 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-02-2005 15:38 | Gołubowski | Czyżby Hume miał rację? | Poniższa wypowiedź miała być pierwotnie komentarzem do tekstu p. Sosnowskiego "O Poczuciu Winy", jednak w trackie opisywania pewnej przygody (o czym dalej) spostrzegłem nową kwestię; Maciej Sosnowski mówił o tym, iż ludzie często dopisują niedorzeczne wnioski do zdarzeń lub sytuacji. I ja dorzucę swój kamyk do tego ogródka. Wspomniana przygoda wygląda następująco: Jakiś czas temu moja przyjaciółka, zagorzała katoliczka opowiedział mi taką historię: Pojechała pewnego dnia samochodem do koscioła na nabożeństwo. Tak się złożyło, iż wysiadając- jak sama stwierdziła- poczuła znużenie, i pomyslała, iż nie ma ochoty iść na mszę. W tym momencie jej własna siostra, zamykając drzwi samochodu, o mały włos nie przycięła nimi ręki mojej koleżanki. Gdyby tak się stało, być może nie miała by dziś palców. I chociaż skończyło się tylko na strachu, ona doszła do wniosku, iż był to "ZNAK OD BOGA" (sic!). Trudno mi powiedziec, w jakiego boga ona wierzy, ale wygląda na to, iż jest on jakimś brutalem, zazdrosnym i nie potrafiącym ocenić własnych czynów. Czy to jest właściwa wiara? Dlaczego ludzie tak często przypisują niedorzeczne skutki bądź związki do wydarzeń napewno przypadkowych? Dlaczego akurat odnosimy się do wpływów nadprzyrodzonych? |
| gooa (746 punktów) |
>?laczego ludzie tak często przypisują niedorzeczne >skutki bądź związki do wydarzeń napewno przypadkowych? >Dlaczego akurat odnosimy się do wpływów nadprzyrodzonych?
Faktycznie, najczesciej, sa to przypadki, ale nie zawsze. Nie zawsze dlatego, ze bardzo wiele osob nie jest "uswiadomiona" o potedze swojej podswiadomosci. Kolezanka, o ktorej mowisz prawdopodobnie zrobila jakies zamieszanie, wykonala jakis gest, ktory przeszkodzil "harmonii" wysiadania z samochodu i w ten sposob doczekala sie "znaku".
|
|
| Ktoś | Ależ to był znak od "Boga", że nie powinna jeździć na nabożeństwa ponieważ nużą ją a to może być przyczyną wypadku. Jeżeli znurzony obiekt porusza się w środowisku wymagającym podwyższonego stanu koncentarcji umysłowej rośnie prawdopodobieństwo uszkodzenia losowego. Jest ono wprost proporcjonalne do stopnia znurzenia. Prawo to dotyczy również odurzeń, w tym np. cięższymi używkami niż opium dla mas (religia) jak np.: alkohol. Gdyby wypiła i prowadziła samochód w kierunku bazyliki, byłoby wysokie prawdopodobieństwo, że zginęłyby razem z siostrą w wypadku drogowym. Pozdrawiam.
|
|
| scorp | >W tym momencie jej własna siostra, zamykając drzwi samochodu, o mały włos nie >przycięła nimi ręki mojej koleżanki.... skończyło się tylko na strachu, ona doszła do wniosku, iż był to "ZNAK OD BOGA" > Dlaczego ludzie tak często przypisują niedorzeczne skutki bądź związki do wydarzeń napewno przypadkowych? Dlaczego akurat odnosimy się do wpływów nadprzyrodzonych?
Działa tu sprzężenie wynikające z podobieństwa stanu emocjonalnego wywołanego niespodziewanym a groźnym zdarzeniem (utrata palców to nie bagatela, strach, zaskoczenie, poczucie zależności od ślepego przypadku) i stanu przeżywanego w uniesieniu religijnym: doświadczenie "bojażni bożej", zależności od nieznanej i działającej przypadkowo siły Boga. W umyśle religijnym sprzężenie to, trenowane od najmłodszych lat i nie poddawane krytycznej refleksji, działa jak automat.
Powstałe przeświadczenia (nie wniosek!) o otrzymaniu znaku od Boga, wygenerowało się więc drogą zupełnie naturalną, jak wszystkie inne przeświadczenia rodzące się w naszych emocjonalno-intelektualnych umysłach. Problem pojawia się sekundę później, gdy nadchodzi moment refleksji. W umyśle osoby zaangażowanej religijnie (i w ogóle: emocjonalnie) refleksja nie otrzymuje do swojej dyspozycji dość zasobów umysłowych w chwili, gdy jest potrzebna i zawsze jest traktowana po macoszemu.
Emocje często prowadzą na manowce, nawet największych racjonalistów, ceńmy więc. refleksje!
|
|
jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Wierzący mają skłonność do traktowania zdarzeń przypadkowych (ze szczególnym uwzględnieniem mało prawdopodobnych) jako "cudów", czyli interwencji "Boga", "Matki Boskiej", "Anioła Stróża" itd. itp. Jeśli - dajmy na to - ktoś przeżyje jakąś katastrofę, to w pojęciu wierzącego jest to niezbity dowód na aktywność "sił nadprzyrodzonych". Wierzący zdają się nie rozumieć, że "cud", to nie jest zdarzenie choćby nie wiem jak mało, ale ciągle prawdopodobne w ramach praw natury, ale że "cud", to zdarzenie niezgodne z prawami natury. "Cudem" można nazwać stąpanie Jezusa po powierzchni wody, bo to sprzeczne z prawami fizyki, ale jaki to "cud", gdy komuś drzwi od samochodu nie przycięły palców?!  Ciekawe, że owych "cudów" wierzący ZAWSZE upatrują w zdarzeniach pozytywnych, dobrych, szczęśliwych, a NIGDY w zdarzeniach negatywnych, niekorzystnych, złych, tragicznych. W tym momencie dochodzimy do negatywnej roli, jaką pełni wiara w życiu wierzącego, a mianowicie w przypisywaniu "zasług" nie sobie, nie swojemu wysiłkowi, nie swoim przymiotom, ale "interwencji boskiej". Iluż to alkoholików, którzy przestali pić ujmuje samym sobie wartości poprzez przekonanie, że fakt niepicia zawdzięczają Bogu, ileż to zdanych egzaminów wcale nie jest wynikiem ciążkiej pracy, systematyczności, ale "boskiej interwencji" itd. itp. bez końca. Wiara umniejsza wartości człowieka, wiara narzuca myślenia o człowieku jako o bezwolnej marionetce w rękach jakiegoś nieokreślonego Boga o nieokreślonych motywacjach.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|