Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy ślub prywatny jest racjonalny?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
28-12-2007 13:52dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
Czy ślub prywatny jest racjonalny?
Ze wzruszeniem przeczytałem relację z prywatnego ślubu dwojga zakochanych po przejściach. którzy wymyślili sobie romantyczny prywatny rytuał, odprawili go i poczuli się małżonkami. Piękna, nonkonformistyczna impreza. Dumne pokazanie światu, że jest się ponad tymi prostackimi, biurokratycznymi procedurami USC, które takim są nieprzyjemnym zgrzytem w tej błogiej idylli, jaką jest prawdziwa miłość. Naprawdę wzruszające jest, gdy widzi się, że dla osoby prawdziwie miłującej, Bogiem jest umiłowana osoba, że prawdziwie ważna przysięga małżeńska, to jest ta przysięga, która zostaje wyszeptana prywatnie na ucho w miłosnym uniesieniu, że tylko po takiej przysiędze prawdziwie zakochani naprawdę mogą poczuć się ważnym i uświęconym małżeństwem.

Kiedy jednak wzruszenie mi minęło, zaczęło docierać do mnie, że taki ślub nie jest racjonalny. Zrozumiałem, że małżeństwo to coś więcej niż miłosny rytuał odprawiony przez zakochanych w miłosnym uniesieniu. Małżeństwo to związek, który powinien na starość przerodzić się w przyjaźń i trwać nawet wtedy, gdy nastrój już minął, życie dało w kość i kiedy trzeba już myśleć racjonalnie, a nie romantycznie.

Pomyślmy więc racjonalnie o małżeństwie. Czy jest małżeństwo? Czym są śluby małżeńskie? Jakie są naturalne źródła, jakie naturalne prawa chronione przez małżeństwo? Dlaczego w prawie wszystkich kulturach funkcjonuje i zawsze funkcjonowała jakaś instytucja małżeństwa?

Biologia ewolucyjna udziela jasnej odpowiedzi na te pytania. Otóż jedną z cech gatunkowych homo sapiens, chyba najbardziej charakterystyczną dla nas, jako cechy odróżniającej nas od pokrewnych nam gatunków małp jest skłonność do monogamii. Pominę na razie te wszystkie szczegóły naszej anatomii i behawioru, które dowodzą naszej monogamicznej natury (to swoja drogą jest temat bardzo ciekawy na osobny wątek, ale już nie w ABC Racjonalisty), skupię się na konsekwencjach tego faktu, że jesteśmy gatunkiem monogamicznym.

Jedną z konsekwencji monogamii jest klasyczne, tradycyjne pytanie, które musi być zadane, aby ceremonia małżeńska mogła być uznana za ważną a śluby małżeńskie za wiarygodne. Tym pytaniem jest: "Czy ktoś z obecnych ma jakieś informacje lub podejrzenia, że któreś z państwa młodych pozostaje w związku małżeńskim z inną osobą?" (oczywiście w każdym kraju formuła jest inna, mnie chodzi tylko o jej sens). Dopiero po tym, jak nikt nie odpowie na to pytanie, można przestępować do składania ślubów. Śluby złożone bez takiego wstępu są w najlepszym przypadku dziecinną zabawą w małżeństwo, w najgorszym - są przestępstwem zwanym bigamią.

Drugą z konsekwencji monogamii jest wpisanie małżonków do rejestru urzędowego. Cel pierwotny jest ten sam - urzędnicy muszą porównać rejestr z innymi rejestrami, aby wykluczyć bigamię - przecież wśród obecnych na ślubie mogło akurat nie być osób, które znają bigamistę, albo mógł być wspólnik bigamisty, który udawał, że nic nie wie. Bez takiego wpisu do urzędowego rejestru para nie może nabyć żadnych praw przysługujących małżeństwu, ani żadne z mażonków nie może korzystać z żadnych praw, który przysługują tylko małżonkom. Małżeństwo prywatne jest więc tylko prywatną fikcją, tak jak braterstwo krwi zawarte w dzieciństwie gdzieś w krzakach - może subiektywnie silnie nawet wiązać ludzi na całe życie, ale tylko w ich przekonaniu. Ja mam od lat kumpla, z którym kiedyś zawarłem braterstwo moczu. Polega ono na tym, że idzie się razem w jedno miejsce na siusiu i siusia się tak, żeby trugi skrzyżowały się i zmieszały. Ten rytuał utrwala przyjaźń na całe życie, gorąco go polecam, jest lepszy niż braterstwo krwi.

Te dwa warunki ważności małżeństwa (odpytanie świadków i porównanie rejestrów) pokazują, że prywatna ceremonia wg dowolnego rytuału nie jest małżeństwem tylko co najwyżej dziecinadą.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Cieślański (994 punktów)
Dokowski, jak ty czytasz, gdzie czytasz i co czytasz, że na forum wypisujesz półprawdy.
Podaj chociaż popularnonaukowe źródła twoich błędnych wniosków.
Kobiece kobiety preferują monogamię w dostępie do portfela małżonka ale 20% dzieci rodzi się ze zdrady małżeńskiej.
Gdyby część z tych monogamicznie nastawionych kobiet "nie dawało obcym chłopom na boku", nie było by korzystnego mieszania genów a poligamiczni z natury mężczyźni nie mieli by z kim zdradzać swych żon.

Na ludzką naturę poligamicznych "skoków w bok" nie wynaleziono dotąd, żadnej, chóć by i pobożnej rady, bo Jerzuś, ponoć syn boga i nieletniej Maryśki, a narzeczonej Józka Cieśli, też się narodził w wyniku narzeczeńskiej zdrady.
Większość męskich, mężczyzn preferuje poligamię seksualną i pseudo-monogamię uczuciową ale są tacy durnie, których życie erotyczne w monogamicznej beznadziei zdycha jak kot przy jednej mysiej dziurze.
Kobiety z typowo męską budową mózgu są z reguły poligamiczne w heteroseksualnych relacjach seksualnych ze zniewieściałymi mężczyznami i po prostu "walą ich w rogi".
Kobiety z męską budową mózgu w związkach homoseksualnych z kobietami są mniej wierne i bardziej poligamiczne niż kobiety z bardziej kobiecą budową mózgu w związkach homoseksualnych z kobietami.
Mężczyźni z kobiecą budową mózgu w związkach homoseksualnych z mężczyznami są bardziej wierni i usposobieni bardziej monogamiczne niż mężczyźni z bardziej męską budową mózgu w związkach homoseksualnych z mężczyznami.
Homoseksualne związki kobiet z kobietami są bardziej stałe i wierne niż homoseksualne związki mężczyzn z mężczyznami zarówno na odcinku stosunków seksualnych jak i w sferze uczuć.

Dla tego czytam z rozbawieniem twoje nieporadne naciąganie faktów Doku, a czasami niemal z bólem brzucha i z łezką w oku.
Ilość nieślubnych i pozamałżeńskich dzieci oraz 50 procentowy wskaźnik rozwodów nie daje "żadnych dowodów", na poparcie twojej tezy o wyższości ślubu kościelnego lub państwowego nad ślubem prywatnym.
Gatunek ludzki jest predysponowany do wierności kilkuletniej 4-7lat, czyli na okres niezbędny do częściowego wychowania potomstwa homo sapiens.
Po tym okresie, zwłaszcza u mężczyzny okres zadurzenia miłosnego mija jak sen letni, bez względu na to, czy partnerzy są "piękni" czy "szpetni".

Ślub kościelny nie może być ślubowaniem przed bogiem bo bogowie nie istnieją.
Dla tego wszelkie śluby kościelne kończą się najczęściej zdradą lub rozwodem.
Poza tym złamanie przysięgi złożonej przed czymś co nie istnieje, nie jest złamaniem przysięgi.
Z tego powodu zdrada jakiej dopuściła się Maryśka z Lazaretu wobec swego osobistego narzeczonego, czyli Józka Cieśli, zachodząc w przedmałżeńską ciążę z dostojnikiem religijnym zwanym panem bogiem nie jest uznawana przez tę zakłamaną religię za zdradę.
Ba, jest wynoszonym pod niebiosa, błogosławionym zdradzieckiego zajścia w ciążę, starożytnym przykładem.

Religia wymusza na łatwowiernych wiernych śluby kościelne w celu poboru złodziejskiej kontrybucji za nie potępianie dwojga kochających się ludzi.
Z tej kontrybucji utrzymują się żyjące w dostatku i obżarstwie, cwane i wytrenowane w manipulowaniu ludźmi nieroby zwane kapłanami.

Jeśli ludzie się lubią i kochają, (po staropolsku "sięlubują") to sobie to wyznają.
Jeśli sobie wyznają, że się lubują i że chcieli by nadal się lubować, to mamy do czynienia z aktem "śęlubowania", czyli ślubowania.
Wzruszeniu zakochanych często towarzyszą ślezy, czyli łzy szczęścia, też na "ś".

Wzajemne przysięgi miłości nie wiele znaczą i są nie trwałe jeśli nie są wzmacniane regularnym łamaniem pieczęci do jaskini miłości, wiecznego źródła orgazmów i łamaniem tabu seksualnego co zapobiega znudzeniu stałym związkiem.
Innymi słowy to nie pieczętowanie ale łamanie pieczęci na podtrzymanie miłości zalecają wszyscy święci.
Przywiązanie miłosne zakochanych polega na obustronnym uzależnieniu od morfino-podobnego działania oksytocyny wydzielanej podczas wspólnych orgazmów.
Poczucia miłości nie zagwarantują żadne rytuały i ceremonie religijno-administracyjne.
Ludzie którzy próbują budować stałość związku nie na seksie a na kościelnym przyrzeczeniu miłości i wierności, składanym przed nie istniejącym bogiem, na starość lądują w oddzielnych sypialniach a ich instrumentarium cielesne służące rozkoszy seksualnej marnieje i zanika, leżąc odłogiem jak zardzewiała motyka.
W krajach wysoko rozwiniętych ludzie starsi mają na tyle wysokie emerytury, że mogą przedłużyć sobie młodzieńczą sprawność seksualną i towarzyszący jej optymizm życiowy za pomocą, wciąż jeszcze kosztownych, kuracji lekami hormonalnymi.
Osiemdziesięciolatkowie uprawiający regularnie seks w USA to rzeczywistość a nie tylko fabularna fikcja.

Fakt, że istnieje zauważalny deficyt ludzi idealnych nie przeszkadza im być pomysłowymi w wynajdywaniu coraz to nowszych rozkoszy seksualnych.
Mówiąc w skrócie, w prawdziwym związku miłosnym nie ważna jest płeć, lecz ważne jest uczucie.
Dlatego nowoczesne państwo ma w obowiązku umożliwić zakochanym osobom tej samej płci prawną możliwość zawierania małżeńskich związków.
Prawdziwie zakochany kochankom nie przeszkadzają nawet wspomniane "dni gorsze", kiedy kobieta zamiast lawendą lub kwaśnym mlekiem, pachnie dorszem.

Natomiast wedle" badań naukowych poważnych wyników", stałość więzi uczuciowych nie zależy w żadnym razie od mieszania sików, nawet w homoseksualnej fazie dziecięcej występującej okazjonalnie tuż przed okresem dojrzewania.
Miłego motania.
PZDR, Jerzuś, jerzegosyn Cieślański, bez wyznania.


bóg jest oszustwem
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Jeśli ludzie się lubią i kochają, (po staropolsku "sięlubują") to sobie to wyznają.
Jeśli sobie wyznają, że się lubują i że chcieli by nadal się lubować, to mamy do czynienia z aktem "śęlubowania", czyli ślubowania.

Na jakiej podstawie twierdzisz, żeŚlubowanie
Ma jakiś związek z lubowaniem? Zwłaszcza, że określenie powstało w czasach gdy małżeństwa aranżowane przez rodziców to była normalka?


Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
A gdzie logika?
>Podaj chociaż popularnonaukowe źródła twoich błędnych wniosków.

Jest to w tylu książkach... to podstawowy fakt biologiczny naszego gatunku, równie dobrze mógłbyś mówić, że nie widzisz, czym różni się owłosienie człowieka od owłosienia innych małp

> Kobiece kobiety preferują monogamię w dostępie do portfela małżonka ale 20% dzieci
>rodzi się ze zdrady małżeńskiej.

Ten komentarz zdradza nie tylko ignorancję, ale również jest nielogiczny. Ignorancja polega na tym, że nie wiesz z kim kobiety zdradzają mężów. A faktem jest, że przeważająca liczba dzieci ze zdrady małżeńskiej pochodzi od mężczyzny o wyższym statusie społecznym niż status męża, np. żona zwykłego facia rodzi mu dziecko jego szefa.

Drugi aspekt Twojej ignorancji w tej dziedzinie polega na tym, że nie rozumiesz jak działa instynkt monogamii a jak poligamii. Instynkt monogamii każe kobiecie szukać męża dobrego, pracowitego, miłego, wiernego i wolnego - celem kobiety jest znalezienie opiekuna dla swoich dzieci na wiele lat, zanim najmłodsze stanie się samodzielne. Instynkt poligami zaś każe kobiecie szukać mężczyzny bogatego, agresywnego, władczego, kobieciarza o wysokim statusie społecznym - celem kobiety jest urodzić z tego związku syna, który odziedziczy cechy ojca i da jej wielu wnuków.

Łatwiej Ci będzie zrozumieć te mechanizmy, gdy przeczytasz "Wojny plemników"

A brak logiki zarzucam Ci z powodu pomylenia monogamii z wiernością. Wszystkie gatunki monogamiczne korzystają z korzystnej okazji do zdrady, co więcej, samo pojęcie "zdrady małżeńskiej" w takim kontekście, jak napisałeś, możliwe jest tylko u gatunków monogamicznych. Pisząc o zdradzie, chcąc nie chcąc piszesz o monogamii, nie możesz więc jej zaprzeczać.

> poligamiczni z natury mężczyźni nie mieli by z kim zdradzać swych żon.

U mężczyzn instynkt poligamiczny każe mu szukać okazji do podrywania panienek, a instynkt monogamiczny każe mu zazdrośnie pilnować żony i pracować na utrzymanie jej dzieci. Ja nie zaprzeczam istnienia instynktów poligamicznych u ludzi, stwierdzam tylko fakt, że zarówno ze statystycznego jak i etologicznego punktu widzenia jesteśmy gatunkiem monogamicznym - zachowania poligamiczne są u małżonków wyraźnie dominujące nad poligamicznymi.

>Na ludzką naturę poligamicznych "skoków w bok" nie wynaleziono

Samo pojęcie "skok w bok" (uwaga, znów trzeba włączyć logiczne myslenie) definiuje nas jako monogamistów.

>Dla tego czytam z rozbawieniem twoje nieporadne naciąganie faktów Doku, a czasami
>niemal z bólem brzucha i z łezką w oku.

To też jest wartościowa korzyść - odpręża i poprawia zdrowie. Najpierw się pośmiałeś, teraz przeżyłeś olśnienie, mam nadzieję, żę moja odpowiedź była dość klarowna.

>Ślub kościelny nie może być ślubowaniem przed bogiem bo bogowie nie istnieją.
>Dla tego wszelkie śluby kościelne kończą się najczęściej zdradą lub rozwodem.

To oczywiste, ale oczywiście to dobrze, że to rozumiesz.

>Osiemdziesięciolatkowie uprawiający regularnie seks w USA to rzeczywistość a nie tylko
>fabularna fikcja.

Mnie to mówisz?

Zauważ że wciąż piszesz o monogamii, nie o haremach z osiemdziesięcioletnimi kobietami, ani o orgiach w domach starców

>Mówiąc w skrócie, w prawdziwym związku miłosnym nie ważna jest płeć, lecz ważne jest
>uczucie.

Piszesz o osiemdziesięcioletnich zakochanych jurnych homosiach?

W prawdziwym związku ważne są dzieci i wnuki, a nie jakieś uczucie. A może nie wierzysz w to, że jesteśmy zwierzętami? To by wyjaśniało, dlaczego nie wierzysz w monogamię.

>Prawdziwie zakochany kochankom nie przeszkadzają nawet wspomniane "dni gorsze",
>kiedy kobieta zamiast lawendą lub kwaśnym mlekiem, pachnie dorszem.

Bardzo poetyckie i wzruszające! Przekonująco tu uzasadniasz wagę uczuć.

>mieszania sików, nawet w homoseksualnej fazie dziecięcej występującej okazjonalnie tuż
>przed okresem dojrzewania.

Nie chodzi to o żadną mityczną fazę homoseksualną (co za bzdura!) ale o fazę piwną. Nigdy nie chodziłeś z kumplami na siku w krzaki?

Ja widać, na końcu to Tobie trzeba zadać to pytanie, od którego sam zacząłeś:

Co Ty czytasz?! Co to ma być: "homoseksualnej fazie dziecięcej"?

doku
Kelly (2051 punktów)Odp: Czy ślub prywatny jest racjonalny?
Zastanawiałam się nad tym, kiedy wszyscy dookoła tolerancyjnie, ale z pewnym zmartwieniem żałowali homoseksualistów. Czy pełne małżeństwo homoseksualne ma rację bytu, czy z myślą o takich osobach powinno się wprowadzić "rejestrowane związki"?

Jeśli chodzi o śluby prywatne, to chyba zależy od podejścia zakochanych. Ślub kościelny jest przysięgą przed bogiem, ślub humanistyczny - zamanifestowaniem miłości ludziom. A ślub we dwoje, bez świadków, bez dokumentów i innych tego typu rzeczy? Zastanówmy się, czy to rzeczywiście jest ślub? A może tylko wzajemna przysięga miłości, niczym nie przypieczętowana? Wiadomo: ludzie nie są idealni, czasem zdarza się gorszy dzień. Czy wtedy taki "ślub" wystarczy?

>Małżeństwo to związek, który powinien na starość przerodzić się w przyjaźń (...)
Właśnie. Powiedzcie mi, niedoświadczonej małolacie, dlaczego starsi państwo często przenoszą się do oddzielnych sypialni albo ogólnie ich miłość się "wypala"? Bo kilka dni temu oglądałam bardzo, hm, ciekawy amerykański film, w którym para bodajże sześciesięciolatków uprawiała seks i nawet im się podobało. Czyżby życie jednak nie było filmem?
29-12-2007 09:50 
 Ocena 1 na 1
LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Właśnie. Powiedzcie mi, niedoświadczonej małolacie, dlaczego starsi państwo często przenoszą się do oddzielnych sypialni albo ogólnie ich miłość się "wypala"?

Się przenoszą, bo jedno chrapie bardzo głośno. Małżeństwo nie musi sypiać w jednym łóżku. I nie musi to świadczyć o braku uczuć.
Ale też należy pamiętać o tym, że immanentną cechą uczucia jest jego zmienność w czasie. Znaczy sie, czujemy dziś tak, jutro inaczej. Nie da się wciąż czuć tego samego.
Cytat:
Bo kilka dni temu oglądałam bardzo, hm, ciekawy amerykański film, w którym para bodajże sześciesięciolatków uprawiała seks i nawet im się podobało. Czyżby życie jednak nie było filmem?

OK. Nie wiem, kto Ci ten film pokazał, ale jak będziesz się tym chwaliła, to może mieć problemy...

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
Kelly (2051 punktów)
>OK. Nie wiem, kto Ci ten film pokazał, ale jak będziesz się tym chwaliła, to może mieć problemy...
Wątpię, to była zwykła komedia romantyczna. Ale poruszała całkiem głęboki problem, jak na mało ambitną amerkańską produkcję .
31-12-2007 12:59 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>dlaczego starsi państwo często przenoszą się do oddzielnych sypialni

mają za dużo telewizorów

doku
sztejkat (4743 punktów)
Powiem tak - jeśli nie traktuje się własnej gęby jak przysłowiowej cholewy to wzajemne ślubowanie sobie dozgonnej miłości nawet w środku najgłuchszego lasu wystarczy.

Ważne jest by zawsze pamiętać o tej przysiędze, także w dni gorsze, w chwilach gniewu i uniesienia. Nawet gdy miłość przygaśnie, wspomnienie tej przysięgi powinno wystarczyć.

Co ma monogamia do takiego ślubowania - nie rozumiem. Czy fakt, że osoba którą kochasz szczerze i głęboko, i która darzy ciebie tym samym uczuciem, "puści się bokiem" jest wystarczającym by miłość wepchnąć do kosza? Czy twoja chwila słabości/fascynacji jest wystarczająca byś mógł wyrzucić przysięgę na śmieci (nic Tobie, szanowny przedmówco, nie insynuuję)?

"Będę przy tobie póki nie powiesz że już mnie więcej nie potrzebujesz"

To piękne słowa z głupiej bajki, moim zdaniem esencja małżeńskiej miłości.

Dlaczego więc funkcjonuje instytucja małżeństwa?

Bo lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Bo można tępić konkurencję w dostępie do partnera/partnerki. Wreszcie, bo mimo miłości, trudno wyzbyć się braku zaufania i co niektórzy słabsi ludzie chętnie przywitają prawną "gwarancję miłości".

I taka pięęęęękna biała suknia

To, że małżeństwo, prócz spraw finansowych, nie gwarantuje niczego jest "oczywistą oczywistością".

Sprawy urzędowe zaś kierują się tym, czym serce urzędnika radowało się od zawsze: kontrolować, władać, nadawać, pobierać, nakazywać, sterować, rekwirować, zezwalać, koncesjonować. Urzędniczy miodek pędzony na ludzkich pszczółkach. Władanie ludzką seksualnością, reglamentowanie najwyższych uczuć - ach ten słodki smak władzy

Pozdrawiam.

Tomasz Sztejka
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Co ma monogamia do takiego ślubowania - nie rozumiem.

A więc nie przeczytałeś całego tekstu, który komentujesz. Monogamia jest zasadą, która zabrania składania tego rodzaju ślubowania innej osobie. Zasada monogamii mówi, że nieważne jest ślubowanie, jeśli dotyczy ono większej liczby ludzi jednocześnie niż dwoje.

> Czy fakt, że osoba którą kochasz szczerze i głęboko, i która darzy ciebie tym samym
> uczuciem, "puści się bokiem" jest wystarczającym by miłość wepchnąć do kosza?

To pokazuje, jak nieuważnie czytasz. "Puszczenie się" czy "skok w bok" nie są przestępstwem łamiącym prawo monogamii. Przestępstwem byłoby, gdyby taki "skok w bok" zakończył się równie szczerym i głębokim ślubem, jak ten poprzedni.

Prawo monogamii formułuje tę prostą zasadę moralną, że chcąc złamać śluby, najpierw trzeba się z nich publicznie wycofać, albo publicznie udowodnić, że to ten drugi partner złamał śluby. Pamiętać trzeba, że hańba nie jest od razu przestępstwem ani nie musi być automatycznie powodem ustania miłości. Człowieka, który shańbił się złamaniem ślubu, można nadal kochać (ale chyba już nie tak jak dawniej "szczerze i głęboko" jak sugerujesz). Ale człowiek, który swej hańby nie ogłosił publicznie i złożył nowe śluby kolejnej osobie, idzie do więzienia, bo nie tylko się zhańbił, ale popełnił też przestępstwo.

>"Będę przy tobie póki nie powiesz że już mnie więcej nie potrzebujesz"

Taka formuła nie może być obiektem prawa monogamii. Ktoś w chorobie lub ze starości może takie słowa nieodpowiedzialnie wypowiedzieć, może zresztą zostać zmanipulowany albo paść ofiarą fałszywego świadectwa. Prawo monogamii nie może uznawać żadnego takiego zwolnienia od przysięgi - to po prostu nie jest przysięga tylko dziecinanda lub zwyczajne uwodzenie. Ślub musi zawierać formułkę" "w zdrowiu i w chorobie, aż do smierci", inaczej nie ma sensu innego niż sztuczka uwodziciela.

>I taka pięęęęękna biała suknia

Mieszasz zupełnie racjonalne powody z jakimiś zabobonami. Wyśmiewasz się równo z religii jak i z najgłębszych i najważniejszych racjonalnych aspektów przysięgi. Argumentujesz teraz jak rasowy uwodziciel.

>serce urzędnika

Urzędnik nie ma serca, to człowiek ma serce. Twój nagły, irracjonalny atak na urzędników, utwierdza mnie w przekonaniu, że w sposób niekontrolowany wpadłeś w rolę uwodziciela, który próbuje roztaczać swój urok i uwodzić nim naiwne dziewczęta. Ślub bez urzędnika jest w ustach takeigo interlokutora niemal jawnym oszustwem, mającym na celu pozbawić dziewczynę cnoty.

doku
Cieślański (994 punktów)
Dokowski znów piszesz półprawdy, naciągasz fakty i błędnie używasz pojęć, których znaczenia prawdopodobnie musisz się jeszcze nauczyć.
Nie potrafisz podać nawet konkretnego źródła przytaczanych treści, tytułu pozycji, numeru wiersza i strony, tak jakbyś całe życie motał ludziom w głowach, ględzonymi historyjkami z kościelnej ambony.
Twój feler polega na tym po prostu, że pisząc co innego na początku a co innego na końcu tego samego, własnego postu, wykazujesz się, wobec nie obytych z tobą gości, krótką pamięcią graniczącą z pozorną utratą świadomości, po prostu.
Właśnie dla tego, czytanie twoich tekstów w całości powoduje u czytających tak wiele wątpliwości.
Człowiek traci ochotę do merytorycznego dyskutowania, jeśli błędny, mylny, pokręcony wstęp do tematu nie budzi zaufania.
Nawet jeśli pragniesz naciąganymi ogólnikami tumanić i pouczać innych, musisz być w pozorach prawdowmówności własnej, "o niebo bardziej zwinny".

Monogamia nie jest żadną zasadą a jedynie nazwą jednej z wielu prawidłowości występujących w procesach "obcowania płciowego" zwierząt i ludzi.
Dla tego brak uzasadnionych podstaw do ślubnych wniosków, bracie, które wysnuwasz w tytułowym temacie.
Jako nazwa, zestaw znaków pisarskich lub dźwięków, monogamia nie może niczego nakazywać, zwłaszcza składania ślubowania "innej osobie".
Co więcej, termin "monogamia" powstał w wyniku obserwacji pewnego zjawiska seksualnego, jest więc bezwolnym skutkiem statystycznej prawidłowości i upodobań osobniczych, a nie przyczyną jakichkolwiek umownych nakazów i powinności.
Tym bardziej pleciesz androny drug'gi dokowy, twierdząc, fałszywie, że zasada monogami cokolwiek mówi, -bo przecież zasada nie jest żywą osobą i nie posiada aparatu mowy.
Szkoda twojej, zalatującej pobożnym krętactwem mitręgi, bo nie istnieje żadne spersonifikowane "prawo monogami", mogące lub nie mogące, nakazywać lub uznawać czegokolwiek np. jakiegoś "zwolnienia od przysięgi".
A nawet jeśli według ciebie, monogamia zakazuje składania ślubowania "innej osobie", (a "takiej samej" nie zakazuje?) to śmiem podejrzewać, że trapi cię skrajnie ksenofobiczny narcyzm wymagający intensywnej terapi.
Poza tym, jakiż to nawiedzony oszołom, paradujący z aureoli kółkiem, wmówił ci, że ślub musi zawierać jaką kolwiek stałą formułkę?
Przykro mi to mówić, kochany dokowski, ale takie przestarzałe kulturowo i nietolerancyne obyczajowo wnioski, może wysnuwać tylko laluś z wioski, który nie może sobie poradzić z faktem, gdy kobita wali go w rogi.
Taka zazdrość i nieporadność emocjonalna w wyzwolonej seksualnie i tolerancyjnej Europie jest dużym "nie taktem".

Słownictwo, w którym spotyka się twierdzenia typu; "paść ofiarą fałszywego świadectwa" może sugerować związki i emocjonalne powinowactwo z towarzystwem mocherowego kalectwa.
Podważyłeś moją atencje do twej wiedzy wielce twierdząc, że:
> urzędnik nie ma serca, to człowiek ma serce.
Dokowski, z anatomi "pała"!!!, albowiem, zaprawdę ci powiem, że większość zwierząt i wszyscy żywi ludzie bez wąpienia mają serce, które działa.
Bo to jakaś "schizoidalna ściema", to twoje twierdzenie, że urzędnik serca nie ma.
Nic dziwnego, że z kumplami masz w zwyczaju uprawiać braterstwo siku i piwnej przyjaźni, jeśli w pierwszym zdaniu pozbawiasz serca a w następnym zdaniu bronisz tych samych bezsercowych urzędników.
Niestety taka dualistyczna postawa nasuwa podejrzenie o chwilowym rozdwajaniu jaźni w świetle "monogami prawa".
Co prawda proces twojej reedukacji idzie nam jak wóz drabiniasty na żelaznych kołach po zmarzniętej grudzie, ale jedno zapamiętaj sobie dokowski raz na jutro, "urzędnicy to też ludzie".

Tylko otumanione religijnymi zabobonami kmioty mają prawo uznawać za wadę, typowo męski, pochwa-lony pociąg do pozbawiania naiwnych dziewcząt tzw. cnoty.
A już naprawdę jest z goła, chora, ta myśl, że "może pozbawić dziewczynę cnoty, -ślub... w ustach interlokutora.
I oby cię nawiedziło nocne moczenie od Jana Chrzciciela, za tę antymęską herezję posponującą honor i dobre imię, każdego wytrawnego uwodziciela.
Może jestem towarzyski cham, ale w krzaki, nawet na siku, nigdy nie chodzę z kumplami, tylko sam.
Bo nawet kulturalni ludzie nie znający mrocznych kuluarów seksualnego pożycia ministrantów, kięży i zakonników, siku robią do płatnych, miejskich PiSuarów.
Piwo zawiera fitoestrogeny, czyli hormony kobiece pochodzenia roślinnego, dla tego wspomniane przez doku, zażyłości męsko-męskie i tendencja do otyłości, z piciem "chmielu" mają wiele wspólnego.
Ps.
Wszystkie powyższe zarzuty, nie odnoszą się dokowski, do ciebie, to rzecz oczywista, bo ty jesteś jedynie prowokator-intelektualista, stymulujący frekwencję na forum "metodą negatywnej podniety".
Pisz doku, dalej na zdrowie, ku obopólnej radości, chóć nieścisłości w twych "wywodach" jest mrowie.


bóg jest oszustwem
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> termin "monogamia" powstał w wyniku obserwacji pewnego zjawiska seksualnego, jest więc bezwolnym skutkiem statystycznej prawidłowości i upodobań osobniczych, a nie
>przyczyną jakichkolwiek umownych nakazów i powinności.

Dowiedz się, co znaczy słowo "etologia" a potem poczytaj o zachowaniach seksualnych szympansów, bonobo i ludzi. Faktu przyrodniczego swoim ględzeniem, które sili się być złośliwym, nie zmienisz - homo sapiens jest gatunkiem monogamicznym i jest to jedna z najważniejszych cech gatunkowych człowieka.

>takie przestarzałe kulturowo i nietolerancyne obyczajowo wnioski, może wysnuwać tylko
>laluś z wioski, który nie może sobie poradzić z faktem, gdy kobita wali go w rogi.

Tymi sformułowaniami naprawdę mnie rozśmieszyłeś. Tak, możliwe, że mój darwinizm jest lalusiowaty i przestarzały kulturowo, jeśli przyjąć, że dzisiaj w modzie jest nowoczesny, agresywny kreacjonizm, którego najwyraźniej jesteś wyznawcą.

Niemniej doceniam Twoje wysiłki bycia szokująco zabawnym. "Walić męża w rogi" - to ciekawy idiom. Sam go wymyśliłeś, czy tak się u was mówi? Zesztą to nieistotne, dla mnie to czysta egzotyka, proszę o jeszcze.

>> urzędnik nie ma serca, to człowiek ma serce.
>Dokowski, z anatomi "pała"!!!

Uczyli cię na anatomii, że człowiek nie ma serca?

> albowiem, za prawdę ci powiem, że większość zwierząt i wszyscy żywi ludzie bez
>wąpienia mają serce, które działa.

Ludzie w liczbie pojedynczej to człowiek, sam więc widzisz, że miałem rację - człowiek ma serce.

>Bo to jakaś "schizoidalna ściema", to twoje twierdzenie, że urzędnik serca nie ma.

"urzędnik" jest nazwą roli w takim kontekście, więc tym razem pajacujesz głupio i mniej ciekawie - próbując łapać mnie za słówka, jesteś nieporadny, jak dziecko. Zdecydowanie lepiej ci idzie "walenie w rogi".

>Może jestem towarzyski cham, ale w krzaki, nawet na siku, nigdy nie chodzę z kumplami,
>tylko sam.

O właśnie, taka poezja ci wychodzi, tego się trzymaj. Zabaw nas jeszcze jakimś "waleniem w rogi".

doku
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>pisząc co innego na początku a co innego na końcu
Więc zacytuj co trzeba i obal niespójną teorię.

>ty jesteś jedynie prowokator-intelektualista, stymulujący frekwencję na forum
A Ty, choć sam głosisz, że to pic na wodę i atrapa, przyszedłeś polizać trochę tego plastykowego loda?
.
sztejkat (4743 punktów)
Po pierwsze, przepraszam za dużą zwłokę - rzeczywistość upomniała się o swoje i mój zasób wolnego czasu wyraźnie się zmniejszył.

>>Co ma monogamia do takiego ślubowania - nie rozumiem.
>A więc nie przeczytałeś całego tekstu, który komentujesz. (...)

Wybacz, ale komentuję to co przeczytałem. Polemizuję nie z Twoimi wywodami dotyczącymi monogamii ale ze stwierdzeniem, że ślub taki jest nieracjonalny.

Kwestionuję jak następuje:

- uznanie monogamii za zasadę podstawową dla wszystkich bez wyjątku (patrz swingersi);
- urzędowe i prawne weryfikowanie prawa do wejścia w związek;
- traktowanie ceremoniału związanego z przysięgą jako czegoś równie ważnego, a nawet ważniejszego niż przedmiotowa przysięga;
- poszukiwanie wsparcia przysięgi prawem, świadkami, presją środowiska itp. pod rygorem jej nieważności. Traktuję to jako dowód braku zaufania dla przyszłego współmałżonka, ergo - brak podstawy emocjonalnej do zawarcia związku.

Stwierdzam jak następuje:

- przysięga, niezależnie od formy, świadków, ceremoniału i prawnego zamocowania jest ważna i wiążąca;
- poszukiwanie umocowania trwałości małżeństwa w prawie, czy to kodeksowym, czy obyczajowym jest nieskuteczną głupotą;
- kluczową zasadą związku jest miłość, naiwna i ufna, szacunek, wybaczenie i wsparcie.
- żadna forma prawna, obyczajowa, moralna i jakakolwiek inna forma zewnętrznej presji nie zagwarantuje trwania związku.

Ludzie którzy złożyli sobie przysięgę sami, bez oparcia w świadkach i urzędach dali dowód dużej odwagi i pełnej miłości. Pokazali, że ufają sobie samemu i sobie na wzajem na tyle, by nie potrzebować protezy w formie zapisu kodeksowego, presji otoczenia i innych, związanych z formalnym ślubem procedur.

Jak im to wyjdzie - życzę powodzenia. I jestem pewien, że nie będzie im gorzej niż po "pełnoformalnym" ślubie.

>>I taka pięęęęękna biała suknia
>(...)

Był to, jak widać niezrozumiały, skrót myślowy. Kontrastując to z poprzednią częścią wypowiedzi chciałem ukazać, jak często ceremoniał związany ze ślubem przykrywa i ukrywa jego sedno - właśnie złożoną sobie wzajem przysięgę. A że fascynacja "super ślubem" występuje w obrazie typowej kobiety, stąd "piękna biała suknia". Przepraszam za zbytni skrót myślowy.

Moim zdaniem ceremoniał nie ma najmniejszego znaczenia. Ważni są ludzie, ich honor i podejście do przysięgi.

>Argumentujesz teraz jak rasowy uwodziciel.

Ech, gdybyż to była prawda...

>Urzędnik nie ma serca, to człowiek ma serce. Twój nagły, irracjonalny atak na urzędników, utwierdza mnie w przekonaniu, że w sposób niekontrolowany wpadłeś w rolę uwodziciela, który próbuje roztaczać swój urok i uwodzić nim naiwne dziewczęta.

Po pierwsze, nim zaczniesz oceniać mnie, a nie moje poglądy, spróbuj mnie poznać.

Mój atak na urzędowe załatwianie takich spraw miał pokazać, że uznaję za obrzydliwe mieszanie spraw natury podstawowej, za którą uważam postanowienie dwojga ludzi by żyć ze sobą, z czysto biurokratycznym systemem reglamentującym prawo do takiego związku.

>Ślub bez urzędnika jest w ustach takiego interlokutora niemal jawnym oszustwem, mającym na celu pozbawić dziewczynę cnoty.

Nie zrozumiałem. Ale nie ważne. Mam nadzieję że przedstawiłem jaśniej moje poglądy.

Z Twoimi tezami dotyczącymi monogamii, "hańby" i przestępstw w tej dziedzinie nie będę dyskutował, jako że biorąc pod uwagę mój pogląd co do zbędności konieczności prawnej formalizacji związków, nie ma wspólnej platformy do dyskusji.

Pozdrawiam.

P.S.
Słownikowe definicje monogamii, byś wiedział jak zrozumiałem to słowo gdy go użyłeś:

monogamia [gr. mónos 'jedyny', gámos 'poślubienie'], biol. współżycie jednego samca i jednej samicy w ciągu jednego, kilku sezonów rozpłodowych lub całego życia; powszechna wśród np.: bocianów, wilków, cierników.

monogamia [gr. mónos 'jedyny', gámos 'poślubienie'], małżeństwo pomiędzy jednym mężczyzną i jedną kobietą; wg współcz. badań wśród zbadanych ludów m. była i jest najbardziej rozpowszechnioną formą małżeństwa.

Tomasz Sztejka
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Po pierwsze, przepraszam za dużą zwłokę - rzeczywistość upomniała się o swoje i mój
>zasób wolnego czasu wyraźnie się zmniejszył.

Po takiej zwłoce łatwo stracić wyczucie tematu i zacząć polemizować z sobą samym

> Polemizuję nie z Twoimi wywodami dotyczącymi monogamii ale ze stwierdzeniem, że
>ślub taki jest nieracjonalny.

Ja zaś, upraszczając, utrzymuję, że kobiety racjonalne powinna asekurować się przed oszustami matrymolnialnymi. Miłość i zaufanie nie powinny odbierać rozumu. Racjonalizm nie przeszkadza kochać a miłość nie szkodzi umysłowi racjonalisty.

> przysięga, niezależnie od formy, świadków, ceremoniału i prawnego zamocowania jest
>ważna i wiążąca;

A czy mormoni nie składają przysięgi? Każda sekta ma na celu założenie haremu, w każdej sekcie jakoś tam sobie przysięgają. Jednak takie przysięgi mają wartośc tylko dla uwodziciela, jako sprytna metoda oszukiwania kobiet. Człowiek uczciwy i odważny nie boi się przysięgać publicznie. Kiedy Natasza pytała Anatola, dlaczego ich ślub ma być tajemnicą, miała przebłysk racjonalnego myślenia.

> - poszukiwanie umocowania trwałości małżeństwa w prawie, czy to kodeksowym, czy
>obyczajowym jest nieskuteczną głupotą

Tak, z punktu widzenia oszusta jest głupotą, z punktu widzenia człowieka uczciwego jest postępowaniem honorowym

> - kluczową zasadą związku jest miłość, naiwna i ufna, szacunek, wybaczenie i wsparcie.

Pod warunkiem, że jest to miłość wzajemna, a nie tylko miłość dziewczyny do oszusta. A kto nie chce ślubu publicznego zgodnego z prawem monogamii, demaskuje swoje oszukańcze zamiary, tak jak Anatol, który miał żonę w Polsce.

> - żadna forma prawna, obyczajowa, moralna i jakakolwiek inna forma zewnętrznej presji
>nie zagwarantuje trwania związku.

Przyszłość zawsze jest nieokreślona, ślub prywatny też nie gwarantuje trwałości

> Ludzie którzy złożyli sobie przysięgę sami, bez oparcia w świadkach i urzędach dali dowód
>dużej odwagi

Przynajmniej jedno z nich

> i pełnej miłości

Ale to już bijąca w oczy nieprawda. Dowody miłości wyglądają zupełnie inaczej, np. wierność po latach w nieszczęściu jest dowodem miłości
> Moim zdaniem ceremoniał nie ma najmniejszego znaczenia. Ważni są ludzie, ich honor i
>podejście do przysięgi.

Właśnie, człowiek honoru nie boi się przysięgać publicznie.

>mój pogląd co do zbędności konieczności prawnej formalizacji związków, nie ma wspólnej
>platformy do dyskusji.

No a gdzie obiecana polemika ze stwierdzeniem, że prywatny ślub jest nieracjonalny?! Zamiast racjonalnych argumentów pisałeś o sile uczuć i innych romantycznych kwestiach, więc Twoje argumenty dowodzą, że miałem rację.

doku
elfir (1058 punktów)
Jak dla mnie (zupełnie subiektywnie) sprawa wygląda nastepująco:

pojęcie "małżenstwo" - zwiazane jest z religią. Zawiera się sakrament małżeństwa, ustanawia instytucję, łączy sie dwoje ludzi wg. zasad danej religii. Przysiega sobie co chce przed swoim bogiem (" I ślubuje ci miłość, wierność...")

w ślubie cywilnym jest to "legalizacja związku" dwojga ludzi, chcących połączyć swoje interesy prawne. Dlatego np. dla mnie nie ma znaczenia jakiej płci jest dwoje ludzi. Ważne sa ich wzjemne powiazania spadkowe, majątkowe, opiekuńcze, itp. Tych dwoje nic sobie nie przysiega a jedynie oświadcza ("świadoma praw i obowiazków wynikających z założenia rodziny uroczyście oświadczam , że zawieram....")

Jesli komus oswiadczenie przed urzędnikiem USC nie wystarczy, by zapieczetować swój stosunek do drugiej osoby, moze wymyslec jakie tylko mu się zywie podobają teksty przysięgi do wygłoszenia publicznie, prywatnie, w gronie przyjacół.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Dlatego np. dla mnie nie ma znaczenia jakiej płci jest dwoje ludzi. Ważne sa ich wzjemne powiazania

Sądzę, że niedopuszczenie do małżeństw wśród homoseksualistów wynika m.in. z nabywania przez małżonków praw adopcyjnych. Mimo społecznego zapotrzebowania na adopcję nie ma zgody na nią wobec opiekunów homoseksualnych.
.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Jesli komus oswiadczenie przed urzędnikiem USC nie wystarczy, by zapieczetować swój
>stosunek do drugiej osoby, moze wymyslec

Oczywiście, pełna zgoda. Natomiast odwrotnie się nie da, nie można urzędowej procedury zastąpić czymś wymyślonym

doku
elfir (1058 punktów)
>Oczywiście, pełna zgoda. Natomiast odwrotnie się nie da, nie można urzędowej procedury zastąpić czymś wymyślonym

KK zastąpił procedurę urzędową czymś wymyslonym (dla ateisty
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>KK zastąpił procedurę urzędową czymś wymyslonym (dla ateisty

Jako ateista widzę w KK zbiurokratyzowaną instytucję, stosującą własne procedury urzędowe. Z punktu widzenia prawa monogamii USC i KK niczym się nie różnią - pełnią tę samą pożyteczną funkcję: ochrony kobiet przed bigamistami

doku

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365