Racjonalista - Strona głównaDo treści
Życie po drugiej stronie monitora

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
16-05-2010 17:30awitu (1590 punktów)Życie po drugiej stronie monitora
Ocena 7 na 9
Internet wciąga, kusi i mami nas dostępem do wielu dziedzin, do których nie mieliśmy dostępu przed rewolucją informatyczną. Internet dzieli i łączy, wprowadza chaos i porządkuje. Co najciekawsze wirtualny świat wykorzystuje stare narzędzia doskonalone od lat, przeobraża je i zmienia. Tworzy też nowe narzędzia, które wykorzystują przyzwyczajenia ludzi, ale i nowinki techniczne.
Najciekawszym i najsłabszym ogniwem w całym internecie jest człowiek. Jedną z dziedzin, która mnie nieodmiennie zadziwia jest tendencja skupiania się ludzi w społeczności. Pod pewnymi względami społeczności internetowe różnią się od, społeczności w "realnym" świecie. Łatwiej zawiązujemy w internecie przyjaźnie, ale są to przyjaźnie z reguły słabsze, bardziej pozorne, bo czy można się przyjaźnić za pomocą literek? Ludzie bardzo chcą w to wierzyć. Zauważyliście jak szybko w internecie, znajomi znajomych stają się naszymi znajomymi? Jak szybko zaczynamy im wierzyć? Powierzać wiadomości, które powierzylibyśmy tylko najbardziej zaufanym ludziom? Czy zastanawiamy się, do czego mogą posłużyć wiadomości, które przekazujemy wirtualnym przyjaciołom? Do czego mogą posłużyć, furtki które udostępniamy tak naprawdę nieznanym nam osobom?

Wczoraj na Facebooku zaczęła się rozpowszechniać wiadomość do której dołączony był plik o nazwie ""Candid Camera Prank [HQ]" - ilu z was kliknęło? Ilu z was uznało, że skoro wiadomość przysłał znajomy z serwisu to jest to wiadomość bezpieczna? Dla tych którzy jeszcze nie domyślili się czym była ta wiadomość pomoc wizualna.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Odp: Życie po drugiej stronie monitora.
> na prawdę
Jak Cię nie kochać, awitu?
Buziaxy .
16-05-2010 17:59 
 Ocena 3 na 5
awitu (1590 punktów)
>> na prawdę
>Jak Cię nie kochać, awitu?
>Buziaxy .

Ano się nie da, taka już moja cudowna ułomność, że jak widać jestem niewyuczalną kretynką w pewnych kwestiach.

"A la mierda, reaccionarios. Me la suda todo lo que puedas ladrar. Siempre amé la libertad."
16-05-2010 19:48 
 Ocena 2 na 2
szperacz (2861 punktów)
A co było w tym pliku, bo teraz boję się kliknąć?
16-05-2010 21:43 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)
>A co było w tym pliku, bo teraz boję się kliknąć?
Nie otwieraj, cholerstwo rozsyła się samo do wszystkich znajomych, których masz w kontaktach.


"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
NieIstniejesz (1137 punktów)
Też dostałem. Ale nie kliknąłem. Od razu stwierdziłem, że to podejrzane co najmniej. Co się będę.


"Trzeba nosić w sobie Chaos, by móc dać życie Tańczącej Gwieździe"
liliac (147340 punktów)Odp: Życie po drugiej stronie monitora
>Wczoraj na Facebooku zaczęła się rozpowszechniać wiadomość do której dołączony był plik o nazwie
>""Candid Camera Prank [HQ]" - ilu z was kliknęło? Ilu z was uznało, że skoro wiadomość przysłał
>znajomy z serwisu to jest to wiadomość bezpieczna?

Ja dostałam od kilku osób "The sexiest video ever", ale nie kliknęłam- podejrzanie nie korespondowało z tym, co powinno pochodzić od osób, od których przyszło.
Medieval (3004 punktów)
Spróbuj kiedyś przeżyć 10 dni bez mediów. Najłatwiej na urlopie, gdzieś daleko. Ja tak zrobiłem. Uczucie pustki i głodu. Jak na detoksie. A gdy wróciłem, natychmiast zajrzałem do internetu. Myślałem że świat się zmienił, że Polska już nie ta. Minęła przecież epoka! A tu niewiele, właściwie nic, kompletnie nic. W moim subiektywnym uczuciu, nie pilnowałem spraw tego świata, w związku z tym nasz PKB będzie niższy a "Diablo" Włodarczyk przegra swoją walkę... A oni poradzili sobie beze mnie.
Jesteśmy sztucznie stymulowani, wciąż zmuszani do wyborów ale cholernie lubimy te impulsy. Technologie komunikacyjne, ani dobre ani złe przecież, zmieniły nasz grajdołek.
16-05-2010 22:38 
 Ocena 2 na 2
stilgar (7322 punktów)
>Spróbuj kiedyś przeżyć 10 dni bez mediów. Najłatwiej na urlopie, gdzieś daleko. Ja tak zrobiłem. Uczucie pustki i głodu. Jak na detoksie.

Serio? To może być oznaką uzależnienia, lepiej zacząć nad sobą pracować, niż potem żałować.

Ja mam troche inaczej - jak jestem w domu, to trudno mi odejść od komputera, czasem co 5 minut sprawdzam poczte - bo "może coś ciekawego przyszło" . Ale kiedy wyjde z domu, czy to na spacer czy na długi urlop, w ogóle mnie do komputera nie ciągnie i w ogóle mnie wirtualny świat nie obchodzi...
18-05-2010 08:35 
 Ocena 1 na 1
Chlodwig (10939 punktów)
>Spróbuj kiedyś przeżyć 10 dni bez mediów.

Przez dwa lata nie miałem telewizji, radia i komputry, a gazet nie kupowałem. Niczego mi nie brakowało.
liliac (147340 punktów)
>Łatwiej zawiązujemy w internecie przyjaźnie, ale są to przyjaźnie z reguły słabsze, bardziej pozorne, bo czy można się przyjaźnić za pomocą literek? Ludzie bardzo chcą w to wierzyć.

Znam przyjaźnie i związki, które zaczęły się od literek. To jest też kwestia potencjalnych źródeł "literek" w świecie realnym- potencjalnych źródeł i pojemności kręgów znajomych "żywych". Czasami można nawiązać intensywniejsze więzi intelektualne za pomocą samych literek ze względu na szersze pole wyboru w sieci. Pytanie, na ile literkowe związki przekładają się na ewentualne zobowiązania w świecie rzeczywistym. Ale to chyba kwestia zależna od osobowości tych konkretnych literek nawiązujących tę konkretną więź.

>Zauważyliście jak szybko w internecie, znajomi znajomych stają się naszymi znajomymi? Jak szybko zaczynamy im wierzyć?

Prawda- to niekiedy zaskakujące. Świetnym modelem dla tego zjawiska jest Facebook. Ja naprawdę czasami nie mam pojęcia kim są ludzie zapraszający mnie do "grona znajomych"

>Powierzać wiadomości, które powierzylibyśmy tylko najbardziej zaufanym ludziom? Czy zastanawiamy się, do czego mogą posłużyć wiadomości, które przekazujemy wirtualnym przyjaciołom? Do czego mogą posłużyć, furtki które udostępniamy tak naprawdę nieznanym nam osobom?

Kwestia pewnej samokontroli w zakresie udostępnianych danych, ale i tego, które dane uważamy za rzeczywiście "dane intymne", godne szczególnej ochrony.
sztejkat (4743 punktów)
>Internet wciąga, kusi i mami nas dostępem do wielu dziedzin,(...)tworzy też nowe narzędzia, które wykorzystują przyzwyczajenia ludzi, ale i nowinki techniczne.

>Najciekawszym i najsłabszym ogniwem w całym internecie jest człowiek. Jedną z dziedzin, która mnie nieodmiennie zadziwia jest tendencja skupiania się ludzi w społeczności (....)

Jestem typem aspołecznym (oficjalna etykieta pedagoga szkolnego). Jednak wydaje mi się, że w dowolnej znaczącej grupie ludzi, niezależnie od sposobu kontaktu, tworzą się mniejsze grupki. Szkolne psiapsiułki, kumple z boiska itp. itd.

Internet jest większy. Chcącemu zapewnia możliwość szybszego i bardziej powierzchownego kontaktu z olbrzymią ilością ludzi. To raz. Dwa - kontakt jest niemalże od razu selekcjonowany "po zainteresowaniach". Świat rzeczywisty jest zorganizowany "po geografii" - najbardziej prawdopodobne jest spotkanie ludzi mieszkających w pobliżu. I w zasadzie jest to jedyna gwarantowana korelacja. Internet jest organizowany "po informacji" - czyli wchodząc w konkretne "miejsce" wchodzimy w konkretny styl, pogląd, zainteresowanie. W świecie rzeczywistym wybór kontaktu "po zainteresowaniu" wymaga więcej wysiłku. Jeśli jest to pice piwska - wybór jest spory. Jeśli literatura - maluśki, oj maluśki, a droga daleka i trudna.

Oznacza to, że kontakt w internecie nastąpi z dużym prawdopodobieństwem z osobami o zbliżonych poglądach. A to oznacza łatwe nawiązanie kontaktów i więzi.

Wspominasz o powierzchowności kontaktu. Człowiek ma jednak dwie, że tak powiem, powierzchnie. Zewnętrzną i wewnętrzną. Kontakt w świecie rzeczywistym też jest powierzchniowy. Kiedy z Tobą rozmawiam, rozmawiam przy pomocy ciała z ciałem. Są gesty, przekaz pozawerbalny, jest wreszcie element erotyzmu lub fizycznej dominacji silniejszy/słabszy. W internecie ta powierzchnia zastępowana jest inną - tu zostaje wyłącznie strona psyche lub intelektu. Odciętym od fizyczności łatwiej kłamać, bo ciało nie zdradzi. Trudniej jednak uwodzić, manipulować, skusić uśmiechem, skłamać gestem. Poznając kogoś w sieci najpierw poznaję co myśli a potem - jak wygląda. Może kłamać co myśli. Ale i w rzeczywistości umie kłamać jak wygląda! Poznajemy człowieka tak samo, ale w odwrotnej kolejności.

>(...) Zauważyliście jak szybko w (...) znajomi znajomych stają się naszymi znajomymi?

Nie zauważyłem. No, ale myślę że następny akapit wyjaśni dlaczego....

>(...)Wczoraj na Facebooku (...)"Candid Camera Prank [HQ]" - ilu z was kliknęło? (...)Ilu z was uznało, że skoro wiadomość przysłał(....)

Co to jest Facebook? Żeby nie było wątpliwości - serio. Słyszałem, ale ani widziałem, ani znam, ani korzystam. I zdaje się - nie pożądam.

Z tego co widzę w załączonej "pomocy wizualnej" to nic innego jak normalna metod dystrybucji wirusów bazująca na braku znajomości technik komputerowych. Mnie nie dziwią nawet wiadomości na moje skrzynce pocztowej wysyłane.... ode mnie samego. Owszem, raz czy drugi prześledziłem skąd to idzie, po czym sprawdziłem ile (jak mało) wysiłku wymaga podmiana adresu.

To więc nie jest problem "zaufania do znajomych" ale "identyfikacji znajomych". Świat internetu nadal cierpi na chroniczny problem z identyfikacją. Nie ma w nim bowiem ani porządnej anonimowości, ani porządnej identyfikacji. W świecie rzeczywistym: cechy fizyczne zapewniają niemalże idealną identyfikację.

Rozumiem jednak, że problem jest szerszy. Nawiązuję tu do spraw "naszej klasy". Wiąże on się jednak z kolejną różnicą między netem a realem. Słowa wypowiedziane w realu giną w ułamku sekundy. Słowa wypowiedziane w internecie trwają, czasem wiele lat, często w miejscach publicznie dostępnych. A z tego często nie zdajemy sobie w pełni sprawy. Jeśli napiszę tu i teraz: "gupia awitu" to zostanie to powiedziane nie tylko tu i teraz, ale będzie powtarzane przez lat dziesięć a może i dłużej. Już nie raz, a przecież na tym forum nie jestem bardzo długo ani bardzo aktywny, docierały do mnie w świecie rzeczywistym echa tego, co kiedyś gdzieś tam napisałem.

To trwałość zapisów jest moim zdaniem clue problemu. Siejemy słowami tu i ówdzie, zwykle trzymając się stałych pseudonimów. Nawet rzadko wypowiadając się, po latach kilkunastu zostanie po nas mnóstwo śladów w miejscach publicznych. Dla dobrego poszukiwacza to nie problem zebrać je wszystkie i wyciągnąć wnioski. Jeśli jeszcze może podebrać informacje ukryte, podszywając się pod znajomego z sieci.... A jaki to problem podszyć się pod awitu, znaną komuś TYLKO z racjonalisty? Przecież bez problemu z publicznie dostępnych wypowiedzi da się zbudować wiarygodny profil psychologiczny, model osoby wystarczający do celu wyłudzenia informacji.

Tak więc w świecie wirtualnym niesamowita trwałość najdrobniejszych wypowiedzi prowadzi do wzrostu dostępnych informacji o osobie. Czego w świecie rzeczywistym po prostu nie ma.

I właśnie dlatego używam imienia i nazwiska. Świadomość trwałości przypisania wypowiedzi do mojej osoby przypomina mi o konieczności zachowania rozsądku.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365