Racjonalista - Strona głównaDo treści
Sublimowanie infantylnych pragnień

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
07-08-2005 18:52Leon Bod BielskiSublimowanie infantylnych pragnień
   Darwinowska teoria ewolucji, którą zapoczątkowało dzieło "O pochodzeniu gatunków", głęboko przeorała zleżały od wieków step bujnie rozkrzewionych burzanów oraz rozplenionego zielska najrozmaitszych religii.
   Metoda zorganizowanych przez kreacjonistów akcji, opartych o metodologię deprecjacji wspieranej całą gamą szykanerskich kontrpublikacji zawiodła na całej linii i spaliła na panewce. Wszystkie namacalne, przemawiające za prawdziwością tez stawianych w nauce o ewolucji dowody powolnych zmian i rekombinacji w ramach wciąż bogatszej o nowe kombinacje puli genetycznej z mocy kazalnicy miały być niczym innym jak... martwą teorią szalonego naukowca, zaślepionego nienawiścią do Boga i prawdziwej religii, jak wszem i wobec wiadomo będącej jedynym wiarygodnym rzecznikiem historii dziejów...
   Procesy dziedziczenia, na których Darwin oparł wówczas swoją teorię, wprost idealnie opisują mechanizmy "doboru naturalnego", polegających na czerpaniu ze spuścizny coraz bogatszej "oferty genetycznej", pochodzącej z dorobku odchodzących w niebyt wcześniejszych, wypalonych i "złomowanych" wiar i obrządków.
   Prawo indukcji, rządzące mechanizmami selekcji, anszlusu, aneksji i ochrony status quo zdobytego już "dorobku genetycznego", prowadzące do nieuchronnego synkretyzmu religii, na przestrzeni dziejów pączkujących dziesiątkami tysięcy pododmian luźnego konglomeratu współcześnie znanych obrządków wchodzących w skład mozaiki Światowej Religii w istocie swych założeń i schematach działania dowodzi poprawności wzajemnej wymiany "genetycznej" chromosomów, wywodzących się z tego samego pratygla pierwotnych wierzeń i szamańskich sztuczek.
   Na co dzień, choćby obserwując powstawanie nowych nurtów religijnych(na samym początku ich larwalnego istnienia pogardliwie zwanych sektami) wciąż doświadczamy mocy nieśmiertelnych, pod doraźne potrzeby doskonalonych sztuczek i kreatorskich zabiegów dawno temu wylęgniętych w "praoceanie" fikcji literackiej gatunku Homo Sapiens, której tworzeniu i kultywowaniu od zarania dziejów z pasją godną lepszej sprawy oddawali się praojcowie ludzkości. Z jednej strony mocno przestraszeni posiadaniem nagle stwierdzonego u siebie rozumu, z drugiej- przerażeni tysiącami egzystencjalnych pytań, pozostających bez odpowiedzi choćby z powodu braku bazy danych wyjściowych uciekli do bezpiecznej niszy własnych, prymitywnych wyobrażeń o istocie otaczającego ich, dynamicznego świata pełnego niezrozumiałych zdarzeń, procesów naturalnych, zjawisk atmosferycznych i katastrof geologicznych... Aparat poznawczy: zmysły i zdolność rozumowania- mieli rozwinięte nad wyraz dobrze- gorzej było z oprogramowaniem i tą denerwującą pustką w banku podstawowych danych, potrzebnych do rozwiązania pojawiających się kolejno po sobie stosów równań z wieloma niewiadomymi, jakimi wypełnione było ich niełatwe przecież życie. Takie okoliczności oraz surowe, jałowe, pionierskie warunki początkowe, w jakich znaleźli się praprzodkowie Homo Sapiens determinowały ich spontaniczne, pełne infantylizmu, ślepe, zbiorowe zachowania, które- choć nie dawały odpowiedzi na najbardziej palące pytania- poprzez chwilowe zaprotezowanie "wiedzą" miejscowego szamana miały z założenia stanowić skuteczny sposób neutralizacji zagrożeń. Pożądany stan łaski uzyskiwano poprzez najrozmaitsze prymitywne, nierzadko okrutne akty przebłagania, okiełznywania, udobruchania oraz jednania sobie nieznanych a strasznych sił, wywiedzione z analogicznych zachowań przebłagalnych, do jakich ludzie sami byli zdolni...Było to tym łatwiejsze i podbudowujące wiarę w słuszność odprawianych w ciemno obrządków, że po upale i suszy zawsze kiedyś- niezależnie od ilości i różnorodności złożonych ofiar oraz odtańczonych tańców- przychodził(by) deszcz, po deszczu upragnione słońce, po zimie inne pory roku, a chorzy, jak to w przypadku chorych bywa- albo zdrowieli(by) albo umierali- co i tak kładziono(by) na karb widocznej woli bogów raz zagniewanych, innym razem udobruchanych, niemniej zawsze, jak tego dowodzą nasze tańce i hekatomby- zależnych od ofiar, obrządków i innych, widać potrzebnych bo skutecznych zabiegów...Stosując tego typu "logikę" śmiało można wysnuć tezę, że gdyby nie kręcące się koła młyńskie- nieuchronnie stanęłyby wszystkie rzeki...absurdalność tej tezy zapewne byłaby szybko odkryta i wyśmiana-wszak nie na wszystkich rzekach pobudowano młyny- ale od czego jest "tajemnica wiary" i szereg innych, śmiercionośnych, raz na zawsze zabraniających myślenia religijnych tabu, niezawodnie spychających rozum i logikę na rafy kuriozalnego dogmatu?
   Nauka broni się przede wszystkim żelazną logiką stosowanej metodologii oraz doskonałością narzędzi badawczych, pozwalających dziś coraz śmielej ingerować w procesy, które ewolucji zajęły setki milionów lat. Genetyka, biotechnologia, klonowanie- abstrahując od realnych korzyści i potencjalnych zagrożeń, jakie ze sobą niosą- są jednym wielkim, krzyczącym dowodem na prawdziwość niegdysiejszej, postponowanej "teorii", która międzyczasie powoli ewoluowała w solidną naukę mocno podbudowaną praktyką każdego mijającego dnia powszedniego. Nowe odmiany roślin, klonowanie zwierząt, transgeniczne techniki międzygatunkowej wymiany genów nawet między roślinami i zwierzętami (jeszcze w latach osiemdziesiątych jednemu z peruwiańskich uczonych udało się skrzyżować ludzką komórkę z komórką...marchwi, i zmuszenie jej w ten sposób do syntezy hemoglobiny) to niepodważalne dowody nie tylko na wspólne pochodzenie gatunków od jednego, ewoluującego praprzodka roślin i zwierząt, ale przede wszystkim na poprawność pierwotnych, rzeczywiście teoretycznych założeń, jakie legły u podstaw toku myślenia Karola Darwina. Wspólnota biologiczna puli znanych genów została ponad wszelką wątpliwość dowiedziona i niezaprzeczalna.
   W swym krótkim, burzliwym rozwoju ewoluujące religie korzystały zaledwie z czterech podstawowych działań, typowych i powszechnych wśród mechanizmów ewolucji organicznej. Dodając do zaanektowanych zapożyczeń własne, lokalne, plemienne, lu

K_GL
Jest dużo racji w tym co piszesz ale chciałbym zwrócić twoją uwage na inny aspekt religii. Otóż religia zajmowała się nie tylko tłumaczeniem rzeczywistości lecz również miała na celu integrować społeczności. W obręb systemów religijnych wchodzą poza elementem tłumaczenia rzeczywistości również elementy obyczajowości, moralności oraz prawa. Niech Pan spojrzy chociażby na księgi mojżeszowe. Poza opisem stworzenia świata znajdują się tam również przepisy prawne starożytnego Izraela. Mysle zreszą, że to właśnie one stanowią najważniejszą część tych ksiąg. Cała reszta miała tylko służyć uprawomocnieniu w świadomości ludzi konkretnych przepisów. Przykładowo twierdzenie, że za jakimś prawem stoi jakaś wszechmocna istota mogąca ukarać za jego nieprzestrzeganie miało zmuszać ludzi do podporządkowywania się systemowi społecznemu. Można oczywiście wykłucać się o aspekt moralności czy sprawiedliwości tych praw oraz zastanawiać się komu one właściwie służyły ale nie można zaprzeczyć temu, że były one pierwszą próbą wprowadzenia ładu w życie społeczne dużej grupy ludności. Nie można być tak całkowicie krytycznym wobec religii. Chociaż faktycznie spełniła ona już swoją role w historii i obecnie staje się pewnym archaizmem utrzymującym się tylko dzięki emocjonalnym związkom wyznawców z danym systemem religijnym. Chociaż z drugiej strony rozwój nauki i techniki wymusza również pewne zmiany w obrębie religii.
placownikrzaba dżewna
>Można oczywiście wykłucać się

   Nie, oczywiście nie można. Można jedynie wyklócać się.

   Patrz www.racjonalista.pl/forum.php/s,26727

   Pozdrawiam

K_GLOdp: rzaba dżewna
Błędy się zdarzają, więc proszę o większą wyrozumiałość. Postaram się przykładać większą uwagę do ortografii. Wolałbym żebyś odniósł się do meritum, a nie zwracał uwagi na drobne wpadki z pisownią.
placownikOdp: Sublimowanie infantylnych pragnień
   Cóż, masz rację. Tym niemniej sugerowałbym Ci zalogowanie się jako uczestnik forum. To nie boli. Sprawdziłem. A wtedy nie wytykałbym Ci błędu publicznie, bo miałbym szansę wysłania do Ciebie maila w tej sprawie.

   Co do meritum.

   Osobiście nie przepadam za charakterystycznym stylem wypowiedzi Leona Boda Bielskiego. Barokowa struktura i kwieciste porównania często skrywają niebanalne skojarzenia. Jednak dominacja formy nad treścią równie często prowadzą Autora na manowce. Przyjrzyj się na przykład zdaniu tworzącym czwarty akapit.

>Prawo indukcji, (...) dowodzi poprawności wzajemnej wymiany "genetycznej" chromosomów, wywodzących się z tego samego pratygla pierwotnych wierzeń i szamańskich sztuczek.

   Rozumiesz, co Autor miał na myśli pisząc o poprawności wzajemnej wymiany? Ja nie rozumiem.

   A> Nowe odmiany roślin, klonowanie zwierząt, transgeniczne techniki międzygatunkowej wymiany genów nawet między roślinami i zwierzętami
w żaden sposób nie dowodzą
>poprawności pierwotnych, rzeczywiście teoretycznych założeń, jakie legły u podstaw toku myślenia Karola Darwina.
wbrew temu co twierdzi Leon Bod.

   Jedno nie ulega żadnej wątpliwości. Autor jest przeciwny religii w każdej formie, w każdym miejscu i w każdym czasie. Po odsianiu sterty formalnych wygibasów i płynących z głębi żołądka raczej, niż serca, złośliwości w stosunku do wszelakich wierzeń religijnych, z wypowiedzi Leona Boda pozostał mi jego bezgraniczny podziw dla nauki (>Nauka broni się przede wszystkim żelazną logiką stosowanej metodologii oraz doskonałością narzędzi badawczych, pozwalających dziś coraz śmielej ingerować w procesy, które ewolucji zajęły setki milionów lat)
oraz to, co w zasadzie stanowi sedno Jego wypowiedzi. Odczytuję to sedno, jako postulat zastosowania memetyki do badań nad tworzeniem się nowych i przekształcaniem już istniejących religii.

   Jak wynika z tego mojego odczytania tekstu uważam, że Twoja polemika idzie nieco obok. Tym niemniej zgadzam się, że oceniając rolę religii w procesie tworzenia społeczeństw ludzkich nie można pomijać jej funkcji regulacyjnej i integrującej. Co więcej, nie bardzo potrafię sobie wyobrazić co mogłoby wówczas religię w pełnieniu tych funkcji zastąpić.

   Pozdrawiam.
Dumnyzeswejorientacjigej (7 punktów)Co to za bełkot?
Jeśli ktoś chce poczytać o ewolucji i jej roli prosto i sensownie, polecam "Tabulę rasę" Pinkera.
dumnyzeswejorientacjigej.blox.pl
dumnyzeswejorientacjigej.blox.pl

Wróć do listy wątków działu Nauka

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365