mamy pewne umiejętności stricte obliczeniowe, ale są one nieduże. Bo i cel działania mózgu nie miał do tej pory tak wiele wspólnego z rozwiązywaniem zadań matematycznych lub zajmowania się matematyką w ogóle - to tak jakby wymagać by przeglądarka w której wyświetlany jest ten post potrafiła coś obliczać. Obliczenia na pewno służą do tego by działała - w końcu algorytmy w dużej mierze opierają się na obliczeniach - ale efekt nie ma wiele wspólnego z prowadzeniem obliczeń. I tak dobrze, że nasze umysły mają pewne umiejętności w tym kierunku (widocznie doliczenie się ilości dzieci lub podział żywności itp. były naszym przodkom potrzebne).

> Dążenie do celu bywa także zaburzane czynnikami środowiskowymi, zanikiem motywacji. Motywacja jest także całkiem nieprzewidywalna. Tak więc człowiek nie jest i nigdy nie będzie deterministyczny/racjonalistyczny, jakim starasz się go przedstawić.

Ja staram się przedstawić naukę, a nie każdego człowieka.
V0lrath (3440 punktów)
>Algorytm genetyczny jest zawsze niestabilny i nie deterministyczny, a jedynie probabalistyczny.

Tak, ale jeśli szanse na opuszczenie otoczenia stabilnego lokalnego maksimum funkcji celu są nieduże, to algorytm może "utknąć" na długo.

O ile przy prostych zadaniach funkcje celu są często proste i łatwo znaleźć sposób na ominięcie stabilizacji na lokalnych maksimach, to przy złożonych zadaniach, gdzie ewentualne połączenie jakkolwiek 2 kodów (crossing over) zwykle prowadzi do powstania kompletnie nie nadającego się rozwiązania, jest to trudniejsze - optymalizacja jest trudna, tak jak i konstrukcja odpowiedniego sposobu tworzenia nowych osobników (życie znalazło na to sposób i łączy instrukcje w stabilne mniej więcej i często zabezpieczone ciągi, a te w pewne zbiory i dopiero na nich odbywa się crossing-over). A sprawa się komplikuje gdy sposób tworzenia jest w pewnej mierze zapisany w kodzie.

>Ewolucja nigdy nie staje w miejcu - patrz crossing-over oraz mutacje zachodzące z powodu działania środowiska i nie tylko.

Nie staje dosłownie w miejscu. Ale może dreptać powoli w miejscu - np. ewolucja danego gatunku może dreptać prawie w miejscu pod większością względów przez miliony lat.

>Nie trzeba więc stosować żadnych sztuczek, a jedynie odpowiedni algorytm tworzenia i mieszania genów oraz symulacji środowiska.

Pisząc "sztuczki" chodziło mi właśnie o wymyślenie specjalnych algorytmów tworzenia i mieszania genów.
Czyli nie jest tak, że dowolny algorytm nadaje się do dowolnej klasy problemów.

>W ewolucji biologicznej czynnikiem sprawdzającym skuteczność danego gatunku jest głównie jego zdolność do rozmnażania.

Zgadza się.

>Szybkie jest szczególnie korzystne dla organizmów rozmnażających się płciowo, gdyż zwiększa szanse przeżycia populacji.

Zgadza się.

>Wielkie wymieranie przeżyły głównie gatunki rozmnazające się płciowo lub podatne na mutacje - z powodu większej różnorodności osobników. Wiele populacji "klonów" zostało w calości zabitych w krótkim czasie mimo szybkiego rozmnażania.

Wiele nisz także opustoszało - np. ponad 90% gatunków podczas zlodowacenia 800 milionów lat temu gdy morza pozamarzały - więc po powrocie dobrych warunków życie zajmowało z powrotem nisze i szybko się rozwijało. Na przykład dzięki zagładzie dinozaurów ptaki i ssaki tak się rozprzestrzeniły.

Stanrom (259 punktów)
>Wiele nisz także opustoszało - np. ponad 90% gatunków podczas zlodowacenia 800 milionów lat temu gdy morza pozamarzały - więc po powrocie dobrych warunków życie zajmowało z powrotem nisze i szybko się rozwijało. Na przykład dzięki zagładzie dinozaurów ptaki i ssaki tak się rozprzestrzeniły.

Skoro o tym mowa, to odbiegnę od głównego wątku, ale strasznie interesuje mnie temat zagłady dinozaurów. Nie przemawia do mnie teza, że wyginęły one z powodu impaktu, który miał miejsce 65 mln. lat temu. Przecież inne gady np. krokodyle przeżyły, dlaczego więc tylko dinozaury wyginły? Przeżyły dużo słabsze gatunki, które ewolucyjnie stały niżej od dinozaurow. Coraz częściej się słyszy o tym, że dinozaury były stałocieplne, moze to właśnie było przyczyną ich zagłady? Gatunki które przetrwały były zmiennocieplne (poza ssakami i ptakami oczywiście, ale tu mogła zdecydować wielkość takiego osobnika).
Czy macie na ten temat jakąś wiedzę?

V0lrath (3440 punktów)
>Czy macie na ten temat jakąś wiedzę?

Wymarły wtedy głównie organizmy duże i zwierzęta stałocieplne - a szczególnie duże stałocieplne. Do końca nie wiadomo jak było, ale najprwdopodobniej po uderzeniu duża ilość pyłów znalazła się w atmosferze, co spowodowało znaczący spadek dopływu energii słonecznej do powierzchni, a co za tym idzie wymieranie wielkich roślin - mających duże zapotrzebowanie na energię słoneczną. To pociągnęło za sobą wymieranie wielkich roślinożerców, a w konsekwencji i wielkich drapieżników. Cykle typu organizm samożywny --D organizm cudzożywny zjadający organizmy samożywne --D organizm cudzożywny zjadający organizmy cudzożywne się załamały jak chodzi o duże organizmy. Bez roślin nie ma roślinożerców. Bez roślinożerców organizmy cudzożywne też wymierają - bo energia jest rozpraszana - nie napływa do cyklu. Natura także nie wymyśliła perpetum mobile.
A ilość roślin spadła - pozostały głównie małe.
Najbardziej zagrożone były duże zwierzęta i duże rośliny ze względu na duże potrzeby energetyczne - do ich utrzymania wymagany był bardzo duży napływ energii.
Poza tym dodatkowym gwoździem do trumny wielkich gadów była ich stałocieplność - spadek ilości energii docierającej do powierzchni skutkował także spadkiem temperatury. Małe gady zdołały się przystosować. Te ogromne, których cykl życiowy trwa długo - nie.
Czyli przeżyły małe gady oraz spore zmiennocieplne w co cieplejszych regionach. No i inne małe organizmy takie jak nasi praprzodkowie - którzy byli wtedy małymi stworzonkami.

Możliwe, że sporą część organizmów wymiotła też fala tsunami wywołana uderzeniem - bo takowa zapewne musiała przejść. Ale na pewno nie była głownym powodem wymierania.
Stanrom (259 punktów)
>Czyli przeżyły małe gady oraz spore zmiennocieplne w co cieplejszych regionach. No i inne małe organizmy takie jak nasi praprzodkowie - którzy byli wtedy małymi stworzonkami.
>Możliwe, że sporą część organizmów wymiotła też fala tsunami wywołana uderzeniem - bo takowa zapewne musiała przejść. Ale na pewno nie była głownym powodem wymierania.
To oczywiste, ale są dowody, że wymieranie dinozaurów nie nastąpiło w jednej sekundzie,
lecz trwało ono jeszcze kilka milionów lat po tej katastrofie

V0lrath (3440 punktów)
>To oczywiste, ale są dowody, że wymieranie dinozaurów nie nastąpiło w jednej sekundzie,
>lecz trwało ono jeszcze kilka milionów lat po tej katastrofie

Racja. Trwało jeszcze bardzo długo (ile - nie przytoczę w tej chwili bo nie pamiętam). Ale powodem mogło być przerwanie bardzo wielu cykli życiowych. Cykle takie mają to do siebie, że nie koniecznie muszą od razu wyginąć - upadek może być bardzo powolny jeśli zmiany nie są szybkie lub cykl potrafi się przez jakiś czas jakoś podtrzymywać (wielcy roślinożercy mogli zjadać coraz mniejsze rośliny i cykle mogły być podtrzymywane przez pewien czas).

Zresztą przydałoby się by wypowiedział się na ten temat jakiś paleonolog lub biolog... Bo ja bardzo wielu rzeczy nie wiem.
Sobierajski (170 punktów)
Miesiąc temu na "racjonaliście" w dzile "Nowinki i ciekawostki naukowe" pojawiła się taka publikacja.

"Meteoryt uniewinniony?" (25-05-2005)
www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,4387

Ale to daje więcej pytań niż odpowiedzi.
V0lrath (3440 punktów)
Myślę, że nie jest to w pełni sprawdzona i dowiedziona nowinka.
Choć jeśli jest to prawdą, to będzie trzeba szukać innych powodów tamtego wielkiego wymierania.
V0lrath (3440 punktów)
Powtórka - coś mi połączenie z internetem szwankuje...
Apofi (117 punktów)
>>Można stworzyć sztuczne środowisko w którym "głupie roboty" idą na złom. Taka sztuczna ewolucja może była by efektywniejsza od naturalnej. Dodatkowo odpowiednik DNA mógł by być zmieniany jakimś algorytmem, a nie tylko przypadkowo.

Musiałyby być najpierw wyposażone w jkaiś mechanizm "rozumienia" i rozpoznawania zagrożenia swojego "życia" - bowiem maszynom jest dokładnie wszystko jedno czy są podłączone do prądu czy nie.

V0lrath (3440 punktów)
Jeśli na ocenę inteligencji składa się także zdolność do takiego działania, by działać jak najdłużej to sam nacisk ewolucyjny wystarczy do wytworzenia się mechanizmów zabezpieczających przed śmiercią lub samowyłączeniem się "z prądu".
Sobierajski (170 punktów)
>Jeśli na ocenę inteligencji składa się także zdolność do takiego działania, by działać jak najdłużej to sam nacisk ewolucyjny wystarczy do wytworzenia się mechanizmów zabezpieczających przed śmiercią lub samowyłączeniem się "z prądu".
>

Odchodząc od tematu.
Po milionach lat ewolucji ludzie powinni żyć setki lat albo pojęcie śmierci naturalnej by nie istniało. Ma ktoś jakiś pomysł dlaczego ewolucja nie przedłuża nam życia ? Widocznie tak jest lepiej dla ludzi jako gatunku, ale dlaczego ?
Jedyny powód jaki mi przychodzi do głowy to takie że jeśli byśmy dłużej żyli to mogli byśmy się rzadziej rozmnażać i rodzić, żeby nie było nas za dużo. A jeśli byśmy się rzadziej rodzili to jednocześnie wolniej ewoluowali.
V0lrath (3440 punktów)
Problem śmierci zaprogramowanej, "ze starości", jest ściśle powiązane z rozmnażaniem płciowym.
Płciowość ma dwie wielkie zalety: zwiększa zróżnicowanie oraz możliwości przekazywania genów w grupie oraz pozwala na korygowanie w pewnym stopniu błędnych mutacji (organizmy diploidalne). Jednak przydatnym DNA jest tylko to, które rekombinuje i przechodzi na potomków, a nie to zawarte we wszystkich komórkach ciała. Już u jednokomórkowych pantofelków był podział na DNA przekazywane podczas wymiany płciowej i DNA niszczone jako stare. Złożone wielokomórkowe organizmy to kontynuacje tego procesu - jedyne DNA jakie jest przekazywane jest zawarte w plemnikach i komórkach jajowych, a po procesie rekombinacji - by ewolucja mogła odpowiednio szybko zachodzić - stare wersje i pozostałe DNA wraz z zawierającymi je komórkami (które poprzez wielokrotne podziały ulega pewnej genetycznej degeneracji i także dlatego nie jest użyteczne), czyli w sumie ciała, są po prostu niszczone. U pantofelków niszczenie dotyczyło starego makronukleusa. U ludzi dotyczy ludzkich ciał.
Przy czym długość życia organizmu określa środowisko i przystosowanie do niego - to jak szybkie zmiany wymusza środowisko oraz jaką śmiertelność powoduje samo z siebie (utrzymywanie osobników w dobrej formie w okresie, do którego i tak z dużym prawdopodobieństwem nie dożywają nie leży po drodze z jak najlepszym przystosowaniem).
Większość komórek naszego ciała po pewnej ilości podziałów przestaje się po prostu rozmnażać - mamy wbudowany zegar odmierzający czas do degeneracji tkanek i śmierci.
Co ciekawe jest on blokowany i wyłączony jak chodzi o komórki rozrodcze. A także komórki nowotworów mają zablokowany ten mechanizm - przez co cechuje je zdolność do ciągłego rozmnażania się - mogą rozmnażać się bez końca. Niestety ten sam mechanizm powoduje w dużej mierze, że umieramy ze starości jak i utrzymuje tkanki w stabilności - dlatego nie ma leku na starość. Komórki organizmów bezpłciowych nie cechuje śmiertelność wywołana degeneracją i starością - umierają głównie z powodu złych warunków lub braku środków odżywczych.
Zaprogramowana śmierć jest potrzebna do pełnego wykorzystania korzyści płynących z rozmnażania płciowego - a ewolucja to bezwzględnie wykorzystuje.

krest
Chciałbym wrócić na chwilę do problemu AI. Czy nie łatwiej na początek byłoby stworzyć sztuczną inteligencje na podstawie prostszych zwierząt wykazujących się tą cechą ( w sensie prostszych za główną cechę zakładam wielkość mózgu), na przykład szczura. O ile mi wiadomo, zasada działania neuronów w mózgu szczura jest taka sama, jak w mózgu człowieka, a złożoność tego organu wielokroć mniejsza.
Natomiast przenoszenie informacji z mózgu na sztuczną matrycę wydaje się możliwe dopiero w odległej przyszłości.
chaos (100 punktów)
>Od pewnego czasu zastanawiam się, czy są przesłanki
>naukowe, aby podjąć prace nad zrealizowaniem transferu
>ludzkiej świadomości do jakiejś sztucznej matrycy.
>O ile się orientuję, to pojemność i szybkość przetwarzania
>zbliżoną do ludzkiego umysłu, komputery osiągną już
>niedługo - za ok 30 lat.

Nie chodzi tu ani o szybkość ani pojemność.
Ludzki muzg działa równolegle. Dlatego nad badanimi sztucznej intiligencji używa się automatów komurkowych.

Tylko pozostaje pytanie, czy w
>komputerach działających w systemie zero-jedynkowym da się
>odwzorować procesy zachodzace w ludzkim umyśle działającym
>na całkiem innej zasadzie?

Patrz wyżej. Jeden procesor musi odpowiadać za jeden neuron by symulować organizację i działąnie sieci neuronowych. ( zresztą tak się buduje takie sieci, jeden neuron = jeden procesor )

>Czy prowadzi się prace nad komputerami działającymi na
>zasadzie zbliżonej do mózgu? Czy myśli się nad możliwością
>bezpośredniego odczytu i zapisu informacji w ludzkim
>umyśle, czy jest to teoretycznie możliwe?

Zalezy od skali fizykochemicznych stanów naszego mózgu. ( zasada nieoznaczoności )

>Czy komputer z programem odwzorującym w sposób absolutny
>zachowanie człowieka można będzie uznać za sztuczną
>inteligencję?
>Co o tym wiecie i myślicie?

A czemu zachowanie człowieka?

Intiligencja to jedno a uczucia emocje moralność to co innego...

Tu jest bład pojęciowy. Czy intiligentny oznacza świadomy w sensie ludzkim?

Nie...

Intiligentna maszyna moze mieć nie dużo wspólnego z człowieczeństwem.

AI - sztuczna intiligencja. Są dwie szkoły. Od góry i od dołu.

Przedatwiciele jednej z nich chcą stworzyć tak skąplikowany algorytm który będzie w stanie symulować ludzką intiligencje, wierzą też że po przekroczeniu pewnego poziomu nie liniowości osiągnie on świadomość.

Przedstawiciele drugiej szkoły. ( coraz bardziej popularnej ) Chcą stworzyć "mechanizm" który sam się będzie organizował reagując na dane odbierane z zewnątrz. Wierzą że przy pewnym poziomie złożoności będzie on intiligentny. Ale czy świadomy to zależy od sposobu w jaki docierają dane z zewnątrz i ich charakteru. ( Twór tak skąplikowany jak ludzki mózg jest w stanie w sposób intiligętny przetwarzać dane ale świadomy będzie wtedy gdy będą to dane odpowiedniego typu. Świadomość nie jest wynikiem zaistnienia czegoś tak złożonego jak ludzki mózg, ale wynikiem przetwarzania odpowiednich danych z zewnątrz).

pozdrawiam
Sobierajski (170 punktów)

>Przedatwiciele jednej z nich chcą stworzyć tak skąplikowany algorytm który będzie w stanie symulować ludzką intiligencje, wierzą też że po przekroczeniu pewnego poziomu nie liniowości osiągnie on świadomość.
>
W jaki sposób rozpoznamy że powstała sztuczna świadomość ? Można spytać o to maszyne ale nawet jak odpowie twierdząco nie będziemy mieli pewności czy jest tak naprawde.
Słyszałem o teście polegającym na rozmowie człowieka z kopmputerem. Kiedy człowiek nie będzie w stanie rozróżnić czy rozmawia z innym człowiekiem czy z komputerem ma to oznaczać że maszyna osiągneła poziom inteligencji. Wydaje mi się że bardzo skomplikowany algorytm może to osiągnąć nie będąc świadomym.
Stanrom (259 punktów)

>>Słyszałem o teście polegającym na rozmowie człowieka z kopmputerem. Kiedy człowiek nie będzie w stanie rozróżnić czy rozmawia z innym człowiekiem czy z komputerem ma to oznaczać że maszyna osiągneła poziom inteligencji. Wydaje mi się że bardzo skomplikowany algorytm może to osiągnąć nie będąc świadomym.

>Czy komputer z programem odwzorującym w sposób absolutny zachowanie człowieka można będzie uznać za sztuczną inteligencję?
Co o tym wiecie i myślicie?

Ta wątpliwość nurtowała mnie od dawna (mój cytat powyżej). Czy coś co w sposób absolutny maże odwzorować zachowanie człowieka, mimo, iż zapewne będzie to sztuczną inteligencją, będzie posiadało świadomość siebie, swojego istnienia oraz relacji względem otaczającego go świata? Czy można stworzyć jakiś test który by to potrafił jednoznacznie rozstrzygnąć?

chaos (100 punktów)
>Słyszałem o teście polegającym na rozmowie człowieka z kopmputerem. Kiedy człowiek >nie będzie w stanie rozróżnić czy rozmawia z innym człowiekiem czy z komputerem ma to >oznaczać że maszyna osiągneła poziom inteligencji. Wydaje mi się że bardzo >skomplikowany algorytm może to osiągnąć nie będąc świadomym.

"Test Turinga" a potem jego rozszerzona wersja "Rozszerzony Test Turinga"

Przeprowadzano go już i dobrze zaprogramowane pecety nabierały ludzi. Tu problem jest innego rodzaju.

Inteligentny i świadomy komputer musi przejść Test Turinga. Ale Test Turinga nie definiuje "inteligentnej maszyny".

To po co taki test?
Pokazuje on jedynie rozbierzność pomiędzy nauką a filozofią.
Bo rzeczywiście jak sprawdzić czy coś jest inteligentne i świadome czy tylko symuluje że takie jest.

"inteligencja psych. zdolność rozumienia, kojarzenia; pojętność, bystrość; zdolność znajdowania właściwych, celowych reakcji na nowe zadania i warunki życia, sprawnego zdobywania i wykorzystywania wiedzy;" Kopaliński

Kosmici którzy by do nas przylecieli i natkneli się na mewy zrzucające małże na nabrzeźne kamienie by rozbić skorupy i dostać do jedzonka mieli by problem. Czy ktoś wie jak one na to wpadły?

Penatgon testował sieci neuronowe do analizy zdjęć szpiegoskich. Uczono sieć rozpoznawać czołgi na zdjęciach. Pokazano jej zdjęcia z czołgami potem bez czołgów. Na tej podstawie zorganizowała się tak by rozpoznawać je samodzielnie.

Po czym okazuje się że rozpoznaje je błędnie. Gdzie tkwił problem?

Wszystkie zdjęcia z czołgami które pokazywano podczas nauki były z chmurami na niebie. Te bez czołgów były bez chmur. Sieć połączyła te fakty i na podstawie zachmurzenia wnioskowała o obecności czołgów lub nie. Głupie? Nie... właśnie inteligentne ( patrz definicja ), sieć sama zdecydowała jakie informacje są ważne i sama nauczyła się je wykozystywać...

Ze świadomością jest poważniejszy problem. Choćby z samą definicją. Powoli powstaje teoria naukowa na ten temat. Ale do obiektywnego testu jest jeszcze daleko.

Mogą istnieć różne rodzaje świadomości. Świadomość własnego "ja" ( rozpoznanie siebie w lustrze ), świadomość swojego miejsca w rzeczywistości, świadomość myślenia, świadomość bycia świadomym. Ale to już chyba temat na inny post.

Może sie okazać że do podtrzymania świadomości potrzebne są jakieś dane zewnętrzne. Wtedy może być nie możliwe przekopiować psychikę bez utraty świadomości.

Najbliższe 50 lat odpowie na to pytanie.

pozdrawiam


Wróć do listy wątków działu Nauka

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365